Poprzedni temat «» Następny temat
Urban Child Academy
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 1 Czerwiec 2016, 13:15   Urban Child Academy

 


profil
 
Henry Coleman
[Usunięty]

Wysłany: 2 Wrzesień 2016, 22:11   

#1

Henry w ostatnich dniach cierpiał na chroniczny nadmiar wolnego czasu - nie przywykł do takiego stanu, gdyż w jego prawie czterdziestoletnim życiu była to zgoła nowość. A on kiepsko odnajdywał się w sytuacjach, które wykraczały poza obręb jego przyzwyczajeń. Właściwie na ten moment jedynym jego obowiązkiem stały się wizyty u psychologa, do którego skierowali go przełożeni, uznając, że takowa pomoc będzie mu niezbędna, by mógł wrócić do pracy w pełni sił nie tylko fizycznych, ale również umysłowych. W haniebny sposób zrównywali go z całą resztą śmiertelników. Ale on był przecież ponad wszelkimi ludzkimi słabościami. Henry Coleman nie potrzebował niczyjej pomocy.
Wstał wcześnie rano, nie inaczej niż zwykle. I tak kiepsko spał, poza tym doskwierał mu ból w ramieniu, więc kolejną rzeczą, jaką zrobił, było przygotowanie mocnej, aromatycznej kawy, którą popił proszki przeciwbólowe. Wziął prysznic, uzupełnił zapasy w lodówce (dla odmiany kupił też trochę jedzenia, chociaż butelka alkoholu również znalazła się w jego koszyku) i przez resztę dnia snuł się po mieszkaniu jak zmora. Odkopał nawet starą, niezamkniętą sprawę, której kopie akt zabrał kiedyś ze sobą (i tak nikogo poza nim to już nie obchodziło), ale nawet to nie sprawiło, by czas upływał mu choć minimalnie szybciej.
Dlatego nie czekał, aż zegar nadgoni tych kilka(dziesiąt) minut; licząc na to, że świeże powietrze okaże się dla niego zbawienne, Henry zgarnął klucze z szafki i wyszedł z mieszkania, w którym czuł się teraz ni mniej ni więcej tak, jak czuć się muszą skarpety zapakowane w ciasne pudełko i owinięte świątecznym papierem. Zapewne. Czuł się jak skarpety.
Wsiadł do samochodu, który był starszy nawet od niego, obierając następnie kierunek na Streeterville, a ściślej mówiąc do pracy panny Shaw, bo ewidentnie potrzebował towarzystwa, a ona z pewnością lubiła niespodzianki. Dojechawszy na miejsce, zaparkował przy ulicy, ignorując fakt, że pewnie nie wyglądało to dobrze, kiedy facet przesiadywał w samochodzie pod przedszkolem - zwłaszcza gdy nie miał on nawet dziecka, które by tu uczęszczało (jego córka już dawno miała za sobą te dziecięce lata). Coleman, dla odmiany, czekał na swoją panią przedszkolankę. Toteż widząc, że z budynku zaczynają wychodzić rodzice ze swymi pociechami, wysiadł z auta i oparł się o maskę, odpalając sobie papierosa i czekając, aż Nadia opuści ów piekielny, wypełniony po brzegi hałaśliwymi miniaturami ludzi, przybytek.
 
 
Nadia Shaw


Jestem w Chicago od
https://citysubwaycr

Wysłany: 2 Wrzesień 2016, 23:07   

#4

Wakacje to był naprawdę idealny czas dla Nadii, nie musiała zrywać się codziennie rano i iść do pracy, a to były na pewno plusy pracy w przedszkolu. Zimowe ferie, przerwy świąteczne oraz wakacje miała wolne, niczym dzieci których miała pod opieką przez prawie 8h każdego dnia. Niekiedy bywało mnie, więcej, jednak był to dopiero początek nowego roku, więc maluchy trochę jeszcze rozrabiały, ale z dnia na dzień będzie już coraz spokojniej. Od kiedy Nadia zaczęła pracę, spędzała wyznaczony wymiar godzin w przedszkolu, nastęnie szybki powrót do domu, aby wyjść ze stęsknionym Tysonem, a resztę dnia miała dla siebie.
Ten dzień niczym nie różnił się od poprzedniego, miała spędzić kilka godzin w przedszkolu. Maluchy ledwo mogły wysiedzieć w budynku, więc nie chciała ich zamęczać dłużej niż to potrzebne, zaraz po zjedzonym przez nich obiedzie zabrała całą grupę na zewnątrz, gdzie na tyle przedszkola był plac zabaw. Widać, że nie tylko ona wpadła na ten pomysł, bo na zewnątrz było sporo grup w różnym wieku. Kiedy dzieci się bawiły, Nadia poświęciła ten czas na rozmowę. Dopiero po dłuższym czasie zabrała ich ponownie na salę. Już niedługo i będzie mogła opuścić to miejsce, powoli zaczęła nawet odliczać czas, zerkając na zegar wiszący na ścianie. W tym czasie zaczęła się zastanawiać jak spędzić resztą część dnia i wieczoru. Nic dziwnego, że pierwszą osobą, którą przyszedł jej na myśl był właśnie Henry. Jej brat miał teraz ważną sprawę, więc mogliby spędzić miło czas tylko we dwoje. Powinna wykorzystać tą okazję, jak tylko wróci do domu do niego zadzwoni. Najchętniej wykonałaby telefon już teraz, ale powoli rodzice zaczęli przychodzić po dzieci. Na początku kiedy zaczęła się z nim spotykać robiła to, aby zapomnieć o Franku, ale bardzo szybko Coleman stał się dla niej ważną osobą. Może nie była jeszcze w nim zakochana, ale zauroczona na pewno i ją pociągał.
Na szczęście w szybkim czasie cała grupa wyszła z przedszkolu, a Nadia długo nie czekając również opuściła salę, a następnie wyszła z budynku, chcąc jak najszybciej znaleźć się już w domu. Nie spodziewała się nikogo znajomego, więc za nikim się nie rozglądała, ale nie mogła ukryć, że kiedy zobaczyła Colemana czekającego przy samochodzie, na twarzy blondynki pojawił się uroczy uśmiech. Szybko zeszła ze schodów i pokonała odległość, która ich dzieliła, aby zaraz stać już naprzeciw niego.
- Czytasz mi w myślach? Chciałam do Ciebie dzwonić i proponować spotkanie - dość szybko wyjaśniła. Nie byłaby sobą, gdyby nie zbliżyła się do niego i nie musnęła delikatnie ust mężczyzny, łącząc je w krótkim i stęsknionym pocałunku. Położyła dłoń na jego policzku, przesuwając palcami po kilkudniowym zaroście. - Znowu palisz - powiedziała, kiedy odsunęła się od niego, a wcześniej już zauważyła papierosa w jego dłoni, bez wahania go wzięła i zaciągnęła się dymem, po chwili go oddając. Sama paliła tylko, kiedy była zdenerwowana, ale przy Henrym zdarzało jej się to trochę częściej, nie tylko przez nerwy. Nie przeszkadzało jej, że pali, po prostu wolała go całować i nie czuć tego dymu. - Mam całe wolne późne popołudnie, wieczór i noc - uśmiechnęła się łobuzersko do mężczyzny.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Henry Coleman
[Usunięty]

Wysłany: 3 Wrzesień 2016, 03:20   

Przynajmniej teraz Henry nie musiał zbyt długo czekać - choć może po tym, jak wynudził się przez cały dzień, jego poczucie czasu zwyczajnie uległo zniekształceniu. Wkrótce jednak dostrzegł na schodach blondynkę, którą, co nie ulega wątpliwości, trudno byłoby przeoczyć. Czy to przez wiecznie towarzyszący jej uśmiech, czy też te niesamowicie długie nogi. Nie da się ukryć, iż uroda Nadii była nadrzędnym powodem, dla którego Henry się z nią widywał - lub raczej, dla którego zaczął się z nią widywać, bo w miarę rozwoju ich znajomości owych powodów przybywało (choć wciąż pozostawało wiele do odkrycia). Zresztą gdyby było inaczej, to w ogóle nie wynosiliby swej relacji poza łóżko, gdzie to fizyczne aspekty wystarczały w zupełności.
Skinął na nią głową, jakby w ramach powitania, a kiedy Shaw znalazła się obok niego, szybciutko przebiegł spojrzeniem po całej jej sylwetce, zanim zatrzymał wzrok na jej jasnych oczach.
- No to zaoszczędzisz na rachunku - odrzekł z uśmiechem, po czym odwzajemnił pocałunek, układając dłoń na biodrze swej towarzyszki i przy okazji przyciągając ją lekko do siebie. Na krótką chwilę, bo ulica to nie było najlepsze miejsce do epatowania uczuciami (o ile można tutaj mówić o uczuciach), mimo że tych dwoje wciąż znajdowało się w tej fazie związku, w której bynajmniej nie zważali na miejsce i niechętnie się od siebie odrywali. - Palę, tak - przyznał, wzruszając ramieniem, bo może zrozumiałby, gdyby Nadia była jakąś zatwardziałą przeciwniczką papierosów (nie zmieniłoby to jego stosunku ani zachowania, ale by zrozumiał); jednak skoro sama popalała, to nie powinno to chyba stanowić dla niej problemu. Wprawdzie niekoniecznie chciał, aby wpadła przy nim w nałóg, ale z drugiej strony, była przecież dużą dziewczynką i z pewnością wiedziała, że używki są niezdrowe. Zaś Henry palił od tak dawna, że nawet gdyby go musieli podłączyć do aparatury z tlenem, i tak nie byłby w stanie rzucić. Miał natomiast zasady, a te traktowały jasno o paleniu w samochodzie (przypalona lub pożółkła tapicerka bardzo obniżała estetyczność), zatem kiedy odebrał z powrotem swojego papierosa od Nadii, nie wsiadł z nim do środka. Zamiast tego zaciągnął się ponownie, spoglądając na blondynkę.
- Co byś zjadła? - nie pytał, czy była głodna, bo to akurat wydawało mu się oczywiste - choć może tylko on w pracy nie znajdował nawet czasu na lunch. W każdym razie nie zawsze. A jeśli nie na mieście, to zawsze była też opcja z zamówieniem czegoś do domu, coby nie uronić ani chwili z tego cennego czasu, jaki mogli mieć tylko dla siebie.
 
 
Nadia Shaw


Jestem w Chicago od
https://citysubwaycr

Wysłany: 3 Wrzesień 2016, 18:40   

Zawsze może liczyć na Nadkę, jeśli nie będzie miał co robić w ciągu dnia, blondynka bardzo chętnie spędzi z nim swój wolny czas, jeśli tylko będzie go miała, na szczęście nie spędzała całych dni w przedszkolu. Przy okazji zawsze mogą go miło spożytkować, bo jednak musiało ich do siebie pociągać wizualnie, skoro postanowili zacząć się spotykać. Na dodatek Shaw była wzrokowcem, więc najpierw spodobał jej się mężczyzna, a dopiero teraz poznaje dokładnie jego charakter, przy pierwszych kilku spotkaniach nie poznali się aż tak dobrze, chociaż od fizycznej strony nie było żadnego problemu.
Na słowa Colemana cicho się nawet zaśmiała. Ona akurat o rachunki się nie martwiła, zresztą to miała być krótka rozmowa, a w zamian mogliby spędzić we dwoje całą resztę dnia. W tym momencie zachowali się jakby mieli o te kilka lat mniej, stojąc przy samochodzie, przy jednej z ruchliwych uliczek w mieście, a obok nich przechodzili przechodnie. Niczym staliby teraz przy szkole średniej, a nie przy przedszkolu, gdzie pracuje blondynka.Zamiast wejść do środka, położyła dłonie na jego ramionach i delikatnie przylgnęła swoim ciałem do niego. Przy okazji mogła poczuć zapach perfum, a na ustach blondynki pojawił się uroczy uśmiech. Nie przeszkadzało jej, że stali we dwoje oparci o samochód, a nie weszli do środka.
- Wiem...ale nie miałabym nic przeciwko, gdybyś przy mnie to ograniczył, wolę Cię całować i nie czuć tego dymu. Ale nie przeszkadza mi to, nie chcę, abyś z czegoś rezygnował - dość szybko sprostowała. Nie chciała, aby pomyślał, że nagle Nadia zechce zmieniać jego przyzwyczajenia, chociaż pewnie nieraz wspominała coś o paleniu, byli za krótko ze sobą, aby nawet zobaczyła jakiekolwiek wady u mężczyzny. Aby potwierdzić swoje słowa, przelotnie musnęła jego usta i delikatnie przygryzła swoją dolną wargę. - Nie jadłam jeszcze obiadu, wiec możemy jechać coś zjeść, bądź zapraszam do mnie, ugotuje nam coś na szybko, bądź coś zamówimy. Masz już jakieś plany na resztę dnia i wieczoru, Henry? Moglibyśmy gdzieś wyskoczyć, bądź spędzić czas w mieszkaniu, jeśli nie spieszysz się nigdzie, wypić jakieś wino. Mojego brata nie ma i raczej nie będzie, wiec nikt nawet by nam nie przeszkadzał - uśmiechnęła dość łobuzersko, mając nadzieje, że teraz nie będzie mógł jej odmówić. U niej w mieszkaniu było mało okazji, aby spędzili czas tylko we dwoje, ale teraz mogliby z tego skorzystać, oprócz Tysona nikogo więcej nie było. Przesunęła dłonią po jego ramieniu, czekając po prostu aż dokończy papierosa i podejmą jakąkolwiek decyzję.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Henry Coleman
[Usunięty]

Wysłany: 6 Wrzesień 2016, 21:05   

Rzeczywiście trzeba przyznać, że w tym momencie bardziej przypominali parkę z liceum (wtedy wprawdzie Henry woził się droższymi samochodami, które kupował i rozbijał na koszt rodziców; ale posiadany przez niego obecnie mustang z siedemdziesiątego drugiego roku miał dużo więcej klasy), jednak faktem jest, iż przy Nadii, Coleman czuł się niekiedy zupełnie jak młodzieniaszek, a nie prawie-czterdziestoletni facet. Może to były już objawy kryzysu wieku średniego; na pewno jednak była to też bardzo przyjemna odmiana.
- Nie marudź - odpowiedział tylko na jej komentarz o paleniu, krzywiąc się przy tym nieznacznie, przy czym klepnął blondynkę lekko w tyłek, w taki figlarny sposób, chociaż jak będzie dalej narzekała, to zasłuży sobie na konkretniejszą karę, heh. Henry nie był bowiem człowiekiem zbyt otwartym na sugestie, więc i jakichkolwiek prób zmienienia w nim czegoś, nie traktował przychylnie. Niezależnie od motywów, ani tego, kto go o to prosił. Chociaż, jak tak na to spojrzeć trzeźwym okiem, to nic by mu się przecież nie stało, gdyby palił tak, żeby nie dmuchać jej tym dymem w usta - nie chodziło tutaj jednak o praktyczne zastosowanie takowego ograniczenia, zaś o... zasady. A te nie przewidywały żadnych ustępstw. Dlatego Coleman mimo wszystko dokończył papierosa, wyrzucając następnie niedopałek na ziemię i zdeptując butem.
- W planach mam dzisiaj tylko ciebie - gdyby było inaczej, to by po nią nie przyjeżdżał, co też potwierdził, zbliżając się lekko, by musnąć jej wargi. - I nie musisz więcej mówić, przekonałaś mnie tym winem - dodał z uśmiechem, niezupełnie poważnie, bo oboje doskonale wiedzieli, iż to nie ten fragment jej wypowiedzi był tutaj decydujący. Zabawne, swoją drogą, że tak jak nastolatki kryją się ze swoimi miłostkami przed rodzicami, tak oni musieli czaić się przed... jej starszym bratem? Henry pewnie nawet nie wyobrażał sobie, by przygarnąć pod swój dach i po dwudziestu latach znowu zamieszkać z młodszą siostrą, z którą to miał chyba jeszcze gorszy kontakt niż z własną córką. Jakaś nieudana ta jego rodzina. - Zjemy coś po drodze. Chodź - złapał Nadię za rękę, po czym, dając popis swym manierom, nawet otworzył jej drzwi od strony pasażera, by po chwili dołączyć do niej na miejscu kierowcy. Nie to, żeby wątpił w jej umiejętności kucharskie - zwłaszcza że sam żadnych nie posiadał - ale skoro byli już na mieście, to równie dobrze mogli zatrzymać się w jakiejś restauracji, zanim, zapewne na resztę dnia, znikną w mieszkaniu Nadii. A raczej jej brata. No cóż

/zt
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 9