Poprzedni temat «» Następny temat
Racine Avenue
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 21:49   Racine Avenue

[align=center:21a4fd0467][/align:21a4fd0467]
 


profil
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 28 Czerwiec 2016, 19:32   

/ po przylocie z NY + wdzianko

Mai przyleciała stosunkowo niedawno, popołudniu wylądowała w Chicago. Pożegnała się z przyjaciółką na lotnisku i wróciła do pustego mieszkania. Prysznic, szybko coś przekąsiła, przebrała się i mogła pojechać szukać Nicolasa. Choć szczerze nie wiedziała, czy chce go jeszcze oglądać po tej całej akcji. Pierwsze emocje zeszły i już nie była tak wściekła na niego, jednak dalej miała wątpliwości. Niby zakończyli znajomość, miał spierdalać z jej życia i tak się stało. Ale teraz, jak o tym wszystkim myślała, to tęskniła za nim. No i bała się, te komentarze na Instagramie lekko ją wytrąciły z równowagi i bała się, że znów się zaćpa. Pamiętając, że ostatnio wyciągała go z kłopotów w Englewood, postanowiła tam pojechać, jeszcze zanim się ściemni. To nie była zbyt bezpieczna okolica, ale Mai da sobie radę. A przynajmniej tak sądziła. Zgadała się jeszcze ze znajomymi, czy widzą się wieczorem na mieście, by ubrać się w miarę odpowiednio i nie musieć wracać do mieszkania na kolejną przebierkę.
Po krótkim staniu w korkach, w końcu udało jej się wybić z centrum miasta i dojechała na skraj miasta, rozglądając się uważnie za Nicolasem, czy może jeden z przechodzących mężczyzn to nie on. W końcu jednak zaparkowała i postanowiła się przejść, uznając jeżdżenie za całkowicie bezsensowne, bo to zaułków przecież nie wjedzie. Nawet jakby zadzwoniła, to by nie odebrał, więc nawet nie próbowała. Chodziła może z dobre trzydzieści minut, aż westchnęła i stanęła w miejscu, rozglądając się za jakąś ławką, ale czego mogła się spodziewać po tym miejscu. Tylko budynki i ulica. Oparła się więc o jakąś ścianę budynku, telefon jej się prawie rozładował, więc wcisnęła go do torebki. W jej kierunku zmierzał mężczyzna, ulic była dziwnie pusta, a ona skądś kojarzyła sylwetkę, ale to raczej nie mógł być on.. przecież poszedł siedzieć?
 
 
Ryan Hirshfeld
[Usunięty]

Wysłany: 28 Czerwiec 2016, 22:28   

| #2 kilka dni po spotkaniu z Maureen

Po spotkaniu ze swoją przyjaciółką miał lekki mętlik w głowie. Z jednej strony była jego przyjaciółką a z drugiej kimś dla niego bardzo ważnym. Miotał się między tymi uczuciami po raz pierwszy stając między wyborem. Zarzucił na siebie skórzaną kurtkę i wyszedł z mieszkania, kierując się do swojej znajomej, która przywitała go stojąc nago w progu. Od razu wiedział, że trafił pod dobry adres. Nie trzeba go było dwa razy namawiać, od razu zajął się do roboty. Po udanym i wyczerpującym seksie postanowił wrócić do domu pieszo - dłuższą drogą. Widząc na swojej drodze sklep, wszedł do środka kupując jedną z wódek ściąganych zza granicy. Musiał przyznać, że amerykanie nie potrafili robić wódki. Najlepszą pił kiedy ktoś z rodziny matki przywiózł ją z Europy. Odkręcił szklanką butelkę, biorąc z niej kilka głębokich łyków i oblizując się.
- Mmm - mruknął pod nosem, spokojnym krokiem przemierzając uliczki Chicago. Zatrzymał się dość niedaleko stojącej postaci na którą początkowo nie zwrócił w ogóle uwagi. Szukał zapalniczki w kieszeniach, trzymając papierosa w ustach. Dopiero gdy podniósł głowę do góry ujrzał znajomą mu twarz. Zmrużył lekko oczy nie będąc pewien czy to na pewno ona. Zrobił kilka kroków do przodu, przyglądając się brunetce po czym pokręcił głową.
- Kogo to ja widzę - rzucił, przyglądając się dziewczynie stojącej na jego drodze. - Jesteś ostatnią osobą, którą myślałem, że spotkam w takim miejscu jak to - uśmiechnął się unosząc jeden kącik ust do góry, podchodząc bliżej Mai, przyglądając się jej z uwagą. Zrobił rundkę wokół dziewczyny niczym sęp czekający na ofiarę po czym zaciągnął się odpalonym wcześniej papierosem.
- Zabłądziłaś? - mruknął zadowolony, odstawiając butelkę na bok i zakładając ręce na wysokości klatki piersiowej stojąc na wprost Mai.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 28 Czerwiec 2016, 22:56   

Lubię czytać, gdy facet czuje coś do drugiej kobiety, ale nie wie jak sobie z tym poradzić i idzie do innej panienki. Taki właśnie był Ryan. Przeżywała z nim to samo, co pewnie ta jego przyjaciółka teraz, chociaż oni opierali swoją relację też na stosunkach mocno łóżkowych. Mai zawsze pakowała się w kłopoty, lubiła niebezpieczeństwo, nie do końca miłych i przyjaznych dla otoczenia mężczyzn. Sama nie wiedziała dlaczego. Przecież rodzice wychowywali ją bez zarzutów, miała pięciu kochających ją braci i nie brakowało jej niczego i dalej nie brakuje, a jednak nie może odciągnąć się od takich sytuacji. Takim sposobem właśnie trafiła na kogoś, na kogo nie powinna trafiać po takim czasie. Zmrużyła lekko oczy, co by dobrze się przyjrzeć i westchnęła cicho. Nie miałaby nawet dokąd uciec, a zresztą.. nie chciała. Nic jej nie zrobi. Była bardziej zadziorna i odważna niż sobie myślą. Nie trudno było zobaczyć butelkę w jego ręce, na co oczywiście wywróciła oczami. Widząc jak zapala papierosa, aż sama chciała się zaciągnąć, bo tak dawno tego nie robiła.
- Kogo ja widzę.. - Odpowiedziała, gdy się zbliżył i prychnęła cicho, spoglądając na niego ukradkiem. - Ty jesteś ostatnią osobą, którą się spodziewałam zobaczyć gdziekolwiek, Hirshfeld. Wyszedłeś? - Mruknęła cicho. Nie podobało jej się, jak ją okrąża i jak na nią patrzy. Ale nie dała tego po sobie poznać. Gdy stanął naprzeciw, ona zrobiła krok w jego stronę, wyjmując mu papierosa z dłoni i zaciągnęła się nim. -Nie. Powiedzmy, że szukam znajomego. A Ty co tu robisz? Nie wyrosłeś dalej ze swoich zainteresowań? - Zaśmiała się cicho, odgarniając kosmyki włosów do tyłu. Przesunęła palcami po jego torsie, tymi w których trzymała jego papierosa, uśmiechając się zadziornie. Sama nie wiedziała, czy się cieszy na jego widok czy wręcz przeciwnie. Miała dość toksycznych relacji, a z nim z pewnością takiej doświadczała. Niestety, nawet po takim czasie musiała przyznać, że wygląda świetnie. Ale mu nie powie tego wprost, zrobi to inaczej, na około. Przecież i tak sobie dopowie resztę, jak zwykle. - Nic się nie zmieniłeś.. mógłbyś się tylko trochę ogolić. - Uniosła jedną brew do góry i ponownie zaciągnęła się papierosem, póki nie został jej odebrany. Z szelmowskim półuśmiechem wydmuchała dym w jego stronę.
 
 
Ryan Hirshfeld
[Usunięty]

Wysłany: 28 Czerwiec 2016, 23:12   

Mai była po prostu typem kobiet, które kochają niegrzecznych chłopców. Ryan doskonale to rozumiał. Był zadziorny, pakował się w kłopoty a do tego nie dawał sobie w kaszę dmuchać - to w jakiś sposób kręciło laski. Jemu to odpowiadało, laski lubił więc nie wybrzydzał. Mai poznał dawno temu, jeszcze przed jego odsiadką w więzieniu i już wtedy między nimi zaiskrzyło. Ne był to związek - to za duże słowo. Po prostu ta dwójka uwielbiała seks, szczególnie wspólny. Wiedział, że była zadziorna i potrafiła pokazać pazurki. Nie raz miał podrapane plecy lub został spoliczkowany. To była taka chora relacja - pieprzyli się by się później pokłócić, rzucać wyzwiskami a później nawet pobić. Chore ale takie było. Widząc jak roki krok do przodu, odbierając mu papierosa uśmiechnął się łobuzersko kręcąc głową.
- Już dawno, moja droga - przyglądał się brunetce z uwagą jak raz za razem zaciąga się dymem papierosa, który wypuszcza gdzieś obok. Jego zainteresowania? Tylko się wzbogaciły. Ryan już nie tylko kradł ale i sprzedawał narkotyki na boku a także maczał palce w handlu ludźmi i drobnych zabójstwach na zlecenie. Jak widać, zajęć mu nie brakuje a pieniądze też są z tego dobre. Zaśmiał się lekko, kręcąc głową po czym wciągnął cały dym, który wypuściła Mai w jego stronę. Uniósł kącik ust do góry, robiąc krok do przodu stając twarzą w twarz z brunetką.
- Tęskniłaś? - wyszeptał, błądząc opuszkami palców po jej udach, zmierzając na krągłe pośladki na których zacisnął dłonie - Bo ja tak - mruknął jej do ucha, dolną wargą przejeżdżając w górę po jej odkrytej przez niego szyi. Była między nimi chemia i kiedyś i teraz. Mimo wszystko czuć było jeszcze napięcie - coś wisiało w powietrzu. Wiedział, że to spotkanie skończy się albo na szybkim seksie albo na rękoczynie. Warto było zaryzykować bo dawno nie miał takiej seksualnej kocicy jak Mai.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 28 Czerwiec 2016, 23:27   

Tak. Ona umiała się w takie relacje wkopać. Tylko zazwyczaj nie była tą dziewczynką, która jest niewinna i nic nie robi, by się jej chłopak nie złościł. Podczas, gdy on na nią wrzeszczał, ona się nakręcała. Do tego stopnia, że po prostu potrafiła mu przywalić. Już wtedy dużo ćwiczyła i czasem mogła z tego skorzystać. Jednak nigdy nie myślała, że mógłby jej coś zrobić i oddać. Pamięta zasiniaczone uda, nadgarstki, czasem bolała ją zbyt szyja, gdy mocno ją ściskał wściekły, że podniosła na niego rękę. Takiej toksyny nie miała z nikim. Nawet teraz z Nicolasem. Dobrze, że nikt o tym nie wiedział. Zaszywała się wtedy na kilka dni w mieszkaniu, by siniaki zniknęły, bądź nosiła takie ciuchy, by niczego nie było widać. Nie mogła pozwolić na to, by jej bracia zobaczyli ich ułożoną siostrę w takim stanie. Maskowała się nieźle. A w nocy znów szalała w jego ramionach, jak gdyby nigdy nic.
- Aż dziwne, że mnie nie znalazłeś, skoro tak tęskniłeś.. - Mruknęła cicho. Boże, znowu się zaczęło. czemu wszyscy faceci musieli znajdywać jej czułe punkty. No i proszę mi powiedzieć w tym momencie, jak biedna Mai miała się opierać. On się przybliżył, poczuła jego ciepło, zapach skóry połączony z idealnie dobranymi perfumami i papierosy. Ten jego uśmiech, który zdradzał tak wiele i jego plany na najbliższe minuty. Oj nie, tym razem się nie da tak łatwo. Choćby miał ją siłą zaciągnąć do zaułku i brać co mu się żywnie podoba. Drgnęła jednak, gdy poczuła jego palce na udzie, a potem na pośladkach. Te to akurat miała idealne, więc miał co ściskać. - Chyba nie myślisz, że skoro tak bardzo za mną tęskniłeś, to teraz tak szybko i łatwo mnie zdobędziesz..? - Uniosła brew, patrząc na niego uważnie, próbując nie skupić się na tym co robi z jej ciałem. Pieprzony dupek. - Nie jestem już Twoja, Ryan. - Mruknęła stanowczo. Dla niego nie były to zbyt miłe słowa, a raczej płachta na byka.
 
 
Ryan Hirshfeld
[Usunięty]

Wysłany: 3 Lipiec 2016, 21:37   

To był po prostu toksyczny związek, który mógłby się zakończyć tragicznie gdyby nie odsiadka Ryana. Wiele razy podniósł na nią rękę. Czasem będąc pod wpływem alkoholu a czasem będąc trzeźwy. Z jednej strony uwielbiał z nią przebywać a seks mieli boski. Z drugiej wiele razy miał ochotę złapać ją za szyje i nie puścić póki nie przestanie oddychać. Raz prawie do tego doszło ale w porę się opamiętał.
- Nie było teraz na to czasu - Ryan nie musiał znajdować jej czułych punktów bo doskonale je znał. Wiedział co lubiła i wiedział gdzie lubiła dlatego też celował od razu w jej czułe punkty. Nie było sensu by ich gra w kotka i myszkę niepotrzebnie się przedłużała. Kiedy jednak pokazała mu czerwone światło, zmrużył oczy przyglądając się jej z uwagą.
- A kiedykolwiek byłaś moja? - wyszeptał, podchodząc blisko brunetki, spychając ją swoim ciałem na ścianę budynku tuż za jej plecami. - Zawsze chodziłaś własnymi ścieżkami i nie przypinałaś sobie łatki kobiety czyjejś więc czy coś się zmieniło? - szepnął, nachylając się nad jej uchem a dłonie wsuwając pod sukienkę, którą miała na sobie.
- Z Tobą nigdy nie szło łatwo, Mai. Przyzwyczaiłem się do tego - mruknął tym razem składając namiętny pocałunek na jej pełnych ustach. Ryan nie odpuszczał. Musiał zdobyć to co miał na oku i nigdy się nie poddawał. Był jak myśliwy - jak podejmie trop to nie odpuszcza. Tym razem trop złapał na swoją byłą kochankę, której nie zamierzał odpuścić. Nie tym razem. Kiedy w końcu odczepił się od jej ust, spojrzał na nią i z łobuzerskim uśmiechem na ustach wyszeptał - Wypieprzę Cię tak jak za dawnych czasów - po czym ponownie wpił się w jej usta.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 3 Lipiec 2016, 22:27   

Najgorsze chyba w tym wszystkim było to, że Mai ciągnęło do niego. Nie potrafiła się od niego uwolnić, powiedzieć "nie" tej relacji, jemu. Nawet, gdy do niej przychodził, otwierała, wiedząc co nastąpi za sekundę. Że będzie leżeć w rozkroku na stole w kuchni, bo jemu się zachciało szybkiego seksu. Nie raz przez niego miała siniaki, a po akcji z duszeniem musiała nosić szalik. I właśnie wtedy powinna odejść. Ale on dziwnym trafem na chwilę odpuścił, stał się nawet uroczy, aby tylko ją zmylić, aby nie odeszła, bo chciał dalej się nią bawić. Nie dostrzegała tego, że po prostu jest zły, że to cholerna toksyna. I niestety tak czasem bywa, że jedna osoba jest całkowicie zdominowana i podatna tej drugiej, nie ważne co by się działo.
- A cóż takiego robiłeś? - Zapytała z czystej ciekawości, ale nie wiem czego ona oczekiwała. Że powie, że sobie znalazł żonę, że ma swój własny interes i dorabia się teraz legalnej forsy, czekając na dziecko? Przecież znała Ryana i on się nie zmieni, nigdy, chyba, że dostanie objawienia pańskiego. - To, że chodziłam nic Cię nie obchodziło. Zawsze postrzegałeś mnie jak swoją własność. Nie mogłam odejść, nie mogłam mieć innego.. a inni nie mogli patrzeć na mnie. A potem jeszcze mi to pokazywałeś.. nie tylko w sypialni. - Wywróciła oczami. Niech jej teraz nie mówi, że dawał jej wolną rękę i że była całkowicie wolna, bo on nie chciał by miał ją inny, tak jak ona nie chciała, by jakąś inną posuwał. Na tym polega toksyna. Poczuła ścianę za plecami i westchnęła. Znów się zaczynało, znów próbował zawładnąć nad jej ciałem i umysłem, a ona musiała się opierać. Nie była przecież taka łatwa, pozostawała wyzwaniem, a raczej chciała nim pozostać, bo Ryan i tak w końcu brał co chciał, nie ważne, czy dostawał jej zgodę ustną. - I dobrze, bo teraz też nie będziesz miał.. ah... - Westchnęła, gdy wpił się w jej usta i mimowolnie to odwzajemniła. Nie mogła się powstrzymać, tęskniła za tym dotykiem, za jego męskimi dłońmi, które wsuwał pod jej sukienkę, zapewne po to, by sprawić jej i sobie przyjemność. Patrzyła na niego z lekko rozsuniętymi, nabrzmiałymi od pocałunków ustami. - Chciałbyś.. - Szepnęła tylko i przesunęła dłonią po jego torsie w dół, chwytając go mocno za krocze. - Ale nie tym razem.. nie dziś.. skarbie. - Mrugnęła do niego i spróbowała go odepchnąć od siebie i wyminąć, choć wiedziała, że jeśli to ona była celem, to tak łatwo się nie wywinie, a on zrobi wszystko by ją zdobyć.
 
 
Reagan Golightly


Jestem w Chicago od
dwóch lat



29
uczy biologii

powoli wszystko wraca do normy

Mieszkam w
Lincoln Park

Reagan Emily

Golightly

Wysłany: 23 Listopad 2018, 22:44   
   Multi -  G. Jacobs, F. Larson, S. Faraday


    #16

Po małym, ale i owocnym urlopie życie Reagan w końcu wracało na właściwy tor. Nigdy, ale to nigdy nie przypuszczałaby, że zmieni swoje nastawienie do rodzicielstwa, ale i całej reszty. Wszystko zaczynała widzieć w zupełnie innych barwach. Powoli, małymi kroczkami relacja Nate’a oraz Reagan zaczynała nabierać tempa i to jedyne, o czym potrafiła myśleć w ostatnim czasie. Było trochę nieobecna przez kłopoty, w które wpakował się w jej najlepszy przyjaciel, bo jakby nie patrzeć traktowała go jak własnego brata. Nic dziwnego, że chciała dla niego jak najlepiej i martwiła się. Tak po prostu, po ludzku. Dzisiaj była zmuszona odrzucić wszelkie negatywne myśli, które towarzyszyły jej od dłuższego czasu. Popołudnie miała spędzić z własna córką i nie mogła wyrazić tego, jak bardzo szczęśliwa była w momencie, gdy razem z Zoey przemierzały ulice Chicago. Oczywiście, że przez cały czas była pod telefonem, a Nate zasypywał ją milionem wiadomości. Rozumiała, że martwił się o młodą, ale była teraz w dobrych rękach, a obie zamierzały dzisiaj swietnie się bawić. Trzymając Zoey za rękę dużo rozmawiały, a raczej to Jacobs zadawała milion pytań, na które Reagan musiała z sensem odpowiadać. Śmiały się przy tym głośno, przy okazji zwracając na siebie uwagę innych ludzi. Biorąc małą na ręce przebiegła z nią spory kawałek. Musiała w końcu zatrzymać się na środku chodnika, aby odsapnąć i sprawdzić swój telefon. Mężczyzna idący z naprzeciwka chyba nie zauważył Golightly, bo wpadł w nią z impetem, a już po krótkiej chwili telefon znalazł się na chodniku. - Człowieku, patrz jak chodzisz! - powiedziała z wyrzutem, ale już po chwili rozpoznała blondyna. - O nie wierzę.. Trevor? - była w szoku, że natknęła się na jednego ze swoich byłych, cały czas żyła w przekonaniu, że Chamberlein od razu po szkole wrócił w swoje rodzinne strony. Zoey automatycznie chwyciła mocniej dłoń Reagan, ale ta jednak uspokoiła ją trochę. - Nie bój się, skarbie. To mój kolega - wyjaśniła szybko i odwzajemniła uścisk jej dłoni, aby była przekonana, że jest bezpiecznie, a sama Golightly nie zamierzała zostawić jej tutaj samej.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Trevor Chamberlein


Jestem w Chicago od
Pięciu lat



33
Mechanik samochodowy

Nie w głowie mu też rzeczy

Mieszkam w
Jefferson Park

Trevor David

Chamberlein

Wysłany: 25 Listopad 2018, 21:31   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


    #7

Chamberlein dzisiaj był cały dzień na mieście. Miał do załatwienia od groma spraw, zarówno tych służbowych jak i prywatnych. Minuty uciekały mu przez palce, gdzie zamieniały się w godziny i dosłownie nic nie zrobił. Nie znosił takiej bezczynności, ale raz na jakiś czas trzeba pozałatwiać te pieprzoną biurokracje, bo nikt za niego tego nie zrobi, niestety. Takie uroki posiadania własnego biznesu. Praktycznie na okrągło się jest w pracy, bo zawsze jakiś klient musi zadzwonić po 22, bo przecież Chamberlein to nie człowiek i nie ma własnego życia, tylko całe dnie i noce, trzeba dodać, bo to ważne, spędza w pracy i nic innego się dla niego nie liczy. Nie miał już sił tego tłumaczyć, więc czasami nie odbierał, ale doszedł do wniosku, że nie może pozwolić sobie na takie coś i kupił służbowy telefon, który po zamknięci warsztatu po prostu wyłączał i odkładał na blat w kuchni. Jak najdalej od swojej sypialni, żeby nie chciało mu się wstać. Tak to sobie wymyślił nasz mechanik. Ważne, że coś daje i na spokojnie może cieszyć się prywatnością.
Szedł właśnie chodnikiem z telefonem w ręku i po prostu nie zobaczył drobnej dziewczyny z małą dziewczynką i wpadł na kobietę. Nie chciał tego, ale się zagapił. Od razu schował diabelskie urządzenie do kieszeni i podniósł wzrok na brązowowłosą dziewczynę.
- Przepraszam. - zawsze coś. Kiedy kobieta wypowiedziała jego imię zmarszczył brwi. Nie znał jej. - Czy my się znamy? - zapytał zdezorientowany patrząc na nią. Serio, nie pamiętał jej, ale jak widać ona go znała. Nie sądził, aby mieli się poznać kiedyś w barze, musiała być kimś z jego przeszłości, tylko Chamberlein nie wiedział jaką role odegrała. No to zacznie się cyrk na kółkach za parę chwil.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Reagan Golightly


Jestem w Chicago od
dwóch lat



29
uczy biologii

powoli wszystko wraca do normy

Mieszkam w
Lincoln Park

Reagan Emily

Golightly

Wysłany: 30 Listopad 2018, 01:13   
   Multi -  G. Jacobs, F. Larson, S. Faraday


Na szczęście Reagan w porównaniu do Trevora nie mogła narzekać na tryb własnej pracy. Lubiła uczyć innych i jak tylko pojawiał się weekend, albo jakieś święta to oczywistym było to, że i Golightly trochę odpocznie. Cudowne uroki bycia nauczycielem. Cóż, może i płaca powinna być nieco lepsza, ale dzięki takiemu trybowi życia mogło się mieć jakiekolwiek życie. Nic dziwnego, że teraz korzystała z niego z Zoey u boku. A nie było nic lepszego, niż popołudnie z własnym dzieckiem. Choć nie ukrywała, że miło by było porozmawiać kiedyś z Nate’m o tym, co wydarzyło się między nimi. Ale czy powinna być aż tak nachalna?
Kompletnie nie spodziewała się, że po drodze spotka kogoś znajomego, a tym bardziej mężczyznę z którym łączyło ją coś więcej, niż taka zwyczajna znajomość. A wszystko to nie skończyło się dobrze, bo Reagan zostawiła Chamberleina ze złamanym sercem, bo właśnie wtedy Jacobs zawrócił jej w głowie. Istna Moda na Sukces! Posłała mu niewyraźny uśmiech, a usta ściągnęła w wąską kreskę. - Żartujesz sobie ze mnie w tym momencie? - spojrzała na niego jak na wariata, ale tak, Golightly nie miała pojęcia, ze Trevor stracił pamięć, bo po szkole kontakt im się urwał. I tak szok, że rozpoznała go po tylu latach. No cóż, Trevor był jej pierwszym, a takich rzeczy się nie zapomina. - Reagan? Ze szkoły? Mówi ci to coś? - zagadała, próbując cokolwiek wyczytać z wyrazu jego twarzy. Chyba nie chciał, aby mówiła o tym wszystkim tutaj, w dodatku w obecności Zoey, która zawsze mogła usłyszeć coś nieodpowiedniego i przekazać ojcu. A tego przecież nie chciała, bo zaczęłyby się dziwne teorie spiskowe. Widząc, że blondyn w dalszym ciągu nie kojarzył faktów postanowiła kontynuować dalej, choć trochę niechętnie. - Można powiedzieć, że chodziliśmy do jednej klasy. I chodziliśmy razem, tak wiesz - wzruszyła ramionami, bo nie chciała mówić wszystkiego dosłownie, bo dzieciaki w tym wieku podłapywały wszystkie słowa, więc to musiało jemu wystarczyć. Jak na razie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Trevor Chamberlein


Jestem w Chicago od
Pięciu lat



33
Mechanik samochodowy

Nie w głowie mu też rzeczy

Mieszkam w
Jefferson Park

Trevor David

Chamberlein

Wysłany: 29 Grudzień 2018, 22:27   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Trevor kochał swoja prace, naprawdę. Kochał to co robi i to też dlatego to obi. Miło mu jest kiedy jakiś młody chłopak przychodzi do jego warsztaty na praktyki, to znaczy, że wybrał go spośród wielu firm, bo wydał się najlepszą opcją, albo jedną z lepszych. Cieszył się, że swoją wiedzę może przekazać dalej, aby dzieciak mógł doskonalić się w tym zawodzie. Niektórzy śmiali się, że Trevor szkoli sobie konkurencje, ale jemu to nawet nie przeszło przez myśl. Nic nie trwa wiecznie, więc jego biznes też za ileś lat może już nie istnieć. Nigdy nie wiadomo, jednak nie przewidywał czarnych scenariuszy. A jeśli komuś się uda otworzyć i idzie mu po tym jak wyszedł spod ręki Chamberleina to będzie wtedy bardzo dumny i to oznacza, że jest dobrym nauczycielem.
Niestety, ale dla mężczyzny wiele osób było tylko twarzami pojawiającymi się w jego życiu, które próbują my pomóc w odzyskaniu wspomnień. Doceniał to, tylko to tak nie działa. Właśnie taką osobą była w tym momencie dla niego Reagan. Ona pamiętała, a on nie. Dlatego wyszło trochę niezręcznie.
- Nie, nie żartuje. - powiedział lekko zmieszany pocierając tył głowy, gdzie znajdowała się delikatna blizna po wypadku. - Wiem, że brzmi to dziwnie, ale naprawdę cie nie pamiętam. - odparł trochę ciszej. Widział, że małą się trochę uspokoiła, ale nadal go bacznie obserwowała. - Ale nie bierz tego do siebie, bo większości swojego życia nie pamiętam. - dodał wzruszając ramionami tak trochę to bagatelizując, bo dla niego to było czymś normalnym.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Reagan Golightly


Jestem w Chicago od
dwóch lat



29
uczy biologii

powoli wszystko wraca do normy

Mieszkam w
Lincoln Park

Reagan Emily

Golightly

Wysłany: 26 Styczeń 2019, 15:31   
   Multi -  G. Jacobs, F. Larson, S. Faraday


Przekazywanie wiedzy innym było nie lada wyzwaniem i do tego trzeba było mieć naprawdę smykałkę, a przede wszystkim chęci. Bo większość ludzi których znała Reagan raczej robili to niechętnie i raczej z musu, bo za to im płacili. Z nią było wręcz na odwrót, bo od zawsze mówiła z pasją o zwierzętach oraz roślinach i całym środowisku. Biologia to był jej konik i nie zamieniłaby tego na nic w świecie. Golightly nie miała pojęcia czym zajmował się obecnie Trevor, bo kontakt urwał im się na ładnych parę lat. Z jednej strony ucieszyła się, że widzi znajomą twarz, ale była już tego mniej przekonana, gdy blondyn w ogóle jej nie rozpoznał. W każdym razie, nie powinna była w żaden sposób naciskać na mężczyznę, bo tym bardziej poczułby się skrępowany.
– Nie wiedziałam, Trevor. Nie miałam pojęcia – wydusiła z siebie w końcu, patrząc ze zmieszaną miną na Chamberleina. Skąd ona miała to wiedzieć, skoro nie utrzymywała żadnego kontaktu z jego rodzeństwem? – Chcesz o tym pogadać? – zapytała tak dla pewności, bo nie chciała być przecież wścibska; nie należała do tego typu osób. Ścisnęła pewniej dłoń swojej córki, aby poczuła się swobodniej i posłała w jej kierunku ciepły uśmiech. Co jeszcze miała powiedzieć? Że jej przykro? Taki komentarz byłby co najmniej nie na miejscu. Poza tym, nigdy nie była w takiej sytuacji, więc nie miała kompletnie pojęcia jak zachować się w obecnej sytuacji. – Może podam ci swój numer telefonu? Tak gdybyś chciał pogadać z kimś, kto nie będzie cię tym wszystkim przytłaczać – posłała w jego kierunku szeroki uśmiech, bo domyślała się, że rodzina robi wszystko, aby Trevor za wszelką cenę przypomniał sobie o poprzednim życiu.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Trevor Chamberlein


Jestem w Chicago od
Pięciu lat



33
Mechanik samochodowy

Nie w głowie mu też rzeczy

Mieszkam w
Jefferson Park

Trevor David

Chamberlein

Wysłany: 29 Styczeń 2019, 17:31   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Trevor wiele razy słyszał od pracowników, że po co bierze sobie na głowę uczniów, bo to tylko kłopot i tak dalej, jednak miał ich gadanie głęboko w dupie, jest to jego firma i chciał przekazywać swoją wiedze tym dzieciakom, ten sposób dzielił się miłością do samochodów, a właściwie do ich naprawiania, bo wbrew pozorom to nie jest nic prostego. Trzeba doskonale znać sposób działania oraz całą budowę poszczególnych modeli samochodu. Nie jest jakimś fanatykiem, po prostu wykonuje swoje obowiązki najlepiej jak potrafi i ma nadzieje, że klienci również są zadowoleni, z tego co się orientuje, więc czego może chcieć więcej? No właściwie, to wie, ale nie mówi o tym za głośno.
- Nic nie szkodzi, naprawdę. - powiedział z szerokim uśmiechem. Nie miał tego za złe Reagan, bo domyślił się, że nie utrzymywali ze sobą kontaktu, bo na pewno wiedziała by o czymś takim. - Wiesz co, może o tym to konkretnie nie, ale mogła byś mi kiedyś powiedzieć skąd się znamy. - bardzo mu by się to przydało. Może jakaś opowieść czy anegdota od Reagan sprawiła by, że jego wspomnienia by wróciły, dobra, nie liczył na cud, ale ucieszył by się z jednego najmniejszego przebłysku swojej pamięci, nie stracił jeszcze nadziei, mimo że minęło już tyle czasu od wypadku, ale nadzieja umiera ostatnia, nie? - Chętnie. - dodał i tak jak by trochę mu ulżyło. Nie krył się z tym, że ma amnezję, bo rodzeństwo nie traktowało go inaczej, ale miło będzie z kimś porozmawiać, z kimś ze swojej przeszłości ze świeżym spojrzeniem na sprawę. - Wybacz, ale musze już iść. Interesy. - uśmiechnął się przepraszająco i pomachał obu dziewczynom na pożegnanie.

ZAKOŃCZONE
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 3 Marzec 2019, 18:05   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


/po wizycie w studiu tatuażu + outfit ta po lewej/
Bar, do którego prowadziły schody w dół, do samego podziemia budynku, nie był tak straszy jaki mógłby się wydawać na samym początku. Grupka gości stojących przed wejściem przerażała na wstępie, zaś tabliczka na drzwiach z dźwięcznym ‘Motłochom podziękujemy’ zniechęcała do przekroczeniu progu tego przybytku przeznaczonego głównie dla typów spod ciemnej gwiazdy, których w getcie nie brakowało. Billie była jednym z nich i lubiła ten lokal głównie dzięki ciężkiemu klimatowi pełnym tajemniczości i puszczanemu w środku jazzu. Nietypowa muzyka jak na gangsterską dzielnicę, lecz gdyby wrócić w przeszłość tę oto właśnie muzykę najlepiej grali przedstawiciele jej rasy, zaś podłoże jazzu kryło się w muzyce zachodnioafrykańskiej, do której Billie miała sentyment.
Ducette siedziała właśnie przy jednym ze stolików nieco bardziej w środku sali, ale przy ścianie, z laptopem przed sobą, na którym w tempie małego robota wystukiwała komendy niezrozumiałe dla większości osób. Pracowała, nie zawsze ‘na mieście’, ale czasami musiała wyrwać się z domu, usiąść gdzieś z surowym klimatem, powdychać zapach gorzelni z nutką trawki wyczuwalnej bliżej toalet i popatrzeć na ludzi, którzy czasem w jakiś chory sposób ją inspirowali.
Zerknęła znad ekranu w stronę drzwi, które trzasnęły za nieznajomą młodą damą wyglądającą, jakby się zgubiła. Billie powróciła do laptopa, lecz po sekundzie zrozumiała, że to widowisko mogło być ciekawe i ani trochę się nie pomyliła.
Oparła się wygodniej obserwując zabłąkaną owieczkę szukającą czegoś, czego najwyraźniej nigdzie indziej nie dostała. Nieznajoma podeszła do baru, zagadnęła do pracownika, który niechętnie odpowiedział machając ręką w stronę Skipoo siedzącego na kanapie po drugiej stronie sali. Billie już wiedziała o co się rozchodziło i była pewna, że dalsza akcja potoczy się w ten sposób, bo Skipoo nie sprzedawał towarów dla nieznajomych; zwłaszcza dla jakiś młodych lasek nie z tej dzielnicy. Diler dość dosadnie dał młodej do zrozumienia, że ma szukać szczęścia gdzie indziej albo ją tu wypatroszą. Nie użył tego słowa, ale nie szczędził bluzgami i szowinistycznymi gadkami, które nie spodobały się Ducette. Normalnie by to zignorowała, ale Skipoo trochę przesadził.
- Ski! Hola, hola. Hamuj konie. – rzuciła, gdy była wystarczająco blisko podburzonego diler, jego świty i nieznajomej młodej damy.
- Znasz ją? – Skipoo spojrzał na Billie bezczelnie wskazując palcem na Weifani.
- Skąd. – machnęła ręką. – Ale wiesz, że czasem mi odbija i okazuje serce wobec zagubionych owieczek. – również bezczelnie wypunktowała młodą palcem, nawet na nią nie patrząc.
- Powiedź owieczce by zabierała dupę, bo odstrasza klientów. – którzy regularnie przychodzili do baru po coś mocniejszego (nie tylko po trawę).
Billie w końcu spojrzała na nieznajomą i widząc jej opór, bo najwyraźniej tamtej zależało by zaleźć za skórę tutejszemu dilerowi, złapała za ramię ciągnąc w przeciwnym kierunku jeszcze zanim Wei zdążyła coś powiedzieć.
Uspokój się. – warknęła trzymając na tyle mocno by tamtej odechciało się wyrywać. Zatrzymały się przy stoliku, gdzie ciągle stał laptop Ducette. – Niczego od niego nie dostaniesz chyba, że z pięści w twarz a naprawdę szkoda tej ładnej buźki. – wyjaśniła dosadnie i z ciężkim westchnieniem puściła jej ramię. – Nie za wcześnie na tego typu zakupy? – kontrolnie zerknęła na zegarek potwierdzając, że była piąta popołudniu. W takim wypadku laska albo była narkomanką i właśnie dopadał ją głód albo się z kimś założyła. – Chyba, że szukasz kłopotów. Wtedy trafiłaś idealnie. – Skipoo to jeden z tych drani, którzy nie odpuszczalni, dlatego Wei ciągle czuła na sobie jego wzrok.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Weifani Montoya


Jestem w Chicago od
urodzenia



27
instruktorka tańca

love yourself first

Mieszkam w
River North

Weifani Daryah

Montoya

Wysłany: 16 Marzec 2019, 19:24   
   Mów mi -  Gracja
   Multi -  Bailey, Zoe, Noelle


look
Znalezienie w Chicago alternatywnego dojścia do jarania okazało się być trudniejszym, niż się Weifani wcześniej wydawało. Zwykle nie miała z tym najmniejszych problemów - wszystko zawdzięczała kontaktami tu i ówdzie...Ale co gdy te kontakty nie mają Tobie nic do zaoferowania? A no, wówczas postanawiasz szukać dalej, jak zwykle musząc przy tym wpakować się w jakiś cyrk. Ostatnimi czasy do panny Montoya lgnęły wszelkie kłopoty, więc dziwnym byłoby, gdyby i tym razem dzień minął jej bez żadnych wrażeń. Tyle że akurat w kwestii swojej sympatii do ziołolecznictwa wolała jednak być ostrożną - to miała być tajemnica. Przynajmniej dla większości ze znajomych.
Tuż po przekroczeniu progu podejrzanego lokalu, wszystko potoczyło się zaskakująco szybko. Miała nadzieję jak najszybciej wziąć to, czego chciała i uciec, ale... No jak zwykle nie miała tyle szczęścia. I kiedy już była blisko rozpętania prawdziwej awantury, na pomoc przyszła jej nieznajoma. W ostatniej chwili. Weifani nie zadzierała jak do tej pory z żadnym dilerem, kto wie jak to się mogło dla niej skończyć, gdyby nie ta kobieta.
- Cholera, potrzebuję czegoś na imprezę - mruknęła niezadowolona, starając doprowadzić się jednocześnie do porządku, bo wiedziała już, że jest na przegranej pozycji a dalsze próby negocjowania skończyłyby się dla niej obitą twarzą a może nawet kulą w łeb. W końcu nikt jej tutaj nie znał - czekaj... A może ty jesteś w stanie mi coś skołować? - odezwała się cicho. Jeśli nie, po prostu wróci tam, skąd przyszła. To miejsce nie było raczej odpowiednie dla niej. Z każdą chwilą przekonywała się o tym coraz mocniej.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 17 Marzec 2019, 10:19   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


- Każdy czegoś potrzebuje złotko. – rzuciła mimochodem i wróciła na swoje miejsce przed laptopem, bo sprawa została zażegnana. Nie będzie miała na sumieniu żadnej młodej laski, chociaż to nie był jej interes. Kiedyś za przebłyski dobroci trafi na dołek albo wpakuje w gorsze kłopoty, ale jak widać, nawet teraz, po chwilowym olśnieniu miłosierdzia, potrafiła wrócić do porządku dziennego. Zrobiła swoje, młoda mogła już iść byleby nie panoszyła się wokoło Ducette, bo tej znów odbije i zechce pomóc. Nie, nie mogła. Miała na głowie tyle spraw, że dodatkowe kłopoty naprawdę nie były jej potrzebne.
Cóż, młoda najwyraźniej do takowych lgnęła wypowiadając słowa, po których Billie spojrzała na nią z wywalonymi gałami. Nie wierzyła. Cholera jasna, nie wierzyła, że nieznajoma odważyła się zapytać o coś takiego.
- Excuse me? – zapytała podkreślając, jak bardzo złym było wypowiadanie tych słów i jakże niestosownie Wei się zachowała. - Przychodzić do getta i myślisz, że każdy czarnuch handluje ziołem, narkotykami albo bronią? – oho, źle się zaczęło. To nie był dobry manewr i najpewniej dopiero teraz młoda jednostka to zrozumiała. To tak, jakby ktoś wszedł do pomieszczenia i widząc Montoye wśród innych białasów uznał, że ta na pewno miała przy sobie dragi. Wprawdzie białasów tu żadnych nie było, ale nieznajoma przesadziła, dlatego Billie nie dała jej czasu na odpowiedź kończąc swe urażone wynurzenie. – Na twoim miejscu z takim podejściem bym uważała, gdzie się zapuszczam i do kogo mówię takie rzeczy. – uprzedziła i kontynuowała. – Masz szczęście, że mam dziś dobry humor, bo bym oddała cię z powrotem temu pacanowi. – machnęła w stronę dilera, który zajmował się teraz żłopaniem swego piwska. – Nie wierzę. – pokręciła głową. – Wpadasz tutaj i śmiesz sądzić, że każdy diluje albo siedział w kryminale? Hę? – bo tak właśnie zabrzmiało pytanie Wei. Czy Billie miała coś do opylenia? A czy ona wyglądała na dilera? Czy kurwa bycie czarnym z getta z góry oznaczało niż społeczny zajmujący się nielegalnym handlem? Nie sądzę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Weifani Montoya


Jestem w Chicago od
urodzenia



27
instruktorka tańca

love yourself first

Mieszkam w
River North

Weifani Daryah

Montoya

Wysłany: 19 Marzec 2019, 16:54   
   Mów mi -  Gracja
   Multi -  Bailey, Zoe, Noelle


Słysząc komentarz nieznajomej, przewróciła jedynie oczami. Wprost nie mogła się powstrzymać, żeby tego nie zrobić. Przynajmniej kobieta uchroniła ją przed nieuchronnymi nieprzyjemnościami, za co była jej szczerze wdzięczna. Weifani wielokrotnie wpadała w różnego rodzaju kłopoty, ale tym razem była kompletnie pod ścianą i gdyby nie interwencja Billie, zapewne skończyłaby marnie.
W pierwszej chwili nie rozumiała, o co jej chodzi, kiedy spojrzała na nią w TEN sposób. Wzruszyła tylko ramionami, a kiedy nieznajoma zaczęła ten cały wywód, Montoya zaśmiała się pod nosem. Czemu w tym momencie absolutnie jej to nie zdziwiło? Ta cała reakcja na proste, krótkie pytanie? Czy to zawsze musi być aż tak skomplikowane, podszyte jakimś domniemanym rasizmem? Wystarczy tylko spojrzeć na Weifani. Czy ona wyglądała na osobę, która jest zdolna w ten sposób podsumować każdego ciemnoskórego człowieka? Och, przecież to byłaby cholerna hipokryzja.
- Ey, meisje - wtrąciła, zanim jej rozmówczyni zdążyłaby się na dobre rozkręcić w swoich teoriach. Nie chciała przecież, żeby jej słowa zabrzmiały tak, jak odebrała to ta kobieta obok niej - wyluzuj, nie to miałam na myśli. Sorry, jeśli czujesz się urażona, ale... nawet mi coś takiego do głowy nie przyszło - dodała, wzruszywszy ponownie ramionami. Była już właściwie gotowa do wyjścia z baru i zapomnienia o tej sytuacji. Spieprzyła sprawę, ale jej przeprosiny były szczere, bo doszło do fatalnego nieporozumienia - dzięki za uratowanie mi tyłka. Będę się zwijać w takim razie - mruknęła na końcu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 23 Marzec 2019, 17:07   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


Weifani mogła być najczarniejsza z nich wszystkich, co jednak nie oznaczało, że miała prawo wpadać do baru i pytać wszystkich wokoło, czy mieli pod ręką towar. Tu już nie rozchodziło się o rasizm a stereotypy, w które Montoya mogła wpaść i na widok laski ubranej tak a nie inaczej, znającej się z dilerami, pomyślała o pomyślała. A czemu najpierw nie wzięła pod uwagę innego scenariusza? Czemu nie zapytała, hej, jak masz na imię i czemu siedzieć tu z laptopem? Billie była przeczulona na tego typu rzeczy i wcale nie zamierzała się zmieniać zwłaszcza, że system całe życie ją dupczył, więc dlaczego ona miała się jemu poddać? Ktoś, kto doświadczył w życiu agresji sam taki był albo skrajnie jej unikał. Ktoś, kto od małego miał do czynienia z rasizmem, upadlaniem, umniejszaniem, szowinizmem i stereotypami, był na ich punkcie przeczulony i albo się na to godził albo walczył.
Ducette należała do drugiego typu.
- Przyszło nie przyszło, waż słowa zwłaszcza w takich miejscach. – dziewczyna była aż tak nieodpowiedzialna? Nie dość że podchodzi do niebezpiecznego dilera, to jeszcze zadaje pytania, które na głos paść nie powinny. Nikt jej nie nauczył życia, czy.. Billie zlustrowała ją wzrokiem stwierdzając w duchu, że ktoś taki z pewnością nie wychował się w getcie. Może to błędna ocena, ale żadnego innego usprawiedliwienia dla jej zachowania nie miała. Prócz tego, że mogła być głupia, ale szkoda nazywać tak kogoś, kto swą prezencją zwracał uwagę licznej klienteli w lokalu.
Prawie pozwoliła tamtej odejść. Już widziała, jak się odwraca i robi pierwszy krok, lecz w porę złapała ją za tył ubrania, pewnie kurtki, zatrzymując w miejscu.
- Kiedy i gdzie jest ta impreza? – zapytała wprost musząc przyznać, że była zbyt dobra dla ładnych dziewczyn. Powinna mieć mniej serca. – Jeżeli mnie zaprosisz, to może uda mi się coś wyciągnąć od tego tam. – kiwnęła głową w stronę mężczyzny, który niedawno spławił Wei, ale dla Ducette na pewno coś sprzeda. Znali się, więc nie będzie miał oporów a ona skorzysta, bo pójdzie sobie na imprezę, może kogoś okantuje, wyciągnie parę dolców z portfela i poderwie. Wei dostanie co chciała a ona zarobi. Wszyscy wygrywają.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 8