Poprzedni temat «» Następny temat
#7
Autor Wiadomość
Colin Brighton


Jestem w Chicago od
ślubu



33
redaktor

od rozwodu mieszka tylko z Agathą

Mieszkam w
North Park

colin

brighton

Wysłany: 5 Luty 2020, 21:36   #7
   Multi -  Meyer & Hart


Sam nie był do końca pewien, jak do tego doszło, ale okazało się, że nikt nie planował wyrzucać go z pracy. Wręcz przeciwnie, wszyscy byli dla niego przemili, kobieta siedząca z nim w pokoju już przyniosła mu domowe ciastka, a kiedy, zupełnie przy okazji, powiedział jakiemuś korektorowi, że jego facet podwiózł go do pracy (w świecie Colina prawie znowu byli już z Nathanem narzeczeństwem), od tej pory chyba codziennie koleś przychodził do niego, żeby opowiedzieć kolejną historię świadczącą o tym, że nie ma nic przeciwko gejom. Miał spoko biurko z wygodnym fotelem, miłych kolegów, od razu został w wydawnictwie małą gwiazdą, skoro przyciągnął ze sobą Patty (Patty, która teraz dzwoniła do Colina niemal codziennie), powoli zaczynał poznawać swoich nowych autorów i… powinien być zadowolony, prawda? Jego nowy szef – który nie przerażał go tak bardzo jak poprzednia szefowa – najwyraźniej był, skoro już w pierwszym tygodniu zaprosił go do swojego gabinetu i kiedy Colin był przekonany, że go wywalą za przychodzenie na kacu, od razu podsunęli mu umowę do podpisania. I choć powinien się cieszyć, spanikował na tyle, że przez chwilę naprawdę był gotów wstać, uciec z tego wydawnictwa, rzucić w cholerę to mieszkanie z własnym łóżkiem i uciec do jakiegoś Budapesztu. Nagle zaczął mu przeszkadzać każdy panel w jego nowym mieszkaniu i następnego dnia nawet nie próbował się kryć z tym, że dotarł do pracy spóźniony o pół godziny, a w dodatku odpisał chamsko Joanne (na tyle chamsko, na ile był w stanie, więc pewnie nawet się nie zorientowała), jakby miał nadzieję, że wyleci z pracy albo mieszkania, a wtedy jego problemy rozwiążą się same.
Nie rozwiązały się, a zamiast tego doszły mu kolejne – urodziny Nathana na horyzoncie. To, że będą je wspólnie świętować wydawało mu się najbardziej oczywistą rzeczą na świecie, okej? I dlatego był całkowicie pewny, że Nate też wiedział, że jego „mam dużo pracy, więc zaproś kolegów albo coś” oznacza tyle co „przygotuj się na niespodziankę i dużo seksu”. Skąd miał wiedzieć, że ten głupek potraktuje to na poważnie i nie radzi sobie tak świetnie z jakimś pokręconymi, randkowymi kodami? I co, może miał się jeszcze domyślić, że nie dla wszystkich świat romantycznego świętowania urodzin swojego chłopaka jest czymś tak oczywistym jak dla Colina, któremu pewnie zdarzało się organizować kilka takich urodzinowych atrakcji w ciągu roku? No bez sensu zupełnie.
Wyszedł z pracy piętnaście minut wcześniej niż powinien (wciąż prosił się o zwolnienie), załatwił Agacie opiekę na noc i włamał się do mieszkania Nathana, żeby przygotować im jakąś spoko kolację. Do tego całego świętowania kupił im kilka butelek wina i uznał, że z Internetem w telefonie na pewno poradzi sobie z tym, żeby błyskawicznie zrobić pyszne sushi, całkowicie nieprzejęty tym, że nigdy wcześniej tego nie robił. Do gotowania otworzył sobie winko, więc nie tylko nie udało mu się zrobić kolacji, ale przy okazji trochę się wstawił. A skoro chciał czekać na Nate’a już w pełnej gotowości, nie miał wyjścia – położył się na stole goły i zamiast pięknie zwiniętego sushi, po prostu rzucił na siebie kilka garści ryżu, ze dwa kawałki łososia i trochę pokrojonego ogórka. Na szczęście jedzenia powinno starczyć dla wszystkich gości.
 


profil kalendarz
 
Nathan Howell


Jestem w Chicago od
zawsze



34
łapie morderców

jaki były mąż?

Mieszkam w
Streeterville

Nathan

Howell

Wysłany: 9 Luty 2020, 17:12   

Gdyby mógł, chyba naprawdę cieszyłby się, że nie ma pojęcia, co działo się aktualnie w głowie Colina. Głównie dlatego, że Nate przecież dopiero, bardzo powoli, zaczynał przyzwyczajać się do tego, że on faktycznie ciągle tutaj był, że mógł rozmawiać z nim o chodzeniu do zoo w sukni wieczorowej właściwie codziennie i że może jednak przynajmniej chwilowo nigdzie się nie wybierał. Czasem sam łapał się na tym, że czuje się z Colinem zdecydowanie zbyt komfortowo, zupełnie jakby miał jakąś instrukcję odbudowywania zaufania, której powinien się trzymać, a zamiast tego postanowił przeskoczyć co najmniej cztery kroki i zacząć spać u niego nie tylko w weekendy. Oczywiście, że ciągle nie był tam, gdzie pewnie powinien być, skoro nie był nawet w stanie stwierdzić, że jednak są już razem (w świecie Nate’a takie rzeczy nie wychodziły naturalnie i pewnie najchętniej podpisałby do tego jakąś umowę), ale… zdecydowanie nie byłby teraz gotowy na usłyszenie, że Colinowi nie jest jednak nawet w połowie tak dobrze jak jemu. Szczególnie, że kwestię jego wyjazdów wciąż odbierał bardzo osobiście i jako jasny znak, że nie był wystarczająco dobrym powodem, żeby zostać gdzieś na dłużej – i niekoniecznie miał jak zmienić to podejście, skoro nikomu nie spieszyło się, żeby porozmawiać z nim o tym na nowych warunkach.
Dużo mniej do siebie brał za to spędzanie urodzin z kolegami, bo… naprawdę nie miał w zwyczaju robienia tego w jakikolwiek inny sposób (z tą różnicą, że dzisiaj nie planował skończyć z jakimś przypadkowym kolesiem w klubowej toalecie, ale to jakoś udało mu się przełknąć). Jak nikt rozumiał, że kiedy miało się dużo pracy, trzeba było usiąść na tyłku i się nią zająć, więc powiedział Colinowi tylko, że jeśli skończy wcześniej, może do niego wpaść i tyle. Radośnie nieświadomy, że ktoś jeszcze nie wpadł na to, że facet, który na co dzień zajmuje się zabójstwami, raczej nie lubi niespodzianek, najpierw poszedł na szybkie piwo ze znajomymi z pracy. Potem umówił się z kolegami pod budynkiem i, kiedy już zrobił jakieś szybkie zakupy (może z okazji urodzin zamiast marchewki jadł jednak chipsy), jedyne, na co miał ochotę, to usiąść na kanapie, otworzyć jakiś alkohol i spędzić w miarę przyjemny wieczór, słuchając o tym, że Matt trzeci raz zmienił zdanie co do oświadczyn kolesia od świnek morskich. I ostatnim, czego się spodziewał, kiedy wpuścił wszystkich do środka i przez kilka sekund siłował się z kluczem, który postanowił utknąć na chwilę w zamku, było jakieś ogólne, dość spore zamieszanie, jakieś „o boże, przepraszam” i przynajmniej jedna osoba, która postanowiła się zapowietrzyć ze śmiechu. – Co wy…? – zaczął i chyba naprawdę wolałby, żeby nie udało mu się jednak wyjąć tego klucza i mógł zostać na zewnątrz do jutra, bo ostatnim, czego się spodziewał, był Colin w ryżu i łososiu na stole, w towarzystwie jego kolegów (może przynajmniej zapunktował trochę u tych, którzy jednak ciągle go nie lubili). – Spieprzać stąd – zarządził natychmiast, zdjął bluzę i rzucił ją Colinowi, zanim niemal dosłownie wykopał kolegów z powrotem na zewnątrz i musiał bardzo spiąć się w sobie, żeby nie dołączyć do zbiorowego duszenia się ze śmiechu za drzwiami. – Co tu się…? – zaczął po raz kolejny i przeczesał włosy palcami. – To… co? – spytał wreszcie, wspinając się na wyżyny elokwencji i, skoro niespecjalnie wiedział, co miał z tym zrobić, po prostu poczęstował się jakimś kawałkiem ogórka.
 


profil kalendarz
 
Colin Brighton


Jestem w Chicago od
ślubu



33
redaktor

od rozwodu mieszka tylko z Agathą

Mieszkam w
North Park

colin

brighton

Wysłany: 11 Luty 2020, 23:19   
   Multi -  Meyer & Hart


Colin z pewnością nie był najbardziej inteligentną osobą w tym mieście (tak samo jak nie był najbardziej pracowitą osobą – w gruncie rzeczy Nate przecież od razu powinien domyślić się, że coś tu nie gra, w końcu Colin był chyba ostatnią osobą, którą można posądzić o to, że w środku tygodnia wybiera pracę zamiast wyjścia do kina czy na urodziny swojego nowego narzeczonego), ale nawet on nie miał wątpliwości, że nie powinien ani słowem wspominać Nathanowi o swojej potrzebie ucieczki na inny kontynent. Doskonale rozumiał, że skoro nie był w stanie mu tego wytłumaczyć jeszcze kiedy byli małżeństwem, teraz tym bardziej nie udałoby mu się wytłumaczyć tego Nathanowi. Tego, że jego potrzeba wyjazdu nie miała absolutnie nic wspólnego z tym, że miałoby nie być mu dobrze w jego nowym mieszkaniu bez stołu, gdy Nate postanawiał zanocować z Agatką w środku tygodnia. A już zwłaszcza tego, że chciał wyjechać chyba przede wszystkim dlatego, że zaczynało mu być zbyt dobrze. Colin przecież zupełnie nie radził sobie w sytuacjach, gdy jego życie nagle okazywało się dość uporządkowane i przewidywalne ze swoją bezpieczną rutyną. Wszystko go swędziało, gdy nagle nie miał w pracy szefa, którego się zwyczajnie boi, więc z bólem duszy zwlekał się rano z łóżka, próbując dotrzeć do redakcji przynajmniej w miarę na czas, żeby nikt potem na niego nie krzyczał. Gdy jego nowe mieszkanie okazywało się zupełnie sympatyczne, a Colin nagle spał na łóżku, które osobiście wybrał i kupił, a nie na jakimś niewygodnym, wąskim meblu, które nie należało przecież do niego, więc mógł porzucić je wraz z mieszkaniem w każdej chwili. I gdy zamierzał świętować urodziny kogoś, na kim zależało mu na tyle, by przekonać samego siebie, że nie powinien iść na całość ze swoimi dziwnymi pomysłami na randki, na których sam Colin z pewnością bawiłby się znakomicie, tylko uwzględnić potrzeby Nathana i zostać przy skromnej, nudnej kolacji niespodziance.
Szkoda tylko, że ta skromna, nudna kolacja coraz bardziej odwlekała się w czasie, bo główny zainteresowany nie raczył nawet wrócić do swojego mieszkania. Colin umierał już z głodu i trochę martwił się, czy kot za nim nie tęsknił (na pewno bardziej niż tym, jak dziwnie było na powrót znaleźć się w tej kuchni i robić im jedzenie), więc bardzo mocno musiał się powstrzymywać przed tym, by tego całego łososia nie wpieprzyć w samotności. Zabijał więc czas, leżąc na stole i pewnie szukając jakichś tanich lotów – wyszło mu to na tyle skutecznie, że gdy wreszcie ktoś zaczął otwierać drzwi, Colin kompletnie zapomniał, co właściwie zamierzał powiedzieć mężowi na dzień dobry. Okazało się jednak, że chyba wyszło mu to na dobre, bo przynajmniej połowa ich znajomych nie usłyszała niczego nieprzyzwoitego z ust kolesia, który dobrowolnie się rozebrał, a następnie położył na sobie ryż (oby tylko zdążył trochę przestygnąć). - O… cześć? – zaczął, trochę niepewnie, zaskoczony tym, że Nate postanowił przyprowadzić im towarzystwo, kiedy sam Colin miał w planach na resztę dnia głównie seks. Dopiero chwilę później uświadomił sobie, że ma sobie tylko trochę ogórka i ryby, więc bardzo mocno zmarszczył czoło i wyciągnął szyję, próbując dostrzec solenizanta. - Naaaate? Gdybym wiedział, że przyprowadzisz gości, zrobiłbym trochę więcej jedzenia – zauważył, najwyraźniej wciąż przekonany, że Nathan zje dzisiaj sushi w ramach romantycznej kolacji. A kiedy bluza wylądowała idealnie na podłodze obok stołu, zmarszczył czoło jeszcze trochę mocniej, bo przecież nie zamierzał się teraz ubierać, kiedy miał na sobie ten cały ryż, tak? - Ummm… miło było was zobaczyć, świetna fryzura, Matt! – zawołał jeszcze za kolegami małżonka, spełniając się w roli pani domu, a potem spojrzał na małżonka, jak gdyby oczekiwał wyjaśnień. - No właśnie, co tu się? Dlaczego ty ich dzisiaj przyprowadziłeś, skoro miałem ci zrobić niespodziankę? – spytał dość uprzejmie, bo Colin był prawdopodobnie biologicznie niezdolny do tego, by się porządnie wkurwić.
 


profil kalendarz
 
Nathan Howell


Jestem w Chicago od
zawsze



34
łapie morderców

jaki były mąż?

Mieszkam w
Streeterville

Nathan

Howell

Wysłany: 12 Luty 2020, 19:14   

Pewnie faktycznie powinien się domyślić, że coś tu nie grało, ale może Nate po prostu trochę za bardzo chciał wierzyć, że jednak nie był skończonym frajerem, dając Colinowi kolejną szansę. Przecież to, że chciał popracować, było mu bardzo na rękę – dzięki temu mógł pomyśleć, że faktycznie zależało mu na nowej pracy na tyle, żeby czasem poświęcić na nią trochę więcej czasu w tygodniu. A skoro tak, Nathan mógł spać w miarę spokojnie (na tyle, na ile spokojnie może spać osoba cierpiąca na dość dokuczliwą bezsenność). Ciągle nie był w stanie zaufać mu na tyle, żeby zaakceptować, że zostanie tu dla niego (i, jak widać, chyba tak mocno się nie mylił), mógł za to zaufać umowie o pracę albo łóżku dokupionemu do mieszkania. Bo dwuosobowego łóżka nie tak łatwo się pozbyć, prawda? Nawet jeśli z perspektywy Colina nie miało to najmniejszego sensu, Nate po prostu bardzo próbował jakoś to sobie ułożyć. A to wszystko, co tak bardzo mocno odstraszało jego byłego męża, ta cała rutyna, poczucie bezpieczeństwa i jakiś porządek, było dokładnie tym, czego… Nathan potrzebował najmocniej. Ale naprawdę można mu się dziwić, skoro sądził, że Colinowi ciężej niż jego, będzie zostawić łóżko, na które wydał pieniądze?
I chyba właśnie dlatego, że ciągle trudno było mu ogarnąć to, że Colin znów był w jego życiu, a jeszcze trudniej to, jak szybko przyzwyczaił się do jego obecności, może w jakimś sensie chciał spędzić urodziny bez niego. Nie wykłócał się z nim o nie nawet przez sekundę, ale może po prostu w świecie kogoś, kto urodziny bez kolegów spędził chyba tylko raz (przypadkiem wtedy, kiedy miał męża), zrezygnowanie z tego dla jednej osoby było już… przerażająco zobowiązujące. A Nate nie miał najbledszego pojęcia, na jaki stopień zobowiązania był gotowy. Może na żaden. Może… może jednak świetnie zrozumiałby Colina, który chciał stąd wyjechać.
- Gdybyś wiedział? – powtórzył, zerkając w stronę drzwi, za którymi znikali jego koledzy, kiedy już przypomniał sobie, jak budowało się w miarę zrozumiałe wypowiedzi. Wreszcie podszedł do stołu, podniósł bluzę z podłogi i przez chwilę po prostu przyglądał się tym rozsypanym garściom ryżu i łososiowi leżącemu gdzie popadnie. – Słucham? – spytał, chyba jakimś cudem zaskoczony jeszcze bardziej. – Przecież sam mi powiedziałeś, że nie masz czasu i mam zaprosić kolegów. Więc najpierw poszedłem na piwo, a potem zaprosiłem kolegów – wyjaśnił mu takim tonem, jakby trochę się zastanawiał, czy jakieś ogórek niechcący nie wpadł Colinowi do ucha, a potem znów spojrzał na drzwi. – Jeśli chciałeś… obsypać się ryżem, trzeba było mi powiedzieć, że będziesz na mnie czekał i że planujesz spędzić ze mną moje urodziny, teraz… teraz mam kazać im wracać do domów? – Nie lubił niespodzianek. Jeszcze bardziej nie lubił niespodzianek, które wiązały się z czymś, na co mógł zwyczajnie nie być emocjonalnie gotowy. – Ubierzesz się? Pomogę ci przerzucić na talerz to… To miało być sushi? – olśniło go nagle, kiedy poszedł do kuchni po jakiś większy talerz.
 


profil kalendarz
 
Colin Brighton


Jestem w Chicago od
ślubu



33
redaktor

od rozwodu mieszka tylko z Agathą

Mieszkam w
North Park

colin

brighton

Wysłany: 14 Luty 2020, 21:24   
   Multi -  Meyer & Hart


Ani przez moment nie pomyślał, że to może być kiepski pomysł. Nie przyszło mu do głowy, że Nate nie lubi przecież niespodzianek, może się nie domyślić tego, czego domyślić się powinien albo… że zwyczajnie nie chce spędzić tych urodzin z Colinem i woli spokojny wieczór z piwem i kolegami. Jak przystało na Colina Brightona, naprawdę świetnie się bawił, planując całą intrygę, zastanawiając się nad menu i kombinując, jak może zostać, ponownie, szczęśliwym posiadaczem klucza Nate’a. I był przekonany, że to będzie naprawdę świetny wieczór – mniej więcej do chwili, w której zobaczył jego minę. - Tak, ale przecież… - zaczął, wciąż całkowicie szczerze zaskoczony tym, że Nate nie wiedział. Że nie potrafił czytać Colinowi w myślach, że nie domyślił się tego, czego powinien się domyślić i że najwidoczniej wcale się nie ucieszył, kiedy okazało się, że mogliby spędzić ten wieczór razem. - Wydawało mi się, że to oczywiste, że… - urwał, z każdą chwilą zwyczajnie coraz bardziej upokorzony. Nie tym, co mówił Nathan, ale tym, co sam Colin sobie wyobrażał – zupełnie jakby znowu był w szkole w Runcorn i odkrył, że chłopiec, w którym podkochiwał się od pół roku, właśnie znalazł sobie dziewczynę i wcale go nie chce. Dlatego nie dokończył zdania, bo trochę zbyt głupio było mu przyznać, że wydawało mu się oczywiste, że urodziny Nate’a spędzą razem. Bo niby dlaczego Nathan miałby w ogóle chcieć świętować z nim swoje urodziny, skoro nikt tutaj do nikogo nawet nie wrócił? Dlatego wziął głęboki oddech i po prostu pokręcił głową. - Nie, oczywiście, że… że nie masz kazać im iść do domu. I nie przejmuj się tym talerzem, poradzę sobie – obiecał, bo w tej chwili naprawdę niewiele rzeczy obchodziło go jeszcze mniej niż to, co się teraz stanie z jego kolacją. Po prostu wstał z tego stołu, pozwalając, by cały ten ryż i ryba spadły na podłogę, a potem zaczął się pospiesznie ubierać, starannie unikając wzroku Nathana i ignorując, że jeszcze trochę ziarenek ryżu wciąż miał przyklejonych do różnych części ciała. Kiedy już zapiął spodnie, wreszcie na niego spojrzał, przeczesując włosy palcami (i zostawiając w nich sobie trochę jedzenia na później) i odetchnął głęboko. - Chyba… chyba będzie lepiej, jeśli to ja wyjdę, co? – upewnił się i po prostu chwycił za miotłę, żeby ogarnąć tę podłogę i wrzucić do kosza to, co zostało z ich miłego wieczoru. - Więc… wszystkiego najlepszego. Kupiłem nam trochę wina, jedną butelkę już otworzyłem, przepraszam – dodał, wskazując gdzieś w stronę kuchennych szafek. Znalazł swoją kurtkę i przykleił sobie na twarz uśmiech, zanim otworzył drzwi i stanął twarzą w twarz z bandą gejów, którzy chwilę temu widzieli jego penisa i protezę (łatwo się domyślić, co krępowało go bardziej), wytrzymał kilka mało zabawnych żartów i wreszcie uciekł. Przez chwilę nawet pomyślał, że może ma trochę szczęścia, skoro jego autobus podjechał na przystanek niemal razem z nim, ale nie byłby Colinem, gdyby mógł myśleć w ten sposób trochę dłużej. Mniej więcej w połowie idiotycznie długiej trasy zorientował się, że klucze zostawił u Nathana, więc… musiał wrócić. Nie chciał dzwonić ani tym bardziej wracać do mieszkania, dlatego gdy wreszcie udało mu się dotrzeć pod blok, napisał byłemu mężowi jakąś wiadomość i cierpliwie tam stał, dopóki Nate nie wyszedł na klatkę, żeby dać mu klucze. Nie miał jednak ochoty na jakiekolwiek rozmowy, więc dwa razy powiedział przepraszam, raz dziękuję i szybko uciekł.
 


profil kalendarz
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 7