Poprzedni temat «» Następny temat
Bixler Playlot and Park
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 22:13   Bixler Playlot and Park

[align=left:9daf88b315]
[/align:9daf88b315]
 


profil
 
William Averill
[Usunięty]

Wysłany: 17 Sierpień 2016, 22:06   

To nie był zbyt dobry dzień. Jasne, z jednej strony przynajmniej w końcu się coś działo, a William nie mógł narzekać na brak zajęcia, szkoda tylko, że nie wszystko działo się tak, jak można byłoby sobie tego życzyć.
A wszystko przez jakiegoś furiata, który postanowił urządzić sobie kłótnię z dziewczyną niemal na środku parku. W sumie nic wielkiego, zwłaszcza w tej okolicy. Pewnie nawet można byłoby przejść zupełnie obojętnie, dochodząc do wniosku, że widywało się już znacznie poważniejsze sprzeczki. Trochę poważniej zrobiło się w momencie, kiedy okazało się, że facet miał przy sobie broń i kiedy zaczął grozić, że jeśli coś pójdzie nie po jego myśli, to zacznie strzelać do ludzi. Również tych całkiem przypadkowych, których mimo wszystko dookoła nie brakowało. Na szczęście ktoś powiadomił odpowiednie służby zanim cokolwiek się stało i ci zdążyli zjawić się na miejscu w samą porę. Wraz z nimi natomiast William, któremu udało się przynajmniej przekonać mężczyznę, żeby nie robił krzywdy nikomu z przypadkowych osób. W końcu zabezpieczenie terenu było już połową sukcesu, podobnie zresztą jak brak ofiar wśród ewentualnych gapiów i przechodniów.
Niestety, było już wspomniane, że to nie był zbyt dobry dzień.
Mniej więcej w tym samym momencie, kiedy Averill był już niemal pewien, że za chwilę facet odłoży grzecznie broń, stało się coś, czego trudno byłoby się spodziewać. Mężczyzna strzelił w kierunku swojej dziewczyny, następnie wykorzystując chwilę zamieszania i natychmiast się ulatniając.
I najwyraźniej to by było na tyle. Przynajmniej mogłoby być z punktu widzenia Willa, którego rola w tym momencie właściwie mogłaby się zakończyć. Mieli przecież trupa, i już faktycznego zabójcę, a nie potencjalnego zabójcę. Nic tu więc po nim. Mimo wszystko nie zamierzał póki co wracać do siedziby, czekając na miejscu na kolejne osoby, które mogłyby zająć się całym tym bałaganem. Bo przecież mógł być jeszcze przydatny - jakby nie patrzeć, to on jako ostatni miał bezpośredni kontakt z tamtym facetem. No i, nawiasem mówiąc, najwyraźniej nieco spieprzył sprawę, skoro jakiś trup się jednak pojawił.
 
 
Sheldon Harrington


Jestem w Chicago od
https://i.pinimg.com

Wysłany: 7 Kwiecień 2019, 20:53   
   Multi -  Juniper, Isaac


Sheldon nigdy nie myślał poważnie o posiadaniu dzieci, a jeśli już, to zawsze zakładał, że ich mieć nie będzie. Dlaczego? Powodów było kilka, ale prawdopodobnie największy wpływ na jego decyzję miała jego choroba. Harrington nie był wcale głupi i aż za dobrze wiedział, że są marne szanse, aby kiedyś ktoś chciał się z nim na stałe związać. Miał kilka dziewczyn, które deklarowały mu miłość aż do grobowej deski, a ostatecznie traciły siły i go zostawiały. Sheldon to rozumiał i wcale nie miał im tego za złe. Osobiście pewnie też nie chciałby być z kimś, kto nagle przestaje się odzywać na kilka tygodni, albo podrywa inne osoby. Dodatkowo nie chciał marnować życia żadnemu dziecku, które musiałoby mieć chorego psychicznie ojca.
Życie jednak nie pyta nikogo o zdanie i postępuje według własnych, niekoniecznie dobrych, zasad, mając głęboko gdzieś czyjeś plany oraz decyzje. I choć Sheldon postanowił, że potomka mieć nie będzie, podczas pewnej imprezy jednego spłodził. Początkowo ta wiadomość go zszokowała i wystraszyła - a może nie chodziło o samą ciążę, ale o fakt, że matka dziecka od razu poinformowała go, że chce, aby miał kontakt z dzieckiem? Bał się, naprawdę się bał, bo wiedział, że nigdy nie będzie idealnym ojcem. I wcale nie jest, daleko mu do ideału, prawdopodobnie dalej niż pozostałym ludziom, ale jest szczęśliwy, że sprawy tak się potoczyły. Kocha Małego ponad życie, a Mały go. Żałował jedynie tego, że nie mógł spotykać się z nim tak często, jakby chciał. Cóż, dobrze, że w ogóle mógł go widywać. Nie każda dziewczyna chciałaby, aby jej dziecko miało takiego ojca.
Najbardziej jednak się cieszył, kiedy mógł zabrać synka do siebie na weekend. Mieli wtedy dużo czasu dla siebie i mogli zrobić wszystko, co sobie zaplanowali... A raczej, co zaplanował Sheldon, albo po prostu to, na co Mały miał ochotę. Dzisiaj od samego rana marudził mu, że chce iść na plac zabaw, a że pogoda była naprawdę ładna, Harrington nie widział żadnych przeciwwskazań. Przy okazji zaprosił Maxa na wspólny spacer. Młody rzadko zjawiał się w domu, od kiedy zamieszkał w akademiku, a Sheldon, choć głośno tego nie przyzna, trochę za nim tęsknił.
- Dobra, jesteśmy poza domem, rodziców nie ma, więc możesz śmiało opowiadać o wszystkich swoich porażkach życiowych - powiedział, uśmiechając się zaczepnie do brata. Wcale nie uważał Maxa za jakiegoś nieudacznika, ale zapytanie "co tam u ciebie?" wydawało mu się takie nijakie i bardzo nie w 'rodzeństwowym' stylu, więc musiał coś wykombinować. Miał tylko nadzieję, że Mały tego nie podłapie i nie będzie o to pytać każdego, kto tylko się do niego odezwie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Maximilian Harrington


Jestem w Chicago od
urodzenia



20
student, DJ

We push and pull like a magnet do

Mieszkam w
Loop

Maximilian James

Harrington

Wysłany: 26 Kwiecień 2019, 22:45   

Musiał odpocząć, od wszystkiego, co tylko było mało pożądane w jego życiu. A już z pewnością potrzebował odpoczynku od persony zwanej Louise Milligan, z którą to miał przyjemność, bądź niekoniecznie, utknąć ostatnimi czasy w windzie, w której doszło do rzeczy, do których dojść nie powinno. Trochę ogólnikowo, prawda? Ale po cóż każdy miał wiedzieć o tym, że zwyczajnie się z tamtą dziewczyną przelizał, wymieniając ślinę może nie tak hardcorowo, jak na większości pornoli, w których to chyba wodę sobie do ust wtłaczali, jednak wystarczająco, aby można było wziąć to za pomyłkę. Czemu, skoro Maximilian nie miał problemu z całowaniem dziewcząt, zwłaszcza ładnych i takich, które również chęć wyrażały? A temu, że to była właśnie Louise. Ta sama, która próbowała go przejechać, która była irytująca i z pewnością mało stabilna emocjonalnie. Jak w ogóle mógł dopuścić do sytuacji, w której właśnie ta dziewczyna połączy swoje usta z jego? Samo wspomnienie sprawiało, że przeszywał go dreszcz i co najgorsze, nie był to dreszcz kompletnego obrzydzenia. Był to dreszcz, który czekał na dokładne opisanie, ale póki co jeszcze nie przyszła na to pora.
Aby oderwać jakoś swoje myśli, zgodził się wyjść ze starszym bratem na spacer, na który zabrali również dziecko Sheldona. Max nadal nie mógł się przyzwyczaić, że był wujkiem, a jego niewiele starszy brat ojcem, ale nie oceniał go. Nie wypominał mu, że popełnił głupotę, bo wiecie co? Tak na serio lubił tego szkraba, który nie do końca umiał jeszcze mówić. Lubił tego dzieciaka i nie jeden raz oferował swoją pomoc, kiedy Shel nie był w stanie się nim zajmować przez swoje napady. Zresztą każdy dobrze wiedział, że miał z Sheldonem naprawdę dobry kontakt i zawsze był skłonny mu pomóc, niezależnie od okoliczności.
-Ej, kto powiedział, że w ostatnim czasie jakieś miałem? Pls pamiętaj, że ja nie mam ich wcale. Jestem jedynie częścią porażek należących do innych osób. Ostatnio stałem się pewnej panny, która już raz przez mnie płakała. Czy to brzmi ciekawie? - spytał, patrząc na brata, idąc przed siebie w kierunku placu zabaw, na którym zapewne spędzą trochę czasu. Ale to dobrze. Dzięki temu będą mieli okazję również porozmawiać, bo faktycznie niewiele mieli ku temu okazji, odkąd Max mieszkał poza domem.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8