Poprzedni temat «» Następny temat
Alejka z tulipanami
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 1 Czerwiec 2016, 10:19   Alejka z tulipanami

[align=center:0f7004d980][/align:0f7004d980]
 


profil
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
wolę rozbijać się po

barach i pić whisky

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 23:56   
   Mów mi -  Domi


    #32, po wszystkim

Dylan w ostatnim czasie miał poważny problem ze sobą. Nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca, a wszystko przez jedną kobietę, o której nie potrafił zapomnieć. Gubił się już w tym, co jest właściwe, a co złe. Naprawdę, chciał wyjść na wszystkim jak najlepiej, ale pewnie wyjdzie jak zwykle i tyle z tego wszystkiego będzie. W każdym bądź razie, miało być lepiej. Miał przestać zadręczać się przez cały czas, ale nie mógł nic poradzić na to, że Vera, Vera Tenney w taki sposób zawładnęła nad nim całym. Po raz kolejny. Był zdania, że znowu się na tym wszystkim przejedzie, ale dobra. Ten post ssie, bo dawno nie pisałam, a moja wena już dawno uciekła.
Prescott jak to Prescott, znowu pozwolił sobie na chwilę zapomnienia. Kolejny raz sięgnął po alkohol, czego miał już nigdy więcej nie robić. Wiecie co? Nadal zamierzał zwalać wszystko na swoją byłą, bo dlaczego nie? Wszyscy dookoła są winni, tylko nie on. Tylko no właśnie, miał rację, prawda? To nie od niego to wszystko zależało. Powinien raz na zawsze ruszyć do przodu, ale nie potrafił zapomnieć o tej kobiecie w żaden sposób. Nic dziwnego, że nachlany w cztery dupy znalazł się w parku i wymachiwał rękoma we wszystkie strony, opowiadając przechodniom jaka to miłość jest zła i beznadziejna. Najlepsze w tym wszystkim było to, że on dopiero rozkręcał się. Po chwili mamrotania pod nosem, wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer Tenney. Oznajmił jej, że muszą poważnie porozmawiać i zamierzał na nią czekać tyle, ile będzie trzeba. Zajął nawet ławkę, która znajdowała się w pobliżu, głowę zwiesił, a ramiona rozłożył na szerokość ławki. Odetchnął głośno, czekając. Tylko co chciał jej powiedzieć? W dodatku w takim stanie. Ale nie było widać, aby szczególnie się tym przejmował. Musiał to zrobić i już. A co ona zrobi z tym wszystkim, to już nie jego sprawa. Po kilkunastu minutach usłyszał czyjeś kroki, podniósł wzrok i uniósł palca wskazującego do góry. - Ja nie jestem pijany! - zaprotestował od razu, rzucając Verze niewyraźne spojrzenie.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Vera Tenney


Jestem w Chicago od
wielu lat



32
strażak

uczy się żyć na nowo

Mieszkam w
Lincoln Park

Vera

Tenney

Wysłany: 28 Wrzesień 2016, 19:36   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    #26 + wdzianko robocze


Przede wszystkim, Tenney nie była tą najgorszą. Vera.. chyba nawet nie była też świadoma tego, jak ogromny miała wpływ na Dylana. A może po prostu udawała, że tego nie widzi? Nie chciała tego widzieć? Nie do końca wiem, czym Vera kierowała się przez te ostatnie tygodnie, kiedy nie ingerowała w nic. Przyjmowała na klatę dzień po dniu, każde kolejne wezwanie, tak jak każde następnie starcie z córką. Nie było to łatwe, nie, bo gdzieś po drodze straciła coś w rodzaju poczucia własnej wartości. Zatraciła się w chęci zaspokojenia potrzeb bliskich, zapominając o sobie. Tej nocy, gdy rozdzwonił się jej telefon, nie była w domu. Nie przesiadywała na kanapie w salonie, czytając jakąś książkę. Była w pracy. Do końca zmiany zostało kilka godzin i właśnie wracali z akcji. Płonący budynek, ktoś musiał wejść do środka, przeszukać kolejne pokoje, co Vera robiła bez większego zawahania. Jak wspominałam, w drodze powrotnej zorientowała się, że ktoś próbował dodzwonić się do niej. I tym kimś nie była Henley. I jakież było jej zdziwienie, gdy po drugiej stronie usłyszała tak dobrze znany sobie głos! Na szczęście, nie musieli zbytnio zbaczać z kursu, a Tenney chwilę później samotnie przemierzała kolejne alejki, a kiedy znalazła go, zatrzymała się w bezpiecznej odległości. Zmierzyła go wzrokiem, kręcąc głową przecząco. Niedbale przetarła twarz dłonią, ostatecznie zgarniając z buzi kosmyki włosów. Była brudna i mokra od wody, czym w ogóle się nie przejmowała.
- Nie jesteś. - przyznała dla świętego spokoju – Miałam przyjechać, jestem. Tylko proszę, streszczaj się, muszę wracać do pracy. - tyle że nie wiedziała, czy ma to jakikolwiek sens, biorąc pod uwagę stan w jakim znajdował się Dylan – Chciałeś porozmawiać. - dodała ostrożnie, wykonując niewielki krok w jego kierunku, rozkładając przy tym bezradnie ręce – Więc mów. - dodała, ostatecznie siadając na ławce obok Dylana.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
wolę rozbijać się po

barach i pić whisky

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 2 Październik 2016, 23:52   
   Mów mi -  Domi


Wcale nie myślał. Z pewnością nie w tej chwili i nie przez kilka wcześniejszych godzin. Dlaczego? A no właśnie dlatego, że zadzwonił kompletnie pijany do byłej dziewczyny. W jakim celu? No właśnie, czy on sam siebie ogarniał? Ale dobra, podobno ludzie po pijaku mówią prawdę, więc może jednak w pewnym stopniu jakoś mu się to opłaci, nie? Skąd mógł wiedzieć, że Tenney w tej właśnie chwili była na służbie i ratowała ludzi z płonących budynków, ściągała koty z drzew? Nie mógł tego wiedzieć, no skąd?
- Tak, chciałem. Żebyś wiedziała! – powiedział zdeterminowany, unosząc jeden palec do góry, ale tak szczerze to nadal nie potrafił znaleźć słów, które opisałyby wszystko, co w tej chwili czuł. Cholera, dlaczego ta kobieta wpływała na niego w taki sposób, że nie potrafił się wysłowić nawet będąc pod wpływem? - Najlepiej będzie, jeśli zacznę od początku, dobra? I lepiej, abyś mi nie przerywała. Na początku, gdy pojawiłaś się pod drzwiami mojego domu.. Myślałem, że to jakiś żart, iluzja. Rozumiesz? I fakt, nie chciałem cię widzieć, nawet nienawidziłem cię za to wszystko, że musiałem przez ciebie cierpieć. Nadal tak jest, ale nie potrafię z ciebie zrezygnować, Vera. I nie mówię tego wszystkiego na odczepne, albo zaraz powiesz, że jestem pijany. Jestem, no i co z tego? Ludzie mający problemy piją, w moim przypadku bardzo dużo. Przez jakiś czas znalazłem się na krawędzi, nadal tak jest, bo nie potrafię zrezygnować z picia, bo wszystko jest takie trudne. Chciałbym cię w końcu mieć, ale obawa przed złamanym sercem jest jeszcze większa, Tenney. – chyba szło mu nieźle, co? Nie można było mu zarzucić, że rzucał się do niej o byle co, bo zachowywał się jak na porządnego faceta przystało. Na takiego, który wie czego chce i kogo. - Vera, powiem to tylko raz i to właśnie w tej chwili, gdy zebrało mi się na ckliwe wyznania, dobra? Kocham cię i chcę być z tobą, wychowywać Henley i być dla niej najlepszym ojcem. Chcę w końcu żyć normalnie, razem z tobą. – podniósł się z ławki, co było słabym pomysłem, bo za chwilę zachwiał się na równych nogach, aż w głowie mu się zakręciło. Westchnął cicho, rzucając jej długie spojrzenie i w tej chwili nie odrywając od niej spojrzenia. Tak, mówił poważnie. W końcu odważył się na tak ważny krok. Brawo Dylan! Nawet, jeśli mówił to wszystko na darmo - to było warto, bo w końcu to z siebie wyrzucił.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Vera Tenney


Jestem w Chicago od
wielu lat



32
strażak

uczy się żyć na nowo

Mieszkam w
Lincoln Park

Vera

Tenney

Wysłany: 3 Październik 2016, 10:37   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Ratowała, a jakże! Jak tak dalej pójdzie, to tego wieczoru będzie ratowała również Dylana, no nie? Dylana, który znajdował się w stanie pozostawiającym wiele do życzenia. I doprawdy, tolerowała to. Tylko tyle. No, chyba że wcześniej sama by mu towarzyszyła, gdyby trzymała mu kroku w piciu, nie miałaby nic przeciwko temu, a tak? Nie mogła sięgnąć po alkohol. Nie chciała nawet spojrzeć w jego kierunku. Niemniej, ten telefon był dla niej niemałym zaskoczeniem, co było widać już tam, w wozie. Tym bardziej, że na koniec zmusiła kolegów do zmiany kierunku jazdy. Była ciekawa, to raz, a dwa, martwiła się, czemu nikt nie powinien się dziwić. Spoglądała na niego z góry, zachodząc głowę – po co? Chyba nie do końca była świadoma, jak naprawdę to wszystko wygląda – z jego strony. Bo jeśli o nią chodzi, klamka zapadła naście lat temu i od tamtej pory nic się nie zmieniło. Miała wzloty i upadki, owszem. Popełniła po drodze mnóstwo błędów, ale tam, w głębi serducha, nadal no kochała. I czy chciała, czy nie, nie mogła tego zmienić. Możliwe, że właśnie z tego powodu zamilkła tak, jak prosił. Siedziała obok niego, ani na chwilę nie odwracając wzroku. Uniosła brew, nie rozumiejąc tu niczego. O czym on, do cholery, mówił? Wbrew pozorom, i dla Very było to trudne. Wszystko. Jej rodzice przyczynili się do tego, z czym musieli się zmierzyć się zarówno Vera, jak i Dylan. I Henley.
- Dylan, nie. - zaprotestowała w pewnym momencie, ale każde kolejne słowo mężczyzny odbierało jej kolejne argumenty. Czuła się jak kompletna idiotka, bo chcąc nie chcąc, w takiej chwili nie potrafiła usiedzieć spokojnie na miejscu. Wiedziała, że nie ma czasu. Wiedziała, że powinna wracać, ale ostatecznie nie ruszyła się z ławki, a wręcz w pewnym momencie wyciągnęła ręce w kierunku Dylana i nie przejmując się tym, że mogła go ubrudzić, ujęła jego dłonie w swoje własne. A nawet otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz ostatecznie zamknęła je. Słowa były najmniej potrzebne, tak myślę. I jeszcze jedno podejście, jakby nie mogła się zdecydować co zrobić, aż w końcu, jak gdyby nigdy nic, drastycznie zmniejszyła dzielącą ją od mężczyzny odległość tylko po to, by nagle, niespodziewanie po prostu pocałować go. Delikatnie, nieśmiało, zupełnie jakby wcale nie była pewna tego, czy dobrze postępuje. Powinna odejść. Została.
- Nic więcej nie mów. - wymruczała między jednym pocałunkiem, a drugim – To mi wystarczy. - dodała i nie byłaby sobą, gdyby międzyczasie nie przeniosła jednej z dłoni na jego kark tak, aby uniemożliwić mu ewentualną ucieczkę. Chyba nie muszę pisać, że czekała właśnie na ten krok? Nie muszę. Ten uśmiech, który pojawił się na jej twarzy mówił sam za siebie – Wiesz, że nie chciałam Cię zranić. A przynajmniej nie umyślnie. Chcesz mnie? Chcesz Henley? Dobrze. Chcesz spróbować? Dobrze, bo ja też tego chcę.. - urwała nagle, przy czym po prostu uśmiechnęła się, zaraz wplatając palce w jego krótkie włosy – Jest tylko jedno „ale”. Jesteśmy w Millennium Park, niedaleko czekają na mnie moi koledzy, musimy wracać do remizy. - specjalnie pominęła wzmiankę o tym, że jest pijany, ok. I pozwoliła mu wstać, wcześniej zabierając ręce. Sama też nie ruszyła się z miejsca, a tylko powiodła wzrokiem za brunetem – Raczej nie masz wyboru. - dodała, wstając z ławki, zaraz stając twarzą w twarz z Dylanem – Porozmawiamy rano, dobrze? - i chciała również mieć go na oku. Zwłaszcza teraz.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
wolę rozbijać się po

barach i pić whisky

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 4 Październik 2016, 10:05   
   Mów mi -  Domi


Co on sobie wyobrażał po tak zobowiązującym wyznaniu? W dodatku w takim stanie, w którym się znajdował. O żadnym pośpiechu z jego strony nie było mowy, bo wystarczająco długo trzymał na dystans Verę, odtrącając ją za każdym razem, bo po prostu – czuł się przez nią zraniony, oszukany i jakkolwiek można to jeszcze nazwać. Jego uczucia do niej nigdy się nie zmieniły, jedynie przyćmił je, albo raczej zastąpił nienawiścią, bo to co zrobiła ona, a raczej jej rodzice pozostanie z nim jeszcze na długi czas. Żadne z nich nie zwróci mu tych wszystkich lat z córką. A nie wyobrażacie sobie nawet jak poczuł się dotknięty przez całą sytuację. Odkąd pamiętał zawsze miał pod górkę. Zawsze musiało coś się wydarzyć, żeby jeszcze bardziej go złamać. Ale nie poddawał się. Mimo wszystko, osiągnął własny cel i zamierzał się tego trzymać. Nieważne, co inni będą mówić. Nieważne, jak niektórzy z jego przyjaciół ganili go za samą relację z Verą i że nie powinien utrzymywać z nią jakichkolwiek kontaktów.
W każdym bądź razie, miał wrażenie, że słowa które wypływały z jego ust nie będą miały końca, a to co mówił zostanie przez kobietę jak najbardziej zrozumiane. Wyznawał jej miłość, tak? Chciał brzmieć jak najbardziej poważnie, ale jeśli w pewnym momencie zająknął się lub przedłużał słowa to tylko i wyłącznie dlatego, że alkohol dawał o sobie znać. Jasne, nie powinien pić, bo to źle wróżyło dla niego samego, ale ten ostatni raz chciał poczuć się inaczej. Dodał sobie tym wszystkim odwagi, bo wątpię w to, aby na trzeźwo wyznał jej to wszystko. Nie miał pojęcia czego się po niej spodziewać, ale wystarczył jeden gest, a jemu zrobiło się po prostu lżej na sercu. Ścisnął pewniej jej dłonie, rzucając jej krótkie spojrzenie. Odetchnął cicho, czując się zdecydowanie lepiej, inaczej. Nie trzeba było go dalej zachęcać, aby odwzajemnił jej pocałunek, bo zrobił to bez chwili zawahania. Najpierw delikatnie, aby po chwili pogłębić go do bardziej zdecydowanego, a jedną z dłoni przeniósł na jej biodro, w ten sposób nie pozostawiając między nimi żadnej odległości.
- Vera, ja to wszystko zrozumiałem, wiesz? Rozumiem teraz wszystko i nikt nigdy nie znaczył dla mnie tyle, co ty i Henley. – powiedział to na tyle cicho, aby tylko ona go usłyszała, chociaż szczerze mówiąc poza nimi nie było tutaj żadnej żywej duszy, no cóż. - Musimy? – uniósł jedną brew do góry, bo w tej chwili zapaliło mu się zielone światło. Nie spławiła go, a wręcz przeciwnie. Nie spodziewał się czegoś takiego z jej strony. Cholera, czy ten dzień a raczej jego końcówka mógł być jeszcze lepszy? - W takim razie, jestem skazany na ciebie. I twoich kolegów. – niechętnie podniósł się z ławki, obrzucając ją jeszcze jednym spojrzeniem, a jedną z dłoni pogładził jej policzek z delikatnym uśmiechem. Jak on jutro nie wstanie z wielkim kacem to będzie święto i w ogóle wow. Skinął głową na jej ostatnie pytanie i chwytając jej rękę poszedł za jej śladem w kierunku wozu strażackiego, bo mając alkohol we krwi raczej nie radził sobie z orientacją w terenie.

/zt x2 <3
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Domhnall Strudgwick
[Usunięty]

Wysłany: 10 Maj 2017, 23:38   

Rozumiał, serio. Wszystko totalnie rozumiał, ba! Miał wrażenie, że ma do czynienia z człowiekiem, z którym sam dogadałby się w oka mgnieniu albo i szybciej nawet. Jakoś tak, wewnętrznie i podświadomie czuł, jakby rozmawiał z tak samo ekstrawertyczną oraz dobroduszną istotą. Po prostu. Pewnie martwiła się o tego psa, który w końcu wcale nie był jej, bardziej, niż o swoją własną wątrobę w piątkowe wieczory. Czy coś. Tak czy inaczej, rozumiał! Dlatego nie zadawał więcej pytań, nie przedłużał, żeby móc jeszcze trochę podrapać Zeusa za uszami, tylko pożegnał się grzecznie, obiecując, że zaraz po rozłączeniu się ogarnie zarówno siebie, jak i czworonoga, po czym niezwłocznie ruszy do Central Parku! No, nie wiedział wprawdzie dokładnie, gdzie ten park był i czy w ogóle istniał, ale.. Chyba po prostu chodziło o ten najbardziej popularny park w Chicago, tak? Szybko sprawdził w telefonie, a kiedy ogarnął, że najprawdopodobniej obojgu chodziło o Millennium Park, napisał krótkiego smsa z postscriptum, że w razie czego bierze jakąś niewielką sumę pieniędzy na kawę czy lody. Tak, to definitywnie byli swoi ludzie. Niedługo potem wkraczał radośnie na zielony teren, powolnym truchtem, coby Doug nie zanudził się na śmierć przy jego tempie osiemdziesięciolatka. Co mógł poradzić, że zwyczajnie lubił chodzić po ulicach wolniejszym tempem, ale za to znacznie więcej dostrzegać? Taki był, nic nie zrobisz. Stawił się więc mniej więcej w miejscu, w którym miał się stawić, po czym klapnął sobie na trawę razem z piesełem, od razu zaczynając go głaskać na wszelkie możliwe sposoby. Zwierzaki to dopiero mają z nim dobrze.
 
 
Lena Schuster
[Usunięty]

Wysłany: 20 Maj 2017, 19:23   

Central Park? Millennium Park? A, cholera, park jak park, ten duży, na środku, albo wcale i nie, czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Ważne, że chyba obydwoje wiedzieli o co chodziło, skoro bez żadnego ale przystali na to miejsce… Chociaż musiała przyznać, że kiedy dostała sms'a, wydało jej się to jeszcze bardziej komiczne; oczywiście musiała jeszcze odpisać, próbując przy tym nikogo nie zabić! Pozostawianie wiadomości bez odpowiedzi, to w ogóle nie była jej rzecz. Ba! Zwykle, jeśli nie odpisywała, robiła to z zamysłem pokazania jak bardzo jest na drugą osobę zła. Na pięć minut. Tak, zazwyczaj nikt tego nawet nie zauważał. UPS. Ważniejsze rzeczy teraz miała jednak na głowie; kiedy już osiągnęła Ich Central Park, musiała skupić się bardziej niż zwykle, nie rozpraszając po drodze żadnym drzewem ani innym ładnym motylkiem, a wypatrując.. Psa brata, bo o ile Dommiego sobie wyobraziła, sugerując się głosem i zawodem, o tyle raczej nie mogła na tym bazować, chcąc go znaleźć! -Doug!- pies zlokalizowany, na faceta na moment nie zwróciła uwagi, bo przecież.. Skoro włochacz się do niej zerwał, majtająć ogonem na prawo i lewo, musiała go wychowawczo opierdzielić. -Ty włochaty dzieciaku, mówię ci, jeszcze raz mi tak zrobisz, to nie dostaniesz psich ciastek po kolacji!- groźba na poziomie. I nie ważne, że oczywiście musiała do niego przykucnąć i przytulić, rozburzając futro na grzbiecie ze śmiechem. Przecież nie mogła się na niego denerwować, prawda? Nic mu nie było znalazł się.. To znaczy ten miły pan go znalazł. A właśnie, pan! Dommie.
Oh. Okay, jej wyobraźnia jednak się pomyliła. Tym razem w tą dobrą stronę, to musiała przyznać. Wyszczerzyła się w uśmiechu w jego stronę, zakładając włosy za ucho, by zaraz podzielić te kilka metrów do jego kawałka trawnika, razem z piesełem oczywiście. -Hey!- rzuciła, przysiadając zaraz naprzeciwko niego, na własnych kolanach. -Po drodze widziałam takie super drzewo! Znaczy było przyozdobione, nie wiem z jakiej okazji, ale to nie ważne! Samo drzewo było świetne, gałęzie zaczynały się gdzieś na jakimś metrze pięćdziesiąt i były takie baardzo gęste, a na każdym multum listków. No i z daleka miało idealny kształt drzewka. Wiesz, jakbyś złapał kartkę i narysował najprostsze drzewo, to było super! Ozdóbki takie 2/10, ale nie można mieć wszystkiego, cnie. Nie wiem dlaczego ci to mówię. Ale to drzewo było super. Ty też jesteś super.- paplała radośnie, opowiadając o drzewie w ekscytacji patając go lekko dłońmi w kolano. Chyba nie powinna mu bredzić aż tak bardzo? Bo się przestraszy i ucieknie? Może?.. Meh. Może lubił idiotki. Oby lubił idiotki, nie zamierzała się tłumaczyć ze szczerości. Zachichotała z własnej gadatliwości, opuszczając lekko głowę i po raz kolejny zakładając włosy za uszy; bezczelne, śmiały odrastać!
 
 
Domhnall Strudgwick
[Usunięty]

Wysłany: 20 Maj 2017, 23:34   

Wiele rzeczy nie miało większego znaczenia. Park był tylko zwykłym parkiem, a głupia wiadomość i tak była głupią wiadomością. Kawa i lody? Jak na pierwsze w życiu spotkanie brzmiało całkiem normalnie. Szkoda tylko, że nawet z nią tego nie uzgodnił. Taki już był, do cholery, najpierw robił, a dopiero potem myślał — i to wszystko w sporych odstępach czasu. Kto wie, może dzięki temu przekreśli go już na samym początku, a on przynajmniej zrozumie wreszcie, że powinien się choć trochę ogarnąć? Ale to kiedy indziej. Teraz skupił się tylko na znalezieniu parku, nie spuszczając z oczu Douga, który chyba coś przeczuwał, bo był dziwnie bardzo podekscytowany. Parę minut później, gdy już siedział grzecznie pod jakimś starym drzewem, nagle usłyszał kobiecy głos, wołający jego psa. Wróć, to nie był przecież jego pies, do cholery. Musiał się ogarnąć, przestać naiwnie myśleć, że ona wcale go ze sobą nie zabierze. Cóż, Dommie miał o tyle ciężko w życiu, że do realisty było mu naprawdę daleko — na pewno dalej, niż do pesymisty. A z tym przecież nie miał absolutnie nic wspólnego, więc realizm był mu praktycznie obcy. Nie wiedział jeszcze czy to źle i jeśli tak, to jak bardzo. Był przyzwyczajony do różowych okularów na swoim nosie, do pełnego najżywszych barw świata oraz do braku jakichkolwiek zmartwień. Wbrew pozorom ten beztroski, wiecznie unoszący się nad ziemią marzyciel myślał całkiem logicznie — no bo po co martwić się na przykład tym, na co nie ma się absolutnie żadnego wpływu? Takie myślenie miało sporo sensu, a co ważniejsze, cholernie ułatwiało mu życie. Wystarczająco już je sobie sam komplikował.
W momencie, w którym dotarło do niego to radosne przywitanie, rozejrzał się dookoła i parsknął cicho pod nosem z rozbawieniem, widząc entuzjazm młodej kobiety. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie kogoś, kto miał nieskończone pokłady energii, których nigdy nie potrafił do końca spożytkować, a tym bardziej wyczerpać. Później został dosłownie zalany informacjami o jakimś drzewie, by na koniec zostać przyrównanym do niego w kwestii zajebistości. Hm, to się chyba nazywa dobry początek. — Drzewo? Mało kto poświęca tyle uwagi zwykłemu drzewu, podziwiam. I dzięki, ty też. Możemy potem pójść sobie przybić z nim piątkę. Zeus też jest super! To znaczy Doug. Wybacz, próbuję się szybko odzwyczaić, ale to trochę trudne.. — pacnął się trochę za mocno i ze zbyt dużym zażenowaniem prosto w czoło. — To jak? Jakie mamy plany? Bo jakieś mamy na pewno, nie pozwolę Ci tak po prostu zabrać pieseła i sobie pójść. Mam nadzieję, że to przewidziałaś i zagospodarowałaś dla mnie parę godzin. Kawa? Obiad? Podwieczorek? Czy coś innego? — z nerwów nie zdążył się zatrzymać i poruszył wymownie brwiami, jak skończony kretyn. Przecież nie o to mu chodziło, jasna cholera! No skreślił się na dobre, nie ma bata.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 7 Sierpień 2018, 23:10   
   Mów mi -  Darka


    #46


Życie pod jednym dachem z trójką małolatów wcale nie było takie łatwe. Odkąd najstarszy syn Leanne, Curtis, rozumiał coraz więcej, Wheeler musiała mieć się na baczności niemal non stop. Chłopiec nie dawał jej choćby chwili wytchnienia, nieustannie zasypując ją pytaniami. Malec był na tyle bystry, by wychwycić w zachowaniu Leanne pewną zmianę – była przewrażliwiona – może trochę zbyt przewrażliwiona, co było skutkiem jednorazowego powrotu do narkotyków. Nieco rozdrażniona, czasami reagowała zbyt przesadnie z powodu… właściwie, bez powodu. Niemniej, to był tylko i wyłącznie jej problem, z którym musiała sobie poradzić. Musiała, choćby się waliło i paliło.
Wycieczki – wszelkiego rodzaju wycieczki – z dziećmi również były nie lada wyzwaniem. Dziewczynki znajdowały się w wózku – jedna z nich zasnęła już po pięciu minutach odkąd wyszły na zewnątrz. Druga zaś, ciekawa wszystkiego, szeroko otwartymi oczkami obserwowała wszystko i wszystkich, wyraźnie zachwycona pieskiem, drzewkiem, ptaszkiem i wszystkim, co tylko była w stanie dostrzec. Chłopiec z kolei szedł dzielnie u boku mamy, trzymając się wózka. A poza tym.. dlaczego Millennium Park? Będąc w pobliżu, Wheeler nie mogła nie skorzystać z okazji - tym bardziej, że pogoda naprawdę dopisywała wszelkim spacerom. Z drugiej zaś strony, szkoda było znów zamykać się w czterech ścianach z dziećmi. Spacer alejką początkowo wydawał się jej być dobrym pomysłem - o tej porze nie było tu praktycznie żadnych spacerowiczów. Nic więc dziwnego, że gdy z krzaków wyłonił się duży i na pierwszy rzut oka bezpański pies, zatrzymała się gwałtownie. W tej samej chwili rozległ się płacz - wpierw jednej dziewczynki, a już zaraz drugiej. Leanne nie miała wątpliwości co do jednego - bliźniaczki było słychać zapewne również w najodleglejszym zakątku całego kompleksu. Cholera; jasne, próbowała je uspokoić. Bezskutecznie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Miles Wilder


Jestem w Chicago od
urodzenia



33
ratuje ludzi

calm down my obsessed mind

Mieszkam w
Loop

Miles

Wilder

Wysłany: 8 Sierpień 2018, 10:16   



Miles za wszelką cenę starał się znaleźć miejsce dla siebie w pustym mieszkaniu, ale nie był w stanie zrobić porządków po byłej żonie, która w dalszym ciągu zajmowała ważne miejsce w jego sercu. A tak przecież nie mogło być. Nie po tym, co zrobiła i w jaki sposób potraktowała Wildera, podczas gdy miała wszystko podane praktycznie na tacy. Jednak w tym wszystkim najbardziej myślał o własnej córce, która musiała latać od jednego rodzica do drugiego. Dlatego też chciał to zmienić, chciał zapewnić jej dom, którego Emily nie potrafiła jej dać. Przecież ta kobieta nie pracowała, żyła na łasce mężczyzn, z którymi umawiała się i sypiała. Nie mógł pozwolić, aby jego córka wychowywała się w takich warunkach. On jako jedyny mógł zapewnić jej dobrobyt. Nie miał dzisiaj żadnych planów, ale gdy jego była żona zadzwoniła z prośbą o zajęcie się Abby - nie odmówił. Pojechał od razu pod wskazany adres, nie pytając nawet o nic. Miał przynajmniej więcej czasu ze swoją córką, która rozumiała coraz więcej rzeczy. Milesowi nie pasowało też to, że córka zaczęła coraz częściej pytać, dlaczego nigdy już nie wróci z mamą do domu. Tak, mała w dalszym ciągu uważała, że mieszkanie Wildera, było jej domem. Nic dziwnego, bo przecież tam się wychowała, tam stawiała swoje pierwsze kroki. Mogło się nawet wydawać, że nic złego nie stanie im na drodze. Jak bardzo mylił się w tamtym momencie.
Korzystając z dzisiejszej pogody, nie zamierzał spędzić tego dnia w czterech ścianach, zwłaszcza, że dostał dzień wolnego, bo miał już dosyć sporą wyrobioną ilość godzin. Szedł z córką ulicami miasta, śmiejąc się w głos z głupich rzeczy i coraz bardziej przekonywał się w fakcie, że Abby miałaby z nim lepiej. Mogliby tak spędzać każdy wolny dzień, nie przejmując się problemami, które czyhały na rogu. A te problemy były właśnie związane z Emily. Idąc z córką przez park, ta natychmiast złapała się go kurczowo widząc psa. Wziął Abby na ręce, podchodząc bliżej kobiety, która wyraźnie nie mogła poradzić sobie z własnymi dziećmi. Zdziwił się, gdy podszedł bliżej. - Kogo ja widzę. Leanne, chyba sobie nie radzisz. - rzucił złośliwie i podszedł do młodego, witając się z nim. Puścił Abby, która nieśmiało próbowała jakoś zagaić do Curtisa. Normalnie domowe przedszkole. - Pomóc ci jakoś? - zapytał od razu, bo nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. A może lubił ratować damy z opresji?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 12 Sierpień 2018, 18:23   
   Mów mi -  Darka


Kto by pomyślał, że na widok psa obie dziewczynki wpadną w taką histerię? Nikt - także Leanne kompletnie nie spodziewała takiego obrotu spraw, choć powinna. Powinna być przygotowana na wszystko. Jasne, chyba w snach. Czasami miała wystarczająco dużo problemów, by poradzić sobie sama z sobą, a co dopiero z dziećmi? I to w dodatku - trójką? Łatwo nie było, ale kto jak kto, jak nie ona poradziłby sobie w nawet najbardziej ekstremalnych warunkach?
Niewątpliwie, oboje nie mieli łatwo. Chcieli zapewnić swoim pociechom jak najlepszą przyszłość, co było nie lada wyzwaniem. Każde z nich musiało radzić sobie w pojedynkę i na każdym kroku musieli udowadniać, że dadzą radę, że podołają zadaniu. Oczywiście. Czasami jednak było to co najmniej niemożliwe, żeby nie napisać, że nierealne. Sama Wheeler straciła zainteresowanie obcym czworonogiem na rzecz dziewczynek, które nie dawały za wygraną. Był to ten moment, w którym i Leanne była skłonna do płaczu – nie miałaby żadnych oporów przed przyłączeniem się do córek i płaczem razem z nimi. Ale halo! Musiała wziąć się w garść. Najlepiej już, teraz, nim ktoś oskarży ją o znęcanie się nad dziećmi.
Radzę. – rzuciła nieco naburmuszona, w pierwszej chwili nawet nie spoglądając w kierunku mężczyzny, którego obecność nieco ją speszyła – Tylko potrzebuję.. chwilę? – zabrzmiało to niemal jak pytanie, bo właśnie na zmianę wciskała dziewczynkom smoczki do buzi, jakby to miało jej jakoś pomóc. Aha, wzięły ją totalnie z zaskoczenia i, jeśli miałaby być szczera, żałowała, że ma tylko dwie ręce, które zaraz rozłożyła bezradnie, tym samym prostując się. Nareszcie przeniosła wzrok na Milesa, którego po raz ostatni widziała… dawno temu. Bardzo dawno temu – długo pojawieniem się na świecie dziewczynek. Zaśmiała się trochę nerwowo, zaraz spoglądając na syna, który chyba też nie do końca wiedział, co się dzieje. Nie mogła się nie uśmiechnąć na widok nieznajomej dziewczynki, która musiała być córką Milesa. Musiała, gdyż już na pierwszy rzut oka była łudząco do niego podobna. Jednak nie miała nawet szansy, by lepiej przyjrzeć się dziewczynce – Jeśli możesz – ja biorę jedną, Ty drugą i zobaczymy co z tego wyjdzie. – aha, roczne maluchy wcale nie były takie proste w obsłudze. Priorytetem było uspokojenie bliźniaczek. Ale chyba nic z tego nie wyszło, bo płakały dalej..?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Miles Wilder


Jestem w Chicago od
urodzenia



33
ratuje ludzi

calm down my obsessed mind

Mieszkam w
Loop

Miles

Wilder

Wysłany: 18 Sierpień 2018, 09:44   

Całe szczęście, że czworonożny przyjaciel zrezygnował już po chwili i poszedł sobie w zupełnie innym kierunku, i nie miał zamiaru atakować Wheeler oraz jej dzieci. Nie mógł nie uśmiechnąć się, gdyż ten widok bawił go odrobinę. Nic dziwnego, skoro kobieta w tym wszystkim wyglądała na naprawdę zmęczoną i miała chyba dość wszystkich, i całego świata. Nie był żadnym ekspertem, jeśli chodziło o dzieci, ale Abby za każdym razem, gdy płakała uspokajała się natychmiast jak tylko znajdowała się na rękach u ojca. Nawet Emily nie potrafiła nad nią zapanować, jak Miles. Może on po prostu był do tego stworzony? Patrzył z ciekawością, jak Leanne coraz bardziej nie radzi sobie z dziećmi, ale jasne, musiała trochę udać, że ma wszystko pod kontrolę. Rozumiał to. Żaden rodzic nie chciał być pokonany przez własne dzieci. - Jasne, potrzebujesz chwili. - pokiwał głową, niezbyt przekonany jej słowami, ale nie zamierzał przerywać jej całego cyrku, któremu przyglądał się z rozbawieniem i miał nawet wrażenie, że Wheeler podda się całkowicie i sama zacznie płakać z dziewczynkami. Całe szczęście, że Curtis i Abby byli już na tyle duzi, że mogli zająć się sobą na ten moment. Uśmiechnął się w momencie, gdy nawiązali ze sobą jakiś kontakt i zaczęli biegać w pobliżu. - Tylko uważaj, Abby! - rzucił na tyle głośno, aby mogła usłyszeć ojca, bo tak, zawsze martwił się o swoją córkę i nie pozwoliłby, gdyby coś złego stało się małej. Nie wybaczyłby sobie tego. - Możemy spróbować, sprawdzimy czy mam jeszcze w sobie to coś. - powiedział żartobliwie, spoglądając na Leę i podchodząc bliżej, aby wziąć na ręce drugą dziewczynkę, która płakała wniebogłosy. Nie, nie tęsknił za tym. Prędzej, by oszalał, gdyby miał teraz wychowywać drugie dziecko. Przeszedł te wszystkie etapy z Abby, a trzylatka była w stanie spokojnie zająć się sobą, a przede wszystkim, gdy czegoś chciała to otwarcie o tym mówiła. A ten niezrozumiały język mogli znać tylko rodzice. Zaczął bujać się trochę z dziewczynką na rękach, przyglądając się jej uważnie. - A może są głodne? Może to kolka? No nie wiem już. - westchnął cicho, bo na razie nie zapowiadało się, aby mieli spokój, bo dziewczyny nie ustępowały. - No już, cicho. Wszystko dobrze. - próbował nawet z rozmową, ale dopiero po dłuższym czasie ta znajdująca się na jego rękach ustąpiła i odetchnął naprawdę spokojny, bo już uszy zaczynały mu pękać od tego wszystkiego.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 27 Sierpień 2018, 17:19   
   Mów mi -  Darka


Leanne naprawdę dawała sobie radę. Kto, jak nie ona, huh? Świetnie sobie radziła w roli matki, pod warunkiem, że miała ten lepszy dzień i nie pozwalała wchodzić sobie dzieciom na głowę, czy choćby nie sama nie robi czegoś bardzo, bardzo głupiego – na przykład nie jara zielska po kątach lub wciąga nosem białych kresek. Pytanie podstawowe brzmi – kiedy w końcu Leanne zrozumie, że mimo starań, jeszcze całkowicie nie udało jej się zerwać z pewnymi nałogami? Problem widziała, że ale jeszcze nie była w stanie o tym mówić na głos. Niemniej, w chwili obecnej zapanowanie nad bliźniaczkami nie było łatwe – doskonale znała ten stan, gdy jedna prowokowała do płaczu drugą na zasadzie naśladowania. Jedna krzyczała, więc druga nie mogła być gorsza, prawda? Z tego wszystkiego Leanne nawet nie dostrzegła rozbawienia na twarzy mężczyzny – a jeśli nawet, sprawiała wrażenie, jakby niczego nie zauważyła. Na pewno zauważyła za to, jak szybko Curtis złapał dość dobry kontakt z dziewczynką – przynajmniej syn nie doprowadzał jej do białej gorączki.
To coś, czyli magiczna umiejętność uciszania dzieci? Tego nie można utracić z dnia na dzień. – mruknęła, jeszcze jakimś cudem powstrzymując się od siania większej paniki, podczas gdy sama właśnie próbowała na wszelkie sposoby skupić na sobie uwagę córki. W tym momencie Leanne robiła wszystko mechanicznie, zdając się na wszelkie sprawdzone sposoby, które dotychczas stosowała. Póki co, bezskutecznie. Potrząsnęła głową przecząco w odpowiedzi na pytania Miles’a odnośnie powodu płaczu dziewczynek – Nie są głodne, ani nie jest to kolka. Mają to do siebie, że robią wszystko razem. Jedna płacze, druga zaczyna robić to samo. Rzucanie zabawkami, plucie jedzeniem, spanie, marudzenie, wszystko. – wyjaśniła pokrótce, gdy obie już tylko cichutko łkały, dokładnie tak, jak opisała to Leanne. Przez chwilę wahała się, nim ponowie włożyła córkę do wózka; naturalnie, obawiała się, że dziewczynka znów zacznie płakać. Nic takiego nie miało miejsca, więc tylko skinęła głową znacząco w kierunku Miles’a, by zrobił to samo. – Wszystko razem. – powtórzyła cicho, przyglądając się córkom, nadal wyraźnie zauroczona ich urodą. Minęła chwila, nim ponownie przeniosła wzrok na bruneta, tym razem nieco uważniej mu się przyglądając – Abby to… Twoja córka? – spytała trochę niepewnie, spoglądając w kierunku dzieciaków – Nigdy nie mówiłeś, że masz dziecko. – trochę głupie stwierdzenie, prawda. Nigdy nie byli też na tyle blisko, by rozmawiać o sprawach prywatnych – przynajmniej tych jego. Właściwie, nie znali się prawie że w ogóle, z wyjątkiem tych podstawowych informacji – a właściwie, Leanne niewiele wiedziała o Wilderze, głównie ze względu na charakter ich… pracy? Zajęcia? Jak zwał, tak zwał. Tak naprawdę, w swoim czasie Federalni wiedzieli o niej wszystko i pod niemal każdym względem był to jednostronny przepływ informacji. Jednak poszczególne twarze zapamiętała i potrafiła dopasować do nich właściwe imiona.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Miles Wilder


Jestem w Chicago od
urodzenia



33
ratuje ludzi

calm down my obsessed mind

Mieszkam w
Loop

Miles

Wilder

Wysłany: 3 Wrzesień 2018, 16:51   

Miles nie byłby taki do końca przekonany, czy poradziłby sobie z trójką dzieci, bo to było nie lada wyzwanie, prawda? Z jednym był problem, a jeszcze dołożyć do tego dwójkę małych urwisów i mamy prawie zwierzyniec. Miles pod tym względem czuł się spełniony i kolejnego dziecka nie chciałby już mieć. Wystarczyła mu Abby, poza którą świata nie widział, a poza tym starał się z całych sił, aby młoda była przy nim. Chciał tego. I wiedział, że w końcu dopnie swego, tylko potrzebował jeszcze trochę czasu, aby poukładać własne życie. Zresztą, jeśli chodziło o samą Leanne, to miał całkowitą świadomość w jakich tarapatach wcześniej była, ale teraz nie wiedział czy nadal w nich była, czy może wyszła ogarniając się na rzecz własnych dzieci. Ale nie pytał. Nie teraz oraz nie tutaj, przy dzieciakach.
- Słyszałem różne rzeczy, ale zaraz to sprawdzimy. - wzruszył ramionami, chcąc sprawdzić, czy jeszcze miał podejście do małych dzieci, bo miał to szczęście, że Abby potrafiła mówić o tym co jej pasowało, a co nie. Odzwyczaił się już od ciągłego płaczu z byle czego. - Rany.. I mogą tak cały dzień? Całe szczęście, że z Abby nie było takich problemów. - zerknął w kierunku dziewczynki, która bawiła się z Curtisem, śmiejąc się głośno razem z synem Wheeler. Chociaż oni nie marudzili z byle powodu. Gdy obie dziewczynki przestały płakać wniebogłosy odetchnął w duchu, że nastała błoga cisza i mógł ułożyć jedną z nich obok drugiej w wózku. - I spokój. Ciekawe na jak długo. - nie zamierzał dołować Leanne z tego powodu, ale z dziećmi tak po prostu było. Potrafiły nawet płakać, gdy nudziło im się. Tak po prostu, bo miały taki kaprys. -Tak, to moja córka. - wyjaśnił od razu, uśmiechając się delikatnie i ponownie spojrzał w kierunku dziewczynki. -Nigdy nie było okazji, aby o tym pomówić. W pracy nie ma czasu na opowiadanie takich ckliwych rzeczy. - taka była prawda, zazwyczaj nie dzielił się z nikim faktami ze swojego życia, bo nie było takiej potrzeby. Poza tym, wtedy przybierał maskę, nikt nie musiał znać jego prawdziwego oblicza, ani tego, że posiadał rodzinę. W tym fachu nie było to potrzebne. - Staram się, żeby Abby była ze mną, a nie przy matce, która jest okropna. I muszę jakoś udowodnić, że dla niej ważne są tylko pieniądze. - nie wiem dlaczego zwierzał się jej z takich rzeczy. Szukał tylko pomysłu jak to wszystko zrobić.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 16 Wrzesień 2018, 12:05   
   Mów mi -  Darka


Tak się składa, że Leanne doskonale wiedziała, jakie potrafią być dzieci – w końcu miała ich aż troje. Nieważne, że z przypadku, ale jednak. Była matką trójki dzieci i gdyby ktoś powiedział jej, że te stworzenia są niegroźne dla otoczenia – wyśmiałaby delikwenta prosto w twarz, bez większego zawahania. Oczywiście, zawsze znajdzie się jakiś wyjątek – jak w tym przypadku Abby, z którą podobno nie było większych problemów. Jasne, zdarza się. Teraz Miles miał o tyle dobrze, że nie musiał zgadywać, co aktualnie dolega jego dziecku, w przeciwieństwie do Leanne.
Było to trochę niezręczne, gdy w gruncie rzeczy obcy mężczyzna pomagał jej uspokoić bliźniaczki, ale nie oszukujmy się, Wheeler miała tylko dwie ręce i czy chciała, czy nie, nie była w stanie dokonać niemożliwego, zwłaszcza w miejscu publicznym. Tak czy inaczej, biorąc pod uwagę to, jak szybko uporali się z płaczącymi dziewczynkami, chyba dobrze zrobiła prosząc Miles'a o pomoc - Pięć, dziesięć minut. Albo dłużej. Z nimi nigdy nic nie wiadomo. - odpowiedziała, krzywiąc się nieco w odpowiedzi, bo nic innego jej nie pozostało. O pewnych rzeczach nadal nie powinni rozmawiać, mimo że ich drogi już dawno się rozeszły. Wtedy - czyli te kilkanaście miesięcy wcześniej, albo i dłużej - sytuacja Leanne naprawdę nie była za ciekawa. Jednak czy chciała, czy nie, nie mogła wszystkiego utrzymać w tajemnicy, również przed Miles'em. Teraz nie chciała do tego wracać - przynajmniej w rozmowie. W praktyce było trochę inaczej. Jednak z drugiej strony, oczywiście, że nie wiedziała o jego córce - nie miała prawa wiedzieć. Wówczas wyjątkiem był Jason. Mniejsza.
- Czeka Cię trudna walka. - stwierdziła z pozoru niedbałym tonem, gdy ponownie przyjrzała się mężczyźnie - Sąd zawsze bardziej skłonny jest powierzyć opiekę matce, niż ojcu. - ale tego chyba nie musiała mu przypominać, prawda?

/zt x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lara Forester


Jestem w Chicago od
malucha z przerwami



30
DJ

Hey kid, love is for losers now

Mieszkam w
River North

Lara

Forester

Wysłany: 23 Grudzień 2018, 01:28   
   Multi -  Oliver, Nicole, Anthony


#17 + outfit

Lara nie jest osobą wylewną w uczuciach, jednak czasem potrafi coś miłego wymyślić, po którym druga osoba czuje się doceniona. Ostatnim czasy przechodziła naprawdę wielką rewolucję uczuciową. Pokazała to na cmentarzu, kiedy zdjęła maskę wielkiej twardzielki pokazując jak bardzo brakuje jej matki w życiu. Zupełnie jakby miała z nią idealny kontakt przed śmiercią, a wcale tak nie było. Kłóciły się, nie zgadzały w sprawach wyglądu, ubioru, pracy i innych ważnych życiowych kwestii. Dlatego zdziwiło Forester, że miała jakieś uczucia, które w tamtym momencie chciały się uzewnętrznić w postaci łez. Tym razem miała spotkać się z Freyą na przyjemny spacer po parku wieczorną porą. Idealne miejsce, mające swój klimat, to też nie mogła przyjść z pustymi rękoma, nawet jeśli nie były już parą.
Gdy zauważyła blondynkę uśmiechnęła się. Po cichu zakradła się od tyłu do kobiety i zakryła jej oczy. Zwykle jej niespodzianki były dopracowane w każdym calu.
- Zgadnij kto to?- powiedziała z uśmiechem, a gdy usłyszała odpowiedź, zabrała dłonie, wręczając czerwoną różę.- To za naszą ostatnią noc.- i jakże piękny poranek powinna dodać, bo jak inaczej określić poranne wtulanie się w siebie i pyszne śniadanie zjedzone wspólnie w kuchni. Puściła przyjaciółce oczko. Takie gesty nie były w jej naturze, ale przemiana wciąż trwała, także może staną się częstsze? Kogo ja oszukuje, Forester nie zmieni się nigdy, ale Freya była idealną kochanką.
- Co słychać? Już się lepiej czujesz?- bo ich ostatnie spotkanie było odskocznią. Zapomnieniem o tym, co się działo w ich życiach. Tamta strata pacjentki i widmo zmarłego brata musiały dalej męczyć kobietę, bo wyglądała na zmęczoną. Dlatego też Larka od razu spytała o samopoczucie. U niej było coraz lepiej. Powoli odzyskiwała siły po nielegalnej walce, a ręki już nie zdobił gips, którego pozbyła się, jak tylko lekarz powiedział, że wszystko się prawidłowo zrosło. W jej życiu wszystko zaczynało się układać, co było czymś dziwnym, bo zazwyczaj miała pod górkę, czy to za dzieciaka, czy teraz.
– Od razu pragnę na starcie zaznaczyć, że pięknie dzisiaj wyglądasz.- komplement, który kiedyś na pewno by nie wyszedł z jej ust. Jak to było możliwe?! Trudno to wyjaśnić, ale po prostu cieszyła się ze spotkania. Wolnym krokiem zaczęły przemierzać alejki, przy okazji raz na jakiś czas patrząc w gwiazdy na niebie. Lara pocałowała Freye w skroń i zagarnęła ręką do siebie, w razie jakby kobieta zaczęła marznąć. Piękna i idealna noc w cudownym towarzystwie, czego chcieć więcej?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Freya Gallagher


Jestem w Chicago od
dawien dawna



32
Rezydentka chirurgii

Maxwell miesza jej w głowie

Mieszkam w
Streeterville

Freya

Gallagher

Wysłany: 24 Grudzień 2018, 22:23   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Phoebe, Elena, Peach, Lily


    #7

Prawdę mówiąc, Freya była strasznie zestresowana ich dzisiejszym spotkaniem. Czuła się okropnie, ponieważ kiedy ostatni raz się spotkały, trochę wykorzystała swoją byłą dziewczynę. Była w rozsypce i potrzebowała towarzystwa. Bała się, że wysłała w jej stronę jakieś błędne sygnały, choć tak naprawdę była zakochana w kimś innym. Ciągle nie potrafiła przyznać, lecz takie były fakty. Ostatnie miesiące nie były dla niej łatwe. Utrata ukochanego brata sprawiła, że nieco przygasła. Wiele się w jej życiu pozmieniało i wcale nie wychodziła na prostą. Wręcz przeciwnie, okres świąteczny sprawiał, że czuła się jeszcze gorzej. Miała za sobą kilka dni wolnego, ponieważ nie potrafiła otrząsnąć po stracie młodej pacjentki. Parę dni temu, złożyła niespodziewaną wizytę Maxwell’owi. Nie planowała tego, lecz ewidentnie coś ją do niego ciągnęło. Od zawsze mieli się ku sobie, choć ich relacja należała do tych raczej skomplikowanych.
Kiedy dotarła do parku, chwilę czekała na swoją towarzyszkę. Wsadziła ręce w kieszenie długiego płaszcza, ponieważ w Chicago panowała iście zimowa aura. Może nie było siarczystych mrozów, lecz temperatura wahała się w okolicach zera. Freya była strasznym zmarzluchem, dlatego wolała się przygotować. Jej powitanie troszkę ją zdziwiło. Właściwie nie wiedziała, czy ich spotkanie odbyło się w jakimś większym celu.
— Dziękuję, róże są piękne, ale naprawdę nie musiałaś — odparła nieco zakłopotana. Uśmiechnęła się łagodnie i ucałowała ją w policzek, ponieważ tak nakazywały dobre maniery. Szczerze, nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Znała Larę dość dobrze i zdecydowanie nie była typem niepoprawnej romantyczki.
— Wszystko w porządku, czuję się znacznie lepiej — tą kwestię opanowała niemal do perfekcji, chociaż znacznie mijała się z prawdą. Delikatnie uniosła kąciki ust ku górze i odgarnęła pasmo włosów za ucho. Freya nie lubiła rozmawiać o uczuciach. Rzadko się przed kimś otwierała. Aktualnie była trzeźwa, więc Lara nie powinna liczyć na jakiekolwiek głębsze wyznania. Alkohol sprawiał, że pozwalała sobie na więcej.
Z każdą chwilą robiło się coraz dziwniej, przynajmniej z jej perspektywy. Była już pewna, że wprowadziła Larę w błąd i nie miała pojęcia, jak się z tego wyplątać. To nie tak, że nie podobało się jej zachowanie. Wręcz przeciwnie, jej była bardzo atrakcyjną kobietą. Jednak obecnie Freya potrzebowała samotności, musiała przemyśleć to i owo. — Dziękuję. Posłuchaj… czy coś się dla Ciebie zmieniło? — wypaliła nagle i delikatnie zmarszczyła czoło. — Trochę dziwnie się zachowujesz — stwierdziła dość obiektywnie i przystała na krótką chwilę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lara Forester


Jestem w Chicago od
malucha z przerwami



30
DJ

Hey kid, love is for losers now

Mieszkam w
River North

Lara

Forester

Wysłany: 25 Grudzień 2018, 00:03   
   Multi -  Oliver, Nicole, Anthony


Lara doskonale wiedziała, że nie ma na co liczyć po tej nocy, lecz jak nigdy zaczęła robić sobie nadzieję. To, że ostatnio skomplikowała sobie przyjaźń z Vee niepotrzebnym seksem, strasznie ją gryzło i z początku miała wątpliwości, czy jeszcze będą się przyjaźnić, bo poranna awantura była przednia. Co prawda żadna nie żałowała tego, to jednak lekki niesmak pozostał. Czy miała prawo liczyć na coś więcej z Freyą? Już raz im nie wyszło, a dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi. No cóż, nie wiedziała, co takiego dokładnie poczuła, że teraz zachowywała się jakby jej… zależało.
Może faktycznie to było niestosowane? Te róże, później objęcie i pocałunek. Na co ona w ogóle liczyła, przecież to miała być tylko jednorazowa przyjemność… Trochę za późno to zrozumiała i ukłuło ją to w serduszku, ale przecież nie da po sobie tego poznać. Uśmiechnęła się tylko niewinnie na komentarz o małym prezencie w postaci kwiatka. Oczywiście w kolejnym zdaniu coś jej nie grało i zamierzała drążyć, dopóki Gallagher nie powie prawdy!
- Dobra, takie gadki to możesz wciskać wszystkim, ale nie mi.- stwierdziła pewnym głosem, próbując wymusić, choć troszkę bardziej poprawną odpowiedź na swoje pytanie.- A tak serio? Co się dzieje?- dużo o niej nie wiedziała, w końcu tyle ile zdołały sobie powiedzieć przy późnym śniadaniu w mieszkaniu blondynki, nie było wystarczające, aby stwierdzić co dokładnie dzieje się w jej życiu.
Łatwo było odróżnić dwie wersje Freyi. Ta po alkoholu niezwykle wylewna i bardzo potrzebująca drugiej osoby. Ta druga, trzeźwa udająca, że wszystko jest okej i ani trochę nie potrafiąca przyznać się co ją gryzie. Obie wersje były jednak bardzo pociągające dla Lary.
- Przedobrzyłam.- stwierdziła, słysząc pytanie kobiety. Już wiedziała, że się wygłupiła.
- Przepraszam, po prostu tak na mnie działasz.- dodała, zwieszając trochę minę. Wszem wobec trzeba przyznać, że miała słabość do Gallagher i chyba się nigdy tego nie pozbędzie. Znów jak ostatnia kretynka, dała się złapać na jej urok…
Zwolniła trochę kroku i puściła dziewczynę, chowając ręce do kieszeni. Była zakłopotana i nie za bardzo wiedziała co powiedzieć, choć zwykle języka w gębie jej nie brakowało. Skręciły w alejkę, po której mało kto wędrował. Cisza i spokój. Jednak za plecami czuła kroki. Nie jakoś blisko, ale zaniepokoiło to krótkowłosą. Wolała nic nie mówić towarzyszce. Ręką powędrowała, do kieszeni bluzy gdzie w pogotowiu miała broń. Cicho liczyła, że to jakiś przechodzień, który skrócił sobie drogę do domu. Od ich wspólnej nocy nie mogła przestać myśleć o smsie, który postawił ją w gotowości na nadejście kłopotów. Trzymała mocno zaciśnięte palce na blokadzie, aby w razie potrzeby szybko go odbezpieczyć. Miała nadzieję, że Gallagher nie widziała, co trzyma (choć kątem oka mogła to ujrzeć) i dlaczego tak nagle się spięła.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Freya Gallagher


Jestem w Chicago od
dawien dawna



32
Rezydentka chirurgii

Maxwell miesza jej w głowie

Mieszkam w
Streeterville

Freya

Gallagher

Wysłany: 25 Grudzień 2018, 19:42   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Phoebe, Elena, Peach, Lily


Być może Freya sprawiała dziś wrażenie oschłej i nieco wyniosłej, ale była po prostu… zdziwiona. Tak, zdziwiona to chyba dobre określenie. Jej była dziewczyna bardzo ją zaskoczyła. Nie spodziewała się takiego zachowania i poczuła się trochę spłoszona. Blondynka jasno wyznaczała granice i lubiła, kiedy inni ich przestrzegali. Nie była zła, ponieważ naprawdę nie chciała nikogo zranić. Nie chciała, żeby Lara zrobiła sobie nadzieje, nie chciała, żeby skończyła ze złamanym sercem. Zasługiwała na coś więcej, ponieważ serce Gallagher należało do kogoś innego. Jej życie uczuciowe było bardzo skomplikowane, ponieważ przewijało się w nim sporo osób. Najpierw Lara, później Frank, teraz na horyzoncie pojawił się Maxwell. Mężczyzna był najlepszym przyjacielem jej zmarłego brata. Poznali się parę lat temu i od razu coś między nimi zaiskrzyło, lecz nigdy nie posunęli się dalej. Zostali dobrymi znajomymi. Dobrymi znajomymi, których bardzo do siebie ciągnie. Mężczyzna ponownie pojawił się w jej życiu stosunkowo niedawno, lecz myślała o nim przez cały ten czas. Martwiła się, że coś mu się stało. On również przeżył ogromną stratę. Podczas jego ostatniej misji zginęło pół oddziału. Nawet teraz, kiedy Freya rozmawiała z Larą, rozmyślała o Maxwell’u i o ich ostatnim spotkaniu.
— Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać, moje życie jest zbyt skomplikowane — stwierdziła z ciężkim westchnieniem. Freya naprawdę nie chciała obarczać jej swoimi problemami. Wiedziała, że może Lara i po części by zrozumiała, lecz nie była w jej skórze. Nie miała pojęcia, co działo się w jej głowie. Jej brat był dla niej najważniejszą osobą na świecie. Był jej jedyną prawdziwą rodziną i osobą, którą kochała najbardziej na świecie. Sama wolałaby umrzeć, bo to Jason bardziej zasługiwał na życie.
Jedno było pewne, Freya miała niesamowity urok osobisty. Wiele osób miało do niej słabość, choć nie była kusicielką roku. Pakowała się w liczne związki, ale to dlatego, że potrzebowała w swoim życiu kogoś, kogo mogłaby szczerze pokochać. Do tej pory nie odnalazła swojej drugiej połówki, lecz wciąż miała znikomą nadzieję, że zwiąże się z kimś odpowiednim.
— Lara… Naprawdę nie chcę Cię skrzywdzić. Jesteś cudowną osobą i było nam razem cudownie, ale w tej chwili nikogo nie szukam — przyznała i nieco niepewnie spuściła wzrok. Nie potrafiła spojrzeć jej w oczy i nie potrafiła przyznać na głos, że czuje coś do Maxwell’a. Wciąż tkwiła w przekonaniu, że mężczyzna jest tylko jej przyjacielem. Szczerze mówiąc, nie sądziła, że taki mężczyzna mógłby się nią zainteresować. Była chodzącym nieszczęściem.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lara Forester


Jestem w Chicago od
malucha z przerwami



30
DJ

Hey kid, love is for losers now

Mieszkam w
River North

Lara

Forester

Wysłany: 25 Grudzień 2018, 21:15   
   Multi -  Oliver, Nicole, Anthony


Nie miała prawa robić sobie nadziei, a jednak to zrobiła, czemu? Trudno powiedzieć…przecież tamtej nocy mówiły sobie, że nic się nie zmieni i to, że razem spędzą wieczór, nic nie znaczy. Lara nie mogła sobie uzmysłowić, co takiego w niej zaszło, że pozwoliła sobie na takie myślenie.
- Uwierz mi komplikacje to moje drugie imię.- stwierdziła, lekko unosząc kąciki ust. Jej życie nie było proste, choć powoli takie zaczynało być. Żyła sama, nie przejmowała się nikim ani niczym. Powrót do Chicago trochę napsuł jej krwi, ale gdyby zapytać, czy jest szczęśliwa, mogłaby powiedzieć, że w jakiś dziewięćdziesięciu procentach tak. Brakowało jedynie tych dziesięciu, które wiązały się z Hazel, ale to wolała zostawić dla siebie.- Nie chcesz, nie mów, nie naciskam.- bo przecież siłą i dodatkowym pytaniom tylko pogorszy sprawę, a tego nie chciała. Martwiła się, ale przecież tego nie pokaże, bo Freya znów zaprzeczy, gdy spyta, czy wszystko w porządku. To spotkanie miało być miłe, ale wcale tak się nie zapowiadało, no cóż, nie można mieć przecież wszystkiego naraz.
- Zrozumiałam.- powiedziała oschle, choć wcale nie chciała tak zabrzmieć. Czy można powiedzieć, że w tej chwili dostała kosza? Raczej nie, bo przecież była na to przygotowana. Po prostu było jej głupio, że tak się zachowała.
Kroki za nimi były coraz bliższe, to też Lara nie chcąc nic mówić, przyspieszyła. Skręciła w kolejną alejkę, sprawdzając, czy podążająca osoba, dalej będzie iść tym samym torem. Okazało się, że nic a nic się nie zmieniło. Niespokojnie odwróciła się przez ramię, by popatrzeć, kim była ów persona. Wysoki mężczyzna w kapturze, z szalikiem aż pod same oczy. Tylko tyle zdołała zobaczyć przez ułamek sekundy. Złapała Freye za rękę, modląc się, aby tamta zaraz nie urządziła jakiejś sceny. Zrobiła to tylko dlatego, że pary zwykle sprawiały, że ludzie wokół się peszyli. Boże, żebym myliła się, co do tego gościa. Przystanęła na chwilę i spojrzała Freyi w oczy.- Pocałuj mnie…- szepnęła na szybko, widząc, że mężczyzna zatrzymał się i usiadł na ławce. Może faktycznie źle oceniła sytuacje? Jednak palcami dalej trzymała broń. Przylgnęła do kobiety, nic nie mówiąc. Ujęła jej dłoń i schowała do swojej kieszeni, gdzie ułożyła ją na broni, by Gallagher dobrze wiedziała, co Forester chowa.- Proszę, nie panikuj.- szepnęła jej na ucho. Na razie panowała nad sytuacją, tylko pytanie na jak długo…?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Freya Gallagher


Jestem w Chicago od
dawien dawna



32
Rezydentka chirurgii

Maxwell miesza jej w głowie

Mieszkam w
Streeterville

Freya

Gallagher

Wysłany: 26 Grudzień 2018, 00:43   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Phoebe, Elena, Peach, Lily


Freya poczuła się okropnie. Blondynka miała ogromne wyrzuty sumienia. Wiedziała już, że popełniła błąd, kontaktując się z nią tamtego feralnego wieczoru. Naprawdę nie chciała jej zranić, lecz czuła się wtedy taka samotna. Straciła pacjentkę i kompletnie się załamała. Alkohol również zrobił swoje, ponieważ kiedy pisała te wszystkie wiadomości, nie była trzeźwa. Może nie urwał jej się film, ale kolejnego dnia męczył ją kac, również ten moralny. Trochę się w życiu pogubiła. Ciągle poszukiwała własnej drogi, sposobu na szczęście. Wszyscy wokół powtarzali jej, że czas leczy rany. Miała nadzieję, że pewnego dnia zapomni i ruszy dalej. Nie wiedziała jeszcze, że na chwile spadnie na nią kolejne nieszczęście. Ich dzisiejsze spotkanie było prawdziwą katastrofą. Czy ten wieczór naprawdę mógł być jeszcze gorszy? Freya miała wrażenie, że wylała na nią kubeł zimnej wody. Może nie dała jej kosza, ale z pewnością jej słowa nie były miłe. Blondynka starała się zabrzmieć delikatnie, lecz była dość bezpośrednio. Może była krucha i delikatna, ale potrafiła postawić na swoim.
— Nie chcę Cię skrzywdzić, zależy mi na tobie, ale myślę… — zaczęła nieco niepewnie. Podnosiła wzrok, żeby na chwilę na nią spojrzeć. — Myślę, że będzie lepiej, jeśli każda z Nas pójdzie w drugą stronę, możemy zostać przyjaciółmi — ich rozmowa była dla niej niezwykle trudna, choć te słowa padły z jej ust z zaskakującą łatwością. Może i nie chciała, żeby znów były parą, lecz na pewno nie chciała też, żeby Lara na dobre zniknęła z jej życia. Ze związkiem raz im nie wyszło, może teraz powinny spróbować z przyjaźnią? Tak byłoby najlepiej, przynajmniej z jej perspektywy. Naprawdę nie potrzebowała teraz żadnych dodatkowych zmartwień.
Dziewczyny dalej przemierzały alejki. Spacerowały powoli, Freya rozkoszowała się zimowym wieczorem. Miasto wyglądało niesamowicie. Blondynka nie zauważyła, że ktoś je śledzi. Słowa Lary trochę ją zdziwiły. — Słucham? — spojrzała na nią nieco zdziwiona, kiedy brunetka włożyła jej dłoń do swojej kieszeni, wyczuła broń. Delikatnie zmarszczyła brwi, spoglądając na nią totalnie zmieszana. Nie miała pojęcia, co się dzieje. — Lara, co tu się dzieje? — zapytała trochę poddenerwowana, ponieważ jej była miała przy sobie broń. Freya była przeciwna tego typu działaniom. Uważała, że zazwyczaj nie prowadziły do niczego dobrego i tym razem chyba miała rację. Jej kolejne słowa sprawiły, że trochę się uspokoiła. Wzięła głęboki wdech, czekając na słowa wyjaśnienia.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lara Forester


Jestem w Chicago od
malucha z przerwami



30
DJ

Hey kid, love is for losers now

Mieszkam w
River North

Lara

Forester

Wysłany: 26 Grudzień 2018, 02:19   
   Multi -  Oliver, Nicole, Anthony


Lubiła to we Freyi. Była bezpośrednia i nie owijała w bawełnę jak większość ludzi. Przynajmniej w kwestiach relacji międzyludzkich. Było już jasne, że przyjaźń będzie dla nich odpowiednim rozwiązaniem. Zapewne do momentu, gdy znów się któraś z nich się napije. Wtedy znowu wskoczą na wyższe obroty. Cóż, trudno to jednoznacznie stwierdzić, ale Larka obstawiała tę opcję jako bardzo prawdopodobną.
- Niech tak będzie.- stwierdziła, zgodnie nawet nie próbując tłumaczyć, że się wygłupiła. Niech będą dla siebie przyjaciółkami i tyle. Bez większych uczuć było łatwiej, a nie było lepszej osoby w ich tuszowaniu niż krótkowłosa.
Jak miała wytłumaczyć tę sytuację? Że jest przewrażliwiona, na punkcie bezpieczeństwa dlatego nosi broń?
- Spokojnie Freya, błagam, nie panikuj po tym, co Ci powiem i co teraz zrobię…- złapała za jej policzki, automatycznie wyjmując ręce z kieszeni, przy czym mocniej przylgnęła ciałem tak, aby wyglądało, że się całują. Wcale nie musiały, ale naprawdę uważała, że to spłoszy gościa, który w tym samym momencie zagwizdał z aprobatą.- Nasza noc była idealna i nie mówię tego, żeby potwierdzić, że coś czuję. Z jednym małym wyjątkiem, dostałam wtedy niepokojącego smsa.- szepnęła w jej usta, ale tak by kobieta wszystko dokładnie zrozumiała. Złączyła ich czoła, lekko napierając na jej nos.- Nie wiem, co się dzieje, ale ktoś mnie obserwuje…- dodała, odgarniając blond kosmyk za ucho. Złożyła krótki pocałunek mimo tego, co przed chwilą sobie powiedziały. Koniec miał być końcem, ale w tej chwili Lara drżała o bezpieczeństwo kobiety, więc wolała udawać, że pałają do siebie wielką miłością. Mogła w ten sposób polepszyć ich sytuacje albo pogorszyć.- Wzięłam z domu broń, bo bałam się o bezpieczeństwo.- od razu wytłumaczyła, nie chcąc trzymać jej dłużej w niepewności. Odwróciła się tak, aby Gallagher miała ogląd na sytuacje.- Widzisz tamtego gościa?- szepnęła pomiędzy pocałunkami składanymi na szyi.- Obserwuje nas prawie od początku naszego spaceru. Nie wiem, czego chce i ...boję się o Ciebie.- ledwo przeszło jej to przez zaciśnięte gardło. Nigdy nie mówiła takich słów, bo też nigdy nie była w takiej sytuacji. Chciała chronić przyjaciółkę. Żałowała, że tamtej nocy nie powiedziała o tym smsie.- Umiem strzelać z broni i nic się nie stanie. Obiecuję. Zaufaj mi...- powiedziała bardzo pewnie, choć wcale a wcale nie była tego pewna, ale przecież panika nie była teraz wskazana. Złożyła kolejny pocałunek na ustach kobiety i znów zaczęła kroczyć ścieżką. Mężczyzna wstał z ławki i ruszył za nimi tym razem szybszym krokiem.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Freya Gallagher


Jestem w Chicago od
dawien dawna



32
Rezydentka chirurgii

Maxwell miesza jej w głowie

Mieszkam w
Streeterville

Freya

Gallagher

Wysłany: 26 Grudzień 2018, 22:06   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Phoebe, Elena, Peach, Lily


Freya ceniła sobie bezpośredniość, ponieważ zdecydowanie nie była typem osoby, która lubiła bawić się cudzymi uczuciami. Była w kilku związkach, miała kilka przelotnych romansów, lecz zawsze jasno określała swoje zamiary. Kiedy związała się z Frankiem, powiedziała mu, że pragnie czegoś więcej. To nie tak, że czuła się staro, lecz miała na karku przeszło trzydziestkę. Stwierdziła, że to dobry moment, aby nareszcie się ustatkować. Nie myślała o małżeństwie bądź dzieciach. Zapewne byłaby najgorszą matką na świecie. Chodziło jej raczej o posiadanie stałego partnera lub partnerki. Pragnęła mieć przy sobie osobę, z którą mogłaby kroczyć przez życie. Śmierć czyhała na każdym kroku. Blondynka nie chciała marnować czasu, który był jej dany. Nie była jakoś szczególnie wierząca, lecz uważała, że ziemska wędrówka jest jedynie pewnym etapem. Freya miała nadzieję, że gdy kolejnym razem sięgnie po alkohol, nie zrobi z siebie kretynki i nie zadzwoni do Lary. Wiedziała, że w takiej sytuacji znów popełniłaby ten sam błąd. Nie kochała jej, lecz miała do niej pewną słabość. Wiedziała, że brunetka jest osobą, na której zawsze może polegać.
Na jej kolejne słowa skinęła tylko głową. Starała się zachować zimną krew, chociaż nie było jej łatwo. Kiedy usłyszała jej wyjaśnienia, poczuła dziwnie ukłucie w żołądku. Poniekąd przeczuwała, że za chwilę dojdzie do katastrofy. — Jakiego sms’a? — zapytała wyraźnie zaniepokojona i spojrzała jej prosto w oczy. Musiała wiedzieć. Natychmiast. — O mój Boże! Dlaczego ktoś Cię obserwuje? — zapytała zdziwiona, ponieważ takiego obrotu spraw kompletnie się nie spodziewała. Gdy zaczęła ją całować, nie sprzeciwiła się. Czuła się nieco niezręczna, ale uwierzyła w jej słowa. Wiedziała, że chodzi o ich bezpieczeństwo. Żałowała, że wcześniej nie wiedziała, że jej była dziewczyna ma kłopoty. Nigdy by jej tu nie zabrała. — Widzę — delikatnie skinęła głową, ukradkiem zerkając w kierunku mężczyzny, który je obserwował. Wyglądał podejrzenie. Freya wiedziała, że będą z tego kłopoty. Nie rozumiała, dlaczego zawsze musiała wpakować się w jakieś bagno. Widziała, że Lara była zdenerwowana. To niepokoiło ją jeszcze bardziej. — Spokojnie, jakoś sobie poradzimy — zapewniła ją, chociaż sama nie do końca wierzyła w swoje słowa. Ciężko westchnęła i po chwili znów ruszyła z miejsca. Kiedy przyśpieszyły, nieznajomy mężczyzna znów przyśpieszył. Był zdesperowany i nie miał zamiaru odpuścić. Później wszystko działo się już strasznie szybko. Mężczyzna wyciągnął bowiem broń i zaczął strzelać.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lara Forester


Jestem w Chicago od
malucha z przerwami



30
DJ

Hey kid, love is for losers now

Mieszkam w
River North

Lara

Forester

Wysłany: 26 Grudzień 2018, 23:40   
   Multi -  Oliver, Nicole, Anthony


Co takiego Lara zrobiła, że życie ją tak karało? Owszem była okropna w liceum, niszczyła psychicznie i fizycznie ludzi i miała na to wszystko wywalone, ale czemu akurat, teraz gdy już się układało mała dostać po dupie? Ktoś to wytłumaczy w sensowny sposób? Naprawdę nie chciała zaleźć nikomu za skórę, więc nie mogła sobie uzmysłowić skąd ten sms. Wiedziała, że jej ojciec zapożyczył się wśród typków spod czarnej gwiazdy, bo już jej grożono, ale przecież spłaciła prawie wszystko. O co mogło teraz chodzić? Czy znów kochany ojczulek ją w coś wpakował? Sama chciałaby to wiedzieć.
- Freya, uwierz mi, nie mam pojęcia czemu.- szepnęła. Czuła się w tej chwili jak ostatnia idiotka, tłumacząc się jak mała dziewczynka, kiedy ktoś nakrył ją na kradzieży, której nie była pomysłodawczynią. Dlaczego milczała o smsie, przecież jakby zdradziła, choć kawałek swojej historii wszystko mogłoby się inaczej zakończyć. Nie potrafiła się otworzyć i na tyle i zaufać Gallagher, aby przynajmniej powiedzieć o niebezpiecznym ojcu. Była głupia i nic tego nie zmieni.
Na początku nie było źle, bo mężczyzna utrzymywał dosyć sporą odległość, jednak wszystko się zmieniło, gdy przyspieszyły kroku, chcąc go zgubić. Forester trzymała mocno palce na broni, by w razie czego jako pierwsza zaatakować. Najlepszą obroną jest atak, nieprawdaż?
Szkoda, że spóźniła się te ułamki, kiedy facet zdążył pociągnąć za spust. Zanim zdążyła się obrócić, usłyszała trzy strzały, jednak gdy chciała wymierzyć w niego broń, ten jak poparzony zerwał się do ucieczki. Strzeliła, ale niecelnie.
Nie poczuła nic. Czyżby jej nie trafił? Ale jak to? Przecież to niemożliwe? A co jeśli… W tym momencie obróciła się w kierunku blondynki, widząc jak tamta, trzyma się za ramię i brzuch. Wszystko działo się jak w typowym kinie akcji. Pościg, strzały i slowmotion, kiedy główny bohater orientował się, co właśnie zaszło. Tak było również teraz. Krótkowłosa w mgnieniu oka znalazła się przy kobiecie, łapiąc, zanim jeszcze upadła, powoli kładąc ją na swoich kolanach.
- Jezus, Maria... Freya! Hej! Proszę, nie odpływaj...- powiedziała, od razu w panice odgarniając kosmyki włosów, które zasłaniały twarz kobiety. W co ona najlepszego ją wpakowała?!- Słyszysz… nic Ci nie będzie…obiecuję. Zaraz zjawi się pomoc.
Forester była w tak wielkim szoku, przez co była przekonana, że to jeden z koszmarów, które ostatnio jej się śniły. Ucisnęła ręką miejsce, gdzie kula przeszyła ciało przyjaciółki. Drugą ręką wyjęła telefon, aby zadzwonić po kartkę. Ledwo skleciła zdanie, gdzie się znajdują, aby po chwili odłożyć urządzenie i sprawdzać, czy poszkodowana zaraz jej nie zejdzie na kolanach. Bała się. Można rzec, że pierwszy raz w swoim życiu była tak przerażona.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Freya Gallagher


Jestem w Chicago od
dawien dawna



32
Rezydentka chirurgii

Maxwell miesza jej w głowie

Mieszkam w
Streeterville

Freya

Gallagher

Wysłany: 27 Grudzień 2018, 00:57   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Phoebe, Elena, Peach, Lily


Są takie dni, kiedy katastrofa wisi w powietrzu. Kiedy rano Freya wstała z łóżka, miała złe przeczucia. Poniekąd przeczuwała, że stanie się coś złego, jednak nie sądziła, że zostanie postrzelona podczas spotkania w parku ze swoją byłą dziewczyną. Wszystko działo się tak szybko, że blondynka straciła rachubę. Gdyby ktoś zapytał ją o przebieg tego feralnego wieczoru, nie byłaby w stanie odpowiedzieć. Kiedy Lara zapewniła ją, że wszystko będzie dobrze, uwierzyła jej. Nie sądziła, że mężczyzna naprawdę zrobi im krzywdę. Na pewno nie sądziła, że wyciągnie broń, że odda celny strzał. Pech chciał, że dwukrotnie trafił w blondynkę, za pierwszym razem w rękę, za drugim razem w okolice brzucha. Freya poczuła ogromny ból i osunęła się na ziemię. Widziała mroczki przed oczami, nie miała pojęcia, co się dzieje. Straciła panowanie nad własnym ciałem. Słyszała, że Lara coś do niej mówi, ale nie wiedziała co. — Ja… umieram — wydusiła z siebie tylko te dwa słowa i zamknęła oczy. Była pewna, że to koniec. Przez te wszystkie miesiące naprawdę chciała umrzeć, lecz teraz zdała sobie sprawę, że miała do zrobienia jeszcze tyle rzeczy.
Kiedy straciła przytomność, Lara wezwała pomoc. Po kilku minutach na miejscu zjawiło się pogotowie i policja. Sanitariusze zajęli się Freyą, Lara musiała odpowiedzieć na kilka pytań ze strony policjantów, którzy sprawiali wrażenie natarczywych. Zadawali wiele niefortunnych pytań. Za wszelką cenę chcieli dowiedzieć, do czego dokładnie doszło. Chcieli też jak najszybciej ująć mężczyznę, który zbiegł z miejsca zbrodni. Freya została przewieziona do pobliskiego szpitala. Jej stan był ciężki i niestabilny. Czekała ją długa operacja, która wcale nie musiała zakończyć się powodzeniem. Z racji tego, że była pracownikiem, szpital szybko skontaktował się z jej adopcyjnymi rodzicami, którzy szybko dotarli na miejsce. Byli przerażeni, ponieważ oboje byli pewni, że nie przeżyliby straty kolejnego dziecka. Może Freya nie była idealną córką, ale bardzo ją kochali i zrobiliby dla niej wszystko.

/ zt.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,26 sekundy. Zapytań do SQL: 9