Poprzedni temat «» Następny temat
Zwierzenia wieczorową porą
Autor Wiadomość
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 26 Styczeń 2019, 23:00   Zwierzenia wieczorową porą

outfit

Xavier, z którym Sammy umówiła się na dzisiejszy wieczór, by spokojnie porozmawiać, jak również opowiedzieć mu o wszystkim, co gnębiło studentkę (czuła, że powinna zrobić to już dawno, ale musiała najpierw poukładać to sobie w głowie, co nie udało jej się do tej pory) i przytrafiło się w ostatnim czasie, nie zdawał sobie do końca sprawy, że dla Montrose sprawa była wyjątkowo poważna. Skąd mógł przypuszczać takie rzeczy, skoro dziewczyna uchodziła za rozważną i inteligentną, a to, co miała mu do powiedzenia, stanowczo przeczyło wszystkiemu dobremu, co można było o niej uważać (przynajmniej jej zdaniem, ale nic dziwnego, że trochę dramatyzowała, mając z podobną sytuacją do czynienia po raz pierwszy)? Do jasnowidza było mu daleko, a po ostatnim wybryku Sam mu obiecała, że to się więcej nie powtórzy. Musiała wyjątkowo bardzo nie przewidzieć, że wszystko było możliwe.
Upewniając się, że Xavier nie zapomniał, jak również, że tata faktycznie zostaje dzisiaj dłużej w pracy, przygotowała kolację, robiąc dodatkową porcję dla przyjaciela, który za niedługo powinien się zjawić, o ile oczywiście jego dziewczyna go nie zatrzyma, co miało już miejsce kilka razy. Montrose nie poznała Scarlett osobiście, ale z opowieści (nie tylko Xaviera), jakiś jej obraz w głowie miała. Pozytywny? To ciężko było określić, zwłaszcza, że wychodziła z założenia, że najpierw musiała poznać daną osobę bardziej, by wysnuć ostateczny wniosek.
Jedzenie dla taty wsadziła do pojemników, a później do lodówki, a dla siebie i Stantona postawiła na stole w salonie. Piwo, które miała, nadal się chłodziło, bo chociaż głowę miała słabą, nie miała zamiaru upijać się ciepłym. Usiadła następnie na kanapie, czekając na swojego gościa i zatapiając się w myślach, które ani trochę nie powinny zaprzątać jej głowy. Niestety, niezależnie od tego, jak bardzo chciała je powstrzymać, nie udawało jej się to.
Z zamyślenia wyrwał ją głos dzwonka, na który lekko podskoczyła na kanapie. Zwlokła się z niej i poprawiając dresy, które na sobie miała, skierowała się do wejścia, by otworzyć przyjacielowi. Niespełna trzy minuty później stał w jej domu, ściągając kurtkę.
-Miło cię widzieć. Mam wrażenie, że minęły wieki od naszego ostatniego spotkania - powitała go, pozwalając całkiem mu się rozebrać. To nie tak, że to trochę z jej winy się nie widzieli, ale naprawdę mętlik w jej głowie nie pozwalał jej na wiele. - Mam nadzieję, że nie jadłeś kolacji, bo zrobiłam nam jedzenie. Mistrzynią kuchni nie jestem, ale zapewniam, że się nie pochorujesz - zaśmiała się, prowadząc go do salonu, w którym unosił się zapach lasagne.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 27 Styczeń 2019, 17:10   

outfit

Nie był od tego, żeby osądzać i krytykować. Sam, przecież należał do inteligentnych osób, a potrafił robić nie lada głupoty. Zawsze był więc po to, żeby wysłuchać i ewentualnie posłużyć radą, jeśli był w stanie to zrobić. Niemniej, umawiając się dzisiaj z Samanthą na spotkanie, nie miał kompletnie pojęcia, że sprawa będzie, aż tak skomplikowana. Podczas wymiany sms'ów, Sammy dała chłopakowi do zrozumienia, że nie będą to zwykłe pogaduszki, ale z pewnością nie był przygotowany na coś podobnego.
Kiedy więc wrócił z pracy do domu i spędził chwilę ze Scarlett, która odrobinę kręciła nosem, że idzie spotkać się z przyjaciółką, której nie znała, co według Xaviera było urocze (swoją drogą musimy w końcu zaaranżować ich spotkanie, bo to się nie godzi!) - takiego rodzaju zazdrość w związku zawsze była czymś przyjemnym, o ile nie posuwała się za daleko, nie spodziewał się, że przyjdzie mu wysłuchać podobnych rewelacji. Pojawił się zatem u Samanthy, z obiecanym dodatkowym alkoholem i zadzwonił do drzwi. Czekając, aż dziewczyna otworzy, oparł się o framugę drzwi, zerkając przez ramię i upewniając się, że papy Montrose nie ma w domu. Pamiętał, przecież jakby wydarzyły się dzisiaj wszelkie szalone historie, które przeżywał przez nadopiekuńczego ojca Sammy, jak chociażby konieczność ukrywania się na dachu w środku zimy w samej koszulce. Ku spokojowi ducha chłopaka, żadnych oznak papy Montrose'a nie było, o którym Xavier zapomniał w momencie, gdy drzwi domu otworzyły się i w progu stanęła Sam.
- Ja tak samo. Szczerze mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć kiedy ostatni raz się widzieliśmy – przyznał, rozbierając się, ale w jego słowach nie było żadnego wyrzutu. W końcu sam mógł bardziej naciskac na spotkanie, a niekoniecznie to robił. Cała sytuacja ze Scarlett i jej chorobą odrobinę wybijała go z towarzyskiego rytmu, czy chciał to przed sobą samym przyznać, czy nie. - Szczerze mówiąc, nie jadłem, więc kolacja brzmi dobrze i nie wierzę w to, że kiepska z ciebie kucharka – szturchnął ją delikatnie łokciem w ramię, uśmiechając się przyjaźnie. Miał już zapewne okazję próbować eksperymentów w kuchni Samanthy, a skoro nadal żył, to musiało być dobrze. - Czy to lasagne? – zapytał ze świecącym oczami, zanim weszli jeszcze do salonu i jego oczom ukazały się talerze z tym właśnie daniem. Samantha trafiła w dziesiątkę. Xavier uwielbiał lasange. Kiedy więc zasiedli do jedzenia, życząc sobie wcześniej smacznego, chłopak wsunął kawałek dania z widelca do ust i spojrzał na Sam. - Mam czekać z dopytywaniem, co u ciebie, aż skończymy jeść, czy zaczniesz już teraz? – zapytał, unosząc w górę badawczo brwi.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 29 Styczeń 2019, 22:25   

Widok najlepszego przyjaciela działał na nią różnorako. Z jednej strony czuła ulgę, że będzie mogła w stanie komuś się wygadać ze wszystkiego, co siedziało w jej głowie. Z drugiej jednak nie była pewna, czy był to odpowiedni moment i czy ona sama była gotowa, by powiedzieć to, co powiedzieć planowała. Co, jeśli się myliła? Jeśli po raz pierwszy źle oceniła sytuację, wyciągając nie takie wnioski, jak powinna? Może mimo wszystko potrzebowała więcej czasu na przemyślenia?
Ach, tak wiele pytań rodziło się w jej głowie, a tak mało odpowiedzi, których mogłaby udzielić sama sobie, jak to dość często miała w zwyczaju. Tym bardziej potrzebowała Xaviera. Musiała jedynie się o tym przekonać.
Zanim jednak przystąpiła do powiedzenia czegokolwiek, postanowiła trochę przeciągnąć chwilę, w której jej nastrój siądzie jeszcze bardziej, a ona poczuje się skołowana, jak nie była dawno. Zresztą czy kiedykolwiek to właśnie przedstawiciel płci przeciwnej był powodem, dla którego Samantha z miejsca wyglądała jak ktoś, kogo uwaga jest nie wiadomo na czym, a myśli dryfują gdzieś we własnym świecie, w sobie tylko znanym kierunku? Nie zakochiwała się, nie uganiała się za chłopcami, mając nawet pewne problemy z odczytaniem sygnałów, które wysyłali. A tu proszę, pojawił się taki jeden, który był obojętny na płeć piękną (pewnie to było powodem, dla którego Sammy zwróciła mimowolnie na niego uwagę) i wszystkie schematy zostały zmienione.
-Wieki temu, tego jestem pewna. Jak tylko zrobi się cieplej, nie dam ci spokoju. Nie myśl, że zapomnę o wszystkich wędrówkach, które odbyliśmy - uśmiechnęła się do niego na samo wspomnienie. Może nie mieszkali do teraz w jednym mieście, ale widzieli się na wakacjach nie raz, kiedy Montrose jechała odwiedzić rodzinę. Dziękowała przy tym wszystkim niebiosom, że właśnie w tym niewielkim miasteczku poznała Xaviera, którego polubiła od razu. Wszak nie dało się zapomnieć, że ją uratował nie raz, kiedy weszła na drzewo, nie mogąc z niego zejść z powodu lęku wysokości. Takich przypadków było wiele, a on był osóbką, która dbała, by przypadkiem krzywdy sobie nie zrobiła.
-W takim razie zapraszam do stołu - i zaprowadziła go ku nałożonym porcjom jedzenia, które stygły na stole czekając, aż ktoś je zje. - Owszem, mam nadzieję, że przypadnie ci do gustu. Nie jest tylko mięsna, ale wydaje mi się, że puree marchewkowe nie jest takie złe - skomentowała, sama siadając na krześle naprzeciwko niego. Już miała się zabierać za jedzenie, kiedy Xavier zadał pytanie, które sprawiło, że trochę jaj odebrało ochotę, bo coś w żołądku było ściśnięte.
-Może najpierw zjedz, co? Nie chciałabym, abyś przypadkiem się udławił - uśmiechnęła się do niego. Plus miała zamiar przenieść się na kanapę, gdzie zwierzenia zawsze wychodziły bardziej, bo człowiek mógł się przytulić.
Nabrała kawałek jedzenie i opornie zaczęła go przeżuwać, uciekając myślami gdzieś daleko.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 31 Styczeń 2019, 13:00   

Samantha miała ewidentnie niesamowity mętlik w głowie i nieskończoną ilość pytań. Na takie rzeczy natomiast najlepsza była rozmowa z kimś bliskim, kto znał ją dobrze i jednocześnie mógł spojrzeć na sprawę z innej perspektywy. Odpowiednio zrobiła więc nie czekając już dłużej z napisaniem do Xaviera. Potrzebowała rozmowy, a najbardziej chyba wyrzucenia z siebie tego wszystkiego. Duszenie całej sprawy z pewnością nie wpływało na dziewczynę dobrze. Rozmowa mogła zatem przynieść jej nie tylko ulgę, ale może i rozjaśnienie w tej trudnej sytuacji - nie dało się ukryć, że do najłatwiejszych nie należała.
Xavier może nie był jakimś ekspertem od związków, czy w ogóle relacji damsko-męskich, ale z pewnością mógł coś doradzić. Miał bowiem nie tylko większe doświadczenie od Sammy w życiu uczuciowym, ale również posiadał punkt widzenia, którym kierowali się mężczyźni (inna sprawa, że Lucas ewidentnie kierował się jakimś oderwanym od normy punktem, ale facetem był i temu nie dało się zaprzeczyć, jakieś wspólne punkty odniesienia ze Stantonem posiadał więc na pewno). Rozmowa z przyjacielem na pewno nie mogła przynieść więc żadnych szkód dla Samanthy, a jedynie ewentualne korzyści.
- Mam nadzieję. Liczę na to, że mnie nie zawiedziesz w tej kwestii, bo tylko na to czekam, albo nie zamienisz na inną, seksowną buźkę - zafalował zabawnie brwiami, sugerując ewentualne ustatkowanie się Sam i zmianę statusu z singielka na w związku. Nie miał przy tym pojęcia na jak grzaski grunt wchodził, bo skąd niby? Sammy nawet slowkiem nie pisnęła, że jej problemy były natury uczuciowej.
- W takim razie, to będzie moje pierwsze rodeo, ale nigdy nie mówię nie eksperymentom kulinarnym - uśmiechnął się i usiadł przed talerzem.
Widziąc minę Samanthy po zadanym przez niego pytaniu, zdziwił się. Jej odpowiedź jedynie powiększyła to zaskoczenie, ale w odpowiedzi kiwnął tylko głową. Jedli więc lasange, które Xavier pochwalił, bo było naprawdę dobre, rozmawiając o mało ambitnych tematach, całkowicie zywczajnych. Dopiero kiedy posprzatali po jedzeniu i przenieśli się na kanapę z piwem, Stanton spojrzał na Montrose.
- Zacznij, kiedy będziesz gotowa - powiedział, stukając swoim piwem w butelkę Sammy.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 5 Luty 2019, 19:38   

W tych najcięższych chwilach zawsze pomagał jej Xavier. Był dla niej oparciem odkąd pamiętała, a trzeba powiedzieć, że pamiętała wiele. Już w dzieciństwie brał jej stronę, stając za nią murem, kiedy tego potrzebowała. Z biegiem czasu wyrobiła sobie do niego pełne zaufanie, ofiarowując mu swoją lojalność, o której mógł się zapewne kilka razy przekonać. Działali trochę na zasadzie symbiozy, dając drugiej stronie coś od siebie. To właśnie on pomógł jej, kiedy mama została zamordowana. To on pozwolił zostać na kilka dni, gdy nie mogła siedzieć w domu wiedząc, że kiedy się obudzi, mamy nie będzie. On ratował ją z kłopotów, jak również doradzał, jak przekonać tatę do powrotu do służby, kiedy zrezygnował po śmierci żony. Xavier był zawsze i jeśli komuś Samantha miała coś wyznać, to właśnie jemu. Nawet, jeśli spotykając się z przyjacielem potrzebowała czasu, by wszystko w głowie poukładać.
-Jeszcze będziesz miał mnie dość, zobaczysz - zaśmiała się, bo swego czasu potrafiła każdego dnia zmuszać Xaviera do aktywności. Co prawda działo się tak w czasie szkoły, gdy mieli wakacje, ale pewne nawyki pozostały. Tym bardziej, że nigdy nie miał nic przeciwko. Teraz trochę ograniczała go dziewczyna (Sammy nie wiedziała w tym oczywiście niczego złego), którą wspierał w walce z chorobą, ale nadal nie było mowy, aby nagle o sobie zapomnieli. - Nie da się ciebie wymienić. Nawet, gdybym chciała, wrócisz niczym bumerang - rzuciła, drocząc się z nim, wyłapując, że chodziło mu o potencjalny związek Sammy. Póki co jednak wolała o tym nie rozmawiać, skupiając się na tym, że Xavier był niezastąpiony i oczywistym było, że zdawał sobie z tego sprawę. Nawet nie musiała go specjalnie zapewniać, chociaż to pewnie mile połechtało jego ego.
- Taaak? To dobrze, bo planuję się nauczyć lepiej gotować - ostrzegła, co faktycznie mogło zostać potraktowane niczym groźba. Nie była w tym idealna i chociaż kilka dań opanowała, tak nadal było wiele takich, co sprawiały jej trudności.
Reszta posiłku minęła im raczej w milczeniu, bo Samantha skupiła się na czymś zupełnie innym, za co nie można było jej winić. Xavier zaś pałaszował ze smakiem lasagne, którą zrobiła, co powinno jej schlebiać, ale tak jakby trochę o tym nie myślała.
Gdy naczynia zostały pozmywane, a oni przenieśli się na kanapę, Sammy wiedziała, że dłużej nie mogła zwlekać, bo wyrządza krzywdę sobie, jak również i przyjacielowi.
-Nie wiem, czy kiedykolwiek będę, ale nie będzie lepszego momentu - westchnęła, opierając ramię o jego głowę. - Porobiło się, Xavier, co mogę powiedzieć. Pamiętasz Lucasa? Opowiadałam ci o nim, jak się przespaliśmy po raz pierwszy. I drugi - zaczęła. Jasne, że pamiętał. Ona nadal miała w głowie jego reakcję, ale aktualnie chciała to wszystko trochę przeciągnąć, zanim dojdzie do punktu kulminacyjnego.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 12 Luty 2019, 22:40   

Właściwie od momentu, w którym się poznali, stali się nierozłączni. Ich przyjaźń rozwijała się stopniowo, ale tak naprawdę od pierwszej chwili wydawało się, że wiedzieli, że staną się nierozłączni. Żadna odległość, ani czasami długi czas, przez który się nie widzieli, nie był w stanie wpłynąć na relację tej dwójki. Byli dla siebie zawsze i pomagali sobie bez względu na wszystko.
- Wtedy podrzucę ci książkę z nową teorią z fizyki – zafalował zabawnie brwiami, pokazując, że swoje wyrobione sposoby na Sammy już miał. Mało prawdopodobne było jednak, że faktycznie miało się chłopakowi znudzić spędzanie czasu z Montrose. Właściwie praktycznie każde wakacje w całości spędzali razem, a więc skoro do tej pory mu się to nie znudziło, na pewno nie będzie tak i teraz. Prawdą było, że aktualnie nie miał, aż tyle czasu dla przyjaciółki, ale nie wydawało się, żeby miała to Xavierowi za złe – na całe szczęście. - Żebyś wiedziała, nie dam ci spokoju – zaśmiał się, robiąc niby bezradną minę, ale tak naprawdę sorry not sorry. Sama skazała się na to, kiedy tylko otworzyła do niego usta po raz pierwszy. Na szczęście dla Sammy, Xavier był uroczy i wcale nie przysparzał problemów, a wręcz przeciwnie. Starał się zawsze wyciągnąć Montrose z każdych kłopotów, w które wpadła.
- Zawsze możesz wpaść na kurs do naszej gosposi. Z chęcią cię czegoś nauczy – rzucił pomysłem, śmiejąc się pod nosem, ale tak naprawdę, gdyby tylko chciała Berta na pewno nauczyłaby Sammy jakiś sztuczek, które były niezbędne i bardzo przydatne w kuchni. Bardziej abstrakcyjne, niż nauka Montrose pod okiem gosposi, było to, że Stanton w ogóle takową posiadał. Sam wciąż nie mógł się do tego przyzwyczaić, ale zaszczyt ten kopnął go razem z przeprowadzką do Chicago. Szczerze mówiąc nie narzekał, bo Berta była niesamowitą kobitą, która do tego potrafiła świetnie gotować. Niemniej, Xavier nie był człowiekiem przywykłym do posiadania, nie da się ukryć, że pewnego rodzaju służby.
Kiwnął głową na słowa Samanthy i bez żadnego, zbędnego słowa, czekał aż wyrzuci z siebie to, co miała mu do powiedzenia. Nie pospieszał, nie naciskał. Czekał spokojnie. Kiedy zaczęła w końcu mówić, słuchał uważnie, starając się zbierać wszystkie kawałki i ułożyć je w całość, zanim zrzuci na niego jakąś informację, jak grom z jasnego nieba. Chociaż czy naprawdę był w stanie przygotować się na to, co chciała mu powiedzieć? Chyba nie, ponieważ informacja ta nie była podobna do Sam. Miłość jednak kierowała się swoimi własnymi zasadami, o czym Stanton wiedział, jak nikt.
- Mhm... pamiętam, pamiętam. Co z nim? – zapytał, zakładając raczej, że Sammy znowu wylądowała z nim w ramach konkursu i musi z chłopakiem współpracować, a niekoniecznie tego chce. No kompletnie nie spodziewał się tego, co chciała naprawdę mu powiedzieć. Będzie mu więc musiała wybaczyć początkowy szok, w którym się znajdzie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 17 Luty 2019, 19:26   

Lubiła tę świadomość, że zawsze miała do kogo się zwrócić, jeśli miałą problem. W dzieciństwie co prawda nie mogła się widywać z Xavierem kiedy tylko tego chciała, jednak nie przeszkadzało im umawianie się na skype, czy dzwonienie do siebie chociażby w nocy, co kilka razy Sammy miała okazję zrobić, zwłaszcza po śmierci mamy, kiedy nie mogła zasnąć i potrzebowała kogoś, z kim mogłaby porozmawiać. Niby taka był na miejscu, ale sam był załamany i Montrose nie chciała przytłaczać go bardziej. Xavier to rozumiał i chociaż kilka razy z jej winy się nie wyspał, nigdy nie narzekał, a przynajmniej nie wprost, chociaż sądząc po tym, jak szczerym był człowiekiem, zapewne nie miałby oporów, by powiedzieć, że coś mu nie pasowało. Był dla niej zawsze, gotowy pomóc. Tej właśnie pomocy potrzebowała i teraz, po raz kolejny powierzając się w ręce najlepszego przyjaciela.
-Głupek - zaśmiała się. Coś w tym było. Dając jej nową książkę, zwłaszcza z fizyki, człowiek mógł być pewien, że miał ją z głowy dopóki je skończy czytać i nie przyswoi wiedzy w lekturze zawartej. - Myślisz, że powinniśmy się założyć o to, kto pierwszy będzie miał dość? - spytała, uśmiechając się do niego. Nie potrzebowali takich zakładów, bo oboje by je przegrywali, nie potrafiąc się nawet ze sobą kłócić porządnie. Sprzeczki, jak najbardziej, ale na awantury jakoś nigdy nie przyszła im ochota, czy chęci. Zresztą wystarczyło spojrzeć na charakter Sammy, która normalnie wolała bardziej pokojowe rozwiązania.
-I naprawdę myślisz, że twoja dziewczyna będzie zachwycona, kiedy najlepsza przyjaciółka jej chłopaka zacznie się kręcić tak często po waszym domu? Xavier, pomyśl czasem - pokręciła głową z niedowierzaniem. Wiedziała, że chciał dobrze, ale Montrose wiedziała co nieco o własnej płci i była niemal pewna, że Scarlett nie skakałaby z radości widząc Samanthę we własnej kuchni. Co prawda jej by to nie przeszkadzało, ale rozumiała zazdrość, którą kierowała się płeć piękna. Bo czy samej Montrose nie podobało się, że Kerry kręci się koło Lucasa? Skomplikowana wystarczająco.
- No i… przespaliśmy się ze sobą po raz trzeci. Jak byliśmy na wycieczce, na tej, na której się zgubiliśmy. Dużo wtedy ze sobą rozmawialiśmy, wiesz, jak podobna sytuacja może wpłynąć na człowieka. Ale wiesz co jest najgorsze, Xavier? - wyrzucała z siebie słowa dość szybko w obawie, że mogłaby się nagle rozmyślić. Nie nawykła do opowiadania o takich rzeczach, a przyjaciela zapewne do słuchania o nich, więc tym bardziej nie było łatwo! - Najgorsze jest to, że ja się w nim chyba zakochała. Chyba bez chyba - powiedziała, przeczesując włosy dłonią, jak czyniła zawsze, kiedy dopadało ją zdenerwowanie i dezorientacja.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 24 Luty 2019, 21:15   

Miała rację, Xavier był szczerym chłopakiem, który zawsze mówił to, co myślał. Mogła być więc pewna, że nigdy nie miał dziewczynie za złe nocnych telefonów, które zdarzały jej się nawet do niedawna (głównie, gdy Sammy nie mogła zasnąć i nie wiedziała, co ze sobą zrobić, bo przeskoczyła materiał już tak do przodu, iż nie wypadało więcej), dopóki nie przeprowadził się z rodzinnego miasteczka do Chicago. Uwielbiał rozmawiać z Samanthą, był gotów zawsze jej pomóc. Nie musiała się więc martwić, że kiedykolwiek mógłby nie odebrać, albo ewentualnie nie oddzwonić. Starał się wspierać dziewczynę tak samo, jak ona wspierała jego, na każdym kroku.
Zaśmiał się, bo nazwanie go przez Sammy głupkiem jednoznacznie dawało znak, że miał rację i wiedzieli o tym obydwoje. Niemniej, tylko raz wykorzystał tę metodę, jak do tej pory. Było to mianowicie w okresie, w którym bąknął dziewczynie, że przypadkiem oblał colą rudowłosą nieznajomą, która od tamtej chwili nie daje mu spokoju, a Samantha nieprzerwanie sugerowała, że kto się czubi ten się lubi - no i rację miała! Ale wtedy te słowa były, jak zapalnik dla Xaviera, który nie przepadał za Scarlett (delikatnie mówiąc). - I grać w nieskończoność? – zaśmiał się, unosząc w górę brwi i zaraz je opuszczając (tak wiesz).
- No dobra... masz rację – podrapał się z tyłu głowy. - Chociaż lepiej, żebyś to ty kręciła się po naszej, niż ja po twojej – zaśmiał się, ale tutaj akurat miał rację. W takim wypadku dopiero mogłoby się zrobić nieprzyjemnie, a Scarlett mogłaby zareagowac nie lada zazdrością (chociaż w tym momencie Xavier nie wiedział jeszcze do czego tak naprawdę jest zdolna jego dziewczyna pod wpływem zazdrości).
Zrobił oczy wielkie, jak denka od słoików, kiedy powiedziała, że przespała się z blondynem po raz trzeci. Gdy jednak dodała okoliczności, był w stanie to zrozumieć. Chyba. Dokładając po cichu swoje spostrzeżenia, którymi nie zamierzał na razie dzielić. Słuchał za to uważnie potoku słów ze strony Samanthy, nie przerywając jej, jakby również bał się, że jeśli przerwie dziewczynie, to ta nie dokończy historii (a zdecydowanie chciał wiedzieć wszystko, skoro już zaczęła). No i zbyt długo na puentę czekać nie musiał. A była ona naprawdę niezłą bombom.
- O kurcze, Sammy. Muszę przyznać, że tego się nie spodziewałem. Rozmawiałaś z nim o tym, co czujesz? W ogóle o czymkolwiek, co wydarzyło się na wyjeździe? – zapytał, przyglądając jej się łagodnym wzrokiem. Wyglądała, jakby gryzło ją to naprawdę długo, a sprawa nie była prosta. W końcu gdyby była, nie dusiłaby tego w sobie. Coś tutaj mocno nie grało i Xavier wyczuwał, że tym, co nie grało był Lucas.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 2 Marzec 2019, 21:33   

Brakowało jej tych wszystkich niezobowiązujących i zobowiązujących rozmów z Xavierem, któremu była skłonna powierzyć niemal wszystkie swoje sekrety. Już kilkanaście lat temu udowodnił jej, że był człowiekiem godnym zaufania i takim, który za nic nie zdradziłby sekretów. Nie chciała nawet myśleć, że jest inaczej. Ufała mu bezgranicznie i również dzisiaj, przychodząc do niego z problemem, dała temu wyraz licząc, że jej pomoże. Musiał. Bo jeśli nie on, to kto? Był przedstawicielem płci męskiej, więc jeśli ktokolwiek miał jej sprawę rozjaśnić, to właśnie Stanton. Co prawda wszystko byłoby łatwiejsze, gdyby Lucas miał podobny charakter, ale co na to mogła poradzić biedna Sammy, która do niedawna nawet przed sobą maskowała, że jej się McKenzie zaczął za bardzo podobać. Samo to, że myślała o nim zajmując się teoriami fizycznymi świadczył, że było poważnie. Za poważnie, o czym niedługo miał się przyjaciel dowiedzieć.
-Tak, do starości. Czy to nie byłoby urocze? Będziemy siedzieć na werandzie, pewnie twojego domu, bo ktoś będzie musiał opiekować się gromadką wnucząt, i nadal będziemy grać - zaśmiała się. Nawet jej zdarzało się podrzucać jakieś scenariusze, przy okazji sugerując, że tak wyobrażała sobie przyjaźń z chłopakiem - zawsze, na zawsze. Niezmiennie blisko siebie, by byli tuż obok, kiedy jedno będzie potrzebowało drugiego. Przyjemnie było wyobrażać sobie, że ta relacja przyjmie taki obrót. Co prawda wiele mogło się wydarzyć, ale Montrose nie chciała się na tym skupiać. Nie miała głowy do tego, aby jeszcze bardziej się przytłaczać, analizując wszelkie aspekty i określając prawdopodobieństwo.
-Coś w tym jest. Lepiej, żebyś się nie narażał zarówno Scarlett, jak i mojemu tacie. Już wyobrażam sobie jego minę, kiedy wracając z pracy zastałby cię gotującego w naszym domu - rzuciła, rozbawiona. Co prawda ta sytuacja, gdyby tylko miała miejsce, ostatecznie zabawna by nie była, ale póki miała nikłe szanse na sprawdzenie się, mogła z tego żartować. Dodatkowo wiedziała, że dziewczyna Xaviera nie byłaby zadowolona, gdyby znikał u innej dziewczyny w domu. To była Sam w stanie zrozumieć, tak ostatecznie, bo jej logiczne podejście wychodziło z innego założenia. Ostatnio jednak, biorąc pod uwagę to, co działo się z nią i Lucasem (a nie działo się nic, tak przynajmniej myślała, co ją przytłaczało), jej światopogląd na niektóre sprawy lekko się zmieniał.
Niemniej jednak podzieliła się z blondynem tym, czym miała, a co od dawna siedziało jej na wątrobie, siejąc zamęt w jej spokojnym, naukowym ciele.
-Zwariowałeś? Nie mam najmniejszego zamiaru poruszać tego tematu, nie chcę go wprawiać w zakłopotanie. Zresztą… on też nie ma tego zamiaru, skoro do tej pory tego nie zrobił. Najlepiej jest zapomnieć, przechodząc z tym do porządku dziennego. Ja i on to zły pomysł. Po prostu… jest mi trudno, Xavier. Zwłaszcza teraz, kiedy ze mną nie rozmawia - powiedziała, raz jeszcze dłonią włosy przeczesując. Czuła się wewnętrznie rozdarta i nie umiała zapanować nad tymi uczuciami. - Odkąd wróciliśmy jakoś tak przestaliśmy ze sobą rozmawiać, wiesz? Dlatego wydaje mi się, że dla niego to była pomyłka. Dla mnie też, tylko… tylko mnie to przerosło - stwierdziła, szukając w głowie odpowiednich słów. Że też musiało ją tak mocno wziąć na tego całego McKenzie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 16 Marzec 2019, 22:51   

Samantha mogła spać spokojnie. Xavier nigdy nie zdradzi żadnych jej sekretów. Był godnym zaufania powiernikiem, który zatrzymywał dla siebie wszystkie tajemnice. Podchodził do sprawy bardzo łatwo. On sam nie chciałby, żeby ktoś rozpowiadał na prawo i lewo jego sekretów. Ponadto, nie był człowiekiem skorym do plotek. Zatem można było walić do chłopaka, jak w dymy, z pewnością, że nic nie wypłynie dalej.
- Jakimi wnukami? Ja będę podróżującym dziadkiem, tacy są najlepsi. Widujesz ich rzadko i zawsze wpadają z prezentami – wyszczerzył się, ukazując odrobinę odmienne spojrzenie na ich starość. - ale dom z werandą na pewno będę miał. W końcu, gdzieś trzeba będzie odpocząć i ciągnąć grę z tobą – szturchnął dziewczynę ramieniem, uśmiechając się szeroko. Jeśli chodziło to, że będą przyjaźnić się zawsze-na zawsze, to wizja Xaviera nie różniła się od tej Sammy. Chłopak również nie wyobrażał sobie, żeby ich znajomość miała kiedyś się zakończyć. Było to czymś niemożliwym.
- Myślę, że ostatnie, co bym wtedy usłyszał do świst kuli , która ląduje w moim ciele – zamyślił się na powaznie, widząc oczami wyobraźni całą sytuację. Mówił przy tym zupełnie poważnie. Był pewien, że gdyby papa Montrose przyłapał go w swojej kuchni, zginąłby marnie. Nie zdążyłby, przecież uciec przez okno, jak to miał w zwyczaju praktykować. Byłby martwy zanim zdążyłby zorientować się, że tata Samanthy wrócił do domu. Ewidentnie żadna opcja wspólnego gotowania nie wychodziła na dobre Stantonowi, dlatego najlepiej było ją zarzucić zanim chłopa zginie, czy to z rąk własnej dziewczyny, czy nadopiekuńczego ojca. Zdecydowanie był za młody i za piękny, żeby umierać w taki sposób, a raczej przez coś podobnego.
Słuchał uważnie słów przyjaciółki, wzdychając cicho pod nosem, kiedy powiedziała, że Lucas przestał z nią rozmawiać. Sprawa wyglądała na naprawdę skomplikowaną. Xavier zaczął się zastanawiać, co właściwie ostatnio się działo. Gdzie się nie obrócił ktoś miał problemy miłosne. Dlaczego wszyscy, aż tak bardzo wszystko utrudniali? I mówiąc wszyscy, miał na myśli też siebie i Scarlett. W końcu zanim zeszli się na dobre, także przeszli przez wiele. Najwidoczniej wyznacznikiem dzisiejszych czasów było nieskomplikowane – niewarte zachodu.
- A może jednak powinnaś z nim porozmawiać? Co jeśli podchodzi do sprawy w taki sam sposób, jak ty i dlatego z tobą nie rozmawia, bo nie chce się zbłaźnić? Mówiłaś, przecież że jesteście do siebie całkiem podobni, a pamiętaj, że facetom o wiele trudniej jest mówić o takich sprawach – zdradził Sammy odwieczną tajemnice, skrywaną przed światem kobiet, a przynajmniej tak wydawało się facetom, którzy wciąż, mimo tylu wieków, nie potrafili dostrzec, że płeć piękna wykazywała się o wiele większym sprytem i spostrzegawczością, niż oni. W końcu ktoś tymi głowami kręcił!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 19 Marzec 2019, 23:42   

Zaśmiała się na wizję przyjaciela. Musiała przyznać, że miał rację, chociaż czy wnuczęta nie byłoby bardziej zadowolone, gdyby mogły spędzić czas z dziadkiem, zamiast dostawać prezenty? Ona osobiście bardziej uradowałaby się z takiej formy podarku, aniżeli z czegoś materialnego. Ale wiadomo, Sammy była człowiekiem trochę innym, niż większość społeczeństwa.
-Myślisz, że Scarlett pozwoli ci podróżować w nieskończoność? Zresztą zobaczysz, będziesz siedział. Zaczniesz narzekać na swoje zdrowie, wszystko wyolbrzymiać, jak to robią mężczyźni. Będziesz markotny i zrzędliwy, nie starczy ci czasu na podróże - zaśmiała się. Nie życzyła mu tego. Życzyła mu zdrowia, którego mogłaby pozazdrościć jej niejedna starsza osoba. Życzyła sił, by wiecznie podróżować. Ale w tych życzeniach nie było powiedziane, że nie mogła się z blondynem przekomarzać, bo przecież jakoś musiała sobie odbić wszystko to, co miało związek z Lucasem. To gryzło ją najbardziej, a jeśli krótka rozmowa ze Stantonem miała jej pomóc, chciała ją przeciągnąć w nieskończoność. - Och, to byłoby zbyt proste. Najpierw by cię przesłuchał, może nawet nie odbyłoby się bez tortur. Kto wie, co aktualnie wpadłoby mu do głowy. Trzeba przyznać, że potrafi być niebywale kreatywny - powiedziała poważnie i tak lekko, jakby to było normalne w jej rodzinie. Oczywiście tata, który faktycznie mało przychylnie patrzył na każdego przedstawiciela płci męskiej, który pojawiał się w ich domu, nie strzelał do ludzi bez powodu, więc tu Xavier mógł być spokojny.
Szkoda, że o spokoju nie mogła mówić sama zainteresowana, kiedy opowiadała o tym, co działo się pomiędzy nią, a McKenzie. O tym, co wydarzyło się ostatnim razem oraz jakie było jej stanowisko w całej sprawie. Z pewnością nie takie, jakie powinno być, ale Montrose już dawno porzuciła myśl, że uda jej się to zmienić. Zaczynała wpadać coraz głębiej i głębiej, nie umiejąc tego poukładać. Xavier musiał jej pomóc, bo jako osoba doświadczona, będąca w związku, musiał wiedzieć podobne rzeczy. I je rozwiązywać, bo przecież Sammy tego najbardziej pragnęła. Wyparcia z siebie wszystkiego i wrócenia do normy, jaką była rywalizacja z kolegą z roku.
-Nie, Xavier. Znam go wystarczająco, by wiedzieć, że tak nie myśl. Nie skupia się na jakichś miłosnych pierdołach, tylko na nauce. Też powinnam, ale po prostu aktualnie nie potrafię. Nawet jeśli zacznę, rozprasza mnie sama wzmianka o nim. Brzmi żałośnie, wiem. I wyjątkowo do mnie niepodobnie. Ale Xavier… ja nie umiem przestać - westchnęła, wyglądając tak, jakby poważnie ją to martwiło. I tak było w rzeczywistości. Biedna, niedoświadczona w sprawach damsko-męskich. Nic dziwnego, że czuła się na maksa zagubiona. - Dogadujemy się. Nasza znajomość nie jest już rywalizacją, a przynajmniej nie taką, jak wcześniej. Nie chcę tego zniszczyć, dlatego powiedz mi, jak się ogarnąć? - spojrzała na niego z nadzieją. Ach, gdyby tylko to było takie proste, jak wypowiedzenie tego.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 27 Kwiecień 2019, 16:06   

- Słucham? Co to za stereotypowe podejście? Wypraszam sobie. Ja nie narzekam na swoje zdrowie i wcale nie umieram kiedy tylko dostanę lekkiego kataru. Dlatego będę miał nieskończoną ilość czasu na podróżowanie, a ze Scarlett jakoś to załatwię – uśmiechnął się cwanie, bo kto jak nie on miałby przekonać Rosenberg do tego, żeby nie tylko mógł podróżować, ale żeby i ona podróżowała z nim? Czasami może i wydawał się zbyt pewny siebie, ale nie dało się zaprzeczyć, że faktycznie posiadał swoje sposoby na to, żeby przekonać Sky do rzeczy, na których mu zależało. Podróżowanie było natomiast jedną z nich. Dlatego Xavier kompletnie nie brał pod uwagę możliwości, w której nie jest w stanie zwiedzać świat z powodu problemów zdrowotnych. Tak, Stanton miał tendencję do patrzenia na świat przez różowe okulary, ale zazwyczaj wychodziło mu to na dobre. - Masz rację. Natychmiastowe zabicie mnie byłoby zbyt małą karą. Na pewno nie obeszłoby się bez tortur. Cholera... - – powiedział całkiem przejętym głosem, chociaż tak samo, jak Sammy żartował. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że gdyby papa Montrose przyłapał go u siebie w domu, to na pewno nie obeszłoby się bez przesłuchania i zakazu zbliżania się do jego córki, ale raczej uszedłby żywy z tej opresji – chyba.... taką przynajmniej miał nadzieję, mimo tych wszystkich wizji tortur, które właśnie roztaczali.
Zawsze troszczył się o Samanthę, jak o własną siostrę i życzył jej jak najlepiej. Miał nadzieję, że znajdzie w końcu kogoś kto będzie jej wart. Była niesamowitą dziewczyną i zasługiwała na kogoś wyjątkowego. Osobę, która nie przestraszy się i nie ucieknie, jak zrobił to Drago. Osobę, która doceni ją w pełni od samego początku do końca. Niestety po raz kolejny trafiła na niezdecydowanego kandydata, albo co gorsza, nie odwzajemniającego jej uczuć. Wszechświat potrafił być okrutny.
- Przestań, to wcale nie brzmi żałośnie. To właściwie normalne, kiedy czujesz do kogoś coś więcej. Jesteś na sto procent pewna, że skupia się wyłącznie na nauce? – dopytał tak dla pewności, nie wiedzieć czemu licząc na inną odpowiedź. Prawdopodobnie dlatego, że wiedział, iż Lucas w przeszłości miał dziewczyny i jedną z nich była nawet była jego najlepszego przyjaciela. Trudno było zatem uwierzyć Xavierowi, że McKenzie jest stu procentowym nerdem i nie dostrzega jak świetna była Sammy, a skoro nie było to możliwe, to student był zwyczajnym dupkiem w oczach Xaviera, który tylko wykorzystał Sam. Dlaczego musiała trafiała na podobnych facetów, ech?
- Nie wiem, co Ci powiedzieć Sammy. Chyba zwyczajnie potrzebujesz czasu i wszystko samo minie – powiedział, nie wiedząc, co właściwie poradzić przyjaciółce. Sprawa była dość skomplikowana, ale nie dało się zaprzeczyć, że czas był najlepszym lekarstwem na wszystko. Należało więc mieć nadzieję, że i w tym wypadku pozwoli niechcianym uczuciom odejść w niepamięć.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 19 Maj 2019, 01:58   

Zaśmiała się na reakcję przyjaciela. Dogryzanie Xavierowi z jakiegoś powodu zawsze jej się podobało, nie mówiąc już o tym, że na swój sposób rozluźniało. Zawsze, kiedy działo się u niej źle, niezależnie od powagi sytuacji, chłopak potrafił ją rozbawić i co najlepsze nie musiał nawet wiele robić. Był przyjacielem idealnym i Samantha cieszyła się, że go miała. Zwłaszcza teraz, kiedy na stałe przeniósł się do Chicago. Kogoś takiego jej tutaj brakowało, bo chociaż rozmawiali dużo na Skypie, nie mogło się to równać z rozmową twarzą w twarz. Nie wyobrażała sobie, że takie wyzwania, jakimi miała zamiar go dzisiaj uraczyć, miałaby powiedzieć przez internet. Istniały w życiu rzeczy, które należało wypowiedzieć na głos, twarzą w twarz, będąc pewnym, że obok jest osoba, która w razie czego przytuli. Miała Xaviera i była z tego dumna. Podobnie musiała czuć się Scarlett, o której blondyn tak lubił mówić.
-Och, doprawdy? Zobaczymy przy twoim kolejnym przeziębieniu, ale coś czuję, że trzeba będzie postawić w stan gotowości każdy szpital w Chicago - zaśmiała się, żartując. Tak, Xavier pod tym względem różnił się od przedstawicieli płci przeciwnej. Nie błagał o ukojenie, kiedy dopadła go choroba. Nie zawodził, że zapewne umrze i trzeba spisać testament. Był w miarę normalny, jeśli można było go takim mianem określić. - Życzę ci w takim razie, aby walka z twoją dziewczyną się powiodła - powiedziała, uśmiechając się. Życzyła mu wszystkiego dobrego i miała nadzieję, że osiągnie swój cel, bo wiadomo było, że na to zasługiwał. Był wspaniałym człowiekiem, który musiał borykać się aktualnie z ciężką sytuacją. Nic dziwnego, że Montrose zaczynała mieć wyrzuty sumienia z powodu mówienia o swoich problemach. Wydawały się być takie błahe w porównaniu z tym, z czym walkę toczył student.
-Wcale tego nie chcę. Byłoby łatwiej, gdyby wszystko wróciło do normy. Powinniśmy być jedynie rywalami w nauce, to wszystko. Wiem, że to się nie zmieni, a jednak… nie wiem, może mam nadzieję? Na litość wszystkiego, to brzmi jeszcze gorzej - westchnęła, przeczesując włosy. Co się z nią działo? Cóż, odpowiedź była prosta, zakochała się, ale musiała dojrzeć do tego ostatecznie. Dojrzeć do faktu, że Lucas znaczył dla niej naprawdę dużo. Z tym, że nie mogła powiedzieć, by działało to w obie strony. - Tak, Xavier, jestem. To widać. Zresztą dokąd wróciliśmy z wycieczki… coś się zmieniło. Jest znacznie bardziej profesjonalnie, jeśli mogę tak to nazwać. Wiesz, rozmawiamy ze sobą, ale głównie o nauce, to wszystko. Typowy Lucas. I nie, nie mów mi, że się mylę, bo nie będę sobie robiła nadziei. Nie chcę tego, co było z Drago - spojrzała na niego, mając nadzieję, że zrozumie. Nie była przecież kochliwa, chociaż trzeba było powiedzieć, że jak już ktoś jej się spodobał, zawsze kończyło się to tragicznie.
Przetarła oczy dłonią, czując się zmęczona jeszcze bardziej.
-Czemu nie ma guzika, który to wszystko wyłącza, co? Jakiś naukowiec powinien o tym pomyśleć - uśmiechnęła się, upijając potężny łyk piwa. Jeszcze trochę a faktycznie wpadnie w alkoholizm, o którym wspomniała Grace.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 21 Czerwiec 2019, 18:51   

Byli idealnie dobraną parą przyjaciół. Dogadywali się świetnie na każdej płaszczyźnie. Potrafili się rozmieszać i dogryzać sobie w sposób, w jaki potrafili tylko najlepsi przyjaciele. Xavier nie wyobrażał sobie posiadania lepszej przyjaciółki niż Samantha. Odkąd tylko się poznali była nieodłączną częścią życia Stantona. Chłopak nie wyobrażał nie posiadania Sam obok. Byli dla siebie zawsze, kiedy potrzebowali się nawzajem. Dlatego Xavier znalazł się dzisiaj w domu Montrose, żeby wesprzeć ją w problemach, które ją dopadły.
- Ha ha, bardzo śmieszne. Jeszcze się przekonamy – rzucił, udając urażonego. Zdecydowanie daleko było mu bowiem do obrażenia się. W końcu podobne przytyki były u nich na porządku dziennym. - Będziesz musiała mocno trzymać kciuki – zaśmiał się, bo wszyscy, którzy znali Scarlett wiedzieli, że nie łatwo było ją przekonać do czegoś, czego nie chciała, a właściwie do czegokolwiek. Nawet Xavier, który miał swoje sprawdzone sposoby, żeby przekonać Sky, nie był czasami w stanie zmienić zdania dziewczyny. Rosenberg była uparta, ale to była jedna z cech, którą młody informatyk kochał w studentce. Kochał wszystkie jej wady i zalety. Nie wyobrażał sobie życia bez niej. Dlatego nie potrafił dopuścić do siebie myśli, że Scarlett nie wyzdrowieje. Dlatego przeprowadzili się do Chicago, żeby mogła podjąć kolejną walkę, a Xavier wspierał ją w tym, najlepiej jak potrafił. Problemy Stantona faktycznie były duże, ale nigdy nie pomniejszał przez to kłopotów swoich przyjaciół. Dzisiaj było tak samo. Był tutaj dla Sammy bez względu na to, jak duże, czy małe były jej problemy.
- Nic co mówisz nie brzmi głupio. Jednym ślepym głupcem jest Lucas. Przykro mi, Sammy, że po raz kolejny trafiłaś na kogoś równie niedostępnego emocjonalnie, jak Drago – przyznał, starając się jak najdelikatniej opisać fakt, że Lucas był zwykłym dupkiem. Z perspektywy Xaviera, McKenzie zwyczajnie zabawił się Samanthą. Jak inaczej można było to nazwać? W tych kwestiach Stanton, niestety, był specjalistą. W końcu jeszcze półtorej roku temu sam bawił się dziewczynami w podobny sposób. Nie był z tego dumny, ale nie mógł też zaprzeczyć swojej przeszłości.
- Może powinnaś pomyśleć o stworzeniu go? – zapytał, uśmiechając się i łapiąc ją delikatnie za czubek nosa. - A może zwyczajnie powinnaś wybrać się z dziewczynami na miasto i pozwolić sobie na moment zapomnieć? – zaproponował, starając się podrzucić Sammy jakiś pomysł na oderwanie swoich myśli od całej sytuacji. Nie była ona łatwa, nie ma bowiem nic gorszego, niż nieodwzajemnione uczucia. Xavier w pełni to rozumiał i chciał jakoś pomóc przyjaciółce. Uczucia miały jednak to do siebie, że rządziły się swoimi prawami i ciężko było nad nimi zapanować.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Samantha Montrose


Jestem w Chicago od
zawsze



22
studentka fizyki

Lucas zdecydowanie za bardzo siedzi mi w głowie

Mieszkam w
Jefferson Park

Samantha Clara

Montrose

Wysłany: 28 Wrzesień 2019, 22:49   

Świat Samanthy bez Xaviera byłby doprawdy przykry. Nie miałaby obok siebie osoby, której mogłaby powierzyć najmniejszy sekret. Nie miałaby głosu rozsądku, kiedy jej własny zawodził (zdarzało się to sporadycznie, ale kiedy już miało miejsce, zazwyczaj sprowadzało na dziewczynę poważne kłopoty). Nie miałaby po prostu tej ważnej osoby, która wspierała, która rozumiała, która dawała kopa w tyłek, jeśli wymagała tego sytuacja. Tym bardziej nawet nie chciała sobie wyobrażać, że student któregoś dnia zniknie. Za długo się znali, aby to było możliwe. Pewnie za tych kilkadziesiąt lat będą nadal mieszkać w tym samym mieście, gdzieś blisko siebie, aby w razie potrzeby ponarzekać na swoich partnerów. Miła perspektywa, która aktualnie została gdzieś zepchnięta, bo oto przyszedł czas na uczuciowe wyznania w wykonaniu Montrose. Niespotykane i nie mające miejsca dość często.
-Nie jest głupcem. Ludzi nie zmusza się do uczuć, prawda? To niczyja wina, że ja najwidoczniej mam umiejętność zakochiwania się w kimś, kto zupełnie nie jest dla mnie odpowiedni. Przecież nie mogę go winić za to, że nie patrzy na mnie jak na kogoś więcej, niż osobę ze studiów- stwierdziła, uśmiechając się lekko. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Nie mogła nagle wypalić do McKenzie, że hej, podobasz mi się. Byli kolegami, widziała przecież, że chłopak tak właśnie ją traktował. A fakt, że ona zaczęła patrzeć na niego trochę inaczej, był tylko jej problemem, z którym musiała sobie jakoś poradzić. Będzie trudno, wiedziała to, ale od czego miała właśnie Xaviera, który był zawsze obok, kiedy tylko w grę wchodziły uczucia.
-Tak, jestem pewna, że niejedna osoba byłaby mi za to wdzięczna. Ludzie mogliby uniknąć tak nieprzyjemnych sytuacji, jak ta - powiedziała, upijając kolejny łyk napoju. Nikomu tego nie życzyła, serio. Wyjątkowo bolesne i tak bardzo niepotrzebne. Jej logika ciągle próbowała wmówić jej, że powinna zapomnieć i nie przejmować się czymś takim, jak uczucia, ale serce zaczynało tu zbyt bardzo dominować sprawiając, że nijak nie mogła zapomnieć o niczym co miało związek z Lucasem. Bo to nie takie proste. - Myślisz, że to dobry pomysł? Wiesz, jak to jest z dziewczynami, lubią rozmawiać o płci przeciwnej. Nie wiem, czy czułabym się dobrze, gdyby nagle i mnie zaczęły wypytywać - spojrzała na niego. Uwielbiała swoje koleżanki, zwłaszcza te bliskie, ale nawet one nie były aż tak różne od innych kobiet, czego nie miała im oczywiście za złe. Po prostu nie była pewna, czy to było najlepszym wyjściem. Chyba wolała siedzieć tutaj, upić się i ostatecznie wypłakać przyjacielowi.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Xavier Stanton


Jestem w Chicago od
kilku miesięcy



21
student informatyki

leczy złamane serce

Mieszkam w
Loop

xavier

Stanton

Wysłany: 6 Październik 2019, 16:10   

Stanton sam nie wyobrażał sobie, jak jego życie miałoby wyglądać, gdyby przy jego boku nie było Samanthy. Uśmiechniętej i wesołej dziewczyny, na którą zawsze mógł liczyć. Dzięki, której mógł ćwiczyć wchodzenie do pokoju płci pięknej przez okno i równie sprytne wymykanie się. Papa Montrose nie był bowiem przyjaźnie nastawiony do chłopców w życiu jego córki, nawet jeśli byli oni wyłącznie jej przyjaciółmi i nie mieli względem studentki żadnych niecnych planów. Nie wyobrażał sobie dnia bez ciekawostki naukowej, którą podrzucała mu w najmniej oczekiwanym przez niego momencie. No zwyczajnie nie wyobrażał sobie nie posiadać Montrose w swoim życiu. Była jedną z ważniejszych osób w nim. Dlatego nie zastanawiał się dwa razy, gdy poprosiła, żeby do niej wpadł. Przełożył wszystko, co miał w planach i zjawił się, gotów udzielić teraz przyjaciółce swojego ramienia.
- Przyznaję ci rację. Nie możesz go winić za to, że ewidentnie jest ślepym głupcem, skoro nie dostrzega jak wspaniałą jesteś dziewczyną. Mam nadzieje, że kiedyś spotkasz na swojej drodze kogoś kto to doceni, Sammy – powiedział, całując ją w czubek głowy, którą opierała o jego ramię. Nie zamierzał zmienić zdania na temat Lucasa. Był zwyczajnym głupcem, skoro nie widział jak niesamowita była Samantha. Oczywiście, że nie dało się nikogo zmusić do miłości, ale Xavier miał dziwne wrażenie, że ta dwójka pasowała do siebie idealnie. Szkoda tylko, że nie wszyscy zainteresowani to dostrzegali.
- Och, z pewnością – przyznał, gładząc przyjaciółkę delikatnie po ramieniu. A kiedy zapytała czy wyjście z dziewczynami, to na pewno dobry pomysł, Xavier zamyślił się na moment. Samantha miała rację. Dziewczyny działały zupełnie inaczej podczas podobnych wyjść na miasto. Całkowicie o tym zapomniał na moment. Nie mówiąc o tym, że ostatnio dość mocno wypadł z obiegu imprezowego. Cała ta choroba Scarlett odciągała go w dużym stopniu od życia towarzyskiego. Oczywiście Stanton nie narzekał. Nie postrzegał spędzania czasu z Rosenberg jako konieczności. Kochał swoją dziewczynę i chciał to robi. Chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu tylko się dało. Nie wierzył, że mogłaby przegrać walkę z chorobą. Niemniej, cenił każdą chwilę spędzoną z dziewczyną. - W takim razie może wybierzemy się razem? Ja nie mam zwyczaju zadawać podobnych pytań, jeśli sama nie będziesz chciała ich usłyszeć – zaproponował, uśmiechając się szeroko. Miał nadzieję, że jemu nie odmówi. W końcu im obydwojgu z pewnością przydałby się podobny rodzaj rozrywki. Zarówno Samantha, jak i on oderwali by umysły od problemów, zatapiając się w dobrej zabawie w klubie i odrobinie alkoholu, a przy tym Stanton mógł mieć oko na Montrose i upewnić się, że nie wpakowała się po drodze w żadne kłopoty. Czy to nie brzmiało jak plan idealny? Według Xaviera owszem!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 8