Poprzedni temat «» Następny temat
Basketball Court Club
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 23 Listopad 2016, 16:47   Basketball Court Club

[align=center:7819df13d5][/align:7819df13d5]
 


profil
 
Javier Vasquez


Wysłany: 23 Listopad 2016, 22:03   

Strój treningowy Chicago Bulls, Javier nosi nr 24.

Javier już od kilku dni organizował mecz na hali, w którym mieli wziąć udział jego znajomi. Jako, że znał dosyć sporo ludzi w mieście, spodziewał się dużego odzewu. Chciał bardzo pograć, gdyż sparingi z profesjonalnymi zawodnikami nie były już na jego nadwyrężone 20-letnim treningiem kolana. Pojawił się na miejscu pierwszy, odbierając klucz od stróża i pozapalał wszystkie światła, by hala była dobrze oświetlona. Udał się do szatni, w której przebrał się w strój treningowy Chicago Bulls, który należał do klubu z Wietrznego Miasta, jednakże jako członek sztabu trenerskiego miał do nich dostęp i zabrał dwa komplety dla osób, które zaprosił na dzisiejszą amatorską grę. Zostawił komplety strojów w szatni i wyszedł na halę, wzdychając lekko z uśmiechem.
Przekozłował kilka metrów z piłką, odbijając ją o starannie wypolerowany parkiet. Wiedząc, że jest sam, skupił się tylko i wyłącznie na oddawaniu rzutów, które w większości były celne. Operował na półdystansie, dlatego po każdym rzucie musiał podbiegać pod kosz, by zebrać rzuconą piłkę.
 
 
Ida Lanchester
[Usunięty]

Wysłany: 24 Listopad 2016, 09:31   

- 2, tak na sportowo jakoś przyszła pewnie, plus miała do tego jakąś kurtkę

Czuła, jak jej mięśnie napinają się niepotrzebnie, jak kości strzelają, kiedy zastyga w miejscu zbyt długo. Kiepsko spała. Ostatni okres w jej życiu nie należał do, em... bajecznych. Utrata siostry wpłynęła na nią, odnosząc swój sukces w pozbawieniu jej beztroski, jaką prowadziła jeszcze do nie dawna. Westchnęła ciężko, wypuszczając zastane powietrze spomiędzy ust, przypominających wysuszoną śliwkę. Potrzebowała dzisiaj jakiegoś powera, czegoś, co dałoby jej mobilizację do działania i rozruszania się, na zewnątrz, jak i jakoś wewnątrz. Gdzie z czerwonego światła, zapaliłoby się zielone i mogłaby ruszyć tak pewnie, że miałaby totalnie gdzieś niesprawiedliwość świata. Znajomy zadzwonił do niej niespodziewanie, w samo południe, że o jakiejś określonej porze, dzisiaj jest mecz. Powinna iść? Zdecydowanie. Chociażby, żeby oderwać myśli od tego co niepojęte i skupić się na jakiejś przyjemności. Lubiła koszykówkę. Dawniej ją nawet kochała, ale jak to bywa miała dwie miłości i wybrała taniec. Ten bardziej na nią oddziaływał. Ale nawet on, nie potrafił jednak dzisiaj rozładować jej emocji. A raczej nie dzisiaj, ale od dwóch miesięcy, to było niemożliwe. Kto wie, może stara miłość ciemnowłosej byłej koszykarki, ruszy w nią to czego jej brakuje? Podobno, stara miłość nie rdzewieje. Tchórzliwie jednak, zamiast ruszyć z propozycją chęci zagrania, widząc, że jest jedna osoba, usiadła w najdalszym zakątku Sali, podziwiając gracza. Pewnie z czasem zeszło się trochę ludzi, a ona ani na moment nie opuściła swego miejsca. Obserwując, chłonąc otoczenie.
Już w tym momencie kibicowała mężczyźnie z numerem 24. Miała okazję popatrzeć sobie jak się rusza i jak strzela do kosza. Dobry jest. Jej kolega, który miał zagrać i pewnie nawet znał Javiera, rozejrzał się za nią zdziwiony, że ona tam jest w zakątku trybun, a nie na boisku. Wysłał jej pewnie znaczące spojrzenie: "co jest?", a ona sama tego nie wiedziała. Jakby coś ją wcięło... może nie powinna tutaj przychodzić. I trzeba było czegoś, co przekona ją do gry. Może brak meczowego zawodnika?
 
 
Javier Vasquez


Wysłany: 24 Listopad 2016, 12:43   

Ku uciesze Vasqueza, w pomieszczeniu zaczęło się pojawiać co raz więcej osób. Część z nich sam zaprosił, kilku jednak było dla niego zupełnie nowych - najwidoczniej wiadomość o wynajęciu hali rozeszła się wśród jego znajomych i zaangażowali w te spotkanie jeszcze więcej osób. Był to miły zwrot akcji, pożądany wręcz. Mężczyzna uważnie obserwował kto wchodzi na parkiet, nie zapominając o tym, by co jakiś czas oddać rzut do kosza. Uśmiechnął się wiedząc kilka znanych sobie osób, z którymi nie grał od czasu zakończenia szkoły średniej - ach te stare dziadki!
Brunet przywitał się ciepło z kilkoma trzydziestolatkami i wymienił chwilę uprzejmości, śmiejąc się przy okazji kilka razy. W międzyczasie na placu gry zaczęło się pojawiać co raz więcej osób, aż w końcu ich liczba wyniosła nieparzyste dziewięć. Javier podzielił drużyny tak, aby nie było dużych dysproporcji np. wzrostu i wyszło na to, że to właśnie jego drużyna potrzebowała na gwałt jakiegoś zawodnika. Swoją szansę na zgarnięcie kogoś, były koszykarz dostrzegł w kobiecie, która była ubrana w miarę na sportowo, ale przyszła chyba tu tylko oglądać, jak oni grają.
Uniósł lekko brwi, przyglądając jej się uważnie z odległości kilkunastu metrów. No no... wow - aż go zatkało, z pewnością wszyscy wiemy dlaczego.
Udał się na moment do szatni, chcąc zabrać z niej ostatni jersey treningowy swojej ekipy tym razem z numerem pięć. Wyszedł z przebieralni i udał się w stronę brunetki, która miała teraz okazję dołączyć do nich i dobrze się bawić przez najbliższą godzinę, o ile nie więcej.
Położył koszulkę na jej kolana i wystawił rękę, chcąc pomóc jej podnieść się z siedzenia.
- Otrzymałaś powołanie do naszej drużyny. Kontrakt obowiązuje przez jeden mecz, z możliwością przedłużenia go na cały sezon. - uśmiechnął się lekko, siląc się na w miarę oficjalny ton. Szybko jednak zachichotał i obrócił to wszystko w żart, czekając na decyzję ślicznotki odnośnie dołączenia do nich. W ogóle, to z bliska wyglądała jeszcze lepiej... i był pod co raz większym wrażeniem. A podobno nie bierze się nic na ładne oczy, nonsens.
 
 
Ida Lanchester
[Usunięty]

Wysłany: 24 Listopad 2016, 14:03   

Co ona sobie myślała. Pewnie właśnie nie myślała, bo tak było lepiej ostatnimi czasy. Przychodząc tutaj nie sądziła, że będzie postawiona w sytuacji takiej propozycji. No bo w sumie, to on do niej podszedł, a nie ona nalegała na tą grę. Choć znajomy machał do niej też swoją męską grabą, żeby przyszła do nich, to jednak nie ruszyła się nawet o milimetr. I jak Mahomet nie chciał iść do góry, tak ostatecznie góra przyszła do Mahometa. Ciekawe, mhm. I to przysłała jej jeszcze zawodnika z numerem 24. Tego samego, na którego wpatrzona była przez dobre paręnaście minut wcześniej, jak się rozgrzewał. Uniosła na niego swoje zdziwione ciemnoczekoladowe spojrzenie, bo tak się stało, że ona siedziała w dalszym ciągu, a on stał nad nią, z tym swoim delikatnym uśmiechem i swoją propozycją, nie do odrzucenia. Już zanim podszedł, a jeszcze jak szedł w jej stronę podejrzewała o co chodzi, ale dopiero kiedy wypowiedział te swoje słowa, stało się to rzeczywiste, nie do zignorowania jej zmysłów i rozumu. Ah, dźwięk odbijającej się piłki o parkiet już skutecznie działał na nią, wywołując dobrze znane, ale dawne bodźce. Nie grała już tak często jak dawniej. Poświęcała się bardziej tańcu na innym parkiecie, jak temu z piłką. Nie mogła jednak narzekać.
- Serio? Piątka? - towarzyszyły tym słowom, unoszące się brwi kobiety, kiedy przeniosła spojrzenie na ułożoną zachęcająco na jej kolanach, koszulce? Co za moc zadziałała, że to akurat był numer pięć? Cień uśmiechu zwiększył się, w niewypowiedzianej nadziei, jaka się dla niej pojawiła. Kto wie, czy gdyby nie ten numer, to by zagrała. Ale jednak, poczuła nagłą chęć poruszania się po dobrze wypolerowanym parkiecie.
- Biorę – rzuciła pewnie, przenosząc spojrzenie na mężczyznę, któremu jeszcze przed momentem tak kibicowała. Uśmiechnęła się szerzej, pozostawiając go w niewiedzy odnośnie znaczenia, pewnie przypadkowego przez niego wziętego numeru, danej koszulki. – Ale jeden mecz – tak, może sobie mówić, nawet jeśli wyglądała całkiem poważnie mówiąc to. Powinna się rozgrzać, ale już pewnie było na to za późno, wszyscy czekali. Podniosła się nawet w tym momencie z miejsca, korzystając z jego dłoni. Jej ciało poczuło ulgę, że nie musi dalej pozostawać bez ruchu. Ostatnio za nic nie rozumiała nawet swoich własnych potrzeb. Jeszcze trochę, a mogłaby zapuścić korzenie. Atmosfera na boisku zapowiadała się dobrze. Wszyscy entuzjastycznie podchodzili do wspólnej gry. Zauważyła, że wiele osób się tutaj zna. Ona znała tylko Davida. Wspólnego znajomego obydwojga, a przynajmniej wyglądali jakby się znali chociaż przelotnie z 24. Nie miała wyboru drużyny, bo pewnie grałaby z kolegą. Ale traf chciał, że dostał się jej Vasqueza. – I nie znasz zawodnika do kontraktu. Pozwolę się przedstawić… Ida – rzuciła specjalnie tylko imieniem, bo uśmiechnęła się kącikiem ust w jego kierunku, udając się w dół pewnym krokiem, po szybkim uściśnięciu dłoni zapewne, co miało przypieczętować wspominany przez niego i ją już - kontrakt. I nie, nie podpisywała żadnego z diabłem, zaprzedając swoją duszę. Nie w tym przypadku.
- Mogę liczyć na pozycję rozgrywającego? – zapytała wprost w kierunku jej nowej drużyny, z którą szybko się przedstawiła, ściskając pewnie z każdym dłoń i jeszcze ubrała jakoś w pośpiechu powierzony jej strój, narzucając na to co miała koszulkę. Cóż, pewnie była tu najniższa, choć niekoniecznie. Metr siedemdziesiąt jeden to jednak niezbyt dużo.
 
 
Javier Vasquez


Wysłany: 24 Listopad 2016, 20:05   

Wyciągnięcie numeru piątego było zwyczajnym przypadkiem, tak naprawdę zabrał za sobą sześć koszulek wyjazdowych i sześć domowych - od numerów jeden do pięć, plus swój ulubiony czyli dwadzieścia cztery. Postawił na prostotę, gdyż nie chciał kombinować z numerkami, które i tak załatwił swoim znajomym. Swoją koszulkę dostał, reszta powinna się cieszyć z tego co ma i najwidoczniej, trafił idealnie, choć wcale w to nie celował.
Cieszył się w duchu, że dziewczyna postanowiła dołączyć do nich, dzięki czemu nie musieli grać albo czterech na czterech, albo jednego mniej w polu. Dzięki temu zagrają wszyscy, no i nawiąże się jakąś nową znajomość, w końcu Ida była dla niego kimś obcym aż do teraz. David jak widać miał nosa, zapraszając tancerkę z koszykarską przeszłością na halę - niech Bóg mu wynagrodzi to w dzieciach jak najpóźniej.
- Javier. - odparł z małym uśmiechem.
Dostrzegając, jak Ida zakłada na siebie treningowy jersey, lekko pochylił się do przodu, namawiając wszystkich do stworzenia koła - szybka narada była niezbędna. Jej propozycja wydawała się być dobra, gdyż jako najniższa, najbardziej przyda się właśnie na obwodzie. Nie oczekiwał od niej bóg wie czego, wiedział, że brunetka może odstawać od nich poziomem, a już na pewno warunkami, więc wystarczy mu tylko zaangażowanie, choć trochę umiejętności z pewnością zrobi na nim jeszcze większe wrażenie.
- Panowie, poznajcie Idę, naszą nową rozgrywającą. Ida, to Marc, Tony, Alex i Mitch. - dłonią wskazywał szybko kolejnych członków drużyny. - Ja pokryję najwyższego i będę grać pod koszem dzisiaj. W obronie gramy strefą 3-2, Ida w środku, ja z Alexem pod koszami, wy wybierzcie sobie skrzydła. Bez wymuszonych rzutów, tylko czyste pozycje. Jak nie macie co zagrać, unieście lewą ręką, wyjdę wtedy po piłkę i zagram jeden na jeden. - wytłumaczył zalążek założeń "taktycznych" i wystawił rękę do przodu, dając ją na okrzyk. Po odbyciu rozmowy motywacyjnej, natychmiast udał się pod kosz, gdyż zaczynali od gry w obronie.
Co prawda miał ochotę zagrać jako rozgrywający, gdyż na tej pozycji nominalnie grał całą karierę, aczkolwiek sytuacja wymusiła u niego grę pod koszem, gdyż był jedynym, który może nawiązać jako-taką walkę z prawie dwumetrowym rywalem. Musiał więc dostosować się do warunków i działać na korzyść zmontowanej na szybko drużyny.
Klasnął dwa razy w dłonie i krzyknął do kolegów z drużyny przeciwnej, że mogą zaczynać. Widząc, jak jego ekipa rozstawia się w kryciu strefą, mrugnął jednym okiem do Idy, przekazując jej niewerbalnie trochę otuchy oraz wiary w to, że ich nie zawiedzie.
- Dobra panowie... i panie! Pokażcie świeżakom jak się broni w Chicago! - krzyknął, mobilizując drużynę do agresywnej obrony i zaczął powoli przestawiać odrobinę wyższego od siebie zawodnika, z którym przyjdzie mu się mierzyć przez następne kilkadziesiąt minut. Zaparł się jedną nogą i przedramieniem delikatnie popychał przeciwnika, wybijając go cały czas z rytmu walki o pozycję.
 
 
Ida Lanchester
[Usunięty]

Wysłany: 25 Listopad 2016, 11:00   

To jej numer. Dawny, to znaczy. Pierwszy raz, wchodząc w skład drużyny szkolnej otrzymała właśnie koszulkę z numerem pięć. Co było jakby pobudzające dla dawnego gracza, takiego jak ona. Tak jakby mogła cofnąć się w swoją przeszłość i przeżyć… no nie wiem, deja vu? Tak, coś w tym było, kiedy jej ręce zacisnęły się na materiale od koszulki, a oczy mrugnęły dyskretnie by zgodzić się bez zastanowienia na męską propozycję i nagle zacząć mieć ochotę na tą grę, która rozgrywała się na samym środku hali. I pomyśleć, że to był tylko przypadek, do tego trafiony. Los musiał sobie z nią igrać, w przyjemny o dziwo sposób. W końcu, coś się do niej uśmiechnęło. No w końcu! Ostatnio była oderwana od rzeczywistości, ale sama sobie wmawia, że postara się to zmienić. Dlatego pewnym krokiem wkroczyła na parkiet. Nie wiem, czy numery koszulek dla tych wszystkich ludzi tu zebranych coś znaczą, ale dla niej na pewno ta cyferka nałożona już na nią, znaczyła wiele. Przelotnie przeszła po wszystkich spojrzeniem, aż zawiesiła je na swoim nowo poznanym, towarzyszu gry. Gdzieś tam jeszcze uniosła ramiona i pokręciła głową wymownie do Davida, dzięki któremu tutaj się dzisiaj znalazła. Miał pewne ogniki w oczach, które mówiły: „Dam Ci wycisk mała, przygotuj się i teraz wcale nie żartuję!”. Chyba cieszył się, że będą w przeciwnych drużynach i będą mogli mieć kontakt podczas gry. Pewnie też specjalnie wybierze sobie ją na cel, żeby ją osaczyć na parkiecie. Cały David! Skupiła się jednak nie na nim o dziwo, ale już na męskim głosie Javiera, jak i jego spojrzeniu. Pełna uwaga i skupienie.
- Tak jest, liderze – rzuciła prędko do Javiera, który wszystkim kierował i mówił co i jak, kiedy tylko następnie zrealizowali wszyscy okrzyk z uniesionych razem rąk. Miała oko, na kogo wcześniej kibicować, bo typ znał się na rzeczy. Chociaż nie wymyślał jakichś nie wiadomo jakich strategii na ten moment, czy ataków pozycyjnych, to i tak dawał radę i potrafił napędzać zespół. Ogólnie lubiła znać ludzi z którymi gra, ale o dziwo teraz gra z tymi osobami jej nie przeszkadzała. Miło się wszyscy przywitali wcześniej i dodawali jej otuchy. Uśmiechnęła się przez moment, doskonale wiedząc, że pozycja rozgrywającego jest właśnie dla niej. To, że będzie na środku też jej spasowało, chociaż miała nadzieję, że uda jej więcej czasu spędzać na połowie przeciwnika i kreować atak. Ale grała z facetami i to większymi od niej, to nie będzie się za bardzo porywać. Chociaż… zobaczymy jak gra ją poniesie, bo jak już jest na parkiecie, to o świecie zapomina, a skupia się na piłce i zawodnikach. Uwielbiała pozycję rozgrywającego, bo tam zawsze grała dawniej i ona kreowała jednak wszystko. I miło z jego strony, że jej ją bez problemu dał, chociaż miała do niej swoje prawa najbardziej, jako najniższy gracz. Powędrowała spojrzeniem za nim, ustawiając się jak trzeba, zanim tamci rozpoczną grę. Nie miała czasu już na nic, piłka była w grze. Nic już więcej nie mówiła, tylko robiła swoje. Zwinnie poruszała się po parkiecie, aż w jakimś momencie piłka spoczęła bezpiecznie w rękach rozgrywającego (właśnie jej). Z pozoru nic ciekawego się jeszcze na parkiecie nie działo. Wiadomo jednak, że pod koszami trwa zażyta już walka o jak najlepszą pozycję wyjściową do skutecznej akcji. Właśnie tam, Javier i jakiś nieznany jej typ wykorzystywali swoją siłę, spryt i umiejętności… być może także i doświadczenie by dać drużynom przewagę. Przedarła się na połowę „wroga”, gdzie już David z tym swoim uśmieszkiem otoczył ją by utrudnić jej przekazanie piłki.
- Jak zawsze zbyt pewny siebie – mruknęła pod nosem, korzystając z tego, że odciągnęła jego uwagę i podała Alexowi piłkę, co najlepsze pod kroczem, swojego pewnego siebie znajomego. I wcale nie zamierzała pozbawić go dzieci w przyszłości, skoro już mu jakieś życzyłeś. :lol: Mrugnęła mu okiem, wrednie i minęła go zwinnie z małym uśmieszkiem. Teraz to czy trafią zależało już od Javiera, któremu podano piłkę i miał możliwość strzału. Chyba. Ale wierzyła, że poradzi sobie z obroną.
 
 
Javier Vasquez


Wysłany: 26 Listopad 2016, 23:32   

Gra się rozpoczęła, a Javier był w swoim żywiole. Wcześniej przedstawił członków drużyny, ustalił prowizoryczną taktykę i cieszył się, że może wrócić do regularnej gry w Chicago, za którym tęsknił przez długi czas - dopóki tu nie powrócił. Tak naprawdę, to liczył na większy odzew, gdyż zaprosił na salę wielu znajomych ze szkoły średniej z czasów, gdy wspólnie się uczyli, ale tak naprawdę odpowiedziało zaledwie kilka osób - wcześniej grali wszyscy, teraz większość nie ma albo czasu, albo nie ma ich w Chicago. Albo są w takiej formie, że się wstydzą gry.
Pierwsza akcja jak widać była na korzyść jego drużyny, gdyż przeciwnicy zakończyli ją tzn. "rzutem rozpaczy", który odbił się potężnie od obręczy i wyleciał poza pole trzech sekund. Do piłki wyskoczył Vasquez, który zebrał jedną ręką piłkę i szybko zawinął ją do siebie, przytrzymując ją drugą ręką, by mu nie wypadła i by nie została mu wybita. Widząc, że sytuacja jest opanowana, a przeciwnicy wracają do ustawienia obrony, podał piłkę do rozgrywającej i powędrował pod kosz na drugą stronę.
Widząc atak pozycyjny swojej ekipy, wyszedł mniej więcej na środek i gdy Ida zagrała piłkę między nogami jednego z ich zawodników, Javier postawił jej zasłonę z lewej strony, by mogła uciec od swojego obrońcy i poszukać szansy na półdystansie - o ile otrzyma piłkę. Jak widać Alex miał inny plan, gdyż zagrał po przekątnej do Tony'ego, który z kolei po zasłonie wbił się z piłką w środek, mniej więcej na linię rzutów osobistych i zagrał niesygnalizowane podanie do Javiera, który złapał piłkę w obie ręce. Zanim jednak zdążył złożyć się do rzutu, bądź minięcia, połapała się obrona, która natychmiast wymusiła na byłym graczu Chicago Bulls grę tyłem do kosza i izolację. Brunet zaparł się jedną nogą, zakozłował kilka razy, przepychając ciałem obrońcę, który na niego naciskał i zamarkował obrót w prawą stronę swoim ramieniem, po czym wyuczonym ruchem nóg uwolnił się spod opieki podkoszowego, oddając przy okazji rzut hakiem, który wpadł do kosza.
Z pokerową twarzą Javier udał się na swoją połowę, zajmując po raz kolejny miejsce w tej samej strefie obronnej, w której stał wcześniej.
- Następną piłkę podaj po obwodzie, żebyśmy mogli zagrać trójkąt. Pobiegniesz w miejsce podania, ja postawię zasłonę temu z piłką, a później przekażę ci ją z rąk do rąk, stawiając przy okazji zasłonę z lewej strony. Wjedziesz pod kosz i albo skończysz sama, albo podasz do Alexa. - poinstruował swoją nową znajomą, w której od razu dostrzegł umiejętności. Mało który gracz zadecydowałby się na takie podanie oraz ucieczkę za plecy obrońcy, nie mając wcześniej styczności z koszykówką.
Przez chwilę Vasquez myślał o niej trochę więcej, przez co jego koncentracja na moment spadła - śliczna, a w dodatku umie grać w kosza. Gdzieś ty się uchowała?
W porę jednak ogarnął się i kolejny raz zebrał piłkę, która jednak tym razem była dużo bliższa do zdobycia kosza, niż ten wcześniejszy rzut przeciwników. Widząc, że jest bezpiecznie, a Ida wyszła po piłkę, podał jej ją i pobiegł na stronę przeciwnika, puszczając przy okazji oczko swojej nowej rozgrywającej, która teraz miała zagrać tak, jak podyktował Argentyńczyk.
 
 
Ida Lanchester
[Usunięty]

Wysłany: 28 Listopad 2016, 15:17   

Wszystko wskazywało na to, że dzisiaj się w końcu skupi i koszykówka pozwoli jej odciągnąć głowę od problemów. Wszystko skończyło się jednak na tym, kiedy miała możliwość pokazać co potrafi, a kolega z drużyny zamiast dać jej piłkę, wolał podać ją swojemu koledze. Przez co zaczęła czuć się nieswojo i nie wiedziała, czy dobrym rozwiązaniem będzie walczyć o piłkę już nie tylko z rywalami, ale i własną drużyną. Być może problemem tutaj była - jej kobiecość i to, że nie była wysokim facetem, jak reszta zresztą tutaj. Cóż, jej nigdy nie przeszkadzało z kim gra, jednak coś dobrze czuła, że woli jednak grywać ze znajomymi ludźmi, jak nieznajomymi. Nie trzymała jednak zbyt długo urazy do swoich nowych kolegów. Jak i jednak mogła mieć jeszcze wiarę… wiarę w ich lidera, który chciał by pokazała siebie w tej grze. To dodało jej skrzydeł brakujących Upadłemu Aniołowi, którym w jakimś sensie mogła być. Odkąd weszli na parkiet, ten tętnił jakby, swoim własnym życiem. Wszystkie ruchy zawodników, odbicia, tworzenie zasłon, jak i uników z piłką, dosłownie wszystko, było niczym pasująca do siebie cudna melodia, którą zrozumieją tylko miłośnicy takich sportów. A bywało tez tak, że ludzie nie widzą w tym nic niezwykłego. Lanchester koszykówka nauczyła odreagowywać swoje emocje, we właściwy sposób. Być może dlatego jeszcze żaden talerz w jej mieszkaniu nie został pobity, albo nie rozwaliła z jakichkolwiek rzeczy w jej pobliżu. Utrata siostry dwa miesiące temu ciągle cholernie boli… ale dzisiaj potrafiła nawet szczerze się uśmiechać. Czy on chce, żeby ona skończyła sama następną akcję? Kocha GO!
- Dam z siebie dwieście procent – rzuciła szybko, bo na wiele słów jej czas nie pozwalał, a trzeba grać. Spojrzeniem uraczyła wszystkich swoich kolegów i ten błysk w jej oku świadczył o tym, że to będzie udany ruch.
I naprawdę chciała to zrobić. Rzucić sama i pokazać tym oto tutaj gigantom, na co stać taką małą myszkę jak ona, jednak los jej się nie poszczęścił. Oczywiście mogła rzucić i zdać się na szczęście i błąd przeciwników. Ale nie tym razem. Nie chciała zawieść lidera z którym zrównała swoje spojrzenia w momencie przekazywania piłki. Trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, a David umiejętnie ją teraz przyblokował, że gdyby powtórzyła numer z wcześniej mogłaby mu jaja pourywać, albo sama by oberwała.
To się nie uda – przeszło jej przez myśl nieznośnie, kiedy zrezygnowała z nieudanego rzutu by tylko mieć okazję trafić do kosza, a podała piłkę zamiast tego do Alexa, który miał czysty rzut. I trafił. Usatysfakcjonowana ze swojej decyzji mrugnęła mu okiem, ciesząc się razem z drużyną kolejnym punktem. Gdzie nieoczekiwanie w kolejnej akcji, Alex podał jej piłkę i zdobyła kosza za trzy punkty. Aż jej piór więcej urosło!
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 7