Poprzedni temat «» Następny temat
#4
Autor Wiadomość
Nathan Howell


Jestem w Chicago od
zawsze



34
łapie morderców

jaki były mąż?

Mieszkam w
Streeterville

Nathan

Howell

Wysłany: 30 Wrzesień 2019, 23:54   #4

Stęskniony za własnym łóżkiem jak jasna cholera, nie mogąc już patrzeć na szpitalne ściany i pielęgniarki radośnie komentujące jego przystojnych, przemiłych gości, chyba nie spodziewał się, że powrót do domu będzie tak… skomplikowany. Wciąż nie był w formie, wciąż męczył się zdecydowanie zbyt szybko i nawet bez debilnych pomysłów w stylu pobiegania dwa dni po wyjściu ze szpitala (tak, wpadł na taki pomysł, nawet się do niego ubrał i ledwo wtoczył się z powrotem do windy po połowie rozgrzewki), było mu zwyczajnie trudno odnaleźć się w rzeczywistości, w której co prawda ma już zdjęte szwy, ale wciąż powinien przede wszystkim odpoczywać. Do kolegów z pracy dzwonił przynajmniej cztery razy dziennie, żeby upewnić się, że na pewno są w stanie funkcjonować bez niego (był tym faktem bardzo zawiedziony), a kiedy wpadli do niego w odwiedziny (razem z jego partnerką z tej cholernej klatki schodowej, która co prawda chodziła o kulach, ale przynajmniej mogła wrócić do pracy biurowej), jego pierwszym pytaniem było, czy przynieśli mu jakieś akta do przejrzenia. Na samą myśl o tym, że ma siedzieć na tyłku jeszcze trzy tygodnie (jeśli dobrze pójdzie, i tak w szpitalu przetrzymali go o trzy doby dłużej niż najpierw planowali), czuł, jak wszystko w nim skręca się w akcie buntu i ogólnego niezadowolenia. Szczególnie, że skoro nikt nie stał już nad nim przez większość doby i nie pilnował go jak dziecka, do którego zwyczajnie nie docierały najprostsze, najbardziej logiczne na świecie argumenty, Nate bardzo szybko zaczął wmawiać sobie, że jest w dużo lepszej formie niż w rzeczywistości. Nie powtórzył błędu ze sportem, tak źle z nim jeszcze nie było, ale najwyraźniej powstrzymanie się przed robieniem niektórych rzeczy było zwyczajnie ponad jego możliwości intelektualne. Tak jak dzisiaj, kiedy obudził się z na tyle dobrym samopoczuciem, że uznał, że da radę trochę ogarnąć mieszkanie (głównie po to, żeby jego matka nie szukała sobie pretekstu do wizyty), a po dłuższej chwili odpoczynku, że… zrobi kolację. Nate i kuchnia od zawsze byli związkiem dość nieprzewidywalnym i trudnym do objęcia rozumiem – jednego dnia robił zupełnie przyzwoity, wcale nie najprostszy na świecie obiad, a drugiego prawie puszczał mieszkanie z dymem przy robieniu zwykłej jajecznicy albo gotowaniu wody na makaron. A kiedy dodamy do tego osłabiony, wciąż regenerujący się organizm i najbardziej upartego idiotę na tej części globu, cóż…
Drzwi Colinowi otworzył z rozciętym palcem w ustach, przy akompaniamencie kipiącego makaronu i z koszulką upieprzoną sosem, którego zdecydowana większość wylądowała na podłodze. Dzisiaj wyjątkowo nie dlatego, że Nate nie potrafił obsługiwać noży (trzymał w domu pistolet, raczej śmiało można założyć, że noże miał w miarę opanowane) albo dlatego, że miał swój gorszy kuchenny dzień i wszystko było przeciwko niemu. Od dobrych piętnastu minut niemal bez przerwy kręciło mu się w głowie, było mu potwornie słabo i nie za bardzo wiedział, co się wokół niego działo, dlatego po prostu zmierzył Colina długim, niekoniecznie przytomnym spojrzeniem i wreszcie wyciągnął z gęby krwawiący palec. – Cześć, nie czepiaj się, okej? – zastrzegł na dzień dobry, kiedy wreszcie wpadł na to, że trzeba się przesunąć, żeby kogoś wpuścić do domu. - Czułem się fantastycznie, to nie moja wina, że... ekhm, mogę mieć teraz gorączkę - zmarszczył się odrobinę i trochę bezwładnie oparł bokiem o ścianę. Przynajmniej nie próbował udawać, że teraz też ma się doskonale, to chyba spory postęp.
 


profil kalendarz
 
Colin Brighton


Jestem w Chicago od
ślubu



33
redaktor

od rozwodu mieszka tylko z Agathą

Mieszkam w
North Park

colin

brighton

Wysłany: 4 Październik 2019, 17:33   
   Multi -  Meyer & Hart


Powroty Colina do tego domu też były dość, no właśnie, skomplikowane. Z jednej strony starał się nie zwracać uwagi na to, że już od dawna wpadał do Nate’a z jedzeniem albo z czymś do czytania po prostu dlatego, że chciał, a nie dlatego, że czuł się w obowiązku doglądać chorego. Kiedy przez jego pobyt w szpitalu znowu zaczęli się regularnie widywać i rozmawiali na inne tematy niż ten, jak bardzo się nie lubią oraz jak bardzo nie powinni utrzymywać kontaktu, wszystko wydawało się być irytująco… proste. I tak zwyczajne, jakby spędzali razem dużo czasu od zawsze, choć w rzeczywistości nigdy przecież nie przeszli tego etapu, gdy mieszkają oddzielnie i jedynie się odwiedzają. A teraz wpadał do niego z książką, która powinna mu się spodobać – a akurat na takich rzeczach Colin znał się nieźle, więc kiedy już Nate sięgnie po coś z rosnącej kupki, lepiej żeby tak było – a kiedy już wpadał do sklepu po jedzenie Agatki, przy okazji kupował chleb byłemu mężowi, bo regularnie grzebał mu teraz po szafkach i mniej więcej wiedział, co mu się kończy. Z drugiej strony te jego wizyty były obrzydliwie niewygodne, bo Colin wciąż czuł się trochę tak, jakby grzebał po swoich własnych szafkach. Mieszkanie Nathana było jedynym domem w Chicago, jaki miał i wciąż traktował to miejsce jako dużo bardziej swoje niż to mieszkanie, w którym aktualnie żył z Agathą. Doskonale przecież pamiętał, w której szufladzie były sztućce, gdzie schować makaron albo które krzesło było jego ulubionym, dlatego co jakiś czas musiał sobie przypominać, że on już tutaj wcale nie mieszkał i może powinien przestać czuć się tu tak swobodnie, jakby nigdy stąd nie wyszedł.
Stety czy niestety, czasami jednak stąd wychodził, żeby potem znów przyleźć, niezależnie od tego, co sam gospodarz sądził o tych jego wizytach. Dzisiaj, kiedy już obijał się cały ranek, a potem trochę wreszcie popracował, zrobił sobie przerwę od gapienia się w komputer i odwiedził Nathana. I… wrócił do domu na obiad? - Dopiero teraz? Bo gorączka wiele by tłumaczyła, ale musiałaby się utrzymywać już dość długo – zauważył, dalej stojąc w progu i wpatrując się w Nathana z uprzejmie uniesionymi brwiami. - Chodź, ty siadasz, a ja sprzątam – zaproponował i wreszcie wszedł do środka. Pozwolił Nate’owi postać tak jeszcze chwilę i odrobinę odpocząć, gotów asekurować go albo podtrzymać w razie potrzeby. - Idziemy do salonu? – zaproponował, kiedy już stał bez kurtki i w kolorowych skarpetkach, a kiedy już go posadził, sam poszedł do kuchni, żeby ocenić straty. Najpierw zdjął wszystkie garnki z ognia i upewnił się, że nic nie wybuchnie, a potem wrócił do małżonka z wodą. - Napij się, dobra? – poprosił i praktycznie wcisnął mu szklankę do ręki. - Jest trochę lepiej czy jeszcze nie? Zaraz przyniosę ci coś do przebrania, chcesz też plasterek? – spytał bardzo uprzejmie, myśląc o tym jego palcu.
 


profil kalendarz
 
Nathan Howell


Jestem w Chicago od
zawsze



34
łapie morderców

jaki były mąż?

Mieszkam w
Streeterville

Nathan

Howell

Wysłany: 6 Październik 2019, 15:56   

Może właśnie dzięki temu ostatnie kilkanaście dni było tak prostych. Wszystko, co się między nimi działo, było przecież zupełnie nowe – nigdy nie byli po prostu znajomymi, nie przyjaźnili się, nie musieli zastanawiać się nad tym, co właściwie chodzi temu drugiemu po głowie (na tym mogli akurat wychodzić trochę lepiej) i nie mieli okazji do bycia obok bez kończenia dnia w tym samym łóżku. I może dlatego Nathanowi też było zwyczajnie łatwiej – jeszcze niedawno był przekonany, że obecnie potrafili ze sobą tylko sypiać albo się kłócić, zupełnie jakby byli jakimś małżeństwem po rozwodzie. Tymczasem byli na zupełnie nowym terytorium, nieznanym i chyba niekoniecznie przewidywalnym – miesiąc temu umarłby ze śmiechu, gdyby ktoś mu powiedział, że Colin będzie siedział przy jego szpitalnym łóżku – więc prościej było udawać, że to… nie do końca oni. Że nie mają za sobą podpisanych papierów rozwodowych, żadnej zdrady, żadnych kłótni, wyjazdów, nierozwiązanych nieporozumień i kompletnie nieudanych paru miesięcy. Że może być zwyczajnie. Spokojnie. Głupio przyjemnie, kiedy do Nate’a docierało to, że właśnie przyszedł do niego ktoś, kogo nie musiał próbować niczym przekupić (albo próbować nielegalnie upić się w jakimś kącie, gdyby to była jego matka), żeby tak po prostu wszedł i postanowił posprzątać mu kuchnię.
- Straszliwie niemiły z ciebie człowiek, Brighton – mruknął pod nosem, wciąż oparty o tę ścianę jak ktoś ledwo żywy, niewiele robiąc sobie z tego, że jeśli przymknąć oko na jakąś tam zdradę, rozmawiał właśnie z jedną z najmilszych osób, jakie w życiu poznał (a już na pewno zdecydowanie milszą od niego). I chyba nawet spróbował szturchnąć go łokciem, żeby mu udowodnić, że to Colin jest wredny, ale poza tym zupełnie grzecznie dał się zaprowadzić na kanapę, opierając się na swoim byłym mężu tylko odrobinę. – Nic mi jest – wymamrotał zupełnie odruchowo i bezmyślnie, głównie po to, żeby zaraz zmarszczyć czoło i pokręcić obolałą głową. – Albo trochę jest, jak będę mówił, że jest, posprzątasz mi całą kuchnię? – upewnił się uprzejmie, trochę zapadając się w kanapę i zamykając oczy. Potrzebował chwili, żeby po prostu posiedzieć, zamiast martwić się kipiącym makaronem i sosem na podłodze, więc kiedy Colin wrócił, powieki rozchylił bardzo leniwie i raczej bez specjalnego entuzjazmu. – Jest trochę lepiej – przytaknął, kiedy już upewnił się, że świat przestał tak wirować i był w stanie w miarę bezproblemowo wycelować szklanką we własne usta. A kiedy już się napił, mógł spojrzeć na byłego męża trochę jak debila. – Nie, wolę, żebyś podmuchał – poinformował go dość zgryźliwie i zerknął na rozcięty palec raczej obojętnie – umówmy się, ogólnie był dość znieczulony na takie urazy, o ostatnich tygodniach nawet nie wspominając. – Zostało tam… cokolwiek? Jeśli tak, to możesz się poczęstować, chciałem ci zrobić obiad. Wiesz, za te zakupy, szpital i dlatego, że trochę mi cię szkoda, jak patrzę na twoje skarpetki – wytłumaczył, uśmiechając się zupełnie głupio i zupełnie nieprzytomnie, jak ktoś, kto ma wysoką gorączkę i czuje się jak gówno (skarpetki Colina szanował za to równie mocno, co koszule – jak coś, bez czego go sobie nie wyobrażał – ale przecież był Natem, nie mógł się zamknąć i komplementować byłego męża jak normalny człowiek).
 


profil kalendarz
 
Colin Brighton


Jestem w Chicago od
ślubu



33
redaktor

od rozwodu mieszka tylko z Agathą

Mieszkam w
North Park

colin

brighton

Wysłany: 9 Październik 2019, 21:22   
   Multi -  Meyer & Hart


Powiedzmy sobie szczerze, Colin byłby skłonny posprzątać mu tę kuchnię nawet gdyby Nate czuł się świetnie, a to, że był frajerem, to tylko jeden z powodów. Nie wiedział, czy rzeczywiście był tak miły, ale wiedział, że troszczył się o ludzi, niezależnie od tego, czy chodziło o koleżankę z (byłej już) pracy, z którą do niedawna dzielił pokój przez pięć dni w tygodniu, czy o tego ładnego Niemca, którego Colin nie widział od prawie dwóch lat, ale któremu i tak zawsze odpisywał na wiadomości. A z Nathanem wszystko było jeszcze prostsze – przecież doskonale pamiętał, w której szufladzie leżą sztućce, więc odruchowo chował tam łyżkę, gdy wchodził do kuchni, żeby rozpakować zakupy i nie widział absolutnie niczego dziwnego w tym, że teraz będzie mu grzebał w szafie, by znaleźć świeżą koszulkę. Przecież wciąż musiał się pilnować, żeby pamiętać, że jest tu tylko gościem i czasami zdecydowanie dziwniej czuł się, gdy wracał do swojego mieszkania (dopiero kiedy zaczął regularnie wracać do ich domu, zaczął zauważać, jak brzydka jest ta jego wynajęta kawalerka) niż wtedy, gdy jadł makaron na kanapie Nate’a. A kiedy już zostawał na obiad, zazwyczaj po tym obiedzie od razu sprzątał, nawet kiedy jego były mąż nie oddawał się umieranku w salonie. Zdarzało mu się robić wokół siebie okropny syf, zwłaszcza jeśli cały dzień pracował i do zlewu zbliżał się dopiero wtedy, gdy chciał zrobić sobie kolejną herbatę, ale zorientował się, że wszystkie jego kubki stoją już brudne na podłodze, ale z reguły nie miał problemów z odkurzaniem czy praniem. Grace i Robert oczekiwali od niego, żeby sprzątał syf, którego narobił, oboje przekonani, że ich Cody na pewno by po sobie sprzątał, a Colin wyprowadził się od nich tak szybko jak tylko mógł, więc tym bardziej musiał nauczyć się jakoś ogarniać te podłogi czy kuchnię. I dlatego uśmiechnął się lekko, słysząc pytanie Nate’a, po czym po prostu skinął głową: - Posprzątam – zapewnił krótko, bo oczywiście, że był takim frajerem, żeby wpadać do byłego męża z zakupami i sprzątać mu mieszkanie. - Tak myślałem, daj mi rękę, to ci dmuchnę – zapewnił bardzo wielkodusznie, bo przecież trochę się już znali i… właśnie dlatego pytał. Skoro leciała krew, Colin chciał po prostu nakleić plasterek (mam niemiłe wrażenie, że sam miał w mieszkaniu tylko jakieś kolorowe plastry z Kubusiem Puchatkiem czy innymi Minionkami - oficjalnie dlatego, że się dobrze kleją, ale pewnie po prostu pasowały mu do koszuli), ale domyślał się, że Nate mógł nie być równie wrażliwym kwiatuszkiem. A skoro już obiecał, to i tak mocno dmuchnął gdzieś w stronę męża, nawet jeśli nie wyciągnął tego palca, albo jeśli wyciągnął inny. - Zostało trochę makaronu, ale nie wiem, czy nadaje się do jedzenia. Też chcesz trochę czy jeszcze nie masz ochoty? – spytał, chwilowo nie dopytując, czy ten czerwony sos to na pewno ten jeden, który Colin był w stanie zjeść. Innych nie zamierzał nawet próbować i z góry upierał się, że nie lubi, więc jeśli Nate szarpał się w kuchni na coś bardziej wyszukanego niż spaghetti, Colin odbierał sobie trochę makaronu, żeby zjeść go z masłem. A kiedy dmuchnął w niego jeszcze raz, poszedł do sypialni i po chwili wrócił z nową koszulką. Gdy Nate był już przebrany, a tamte ciuchy w pralce, Colin dolał mu jeszcze trochę wody i spytał: - Czekaj, przesłyszałem się przed chwilą czy powiedziałeś, że chcesz mi zrobić obiad? Chyba nie porozmawialiśmy o tym wystarczająco długo.
 


profil kalendarz
 
Nathan Howell


Jestem w Chicago od
zawsze



34
łapie morderców

jaki były mąż?

Mieszkam w
Streeterville

Nathan

Howell

Wysłany: 11 Październik 2019, 14:10   

Skoro już nie miał niczego ciekawszego do roboty, przez ostatnie kilkanaście dni Nate wyspecjalizował się w szukaniu okoliczności ratujących (czy raczej usprawiedliwiających) jego relację z Colinem. Robił to tylko półświadomie – wciąż wyglądało na to, że znów podchodził do niej równie bezmyślnie, co na samym początku, z tą tylko różnicą, że wtedy nie czuł potrzeby zatrzymania się i zastanowienia nad czymkolwiek, a teraz zwyczajnie potwornie się tego bał. Bo przecież… w gruncie rzeczy prowadził ostatnio naprawdę przyjemne życie. Jeśli przymknąć oko na to, że miał zaszytą dziurę w klatce piersiowej, prawie umarł i wciąż był w dość kiepskim stanie, miał dziwne wrażenie, że dawno nie miał poczucia, że w pewnych sferach jest mu po prostu dobrze. Przez większość czasu bronił się rękoma i nogami przed przywiązywaniem się do ludzi i wpuszczaniem ich do swojej strefy komfortu, ale przecież już od dawna miał w niej dziurę w kształcie Colina i chyba nawet nie zauważył, kiedy znowu wkradł się do jego codzienności, do najprostszych rzeczy na świecie, jakby nigdy się stamtąd nie ruszał. Kiedy Nate chciał obejrzeć film, który mógłby podobać się im dwóm, czekał aż Colin wpadnie, żeby spytać, czy nie chce go obejrzeć razem z nim. Kiedy odwiedzali go znajomi i wydarzyło się coś, o czym chciał komuś opowiedzieć, mówił to Colinowi, gdy następnego dnia przychodził z mlekiem do kawy. To, że prędzej czy później znów się zobaczą, nagle zaczął uznawać za trochę zbyt oczywiste i gdyby chciał się zatrzymać i nad tym zastanowić, chyba miałby poważny problem. Może dlatego brał się za sprzątanie, kiedy nie powinien, grzebał pół dnia w piwnicy w poszukiwaniu resztek białej farby, żeby wreszcie zamalować tę plamę po jednym z ostatnich spotkań z – jak mu się teraz wydawało – zupełnie innego życia przed szpitalem i próbował zrobić obiad, doprowadzając swój osłabiony organizm na skraj wytrzymałości. Żeby nie myśleć. A tym, co w niemyśleniu pomagało jak nic innego, była ta ratująca świadomość, że… Colin jest Colinem. Że faktycznie posprzątałby tę kuchnię każdemu, że może nawet odwiedzałby każdego w szpitalu, że pomagałby tak nawet znajomej z pracy, więc nie działo się między nimi nic nadzwyczajnego. Nate nie był w żaden sposób wyjątkowy, ich sytuacja nie była wyjątkowa i tylko trochę musiał walczyć z samym sobą, żeby nie pytać, czy dla koleżanki z pokoju też bez chwili zastanowienia zaryzykowałby utratę pracy.
- Mhm – mruknął tylko, podnosząc wyłącznie środkowy palec i patrząc na Colina z nieco uniesionymi brwiami, jak ktoś ze zdecydowanie obniżoną wrażliwością na, cóż, pewnie cokolwiek (ewentualnie bał się, że faktycznie skończy z plastrem z jakimś Prosiaczkiem, a może nie pasował mu dzisiaj do dresów). – Nie chcę – odparł po prostu, jeszcze bardziej zapadając się w poduszki. Nie po to stał przy garach, robiąc jedyny sos, który miał pewnie opanowany do perfekcji, żeby zjadać go samemu. Nie wspominając nawet o tym, że było mu na to zwyczajnie zbyt niedobrze. Kiedy Colin poszedł po koszulkę, po prostu wrócił do półsnu, próbując ignorować walenie w klatce piersiowej, które niespecjalnie chciało się uspokoić. Wreszcie przebrał się trochę nieporadnie, napił wody i odsunął brzeg koszulki od szyi z bardzo naiwną nadzieją, że Colin nie domyśli się, jak potwornie mu duszno. – Co jest dziwnego w tym, że chciałem ci zrobić obiad? – spytał, marszcząc czoło i patrząc na niego trochę nieprzytomnie, a trochę bez specjalnego zrozumienia, bo… wydawało mu się logiczne, że będzie chciał mu jakoś podziękować. Przy okazji poruszył się niespokojnie i wreszcie trochę wyprostował, natychmiast krzywiąc się potwornie, kiedy znów poczuł, że jego mięśnie przypominają rozgotowany makaron. Przez chwilę jeszcze tak posiedział, czując, jak jego galopujące serce powoli się uspokaja, a duszności powoli zastępuje wrażenie, że całe ciało ma zbyt zmęczone na jakiekolwiek funkcjonowanie. – To nie tak, że nie chcę rozmawiać teraz z tobą o tym, czemu robię ci jedzenie, ale… chyba muszę się położyć – przyznał, chyba faktycznie czując się paskudnie, skoro chwilowo nie udawał superbohatera. – A jak zjesz i będzie ci się bardzo nudziło, możesz zadzwonić do mojego lekarza i spytać, czy… nie wiem, nie muszę się na przykład z nim zobaczyć – mruknął jeszcze, opierając łokcie na kolanach i podpierając na dłoniach głowę, która nagle zrobiła się zbyt ciężka i jakaś zbyt niestabilna.
 


profil kalendarz
 
Colin Brighton


Jestem w Chicago od
ślubu



33
redaktor

od rozwodu mieszka tylko z Agathą

Mieszkam w
North Park

colin

brighton

Wysłany: Dzisiaj 21:17   
   Multi -  Meyer & Hart


Colin prawdopodobnie byłby w stanie wygłosić dzisiaj improwizowany wykład dotyczący tych wszystkich powodów, przez które Nate gotujący mu obiad było dziwne – zaczynając od tego, że już nie są małżeństwem, kiedy ostatnim razem przed szpitalem wpadł do tego mieszkania, rozbił mu wino w przedpokoju i w ten sposób chyba przestali ze sobą sypiać, nie tak dawno temu ustalili, że może najlepiej będzie, jeśli przestaną utrzymywać jakikolwiek kontakt, a Nathanowi było smutno przez to, że Colin nie wiedział, jak wygląda sytuacja z jego wizą. To wszystko jednak natychmiast zbladło, gdy zorientował się wreszcie, że Nathan czuje się naprawdę kiepsko i nie pomoże mu próba zmiany tematu. - Jasne, zadzwonię. Kładź się – poprosił bardzo łagodnie, próbując udawać, że wcale nie spanikował w tym momencie, skoro nie mieli w pobliżu gromady pielęgniarek i jakichś niskich rezydentek. Delikatnie położył dłonie na ramionach Nathana, żeby się położył (z nadzieją, że go tym nie zabije) i zadzwonił do tego lekarza, żeby dowiedzieć się, jakie leki ma mu podać i… że najwyraźniej zostaje tutaj na noc. Przekazał Nate’owi, co powiedział jego przystojny pan doktor, ale tak się jakoś złożyło, że poszedł poszukać tabletek, zamiast zdążył przekazać Nathanowi, że planuje tutaj dziś przenocować. Kręcił się wokół swojego małżonka jeszcze przez dłuższą chwilę, bo nie mógł usiedzieć w spokoju i ciągle wpadał na pomysł, żeby sprawdzić, czy jak stanie pod oknem, Nathan będzie wyglądał równie blado co teraz, gdy Colin siedzi na podłodze. Sam trochę się uspokoił, kiedy Nathan wreszcie zasnął, ale szybko poczuł się bardzo… niewygodnie. Nie chodziło nawet o to, że znowu był w mieszkaniu, które jeszcze niedawno traktował jako swoje – do tego zaczynał się powoli przyzwyczajać i nie czuł się już tak okropnie dziwnie, kiedy po raz kolejny kręcił się po sypialni, w której brakowało jego splątanych ciuchów albo brudnych skarpetek obok łóżka (może tak naprawdę przez to się rozwiedli). Jego podstawowy problem polegał na tym, że Nate wreszcie się obudzi, a on będzie musiał się upierać, że zostaje tutaj na noc i zamierza go pilnować, choć do tej pory przegrywał nawet potyczki o to, czy Nathan pospaceruje sobie z balkonikiem. W poszukiwaniu pretekstu, dla którego może dalej tu siedzieć, gdy Nate się obudzi, skończył sprzątać kuchnię, zjadł swoje ulubione spaghetti na całym świecie, a potem… wyszorował im, to znaczy: mu jeszcze łazienkę, bo przyszło mu do głowy, że Nathan nie miał ostatnio czasu pucować wanny. Kiedy już zrobił więcej, niż przez ostatni tydzień zrobił we własnym mieszkaniu, uznał, że zasługuje, by posiedzieć sobie w salonie (a poza tym Nate spał na tyle długo, że Colin zdążył wmówić samemu sobie, że przecież na pewno wygra tę kłótnię i postawi na swoje, prawdopodobnie pierwszy raz odkąd się znali). Kiedy Nathan zaczął się wiercić, Colin siedział obok niego i próbował czytać – jedną z tych jego książek, na które zerkał odkąd się tu wprowadził, ale byli małżeństwem zbyt krótko, żeby zdążył po nią sięgnąć – przy włączonym telewizorze, w którym leciało coś z przelotu Top Model i… po prostu wyciągnął rękę, żeby pogłaskać Nate’a po głowie. Kiedy zorientował się, co on robi, przez chwilę naprawdę szczerze żałował, że do kompletu z nogą nie stracił też jej ręki, ale postanowił udawać, że nic się nie stało i zabrał dłoń. - Jak się czujesz? Jest jakaś… dwudziesta druga, może idź do łóżka? Będzie ci wygodniej. Bierzesz jakieś tabletki przed spaniem? – dopytał jeszcze, najwyraźniej z nadzieją, że Nate nie zorientuje się, że jego wcale nie powinno tu być, jeśli Colin będzie pożyteczny.
 


profil kalendarz
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8