Poprzedni temat «» Następny temat
Gabinet lekarski #5
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 29 Kwiecień 2019, 16:26   Gabinet lekarski #5

***
 


profil
 
Gary Baker


Jestem w Chicago od
urodzenia



46
Mechanik

lonely wolf

Mieszkam w
Canaryville

Gary

Baker

Wysłany: 4 Wrzesień 2019, 00:42   
   Multi -  Tatiana


Drzwi są otwarte. Staję w nich, opieram się o framugę i uśmiecham uchylając nieco usta, jest w tym pewna zadziorność, która towarzyszy prawie każdemu mojemu gestowi. Wydaje mi się, że nie dostrzegasz mnie jeszcze. Pukam cicho w drewno i zakładam ręce na siebie.
- Cześć Rory - uśmiecham się jeszcze szerzej. - Byłem na wizycie kontrolnej i... - Wiesz przecież, że chodzę na terapię do psychologa, zdążyłaś dowiedzieć się co nieco, na temat mojej przyszłości. Mimo tego nie lubię o tym mówić. Czuję się jak czubek, nawet jeśli to tylko psycholog, a nie psychiatra, chociaż i takie epizody się niestety zdarzały. - No i pomyślałem, że skoro już tutaj jestem... - Wzruszam ramionami. Wpatruję się w ciebie przez dłuższą chwilę. - Słyszałem, że masz przerwę, więc może dasz sobie zająć parę minut? - Z brązowej, skórzanej torby, przewieszonej przez moje ramię, wyciągam dwie kawy w tekturowych kubkach. Chciałem zabrać jeszcze lody waniliowe, ale pewnie nie przetrwałyby drogi z kawiarenki. Kawy stawiam na twoim biurku, po czym przysuwam sobie krzesło przeznaczone dla pacjentów i zajmuję je.
Wpatruję się w ciebie przez chwilę, przypominając to, w jak zwariowany sposób skrzyżowały się nasze drogi. Wiem, że już robię się na to za stary - na zgrywanie bohatera. Jeszcze parę lat temu, jeszcze w zeszłym roku nawet... Teraz zaczynam odczuwać ciężar swojego wieku, widzę to w lustrze, w tych spojrzeniach, które sobie rzucam każdego ranka przed wyjściem do pracy i które widzę, kiedy wracam wieczorami lub nocami. W dodatku te sny... Ostatnio było ze mną gorzej -pokonywało mnie moje ciało - gdybym jeszcze mógł normalnie zasnąć, ale ból w barku wciąż mnie budzi, a każdej pobudce towarzyszą senne wspomnienia, oniryczne wizje tego, co się wydarzyło podczas ostatniej misji w Sudanie... Pewnie dlatego ludzie traktują mnie jako outsidera, dziwaka. Ty od początku byłaś inna - wdzięczna, ale nie z samej grzeczności. Nie potraktowałaś mnie jak przypadkowego gościa, który pomógł ci i zniknął w tłumie. Taaak... mogę powiedzieć, że to tobie zawdzięczam fakt, że dzisiaj tutaj siedzę i mogę porozmawiać. Wiesz, że wiele to dla mnie znaczy, bo nie mam zbyt wielu przyjaciół. Dotychczas uważałem za takiego jedynie Clema - właściciela warsztatu, w którym pracuję. To oczywiście jest dla mnie popaprane, dzieli nas w końcu osiemnaście lat różnicy, mógłbym niemalże być twoim ojcem, ale szczerze - nie czuję tej różnicy. Wręcz przeciwnie, mam w tych chwilach, kiedy rozmawiamy, takie poczucie, jakbym był znów młodszy, jakbym mógł nie popełniać błędów, których już nigdy nie naprawię. Chociaż czasami zachowuję się protekcjonalnie, ale trudno jest mi powstrzymać te odruchy, czuję się człowiekiem innej kategorii. A może trochę, odrobinę, krztynę... przypominasz mi Catherine?
Wiesz co jest dziwne? To jak ten cholerny czas płynie. Mój umysł rejestruje upływ lat w spowolnionym tempie i poważnie, nie czuję się na swój wiek, ale tylko mentalnie.
- Jak twój motor po regulacji gaźnika? Wszystko chodzi dobrze? Wybierzemy się na ten piknik za miasto, który mi kiedyś obiecałaś? Chyba dotrzymałem umowy. - Zgodziłaś się na to, że jeśli doprowadzę go do porządku, to dasz się wyciągnąć na przejażdżkę poza Chicago. Proponowałem Indiana Dunes National Park, ale mówiłaś wtedy, że przedyskutujemy to, jak mi się uda. Chyba nie pokładałaś we mnie jeszcze wielkich nadziei i nie wierzyłaś w moje zdolności, jako mechanika. Nie czuję się może mistrzem, ale to ugodziło w moje ambicje i serio przyłożyłem się do roboty. No to ciekawe na ile mój wysiłek udało się przekuć w sukces.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Aurora Lawson


Jestem w Chicago od
początku z przerwą



28
przyszła pani doktor

i zarazem przyszła stara panna

Mieszkam w
River North

Aurora Isabelle

Lawson

Wysłany: 4 Wrzesień 2019, 18:36   
   Mów mi -  Lin
   Multi -  Johnny, Lysander


    001.


Parę minut temu Aurora z szerokim uśmiechem na twarzy pożegnała jednego z pacjentów. Wciąż nie opuściła gabinetu, chociaż miała przerwę. Musiała odpowiednio sporządzić dokumentację, a wolała unikać potknięć, nie będąc jeszcze pełnoprawnym lekarzem. Nie zamykała jednak drzwi za pacjentem – na wypadek, gdyby ktoś jej szukał. Chyba przeczuwała, że ktoś może się zjawić. Gdy rozległo się pukanie, jej została właśnie ostatnia rubryczka w papierach. Dopisała parę ostatnich słów, po czym zamknęła kartę, jednocześnie kierując swoje zaciekawione spojrzenie w stronę wejścia do gabinetu. Widząc, kogo przywiało w jej skromne progi, natychmiast szeroko się uśmiechnęła. – Gary! Cześć! – przywitała go z entuzjazmem, jak zwykle zresztą. Była zaskoczona, lecz słysząc jego wyjaśnienia, na twarz wstąpił jej wyraz zrozumienia. Słuchała go, kiwając powoli głową. – Bardzo się cieszę, że pomyślałeś o mnie. Z chęcią udostępnię Ci siebie na te parę minutek. – nie zamierzała oponować. Nie wstając z krzesła, nachyliła się bliżej biurka. – Zwłaszcza że przyniosłeś prezent. – sugestywnie poruszyła brwiami i zaśmiała się wesoło. Natychmiast złapała za jeden kubek i pociągnęła dużego łyka. To niewątpliwie jej się przyda!
Cóż, Lawson zawsze miała nietypowe podejście do ludzi. Nie starała się ich oceniać po jednym spotkaniu, patrząc jedynie na wygląd zewnętrzny czy podobne aspekty. Przekonać nie mogły jej również plotki roznoszące się na temat danej osoby albo sprawiane przez nią wrażenie. Była zdania, że wszystko wymagało czasu i uwagi, a najważniejszych szczegółów nie dało się dostrzec gołym okiem. Wolała samodzielnie ocenić człowieka. W szczególności takiego, który może i sprawiał wrażenie dziwnego w jakimś sensie, lecz by jej pomóc gotowy był poświęcić dosyć spory kawał czasu. Oczywiście, że była mu wdzięczna. I zapomnieć podobnego człowieka nie mogła – no bo jak puścić w najdalsze odmęty umysłu taki czyn? Aurora darzyła zbyt wielkim szacunkiem osoby, które bezinteresownie potrafiły nieść pomoc. Dodatkowo, będąc weteranem wojennym i starszym od niej mężczyzną, Gary częściowo też imponował jej doświadczeniem. Nie dociekała oczywiście, co konkretnie miał nieprzyjemność przeżyć, lecz przypuszczała, iż to raczej nie są zbyt miłe wspomnienia. Podziwiała go wręcz za wytrwałość i siłę. Kto wie, może dlatego tak przyjemnie jej się z nim rozmawiało. Pomimo wrażenia, iż ten jej „ojcuje”, atmosfera w jego towarzystwie była nietypowa – w pozytywnym sensie oczywiście.
Gdy przemówił ponownie, dosyć szybko ocknęła się z chwilowego letargu, przez co pozostał on praktycznie niezauważalny. – Tak, maszyna spisuje się znakomicie. Wręcz lepiej niż przed poszkodowaniem. – uśmiechnęła się pogodnie, jednocześnie odstawiając kubek kawy na stół. Nie chciała pić jej zbyt szybko. – Swojej części dotrzymałeś, więc i ja powinnam. Tylko zgadajmy się wcześniej, dobrze? Muszę poinformować szpital, żeby czasem mnie nie wzywali w tym czasie. – cóż, nie miała już żadnych powodów, by odmawiać. Taki wyjazd dobrze jej zrobi. Ostatnio Rory non stop siedziała w pracy, a życie towarzyskie nie było tak barwne, jak być powinno. Chociaż tyle, że w czasie pracy miała kontakt z innymi, przez co nie czuła się całkowicie samotna. Zawsze przecież zjawiały się staruszki, które lubiły sobie pogadać o dawnych czasach, a Lawson nie miała serca im przerywać. Przynajmniej czas jakoś szybciej jej leciał.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Gary Baker


Jestem w Chicago od
urodzenia



46
Mechanik

lonely wolf

Mieszkam w
Canaryville

Gary

Baker

Wysłany: 4 Wrzesień 2019, 19:56   
   Multi -  Tatiana


Ten uśmiech, spontaniczność - lubię to w tobie. Ludzie w moim otoczeniu, zwłaszcza mieszkańcy Canaryville są raczej powściągliwi i ograniczeni. Nie lubią okazywać radości ani smutku, obie te rzeczy traktują jak objawy słabości. Miło więc widzieć kogoś, kto szczerze uśmiecha się na mój widok. Widzę jednak, że chyba coś ci przerwałem, jakąś pracę... skąd mam wiedzieć, że to ostatnia rubryczka, prawda? Już chcę przeprosić i zapytać, czy wyjść, ale... powstrzymują mnie twoje słowa. Jestem ci wdzięczny za to, nie lubię niezręcznych sytuacji, gdzie muszę dopytywać, czy na pewno nie przyszedłem nie w porę. Miałem i tak mnóstwo farta, że akurat miałaś przerwę. No dobra... to nie był fart mówiąc już zupełnie uczciwie. Przesiedziałem w kawiarence dwie godziny, rozcierając ręce i popijając wodę mineralną, żeby się z tobą spotkać. Psycholog poleciła mi, żebym więcej wychodził do ludzi, więc postanowiłem wziąć sobie do serca jej słowa. Poza tym sam uznałem jeszcze zanim tu przyjechałem, że świetnie byłoby cię zobaczyć. Rzadko się odzywasz, ale rozumiem to... Twoja praca wymaga dużego poświęcenia, masz sporo na głowie, na pewno nie chcesz też poświęcać czasu komuś takiemu jak ja, masz rówieśników dookoła siebie, znajomych z innych środowisk, do których ja nie mam wstępu. Jestem tu tylko pacjentem, który korzysta ze swojego ubezpieczenia i renty weterana, żeby móc reperować swoje ciało i umysł. Mimo wszystko, mimo całego tego natłoku depresyjnych myśli, jestem bardzo szczęśliwy i wiem już, że to była dobra decyzja, żeby cię odwiedzić.
- Powiedzmy, że prezent. Sam potrzebowałem też trochę kofeiny. Prezentem miały być lody waniliowe, ale jest tak ciepło, że nie wiem, czy nie roztopiłyby się po drodze... - Wiem, że uwielbiasz wanilię. No ale chwila przy kawie też mi wystarczy. "Parę minutek" musi mi wystarczyć, chociaż chętniej zająłbym ci dłużej.
Nawet nie wiem co siedzi w twojej głowie, nie domyślam się tego, że czymkolwiek ci imponuję... Zrozumiałbym - po prostu nie wiesz o mnie wszystkiego, znasz mnie tylko z tych kilku rozmów, z paru spotkań. Może ja mam dużo gorsze zdanie na swój temat, bo wiem, co zrobiłem. Zrezygnowałem ze swojej rodziny, nie umiałem jej poświęcić dość czasu, zachować się dojrzale, odpowiedzialnie i zamiast tego uciekałem od problemów. Zostałem bohaterem wojennym, "chlubą tego narodu", ale jakim kosztem? Dlaczego? Czy dlatego, że chciałem? Czy może dlatego, że tak bardzo chciałem uciec od swojej codzienności, której nie umiałem ogarnąć? Nawet na wojnę, w samo serce piekła, byle tylko nie mierzyć się z tym, co tak wielu ludziom przychodzi z łatwością. Wiem mam podły nastrój... Ostatnio trochę olewałem spotkania z terapeutą i chyba nieco podupadłem na samopoczuciu, a może to chroniczne niewyspanie?
- Rory... przecież wiem, że z tobą trudniej się umówić, niż na audiencję u papieża. - Zdobywam się na gardłowy, głęboki śmiech, który jednak szybko się urywa. - Po prostu napisz, jak będziesz miała czas, nie chcę się narzucać, wiem, że masz swoje obowiązki i tak dalej... - Nie patrzę ci w oczy, znów rozcieram ręce. Denerwuję się? Dlaczego? Chciałbym pokazać ci się w najlepszej możliwej formie, radosny, wesoły, a dzisiaj czuję, że nie dotrzymuję ci kroku, że jesteś faktycznie dużo młodsza, masz dużo więcej życia w sobie i przed sobą. - Wiesz... czekałem, czy może odezwiesz się, ale rozumiem, poważnie, rozumiem... - Głupiec z ciebie Gary, głupiec, że zachowujesz się jak pieprzone dziecko. Każdy ma swoje życie, ty również, zacznij więc żyć, pchaj dalej ten wózek, zamiast się rozczulać. - Przepraszam. - Zdobywam się na to, żeby podnieść wzrok i skrzyżować go z twoim. - Jestem... w trochę gorszej formie po prostu ostatnio. Ale to nic takiego! - Końcówkę dodaję pospiesznie podnosząc ręce, jakbym chciał dać ci jasno do zrozumienia, że to całkiem naturalne, chociaż... kogo ja chcę oszukać? Ciebie może jeszcze się uda. Może. Siebie? Na pewno nie. - Po prostu przydałoby mi się gdzieś wyrwać, nie stać mnie na pełnoprawny urlop, więc pomyślałem, że może też będziesz chciała odpocząć sobie jeden dzień.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Aurora Lawson


Jestem w Chicago od
początku z przerwą



28
przyszła pani doktor

i zarazem przyszła stara panna

Mieszkam w
River North

Aurora Isabelle

Lawson

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 21:07   
   Mów mi -  Lin
   Multi -  Johnny, Lysander


Skąpość w emocjach była dla Aurory nadzwyczaj dziwną rzeczą. Niekomfortowo czuła się przy ludziach sztywnych, z których twarzy nie dało się nic wyczytać. I co ona miała wtedy myśleć? Nie była pewna, czy taki ktoś ją lubi, czy może ma ją całkowicie gdzieś? Emocje to stały element ludzkości, nie powinno się z nimi kryć. Tak uważała Lawson i cały czas tego się trzymała, starając się przelewać te najbardziej pozytywne reakcje w swoich pacjentów. I nie tylko! W przypadku Gary’ego też z chęcią dzieliła się swoją pogodną naturą, bo zwyczajnie sprawiał wrażenie, iż takowej potrzebował. Nie musiała być terapeutą, by również go wspierać. Trochę ubolewała nad swoim ograniczeniem czasowym, ale z nim niestety nie mogła nic zrobić. Kariera zawodowa była dla niej ważna, a żeby ją należycie rozwinąć, musiała nabywać doświadczenie. Praca w szpitalu mimo wszystko była wymagająca i męcząca. Z tego samego powodu większość czasu szła również na regenerację sił i odpoczynek. To jednak nie znaczyło, że nie chciała spotykać się z Gary’m – wręcz przeciwnie! Kiedy mogła, starała się nawiązywać jakikolwiek kontakt. Ostatnio była jednak dosyć zabiegana. Trochę przykro jej się robiło, że nie dawała żadnego znaku życia. Nie mogła jednak nic na to poradzić i miała nadzieję, że Baker rozumiał, w jakiej sytuacji się znajduje.
- Kawa też jest miłym dodatkiem. Chociaż lody… – rozmarzyła się na moment, a jej usta przyozdobił wręcz błogi uśmiech. – Trudno, muszę się jakoś obejść smakiem. Nie chciałabym jeść wody. Albo powietrza. – zabrzmiała trochę smutnawo, lecz to była tylko gra. Już po chwili z jej gardła wydobył się dźwięczny śmiech. Mimo wszystko udawało jej się utrzymywać dobry humor, choć w pracy niekiedy miała okazję by najeść się porządnej dawki stresu. Rory była jednak silną kobietą, a takie przeszkody nie były dla niej czymś wielkim.
Cóż… Każdy podejmuje inne decyzje, kierując się naprawdę różnymi sprawami. Może Lawson jeszcze niezbyt dobrze znała starszego kolegę, ale z pewnością nie skreśliłaby go od razu nawet wtedy, gdyby powiedział prawdę. Miała świadomość, że za każdym postępowaniem kryła się jakaś przyczyna. Najpierw musiałaby ją poznać – dopiero wtedy byłaby w stanie go ocenić. Nie wszystkim jednak pisane było tradycyjne, sielankowe życie. To również był fakt dobrze jej znany. Ludzie różnili się pod wieloma względami i nie każdy nadawał się, by prowadzić spokojne i ustatkowane życie. Być może Gary’emu pisana była wojna, a nie rodzina. Kto wie?
- Czy to znaczy, że mam lepsze kwalifikacje? – spytała żartobliwym tonem, również decydując się na krótki śmiech. Gdy nastała cisza, ponownie sięgnęła po kubek. – Dobrze, dam Ci znać. – obiecała. Miała nadzieję, że tym razem nie rzuca słów na wiatr i faktycznie nadarzy się okazja, by spotkać się ze znajomym. Bardzo jej na tym zależało. Z uwagą przyglądała się mężczyźnie, dostrzegając natychmiast, iż coś go trapi. Delikatnie zmarszczyła czoło, badając każdy element tej układanki, na którą składał się w chwili obecnej Baker. Gdy tylko słowami naprowadził ją na odpowiednią drogę, jej twarz zmieniła wyraz na zrozumienie. Prawie natychmiast pojawiły się również wyrzuty sumienia. – Nie, Gary. To ja przepraszam. Może zbyt mocno skupiam się na pracy. – uciekła wzrokiem gdzieś w bok, jednocześnie delikatnie przygryzając dolną wargę. Nie sądziła, że urazi go swoim zapracowaniem. Naprawdę nie chciała, by coś takiego miało miejsce. Będzie musiała to niezwłocznie naprawić! – Hej… To nie jest nic takiego. Jeśli potrzebujesz czegoś, nie wahaj się! – natychmiast wyczuła, że coś jest na rzeczy i naturalnie, nie chciała odpuścić, dopóki nie dostanie odpowiedniej informacji. – Oczywiście, że chcę. Po prostu praca w szpitalu jest nieco bardziej wymagająca, niż można przypuszczać. – nie zamierzała się tłumaczyć, po prostu chciała go poinformować o realiach. – Postaram się jednak w ten weekend znaleźć czas. Nie chcę łamać obietnicy. – uśmiechnęła się delikatnie i mrugnęła przyjaźnie w stronę Bakera.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Gary Baker


Jestem w Chicago od
urodzenia



46
Mechanik

lonely wolf

Mieszkam w
Canaryville

Gary

Baker

Wysłany: 8 Wrzesień 2019, 20:14   
   Multi -  Tatiana


Poczułem się nagle źle z tym, że wlewam w swoje słowa nutkę żalu. Nie powinienem cię obwiniać, ponieważ sam też nie jestem konsekwentny w utrzymywaniu kontaktu i nie usprawiedliwia mnie wcale fakt, że miałem gorszy nastrój, czy więcej pracy - o ludzi się dba, prawda? Zwłaszcza o takich, na których nam zależy. Spoglądam ci w oczy, mam nadzieję, że nie poczułaś się zmieszana, czy dotknięta moimi słowami w jakikolwiek sposób. Nie powinienem ci nic wypominać, to bardziej chęć zaznaczenia, że chciałbym, żeby nasz kontakt był trochę częstszy, o ile oczywiście znajdziesz dla mnie czas.
- Niestety na moje zdolności kulinarne liczyć nie możesz, ale... znam kilka dobrych meksykańskich knajpek u siebie w okolicy. - Oczywiście tam też nie było okazji się wybrać, ale to już bardziej dlatego, że nie sądzę, żeby podobały ci się tego typu miejsca... Food trucki z kilkoma stolikami, niezbyt czysto, niezbyt nowocześnie. Chętniej zabrałbym cię do restauracji, chociaż żarcia jestem bardziej pewien w tych miejscach, gdzie je rzeczywiście jadam. Sam praktycznie wcale nie gotuję, bo moje umiejętności kończą się na jajecznicy i odgrzaniu czegoś z paczki. Przynajmniej nie muszę spędzać wiele czasu w kuchni.
Co do twojego spojrzenia na moją przeszłość, to ważne jest to, że od początku, jak tylko ciebie poznałem, zauważyłem, że jesteś taka... dobra. Rozumiesz? Takiego człowieka jak ty nie straszy się historiami o spieprzonym małżeństwie, uciekaniu od problemów, tym, że nie znam swojego syna, że nie mamy właściwie kontaktu i mam zakaz zbliżania się do mojej rodziny. Oczywiście powiedziałem ci już o rozwodzie, ale raczej mimochodem i zawsze zbywałem ten temat. Nie lubię być oceniany za te "złe rzeczy" które zrobiłem w swoim życiu. Wciąż trochę przed tym uciekam, chociaż wiem, że przyjdzie mi się rozliczyć ze swoimi grzechami. Kiedyś. Nie teraz. Ciekawi mnie za to twoja historia, jest pewnie dużo bardziej pogodna, niż moja, trochę ci zazdroszczę życia, relacji z rodzicami, tego, że masz przed sobą jeszcze tyle pięknych chwil i możesz roztaczać dookoła tą pozytywną aurę, która tak poprawia nastrój.
- Jak tam w ogóle pracy? Mocno cię cisną? Dostajesz same "ambitne" zadania? - Zawsze mówiłaś o tym z przejęciem, z pasją, którą rzadko się widuje u ludzi po kilku latach studiów. Zazwyczaj wypalenie przychodzi szybko, pacjenci okazują się męczący i kiedy po raz kolejny wchodzę do gabinetu, widzę nieco skwaszoną minę lekarza. Tutaj, u ciebie, chciałby się leczyć każdy. - I... daj spokój. Wiem, że to jest bardzo ważne i to jest najlepszy czas, żebyś się na tym skupiała Rory. Po prostu chciałem pogadać, spędzić trochę czasu. Nie tutaj, nie teraz... nie tak na szybko, rozumiesz? - Uśmiecham się, ale w moich oczach widać zmęczenie. Znów narzekania starego faceta... ja pierdolę - jak ty to znosisz?! - Byłoby świetnie! Ostatnio męczy mnie samotność i za często zacząłem chodzić do barów, przyda mi się wypad za miasto i rozmowa z kimś mądrzejszym ode mnie. - Śmieję się. - Jeśli oczywiście nie przeszkadza ci to, że ostatnio stałem się strasznie zrzędliwy - Wzruszam ramionami. - Ale obiecuję, że ci to wynagrodzę jakąś niespodzianką! - I nawet wiem jaką, ale przecież nie powiem ci tego teraz, bo to nie byłaby wtedy niespodzianka, no nie?
_________________
  
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Aurora Lawson


Jestem w Chicago od
początku z przerwą



28
przyszła pani doktor

i zarazem przyszła stara panna

Mieszkam w
River North

Aurora Isabelle

Lawson

Wysłany: 9 Wrzesień 2019, 21:03   
   Mów mi -  Lin
   Multi -  Johnny, Lysander


Każdy kontakt utrzymuje i rozwija, jak tylko może. Wiadomo, nie zawsze istniały takie relacje, które wręcz chciało się pielęgnować. Nie ze wszystkimi znajdowało się podobne hobby czy wspólne tematy do rozmowy. Nieraz kolidowały same charaktery, których połączenie tworzyło wręcz mieszankę wybuchową nie do poskromienia. Aurora jednak zdawała się twierdzić, że jej usposobienie całkiem dobrze współgra z nietypową naturą Bakera. Tę relację wręcz chciało się rozwijać, przynajmniej jej. Tylko praca i zmęczenie stały Lawson na drodze do tego. Będzie się starała jednak robić wszystko, co w jej mocy, byleby tylko kontaktować się w jakiś sposób z Garym. Szczególnie, że zwrócił uwagę na tą kwestię. Rory nie miała mu tego za złe. Był to jedynie dowód na to, że i jemu nie była wcale taka obojętna.
- Rozumiem. – zaśmiała się serdecznie, uroczo mrużąc przy tym oczy. – Meksykańskie żarcie też brzmi świetnie. Ewentualnie to ja mogę chwycić za kuchenny sprzęt i upichcić coś dobrego. – o dziwo nie miałaby nic przeciwko ulicznym stoiskom z jedzeniem czy nawet fast foodom. Starała się prowadzić zdrowy tryb życia, co nie znaczy od razu, że kategorycznie zabrania sobie całej reszty! Jak raz na ile zje coś o nieznanym pochodzeniu lub posiłek wręcz ociekający tłuszczem nic się nie stanie. I tak nie odbiłoby się to na jej nienagannej sylwetce, wypracowanej dzięki uprawianiu różnych sportów i częstym wizytom na siłowni.
Może Aurora nie była jakimś wcieleniem idealnego dobra czy anielskości, lecz starała się nie patrzeć na nikogo przez pryzmat przeszłości. To zależało oczywiście od sytuacji. Wiedząc jednak, że Gary był po rozwodzie i niechętnie mówił o dawnych chwilach, zapewne nie były to dobre wspomnienia. Nie dociekała mimo wszystko na siłę, nie dopytywała. Miała świadomość, że niełatwą przeszłość ciężko było przelać na słowa. Sama jednak nie miała o tym zielonego pojęcia. W końcu jej życie było dość sielankowe i wręcz nudne, jak to zwykła myśleć Lawson. Mając jednak do wyboru proste, acz szczęśliwe życie oraz burzliwe, pełne ciemnych momentów wspomnienia? Wybór był oczywisty.
- Jeśli ambitnym zadaniem jest nakłanianie upartych staruszek do wyposażenia się w aparat słuchowy bądź implant, to jak najbardziej. – dzisiaj miała na tyle swobodny dzień, iż bez obaw była w stanie pożartować. – Na nudę z pewnością nie narzekam. Jest co robić, czasem aż za dużo. Ale myślę, że daję sobie radę. – przyznała po krótkiej chwili przeznaczonej na przemyślenia. O dziwo jej głos nie był znudzony, a wręcz przeciwnie – niemalże pełen ekscytacji. Od początku wiedziała, że zawód lekarza to coś w sam raz dla niej. Teraz tylko utwierdzała się w tym fakcie. Usilnie dążyła do tego, by zostać panią doktor, którą wszyscy bez wyjątku będą nazywać sympatyczną. – Oczywiście! Nie ma problemu, możemy pogadać kiedy indziej. Dałam tylko znać, że na mnie zawsze możesz liczyć. – zgodziła się, nawet obdarzając Gary’ego uśmiechem. Sama doskonale wiedziała, że gabinet otolaryngologa to raczej nie miejsce na prywatną rozmowę. Do tego nadałby się raczej pokój należący do psychologa, lecz i tak taka pogawędka byłaby zbytnio nastawiona na lekarską stronę. Najlepiej więc było spotkać się gdzieś na mieście, ewentualnie w domu. W takich miejscach rozmowa miała nieco luźniejszą atmosferę. – Oj, to niedobrze że doskwiera Ci samotność. – natychmiast się zmartwiła, co widać było po jej zatroskanej minie. – No to w końcu mam powód, by się wyrwać pracy. Panie ordynatorze, niech mi pan wybaczy, ale dzisiaj muszę wcześniej wyjść! Znajomy pilnie potrzebuje sporej dawki towarzystwa i tylko ja mogę mu ją dostarczyć! – zaśmiała się wesoło, co tylko było dodatkiem do jej nieodłącznego humoru. – A gdzie tam mądrzejszej. To że ktoś jest lekarzem, nie znaczy że ma IQ dużo powyżej normy. – machnęła ręką, cały czas nie rezygnując z rozbawionego uśmiechu. – Oczywiście, że mi to nie przeszkadza, Gary. Każdy miewa gorsze momenty. – dzięki swojej wyrozumiałości naprawdę nie widziała w tym problemu. Zwłaszcza że i ona przez parę dni w miesiącu potrafiła stać się naprawdę nieznośna. Chyba wiadomo dlaczego? – Oj tam, bez niespodzianek by się obyło… Ale przyznam szczerze, że dzięki temu nie mogę się wręcz doczekać naszego następnego spotkania! – nieoczekiwane zdarzenia zawsze były miłym dreszczykiem, jeśli chodziło o Rory. Oczywiście tylko w tych pozytywnych przypadkach – negatywne niespodzianki już nie były takie fajne.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Gary Baker


Jestem w Chicago od
urodzenia



46
Mechanik

lonely wolf

Mieszkam w
Canaryville

Gary

Baker

Wysłany: 11 Wrzesień 2019, 15:43   
   Multi -  Tatiana


Absolutnie nie jesteś mi obojętna! Czy gdyby tak było, przyszedłbym do Ciebie dzisiaj, czy czekałbym w kawiarence przez kilka godzin, żeby spotkać się z Tobą na te parę minut? Wiem, że tego akurat nie wiesz, ale ucieszyłbym się, gdybym wiedział, że właśnie w ten sposób odebrałaś moje słowa. Jeśliby się nad tym zastanowić, to właśnie to miałem na myśli - pośrednio.
Kiwam głową w geście aprobaty. - Czemu nie, tylko na pewno nie u mnie, bo wiesz jak wygląda moja "kuchnia" - krzywię się nieznacznie. Nie żebym miał coś do swojej przyczepy, czuję się tam trochę jak prawdziwy buntownik, outsider poza systemem, człowiek niezależny. Jest mi z tym dobrze, choć często wiąże się to z pewnymi niedogodnościami. Najbardziej uciążliwe jest noszenie prania do i z pralni non stop. No i fakt, że nie ma za dużo miejsca, żeby posiedzieć. Co prawda nie mam w zwyczaju zapraszać wielu gości do siebie, ale fakt, że nawet gdybym chciał, to nie mam na to szansy, jest dla mnie krępujący. Tak samo jak po raz pierwszy muszę komuś powiedzieć gdzie, jak mieszkam, z czym to się wiąże i tak dalej... No i te pytania "a jak z wodą? co z prądem?". Poważnie ludzie - nie mieszkam w kartonie! Mam czasami ochotę się odgryźć, ale zazwyczaj uśmiecham się tylko ironicznie i milczę.
Co do żarcia w mojej okolicy, to daleko mu do nazywania fast foodem - sam staram się nie jadać takich rzeczy. Po prostu chodzi mi o kwestie estetyczne, nic więcej. Co do sylwetki - trudno zaprzeczyć... Jest to przywilej młodości i ciężkiej pracy, którą dodatkowo w to wkładasz. Ja muszę pracować nad swoją sylwetką o wiele więcej, ale wciąż trzymam się nieźle, chociaż wymaga to więcej wyrzeczeń i wysiłku niż w przypadku osoby w twoim wieku.
Widzisz... trawa zawsze wydaje nam się bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Kiedy tak siedzimy patrząc z perspektywy trzeciej osoby na fragmenty cudzego życia - nieuporządkowane, wyrywkowe, często pozorne, przyprawione własnymi wyobrażeniami na temat intencji, powodów, doświadczeń przeżytych, wydaje nam się, że każdy dookoła ma lepiej, niż my. Bogaci zazdroszczą biednym, biedni bogatym, wpływowi tym nieznanym, a nieznani sławnym, ja chciałbym mieć nudną historię i spokojne życie, ty czasami marzysz o tym, żebyś mogła w swój miniony życiorys wpisać trochę przygód. Nawet jeśli ostatecznie wybierasz swoje życie, to i tak - każdy ma takie marzenia, każdy chce coś zmienić, ulepszyć, naprawić. Zdecydowanie zbyt dużo czasu spędzamy rozmyślając nad przeszłością.
- A jest? - Wargi lekko mi drgają w powstrzymywanym uśmiechu. - No wiesz... to bardzo WAŻNE. - Rozkładam ręce i już nie mogę dłużej powstrzymać śmiechu. - Rory... a jak ty je właściwie nakłaniasz, jeśli one cię ledwie słyszą? - Puszczam do ciebie oko. Pracy masz na pewno dużo więcej, niżby się wydawało tak na pierwszy rzut oka. Zdaję sobie sprawę, że na twojej pozycji pracuje się za dwoje. Zazwyczaj jeszcze wciska się te najbardziej żmudne, niewdzięczne zadania. No cóż... każdy to przechodził. Ja w wojsku też obierałem kiedyś ziemniaki.
Cieszę się, że mnie rozumiesz i że masz ochotę poświęcić mi trochę czasu. Bałem się, że zrobisz tą smutną (szczerze smutną) minę i powiesz mi, że nie masz niestety czasu, że jesteś zalatana, że praca cię przytłacza i jeszcze inne rzeczy masz na głowie. Śmieję się na twoje słowa. - Och Rory... Co ja bym bez ciebie zrobił, powiedz mi? - Kładę na moment dłoń na twojej dłoni, ale prawie natychmiast ją cofam, trochę zaskoczony tym spontanicznym gestem na który się zdobyłem. Zmieszanie trwa pół sekundy, ale nie dłużej. W końcu czuję się tak, jakbym znał cię dużo dłużej, niż w rzeczywistości, więc nie powinienem się przejmować. Czy jednak tak? Nie wiem, jak możesz na to zareagować, jak to odebrać.
- W życiu radzisz sobie dużo lepiej, więc możesz mi sprzedać trochę rad, jak ułożyć moje. - Wzruszam ramionami i mam nadzieję, że ta chwila zmieszania uszła twojej uwadze. Co do wyrozumiałości, to względem kobiet nigdy nie miałem z tym problemu, każdy dojrzały człowiek to rozumie. Zwłaszcza jak się jeszcze pracuje pod presją, tak jak ty. - No to ja się chyba będę zbierał... - Mówię z nutką smutku, czuję bowiem niedosyt twojej osoby i rozmowy, która tak przyjemnie się zaczynała, a nawet nie zdążyła rozwinąć. - Załatw sobie to wolne, a ja będę dzwonił i umówimy się już konkretnie. - Uśmiecham się i wstaję z krzesła. - Trzymaj się Rory!
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Aurora Lawson


Jestem w Chicago od
początku z przerwą



28
przyszła pani doktor

i zarazem przyszła stara panna

Mieszkam w
River North

Aurora Isabelle

Lawson

Wysłany: 15 Wrzesień 2019, 15:32   
   Mów mi -  Lin
   Multi -  Johnny, Lysander


Aurora zaśmiała się wesoło. - Spokojnie, moja kuchnia chyba nada się idealnie. I nie mam nic przeciwko jej udostępnieniu... W szczególności, gdy to ja stanę przy garach. - uspokoiła go, nie rezygnując z uśmiechu nawet na moment. Tak odnośnie przyczep... Lawson była na tyle wyjątkowa, że wręcz fascynowało ją życie w ten sposób. Sama pewnie nie powstrzymałaby się od pytań, ale głównie ze względów informacyjnych. Niestety nigdy nie miała okazji do spędzenia chociażby nocy w tak osobliwym miejscu. Bardzo by chciała się przekonać, ale raczej tymczasowo. Stałe mieszkanie w takich warunkach z pewnością wiązało się z wieloma nieprzyjemnościami, o czym dobrze wiedział każdy, nawet słabo doinformowany delikwent. Z pewnością były to warunki dużo lepsze niż kartony, lecz wciąż niedorównujące nawet najmniejszym klitkom w blokach czy kamienicach.
Oj wiek też miał wiele do powiedzenia. Zarówno w kwestii metabolizmu, jak i ogólnego zdrowia. Jako przyszła pani doktor Aurora doskonale wiedziała, że im człowiek starszy, tym wszystko coraz bardziej zwalnia i staje się podatne na zniszczenie. Dlatego była zdania, iż powinno się korzystać z życia, póki można, a dodatkowo sobie ten czas przedłużać. Bo jeśli ktoś zdrowo się odżywiał, uprawiał sport i regularnie sprawdzał stan swojego zdrowia, miał wręcz większe szanse na dożycie do porządnego wieku. Co prawda nie mogło to wpłynąć na choroby zapisane w genach czy złośliwość losu, lecz w większości innych przypadków sprawdzało się niemalże idealnie.
Dlatego też nikt nie będzie do końca szczęśliwy. Bo zawsze będzie coś, co ktoś inny ma, a on nie. I nagle staje się to dla niego niezwykle wartościowe. A powinniśmy się skupiać na tym, co już osiągnęliśmy i to z tego czerpać największą radość, a nie patrzeć na innych oraz zazdrościć. Taka była jednak natura ludzka, a jej nie sposób zmienić. Można jedynie pożądania przemienić w fajnie by było, gdyby było tak/gdybym to miał, ale nie muszę tego posiadać. Człowiek miał zbyt krótkie życie, by chwytać wszystko, czego pragnął. Każdy powinien mieć tego świadomość.
- No według mnie chyba jest. - choć wzruszyła ramionami, to nie mogła się powstrzymać od uśmiechu. Zaraz jednak udała oburzoną jego żartobliwym pytaniem. - Jak to jak? Krzyczę! Ewentualnie migowym się kontaktuję. A jeśli to nie zadziała... Wszystko zapisuję na karteczce. A to też forma przekazywania informacji, czyż nie? - sama zachichotała, wznosząc wzrok niemalże do Nieba. Teoretycznie nie powinna się śmiać, ale... Często same pacjentki podchodziły do całej sytuacji w humorystyczny sposób. Rory uwielbiała starsze panie czy panów pełnych wigoru jak na ten wiek. Sama chciałaby być taka sama na starość, lecz kto by tego nie pragnął? Nikt raczej nie wolałby położyć się do łóżka i po prostu czekać, aż pojawi się Kosiarz.
Mimo ogromu pracy i zabiegania starała się jednak robić wszystko, by chociaż parę minut poświęcić przyjaciołom - tak, jak i dzisiaj. Osób w potrzebie się nie zostawia, przynajmniej według zasad Aurory. - Nie wiem. Ale beze mnie dzisiaj byś nie siedział w gabinecie otolaryngologa. Może byś drzemał, może byś jadł... Jest wiele opcji, naprawdę! - wzruszyła ramionami, również wtrącając w te słowa dozę humoru. Zaraz jednak jej emocje uległy zmianie. Zamarła, gdy na krótką chwilę ręka Gary'ego znalazła się na jej własnej. Spojrzała na to zajście z niemalże wybałuszonymi oczyma, lecz prawie natychmiast doprowadziła się do porządku. Nie zauważyła dzięki temu reakcji Bakera i z pewnością jej własna również pozostała nieodkryta. Tak było najlepiej. Zwłaszcza że nie wiedziała, jak w ogóle odebrać ten gest.
- Oczywiście. - natychmiast zaczęła energicznie kiwać głową. - Co tylko będziesz potrzebować. - dodała po chwili razem z kolejnym, szczerym uśmiechem na ustach. - Och, tak szybko? Ale racja... I mnie skończy się niedługo przerwa, a chciałabym jeszcze coś przekąsić. - jej wypowiedź również wyrażała głęboki smutek oraz wyrzuty sumienia. Gdyby mogła, rozmawiałaby z Garym całymi godzinami. Wstała powoli, lekko się ociągając. - Dzięki że wpadłeś, Gary. I za kawę! Spytam o to wolne i od razu dam znać, kiedy byłoby ono możliwe. Wtedy się umówimy. - podeszła do niego i wspólnie wyszli z gabinetu. Gary już odwracał się, by odejść, a ona została, by zamknąć drzwi na klucz. - Ty też się trzymaj. Na razie! - rzuciła przez ramię, ale nie miała pojęcia, czy to usłyszał. Myślała o tym trochę przez całą resztę przerwy, w czasie jedzenia oraz picia wyżej wspomnianego napoju. Miała jednak nadzieję, że mimo wszystko u Gary'ego będzie się układać nawet bez usłyszenia pokrzepiających słów.

//ztx2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 7