Poprzedni temat «» Następny temat
Jude Kennedy
Autor Wiadomość
Jude Kennedy


Jestem w Chicago od
zbyt dawna



36
rozwód na horyzoncie

naprawia stare meble

Mieszkam w
Lincoln Park

Jude

Kennedy

Wysłany: 1 Luty 2020, 19:35   Jude Kennedy

Jude Wallace Kennedy
Adam Driver
Dane osobowe
17.05.1984, Chicago
Data i miejsce urodzenia
Lincoln Park
Dzielnica
współwłaściciel
Zajmowane stanowisko
sklepu z antykami
Miejsce pracy
Biografia
Wyprowadzał się od matki z poczuciem, że sobie nie poradzi. Ciężko mu było myśleć o sobie inaczej, w domu zazwyczaj słyszał, że jest głupi, nienormalny i przesadza. Jego mama twierdziła potem, że tylko żartuje, a Jude jest okropnie przewrażliwiony, ale ciężko się śmiać z takich rzeczy, kiedy masz kilkanaście lat, odstające uszy, wielki nos, stanowczo zbyt długie ręce i jesteś wyższy od wszystkich kolegów. Ojca nigdy nie miał i raczej o nim nie rozmawiali – tylko czasami, gdy mama chciała mu wbić szpilę, mówiła, że robi takie same miny jak tatuś albo doszukiwała się między nimi innego podobieństwa. Nie wiedział, czy ma rację i jakie właściwie te miny robił, bo zawsze wydawało mu się, że sam Jude i jego miny byli dość przeciętny. Brzydsi niż inni, to na pewno, ale poza tym był… zwyczajny. W szkole miał jednego przyjaciela, najbardziej lubił fizykę i matematykę, kiepsko mu szły gry zespołowe, ale często przesiadywali po lekcjach na szkolnych trybunach, kiedy i on, i Ben starali się odwlec powrót do domu. A kiedy już wracał, bardzo chciał, żeby mama spytała go, co słychać w szkole, ale nigdy nie pytała, chyba nie umiała wyczuć granicy między wścibstwem a normalną relacją z własnym dzieckiem. Zamiast tego dużo na niego narzekała i budowała w nim poczucie, że jest kompletnym nieudacznikiem, od którego Jude nie uciekł chyba do tej pory. Dość szybko zaczął myśleć, że fajnie byłoby się wyprowadzić, ale gdy wreszcie wspomniał, że chciałby wyjechać z Chicago na studia, jego matka zaczęła płakać i powiedziała mu, że sobie nie poradzi, więc… został. Został, bo nie miał mu kto powiedzieć, że da radę, a jego matka bardziej boi się, że to ona sobie nie poradzi bez niego. W dodatku Ben nie mógł nawet myśleć o wyjeździe z miasta, co było dodatkowym powodem, dla którego Jude nie zdecydował się nawet na składanie papierów na uniwersytet poza Chicago.
Kiedy miał dwadzieścia dwa lata, wreszcie musiał się wyprowadzić i choć czuł, że matka wciąż miała rację, wiedział też, że nie ma innego wyjścia. Musiał się ogarnąć – znaleźć mieszkanie i rzucić studia, żeby iść do pracy, bo jego dziewczyna była w ciąży. To nie była żadna wielka miłość, on i Clara po prostu mieli wspólnych znajomych, którzy ich ze sobą poznali. Clara była całkowicie pozbawiona poczucia humoru, malowała paznokcie na jakiś dziwny, brzydki kolor i nie miała z Judem niemal nic wspólnego, ale myślała, że nowy chłopak może jej zapomnieć o poprzednim związku. A Jude… nigdy nie był szczególnie popularny wśród dziewczyn, nie potrafił flirtować, był zbyt zakompleksiony, żeby chodzić na imprezy albo spróbować zaprosić koleżankę ze studiów na kawę. Dlatego skoro Clara sama go pocałowała, kiedy odprowadzał ją do akademika, spytał, czy spotkają się znowu, przekonany, że na nic lepszego i tak nie może liczyć. Przez kilka miesięcy chodzili razem do kina, biblioteki i łóżka (preferowali te zajęcia, przy których nie musieli za dużo rozmawiać), a potem okazało się, że Clara jest w ciąży. Wszystko potoczyło się szybko – wynajęcie mieszkania, praca, ślub – a zanim się obejrzał, został tatą. I przecież musiał sobie poradzić, skoro był odpowiedzialny za całą trójkę. Nigdy nie był tak przerażony jak wtedy, gdy pierwszy raz dali mu córkę na ręce i nigdy nie kochał nikogo tak jak Scottie – tak bardzo, że aż bolało. Właściwie boli do tej pory, bo razem z ogromną miłością przyszedł ogromny strach, który nie mija nawet teraz (zwłaszcza teraz), gdy młoda mieszka w innym mieście.
Jeszcze kiedy Clara była w ciąży, Jude dostał pracę w sklepie z antykami. Do tej pory dorabiał tam w wakacje, a Hans, właściciel, zatrudnił go raczej z litości niż dlatego, że naprawdę potrzebował kolejnego pracownika do noszenia mebli. Sklep znajdował się na parterze starej kamienicy, a w suterenie Hans miał swój warsztat. Jude spędzał tam przerwy na lunch i początkowo tylko przyglądał się, jak Hans zajmował się renowacją antyków, ewentualnie czasami mógł mu pomieszać klej. Dość szybko jednak okazało się, że pokochał te stare krzesła z obiciem do wymiany, zjedzone przez korniki komody i dopasowywanie słojowania. Dlatego kiedy Hans przeszedł na emeryturę i oddał sklep synowi, on i Jude zostali wspólnikami. Einara interesował tylko sam sklep – lubił wskakiwać każdego ranka w drogi garnitur, jeździć na aukcje i czarować klientów na górze, a Jude chętnie spędzał całe dnie w suterenie. I choć Einar jest tym uroczym, przemiłym, nadskakującym ich klientom, to Jude’owi wszyscy opowiadają o tym, że podobny obraz wisiał w domu babci albo że chcą sprzedać szafę z powodu rozwodu.
Najbardziej w tej pracy lubi to, że wszystko ma swój stały rytm. Po tym, jak odprowadzał córkę do szkoły, przychodził do sklepu i naprawiał meble, mieszał klej, skręcał ramy, sortował przedmioty i etykietował słoiki. Czasami wchodził na górę, kiedy Einar go wołał – wtedy, gdy przyszedł klient z meblem do renowacji albo wtedy, gdy chciał zrobić przerwę na kawę i trochę pomarudzić na swojego męża – ale prawdziwą przerwę robił sobie dopiero po południu. Scottie przybiegała do ich sklepu prosto ze szkoły, więc zanim ona zabierała się za odrabianie lekcji, a Jude za pracę, musiała mu zdać szczegółową relację z tego, co przyniosła jej koleżanka na zajęcia, kto się z kim pokłócił, który nauczyciel zapunktował albo co musi zrobić na zajęcia dodatkowe. Resztę dnia zazwyczaj spędzali razem – we wtorki chodzili do kina, a w czwartki odwiedzali bibliotekę. W soboty rano grali w planszówki, a w niedzielę wieczorem jeździli na basen, na co czekał przez cały weekend spędzany z Clarą. Tylko wtedy wchodzili sobie w drogę, przez prawie piętnaście lat małżeństwa udało im się wypracować dość skuteczny system, dzięki któremu mogli żyć obok siebie. Ona pracowała w korporacji, więc kiedy każdego ranka prasowała swoją idiotycznie wąską spódnicę czy ciemną marynarkę, Jude zakładał to, czego nie będzie mu szkoda poplamić klejem i odprowadzał młodą do szkoły. Clara wieczorami chodziła na spotkania autorskie, kurs garncarstwa, drinki z koleżankami z korpo, a on pomagał córce w lekcjach. Jeśli wychodził ze znajomymi, zawsze starał się wrócić w porę, żeby powiedzieć Scottie dobranoc, czego potrzebował pewnie bardziej niż ona. A potem przychodził weekend – jeśli Clara nie wyjeżdżała do jakiegoś SPA albo na inne warsztaty z samorozwoju, siedziała w domu i było w tym coś niesamowicie irytującego, jakby nagle ktoś zupełnie obcy zjawił się w twoim domu. Nagle ktoś jeszcze poza Scottie siedział rano na kanapie, kręciła się po kuchni akurat wtedy, kiedy Jude chciał zrobić herbatę i zostawiała bałagan w łazience, gdy szykowała się wieczorem do wyjścia. Nie zawsze wiedział, dokąd wychodziła, bo nie rozmawiali o niczym oprócz wywiadówki w szkole (na którą szedł on), zakupach do zrobienia (ogarniał je z córką), zajęciach dodatkowych (próbował tłumaczyć, że Scottie nie interesuje balet, dużo bardziej chciałaby chodzić na zajęcia z hokeja) i potencjalnych wakacjach, na które, dziwnym trafem, nigdy nie udawało im się wyjechać we trójkę.
Oczywiście, że nie był szczęśliwy z Clarą, ale chyba nigdy nie przyszło mu do głowy, że mógłby się z nią rozstać, nawet gdy córka zaczynała więcej czasu spędzać z koleżankami niż z tatą. Przecież mieli Scottie, a jemu bardzo zależało, żeby młoda miała pełną rodzinę i żeby nigdy, pod żadnym pozorem nie powiedzieć jej, że jest głupia. A potem pojawiła się Elle – Elle z tym swoim najładniejszym uśmiechem, jaki widział w życiu, szyją, w którą ciągle miał ochotę ją pocałować i całym tym swoim burdelem, przed którym bardzo chciał ją ochronić. Nie udało mu się to ostatnie, ale udało mu się pocałować ją w szyję akurat wtedy, gdy Clara wróciła do domu. Potem sprawy potoczyły się niemal równie szybko jak wtedy, gdy nagle musieli zostać rodziną.
Musiał się ekspresowo wyprowadzić z domu, dlatego wylądował w suterenie pod sklepem, przekonany, że to tylko chwilowe rozwiązanie. Scottie poradziła sobie z informacją o rozstaniu rodziców zaskakująco dobrze, ale kiedy wreszcie się spotkali, od razu spytała Jude’a, czy może mieszkać z nim. Obiecał córce, że zrobią z Clarą wszystko, żeby jej życie nie zmieniło się za mocno i że postara się, żeby młoda została z nim, ale zanim udało mu się dodzwonić do żony, okazało się, że wystawiła mieszkanie na sprzedaż i już zapisała Scottie do szkoły w innym mieście. Właściwie nawet się nie dziwi, że córka przestała odbierać od niego telefon i najwyraźniej go znienawidziła. Mimo to kupił do swojej sutereny łóżko i trochę rzeczy, żeby Scottie miała gdzie spać, kiedy go odwiedzi – nie zamierza pogodzić się z tym, że młoda wcale nie zamierza do niego przyjeżdżać. Za to powoli chyba powoli godzi się z myślą, że matka miała rację i rzeczywiście sobie nie poradził.
Ciekawostki
» Raz dziennie stara się zadzwonić albo napisać do swojej córki, ale zazwyczaj nie dostaje odpowiedzi. Boli go to tym mocniej, że przez ostatnich czternaście lat on i Scottie byli niemal nierozłączni, ale kilka miesięcy temu wszystko się zmieniło. Rozstał się z żoną, a ona błyskawicznie wyprowadziła się z ich córką do innego miasta. Od początku wierzył, że Scottie zaraz będzie chciała go odwiedzić, więc kupił trochę rzeczy do jej nowego pokoju i do dziś zdarza mu się rano z rozpędu wyciągnąć dwa kubki.
» Całkiem nieźle gotuje – jest jednym z tych, którzy potrafią zrobić coś pysznego, kiedy lodówka świeci pustkami. Nie lubi jednak gotować dla siebie (a przede wszystkim zwyczajnie mu się nie chce), więc żywi się głównie kanapkami i jogurtami. Jeśli nie ma ani chleba, ani jogurtu, obiad zazwyczaj kupuje w knajpie naprzeciwko jego sklepu. Problem w tym, że Jude nie lubi tam jeść, a oni nie sprzedają jedzenia na wynos, więc… zawracał im głowę tak długo, aż pracownicy zgodzili się nakładać mu jedzenie na własny talerz. Jeśli więc ktoś przechodzi przez ulicę z żółttym talerzem z obiadem, to prawdopodobnie jest to Jude. Jeśli ma szczęście, zdarza mu się nawet nieść dwa talerze.
» Nie ma prawa jazdy. Naprawdę chciał je zrobić, ale musiał jeździć autem ze swoją matką – gdy trzeci raz zdenerwowała się na niego tak, że krzyczała, że albo będzie jej słuchał, albo się wyprowadza, wspólnie doszli do wniosku, że może lepiej nie kontynuować tych lekcji. Dwadzieścia lat później wciąż nie nauczył się prowadzić, a z matką widuje się tak rzadko jak tylko może.
» W ciągu całego poprzedniego roku cztery razy udało mu się zgubić czapkę. Nie ma pojęcia, jak to się dzieje, ale takie rzeczy jak czapki, rękawiczki czy parasole giną mu, kiedy tylko wyjdzie z domu. Nie ma pojęcia o modzie i zazwyczaj nie ma nawet siły udawać, że obchodzi go to, jak wygląda, dlatego z reguły kupuje po prostu najtańszą czapkę, jaką znajdzie. Jak na złość, trzy pierwsze czapki stracił w ciągu jakiegoś miesiąca, a kiedy kupił sobie czwartą – okropnie brzydką, pomarańczową, drapiącą go w głowę – nie chciała się zgubić i musiał w niej chodzić. Kocha swoje dziecko na tyle, że zdejmował tę czapkę, kiedy szedł odebrać Scottie ze szkoły.
» Odkąd żona go zostawiła, pięć razy musiał odmawiać swojemu wspólnikowi, gdy proponował mu wyjście na jakąś imprezę i poznanie nowych ludzi. Jude nigdy nie był w klubie, nie tańczy i nie śpiewa, bo wie, że wyszłoby mu to co najmniej żenująco. Samego siebie uważa za chodzącą porażkę życiową z kiepską fryzurą i jest świetny w autoironicznych żartach, ale kpi z siebie właśnie po to, żeby inni nie musieli tego robić. I zupełnie szczerze rozśmieszyło go, kiedy ktoś zasugerował mu randkę – nigdy nie był prawdziwie zakochany i jest przekonany, że to niemożliwe, żeby ktoś zakochał się w nim. Te całe „prawdziwe zakochania” też wydają mu się dość podejrzane.
» Pobudka o szóstej rano to jedna z najgorszych możliwych kar, jakie potrafi sobie wyobrazić. Nienawidzi wcześnie wstawać, zawsze potrzebował miliona budzików, żeby udało mu się zwlec z łóżka na tyle wcześnie, by zdążyć do szkoły i pracy. Wieczorami lubi siedzieć do późna i zawsze kładzie się spać trochę (albo dużo) później niż planował, ale teraz, gdy został sam, możliwość spania do dziesiątej wcale nie jest tak fajna, jak kiedyś mu się wydawało.
» Ostatnio wszystkie siedem dni w tygodniu spędza w swoim warsztacie, gdzie zajmuje się renowacją mebli. Nie dlatego, że mają w sklepie więcej pracy niż dotychczas, po prostu nie ma pojęcia, co ma ze sobą zrobić, kiedy nagle odkrywa, że jest weekend, a on jest sam i nie ma kogo zawieźć do koleżanki albo iść na ciastko. Pracując, większość czasu spędza w suterenie i cieszy się, że nie musi zajmować się obsługą w sklepie, ale klienci bardzo go lubią. Chyba Jude ma w sobie coś, co wzbudza ich zaufanie, bo chętnie mu się zwierzają i dużo opowiadają o sobie, gdy on chce tylko pokazać im, jak wygląda zegar po renowacji. Trochę jest do tego przyzwyczajony – zawsze więcej słuchał niż mówił, zwierzanie się z własnych problemów czy po prostu opowiadanie o sobie sprawia mu problem. Nie może się oprzeć wrażeniu, że zwyczajnie zawracałby rozmówcy głowę i nie ma szans, że w ogóle zacznie mówić o sobie, dopóki ktoś go nie spyta.
» Miał osiem lat, gdy pierwszy raz matka zapisała go do drużyny sportowej. Próbował grać w piłkę nożną, baseball i koszykówkę, ale każdy kolejny sport szedł mu coraz gorzej. Wszystkie jego traumy sprzed trzydziestu lat – jak to, że zawsze był wybierany do drużyny jako ostatni czy to, że matka śmiała się z niego, gdy próbował opowiedzieć o tym, co kiepskiego wydarzyło się na treningu – sprawiły, że do dziś nie jest szczególnym fanem sportu. Chyba nawet chciałby być tym facetem, który całe dnie spędza przed telewizorem, niestety duża część jego pracy wciąż polega na dźwiganiu mebli w tę i z powrotem, z czym jego kręgosłup radzi sobie coraz gorzej.
» Kiedy jeszcze był w szkole średniej, dokładnie dziewięć razy zmieniał zdanie dotyczące tego, co i gdzie chciałby właściwie studiować. Sam okres studiów wspomina jednak bardzo przeciętnie i, przede wszystkim, krótko – jego dziewczyna zaszła w ciążę, więc Jude musiał iść do pracy. Trochę żałuje, że nie udało mu się zdobyć dyplomu, ale nigdy nie myślał na poważnie o powrocie na studia. Nie po tym, jak pojawiła się Scottie i na pewno nie po tym, ja został współwłaścicielem sklepu.
» Dziesięć talentów Jude’a Kennedy’ego: zwija język w rurkę, nigdy nie krzyczy, zna amerykański język migowy, pamięta ze szczegółami większość historii, o których mu opowiadają, potrafi sprawić, że ludzie wokół niego czują się jak najważniejsze osoby na świecie, zna osiem filmów o Harrym Potterze na pamięć, robi pyszną kawę i jeszcze lepsze kakao, zawsze szybko znajduje miejsce, którego szuka (nawet jeśli idzie tam po raz pierwszy), regularnie dziurawi skarpetki i odrywa guziki koszuli, co – jest przekonany – dzieje się samo i najwyraźniej musi prędzej czy później spieprzyć wszystko, czego się dotknie.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Chicago


Chicago

Wysłany: 5 Luty 2020, 10:41   

Akceptuję
 


profil
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 8