Poprzedni temat «» Następny temat
Wrigley Field
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 2 Czerwiec 2016, 00:04   Wrigley Field

[align=center:bf63a33721]

[/align:bf63a33721]
 


profil
 
Drea Webber
[Usunięty]

Wysłany: 28 Sierpień 2016, 23:57   

/ outfit
Drea nie była jakąś wielką fanką baseballa, ale potrafiła docenić dzień spędzony na Wrigley Field i oglądaniu przez te kilka kolejnych godzin meczu. Nie potrzebowała wystawnych przyjęć, na które była ciągana przez rodzinę. Jej wystarczyło wyjście ze znajomymi na mecz czy do knajpki na jakieś piwo. Była prostym człowiekiem i pójście do drogiej restauracji nie musiało istnieć, co oczywiście nie znaczy, że nie robiła takowych wyjść.
Jednak dzisiaj postanowiła pojechać na mecz z kimś jeszcze. Bilety dorwała dzięki uprzejmości znajomego, więc dlaczego miałaby ich nie wykorzystać. Mogła przebierać w kumplach, którzy z chęcią by z nią poszli, ale koniec końców Drea zdecydowała się zabrać kogoś kto praktycznie nie pasował do obrazka i z pewnością nie był ani na jednym meczu. Webber przekonana jest, że Gillian z pewnością nie zna zasad, ale była na to przygotowana. Zresztą na sam pomysł otwierając rano oczy. Najpierw musiała się zorientować czy pani Hodges miała odrobinę wolnego czasu i chciała się spotkać. Nie zdradziła też co jest w planach. Po prostu dała znać, że przyjedzie po nią i pojadą w wyznaczone miejsce. -Mam nadzieję, że masz dużo czasu wolnego dzisiaj - rzuciła na przywitanie. Wątpiła by jej towarzyszka wysiedziała tyle czasu bez sprawdzania telefonu czy odbierania ważnych rozmów. Andrea po prostu chciała zobaczyć czy faktycznie Gillian nie potrafi się rozluźnić. Jeśli to nie podziała to z pewnością można ją już spisać na straty. Zajęły miejsce parkingowe przy stadionie i ruszyły w stronę wejścia -Bankiety bankietami, ale pora się trochę rozluźnić. A najlepszym sposobem będzie przyjście na mecz. Wypicie piwa, zjedzenie hot doga i pełnym relaksie. - skwitowała odwracając się w stronę Gillian i przez chwilę ją obserwowała idąc tyłem, co mogło się skończyć wpadnięciem na kogoś, w najgorszym przypadku na dziecko. To był chyba pierwszy raz odkąd zaczęły ze sobą rozmawiać, gdzie Drea była w swoim elemencie, a nie na sztywnym przyjęciu. Przez dłuższą chwilę nic nie mówiła dając Gill czas na obserwowanie wszystkiego w ciszy. Kilka minut zajęło im znalezienie ich miejsc siedzących, a gdy Drea wreszcie zajęła to należące do niej, oparła stopę o tył siedzenia przed nią i wreszcie spojrzała na Gillian. - Już zamierzasz uciekać czy jednak dasz może temu szansę? - spytała poważnie. Nie zamierzała kobiety tutaj trzymać na siłę, nie to miała na celu. Po prostu głupio pomyślała, że może jednak Hodges da się przekonać do czegoś normalnego i ani odrobinę nie związanego z towarzystwem w jakim się kobieta obraca na co dzień.
 
 
Gillian M. Hodges


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 29 Sierpień 2016, 22:05   
   Multi -  Madeleine


/ po wszystkim + outfit /
To były naprawdę ciężkie doby. Ludzie nie mylą się sądząc, że prezesi każdego dnia zmagali się z trudnymi decyzjami, lecz te codzienne sprawunki nijak równały się z tym, co miało miejsce ostatnimi czasy. Podobne sytuacje zdarzały się rzadziej i wcale nie chodziło o zwolnienie całego działu lub pozbycie się ważnego klienta, który w rzeczywistości wykorzystywał firmę. Tego typu decyzje były codziennością, do której teraz pragnęła wrócić, lecz przez jednego poważnego drania Hodges stała przed naprawdę ciężkim zadaniem. Na dodatek znów zawiodła się na ludziach, co tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że tak naprawdę nikt nie zasługiwał na jej zaufanie. Nic więc dziwnego, że tego dnia nieco kręciła nosem i szczerze miała serdecznie wszystkiego dość. Była gorsza niż zazwyczaj o czym wiedzieli wszyscy w firmie odkładając wszelkie spotkania z Gillian na następny dzień. Wiedzieli, że dzisiaj ich prośby nie zostaną zaakceptowane a wszelkie próby przekazania informacji mogły skończyć się zmrożeniem przez zimne spojrzenie blondynki.
Wszyscy jej unikali, o czym jednak nie wiedziała pomysłodawczyni dzisiejszego spotkania. Nie od razu informacja dotarła do Gillian. Asystentka dość długo bała się przekazać (jej zdaniem) nic nieznaczącą informację szefowej, która o dziwo natychmiast odzwoniła do panienki Webber. Jedyne czego teraz potrzebowała to niezależnego i niezwiązanego z firmą towarzystwa, więc nic dziwnego, że znalazła czas na brunetkę. Wystarczyło kazać asystentce przełożyć wszystkie spotkania i po prostu wyjść z biura. Nikt nie musiał wiedzieć dokąd zmierzała. Nawet kierowca jej prywatnego auta zdziwił się, że wsiadła do innego samochodu jednocześnie karząc mu wracać do domu. Nie był jej dzisiaj potrzeby a przynajmniej tak sądziła. Szybko jednak zmieniła zdanie gdy dostrzegła strój Drei. Siedząc obok przyjrzała się dokładnie młodej kobiecie i zaczęła obawiać się dzisiejszej niespodzianki panny Webber.
- Zależy co proponujesz. – odpowiedziała trochę niepewnie, lecz szybko jakby znudzona wszystkim odwróciła głowę w stronę bocznej szyby. – Piwo, hot-dogi i relaks. – wymieniła od razu po niej. – Jesteś pewna, że to mnie chciałaś tam zabrać? – dopytała nawet nie patrząc na towarzyszkę. Gdyby nie zaprzątające jej głowę myśli zapewne szybko okazałaby swoją ogromną niechęć wobec tego pomysłu. A tak? Jedynie lekko zasugerowała, że ona i jakiekolwiek mecze wśród wrzeszczących i bekających kibiców to zupełnie dwa inne światy. Po prostu nie miała siły by się o to wykłócać czy podejmować jakieś wielkie decyzje. Była zmęczona i znudzona jednocześnie pierwszy raz oddając się w ręce osoby, która nawet nie należała do jej świata! Która wychodziła poza wszelkie ramy jej sztywnych zasad oraz życia pełnego stylu i klasy.
Dała się poprowadzić z ogromną niechęcią jednak parząc na mijanych ludzi. Ot, mróweczki na które zawsze patrzyła z góry teraz należały do otoczenia w miejscu gdzie było strasznie tłoczno. Ocierające się o siebie tłumy nie należały do jej ulubionych miejsc ani rozrywek. W ogóle nie lubiła gdy ktoś ją trącał lub krzyczał przy uchu. Wciąż jednak górę wzięło zmęczenie i jakaś dziwna swoista ciekawość, która nabrała znaczenia dopiero gdy dotarła na trybuny. Nigdy nie była na meczu. Nie przepadała za tym choć lubiła sport. Bardziej siatkówkę lub koszykówkę, ale i tą widziała jedynie na ekranach telewizora w prywatnym apartamentowcu. Musiała przyznać, że stadion zrobił na niej niemałe wrażenie lub może to wciąż oznaki okropnego zmęczenia życiem i ostatnimi wydarzeniami, które wyssały z niej chęci do czegokolwiek.
- Bekający spoceni mężczyźni to moje marzenie. – stwierdziła nie kryjąc ironii w głosie. – Na dodatek oni wszyscy wiedzą, że ja tutaj nie pasuje. – bezwstydnie rozejrzała się na boki dostrzegając zaintrygowane spojrzenia kibiców, którzy od razu przyuważyli damulkę w sukience. – Jak można się bawić w takim hałasie i zgiełku? – zapytała nie z irytacją ani krytyką. Naprawdę była tego ciekawa, bo ona nigdy nie miała możliwości by coś takiego widzieć a tym bardziej uczestniczyć. Wychowała się i żyła w całkiem innym świecie i choć zawsze o tym wiedziała to dopiero teraz dostrzegła ogromną przepaść między sobą a otaczającymi ją osobami. Skrępowana? Trochę.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Drea Webber
[Usunięty]

Wysłany: 31 Sierpień 2016, 20:41   

Drea nie bała się ludzi. Jakkolwiek to teraz nie zabrzmiało, ale taka była prawda. Kobieta, która była asystentką poinformowała Webber, że dzisiaj raczej lepiej nie pytać panią Hodges o nic, bo ta nie jest w nastroju. Jak widać jakoś nie przeszkodziło to Drei. Tym bardziej, że jeśli ma się zły dzień to lepiej zostawić wszystko i odpocząć gdzieś. Właśnie dlatego uważała swoją propozycję za dobry pomysł. Okej, miała obawy, bo świat blondyny i rodziców Drei nijak ma się do tego, w którym postanowiła żyć pani sierżant. Czy była pewna, że chciała wziąć Gillian na mecz? Pewności nie miała, ale ciekawość jak będzie się kobieta zachowywać w takim miejscu jednak wzięła górę i to właśnie jej Drea zaproponowała wyjście. Może będzie żałować tej decyzji. Dowie się dopiero po fakcie.
Andrea częściowo należała do świata, w którym przyszło się obracać Gillian. Nie była tak całkowicie zagubiona podczas bankietów nie wiedząc co ma zrobić i gdzie się podziać. Ona po prostu świadomie unikała jakichkolwiek spędów związanych z ojcem i jego światem. - Wiedziałam, że to była Twoja fantazja. Nie ma za co - wzruszyła ramionami ani trochę nie przejmując się ironia w głosie starszej kobiety. Wzrokiem błądziła po facetach z drużyny, którzy przebywali w tym momencie na boisku. Nie śledziła wyników tegoż sportu i nie miała pojęcia jak się spiszą, jednak to akurat nie miało znaczenia dzisiaj. Miała po prostu dobrze spędzić czas przez kolejne trzy godziny, bo właśnie tyle czasu mniej więcej rozgrywana jest normalna gra. - Jakby Ciebie akurat obchodziło w tym momencie jak Cię postrzegają malutcy - prychnęła pod nosem i spojrzała na towarzyszkę uśmiechając się przy tym niewinnie. Nie pasowała tutaj, to było jasne, ale czy zdanie tych spoconych, bekających facetów miało ją nagle obchodzić? Musiałby się świat zawalić by tak było. Przechyliła się na swoim miejscu tak by spojrzeć na siedzących nieopodal facetów zza pleców Gillian. Rzuciła im groźnie, wyzywające spojrzenie mówiące 'a spróbujcie się odezwać słowem'. Drea nie potrzebowała się teraz wykłócać, bo nie po to tutaj przyjechała.
- Normalnie - odpowiedziała szybko i wstała bo osóbka z napojami przechodziła obok. - Jeśli wkręcisz się w grę to można naprawdę przyjemnie spędzić czas, uwierz. Zdecydowanie lepiej bawię się tutaj niż jakbym była na jednym z tych sztywnych bankietów gdzie praktycznie szepczecie między sobą - wzruszyła ramionami i usiadła na miejscu wręczając Gillian puszkę z piwem i butelkę wody. Zdecyduje się na którekolwiek, ale zawsze ma opcję nie uczestniczenia w alkoholizowaniu się. Zapewne Hodges znała podejście Webber do bankietów i bali i tej całej otoczki, bo Drea z pewnością wspomniała o tym wiele razy podczas rozmów, nawet tych gdzie zamieniły ze sobą jedynie kilka słów. - Po głosie twojej asystentki wnioskuję, że ziejesz na wszystkich ogniem piekielnym, więc spędzenie tutaj czasu dobrze Ci zrobi - stwierdziła i uśmiechnęła się do kobiety jednym z tych uśmiechów, które po wypadku było można bardzo rzadko dostrzec. Cały wypadek sprawił, że Webberówna stała się bardzo przygaszona i drażliwa. Tak pewnie pozostanie aż do chwili gdy siądzie za sterami swojej nowej maszyny.
 
 
Gillian M. Hodges


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 2 Wrzesień 2016, 16:34   
   Multi -  Madeleine


Powaga ani na chwilę nie znikała z jej twarzy. Swym oceniającym spojrzeniem raczyła wszystkich przed sobą oraz siedzącego obok mężczyznę, który wrzeszczał do komórki. O dziwo nie był to krzyk pełen złości a entuzjazmu. Po prostu musiał być głośniejszy niż tłum, ale to wciąż nie zmieniało faktu, że był dla Gillian jak ciekawy okaz ssaka, którego nigdy nie widziała. Nie przypuszczała, że można robić tyle hałasu podczas głupiej rozmowy przez telefon. Nie żadnej kłótni, a jak usłyszała, planach na przyszły weekend. Poza tym nie była przyzwyczajona do takiej wrzawy. Każdy z zebranych na trybunach ludzi rozmawiał przesadnie głośno i dziko jakby ktoś wypuścił ich na rykowisko. Nie była do tego przyzwyczajona. Ludzie w jej towarzystwie tak się nie zachowywali, dlatego nie potrafiła zmienić swojej postawy a tym bardziej zdania na temat „maluczkich”.
- Wiesz czemu władca wysyłał posłańca by obwieścił ludowi, że zwiększa podatki? – zapytała, ale nie oczekiwała odpowiedzi. Cały czas miała skierowaną twarz ku Andrei by ewentualnie tylko ona usłyszała owy wywód. Nie potrzebna wszczynać dyskusji z jakimś człowieczkiem, który przez przypadek usłyszy jak ich nazywa ta damulkowata kobieta. – Bo się ich bał. Przebywanie w zamku dawało mu poczucie władzy i bezpieczeństwa. – wcale nie czuła się źle z tym, że ona też siedziała w metaforycznym „zamku”. Nigdy by tego nie zmieniła a przynajmniej tak sądziła przez wiele lat swego życia. – Wysłałaś mnie do ludu, dlatego nie dziw się, że niechętnie przyjmuję ich zainteresowanie moją osobą. Bo gdy lud dowie się kim jestem lub co o nich mówię to.. setki kibiców na mnie jedną? To nie skończy się zbyt dobrze. – mimo wszystko na jej twarzy nie było widać przerażenia. Gdyby musiała przyjęłaby każdy komentarz i nawet by się nie zruszyła. Nauczyła się tak żyć i skoro żadna gruba ryba nie była w stanie ją złamać to tym bardziej nie zrobi to setka zwykłych osóbek. Nie czuła się jednak komfortowo wśród tych wszystkich ludzi, bo to nie było jej miejsce. To nie było jej boisko, teren ani strefa. Jakkolwiek to nazwać.. tu przewagę miała Webber.
- Normalnie – powtórzyła odprowadzając kobietę wzrokiem. Zarzuciła nogę na nogę nieco poprawiając się na niewygodnym plastikowym krześle. Przy okazji napotkała spojrzenie jakiegoś młodzieńca, który od razu zadał pytanie siedzącemu obok ojcu. Oni też wiedzieli, że to nie było jej miejsce, ale lepsze toż niż świadomość, co teraz miała w głowie. Lepiej by nie mieli pojęcia, co o nich myślała.
Odebrała od Drei tylko butelkę z wodą. Siedzenie w tym miejscu to jedno, ale drażnienie kubków smakowych piwem to drugie. Kiedyś próbowała owego trunku i jej nie posmakował, więc nie miała zamiaru na siłę pić czegoś, co po prostu jej nie podchodziło.
- Nie jestem tego taka pewna, panienko Webber. – stwierdziła nie wierząc w teorię jakoby czas spędzony na trybunach faktycznie miał na nią dobrze wpłynąć. – W powietrzu jest tyle alkoholu, że wystarczy iskra z mego piekielnego ognia bym wszystkich zamieniła w proch. – potwierdziła przypuszczenia dotyczące jej humoru. Wprawdzie nie była zła na cały świat, ale wszystko wokoło się pokomplikowało i doprawdy miała dość ludzi, którzy dokładali jej kolejnych zmartwień zamiast jakoś pomóc w rozwiązaniu poprzednich. Była sama. Mogła liczyć tylko na siebie i niestety dobrze o tym wiedziała.
- Andreo, czemu ja? – zapytała lekko odwracając tułów w jej stronę. Nie lubiła siedzieć bokiem do swego rozmówcy. Wtedy nie mogła przyglądać się twarzy ani oczom, z których starała się wyczytać coś więcej niż to, co przekazywały słowa. – Na pewno masz mnóstwo kolegów a decydujesz się spędzić czas z kimś, kto przypomina ci od czego uciekasz. Kto należy do świata biznesu i sztywnych bankietów. – umyślnie użyła określenia stosowanego przez młodą kobietę, bo sama nigdy nie pokusiłaby się o takie nazewnictwo. – Na dodatek zabierasz mnie do miejsca z okropnie niewygodnymi krzesłami i tłumem.. ludzi. Czy to jakiś test? Może wyzwanie? Próbujesz mnie przytłoczyć? Zgorszyć? Pokazać, że wcale nie jestem lepsza? – miała swoje teorie i nie bała się ich wymienić. Jakby nie było to całe zaproszenie, a raczej zabranie jej na mecz należało do nietypowych i zaskakujących zagrań, więc musiało mieć jakieś drugie dno.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 8