Poprzedni temat «» Następny temat
My stomach is sick and it's all in my head...
Autor Wiadomość
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 11 Wrzesień 2019, 10:36   
   Mów mi -  Wilku


Podsumowując dzisiejsze straty w jednostkach nerwowych, Tommy musiała przyznać, że wyszła wyjątkowo in plus. Nie miała kaca, nie umierała przez mroźną wodę, nie cierpiała na ośli upór nie pozwalający na rozgrzanie pod dziesiątkami warstw materiałów — w tym jednym szczególnie mokrym — i nie licząc kiepskiej jakości snu, choć nazywanie tego odpoczynkiem było hańbą na szlachetnym zajęciu leniwców, posiadała całkiem niezłe karty. Przede wszystkim — załatwiła miejscowy Wydział Sprawiedliwości Męskiego Ego, więc to już całkiem niezłe osiągnięcie i nieważne, że nie obyło się bez drobnych ofiar, jak ta nikomu (oczywiście) winna dziennikarka, trzęsąca pod kołdrą jak osika.
Będę milczeć, jak grób — rzuciła z uśmiechem reklamując kiepski wyrób zielonej herbaty w dłoni. Nic z tego, jej starania o atencję kamery przepadły. Maevie była zbyt zajęta umieraniem, aby docenić starania podróżniczki; i ponoć to ona była niewdzięczną bestią.
Wiedziona mokrymi śladami stóp — odnotować, przejechać podłogę mopem — zawędrowała do sypialni i z politowaniem przyglądała się staraniom Allen, przypominającej teraz podirytowanego kocura, bo zamiast rutynowego czesania człowiek wpadł na chory pomysł wykąpania futerka. Prawie zrobiło jej się szkoda — prawie.
Bez słowa odstawiła parujący kubek na nocnej szafce i wyszła, przymykając za sobą drzwi do pieczary skacowanej potworzycy. Chwilę przeszukiwała półki w łazience i odnalazłszy suszarkę, wróciła jak uparty rycerz przed jamę smoczycy, która wolała dać osłu niż umrzeć z honorem. Upadek obyczajów. Odnalazła kontakt po drugiej stronie łóżka, podłączyła maszynerię, po czym usiadła z drugiej strony z bronią wycelowaną w winowajczynię, degeneratkę i do tego — według opinii biegłych z poranka — alkoholiczkę pierwszej wódy.
Przeziębisz się, jeśli zaśniesz z mokrymi włosami — miękko napomknęła drobny szkopuł, który najpewniej zawadzi w najbliższej przyszłości dziennikarce a szczerze Dalle wolała uniknąć takiego stanu rzeczy. Mogła znosić humorzastą Mae, Mae flirciarę, Mae wodzącą Anthony'ego za nos i Mae czasem jako tako sympatyczną, ale nie Chorego Aliena z dość prostej przyczyny — przebywanie wśród chorych działało na Tommy cholernie depresyjnie. Dlatego, gdy jedynym odzewem było warczenie, a sympatyczne "Wyłaź, wysuszę ci je" zbyte fuknięciem, westchnęła ciężko, bo i wbrew logice nic nie mogła poradzić.
Nie chcesz, to nie — prosto i przyjemnie. — Spróbuj potem powiedzieć, że nic dla ciebie nie zrobiłam. Herbata stoi na szafce. — Odłożyła suszarkę na podłogę i tyle było z dobroci dla niepocieszonych zwierząt.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 14 Wrzesień 2019, 21:04   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


To co Tommy wzięła za złowrogie warknięcie poprzedzające atak kończący się odgryzioną ręką i wątpliwym do opanowania krwotokiem, było w rzeczywistości niewinną próbą odkaszlnięcia własnej duszy stłumionego kolejnym dreszczem wywołującym irytujące szczękanie zębami; jej dentysta załamałby ręce nad szkliwem, które przeżywało swoje to be or not to be w rozpaczliwej walce o przetrwanie w dotychczasowej postaci. Prawie się udało, gdy na chwilę opanowała drżenie ciała, przestając wyszczękiwać Marsz Imperialny i spróbowała zaprotestować przeciwko brutalnemu potraktowaniu jej zwykłą suszarką, podczas gdy ona potrzebowała ciepła i miłości, naleśników z dżemem truskawkowym i kolejnej warstwy suchych ubrań. Właśnie w tej kolejności.
- Hej! - zaprotestowała gwałtownie i odwróciła się w stronę Tommy, zanim ta zdążyła wymknąć się z pokoju załamując ręce nad babskimi humorami przymusowej współlokatorki, którą musiała znosić ze wszystkimi jej przywarami i kotami w komplecie. - Przepraszam – udało się jej wypowiedzieć całe słowo bez ani jednego szczęknięcia i długiego aaa podsłuchanego w leciwej Hondzie taksówkarza, który odwoził jej skacowane zwłoki do domu. - Mogłabyś? - wróciła do poprzedniej pozycji i spojrzała na Dalle przez ramię, zsuwając nieco z ramion wszystkie materiałowe warstwy jakie miała na sobie i znów dręcząc kły i siekacze, gdy chłodne powietrze (pieprzona Alaska w Chicago) dotknęło wilgotnej skóry. Miała ochotę zaszyć się pod kołdrą, ale to byłoby jak przyznanie się do porażki; Tommy przecież nie robiła z siebie ofiary, tylko grzecznie trzeźwiała po lodowatej kąpieli.
- Będziesz mieć przeze mnie problemy? - Wbiła spojrzenie w okno i spochmurniała jak gradowa chmura, momentalnie tracąc cały entuzjazm do walki z zimnem i poddając się ogarniającemu ją zniechęceniu, które miało otwartą drogę do podboju łatwej ofiary; wystarczyło chuchnąć, aby zamrozić wszelką nadzieję, że wszystko się jeszcze jakoś ułoży, że nocna rozmowa, której szczegóły wracały do niej z każdą kolejną chwilą, będzie miała jakieś rzeczywiste konsekwencje mimo całej tony niedomówień i przemilczeń, bo w tym akurat obie były mistrzyniami. - Na pewno to odnotują, na pewno zapamiętają, że siedzisz w jakiejś cuchnącej melinie, a osoba, która za ciebie ręczyła jej pijacką wywłoką niepotrafiącą się zdecydować, co zrobić ze swoim życiem – skuliła się i sapnęła zła na samą siebię. Ostatnie stadium kaca, zanim pożegna go raz na zawsze, a przynajmniej do kolejnej imprezy z nielimitowanym alkoholem; hej ho, redakcyjna integracja nadchodziła wielkimi krokami. - Powinnam zadzwonić na komisariat i im wyjaśnić... Albo nie, zadzwonię do prawnika – rozejrzała się po łóżku i szafce nocnej, szukając telefonu, który jak na złość zawieruszył się gdzieś w odmętach pierdolnika na Lincoln Park, najwyraźniej głęboko biorąc sobie do serca zasadę piłaś, nie pisz. - Nie mogą mi cię zabrać.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 14 Wrzesień 2019, 21:30   
   Mów mi -  Wilku


Spokojnie — powiedziała, wpatrując się w suszarkę, którą podniosła chwilę temu z podłogi. — To nie ja w końcu miałam promil we krwi. — Uśmiechała się ukradkiem, przygryzała dolną wargę a w duchu wręcz skakała z radości, bo wystarczyło jedno zdanie, aby obrócić ten stan rzeczy w coś lepszego niż tylko kolejną walkę miar pomiędzy wolnością i osadzeniem nieprzerwanie ścierających się w pojedynku o przyszłość Dalle.
Jedno zdanie, aby rządzić wszystkimi i odrzucić w niepamięć ten nieprzyjemny zryw dzisiaj czy wczoraj. Gdy tylko zrozumie, jak bardzo zmiękła przez tę kobietę, zacznie pluć sobie w twarz, ale na razie mogła z tego czerpać siły, których notorycznie brakowało przez niewyspanie, a kolejnej kawy już nie wypije; inaczej "buenos dias, kibel".
Przeciągnęła kabel ze sobą, wchodząc na łóżko. Materac uginał się pod nią, gdy zbliżała się do Maevie z kaskadą mokrych włosów gwarantujących osłabienie organizmu, gdyby tylko otworzyć lub uchylić okno sypialniane.
Do nikogo nie dzwoń. Poradzę sobie. Nie z takimi problemami miałam do czynienia w życiu — oznajmiła, ciągnąc Allen z powrotem na swoje miejsce, bo ta już podrywała się do poszukiwań telefonu w pomieszczeniu, gdzie go nie znajdzie. Ładował się cicho i bezpecznie w zasięgu kuchni. Zadbała o wszystko. — Siedź spokojnie. — Zgarnęła wszystkie luźne włosy dziennikarki i przerzuciła na plecy. — Doceniam szczerość — przeczesała dla pewności palcami po obu skroniach — ale to nadal nic nie oznacza. — Równie dobrze Mae mogli nie odebrać kotów, Gamory, kolekcji płyt czy perskiego dywanu z salonu. Tommy nie była przedmiotem, który przekłada się z miejsca na miejsce, aby zbierał kurz z każdego zakątka mieszkania.
Przysunęła się jeszcze bliżej na kolanach, aż okutane plecy Allen dotykały jej samej.
Odchyl głowę i nakryj ramiona ręcznikiem — wzięła do ręki suszarkę. — Nie chcę cię poparzyć. Ani skrzywdzić. Zdecydowanie nie taki był cel podróżniczki, co delikatnymi ruchami rozdzielała włosy na ciensze sekcje, aby szybciej je wysuszyć. — Maevie? — zwątpiła. Zawahała się. Dwa razy. Za trzecim kur zapieje. — Pamiętasz coś z wczoraj?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 14 Wrzesień 2019, 22:20   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Wykonała polecenie bez wahania, chociaż przez jedną krótką chwilę czuła się (parszywie) jak Anna Boleyn, zanim jej głowa wylądowała na pieńku czekając na katowski miecz, bo Henryk w miłosnym geście ostatniej dobrej woli zapewnił jej najlepszego morderczego mistrza; jedno cięcie i problem drugiej żony zniknął, w przeciwieństwie do problemów kłębiących się w głowie Mae, które zniknąć nie chciały nawet pod groźbą dekapitacji, jakby czując (parszywą) radość z możliwości gnębienia dziennikarki wyrzutami sumienia. Nie tylko z powodu tego nieszczęsnego promila, którym mogła narobić Tommy kłopotów; w takich chwilach jak ta rachunek sumienia dopinał ostatni guzik i przypominał jej wszystkie (parszywe) rzeczy, których dokonała w swoim młodym, beznadziejnym życiu, w szczególności w ostatnim półroczu, gdy pozwoliła egoizmowi wziąć górę nad rozsądkiem. I co z tego miała? Współlokatorkę, która znienawidzi ją całym sercem i resztkami duszy, kiedy prawda wyjdzie na jaw. Tommy na pewno nie zapewni jej kata z Francji, prędzej postara się o ślepego i starca z tępą wykałaczką wydłubującego jej tkanki kawałek po kawałku.
Naciągnęła ręcznik, trochę zazdroszcząc Annie. Przynajmniej przez chwilę była królową.
- Z wczoraj? - Skłam. Przecież to takie proste, robiłaś to już dziesiątki razy, nie, setki razy wcześniej i nawet nie musisz patrzeć jej w oczy. Co za łatwizna. Skłam. Przecież nie musisz komplikować sobie bardziej życia. Wytrzymasz jeszcze tych kilka miesięcy, a potem wypuścisz niebieskiego ptaka z klatki, pozwalając mu odlecieć, bo łatwiej będzie zapomnieć o pozostawionym na pamiątkę delikatnym piórku na poduszce, jeśli nie pozwolisz sobie się zaangażować w podziwianie jego pięknej klatki. Skłam, skłam, skłam. - Pytasz o to, ile wypiłam i jak się bawiłam, czy o naszą rozmowę w ciemni, w której wytknęłam ci, że jesteś zazdrosna? A może o to, co potem powiedziałam, że możesz zmienić ustalone zasady naszej... znajomości, a ty zbyłaś mnie każąc iść się przebrać? - no i ups, przejęzyczyła się. Kłamstwa jednak nie przychodziły jej tak łatwo, jak mogłaby sądzić. Nie poruszyła się, gdy mówiła dalej, próbując zdążyć z wyrzuceniem z siebie wszystkiego, zanim Dalle trzy razy zaprzeczy i zakończy rozmowę szumem gorącego powietrza wypluwanego przez suszarkę.
- Czy o to, jak chciałaś, abym się pozbyła Anthony'ego z naszego mieszkania, a ja się zgodziłam? Tak, doskonale pamiętam. Z każdym szczegółem. - Włącznie z delikatnym muśnięciem palca, na które wspomnienie przeszył ją kolejny dreszcz, stokroć jednak przyjemniejszy od tych zimnych tortur. Jakim cudem mogła mieć ten głupi promil palący w krwi, gdy czuła teraz tę wspaniałą jasność umysłu? - I nie chciałaś, żebym cię dotykała – dodała na koniec z wyrzutem, burząc się pod ręcznikiem, który dawał zwodnicze ciepło. I kogo ona chciała oszukać?
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 14 Wrzesień 2019, 23:52   
   Mów mi -  Wilku


Za uwodzicielstwo i grzechy pomniejsze, skończyłaby w kręgu ósmym Piekła opisanego przez Dantego Alighieri. Dogadałaby się z mącicielami, pochlebcami, gardziłaby stręczycielami za to chętnie wysłuchałaby wróżbitów pomiędzy odbywanymi karami. Nie pogardziłaby historiami niesprawdzonymi, wciskanymi za kilka oboli, bo z czegoś należało żyć, i tak tkwiłaby po wszech czasy aż do nieznanego dotąd końca, gdy Maevie, ta dobrotliwa dusza, ciut zagubiona, ale zdecydowanie porządniejsza, rezydowałaby na balkonach Czyśćca, czekając cierpliwie na swoją kolej by zasiąść na jednym z księżyców przed Rajem.
Gdyby była poetką, doprawdy, doceniłaby alegorię, a tak pozostało jej zmilczenie dokładnego wyliczenia win — tym razem nie płynnych — poprzedniej nocy, za które serdecznie nie żałowała i nie zamierzała obiecać poprawy. Fakty były takie, że co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr, więc zdusiwszy w sobie komentarz — tym razem nie cięty — nawinęła kilka pasm na dłoń i włączyła suszarkę, grzejąc gorącym powietrzem mokre włosy, zaglądając powiewami za materiał oraz podarowując dziennikarce chwilę wytchnienia od chłodu bijącego jak ta wichura w kręgu drugim. Hierarchia od czegoś była.
W ciszy — pozornej, bo szuuuuu, bo buuuuu, bo fiuuuu i znowu szuuuu... — zajmowała się suszeniem, drapiąc krótkimi paznokciami skórę głowy Allen. W samej czynności nie było nic odprężającego dla Dalle, ale narzucony, powolny rytm, mechaniczne ruchy oraz zmowa milczenia dały jej szansę na przeanalizowanie jeszcze raz rozdanych kart tylko po to, aby dojść do wniosku, że miała jakimś cudem cztery jokery, żadnego asa w rękawie i niesamowitą pustkę umysłu. Nie myślała o Anthony'm. Facet przepadł, jak kamień w wodę. Odrzuciła koncepcję kłótni z nocy, nie chcąc odnaleźć głównego źródła, znajdującego się na wysokości potylicy; bił żywo, domagał się uwagi i tyrał bez przerwy dwadzieścia cztery na siedem.
Po niespełna piętnastu minutach zajmowania włosami, wyłączyła suszarkę, położyła obok przy nodze na kołdrze i jeszcze chwilę mechaniczne suszyła kudły, układając mniej lub bardziej udanie. Skończyło się na zgarnięciu wszystkiego do tyłu, a wraz z tym ruchem odwiodła lekko dziennikarskie kompendium wiedzy wszelakiej i napotkała znajome, niebieskie oczy. Zmęczone, jak cholera, pytające, bo o co tym razem chodziło? O to, że nie powinna oddychać przy podróżniczce? Mogła spróbować dowiedzieć się, wyciągnąć te gotujące z niecierpliwości refleksje z umysłu Tommy, lecz ta posłuchała odruchów warunkowo-bezwarunkowych, zaczesała swoje krótkie włosy za ucho i pochyliła, niszcząc wszelkie granice a na pewno koncepcję "na Spider-Mana", gdy musnęła zimne usta Maevie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 15 Wrzesień 2019, 12:41   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Łatwo było poddać się delikatnemu dotykowi sprawiającemu wrażenie, że został stworzony tylko po to, aby dawać jej przyjemność powolnym przeczesywaniem włosów; do uśpienia czujności, którą teraz powinna zachować bardziej niż kiedykolwiek wcześniej; do ukołysania jej podświadomości i wywabienia wszelkich podejrzeń o nadchodzącym niebezpieczeństwie, które czyhało pod jednym tylko nieopacznie wypowiedzianym słowem zdradzającym jej podłe uczynki – sztuk jeden – które wpakowały podróżniczkę za kraty. A jednak pozwoliła ciału się odprężyć, zamknąć oczy i na dziewięćset sekund zapomnieć o przeszłości sprzed kilku godzin i rozmowie, w której więcej słów nie padło, niż zostało wypowiedzianych. Niedopowiedzenia jej służyły, pomagały ukryć tajemnicę i schować grzechy pod woalką lekkiego uśmiechu i wzruszenia ramion, ale teraz... teraz chciała wiedzieć wszystko, poznać odpowiedzi, zakopać niedomówienia głęboko pod ich własnym toporem wojennym, który od miesięcy rdzewiał już w ziemi na wieki wieków amen, a przynajmniej do chwili, gdy wszystko się wyda.
Lekkie szarpnięcie wyrwało ją z rozmyślań, a pytający wzrok spoczął na sprawczyni zamieszania, próbując się dowiedzieć, dlaczego ciepło nagle zniknęło, a dotyk przestał dozować przyjemność, której tak jej brakowało; delikatnego, subtelnego zapewnienia, że może dalej żyć tu i teraz, zostawiając przyszłość losowi. Dawna Allen sprzed roku nie dopuściłaby do siebie nawet takiej myśli; pozostawienie życia bez planów to nieodpowiedzialność, na którą nie mogła sobie pozwolić. Allen siedząca na łóżku i drżąca pod mokrymi warstwami materiału była bogatsza o roczne doświadczenie. I lepiej rozumiała Tommy.
Łatwo było poddać się muśnięciom znajomych ust poruszających się po dobrze znanym terenie poznanym w dziesiątkach innych pocałunków, których wspomnienie w ostatnich dniach było boleśnie odległe, a teraz powróciło z całą siłą, która kazała jej go odwzajemnić i przejąć inicjatywę. Bez wyrzutów sumienia, w końcu to ona miała promil we krwi, a Dalle pozostała bez żadnej wymówki. Wygięła się, by być bliżej niej i zaatakowała ciepłe wargi w panice, że ta nagła oznaka czułości skończy się za szybko i na wieczność, ale kiedy wyciągała ręce spod ręczników, kołder i całego pieprzonego składu bawełny w stanie Illinois, by przyciągnąć Tommy do siebie i nie wypuszczać, póki nie usłyszy zapewnienia, że wszystko jest w porządku, poczuła że nic nie jest w porządku.
- Nic nie rozumiem! - Poderwała się z łóżka, zrzucając wszystko, co miała na sobie prócz ręcznika okrywającego jej ramiona. - Może jestem za głupia, aby to pojąć, ale to – wskazała na siebie, na Tommy, znów na siebie i znów na Tommy – nie powinno tak wyglądać. - Szybkim krokiem podeszła do szafy i gniewnymi ruchami zaczęła przeczesywać jej zawartość, aż wyciągnęła najbardziej luźne dresowe spodnie, które miała na stanie i wyciągniętą koszulkę o barwie czerni równie mocnej, jak napastujące ją teraz myśli pełne niezrozumienia i rozdarcia. Wciągnęła je na siebie i wróciła do łóżka z irytacją zrzucając na ziemię przemoczony ręcznik, szlafrok, skołtunioną kołdrę i opadła ciężko na swoje poprzednie miejsce, patrząc na podróżniczkę złamanym spojrzeniem domagającym się wyjaśnień. - Zwariujemy albo niedługo skoczymy sobie do gardeł – wyciągnęła dłoń uciszając Dalle – bardziej niż do tej pory. Poleje się krew i wrócimy do stanu wyjścia ze studiów Nie chcę tego i ty również – nie dała jej możliwości do protestu, stwierdzając fakt, w który głęboko wierzyła i którego potwierdzenie nadal czuła na swoich ustach. - Wiem, czego ja chcę. Ciebie, tutaj, przez każdy dzień jaki nam został, zanim znów gdzieś wyfruniesz. Chcę się cieszyć każdą minutą bez strachu, że powiem coś głupiego albo wymsknie mi się to jedno męskie imię, a ty przez resztę dnia będziesz chodzić z burzową chmurą nad głową i grozić sąsiadom zalaniem. Chcę być za ciebie odpowiedzialna, nawet jeśli nie umiem być sama za siebie. - Zaśmiała się nerwowo śmiechem niepasującym do niej zupełnie, ale dającym te dwie bezcenne sekundy na zastanowienie się nad kolejnymi słowami niosącymi poważne konsekwencje. Miała promil we krwi, który był jej wymówką. Takie usprawiedliwienie jej wystarczyło. Odnalazła dłoń Tommy i ujęła ją w swoje, szukając w tym uścisku potwierdzenia, że postępuje słusznie. - I chcę żebyś wiedziała, że twoje zasady są w porządku. Nadal je akceptuję i rozumiem. Ale gdybyś chciała... gdybyś dopuściła możliwość, że mogłyby się... odrobinę zmienić – pogłaskała kciukiem miękką skórę na wierzchu, knykcie, wróciła do nadgarstka przytrzymując go mocno – to też byłoby okej. Chociażby na próbę.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 15 Wrzesień 2019, 13:21   
   Mów mi -  Wilku


Gdzie aparat? Gdzie aparat?! Huragan czwartej kategorii znikąd pojawił się w sypialni, dając popis rozrzucania rzeczy lekkich, bo na ciężkie przyszłaby pora, gdyby rozmowa dotyczyła czegoś innego — choćby zdrady; a tu nikt nikogo nie zdradził! Nie tak oczywiście-oczywiście przynajmniej. Kontakt dziennikarki z Anthony'm to pomylenie pojęć; pogrywanie na nerwach wzajemnie wcale nie piło do zemsty a czystej frustracji spowodowanej niemożnością wbicia na miejsce Tego Którego Imię Wywoływało Przedwczesny PMS; uciszanie jej autorskimi metodami było objęte prawami autorskimi i jeżeli Maevie zaraz nie przestanie...
To co?
To nic.
Wielkie, okrągłe nic. Jak zero.
Allen ciskała w nią słowami prostymi i łatwymi do zrozumienia, a w głowie Dalle cyrkowa małpa z talerzami siedziała cicho, nie napędzając dynamo — out of service. Sorry, dzisiaj nie mam ochoty walić i zakłócać połączeń, więc przeżyj i weź się z tym pogódź. Oka nie wyjmiesz, jest epoka i tyle. Po co do tego wracać? Choćby dla tego, aby przypomnieć jej, co groziło z uzewnętrzniania. Pamiętny koncerty The Killers, który skończył się w najbardziej paskudny sposób do tego stopnia, że do dzisiaj nie słuchała ich utworów i omijała wszelkie stacje radiowe puszczające w rozgłośni rock alternatywny, aby nie zalały jej przykre wspomnienia zamknięte w osobistej puszcze Pandory. Powinna ją wyrzucić — na ośrodku Oceanu Spokojnego. Albo w samym centrum Pierścienia Ognia, aby nigdy więcej nie wylazły na wierzch, choć już to zrobiły wraz ze spotkaniem Ellis jakieś dwa miesiące temu w Chicago.
Spojrzała na dłoń okrytą dwiema innymi. Gdyby zamknąć te dwa miesiące w tych rękach... Po prostu uroczyście przysiąc, że uknuła już coś niedobrego i należało się tego pozbyć?
Milczała. Długo. Tak bardzo długo, że prawie mogła dostrzec drobne drżenia niepewnych dłoni — a może to ona drżała? Cicho przełknęła ślinę. Nie wyobrażała sobie tej chwili zbyt zajęta knuciem w ciemni jak uratować świat od dewastacji — przy czym świat należało rozumieć jako synonim dziennikarki a dewastację, cóż... Anthony doceniłby tak piękne określenie, odgryzając czymś równie dostojnym, jak: choroba, toczeń, drzazga pod paznokciem.
Lekko nachmurzyła czoło i podniosła wzrok.
Właśnie tego chcesz? — spytała, trzymając potencjalny wybuch dobrego humoru mocno na wodzy. — Spróbować być czy...? — wzruszyła barkami w pytającym geście. Dokończ zdanie wstawiając odpowiednie słowa z wykreślanki. Jedyny haczyk w tym zadaniu tkwi w braku wyrazów właściwych, więc oddała dziennikarce pełne pole do popisu. Zwinęła lekko dłoń w pięść. Śmiertelna powaga. Śmiertelna powaga, drodzy państwo, albo wszyscy, kurwa, umrzemy, co do joty. Nie ułatwi tego. Allen leciała na kodach podchmielenia, zatem Dalle dostosowała poziom trudności.
Być czy nie być?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 15 Wrzesień 2019, 16:00   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Kiedy jej wzrok stał się taki przenikliwy w tej swojej pochmurności, jakby wiedziała dokładnie, do czego zmierza Allen i nie zamierzała podawać jej rozwiązania na srebrnej tacy tuż obok świeżo wypiekanej bułki z dżemem i wyciskanego chwilę wcześniej pomarańczowego soku? To by było za łatwe, zbyt proste jak na standardy ich skomplikowanej relacji, której i tak Mae nie zamieniłaby na żadną inną. Przyzwyczaiła się do niej, nauczyła się ją rozumieć, dostrzegała jej unikatowość w porównaniu z płytkością, jaka łączyła ją z innymi, z Jeremym, z Anthonym, z całą rzeszą niewymówionych imion, do których właścicieli pokątnie wzdychała od nastoletnich głupich czasów beztroski, pokochała wieczną niepewność towarzyszącą jej i Dalle, bo chociaż ta czasami bywała irytująca, gdy nie wiedziało się, który krok skończy się wybuchem śmiechu i łaskawym poczochraniem włosów, a który będzie kierował prosto w przepaść całodniowego milczenia i zamykania się w ciemni z wymownym westchnieniem i przewracaniem oczami, to jednak była to niepewność ich własna, prywatna, którą tylko one znały.
A jednak tym razem Tommy nie zrzuciła jej ze skarpy, nie zawiązała oczu i nie kazała iść w ciemno przed siebie w imię dawno ustalonych i zdezaktualizowanych zasad braku zaangażowania, przy których nawet Hammurabi wydawał się niedawną nowelizacją; nie, tym razem wręczyła jej broń do ręki, wcisnęła między palce ostry sztylet, zawieszając w próżni niedokończone pytanie i pozwalając wybrać: zakończyć męki agonii lub rozorać ranę jeszcze bardziej. Decyduj, Allen, zabawisz się w chirurga, czy w boga śmierci?
- Boję się - powiedziała po chwili wahania, nie wypuszczając jej zaciśniętej pięści z uścisku swojej dłoni, który był teraz jedyną pewną rzeczą między nimi - że kiedy wypowiem te słowa na głos, uciekniesz, znikniesz, rozpłyniesz się na zawsze, mimo że obecna tutaj - wskazała wokół siebie - to odległa, niedostępna dla mnie. Kiedy je wypowiem, nie będzie odwrotu, nie wrócimy do tego, co było, a kiedy odpowiedź będzie przecząca, nie będziemy mogły udawać, że nic się nie stało - zacisnęła usta i przygryzła wargę – i nic nie będzie takie samo, a między nas wkradnie się skrępowanie i zawód. Jeśli mam je wypowiedzieć, nie możesz mnie potem za to winić. Zrobiłam mnóstwo okropnych rzeczy, za które zasługuję na potępienie w samym sercu lodowatego piekła, ale za to... za to nie masz prawa mnie karać. - Wsunęła się głębiej na łóżko i usiadła po turecku, mierząc Tommy poważnym spojrzeniem (minus 1 promil), jakby te dwa odgradzające je kolana były nową wersją berlińskiego muru dzielącą na dwoje coś, co powinno być od zawsze i na zawsze jednym. A przecież nie trzeba było wiele, aby znów je połączyć, lekkie przechylenie tułowia, pochylenie głowy, na wpół wyciągnięte ramię; mur był tylko fałszywą ułudą bezpieczeństwa, bo każdy kto chciał go pokonać, bez problemu znalazłby drogę.
- Chcę żebyś dała nam szansę. Zapomniała o przyrzeczeniu, że się nie zaangażujemy, że ja się nie zaangażuję i nie dam się zranić. - Puściła jej dłoń i powędrowała palcami po przedramionach, odnajdując ścieżkę ku górze. Głowa opadała coraz niżej i niżej, aż zetknęła się z czołem Tommy. Jak powiedzieć, że bardziej rani ją niedostępny dystans między nimi, niemoc bycia razem bez żadnych ograniczeń, niż ryzyko, że za kilka miesięcy wszystko może się urwać? A jeśli się nie urwie? Żadna z nich nie widziała przeszłości, więc dlaczego musiały od niej na siłę uciekać? Mae wciągnęła powietrze. - Chcę móc się w tobie zakochać bez wyrzutów sumienia, że robię coś złego, co ci się nie spodoba. Daj nam szansę, zaryzykuj.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 15 Wrzesień 2019, 17:46   
   Mów mi -  Wilku


Ludzie przychodzą i ludzie odchodzą. Zakochują i zostawiają. Taka już istniała kolej rzeczy w świecie, której można jedynie się podporządkować, bo nikt nie wpłynie na obroty Ziemi, chyba że pojawi się na tyle wielka kometa lub asteroida, aby rozłamać planetę na pół. W filmach sci-fi taki scenariusz zdawał egzamin, więc dlaczego teraz nie mógł? W tej konkretnej chwili, kiedy dałaby wiele zarówno za uderzenie ogromnej skały w glob a zarazem pokusiłaby się o zatrzymanie czasu?
Tkwiła w rozterce pomiędzy prawdziwym młotem a kowadłem. Była zdania przeciwnego. Maevie myliła się. Bez wypowiedzenia magicznej formułki, od której ciepło w środku rozlało się po obwodzie, również nie byłoby między nimi już tak jak wcześniej. Ten wóz albo przewóz nie miał wymiaru skoku wiary, gdyż szkoda i tak miała prawo nastąpić. Od tego momentu, gdy dziennikarka zdecydowała się pociągnąć temat dalej, wiedziona zapewne profesjonalnymi instynktami drążenia w materiale (sic!), nic nie pozostanie takie samo. Od tej pory nie były wyłącznie znajomymi ze studiów, które zawarły jako taki pokój. W tym tkwiło coś więcej i skłamałaby, gdyby nie przyznała racji, bo to było cholernie przerażające. Kuszące, ale spędzało sen z powiek.
Przymknęła powieki, nakazując ciału twardą postawę. Żadnego ruchu. Nic, co zdradziłoby szalejący tajfun. Cicho przełknęła ślinę, wypuściła równie bezgłośnie powietrze ustami, zapominając, że Allen jest bliżej niż przepisy o rozmowach poważnych stanowiły.
Miała zapomnieć o obietnicy — w porządku, bez problemu. Tylko jak przekonać, że zakochiwanie w niej to błąd? Głupie, bo przecież zależało jej już od jakiegoś czasu na Mae, ale bardziej od tego pragnęła uchronić dziennikarkę od siebie. Znając to, kim się stała, nie potrafiła w stu procentach zaufać natychmiast.
Mamy problem — wymamrotała półgłosem. — Bo jeśli to zrobię, wystawię się na ostrzał. — Nie rozumiała? Wyjaśni inaczej. Tylko najpierw przełknie tę gulę w gardle. — Nie chcę znowu cierpieć przez kogoś — w tym przypadku przez Maevie. — Byłam zakochana do tej pory dwa razy. — Powoli odsunęła się, lecz nie uciekła daleko; na tyle, by z obnażonym przestrachem spojrzeć Allen w oczy i powiedzieć, jak bardzo tkwiła w potrzasku między pragnieniem a komfortem. — Tak naprawdę i na zabój. Kochałam prawdziwie, przekonana, że to właśnie mój koniec gry. — Prychnęła, uśmiechając się krzywo. Wzniosła wzrok. Sufit nie był tak interesujący, ale to dobry punkt zaczepienia. — Najpierw on kazał mi wybrać pomiędzy gonieniem burz a nim, gdy sam wybierał się do wojska. A ona... Ona nie chciała by coś mi się stało, więc zostawiła mnie bez wyjaśnienia na koncercie wśród tłumu. Samą. Rzuciła mi sercem w twarz, choć przeszłyśmy najgorsze, i zniknęła. Wyjechała do Somalii ratować ojca. Zdaje się, że to była karma albo inne magiczne mambo dżambo za moje pierwsze zakochanie. — Nic z tych rzeczy. Po latach zrozumiała, ale nie mogła przeboleć. — Chcę powiedzieć... — Spuściła wzrok, walcząc z bladym uśmiechem. Uniesione kąciki zadrżały. Łamała się i żałowała, że ścięła włosy, bo za krótkimi kosmykami nie ukryje się tak skutecznie przed obrazem egzekucji. — Chcę powiedzieć, że nie wiem czy zniosę jeszcze jedną stratę, jeżeli pewnego dnia uznasz, że to nie to, a ja oddam ci lichą namiastkę tego, co tutaj pozostało — uderzyła dłonią w mostek i czekała długą chwilę, aby zdobyć się na złapanie kontaktu z Allen. — Nigdy nie byłaś z kobietą — nie poza nią. — Co jeżeli obudzisz się następnego dnia i powiesz, że nie tak miało być?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 16 Wrzesień 2019, 16:35   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Do trzech razy sztuka cisnęło się na usta z gwałtownością huraganu, który chwilę wcześniej Tommy chciała ujarzmić – aparatem albo własnymi rękami – z góry skazana na porażkę. Mae się mu oparła, przepuszczając niszczycielską siłę żywiołu w milczeniu; przez chwilę siedziała tylko wpatrzona w uniesioną brodę podróżniczki, która szukała na suficie wsparcia albo błyszczącego ostrością ostrza szubienicy, na której mogłaby ściąć kiełkującą nadzieję Allen za to, że ta ośmieliła się jeść ciastka, gdy cierpiący lud głodował.
- Zraniono cię – tak mocno, że była kim była, niezrozumiałym kłębkiem uczuć i kalejdoskopem ciągłych zmian, za którymi Mae nawet nie próbowała nadążyć – i nie chcesz przeżywać od nowa tego gówna – może powinna wyrazić się nieco subtelniej, ale nie miała teraz czasu na szukanie eufemizmów, gdy ważyły się losy świata – ale ja też tego nie chcę. Nie chcę, żebyś znów przez to przechodziła. Ani ty, ani ja, więc jeśli razem chcemy tego samego, to dlaczego miałoby się nie udać? - Bo jesteś pieprzoną oszustką, kłamczuchą i egoistką, bo masz sekrety, które wszystko by zmieniły, gdyby wyszły na jaw, bo brakuje ci emocjonalnej pewności, że postępujesz dobrze a nie chcesz tylko wygłuszyć wyrzutów sumienia przez zapewnienie Tommy bezpiecznej przystani przy sobie? Uciszyła samą siebie wściekłym przekleństwem wypowiedzianym w myślach.
- I poważnie, argument płci? - zapytała z niedowierzaniem w głosie, jakby wyciąganie takiego powodu było poniżej wszelkich granic i możliwości Tommy. - Martwisz się, że pewnego dnia zatęsknię za penisami? - pokręciła głową, nie mogąc się zdecydować, czy powinna się obruszyć na takie podejrzenie (skądinąd rozsądne), czy zbyć je krótkim śmiechem. - Albo że znudzę się babskimi problemami pomnożonymi razy dwa pod jednym dachem? Tommy – powiedziała miękko, nakrywając dłoń podróżniczki swoją. Nawet przez barierę palców czuła bicie serca, które było gdzieś tam uwięzione pod warstwą żywych tkanek, żywej bariery dzielącej zwyczajność od biologicznej magii; prosty mięsień, od którego zależało ludzkie istnienie, a jeśli wierzyć prawie pięciu tysiącleciom przekonań, także uczucia i cała gama emocji, z którymi sobie nie radziły. - Nie jesteś ideałem – cholera, chyba nie tak powinna zacząć – żadna z nas nie jest – odrobinę lepiej –[b] ale przez te ostatnie miesiące... do diabła, niedługo minie rok!, przez ten cały czas poznałyśmy się z takich stron, że tylko jakiś szatański przypadek – na przykład ujawnienie jej tajemnicy – mógłby... - Nie, musiała zmienić temat, stąpała po zbyt kruchym lodzie nawet jak na jej własne standardy balansowania na krawędzi. - Chodzi mi o to, że praktycznie już jesteśmy razem, nie widzisz tego? Mieszkamy ze sobą, troszczymy się o siebie i jesteśmy zazdrosne, martwimy przez całą noc tylko po to, aby rano odkryć pijackie zwłoki drugiej na kanapie – pozwoliła sobie na lekki uśmiech, który miał jej dodać pewności siebie, a pewnie wyszedł jak skrzywiony grymas. Cofnęła dłoń i położyła na kolanie podróżniczki, jakby samo dotknięcie mogło ją sparaliżować, utrudnić ucieczkę i zatrzymać na zawsze, na dłużej niż na zawsze, na tak długo, aż czas przestanie mieć znaczenie, a przesypujące się ziarenka piasku w klepsydrze znudzą się swoim trwającym wieczność przeznaczeniem.
- Próbowałam wyrzucić cię z mojej głowy za każdym razem, gdy wychodziłam z... z domu – dyplomatycznie – ale im mocniej tego chciałam, tym bardziej niemożliwe to było do wykonania. Nawet na wczorajszej kolacji pięć drinków okazało się niewystarczające – musiała mówić, musiała wyrzucić z siebie wszystko, co jej przychodziło na myśl, każdy argument nawet najgłupszy mógł się okazać na wagę złota. Jak w romantycznym filmie komediowym bez komedii, bo tutaj nic nie gwarantowało szczęśliwego zakończenia napisanego przez scenarzystów; tworzyła kolejne dialogi naprędce, przerzucając strony skryptu i wykreślając za długie kwestie. - Jeśli nie nazwiesz tego co już jest między nami zaangażowaniem, jeśli nie uwierzysz, że to może być prawdziwe i trwałe, jeśli nie zaufasz, że może tym razem los się do ciebie uśmiecha po tym wszystkim, co przeszłaś – z moją niedrobną pomocą – to tak jakbyś zaprzeczyła temu – teraz to ona uderzyła dłonią w mostek Tommy, po czym dotknęła swojego - i temu.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 16 Wrzesień 2019, 18:57   
   Mów mi -  Wilku


Tyle razy przyłapywała się na myślach wyrażanych prostymi, ale silnymi słowami Maevie, aż dotarła do momentu, w którym nie potrafiła zaprzeczyć samej sobie. Lecz cóż jest miarą odwagi, skoku wiary czy poświęcenia, jeżeli właśnie nie uzewnętrznienie swych słabości i przekucie w siłę, jakiej potrzebowała, aby wyjść z tego spotkania cało bez większego uszczerbku? Szukała tej odpowiedzi na gwałt, przeskakiwała indeksy ksiąg zakazanych (Quora, Google, Yahoo search...) i kombinowała, jak koń pod górę. Nic nie znalazła prócz dwóch oczywistych wyjść z czego jedno oznaczało namalowanie na karku tarczy strzelniczej z maksimum dziesięć punktów na wysokości kręgu szyjnego C4 — dobrze przebity rdzeń kręgowy w tym miejscu odebrałby dech w piersiach — albo wyjście naprzeciwko, odebranie podarowanego sztyletu i wbicie prosto w trzewia, aby cudze cierpienie przyćmiło jej własnej.
Gdyby to nie była Maevie, być może pokusiłaby się o to drugie.
Ugryzła się w język, śledząc trasę dłoni uderzającej najpierw ją — mea culpa — a potem nieco lżej układającej na mostku Allen — mea culpa — jakby to jej — Tommy — wina była większa, cięższa i wymagała mocnego, otrzeźwiającego kuksańca, bo głaskaniem po główce nic nie można wskórać w przypadku tak zatwardziałej kryminalistki, recydywistki, złodziejki serc; to ostatnie zbyt często się przewijało i najpewniej 1/3 Chicago zgodziłaby się z tym osądem, domagając spalenia wiedźmy na stosie, gdyż nie wierzyli w jej skruchę. I słusznie. Nie żałowała żadnej przygody "na raz" ani "wyskoków", bo chciała żyć w pełni, kosztować pięciu smaków i nie zastanawiać nad tym czy umami jest bardziej słone, czy bardziej mdłe.
Spokojnie, tygrysie — wyszeptała z niepewnym uśmiechem, uciekając spojrzeniem po całym pokoju, zdradzając światu jak wielki mętlik w głowie szalał i obezwładniał racjonalne myślenie. — Spokojnie, tygrysie — powtórzyła na wdechu, wstrzymując oddech tych kilka sekund za długo, gdy płuca w panice chciały doprowadzić do hiperwentylacji; a ta wredna baba nie pozwalała. To nie było trudne — wystarczyło podać krótką odpowiedź, do której serducho wygrywało jakiś dziwny marsz, angażując wnętrze do wykonywania akrobatycznych ewolucji. Nie zje obiadu spokojnie. No normalnie nie naje się po tej cholernie długiej nocy.
Potrzebowała przestrzeni. Miała jej w bród. Mogła wyjść z sypialni, przejść się po ulicach, zejść do Stanforda i ukraść kilka papierosów na uspokojenie nerwów, bo nie od dziś wiadomym było, że nikotyna wcale nie działała na zdenerwowanie tak dobrze jak melisa, ale liczył się gest i psychologiczny trik; wypuszczanie wraz z dymem mętliku.
Muszę pomyśleć — wreszcie powiedziała. Małpa z talerzami uderzyła raz, winszując głupoty. Przecież miała to ustalone już od jakiegoś czasu! Co poszło nie tak?! — Muszę... Muszę to wszystko poukładać i... holy shit... — zachichotała nerwowo, pocierając usta palcami. Suche. Kciukiem powiodła po paliczkach dwa razy, pstryknęła palcami, wyprostowała a wtedy cudza dłoń pojawiła się w zasięgu, chwytając mocno, lecz nie sprawiając bólu. Pewnie, ale nie czyniąc z niej niewolnika. Podniosła wzrok. Coś błysnęło w stłumionym błękicie tęczówek.
No tak, pomyślała, nie tylko ty się boisz, Dalle.
Dolna warga zadrżała. Zacisnęła rękę w odpowiedzi.
Chcę tego. — Cichutko, cichutko... Świat nie może usłyszeć. — Nie wiem, co zrobiłabym, gdybyś była z kimś innym — Anthony od razu pojawił się w wyobraźni — ale nie brałam pod uwagę tego tak naprawdę — uniosła trzymaną dłoń — bo nie myślałam, że to w ogóle możliwe. — Zasady istniały z jakiegoś konkretnego powodu. Miały się nie angażować a teraz robiły wszystko na opak. — A teraz ty mi mówisz, że chcesz się we mnie zakochać — wydźwięk konkretnego słowa połaskotał struny w sercu. — Jesteś pewna? — Ostatnia szansa na odwrót. — Absolutnie? Nie dam ci teraz nawet połowy wszystkiego. Nie mogę cię zabrać gdzie chcesz, jestem pod nieustanną kontrolą policji, muszę prosić o pozwolenie, jeżeli chcę wejść do sklepu z alkoholem, bo tylko tam sprzedają, jakimś durnym cudem, stare klisze czy pójść poza codzienną trasą kilka metrów dalej i... — Przeklęta gula, jak węzeł gordyjski. Z trudem przełknęła ostre kamienie, które nie naruszyły nawet odrobinę sznura. — I tak przez kolejne miesiące, kiedy nie będę mogła zrobić dla ciebie nic. — Nic, co potrafił Anthony, Brad, Cornell, David, Eddie, Fabio, George, Howard... Nic.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 17 Wrzesień 2019, 15:53   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Było za wcześnie na wiwaty i szampana, na odpalanie rac i zadymienie całego Lincoln Park, za wcześnie na skakanie ku sufitowi i wydawanie z siebie pisków radości, które już gdzieś się tam zbierały w głębi płuc i gardła, pragnąc uciec na wolność z pierwszym głębszym oddechem, gdyby tylko pozwoliła im się wydostać... gdyby tylko potrafiła teraz oddychać, bo nawet to było trudne, niemożliwe do wykonania, kiedy wszystkie myśli świadome i nieświadome skupiały się na tym jednym: słuchać i uwierzyć, że wypowiadane słowa są prawdziwe, a nie kolejnym fałszywym sennym majakiem śniącym się w desperackim akcie zmuszenia fikcji do stania się rzeczywistością chociaż na tę jedną jedyną chwilę, zanim faza REM odpłynie w nicość. Słuchała i wierzyła, że „chcę tego” padło naprawdę i mimo zgłosek wypowiedzianych szeptem dźwięczało w uszach jak armatni wystrzał, po którym pole bitwy na moment zamiera w przerażeniu, by po sekundzie obudzić się z entuzjastycznym okrzykiem do ataku. Tylko że ona nie miała kogo atakować, ani przed kim się bronić; poddałaby się Tommy bez walki, odrzuciła każdą broń daleko za siebie, padła na kolana i dała się rozbroić jednym jej spojrzeniem, pozwoliła związać sobie ręce i nogi i zaprowadzić tam, gdzie ta zechciałaby zanieść swojego wojennego jeńca. W tej chwili zrobiłaby wszystko, byle usłyszeć twierdzącą odpowiedź na niezadane pytanie i dać sobie szansę na szczęśliwy rozdział własnego życia, którego księgę osobiście opluła i poszarpała swoimi wyborami i decyzjami; tego już sama nie zmaże, nie pokryje korektorem, a zepsuty klawisz backspace nie zatrze przeszłości wypisanej 12 Times New Roman z interlinią 1,5 chociażby wciskała go z uporem głupca do końca świata. Mogła tylko oddać swoje zepsute życie do korekty i spróbować je naprostować z kimś, kto miał jeszcze moc odróżniania spacji od pauzy i powiedzenia dość, kiedy akapit będzie za długi, a zdanie złożone po wielokroć tak bardzo, że straci swój sens i doprowadzi do kolejnej kłótni, pustego łóżka i trzaskających drzwi do ciemni.
Chciała jej opowiedzieć prostymi zdaniami o wszystkim, co ją dręczyło.
Jednym czasownikiem opisać to, co ją bolało.
I to, co sprawiało jej radość.
A kiedy zabrakłoby jej słów, po prostu by milczała, przekazując dotykiem każdy wyraz, spojrzeniem każde zdanie, uśmiechem każdy wielokropek pozostawiający niedomówienia.
Powinna milczeć i teraz w obawie, że jedna sylaba za dużo może wszystko zrujnować, a niewłaściwie postawiony spójnik zaprzepaścić to cicho wyszeptane „chcę”, które sprawiało, że pragnęła podzielić się swoją radością z całym światem zamkniętym za szybą i niemającym żadnego pojęcia, co dzieje się kilka metrów dalej; wykrzyczeć przechodniom w twarz, że ich miliony są niczym wobec fortuny, którą właśnie trzymała w dłoniach i której włosy tak idealnie układały się między jej palcami, gdy pochylała się, aby znów być bliżej Tommy, bo tych kilkadziesiąt centymetrów przerwy było zdecydowanie i niedopuszczalnie zbyt wielką odległością, rokiem świetlnym zamkniętym w przestrzeni sypialni, w galaktyce łóżka, w układzie ich dwóch ciał i dwóch oddechów, bo w końcu przypomniała sobie, jak się oddychało. Bardzo prosto, naturalnie, łatwo. Gdyby tylko znalazła właściwe słowa!
- Jestem absolutnie pewna. Chcę cię ze wszystkim, co możesz mi zaoferować i ze wszystkim czego mi nie dasz dzisiaj, jutro, za miesiąc i do końca życia. Uszczęśliwiasz mnie a ja – dotknęła palcami tych samych ust, które chwilę wcześniej dotykała Tommy – a ja, mam nadzieję, uszczęśliwiam ciebie. To mi wystarczy. Chociaż jest tysiąc mniej ważnych powodów, dla których warto się w tobie zakochać i pewnie z milion o wiele ważniejszych – uśmiechnęła się przezwyciężając niepewność – nie potrzebuję nic więcej do tego, aby wiedzieć, że tego chcę. - Na tę jedną cudowną chwilę zapomniała o wszystkim, co ciążyło jej na sumieniu i przygwożdżało do podłogi każdego ranka, gdy po raz pierwszy w nowym dniu spoglądała na podróżniczkę. Na tę jedną cudowną chwilę sama uwierzyła, że to może się udać, ma prawo się udać, że na pewno się uda, skoro sam los postanowił zacząć im sprzyjać. Może i kierowała się egoizmem, ale jakie to miało znaczenie, skoro naprawdę prawdziwie czuła to, co czuła? Żadnego, najmniejszego; kierująca nią pobudka była tylko kołem zamachowym, ale to Mae postarała się o to, aby pracowało nieustannie, z każdym kolejnym dniem przywiązując się coraz bardziej, angażując mocniej niż powinna, łamiąc daną obietnicę i wariując, próbując tego nie okazać. - Chcę ciebie - powtórzyła.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 17 Wrzesień 2019, 20:09   
   Mów mi -  Wilku


Przełom miał się stać — tak po prostu. Kompletnie bez uprzedniego przygotowania, wobec którego ci wszyscy surwiwaliści śmiali się Dalle w twarz, bo gdy ona goniła za każdym możliwym kwiatkiem dla zabawy, oni zbierali niezbędne zapasy na wojnę nuklearną czy też w przypadku wybuchu atomówki wyśmiewani przez podobnych jej, bo nie wierzyła. Szale się odwróciły, została wyłącznie ze skromnym zapasem powietrza, którym od teraz miała oddychać z drugą osobą, co znacznie skracało czas przeżycia, bo o szanse były z góry na piętnastym miejscu po przecinku z początkową liczbą jedności wartą nie więcej niż okrągłe zero. Tak po prostu miała oddać ten organ bijący w piersi; z wdzięcznością ofiar ludów Ameryki Południowej w czasach prekolumbijskich. Ona — Tommy Chyler Dalle, kolorowy ptak, nieuchwytny sztorm, pogromczyni dzikiej natury i zwolenniczka rozwiązłego życia towarzyskiego, od którego nie dostawała w twarz za błędy (minus Alice, ale co działo się w Chicago zostawało w Chicago, etc.) jakie mogły być decydujące w zdrowym, monogamicznym związku. Monogamia — bogowie, monogamia! Za to palono na jej stosie! A jednak, gdy dłonie Maevie przeczesały włosy, dotknęły ust i nie pozwalały na ucieczkę, nie czuła już paniki. Kupiła wszystko w ciemno, biorąc za pewnik każde słowo padające ze strony dziennikarki, zobowiązanej do pisania o prawdzie, tylko prawdzie i wyłącznie prawdzie, więc ten wybór był jak danie ślepej kurze ołowianej kulki zamiast ziarna. Dobrze, że miała równie żelazny żołądek.
Tylko nie złam mi serca... — poprosiła cicho, dyktując jedyny warunek z jej strony. — Jesteś wariatką. — Ktoś musiał w końcu to powiedzieć. Ktoś tu był un poco loco i tym szaleństwem zarażał prawie z taką samą skutecznością, co uśmiechem, który odzwierciedliła szeroko na swojej twarzy, sięgając do włosów z wilgotnymi końcówkami. — Wariatką, cholernie dobrą dyplomatką i jeszcze większą egoistką... — Oficjalny pokój, unia polsko-litewska normalnie mogła się chować; nie żeby wróżyła rozpad... — ...Na moje szczęście — dodała ciszej, natychmiast zamykając dyskusję i pieczętując podpisane papiery potwierdzające zjednoczenie państw ościennych długim pocałunkiem, dopóki nie zabrakło im obu powietrza.
Nie odsunęła się daleko, wplątując dłoń w gąszcz ciemnych włosów nad karkiem. Z bliska mogła dostrzec w milczących oczach to samo, co niekontrolowanie zaczęło przejmować nad nią władzę. Czysta radość. Jeszcze do niej w pełni nie docierało, jak wielkie przedsięwzięcie właśnie weszło w życie. Potrzebowała momentu, aby zrozumieć, co miało tutaj miejsce, gdy równie niekontrolowanie zachichotała pod nosem, przygryzając wargę, gdy zetknęła się czołem z Maevie.
Kto by pomyślał?
Ujęła jej policzek. Ciepły. Prawie gorący i różowy.
Chyba teraz ja jestem pijana z emocji.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 18 Wrzesień 2019, 12:14   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


- Nigdy. - Obiecałaby jej wszystko, o co teraz by tylko poprosiła, właśnie teraz, w tej chwili odliczanej wskazówkami budzika na nocnej szafce wygrywającego regularny marsz ku przyszłości z dokładnością czasu centralnego. Gdzieś tam na świecie dopiero rodził się dzień, gdzieś tam zapadała już noc, ale to wszystko było tak odległe i bez znaczenia, że nawet budzik zamilkł z wyczerpaną baterią, pozostawiając je w całkowitej ciszy przerywanej ledwie słyszalnym chichotem pod nosem i szelestem kołdry, gdy obie opadły na poduszki. Mae spojrzała w dół na leżące obok niej ciało, na to jak idealnie wypełnia niewidoczne w rzeczywistości wgłębienia na łóżku, które w jej wyobraźni doskonale pasowały do wciskającego się w nie biodra podróżniczki, jakby były stworzone po to, aby zajmować to i tylko to miejsce, a nie twardą, niewygodną, wąską kanapę albo przesycony zapachem chemikaliów mikroskopijny pokoik przerobiony na ciemnie. Czerwony pokój samotności, w którym Dalle otaczała się jej zdjęciami i do którego uciekała ostatnimi tygodniami, gdy nie chciała na nią patrzeć. Paradoks, ale to w niej uwielbiała mimo początkowej irytacji, jaką wywoływała niepewność, co strzeli do głowy tej szalonej istocie na chwilę zawijającej do portu w Chicago, gdzie miała przesiadkę do kolejnego odległego miejsca nie do znalezienia na mapie... i w którym została na dłużej, pokonana przez przypływ, którego inicjatorce prawie udało się już wygłuszyć sumienie.
Tak, była wariatką szalejącą ze szczęścia i z chęcią dałaby się zapiąć z dziesiątki kaftanów bezpieczeństwa, jeśli tylko w ten sposób mogłaby mieć Tommy dla siebie.
- Jeszcze rok temu byłam przeciętną dziennikarką kradnącą cudze zdjęcia. - Oparła głowę na ramieniu Tommy i uwolniła wspomnienia, które w jednej chwili napłynęły z jakiegoś odległego jeziora, w którym upychała całą swoją przeszłość; przydałaby się jej myślodsiewnia albo i ze dwie dla pewności, że nie pomyli tych dobrych i wartych rozpamiętywania od złych i których Dalle nigdy nie powinna zobaczyć nawet przez przypadek, gdy postanowi zabawić się w Pottera i wsadzić swoją głowę w przykrótkich włosach tam, gdzie nie powinna jej wsadzać. - Nie do wiary, że zaciągnęłam cię do składziku drukarskiego – zachichotała niekontrolowanie – chociaż wtedy byłam gotowa oskalpować cię tonerem za wydanie mojego sekretu i zniszczenie mi kariery – uniosła głowę, aby widzieć twarz podróżniczki i jeszcze raz zachichotała – ale tak właściwie to... cieszę się, że je ukradłam. - Nie było trudno ujawnić ten mały sekret, za który nie szło się do piekła na bezkres potępienia, lecz wręcz przeciwnie, liczyło na nagrodę od łaskawego losu, który jednym pstryknięciem palców połączył dwa kompletnie odległe wątki ludzkich istnień. Odstawiła na zakurzoną półkę zastanawianie się nad tym, co by było gdyby Mae nigdy nie sięgnęła po cudzą własność, gdyby to nie było własność Tommy, gdyby ta się o niczym nie dowiedziała, gdyby machnęła ręką i zignorowała małą złodziejkę, gdyby zdecydowała się nie pogrywać w żadne gierki, ale od razu zniszczyć dziennikarkę, gdyby nie wybrały się na kawę i nie spotkały rudego, szkockiego brodacza, gdyby Dalle nie pocałowała jej z zaskoczenia, gdyby nie zburzyła twardej granicy niechęci, gdyby nie wpadły na siebie w operowej łazience, gdyby, gdyby, gdyby... Mnożyło się w ich w nieskończoność, a na żadne nie istniała jedna odpowiedź.
- Znasz jakiś szalony sposób na świętowanie? Podpatrzony u jakiegoś afrykańskiego plemienia, czy amazońskiej rodziny kultywującej tradycje przodków? Taki, w którym nie trzeba robić sobie tatuaży na całym ciele albo wypijać sfermentowanego syropu kukurydzianego? - Przekręciła głowę i pocałowała ją, ten żywy, ciepły, namacalny dowód na to, że niemożliwe to tylko zlepek przypadkowych liter, fantazja nieznanego autora próbującego wytłumaczyć swój brak wyobraźni na kolejnej stronie tworzonej powieści, wymówka powtarzana przez kolejne pokolenia pragnące stagnacji i nudy, przerażone samą myślą o zaryzykowaniu i postawieniu wszystkiego na jedną kartę, nie jokera ani nie asa i zagranie va bank w blefie licząc na to, że przeciwnik się przestraszy. Im dwóm to się udało, chociaż jeszcze nie tak dawno temu to Mae pierwsza rzuciłaby karty na stół i odeszła kompletnie spłukana.
- Musisz być wykończona – trzeźwość wróciła w jednej chwili wraz ze świadomością, że nie każdy miał możliwość przynajmniej częściowego wyspania się po trudnym wieczorze i jeszcze trudniejszym poranku.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 18 Wrzesień 2019, 13:22   
   Mów mi -  Wilku


Złość za stare dzieje zniknęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Puff! Nie ma. Żadnych wyrzutów, jakichkolwiek form obrazy, odwracania plecami czy warczenia za brak skruchy, do której tak ostentacyjnie i bezczelnie przyznała się bezwstydna złodziejka, będąca w posiadaniu nie tylko kopii starych zdjęć skradzionych ze strony, ale też czegoś więcej. Właśnie teraz, w tej chwili pełnej spokoju a zarazem wielkich przygotowań do świętowania duszy, Dalle dobrowolnie, nieprzymuszenie i może tylko za drobną (gigantyczną) namową śmiała zaufać, oddając lejce karawany Allen bez jakiegokolwiek "ale". Tak, to zdecydowanie zasługiwało na specjalną formę radowania, wprawdzie nie w rytmie gospel i "Can I get an amen?!", bo warunki nie pozwalały, lecz powoli, jeden pocałunek za drugim, trzeci uścisk dłoni za czwartym, piąte spojrzenie za szóstym, dojdą do tego momentu.
Jak diabli — przyznała przykładając dłoń do twarzy i przetarła swędzące powieki, w których zbierał się piasek (dziad piach!). — Ale nie mam zamiaru jeszcze iść spać. — Obróciła się na bok z pomocą autopilota odnajdując dłonią drogę pod koszulkę Maevie. Paliczkami przetarła szlak po linii żeber na plecy, do kręgosłupa i wzdłuż aż do łopatki w którą zatopiła leciutko paznokcie. — Co do świętowania — wróciła do tematu — mam ochotę na mniej egzotyczny, typowo chicagowski sposób. — Czarny jazz i gangsterskie bójki? Przesunęła dłoń z powrotem centymetr po centymetrze do przodu, zakreślając pierwsze symbole własności na brzuchu, mostku... — Możemy zacząć teraz, zaraz... — Wyciągnęła szyję, skradając bardzo blisko po to co należne, słuszne i zbawienne — Choćby od tego. — Wyminęła zręcznie czekające w uśmiechu usta, atakując ząbkami niżej jak wampir (czyli bawimy się w Zmierzch?), gryząc z zamiarem zostawienia śladu, bo cały świat musiał o tym wiedzieć, zwłaszcza ten na dwóch nogach zaczynający się na literę "A" i obiecujący powrót. Niecierpliwość ją zje do tego czasu. — I tego. — Paznokciami zarysowała różowe ślady obecności po skórze pod ubraniem aż po linię dresowych spodni. — Ale tak naprawdę, najlepiej będzie jeśli zaczniemy od... — Przerzuciła nogę nad biodrami Allen, siadając okrakiem z całym światem pod sobą. Złapała za dół czarnej koszulki, którą powoli podwijała do góry, równocześnie sięgając do szafki nocnej po telefon.
Co ty robisz?
Tytuł twojej sekstaśmy — odparła od razu, wybierając numer i przyłożywszy komórkę, zerknęła podstępnie na ubranie, które lepiej wyglądało na podłodze, co od razu wygarnęła Maevie oczekując na połączenie. — Dzień dobry, chcę zamówić pizzę... na za dwie godziny. — Machnęła brwiami ze złośliwym uśmiechem, bo dbanie o samopoczucie to jedno, ale takie chamskie ograniczenia czasowe? Zły chochlik.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 18 Wrzesień 2019, 14:58   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Palce dreptały po plecach z władczością godną feudała, który już dawno wywalczył sobie prawo do zajęcia tego terenu, a teraz dokonywał okazjonalnego przeglądu włości sprawdzając, czy coś się zmieniło w ostatnim czasie. Napięła górne mięśnie ściągając łopatki do tyłu i pozwalając ogarnąć się przyjemnemu dreszczowi rozchodzącemu się po kręgosłupie. Chryste, jak za tym tęskniła! Za nic w świecie nie przyznałaby się do tego Dalle, wręczając jej tym samym jeszcze jedną potencjalną tajną broń do całego arsenału, za pomocą którego mogła ją rozbroić z dziecięcą łatwością. Jedno spojrzenie, jeden dotyk, jeden uśmiech, była zdecydowanie za podatna na Dalle... i absolutnie ją to nie obchodziło.
- Boże, jak za tym tęskniłam – jej wewnętrzny upór strzelił sobie facepalma i zleciał z prawego ramienia pozostawiając na lewym koleżankę ze specjalizacją z uległości; nieopierzoną stażystkę, która dopiero uczyła się zgadzać, nie kłócić i nie stawiać na swoim za każdym razem i tylko dla zasady, by zawsze być górą. Początki zawsze były trudne zwłaszcza za minimalną krajową i z szefową wariatką, ale robiła co mogła prowadzając Meavie krok po kroku, pokazując, że walka nie musi być jedynym wyjściem z sytuacji. Czasem wystarczy po prostu przytulić się do czyjegoś ramienia, westchnąć i przyjmować z podziękowaniem to, co było darowane, nawet jeśli pewną dozę niepokoju wprowadził tajemniczy chicagowski sposób, na który Mae zmrużyła oczy i postanowiła je całkowicie zamknąć, wykorzystując pozostałe zmysły do odbierania napływających bodźców.
- Za tym też – powiedziała, zgadzając się z kolejnymi etapami feudalnego przeglądu, chociaż wolałaby to wymruczeć prosto w ciepłe wargi, które od niej uciekały (z bezczelną zręcznością) – i za tym – jej dłoń na moment zaplątała się w koszulkę Tommy na wysokości bioder, ale szybko została uwolniona (bezczelną przemocą), gdy feudał z zadowoleniem dosiadł pokornie czekającego wierzchowca (that's what she said) bez pełnego uzbrojenia i szukającego zdezorientowanym spojrzeniem odpowiedzi, co się właśnie stało.
- Tommy? - przez chwilę naprawdę była pewna, że telefon w jej dłoni ma się zaraz stać narzędziem artystycznego przekazu, na którym uwiecznione zostaną mniej lub bardziej odpowiednie sceny dla dorosłego widza przeznaczone w praktyce tylko dla ich dwójki, o ile któraś z nich nie postanowi zostać gwiazdą światowego kina, a grupa hakerów nie wykradnie ich fotek i filmików z chmury ku uciesze całej masy frustrowanych nastolatków na całym świecie. Wizja dalekiej przyszłości w ciągu sekundy pojawiła się i zniknęła, zostawiając, uff, pewność, że chodziło tylko o niewinną pizzę. - Tommy! – powiedziała głośniej i już bez pytającego tonu, opierając wygodnie dłonie na jej udach i przesuwając nimi od niechcenia w górę i w dół. - Trzy godziny. – Szybko znudził ją kierunek dół i skupiła się tylko na górze, pokonując kolejne centymetry po biodrach, żebrach, omijając ramiona i łaskocząc boki delikatnymi muśnięciami. Ona też uważała, że ubrania były zbędne, a podłoga to najlepsze dla nich miejsce; poza tym kto jadał pizze w ubraniu? Zboczeńcy, perwersi i niedostosowani społecznie studenci prawa. - I bez ananasa.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: 18 Wrzesień 2019, 17:21   
   Mów mi -  Wilku


Połowę z ananasem. Na ostro. Tak. Tak, tak, może być. Tak. Świetnie. O dwunastej? — spojrzała w kierunku budzika wyświetlającego godzinę. — Idealnie. — Wszystko zgodnie z planem, brak przeciwwskazań i najważniejsze — nie jej portfel na tym ucierpi; na wspólny rachunek jeszcze się nie pisała, może po trzeciej, czwartej lub piątej oficjalnej randce w nowym wydaniu. — Dzięki, do zobaczenia. — Klik. Telefon poleciał na drugi koniec łóżka, lądując cicho w pościeli ustawiony na tryb samolotowy, z którego dawno nie korzystała. Jeżeli jakimś cudem kucharz nie zapamięta zamówienia albo osobę przyjmującą zamówienie najdą w przeciągu następnych dwóch minut to straci szansę na naprawienie swego błędu — choć obchodziło ją to tyle, co która reprezentacja był obecnym mistrzem świata w curlingu i powalczy o obronę tytułu podczas olimpiady w Tokio.
Jesteś nieznośna — powiedziała, ale po nie znikającym zadowoleniu na ustach łatwo szło się domyślić, że Dalle nie ma nic złego na myśli... cóż, za bardzo. — Nie wiesz, że to nieładnie przeszkadzać komuś w rozmowie? — Złapała wędrujące po ciele dłonie przy nadgarstkach i twardo przyszpiliła do poduszki, pochylając do przodu by skraść kolejne pocałunki, kolejne chwile razem i kolejne wspomnienia, które odzieli grubą linią od poprzednich, bo teraz nadszedł nowy etap życia. Nadal miała więzienną obrożę, jak podwórkowy burek uczepiony budy przy pomocy łańcucha, ale teraz będzie prościej. Będzie po prostu łatwiej.
Tęskniła za tym równie mocno. Za niewielkim powiewem wolności, którą dała jej obietnica i szczerość dziennikarki, pragnącej tak samo mocno tego, co niegdyś zakazane, odległe, kompletnie nieosiągalne.
Jeśli chcesz mi jeszcze powiedzieć za czym tęskniłaś, to teraz jest dobra pora — wyszeptała przy uchu, okalając gorącym oddechem wrażliwą skórę. — Potem nie będę cię słuchać. — Przygryzła płatek, ciągnąc lekko w dół, zanim jako pionierka i obeznana ze skalistym terenem jej własnego ośmiotysięcznika wyznaczała nową trasę z zieloną chorągiewką o złotych ornamentach. Zostawiała je za każdym razem, gdy scałowywała tęsknotę po szyi, obojczyku i z powrotem wracała koniuszkiem języka, gdyż każdy doświadczony wspinacz wiedział, jak wiele do powiedzenia miała aklimatyzacja w terenie. Bez tego groziła śmierć w bezlitosnych górach, niewzruszonych ludzkim cierpieniem. Nie sztuką było zdobycie góry w jak najkrótszym czasie — lecz przeżycie i powrót, a miała do czego wracać. Po raz pierwszy w życiu, odkąd zamknęła się na bliskość, czuła, że być może pora porzucić nawyki. Nie od razu wszystkie, ale powolutku, jedno po drugim.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: 18 Wrzesień 2019, 21:08   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Ciepło, cieplej, gorąco, bardzo gorąco, parzy. Była pewna, przekonana każdym płonącym fragmentem skóry, którego dotknął oddech Tommy, że w piekle było znacznie chłodniej, że każdy krąg starannie wymyślonej wizji Dantego mógł z powodzeniem rywalizować o miano bieguna zimna w porównaniu z tym, co odczuwała teraz Mae i czemu poddawała się bez najmniejszego słowa sprzeciwu, za to z całą serią głośnych i cichych westchnień i pomrukiwań będących wyraźnym znakiem, że jeśli za swoją grzeszną nieznośność miała cierpieć takie katusze, to na pewno nigdy nie obieca poprawy. Niech Dalle torturuje ją wieczność, przyjmie każdą torturę z bezwarunkową wdzięcznością, dziękując głośniejszym jękiem i napiętymi ramionami próbującymi uwolnić się w pułapki.
- Za wszystkim – to naprawdę jej głos? Wcale nie drżał i się nie załamywał, nie było w nim niepewności i ostrożności, żadnego wahania i wycofania. Wiedziała, co chciała powiedzieć, nawet jeśli nie mogła tego okazać dotykiem, który mówiłby więcej niż tysiąc słów ułożonych przez Szekspira blank versem w najczystszej postaci. W porządku. Powie jej, za czym jeszcze tęskniła. - Za ciepłem twojego ciała, gdy się przy tobie budziłam i za słonym potem, gdy kładłam się spać. - Wciągnęła swój wspinaczkowy plecak i tlenową butlę na plecy, próbując dorównać kroku górskiej wyjadaczce. - Za obserwowaniem, jak po prysznicu szczęśliwa stróżka wody spływa z twoich włosów na ramię i niżej, niknąc pod ręcznikiem. - Tu nie było poręczy, łańcuchów i przetartego śladu, a w górze czekały miliony ton lodu i śniegu. Nie mów za głośno, nie krzycz, nie wołaj, bo wywołasz lawinę, która zmiecie wszystko. Szepcz. - Za tym, że codziennie mogłam patrzeć na ciebie godzinami bez skrępowania i przerażenia, że jeśli to dostrzeżesz, schowasz się w swojej ciemnicy. - Krok za krokiem, powoli, bez pośpiechu, góra nie ucieknie; trwała na posterunku tyle czasu czekając na kolejnych wspinaczy, poczeka jeszcze chwilę.
Ukryta Wiadomosc:
Jezeli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Tommy C. Dalle


Jestem w Chicago od
wyjścia z więzienia



27
Bezrobotna Małpa

co nie umie z kimś w uczucia

Mieszkam w
Lincoln Park

Tommy Chyler

Dalle

Wysłany: Wczoraj 22:22   
   Mów mi -  Wilku


Ukryta Wiadomosc:
Jezeli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maevie Allen


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



28
Dziennikarka

Partnerzy nie mają sensu

Mieszkam w
Lincoln Park

Maevie

Allen

Wysłany: Dzisiaj 18:15   
   Mów mi -  Niro
   Multi -  brak


Ukryta Wiadomosc:
Jezeli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 7