Poprzedni temat «» Następny temat
#3 Surprise, I know who killed your almost husband
Autor Wiadomość
Theo Sanders


Jestem w Chicago od
Niedawna



30
Dowódca HRT

Tylko mordercy, zakładnicy i porywacze mu w głowie

Mieszkam w
Gold Coast

Theo Donovan

Sanders

Wysłany: 29 Grudzień 2019, 08:49   #3 Surprise, I know who killed your almost husband

[1]
outfit

Kolejny ciężki dzień po którym Sanders miał jedynie ochotę wrócić do mieszkania, położyć się na kanapie i puścić relaksacyjną muzykę. O niczym innym nie marzył. Wbrew pozorom jego jednostka miała sporo zadań, nawet jeśli nie dotyczyły one bezpośrednio odbijania zakładników z rąk przestępców. Theo wraz z resztą drużyny był gotowy na interwencje w każdej chwili. Wystarczył jeden telefon a on już był w stanie gotowości aby ruszyć w Chicago. Jednakże kiedy miał tylko czas, wpadał na posterunek policji, aby pomóc w rozwiązywaniu zwykłych spraw dotyczacych podrzędnych złodziejaszków. Miał w tym spore doświadczenie i chętnie służył radą młodszym kolegą. Bardzo szybko zaprzyjaźnił się z tutejszym komendantem, który nie stwarzał mu problemów, kiedy pojawiał się na posterunku.
Wyjął telefon i wpatrywał się w niego przez dłuższą chwilę, mając wrażenie, że powinien porozmawiać z Willow. Może i nie odbierała od niego połączeń, a sms z tak delikatną sprawą nie był dobrym rozwiązaniem, to przynajmniej powinna się dowiedzieć, że cały poprzedni rok Sanders pracował nad morderstwem jej narzeczonego, a jakiś miesiąc temu domknął tą sprawę, zamykając sprawxę tej zbrodni.
- Do zobaczenia. - rzucił jeden z jego agentów, na co Theo nawet nie zaregował, był zbyt pochłonięty szukaniem opcji w głowie. Wszystko wydawało się skomplikowane, ale jednocześnie dziecinniw proste. Sprawdził szybko w bazie danych adres kobiety i... przestał się wachać. Przebrał się w normalne ciuchy, zarzucił na ramiona kurtkę i wyszedł z biura. Miał tylko nadzieję zastać Nielsen w mieszkaniu, bo drugu raz nie zbierze się na tak odważny krok.
Zapukał i spokojnie czekał, aż ktoś otworzy mu drzwi. Złapał go lekki stresik, ale to normalne, zupełnie jak trema przed wyjściem na scene w teatrze. On czuł się podobnie. Kiedy drzwi się otworzyły, uśmiechnął się nikle.
- Witaj Willow. Mogę wejść? - bo przecież nie będzie rozmawiał na korytarzu o tym, bo nie obejdzie się później bez plotek sąsiadów.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Willow Nielsen


Jestem w Chicago od
prawie roku



29
kelnerka

straciła narzeczonego

Mieszkam w
Loop

Willow Jeanette

Nielsen

Wysłany: 3 Styczeń 2020, 12:09   
   Multi -  February Larson


~3~

Są sprawy, o których powinno się zapomnieć. A nawet jeśli nie zapomnieć, to chociaż powinno się spróbować iść do przodu. Powolutku, kroczek po kroczku. Problem w tym, że Willow nie potrafiła tego zrobić. Nie potrafiła iść do przodu, kiedy nadal nie otrzymała odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Nie wiedziała - po dziś dzień, co naprawdę wydarzyło się tamtego feralnego wieczoru. Nie spała po nocach, próbując - nawet w najbardziej nieudolny sposób - dojść do prawdy. Nieskutecznie. W pewnym sensie poddała się, a do przetrwania wystarczyło jej absolutne minimum. Minimum, czyli spełnianie wszystkich tych podstawowych czynności, by na koniec dnia położyć się do łóżka. Niczego więcej nie potrzebowała. Przynajmniej tak jej się wydawało.
Nie odbierała telefonów od Sandersa. Mało tego - umyślnie urwała z nim kontakt, twierdząc, że ta znajomość naprawdę nie prowadzi do niczego dobrego. Być może się myliła - a może nie. Trudno ocenić, zwłaszcza w chwili obecnej. Tym bardziej, że widok mężczyzny w drzwiach początkowo przyprawił ją o lekkie osłupienie. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz błyskawicznie je zamknęła. Nie chciała go wpuszczać ponownie do swojego mieszkania, vel życia. Ten rozdział powinien być już zakończony, prawda? Powinien.
- Nie... - zaczęła, ale w tym momencie oboje mogli poczuć lekki zapach spalenizny. Zapomniała, że podczas gotowania naprawdę nie powinna opuszczać kuchni na dłużej, niż dosłownie chwilę. Ostatecznie nie odpowiedziała, tylko czym prędzej wycofała się w głąb mieszkania, natychmiast docierając do kuchni - tym samym też dała Sandersowi całkowicie wolną rękę. Mógł wejść, a ona nijak nie była w stanie go zatrzymać, ratując swoją kolację.
- I tak wszedłeś. - mruknęła, spoglądając przez ramię w kierunku mężczyzny - Skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że bardzo ucieszył mnie Twój widok. Czego chcesz? I co robisz w Chicago? - nie pytała już o to, skąd miał jej adres, bo akurat tego mogła się domyślić. Doskonale wiedziała, czym się zajmował, więc zadawanie zbędnych pytań absolutnie nie wchodziło w grę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Theo Sanders


Jestem w Chicago od
Niedawna



30
Dowódca HRT

Tylko mordercy, zakładnicy i porywacze mu w głowie

Mieszkam w
Gold Coast

Theo Donovan

Sanders

Wysłany: 3 Styczeń 2020, 22:27   

Willow chyba nie myślała, że Theo tak szybko odpuści? Obiecał jej rozwiązanie sprawy i do tego dążył, nawet jeśli trop urwał im się kilkanaście razy i próbowano przeforsować zamknięcie sprawy. On walczył jak tylko mógł, aby nikt nie chodził mu w drogę i pozwolono mu kontynuować śledztwo. Miał kilka momentów zwątpienia, ale kiedy tylko przypominał sobie jak zareagowała na jego słowa o śmierci narzeczonego, chciał pokazać, że mężczyzna nie został zapomniany, a jego sprawa nie poszła gdzieś pod dywan. Dlatego postanowił się zjawić w jej mieszkaniu z informacjami, których kiedyś pragnęła. Odpowiedziami na to co stało się tego okropnego dnia. Był gotów jej to powiedzieć. Miał ze sobą wszystkie dokumenty, która miały ją ukoić (przynajmniej w teorii). Jedyne czego się bał, to jej reakcji. Może pogodziła się z tym i już ruszyła dalej on rozdrapywał stare rany? Nie chciał tak myśleć, ale różne opcje wchodziły tutaj w grę.
Znając życie, chciała powiedzieć, że nie ma czasu, ale oboje w tym samym czasie poczuli zapach przypalanego dania. Powoli wszedł do jej mieszkania, nie chcąc naruszać jej przestrzeni, co w sumie i tak robił. Zdjął buty i płaszcz, choć tak naprawdę nie zaprosiła go do środka. Sam się wprosił. Westchnął na jej słowa, ale czego miał się spodziewać? Nie odbierała jego połączeń, maili ani wiadomości. Chciała zapomnieć i tyle...
- Pracuję... awansowano mnie i przeniesiono tutaj. - czyli niekoniecznie był tu z własnego wyboru. Dostał taki przydział i musiał się z tym pogodzić. W końcu nie zawsze zostaje się dowódcą. - Przyszedłem tutaj w sprawie... - wyjął policyjne akta, opatrzone czerwoną pieczątką z napisem 'rozwiązane-zakończone', zaś na dole widniało imię i nazwisko narzeczonego Willow. - Udało mi się doprowadzić śledztwo do końca. Wiem co się stało... chciałem Ci to pokazać już wcześniej, ale nie odbierałaś ode mnie. Tak bardzo pragnęłaś odpowiedzi. Tutaj są wszystkie. - i choć nie powinien wynosić tych dokumentów poza swoje biuro, tak w tym wypadku zrobił wyjątek, chcąc pokazać Nielsen, że sprawa jest zakończona. - I może nie jestem najlepszym kucharzem, ale to już jest raczej niezjadliwe. - pokazał na danie jakie przygotowywała blondynka.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Willow Nielsen


Jestem w Chicago od
prawie roku



29
kelnerka

straciła narzeczonego

Mieszkam w
Loop

Willow Jeanette

Nielsen

Wysłany: 17 Styczeń 2020, 20:26   
   Multi -  February Larson


Willow naprawdę nie chciała być niemiła – to absolutnie nie było w jej stylu. Jednakże doskonale wiedziała – a przynajmniej domyślała się – jaki może być powód pojawienia się mężczyzny w jej mieszkaniu. Nie chciała rozdrapywać starych ran – a już na pewno nie w taki sposób. Nie tak nagle i niespodziewanie – a obecność Theo prędzej lub później miała do tego doprowadzić. Niewątpliwie, Willow bała się właśnie tego momentu. Bała się chwili, w której jej z pozoru poukładane życie, znów rozpadnie się na kawałki.
Obejrzała się przez ramię. Mogłoby się wydawać, że nawet nie zwróciła uwagi na słowa mężczyzny, ostatecznie i tak skupiając się na jedzeniu niezdatnym do spożycia. Koniec końców mruknęła coś pod nosem, nadal starając się - w pewnym sensie - ignorować Sandersa.
- Co Ty nie powiesz. - mruknęła jeszcze, ostatecznie poddając się i uniosła do góry obie ręce. Kolacja była nie do odratowania - Będę musiała zadowolić się zwykłą kanapką. - dodała, wyłączając kuchenkę gazową, a garnek czym prędzej wrzuciła do zlewu. I tym razem próbowała zrobić dobrą minę do złej gry, co jakoś niespecjalnie jej wychodziło. Dała więc sobie spokój z jedzeniem, by na sam koniec znów skupić swą uwagę na niechcianym gościu. W tym momencie dostrzegła teczkę - jedną z tych, które pamiętała jeszcze z czasów licznych przesłuchań, w których brała udział, oczywiście.
- Co to ma znaczyć? - tym razem to pytanie dotyczyło zarówno przeniesienia mężczyzny do Chicago, jak i tego, że - jak twierdził - miał odpowiedzi na wszystkie jej pytania - O czym Ty mówisz? - widać było, że nie do końca rozumiała, do czego faktycznie zmierzał Theo. Wytarła dłonie w ręcznik i, czy chciała, czy nie, pokonała dzielącą ich odległość - Mogę? - oczywiście, że chciała na własne oczy przekonać się, co naprawdę przyniósł jej policjant - Nie wiem, czemu jakoś bardzo dziwi Cię to, że przestałam odbierać Twoje telefony. Twoje. Moich sióstr i innych. - dodała nieco ciszej, faktycznie nie mogąc ugryźć się w język. Niestety, gdy denerwowała się, zawsze cierpiała na słowotok. Tak było i tym razem.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Theo Sanders


Jestem w Chicago od
Niedawna



30
Dowódca HRT

Tylko mordercy, zakładnicy i porywacze mu w głowie

Mieszkam w
Gold Coast

Theo Donovan

Sanders

Wysłany: 28 Styczeń 2020, 18:12   

Spojrzał na przypalone danie, pozwalając sobie przejście w głąb mieszkania. Nie był tu nigdy, ale wydawało się niezwykle przytulne. Westchnął, ale mimo wszystko uśmiechnął się lekko.
- Wiesz, zawsze można coś zamówić, myślę że będzie dużo pożywniejsze niż zwykła kanapka. – nie żeby się wtrącał, ale naprawdę tak uważał. Wystarczyło zamówić jakiegoś chińczyka albo fastfooda, wtedy na pewno bardziej się naje niż kawałkiem chleba z dodatkami. Nie powinien rzucać takimi słowami, ale już i tak naruszył spokój Willow.
- Nie prosiłem się, aby tutaj zawitać. – od razu chciał to wyjaśnić. Przyjechał tu tylko i wyłącznie ze względu na pracę, która mimo złożoności i niebezpieczeństwa sprawiała mu niebywałą satysfakcję. Mogła myśleć, co chciała, ale nie zamierzał jej tak nagle nachodzić, jednak… jeśli miał okazję wolał powiedzieć, że sprawa jest zamknięta, a wszystkie odpowiedzi… no właśnie; znajdowały się w tej teczce, na którą nerwowo spoglądał. Czuł, że nie jest to odpowiedni moment a Nielsen nie jest na to przygotowana, jednak kolejnego razu może nie być.
Milczał nawet po pierwszym pytaniu dotyczącym celu jego wizyty. Była tak oczywista, że nie zamierzał zakłócać już i tak ciężkiej atmosfery jaka nagle między nimi powstała. Nie uważał, że przyjście tutaj było błędem, jednak z każdą kolejną minutą ciszy, czuł jak wszystko to co czego dokonał zaczyna ciążyć mu na sercu. Tutaj były odpowiedzi. Te wygodne (dla policji) i te mniej (których Theo szukał na własną rękę).
- Myślałem, że Ci zależy… - ugryzł się w język, jednak zrozumiał, że mogło to zabrzmieć dwuznacznie. -… na prawdzie, aby móc ruszyć dalej. – choć to chyba nigdy nie będzie możliwe. Mogła wyprzeć ze świadomości tragedie jaka ją spotkała, ale w najmniej spodziewanych momentach, będzie to do niej wracać.
Podążył za nią do salonu i razem usiedli na kanapie.
- Chcesz abym skrócił Ci ten bełkot. – bo było tam sporo terminów, których prawie na pewno nie zrozumie. Czuł jak jest jej ciężko. – Był przypadkową ofiarą. Został zaatakowany wraz z kilkoma osobami na ulicy… bronił się i nie tylko siebie. Najpierw został zaatakowany nożem… jednak zginął od strzału… w klatkę piersiową. – tak bardzo piekły go te słowa. Znowu przekazywał złe wieści… znowu był tym złym. Chyba jego rola już taka miała być. – Gość, który go… przez którego nie żyje, to dzieciak. Uciekł z poprawczaka. Twój narzeczony był bohaterem Willow. Dotarliśmy do kobiety, która dzięki jego odwadze uciekła wraz z dzieckiem. Była zbyt przerażona aby zeznawać. Szukałem miesiącami kogoś kto potwierdzi taką wersję wydarzeń. Udało się… Niezwykle mi przykro. – zakończył i spuścił wzrok na podłogę. Po prostu nie mógł patrzeć na cierpiącą blondynkę. Znów sprawia ból swoimi słowami, ale liczył, że dzięki temu poczuje również… spokój.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Willow Nielsen


Jestem w Chicago od
prawie roku



29
kelnerka

straciła narzeczonego

Mieszkam w
Loop

Willow Jeanette

Nielsen

Wysłany: 23 Marzec 2020, 20:30   
   Multi -  February Larson


Denerwowała się, co próbowała dość nieskutecznie ukryć. Już na pierwszy rzut oka widać było, jak bardzo nieudolnym kłamcą była. Drżące ręce, urywany oddech, wzrok utkwiony w bliżej nieokreślonym miejscu – doprawdy, powinna się nieco bardziej postarać i przynajmniej spróbować opanować sztukę kłamania. Również nie potrafiła udawać, że wcale jej nie zależy, bo.. zależy. Zależało i zależeć będzie. Nie tylko na poznaniu prawdy, ale i na tym, by jakoś iść do przodu – brzmi nieprawdopodobnie? Być może.
Wzmiankę o jedzeniu jednym uchem wpuściła, a drugim wypuściła. Wbrew pozorom, w tych okolicznościach jakoś przeszedł jej apetyt na cokolwiek, prawdę mówiąc. Ostatecznie więc tylko wzruszyła obojętnie ramionami. Słowem się nie odezwała, pozwalając Theo kontynuować. A i tak prychnęła.
Jasne, nie prosiłeś się. Myślisz, że w to uwierzę? – biorąc pod uwagę to, jakie łączyły ich relacje, a także to, w jakich okolicznościach się poznali, było to pytanie jak najbardziej uzasadnione. Skrzywiła się nieznacznie, machnęła ręką. Miał rację co do jednej rzeczy – sama nie do końca potrafiłaby odgadnąć, co naprawdę znajdowało się w tej teczce. I właśnie dlatego Willow przymknęła się na dobre, słuchając kolejnych słów mężczyzny. Również teraz nie od razu była w stanie zrozumieć, co właściwie on do niej mówi. Co..?. Wspomnienia wracały. Jeden po drugim. Ukradkiem wyciskały kolejne łzy z jej oczu. Łzy, których Willow w żadnym razie nie chciała wypuścić na światło dzienne. Nadal nie była w stanie wyobrazić sobie, co takiego musiał czuć – w tamtej okropnej chwili – jej ukochany. Nadal nie wiedziała, do czego musiał się posunąć, a także jak wiele odwagi od niego to wymagało – stanięcie w obronie zupełnie obcej osoby. Dlaczego zaryzykował? Dlaczego..? Bo taki już był. Cenił sobie dobro i bezpieczeństwo innych bardziej, niż swoje własne.
Dzieciak.. – powtórzyła, nada nie mając odwagi spojrzeć na towarzysza, zupełnie jakby bała się tego, co mógłby wyczytać z jej twarzy. Wszystko, tak naprawdę. – Gówniarz… – nie mogła w to uwierzyć? Jak najbardziej. Powinna się cieszyć – w końcu jej ukochany poświęcił się dla dobra jakiejś kobiety, uratował jej życie, szkoda tylko, że poniósł tak wysoką cenę. Szkoda, że nie pomyślał o niej.
Tylko poprawczak? – spytała jeszcze tak dla pewności, gdy tylko wzięła się nieco w garść. Nawet uniosła wzrok, spoglądając na towarzysza kątem oka. – Poprawczak za napaść i zabójstwo? – bo jakoś nie mogła w to uwierzyć.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 7