Poprzedni temat «» Następny temat
The Marvel Experience
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 22:31   The Marvel Experience

[align=center:04706a1f92][/align:04706a1f92]
 


profil
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 5 Luty 2019, 23:04   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


~14~



Powiedzieć, że Oliver był w dobrym humorze to jak nie powiedzieć nic o tym, jak się aktualnie czuł. Rodzice zupełnie nie mogli poznać chłopaka, który co chwila nucił, grał na gitarze i gadał tylko i wyłącznie o tym, jaki to świetny okres w jego życiu. Na początku nie mieli pojęcia, co tak naprawdę zaszło tamtego popołudnia, kiedy pojawił się u Izzy, ale z biegiem czasu zrozumieli, że chłopak chyba postarał się na tyle, że znów są razem. Przyjęli to wielkimi uśmiechami, bo uwielbiali blondynkę i już się nie mogli doczekać, kiedy zobaczą ją u nich w domu.
Na dobry początek Sherwood wspierał Izzy przy nauce do ostatniego egzaminu, który jak się okazało, miał być strasznie skomplikowany i trudny. Wpadł do niej, odpytując ją z różnych biologicznych terminów, których sam wbrew pozorom nie znał i poznać nigdy nie chciał, ale czego się nie robi dla miłości. Spędzili na tym w sumie sporo czasu, więc pomyślał, że dobry na odstresowanie będzie jakiś wypad. Posprawdzał dostępne opcje z wielką pieczołowitością, co by zaproponować blondynce coś szalonego, gdzie jeszcze nie byli. Padło to na park rozrywki, ale nie byle jaki tylko samego Marvela, coś, za czym oboje przepadali. Oboje byli totalnymi freakami i znali te filmy na pamięć. Większość obejrzeli razem w kinie z wielkim popcornem i colą, co by na pewno być przygotowanym na kolejne. No wyłączając moment, kiedy Sherwooda nie było w Chicago, wtedy dziewczyna pewno była z jakimś znajomym albo znajomą. On oglądał je w wersjach krajów, w których akurat przebywał. Także Infinity War obejrzał po włosku, ale na szczęście z angielskimi napisami, bo kompletnie nic by nie zrozumiał. Nie długo będzie premiera Kapitan Marvel to na pewno się wybiorą i halo, czeka ich jeszcze ten maraton z Ironmanem, bo przecież blondynka już się na to zgodziła!
Nie byłby sobą, gdyby nie martwił się o wyniki sesji. Chciał wiedzieć jak poszło Izzy. Dobrze czy bardzo dobrze? Bo on innej opcji nie zakładał. Wiedział, że dobrze przyswoiła wszystkie informacje, bo ani razu się nie zacięła, kiedy pytał o terminy wzięte z kosmosu, których za nic nie mógł pojąć. Jego wiedza ograniczała się do poprawnego przeczytania danego zagadnienia. Poza tym więcej do szczęścia nie potrzebował. W każdym razie oczekiwał jak na szpilkach informacji o rezultatach, które miały nadejść lada moment. W tym czasie postanowił zaplanować idealną randkę. Dokładnie ustalił, kiedy pójdą i choć wiedział, że będzie zestresowana, bo do południa miały pojawić się oceny w systemie, to liczył na to, że spędzając z nim czas, choć trochę się odpręży. Pogoda nie była najlepsza, ale Oliver mimo deszczu zdecydował się na podróż motorem. Zwłaszcza że chciał się pochwalić swoją zabawką przed dziewczyną. Tym jeszcze z nim nie jechała. Były kolejki, szkolny autobus, auta, taksówki, metro, pociąg, ale nigdy motor. Co prawda miał tę maszynę upatrzoną jeszcze przed wyjazdem i umówił się ze sprzedawcą, że po powrocie do Chicago od razu ją kupi. W końcu nie mógł przepuścić takiej okazji. Nie każdy ma farta jeździć prawdziwym Harleyem Davidsonem! A on tylko i wyłącznie dzięki zarobionym pieniądzom w Europie mógł sobie na to pozwolić. Miał tę zabawkę od kilku miesięcy i zdecydowani, tratował ją jak własne dzieciątko, coś jak dla Izzy jej auto.
Gdy tylko podjechał pod jej dom, zobaczył, że już na niego czeka. Czyżby się spóźnił? Spojrzał na zegarek. Był punktualny, a nawet miał jeszcze dwie minuty w zanadrzu. Zdjął kask i odpowiedni się z nią przywitał, dając buziaka w policzek.
- Cześć piękna, gotowa na przygodę? – spytał, wyjmując z doczepianego bagażnika kask dla nie. Bezpieczeństwo przede wszystkim! Po jej reakcji wywnioskował, że jak najbardziej, więc długo się nie zastanawiając, ruszył w drogę.
Kiedy dotarli na miejsce, zaparkował i schował ich kaski.
- Pomyślałem, że to chyba najlepsze miejsce dla nas, aby się odprężyć! – zaśmiał się pokazując palcem wielki napis Marvel, który przyozdabiał wejście. Miał nadzieję, że trafił idealnie i będą się dobrze bawić przez resztę dnia. Oczywiście w międzyczasie sprawdzając, czy wykładowca wpisał najważniejszą ocenę, o którą tak drżała blondynka.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 6 Luty 2019, 00:26   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary




Mimo tego całego stresu ostatnim egzaminem to i ona była niewyobrażalnie szczęśliwa z racji tego, do czego doszło i co się wydarzyło pomiędzy nimi. Nie ma się co też zresztą dziwić – trzy lata minęły, a oni pomimo to zdołali przetrwać to wszystko, dalej coś do siebie czuli, decydując się na danie sobie drugiej szansy. Czy też może raczej – Oliver zaproponował, rozumiejąc, że nie widzi innej opcji, za co była mu szalenie wdzięczna. I, musiała przyznać, cieszył ją fakt, że poczekał z takim pytaniem aż taki długi czas odkąd pojawił się w Chicago – nie robiąc tego od razu, jak tylko zjawił się w mieście czy w jej drzwiach. Wtedy... Na pewno by mu powiedziała kategoryczne nie, bo przecież to by było zbyt... dziwne. Zbyt trudne. Zbyt ciężkie i zbyt pogmatwane. A tak to zdołał on sam wybadać nieco teren, dodatkowo dzięki temu zaczynała do niego powoli coraz to bardziej nabierać zaufania, które tak boleśnie nadszarpnął tyle lat temu. No ale – my nie o tym, bo przecież jest szczęśliwa, wręcz można powiedzieć, że obrzydliwie szczęśliwa!
Była mu niesamowicie wdzięczna za pomoc w powtórzeniu materiału przed egzaminem, dzięki czemu była pewna, że zdołała opanować wszystko, co tylko było jej potrzebne, aby w ogóle móc do niego podejść i pomyśleć o chociażby trójce. A po egzaminie i w trakcie oczekiwania na wyniki – była chyba jeszcze bardziej zestresowana niż przed tym całym wydarzeniem. Czuła, że poszło jej dobrze – lecz co jeśli to jedynie przeczucie, gdzie przekona się, że tak świetnie sobie nie poradziła? I że będzie mogła się pożegnać z przerwą międzysemestralną, będąc zmuszoną do przygotowywania się do egzaminu poprawkowego? Na samą myśl przeszły jej ciarki po plecach.
Tu znów pojawił się jej rycerz na białym koniu – czy raczej czarnym motorze, ale kto by tam patrzył na takie szczegóły. Uprzednio poinformował ją o zabieraniu w miejsce, gdzie jeszcze nie mieli okazji się wybrać, na co, zaintrygowana, zgodziła się bez większego zastanowienia, przebierając się w coś ładniejszego, choć wciąż wygodnego, oczekując na jego pojawienie się pod jej domem. Postanowiła te ostatnie pięć minut poczekać przed domem, mimo iż trochę padało – no ale cóż, potrzebowała świeżego powietrza, aby się nieco uspokoić. Gdy tylko Oliver się pojawił, co wcześniej zostało zasygnalizowane warkotem silnika jego pojazdu, uśmiechnęła się od ucha do ucha, od razu podchodząc do chłopaka, którego również ucałowała w policzek. - Gotowa - odparła uradowana, przyglądając się cacuszku, jakie sobie sprezentował Oliver. - Czemu ja go wcześniej nie miałam okazji zobaczyć? - podpytała szczerze, bo przecież nie od wczoraj miał motor, a dopiero teraz się z nim ma możliwość zapoznać się. Zaraz potem wzięła od niego drugi kask, założyła go – czując, że będzie tego z lekka żałować, bo to kompletnie popsuje jej fryzurę – po czym przytuliła się do niego, zanim ruszyli z miejsca.
Gdy dotarli na miejsce, zdjęła z głowy szybko zabezpieczenie, chcąc od razu uratować nieco przyklapnięte włosy, co by ponownie nabrały objętości, przy okazji czego spojrzała na slogan miejscówki, gdzie została zabrana przez swojego chłopaka. Na ów widok... nie wiedziała co zrobić, bo taka podekscytowana była! Na tyle, że zaczęła tupać nogami z radości. - O matko, matko, matko! - zawołała, zawieszając się na jego szyi i całując go od razu. No cóż – musiała dać jakoś upust swojej euforii. - Idealne miejsce - była już teraz tego pewna, gdzie od razu pochwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą, jednak zaraz się uspokoiła, zrównując z nim krok. - Ale teraz tak całkiem poważnie – mam nadzieję, że nie szalejesz na tym motorze - oho, zaczyna się. Pogadanka Izzy. Ciekawe czy za tym też tęsknił.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 6 Luty 2019, 02:15   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


Wiadomo, kask to największa zmora kobiet. Wystarczy, że go założą, i już uważają, że źle wyglądają, ale chyba lepiej zrobić to dla bezpieczeństwa niż później stracić życie w wypadku, prawda? Także Oliver zadbał, aby blondynka go założyła, bez zbędnego gadania.
- Ostatnio warunki są beznadziejne do jazdy nim.- stwierdził, mówiąc, to trochę nie wyraźnie przez to, że miał komin naciągnięty na usta, który chronił go przed zimnem w trakcie jazdy. Ale no jakby to było, gdyby nie pochwalił się dziewczynie swoim dzieciątkiem? Zbierał na niego prawie trzy lata. Był dumny, że udało mu się kupić takie cudeńko i to w promocyjnej cenie, dzięki czemu miał w końcu coś, czym mógł innym imponować, bo talent gitarowy jakoś nie przykuł, żadnego wprawnego oka łowcy talentów. A szkoda… może to jeszcze przed nim? Nigdy nie wiadomo co los przyniesie. Poczuł jak łapie go w pasie i trzeba to przyznać, przyjemne uczucie, nawet jeśli miała gnieść mu żebra przez za szybką jazdę.
Po jej reakcji już doskonale wiedział, że wybrał idealną rozrywkę. Brakowało tylko pisków, jak to zwykle kobiety uskuteczniały, szczególnie na wyprzedażach, gdy widziały ich wymarzone buty w przecenie. Kosmos! Sherwood tego nie rozumiał, ale jeśli zapytać go, czy rzuciłby się na przecenioną gitarę, to odpowiedź byłaby twierdząca i to tak głośna, że uszy by ludziom zwiędły. Także nie jemu to oceniać. Odwzajemnił pocałunek i ruszył za dziewczyną, która pociągnęła za rękę, dając do zrozumienia, aby się pośpieszył. No tka, przecież nie mieli całego dnia. Tylko te 6 godzin do zamknięcia. Za bilety zapłacił przez Internet, pokazując na bramce, druczek z potwierdzeniem transakcji. Później świat marvelowskich filmów i seriali stał przed nimi otworem.
- Pytasz jako dziewczyna czy przyjaciółka? – bo miał oczywiście przygotowane dwie wersje. – Odpowiem bardzo dyplomatycznie, jeżdżę tak, aby nie stwarzać zagrożenia na drodze.- no halo! Nie przyzna się, że potrafi sporo przeholować z prędkością, lubiąc tę adrenalinę, która buzuje wtedy w jego żyłach, zupełnie jakby był nieśmiertelny.
- Wyglądasz ślicznie.- powiedział spoglądając na to, jak próbuje doprowadzić włosy do ładu i składu. Zresztą on zawsze uważał, że jest piękna, nieważne co by z nimi zrobiła. Podobała mu się, taka jak jest. Z makijażem i bez, w ubraniu…i nago! Dlatego z takim rozbawieniem, oglądał kolejne próby ułożenia idealnej fryzury. Spojrzał na mapę parku, szukając idealnej rozrywki na sam początek.
- Co powiesz na kolejkę górską? - była niezwykle wysoko i z miejsca, gdzie stali nie było widać jej czubka, który był skąpany w strasznie nisko położonych chmurach.
- W ogóle to zapomniałem ci się pochwalić! Zrobiłem sobie kolejny tatuaż.- nie był przekonany czy wiedziała o wcześniejszych, które już zrobił, ale ten był w bardzo widocznym miejscu. Pokazał swoją dłoń, na której widniała mała jaskółka. – Byłem u Colette w studio. Swoją drogą nie wiedziałem, że zaczęła zabawę z tatuażem. – wiedział, że temat koleżanki z klasy może być drażliwy, zwłaszcza dlatego, że Izzy była o nią kiedyś niewyobrażalnie zazdrosna, ale chciał aby wiedziała, że odnowił z nią kontakt. – Nie bolało tak bardzo, a efekt jest super. – stwierdził przybliżając rękę bliżej blondynki, aby oceniła czy było warto.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 6 Luty 2019, 03:10   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


Spojrzała na niego uważnie, gdy zapytał pd jakim kątem podpytuje o jego jeżdżenie na motorze, mierząc go badawczo wzrokiem. On coś na pewno tutaj kombinował, ale co? Tego się zaraz dowie, chyba! Miała nadzieję, że tak właśnie będzie. Odpowiedź jednak jej chłopaka (dalej nie wierzyła, że mówiła i myślała o nim w taki sposób ponownie) ani trochę ją nie uspokoiła, na co wzięła głębszy wdech, wypuszczając ciężko powietrze ustami. - Oliverze Sherwoodzie, w takim razie ja Ci na to też odpowiem dyplomatycznie... - tu zrobiła dramatyczną przerwę, aby dodać pikanterii do tej sytuacji oraz do tego, co ma zamiar mu w tym momencie przekazać. - Wyczuwam, że mnie tu okłamujesz! - odparła nagle, troszeczkę zwalniając tempa, które uprzednio narzuciła, nadal nie przestając obserwować muzyka. - I jestem zmuszona poprosić Cię, jak wrócimy, o kluczyki do tego Twojego cacuszka - może i troszeczkę się z nim przedrzeźniała, bo nie mogłaby mu zrobić takiej krzywdy, niemniej chciała zobaczyć jak zareaguje i czy faktycznie byłby gotowy to robić! Może to i brzmiało jak mały teścik, ale ciii... wy o niczym nie wiecie! - Nie będę mogła spać, uczyć się, pracować spokojnie z myślą, że Ty gdzieś tam szalejesz na motorze - dodała zaraz, wyjaśniając skąd to jej nagłe postanowienie oraz cała ta chęć zabrania kluczyków. No cóż, może i żartowała z lekka, ale i tak było w tym ziarenko prawdy – bo naprawdę, sądziła, że jej nakłamał, aby się nie martwiła zbytnio, a tak naprawdę lubi depnąć w gaz. Ba, nie tylko sądziła – ona to po prostu wiedziała.
Gdy dał jej komplement, mimo iż nie uważała, aby miała najlepszą fryzurę na świecie, zarumieniła się widocznie, uśmiechając się przy tym uroczo, że aż pojawiły się dołeczki w policzkach. - Uwierzyłabym, gdybym miała lepiej ułożone włosy - odparła rozbawiona, bo ona to była mistrzynią w nieprzyjmowaniu komplementów – szczególnie tych od niego. Jakoś zawsze zaprzeczała wszystkiemu, bo nie uważała się rzeczywiście za piękną, śliczną i nie wiadomo jaką. Że zdecydowanie daleko jej do takowych określeń. - Ale dziękuję - progres, bo chyba pierwszy raz w życiu mu podziękowała za miłe słowa. To naprawdę dużo krok w życiu blondynki!
Spojrzała na wspomnianą kolejkę górską, na jakiej widok przełknęła ślinę z racji lekkiego przerażenia, o czym mu dała znać za pomocą delikatnego, ale jednak znacznego ściśnięcia dłoni chłopaka, niemniej co jej szkodziło? - Możemy spróbować - przystała na to z uśmiechem na ustach, chociaż w myślach wyobrażała sobie dantejskie sceny, które mogłyby się wydarzyć na takiej kolejce. Mimo to – chciała spróbować, bo zapowiedziała sobie, że przejdą przez wszystkie atrakcje, jakie tutaj się znajdowały. - Kolejny? - zdziwiła się, bo w sumie wtedy na basenie w trakcie Sylwestra jakoś nie miała głowy do tego, aby się przyglądać jego ciału – chociaż chciała to zrobić, tak ostatkami sił się powstrzymywała, w czym on sam jej pomagał z racji dawania pierwszych lekcji pływania oraz za pomocą późniejszego pocałunku – a i też jakoś wcześniej się jej nie chwalił co do dziar. Niemniej szybko przeniosła oczy na miejsce, gdzie znajdował się nowy nabytek chłopaka, na co się uśmiechnęła, po czym przesunęła opuszkiem palca po owym miejscu, czując delikatne wybrzuszenie spowodowane wtłoczonym tuszem pod skórę. Jakim cudem wcześniej nie zwróciła na to uwagi? Nie wiedziała, no ale przynajmniej teraz mogła nieco popodziwiać. Zresztą, rozumiała to, że się pochwalił prawie że od razu na tym spotkaniu - ona sama zawsze cieszyła się i ekscytowała faktem wykonania nowego tatuażu. Zaraz jednak uśmieszek zniknął z jej twarzy, gdy usłyszała hasło Colette, przenosząc powoli spojrzenie na Olivera. - Ach, Colette - no cóż, może i trzy lata były pomiędzy nimi przerwy, ale jednak... Niektóre rzeczy pozostawały jak dawniej. - A ja nie wiedziałam, że odnowiliście kontakt - wcale nie chciała zabrzmieć zazdrośnie. Naprawdę próbowała! No ale... możliwe, że jakiś lekki wydźwięk tego mógł obecnie usłyszeć. Ups... Zaraz po tym nie powiedziała nic więcej, ponownie lokując tęczówki na jaskółkę, starając się przywołać do porządku.
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 6 Luty 2019, 22:15   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


On, kombinować? A w życiu! Po prostu nie chciał, aby dziewczyna niepotrzebnie się zamartwiała. Prawo jazdy na motor zdał za pierwszym razem i zasady ruchu drogowego tez dokładnie pamiętał, także nie miała się czego obawiać. To, że czasem przekraczał prędkość, było naturalne, nie? W końcu był tylko chłopakiem i lubił ryk silnika!
Oho! Chyba wywołał wilka z lasu, który zaraz go pokąsa! Wysłuchał spokojnie tego, co Izzy miała do powiedzenia i od razu się skrzywił. No, przecież nie kłamał, halo! Jeździł ładnie, nie koniecznie przepisowo, ale ładnie!
- Wiesz dobrze, że tego nie zrobię. – skrzywił się, wypowiadając te słowa, bo z jednej strony rozumiał, że się martwi, ale z drugiej, przecież nikt nie miał prawa ograniczać kontaktu z jego dzieckiem! To podchodzi już pod sprawę w sądzie! I to tym najwyższym! – Izzy, spokojnie przecież idiotą nie jestem, nie szaleje na nim. Staram się jeździć przepisowo.- co z tego, że czasem przekroczy to umowne plus dziesięć…
Dobrze, że chociaż przyjęła jego komplement, bo dobrze wiedział, że zaraz popamięta za motor. Jednak na razie próbował się nie przejmować gniewem swej niewiasty.
Ruszyli w kierunku kolejki, która od razu przykuła wzrok Olivera, jak dobrze, że wszystko z góry opłacił i nie musieli się martwić o koszty, szukając w biegu pieniędzy. Stanęli za rodzinką z rozwydrzonymi bachorami, które zaczęły się kłócić, o miejsca w wagoniku. Oli zaśmiał się cicho patrząc na malców.
- Pamiętam, jak się tak samo wydzierałem na Emmę, kiedy nie chciała mnie zabrać na najwyższą kolejkę w lunaparku, byłem za małym knypkiem, a ona poszła tam wtedy z chłopakiem. Byłem jak piąte koło u wozu, więc uciekłem i się schowałem. Szukali mnie prawie cztery godziny. – powiedział, ściszonym głosem co by rodzice dzieciaków nie usłyszeli. Na samo wspomnienie chciało mu się śmiać, chociaż wtedy pierwszy raz widział siostrę tak wkurzoną na niego. Nie zrobił tego specjalnie, po prostu chciał się zająć sobą, a nie łazić wszędzie z zakochańcami.
- Mam jeszcze kilka, zrobiłem je podczas podróży. Kiedyś Ci pokażę. – zapowiedział, bo doskonale rozumiał zainteresowanie Izzy, sam pamiętał, że dziewczyna też jest ich fanką. – Za to widziałem, że Ty masz nowy. – bo wtedy w basenie nie miał klapek na oczy, poza tym później widział wilka w hotelowym pokoju, kiedy odwróciła się do niego plecami. Zdecydowanie pasował do niej idealnie. Szkoda, że mógł być przy niej, kiedy go robiła.
Doskonale wiedział, jak zareaguje na to imię, ale nic nie mógł na to poradzić. Była jego przyjaciółką i nie chciał ot, tak się od niej odciąć, mimo wcześniejszych niesnasek pomiędzy blondynką z tego powodu.
- A no jakoś tak wyszło. Napisałem do niej kila tygodni temu i umówiliśmy się na sesję. – od razu wolał wyjaśnić i mieć to z głowy. Nigdy nie rozumiał, czemu dziewczyna była zazdrosna. Owszem spędzał z Handley sporo czasu, ale głównie na nauce, bo jego oceny nie były najlepsze. Przyjaciółka pomagała mu z niektórymi projektami i uważała, aby nie złapał żadnej jedynki, dzięki czemu jakoś radził sobie w szkole, mogąc poświęcić się pasjom. Nie uważał, żeby ją wtedy zaniedbywał, prawie zawsze znajdywał dla niej czas, więc ogólnej małej (albo dużej!) zazdrości nie pojmował.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 6 Luty 2019, 23:20   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


Tak jak się spodziewała – nie będzie chciał pójść po dobroci, na co się tylko lekko uśmiechnęła – albowiem przewidziała to dokładnie tak, jak właśnie miało miejsce. Nie był generalnie przewidywalnym chłopakiem, ale w tym momencie zareagował jak typowy facet w związku ze swoją zabaweczką. - Ale ja nie powiedziałam, że jesteś idiotą - sprostowała od razu, żeby nie myślał, że ona go za takiego uważała – bo oczywiście, iż nie miała o nim takiego zdania! Jakżeby mogła? Po prostu się niezmiernie martwiła. - Starasz się? - chwyciła go za słówko, spoglądając na niego badawczo. - Oli, bo zaraz wystosuję najmocniejszy argument przeciwko Tobie pod hasłem celibat - co z tego, że odkąd są ponownie razem, to i tak do niczego pomiędzy nimi jeszcze nie doszło? Mówiąc to była totalnie poważna, serio. Chociaż w środku to się gotowała ze śmiechu, starając się tego ani przez sekundę pokazać, bo by wyszło wszystko na wierzch i że tak naprawdę nie chciała mu zabierać całkowicie kluczyków, a jedynie sprawdzała jego... reakcję oraz zachowanie. No cóż! Na razie oblewa bardzo mocno ów test.
Tak, ten test to też w formie żarcików, które potrafiła mu kiedyś robić bardzo często. Co prawda, wtedy się za takie akcje odpłacał jej łaskotaniem, ale chyba w miejscu publicznym jej tego nie zrobi, czyż nie?
Nie dało się nie usłyszeć rozmowy rodzeństwa odnośnie miejsc w wagoniku, na co i ona sama się uśmiechnęła, a gdy zaczął Oli opowiadać historię poniekąd powiązaną z tą sytuacją, zaczęła się przysłuchiwać. - No z tego co pamiętam jak z nią rozmawiałam, to Emma ogólnie miała z Tobą przekichane - zaśmiała się na sam koniec, bo podobno za dzieciaka często takie akcje jej odwalał – nie takiego pokroju, lecz podobne, choć tego dnia, o jakim właśnie powiedział, była najbardziej na niego wkurzona – co sama jej kiedyś potwierdziła, choć nie opowiadała o co dokładnie chodziło. Powiązała teraz tamtą i tą rozmowę w jedno, pojmując co ją tak wkurzyło.
- No ja myślę, że kiedyś się nimi pochwalisz - bo lubiła tatuaże – uwielbiała wręcz, chociaż ona sama nie miała nigdy pomysłów na siebie, czy raczej na to, co powinna sobie wykonać na skórze. Nie, żeby za każdym razem dana dziara miała mieć jakieś dla niej głębokie przesłanie, co i też byle czego nie chciała posiadać, no bo to jednak pozostaje na całe życie, to niech to się prezentuje jakoś. Gdy wspomniał za to o tym jej, ułożyła automatycznie dłoń na karku, gdzie znajdował się jej wilk, na co zaraz potem się uśmiechnęła. - Nie taki całkiem nowy, z dwa lata już go mam - przyznała, uśmiechając się na samo wspomnienie tamtego dnia, gdy go robiła. - Strasznie się stresowałam, że będzie to niesamowicie bolało no i że ogólnie przecież ja się boję igieł, ale jakoś przeżyłam - parsknęła śmiechem, bo jak tak teraz o tym pomyśli – to było to naprawdę zabawne, tym bardziej, że w późniejszym czasie wykonała sobie dwa, znacznie mniejsze na ręce oraz obok kostki. Jednakże tamten dzień był naprawdę... czymś w jej życiu.
Po wysłuchaniu wyjaśnień odwróciła od niego wzrok, utrzymując obecnie delikatny uśmieszek na ustach, spoglądając na kolejkę, chcąc ocenić za ile oni będą mogli znaleźć się w wagoniku. - No dobrze - a na koniec tych słów jedynie wzruszyła ramionami, mówiąc to totalnie spokojnie, miło, bez jakiejkolwiek nuty zazdrości czy złości z owej racji, że dopiero teraz się dowiaduje o czymś takim – nawet jeśli byli wtedy przyjaciółmi, to i tak mógł jej mimo wszystko o tym wspomnieć, co nie? No ale – przecież nie była na niego ani trochę zła! Jakżeby mogła!
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 7 Luty 2019, 01:00   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


Oliver bardzo szybko przywiązał się do swojego motoru i do tej wolności, jaką dzięki niemu zyskał. Udało mu się już kilka razy po powrocie do stanów, jechać na samotną wycieczkę autostradą poza obręb Chicago, co było niezwykle przyjemne i kojące. Nie mógł ot, tak oddać kluczyków dlatego, że jego dziewczyna będzie siała panikę, że skończył na jakimś drzewie. Przecież tak się nie godzi!
- No dobra, ale uważasz, że za szybko jeżdżę, a to nie jest prawda! – powiedział, robiąc obrażoną minkę, ale oczywiście w głębi serduszka rozumiał jej obawy, bo przecież jeździł niezbyt przepisowo, ale który facet się do tego przyzna? No właśnie, żaden!
– Żartujesz? – spytał, szeroko otwierając oczy z przerażenia. Co prawda, po jego powrocie jeszcze nic między nimi nie zaszło, to jednak jak można czymś takim grozić? No halo! Przecież to jak powstrzymywać się przed oddychaniem! Nie da się! Prędzej czy później będzie taki moment, gdy ogarnie ich ochota na coś dobrego. I wtedy ona mu powie – Idź to zrobić ze swoim motorem? Nie, tak nie mogło być. Przegrał, ale co się dziwić. Baby zawsze znajdą swoje sposoby.- To szczyt wszystkiego! Ale dobrze. – odparł, zwieszając minę, tak jakby co najmniej powiedziano mu, że ma posprzątać pokój, a wiadomo, Oli czyścioszkiem nie był i jakoś nigdy nie potrafił zmusić się do porządków. – Dam Ci je jak wrócimy do domu… - normalnie jakby ktoś mu odebrał cząstkę. Chyba mało kto wiedział, że Sherwood potrafi się do czegoś tak przywiązać.
Dzieciaki powoli zaczynały używac swoich pięści na szczęście dorośli ograniczyli im ruchy, rozdzielając i stawiając w dwóch różnych miejscach.
- No nie przesadzajmy, byłem i jestem dobrym braciszkiem. – stwierdził, szczerząc swoje białe ząbki. Owszem siostry czasem miały z nim urwanie głowy, ale zwykle był potulnym barankiem, z którym dało się porozmawiać o wszystkim i porobić różne zwariowane rzeczy. Jedną z ulubionych form spędzania czasu, było granie na gitarze razem z Emmą i ciche podśpiewywanie. Kto wie, czy gdyby nie siostra pokochałby mocno ten instrument. Zawsze była dla niego wzorem do naśladowania, choć nigdy tego głośno nie mówił. Z rodzeństwa z nią miał najlepszy kontakt i zostało tak do tej pory więc trudno się dziwić, że pierwszą osobą, jaką odwiedził po powrocie, była właśnie ruda.
- Na pewno, ale to już jak będziemy sami. – szepnął, po czym puścił jej oczko. Wiadomo, o jakie ‘sami’ chodziło. Każdy tatuaż był dla Oliego dużym wyzwaniem, bo raczej jego odporność na ból oscylowała na niskim poziomie, a szczególnie kiedy nakłuwano mu skórę. No, ale zuch chłopak, jakoś wytrzymał! Nie płakał jak dziecko, ale oczy miał wilgotne. Jednak z każdym kolejnym było coraz lepiej, aż w końcu zahartował się na tyle, by nie odczuwać tak dużego dyskomfortu.- To już długo.- co uświadomiło mu, że sporo stracił, przez co na chwilę z twarzy uciekł uśmiech. Musiał się jeszcze dużo dowiedzieć o swojej partnerce.
Mężczyzna, który zajmował się wpuszczeniem gości na kolejkę, skinął głową na kolejną grupę osób, do której zaliczali się również Oliver i Izzy. Chłopak przyjął, że temat Colette należy chyba zostawić, bo dziewczyna nie była nim zbyt bardzo zaintrygowana. A jeśli dalej była zazdrosna, to nie miała o co. Także usiedli w jednym wagoniku razem z dwójką rozwrzeszczanych dzieciaków. Niestety, nie udało im się wsiąść do tej, gdzie siedzieli dorośli. Na pewno to był podstęp i specjalnie rodzice wysłali pociechy do innego wagonika. Złapał Izzy za rękę zaraz po tym jak pracownik zapiął mocno ich pasy i ruszyli siną w dal!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 7 Luty 2019, 01:41   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


Tak bardzo starała się powstrzymywać od śmiechu, że aż to ją bolało, niemniej brnęła w tą grę nadal, skoro już ją rozpoczęła, chcąc dokończyć w pięknym stylu. - Nie poznałam Cię wczoraj, także oboje dobrze wiemy, że naginasz prawdę do własnych potrzeb, żeby tylko nie wyszło, że naprawdę lubisz sobie depnąć w gaz - odpowiedziała mu na to uważnie i spokojnie, bo przecież i taka była prawda – i choćby nie wiadomo jak się zapierał, tak Oliver musiał jej w jakikolwiek sposób przyznać rację w tym momencie. Zresztą – ona miała zawsze rację, to nie ma o czym tu w ogóle gadać! - A wyglądam jakbym żartowała? - no nie wyglądała, bo starała się powstrzymywać od śmiechu najlepiej jak potrafiła – jak nic, powinna pomyśleć o karierze aktorskiej, jeszcze ma czas na zmianę decyzji! Zresztą, sama była zaskoczona tym, że rzuciła takim hasłem na głos, bo raczej... Izzy jest wstydliwa w takich sprawach, niemniej plan brzmiał tak idealnie w jej głowie, że się ostatecznie przełamała. A tak w ogóle to... baby! No pięknie! - Oooch... - westchnęła zaskoczona na usłyszenie ale dobrze. Czyli co, zgodzi się?! Da jej kluczyki?! No nie wierzy! Naprawdę wygrała! Co zresztą zaraz potwierdził. I gdy tylko to uczynił, po prostu nie wytrzymała – wybuchła śmiechem, że małżeństwo od tych kłócących się dzieciaków aż się na nią krzywo spojrzało. Zupełnie jakby ich dzieci nie robiły znacznie większego hałasu od nie wiadomo jakiego czasu. - Zdałeś - śmiała się dalej, ledwo wypowiadając te słowa. - Ja wiem, że trochę minęło, ale myślałam, że pamiętasz jak się z Tobą zawsze przekomarzałam w taki sposób - odparła rozbawiona, kręcąc głową. - Ale to dobrze, bo przynajmniej wiem co sprawi, że zmienisz zdanie - znów się roześmiała, po czym najpierw cmoknęła go w policzek, aby się bardzo nie denerwował, a następnie dźgnęła w boczek – tak dla zasady. - Nie musisz dawać kluczyków - dodała na koniec. Oho, a teraz chwila prawdy! Czy zacznie ją łaskotać za karę? Oby nie!
- No z tym byłeś to bym polemizowała po tym, co się nasłuchałam - odparła, znów śmiejąc się, nie mogąc w sumie jeszcze po tym wcześniejszym się uspokoić. Niemniej on to jej tak łatwo tutaj nie oszuka i nie da rady jej namydlić oczu, o wszystkim wie! Emma jej opowiedziała to i owo, śmiejąc się z niektórych sytuacji, w których to Oliver stanowił gwiazdę dnia bądź wieczoru.
- Jak będziemy sami powiadasz? - uśmiechnęła się, odpowiadając mu również szeptem, będąc bardzo ciekawą tego, co właśnie zapowiedział, zastanawiając się jakie w ogóle tatuaże sobie wykonał. I znów myśląc nad tym dlaczego dowiaduje się o tym dopiero teraz. Zaraz jednak pojęła, że przecież przez długi czas nie utrzymywali kontaktu, a jak już zaczęli na nowo ze sobą rozmawiać, gdy był jeszcze w Europie – mieli zbyt wiele tematów do podjęcia, by o wszystkim zdołać porozmawiać. - Ano, sama nawet nie zauważyłam jak to szybko minęło - przyznała zgodnie z prawdą, bo dopiero teraz sobie uświadomiła, że dwa lata rzeczywiście minęły od pamiętnego dnia.
Nie ma co się dziwić, że nie była tym zainteresowana – ale i też, tak po chwilowej refleksji, zrozumiała, że nie powinna była pokazywać tak szybko zazdrości. Niemniej – to było tak naturalne... To był taki odruch, którego nie potrafiła kontrolować, co właśnie miało obecnie miejsce. Westchnęła jedynie na koniec, wsiadając wreszcie do wagoniku wraz z Oliverem. Dostrzegając dzieciaków przed sobą miała zamiar poprosić mężczyznę zajmującego się kolejką, aby dał im inne miejsca, jednakże już sobie dała spokój – tym bardziej, gdy chłopak pochwycił ją za dłoń i delikatnie ścisnął, na co się uśmiechnęła w jego kierunku delikatnie. Wtem ruszyli – a cała ta jazda trwała jak dla niej wieczność, przyrzekam! Mimo niesamowitego tempa czuła się jakby już mieli nie zejść na ziemię, krzycząc za każdym razem, gdy zjeżdżali ze sporej wysokości z zawrotną prędkością w dół. Zawsze się bała takich rzeczy, ale zarazem poziom odczuwalnej adrenaliny był dosyć przyjemny. Gdy wreszcie przejażdżka się zakończyła, a oni opuścili wagoniki, poczuła jak się jej uginają nogi w kolanach, co zapewne zauważył i sam Oliver. Przystanęła na chwilę, aby przywołać się do porządku po owym przeżyciu, a gdy tylko już było wszystko w porządku – ruszyli przed siebie, rozglądając się gdzie można by obecnie się wybrać. W trakcie chodzenia od atrakcji do atrakcji trzymała go za rękę, nie chcąc go zgubić – a i też nie mogąc się po prostu od niego odkleić. - Co Ty na to, żeby teraz zrobić mały sparing na gokartach? - podpytała, widząc nieopodal tor wyścigowy. No cóż – skoro tak lubił prędkość, to chyba idealnie się wpasuje z wyborem kolejnej rozrywki.
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 7 Luty 2019, 18:02   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


Skąd Sherwood mógł wiedzieć, że się tylko zgrywa, jeśli jej mina była naprawdę poważna, a on uważał, że zaraz będzie wszczynać awanturę? I choć było to dla niego podejrzane, to nie był świadomy, że Izzy wewnętrznie kiśnie, z tego, jak on się zachowuje. Owszem rozważał, za i przeciw oddania tych cholernych kluczyków, ale jednak co jak co – celibat był najlepszym argumentem, jaki mogła wytoczyć. Musiał się poddać!
- Żartujesz sobie? – no teraz to chciał zagrać obrażonego chłopca, który zaraz tupnie nóżką i pójdzie w zupełnie inną stronę niż jego dziewczyna, czyli do wyjścia, ale w porę go pocałowała, dzięki czemu nutka złości, która nabierała na sile zmalała. Jednak nie zostawi tego bez ‘kary’, co to, to nie! – To był test?! – nastał koniec świata! Czemu tak perfidnie chciała go sprawdzić? Przecież tak nie można! A może baby tak mogą? Sam już nie wiedział i skrzywił się nieznacznie, na to, jak został potraktowany. Nie podobało mu się to, ale co miał zrobić? On już dobrze wiedział, zwłaszcza po tym dźgnięciu, które blondynka mu zafundowała. – Dobra, wygrałaś! – objął blondynkę w pasie, tak jakby chciał ją pocałować, nawet zbliżył swoje usta, jednak zamiast tego zaczął swoją małą zemstę. Łaskotał ją bezlitośnie, nawet nie próbując się przy tym kryć, jak wielką przyjemność mu to sprawia. Małżeństwo przed nimi patrzyło się na nich jak na parę wariatów, ale czy nimi nie byli? To było dobre pytanie. W tamtym momencie mogli na takich wyjść!
To, że siostra opowiadała o nim mnóstwo historii, wiedział, ale nie miał pojęcia, że akurat dzieliła się nimi z Izzy, co skwitował jedynie lekkim uśmiechem, bo jakby nie patrzeć, było czego słuchać. Sam zresztą też potrafił się chwalić swoimi wybrykami z dzieciństwa, a było ich całkiem sporo, jak chociażby to, że wlazł kiedyś na drzewo i za Chiny nie mógł zejść. Było to na tyle wysoko, że wzywano do niego strażaków, którzy mieli wielki problem, aby dostać się do małego rozrabiaki. Wszystkiemu niestety przyglądała się Emma, która drżała o zdrowie brata. Wystarczyłoby, żeby źle stanął i mógł spać z kilkumetrowego dębu. Na całe szczęście cała sytuacja została szybko opanowana, a starsza siostra chciała ukatrupić Olivera.
Zdecydowanie to "sami" chciał uskutecznić jak najszybciej, ale lepiej z przyjemnościami poczekać, prawda? Zamiast tego skupił się na jeździe kolejką, uświadamiając sobie, jak wielki błąd zrobił, wsiadając do tego potwora. Przy każdym zjeździe serce podchodziło mu do gardła i choć powstrzymywał się od krzyków, to nigdy nie zapomni tej jazdy. Trzymał mocno Izzy za rękę uważając, aby zaraz jej nie połamać. Można powiedzieć, że był dzielny, ale jednak kilka razy strach zajrzał mu w oczy. Nie da się określić, jak bardzo Oliver cieszył się, kiedy ta szaleńcza jazda dobiegła końca. Spojrzał na Izzy i jej nogi trzęsące się jak galareta, przez co zaśmiał się cicho. Zresztą sam nie był lepszy, bo w brzuszku mu się przewracało i poczuł pyszne risotto, które jego mama zrobiła na obiad. Chwilę mu zajęło, zanim doszedł do siebie po czym ruszyli na dalsze zwiedzanie czekających atrakcji.
To trzymanie za rękę chyba było jego ulubioną częścią bycia w związku. Zawsze odczuwał przyjemne ciepełko na serduszko, kiedy to robiła.
- Już przegrałaś! – stwierdził, od razu ruszając w kierunku toru. – Biorę Kapitana! – zakrzyknął i biegiem rzucił się w kierunku gokarta. Wsiadł do pojazdu i na wszelki wypadek zapiął pas. Jeszcze by wyleciał jakby Izzy go zaatakowała! Podjechali na start, gdzie po kilku sekundach zapaliła się zielona lampka. Oczywiście Oliver wypruł do przodu jak to miał w zwyczaju, chcąc skrócić możliwie najmocniej zakręt, nie chciał dać żadnych szans blondynce. Także starał się jechać tak, aby nie przecisnęła się koło niego, zajeżdżając drogę.
- Co tak kiepsko?! – zawołał do tyłu, uważając, aby nie stracić panowania nad swoim gokartem, niezwykle ciesząc się, że może pokazać dziewczynie odpowiednie miejsce w szeregu. Nie ma lepszego kierowcy niż Oliver Sherwood!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 7 Luty 2019, 21:04   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


Jego reakcja jeszcze bardziej ją rozbawiła, że ledwo co łapała powietrze – nie żartowała! Bolał ją tak bardzo brzuch, że przez chwilę się za niego przytrzymywała, aby móc się wreszcie uspokoić. Nie ma się co dziwić – dał się złapać na jej taktykę, jak za starych dobrych czasów. Nie spodziewała się jednak, że pójdzie jej to tak łatwo – przypuszczała, iż pamiętał o tym, także będzie starał się pilnować pod tym względem, nieważne przy jakim temacie. Ale, jak widać – czas, jaki minął, doprowadził do zapomnienia o takiej rzeczy. Z czego, jakby nie patrzeć, Izzy była bardzo, ale to bardzo zadowolona.
Niemniej nie przypuszczała, że będzie się chciał jakkolwiek mścić – sądząc, że w środku kolejki sobie podaruje, odpuszczając grzechy. - Taki malutki - po czym palcami pokazała jaki malutki był ten test. Taki ociupinki, że ledwo go było widać, przyrzekam! - Ja wiem, że wygrałam - zaśmiała się radośnie, a gdy już myślała, że rzeczywiście będzie miała spokój, a chłopak nie postanowi wprowadzić w życie planu pod hasłem zemsta, tak ten nagle ją objął w pasie. Ok, zapowiadało się, że zaraz dostanie po prostu całusa, bo i nawet się zbliżał z ustami – no bo co innego mógłby w tym momencie zrobić? Tylko na to się zapowiadało! Zaraz jednak została zesłana na ziemię, gdy rozpoczął... łaskotanie. Naprawdę?! Tutaj?! W trakcie oczekiwania na swoją kolej na przejażdżkę?! Nie miała nawet szans, aby jakkolwiek się wydostać z jego objęć, przez co śmiała się obecnie jeszcze głośniej niż uprzednio – gdy wreszcie mogła pokazać jak bardzo rozbawiał ją fakt sprawdzania Olivera pod względem otrzymania kluczyków do motoru. Wreszcie jednak się nad nią zlitował, nie przejmując się wzrokiem ludzi, którzy ich otaczali – bo co oni ją obchodzili:? Liczyło się to, że została tak perfidnie zaatakowana! Nic więcej!
- Chyba Ty! - tak jak się spodziewała – zaproponowanie gokartów było strzałem w dziesiątkę. Ekscytacja Olivera i jej się udzieliła, gdzie gdy tylko pobiegł do samochodzików, dziewczyna go dogoniła. - Czemu mnie to nie dziwi - odparła, gdy wspomniał o Kapitanie Ameryce, na co się zaśmiała. Ona, oczywiście, zajęła ten przypominający Iron Mana, nawet jeśli jakiś dzieciak zaczął ją prosić, aby udostępniła jemu ów pojazd. Nie było takiej opcji! Była pierwsza, w dodatku uwielbiała tego bohatera – także chłopczyk był od początku na przegranej pozycji. Siadła, zapięła pasy, po czym podjechała na pas startu – nie spodziewając się, że tak szybko zapali się zielone światło, przez co miała opóźniony start – a co wykorzystał Sherwood. Od razu jej mina ze słodkiej dziewczynki zmieniła się na znacznie bardziej zaciętą, próbując do niego wyrównać, ale ten początek wszystko utrudnił – bo zdołał już nabrać odpowiedniego dystansu od jej pojazdu. - Kiepsko?! - zawołała za nim, po czym przycisnęła najmocniej jak tylko potrafiła w pedał gazu, mając nadzieję, że to jakkolwiek pomoże. O dziwo – dało radę! I chociaż ona była zwolenniczką bezpiecznej, spokojniejszej jazdy, tak teraz pozwalała sobie poszaleć – dzięki czemu udało jej się dostać do samochodziku Olivera.
Gdy zaczął robić uniki, postanowiła go wziąć podstępem – pokazała, że skręca w prawo, a wykonała na szybko manewr skrętu w lewo – tym samym wyrównując do swojego partnera, jadąc tuż obok niego. Zaśmiała się na głos, spoglądając na bok, gdzie akurat znajdował się Oliver. - Dalej uważasz, że kiepsko? - a gdy to powiedziała, zbliżyła samochodzik tak, że delikatnie w niego stuknęła – co by zapamiętał, że z nią się nie zadziera! Wykorzystując moment wyprzedziła go – jeszcze głośniej się z tego śmiejąc!
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 7 Luty 2019, 23:00   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


Dał się podejść jak małe dziecko, ale nie ma co się dziwić! Tak długo nie miał do czynienia z tą przebiegłą blondyną, że mógł już wyjść z wprawy w tych gierkach. Musiał przełknąć gorycz porażki, poprawiając sobie humor łaskotkami, które były idealną bronią w tej wojnie. Na szczęście szybko przeszli do kolejnej atrakcji i mógł zapomnieć, o porzuceniu dzidzi na rzecz swojej dziewczyny. Byłaby to zdrada stanu, no ale musiał tak postąpić, nawet jeśli był to tylko test! Wartościowania jeszcze nie miał zaburzonego, dlatego wybrał Izzy ponad rzecz materialną.
Kolejka była super, ale dopiero gokarty uświadomiły mu, jak bardzo uwielbiał rywalizować. Wcześniej uskuteczniał to z rodzeństwem i nieważne czy były to zawody, kto szybciej zje obiad, czy też granie w planszówki. Zawsze, ale to zawsze musiał być najlepszy. Była to chyba jego pięta achillesowa, bo porażek nie potrafił przyjąć z godnością. Zwykle od razu szukał dziury w całym albo najzwyczajniej w świecie obrażał się, że na tę osobę, z którą właśnie grał. I choć jego dąsy nie trwały długo, to był cholernym nerwusem w stosunku do takich wyzwań. Do innych rzeczy miał cierpliwość, ale nie do takich zabaw, bo traktował je niezwykle poważnie. Normalnie jakby od tego zależało jego życie! Teraz było tak samo, dlatego postanowił grac trochę nieczysto, zwłaszcza zajeżdżając drogę dziewczynie, która siedziała mu na ogonie. Nie mógł pozwolić, by go wyprzedziła i z początku szło mu to idealnie, jednak jedna zmyłka, na którą się złapał i już była koło niego. Nie mógł dopuścić do zwycięstwa dziewczyny!
- Dalej tak uważam! – zawołał, odpowiadając stuknięciem na stuknięcie, lecz nie wytrąciło jej to z równowagi, a na domiar złego udało jej się na zakręcie wyprzedzić na tyle dobrze, że samochodzik Olivera został w tyle. Miał jeszcze szanse zmienić oblicze tego wyścigu. Dlatego postawił wszystko na jedną kartę.
- Teraz patrz! – zawołał, zaraz przechodząc do swojego idealnego planu. Na jednym z zakrętów, gdy już zrównał się z Whitfield zrobił coś, co jednak nie zakończyło się sukcesem, tak jak wcześniej zakładał. Chciał driftem minąć jej autko, ale wciskając hamulec, zrobił to zbyt mocno i zamiast przejechać bokiem, uderzył w metalową bandę, natychmiast się zatrzymując. A mógł jechać ostrożniej! Niestety diabełek w głowie, który podpowiadał, że zwycięstwo jest najważniejsze, za szybko doszedł do głosu i jego misterny plan spalił na panewce. Mógł się świetnie bawić a zamiast tego, siedział obolały, nawet nie mogąc się ruszyć z gokarta.
Skrzywił się nieznacznie, próbując ruszyć rękoma, które zdecydowanie odczuły siłę uderzenia. Oj, będą siniaki, ale chyba nic poważniejszego się nie stało. A przynajmniej miał taką nadzieję. Odpiął pas, na którym zobaczył kropelki krwi dopiero w tym momencie uświadamiając sobie, że ma rozciętą dłoń. Wszystko przez kawałek metalu, który w chwili uderzenia pękł, raniąc jego skórę. Nie przejął się tym za bardzo, dalej będąc w szoku, że tak piękny manewr się nie udał, przecież uskuteczniał to już kilka razy z kumplami! Co poszło nie tak?!
- Nic mi nie jest! – zawołał, gdy zauważył gościa z obsługi, który popatrzył na niego z nietęgą miną, w końcu rzadko kiedy ludzie jeździli tak nieodpowiedzialnie, zwykle chodziło o dobrą zabawę nie zwycięstwo. Teraz na pewno już mógł się obejść smakiem. Nie wygra. Spróbował wstać, łapiąc się bandy, w którą uderzył, lekko się chwiejąc na nogach, co było spowodowane mocnym uderzeniem. Zakręciło mu się trochę w głowie, ale ogólnie czuł się nieźle. Musiał tylko pójść po plaster na dłoń i będzie cały!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 7 Luty 2019, 23:56   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


Nie spodziewała się nagłej odpowiedzi na jej stuknięcie zrobieniem tego samego w jej kierunku – niemniej to ani trochę nie zniechęciło dziewczyny, która teraz brnęła przed siebie, ciesząc się, że dokonała czegoś, co na samym początku wydawało się być wręcz niemożliwe. I, jak to przewidziała oraz się tego generalnie spodziewała po swoim partnerze – dalej będzie sądził, że jest kiepsko z jej strony. No ładnie – tak dopinguje swoją dziewczynę! Zniszczyć, zgnoić, byleby wygrać! Oczywiście, to żarty, ale i czy zarazem nie było w tym odrobiny prawdy?
Gdy wspomniał, aby teraz patrzyła, rzeczywiście zaczęła się mu przyglądać na tyle, na ile mogła sobie pozwolić w obecnej sytuacji – tym bardziej, że przecież to był zakręt i sama musiała dokonać odpowiedniego manewru kierownicą, aby móc kontynuować jazdę, docierając do linii mety. Niestety widząc to, co się właśnie wydarzyło, jak już tylko wykonała odpowiedni skręt, gwałtownie zahamowała, aby zaraz zacząć odpinać pas zabezpieczający. Wygramoliła się szybko z samochodziku, nie przejmując się czymkolwiek – a przecież mogła po prostu dalej pojechać, nie przejmując się, ciesząc się z wygranej. Ale... Wtedy nie byłaby sobą, a zamiast radować się ze zwycięstwa – zamartwiałaby się jak cholera. Stąd też przerwanie wyścigu, by dotrzeć do chłopaka, sprawdzając co się wydarzyło i, przede wszystkim, czy nic mu się nie stało.
Gdy zaczynała do niego docierać, Oliver zdołał wydostać się z gokartu, widząc już z dalszej odległości jego chwiejny krok. Przerażona znalazła się przy nim, chwytając go, aby pomóc mu utrzymać równowagę – bo jeszcze tego brakowało, aby się przewrócił tak na środku toru. Co z tego, że jechali tylko oni, bo takie też było założenie wyścigu, by nikt inny do nich nie dołączał? Mimo wszystko – mógł w trakcie lądowania na ziemię dodać sobie uszkodzeń na ciele, co nie poprawiłoby obecnej sytuacji. - Oli, wszystko w porządku? - spytała, patrząc na niego, zaczynając go na szybko oglądać od góry do dołu, dostrzegając momentalnie krew na wewnętrznej stronie dłoni, przez co zrobiła znacznie większe oczy. - No i co, fajnie było spróbować się popisać?! - no tak, z nerwów i z racji przerażenia postanowiła mu zrobić burdę. Typowa Izzy. - Chodź, musimy to szybko opatrzyć - dodała zaraz znacznie spokojniejszym, a zarazem zmartwionym tonem głosu, patrząc wprost w oczy Olivera dopiero teraz – gdzie w tych jej na pewno mógł dostrzec strach, że mogło mu się stać o wiele gorszego, a o czym jeszcze obecnie nie wiedzą. Bo przecież często bywa, że uszkodzenia wychodzą z czasem!
Niemniej zaraz pomogła mu dostać się poza tor, podpytując czy obsługa posiada jakąś małą apteczkę, dzięki której będzie mogła odkazić oraz zabezpieczyć ranę. Otrzymawszy pudełeczko powróciła do Sherwooda. - Siedź i się nie ruszaj - poinstruowała, nawet nie chcąc słyszeć o sprzeciwie – a gdy próbował, spoglądała na niego tak, by zrozumiał, że to nie jest dobry moment na bunt. Gdy już zajął miejsce, przykucnęła i zaczęła zajmować się dłonią gitarzysty, mając skupioną minę – chociaż w międzyczasie parę razy pojawiało się na nowo zmartwienie z racji tego, co widziała. Wykonanie wszystkiego nie zajęło jej wiele czasu, gdzie na koniec ciężko westchnęła. - Kręci Ci się w głowie? - podpytała, przeczesując dłonią po jego gęstych włosach, uśmiechając się do niego dosyć blado.
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 8 Luty 2019, 00:57   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


Jak każdy dzieciak zwłaszcza płci męskiej, czasem podejmuje głupie decyzje i ta o drifcie właśnie taka była, choć przecież tego nie przyzna. Chciał zrobić coś spektakularnego, ale nie wyszło tak, jak planował. Teraz już nic nie mógł na to poradzić jedynie w myślach karcąc się za zbyt ciężką stopę, którą depnął hamulec co najmniej, jakby to był gaz. Wina była tylko po jego stronie, bo sprzęt działa idealnie, a on postąpił lekkomyślnie.
Chwilę stał otumaniony kręcąc głową kontrolnie na boki sprawdzając, czy na pewno niczego nie uszkodził. Kark cały, głowa cała, jedynym problem okazała się całkiem nieprzyjemnie rozcięta ręka. Westchnął, zaraz potem dostrzegając Izzy, która podążała w jego kierunku. Zdziwił się, myślał, że dokończy wyścig, przecież na dobrą sprawę nic mu nie było i czuł się świetnie (ta, powiedzmy). Kiedy go podtrzymała, był wdzięczny, bo jeszcze chwila i zaliczyłby bliski kontakt z torem, który tak bardzo chciał przejechać, a jednak ta franca go pokonała, zatrzymując na bandzie, swoją drogą lekko nadszarpniętej przez jego manewr.
- Jasne nic mi nie jest. – powiedział, nie mijając się z prawdą. Czuł się dobrze, choć był trochę zamroczony i może chwile potrwać, zanim znów zacznie ogarniać rzeczywistość wokół. – Nie był świetny?! Gdyby tylko nie ten pedał…– tu się troszkę uśmiechnął, aby nie dać Izzy powodu do długiego gniewania się na niego. – to bym Cię wyprzedził! – oczywiście, bo to się liczyło dla niego. Głupek, ale jednak potrafił docenić to, że dziewczyna zrezygnowała dla niego z dalszej jazdy, dlatego pocałował ją we włosy, kiedy pomogła mu wyjść poza tor, gdzie usiadł sobie na jednej z pobliskich ławeczek, spoglądając tępo na krwawiącą dłoń. Nic przyjemnego, sam widok nie jednego by odstraszył, bo poharatana skóra nie wyglądała najlepiej. Widać, że metal trochę ją nadszarpnął, jednak można było się cieszyć, że całkowicie nie przebił dłoni, bo wtedy nie byłoby czego zbierać i najprawdopodobniej z gitarą mógłby się pożegnać. Także to lekkie zadrapanie nie powinno stanowić większego problemu. Kiedy patrzył tak w oczy Izzy nie mógł znieść tego, że się martwiła. Wiadomo, to ludzki odruch, ale on naprawdę czuł się dobrze i zamierzał to udowodnić, idąc na kolejne atrakcje.
- Dobrze Pani doktor. – powiedział, szczerząc bielutkie ząbki. Zaraz potem lekko się skrzywił, kiedy polała ranę wodą utlenioną. Był dzielny, nawet na chwilę nie krzycząc, że to pali (a cholernie piekło!).
- Trochę. – wolał powiedzieć prawdę, bo jeszcze dostałby kuksańca w bok, że ją okłamuje. Uśmiechnął się trochę niemrawo. – Spokojnie nic mi nie będzie Izzy, nie martw się – chciał ją o tym zapewnić. Po paru minutach wstał i zerknął na dziewczynę, po czym pocałował ją w czółko.- To gdzie teraz? – spytał, stawiając lekko chwiejne kroki. Za bardzo się tym nie przejął, twierdząc, że zaraz to minie. Złapał Whitfield za dłoń i uśmiechnął się, zdecydowanie nie zrezygnuje z reszty atrakcji tylko dlatego, że boli go trochę głowa.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 8 Luty 2019, 01:48   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


Gdy usłyszała jego komentarz na jej pytanie, niekontrolowanie się skrzywiła – bo czy on kiedykolwiek miał hamulce z żartowaniem? Zaraz jednak westchnęła ciężko, przywołując się do porządku, bo przecież nie chciała się z nim kłócić oraz na niego złościć – to była zawsze jego forma obrony czy też rozluźnienia atmosfery, szczególnie w takich chwilach jak właśnie ta. - Głupku kochany, zwycięstwo to nie wszystko - odparła znacznie spokojniej, po czym poczuła jak całuje ją w czubek głowy – na co jedynie się uśmiechnęła, pojmując, że dziękował jej za to zatrzymanie się i natychmiastowe zareagowanie na wypadek, jaki miał miejsce na torowisku. Jednakże co, miała go tak zostawić samemu sobie, by upadł, zrobił sobie krzywdę czy po prostu by nadal krwawiła mu ręka? Nie mogłaby – musiałaby nie mieć serca.
Naturalnie, że mimo tego wszystkiego - tego całego zmartwienia i wręcz przerażenia, cieszyła się że nie doszło do znacznie większych obrażeń, czyli chociażby tego wspomnianego przebicia się przez dłoń na wylot, przez co na pewno by zaczęła jeszcze bardziej panikować i stresować się niźli obecnie. Chociaż to i tak – starała się, aby nie przesadzić, zachowując trzeźwy umysł. Musiała bowiem zająć się raną i ogólnie Oliverem, który może i zapewniał ją, iż było w jak najlepszym porządku, tak jednak do końca mu w to nie wierzyła; Sherwood słynny jest z tego, że zawsze nagina prawdę, aby drugiej osoby nie denerwować czy nie martwić co do swojego stanu – wiele razy to odczuła i przeżyła na własnej skórze, także doskonale wiedziała o czym mówiła.
Na określenie uśmiechnęła się, bo w sumie, jakby nie patrzeć – pewnego dnia będzie Panią Doktor, niemniej zajmować się miała zwierzętami, a nie ludźmi. Dobrze jednak, że miała jakieś tam pojęcie i na zajęciach byli przygotowywani na takie sytuacje; posiała zajęcia jak przysposobienie obronne, gdzie były prezentowane sposoby zabezpieczania ran wszelkiego typu, dziękując samej sobie za sumienne chodzenie na wszystkie wykłady, ćwiczenia, laboratoria i nie wiadomo co jeszcze, bo nie ominęło jej coś, co z początku uważała za w sumie bezsensowne. - Jak mam się nie martwić? - odparła, spoglądając na niego jeszcze bardziej zmartwionym wzrokiem niż uprzednio, tym bardziej gdy potwierdził, że kręci mu się w głowie – dla niej trochę oznaczało bardzo. W momencie spoczywania przez barmana posprzątała i poukładała wszystko w apteczce, oddając pudełko jednemu z mężczyzn z obsługi, po czym powróciła do Olivera. Gdy wstał kilka minut później, podążyła za nim wzrokiem, oceniając jak bardzo źle było. Dla Izzy? Było gorzej, niż przypuszczała. - Ty tak teraz na serio? - spojrzała na niego uważnie, wstając z kucek i natychmiastowo podchodząc do niego – chwytając go za rękę, gdy tylko wystawił tą zdrową dłoń w jej kierunku. - Oli, nie wiem czy to dobry pomysł - dodała zaraz. - Przecież ledwo co idziesz. Powinniśmy chyba wracać powoli do domu - odparła, spokojnie mu tłumacząc; choć, jak już zdołała poznać chłopaka – ten za żadne skarby nie odpuści, pokazując że jest wszystko w jak najlepszym porządku chcąc powrócić do dalszego korzystania z dostępnych atrakcji. No i jak się tu nie denerwować i nie martwić o takiego głupola?
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

We found love right where we are

Mieszkam w
North Park

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 8 Luty 2019, 02:38   
   Multi -  Lara, Nicole, Anthony


Oliver był znany z tego, że zawsze rzucał żarty nawet w nieodpowiednich momentach tylko po to, aby rozluźnić napiętą atmosferę, dlatego nie ma co się dziwić, że nawet z początku niebezpiecznie wyglądający wypadek wolał obrócić w żart. Poza tym Izzy bardzo dobrze go znała, więc nie mogła mu zarzucić, że robi sobie z tego jaja. On już był tak zaprogramowany i trudno byłoby to zmienić, także należało to podchwycić albo zignorować. Tym razem wybrała pierwszą opcję, więc uśmiechnął się mizernie.
Miał szczęście, że jego dziewczyna studiowała biologie, doskonale wiedziała, co mógł uszkodzić i jak to naprawić, znaczy opanować, bo mowa tu o całkiem sporym krwawieniu. Najpierw oczyszczenie rany potem gaza no i wiadomo bandaż. Co prawda, kurs pierwszej pomocy kiedyś robił, ale jednak troszkę go to przerosło, bo zawroty głowy oszukiwały jego wzrok. Raz widział, że rana jest jedna, raz, że jest ich kilka, zupełnie jakby się rozmnożyły. Na szczęście nie trwało to długo, dzięki czemu pojął, że miał sporo szczęścia. Draśnięcie a zgniecenie ręki to dwie różne i bardzo odległe rzeczy.
- O takiego głupka nie warto. – powiedział w żartach z uśmiechem wymalowanym na twarzyczce, bo uważał, że to najprawdziwsza prawda. Miał trochę nie po kolei w głowie, jeśli uskuteczniał takie niebezpieczne manewry, ale on inaczej nie umiał. Chciał pokazać, że jest fajnym gościem i może miało to podłoże w sytuacjach podstawówkowych, kiedy z niego szydzono? Głównie z jego wyglądu, przez co starał się czasem przypodobać w bardzo głupi sposób. A co jak Izzy pomyśli, że jest nudny i nie potrafi się bawić? Nie chciał tego rozważać, więc szybko odgonił tę głupią myśl, aby nie zaprzątała i tak jego skołowanej głowy.
- Nie na żarty… Izzy no co Ty! Zrezygnujemy z tych wszystkich atrakcji tylko dlatego, że zdarzył się mały wypadek? – dla kogo mały dla tego mały pewno dla jego dziewczyny mógł się wydawać ogromny, ale przecież stał, uśmiechał się i jakoś działał czyż nie? A więc nie było nawet mowy, aby odpuścili. Od początku planował, że będzie to niezapomniana randka, choć nie w takim sensie, jakim teraz ją postrzegał. Głupi samochodzik! A mogłeś być moim sprzymierzeńcem! – Dobry pomysł, zobaczysz! Jeszcze będzie fajnie. – powiedział, całując ją w wierzch dłoni, którą trzymał. Naprawdę chciał, aby tak było, więc swoim lekko chwiejnym krokiem szedł przed siebie. Śmiało można powiedzieć, że większość gości parku spoglądała na niego jak na pijanego nastolatka, który przed chwilą sporo wypił. – Do domu? – spytał, zatrzymując się na chwilę, bo mocniej zakręciło mu się w głowie. Pocałował blondynkę w policzek, starając się zachować swój nienaganny uśmiech. – Wiesz co… muszę na momencik usiąść. – powiedział chwilę przed tym, nim jego nogi zrobiły się jak z waty i podparł się na dziewczynie. Okej, nie było dobrze… Chyba jednak powinien posłuchać i wrócić do domu. Przespać się, zobaczyć czy przejdzie i w razie czego podjechać do lekarza. – Kręci mi się w głowie... – i to już powiedział spoglądając na Izzy lekko nieobecnym wzrokiem. Musiał jednak mocniej przyłożyć głową niż na początku mu się wydawało. Chyba czas się stąd zbierać.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Isabelle Sherwood


Jestem w Chicago od
urodzenia



21
vet student

best part of me is you

Mieszkam w
North Park

isabelle 'izzy'

sherwood

Wysłany: 8 Luty 2019, 03:11   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  chandler, deckard, hope, zachary


- Przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę - zażartowała, gdy wspomniał, że o takiego głupka nie warto się martwić. No ale – mimo to, martwiła się jak jasna cholera, nie pojmując jakim cudem Oliver sądził, że jest wszystko w jak najlepszym porządku. Przecież widoczne to było jak na dłoni, że jest naprawdę słabo, a ten upierał się wciąż i wciąż przy swojej wersji. Typowy facet. A gdyby tylko wiedziała, że tak myśli o samym sobie, to by mu przywaliła z łeb! Nie przejmując się tym, że dopiero co miał wypadek! Że on, nudny? No tego jeszcze nie grali.
Spojrzała na niego zaskoczona, nie wiedząc co powiedzieć na początku. Chociaż nie, wiedziała. - Mały wypadek?! - powtórzyła za nim unosząc ton głosu, chcąc mu dać do zrozumienia, że palnął największą głupotę w dniu dzisiejszym. Dodatkowo pokręciła głową z niedowierzania w to, co przyszło jej usłyszeć od chłopaka czując, że jeszcze jeden taki tekst to i ją rozboli głowa. - Jak to był mały wypadek, to ja jestem Harrym Potterem - powiedziała zaraz, nie mogąc znaleźć na ten moment lepszego tekstu – bo była tak bezradna i opadnięta z sił, że nie zdobyła się na wymyślenie czegoś ciekawszego. - Nie jestem co do tego przekonana - odparła, podążając za Oliverem, oczywiście go uważnie obserwując, dobrze widząc i wiedząc, że nie było ani trochę dobrze. Skoro jednak się tak bardzo upierał – to proszę bardzo, niech mu będzie. Niech dalej próbuje wygrać walkę z grawitacją, którą z każdym krokiem coraz to bardziej przegrywał.
Gdy zapytał oraz zatrzymał się, również stanęła, nie zaprzestając obserwacji. Nie przejmowała się tak jak i wcześniej tym, że ktokolwiek na nich patrzy – miała o wiele większe zmartwienia, w duchu wręcz modląc się, aby nagle jej tutaj Oliver nie stracił przytomności, bo wtedy to całkiem straci swą gardę, zaczynając siać panikę. A wtedy nie będzie ani trochę ciekawie. - Ja-Jasne - zająknęła się, gdzie chwilę wcześniej poczuła ciężar ciała chłopaka na sobie, nie spodziewając się tego w ogóle – przez co przez chwilę było jej niezbyt komfortowo, niemniej zaraz się zreflektowała, stając się idealnym oparciem dla ukochanego. - Wracamy do domu - powiedziała stanowczo, znów nie mając zamiaru słyszeć jakiegokolwiek sprzeciwu z jego strony. Nie była zła, że nie zdołali dłużej tutaj zabawić – bo zdrowie i dobre samopoczucie Olivera było dla niej o milion razy ważniejsze. A gdy widziała go w takim stanie, nie mogła przestać myśleć o tym, jak najszybciej się stąd wydostać, mogąc dostać się do domostwa chłopaka.
Szybko wyciągnęła telefon z tylnej kieszeni swych spodni, wykręcając odpowiedni numer – by móc zamówić taksówkę. Po ustaleniu krótkich szczegółów udało jej się wszystko załatwić, gdzie pozostało jej jedynie trafić z Sherwoodem do wyjścia z parku rozrywki, co było nie lada zadaniem w obecnej sytuacji. Niemniej jakoś dała radę – dzięki temu, że mimo zawrotów głowy pozostawał jako tako świadomy, a i dzięki temu poniekąd poruszał się samodzielnie – oczywiście, wspierając się o nią, nawet jeśli ponad dwudziestocentymetrowa różnica wzrostowa pomiędzy nimi mogła stanowić sporą blokadę. Ostatecznie udało im się dosyć sprawnie przedostać pod wejście, a gdy nie zauważyła taryfy – usadziła Olivera na ławce, podchodząc do okienka, by zasięgnąć informacji, czy przypadkiem nie jest możliwa jakaś częściowa forma zwrotu pieniędzy za wcześniej zakupiony bilet - oczywiście opowiadając to, co się wydarzyło, wiedząc, że bez dobrego powodu to na pewno nie ma na cokolwiek takiego szans Czuła się głupio, że się wykosztował, a tutaj doszło do wypadku, do jakiego niejako się przyczyniła. Sprowokowała go do rywalizacji, przez co chciał się popisać no i... i wyszło jak wyszło. No bo oczywiście, że winę wzięła na siebie – jakżeby inaczej. Dowiedziała się, że jest to możliwe, co szybko osoba z okienka opisała, informując o otrzymaniu jakiejś tam niezbyt znacznej – ale jednak – kwoty na konto w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. Nawet nie wiecie jak to ją ucieszyło – bo tylko tyle mogła dla niego zrobić, tak to odbierała.
Samochód podjechał, a wtedy wpakowała Olivera do środka, siadając tuż obok niego na tylnej kanapie. Podała zaraz adres, gdzie miał zmierzać kierowca, co chwilę podpytując chłopaka o jego samopoczucie, a przy okazji zagadując o cokolwiek, byleby tylko nie stracił przytomności.
Dosyć sprawnie trafili pod jego dom, gdzie – co było dla niej zaskoczeniem – ten chwilowy wypoczynek nieco zregenerował Olivera, który sam wyszedł z auta. Zapłaciła pośpiesznie taksówkarzowi, a gdy tylko i ona opuściła pojazd, ponownie mu pomogła, wchodząc z nim do domu, od razu kierując się z chłopakiem do jego pokoju – chcąc tam, gdy siądzie czy i nawet położy się, pomóc zdjąć odzienie wierzchnie oraz obuwie.

[ z tematu x2 ]
_________________
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 7