Poprzedni temat «» Następny temat
CorePower Yoga
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 1 Czerwiec 2016, 10:21   CorePower Yoga

[align=center:689780eca9]
[/align:689780eca9]
 


profil
 
Mae Chamberlein


Jestem w Chicago od
prawie dekady



29
charakteryzatorka

Z Dylanem to tak na poważnie

Mieszkam w
Streeterville

Mae

Chamberlein

Wysłany: 26 Październik 2016, 00:23   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Co to był za dzień! Albo raczej – co to ma być, do cholery? Czasem praca w telewizji była całkiem.. całkiem, całkiem. Całkiem przyjemna. Całkiem opłacalna, chociażby przez te darmowe wejściówki do różnych miejsc, o których w normalnych warunkach Mae nawet by nie pomyślała, że istnieją. ALEOSOCHODZI? Jako miłośniczka domowego fitnessu – na kanapie z czekoladą w zasięgu ręki, raczej unikała miejsc takich, jak to. Joga? Niee, to nie w jej stylu, totalnie. Siłownia? Błagam. Na litość Boską, nie. Wszystko, tylko nie to, bo jeszcze się spoci i makijaż jej spłynie. Żartuję. Może i była dobra w swoim fachu, to nadal preferowała totalną naturalność, czyli może – z naciskiem na może – tusz do rzęs i kredka do oczu. To tyle. Więc rankiem nie musiała martwić się o to, jak wygląda. W każdym razie, dostała przeklętą wejściówkę, zaproszenie, jak zwał, tak zwał. I zgodziła się! Tym razem nikt nie musiał jej namawiać. Wzięła się w garść, wygrzebała z szafy odpowiednie ciuchy i.. ups, to by było na tyle. Jej ambicje na tym się skończyły, bo kiedy weszła na salę – aaa! Trafiła na zajęcia jogi! Smutek wielki, co nie? Już wiedziała, że to nie dla niej. Bo naprawdę, czy jest w stanie złożyć się w pół i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku? No dobra, raz kozie śmierć, a kiedy zajęła miejsce na karimacie obok nieznajomej dziewoi, sapnęła głośno. Była bliska płaczu? Możliwe, możliwe. Śmiech przez łzy? Jak najbardziej! Ale jeszcze nie teraz, za chwilę. Jedno spojrzenie instruktora, jedno polecenie. Jeden krzywy uśmiech (złośliwy?) posłany w jej kierunku..
- NO CHYBA KPISZ. - rzuciła głośno, gdy podejrzany typ aka instruktor podszedł bliżej i na siłę próbował wygiąć, jeśli nie złożyć na trzy części ciało blondynki. Jej spojrzenie mówiło samo za siebie i jakże żałowała, że nie ma przy sobie gazu pieprzowego. A może zamiast jogi, lepsza byłaby lekcja samoobrony? Tym bardziej, że zamachnęła się na mężczyznę tak, że – OCZYWIŚCIE – uderzyła najpierw Lemon. Mocno, nie mocno, w oko, czy policzek, czy w inną część ciała, Ty mi powiedz. Ale i tak nadal była zaaferowana bezpośredniością instruktora.
- Łapy precz. - syknęła, grożąc mu palcem.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lemon Blackwell
[Usunięty]

Wysłany: 26 Październik 2016, 21:03   

Nie mogła powiedzieć, żeby kiedykolwiek miała powody do narzekania na swoje życie. Wprawdzie nigdy nie próbowała się nad podobnymi kwestiami zastanawiać i zawsze akceptowała to, co jej się trafiało, ale prawda była taka, że musiałaby się dość mocno nastarać i nagimnastikować, żeby faktycznie znaleźć powód do marudzenia. Jej rodzina nie posiadała problemów z finansami, bo Pani Blackwell zarabiała wystarczająco duzo, żeby wykarmić całą sporą rodzinę, włączając w to gromadkę adoptowanych dzieciaków. Lemon mogła dostać prakycznie wszystko, czego chciała, nie miała na swoich barkach ciężaru kredytu studenckiego i nie musiała zawracać sobie głowy dorywczymi pracami w miejscach, których pewnie szczerze by nie znosiła (i z których pewnie szybko by ją wyrzucili). Nie brakowalo jej też uwagi, bo jako najmłodsza z rodzeństwa potrafiła zdobyć ją dla siebie w całkiem prosty sposób. Nie cierpiała na złamane serce, nie odczuwała egzystencjalnego bólu dupy, bo to nie było zgodne z jej naturą i tak naprawdę pozostawało jej jedynie marudzenie na to, że była głodna! Nawet nie mogła narzekać na figurę, bo mimo tego, że jadła całkiem sporo, pozostawała wciąż chudziną płaską ze wszystkich stron, a w cyckach najbardziej.
Jej przemiana materii była kolejną z rzeczy, nad którymi Lemon się nie zastanawiała, ale jej kościstość mogła mieć coś wspólnego z tym, że nie mogła usiedzieć długo na dupie w jednym miejscu. Musiała coś robić i chętnie łapała się różnych form aktywności. Na yogę trafiła w gruncie rzeczy całkowitym przypadkiem. Chciała zapisać się na karate, ale coś jej nie wyszło i takim sposobem wylądowała na cholernie nudnych wygibasach.
Podczas robienia kwiatów lotosu i zwijania się w precla (zjadlaby jakiegoś, tak zupełnie swoją drogą) niemal zasypiała i dlatego nie zauważyła łapy lecącej prosto w stronę jej gęby, zanim nie zgarnęła prosto w nochal. Na to zareagowała od razu. Jęknęła od razu niczym rozpieszczony dzieciak, ktoremu po raz pierwszy w życiu odmawiano kupna kizaka. Nic dziwnego, to był pierwszy raz, kiedy Lemon Blackwell dostała od życia po pysku. Jej jęk utonął jednak za wrzaskiem jej oprawczyni. Ale jak to?! Ale... - Hej, halo... - rzuciła, ciągnąc lekko za materiał koszulki agresywnej babeczki, tym razem będąc w pełni przygotowaną na ewentualny unik, gdyby tylko jakiś cios nadchodził w jej stronę. - Zrobiłaś to niedokładnie i jeblas mnie a nie jego. Przez pana zgarnęłam w japę! - rzuciła z oburzeniem, marszcząc brwi, a wolną dłonią rozmasowując najpierw swój nos, a potem w ramach odwetu dźgając instruktora palcem w ramię. Taka była groźna!
 
 
Mae Chamberlein


Jestem w Chicago od
prawie dekady



29
charakteryzatorka

Z Dylanem to tak na poważnie

Mieszkam w
Streeterville

Mae

Chamberlein

Wysłany: 28 Październik 2016, 15:00   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Już otwierała buzię, by coś powiedzieć – może znowu ochrzanić instruktora? - kiedy do jej uszu dotarł żałosny jęk przypadkowej ofiary. No nie chciała jej trafić. Nie chciała jej uderzyć, serio. Naprawdę. Nie chciała zrobić jej krzywdy, tylko troszkę przystopować poczynania instruktora, który – według niej – posunął się trochę za daleko, bo kto jak nie ona był w stanie zgiąć się w tak skomplikowanej pozycji? No, Mae. Mae, której aktywność fizyczna ograniczała się do minimum. Więc, kiedy dotarły do niej słowa dziewczyny, zaskoczona – tak, zaskoczona! - obrzuciła ją spojrzeniem. Od góry do dołu i odwrotnie.
- O rany. - rzuciła, zasłaniając buzię dłońmi – Nic Ci nie jest? Twój nos. Czerwony! - dodała, i trochę chamsko lub bezpośrednio nachyliła się ku blondynie, by obejrzeć jej nos. Jej twarz – Ale zabierz ręce. - dodała, delikatnie muskając opuszkami palców pulsujące miejsce. Nie znała się za bardzo na takich urazach, ale chyba mogła być z siebie dumna, bo w końcu zwykle, kiedy chciała sprawić komuś podobną charakteryzację, zajmowało jej to dużo, dużo więcej czasu, niż teraz. I bum! Jeden zamach, jedno uderzenie i prosz bardzo! Efekt doskonały!
- Możesz oddychać? Dobrze się czujesz? - ciągnęła, wyraźnie zaniepokojona, tym samym zapominając o obecności natrętnego instruktora, a chociaż..
- No i widzisz do czego doprowadziłeś? Teraz ona, ta.. ta biedna, nieszczęśliwa.. Wróć. Znajdź jakąś apteczkę, przydaj się na coś. Lepsze to, niż obmacywanie czyichś tyłków. Swoją drogą, sama umiem się złożyć w to.. to coś. Sio. - nie była miła dla niego, okej. Jednak Lemon naprawdę się martwiła. Bo zwykle nie posuwała się do rękoczynów, a już zwłaszcza wobec kogoś, kogo nie znała.
- Możesz stać? Może lepiej usiądziesz? Tam jest krzesło. - wskazała na to, które stało najbliżej, czyli pod oknem i tak po prostu zaprowadziła dziewczynę w tamtym kierunku i niemalże zmusiła do tego, by usiadła – Jestem Mae i naprawdę nie chciałam zrobić Ci krzywdy. - przedstawiła się pokrótce, bo chyba wypadało. Tak, zdecydowanie. I chyba ten prawnik, o którym wcześniej wspominał Kenneth, przyda się. Już wkrótce. Chociaż.. chyba Lemon nie będzie chciała oskarżyć Mae o napaść w biały dzień?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lemon Blackwell
[Usunięty]

Wysłany: 31 Październik 2016, 18:33   

No przecież Lemon jej wcale nie obwiniała! Gdyby twierdziła, że była winną tego, że jej własna pięść spotkała sie w dość nieciekawych okolicznościach z cytrynowym nosem, to prawdopodobnie zareagowałaby inaczej niż tylko wydaniem z siebie przeciągłego i wcale nie przyjemnego dla uszu odgłosu. Zaczęłaby tupać nogami, bo była bardzo dorosła albo sama rzuciłaby swoją pięścią w czyjś nos i uważałaby, że wszystko jest w porządku, bp są kwita. Tylko że nie obwiniała Mae, widziała, ze to był przypadek, a ten cios wcale nie był wycelowany pod jej adresem. Zdarza się, nie? W sumie Lemon zdarzały się gorsze wpadki. Raz podprowadziła człowiekowi frytki w Maku i okradany facet to zauważył. To dopiero był przypał. Zwłaszcza że groził, że zaprowadzi ją za ucho prosto do matki. Lemon natomiast bała się gniewu pani Blackwell. To była straszna rzecz, serio.
Oczywiście to wszystko wcale nie zmniejszało w żaden sposób bólu jej biednego nosa. W oczach nawet miała łzy, bo organizm zareagował sam z siebie, mimp że Lemon wcale nie była żadną beksą. Zabrała posłusznie łapy, a w odpowiedzi wzruszyła ramionami, bo w sumie żyła, także chyba było wszystko w porządku. Miała nawet zapewnić tę przejętą babeczkę, że to nic, że nie panowała nad swoimi kończynami, ale wtedy usłyszała, jak ta wyrzuca wszystko instruktorowi, nazywając ją biedną i nieszczęśliwą...
Nie trzeba jej było dwa razy powtarzać. Potrafiła takie sztuczki nie od dziś, więc i teraz rozpłakała się jak na zawołanie. - Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie potraktował! Ja widziałam! Widziałam jak dotykałeś jej pośladków! Ty... Ty męska świnio! ...zaraz, one się jakoś nazywały... Ee... Moment, ja sobie przyp... O! Ty knurze, ty! - rzuciła dramatycznie i dla podkreślenia powagi całej sytuacji załkała głośno. No co? Może niby przesadzała?! ...Okej, może ewentualnie troszkę, dosłownie odrobinkę przesadzała...
Dała się poprowadzić do krzesła i posadziła na nim pośladki. - Jestem Lemon i naprawdę nie chciałam być skrzywdzona - odpowiedziała znacznie mniej dramatycznym tonem niż ten, którego używała jeszcze chwilę wcześniej i pociagnela nosem... Krzywiąc się zaraz odrobinę, bo trochę zabolało. - Myślisz, że zostanie mi blizna? - zapytała jak gdyby nigdy nic, zezując, jakby chciała zobaczyć stan swojej własnej gęby. Marne szanse, bo chociaż w zezowaniu była naprawdę niezła, tak jednak takie sztuczki z własnym wzrokiem nieco przekraczały jej umiejętności.
 
 
Mae Chamberlein


Jestem w Chicago od
prawie dekady



29
charakteryzatorka

Z Dylanem to tak na poważnie

Mieszkam w
Streeterville

Mae

Chamberlein

Wysłany: 1 Listopad 2016, 18:55   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Cokolwiek by się nie działo – A JAKŻE – nie było zaplanowane. Nie przez Mae, która miała to szczęście, że znajdowała się wszędzie tam, gdzie nie powinna. Wszędzie tam, gdzie miał miejsce rozbój w biały dzień. Jeszcze nie tak dawno temu o mało co gazem pieprzowym nie potraktowała POLICJANTA, a teraz? Teraz przez jej temperament i niewyparzoną gębę cierpiała biedna i Bogu winna dziewczyna, co natychmiast otrzeźwiło Chamberlein. A i tak nie mogła się nie uśmiechnąć kącikiem ust, kiedy blondynka rozpłakała się praktycznie na zawołanie. Wykorzystując ten fakt, nie mogła nie pokazać języka instruktorowi. Och, dwie gówniary w jednym miejscu – o nie mogło się dobrze skończyć. Koniec końców, odruchowo wręcz objęła z troską blondynkę, czule głaszcząc ją po włosach. Niestety, chusteczki nie miała, więc jedyne co mogła jej zaoferować to swój rękaw – i tego nie omieszkała zrobić, bo zaraz wystawiła w jej kierunku rękę.
- Masz, wytrzyj się. - rzuciła, gdy instruktor nie patrzył, lecz równie szybko zabrała rękę – Niestety, nie mam chusteczek przy sobie. - dodała na swoje usprawiedliwienie, tak o, pociągając nosem. Czyżby przeziębienie dało się we znaki? Możliwe, możliwe. Z westchnieniem zajęła drugie krzesło, obok Lemon. W tym samym czasie instruktor przyniósł apteczkę. Po jaką cholerę? Ach, Mae chciała – Pokaż. - dodała, jednocześnie otwierając apteczkę. Przyjrzała się swojemu „dziełu”, krzywiąc się odrobinkę – Czerwony, troszkę spuchnięty, obolały – ciągnęła, a przy słowie „obolały” brew uniosła do góry – Nie sądzę, by był złamany. Krwi nie ma. Ale jeśli chcesz, mogę pojechać z Tobą do lekarza, niech Cię zbada, opatrzy.. cokolwiek? Swoją drogą, wszystko lepsze, niż obmacywanie przez tego.. tego.. - fuknęła, znacząco spoglądając w kierunku instruktora. Westchnęła, przenosząc wzrok na apteczkę. Nie było w niej niczego, co aktualnie mogłoby się jej przydać.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Lemon Blackwell
[Usunięty]

Wysłany: 9 Listopad 2016, 01:28   

W gruncie rzeczy Lemon nie była taka do końca niewinna, z czego w sumie nie zdawała sobie do końca sprawy. Obiektywnie patrząc, miała za uszami całkiem sporo. W końcu to ona bez pytania pożyczała szpilki swojej starszej siostry (jednych jej nawet nie oddała, kiedy przypadkiem złamała ich obcas, ups), innej podprowadzała kosmetyki, kiedy ta nie patrzyła (mimo że totalnie nie potrafiła z nich korzystać i zawsze kończyła z radosną pandą na pysku), a jeszcze innej wmawiała, że częstuje ją cheesburgerem wyciągniętym prosto z kubła. Nie wspominając o tym, że czasem paplała głupoty, chodziła na pogrzeby zupełnie obcych ludzi i... no właśnie, kradła jedzenie ludziom, którzy po prostu mieli ochotę na frytki. A wszystko to z uśmiechem na twarzy i nie podchodząc do swoich wyskoków śmiertelnie na poważnie. Dlatego może to po prostu była karma, która zdecydowała w końcu przypomnieć sobie o Lemon Blackwell i przywalić jej prosto w pysk. Zresztą, to płakanie na zawołanie tylko po to, żeby zrobić wokół siebie zamieszanie, też nie było szczególnie szlachetną rzeczą, którą mogłaby zrobić w takiej sytuacji. Gdyby Lemon Blackwell była normalna, pewnie zapewniłaby nieznajomą, że wszystko jest w porządku i probowała jakoś zalagodzić cała sytuację. Ale to by było nudne, prawda? Robienie szopki dostarczało całej sytuacji dodatkowych walorów rozrywkowych. Zawsze spoko!
Kiedy rękaw został podstawiony pod jej nos, Lemon najpierw patrzyła na nieznajomą z zaskoczeniem, które szybko przeszło w lekkie wzruszenie. - Jeszcze nikt nigdy... - zaczęła, ale urwała, najpierw się prostujac, a potem z niejakim namaszczeniem korzystając z podstawionego rękawa, żeby otrzeć łzy ze swoich policzków. Miała w sobie na tyle ogłady, żeby w niego nie nasmarkać, a to chyba było całkiem w porządku. - Dziękuję - tym razem była całkowicie szczera. No bo naprawdę jeszcze nikt nigdy nie zaoferował jej własnego rękawa w celu otarcia gęby! Nawet któraś z jej własnych niekoniecznie rodzonych sióstr!
Na wzmiankę o tym, że jej nos był obolały, oczywiście wydała z siebie serię żałosnych "auć, auć, auć". Trochę bolało faktycznie, ale przecież nie była ciotą. - Tego... Łopatacza tego! - dodała, podnosząc głos i nawet podnosząc się na nogi. - To samiec łosia - wyjaśniła konspiracyjnie już pod adresem Mae. - Nie wiem, czy szpital jest potrzebny, ale jeśli chcesz mi to jakoś wynagrodzić, przyjmę każdą ilość ciastek - stwierdziła, wzruszając ramionami. A potem zerknęła jeszcze na faceta, marszcząc swoje brwi (a miała co marszczyć!), dwa palce kierując przed swoje oczy, a potem w stronę jego własnych oczu na znak, że to jeszcze nie jest koniec!
 
 
Mae Chamberlein


Jestem w Chicago od
prawie dekady



29
charakteryzatorka

Z Dylanem to tak na poważnie

Mieszkam w
Streeterville

Mae

Chamberlein

Wysłany: 13 Listopad 2016, 08:27   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Niestety, nikt nie jest święty, choć co prawda, niektórzy próbują. Niestety, daleko im do takich. Żałosne próby pokazania drugiej stronie tego, kim się nie jest zwykle miały równie marne zakończenie. Bo w istocie, nawet Mae święta nie była, smutne to trochę, nie? A było to dowodem na to, że nie ma ludzi bez skazy. Kłamstwa kłamstwami, mogą zdarzyć się każdemu, a inne grzeszki, jak na przykład złamanie przepisów drogowych lub, dajmy na to, kradzież jakiegoś drobnego przedmiotu ze sklepowej półki – co swoją drogą chyba każdy za dzieciaka próbował, hm? - lub nieco poważniejsze przewinienia, jak złamanie obietnicy, zdrada.. Można tu wymieniać i wymieniać. Wiele. Wybór jest ogromny. I każdy prędzej lub później dopuści się którejś z tych możliwych opcji. A Mae? Mae to troszkę inna bajka. Zdradzić nie zdradziła. Kiedyś kilkakrotnie zdarzyło się jej zabrać coś ze sklepu, gdy nie miała drobnych. Nic wielkiego. A przynajmniej tak sądziła, jak chyba każdy, tak myślę. W gruncie rzeczy, dobre serce miała i równie miękki tyłek. A szkoda. Nic dziwnego, że wystawiła rękaw. SWÓJ rękaw. Na nic lepszego nie wpadła, proste. A przygotowana na ewentualną odmowę dziewczyny, stanowczo pokręciła głową przecząco, jakby w ten sposób chciała powiedzieć „nie marudź, wycieraj. Koniec końców, tylko uśmiechnęła się kącikiem ust.
- Słonko, muszę Cię rozczarować – rzekła – zawsze znajdzie się ktoś, kto jeszcze Cię zaskoczy, wiesz o tym? - no bo tak było. Zawsze – na każdym kroku – spotyka się nowych, innych ludzi, którzy mają nie tyle co swoje doświadczenia, lecz inne poglądy, przyzwyczajenia, zachowania, jak o, Mae w tej chwili. I znów nie mogła nie uśmiechnąć się przy kolejnych słowach dziewczyny, a wręcz – zaraz wystawiła w jej kierunku dłoń w celu przybicia piąteczki. Piątuni. Och! Oczywiście, w pełni się z nią zgadzała, no przecież! Zachowania podobne, jak tego pana, według Mae, zasługiwały na pogardę. Ot, dostał ją. A i tak przyjrzała się uważniej dziewczynie i ostatecznie koniec końców, skinęła głową po namyśle.
- A wiesz, że czekolada najlepsza jest na stres? Ciastka też, ale czekolada dużo bardziej. - cała Mae. Cała jej filozofia życiowa kręcąca się wokół właśnie czekolady – Czekolada, ciastka i kawa to dobre połączenie. A potem trzeba zbadać nos. - dodała jeszcze, ściągając usta w prostą kreskę i pomagając przy tym wstać Lemon. Albo sama wstała. Sęk w tym, że nie miały tu nic do roboty, co Mae chętnie wykorzystała.

/zt x2
+ przepraszam za zwłokę :c trochę czas mnie ganił, a postów na telefonie pisać nie umiem. I jak chcesz, możesz nam zacząć gdzieś na mieście <3
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 10