Poprzedni temat «» Następny temat
Fill Up Station
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 3 Wrzesień 2016, 16:14   Fill Up Station

[align=center:a0b459ecc5]
[/align:a0b459ecc5]
 


profil
 
Adrienne Holmes
[Usunięty]

Wysłany: 8 Wrzesień 2016, 13:28   

Uroki bycia swoją własną szefową w niektóre dni były naprawdę bardziej dostrzegalne. Na przykład dzisiaj – nie miałam pojęcia jak to się stało, że zaspałam. Musiałam przez sen wyłączyć ten cholerny budzik. Potem oczywiście w pośpiechu się ubierałam, ogarniałam i wyleciałam z domu, w skutek czego biegnąc do antykwariatu złamałam obcas w swoich ulubionych szpilkach. Genialnie, dzisiejszy dzień zapowiadał się po prostu cudownie. Kiedy dotarłam do sklepu, otworzyłam go i ściągnęłam buty – byłam skazana póki co na pracę na bosaka. Przynajmniej z rana nie było za wiele klientów, więc bez problemu znalazłam trochę czasu, żeby wyskoczyć na zaplecze i zapalić papierosa - ugh, ten mój zgubny nałóg, który już trzy razy próbowałam rzucić, ale póki co nic z tego nie wychodziło, chyba naprawdę najwyższa pora zainwestować w jakieś dobre plastry nikotynowe. A po za tym chyba w końcu będę musiała rozejrzeć się za jakimś pracownikiem. Żeby było jeszcze ciekawiej pokłóciłam się z Alex’em przez telefon. Cała sprzeczka nadal siedziała mi głowie. Wiedziałam, że sama byłam sobie winna, ale mężczyzna powinien zrozumieć dlaczego to zrobiłam. Westchnęłam cicho, chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle … jeszcze cholerny Claude nie odbierał ode mnie telefonu. Przez cały dzień nie mogłam się do niego dodzwonić i nie wiedziałam, jak tam wyglądają nasze sprawy. Nie wierzyłam, że w tak krótkim czasie tyle zwaliło mi się na głowę. No bo ile można. Po tym jak pokłóciłam się z chłopakiem, miałam ochotę zaszyć się w domu i wypłakać wszystkie emocje jakie ostatnio mną targały. Zamknęłam wcześniej antykwariat i czym prędzej pobiegłam do swojego mieszkania. Kiedy tylko wpadłam do środka wyszłam na balkon i zapaliłam. Wiedziałam, że to okropny nałóg i że jak najszybciej powinnam z nim skończyć, ale w tej chwili targały mną takie emocje, że aż trzęsły mi się ręce i rozbolał żołądek, miałam wszystko gdzieś, więc zapaliłam tego cholernego mentolowego papierosa. A potem następnego. Postanowiłam jednak wtedy, że nie będę siedziała w domu tylko wyjdę gdzieś do baru. Chyba potrzebowałam po prostu się napić. Ruszyłam ulicami Chicago, tym razem już w trampkach. W końcu wpadłam do jakiegoś baru i zamówiłam sobie drinka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i po chwili mój wzrok zatrzymał się na ciemnowłosej kobiecie.
- Drea ? – Pomachałam w stronę kobiety, uśmiechając się szeroko. – O rany, chyba wieki się nie widziałyśmy ! – No i proszę. Kto by pomyślał, że jednak coś poprawi mi dzisiaj humor. No bo spotkanie z przyjaciółką, niewątpliwie sprawiło że od razu poczułam się lepiej.
 
 
Drea Webber
[Usunięty]

Wysłany: 8 Wrzesień 2016, 20:19   

Dla Drei ten ostatni tydzień był kiepski. Miała naprawdę wielką nadzieję, że jak po raz kolejny pojedzie do swojej bazy wojskowej na następne badanie i spotkanie z psychologiem to wreszcie ją puszczą, a przynajmniej pozwolą siąść za sterami myśliwca. Niestety tak się nie stało i z Nowego Meksyku wracała wielce rozczarowana czego nie ukrywała. A dziś na dobitkę matka postanowiła zmusić ją do wyjścia na bankiet. To był jeden z kilku minusów urodzenia się w tak zamożnej rodzinie jaką są Webberowie. Sztywne przyjęcia nie były dla niej, nie czuła się w takim towarzystwie dobrze, ale musiała się zachowywać kulturalnie nawet jeśli na usta cisnęły się jej najgorsze przekleństwa i określenia. Dzisiaj jednak ojciec był tą upierdliwą osobą i to ona praktycznie wymusił na niej udział w spotkaniu biznesowym coby wczuła się w swoją nową rzeczywistość. Nie potrafiła się sprzeciwić w tym wypadku i z podkulonym ogonem poszła z ojcem załatwiać firmowe interesy. Przez dwie długie godziny wynudziła się tam jak mops. Dzięki takim spotkaniom doskonale wiedziała, że ona się nie nadaje do prowadzenia firmy, ona stworzona była by siedzieć za sterami swojego myśliwca i bronić kraju.
Gdy tylko spotkanie się zakończyło to jako pierwsza dała z pomieszczenia nogę tłumacząc się, że jest spóźniona na inne spotkanie. Coś trzeba było wymyślić by nie dać się wciągnąć w rozmowę z nudziarzami. Wróciła do siebie i zamiast siedzieć bezczynnie w swoich czterech ścianach, Drea wykonała kilka telefonów i godzinę później już była w barze grając z kumplami w bilard i delektując się piwem. Takie wieczory były dla niej najlepszym wypełniaczem czasu wolnego spędzonego poza jednostką.
Właśnie zebrała niewielką sumkę pieniędzy z zakładów, które zrobiła z kumplami. Wygrała to i nagroda należała do niej, nawet jeśli to było jedynie symboliczne. Dopiła resztkę piwa z butelki i skierowała kroki w stronę baru coby móc zamówić kolejne. Wątpiła by spotkała tutaj kogoś znajomego i ją trochę zdziwienie zaskoczyło gdy usłyszała swoje imię. Rozejrzała się szybciutko i uśmiech jej się poszerzył nieco gdy spostrzegła Adrienne. -No proszę, proszę, kogo to moje oczy widzą - stwierdziła podchodząc do przyjaciółki. -I nie wieki, aż tak się nie zestarzałam Zmarszczek jeszcze nie mam - unisła z rozbawienia brew. Kumple to jedno, ale możliwość spędzenia chwili z kimś kogo się zna od dzieciaka była w tym momencie lepszą perspektywą, zdecydowanie -Zaproponowałabym Ci coś do picia, ale widzę, że byłaś szybsza - kiwnęła głową w stronę drinka Ad i zaraz sama zagadała barmana coby podał jej drugą butelkę Corony. -Jak życie? Sama przybyłaś się rozerwać przy alkoholu? - rozejrzała się upewniając przy tym czy nikt zaraz tutaj nie przerwie im tej małej pogawędki. Kumple Webber byli zajęci grą, więc nawet nie zwrócą uwagi, że Drea zniknie im na dłużej.
 
 
Adrienne Holmes
[Usunięty]

Wysłany: 13 Wrzesień 2016, 17:40   

Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, słysząc słowa przyjaciółki. Racja. Zmarszczek nie miała żadnych. Wyglądała idealnie, jak zawsze zresztą z tego co pamiętałam. Miło było znowu zobaczyć jej uśmiechniętą twarzyczkę. Zwłaszcza w takim dniu, kiedy to wszystko zaczęło mi się walić na głowę. Zastanawiałam się jak to możliwe, że w ciągu niespełna tygodnia wszystko stanęło na głowie. Miałam wrażenie, że z całym światem coś jest nie tak. Bo nie dość, że moja życie tak zawirowało to jeszcze życie moich przyjaciół, przez co automatycznie i ja byłam wplątana w ten cały rozgardiasz. Dlatego to było jak taki prezent niespodzianka od wszechświata, że akurat dziś trafiłam na Dreę. W końcu przyjaciółka zawsze była tą mądrzejszą, bardziej ogarniętą i rozważniejszą, same przebywanie w jej towarzystwie kiedyś mnie zawsze uspokajało no i zapewne tak samo będzie dzisiejszego wieczora.
- No tak, ale ja też w sumie jeszcze nie wyglądam tak strasznie. Chociaż mam wrażenie, że Ty to się w ogóle nie zmieniłaś. Przyznaj się jak się to robisz, że ciągle jesteś taka piękna i młoda ?
Spytałam uśmiechając się ciepło w stronę kobiety, mimo że ostatnio nie miałyśmy zbyt często kontaktu ze sobą to w przeszłości, zwłaszcza w dzieciństwie byłyśmy wręcz nierozłączne. W sumie często dzięki Drei udawało mi się uniknąć jakiś kłopotów.
- No tak, już sobie zamówiłam. Ale jakbyś potem chciała postawić mi kolejnego drinka to nie będę miała nic przeciwko.
Zaśmiałam się, zaczesując kosmyk włosów za ucho. W sumie czułam, że dzisiaj na jednym drinku się nie skończy. Pewnie wypiję dwa albo trzy, nie żeby się upić, ale żeby chociaż na chwilę zapomnieć o wszelkich problemach.
- No tak jestem sama. Tak trochę spontanicznie się dziś wybrałam tutaj. Wiesz … ciężki dzień i w pracy i w ogóle. Ogólnie to dalej pracuję w swoim antykwariacie, interes całkiem nieźle się kręci. No a po za tym teraz mieszkam w River North, spotykam się w kimś … chyba dalej … w sensie jeszcze wczoraj miałam faceta, ale dzisiaj się pokłóciliśmy i sama nie jestem pewna co dalej będzie iiii chyba się troszeczkę za bardzo rozgadałam. Lepiej opowiadaj co tam u Ciebie słychać, Kochana.
Uśmiechnęłam się do przyjaciółki przyglądając jej się z zaciekawieniem.
 
 
Drea Webber
[Usunięty]

Wysłany: 14 Wrzesień 2016, 20:24   

Trzeba było jednak przyznać, że nie widziały się dość długo. Z jednej strony obie miały własne życia już teraz, a Drea tak po prawdzie zaniedbała wszelkie kontakty przez ciągłe wyjazdy. Poza tym te osiem miesięcy próbowała w miarę wrócić do zdrowia i na tym też się bardziej skupiła niż na wyjściach ze znajomymi. Trafienie dzisiaj na Adrienne zdecydowanie przypomniało Webber, że powinna wziąć się w garść i zacząć interesować życiem innych. Czas odnowić jakieś kontakty.
-Nic nie robię! - unosiła dłonie do góry. Nie dbała o siebie zbyt przesadnie. -Poza tym mówisz to tak jakbyś to ty się zestarzała i zmieniła, a chcę Ci przypomnieć, że to ja mam trzydziestkę na karku a nie ty - pokiwała głową tym samym potwierdzając swoje słowa i zmierzyła ją wzrokiem tak by Holmes przypadkiem nie próbowała jeszcze się z nią sprzeczać. Dra tak w sumie to się cieszyła, że za dzieciaka trafiła akurat na Holmes. Musiała przyznać, że uwielbiała towarzystwo przyjaciółki i mimo lat to się akurat nigdy nie zmienia. -No to masz jak w banku kolejne dostawy alkoholu - puściła w stronę Adi oczko i pociągnęła kilka łyków piwa, które dostała. Drea to jednak prosty człowiek jest. Nie potrzebuje wymyślnych drinków i zadowoli się zwykłym piwem, którego butelkę właśnie dzierżyła w dłoni. Swoją całą uwagę skupiła na przyjaciółce i tym co działo się w jej życiu. Czy była zadowolona? Zdecydowanie nie, bo nie lubiła gdy komuś nie układało się tak jak powinno. Przykro słuchać o tym, że ktoś kogoś rzuca albo ma problemy i jak będzie trzeba interweniować to Drea pierwsza będzie do ustawiana faceta po kątach. Bo nikt, ale to nikt nie ma prawa psuć nastroju jej przyjaciółce. -Kłótnie to ponoć zdrowe są od czasu do czasu, o ile nie poszło o coś wielkiego - nie chciała wyjść na zbyt ciekawską, więc ie zadawała też miliona pytań pod tym względem.
-U mnie? Nic ciekawego. Ojciec dalej próbuje mnie wciągnąć w swój rodzinny biznes. Ja próbuję jakoś wegetować w tym mieście do momentu aż dostanę zielone światło od lekarzy i będę mogła zasiąść za sterami myśliwca - wzruszyła ramionami i swoją uwagę skupiła w tym momencie na naklejce od butelki. Tak jakby to wszystko nie miało większego wpływu i było zwykłą błahostką, którą można przeczekać cierpliwie. Problem w tym, że do tej pory Drea potrafiła zrywać się w nocy prawie z płaczem, bo ma wrażenie, że znowu nie chodzi. Nie, w życiu nie chciałaby czegoś takiego ponownie przeżywać. -Ale my to musimy w takim wypadku częściej się widywać coby być na bieżąco ze wszystkim. Obiecuję poprawę. Słowo harcerza - uśmiechnęła się szeroko.
 
 
Adrienne Holmes
[Usunięty]

Wysłany: 28 Wrzesień 2016, 18:21   

No proszę, nie pomyślałabym że w takim miejscu przez totalny przypadek spotkam kogoś ze swojego dzieciństwa. W sumie sama nie wiedziałam, jak to się stało, że mimo wszystko kontakt z Dreą nam się urwał. No ale każda z nas poszła swoją drogą, a z czasem maile pisało się coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu całkiem jakoś kontakt się urwał. No ale teraz to już nie było bata, żebym pozwoliła Drei znowu tak o zniknąć z mojego życia. Widocznie tak musiało być, że dzisiaj na siebie wpadłyśmy. W sumie chciałam wierzyć, że to jakiś znak od wszechświata, że trzeba odnowić tą przyjaźń.
- Oj tam, jeszcze 3 lata i mi też trzydziestka stuknie. Po za tym, po Tobie wcale nie widać że to już masz te trzydzieści. Także wiesz … po za tym kobiet się o wiek nie pyta.
Uśmiechnęłam się szeroko, upijając trochę swojego niebieskiego drinka. W sumie to lepiej zawsze brzmi, że ma się te osiemnaście lat i kilkanaście lat doświadczenia. No bo, w sumie mimo że już miałam te 27 wiosen za sobą, to czasami się czułam jakbym dopiero co weszła w dorosłość. Trochę tak jakby część spraw nie do końca jeszcze do mnie docierało, a w głębi duszy czasami budziła się ta mała dziewczynka, zwłaszcza kiedy znajdowałam się w swoim domowym zaciszu. No ale jak to mówią, jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardy tyłek. No a ja stety albo niestety takie miękkie serce posiadałam.
- No to super. Ogólnie nie wiem jak Ty, ale mi się nigdzie dzisiaj nie spieszy. Także jestem do Twojej dyspozycji, jeśli tylko chcesz.
Posłałam przyjaciółce uśmiech, zaczesując niesforny kosmyk włosów za ucho. Również po chwili mrugnęłam okiem w jej stronę i zaśmiałam się wesoło. No i dzięki temu spotkaniu wszystkie problemy nagle poszły w zapomnienie. Poczułam się totalnie lepiej i już nie mogłam się doczekać dalszego rozwoju wydarzeń.
- No też tak słyszałam, ale chyba to było coś dużego. Sama nie wiem, ciężko stwierdzić.
Westchnęłam cichutko.
– Wiesz, tak jakby trochę wpakowałam się byłej dziewczynie swojego chłopaka na chatę, bo pojawiła się nagle po ponad pół roku, w ciąży i w ogóle. Chciałam z nią tylko pogadać i wyjaśnić parę spraw, ale oczywiście wyszłam na tą złą.
Wzruszyłam delikatnie ramionami, w sumie to nie miałam żadnych oporów, żeby powiedzieć Drei nieco więcej o mojej kłótni z Alex’em. W sumie zawsze miałyśmy taką swoją więź, więc zapewne jeszcze trochę i powiedziałabym jej wszystko co chciałaby wiedzieć. No bo w przyjaźni, grunt to nie mieć przed sobą żadnych tajemnic, nie ?
Słuchając jej słów, pokiwałam nieco głową. No tak, ten jej tato zawsze próbował wpakować Dreę w środek tego świata, do którego zdecydowanie nie należała i nie chciała należeć.
- Kumam, ale to … masz jakieś problemy zdrowotne ?
Spytałam delikatnie marszcząc brwi. Miałam tylko nadzieję, że nie było to nic poważnego. No bo może i nie widziałyśmy się masę czasu, ale to nie znaczyło że się o nią nie martwiłam i że nie życzyłam jej wszystkiego co najlepsze.
- No dokładnie ! Ja też obiecuję się odzywać. Wbiję Ci potem swój numer w telefon, no i będziemy w stałym kontakcie.
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
 
 
Drea Webber
[Usunięty]

Wysłany: 29 Wrzesień 2016, 08:10   

To ponoć nazywa się życie. Nawet jeśli za dzieciaka robi się pakt, że jak już będzie się dorosłym to zawsze będą w kontakcie, przypieczętuje to krwią czy śliną to i tak życie to wszystko poustawia po swojemu. Z Dreą ciężko było utrzymać kontakt z racji jej wyjazdów. Może gdyby była na miejscu to kontakt by pozostał ale jej nie było. Jednak wygląda na to, że jeszcze pobędzie w Chicago więc na częste spotkania Adrienne może liczyć.
-Ktoś tutaj rzuca komplementami. Wiek to tylko głupia cyfra moim zdaniem. I halo ten tekst to tyczy się facetów. Poza tym ja o wiek nie pytałam! Sama powiedziałaś! - uśmiechnęła się zadziornie machając przy tym śmiesznie brwiami. U Drei było różnie. Czasem przychodziły momenty, że czuła się zmęczona życiem niczym podstarzała baba. Wina tego ciągłego życia w bazie i myśli które ją w nocy nawiedzają. Wyrzuty sumienia związane ze śmiercią ludzi, możliwe że nawet całkiem niewinnych.
- O proszę! Widzi mnie pierwszy raz od lat i od tak oddaje sie w moje łapy. Mądre posunięcie Holmes. Chociaż nie wiadomo co ja bym z Tobą zrobiła - zmierzyła przyjaciółkę lekko uśmiechając się praktycznie do własnych myśli, które sie pojawiły nagle. Oczywiście nie zamierzała upić Ad. Zresztą siebie tez nie.
- Moim skromnym zdaniem miałaś prawo z nią pogadać. Pojawia się,za przeproszeniem, z dupy i to w ciąży, pewnie po to by narobić szumu wokół siebie i zniknąć. - stwierdziła wysłuchawszy opowieści przyjaciółki. Drę nigdy nie była dobrym materiałem na dziewczynę. A teraz to już nawet chyba by nie potrafiła, bo po co narażać kogoś na niepotrzebny smutek jesli faktycznie z kolejnego wyjazdu wróci w trumnie. No i mury, które postawiła zaczynały być zbyt wysokie by je pokonać.
Tak, ich więź przetrwała próbę czasu i szczerze? Drea nie chcąc poruszać tematu wypadku z nikim to Ad i tak pewnie później by powiedziała. Lepiej to mieć za sobą. -Ale masz sie nie użalać nad moją osobą! Jakoś osiem miesięcy temu podczas jednej z akcji mnie zestrzelono. Nikt nie ma pojęcia jakim cudem przeżyłam. Trzy miesiące w śpiączce a potem wózek inwalidzki. Brak jakiekolwiek czucia w nogach - powiedziała na praktycznie jednym wydechu. -Ani słowa. Chodzę i mam się dobrze. Czekam na powrót do maszyny i kolejny wyjazd - wzięła długi łyk piwa i z butelki praktycznie zniknęło wszystko. Najważniejsze w tej całej historii jest to że zyje i ma się dobrze.
-Potem to możesz nie być w stanie - sięgnęła do kieszeni jeansów i zaraz odblokowawszy telefon podsunęła go w stronę przyjaciółki - Tylko jak się będziesz wpisywać to bez buziaczków, serduszek czy innego badziewia - zaśmiała się i machnęła w stronę mało zajętego barmana. Jak będzie w takim tempie pić to pierwsza będzie się chwiać na nogach. Z tego też powodu poprosiła jedynie o colę.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 7 Grudzień 2016, 22:07   

Jakiś czas po niezapowiedzianych odwiedzinach.

Brak czasu na cokolwiek nie doskwiera tylko i wyłącznie mi, jako że mi go brak to i pewnie Shay nie ma więcej doby do wykonywania tych wszystkich czynności, które by chciała. Niby pracuje sama dla siebie bo dba o czystość powierzonego jej w opiekę mieszkania, tak jakby robiła to dla Pana Grande, który oczywiście nadal siedzi w Europie i nie zamierza póki co wracać do USA, ale jednak te 24 godziny są dla niej niewystarczające.
Do tej pory wydawało się jej, że ma dużą wiedzę odnośnie ludzkiej anatomii, chorób jakie występują odnośnie stawów, mięśni i kości - co się jednak okazało złudne. Takiej ilości materiału nie widziała na oczy przez całe swoje życie, notatki dosłownie ją zasypywały, tonęła w kserówkach, książkach i fiszkach. Siedziała po nocach wkuwając łacińskie nazwy kości, mięśni i innych anatomicznych cudów, o których istnieniu w ogóle nie miała pojęcia. Z jednej strony nawet dobrze się składało, zbliżające się egzaminy kończące semestr zimowy skutecznie uniemożliwiły jej jakiekolwiek myślenie o Casparze i całej tej powalonej sytuacji, w której się znalazła a w właściwie z której wyszła i machnęła na to ręką, uznając, że nie można zrobić nic na siłę. Jeszcze nigdy tak łatwo się nie poddała, ale widząc, że nic nie wskóra nawet stając na rzęsach i paradując przed mężczyzną nago, uznała iż ma jeszcze jakieś resztki godności i nie będzie desperacko zabiegać o coś, czego nie chce druga osoba. Przyszło jej to o tyle łatwiej, że po feralnym "przyłapaniu Casa na amorach" poczuła się jak zdradzona, co jest oczywiście absurdalne skoro oficjalnie nigdy nie byli razem a po drugie Shaw zakończył definitywnie ich relację. Chociaż wiedziała, że gdyby się waliło i paliło nie odmówiłby jej pomocy czy wsparcia, dobry z niego chłop tylko trochę ma nie poukładane w tym swoim ślicznym łebku.
Znajomi Shay już od tygodnia próbowali wyciągnąć ją na jakieś balety ale ona skutecznie wykręcała się nauką i dorywczą pracą, choć to pierwsze pochłaniało ją całkowicie. Miała dość marudzenia ziomków więc w końcu zgodziła się wyskoczyć z nimi do baru na jedno piwo, pamiętając co wyczyniała po ostatnim upiciu się solennie powzięła decyzję o jednym browarze a później miała przerzucić się na sok. I chyba tego było jej trzeba, zanim doszli z niedużą paczką, powiedzmy liczącą sobie około pięciu osób prócz Owens, do baru już zdążyła wprawić się w całkiem dobry nastrój, wszystkie troski gdzieś uleciały. No tak, ona to przecież bardzo społeczne i zabawowe stworzenie i bez drugiego osobnika tego samego gatunku więdnie niczym niepodlewany kwiatek. Albo przychodzi do niej brudny, śmierdzący królik rodem z Simsów gdy pasek towarzystwa staje się czerwony.
W barze zamówili sobie po browarze i oczywiście wesoło i głośno dyskutowali i śmiali się. Shay nie zwracała uwagi na otaczających ją obcych ludzi, w końcu miała dobrze się bawić ze znajomymi. Nie zauważyła nawet, że na jednym ze stołków barowych, swój zgrabny i cholernie seksowny tyłek posadził Caspar. Może nawet był już tam kiedy oni weszli, nie zwróciła zwyczajnie na ten drobny fakt uwagi. Żartowała z przyjaciółmi, śmiała się i wydurniała zupełnie tak jakby faktycznie udało jej się ruszyć z własnym życiem do przodu i nie przejmować się lekko pękniętym serduchem. Może i tak było ale ona nadal się gryzła tym wszystkim, zwłaszcza kiedy kładła się spać i miała chwilę na to by rozmyślać.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 9 Grudzień 2016, 13:25   

no wiadomka + styl

A ja się tak rozwodzić jak Ty nie będę, hehe, bo nawet mi się nie chce pisać tylu słów o tym co robił Caspar. Prowadził jedną z trudniejszych akcji, po tym jak jego informatorka wycofała się z powodu nagłej ciąży. Nie było im zbyt łatwo, on sam nie mógł wejść w szeregi gangu narkotykowego, bo był zbyt rozpoznawalnym agentem FBI. Ale przynajmniej miał zajęcie, prawda? Nie myślał o tym, że spotkał Shay w windzie, że prawie doszło do czegoś więcej. O tym, że dziewczyna potem go odwiedziło i było super niezręcznie, bo właśnie żegnał się ze swoją kochanką. Jedną z wielu, choć wcale Owens nie musiała o tym wiedzieć. Nigdy nie chciał jej ranić, nie chciał, by czuła się zdradzona, dlatego właśnie postanowił przerwać ich znajomość. Nie potrafił dochować jej wierności, za bardzo lubił seks, a ona była za młoda jeszcze, by przeżywać tak ciężko złamane serduszko. Gdyby była mu kompletnie obca, pewnie miałby to w dupie, ale niestety.. szybko zyskała jego sympatię i może coś więcej? Może sam, dla własnego bezpieczeństwa chronił się przed uczuciami do tej dziewczyny? Oboje trochę przeszli w swoim życiu dobrego i złego, może nie chciał wplątywać jej w kolejne bagno jakim był związek z jego osobą, a może sam nie chciał się wiązać, bo jego serce nie było wyleczone? Mimo tych lat? Dlatego zagłuszał swoje myśli seksem i alkoholem. Dziś postawił na to drugie. Wyszedł z kumplami z Agencji do baru, nie spoczęli na jednym kieliszku czy szklance whisky. Wręcz przeciwnie. Zajęli miejsca przy barze, co jakiś czas obczajając seksowne panny i oceniając na głos, co oczywiście sprawiało, że robiło się głośno.
Z początku jej nie zauważył. Siedział za kumplem i wpatrywał się w swoją szklankę, gdy nagle jeden go szturchnął i wskazał na dziewczynę. Seksowną brunetkę, zaraz koło nich. - Stary, patrz jaka sztuka.. ale chyba jakaś mega młoda. - Mruknął mu na ucho, na tyle kulturalnie, by dziewczyna nie usłyszała co ma do powiedzenia na temat jej ciała i jakby ją brał. - Przestaań, gościu. Jesteś obleśny. - Zaśmiał się tylko, ale nie mógł sobie odpuścić i przyjrzał się dziewczynie. No tak, on to ma szczęście. Poprosił kumpla, by się przesiadł na jego miejsce, a sam zajął to blisko niej. - Mam wrażenie, że mnie śledzisz maluchu. - Mruknął cicho, blisko jej ucha, owiewając ciepłym oddechem jej szyję. Nie powstrzymał rąk. Od razu objął ją jedną w pasie, a drugą skierował jej śliczną buźkę w swoją stronę. - Cześć. - Uśmiechnął się zabójczo i rozbrajająco, tak jak tylko Caspar potrafił. Oparłaby się? Nie.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 9 Grudzień 2016, 23:58   

No to chyba nici z wyluzowania i odstresowania po ciężkich ostatnich tygodniach. Casparowi się udało tylko dlatego, że wlał w siebie sporą dawkę alkoholu. Shay z kolei właśnie dopiła piwo i poprosiła barmana o zwyczajną colę. Dwa razy nie popełnia się tego samego błędu, bała się, że kiedy się upije znów odwali jakąś manianę i zacznie wypisywać dziwne rzeczy do niewłaściwych ludzi.
Pomylić numer Casandry z Casparem nie było trudno, a przecież nie mieli już się ze sobą w żaden sposób kontaktować. Przynajmniej Shay postanowiła odpuścić i nie robić z siebie jakiejś desperatki.
Wiadomo, każdy człowiek chce być kochany, czuć się potrzebny, bezpeczny - Owens nie jest inna zwłaszcza dlatego, że życie dało jej troszkę w kość. Pociesza ją jedynie fakt, że inni mają gorzej. Może to trochę chamskie, ale taka jest prawda. Są ludzie, którzy nie mają dachu nad głową. Mając koszulę i spodnie oraz parę butów automatycznie jesteśmy bogatymi ludźmi, a raczej bogatszymi aniżeli jakieś 60% społeczeństwa.
zasada jest prosta: trzeba cieszyć się z tego co się ma bo jutro może nam tego zabraknąć, a dopóki mamy w miarę zdrowe ręce i nogi możemy osiągnąć niemal wszystko. Wystarczy włożyć w dążenie do celu odrobinę wysiłku. Chociaż wróć... Los czasami stawia przed nami przeszkody nie do przeskoczenia i choćbyśmy stawali na rzęsach to nic nie zdziałamy. Późna godzina więc skończę te moje dziwne wywody, które w sumie nie wnoszą niczego ciekawego do tematu i w zasadzie już zapomniałam do czego zmierzałam. Cała ja, moje palce wyprzedzają myśli i cały sens gdzieś ucieka.
Shay mało nie dostała tam zawału serca słysząc znajomy głos tuż przy swoim uchu, aż się wzdrygnęła, przez co wylała sobie na bluzkę zawartość szklanki, którą trzymała w dłoni. Zaklęła cicho pod nosem i już miała mężczyznę zwymyślać, ale roztopił tym swoim niesamowitym uśmiechem. Tylko zaraz, coś jej tu nie grało. Dlaczego zachowywał się w taki sposób? Zapaliła się jej czerwona lampka ostrzegawcza. Gdyby jednak stała to pewne kolana by się jej ugięły z wrażenia. Dzięki bogu za stołki barowe!
Owens zmrużyła lekko oczy, niczym drapieżny kot gotów do ataku. Niby miała ochotę wpaść mu w ramiona, tylko po co? Żeby znów dać sobie namącić w głowie i dać się wkręcić w coś co i tak nie ma racji bytu? Bez sensu, nie lubiła takiego niezdecydowania. Cas niczym chorągiewka na wietrze, raz ją chce a innym razem od siebie odpycha i tak już któryś raz z kolei.
Niezbyt szybkim ale i stanowczym gestem odsunęła jego rękę od swojej twarzy, i oczywiście wysunęła się jakoś z jego objęcia.
- Cześć- odparła spokojnie, własny głos ją zdziwił bo chciała zabrzmieć zdecydowanie bardziej oschle aniżeli to wyszło, bo ton jej głosu był zupełnie normalny, ot jakby starego kumpla spotkała.
- Nie śledzę cię, przepraszam ale nie jestem tu sama. Muszę wracać do przyjaciół. Tim - zwróciła się do barmana, który był jej kumplem z roku ale z innego kierunku - weź mi nalej jeszcze coli, jedną porcję mam w staniku- posłała znajomemu głupawy uśmiech. Cóż zdarza się, koszulę się wypierze.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 16:22   

Nie chciał by cola lądowała na jej koszuli, no bo szkoda tego i tego, prawda? Sięgnął po jakąś chusteczkę, czy inną serwetkę, którą zazwyczaj dawali pod drinki i podał dziewczynie. Z początku się zawahał - chciał sam to wycierać, ale niestety musiała się oblać centralnie na wysokości piersi i to mogłoby mieć gorsze skutki niż jego nagłe przywitanie się z dziewczyną. Nie spodziewała się, że go spotka, to zupełnie jak on. Miał nadzieję na spokojny wieczór, nawalić się i do spania, ale najwidoczniej los płatał im figla. Uśmiechnął się tylko znów delikatnie i obczaił ją bezczelnie. Ale dziwisz mu się? Była laską, dawno jej nie widział, a on facetem - pijanym facetem, no dobra.. może nie pijanym, ale na pewno już wstawionym. Nie myślał trzeźwo. Myślał tym, co chował w bokserkach. Tym, co tak lubiła, hehe. Nie rozumiał też swojego zachowania, nie rozumiał czemu tak go do niej ciągnie. Była gówniarą. Ten związek nie miał prawa bytu, a jednak gdyby zobaczył ją z innym, wybuchłby. Tak samo jak wkurzyłby się, gdyby jakiś jego kumpel zaczął ją podrywać. Wolna? Okej. Ale do czasu, aż mu nie odwali. - Musisz? Czy chcesz? - Spojrzał na nią uważnie, a potem na barmana. No mógł się domyślić, że się znają. Aż ugryzł się w język przed chamskim komentarzem. - Czyżbyś już przestała mnie lubić? - Mruknął i wstał ze swojego krzesła. Stanął przed nią, korzystając z faktu, że jej barman gdzieś poszedł i nie miał kto go powstrzymać. W dupie miał, że go odtrącała. Był nachalny. Ale chciał. Kurewsko chciał ją poczuć. Wplótł palce w jej włosy i pochylił się nad Shay, dotykając ustami jej ucha. - Lepiej zapnij kurtkę, bo wszyscy zaczną się gapić na Twoje cycki.. przez tą colę. - Mruknął. Zły? Zazdrosny? Może jedno i drugie. Nie lubił, gdy zachowywała się tak obojętnie, bo mimo wszystko chciał, by zabiegała, by się starała. Podobało mu się to, że była tak zainteresowana nim, mimo iż on ją odtrącał. Był chujem. Wiem. Ale bronił się sam przed uczuciami do dziewczyny.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 17:17   

Teraz przynajmniej miał ładniejsze widoki, bo przez przypadek Shay stała się miss mokrej koszuli. Materiał oblepił jej ciało, dosłownie się do niej przyssał ujawniając światu całkien apetyczny, granatowy biustonosz. Kto nosi pod białą koszulę ciemną bieliznę? Odpowedź jest prosta - teraz już wszyscy i nikt na to nie patrzy, jakiś czas temu nawet panowała moda ubierania czarnego stanika pod białą koszulę czy koszulkę.
Owens patrzyła na Caspara dość nieufnie, nie wiedziała co się kotłuje w jego głowie, co zrobi i do czego zmierza. Prawda była taka, że dopiero co jakoś uporała się z tym całym odrzuceniem i stanęła na nogi więc siłą rzeczy nie chciała bawić się w żadną bliskość nie mówiąc już o spotkaniu choćby przelotnym, przypadkowym.
Wzięła tą nieszczęsną chusteczkę i sama zaczęła się wycierać. Może obeszłoby się bez rękoczynów gdyby Cas to zrobił, ale mimo wszystko było w jakiś sposób wdzięczna iż do tego nie doszło. Jego ręce na jej klatce piersiowej to niebezpieczne połączenie i jeszcze by się złamała, poszli by do łóżka a później znów zostałaby odesłana z kwitkiem.
- Mistrz dedukcji z ciebie. Stanowisko w końcu zobowiązuje. I muszę i chcę - posłała mu lekko wymuszony uśmiech i w końcu przestała się wycierać, to i tak nie miało sensu, będzie musiała skrócić swój wieczór i lecieć do domu się przebrać, albo paradować całą noc z wielką plamą. Jej biust i tak przyciąga spojrzenia, a stworzona na nim wielka plama jest idealnym pretekstem do wpatrywania się w niego jeszcze bardziej.
Jego pytanie trochę dziewczynę zaskoczyło. Już otwierała usta by coś powiedzieć, i wcale nie miało być to miłe, ugryzła się w język w ułamku sekundy stwierdzając, że to dziecinada. Westchnęła więc tylko dość ostentacyjnie.
- Nie przestałam- odparła zgodnie z prawdą - tylko nie rozumiem, dlaczego się tak zachowujesz. Przeczysz sam sobie, i swoim własnym słowom.
Przygryzła lekko wargę kiedy wplatał palce w jej włosy, zamknęła oczy i lekko przytuliła głowę do jego ręki. Zaraz jednak się opamiętała i potrząsnęła głową z niedowierzaniem nad swoją głupotą.
Dreszcze przebiegły wzdłuż jej kręgosłupa, czy to się aby nie nazywa pamięć ciała? Mieszanka wszystkich bodźców wywołuje w nas wspomnienia. W niej zwłaszcza zapachy i dotyk.
- Niech się gapią jak mają na co, a skoro oba są wolne i do wzięcia to jeszcze lepiej - położyła ręce na jego ramionach i dobitnie dała znać by się od niej odsunął. Z jednej strony schlebiała jej ta lekko wyczuwalna nuta zazdrości, a z drugiej znów robił jej się w głowie bałagan. Ktoś tu musi być silny, skoro Cas jest podpity i później będzie żałował tego co w teorii teraz chciał. Shay musiała teraz być tą bardziej odpowiedzialną, trochę z egoistycznych pobudek, bo nie chciała znów przeżywać tego, że ją odrzuci.
- Dzięki Tim- posłała chłopakowi miły uśmiech, kiedy postawił jej na kontuarze szklankę z napojem - dołącz do nas później jak skończysz zmianę.
- Nie ma sprawy mała, później robimy after u Davida.
Tim puścił jej oczko i poszedł obsługiwać innych gości baru.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 17:34   

Patrzył jak się wyciera dokładnie i chyba nie tylko on, przez co jeszcze bardziej chciał zasłonić ją swoim ciałem. Może nie przemawiał za nim jego stan, tak pewnie by za wiele nie wyrwał panienek, no alee.. co jak co, jeansowa koszula, bez rękawów.. no kurde, sama bym leciała, więc dziwię się, że Shay jeszcze stała na nogach, zamiast wyciągać go gdzieś na zaplecze. Jego buźka, bicepsy, no nie jedna się przylepiła tego wieczoru, ale on jakoś tak .. spławiał wszystkie. Poza Owens, do której sam postanowił się przystawić. Gdyby stał teraz obok i patrzył na to zajście aż by się pieprznął w czoło, co on wyprawia. - Od naszego.. hm.. rozstania? Tak to mogę nazwać? Stałaś się bardziej pyskata. - Zaśmiał się cicho i spojrzał jej w oczy. Podobało mu się to. W końcu się opierała, w końcu któraś nie rozkładała przed nim nóg i nie latała z maślanymi oczami. Jeszcze bardziej go nakręciła na siebie. Przesunął palcami po jej włosach, łapiąc jeden kosmyk i owijając go sobie. Uśmiechnął się zadziornie i zagryzł wargę. Wiedział, że to może ją troszkę zmiękczy. - To dobrze. Ja też nie przestałem Cię lubić. - Westchnął ciężko. - Oj przestań Shay. Od kiedy jesteś taka zasadnicza. Ostatnio sama do mnie przylazłaś.. myślisz, że nie wiem po co? - Prychnął i spojrzał na dziewczynę. Jasne. Insynuował to. Sugerował, że sama za nim tęskniła, że chciała się wtedy pieprzyć, a wszystko zepsuła tamta blondynka, która wylazła z jego mieszkania. Był bezczelny, przykro mi. Jemu z pewnością nie było. Nie panował nad sobą, nad gestami, nad tym co mówił. Zupełnie jakby rozwiązał mu się język i odrzucić dyplomatyczne gadanie o tym, że nie mogą być ze sobą ze względu na wiek.
Uśmiechnął się na jej reakcję. tego oczekiwał. Jednak nie spodobało mu się to, że tak szybko chciała się od niego odsuwać, że chciała komuś jeszcze podarować swoje ciało. - Próbujesz wzbudzić we mnie zazdrość, Owens? - Warknął jej do ucha, zaciskając mocniej palce na jej włosach, a potem na karku, ale nie tak bardzo boleśnie. By nikt się nie zorientował. - Świetnie Tim, dzięki za zaproszenie. - Syknął, patrząc na barmana i wywrócił oczami, po czym znów wrócił do dziewczyny. Przyparł ją do baru. - Chyba nie zamierzasz tam pójść, co? A nawet jeśli.. chyba nie sądzisz, że puszczę Cię do tego Tima, by Cię przeruchał. - Kipiał ze złości. Kumple nie zważali na to uwagi, jej koleżanki tylko bacznie się przyglądały, ale póki brunetka nie krzyczała, nie interweniowały - w końcu Caspar to niezła dupeczka, hehe, nie jakiś pijany oblech.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 18:05   

Złośliwość Shay chyba w tym momencie sięgnęła zenitu, gdzieś podświadomie chciała mu dopiec do żywego, żeby poczuł się tak jak ona kiedy kończył ich znajomość. Było ją jedynie stać na durne uwagi, uszczypliwe słowa, ale nic więcej. Tak, chciała by był zazdrosny, by widział co stracił jak to typowa kobieta, każda miewa takie same zagrywki. Czuła się dosłownie naga kiedy tak na nią patrzył, onieśmielało ją to ale i kręciło bo przecież co jak co, ale Caspara to się nie wstydziła, znaczy nie krępowała się być przy nim naga, o to mi chodziło.
- Ja to bym raczej nazwała porzuceniem- weszła mu niegrzecznie w słowo. Zawsze miała cięty język i nie dawała sobie dmuchać w kaszę. Jeśli chciała coś załatwić to w końcu jej się to udawało nawet jeśli panie w urzędowym okienku nie były zbyt przychylnie nastawione. Umówmy się, załatwianie spraw we wszelkiego rodzaju instytucjach nigdy nie należało do najmilszych.
Oczywiste było to, że leciała na Caspara, znała doskonale każdą krzywiznę jego ciała, wiedziała co sprawia mu najwięcej przyjemności i cholera chciała mu ją dawać co noc, co dzień co godzinę, minutę a nawet sekundę jeśli tylko by tego chciał. Tylko pytanie po co? Po to żeby znów cierpieć? Dobra, teraz tego jakimś wielkim cierpieniem nie można nazwać, ale pewne jest jedno, czuła się dotknięta i zraniona. Może to i lepiej iż zostawił ją teraz a nie później kiedy wpadła by w to wszystko jeszcze głębiej, żyłaby urojeniami, że są w związku i się kochają czy coś.
Miała ochotę pierdolnąć go krzesłem w łeb za to przygryzanie wargi, może i nieco podziałało tylko chyba zaczynała się robić odporna na tę zagrywkę. Albo faktycznie się zaparła, że nie da się omotać, zaciągnąć do łóżka a wszystko przez urażoną dumę. Nazłość mu chyba chciała zrobić, podła zołza.
- Jeśli sugerujesz, że przyszłam wciskać ci się do łóżka, to się grubo mylisz- to już warknęła, nie lubiła być tak traktowana, to znaczy nie, postrzegana będzie tu lepszym określeniem. Jako wiecznie napalona, rządna przygód małolata. Nie i już.
- Zazdrość? - prychnęła oburzona - Myślisz, że świat kręci się tylko w koło ciebie? Olałeś mnie i co, oczekujesz, że ubiorę habit i zamknę się w jakimś zakonie? Chcę żyć normalnie Cas, dokładnie tak jak mi radziłeś, znaleźć kogoś w moim wieku i tak dalej.
Nie podobało jej się to jaki robił się hm... Zaborczy? Znaczy z jednej strony podobało i chciała więcej, chciała by pokazał jej iż należy tylko do niego, ale z drugiej przecież niczego między nimi nie było, to z jakiej racji tak się zachowywał. Alkohol pomieszał mu w tym ślicznym łebku.
Nie spodziewała się tego, że zostanie lekko przyduszona do baru, nie miała teraz wielkich możliwości ucieczki, prócz kopnięcia mężczyzny między nogi i zwiania, czy coś w ten deseń. Przecież nie chciała mu robić krzywdy. Musiała jakoś z tego wybrnąć dyplomatycznie.
- Posłuchaj Shaw, nawet jeśli zamierzam pójść to nie twoja sprawa, co innego gdybyśmy byli razem. Wtedy liczyłabym się z twoim zdaniem, ale tak? Nie masz prawa mi niczego nakazywać ani zakazywać mój drogi- popatrzyła mu w oczy i nawet na sekundę nie mrugnęła. Położyła dłonie na jego klatce piersiowej, czuła te stalowe mięśnie i mało jej się kolana nie ugięły, ale musiała być twarda. Lekko naparła dłońmi na jego ciało, dając mu tym samym do zrozumienia, że chce by się odsunął.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 18:30   

- To po co, hm? Po co wtedy przyszłaś? Pogadać? Stęskniłaś się za naszymi rozmowami? Zaproponowałem herbatę, poszłaś sobie, bo sama zasugerowałaś, że herbata skończyłaby się na czymś innym. TY. Nie ja. Ja mógłbym wytrzymać bez tego.. zresztą, całą noc bawiłem się nieźle, więc pewnie nawet by mi nie stanął. - Prychnął, ale w sumie tylko tak by ona słyszała. Stawała się pyskata, mówiła mu takie rzeczy, chciała być górą, dominować i coś mu udowodnić. Proszę bardzo. On też chciał ją dotknąć. A co mogłoby innego dotknąć kobietę, niż fakt, że kompletnie go nie podnieca. Choć w tym momencie to on pierdolił takie bzdury, że cholera wie, czy to miało sens. Był podpity, zły i jeszcze ona go nakręcała. No i tak, wciąż gapił się tam, gdzie nie powinien. Oj Cas.
- Tak Shay. Twój świat się kręci w okół mnie. Nawet jeśli chcesz teraz temu zaprzeczyć, wciąż pragniesz bym Cię chciał i pewnie teraz się dobrze bawisz co? Bo odkrywam słabość do Ciebie, bo mam ochotę zabrać Cię do domu i trzymać z dala od tych napalonych frajerów. Nie ważne, czy w Twoim czy nie. Zawsze należałaś do mnie. - Robił się z minuty na minutę bardziej zaborczy, bardziej pewny siebie i swego. Choć nie zrobiłby jej nigdy krzywdy. Po prostu chciał, by wiedziała, że on nie pozwoli jej dziś.. lub nigdy? na to by jakiś frajer ją miał. Nie ważne, czy całował, macał, pieprzył, przytulał. Był chory. Na jej punkcie. Nie dał się odsunąć. Jeszcze mocniej na nią naparł. Przycisnął ją do siebie, kładąc dłoń na dolnej części pleców brunetki. - Owens. Zamknij się. - Mruknął. Uroczo się uśmiechnął, niczym demon w skórze przystojnego gościa, który chce skusić jedną z niewinnych duszyczek. - Choć na chwilę się przymknij.. - Zbliżył usta do jej ust i pociągnął ją lekko za dolną wargę, po czym pocałował namiętnie. Kumple zagwizdali. Starał się ją tak przytrzymać, by go nie pieprznęła zaraz w pysk za to. W końcu przyjemnie całował, prawda? Zawsze to lubiła. A gdy się oderwał, pocałował ją jeszcze w czoło. - Powiedz mi teraz.. że mnie nie chcesz, a już nigdy mnie nie zobaczysz. - Nie powie. Był tego pewny. A może tylko się okłamywał?
 
 
Shay Owens


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 19:26   

Racja, zabolało, ale nie tyle to, że mu by nie stanął co to, że świetnie bawił się całą noc. Na samą myśl o tamtej blondynie i tego, że Cas dotykał kogoś innego aniżeli Shay robiło się dziewczynie słabo. Owszem tłumaczyła sobie, że mężczyzna miał i ma do tego prawo z racji bycia kawalerem i nie posiadania żadnych zobowiązań po za pracą i ewentualnie psem siostry. Nie zmieniało to faktu, że była zazdrosna tylko nie chciała wybuchnąć bo dla niej to było totalnie niedojrzałe zachowanie, co utwierdziłoby Caspara w przekonaniu, że nie warto się nią przejmować.
Zacisnęła pięści ze złości i zagryzła policzek, wkurzył ją i to cholernie a ona głupia nawet nie była w stanie mu tego wygarnąć. Z resztą wolała "prać brudy" w bardziej ustronnych miejscach a nie tam gdzie każdy może posłuchać.
Normalnie gdyby Cas nie był Casem na bank by się na niego wydarła, zwymyślała i zrobiła dziką awanturę, jednak nie mogła, zawsze ją czymś zgasił, sprawił, że brakowało jej argumentów i racjonalnych słów dlatego speszona odwróciła na chwilę wzrok.
- No to zadzwoń sobie do tej blondyny i dalej się baw a mnie zostaw w spokoju!-wróciła spojrzeniem na jego twarz i zaciśniętą pięścią uderzyła go kilka razy w klatkę piersiową. Ta, uważaj Shay bo Cas coś poczuł, takim pacnięciem to jedynie muchę mogłabyś zabić.
Słuchała go z lekko otwartą buzią i z każdą sekundą jej źrenice się rozszerzały, do tego stopnia, że po chwili kolor jej tęczówek by ledwo zauważalny. Z jednej strony cudowne słowa a z drugiej mocno przerażające, wręcz chorobliwie straszne.
- Nigdy do nikogo nie należałam i nie będę należeć - wycedzła dosłownie przez zęby. Shaw skutecznie podniósł jej ciśnienie- Nie jestem rzeczą, nie jestem zabawką, którą można się chwilę pobawić a kiedy się znudzi odstawić na półkę żeby móc po nią sięgnąć kiedy wróci chęć na użycie jej.
Aż zaczęła szybciej oddychać to nie było bynajmniej z podniecenia, tylko ze złości, wręcz wściekłości. Jedyne co ją powstrzymywało to to, że byli w miejscu publicznym pełnym ludzi. Jej znajomych, jego znajomych... Ugh! Nie cierpiała ograniczania wolności, swobody ruchów i jeszcze zbrakło jej powietrze kiedy ją tak gwałtownie pocałował. Chwilę się wzbraniała, chciała odwrócić głowę, niespokojnie się wiła ale zupełnie się poddała tej chwili, jednakże nie mogła wyluzować w stu procentach, była w zbyt dużym szoku. Chyba by dziewczynie nawet przez myśl nie przeszło walnięcie go, chociaż... Może w pierwszym odruchu chciała sprzedać mu solidnego plaskacza? Nawet uniosła rękę ku jego twarzy, chciała go pogładzić po policzku. Zawahała się cofnęła dłoń, zastanawiała się czy to w ogóle ma sens, czy Cas nie gada tak tylko dlatego, że się napił a jutro zmieni zdanie i znów "odłoży ją na półkę".
Zaschło jej w ustach i wlepiała w niego wystraszone oczyska.
- Dobrze wiesz, że tego nie powiem. Jesteś cholernym draniem Shaw ale nie mam zamiaru tego mówić bo wiesz jaka jest prawda. To ja nie pasuję Tobie, a nie na odwrót.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 20:02   

Uśmiechnął się pod nosem, gdy ta naskoczyła na niego za tą blondynkę. Jasne, że mógł. Ale nie chciał. Chciał czegoś innego, kogoś innego.. a ten ktoś próbował się właśnie opierać. Dalej nie wiem po co, skoro doskonale musiała zdawać sobie sprawę, że to Caspar. Że jemu się nie oprze, w końcu zmięknie. Jeśli nie teraz, to za godzinę. Taki był. Zatrzymał jej dłoń, którą go okładała. Odsunął ją od siebie, bo faktycznie, tylko ona traciła siły na to. - Nie tak ostro Owens. - Zaśmiał się cicho i spojrzał jej w oczy. - I może nie jesteś rzeczą, ale doskonale wiesz o co mi chodzi. Myślałaś kiedyś, by mogło być Ci tak dobrze z innym jak ze mną? Czy bywały takie dni, że nie porównywałaś ich do mnie? - Mruknął jej na ucho. - Oboje wiemy, że jesteśmy od siebie uzależnieni. - Bo tak było. On sobie nie mógł odmówić dziewczyny, nie mógł zapomnieć, dać spokój, mimo iż tak mówił. Mimo iż sam ją od siebie odsuwał jak kretyn, a ona nie potrafiła być z innym, bo wszystkich porównywała z Shawem.
Czuł jak próbuje się odsunąć, jak chce uciec, ale nie wiedział czemu. Aż tak był straszny i odrażający? Aż tak spinała się pod jego dotykiem? Naprawdę w pewnym momencie myślał, że dostanie w pysk, dlatego tylko zjechał dłonią na jej pośladek i go ścisnął lekko. - Shay.. - Wymruczał w jej wargi. - Przepraszam, że jestem cholernym draniem. Ale inaczej nie potrafię. Mówiłem Ci jakim dupkiem jestem. Przystałaś na to. A potem.. sama wiesz. - Bawił się jej włosami, ale nie odsunął się, no może na pół kroku, by dać jej odetchnąć. Przesunął palcami po jej policzku. - Pragnę Cię. Mam ochotę Cię brać tu i teraz.. ale wiem, że pewnie byś mi odcięła to i owo, gdybym jeszcze się do Ciebie dobierał. - Zaśmiał się, z lekką chrypką już. - Chodź ze mną.. - Złapał ją za rękę. Patrzył na nią, nie prosił słownie.. ale raczej ten wzrok, nie był tak natarczywy jak kilka sekund temu. Nie potrafił być łagodny, nie gdy był na nią tak napalony. - Chcesz.. chcesz poczuć, jak bardzo Cię pragnę Owens? - Mruknął i przycisnął jej biodra po raz kolejny do swoich. Zdecydowanie mogła wyczuć jego wybrzuszenie.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 10 Grudzień 2016, 20:33   

Tej blondynki to ona chyba nigdy z pamięci nie wyprze, była tak cholernie atrakcyjna, że myśląc o niej zaczynała mieć kompleksy, których w sumie w życiu nie miała wiele. Gdzieś tam w liceum przechodziła pewne momenty zwątpienia w swoją atrakcyjność, nie podobał jej się nos czy uszy ale w gruncie rzeczy lubiła siebie, swoje ciało i tak dalej. Ale tamta blondi no... robiła wrażenie nawet na niej i to tylko przez zazdrość była do niej negatywnie nastawiona. Oczy by jej wydrapała gdyby mogła i gdyby się za to siedzieć nie szło. Jak ona mogła dotykać jej Caspara? Wstrętna szmata i tyle.
Sił to ona miała dużo, bardzo dużo zwłaszcza, że buzowała w niej adrenalina, w połączeniu z jednym piwem dodawała jej mnóstwa animuszu. Zaczerpnęła większą dawkę powietrza do płuc, podobno tlen uspakaja tylko w jej wypadku to nie zadziałało. Musiałoby pogotowie z butlą tlenową chyba przyjechać.
Shay zmrużyła groźnie oczy ale palce rozluźniła bo od ich zaciskania aż kłykcie jej zbielały.
- Przecież lubisz na ostro - zakpiła, nie mogła ugryźć się w język - Gdybyś był ode mnie uzależniony nie pieprzyłbyś tamtej barbie - fuknęła rozjuszona, gotowa podrapać go z tej złości. Widać jak na dłoni, jak bardzo była zazdrosna o mężczyznę i nie mogła przeboleć tamtej lafiryndy. Od najgorszych ją wyzywała choć tak w zasadzie laska jej nic nie zrobiła. Na jego pytania retoryczne nie odpowiadała, wszak słowa jakie by padły, były jasne jak słońce. Znów miał rację ale teraz ona się zwyczajnie bała, lekko się zraziła i wolała się zabezpieczyć z każdej strony przed kolejnym ewentualnym zranieniem.
Straszny i odrażający, nigdy w życiu! Najcudowniejszy, najsmaczniejszy i najbardziej wkurzający na świecie - tak. Poddała się, w końcu się rozluźniła na tyle by nie sprawiać wrażenia przerażonej czy zdegustowanej.
- Jesteś bo się nawet nie starasz żeby nie być, na dodatek skończony idiota z Ciebie a kto z kim przystaje takim się staje więc i ja jestem totalną idiotką - wywróciła oczami. Dobrze, że się odsunął, mogła złapać ciut więcej tchu choć ta jego ręka na pośladku, a druga na policzku nie ułatwiała sprawy ze skupieniem się na dyplomatycznym i udanym odmówieniu jakichkolwiek mizianek.
- A nie dobierasz się?- jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Owszem schlebiało jej to, tylko nie chciała by mężczyzna miał to poczucie, że może ją mieć zawsze kiedy tego zapragnie. Nie mogła jednak się oprzeć temu spojrzeniu. Nie musiał mówić słowa "proszę", widziała to w lekkiej zmianie jego zachowania. Odurzył ją swoją bliskością, ciepłem, zapachem, choć teraz pomieszanym z pewną dozą alkoholowej woni. Westchnęła głośno, i jak ona biedna miała się zachować, seks na tyłach podrzędnego baru wcale jej nie kręcił. Owszem, pragnęła być blisko niego ale co z tego jak znów ją oleje? Nie mogła mieć pewności, że tego nie zrobi ale jeśli po tym znów między nimi coś będzie miało być, to pożałuje, że z nim nie poszła. Znaczy wtedy to się nawet nie przekona czy coś będzie czy nie. Już zaczynam pieprzyć głupoty.
Jemu cierpliwość z proszeniem też się skończy, wścieknie się i machnie na nią ręką. Rozprawkę mogłaby napisać, wszelkie za i przeciw, tylko czasu na to nie było, zapadła cisza na kilka sekund. Jak mu ulegnie wyjdzie na łatwą, jak mu nie ulegnie wyjdzie na to, że jej nie zależy. I tak źle i tak niedobrze, żadna z opcji nie jest dobra.
- I co ja mam z tym zrobić?- zapytała, w jej oczach znów pojawiła się ta dawna ufność w słuszność tego wszystkiego, miękła i to totalnie.
- Znaczy wiem co- przyłożyła otwartą dłoń do czoła - Nienawidzę cię wiesz? Nienawidzę tego, że nie potrafię ci odmówić, kurwa mać no...
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 11 Grudzień 2016, 21:49   

No cóż, Caspar chyba nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo ją wkurzył tą blondzią. Nie wiedział, że dziewczyna, która była dla niego idealna, może mieć kompleksy. Okej, nie spotykał się z byle dziewczynami, czasem były to młode panny, niczym modelki, czasem w jego wieku, dojrzalsze kobiety, które wiedziały czego chcą. Ale przecież chodziło tylko o seks. Nie chciał z nimi nic więcej robić. Wahał się tylko przy Owens. Tylko ona sprawiała, że myśli mu wariowały, że robił takie głupoty, że odrzucał ją dla własnego i jej bezpieczeństwa, a zaraz potem znów chciał by była blisko. Nie myślał racjonalnie, więc mogła być z siebie dumna. Żadna go do tego nie doprowadziła. Zdecydowanie nie. Więc nie musiała czuć tak chorej zazdrości i kipieć na samą myśl o ostatnim ich spotkaniu. Dość niefortunnym.
- Lubię, Ty też lubisz. - Zaśmiał się cicho. - Ejj.. chyba nie byłaś zazdrosna i nie jesteś dalej o tamtą laskę? - Spojrzał na nią uważnie, nie chciał jej mówić jeszcze, że nie ma o co być zazdrosną, bo w sumie mu się to podobało. Nie tylko on biedny odkrywał karty przy emocjach i alkoholu. Ona też czuła zazdrość w jego temacie i to mu schlebiało, choć jak to facet, pewnie wykorzystałby ten fakt do najbardziej chujowego celu, no ale.. nie wyprzedzajmy przyszłości. - Chciałem Cię przed sobą chronić, okej Shay? A kogo miałem pieprzyć.. gdybyś znów była to Ty, to nigdy byśmy się od siebie nie uwolnili. Patrz jak teraz jest ciężko. - Mruknął cicho popijając swojego drinka, czy tam whisky na lodzie, w zależności co mu podali, prawda? Już nie zwracał na to zbytnio uwagi, zajęty był czymś innym. A właściwie kimś.[/b] - Spojrzał na nią spod rzęs, leniwie przymykając oczy, gdy mówiła, że oboje są idiotami. Okej byli. Nie trzeba było tego komentować, choć nie ukrył cichego śmiechu.
- I wcale się do Ciebie nie dobieram. Lubisz jak to robię. - Wyszczerzył się jak bestia. I tak już czuł, że była jego. Gdyby tak nie było przecież by mu się oparła. Wyszłaby z baru, pieprznęła w nim drinkiem czy coś i po prostu wykasowała numer, zapomniała gdzie mieszka. Ale nie. Nawet teraz, gdy był kompletnym idiotą nie potrafiła mu odmówić, więc po prostu sobie brał. Sam tego chciał, nie chciał już się powstrzymywać i udawać. I tak z pewnością, gdyby tak wiecznie mu się opierała znów by poleciał do innej. Wkurwiłby się i byłoby mu wszystko jedno. Plus chciałby jej rzeczywiście dopiec, że jak nie ona to inna. Wtedy cierpiałaby dwa razy bardziej. - Po prostu ze mną pójdź. Obiecuje nie będziemy się macać w ciemnej alejce.. - Zaśmiał się cicho i pocałował ją czule, po czym machnął do kumpli, chociaż byli blisko i wyciągnął ją przed bar za rękę. Nie zważając na to, że mogłaby mieć jakieś swoje rzeczy w środku, hehe. Bezczelny.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 12 Grudzień 2016, 23:08   

- Byłam zazdrosna, jestem i będę zazdrosna. Najchętniej bym jej oczy wydrapała za to, że śmiała cię dotknąć ale nie chcę iść siedzieć- naburmuszyła się strasznie i w sumie znów zaczęła go okładać pięścią w klatkę piersiową, ale teraz znacznie słabiej niż wcześniej. Niech wie, że jej na nim aż tak mocno zależy, może dotrze do tego jego głupiego łba, że jednak mogą coś razem zbudować i jakoś się dogadać nie tracąc przy tym jakiejś namiastki swobody, wolności w działaniu i generalnie całkiem normalnym życiu. Owens robiła się wściekła na samą myśl o tamtej blondi, chociaż obstawiała, że cycki to miała sztuczne i jakby je nakłuć szpilką to wybuchną. Musiała ją jakoś zdyskredytować w swoich własnych oczach, żeby już totalnie nie popaść w jakieś skrajnie niedorzeczne kompleksy.
- Mówiłam Ci to już, sama potrafię się ochronić to po pierwsze a po drugie nie widzę powodu dla którego miałbyś to robić nie czuję się przy tobie zagrożona w jakikolwiek sposób, okej Shaw?- uniosła brew ku górze i pokręciła głową z niedowierzaniem. Teraz to ona przylgnęła do jego ciała, może to śmiesznie zabrzmi ale rozpłaszczyła swoje cycki na jego klatce piersiowej tak bardzo chciała być blisko niego.
- Weź, zamknij się już, co? Nie myśl, że tak łatwo zapomnę o tym wszystkim właściwie...
I nie zdążyła dokończyć zdania bo została porwana na zewnątrz budynku, w ostatniej chwili zdążyła tylko chwycić swoją torebkę gdzie miała dokumenty, klucze i telefon. No narwany jakiś ten Caspar, ale chwila moment. Owen wcale nie ma ochoty na seks dlaczego ma być na każde jego skinienie...
Tęskniła za jego ustami, za niespokojnymi rękami błądzącymi po jej ciele, za przyspieszonym oddechem i wyrazem przyjemności wymalowanym na tej jego przystojnej mordce.
- Ciemna alejka brzmiała kusząco i ekscytująco chociaż obawiam się, że obojgu zmarzłyby nam tyłki- zaśmiała się. W głębi duszy jednak pomstowała na siebie, że tak łatwo mu uległa. Nie powinna tego robić, pokazała mu tym że jest słaba, i że jest w stanie zrobić dla niego niemal wszystko. Nawet to, że stwierdził iż jest dla niego za młoda i ją zostawił a później pukał jakąś blond lalę. Tak, jeśli im wyjdzie cokolwiek z tej znajomości to tę pannę będzie mu wypominać do końca życia i jeden dzień dłużej.
Złapali w końcu taksówkę i pojechali do Casparowego mieszkania, całą drogę Shay biła się z myślami, ale zbrakło jej zdrowego rozsądku chyba.

zt x 2
 
 
Vera Tenney


Jestem w Chicago od
wielu lat



32
strażak

uczy się żyć na nowo

Mieszkam w
Lincoln Park

Vera

Tenney

Wysłany: 27 Czerwiec 2018, 22:47   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    #39

Są miejsca, które na dobrą sprawę nie zasługują na uwagę kogokolwiek. Na przykład podrzędne bary, również te, które znajdują się w samym centrum miasta. Bary, w których od zawsze zbiera się lokalna melina – a wszystko na zasadzie „bo tak”. Bo blisko, bo komunikacja miejska nie sprawia większych kłopotów, bo alkohol. Tak właściwie, to ostatnie jest chyba najbardziej przekonywującym argumentem, dla każdego. Również dla Very, która z reguły unikała takich miejsc jak ognia. Ale, jak wiadomo, od każdej reguły jest wyjątek – czyli dokładnie tak, jak tego wieczoru. Tenney nie przyszła tutaj bez powodu i, co najważniejsze, nie przyszła sama, a w towarzystwie kilkorga kolegów z pracy – czyli w gronie najnormalniejszych ludzi, których znała. Innymi słowy – wszystko było w jak najlepszym porządku. Naprawdę. Jednak.. jasna cholera, kogo ona próbowała oszukać? Adrenalina po ostatniej akcji ratunkowej już dawno opadła – Vera nie była już w pracy, nie miała na sobie żadnego uniformu, lada moment nie wyruszy do żadnego wezwania i zamiast tego spędzi kilka kolejnych godzin w jednym miejscu – w tym parszywym pomieszczeniu, które powstało tylko w jednym celu – do zabicia czasu przy alkoholu, co nijak jej odpowiadało. Tym razem została jedynie przy piwie – bez większego szaleństwa. Kilkakrotnie próbowała włączyć się do rozmowy kolegów, lecz co chwilę traciła wątek. Wyłączała się, odpływała myślami i chcąc nie chcąc, przez bardzo długi czas jedynie wpatrywała się w pełne naczynie, które obejmowała obiema dłońmi. Dopiero po czasie zorientowała się, że ten mężczyzna siedzący w naprzeciwko niej do złudzenia przypominał jej.. kogoś. Kogoś, kto był częścią jej życia, kto pojawiał się i znikał, by zniknąć ostatecznie. A ona nie zrobiła nic, by naprawić cały ten bałagan. Nawet palcem nie kiwnęła, co poniekąd wcale nie było prawdą. Próbowała, tylko trochę nieudolnie. Może wcale nie była wówczas na to gotowa..? Bez namysłu przywołała barmana gestem, a następnie wskazała ukradkiem na nie kogo innego, jak na Dylana właśnie. Zamówiła dla mężczyzny dwie kolejki whisky na swój koszt. Przynajmniej tyle mogła zrobić, jednocześnie nie zwracając na siebie większej uwagi. A potem, jak gdyby nigdy nic, spróbowała włączyć się do rozmowy towarzyszy. Spróbowała, bo znów jej nie wyszło.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
wolę rozbijać się po

barach i pić whisky

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 29 Czerwiec 2018, 21:35   
   Mów mi -  Domi


    #39

W ostatnim czasie był jak duch, w ogóle nie cieszył się małymi rzeczami. Wróć, był ktoś, kto budził w nim małą nadzieję, która się tliła i tliła, aż w końcu gasła, bo Prescott nie miał siły, aby walczyć z tym wszystkim. Nie szukał żadnej pomocy, odciął się od wszystkich, którzy takową pomoc mogliby mu zapewnić. Nie chciał, aby ktoś użalał się nad nim, tym bardziej nie chciał, aby ktoś darł się na niego, aby walczył. O co on miał walczyć? Wszelkie nadzieje zostały zdeptane i został z ręką w nocniku. Nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo bolała strata córki, którą dopiero co udało mu się poznać. Zaplanował wszystko. Zmienił się pod wpływem Henley, którą pokochał od razu. Szkoda tylko, że nie miał okazji spędzenia z nią więcej czasu. Naprawdę. Zdążył wczuć się w rolę ojca i wszystko zostało mu odebrane w dosyć bolesny sposób. Co taki Dylan miał dalej robić jak nie pić? No właśnie, a dzień święty należy święcić, więc nic dziwnego, że wcześniej podpił sobie trochę w domu. Już nieco w bardziej weselszym nastroju postanowił udać się do baru, gdzie miał zamiar dochlać mordę do takiego stopnia, że zapomniałby jak się nazywa. I tak wyglądał każdy jego dzień. Bez wyjątku. Szara codzienność do której zdążył przywyknąć i zaakceptował fakt, że znalazł się na samym dnie. Smutne jest to, do jakiego stopnia doprowadził się. A przecież był kimś. A teraz stał się nikim. Życie.
Siedział nad szklanką whisky, obracając ją sobie w dłoni, ale długo się z nią bawił, bo za chwilę cała zawartość wylądowała w jego gardle, która przyjemnie paliła i gestem dłoni poprosił barmana o jeszcze jedną kolejkę. No cóż, już trochę podpity, ale dla niego wieczór dopiero się rozpoczynał. Tak jak z poprzednią kolejką, tak i z tą uporał się dosyć szybko. Zdziwił się, gdy barman podał mu kolejne dwie i spojrzał na niego, trochę nie rozumiejąc, bo przecież nie prosił. Barman tylko wskazał na kobietę, która znajdowała się w towarzystwie sporej grupy mężczyzn. Serio? Zaśmiał się na głos, chwytając w dłoń szklankę. – Vera! Moja była! – krzyknął donośnie, unosząc szkło do góry i wypijając całą zawartość. Cholera, ona tak bardzo nie wiedziała w jakie gówno się wpakowało, stawiając mu te dwie kolejki. I wiecie co jeszcze? Zabrał drugą kolejkę od niej i postanowił podejść do niej. Zlustrował wzrokiem mężczyzn, którzy patrzyli na niego podejrzliwie, ale czy się tym przejmował? Oczywiście, że nie. Zajął miejsce obok i patrzył na nią, praktycznie wwiercając w nią swoje spojrzenie. – Kopę lat, co? I pomyśleć, że się martwiłem o ciebie. Jak widać, niepotrzebnie. Bo widzę, że całkiem nieźle sobie radzisz. Jestem ci wdzięczny, że próbowałaś nawiązać ze mną kontakt. – tak naprawdę to był w bojowym nastroju i był w stanie zrobić teraz wszystko. Całą winą obarczał właśnie ją. To wszystko przez nią. To przez nią staczał się na samo dno.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Vera Tenney


Jestem w Chicago od
wielu lat



32
strażak

uczy się żyć na nowo

Mieszkam w
Lincoln Park

Vera

Tenney

Wysłany: 1 Lipiec 2018, 11:08   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Vera zdążyła przywyknąć do jednej bardzo istotnej rzeczy – cokolwiek by się nie działo, to ona zawsze była wszystkiemu winna. Cokolwiek by złego się nie działo – winna była Vera. Tylko i wyłącznie. To ona uciekła od Dylana, wiele lat temu, choć w gruncie rzeczy była wówczas pod silnym wpływem rodziców. To była ich decyzja, nie jej. Czy Prescott był w stanie to zrozumieć kiedykolwiek? Zresztą, w tej chwili nie miało to już dla niej znaczenia, gdyż jedno było bardziej, niż pewne – oboje cierpieli. Żadne z nich nie miało z tego korzyści. Jednak w przeciwieństwie do Dylana, nie pozwoliła, by cały ten gniew, żal i smutek całkowicie ją pochłonęły. A przynajmniej pozornie, gdyż nie bez powodu w swoim czasie odwiedzała Doriana, który jako jedyny zdawał się ją rozumieć, jednocześnie nie zadając jej tak bardzo zbędnych pytań. Tyle że nie mogła spędzać każdego dnia w jednym mieszkaniu. Praca dawała jej pewne wytchnienie i nie miała choćby najmniejszego zamiaru z niej rezygnować. Tylko dzięki niej, jeszcze całkowicie nie zatraciła się w żalu.
Dylan był ostatnią osobą, którą spodziewała się spotkać może nie tyle co w tym miejscu, ale w ogóle. Nie zapomniała, że mieszkają w tym samym mieście i brała pod uwagę ewentualne spotkanie, ale.. jakoś o tym nie myślała. Nie zastanawiała się nad tym, więc w chwili, gdy dostrzegła go w drugim końcu pomieszczenia, z początku nie wiedziała, jak powinna zareagować. Spontanicznie wysłała do Dylana barmana, nie zastanawiając się nad ewentualnymi konsekwencjami swego uczynku. Automatycznie powiodła wzrokiem w kierunku mężczyzny, gdy tylko usłyszała swoje imię. Poza tym – nie zareagowała. Ściągnęła brwi, mrużąc przy tym oczy; gestem dała znać towarzyszom, że wszystko miała pod kontrolą, co niestety, mijało się z prawdą. Jeszcze nie panikowała. Jeszcze była spokojna, choć w jej spojrzeniu Prescott mógł dostrzec ni mniej, ni więcej, jak lęk.
Tak jak Ty, kiedy zostawiłeś mnie w szpitalu? – bo w istocie, najprawdopodobniej w szpitalu właśnie ich drogi rozeszły się raz na zawsze. W szpitalu, zaraz po tym nieszczęsnym wypadku. Wówczas Vera nie miała ani siły, ani chęci, by zawalczyć o siebie, więc jak miała zawalczyć również o Dylana? Posłała mężczyźnie niewyraźny uśmiech, dopiero teraz uświadamiając sobie, w jak kiepskim był stanie. Potrząsnęła głową przecząco, mimo uszu puszczając jego złośliwości. Co miała na swoje usprawiedliwienie? Nic. Odpuściła. Właściwie, oboje odpuścili – Naprawdę uważasz, że sobie radzę? Że wszystko jest w porządku? – po tych słowach, upiła łyk alkoholu – Wybacz, jeśli Cię urażę, ale jakoś nie wierzę w to, że się o mnie martwiłeś. – tego nie powinna mówić. Były to słowa bardzo, bardzo nieprzemyślane, spowodowane nie tyle co alkoholem, ale samą obecnością Dylana, o którym nigdy – przenigdy nie zapomniała.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
wolę rozbijać się po

barach i pić whisky

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 1 Lipiec 2018, 18:02   
   Mów mi -  Domi


A Dylan? Cóż, on natomiast zdążył przywyknąć, że jemu nie mówiono prawdy w oczy, tylko po prostu zostawiano go na pastwę losu i jak sobie kiedyś potrafił poradzić z takimi rzeczami, tak teraz.. Sami widzicie. Zaniedbał się facet, co ja mogę więcej powiedzieć na ten temat? Ten jeden jedyny raz w życiu pogubił się tak bardzo, że nie znalazł jeszcze wyjścia z całej sytuacji. Odrzucał jakąkolwiek pomoc, tym samym unikając tematu na temat własnego życia i tego, jak się trzyma. Idiotyczne pytania, których szczerze nienawidził. Jak miał się trzymać facet, który stracił dopiero co odzyskane dziecko, drugie w drodze, a jednocześnie stracił też kobietę, która miała być jego miłością do końca życia. Jakże on się mylił w tej kwestii. I nie wyobrażacie sobie, jak bardzo teraz tego żałował. Nie powinien w ogóle dopuścić do siebie jakichkolwiek uczuć. Nie cierpiałby aż tak mocno jak teraz. W ogóle by nie cierpiał. Żałował, że Vera w ogóle zjawiła się w drzwiach jego domu i podjął się leczenia jej jako psychiatra. Po co mu to było? Po co było to wszystko?
Czy chciał z nią rozmawiać? Oczywiście, że nie. Chicago było wielkim miastem, więc tym bardziej nie spodziewał się spotkać jej gdziekolwiek i kiedykolwiek. Była dla niego już dawno skreślona. Zamknął ten rozdział, ale jak widać nie do końca, skoro w dalszym ciągu użalał się nad sobą, gdy za każdym razem sięgał po alkohol. Najbardziej bolała go jednak strata Henley. Cholera, przez krótką chwilę miał okazję być ojcem. Musiał stwierdzić, że jest to najlepsze uczucie na świecie. Ale zostało mu to brutalnie odebrane. Nie było już szans dla tej dwójki. Miał już nigdy więcej jej nie spotkać, aż do dnia dzisiejszego. – Zostawiłem cię w szpitalu? Słyszysz siebie? A czy ty czułaś się kiedyś tak bezsilna, że potrzebowałaś czasu dla siebie? Przestań mi tu teraz pieprzyć takie rzeczy. – odparł z pretensją w głosie, nieco mocniej uderzając szkłem o blat. Jak w jednej chwili można znienawidzić drugiego człowieka. Vera, lepiej nie narażaj się Dylanowi, który w ostatnim czasie nie panował nad sobą. – A widzisz w jakim jestem stanie? Uważasz, że sobie radzę? Kurwa, spójrz na mnie. Od śmierci Henley nie robię nic innego poza tym. – tutaj wskazał na prawie pustą szklankę i pokręcił głową na boki. Jak ona mało wiedziała. Ale skoro chciała wiedzieć, to w porządku. Nie zamierzał niczego przed nią ukrywać, bo nie było po co. Chociaż ten jeden, jedyny raz mógł dać upust wszelkiej złości. – Nie wydaje mi się, abym miał ci coś więcej do powiedzenia. Ostatecznie to ty mnie wyrzuciłaś ze swojego życia. Najpierw twoi rodzice, teraz ty. Widzisz? Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Jesteś taka sama jak oni. – w żaden sposób nie zamierzał jej oszczędzać. Ale kurde, on serio czuł się zraniony i naprawdę potrzebował kogoś, aby pomógł mu zamknąć raz na zawsze ten rozdział. Cokolwiek Vera by nie powiedziała, nie uwierzyłby już w żadne jej słowo.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Vera Tenney


Jestem w Chicago od
wielu lat



32
strażak

uczy się żyć na nowo

Mieszkam w
Lincoln Park

Vera

Tenney

Wysłany: 4 Lipiec 2018, 22:13   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Oczywiście, że nie uwierzyłby jej. Ani teraz, ani nigdy. Właściwie, nic się nie zmieniło, odkąd spotkali się ponownie, po tej jakże pamiętnej „ucieczce” Very z miasta. „Ucieczce” od Dylana, która – powtarzam – była zaaranżowana przez jej rodziców, nie przez nią. I pomyśleć, że nadal – po tylu latach – musi płacić za czyny swoich rodziców! Oczywiście, i jej nie było łatwo. Strata dziecka – właściwie, dzieci – i dla niej jest nader bolesna. Nadal. Właśnie z tego powodu znalazła się tego wieczoru w tym miejscu – bo powrót do pustego domu był całkowicie bezsensowny. Nie chciała wracać tam, gdzie nikt na nią nie czekał. Innymi słowy – w ogóle nie mogła znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca. Dlatego błądziła, często bez większego celu. Jak widać, pod tą maską goryczy, jakoś niespecjalnie się od siebie różnili. Oboje nadal cierpieli z powodu utraty.. siebie nawzajem. A ona sama – Vera – mogła znacznie im to wszystko ułatwić. Mogłaby, gdyby wcześniej przełamała się względem Dylana, gdyby wyciągnęła do rękę. Ale tego nie zrobiła i, zapewne nieprędko jeszcze miała to uczynić. W rzeczywistości nie czuła nic. Nic, a nic. Przyjemne odrętwienie pozwalało jej przetrwać każdy kolejny dzień, bez konieczności wylewania jeszcze większej ilości łez.
Próbowała.. nie chciała odpowiadać na jego zaczepki. Nie chciała wchodzić z nim w dyskusję. Nie, kiedy był w takim stanie i, co najważniejsze, na pewno nie, kiedy mieli dość nietypową publikę. Mimo to, podskoczyła, gdy Prescott stawał się coraz bardziej agresywny. Mimo uszu puściłaby jego słowa, gdyby nie.. cóż. Gdyby nie stara śpiewka. I nim się zorientowała, uderzyła go otwartą dłonią prosto w policzek, z przysłowiowego „liścia”. Była to reakcja tak bardzo do niej niepodobna, że aż sama byłaby w szoku, gdyby nie to, że chwilowo kompletnie straciła nad sobą panowanie – Mylisz się. – syknęła przez zęby – Mylisz się, Dylan. Nawet nie wiesz, jak bardzo. Nie ja wyrzuciłam Cię ze swego życia. Sam odszedłeś, kiedy Cię potrzebowałam. – pierwszy raz od.. właściwie, od czasu wypadku powiedziała to na głos. Powiedziała to ze łzami w oczach. Potrzebowała go wtedy, potrzebowała go później, potrzebowałaby go i teraz, gdyby nie to, że nic już nie czuła. Nie odniosła się do jego słów dotyczących rodziców. Chciał jej dołożyć? Jasne, żaden problem. Miał w tym niemałą wprawę, czyż nie?
Powiedz mi, jeśli to co powiem, mija się z rzeczywistością. Cokolwiek bym nie powiedziała, dla Ciebie to i tak nieistotne. Bo zawsze, zawsze to Ty byłeś najbardziej pokrzywdzony przez los. Zawsze. – jeszcze dobitniej chyba już nie mogła. Nie zwracając uwagi na nic, zgarnęła z baru jakąś szklankę z alkoholem czym prędzej wlała sobie do gardła całą jej zawartość. Skrzywiła się nieznacznie, gdyż był to wyjątkowo mocny drink – Teraz to robię, Dylan. Teraz wyrzucam Cię ze swego życia. Nie moi rodzice, tylko ja. – była tym wszystkim zmęczona. Wykończona, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Naprawdę musiała powiedzieć to wprost? Tak, innego wyjścia nie miała. Nie, gdy w ogóle już go nie poznawała. Dylan był dla niej zupełnie obcą osobą.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
wolę rozbijać się po

barach i pić whisky

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 4 Lipiec 2018, 23:21   
   Mów mi -  Domi


Już od bardzo dawna przestał wierzyć w cokolwiek. Przestał ufać komukolwiek, nawet tym najbliższym – osobom, które zwykły nazywać się jego przyjaciółmi. Nie potrafił. Zamknął się na cały świat, nie wpuszczając do swojego nikogo. W obecnych czasach mógł liczyć tylko na siebie, a jeśli zawiedzie samego siebie, to nic. Poradzi sobie, tak jak zawsze. W ten dziwny i nieco pokręcony sposób, ale sobie poradzi. Nie potrzebował niczyjej łaski. Nie potrzebował Very. Jedyne czego pragnął w tym momencie, to świętego spokoju. Dość już miał przypadkowych spotkań z ludźmi, którzy zawiedli go na całej linii. Jedyne co czuł do Tenney,to niechęć. Jasne, może zostały mu jakieś uczucia, bo nie potrafił przestać kochać jak na pstryknięcie palcami. Wiedział tylko, że jeszcze trochę, a z całą pewnością uda mu się zapomnieć o wszystkim, co związane z tą kobietą. Bo w gruncie rzeczy, przecież nic ich nie łączyło, prawda? Dylan cierpiał bardziej z braku córki obok, bo.. Przyzwyczaił się do roli ojca. Chciał tego, jak nic innego na świecie. A tymczasem.. Fatum nadal nad nim wisiało i jak widać nic w życiu mu nie wychodziło, a właściwie to – przestało wychodzić. Do momentu, gdy w jego życiu z powrotem pojawiła się Vera i nie raczyła nawet po sobie posprzątać.
Im więcej wlewał w siebie alkoholu, tym bardziej był w bojowym nastroju do kłótni. Nie powinna była w ogóle go zaczepiać, bo całe ich spotkanie nie skończy się dobrze. Oboje to wiedzieli, a mimo wszystko nadal bawili się w darcie kotów. Przepraszam, czy można już wypisać się z tego cyrku i pójść do domu? Dom. Śmieszne słowo, bo mieszkał sam i nikt nigdy na niego nie czekał. Z rozmyślań wyrwało go pieczenie na policzku. Jakże się w nim teraz zagotowało. Uderzył otwartą dłonią w blat baru i posłał jej takie spojrzenie, że bój się Boga, Vera! - Zamknij się. Zamknij się już, Vera! Nie mogę słuchać tych głupot. Ty udajesz, czy naprawdę taka z ciebie idiotka? - wcale nigdzie nie odszedł, on po prostu.. Potrzebował czasu dla siebie, aby przetrawić całą sytuację. Dlaczego nikt nigdy nie starał się zrozumieć jego? Czy tylko ona była najważniejsza w tym towarzystwie? Sięgnął po kolejną szklankę z whisky i opróżnił ją za jednym zamachem. Może miał już trochę we łbie, ale najwyżej się na nią zrzyga. Mała strata, prawda? Wystarczyłaby taka zemsta za ten wymierzony policzek. - A może po prostu to ty byłaś zbyt miękka, co? I nie odwracaj mi tu teraz kota ogonem. - dla efektu pokręcił palcem przed jej nosem. - Nienawidzę Cię, Vera. Och, jak ja cię nienawidzę. - powiedział to tak lekko, że pewnie gdyby był trzeźwy to sam zdziwiłby się, że był zdolny powiedzieć coś takiego. Jej. Od miłości do nienawiści, trochę to smutne, nie sądzicie?
Jej słowa było trochę zbawienne, ponieważ.. Potrzebował tego? Potrzebował.. Zamknąć ten rozdział. Tak, właśnie. Musiał oddzielić to grubą kreską, bo w innym przypadku nie ruszy do przodu, ale mimo wszystko.. Gdzieś tam w środku – jej słowa zabolały bardziej, niż brzytwa. Obrzucił ją długim spojrzeniem i podniósł się z krzesła, nieco zataczając się, ale poradził sobie prawie, że idealnie. - Pierdol się, Vera. Dla mnie jesteś już nikim. Byłaś wspaniałą matką, która przez tyle lat ukrywała córkę przed własnym ojcem. Powtórzę się, ale.. Nienawidzę cię. Z całego serca. Nie chcę już nigdy więcej widzieć cię na oczy. Masz to szczęście, że Henley też nie musi. - tym oto pięknym akcentem Dylan zakończył ich znajomość z nadzieją, że nie spotka jej już nigdy więcej. Wyszedł z baru, po drodze przepychając się między jakimiś dryblasami, bo nie chciał tutaj być. Nie z nią w jednym pomieszczeniu.

//zt x2
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Callum Marshall


Jestem w Chicago od
Kilku lat



29
Strażak

Układa sobie życie z Clary

Mieszkam w
River North

Callum Royal

Marshall

Wysłany: 29 Sierpień 2018, 15:04   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


    #3

Callum uwielbiał imprezy, mimo, że zdarzało się tak iż nie miał na nie czasu, bo musiał iść do pracy lub był wzywany do nagłego wypadku. Cały czas musiał być dostępny pod telefonem i kiedy zajdzie taka potrzeba musiał jechać do jednostki, jednak mimo tego wszystkiego blondyn uwielbiał te pracę. Od zawsze chciał być strażakiem i nie miała zamiaru zrezygnować tego przez kilka niedogodności, do których już się przyzwyczaił. Wiele wysiłku i wyrzeczeń włożył w to, aby zostać strażakiem i być w tym miejscu, w którym się znajduję. Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale był cholernie z siebie dumny, że dał rade i wytrwał. Ta praca naprawdę nie należała do najłatwiejszych i Callum widział jak podczas nieudanych akcji niektórzy strażacy się załamują i odchodzą ze służby. Tragedia innego człowieka potrafi załamać, on sam wiele razy przeżywał to co widział, ale musiał być silny, bo chciał pomagać ludziom, ratować ich życie i mieć powód do radości kiedy ci wychodzili z tego cało i zdrowo. To go najbardziej motywowało do tej pracy, może kiedyś zmieni zawód, jednak na razie nie miał zamiaru, kochał to co robi, ale pewne rzeczy na pewno zmienią jego pogląd na wykonywanie tego zawodu.
Ale dzisiaj miał zamiar dobrze się zabawić, bo nie będzie non stop siedział w domu jak ten ostatni i postanowił wyjść na miasto. Zadzwonił do Newta czy czasami nie ma ochoty wyjść do baru i po podrywać jakieś ładne dziewczyny. Mimo, że między chłopakami była dosyć duża różnica wieku chłopcy dogadywali się ze sobą i chętnie razem wychodzili. Dlatego też umówili się w jednym z wielu barów w Chicago. Callum był chwile przed przybyciem Callaghana kiedy zobaczył jego twarz uśmiechnął się.
- Witaj stary! Dobrze się widzieć! - powiedział Marshall witając się z chłopakiem typowo po męsku, po czym zajął swoje poprzednie miejsce przy barze.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Newt Callaghan


Jestem w Chicago od
https://em.wattpad.c

Wysłany: 4 Wrzesień 2018, 11:24   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


    #5

Newt był zwolennikiem wszelkiej rozrywki, więc nic dziwnego, że po skończeniu swojej roboty zamierzał wybrać się do baru razem ze swoim kumplem. Co prawda, nie miał jeszcze skończonych dwudziestu jeden lat, ale od czego miało się urok osobisty, aby omamić jedną z panienek i wejść z nią do środka? Stary sprawdzony sposób i to serio działało, ale w jego przypadku, bo nie wiedział jak to było zresztą. Nigdy nie lubił, gdy długo się na niego czeka, więc i teraz nie zamierzał jakoś mocno tego zmieniać. Poza tym, dawno nie widział się z Callem, więc wypadało nadrobić stary czas, być może poderwać jakąś dziewczynę i jakoś to będzie, prawda?
Na miejscu pojawił się o wyznaczonej godzinie i tak jak przypuszczał wcześniej, miał problem z dostaniem się do środka, ale jakaś urocza długonoga blondynka wsparła go i to właśnie dzięki niej dostał się do środka. Od razu skierował się w stronę baru, gdzie znajdował się jego przyjaciel i po przybiciu z nim piątki zajął miejsce obok. - Mógłbym powiedzieć, że kopę lat. - rzucił złośliwie, ale nie miał mu tego za złe, w końcu oboje mieli własne życia, a Marshall pracował na cały etat jako strażak. Czasem miał wrażenie, że jeszcze trochę i Callcium zamieszka w remizie na stałe. Co innego, jeśli chodziło o samego Newtona, on to sobie dorabiał jedynie u wujka w warsztacie, a jeszcze trochę i dojdą mu do tego wszystkiego studia. Ale jakoś sobie radził, można nawet powiedzieć, że całkiem nieźle. Problem z kupnem alkoholu także był, więc nic dziwnego, że pomógł przejąć pałeczkę przyjacielowi, a już po chwili mógł cieszyć się smakiem zimnego piwa, czyli coś, co po prostu uwielbiał. - Jeśli pomyślałbyś kiedyś, żeby wiązać się z jakąś babą, nie rób tego. - zarzucił pierwszy lepszy temat i rozejrzał się po barze, czy aby przypadkiem nie kręciła się tam żadna fajna dziewczyna.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Callum Marshall


Jestem w Chicago od
Kilku lat



29
Strażak

Układa sobie życie z Clary

Mieszkam w
River North

Callum Royal

Marshall

Wysłany: 15 Wrzesień 2018, 21:18   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Marshall też lubił się od czasu do czasu zabawić, niestety, nie tak jak jego rówieśnicy, którzy co piętek wychodzili na imprezę i czasami wracali w niedziele rano, albo wieczorem. Blondyn nie mógł tego robić bo czasami wypadał mu dyżur w pracy i nie mógł nic zrobić i nawet nie chciał, bo wyjście na miasto od czasu do czasu jest fajne, ale tak co weekend to już nie dla niego, pewnie niektórzy zarzucili by mu, że jest już stary i narzeka, jednak taka była prawda, on z reguły był domatorem, bo musiał kiedyś odpocząć po dwudziestoczterogodzinnym czy czterdziestoośmiogodzinnym dyżurze, a nie iść się napić, wtedy to by mu tylko wystarczyło powąchać wódkę albo piwo i leżał by już wykończony pod jakimś barowym stolikiem, albo w jakimś boksie w klubie, albo co gorszę w jakimś obskurnym zaułku, gdzie chodziły by po nim szczury i sikały by na niego, no nic przyjemnego. Jednak, jak widać, dzisiaj był dzień, w którym Call poszedł się zabawić, nie koniecznie upijając się do nie przytomności, bo do dobrej zabawy nie było mu to potrzebne, ani trochę. Szkoda, że nie każdy się tak bawi, bo wtedy może odbywało by się bez bijatyk i gwałtów, bo za większość takich przypadków właśnie odpowiadają używki typu alkohol czy jakieś lekkie czy twarde narkotyki, w sumie narkotyki to narkotyki, nie ważne czy jakieś słabsze czy mocniejsze, zawsze wpływają na zachowanie człowieka, który je bierze, a czasem nawet jedna działka może mieć tragiczne w skutkach działanie.
- Jakiś ty dzisiaj dowcipny, Callaghan. Boki zrywać. - wymruczał z krzywym uśmiechem na swojej twarzy blondyn. Niestety, dorosłe życie ssie i niedługo Newt przekona się o tym z pełną siłą. Czasy kiedy było się dzieckiem dla Calla były już przeszłością, ale czasem, serio, poszedł by sobie do szkoły i posiedział w ławce odwalając jakieś dziwne akcje, tak właśnie robił kiedy był uczniem, nauczyciele bardzo często mieli go serdecznie dosyć, ale cóż, życie.
Marshall roześmiał się. Poważny ton i wyraz twarzy chłopaka bardzo go rozbawił.
- Czy ty myślisz, że jakaś kobieta zwiąże się ze mną prowadzącym taki tryb życia? - zapytał rozbawiony. Więcej czasu spędzał w remizie niż w domu, a jak powszechnie wiadomo kobiety potrzebują wiele czasu i uwagi poświęconej ze strony swojego partnera, a on by mógł się ze swoją dziewczyną spotykać się raz na jakiś czas, więc wolał być sam jak ten ptak swobodnie szybujący po niebieskim i bezchmurnym niebie w piękny ciepły letni dzień.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Newt Callaghan


Jestem w Chicago od
https://em.wattpad.c

Wysłany: 5 Październik 2018, 14:55   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Callaghan był jeszcze w takim wieku, że nie rozumiał jak można było całkowicie poświęcić się pracy i nie mieć poza nią własnego życia. Zwłaszcza, gdy pakuje się w bycie strażakiem, policjantem lub też czymś podobnym w tym stylu. Rozumiał, że to wychodziło także z pasji, ale Newt nie poświęciłby się aż tyle, aby siedzieć dwóch dni w pracy. W porównaniu do innych posiadał inne życie, a jego obecne podobało mu się i to aż za bardzo. Obrał sobie ścieżkę, której zamierzał się trzymać i nie chciał zmieniać swoich planów pod tym względem. Był najlepszy w sporcie, więc nic dziwnego, że wybrał sobie wychowanie fizyczne, a później zobaczy co z tego wszystkiego wyjdzie. W każdym razie, dzisiaj był czas dla kumpla i nie zamierzał jakoś za bardzo smęcić, bo życie mu się skomplikowało. Postara się, aby cała uwaga była dzisiaj skupiona na najlepszym kumplu i tylko on będzie liczyć się dzisiaj. - Przecież nikt się nie śmieje. Stwierdzam fakt, niedługo zamieszkasz w tej remizie. - wzruszył bezradnie ramionami, ale nie robił mu z tego powodu wyrzutów, ależ skąd. Rozumiał to wszystko naprawdę i gdyby musiał, to czekałby pewnie z milion lat, aby pogadać z Call’em. Rozejrzał się po barze, a słysząc kolejne słowa kumpla musiał zaśmiać się na głos. Czy ktoś może zatrzymać tę karuzelę śmiechu? - Co ty, głupi jakiś jesteś? Właśnie mi to się wydaje, że laski lecą na strażaków. Chyba, że ty jesteś wyjątkiem od reguły. - rzucił w formie żartu i w dodatku poruszył brwiami, nie panując nad śmiechem. - Ale serio, daję ci dobrą radę jako twój najlepszy przyjaciel. Może i jestem młody, głupi na pewno też, ale nie pchaj się w to. Same z tym problemy. - Newt miał jakieś pojęcie na temat związków, przecież niejednokrotnie łamał kobiece serca, więc nic dziwnego, że chciał sypać radami jak z rękawa.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,25 sekundy. Zapytań do SQL: 9