Poprzedni temat «» Następny temat
Hamilton Park
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 22:09   Hamilton Park

[align=center:6984137719][/align:6984137719]
 


profil
 
Daniel Mitchell
[Usunięty]

Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 09:44   

2 -
Tak – nawet Mitchell bywa w takich miejscach, gdzie w sumie od zawsze preferował bycie na świeżym powietrzu, jak siedzieć w budynkach i być zmuszonym do otwierania okien, pomimo klimatyzacji, gdzie to już nie dla niego to samo jest. Dzisiaj był poniedziałek i choć trochę wcześnie padało, tak teraz jednak pojawiło się nawet słońce. Z drzew kapała pewnie jeszcze woda, czasami spadając mu na głowę, czy ramię, kiedy przechodził akurat pod którymś z drzew, ale nie zdawał się tym przejmować. Miał przerwę w pracy i skorzystał do przyjścia tutaj. Nie to żeby zawsze się jakoś źle odżywiał, ale akurat wcinał pewnie hamburgera z jakiejś przydrożnej budki, bo nie chciało mu się wchodzić do jakichś barów, czy restauracji. Pewnie skończył, kiedy przystanął przed fontanną na środku parku Hamilton. Jej brzegi jeszcze mokre były nie tyle co z wody fontanny, co z wcześniejszego deszczu, które powoli ustępowały, dając się zagrzać słońcu by się wysuszyć. Odetchnął sobie, przypominając sobie jak puszczał kiedyś statki z dziadkiem na takiego typu fontannie, z tym, że nieco większej. Bo ta jednak miała tylko jakieś trzy metry. Miał w ręku jeszcze niepotrzebny papier, który trzeba było wyrzucić do kosza. Rozejrzał się dookoła za jakimś i dostrzegł taki jakieś parę metrów od niego, także ruszył w tamtym kierunku. Rzucając go do śmieci, zderzył się równie z czymś innym, przeznaczonym do odpadków z rąk kobiecych. Nie patrzył się na nią od razu, bo był zajęty podniesieniem oby już śmieci, by je wyrzucić do kosza. Zaśmiał się odrobinę i pokręcił głową. – To nazywa się mieć cela, ale już wszystko trafiło tam gdzie miało – rzucił, dopiero wtedy patrząc na kobietę przy nim i aż się zaskoczył widokiem jej twarzy. – O… hej – zaczął szybko, bo tylko to mu przyszło na myśl.
 
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 13:07   
   Mów mi -  Darka



Pech chciał, że i Jackie wybrała się do parku niemal w tym samym czasie co mężczyzna. Oczywiście, był to tylko zbieg okoliczności. Przypadek. Coś, co ma prawo się wydarzyć, nawet w przypadku młodej funkcjonariuszki. Tym razem jednak funkcjonariuszka w cywilu przemierzała park samotnie tylko i wyłącznie dlatego, że dosłownie chwilę wcześniej rozstała się ze swoją rodzicielką. Przygotowania do ślubu jej matki znacznie utrudniały jej żywot i z dnia na dzień coraz bardziej uświadamiały Jackie, jak bardzo beznadziejnym jest przypadkiem. Jej własna matka miała brać drugi w swym życiu ślub, a sama Jackie nie była w stanie utrzymać przy sobie choćby jednego mężczyznę. To smutne, prawda. I całe to zamieszanie ze ślubem wyraźnie wyprowadzało Jackie z równowagi, a jej podirytowanie sięgało zenitu. Problem w tym, że nie była to zasługa tylko i wyłącznie przygotowań do ślubu, lecz o tej kwestii Jacqueline jeszcze nie wiedziała. Nie zastanawiała się, dlaczego ostatnimi czasy zmaga się z czymś w rodzaju emocjonalnej huśtawki. Stres. Tak, całą winą obarczała właśnie stres. Spacer miał pomóc jej zebrać myśli. Ten batonik, którego połknęła niemal w całości również. Później zaś gniotła w jednej dłoni szeleszczący papierek, a w drugiej zaś trzymała telefon przytknięty do ucha, prowadząc z kimś nadzwyczaj interesującą rozmowę. Tak interesującą, że nie zauważyła nawet mężczyzny, który jakimś cudem obrał sobie za cel ten sam kosz na śmieci, co ona. I zapewne nie przerwałaby rozmowy, gdyby nie fakt, że jego głos od razu zwrócił jej uwagę, przywołując tym samym wspomnienia sprzed.. w gruncie rzeczy, niedawna. Kilku tygodni? Tak czy inaczej, Jacqueline rozpoznała go od razu. W odpowiedzi na krótkie „hej” skinęła głową twierdząco. Ludzie zwykle inaczej reagowali na jej obecność, a samo „hej” względem Jackie było stosowane nadzwyczaj rzadko. A przynajmniej ostatnimi czasy, dokładniej – zwykle gdy miała na sobie mundur.
- Ten kosz jest na tyle duży, że pomieści śmieci Twoje, moje i wielu innych ludzi. - rzuciła od niechcenia, wskazując właśnie na kosz. Odsunęła się o krok, może dwa – Dzień dobry. - dodała z przekąsem, bo w jej przypadku dzień wcale nie był dobry. Dodatkowo chyba wcale nie czuła się komfortowo w towarzystwie kogoś, kogo spotkała zaledwie kilka razy w życiu, a już samo pierwsze spotkanie miało swój finał wiadomo gdzie – Nie w pracy? - i znów w jej głosie słychać było podirytowanie, co naprawdę należało jej wybaczyć. Oczywiście, że musiała wiedzieć, gdzie pracuje Daniel. Musieli spotkać się przynajmniej te kilka razy, o których wspominałam wcześniej, gdy oboje byli na służbie. W ten sposób też mogła bez większych problemów ukryć swego rodzaju zawód. Nie zadzwonił. A ona miała choćby niewielką nadzieję, że jednak zadzoni.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Daniel Mitchell
[Usunięty]

Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 13:53   

Przespali się ze sobą jakoś z parę tygodni temu tuż po jego przyjeździe tutaj, skoro już odczuwała jakiegoś rodzaju efekty po tej nocy. Być może za wcześnie było jeszcze by nazywać to po imieniu, a i za nic nie pomyślałby, że miałoby wyjść z tego coś więcej. Choć tego nie skreślał. Caves jest piękną kobietą w jego typie nawet, jednak nie chciał bawić się w związki zbyt wcześnie, szczególnie, że dopiero powrócił na stare śmiecie Chicago, na stałe, a sam miał problemy w Nowym Jorku z kobietami, z którymi mu po prostu nie wychodziło tak jak trzeba. Czemu do niej nie zadzwonił? Być może dlatego, że się na to nie umawiali, a sam nie tyle co był zalatany ostatnio, co i tak byłoby najmniejszym problemem, skoro nie wziął od niej numeru. Cóż, zawsze mógł go sobie załatwić, bo to problem nie był, jednak to towarzyszyłoby z zainteresowaniem z jego strony. A nie chciał by mylnie odebrała tamten wieczór, szczególnie, że obydwoje go potrzebowali i nic sobie nie obiecywali przecież. Przynajmniej przez to nie zrobiło mu się nieswojo i już w następnej kolejności mógł się do niej szerzej uśmiechnąć, ciesząc się na jej widok. – Mam chwilę czasu teraz dla siebie, szczególnie, że zapowiada mi się pracowita noc – odpowiedział jej swobodnie i przejechał dłonią po swoich włosach, szybkim ruchem, przeczesując je bezcelowo. Po wspólnie spędzonej nocy, minęli się parę razy w pracy i ciągle ich coś zajmowało, by podjąć jednak rozmowę. Nie to, że jej unikał specjalnie. Musiałby mieć na to powód, ale takowego nie miał, więc było to niepotrzebne. Być może dlatego spojrzał na nią uważniej i podjął temat. Mitchell to w porządku facet jest, jakby nie patrzeć.
- Słuchaj, wiem, że nie mieliśmy czasu pogadać ostatnio. Dobrze się wtedy bawiłem i sama mogłaś zapomnieć na chwilę o tym co Cię tam gryzło… i nie wiem czy teraz dalej Cię nie gryzie bo brzmisz trochę na zdenerwowaną? – zapytał wolno, gdzie miał nadzieję, że to jednak nie przez niego. Nie chciał kolejnego problemu, gdzie nagle wyjdzie na to, że ona jednak teraz od niego oczekuje czegoś, skoro wylądowali razem w łóżku. – W każdym razie, między nami spoko? Nie masz może ochoty na kawę teraz? – zaproponował szybko, bo chyba jednak słońce dało sobie spokój i znowu przyszły jakieś deszczowe chmury. I tak, brawo detektywie, proponuj kawę błogosławionej kobiecie i ją truj. Ale to już nie jego wina, że on nie wie… że ona nie wie… i dowiedzieć się mogą w każdej chwili, co nieźle poprzestawia im obojgu szyki w ich prowadzonych teraz życiach.
 
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 15:16   
   Mów mi -  Darka


Nie umawiali się na nic, to prawda. Znając Jackie, wcześniej nie padło choćby jedno słowo dotyczące tego „co miało nastąpić później”. Z oczywistych względów Caves nawet nie myślała o przyszłości, nie zastanawiała się nad tym, co będzie za chwilę. Jednak mimo to, gdzieś tam w środku miała jednak cichą nadzieję, że jednak nie była tylko sposobem na zapomnienie, chwilową rozrywką, nawet jeśli rzeczywiście tak było. Trochę naiwny sposób myślenia i postrzegania kogoś, kogo nie znała, lecz trzeba zaznaczyć, że był to jej pierwszy raz. Pierwszy raz, kiedy pozwoliła sobie na chwilę zapomnienia z kimś innym, niż jej własny narzeczony, który przestał nim być w chwili, w której oddała mu pierścionek z własnej woli. I w tym momencie Jackie powtarzała zwykle jedno zdanie: „to skomplikowane”. Bo takie było. Miała jasno określoną ścieżkę, ambicje, plany, wszystko. Nie chciała z tego rezygnować tylko dlatego, że komuś to nie odpowiadało, a jego przesadna troska znaczyła tyle samo, co zamknięcie Jackie w czterech ścianach. Z drugiej strony, nadal irytował ją fakt, że to jej matka właśnie tryumfowała, a nie ona. Ostatecznie można było sprowadzić to do swego rodzaju rywalizacji między matką, a córką. A przynajmniej właśnie to powtarzała sobie Jackie już od samego rana. I ten najmniej istotny w tej chwili fakt zszedł na dalszy plan, pozostawiając Jackie sam na sam z Danielem, co nijak jej odpowiadało. Generalnie, przyszła tutaj właśnie po to, by uciec od towarzystwa kogokolwiek, chcąc przynajmniej spróbować oswoić się z tym, co zaprzątało jej myśli od pewnego czasu. Nic z tego. Tak czy inaczej, skinęła głową twierdząco w odpowiedzi. Nie zadawała więcej pytań, bo choć dopiero się uczyła, to doskonale wiedziała, że generalnie każda zmiana była niezwykle ciężka, a każda chwila wolnego była co najmniej na wagę złota. Tyle że następne słowa mężczyzny skwitowała przede uniesieniem jednej brwi do góry i nie mogła też nie ruszyć przede siebie wolnym krokiem, wcześniej w ostatniej chwili powstrzymując się przed wzruszeniem ramionami.
- Plus dziesięć punktów za spostrzegawczość. - rzuciła ze swego rodzaju ironią w głosie, gdy kącik jej ust mimowolnie powędrował do góry, lecz zaraz tylko westchnęła, a wzrok wbiła przed siebie – Mogę powiedzieć to samo. Też dobrze się bawiłam. Wtedy. - przystanęła nagle, tym samym zastępując Danielowi drogę – I tak, na tamten moment przestałam martwić się tym, jak wielki zrobiłam sobie bałagan w życiu. Tylko pozwól, że zdradzę Ci pewien sekret. Rano wszystko wróciło. Wniosek: alkohol i seks wcale nie rozwiązują problemów. Własna matka również nie pomaga się ich pozbyć. - choć nie planowała tego, to i tak powiedziała więcej już na samym wstępie, niż powinna. Automatycznie zaczęła pluć sobie w brodę za to, że nie mogła i nie potrafiła ugryźć się w język. Pominę fakt, że wcześniej pewnie nie wspomniała choćby słowem o tym, że sama planowała ślub, a już na pewno nie wspomniała o tym, w jak nieprzyjemnej sytuacji postawiła ją własna matka, bo wówczas po prostu tego nie wiedziała. Inną sprawą było to, że Caves nie rozpowiadała o swoim życiu na prawo i lewo, więc dlaczego wyjawiła tak wiele, tak szybko? Czas pokaże. Nic dziwnego też, że zarówno w odpowiedzi na kolejne pytanie, jak i na samą propozycję kawy niemal natychmiast skinęła twierdząco głową. Tak na marginesie, nie tylko o kawie marzyła w tej chwili. Ciastkiem i kurczakiem też by nie pogardziła, lecz tego nie powiedziała już na głos.
- Nie mogło być lepiej. - tymi słowami nawiązała jeszcze do pytania o ich relację. Zupełnie nieistotne było to, że nie do końca były one zgodne z prawdą, na co mógł wskazywać ten mały grymas na twarzy kobiety i, co najważniejsze, ucieczka spojrzeniem, gdy ręką wskazała pobliską kawiarenkę z wystawionymi na zewnątrz stolikami. Całkiem przyjemne miejsce do spędzenia wolnego czasu na świeżym powietrzu – Tam mają doskonałą kawę, również na wynos. - dodała nieco ciszej, nadal unikając spojrzenia Daniela – Pod warunkiem, że nie będzie tam żadnej z przyjaciółek mojej matki. Wtedy, przepraszam najmocniej, wolałabym już pic wodę z fontanny. - bo choć bardzo się starała, to podirytowanie znów wzięło nad nią górę. Być może i przesadzała, lecz nie wiem, czy byłaby w stanie znieść te pełne litości spojrzenia starszych kobiet.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Daniel Mitchell
[Usunięty]

Wysłany: 4 Kwiecień 2017, 21:20   

On, jako mężczyzna – lubił spotykać się z kobietami, jednak trzeba byłoby wspomnieć, że przez jakiś czas od Nowego Jorku z żadną się tutaj nie przespał, co jakby tworzyło jednak coś więcej, jak zwykły numerek z przypadkową podobającą się mu kobietą, którą okazała się Jackie. Nie był aż tak zdesperowany, by zrobić coś pochopnie, czego miałby żałować. No chyba, że okazałaby się dziewicą, ale tą już nie była. On swoja niewinność też utracił już dawno temu. Cóż, dziwnie gdyby byłoby inaczej. Na przestrzeni lat, sam miewał swoje własne problemy; mniejsze czy większe. Życie już od małego postanowiło dać mu niezłego kopniaka w tyłek i brutalnie odebrać mu rodziców. Brakowało mu ich. Nawet za cenę problemów z rodzicielami, wolałby ich mieć przy sobie. Chociaż mógł dziękować, że został wychowany przez dziadka i babcię, a nie trafił w o wiele gorsze miejsce, gdzie zamiast wyrosnąć na ludzi, byłby po drugiej stronie jego aktualnego świata: przestępcy i stróża prawa. Tak jakby był po jasnej stronie mocy. A ta ciemna ominęła go żałując tego, że na nim nie pożeruje. No, ale dobra… fantazja się jakaś włącza mi, ale już schodzę na ziemię. To co bywa skomplikowane, tak naprawdę wcale tym nie jest. Nasz gatunek lubi sobie po prostu utrudniać życie. A wszystko mogłoby być takie proste, gdyby się tylko chciało. Nie wiedział, jakie poświęcenia w niej siedziały. Ona nie chciała wtedy się zwierzać w odróżnieniu od dnia dzisiejszego. Więc gdy tylko usłyszał słowo „sekret” wiedział, że będą z tego kłopoty. Bo ten zazwyczaj niósł ze sobą jakieś konsekwencje. A nie chodziło nawet o to, że może mieć ze sobą zawsze kajdanki. Czy jakiś inny, który nie sprawiłby skrępowania u niego pod względem odczuć. Jaką spostrzegawczość by nie miał, tak chyba ktoś nawet nie posiadających jakichkolwiek umiejętności, wiedziałby, że coś nie gra. A chociażby czułby dziwne napięcie w powietrzu i to wcale nie erotyczne.
- Nie może być aż tak źle? Zdecydowanie powinnaś wyluzować. To dobry sposób na każde problemy, bo sam to stosuje. Może nie znikną od tak, jak za pstryknięciem palców, ale po co się męczyć, jak to i tak nic nie da, hm? – wyrzucił z siebie swobodnie, nie chcąc nawet zadawać pytania „co właściwie zrobiła jej matka, że tak nią to rusza”. I tak, zdecydowanie nie miał pojęcia, że miała brać ślub, bo skąd? Rozłożył na krótko ręce, by opuścić je z powrotem wzdłuż swego ciała. – I ja bym nie rezygnował z tego drugiego na długo. Chwila zapomnienia zawsze jest potrzebna – poruszył uwodzicielsko brwiami i nawet zaśmiał się odrobinę na sam koniec. Może go nie zje, za to, że nie podziela jej stanu i jakoś próbuje sprawić, by nie zwariowała za bardzo z tych nieszczęść życiowych. Z własnego doświadczenia wie, że trzeba sobie jakoś radzić i się nie ograniczać, nawet jeśli zdarza się nam od czegoś uciec. Może nie był dumny ze wszystkich swoich decyzji, jakich dokonał do tego momentu, ale przynajmniej nie musiał czuć się jak zamknięty w klatce na własne życzenie. Podążył spojrzeniem za jej ręką, na wskazane miejsce i powrócił na nią spojrzeniem, z lekko zmrużonymi powiekami. – Dobra, Jackie. Tam właśnie wypijemy kawę i będziemy unikać każdej starszej Pani, jaka się natrafi, by nie zmuszać Cię do picia wody z fontanny – oznajmił całkiem poważnie, puszczając ją pierwszą, żeby poszła w tamtym kierunku. I zanim doszli pewnie nagle się rozpadało. Urwanie chmury zdarza się nawet tutaj? Nie mieli parasoli, to i jakoś musieli przebiec krótki dystans, by znaleźć się pod tymi parasolami. – Dobrze, że nie jesteśmy z cukru – odparł z uśmiechem. Zamówili pewnie następnie kawę i rozsiedli się na zewnątrz pod tymi parasolami, albo i nawet zostali w środku, jeśli tylko tamtej zrobiłoby się zimno, czy coś. – Szkoda, że nie udało nam się spędzić poranka razem. Robię całkiem niezłe śniadanie – specjalnie wspomniał tamtą noc, jakby ten temat był lepszy od każdego innego tematu.
 
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 5 Kwiecień 2017, 20:08   
   Mów mi -  Darka


Cokolwiek by nie zostało napisane lub powiedziane, myślę, że Jacqueline bardziej, niż każdy inny znany jej człowiek, lubiła komplikować sobie życie. Wcale nie musiała aplikować do szkoły policyjnej. Nie musiała też decydować się na dalszy etap szkolenia, a koniec końców, nie musiała rezygnować ze związku tylko dlatego, że dotychczasowy partner kobiety nie akceptował jej wyborów. Nie musiała również tamtego wieczoru wypić o te kilka drinków za dużo i ostatecznie dać ponieść się emocjom oraz pożądaniu. O tym, że właśnie wtedy jeszcze bardziej skomplikowała życie nie tylko sobie, ale i Danielowi, jeszcze nie wiedziała. Dowie się. Wkrótce. Na ten moment, jedynie jej nietypowe zachowanie mogło być jakąś wskazówką na to, że coś było nie tak, lecz niestety, musiała przyznać sama przed sobą, że o wszystko obwiniała tylko i wyłącznie swoją matkę. Nawet nie podejrzewała, że problem tkwi w niej, nie w jej rodzicielce. Obwinianie kogoś innego było przecież dużo łatwiejsze, czyż nie? A to, że wtedy nie była skłonna się zwierzać, oznaczało tylko tyle, ze musiała sama się z tym wszystkim oswoić. Poniekąd, nadal potrzebowała do tego czasu. Inną sprawą było to, że chyba już go nie miała. Mimo to, wcześniej wspomniane napięcie nie było dla Jackie czymś nowym. Przy słowach mężczyzny, nie mogła nie zlustrować go spojrzeniem niemalże od stóp do głów, co przyszło jej z nadzwyczajną łatwością. Równie bezproblemowo wargi Jackie wykrzywiły się w nikłym uśmiechu gdy niby to od niechcenia trąciła pięścią ramię Daniela.
- Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. - powiedziała, cicho wzdychając, a jedna jej brew powędrowała do góry. No pewnie, nikt normalny z własnej woli nie zrezygnuje z tego drugiego, jasne. Jednak Jackie.. to nie było w jej stylu. W gruncie rzeczy, przygody na jedną noc były jej obce, z wyjątkiem tego jednego razu. Ale.. Ale wbrew rozsądkowi, te kilka kolejnych słów zdawały się przechylić szalę w tę drugą stronę, która wyraźnie mówiła, jak bardzo potrzebuje tego zapomnienia teraz. W tej chwili. W ogóle. Czyżby chciała powtórzyć tamtą noc? Tak czy inaczej, nic nie odpowiedziała, tylko głową skinęła twierdząco, bo cokolwiek by nie powiedziała, to i tak wydawało się jej być co najmniej niewłaściwe.
- Każdej starszej pani, która wybiera się na ślub. - uściśliła, krzywiąc się lekko, choć te słowa mężczyzny wyraźnie ją rozczuliły. Nie pozostało jej nic innego, jak tylko przystać na propozycję i ruszyć w stronę kawiarni, wpierw wolniejszym krokiem, by te ostatnie metry przebiec z głośnym śmiechem. Beztroski bieg w ucieczce przed deszczem? Nawet nie pamiętała, kiedy ostatni raz pozwoliła sobie na coś, co nie miało związku z treningiem lub pracą. A gdyby mogła, gdyby przystało to kobiecie w jej wieku, zostałaby na deszczu, wręcz rozkoszowałaby się nim. I słońcem. Nic więc dziwnego, że roześmiała się jeszcze bardziej, gdy usłyszała jego stwierdzenie. Możliwe, że kryzys minął. Możliwe również, że było to tylko chwilowe. Ostatecznie też nie miała nic przeciwko zajęcia miejsc tych usytuowanych na zewnątrz, pod parasolami. Zamówiła zwykłą latte, bez większych udziwnień. I nim mogła delektować się gorącym napojem, wpierw musiała zmierzyć się z czymś dużo bardziej interesującym. Siedząc naprzeciwko mężczyzny, nie mogła nie przyjrzeć mu się ponownie, tym razem jednak z dużo większą uwagą. Było to lepsze, niż ciągłe mijanie się w pracy. Jedna z jej brwi znów powędrowała znacząco do góry.
- Nie miałabym nic przeciwko nadrobienia zaległości. - rzuciła bez namysłu i nawet nie poczuła się z tym nieswojo. Przekrzywiła głowę na bok. Bywała bezpośrednia, czasem aż nazbyt bezpośrednia, jak widać na załączonym obrazku. - Bo uwielbiam śniadania do łóżka. - dodała nieco ciszej, bezwiednie pochylając się w stronę mężczyzny. Wyprostowała się błyskawicznie, gdy tylko kelnerka przyniosła ich zamówienie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Buddy Braxton


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 15 Wrzesień 2018, 17:03   
   Mów mi -  asia


[2]

Któż by pomyślał, że dzień może przynieść tyle niespodzianek, niekoniecznie tych dobrych i mile zaskakujących, o czym za kilka linijek się przekonamy. No, ale od początku, tak? Tak.
Zawsze na zakończenie dnia musi być jakieś bum i tak też było w tym przypadku. Dzień całkowicie spokojny, pogoda ideaaaalna, lekki wiaterek, kawa rano czekająca na blacie w kuchni. No rozpoczęcie wręcz książkowe, bo nawet buzi i uśmiechy ze swoją narzeczoną X sobie wysyłali. Do pracy poszedł z uśmiechem, ale nie oszukujmy się, jako informatyk w Bibliotece Szikagowskiej nie miał zbyt wielu rzeczy do ogarnięcia. Jasne, zdarzały się awarie systemu, nie działające karty, z którymi bibliotekarki nie potrafiły sobie poradzić, ale zazwyczaj trochę się obiiijał i chyba wszyscy to widzieli. No ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz, skoro taka specyfika pracy? Miał przynajmniej czas, by móc posiedzieć nad porządnym cv, jakimś takim z kosmosu, skoro próbował dostać się na konkretną posadę w FBI. I zleciało, wiesz? Nawet dość szybko. Lunch ze swoją lubą zjedli w mieście, a zaś znowu się rozstali, bo Buddy zaliczył jeszcze szybki trening kickboxingu. Do domu z siłowni daleko nie miał, toteż spacerkiem się tam udał, marząc by dać odpocząć obolałym mięśniom. Przechodził przez park totalnie zamyślony, podrygując głowa w rytm muzyki dudniącej mu w uszach, kiedy na przeciwko zauważył samotnie stającą, młodą kobietę. Rozglądnął się dookoła, ale nic, pustki, cisza jak makiem zasiał. A dziwniejsze było to, że kobieta w bezruchu, z szokiem na twarzy, wpatrywała się w jedno miejsce. Zmarszczył brwi, wyciągnął słuchawki i zbliżył się odrobinę. - Heeeej? Wszystko w porządku? - może to jakaś prowokacja i zaraz zostanie napadnięty przez jej wspólnika?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Catelyn Moon


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 15 Wrzesień 2018, 19:36   

#6 + outfit

U każdego człowieka przychodzi taki dzień, w którym wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, u blondynki to właśnie był ten dzień, a raczej wieczór o którym się zaraz dowiemy. Jak codziennie wstała z lekkim bólem głowy, który ignorowała już od paru dni. Miała dzisiaj dość burzliwy dzień przez pracę, w której szef był dość wymagającym człowiekiem, a Kate musiała być idealna, mówić idealnie, wyglądać idealnie, uśmiechać się idealnie, no po prostu musi być idealnie pod każdym aspektem. Z czasem ta praca zdecydowanie zaczyna męczyć, ale lubiła ja i dlatego nie rezygnowała z niej. W międzyczasie zdążyła nawet wymienić parę smsów ze swoim chłopakiem, który z rozwaloną nogą leżał w szpitalu, nadal nie mogła otrząsnąć się po tym co się z nim stało, wiedziała, że to dla jego kariery poważny cios i teraz musi zadbać o swoje zdrowie, żeby jak najszybciej wrócić na boisko. Dzień chylił się ku końcowi, więc postanowiła pójść sobie na spacer, zastanawiała się czy wziąć ze sobą malutką, puchatą kulkę Zori, ale na jej szczęście szczeniak słodko spał w koszyku i nie chciała ją budzić. Włożyła słuchawki do uszu i ruszyła na podbój parku, ot tak. Kiedy biegała tymi samymi ścieżkami co prawie codziennie zobaczyła leżącego mężczyznę, który leżał w krzakach więc nie było go widać z ulicy. Parę razy zdarzało się, że jacyś pijacy tutaj nocowali, ale zazwyczaj przychodziła policja i ich wyganiała, Kate była dobrym człowiekiem, więc musiała sprawdzić czy to jakiś pijak. Kiedy podeszłą do mężczyzny, chcąc go obudzić, ba nawet wyciągnęła ku niemu już rękę zamarła widząc krew, wokół niego. Jęknęła cicho cofając się szybko, nie mogła oderwać wzroku od tego masakrycznego widoku.. on.. on nie żył?
Jak przez mgłę zobaczyła zmierzającego w jej kierunku mężczyznę, prawie nie dotarły do niej jego słowa, dziewczyna odwróciła się do niego tyłem i po prostu zwymiotowała w krzaki obok, trzymając się kurczowo brzucha. Nie było to najlepsze zachowanie, ale nadal lepsze to niż na buty nieznajomego jej mężczyzny czy nie daj Boże na niego. Drżała lekko na całym ciele, a jej twarz była blada jak ściana kiedy skierowała swoje niebieskie oczy na nieznajomego. - On.. on nie żyje?
Wskazała palcem na leżące ciało w krzakach. Poczuła jak stanowczo robi się jej słabo.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Buddy Braxton


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 16 Wrzesień 2018, 10:31   
   Mów mi -  asia


Nie spodziewał się tego, co go zaraz spotka. Kiedy się odwróciła i zwymiotowała... cóż, pewnie zmarszczył brwi i się odwrócił, no bo hej, trochę to nieprzyjemne oglądać obcą, ładną dziewczynę, która na twoich oczach wyrzuca z siebie swoje wnętrzności, prawda? - Ło, dobra impreza - no co, no tak sobie pomyślał, ale co miałby innego? Mogła zakropić za mocno, a zaś zwrócić. Szkoda tylko, że na jego oczach. - Potrzebujesz taksówki, albo... no nie wiem, dobrze się czujesz? - bo może jakiś wirus ją złapał, hej, opcji było co nie miara! Ale słowa, które z siebie wyrzuciła w końcu... ło, trochę go zatkało. - Co? - rozglądnął się dookoła i zerknął w końcu w miejsce, w które tak usilnie się wpatrywała zanim do niej podszedł. Zamknął usta, chyba nawet na bezdechu był, kiedy ostrożnie podszedł do mężczyzny leżącego kilka metrów dalej. Wow. Dopiero wtedy wypuścił z siebie powietrze. - Kurwaaaaaaa - jęknął i tak, był przerażony, strasznie. Ok, zważywszy na posadę, którą chciał usilnie zdobyć, chyba naoglądał się takich... zdjęć? Bo na żywo, to pierwszy raz trupa widział. Wrócił szybko do blondynki. - Nie wiem, ja... kurwa, nie wiem, trzeba... nie wiem - wrócił zaraz do mężczyzny, trochę bliżej, i dopiero wtedy zauważył ubranie we krwi. - Nie żyje - powiedział przerażony i ponownie wstał, i ponownie podszedł do kobiety. No, chyba sam nie wiedział, że łazi w tę i z powrotem. - Długo tu leży? Kiedy go zauważyłaś? Albo trzeba sprawdzić, co? Sprawdzę - kiwnął głową, bo ktoś tutaj musi być odważny. - Powiedz, że to nie Ty to zrobiłaś... - tak, głupek z niego, próbował kiepskim żartem, w takiej sytuacji, rozładować napięcie, które właśnie się pojawiło.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Catelyn Moon


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 20 Wrzesień 2018, 00:28   

Jeśli chodzi o grubą imprezę i Kate to nigdy te dwie rzeczy nie szły ze sobą w parze, osoby, które ją znały doskonale wiedziały o blondynce to, że nie da się jej zobaczyć w praktycznie żadnym klubie w Chicago. Zapuszczała się tam tylko na szczególne okazje, ale nigdy nie szła tylko po to, żeby się napić, czy potańczyć bo to nie leżało w jej łagodnej naturze. Jęknęła tylko cicho, łapiąc się ponownie za brzuch, odwróciła się nawet od ciała tak, żeby przed oczami mieć tylko widok mężczyzny, oczywiście żywego co ją podnosiło na duchu w pewnym sensie. Nie chciała patrzeć jak ten zbliża się do ciała więc zamknęła oczy, a jego słowa trafiały do niej na pewno z paro sekundowym opóźnieniem chociażby dlatego, że nadal przed oczami miała owego mężczyznę leżącego w krzakach.
O zmoro, a miał to być miły wieczór. - Przyszłam tutaj ze 4 minuty przed Tobą, może coś takiego, myślałam, że to jakiś pijak bo sporo ich tutaj, ale jak podeszłam to tam było tyle krwi - wyszeptała po chwili lekko drżącym głosem, na widok krwi zawsze jej się robiło niedobrze, ale o dziwo reagowała tak tylko na ludzką krew, jeśli chodzi o krew zwierząt to mogła mieć ją nawet na rękach (oczywiście w przenośni bo nigdy by nie skrzywdziła zwierzaka).
- Powaliło Cię? - spojrzała na niego jak na wariata niebieskimi oczami w których na pewno nie było żadnego błysku morderczyni, odgarnęła włosy z twarzy otulając się ramionami bo poczuła nagle, że jej ciało drży a na ramionach pojawiła się gęsia skórka. Po prostu lodowate zimno przeszywało jej ciało, no i oczywiście czuła się słabo, na prawdę słabo, że jeszcze trochę a Buddy będzie miał na głowie dwa trupy a nie jednego. - Nie zabiłam go - dodała już szeptem, zerkając w stronę chłopaka.
Czy oni nie powinni zadzwonić na policję czy coś?
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Buddy Braxton


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 30 Wrzesień 2018, 19:18   
   Mów mi -  asia


przepraszam, że tak długo, miałam urlop i już będę pisać normalnie!

Być może i nie była rozrywkowa, ale hej, skąd on mógł o tym wiedzieć? Nie wiedział kompletnie, nie znał jej, nawet z widzenia, bo Chiciago to jednak nie maleńka miejscowość na Lubelszczyznie. Zobaczył blondynkę, ładną, ładnie ubraną, w nocy, samotnie będącą w parku, która na dodatek zwymiotowała na jego oczach; co więc miał sobie pomyśleć? Na nieszczęście (tym razem) nie chodziło o imprezę, a, cholera, trupa leżącego zaledwie ze trzy metry dalej. Przyglądnął się jej z bliska, kiwając lekko, pewnie w jakimś zwolnieniu łepetynką. Była zdenerwowana, nie znał jej, ale to widać, ze człowiek jest wręcz przerażony. - Okej, spokojnie, może faktycznie zapił, przewrócił się, rozlała się krew, ale jedynie stracił przytomność? - tak, wtedy jeszcze w to wierzył, bo wtedy jeszcze nie podszedł do trupka, bo kiedy tylko to zrobił, to tak, faceta był zimny, nie tylko dlatego, że przyszła jesień. - Oj, żartowałem... - raczej spodziewał się, że go nie zamordowała, bo pewnie nie stałaby tu i nie gapiła się w swoje dzieło jak sroka w gnat. - Może trochę kiepskie wyczucie czasu... - dodał, odnośnie tego swojego żartu i tak, był pewny, że facet nie żyje. - Może... - szturchnął ciało w ramię, ale nie, to było bez sensu - po prostu nie wiedział, co ma robić. Przełknął ślinę, wracając do blondynki. - Ja pjerdole... - musiał jeszcze wyrazić swoje zdenerwowanie, kręcąc głową. Co za noc. Zerknął na swoją towarzyszkę. - Trzymaj - ściągnął bluzę i narzucił na jej ramiona, bo mu tutaj zamarznie, a to wcale już śmieszne by nie było. - Chyba trzeba zadzwonić na policję... - wyciągnął telefon. - Trzeba, nie? Nie możemy tak po prostu go zostawić, żeby rano znalazł go ktoś inny? - nawet mu takie coś przeszło przez myśl, bo nie odpędzą się od przesłuchań, ale bez przeski, to tylko taka myśl była. Był porządnym obywatelem, więc zadzwoni, tylko sam sra na razie w gacie!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 7