Poprzedni temat «» Następny temat
The Berkshire Room
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 3 Wrzesień 2016, 16:12   The Berkshire Room

[align=center:2a7fb71bf3][/align:2a7fb71bf3]
 


profil
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 8 Wrzesień 2016, 01:20   

#przed London

Ulubione poranne zajęcie Jake'a? Sen. Zdecydowanie sen. W dni takie jak te, jednak, nie było mu to dane. I winowajczynią tego zamieszania wcale nie była Nikki, nawet nie sąsiadka spod trójki, która codziennie tłukła na obiad kotlety. To Osmond postanowiła wyciągnąć go z łóżka o tak nieprzyzwoicie wczesnej porze. Kobieta wiedziała w jaki sposób przekonać go do tego, żeby po nią przyjechał, trzeba jej to przyznać. Wystarczyło, że jego oczy spoczęły na słowach o dziwnym typie i Averill już podejmował decyzję o tym, że okaże jej miłosierdzie i specjalnie dla niej nastawi budzik na czwartą rano, choć sam niewiele spał tej nocy. Przyczyną jego niewyspania był z pewnością uszkodzony bark, który działał na niego lepiej, niż jakakolwiek pobudka. Nie pomógł nawet fakt, że jego porucznik wysłał go do domu wcześniej, na przymusowy odpoczynek po tym, jak dostrzegł, że Averill zmaga się, nie tyle z pożarem, co z samym sobą. Najwidoczniej jego ramię potrzebowało odrobinę więcej czasu do tego, by wrócić do pełnej sprawności. Nie wiedział tylko, jak wiele więcej. Bo oczywiście, zignorował rady przyjaciół, zignorował rady Nikki, i nie wybrał się na wizytę kontrolną u lekarza. Oczywiście: wszystko było w jak najlepszym porządku, a on czuł się świetnie. Może i tak - wtedy, gdy już zażył odpowiednio dużą dawkę środków przeciwbólowych, które nawet nie należały do niego. Choć rana na ramieniu wyglądała znacznie lepiej, bark nie dawał mu spokoju. W obliczu bólu, jego chęć na poranne joggingi spadła do zera. Ale na poranne frytki Jake miał ochotę zawsze!
Odebrał Cheyenne z pracy, pilnując tego, by podejrzanie wyglądający facet, przypadkiem nie zawiesił na niej spojrzenia na zbyt długo. Averill dawno się z nikim nie był i choć nie był w formie, chętnie zmieniłby ten stan rzeczy, hehe. Ta dwójka na pewno miała jakiś rozsądny powód, dla którego znaleźli się w barze, zamiast w domu. Być może po prostu rozproszył ich kolorowy, neonowy znak przy wejściu i napis: happy hour? Albo Jake był głodny i liczył na to, że coś mu tu sprzedadzą. W każdym razie, obsługa niemal nie pochlastała się na ich widok. Pewnie jedna z kelnerek spróbowała im dać subtelnie do zrozumienia, że czekają tylko, aż ich ostatni klient wyjdzie i zamykają. Z argumentami strażaka nie mogła jednak walczyć, więc ostatecznie, dwójka zasiadła przy pustym barze.
- Macie hamburgery? - prosto z mostu, bez żadnego "dzień dobry" czy tam przereklamowanego "proszę". Barman jednak pokiwał przecząco głową, a kiedy już Averill zakomunikował, by podali swój specjał, zniknął na chwilę w kącie lady. Po minucie stał przed nimi jakiś wyjątkowo wymyślny drink, więc mężczyzna zmarszczył brwi w zdezorientowaniu. Chodziło mu o jedzenie! No przecież! - Moja sława mnie wyprzedza, Osmond. Po jednym spojrzeniu wiedzą, że to, czego potrzebuję najbardziej, to alkohol. - No, kto wie, może po tym spotkaniu AA, na które został wysłany, gdzieś w internecie widniało jego zdjęcie w bazie alkoholików?
 
 
Cheyenne Osmond
[Usunięty]

Wysłany: 8 Wrzesień 2016, 23:36   

#3 po wszystkim (aż tak dużo tego nie było, hehe).

Cheyenne również nie było dane się wyspać. W sumie dla niej to nie była żadna nowość. W prawie każdą noc, niczym wampir, musiała funkcjonować, zupełnie jak za dnia, a może i nawet lepiej. Biedne dziewczę i tak już miało nieźle zachwiany zegar biologiczny, więc zapewne w ogóle mało sypiała. Taka była oddana pracy, a co! Szkoda tylko, że ostatnio przestała się czuć w niej bezpiecznie. W sumie nigdy nie czuła się w niej całkowicie bezpiecznie, ale jakoś nigdy wcześniej aż tak nie zaprzątała sobie tym głowy. Wszystko za sprawą pewnego gościa, który od kilku dni przychodzi do klubu i ją bezwstydnie obserwuje. Niby nic dziwnego - w końcu faceci chodzą do nocnych klubów po to, by popatrzeć sobie na tańczące laski. No, ale problem polegał na tym, że Chey czuła na sobie wzrok tego gościa non stop - nawet, gdy nie tańczyła. Zawsze przesiadywał w klubie to tego czasu, aż ona nie wyjdzie, a nawet raz wszedł za nią do toalety, w której być go nie powinno. Nie tylko dlatego, że była to toaleta damska, ale też dlatego, że była to toaleta dla pracowników. Ostatecznie koleś tłumaczył się tym, że po prostu się pomylił. Być może mówił prawdę i Chey za bardzo panikowała? Może ostatnia rozmowa z Casparem na temat psychola, którego ostatnio zamknęli za bardzo rozbudziła jej wyobraźnie? Cheyenne próbowała zignorować te okropne uczucie dyskomfortu, które towarzyszyło jej za każdym razem, gdy miała wyjść do pracy, ale gdy jednak doszła na miejsce i tylko zobaczyła tego samego dziwnego faceta, który od razu ją wypatrzył swoim sokolim wzrokiem, od razu dostała drgawek. Nie pozostało jej już nic innego jak tylko chwycić za telefon i poprosić kogoś o małą przysługę. Prawda była taka, że nie miała zbyt wielu bliskich przyjaciół, na których mogła liczyć. Caspar tym razem nie wchodził w grę, bo nie chciała, by ten pomyślał sobie, że Osmond nagle zaczęła panikować i to jeszcze akurat po tej jego opowieści o tym psycholu. Zresztą mężczyzna ostatnio sam z własnej woli w trosce o jej bezpieczeństwo ją obserwował, więc nie chciała za bardzo nadużywać jego dobroci. Postanowiła więc tym razem napisać do Jake'a. Miała ku temu kilka ważnych powodów. Po pierwsze, na pewno chciała się dowiedzieć jak tam jego aktualne relacje z Nikki po tych ich nieprzemyślanych wygłupach w kawiarni. Po drugie, to był idealny pretekst, by po prostu trochę pobyć w jego towarzystwie. Po trzecie, Jake już kilka razy odbierał ją z pracy, więc uznała, że tym bardziej może się zgodzić odebrać ją tym razem. Oczywiście dopuszczała do siebie myśl, że Averill może jej odmówić, wtedy zapewne musiałaby radzić sobie sama. Na szczęście strażak miał na tyle dobre serce, że nie dał się długo namawiać i bez cienia wahania postanowił ruszyć jej na pomoc. Cheyenne nie wiedziała tylko czy Jake faktycznie tak się martwił o jej bezpieczeństwo, czy po prostu poleciał na frytki, które Osmond mu obiecała. Cokolwiek jednak by to nie było, Chey bardzo ucieszyła się, gdy ujrzała przyjaciela, czekającego nad nią przed lokalem. Dziewczyna powolnym krokiem wyszła z klubu, trzymając w rękach dwa papierowe kubki z kawą, po jednym w każdej dłoni. Nie mam pojęcia skąd wytrzasnęła tę kawę i czy w nocnym klubie ją podają, ale Jake powinien się cieszyć, że o nim pomyślała, o! Trzeba przyznać, że Osmond nie wyglądała najlepiej. Była zmęczona, miała potargane włosy, a jej makijaż ewidentnie nie przetrwał całej nocy. Od razu niepewnym wzrokiem obejrzała się na drzwi, prowadzące do jej miejsca pracy i niemal od razu dostrzegła mężczyznę, który chyba bardzo chciał stać się jej koszmarem. Już mu niewiele do tego brakowało. Niby nic jej jeszcze nie zrobił, a już się go obawiała. Jake chyba od razu zorientował się, że facet, na którego Chey się tak gapi musi być TYM dziwnym gościem, bo również rzucił mu dość wymowne spojrzenie. Tajemniczy mężczyzna niemal od razu się zmył i powędrował w przeciwną stronę, więc Chey mogła spokojnie odetchnąć z ulgą. Powód dla którego weszli do baru? Może Jake po prostu wyczuł to, że Chey jest kiepską kucharką i po prostu podświadomie wolał zjeść coś w barze, żeby uniknąć jedzenie tych jej frytek? Przecież to bardzo dobry powód! Gdy brunetka zobaczyła zrezygnowane miny pracowników baru, spojrzała na Jake'a z ledwo widocznym uśmiechem. Niby posiadała jakiś tam dar empatii i rozumiała, że ludzie chcą zamykać, ale z drugiej strony była zmęczona, nogi ją bolały i w końcu jakby nie patrzeć oboje przeszli jakiś tam kawałek drogi pieszo. Musiała usiąść, po prostu musiała! Nawet nie powstrzymywała Jake'a przed wymianą argumentów z barmanem, który naprawdę nie był zachwycony ich niespodziewaną wizytą. Zapewne, gdyby nie strażak, sama zrobiłaby borutę. W końcu ona płaci, ona wymaga. Jest informacja, że nie zamkną dopóki mają jakichkolwiek klientów? To teraz niech siedzą i płaczą. Pewnie bardzo się oburzyła, gdy usłyszała, że nie mają hamburgerów. Na bank bąknęła coś o tym, że co to za bar, gdzie nie ma hamburgerów. Z kolei rozbawiło ją to, że Jake'owi, który bardzo chciał dostać żarcie podano alkohol. - Nie, po prostu wyglądasz na takiego, co lubi sobie popić. To się czuję na kilometr, Jake. - odparła, bez żadnych emocji w głosie. - Ej, myślisz, że mają tu chociaż frytki? A jeśli mają to wyjdę na chamską jeśli każe im je przygotować? - zapytała, z iskierkami oczach. Najwidoczniej chciała się zemścić za brak hamburgerów. Chociaż równie dobrze mogli specjalnie powiedzieć, że nie mają,żeby mieć problem z głowy i szybciej zamknąć. Chyba trochę się przeliczyli. - Co tam u ciebie? Wiesz, tak naprawdę ściągnęłam cię tutaj, żeby upewnić się, że naprawdę jeszcze żyjesz. W końcu każdy może przejąć twój telefon i wysłać z niego wiadomość. Na przykład Nikki.
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 11 Wrzesień 2016, 01:36   

Co do jej nie najlepszego wyglądu, z całą pewnością uznał, że nie powinien się na ten temat wypowiadać. Już ostatnio dostał burę od Rhodes za uwagi dotyczące wyglądu swej przyjaciółki i chyba na tyle utkwiło mu to w pamięci, że nie wysilił się nawet na żadną uszczypliwość. Pewnie niepierwszy raz zgarniał ją po pracy; jestem przekonana, że zdarzało mu się ją odebrać spod klubu, kiedy wcześniej kończył nocną zmianę albo zaczynał tę poranną. Osmond zapewniała towarzystwo i jedzenie/kawę, a on środek transportu i kierowcę. Układ idealny! No, dzisiaj tylko może trochę mniej, bo jednak Jake musiał zwlec się z łóżka specjalnie dla niej. Dobrze wybrała, Averill zwykle nie miał dość samozaparcia, by odmawiać kobietom, a już tym bardziej damom w potrzebie! Oczywiście, że zmroził podejrzanego typa spojrzeniem, gdy tylko go zauważył i pewnie nawet pokusił się o jakąś chamską odzywkę, gotów do tego, by wbić facetowi odrobinę rozumu do głowy.
W każdym razie, wypad do barem nad ranem może nie był takim złym pomysłem? Hej, teoretycznie niektórzy dopiero kończyli swoje imprezy. Co zatem było złego w tym, że oni swoją zaczynali? To znaczy, totalnie niezamierzenie. Bo jednak, kiedy już barman postawił przed strażakiem drinka, mężczyzna zmroził go spojrzeniem i potraktował uniesieniem brwi tak wysoko, że te niemal schowały się pod jego - już odrobinę przydługimi - włosami. - Hej, wziąłem prysznic, zanim tu przyszedłem. - żachnął się, na wspomnienie o tym, że jego pociąg do alkoholu czuć na kilometr. Może czasami zdarzało mu się śmierdzieć gorzałą, ale na pewno nie w tym momencie. Chey po prostu sama przesiąkła zapachem z klubu i teraz miała omamy węchowe. Obrócił szklankę w dłoniach i przyjrzał się jej zawartości z zaciekawieniem. Na słowa Cheyenne odruchowo szeroko się uśmiechnął i kiwnął wolno głową. - Chamstwem jest nieposiadanie hamburgerów. Za tę zniewagę powinni się smażyć w piekle... ewentualnie, smażyć frytki. - wzruszył ramieniem, szczerze obojętnie. Skinął jednak na jedną z kelnerek, która stała tuż obok i chyba bezczelnie podsłuchiwała ich rozmowę. - Cztery porcje frytek. Nie, nie dwie podwójne - cztery. - zarządził stanowczo, a gdy zauważył, że kobieta chce się wdać z nim w dyskusję, uciszył ją gestem dłoni. Oczywiście, że wszędzie oszukiwali na podwójnych porcjach, ale taki łakomczuch jak Jake, nie dał się zwieść. Podwójna w tych frytkach to była tylko cena!
Zbliżył usta do drinka przyrządzonego przez barmana i delikatnie zwilżył wargi, tym samym próbując trunku. Spojrzał na swoją towarzyszkę z ukosa, krzywiąc się nieznacznie. Nie dlatego, że drink był mocny - dlatego, że: - Smakuje, jakby ktoś już go wypił, przetrawił i wydalił. - Yup, dobrze, że Jake darował sobie jeszcze większą obrazowość. Podsunął drinka pod nos brunetki, by sama mogła to ocenić. - Jak widać, jeszcze żyję. Zaplanowanie idealnego morderstwa wymaga czasu, daj jej chwilę... Wszystko w porządku, Osmond. Przez chwilę myślałem, że zostanę ojcem. Ale, chyba, na całe szczęście, zmienianie brudnych pieluch musi jeszcze poczekać. Możemy za to wypić. - No, ale oczywiście, że nie będą sączyć tego ohydnego drinka! Taką nowinę trzeba było oblać czymś porządniejszym. Nawet, jeśli w gruncie rzeczy, wcale tak bardzo się z tego nie cieszył. Chyba po prostu szukał pretekstu, żeby zamówić pierwszą kolejkę, hehe.
 
 
Cheyenne Osmond
[Usunięty]

Wysłany: 12 Wrzesień 2016, 00:32   

Dobrze, że powstrzymał się od zbędnego komentarza, bo Chey prawdopodobnie pod wpływem zmęczenia i podłego humoru byłaby w stanie zrobić mu krzywdę, a tego chyba oboje nie chcieli. No, dobra. Była tak zmęczona, że pewnie nie byłaby w stanie mu nic zrobić, ale na pewno strzeliłaby focha, jak typowa baba, o! Oczywiście, że w ich spontanicznym zatrzymaniu się w barze nie było nic złego; chociaż z perspektywy pracowników musiało to wyglądać naprawdę kiepsko. Ludzie chcą zamykać o rozsądnej porze (o ile świt można w tym przypadku nazwać rozsądną porą), a tu nagle zwala się im jaśnie państwo! Wchodzą jak do siebie, patrzą na nich krzywym wzrokiem i jeszcze na dodatek kręcą nosem. Oni sami dostaliby na ich miejscu spazmy. Nic, tylko współczuć tym ludziom! - Cóż, tych iskierek w oczach na widok alkoholu nie zatuszuje nawet twój ładny zapach. - odparła, posyłając mu swój uroczy uśmiech. Oczywiście żartowała, bo jakby nie patrzeć, to właśnie ona tutaj była naczelnym alkusem. A co do zapachu z klubu, to fakt - cały czas miała wrażenie, że czuje dym i alkohol, więc równie dobrze mogłaby posądzić tego biednego barmana o nieprzyzwoite prowadzenie się i o przychodzenie do pracy 'pod wpływem'. - Cztery? - zapytała mimowolnie z przerażeniem w oczach. Już sobie wyobrażała jak będzie musiała to wszystko spalać. Owszem, była głodna i może te porcje wcale nie były takie duże, ale 'cztery porcje' brzmiały... strasznie. Jakby ktoś nie wiedział o co chodzi to by pewnie pomyślał, że do lokalu wpadły jakieś wygłodniałe babska, wyglądające jak orki albo jakaś baba w ciąży, bo nikt 'normalny' o tej godzinie chyba nie je, i to jeszcze w takich ilościach. A propos ciąży... Mało by brakowało, żeby Chey zakrztusiła się drinkiem, który Jake jej podsunął, gdy usłyszała jego słowa o zostaniu ojcem i o brudnych pieluchach. Ta wiadomość dosłownie spadła na nią jak grom z jasnego nieba i dotarła do jej mózgu z prędkością światła, chociaż na początku nawet nie załapała słowa klucz, czyli myślałem. - Miałeś rację, ten drink jest ohydny! - szybko zwaliła swoją reakcję na trunek, jednak nie wypuszczała szklanki z rąk.- Jak to ojcem? - zapytała mimowolnie, ochrypłym głosem, trzymając się za okolice tchawicy. Odchrząknęła kilka razy i ciągnęła dalej - Czemu mówisz mi o tym dopiero teraz? - zapytała lekko ostrym tonem. Sama nie wiedziała czy dlatego, że ta wiadomość lekko ją zszokowała, czy też dlatego, że jej dolne drogi oddechowe wciąż się buntował po gwałtownych napadach kaszlu.
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 14 Wrzesień 2016, 03:11   

Całe szczęście, że los mu sprzyjał! Jake nie najlepiej radził sobie z kobiecymi fochami. Być może dlatego, że w takich chwilach najchętniej sam również odwróciłby się na pięcie i obraził, ze stylowym tupnięciem nóżką. Z tym, że tak kurczę, nie wypadało, więc zwykł zachowywać się po męsku i... przepraszać. Jednocześnie tylko pogarszając sytuację. Historia jego życia. W ten sposób powstawało większość jego problemów z kobietami, a że ze strażaka był wyjątkowo uparty i dumny stwór, cały proces zjednywania sobie kobiet po babskim fochu, stawał się jeszcze bardziej złożony. - To zasługa tych świetnych kropli do oczu. Potem błyszczą jak samochodowe reflektory. - zakomunikował i nawet zamrugał kilkukrotnie, niby to zalotnie. Cóż, wyglądał tak, jakby właśnie miał wylew, ale nikt nie zdawał się tym przejmować. A mógłby umrzeć przy tym barze! W każdym razie, uśmiechnął się do niej wesoło i wolno kiwnął głową. Nie wiedział, co ją tak zaskoczyło w zamówieniu czterech porcji frytek. Averill, choć chyba odrobinę klepał biedę, nigdy nie oszczędzał na jedzeniu! Mógłby jej teraz wygłosić długi wykład na temat tego, jak bary oszukują na podwójnych porcjach frytek, ale oszczędził jej tego, zbyt zaaferowany swoim ohydnym drinkiem. - Nie martw się, jak coś zostawisz, zjem za ciebie. - No, oczywiście! Chyba nawet nie musiał tego dodawać, ale chciał jej wyraźnie dodać otuchy, kiedy już kelnerka zniknęła w kuchni. Jake odprowadził ją wzrokiem, jakby chciał dopilnować, że nie zignoruje jego zamówienia i przekaże je kucharzom. Zaraz jednak, z jakiegoś powodu, postanowił wspomnieć Chey o domniemanej ciąży Nikki. Zrobił to prawdopodobnie dlatego, że nie chciał, by dowiedziała się od kogoś innego. Uwaga - chyba - wyciągnął coś na kształt lekcji z ostatniej sytuacji, jaką przeżył w cukierni. Nie przewidział jednak tego, że choć chciał dobrze, kobiety zawsze znajdą powód do niezadowolenia. Prychnął pod nosem, kiedy mu zawtórowała w sprawie drinku, po czym przetarł skórę na swym karku, wierzchem dłoni. Głośno wypuścił powietrze z płuc, jakby szykował się do wygłoszenia przemowy, choć w rzeczywistości był od tego bardzo daleki. - Bo nie zdążyłem się pochwalić nikomu poza moją matką, która w ekscytacji prawie wykupiła połowę asortymentu Baby Shop. - Google mówią, że jest taki sklep. - Zresztą, to nieważne, teraz obchodzimy... dzień nie-ojca. Ja nie jestem ojcem, ty nie jesteś ojcem, barman... nie jest ojcem. To coś, za co warto wznieść toast. - To dopiero pomysłowość! No, ale skoro barman podstawił im pod nosy szoty, Jake przesunął jeden z nich w stronę swej towarzyszki i pewnie po chwili trunek wypełnił ich przełyki. Kto by się przejmował tym, że przyjechali samochodem. - Lepiej się pochwal, jak bardzo tęskniłaś przez te kilka dni, kiedy mnie nie widziałaś. Mam nadzieję, że tekturowego Jake'a, którego dałem ci na urodziny, traktujesz z należytą troską. - Pewnie kiedyś rzeczywiście dał jej swoją podobiznę wyciętą w wielkim kartonie, tak, jak na skromną osobę, którą był, przystało.
 
 
Cheyenne Osmond
[Usunięty]

Wysłany: 14 Wrzesień 2016, 23:35   

Cheyenne z reguły rzadko się obrażała; chyba, że miała akurat zły dzień, jak dziś. Jake'owi mogło się kiedyś oberwać, jak jeszcze byli dziećmi - na początku ich znajomości. Wtedy akurat miała dobry powód, bo o ile dobrze pamięta, to właśnie przez niego musiała kiedyś za karę latać z mopem po szkolnych korytarzach. Przy okazji musiała to robić w jego towarzystwie, a wtedy jeszcze za sobą nie przepadali i była to dla niej jedna z najgorszych kar w życiu. Pewnie teraz nie pogardziłaby taką karą, zwłaszcza, że tamta przez ich dziecięce wygłupy zakończyła się ich spontanicznym pocałunkiem w schowku na miotły. Teraz mogła sobie o takiej akcji tylko pomarzyć. - Od kiedy zakrapiasz oczy? - zainteresowała się, bo najwyraźniej nie wiedziała o tym, że Jake ma jakieś problemy z oczami. W sumie powodów, dla których zakrapiał mogło być dużo. Jakaś alergia albo zespół suchego oka. Widać, nie znała go aż tak bardzo dobrze jak jej się wydawało. - No tak, zapomniałam, że przecież kumpluję się z chodzącym odkurzaczem. - stwierdziła ze szczerym uśmiechem, opierając podbródek na dłoniach. Chey żachnęła się, słysząc o tym jak bardzo jego matka ucieszyła się na wieść, że zostanie babcią. Już sobie wyobrażała swoją matkę w takiej sytuacji. Pewnie poruszyłaby niebo i ziemię. Poszłaby do kościoła i zamówiła mszę w intencji nienarodzonego dziecka, oczywiście, gdyby żyła! Przez chwilę zrobiło jej się przykro, bo jeśli matka Jake'a już dowiedziała się, że ta cała ciąża Nikki była tylko fałszywym alarmem, to z pewnością musi się teraz czuć z tym bardzo źle. robiło jej się przykro, tym bardziej, że lubiła matkę strażaka. - Skąd wiesz, że barman nie jest ojcem? - zapytała, odchylając się do tyłu, tak by móc spokojnie oprzeć się plecami o oparcie krzesła. Jej brew zabawnie powędrowała ku górze, a ręce skrzyżowały się na piersi. - Jakoś nie wyglądasz na zadowolonego. Nie martw się, jeszcze będziesz miał niejedną okazję, by zostać ojcem. Może to nawet lepiej, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze nawet nie mieszkacie razem, a ty sam dopiero co się rozwiodłeś. A te wszystkie rzeczy, które kupiła twoja mama na pewno się w końcu przydadzą. - przyjrzała mu się badawczo, sama nie wiedząc kogo chce bardziej pocieszyć, jego, czy siebie. Wypowiedziawszy te słowa, szybko przechyliła naczynie z przed chwilą podanym im trunkiem. - W końcu podali coś w miarę pitnego - stwierdziła, odstawiając szkło z powrotem na stolik, po czym krawędzią dłoni przetarła sobie usta, na których został nadmiar drinka. - Tekturowy Jake wisi nad moim łóżkiem - powiedziała rozbawionym głosem. Doskonale pamiętała swoje zdziwienie, gdy tylko zobaczyła prezent, jakim strażak ją obdarował w jej zeszłoroczne urodziny. Chociaż trzeba przyznać, że prezent jej się naprawdę spodobał. Ceniła Jake'a za jego oryginalne pomysły. Za każdym razem, gdy przychodzili do niej goście, wkręcała im, że to reklama pasty do zębów. - A jak się na ciebie zdenerwuję to rzucam w niego lotkami do darta. Już jest cały podziurawiony. - zażartowała, wzruszając ramionami. Cheyenne nawet nie miała w domu lotek, chociaż pomysł był całkiem zacny.
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 15 Wrzesień 2016, 03:56   

Głupiutki Jake nie przyjmował do swojej wiadomości tego, że Cheyenne rzeczywiście mogłaby marzyć o powtórzeniu ich pamiętnego pocałunku w schowku na miotły. I to nie dlatego, że to nie brzmi jak typowe marzenie dwudziestoparoletniej kobiety - a dlatego, że dla własnej wygody i braku konieczności zranienia przyjaciółki, preferował omijać temat, jej ewentualnego zauroczenia, szerokim łukiem. Na tym etapie wciąż wolał udawać, że Rhodes ma nierówno pod sufitem (hehe) i jest na punkcie Chey przewrażliwiona, bo po prostu za nią nie przepada. Delikatnie mówiąc. - Ostatnio kumpel przez przypadek chlusnął mi wódką w oko. Ratowałem się, jak mogłem. - Na samo wspomnienie tego pieczenia, mocno się skrzywił. Been there, done that. Całe szczęście, nie oślepł i nadal miał sprawne prawe oko. Tylko uderzył głową w podajnik papierowych ręczników, gdy, oszołomiony, wparował do męskiej toalety, żeby je przemyć. Nabił sobie małego guza na czole, więc przez kilka dni zaczesywał włosy w taki sposób, by ukryć tego haniebnego siniaka na jego twarzy. Alergię miał jedynie na orzeszki ziemne, o czym ciągle zapominam ja, a co dopiero on. Niech Osmond się nie martwi, na pewno nie raz musiała go zawieźć na pogotowie, bo postanowił zjeść Snickersa - żadnych chorób czy schorzeń przed nią nie ukrywał. Nie licząc uszkodzonego barku, ale to uparta menda, wszystkim wmawia, że jest w porządku, ech. - A wygląda ci na ojca? Rozumiem, że ta mina, jakby kij mu utknął w dupie, mogłaby na to wskazywać, ale idę o zakład, że jest bezdzietnym singlem. - odparł, niezwykle pewnie siebie, jakby co najmniej znał barmana osobiście albo w tym krótkim czasie zdołał przestalkować jego tablicę na Facebooku. Podejrzewam, że mężczyzna stojący za barem, z zaciekawieniem przysłuchiwał się ich wymianie zdań, ale wyraz jego twarzy nadal pozostawał niezmienny. Strażak zaraz jednak westchnął ciężko, ukradkiem zerkając na Osmond. Za dobrze go znała! - Wiem, Osmond. Po prostu, to dziwne, w jednej chwili myśleć, że się zostanie ojcem, a w drugiej już nim nie być. - W takim położeniu znalazł się w końcu nie po raz pierwszy. Co prawda, obecna sytuacja różniła się znacząco od tej sprzed roku, gdy jego nienarodzony syn zmarł, ale nie mógł nie doszukać się w niej jakiegoś podobieństwa.
- Żebyś mogła na mnie patrzeć, kiedy zasypiasz? - łypnął na nią znad swojej - już pustej - szklanki i posłał jej łobuzerski uśmiech, z typowym błyskiem w oku (to te krople!). W każdym razie, skinął na barmana, by sprawił im następną kolejkę, a chwilę później stanęły przed nimi talerze z frytkami, którym Jake przyjrzał się krytycznie, jakby był jurorem Masterchefa. - Lepsze to, niż gdybyś miała rzucać we mnie. - wzruszył ramieniem, przekonany, że wolałby nie zaznać gniewu Chey na własnej skórze. I zakładam, że zaraz kolejna dawka trunku znalazła się w ich organizmach. A później jeszcze kolejna! W międzyczasie, Jake zdążył się już pozbyć jednej porcji swoich frytek. - Nadal jestem wściekły, że nam poskąpili majonezu. - No, bo musiał jeść z keczupem!
 
 
Cheyenne Osmond
[Usunięty]

Wysłany: 16 Wrzesień 2016, 01:11   

Jake wcale nie był głupiutki. To nie jego wina, że niczego się nie domyślał albo może i domyślał, ale po prostu nie miał stu procentowej pewności. Cheyenne sama skutecznie dbała o to, by Jake nie miał tej pewności. Już wolała wzdychać do niego po kryjomu, niż robić z siebie idiotkę i przy dawać satysfakcję Nikki. Może i nawet miałaby więcej odwagi, gdyby Jake jednak był wolny (albo gdyby za dużo wypiła), ale póki co miała nadzieję, że to zauroczenie jakoś samo jej przejdzie. Zresztą uważała, że właśnie tak powinna postąpić dorosła kobieta. Najlepiej będzie jeśli przemilczy sprawę i poczeka aż ten stan minie. Przecież to w końcu musiało kiedyś minąć. I tak jak na razie trzymała się całkiem nieźle. Ktoś inny, będąc w jej sytuacji mógł właśnie w tym czasie skakać z mostu albo rzucać się pod pociąg. Przecież w Ameryce takie sytuacje były na porządku dziennym. Na wieść o wypadku, z wódką w roli głównej, Chey odruchowo się skrzywiła, a z jej ust wydobyło się tylko krótkie auć. Już sobie wyobrażała to pieczenie w oku, nic przyjemnego. - Ty to masz szczęście. - skomentowała krótko, totalnie kończąc temat kropli do oczu, gdyż uznała, że to, czego się własnie dowiedziała było wystarczająco dużą ilością potrzebnych jej informacji. - To jest mina profesjonalisty, nie znasz się - odparła głosem eksperta. Sama kiedyś była kelnerką. Może ten zawód różnił się od zawodu barmana, ale przecież oba te zawody były ze sobą powiązane. Poza tym jej świętej pamięci matka pracowała jako barmanka i Chey często ją odwiedzała w pracy, więc miała okazję się dowiedzieć, że każdy barman ma minę jak kot srający na pustyni. Taki zawód. Ona też miała podobną. W takim zawodzie każdy robi taką minę i nawet nie jest tego świadom! Weź tu obsługuj codziennie ludzi, którzy ciągle wymagają od Ciebie profesjonalizmu. Musisz znać wszystkie alkohole na wylot oraz zasady ich nalewania i takie inne duperele. - A może facet właśnie ciężko zarabia na utrzymanie rodziny? Jeszcze byś się zdziwił. - powiedziała, bez krępacji, wskazując ręką na bar, za którym właśnie stał obiekt ich rozmów. Teraz facet już na pewno wiedział, że rozmawiają o nim, tym bardziej że Chey ciągle na nie zerkała . - Wiem, Jake. - powiedziała pełnym zrozumienia głosem i odruchowo położyła rękę na jego dłoni, która znajdowała się na blacie stołu (a przynajmniej tak mi się wydaje). Robiła tak zawsze, gdy chciała go pocieszyć, ale tym razem szybko się opamiętała i po króciutkiej chwili zabrała dłoń, żeby czasem zaraz nie odpłynąć, co w tej sytuacji było bardzo możliwe. Tak czy inaczej, naprawdę mu współczuła, bo przecież doskonale znała jego przeszłość. Wiedziała, że to nie pierwszy raz, kiedy musi się mierzyć z czymś takim. Należała do osób, które posiadały empatię, więc w głębi serca czuła, że to musi być dla niego bardzo bolesnym doświadczeniem.
- Ups, wydało się - przybrała minę przestraszonego dziecka, które właśnie zostało przyłapane na jakimś złym czynie. Zasłoniła usta dłonią i bardzo szybko zatrzepotała rzęsami. - Nic się przed tobą nie ukryje, nic! - w sumie nie była daleka od prawdy. Patrzyła na tekturowego Jake'a przed snem i chyba nawet dzięki temu szybciej zasypiała. Patrzenie to chyba nie jest żadna zbrodnia? Oczywiście za nic w świecie nie powiedziałaby tego poważnym tonem, bo to faktycznie brzmiałoby dziwnie. Co on by sobie o niej pomyślał! - A to nie po to mi go dałeś? - zapytała, wpatrując się w talerz z frytkami, który właśnie został jej podsunięty pod nos przez barmana. W tym samym momencie poczuła, że jest niewiarygodnie głodna. - Żebym się wyżywała na nim, zamiast na tobie, cwaniaku? - ciągnęła dalej, sięgając po widelec. - Jak zjesz mniej majonezu, to może dłużej pożyjesz. Sam tłuszcz i cholesterol! - nie byłaby sobą, gdyby mu teraz nie wypomniała tego całego tłuszczu, bo nie dość, że frytki zostały usmażone w głębokim oleju, to jeszcze dałaby sobie uciąć głowę, że w tym majonezie jest sama chemia.
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 18 Wrzesień 2016, 04:06   

Gdyby Osmond postanowiła się rzucić z powodu swego beznadziejnego zauroczenia pod pociąg, Jake pewnie przywiązałby się do torów zaraz za nią. Może i zraniłby ją nieświadomie, ale z pewnością nie byłby w stanie ze sobą dłużej żyć. Całe szczęście, że Cheyenne nie planowała robić niczego równie głupiego w przyszłości i wolała sobie poradzić z uczuciami, jak na dojrzałą kobietę przystało. Chociaż ona z tej dwójki! Averill mimo tego, że nieuchronnie zbliżał się do trzydziestki, wciąż zachowywał się jak nastoletni szczyl. I to chyba nie miało się w najbliższym czasie zmienić. Ale z kim wtedy Chey wybierałaby się do baru przed piątą rano? - Ja się nie znam? Ja? Co to za pomówienia? Czy ty boga w sercu nie masz, Osmond? - Jake na przykład nie miał, ale nie przeszkadzało mu to w wypominaniu tego swojej przyjaciółce. Babka często tak mu powtarzała, kiedy coś przeskrobał, a on bezczelnie odpowiadał, że nie, w akompaniamencie okrzyków w stylu: ty mały bezbożniku! W każdym razie, strażak nadal trzymał się swojej wersji. Wystarczyło krótkie spojrzenie na barmana, by wiedział, że o brudnych pieluchach nie ma zielonego pojęcia. Facet miał jeszcze resztki radości w oczach!
I hoć nadal pozostawali przy temacie dzieci, teraz już skupili się na Averillu. Mężczyzna spojrzał na brunetkę z ukosa, nim ta zdążyła się odezwać. Uśmiechnął się pod nosem, gdy nie drążyła tematu i ucięła go krótkim słowem, po czym położyła dłoń na tej jego. Teraz już podniósł na nią wzrok, w ogóle nieskrępowany jej gestem, bo nie widział w tym nic złego. Doceniał jej zachowanie - mógł jej powiedzieć, co mu ciążyło, a ona nie zagłębiała się w szczegóły ani nie traktowała go jak życiowego inwalidy. W mniemaniu Jake'a, była idealną powierniczką. Jednakże on sam nie miał ochoty dłużej o tym rozmawiać i psuć im... poranku. Parsknął cichym śmiechem i pokręcił głową, gdy przyznała mu rację. - Za dobrze cię znam. Następnym razem podaruję ci tekturowego Jake'a na gwiazdkę, w stroju świętego mikołaja. Zbierzesz całą kolekcję. - Zajęcie z pewnością lepsze niż zbieranie Pokemonów. - Jak ci się poszczęści, to może nawet zdobędziesz tego w samych bokserkach. Edycja limitowana. - Na potwierdzenie swoich słów, pokiwał twierdząco głową. Ech, gdyby tak zaczął swoje podobizny sprzedawać, mielibyśmy bestseller. - Tylko w tego nie będziesz już rzucać lotkami. - ostrzegł ją, grożąc jej przy tym palcem i mrużąc oczy. Oczywiście, że nie po to jej go dał. Sądził, że wyzwala w niej same pozytywne uczucia, hehe. Kiedy niby on ją zdenerwował? Nie odpowiadaj, pytanie retoryczne... - Hej, jeśli mam umrzeć z powodu majonezu, to nie jestem godzien tego, żeby stąpać po tej ziemi. Poza tym, na twoim miejscu martwiłbym się o siebie - jak zjesz tyle tych frytek, to steatopygia murowana. Będziesz miała tył jak Kim Kardashian, a szczerze, lubię ten, teraz. - I oczywiście, wychylił się ze swojego krzesła, coby ten jej tył rzeczywiście móc ocenić. Przybrał przy tym minę myśliciela i podrapał się po brodzie. Dobrze, że Nikki nie było w pobliżu; może Kinia nie przeczyta, heheh. Nieważne, bo zaraz zamówił następną kolejkę! I zauważył, że pod wpływem trunku zaczęło mu już całkiem nieźle szumieć w głowie. Cóż, gdyby przeczytał etykietkę na tabletkach, które tak pożera, wiedziałby, że należy wystrzegać się picia na okres ich zażywania. Całe szczęście, nie wziął żadnej dzisiaj w nocy, bo wtedy pewnie odwiedziliby zaraz ostry dyżur. A tak, to było mu może tylko trochę zbyt wesoło.
 
 
Cheyenne Osmond
[Usunięty]

Wysłany: 19 Wrzesień 2016, 23:06   

Cheyenne raczej też było daleko do dojrzałego zachowania. Może z uczuciami próbowała sobie w jakiś rozsądny sposób poradzić, ale jej zachowanie też często odbiegało od normy, zwłaszcza, gdy przebywała w towarzystwie takiego Averilla. Wysmarowanie nosa bruneta kremem z tortu parę dni wcześniej było tego idealnym dowodem. - Mówisz jak moja matka. Poza tym masz rację, nie mam Boga w sercu. - zapewne matce nie miałaby odwagi tego wprost powiedzieć. Na szczęście z Jake'm mogła być szczera. I nawet jeśli latała co jakiś czas do kościoła, to wcale nie zmieniało faktu, że w Boga nie wierzyła. Jej matka była taką zagorzałą katoliczką i jak skończyła? Tak sobie samej zawsze w myślach powtarzała za każdym razem, gdy ktoś poruszał ten temat. Zresztą spodziewała się takiej, a nie innej reakcji Jake'a. W końcu ten facet był nieomylny! Nawet jeśli w tym momencie sobie żartował, to i tak nie było wykluczone, że w tym żarcie był jakiś zalążek prawdy. Trochę te moje przemyślenia pokręcone i bezsensowne, więc lepiej na tym zakończę hehe.
Osmond w głębi serca czuła, że Averill kompletnie nie czuł się skrępowany jej drobnym gestem. Ona na jego miejscu pewnie też siedziałaby niewzruszona. W końcu znali się już tyle lat, że takie rzeczy nie powinny być niczym dziwnym, ale jednak jej przewrażliwiona podświadomość zmuszała ją do przesadnej ostrożności. Chyba wszyscy znamy to uczucie z młodzieńczych lat, kiedy jesteśmy kimś zauroczeni i za wszelką cenę nie chcemy, żeby to wyszło na jaw. Z Chey właśnie było podobnie. I tu pojawia się zaprzeczenie jej rzekomo dojrzałego zachowania. A chyba byłoby prościej powiedzieć głośno co leży na sercu i mieć problem z głowy. Najwyżej zauroczona osoba dostałaby kosza. W przypadku Osmond niestety to nie było takie proste, bo obiekt jej westchnień już był zajęty, a na dodatek był jej wieloletnim kumplem, który przez całe życie traktował ją jak siostrę. I tutaj z tych potwornych przemyśleń wyciągnął ją kolejny tekst o tekturowej podobiźnie bruneta. - Ej, trzymam cię za słowo. - podłapała temat, również grożąc mu palcem, jak małemu dziecku. - Czyli, że na Halloween mam się spodziewać tekturowego Jake'a w stroju zombie albo ducha, a na Święto Dziękczynienia dostanę tekturowego Jake'a, pozującego z indykiem albo w ogóle przebranego za indyka, tak? - co prawda na Halloween nie daje się prezentów, ale skoro strażak miał zamiar być taki hojny, to Chey nie mogłaby z tej jego hojności nie korzystać. Najwyżej da jej cukierki w papierkach ze swoimi zdjęciami. Faktycznie mogłaby zebrać całkiem ciekawą kolekcję. Ciekawe co by z nią zrobiła. - Weź, bo jak ktoś mnie odwiedzi, to sobie pomyśli, że cię stalkuję, czy coś. Potem będzie, że podglądam jakiegoś biednego gościa, robię mu zdjęcia i je drukuje, a potem obwieszam nim ściany. - wybuchnęła śmiechem na samą myśl o takiej sytuacji. Jakby dostała podobiznę Jake'a w samych bokserkach, to pewnie potem już nikomu by nie wmówiła, że to reklama pasty do zębów. - Nauczyłeś się nowego słowa i teraz nim szpanujesz na lewo i prawo - zapytała z udawanym politowaniem w głosie. Nawet nie próbowała powtórzyć tego nowo usłyszanego słowa, bo z góry wiedziała, że połamie sobie na nim język. - Zresztą, Kim na tym wielkim zadzie zarobiła fortunę, więc chętnie pójdę w jej ślady. - odparła i na przekór tego, co właśnie parę chwil wcześniej powiedziała, wpakowała sobie dwie fryty, wysmarowane majonezem do ust. Kim chyba ten majątek zarobiła dzięki temu ich sławnemu programowi, ale Chey musiała sobie w tym momencie znaleźć jakąś wymówkę! A jak sama zarobi fortunę to mu będzie łyso, o! Pewnie i tak by się z nim podzieliła, co nie. Co z tego, że powiedział, że jej obecny tył mu się widzi. Równie dobrze mógł tak powiedzieć, by dać jej do zrozumienia, że za dużo je albo, że przytyła. Typowa kobieta.
Po tej następnej kolejce też poczuła, że ma już (za dużo) w czubie. Gdy już uznała, że wypiła na tyle dużo, że zaczęło się jej lekko kręcić w głowie, postanowiła wyjść na powietrze, modląc się przy tym, by żaden sąsiad ich nie zauważył. Już i tak każdy gadał na jej temat, co chciał, a gdyby ją zobaczyli taką lekko wstawioną, to już w ogóle byłaby niezła heca. - Idziemy się przejść? - zaproponowała wesoło, już stając od stolika. Na studiach wmawiali jej, że spacer o świcie dobrze robi, a do tego podobno sprawia, że reszta dnia jest bardziej udana, bo i sam człowiek czuje się lepiej. Kij, że Cheyenne zaraz po tym spacerze miała zamiar iść spać i kij, że pewnie jak się już obudzi będzie ją strasznie boleć głowa. Pewnie Jake przystał na jej propozycję, więc nie pozostało im nic innego jak tylko zjeść swoje porcje frytek, zapłacić i (ku uciesze pracowników) opuścić lokal.
 
 
Ryker Crawford


Jestem w Chicago od
http://i.gifer.com/e

Wysłany: 6 Luty 2019, 18:18   

outfit

Dobrze, że Gaia mu dała wtedy swój numer na karteczce – bo debil zapomniał, że miał do niej ten wcześniejszy, nie dopytując ani razu o jej aktualny. No mądry to on jest, trzeba to przyznać. I dzięki temu, że choć ona z ich dwójki myślała, mógł się z nią skontaktować rzeczywiście dosłownie trzy dni później. Czemu dopiero po takim czasie? No cóż... Nie dość, że praca, obowiązki, własne przyjemności, chodzenie na siłownię w wolnej chwili, to i jeszcze... Szukanie odpowiedniego lokalu! I chociaż zostały wspomniane inne czynności, które wykonywał w ciągu dnia, tak naprawdę to właśnie te poszukiwania zabierały mu najwięcej czasu w przeciągu tego okresu. Nie mógł się zdecydować do jakiego miejsca ją zabrać – bo ogólnie to on nie chodzi jakoś szczególnie do barów czy też pubów – jak zwał, tak zwał. Z tego wszystkiego miał zamiar skapitulować, proponując pójście po prostu do niego, ale to mogłoby zabrzmieć... Dziwnie. Tak, jakby czegoś od niej oczekiwał po wypiciu odrobiny – lub nie – alkoholu, a przecież tak właśnie nie było.
Jednak stał się cud w trakcie gdy poszedł wieczorem pobiegać – decydując się jak nigdy na wybranie całkowicie innej trasy, skupiając się na centrum miasta, sprawdzając przy okazji lokale, obok których miał możliwość przebiec. I wtem ujrzał, w jego mniemaniu, miejscówkę idealną, że aż na chwilę wszedł, rozejrzał się, po czym wyszedł uradowany faktem, iż udało mu się finalnie na coś zdecydować. Wtedy też od razu napisał do Gai czy będzie miała jutro wieczorem czas, a po ustaleniu większych szczegółów podał jej adres, gdzie mają się spotkać, chociaż i tak zaproponował podjechanie po nią – na co przystała, a z czego on się szczerze ucieszył.
Najgorszy był jednak moment, gdy musiał zdecydować w co się ubrać – bo czy to było tylko wyjście na drinka, czy może coś na kształt randki? Cholera wie, niemniej wybrał coś, co wydało mu się wygodne, a zarazem wyjściowe na tyle, by się jakoś prezentować i nie wyglądać jak ostatni debil. Więc gdy tylko dnia następnego był gotowy do wyjścia, sprawdził jaki ma czas, następująco zamawiając taksówkę. Taryfa pojawiła się zgodnie z planem, informując o podjechaniu najpierw pod jedno miejsce.
Jak już tylko znalazł się pod miejscem zamieszkania dwudziestosześciolatki, zatelefonował do niej, aby zeszła na dół, a gdy tylko zjawiła się – otworzył drzwi do tylnej części auta, aby mogła swobodnie wpakować się do środka. - Witam i zapraszam - po czym wykonał gest ręką, jakby był jakimś lokajem, chcąc ją jakby ponaglić do znalezienia się we wnętrzu samochodu. Jak tylko to uczyniła – zamknął drzwi od pojazdu, po czym przeszedł na drugą stronę, zajmując miejsce obok niej. Tu natychmiastowo poinformował kierowcę o kolejnym, a zarazem ostatnim, celu ich podróży, trafiając pod lokal dosyć sprawnie i szybko – szczególnie biorąc pod uwagę obecną porę dnia i to, że zaczynał się przecież weekend.
Szybko wysiadł z samochodu, by móc jej otworzyć drzwi – jak na dżentelmena przystało – po czym uiścił opłatę taksówkarzowi, mogąc wreszcie skupić całą uwagę pannie Lovell. - Mam nadzieję, że miejsce Ci przypasuje - szczerze w to wierzył, bo naprawdę przykładał się do znalezienia tego idealnego baru, gdzie spędzą wspólnie trochę czasu. Po tych słowach otworzył jej kolejne drzwi, dając jej możliwość wejść do wnętrza jako pierwsza.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gaia Lovell


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 12 Luty 2019, 22:29   
   Mów mi -  Patka
   Multi -  Randall, Yosef, Ray, Marion, Sabrina


#8

Gaia ani jeden raz nie pomyślała o spotkaniu z Rykerem jak o randce, dopiero co zaczęli się tak naprawdę dogadywać, a poza tym romantyczne spotkania nie były czymś za czym szatynka przepadała. Nawet nie do końca wiedziała kiedy miała szansę uczestniczyć w czymś podobnym, bo na pewno nie w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Dlatego postawiła na zupełnie zwyczajny, a jednocześnie wyjściowy strój, który w jakimś tam stopniu pasowałby do miejsca jakie wybrał dla ich dwójki pan policjant. Miał być bar i tym głównie się kierowała, gdyż sama nazwa lokalu kompletnie nic nie mówiła dwudziestosześcioletniej przedstawicielce płci pięknej. Najwyraźniej w obecnym życiu nie było jej dane postawić swojej nogi w tym miejscu, jednak dzisiejszego wieczora miało się to zmienić i to zaledwie za paręnaście minut. Dzwoniący telefon dał znać kelnerce, że powinna znaleźć się na dole; dokonała ostatnich poprawek w swoim makijażu - przypudrowała nos i wykonała kilka pociągnięć maskarą, po czym ściągnęła z wieszaka płaszcz i naciągnęła go na ramiona już w drodze na zewnątrz. Znalezienie się na dole zajęło jej może pół minuty. Po zobaczeniu zaparkowanego samochodu, przywitała się z kolegą i zajęła miejsce na tylnej kanapie i zapięła pas bezpieczeństwa. Podczas całej trasy podjęli się jakiegoś mniej lub bardziej znaczącego tematu, ale konwersacja musiała zostać przerwana przez fakt, że właśnie znaleźli się w dzielnicy Streeterville, gdzie mieścił się pub wybrany przez bruneta. Miejsce z zewnątrz nie wydawało się jakieś szczególne, ale w środku panowała klimatyczna atmosfera, może to wina tego pięknego neonu albo miłej dla ucha muzyki, granej przez jakiś niszowy zespół.
- Na razie nie mam na co narzekać. - odpowiedziała mężczyźnie zaledwie chwilę po przekroczeniu progu do tego magicznego miejsca. Panna Lovell skierowała swoje kroki do stolika umieszczonego w kącie, nie byli tam narażeni na nieproszone towarzystwo i dało się tam jako tako porozmawiać bez ewentualnego przekrzykiwania siebie nawzajem. Kiedy tylko usiadła na krześle, kobieta sięgnęła do karty z napojami i zaczęła przeglądać jakie dobroci tutaj posiadali.
- Muszę się pochwalić. Wypakowałam wszystkie walizki i pudła, więc moje mieszkanie zaczyna przypominać mieszkanie z prawdziwego zdarzenia. - powiedziała, zerkając na Crawforda zza menu. Musiała jeszcze co prawda kupić kilka ozdób, ale to były niewielkie drobiazgi, z którymi mogła zaczekać, gdy tylko znajdzie coś odpowiedniego.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ryker Crawford


Jestem w Chicago od
http://i.gifer.com/e

Wysłany: 13 Luty 2019, 00:13   

No właśnie biedak posiadał lekkie...Zmieszanie z tej racji. Bo on też nie traktował tego wypadu jak coś szczególnie ważnego, mając tu na myśli chęć poderwania Gai, niemniej nie znał jej podejścia ogólnie do wspólnego wyjścia do baru. W końcu, jak powszechnie wiadomo – kobiet się czasem nie da ogarnąć, choć to nie tak, że zrzucał je do jednego wora, a i w tym pannę Lovell. Ale wolał być na wszelki wypadek przygotowany na każdą możliwość, a i też dlatego nie wyglądał byle jak, a raczej tak przypuszczał, bo on znawcą mody przecież nie jest.
Musiał przyznać, że to w jakiś sposób uradowało Rykera – bo skoro nie ma na co narzekać, to rzeczywiście nie poszło mu tak kiepsko z miejscówką, do jakiej zdecydował się zabrać swoją koleżankę. Co prawda, ledwo co udało mu się ten lokal odnaleźć, dzięki totalnemu przypadkowi, niemniej i tak był usatysfakcjonowany. Jemu samemu też bar przypadł całkiem do gustu, także nie powinno pójść jakkolwiek źle – no chyba, że nagle policjant postanowi coś głupiego odwalić (a co jest dosyć możliwe). Miejmy nadzieję, iż tak się nie stanie!
Po zajęciu miejsc, dając możliwość wyboru stolika przez Gaię, w pełni zgadzając się w duchu z wyborem kobiety, mogli skupić się na tym, co chcieliby wypić. Czy zamówienie zwykłego piwa byłoby krzywdzące w tym momencie? Czy musiał koniecznie stawiać na drinka? Kolorowego, zapewne słodkiego? Sam nie wiedział, choć to nie tak, że widział w tym większy problem... Po prostu chwilowa konsternacja nad tą sprawą wzięła nad nim górę, zerkając co jakiś czas na przedstawicielkę płci pięknej, zastanawiając się czy choć ona była na cokolwiek zdecydowana.
Słysząc od Gai informację o rozpakowaniu, posłał jej wesoły uśmiech. - No muszę przyznać, dosyć sprawnie się z tym wszystkim uwinęłaś - bo przecież tydzień nie minął od wielkiej przeprowadzki, a ona już miała prawie wszystko wypakowane i poustawiane na swoim, można powiedzieć, miejscu? Można powiedzieć, bo podejrzewał, że prędzej czy późni zmieni coś swoje uprzednie położenie – nie, że Gaia była niezdecydowana, ale coś komuś zawsze w pewnym momencie przestaje odpowiadać w wystroju wnętrza, toteż dochodzi do mniejszych czy większych przenoszeń, aby upewnić się, czy to był jeden z tych lepszych bądź gorszych pomysłów.
- Jeśli będziesz potrzebowała w czymkolwiek pomocy, to wal śmiało - wolał o tym powiedzieć oficjalnie, żeby potem nie było, że miała z czymś problem, przydałaby jej się pomocna dłoń, rezygnując natychmiastowo z kontaktowaniem się z Crawfordem - nie wiedząc, czy może się w jego kierunku ewentualnie zwrócić. A tak to – problem z głowy! - I czy to w takim razie oznacza... No, może za wcześnie by dopytywać, ale sama rozumiesz, czysta ciekawość. Myślałaś nad moją propozycją? - Ryker do cierpliwych osób nie należy, toteż wyskoczył z pytaniem już na samym starcie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gaia Lovell


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 13 Luty 2019, 14:33   
   Mów mi -  Patka
   Multi -  Randall, Yosef, Ray, Marion, Sabrina


Szatynka nie miała lepszego zajęcia niż poukładanie rzeczy na swoich nowych miejscach. Stojące na środku walizki bardzo prędko zaczynały ją irytować, więc nie było nic dziwnego w tym, że jak najszybciej pragnęła się ich pozbyć dzięki umieszczeniu w pojemnym schowku. Z wszystkim uporała się podczas wolnego weekendu, gdy nie była zmuszona do udania się do pracy. Wystarczyło kilka godzin z mniejszymi lub większymi przerwami i rzeczy panny Lovell zagościły na odpowiednich półkach, w szufladach i szafkach.
- Starałam się. Nawet nie wiesz jakie irytujące potrafi być codzienne wpadanie na jedną i tą samą walizkę. - zaśmiała się. Mieszkanie młodej kobiety nie należało do najbardziej obszernych, a więc odsunięcie na bok bagaży wcale nie ułatwiłoby jej sprawy, a może nawet w pewnym stopniu utrudniło dlatego dobrze, że nie miała już przeprowadzkowego problemu na swojej głowie.
- Mam w planach zakup nowej szafy, więc jeśli nie obawiasz się skręcania mebli to może skorzystam z twojej pomocy. - powiedziała w chwili, gdy wróciła do przeglądania karty. W końcu jednak dokonała odpowiedniego wyboru i zamknęła menu, żeby odłożyć je na skraj stolika, przy którym przyszło im siedzieć. Kelnerka pracująca w barze jakby to wyczuła i chwilę później znalazła się przy dwójce przyjaciół. Dwudziestosześciolatka posłała jej przyjazny uśmiech i podzieliła się na głos swoim wyborem.
- Poproszę Krwawą Mary z podwójną wódką. - zwróciła się do młodej dziewczyny i posłała jej przyjazny uśmiech. Kobieta zanotowała zamówienie Gai i zwróciła się w stronę Rykera, aby wysłuchać co takiego on chciał wypić, kiedy tylko zebrała potrzebne informacje, zniknęła oddalając się w kierunku barmana.
- Tak, myślałam i moja decyzja powinna cię ucieszyć, bo zdecydowałam się zrobić parapetówkę. Myślałam, że wypakowywanie zajmie mi więcej czasu albo że nie dostanę wolnego, ale moja kierowniczka to złota kobieta i dostałam dwa wolne weekendy pod rząd, więc już w tym tygodniu mogłabym się pokusić o zrobienie imprezy. - powiedziała zadowolona. Skoro Crawford zdecydował się służyć jej pomocną ręką to nie mogła odrzucić takiej propozycji zwłaszcza, że będzie mogła spędzić czas w gronie bliskich i lubianych przez nią osób.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ryker Crawford


Jestem w Chicago od
http://i.gifer.com/e

Wysłany: 16 Luty 2019, 00:40   

- Mogę się jedynie domyślać - odparł rozbawiony, gdy wspomniała o walizce, w którą wpadała przy każdej nadarzającej się okazji. Lecz teraz tym bardziej rozumiał skąd to spięcie pośladków, by jak najszybciej poukładać i uporządkować wszystko to, co zdecydowała się ze sobą zabrać. Tak naprawdę, to całkiem zapomniał jak to jest się przenosić do nowego miejsca zamieszkania – tak dawno wprowadzał się do swego mieszkania, iż nawet nie zauważył jak wiele lat minęło od tamtego pamiętnego momentu. - Nie mogłaś trafić na lepszego człowieka, jeśli idzie o skręcanie mebli - odparł rzeczowym tonem, jakby rozmawiała rzeczywiście obecnie w osobą, która zna się na tym lepiej niż ktoś inny. - IKEA nie jest mi straszna - bo podejrzewał, że to przede wszystkim z tą firmą będą mieli do czynienia. No ale cóż się dziwić, skoro to właśnie od nich dostanie się coś porządnego i zarazem gustownego? - Także wal śmiało, drzwiami i oknami. Nie krępuj się - zapewnił na koniec, mając nadzieję, iż faktycznie będzie jej jeszcze w stanie jakkolwiek pomóc – od tego tutaj był, prawda? Zdołał jej uprzednio nieco pomóc, także jeśli trochę pomoże jej to wszystko ogarnąć, to przecież nic złego się nie stanie – tym bardziej, że nie widział w tym większego problemu, a i sam się zgłaszał z wielką chęcią do udzielenia pomocnej dłoni dla Gai.
Słysząc zamówienie ze strony panny Lovell aż uniósł brew do góry, totalnie nie spodziewając się takiego rozpoczęcia, niemniej zaraz uniosły się u niego kąciki ust ku górze, po czym, gdy tylko wyjawiła na głos to, co chciała wypić, Ryker przeniósł spojrzenie na kelnerkę, utrzymując uśmiech na twarzy. - Poproszę o to samo - bo myślał, że skończą na słodkich drinkach, a tutaj... zapowiadała się naprawdę dobra zabawa! Czyżby trafił na osobę, która będzie utrzymywała jego tempo? Bo wcześniej Gaia naprawdę dawała radę na imprezach, jednakże nie wiedział jak to wyglądało na ten moment. - Nie spodziewałem się takiego zamówienia z Twojej strony - zagaił jedynie, posyłając szczery uśmieszek do kobiety.
Niesamowicie zainteresowany jej decyzją przysłuchiwał się jej wypowiedzi, gdzie z każdym słowem jego mina robiła się coraz to bardziej zadowolona z tego, co przyszło mu usłyszeć. Czyżby jednak dokonał niemożliwego? - No proszę, jak pięknie! Oczywiście, że mnie to bardzo raduje - zawołał, nie ukrywając swojej radości. - Jeśli w tym tygodniu, to powiem Ci... że jak dla mnie, to idealnie, bo i ja mam wolne - odparł, przyglądając się Gai z zaciekawieniem. - Czy w takim razie mam pomóc w przygotowaniach? Jakieś zakupy przywieźć czy coś? - no bo nie miała prawka, toteż mogłoby być ciężko cokolwiek zakupić w większej ilości, bo przecież nosić tego wszystkiego nie będzie. A że miał rzeczywiście o wiele więcej luzu w pracy, to mógł spokojnie poszaleć wraz z nią w jakimś markecie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gaia Lovell


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 18 Luty 2019, 01:08   
   Mów mi -  Patka
   Multi -  Randall, Yosef, Ray, Marion, Sabrina


- Jak zamówię szafę to od razu dam ci znać. W przeciwieństwie do ciebie w ogóle nie odnajduję się w skręcaniu tych puzzli. - powiedziała zupełnie szczerze. Gaia bez wahania mogła na głos przyznać, że nie była typem złotej rączki. Z resztą to mężczyźni powinni się wykazywać w tych dziedzinach zaradnością, a to, że szatynka nie miała partnera, który mógłby jej we wszystkim pomagać nieco utrudniało życie, ale na całe szczęście istniał ktoś taki jak Ryker kto zdecydował się wyciągnąć ku niej pomocną dłoń i to w sumie po raz kolejny. Matka miała rację, że był z niego złoty chłopak, a dwudziestosześciolatka do tej pory nie potrafiła jej jakoś zaufać. Jak widać musiała się o wszystkim przekonać na własnej skórze.
- Tak? Stwierdziłam, że na sam początek nie wypada zamówić shotów. - powiedziała rozbawiona. W barach czy klubach zwykle gustowała w niedużych kieliszkach wypełnionych kolorową lub zwykłą, przezroczystą wódką. Znajomi, z którymi obecnie utrzymywała kontakt, byli do tego przyzwyczajeni, ale Crawford, do którego dopiero co zdołała się przekonać, faktycznie mógł być nieco zszokowany. - A co? W przeszłości gustowałam w kolorowych drinkach z palemką czy w ogóle nie piłam alkoholu? - zapytała, unosząc jedną z brwi ku górze. Chyba pierwszy raz zadała tak bezpośrednie pytanie związane ze swoim dawnym życiem. Unikała jak ognia wspominania tamtego okresu, bo doprowadzał ją tylko i wyłącznie do irytacji, ale tym razem postanowiła ulec. Z resztą zawsze istniała możliwość ukrócenia tego tematu, chociaż na ten moment zupełnie się na to nie zapowiadało.
- To pozostało mi jeszcze zaprosić pozostałych. - uśmiechnęła się. Gaia nie miała bladego pojęcia czy jej obecni przyjaciele znali w ogóle policjanta, ale chyba nic nie stało na przeszkodzie, aby się z nim zapoznali. Oby tylko nie pomyśleli, że jest jej partnerem, bo średnio chciało się kobiecie tłumaczyć, że to tylko dawny kolega, z którym zaledwie parę dni temu zdecydowała się odnowić kontakt na jako takim poziomie.
- Wiem, że mówiłeś, że z chęcią mi pomożesz, ale nie będziesz czuł się przez to wykorzystywany? - zapytała, a kilka sekund później do ich stolika wróciła kelnerka, która ustawiła przed nimi zamówione napoje. Jedną ze szklanek panna Lovell przysunęła bliżej siebie i uniosła ją nieco ponad blat stolika, wznosząc tym samym toast. - Za to, żeby parapetówka się powiodła. - powiedziała i odstawiła alkohol z powrotem na stolik, aby upić przez słomkę nieduży łyk.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ryker Crawford


Jestem w Chicago od
http://i.gifer.com/e

Wysłany: 23 Luty 2019, 20:37   

- No wiesz, wcale mnie to nie dziwi - zauważył, spoglądając na nią z delikatnym uśmieszkiem, zaraz jednak pojął jak to mogło zabrzmieć dla Gai. - Znaczy, wiesz, faceci to zawsze się bawią takimi rzeczami... - chciał się jakoś wytłumaczyć, bo nie miał zamiaru jej przecież jakkolwiek ubliżyć, nie takie były jego zamiary! Po prostu wypowiedział najoczywistszy fakt na świecie! A wyszło jak zawsze, mówiąc coś, co nie miało zbytnio miłego wydźwięku. - Wiesz o co chodzi - podrapał się na koniec po tyle głowy, bo mu się trochę głupio zrobiło, mając nadzieję, iż panienka Lovell nie będzie miała mu za złe takiego niezbyt trafnego doboru słownictwa.
- Czy ja wiem, czy nie wypada... - wzruszył tu na koniec ramionami, bo dla niego to nie był jakikolwiek problem – to on bardziej powinien się tym martwić, niźli ona, bo nie chciał wyjść na pijaka, alkoholika czy nie wiadomo kogo – nawet jeśli nie posiadał jakiegokolwiek problemu z trunkami wysokoprocentowymi. No, dobra, jeden istniał – nie potrafił się upić, za co wiele osób go wręcz nienawidzi, bowiem wszystkich przepija. Jak on to robi? Nie miał pojęcia, a przecież już trochę czasu stąpa po tym świecie. Zdziwił się natomiast na jej pytanie – bowiem Gaia unikała tematu poprzedniego życia niczym ognia, co zapewne zauważyła po jego chwilowym wyrazie twarzy. - No cóż... Nie wiem, jak to było wcześniej, bo poznaliśmy się dopiero na studiach - przyznał moment później, jak tylko odchrząknął. - Ale trochę... szalałaś, jeśli mogę to tak określić - dodał zaraz, spoglądając na Gaię. - Drinki z palemką omijałaś szerokim łukiem, ale ogólnie alkoholu nie odmawiałaś - odparł z delikatnym uśmieszkiem na ustach. Nie wiedział, czy może kontynuować wspominanie tego, co miało miejsce w jej życiu. - A moje zaskoczenie wynika z tego, że... z Tobą - tu mając na myśli ją obecną, teraźniejszą. - Nie miałem jeszcze okazji się spotkać na drinka czy cokolwiek takiego - wolał wyjaśnić do końca, żeby nie było niejasności w tej kwestii. Na wieść o zaproszeniu znajomych kiwnął głową, zastanawiając się, czy w ogóle kogokolwiek będzie znał, albo choć kojarzył. Ale to w sumie też nie stanowiło dla niego jakiegokolwiek problemu, kontaktowy chłopak jest! Także czuł, iż będzie się dobrze bawił na imprezie.
- Jakbym się czuł wykorzystywany, to bym nie proponował czegokolwiek, co nie? - zapytał z uśmiechem na twarzy. - Po prostu domyślam się, że przydałaby Ci się druga para rąk przy przygotowaniach. Tym bardziej, że to ja trochę się przyczyniłem do tej parapetówki, także głupio by było, gdybym teraz tak Cię samą zostawił z tym wszystkim - dodał lada moment, no bo rzeczywiście, byłoby to chujowe, konkretnie rzecz nazywając, z jego strony, gdyby tak uczynił, zrzucając na głowę Gai wszystko, co związane z zaproszeniem ludzi do nowego gniazdka. - Spróbowałaby nie - rzucił rozbawiony, również unosząc swoją szklaneczkę, upijając przez słomkę alkoholu, bo przecież nie będzie wypijał wszystkiego do samego dna! Jeszcze by sobie coś głupiego pomyśli na jego temat.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 7