Poprzedni temat «» Następny temat
Northwestern University School of Law
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 1 Czerwiec 2016, 08:36   Northwestern University School of Law

[align=center:b48b2aa194][/align:b48b2aa194]
 


profil
 
Sarah Linden


Jestem w Chicago od
Kilku lat



47
Prawnik

Bez uczuć

Mieszkam w
North Park

Sarah

Linden

Wysłany: 10 Marzec 2019, 19:19   
   Mów mi -  Adam


Powoli sączyła czerwone, półsłodkie wino, obserwując z zacienionego leżaka kąpiących się w basenie ludzi, wśród których dominowali opaleni, muskularni i zdecydowanie dla niej za młodzi mężczyźni ubrani w obcisłe kąpielówki lub spodenki, które groziły zsunięciem się z bioder za każdym razem, gdy wskakiwali do basenu. Wyciągnęła przed siebie nogi i oparła się wygodnie o zagłówek leżaka, odstawiając wino na stolik i przymykając oczy. Było ciepło nawet jak na warunki śródziemnomorskiego klimatu, a francuskie nadmorskie hotele pękały w szwach i dostanie wymarzonego apartamentu z widokiem na wodę a nie na stojący obok wieżowiec graniczyło z cudem. Jej się jednak udało i mogła w końcu cieszyć się dawno zaplanowanymi wakacjami, chwilą odpoczynku od wszystkiego, co wiązało się z paragrafami, umowami, aneksami, podpisami, zezwoleniami, pełnomocnictwami i telefonami o drugiej w nocy, bo ważny klient był w innej strefie czasowej, a koniecznie teraz chciał się dowiedzieć o postępy w swojej sprawie. Tak, wypoczynek zdecydowanie się jej należał, tylko dlaczego coś uparcie brzęczało jej nad uchem...
Obudziła się, otwierając oczy i od razu je mrużąc, bo światło z lampki na biurku odbijało się od porozkładanych na blacie kartek i raziło ją nieprzyjemnie. Przesunęła klosz w stronę ściany i od razu poczuła ulgę. Przycisnęła zielony guzik na interkomie.
- Tak, Susane? O co chodzi? - zapytała lekko zachrypniętym głosem, porządkując drugą dłonią porozrzucane papiery i próbując wepchnąć je do białej teczki.
- Jest siedemnasta, wychodzę do domu – odezwał się kobiecy głos – dokumenty, o które pani prosiła są w drugiej szufladzie zielonej szafki, a arkusze ocen w trzeciej, ale z nimi nie ma pośpiechu. Pan Davies dzwonił i przełożył jutrzejsze spotkanie na przyszły tydzień – Sarah się skrzywiła, ale nie przerywała asystentce dobrze wiedząc, że to skończyłoby się długą dygresją o panu Daviesie i kolejnym już przełożeniu spotkania. Cóż, jego sprawa, jeśli nie zależy mu na szybkim podziale majątku. - No i ta dziewczyna w poczekalni nadal siedzi. Chyba zasnęła – ostatnie słowa Susane wypowiedziała prawie szeptem, co zupełnie mijało się z celem, bo jej donośny głos już wcześniej mógł obudzić nawet mamuty zamarznięte w lodzie. - Powiedziała, że przyszła naprawić komputer, ale się nie przedstawiła, więc poprosiłam, aby poczekała, a pani sama ją zawoła, skoro jesteście umówione – Sarah mogła sobie tylko wyobrazić to „poproszenie”, jaki Susane uraczyła dziwnego gościa. Ostry, żołnierski ton, groźne spojrzenie i lekko uniesiona górna warga odsłaniająca lekko krzywe jedynki. Nawet dziekan nie przebrnąłby przez te zasieki obronne i dlatego Susane pracowała z nią już tyle lat. Najpierw jako asystentka w kancelarii, potem podczas prywatnej praktyki i teraz, gdy Linden dzieliła czas na uczelnię i pracę w Leech&Barnes.
- Nie przypominam sobie... - zaczęła, ale urwała w połowie zdania znów w obawie przed dygresjami Susane. Lepiej jej nie prowokować, bo ta gotowa była obudzić śpiącą dziewczynę i wytarmosić ją za bety, aby wycisnąć prawdziwy powód wizyty. Sarah potarła palcami nasadę nosa czując zbliżający się ból głowy, którego nie poprawiłaby kolejna godzina spędzona w swoim biurze na uczelni. Też powinna iść już do domu i przygotować się do jutrzejszych spraw. - Poproś ją, gdy będziesz wychodzić – powiedziała zrezygnowanym tonem, upychając teczki w dolnej szafce biurka. - I do zobaczenia jutro, Susane.
- Proszę się nie przemęczać – odpowiedziała asystentka czyniąc zadość prawie codziennej tradycji pożegnań. Nie przemęczaj się. Chciałaby. Oparła się o krzesło i wygięła głowę do tyłu patrząc w ciemny sufit. Byłoby jej o wiele lżej, gdyby nie musiała pracować z ludźmi, bo to właśnie oni wszystko komplikowali. Prawo było proste, paragrafy zrozumiałe, precedensy wyznaczały kierunek orzecznictwa sądów, ale to ludzie byli czynnikiem, który musiał psuć nawet najlepszą sądową machinę.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 12 Marzec 2019, 20:28   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


out -bez krzyża i z plecakiem zamiast torby, ale coś takiego.
Kolejna pani na ‘S’ oznajmiła, że prawniczka była zajęta, czym Billie nie przejęła się aż tak bardzo, bo miała ze sobą niezawodny laptop, więc mogłaby popracować. Mogłaby - bo oczywiście tego nie zrobiła zbyt podatna na całkiem wygodny rząd krzeseł w poczekalni. Z początku zasiadła na jednym wyciągając nogi przed siebie, kask kładąc obok, zaś plecak przytulając przed sobą w razie gdyby komuś zachciało się ją okraść. Taki nawyk z życia w getcie oraz wychowania wśród cwaniaczków. Z czasem przekręciła się w poprzek i przerzuciła nogi przez podłokietnik na co dostała ochrzan w postaci znaczącego odchrząknięcia, które olała tak samo, jak przechodzących po korytarzu ludzi. Z zarzuconym na głowę kapturem mogła drzemać dalej nadrabiając stracone nocne godziny na próbie zakodowania nowego programu, który niestety nie chciał pracować tak, jak powinien. Siedziała więc zawzięcie tych dwanaście godzin zapominając o całym świecie aż w oczy rzuciła jej się teczka zgarnięta z klapy śmietnika. Była pewna, że zostawiła to za sobą, lecz po półtorej godziny od wyjścia prawniczki z jej domu, zeszła na dół po wyrzucone wcześniej dokumenty. Przejrzała je w spokoju przy zapachu świeżo palonego zioła, zastanawiając się nad sensem rozgrzebywania tego wszystkiego. Na jej oko żadne nie istniało zwłaszcza, że życie dla ludzi z getta nigdy nie było sprawiedliwe. Biały lud tego nie rozumiał. Dla nich to zawsze była abstrakcja albo nadmuchana mrzonka, dlatego nie potrafiła zawierzyć Linden, wysłuchać jej w spokoju ani stwierdzić, że była do tego właściwą osobą. Nikt nie był.
Nikt nie chciał zadzierać z tymi ludźmi.
Z jakiegoś jednak powodu Ducette czekała w korytarzu i szczerze sama nie wiedziała, czy to chęć zemsty, pokazania komuś jak działał system (jej zdaniem wadliwy), czy jej własna zachcianka ani trochę nie karmiona poczuciem winy (w co chciała wierzyć nie pozwalając sobie wmówić, że było inaczej). Cokolwiek kazało jej pognać prosto pod uczelnię na czarnym pięknym motocyklu nie było tak dobitne, jak asystentka strącająca jej nogi z drugiego krzesła.
Wredne babsko.
- Co jest kur..
- Słownictwo. – kobieta wycelowała w nią palcem, który po chwili skierowała na drzwi po lewej. – Pani Linden czeka. – rzuciły sobie nawzajem niezadowolone spojrzenia i całe szczęście po rozbudzeniu oraz stwierdzeniu, że Susane miała na sobie twarz, Billie odetchnęła. A kysz zmoro nieczysta!
Poczekała aż tamta zniknęła z zasięgu jej wzroku i dopiero wtedy wstała pozwalając by długie warkoczyki związane z niski kucyk opadły swobodnie na skórzaną kurtkę. Zarzuciła plecak na ramię, zgarnęła kask z krzesła obok i bez pukania złapała za klamkę wcześniej wskazanych drzwi.
- Walnęła w ciebie ciężarówka? – nie ma to jak miłe przywitanie z wykwintnym komplementem na temat tego, jak prezentowała się Sarah. – Czy może za mało kawy? – bo choć sama przed chwilą się przebudziła to z pewnością nie wyglądała ‘tak’. Nie żeby źle, ale na pewno bywało lepiej. W białym świecie zawsze mogło być lepiej.
Jakby nigdy nic położyła kask na biurku, plecak na podłodze obok niego i bez pytania, czy w ogóle mogła się rozgościć, klepnęła sobie na krześle po drugiej stronie blatu wyznaczającego bezpieczną strefę między nimi.
- Jesteś tak znudzona życiem czy po prostu głupia, że w ogóle rozważasz ‘rozwiązanie tej sprawy’? – musiała wiedzieć. – Proszę przypomnij mi, dlaczego to robisz? Na pewno nie dla pieniędzy. Ci ludzie nie mają ich zbyt wiele. – ów słowa potwierdziły, że zapoznała się z dokumentami, które teraz tkwiły w plecaku razem z laptopem. – I nie masz tu cukierków? – zmartwiła się, bo żadnej miseczki na biurku nie przyuważyła a jakoś zawsze kojarzyła gabinety z malutką ceramiką wypełnioną tymi tycimi cuksami do cmokania. - Już rozumiem, czemu siedzisz taka markotna. - to na pewno przez brak cukierków.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Sarah Linden


Jestem w Chicago od
Kilku lat



47
Prawnik

Bez uczuć

Mieszkam w
North Park

Sarah

Linden

Wysłany: 13 Marzec 2019, 15:03   
   Mów mi -  Adam


Mogła nie otwierać oczu i udawać, że dalej śpi, nawet jeśli sen o młodych pływakach uśmiechających się do niej znad brzegu basenu już by się nie powtórzył. Nawet brak snu mógł okazać się w końcu lepszy od rzeczywistości, z którą musiała teraz stanąć twarzą w twarz, prostując się na fotelu i spoglądając na przybysza stojące w progu. Brakowało kartki z niewprawnie napisaną prośbą o datki i grzechoczącej puszki wypełnionej drobniakami dla zwiększenia efektu i wywołania wyrzutów sumienia. Bogata, biała kobieto, wrzuć papierowe sto dolców i ucisz swoje poczucie winy, że powiodło ci się w życiu lepiej niż czarnym dziewczynkom będącym świadkami morderstwa swoich przyjaciół.
Miałam ciężki dzień – odpowiedziała krótko nie wdając się w szczegóły i starając się, by nie brzmieć równie obcesowo jak Billie panosząca się w jej gabinecie jak we własnej kuchni. Cóż, punkt dla niej, w końcu Sarah zrobiła wcześniej dokładnie to samo, a karma najwidoczniej lubiła wracać i to całkiem szybko. W sumie racja, oczekiwanie na kopniak od losu było gorsze od samego kopniaka, więc lepiej mieć to za sobą. – Mówiłam pani, panno Ducette – nacisk na pannę był już jednak wyraźnie obcesowy, bo jeśli Linden czegoś szalenie nie lubiła, to spoufalania się z obcymi ludźmi. Zwłaszcza zaś z takimi, którzy bezceremonialnie wyrzucali ją groźbą z własnego domu i sprawiali, że przez kolejne pół godziny nie mogła się uspokoić. – Mam klientów, których syn zginął i należy im się sprawiedliwość – czy nie na tym polegała cała rola prawa, by wszystkich sprawiedliwie obdarzać wedle ich zasług, czynów i dokonań? Oszczędność wypowiadanych słów nijak miała się co rozgadanej dziewczyny, która najwidoczniej nie oczekiwała wcale konkretnych odpowiedzi zainteresowana nagle brakiem cukierków. Zacisnęła zęby i w myślach przeanalizowała raz jeszcze swoją motywację. Czy cel był wart środków do swojego osiągnięcia i przemęczenia się z tym obcesowym czarnym huraganem?
Mogę w czymś pomóc, panno Ducette? – zmierzyła ją krótkim spojrzeniem starając się sprawiać wrażenie zajętej ścieraniem niewidocznego kurzu z biurka, które świeciło czystością i porządkiem jak wszystko w gabinecie. Wieczne pióra ułożone w rządku z czarnymi długopisami, spinaczem do papieru i stojakiem na wizytówki odgradzały ją od Billie jak Chiński Mur i wcale nie sprawiały wrażenia chętnych do runięcia pod wpływem uderzenia buciorami, które – tego Sarah była bardzo pewna – niewątpliwie by nastąpiło, gdyby pozwoliła tylko Ducette przejąć kontrolę i rozłożyć nogi na swoim biurku. Oparła dłonie na blacie i pochyliła się w jej stronę z uprzejmym oczekiwaniem i wyzwaniem w oczach, które mówiło, że wraz ze zmianą terytorium ich drugiego spotkania, zmieniły się też zasady gry.
Zawdzięczam tę wizytę chyba czemuś więcej niż chęci zobaczenia mojej skromnej osoby – skrzyżowała ze sobą dłonie kładąc jedną na drugą i nerwowo tupiąc nogą w miękki dywan, który tłumił odgłosy. Jej profesor od etyki prawniczej załamałby ręce widząc sposób, w jaki traktowała potencjalną klientkę, ale profesor nie miał pojęcia o tym, co stało się w mieszkaniu Billie. No i że nie była potencjalną klientką, bo na samą poradę prawną musiałaby zasuwać cały kwartał smażąc frytki w McDonaldzie, czy czym się tam zajmowała. Sądząc po ubiorze, raczej nie była pracownicą biurową. Mama mówiła, by nikogo nie osądzać po pozorach, ale mama wierzyła też w biznesowe zdolności swojego syna, który doprowadził firmę do ruiny. Sarah nie pokładała w nim nigdy nadziei, więc nie miała też powodu, by słuchać się słów matki. Rodzice nie zawsze mieli rację. Zwłaszcza gdy nigdy nie spotkali Billie Ducette i nie zakosztowali na własnej skórze jej obcesowego zachowania. Miała ochotę zapytać, czy za drzwiami nie czeka na nią para zbirów w kominiarkach, ale uznała to za małą przesadę. Dziewczyna czegoś chciała, przyszła tu w konkretnym celu; Sarah mogła z dużą dozą prawdopodobieństwa zgadnąć z jakim, ale... zawsze pozostawał procent niepewności.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 13 Marzec 2019, 18:57   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


- Pieprzenie. – rzuciła bez ogródek rzygając już tą całą sprawiedliwością nadmienianą przez Sarę od chwili, gdy ją poznała. – To brzmi, jak „Mnie nie interesuje prawo, mnie interesuje sprawiedliwość”. – zacytowała teatralnie uniesioną dłonią przesuwając w powietrzu, jakby czytała tekst zapisany w przestrzeni. – Wie pani kto to powiedział? – nie oczekiwała odpowiedzi. – Adolf Hitler. – dodała po sekundowej pauzie faktycznie, zgodnie z przewidywaniami pani prawnik, szukając na biurku miejsca dla swoich butów. Tylko, że to było obstawione przez komputer, przybornik, stos teczek i jej własny kask. Co za nieszczęście i zero wygody w miejscu, gdzie nawet nie mieli cukierków. Kwiatka też tu żadnego nie widziała, co aż kłóciło się z obrazem dorosłej, dystyngowanej i bogatej białej laski, której nieszczęście polegało na tym, że nie miała pod ręką żadnych słodkości.
- Tak samo skromna, jak boazeria w gmachu? – uniosła spojrzenie na drewniany sufit gabinetu uczelnianego. Wydział prawa z zewnątrz wyglądał na wypasiony i choć drewniane obicia w środku miały dodać wnętrzu burżuazji, to widać, że robota była wykonana ‘na odwal się’, zaś samo drewno to badziewia imitacja deski, która już gdzieniegdzie próchniała. Niby na bogato, ale polecieli po kosztach, co jednak z daleka wyglądało na ‘hajsy nam się w kieszeniach nie mieszczą’. Tylko dobre oko dostrzeże w tym badziew. – Dobra, dość strzelania sobie po pyskach. – zarządziła nie robiąc sobie nic z faktu, że to nie był jej teren. Pracowała dla niejednej wielkiej białej głowy, znała ich zachowania i nie bała się niczego, bo najwyraźniej w świecie była nieodpowiedzialną kobietą, która za wiele się nie przejmowała (na tyle by czując nagłą potrzebę bezpardonowo zapalić tutaj zioło). – Tak, jak powiedziałam u siebie w mieszkaniu, nic pani nie powiem, nie złożę żadnych zeznań ani nie chcę by brano sprawę Reggie'go pod uwagę. – jeden z paru warunków, które miała. – Stało się to trzynaście lat temu, więc cokolwiek bym teraz powiedziała z łatwością zostałoby podważone, ale głównie zależy mi na tym by moje nazwisko nie widniało w pani prowokacji. – bo tym właśnie zdaniem Billie było rozgrzebywanie tych wszystkich spraw i natarcie na jednego z wielu policjantów, który nie dość, że był szychą na komendzie, to jeszcze trzymał w kieszeni paru ważniaków. – Mogę pomóc, ale oficjalnie nie biorę w tym udziału i zalecałabym to także tobie – jeszcze nie ‘per pani’. – ale wyglądasz na taką, która nie boi się śmierci albo czegoś gorszego. – i to już nie była groźba z jej strony, bo żadne czarne gangstery nie czekały na korytarzu, ale kolejne ostrzeżenie nadmienione raz jeszcze, żeby nie było, że ‘czarnuch jej nic nie powiedział’. – Dokumenty są okrojone. – stwierdziła śmiało i pochyliła do plecaka, którego zamek szybko rozsunęła i wyjęła z niego dwie teczki, z których ta należąca do Linden wylądowała na biurku. – Razem z najświeższym morderstwem – nie bała się nazywać rzeczy po imieniu. – są tam akta pięciu spraw. Odjąć Rogera zostają tylko cztery. – skrzywiła się zniesmaczona, co oznaczało tylko tyle, że ta liczba nie zachwycała. – Na dodatek prowadził je kto inny. Facet z twojej kancelarii. – oczywiście, że sprawdziła tego gościa. – Ale mam prezent. – rzuciła kolejną teczkę na blat z aktami, które zdobyła z własnego źródła i dzięki umiejętnościom, którymi się nie chwaliła, ale tylko tak mogła przekonać prawniczkę do tego, że Billie to cenny nabytek. – Sześć spraw z udziałem tego samego policjanta, których nikt nie rozpatrzał, bo zdaniem wielu nie było czego, ale proszę spojrzeć na pierwsze z góry akta. Siedemnasty października dwa tysiące osiemnasty. Policja złapała i zastrzeliła dwóch handlarzy bronią, z których tylko jeden tę broń posiadał, ale zdaniem raportu drugi rzucił się na nich z gołymi rękoma, a nawet zranił policjanta podczas szarpaniny. – więc teoretycznie mieli prawo się bronić. – Ten drugi nazywał się Edward Monc i był znany ze swej antyspołeczności. Nie lubił wychodzić do ludzi, bał się ich i zazwyczaj kulił, gdy ktoś do niego choćby podszedł. Co robił w tym samochodzie? Nawet ktoś taki musi robić zakupy, więc jego sąsiad, kierowca, który faktycznie posiadał broń, wiózł go wtedy do sklepu. Nie usprawiedliwiam nikogo, bo wyciąganie broni i celowanie do policji to totalne szaleństwo, ale Edward? To ostatnia osoba, która naskoczyłaby na kogokolwiek. – więc raport policji był przekłamany i choć widniały dalej zdjęcia ran funkcjonariusza, to Ducette była pewna, że zrobił je sobie sam albo kolega mu pomógł by wszystko wyglądało wiarygodnie. – Dalej jest coraz ciekawiej. – reszta akt, które Sarah przejrzy sobie w wolnej chwili i jak jej się uda to odnajdzie niedociągnięcia, nieprawidłowości albo kłamstwa w tych wszystkich słowach, od których na pewno rozboli ją głowa.
Zamilkła i na nowo rozsiadła się wygodnie sunąć tyłek nieco bliżej krawędzi krzesła, na którym praktycznie w połowie leżała, jak przed basenem albo na plaży (tylko słońca brakowało).
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Sarah Linden


Jestem w Chicago od
Kilku lat



47
Prawnik

Bez uczuć

Mieszkam w
North Park

Sarah

Linden

Wysłany: 14 Marzec 2019, 16:45   
   Mów mi -  Adam


Ludzie zawsze stanowili największy problem ze swoją nieprzewidywalnością, niekonwencjonalnymi zachowaniami, kompletnym brakiem możliwości zaplanowania własnych życiorysów, bo te zmieniały się szybciej niż w kalejdoskopie. Nie bez przyczyny mawiano, że tworzenie przez człowieka planów jest największym dowcipem Boga, bo na cóż im było planowanie, gdy wszystko mogło zostać przerwane jednym kapryśnym cięciem nożyczek trzymanych przez Mojry? Ludzie tacy jak Billie Ducette stanowili problem jeszcze większy, bo ich nieprzewidywalność była podszyta szaleństwem i brakiem jakichkolwiek zasad, które stanowiłoby dla nich punkt odniesienia i pozwalało Sarze znaleźć oparcie i jakiś fundament w prowadzeniu z nimi rozmowy, nie mówiąc już o wchodzeniu w bliższe relacje wykraczające poza prawnicze spotkania.
Sarah Linden miała swoje zasady, które nawet w jednej dziesiątej nie pokrywały się z zasadami Billie Ducette, ale co ważniejsze, Sarah Linden nigdy by nie założyła na siebie czegoś choćby w minimalnym stopniu podobnego ubrania, które miała na sobie czarnoskóra kobieta. Jej stylista załamałby ręce, a fryzjer popełnił samobójstwo na samą myśl o tym, że żmudnie układana każdego ranka fryzura mogłaby zostać zepsuta lub ledwie nadszarpnięta ciężkim kaskiem. Wbiła paznokcie wypielęgnowanej dłoni w blat biurka i była to jej jedyna reakcja na drażniącą obcesowość zachowania, z jakim musiała się zmierzyć.
Doceniam wolę współpracy – słowo dziękuję magicznie zniknęło nagle z jej słownika i zapewne potrwa chwilę, zanim nauczy się go od nowa w obecności czarnoskórej, irytującej plagi nawiedzającej jej gabinet. Afroamerykanki, poprawiła się od razu w myślach przywołując zasady dobrego wychowania i politycznej poprawności, których Billie i tak by nie doceniła. Sarah była przekonana, że jakiekolwiek zasady, a już te stojące w pobliżu dobrego wychowania, były jej tak samo obce jak savoir-vivre, klasa i kultura osobista. Doprawdy, skrzywiła się w myślach, brakowało tylko ciamkania balonowej gumy w ustach i strzelania balonami. – Dobrze, że minęło zaledwie trzynaście lat a nie trzydzieści zanim się pani na to zdecydowała – oszczędność słów wcale nie musiała oznaczać oszczędności drwiny i ironii. Tej nigdy za wiele w pracy prawnika, a Linden właśnie to udowadniała, mierząc Billie długim spojrzeniem i upominając się w myślach, że to nie czarny robak, który wylazł z kąta za lodówką, ale żywy człowiek będący jedynie środkiem do celu. Upierdliwym, irytującym i grożącym jej pobiciem przez wyrośniętego draba.
O, tak, ludzie stanowili największy problem w jej pracy.
Wyciągnęła dłoń po rzuconą na blat teczkę, przycisnęła ją palcem wskazującym i z niesmakiem wypisanym na twarzy przysunęła do siebie, szorując po powierzchni biurka. Była cała w plamach, zagięta w dwóch rogach, a po prawej stronie widniał ślad malutkich łapek, mogła to przysiąc z ręką na sercu i palcem w dupie. Eleganckie logo kancelarii u dołu świadczyło o tym, że była to ta sama teczka, którą Sarah przyniosła na spotkanie z Billie, więc nawet nie trudziła się jej otwieraniem w obawie, że w środku roiło się od robactwa i innych pamiątek po śmietnikowej eskapadzie.
Cień nieprzyjemnego podziwu przemknął jej przez myśl, gdy uświadomiła sobie, że Ducette musiała wyłowić tę teczkę sama. Więc jednak było w niej coś na kształt ciekawości albo wyrzutów sumienia. Dla prawniczki byłoby lepiej, gdyby chodziło o drugą opcję; na wyrzutach sumienia zawsze można zbudować potężne podwaliny do porządnych zeznań, a ciekawość wygasała bardzo szybko.
Pięć? – zapytała z niepokojem w głosie, który szybko opanowała, przyjmując postawę profesjonalistki mającej do czynienia z wieloma podobnymi przypadkami i doskonale wiedzącej, jak dalej potoczy się jej rola w tym scenariuszu. Druga teczka była czystsza, więc otworzyła ją bez wahania, zerkając przelotnie, ale z ciekawością na zamieszczone tam wydruki. Szybko zmieniła zdanie i zaczęła wczytywać się w kolejne linijki tekstu, tylko gdzieś w tyle głowy mając świadomość faktu, że policyjne akta, na które patrzyła, nie powinny być dostępne komuś takiemu jak Ducette. Spojrzała na zdjęcie zastrzelonego chłopaka, jego datę urodzenia, policyjną notkę i raport wydziału wewnętrznego prowadzącego śledztwo. Nie stwierdzono nieprawidłowości. - Chicago to duże miasto – zaczęła, składając dokumenty do kupy i odkładając do teczki. Pomyłki się zdarzają. Ludzie umierają przypadkowo i z powodu błędów. Gdyby węszyła spisek w każdym zbiegu okoliczności, dołączyłaby do świrów od płaskiej ziemi, kreacjonistów, antyszczepionkowców i fanów Gwiezdnych Wojen w wersji hentai. - Ale nawet w Chicago nie powinno dojść do tylu spraw, w które zamieszana byłaby jedna osoba. - Niechętnie przyznała jej rację.
Znała procedury i wiedziała, jak kończy się jeden incydent strzelaniny, w której ginie cywil. Prowadzi się wewnętrzne dochodzenie, sprawdza zeznania świadków, bada możliwość nadużycia uprawnień i nieuzasadnionego użycia broni. Za drugim razem zleca się zewnętrzne śledztwo wydziałowi wewnętrznemu z głównej komendy. Trzecie razy zwykle nie występują, bo policjant się pilnuje, siada za biurkiem albo zostaje przeniesiony do innego działu, gdzie nie musi korzystać z broni. Sześć przypadków brzmiało jak absurd, a jednak miała go przed oczami.
Jeśli tu faktycznie coś jest i będę mogła z tego skorzystać – a nawet będzie musiała, chcąc zapewnić sprawiedliwość zastrzelonemu chłopcu i jego rodzinie – muszę mieć te dokumenty z oficjalnego źródła. Porozmawiać z rodzinami ofiar. Uzyskać ich pełnomocnictwa – adresy zamieszkania, by się z nimi spotkać, przedstawić sprawę, poznać szczegóły. Musiała sprawdzić, czy prowadzono w tym zakresie jakieś śledztwo. I czy Elliott McGibbins maczał palce w więcej niż jednej zatuszowanej sprawie.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 15 Marzec 2019, 20:30   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


Najpewniej sobie zasłużyła na ten komentarz, ale dla niej oznaczało to tylko tyle, że kobieta ciągle nie rozumiała w co się pakowała. Billie nie zamierzała się przed nią tłumaczyć, dlaczego postąpiła tak a nie inaczej. Może prawniczka w końcu sama do tego dojdzie, gdy ktoś spostrzeże, że węszy wokół McGibbinsa, co w efekcie odbije się na cegle rzuconej w jej szybę. Tego albo innego ostrzeżenia Ducette się spodziewała, lecz po co miała o tym mówić, skoro najwyraźniej tylko to będzie w stanie przekonać Linden, że sprawa była poważniejsza niż jej się wydawało? Przemilczy, bo chodziło tu o coś więcej niż wzajemne kopanie po dupach.
Wzruszyła ramionami, bo nie miała wpływu na liczbę spraw, które rzuciły jej się w oczy. Wiedziała o nich, bo wszystko, a przynajmniej większość, działo się w obrębie getta podlegającego jurysdykcji komisariatu, w którym pracował policjant – robię co mi się podoba – rasista. Znała więc szczegóły obu stron i dobrze wiedziała, że sprawy, które podsunęła Linden były przekłamane, jak w pierwszym przypadku, gdy z pewnością nie doszło do napaści na funkcjonariusza. Prawiczka musiała to tylko udowodnić, ale to już jej problem a nie Billie, która w spokoju – o dziwo – czekała na ostateczną decyzję kobiety.
- Jeśli chcesz wygrać musisz grać tak jak oni – bez reguł. – wtrąciła na wzmiankę o oficjalnych źródłach. Czy nie wystarczyło, że na dokumentach widniały podpisy oraz pieczęcie komendy? Co z tego, że ksera. Wszystko było oficjalne z bezpośredniego źródła, które chciało pozostać anonimowe. W taki właśnie sposób pracowała z innymi ważnymi białasami, niekoniecznie prawnikami, bo nawet politycy potrzebowali informacji o chociażby swoich przeciwnikach, zaś dziennikarze potrzebowali wsparcia kogoś, kto umiał zdobyć wszystko bez konieczności posiadania pozwolenia. Ducette była taką osobą, ale na tę chwilę nie chciała by kobieta znała jej umiejętności. Dokumenty mówiły same za siebie, ale równie dobrze Billie mogła zdobyć je przez kogoś innego.
Najpierw warunki, na które Linden wcale nie musiała się zgodzić, ale Billie nie zamierzała nadstawiać tyłka dla białej prawniczki.
- Daje to pod warunkiem, że w sprawie nie nadmienisz tej z dotyczącej Reggie’go. – przypomniała w razie gdyby kobieta pod stosem dodatkowych papierów zapomniała o niechęci wracania do sprawy sprzed trzynastu lat. – Mogę pomóc, ale nie będziemy spotykać się tutaj. – rozejrzała go gabinecie nadal uważając, że boazeria robiła z tego miejsca burżuazyjną stadninę. – W żaden sposób nie wspomnisz mojego udziału i wybierzemy bardziej ustronne miejsce gdzieś, gdzie nie plącze się tyle osób, które ciebie znają. – bo jeżeli ktoś zacznie węszyć, to właśnie tutaj, pytając kolegów o panią Linden, która jak się mogło okazać, spotykała się z jakąś punkową murzynką. Tego lepiej uniknąć zwłaszcza, że ów jednorazowy wyskok faktycznie, czyli dzisiejsze spotkanie, można podpiąć pod spotkanie z laską od naprawiania komputerów. – Nie pytasz, nie negujesz ani nie odpalasz gadki o moralności. Mogę albo ci pomóc robiąc to po swojemu albo wcale. – pytająco uniosła brew dając do zrozumienia, że decyzja leżała po stronie Linden. Tej Linden, bo jeszcze nie pani. Na panią może zasłuży.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Sarah Linden


Jestem w Chicago od
Kilku lat



47
Prawnik

Bez uczuć

Mieszkam w
North Park

Sarah

Linden

Wysłany: 21 Marzec 2019, 10:45   
   Mów mi -  Adam


Otrzymywała już w swoim życiu propozycje nie do odrzucenia, niekiedy pod szantażem, innym razem wynikające z dobrej woli i uśmiechu losu. Ta nie należała do żadnej z tych dwóch kategorii, bo Sarah mogła ją z powodzeniem odrzucić i zapomnieć o kłopotliwej czarnej kobiecie, która swoją obcesowością i impertynencją zawojowała jej gabinet i sprawiła, że wąska linia zaciśniętych ust groziła pozostaniem taką na zawsze. Wszystko się w niej buntowało na myśl, że miałaby złamać reguły rządzące światem – nie tylko prawniczym – i wykorzystać te same nielegalne środki, po które sięgali zwyczajni przestępcy. Poddanie się temu niebezpiecznemu trendowi chodzenia na łatwiznę było czymś tak odległym, że w pierwszej chwili chciała ze złością grzmotnąć w blat biurka i kazać się wynosić Billie z jej motocyklowym kaskiem, brudnymi buciorami i strojem pasującym do dzielnicy czerwonych latarni, a nie do szanowanej prawniczej uczelni. Zacisnęła jednak zęby i się nie odezwała, mierząc jedynie Ducette przeciągłym spojrzeniem osoby, która uważa się – słusznie! - za lepszą od swojego oponenta.
- Groziła mi pani pobiciem, a teraz mam pani zaufać i spotykać się w jakichś... ciemnych zaułkach? – opanowany ton głosu przeczył całej burzy emocji widocznych w oczach i długim, ciężkim oddechom. - Bo rzuciła mi pani kilka wydruków z policyjnych baz danych jak przynętę – zdobytych nielegalnie i stanowiących w sądzie zerową wartość dowodową, chociaż i ją, i ewentualnych śledczych taki wydruk mógł naprowadzić na właściwy trop i pomóc w zdobyciu rzetelnych dowodów – ale przy okazji postawiła swoje warunki współpracy? - gniewnie zastukała swoimi idealnie wypielęgnowanymi palcami zakończonymi idealnie wypielęgnowanymi paznokciami o blat drewnianego biurka (idealnie zakonserwowanego i odnowionego) i rzuciła Billie jadowite spojrzenie. Nawet nie wiedziała, że stać ją jeszcze na taki kąśliwy wzrok, który wykształciła sobie podczas lat prawniczej praktyki, ale którego w ostatnim czasie nie używała. Nie było potrzeby.
Widocznie tak to działało w czarnych gettach. Stawiało się warunki, zawierało transakcje wiązane i liczyło na to, że w międzyczasie żadna ze stron nie zostanie zamordowana. W jej świecie warunki spisywano na papierze, a wszelkie złamanie choćby jednego paragrafu kończyło się ugodą albo wielomilionowymi odszkodowaniami. Poza sprawą Reggiego Bella, która zakończyła się jeszcze przed swoim rozpoczęciem.
- Zastanowię się – powiedziała bez przekonania, nie mogąc dojść ładu sama ze sobą, czy bardziej kusi ją wizja wywalenia tego czarnego babska ze swojego gabinetu na kopach, czy wykorzystanie jej niewątpliwego talentu do nielegalnych zadań grzebania w miejscach, które obwarowane były różnymi zabezpieczeniami. Ciężki wybór. - Najpierw muszę porozmawiać z rodzinami – stuknęła w teczkę z dokumentami – i potwierdzić pani rewelacje. - Może to tylko pierwszy w historii zbieg okoliczności. Może kiedyś słonie potrafiły latać. Prawdopodobieństwo obu sytuacji było jednakowe.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Billie Ducette


Jestem w Chicago od
zawsze



31
hakerka, włamywaczka

Black Dukato

Mieszkam w
Englewood

Sekani Billie

Ducette

Wysłany: 23 Marzec 2019, 17:08   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Charlie & Skylar


Bez przejęcia, a nawet z uśmiechem, którego nawet nie starała się zwalczyć, słuchała słów złowieszczej Sary. Każda miała swoje prawa do wypowiedzenia paru słów więcej albo mniej, ale to, że Billie przekroczyła granicę białego ludu nie oznaczało szybkiego wymarszu. Nie zamierzała ugiąć się pod pretensjami o przekroczenie granic, czego z pewnością dokonała robiąc o dwa kroki za dużo (w związku z przyniesioną teczką oraz swymi warunkami), dlatego nic nie mówiła, ale też nie wykłócała o swe zdanie. Nie było o co. Powiedziała co zamierzała i wcale nie zamierzała zmieniać podejścia. Linden albo przyjmie te warunki albo nic tu po Ducette.
Wzruszenie ramion.
Tyle miała do powiedzenia w kwestii oskarżeń o to, jak wielce nieodpowiedzialnie i nie fair zachowała się teraz. Złość Sary troszkę ją bawiła i zarazem pokazywała, że kobieta nie da sobie w kaszę dmuchać. Może faktycznie była odpowiednią osobą do tego, żeby pociągać ów sprawę? Mimo ryzyka i okropnych konsekwencji będzie w stanie to udźwignąć? Kto wie? Nie Billie, która co do jednego posiadała pewność – Sarah pożałuje tego, że zdecydowała się rozgrzebywać tę sprawę, stawać naprzeciwko kogoś, kogo nikt przez wiele lat nie mógł tknąć.
Uniosła ręce w geście poddania i jakby nigdy nic wstała z miejsca. Może i była bezczelna oraz obsceniczna, ale uszy myła, więc zrozumiała aluzję. Pora się zwijać i najpewniej zapomnieć o pani prawnik, o której przeczyta za jakiś czas w dziale z nekrologami.
- Proszę nie chować pazurów. Przydadzą się. – rada na przyszłość, wraz z którą sięgnęła po kask nie ciążący już na biurku pani prawnik. Co najmniej, jakby zabrano z niego pokaźny głaz. - Jeżeli się pani nie zdecyduje – na współpracę z nią. – niech uzna tę teczkę za prezent. – bo na pewno nie był to podarek przeprosinowy za traktowanie Sary tak a nie inaczej, czyli jak włamywaczkę, którą przecież była bezpardonowo pakując do mieszkania Billie. – W razie czego, wie pani gdzie mnie szukać. – podeszła do drzwi i na chwilę się zawahała, bo mimo luźnego podejścia do sprawy, nosiła w sobie wiele obaw. Mogła nie lubić białych nadąsanych damulek, ale miała na tyle serca by przejmować się człowiekiem samym w sobie. Szkoda tak ładnej buźki i najpewniej niezłej prawniczki, ale to już nie problem Billie, która z takim właśnie podejściem zamierzała opuścić to miejsce. – Przed wszystkim radzę się wyspać. – bo teraz Sarah nie wyglądała najlepiej. – Czeka cię długa walka. – albo krótsza, jeżeli ktoś się do niej dobierze. Wszystko zależało od kaprysu osób oskarżanych, a tych Ducette znała zbyt dobrze by sądzić, że tak łatwo odpuszczą. – Do nie zobaczenia. – pożegnała się i zostawiła Linden samą w pustym oraz cichym gabinecie, w którym jedynie akta przed nią krzyczały o to by je przejrzeć. Nie było mowy o odpoczynku.
z/t x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 9