Poprzedni temat «» Następny temat
Sala #4
Autor Wiadomość
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

I love to see you smile again

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 16 Wrzesień 2019, 23:46   
   Multi -  Lara, Oliver


W pewnym momencie Nikki zrozumiała, że powinna lepiej dobierać słowa. W końcu ta część z bólem nie była najdelikatniejsza w jej wykonaniu. Co ona sobie myślała...? Ewidentnie trudno było jej się pozbierać po takiej informacji, zwłaszcza że w tym samym szpitalu, w tej samej chwili leżała już druga bliska jej osoba. Powinna się odezwać, a może nie? Tylko co ona mogłaby teraz powiedzieć? Nie chciała mentalnie kopać przyjaciółki, tylko podnieść ją na duchu, a na razie szło jej dosyć kiepsko. Może to kwestia tego, że Revers rzadko kiedy zamyka buzię? Rozmawia na wszystkie tematy i zawsze musi dorzucić swoje trzy grosze, nawet jeśli nie są one warte wysłuchania. Teraz, było jej najzwyczajniej w świecie głupio za poprzednie słowa, ale nie zamierzała jeszcze składać broni.
- Rozumiem. - pokiwała głową na potwierdzenie, po czym usiadła na krzesełku koło łóżka.
- Chcesz odpocząć? - może faktycznie powinna zabrać swoje zacne cztery litery i opuścić pomieszczenie? Tylko kto wtedy będzie czuwał przy Tiff. Revers już i tak była w szpitalu i z niego nie wychodziła, także mogła, choć troszkę posiedzieć z blondynką. - Przepraszam, że tak wparowałam, ale zobaczyłam dokumenty lekarskie i nie. Uprzedzę twoje pytanie, widziałam je tylko przypadkiem. - chociaż czasem można było ją posądzić o wciskanie nosa w nie swoje sprawy. Tym razem jednak sprawa dotyczyła jej przyjaciółki, także musiała jej złożyć wizytę. Cóż czasem temperament Nicole był jej przeszkodą, ale nie zamierzała odpuszczać.
- Dobrze się tutaj Tobą opiekują? Może chcesz, żebym Ci coś przywiozła, albo kupiła? - chciała pomóc, mimo że widziała tę niechęć bijącą z twarzy blondynki. Naprawdę starała się teraz jej nie wkurzać, ale chyba znowu jej nie szło. Westchnęła bezradnie i odwróciła wzrok od kobiety. Jej widok bolał, tak samo, jak widok Sky. Czuła się okropnie, jednak nie ona się teraz liczyła.
- Mam wyjść? - wolała się upewnić, bo może naprawdę Tiffany nie miała ochoty na takiego gościa jak ona. Może wolała pobyć sama w ciszy. Chociaż to wtedy człowieka dopadają najokropniejsze scenariusze.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Tiffany Hampton


Jestem w Chicago od
niespełna roku



34
była policjantka

na wózku inwalidzkim

Mieszkam w
Lincoln Park

Tiffany Ivonne

Hampton

Wysłany: 21 Wrzesień 2019, 11:48   

Nicole nie była niczemu winna. Przypadkiem znalazła się w tym samym miejscu, co Tiffany, jasne. I to Hampton naprawdę nie mogła mieć do niej pretensji. Zainterweniowała, gdyż uznała to za właściwe. Tego Tiffany nie mogła jej zabronić. Jedyne co mogła w tej chwili zrobić to przynajmniej spróbować ją uspokoić i odpowiedzieć na wszystkie jej pytania, nawet jeśli nie było to takie proste. Znała Nicole na tyle, by wiedzieć, że kobieta naprawdę tak szybko nie odpuści. Dlatego tym razem to Tiffany musiała odpuścić i wyciągnąć białą chorągiewkę. Mimo to, skinęła głową twierdząco, z westchnieniem. Chciała odpocząć, a właściwie, o niczym innym nie marzyła, ale też jednocześnie nie chciała zostać sama. Nieważne, że jej zachowanie świadczyło o czymś zupełnie innym.
Widziałaś je przypadkiem. – powtórzyła, przy czym tylko uniosła do góry jedną brew. Dobrze, może to był ten moment, kiedy to Tiffany powinna zacząć zadawać pytania? Za chwilę. Za moment. Najpierw musi wybadać sprawę. Wstrzymała oddech i choć nie powinna, podciągnęła się na łokciach, unosząc się nieco wyżej. Fakt, miała już dość leżenia plackiem. – Nigdzie nie idziesz. – powiedziała w pewnym momencie, ściągając przy tym usta w prostą kreseczkę. Raz jeszcze obrzuciła kobietę badawczym spojrzeniem – Jeśli możesz, tam niżej jest taki przycisk, przez który nie będę musiała ciągle leżeć… – urwała, krzywiąc się nieznacznie. Ten konkretny przycisk znajdował się poza zasięgiem blondynki i umożliwiał on podniesienie tego całego mechanizmu łóżka nieco wyżej.
Na razie niczego nie potrzebuję. – powiedziała zgodnie z prawdą, chyba trochę łagodniejąc. Westchnęła znów, raz jeszcze przesuwając spojrzeniem po kobiecie. – A teraz proszę, nie traktuj mnie jak trędowatej tylko powiedz, co Ty naprawdę tu robisz? W szpitalu? Nie uwierzę w wersję, że znalazłaś się tu przypadkiem? Wątpię w to, żebyś była tu tylko na profilaktycznych badaniach ginekologicznych? – ups, suchar. Z drugiej strony, oznaczało to, że i Tiffany nie miała zamiaru odpuścić. – Co się stało? – jasne było, że Hampton również nie odpuszczała tak łatwo.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

I love to see you smile again

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 21 Wrzesień 2019, 18:42   
   Multi -  Lara, Oliver


- Tak... przypadkiem. - i tej wersji zamierzała się trzymać. Zresztą to była najszczersza prawda i nie można było jej zarzucić, że kłamie. Nazwisko wpisane na kartę pacjenta ją zaintrygowało, a kiedy zobaczyła również imię, nie mogła pozostać na to obojętna. Musiała sprawdzić, czy aby na pewno jej obawy były słuszne i niestety...trafiła.
Uśmiechnęła się na słowa, że może zostać. To już jakiś postęp! Martwiła się, ale doskonale wiedziała, że użalanie się nad Tiff nic nie da… dlatego zamierzała zachowywać się normalnie. W końcu tego przyjaciółka by chciała.
- Jasne. - szybko znalazła wcześniej wspomniany przycisk. Nacisnęła go i już po chwili Hampton mogła podziwiać salę szpitalną z lepszej perspektywy, a przede wszystkim widzieć jak dokładnie prezentuje się Nicole. Zastanawiała się tylko czy nie wywoła to jakichś konsekwencji/komplikacji, jak zwał tak zwał. Nie chciała, aby nagle pielęgniarki ją zrugały i zabroniły przychodzić. Bo tak. Zamierzała w przyszłości odwiedzić blondynkę i to nie raz!
- Jeśli tak mówisz. - wzruszyła ramionami i poprawiła się na krześle. Nie będzie naciskać, choć znała zbyt dobrze Tiff i domyślała się, że słowa 'potrzebuje pomocy' nie łatwo przejdą przez jej gardło. Zresztą działało to tak samo, jak u Nikki. Wiecznie samodzielne niezależne kobiety.
- Tak dawno się nie widziałyamy, że już zapomniałam jaka uparta jesteś. - mimo takich słów uśmiechnęła się, ale nie trwało to długo. - Nie uwierzysz? - a szkoda. Serio, Revers wolała nie roztrząsać tego, co się stało. Zdecydowanie bardziej wolała zapomnieć i po prostu żyć dalej.
- A uwierzysz, jak powiem Ci, że spadłam ze schodów i tak się poobijałam? - ten wymowny wzrok, który rudowłosa dobrze znała, mówił wszystko. -Nie...? Tak myślałam. - westchnęła, po czym wstała z krzesła i przeszła kilka kroków do okna. Jeśli Tiffany zdobyła się na szczerość, ona też powinna. Oparła się o parapet i spojrzała na przyjaciółkę.
- Pamiętasz Venturę i moją powiedzmy ładnie, "obsesje" na punkcie złapania go? - chciała to zrobić, kiedy tylko dowiedziała się, że jest to najważniejsze z zadań policji. Cóż, zwykle się jej udawało. To była jej pierwsza wpadka... i ostatnia.- Po mojej nieudanej akcji, cóż chyba rolę się odwróciły i to on chciał mnie złapać. Czekał kilka lat na to. Pewno na rękę też mu było, że odeszłam z policji. - wróciła na krzesło i spokojnie na nim usiadła. Dalej była obolała, ale to nic. Najbardziej martwiła się o Sky i to jak po czymś takim wróci do normalności. - W dużym skrócie. Na imprezę filmową wynajęto moją firmę. Poszłam tam jako ochrona, bo już dawno nie robiłam niczego w terenie. Ventura pojawił się znikąd. Próbował mnie tam zabić. Uciekałam, ale później pojawił się w moim mieszkaniu. Musiałam się gdzieś schować. Poszłam do... Sky. - w tym momencie odwróciła wzrok. Bała się, że Hampton zareaguje tak jak Colter, równając ją z ziemią, iż odnowiła kontakt z kaskaderką. - Tam nas złapali... obudziłyśmy się w jego melinie. - głos jej lekko zadrżał na samo wspomnienie Sky przywiązanej do krzesła i tej bezsilności, że ona nic nie mogła z tym zrobić. - Wiesz... tortury... - to chyba było po niej widać. Głupie schody, to zbyt głupia wymówka. - Nie wiem, ile tam byłyśmy, ale na szczęście pojawił się Colter, a Ventura nie żyje. - i już nie zagraża jej życiu. - Taka historyjka na dobranoc. - wolała to obrócić w żart, bo wyrzuty sumienia, jakie miała, nie chciały ot, tak przestać ją męczyć. Mogła temu zapobiec, nie spotykając się z Quinn. Mogła ją ochronić. - W szpitalu jestem, bo... bo Sky jest tutaj przeze mnie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Tiffany Hampton


Jestem w Chicago od
niespełna roku



34
była policjantka

na wózku inwalidzkim

Mieszkam w
Lincoln Park

Tiffany Ivonne

Hampton

Wysłany: 23 Wrzesień 2019, 13:14   

W normalnych warunkach Tiffany drążyłaby dalej, chcąc wyciągnąć z przyjaciółki jeszcze więcej informacji, bo przypadki nie istniały. Nic nie działo się przypadkiem. I tyle. Problem w tym, że nie były to normalne warunki. Była zmęczona, obolała i zdezorientowana – nic więc dziwnego, że w pewnym momencie odpuściła Nicole i przystała na jej wersję z przypadkiem. Westchnęła tylko, lecz tym razem już słowem się nie odezwała. Wiedziała, że nie powinna zbytnio naciskać na Nicole, ale z drugiej strony, naprawdę nie byłaby sobą, gdyby całkowicie się wycofała.
Gdy tylko znalazła się nieco wyżej, podciągnęła się na łokciach tak, by było jej nieco wygodniej. Było to, delikatnie mówiąc, trudne, kiedy nie była w stanie zorientować się w pierwszej chwili, jaką naprawdę przyjęła pozycję. – Dzięki. – mruknęła cicho, nie spoglądając w kierunku kobiety. Niebywale trudno było jej prosić kogokolwiek o pomoc, a już zwłaszcza w tak błahych czynnościach, jak to. Zaraz jednak tylko przyjrzała się kobiecie nieco uważniej i faktycznie, dopiero teraz zorientowała się, w jak marnym była stanie. I w tym momencie milion pytań pojawiło się w jej głowie, lecz nie wypowiedziała żadnego z nich.
- Przykro mi. Pewne rzeczy się nie zmieniają. – mruknęła, krzywiąc się przy tym nieznacznie. I nieomal wzruszyła ramionami w odpowiedzi na jej pytanie i jednocześnie nieudany unik. – Znam Cię, Revers. Schody nie są w stanie doprowadzić Cię do takiego stanu. – dodała, wznosząc przy tym oczy ku niebu. I od tego momentu milczała, słuchając uważnie opowieści kobiety. Musiała naprawdę skupić się na jej słowach, byle tylko nie zgubić głównego wątku. Jedna dopiero na wzmiankę o Skylar, wyraźnie się ożywiła. Uniosła do góry brew, przy czym uparcie milczała. Analizowała wszystko, informację za informacją, w gruncie rzeczy nie mogąc w to wszystko uwierzyć. Chyba. W przeciwieństwie do Coltera, Tiffany nie wieszała psów na Skylar. Właściwie, prócz tego, że podchodziła do blondynki z pewnym dystansem, nie miała wobec niej żadnych zastrzeżeń. Nie wtrącała się zbytnio sprawy znajomych. Może to i lepiej?
- Poczekaj. Chcesz powiedzieć, że a. Ventura się pojawił i zniknął, i b. odnowiłaś kontakt ze Skylar? – i dopiero po chwili w pełni uświadomiła sobie to, co Nicole naprawdę próbowała jej powiedzieć. – Tak mi przykro, Nikki.Co z nią? Co.. co z wami? – nie zdążyła ugryźć się w język, ale chyba wiadomo było, o co naprawdę pytała, prawda? Prawda.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

I love to see you smile again

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 24 Wrzesień 2019, 21:15   
   Multi -  Lara, Oliver


Szczerze mówiąc Revers pragnęła, aby to były tylko schody. Nie gangster, który pragnął jej śmierci i za wszelką cenę zamierzał ją dorwać. Tak byłoby prościej, jednak przed Tiffany nic się nie ukryje. Poza tym, jaki był sens trzymania tego w sobie? Narastające poczucie winy i frustracja całym porwaniem i tym, co przeszły ze Sky nie pozwalała jej normalnie funkcjonować, dlatego musiała znaleźć jakiekolwiek ujście i pozwolić sobie na więcej niż normalnie by mogła, a raczej chciała. Opowiedziała całą historię. Szczegóły nie były ważne, liczyła się tylko myśl przewodnia. Ktoś przez nią ucierpiał i nie była to jakaś obca osoba, a kobieta, którą Nikki dalej darzyła uczuciem. Było to niezmiernie skomplikowane. Sama nie była w stanie przyznać się przed sobą, co to konkretnie jest. Chyba nie można mówić jeszcze o wielkiej miłości, ale Nikki zależało. I to na tyle, aby spróbować zapomnieć, co wcześniej zaszło między nimi. Może los dawał jej drugą szansę, aby zawalczyć o blondynkę? Tym razem Revers się nie wycofa i nie spanikuje, kiedy będzie gorąco. Postara się trwać przy Quinn nieważne co!
- Pojawił, znalazł mnie, próbował zabić, a teraz sam nie żyje. - chłodna kalkulacja, jaką Nikki jeszcze robiła, kiedy pracowała w policji. Nie liczyły się emocje, tylko liczby i to, co udało się wykonać. Teraz było tak samo. Gangster nie żył i mogła przestać się martwić, że nagle ktoś ją zaatakuje. Czuła się dużo pewniej i mogłaby wrócić do pracy, ale jeszcze nie teraz. Teraz liczyła się Quinn.
- Odnowiłam... - tak. Można tak to nazwać. Najpierw był etap wkurzania się, potem jakby poznawania, a potem... seks. No cóż. Zawsze ją ciągnęło do kaskaderki, a w momencie, kiedy potrzebowała zapewnienia, że będzie bezpieczna, oddała się w jej ręce (dosłownie i w przenośni). Chciała wierzyć, że z nią nic jej nie grozi. Że obie są bezpieczne i dadzą radę się obronić. Nie wyszło...
Na moment zawiesiła się, patrząc na okno, ale pytanie Tiff od razu wyrwało ją z letargu i powróciła spojrzeniem na kobietę.
- Ma liczne obrażenia, ale nie jest najgorzej. Zostaną blizny... - za które ona brała odpowiedzialność. Teraz spała, a Nikki starała się nie załamać. Musiała być silna i pokazać, że jakoś sobie radzi z całą tą sytuacją.
- Szczerze mówiąc, nie wiem. Żadna z nas nie poruszała tego tematu. Nie było na to zwyczajnie czasu. - zawahała się, ale... - Po ucieczce z domu, przyszłam do niej i... spędziłyśmy razem noc. Chciałabym, aby było ich więcej. Chce się budzić koło niej - westchnęła, po czym odwróciła wzrok. - Colter powiedział, że będę żałować, ale ja dalej coś do niej czuje i to nie jest sentyment. Powinnam spróbować? - tak szukała pomocy, w końcu od tego są przyjaciele nie?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Tiffany Hampton


Jestem w Chicago od
niespełna roku



34
była policjantka

na wózku inwalidzkim

Mieszkam w
Lincoln Park

Tiffany Ivonne

Hampton

Wysłany: 2 Październik 2019, 10:46   

Tiffany znacznie łatwiej było skupić się na życiu – tudzież problemach – innych. Może i było to trochę egoistyczne, lecz w ten sposób przynajmniej przez chwilę mogła nie myśleć o swoich własnych problemach – czyli przede wszystkim tym, że resztę życia prawdopodobnie spędzi na wózku. W tej chwili głównie to spędzało jej sen z powiek. Musiała przestać o tym myśleć, przestać się tym zadręczać. Tyle że nie było to takie proste. Nie, kiedy nie była w stanie się ruszyć, wstać, zrobić cokolwiek samodzielnie.
Ta chłodna kalkulacja, bezemocjonalne podsumowanie dotychczasowych wydarzeń Tiffany skwitowała jedynie uniesieniem brwi. Scenariusz może i nie był zachwycający, czy zadowalający, ale jednak.. jakiś był. I miał jakieś tam zakończenie. Nic jednak nie odpowiedziała, tylko skinęła głową na znak, że zaakceptowała to, że nie ma tu już o czym dyskutować. Stało się. Ten rozdział się skończył. I naprawdę, nie było już do czego wracać. Chyba.
- Odnowiłaś. – powtórzyła, przy czym raz jeszcze obrzuciła uważnym spojrzeniem kobietę, zupełnie jakby w ten sposób chciała zmusić ją do mówienia. I długo nie musiała czekać. W milczeniu słuchała kolejnych słów Nicole, by na sam koniec tylko uśmiechnąć się kącikiem ust. Bezwiednie wyciągnęła rękę w kierunku kobiety, by ująć ją za dłoń mocniej, niż powinna. Teraz to ona chciała jakoś ją wesprzeć, po prostu.
- Kochanie – zaczęła spokojnie, przy czym delikatnie pociągnęła jej dłoń w swoim kierunku, byle tylko Nicole na nią spojrzała – Wiesz, że jestem ostatnią osobą, której powinnaś pytać o radę? – spytała natychmiast, ale też nie mogła się nie uśmiechnąć - Nie wiem co powinnaś zrobić. – przyznała zgodnie z prawdą – Jeśli nie jest to sentyment, jeśli naprawdę coś do niej czujesz, jak to ujęłaś, to czemu nie miałabyś spróbować iść o krok dalej, co? Jeśli się mylę, wyprowadź mnie z błędu. I tak podjęłaś już decyzję, prawda? A przynajmniej.. jesteś bliska jej podjęcia? Jednak z tego co widzę, klamka chyba już zapadła. Nie zostawisz jej. To do niej udałaś się, gdy potrzebowałaś pomocy. Nie do mnie, nie do Coltera, czy kogokolwiek innego, ale do niej. Więc chyba.. chyba znasz już odpowiedź. – może i Tiffany była słaba w uczuciach, tym bardziej, że dotychczas raczej nie rozpowiadała na prawo i lewo słów typy kocham cię, to jednak była dobrym obserwatorem. I druga rzecz – znała Nicole całkiem nieźle. Więc.. tu akurat nie mogła się mylić.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

I love to see you smile again

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 4 Październik 2019, 18:54   
   Multi -  Lara, Oliver


Nikki naprawdę się wahała. Po tym wszystkim co się stało miała milion myśli, które zaprzątały jej głowę. A co jeśli Sky sięgnie po alkohol? A jeśli ona nie będzie na tyle silna aby jej pomóc? Jeśli znów coś nie wypali? Co się z nimi stanie? Revers była przekonana, że drugiego rozstania nie zniosłaby, dlatego nie mogła stwierdzić czy aby na pewno powinna wchodzić drugi raz do tej samej rzeki. Mówi się, że to nie ma sensu, ale ona usilnie chciała wierzyć, że tym razem będzie inaczej. Że tym razem nic złego się im nie przydarzy. Była naiwna? Może, ale dla tamtej blondynki była gotowa zrobić wszystko.
Uśmiechnęła się kiedy Tiffany uścisnęła jej dłoń. Chyba tego właśnie potrzebowała. Tej otuchy i nadziei, którą kobieta była w stanie jej dać. Spojrzała na nią powoli, dalej analizując wcześniej wypowiedziane przez siebie słowa. Brzmiała jakby sama już podjęła decyzję i potrzebowała tylko kopniaka w tyłek, aby ruszyć do przodu.
Co prawda to prawda, rady jakie czasem sobie udzielały były od czapy, ale w końcu były przyjaciółkami i razem sporo przeżyły. W policji widziały rzeczy, których zwykły człowiek nie był świadom. Praca w obu przypadkach była czymś co je połączyło i mimo różnic dalej miały świetny kontakt. Przytaknęła kiedy Hampton spytała się o podjęcie decyzji. Niby Revers chciała spróbować, ale jeszcze nie postawiła kropki nad i. Bała się, jak nigdy dotąd, do czego jej uczucia mogą doprowadzić. Z jednej strony nie chciała stracić Sky, ale z drugiej, jeśli blondynka postanowi inaczej, będzie znów odczuwała pustkę, której długo się nie mogła pozbyć.
- Masz rację… zaryzykuję, ale jeśli nic z tego nie wyjdzie, to przyjdę do Ciebie z wódką. – i zapije smutki, bo dalej nie miała pewności jak kaskaderka zareaguje, na fakt, że Nicole chce znów spróbować. Spojrzała na zegarek wiszący na ścianie i westchnęła. – Będę się zbierać. – stwierdziła po czym ucałowała Tiffy w policzek. – Trzymaj się, jeszcze do Ciebie zajrzę. – rzuciła po czym wyszła z sali, podążając do Sky z nadzieją na nowy rozdział w ich życiu.

/ztx2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 4 Październik 2019, 18:57   
   Multi -  Logan




Minęło już ładnych parę dni od momentu, kiedy ostatnim razem Dulce widziała się z Tony’m. A konkretniej ponad dwa tygodnie, kiedy to wylądowali u niej w mieszkaniu o tym, jak Russell zaskoczył ją i pojawił się na przedstawieniu, w którym grała. A potem? Przepadł jak kamień w wodę. Razem z jej zegarkiem. To nie tak, że liczyła na jakąś magiczną przemianę i nie spodziewała się tego, że mężczyzna ją okradnie, bo wiedziała, że nie jest łatwo walczyć z nawykami. Jednak tego, że on się później nie odzywał, było jej ciężko przetrawić, bo jeśli nie chciał kontynuować tej znajomości, to po co pojawił u Navy w pracy? Czy od samego początku chodziło o to, żeby ją okraść? Czy może jednak kryło się tutaj coś więcej? Brunetka nie traktowała go, jakby był kimś złym. Nie spojrzała na niego ani razu przez pryzmat tego, co robił, nie obrażała go, nie myślała o nim jako facecie, który próbował ją okraść. Dostrzegała w nim coś więcej, człowieka, który ewidentnie został zraniony przez los i miał z tym duży problem. U niej miał czystą kartę, no prawie, bo przez to ile się nie widzieli, Dulce nie skreśliła go, ale była na niego zła (i wcale nie chodziło tutaj o ten nieszczęsny zegarek!).
Aktorka ma to do siebie, że raz na jakiś czas wpada do różnych organizacji na wolontariat. A to pomagała w schronisku, a to wpadała do domów dziecka, pobawić się z najmłodszymi, a to do szpitala, żeby porozmawiać z pacjentami, podnosić ich na duchu i aby mogli zobaczyć kogoś innego niż innych pacjentów i lekarzy, bo za taką aktorkę, która miałaby swoich fanów wszędzie, się nie uważała, ale nieraz została rozpoznana! Tego dnia nie było inaczej! Nava wpadła do pobliskiego szpitala, chcąc odwiedzić tych najmłodszych i najbardziej poszkodowanych, co też uczyniła! Z paroma dzieciakami pograła w planszówki, które przyniosła, porozmawiała z paroma osobami, które mają marne szanse na przeżycie, aby nie traciły nadziei, bo jeśli ją mają oraz energię, to organizm lepiej będzie się przeciwstawiał! A potem, zamiast trafić do wyjścia, wylądowała na nieznanym jej oddziale. I kiedy tak chodziła po nim w poszukiwaniu wskazówek do wyjścia, w jednej z otwartych sal dostrzegła znajomą jej twarz. Oczy miał on co prawda zamknięte i wyglądał fatalnie, ale Nava rozpoznała go, nawet jeśli widzieli się tylko parę razy! Dlatego też przystanęła we framudze, chcąc się upewnić, że dobrze widzi! I wiecie co? Wolałaby się pomylić, ale jednak okazało się, że dobrze rozpoznała pacjenta. Przed nią znajdowało się łóżko, w którym spał nie kto inny jak poobijany Tony. Pokonała dzielącą ich odległość i powoli usiadła obok niego na łóżku. Odgarnęła z jego czoła włosy, a zaraz potem złapała go za rękę. Nawet nie zauważyła momentu, kiedy zaszkliły jej się oczy, a co dopiero, kiedy łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Tyle pytań kotłowało jej się w głowie. Jak? Kiedy? Gdzie? Kto? Dlaczego? Jedna z jej łez poleciała na kołdrę, którą mężczyzna był przykryty.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 4 Październik 2019, 20:28   

[15]


Wszystkie szpitalne wizyty okazywały się niezbyt przyjemne, no może poza tą siostrzaną. Te inne były niezwykle trudne i Tony po każdej kolejnej czuł się coraz gorzej. Nie fizycznie, bo leki jednak idealnie uśmierzały ból, a psychicznie. Widok Abby, która po dowiedzeniu się prawdy całkowicie straciła do niego zaufanie, płaczącej Rose… były przytłaczające, przez co nawet nie miał ochoty jeść. Pielęgniarka przynosiła mu różne rzeczy ze stołówki, ale on za każdym razem je oddawał. Jedyne co robił to spał. Coś co w tej chwili było chyba najlepszym rozwiązaniem, ponieważ nie musiał się zbytnio wysilać. Środki nasenne jakie podawał mu lekarz, dodatkowo ułatwiały zadanie.
Znów to samo. Wieczna monotonia szpitalna - obchód lekarzy, przyjrzenie się obrażeniom, ewentualne pytania o samopoczucie, podanie leków i tyle. Nie było mu tu źle, ale też miejsce gdzie podłoga świeci się od sterylności, a lampy przeżerają gałki oczne, nie mogło być szczytem marzeń. Coraz częściej zastanawiał się nad śmiercią swojej mamy. Nie wiedział czy była to wina leków, czy może jednak jej braku w tak beznadziejnej chwili. Dawno go nikt tak nie urządził. Ciekawe co ona by na to powiedziała… Nie powinna umrzeć… Nie kiedy on jej tak bardzo potrzebował. Czy gdyby ktoś znalazł ją wcześniej i udzielił pomocy, mógłby ją tutaj odwiedzić? Przyglądać się jak wraca do zdrowia? Obiecać, że będzie lepszy i już nigdy nie będzie rozrabiał? Znów cieszyć się z pełnej rodziny? Tyle pytań żadnej odpowiedzi.
Leżał na plecach wpatrując się w sufit. Kolejna dawka leków. Na szczęście z każdym kolejnym dniem zmniejszano ich ilość. Już niedługo i będzie można je całkowicie odstawić, a on zostanie wypisany. Na to czekał. Chciał jak najszybciej wyjść stąd i ten przykry okres zostawić za sobą. Z braku innych zajęć, zasnął po kilku minutach od podania środków. Nie pamiętał snu. Zupełnie jakby ktoś go wyłączył. Śnił o mamie, jak wtedy zaraz po feralnym dniu pobicia. Nie usłyszał kiedy ktoś wszedł do sali. Leżał spokojnie, równomiernie oddychając, czego nie przerwało nawet złapanie jego dłoni. Kiedy dotarło do niego, że coś jest nie tak, lekko otumaniony lekami, nie otwierając oczu szepnął tylko krótkie…
- Mamo? – otworzył oczy i dopiero wtedy zrozumiał jak bardzo się pomylił. Przełknął ślinę, spoglądając na Dulce. – Pani Aktoreczka. – uśmiechnął się lekko, co w dalszym ciągu bardziej przypominało grymas niż cokolwiek innego. – Co Ty tu robisz? – musiał spytać, przecież nie uwierzy kiedy powie, że go szukała. Przez długi czas nie mieli kontaktu, poza tym było mu wstyd za zegarek, który zwinął z jej domu, kiedy go do siebie zaprosiła. Tak, Anthony Russell miał wyrzuty sumienia za kradzież, coś co zwykle się nie działo. Może dlatego nie odważył się ją odwiedzić wcześniej?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 8 Październik 2019, 21:41   
   Multi -  Logan


Na początku po jej głowie krążyły myśli kto, gdzie, jak, kiedy oraz dlaczego. Jednak po chwili zastąpiły je pytania dotyczące samopoczucia mężczyzny oraz jego stanu zdrowia, bo czy ważne było to, jak do tego doszło oraz kto tego dokonał? Z jednej strony sprawca czy też sprawcy powinni ponieść konsekwencje tego, czego się dopuścili, ale z drugiej, co jeśli Anthony robił coś nielegalnego i dlatego tak skończył? Nie, nie to było dla niej najważniejsze, a jedynie stan osoby, która leżała na łóżku na pewno cała obolała. Dulce bolał sam widok tak obitego Russella, ale przecież nie mogła go magicznie uleczyć, jak za pomocą magicznej różdżki, a robienie awantur lekarzom też nie wchodziło w rachubę, bo przecież jako córka hiszpańskiego kardiochirurga wiedziała, że medycy robią co w ich mocy, aby ich pacjent poczuł się lepiej. Słowo “mamo”, które padło z jego ust, nawet troszkę ją rozczuliło, a jednocześnie sprawiło, że zaczęła się zastanawiać, gdzie znajduje się jego rodzicielka czy też czym się zajmuje. Chociaż coś ją tknęło, a mianowicie sposób, w jaki wypowiedział on to słowo i to, że przypomniała sobie historię, którą opowiadał jej w pizzerii. Przecież gdyby wszystko było w porządku między Tonym a jego rodzicielką, to zapewne znajdowałaby się ona właśnie tutaj. Dlatego też Nava zaczęła się zastanawiać, co się takiego działo w jego rodzinie. Czy nie akceptowali oni tego, czym się on zajmuje? Jednak czy w takim razie nie powinni o niego walczyć? Jej rozmyślenia przerwał Russell, który postanowił ją nazwać Panią Aktoreczką”, przez co jej kąciki ust uniosły się nieznacznie, ale dosłownie tylko na chwilkę! - Byłam na wolontariacie i szłam do wyjścia i… - i się dziewczyna zapowietrzyła! No trzeba jej to wybaczyć, ale dla jej delikatnego serduszka, to zdecydowanie było za dużo! Nawet nie była na Tonyego zła za to, że zabrał jej ten przeklęty zegarek! Jak mogłaby być, widząc go w takim stanie? Prawdę powiedziawszy, gdyby po tym wszystkim przyszedł do niej, niczego by mu nie powiedziała na temat tego akcesoria! Ba! Najprawdopodobniej, gdyby nie fakt, że pasował jej do stylizacji dzień po tym, jak spędzili razem wieczór, to nawet nie wiedziałaby o tym, że Russel go zawinął! - Bardzo boli? Potrzebujesz czegoś? Coś ci podać? Może chce ci się pić? - zawaliła go gradem pytaniem, ale można powiedzieć, że była to u niej niejako reakcja obronna na tę sytuację, po prostu nie była gotowa zobaczyć osobę, którą zdążyła polubić w takim stanie. Nie teraz i zapewne nie w najbliższej przyszłości. A zresztą, nigdy nie byłaby gotowa na taki widok, ale rzeczywistość potrafi być brutalna!
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 9 Październik 2019, 21:33   

No tak, mógł się tego spodziewać. Już przekonał się, że Dulce ma tak dobre serduszko, iż każdemu popędzi z pomocą, dlatego nie dziwił go już widok dziewczyny w tym miejscu. Jednak dalej był zaskoczony, że zdecydowała się wejść do jego sali i w ogóle porozmawiać z nim. Co było w nim takiego specjalnego, że nie mogła przejść obojętnie? Nie rozumiał i w sumie? Co go to obchodziło... był zdany na siebie jak zawsze i nie powinien się wdawać w jakieś relacje zwłaszcza jeśli ich pierwsze spotkanie polegało na jego nieudolnej próbie kradzieży.
Spoglądał na nią, próbując ją rozpracować. Może chciała zapytać o zegarek? Czuł się jak debil. Mimo wszystko ukradł go z jej mieszkania, a ona i tak tu stała i najwyraźniej nigdzie się nie wybierała. Była na tyle naiwna? Przecież on jest nikim. Złodziejem. Osobą z marginesu dla której nie ma ratunku, a przynajmniej tak twierdził sam Tony.
Wiedział doskonale co powiedział. Słowo mama było dla niego wyjątkowe i jednocześnie tak bardzo unikane. Często o niej mówił, ale nigdy w takim tonie. Nie jakby mu jej brakowało. Teraz? Teraz to słowo było przepełnione smutkiem i tęsknotą. Z dnia na dzień rozumiał, że nie da się od tego ot, tak odciąć, a zwłaszcza po śmierci ojca. Miał siostrę, ale tak naprawdę nie był z nikim na tyle blisko aby podzielić się swoimi sekretami, obawami czy innymi problemami, jakie ciążyły mu na sercu.
- Hej spokojnie... nie jest tak źle. - szepnął i pogłaskał ją kciukiem po dłoni. - Czuję się... - żeby jej tym razem nie okłamać. - znośnie. - uśmiechnął się na koniec. Nie chciał jej martwić, a widział, że to przeżywa. Była wrażliwa i choć nie miał jeszcze tego jak doświadczyć, to właśnie w tym momencie potwierdziło się, że jest wyczulona na ludzką (i nie tylko) krzywdę. Dlatego ten cały wolontariat... chciała pomagać innym, a on? On nie potrafił.
- Nie, nie boli aż tak bardzo. Leki działają. - dzięki nim na razie funkcjonował. Nie wyobrażał sobie, że po tak poważnym pobiciu miałby sam sobie poradzić w mieszkaniu kumpla, a kiedyś tak robił. Tym razem było to zbyt poważne i najpewniej po kilku dniach znalazłby się w tym samym miejscu co teraz z powikłaniami.
- Nie dzięki, ale to... miłe. - a nawet bardzo, czego oczywiście nie przyzna, bo był na to zbyt dumny, albo raczej arogancki. - Chociaż może po zastanowieniu. Podałabyś mi kubeczek z wodą?
Kiedy dostał go do ręki, powoli przysunął do ust i złapał słomkę ustami. Nie było prosto, ale jakoś dał radę. Upił kilka łyków i podziękował Navie za pomoc.
- Przepraszam. - szepnął spuszczając wzrok na kołdrę. Może nie wiedziała z początku za co Tony przeprasza, ale już po chwili przeszedł do sedna. - Ukradłem Ci zegarek... mam go ze sobą. - miał go sprzedać, ale tego nie zrobił, bo... ruszyły go wyrzuty sumienia. Tak. Jego. - W plecaku w tej małej kieszeni. - pokazał palcem miejsce koło szafki nocnej. - Chciałem Ci go oddać zaraz następnego dnia po spotkaniu, ale bałem się co powiesz. - chyba nigdy nikomu tak nie powiedział, dlatego sam siebie nie poznawał. Kiedyś nie miałoby to dla niego najmniejszego znaczenia, a teraz? Chyba dopiero zrozumiał, że chęć przetrwania nie zawsze idzie w parze z byciem dobrym.
  
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 7