Poprzedni temat «» Następny temat
Superior Street
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 1 Czerwiec 2016, 08:28   Superior Street

[align=center:7d3d92c4e2][/align:7d3d92c4e2]
 


profil
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 10 Lipiec 2016, 18:28   

Może i Averill w całej tej sytuacji ze swoją żoną i umierającym powoli małżeństwem, był żałosny, ale nie na tyle, by pozwolić się jej bić! Chciał żonę odzyskać, ale nie za wszelką cenę, jednak. A bynajmniej nie za tak wysoką, jaką była całkowita utrata godności i życie w ciągłym strachu przed jej surową dłonią, ot. Dopiero teraz właściwie był w stanie pomyśleć o reakcji swoich przełożonych, na jego widok jutro wieczorem. Miał nocną zmianę, więc posiadał mnóstwo czasu, żeby odespać dzisiejszą noc, ale drzemka nie pomoże na opuchliznę i blizny na twarzy.
Uniósł brwi ku górze, słysząc jej żałosne stwierdzenie, że nie nadaje się do związków i napełnił jej kieliszek, gdyby miała pusty. - Nie pierdol, na pewno ktoś kiedyś uklęknie przed tobą na jedno kolano. - stwierdził tonem nieznoszącym sprzeciwu, przekonany o swej słuszności. Na pewno są mężczyźni, którzy docenią jej zamiłowanie do alkoholu i to, jaką była twardą babką. Niemalże zakrztusił się wódką, którą teraz pochłaniał, kiedy wyznała, że podoba jej się Bob. - Cholera, nawet on ma większe branie ode mnie. Co w nim takiego jest? - wyznał zmartwiony, spuszczając wzrok na podłogę. - To te jego zapadnięte oczy i postępująca łysina, tak? - zapytał smutnym tonem, podnosząc spojrzenie ciemnych oczu na panią detektyw. Kącik jego ust jednak zaraz drgnął. Nie był w stanie mówić o tym poważnie. Zaraz jednak jego uwagę odwróciło jedzenie przyniesione przez brunetkę i choć mógł się nim zadowolić, kebab brzmiał zdecydowanie lepiej!
Patrzył na nią wyczekująco, nie rozumiejąc, w czym Rhodes widzi problem. Nie chciała mu chyba powiedzieć, że zarekwirowanie kebaba w jakiejś podrzędnej budzie z żarciem to dla niej taki wielki problem? Musiała mieć jakąś władzę jako pani policjant i czasem z niej korzystać. Niech nie mówi, że nie i nie niszczy jego światopoglądu! Odetchnął z ulgą, kiedy się zgodziła i wycelował w nią palec wskazujący, kiwając z aprobatą głową. - No i takie podejście rozumiem. - stwierdził, pewnie udzielając jej pomocy w poszukiwaniach zaginionej odznaki. W rzeczywistości jednak bardziej przeszkadzał niż rzeczywiście przyczyniał się do jej odnalezienia, grzebiąc jej w szafce z bielizną, jakby liczył, że to tam Rhodes chowa swoją broń i policyjną legitymację. Czekając, aż wreszcie będą mogli wyjść, zdążył jeszcze wziąć kilka łyków wódki prosto z butelki, krzywiąc się przy tym nieznacznie. W obecnym stanie wyglądał jak przykład człowieka pochodzącego z rodziny patologicznej.
W wyjątkowo dobrym humorze, jak na kogoś, kto właśnie został pobity, skierował swe kroki do windy, ciągnąc Rhodes za sobą ze słowami, że jeszcze za mało wypiła. Był zmuszony zatem poić ją magiczną Żubrówką w windzie, by kiedy już wyjdą na dwór, była odpowiednio wstawiona, ot. Odrobinę chwiejnym krokiem wyszedł z ich środku transportu, z przyjaciółką pod ręką i ruszyli w stronę najbliższej budki z kebabem, z pewnością błądząc po drodze. Kiedy już ją odnaleźli, z jego ust zapewne wydobył się pełen radości okrzyk jedzenie! i podszedł do okienka, opierając się o ladę.
- Dzień dobry. Ta pani jest policjantką. - Przyciągnął kobietę do siebie, żeby zaprezentować ją zdezorientowanemu turkowi. Szturchnął ją, dając jej do zrozumienia, że teraz jej kolej, bo on nie posiada odznaki. - Na dzielni chodzą słuchy, że w waszym kebabie w bułce z sosem pikantnym i baraniną, ale bez pomidora... przemycacie narkotyki. Musimy to sprawdzić. - wtrącił się pewnie w pół słowa, siląc się na największą powagę i groźny wyraz twarzy. Z tym drugim nie było wcale trudno. Szturchnął Rhodes raz jeszcze, mówiąc ciche No pokaż panu! w nadziei, że jego przyjaciółka dobrze to rozegra. Zaraz jednak odwrócił się w stronę pana turka i wykonał w jego kierunku gest z rodzaju I see you.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 10 Lipiec 2016, 19:57   

Doskonale się złożyło, że Nikki szukała swojej odznaki w kompletnie innym pomieszczeniu! Gdyby zobaczyła Averilla przy swojej szufladzie z bielizną, najpewniej wyszedłby stąd z jeszcze jednym limem, tym razem już nie nabitym przez Wheelera. Chociaż, może nie? Wstawiona Rhodes była całkiem miła, więc pewnie ograniczyłaby się jedynie do zabrania mu wódki za karę. (co byłoby nawet gorsze, ale ok)
W każdym razie - kiedy wreszcie udało im się dotrzeć do windy i Jake niemal wmuszał w nią alkohol, wcale jakoś specjalnie nie protestowała. Już dawno przekroczyła ten stan, w którym zdawałaby sobie sprawę, że chodzenie po pijaku po ulicach Chicago jest niedozwolone. Ba! Wstawiła się na tyle, że nadal uważała grożenie Turkowi odznaką za świetny pomysł. Pewnie dlatego nie sądziła, by jeszcze trochę procent w jakikolwiek sposób miało jej zaszkodzić.
- A propos tego, co mówiłeś... już klękali. Nawet na dwa kolana, zazwyczaj mówiąc przy tym coś w stylu ,,pani kochana, ja naprawdę nie mam pojęcia, skąd te dwa gramy wzięły się w moim bagażniku" - wykrzyknęła zupełnie poważnie i wzięła jeszcze dwa łyki czystej, bardzo starając się przy tym nie zwymiotować. - I wiesz, że coś jest w tej łysinie? Ponoć w Polsce ostatnio panuje na nią moda, definitywnie ciągnie mnie do tego kraju - stwierdziła z rozbawieniem, opierając czoło o jego ramię i przymykając oczy. Gdyby nie to, najpewniej zaliczyłaby pierwszy upadek tego wieczoru - i kto tu wygląda na przykład osoby z rodziny patologicznej???
Bardzo możliwe, że zasnęłaby w tej pozycji - ale winda szybko dotarła na miejsce, a Jake wyjątkowo ochoczo pociągnął ją za sobą. Bez jej odznaki zero kebabu, wiadomo! Przez jakiś czas pałętali się po ulicy (Nikki dałaby sobie głowę uciąć, że trzy razy mijali sklep, który na wystawie miał stary plakat Hanny Montany), ale wreszcie dotarli tam, gdzie mieli dostać się od samego początku.
W związku z tym, że miała teraz zwolniony tok myślenia - plus alkohol spowodował, że sama zgłodniała - wpatrywała się z rozchylonymi ustami w kurczaka z rożna. Ocknęła się dopiero, gdy Jake przyciągnął ją do siebie - za co najpierw uraczyła go pełnym wyrzutu spojrzeniem, a potem zerknęła na pana stojącego za ladą.
- Witam serdecznie! - rzuciła na powitanie, szczerząc zęby w uśmiechu. - Detektyw Nikki Rhodes, słyszałam... - Nie zdążyła dokończyć, bo Jake wtrącił się w pół słowa. Z całej siły starała się zachować powagę (autentycznie!), ale wszystko szlag trafił - gdy tylko przeniosła na niego swoje spojrzenie, roześmiała się w najlepsze, niszcząc cały misterny plan.
Nie, żeby od razu się poddała! Odwróciła się tyłem do sprzedawcy, kręcąc delikatnie głową i próbując opanować kolejny napad. Przy okazji, od razu sięgnęła do tylnej kieszeni po odznakę, której... wcale tam nie było. Z paniką wypisaną na twarzy zerknęła na Averilla, zaczynając obmacywać się po wszystkich częściach ciała, w pobliżu których mogła ją umieścić. Jeszcze trochę i pewnie łzy napłynęłyby jej do oczu, ale przekochany pan turek odchrząknął.
- Tego pani...
- Właśnie! - przerwała, wyrywając drobiazg z jego dłoni. Najwidoczniej zostawiła ją na ladzie wtedy, gdy śliniła się do kurczaka z rożna. - Kocham pana - oznajmiła, najwyraźniej wchodząc w kolejne stadium upojenia alkoholowego (#wyznawaniemiłościwszystkimwokół), jednak po chwili dotarło do niej, co w praktyce miała zrobić. Wyprostowała się dumnie, wreszcie pokazując swój identyfikator (do góry nogami, ale zawsze) i unosząc brew. Pan Turek wyglądał raczej na rozbawionego niż przejętego, ale wcale jej to nie przeszkadzało. - Tak jak mówił mój kolega, jesteśmy zmuszeni skonfiskować panu dwa kebaby. Wszystko w imię prawa, oczywiście - zapewniła, a żeby dodać sobie chociaż odrobinę pewności siebie - albo, żeby to Jake dodał cokolwiek - złapała go pod rękę, nie odrywając wzroku od sprzedawcy. Koniec końców, to ona złamała się pod spojrzeniem starszego pana i przygryzając wargę, zdołała cicho wymamrotać; - Proszę?
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 11 Lipiec 2016, 01:18   

Trochę nie pojmował jej fascynacji jakimś krajem w Europie, o którym prawie nic nie wiedział. Może to wszystko było spowodowane jej pociągiem do żyjących w Chicago Polaków? Kto ją tam wie. Zmarszczył nos i ponownie tego pożałował. Znieczulenie może i działało, alkohol przyjemnie przytępiał zmysły i pozwalał mu nie myśleć o spuchniętej twarzy oraz obolałych żebrach, ale dostał na tyle porządnie, że byłby chyba głupi, gdyby wierzył, że po wódce ból zniknie całkowicie. Nawet, po ich magicznej Żubrówce.
- Czy ty kiedykolwiek w ogóle byłaś w tej Polsce? - Rozłożył ręce, nie rozumiejąc, czemu tak ciągle nawiązuje do polskości w swojej wypowiedzi. Pogłaskał ją po głowie, kiedy się o niego oparła, ale nie mógł jej pozwolić, by zasnęła mu w tej windzie, więc z tego amoku wyrwał ją gwałtownym szarpnięciem, kiedy zatrzymali się na parterze.
Szedł z nią dziarskim krokiem przez miasto, ale dzisiejszego wieczoru darował sobie wesołe przyśpiewki. Jedyne, co miałby ochotę zanucić, to marsz pogrzebowy podczas gdy kilku rosłych facetów niesie trumnę z martwym Calebem w środku. Z tego pięknego marzenia wyrwał go jednak widok jarzjącej się na czerwono, całodobowej budki z jedzeniem. Urabiał pana turka jak tylko mógł, coby nie odejść z pustymi rękoma.
Toteż nie mógł uwierzyć, że tak szybko pozwoliła sobie na rozkojarzenie. A co z ich misją? Czy w pracy też tak łatwo się dekoncentruje? Kiwnął głową zadowolony, kiedy zaczęła mówić, ale że zaraz jej przerwał, nie trwało to długo. Posłał jej gniewne spojrzenie, kiedy zaczęła się śmiać, niszcząc ich misterny plan. Turek nie wiedział chyba co się dzieje i tylko przyglądał się tej dwójce, z zakłopotaniem. Zauważył jej panikę i niemalże obrażony, skrzyżował ramiona. - No nie mów mi, że kurwa zapomniałaś odznaki. Teraz nigdy nie weźmie nas na poważnie. - powiedział z wyrzutem, rzucając jej wymowne spojrzenie spode łba. Jakby w ogóle w jakiejkolwiek chwili, mężczyzna miał ich brać na poważnie, ech. Szturchnął ją po raz trzeci, kiedy wyznała miłość obcemu facetowi w budce z kebabem. - A co z Bobem? - zapytał, niemalże zasmucony, bo najwidoczniej nie nadążał za bujnym życiem miłosnym Rhodes. Odwracając się w stronę sprzedawcy, stwierdził jeszcze, że to on kocha go bardziej.
Pozwolił jej się złapać pod rękę i zachwiał się nieco, kiedy to zrobiła, chyba zaskoczony tym nagłym gestem. - Dwa. Ale jeden bez pomidora... Rhodes, czy ty chcesz pomidora? - Przyszło mu do głowy, że może jednak chciałaby zachować te warzywo w swojej porcji. Przekonany o tym, że turek chyba jednak nie rozumie po angielsku, pokazał mu na palcach, ile tych kebabów chcą i uśmiechnął się zadowolony do swojej towarzyszki. Facet chyba jednak doskonale ich zrozumiał, bo już był gotów zamknąć okienko, kiedy Jake przytrzymał je dłonią. Nachylił się do mężczyzny i rzekł konspiracyjnym szeptem: - Dwa kebaby za randkę z tą panią. - Puścił do turka oczko, po czym zaprezentował mu Rhodes najlepiej jak potrafił, wykonując przy tym dziwne gesty dłonią, mające okalać jej sylwetkę. Czy on właśnie sprzedał swoją przyjaciółkę za dwa kebaby? No najwyraźniej tak.
Facet zniknął gdzieś wewnątrz swego przybytku i Averill już myślał, że polegli, więc odwrócił się zrezygnowany na pięcie, by móc wpaść w ramiona swej przyjaciółki z rozpaczą wymalowaną na twarzy. Na jego szczęście jednak, facet zaczął przyrządzać jedzenie i już po chwili dwa kebaby (jeden bez pomidora!) wylądowały w ich dłoniach. Kiedy już przysiedli sobie elegancko na krawężniku, wręcz zmusił Rhodes do wypicia za ich sukces. - Do dupy z ciebie glina, nawet kebaba zarekwirować nie potrafisz. - postanowił jej to wytknąć, ale mimo wszystko, żeby się na niego nie gniewała, poczochrał jej włosy.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 11 Lipiec 2016, 03:01   

No właśnie - zupełnie, jakby pan Turek zamierzał wziąć ich na poważnie chociaż przez krótką chwilę! Poza tym, naprawdę poczuła się dotknięta brakiem wsparcia ze strony Jake'a. Hej, kiedy posiadała odznakę, to byli zespołem, bo mógł zdobyć kebab - a w razie problemów, to wszystko była jej wina? W każdym razie, kochany pan Turek uratował ich ekipę od rozłamu, odnajdując zgubę.
- Bob wie, że mam problem ze stałością w uczuciach. Na pewno mi wybaczy - stwierdziła, kiwając głową, jakby na potwierdzenie swoich racji. W gruncie rzeczy, jej słowa były bardzo dalekie od prawdy. Przez dziesięć lat była wierna osobie, z którą utrzymywała kontakt listowny - więc tak, chyba jednak była stała w uczuciach. Bob nie musiał martwić się o jej puszczalstwo! - I oczywiście, że chcę. Nie nauczyli cię, że pomidor jest zdrowy, Averill? Przy takim trybie życia, pijąc hektolitry wódki i jedząc kebaby w środku nocy, nie dożyjesz nawet czterdziestki.
Z nią sytuacja miała się już nieco inaczej; obecność pomidora całkowicie zmieniała stan rzeczy!
W każdym razie, była zbyt zakręcona, żeby od razu zorientować się w sytuacji. Niby obserwowała poczynania strażaka, ale dopiero, gdy zaczął ,,prezentować" jej sylwetkę podstarzałemu sprzedawcy, zrozumiała, o co chodzi. Nie przestała szczerzyć zębów, dopóki pan Turek nie zniknął gdzieś wewnątrz budki; ale kiedy faktycznie już go nie dostrzegała, posłała Jake'owi mordercze spojrzenie.
- Poważnie? Dwa kebaby? Tyle jestem dla ciebie warta, bohaterze od ratowania kotów z wierzb rosnących przy ogródkach starszych pań? - wypaliła, będąc zupełnie pewną, że to pocisk najwyższych lotów. Alkohol trochę zmieniał pogląd na świat, jednak. Ku jej zaskoczeniu, jego plan godny geniusza zła się sprawdził, bo starszy pan faktycznie przyniósł im jedzenie. - Cóż, tak też może być - skwitowała z rezygnacją, wzruszając delikatnie ramionami.
Chyba nieco zbyt gwałtownie wyrwała kebab z jego dłoni (jeszcze trochę obrażona, najwidoczniej) i ruszyła przodem, bo na pewno nie zamierzała zostać w pobliżu swojej nowej, potencjalnej miłości. Co by Bob powiedział? Niemniej, usiedli na krawężniku - z kilkaset metrów dalej - i w tym miejscu już faktycznie było dosyć spokojnie.
- Przestań narzekać, bo zacznę nazywać cię Cristiano - zagroziła (a była to już groźba najwyższych lotów!), ale nie miała siły zbyt długo się wściekać. Po primo dlatego, że zniszczył jej fryzurę i po secundo, bo nadal trzymał żubrówkę. Koniec końców, zerknęła na niego spod byka i parsknęła pod nosem. - Nie, żeby coś, ale gdyby nie ja, to w ogóle nie pożerałbyś teraz tego kebaba. ,,Dziękuję" by mi wystarczyło - zapewniła, machając ponaglająco dłonią. W głębi duszy jakoś wcale nie spodziewała się okazania wdzięczności, dlatego koniec końców zgodziła się wziąć kolejnego łyka. Powinna przygotować się na to, że zaraz straci przytomność - bez dwóch zdań! - Wiesz co, Cristiano? To jest obrzydliwe - stwierdziła wreszcie.
Później zajęła się jedzeniem kebaba - ale zdołała wziąć zaledwie kilka gryzów, zanim zrobiło jej się niedobrze. Fuj! Nie zamierzała przy nim haftować, na takim etapie znajomości nie była nawet z London - dlatego wspaniałomyślnie oddała mu swoje jedzenie, a sama położyła się na chodniku, modląc się w duchu, by falowanie w żołądku (i głowie, przy okazji), ustało. Przez chwilę nie otwierała oczu, ale gdy w końcu to zrobiła - doznała lekkiego szoku.
- Jake, widzę podwójnie - oznajmiła nagle. To, że użyła jego imienia powinno argumentować, że sytuacja jest bardzo poważna. Niemniej, w pewnym momencie jedna z gwiazd zaczęła spadać; i o czym mogła pomyśleć Nikki? O wypowiedzeniu życzenia? Ależ nigdy w życiu! - Widzisz tę spadającą gwiazdę? Za kilka minut pierdolnie o ziemię i ulegnie takiemu samemu zniszczeniu, jak marzenia pana Turka, że faktycznie się z nim umówię.
Bo grunt to empatia!
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 11 Lipiec 2016, 23:05   

W głowie mu się kręciło, obraz był nieco rozmyty i złe samopoczucie odeszło w zapomnienie. Alkohol odebrał mu możliwość trzeźwej oceny sytuacji, więc na pytanie, czy rzeczywiście sądził, że ich plan zdobycia kebaba się powiedzie, odpowiedź brzmiała tak. Ich urok osobisty zresztą wszystko załatwił. A właściwie urok Nikki, Jake tym razem został mózgiem operacji. Może to i lepiej, biorąc pod uwagę stan, w jakim się obecnie znajdował. Zakrwawiona koszulka, pokiereszowana twarz... Dobrze, że pan turek nie postanowił wezwać policji, kiedy tylko ich zobaczył. Bardziej prawdopodobne wydawało się bowiem, że tę policyjną odznakę ukradli lub podrobili, niż że rzeczywiście Rhodes była poważnym, szanowanym stróżem prawa.
- Czyli zostało mi... - zaczął liczyć na palcach, po czym kontynuował - Jakieś 12 lat. Hej, to całkiem sporo! - Jej wypowiedź nie przyniosła oczekiwanego skutku, bo dla Averilla taki bilans wydawał się całkiem korzystny i jeśli to oznaczało, że przez te 12 lat może korzystać z życia, to tyle powinno mu w zupełności wystarczyć. Nabierze kredytów i poleci na Malediwy, a jak go Rhodes tak będzie pouczać, to jej ze sobą nie zabierze, phi!
- No mogłem powiedzieć, żeby dorzucił jeszcze colę, ale nie chciałem przeginać struny. - Uniósł ręce w obronnym geście, kiedy przyjaciółka posłała mu mordercze spojrzenie. Nie chciał wykorzystywać nadto dobroci mężczyzny przygotowującego im kebaba, czując, że im większe wymagania postawi, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że zje tej nocy coś lepszego niż makaron z zupki chińskiej. Zasmucił się nawet na moment, kiedy tak krytykowała jego poczynania. Zwłaszcza, że okazały się skuteczne. Poczuł się niedoceniany i zbrukany, więc na moment sam się na nią obraził. O chowaniu urazy zapomniał jednak szybko, bo już w chwili, w której wgryzł się w trzymaną przez siebie bułkę. Pewnie nie był w stanie przeczekać tych kilkuset metrów, zanim postanowili usiąść, więc zaczął zajadać się kebabem niczym jaskiniowiec, w czasie ich wędrówki. To by też wyjaśniało chwilowe milczenie z jego strony. Był zbyt zajęty pochłanianiem jedzenia.
Wyrwała go z amoku swoją okropną groźbą, ale Jake nie sądził, by była zdolna posunąć się do takiej ostateczności, więc posłał jej tylko spojrzenie mówiące no proszę cię. Nie zasłużył sobie na takie traktowanie! Na moment zaprzestał nawet jedzenia, żeby w spokoju przetrawić jej słowa. - Gdyby nie ty... to zaoferowałbym mu randkę ze sobą. - stwierdził, jakby to była najoczywistsza oczywistość i pomachał jej palcem przed oczami, ostatecznie kierując go w swoją stronę. Koordynacja ruchowa to jednak było coś w tej chwili niepojętego, więc kiedy machał tak wolną dłonią w powietrzu, druga również poszła w ruch i niemalże pożegnał się ze swoim kebabem na zawsze. Ostatecznie udało mu się nie wypuścić go z rąk i przycisnął go do siebie, jakby był jego słońcem i księżycem, ostatnią kroplą wody na pustyni, ukochanym potomkiem, najdroższą odmianą żubrówki, spoconą koszulką Leo Messiego... - no sama rozumiesz. Ten akt miłości w stronę kebaba w bułce z sosem pikantnym, ale bez pomidora, skutecznie przerwała jego towarzyszka, obrażając nie tylko jego samego, ale i zdolności pana turka. - No jest. Mówiłem: bez pomidora! To nie, uparłaś się na zdrowe jedzenie. - wzruszył ramionami, wytykając jej błąd. Głupiutka pani detektyw. - I jeszcze raz nazwiesz mnie Cristiano, to skopię ci tyłek.
Owszem, jedzenie nie miało jakości najwyższych lotów, ale dla głodnego, pijanego Averilla było w zupełności wystarczające. Zresztą, odkąd opuściła go żona, znacznie obniżył swoje standardy żywieniowe celem przetrwania. Zaniepokoił się, kiedy kobieta położyła się na chodniku. Szturchnął ją zatem nogą, żeby sprawdzić, czy jeszcze żyje. Nie chciałby być zmuszonym do zakopywania jej zwłok tak teraz, w środku miasta. Skąd on by wziął łopatę? - Bo za mało jeszcze wypiłaś. - odparł nieco ironicznie, kiedy postanowiła poinformować go o swoim stanie. Podwójny Jake? Podwójna przyjemność. Nie rozumiem, na co ona narzekała. Odruchowo spojrzał w niebo. - Jeśli zaraz umrzemy, to chcę, żebyś wiedziała, że jesteś najlepszą alkoholiczką, jaką w życiu poznałem. - Uroczo! Odłożył kebaba, którego mu wcześniej wręczyła na bok, powoli kończąc jeść tego, którego sam zamówił. Wtedy też przeniósł spojrzenie na swoje buty i nim odezwał się ponownie, wziął głęboki oddech.
- Nosz kurwa, Rhodes! Ta pizda zwana Wheelerem ubrudziła mi buty swoją krwią. - Tragedia, doprawdy. Nigdy w życiu nie przejmował się swoimi butami, więc ta cała szopka w jego wykonaniu była wręcz komiczna. Opadł z rezygnacją na chodnik tuż obok niej i uniósł lewą stopę tak, by jego przyjaciółka mogła ocenić stan jego obuwia bez konieczności podnoszenia się do pozycji siedzącej.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 12 Lipiec 2016, 00:30   

No właśnie, zaledwie dwanaście lat! Nikki dawała sobie jeszcze z minimum pięćdziesiąt, a na pewno nie zamierzała co sobotę łazić na grób Averilla - z bukietem chryzantem w jednej ręce, a wódką w drugiej. Znacznie bardziej wolała te pijackie soboty spędzać z gadającym Averillem, dlatego już teraz postawiła sobie za cel zadbanie o jego dietę! Koniec z pozbywaniem się pomidora!
Słysząc część o tym, że równie dobrze mógł poprosić o colę, ale nie chciał przeginać struny - Rhodes obdarzyła go kuksańcem w bok. I dopiero chwilę później zorientowała się, że jeszcze kilka godzin temu bił się z Wheelerem - dlatego też wydała z siebie głośne jęknięcie, unosząc dłonie w obronnym geście.
- Byłaby ze mnie najgorsza pielęgniarka na świecie - stwierdziła bez zastanowienia, przygryzając delikatnie wargę i czekając, aż Jake upewni ją w tym, że jednak go nie zabiła. Kiedy już to zrobił, odetchnęła pod nosem... a sekundę później uniosła wargi w pełnym rozbawienia uśmiechu. - Tylko Frankenstein chciałby iść z tobą na randkę. Nie dałabym za ciebie nawet jednego kebaba, a co dopiero mówić o dwóch - stwierdziła, tykając go palcem w klatkę piersiową (tym razem nie tak mocno, dobra) coby zabrzmieć najpoważniej na świecie. Za dużo babeczek sikało w majtki na sam jego widok, trzeba było obniżyć mu samoocenę! No, ale nawet miała się już odczepić - kiedy odezwał się po raz kolejny, a Nikks tylko niebezpiecznie zmrużyła powieki. - Nigdy w życiu nie skopałbyś mi tyłka... - mruknęła najpewniej na świecie, na chwilę zmniejszając dystans między nimi i wreszcie kończąc zdanie (i strzelając przy tym minę jak Pepe, gdy mu mówią, że chodzi o kopanie piłki, a nie przeciwnika) : - Cristiano.
Zaraz potem pewnie opadła na ten nieszczęsny chodnik, a Jake empatycznie sprawdzał, czy żyje, z pomocą swojej nogi. Spiorunowała go za to spojrzeniem (zołza, przecież miał dobre zamiary!), ale i tak nie zdążyła się odezwać, bo ją wyprzedził. Nie mogła wziąć ani łyka alkoholu więcej, przynajmniej jeszcze nie teraz, więc nabrała powietrza w policzki niczym obrażone dziecko i skrzyżowała ręce pod piersiami.
- Nie naciskaj. Mówiłam ci, że i tak nie będę wystarczająco pijana - przypomniała, chociaż bez problemu wyłapała ironię w jego głosie. Nie zareagowała na nią z jednego, jedynego na świecie powodu; żeby mu dokuczyć, standardowo. Wtedy jednak Jake powiedział coś, na co lód w jej sercu nieco się roztopił, a wszystkie nastolatki na sali kinowej wyrzuciły z siebie głośne ,,awwww". Mówię ci, tak właśnie było! Nikks nawet uniosła wargi w uśmiechu godnym pedofila, wpatrując się w - schlanego w trzy dupy - Averilla. - Och, Jake! To chyba... najgorszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam od faceta - zdradziła, teatralnie chwytając się za serce i głęboko wzdychając. - Niech ci będzie, może jesteś troszeczkę uroczy. Ociupinkę - mruknęła jeszcze, wznosząc się na wyżyny bycia sympatyczną.
Czar prysł już sekundę później, kiedy Averill wydarł się niczym rodząca kobieta i opadł na chodnik, tuż obok niej. Nie miała nawet okazji zapytać, o co mu chodzi, bo już podnosił girę do góry!
- Nie jęcz! To trochę oznaka męstwa, nie? - stwierdziła, obracając głowę w bok i przez chwilę przyglądając się brunetowi, w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję. Na jakieś poparcie; ale nie doczekała się go, zupełnie jak Korwin w ostatnich wyborach. W każdym razie, jeszcze przez chwilę nie odwracała spojrzenia; a gdy i Averill spojrzał na nią, wyleciała z kolejnym, świetnym pomysłem; - Chodźmy kupić ci buty. A jeśli nie kupić, to pożyczyć je ze sklepu.
Była stuprocentowo pewna, że to świetny pomysł! Ha, nie tylko Jake dzisiaj na takie wpadał! Coby pokazać swój entuzjazm, spróbowała podnieść się z ziemi. W rzeczywistości zajęło jej to pięć razy więcej czasu, niż zazwyczaj i chyba nawet nadepnęła mu na rękę, ale ostatecznie stała na własnych nogach.
- No wstawaj, przecież nie będę cię podno... - Nie zdążyła skończyć. Nie była w stanie ustać prosto, a cofając się do tyłu (w sam środek ulicy), nagle wpadła na coś miękkiego. Jęknęła cicho i odwróciła głowę, żeby zobaczyć... potężną panią policjantkę, w mundurze smerfa i z pudełkiem pączków pod ręką. - Ups, kurwa - wypaliła, zanim w ogóle ugryzła się w język. Szybko jednak uniosła wargi w przepraszającym uśmiechu, wskazując kciukiem na (leżącego na ziemi) Averilla. - Nie chciałaby się pani z nim umówić?
Vi za vi! Planem awaryjnym było okazanie odznaki i wywołanie respektu w dzielnicowej, bo jeśli aspirowali oni na wyższe stanowiska, to raczej utrzymywali dobre stosunki z członkami wywiadu. Nie była tylko pewna, czy tej pani taka luźna praca przypadkiem nie odpowiadała!
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 12 Lipiec 2016, 23:23   

Wiem, że Averill często sprawiał wrażenie takiego, któremu spieszno do śmierci, ale w rzeczywistości, aż tak bardzo z tego ziemskiego padołu odchodzić nie chciał, żeby już teraz zastanawiać się nad tym, jaki wybrać nagrobek i jakiego koloru chciałby chryzantemy. Mogła jeszcze zatem odetchnąć z ulgą. Miała go na całe 12 lat. 12 lat szczęścia! Może za 20 by się już jej znudził? Nikki by się zestarzała, wypady na miasto w środku nocy z żubrówką pod pachą przestałyby ją bawić, a biedny Jake straciłby przyjaciółkę. Wyobraź tylko to sobie. Aż mu się przykro na moment zrobiło na tę myśl. Ale tylko na moment, bo zaraz została zastąpiona inną myślą, o kebabie najpewniej. I marzyłby sobie dalej o pysznych kebabach bez pomidora czekających na niego w łóżku, odzianych tylko w skąpą bieliznę, ale... dostał od panny Rhodes w żebra. W żebra, które wcześniej ucierpiały przy spotkaniu z butem Wheelera. Więc skulił się na moment, posyłając jej mordercze spojrzenie.
- Nie uczyli cię, że się nie kopie leżącego? Czyś ty oszalała? - prychnął, prostując się zaraz, coby nie było, że z niego taki mięczak. Znieczulenie nie zadziała, jeśli ona będzie dążyła do tego, żeby trafił do szpitala! Zignorował nawet jej obelgę, zbyt skupiony na bólu, który ponownie się odezwał. Wywrócił jedynie oczami i po chwili znowu patrzył na nią spode łba. Nawet nie drgnął, kiedy zaczęła się do niego niebezpiecznie zbliżać. Jego spojrzenie wciąż było utkwione w przyjaciółce, kiedy znowu to zrobiła. Znowu nazwała go Krystyną. Skoro już się trzymamy piłkarskich metafor, to przybrał wyraz twarzy jak Suarez przed ugryzieniem swojego przeciwnika. Choć był z niej smakowity kąsek, powstrzymał się jednak przed tym czynem. - Masz szczęście, że trzymam teraz kebaba i leczę rany wojenne. - poinformował ją, bo gdyby nie to, leżałaby już na chodniku, a on na niej, dociskając ją do ziemi ciężarem własnego ciała. Shit, to wcale nie brzmi groźnie. Ale takie by było, okej?
- Gdybym nie cuchnął teraz spoconym turkiem i krwią Wheelera, już dawno wykorzystałabyś mnie tu, pod tą latarnią. - prychnął, słysząc jej uwagę, po czym sam sięgnął po żubrówkę stojącą tuż obok jego nogi, by pociągnąć kilka łyków z butelki. Zauważył, że trunku pozostało już naprawdę niewiele, więc podał go kobiecie, ze słowami Do zera, Rhodes. Nie było sensu, by nosili ze sobą niemalże pustą flaszkę. Właściwie to przyjrzał się jej jeszcze raz, zaskoczony nieco tym, jak szybko ten magiczny płyn się ulotnił. Zerknął na chodnik wokół, by sprawdzić, czy przypadkiem niczego nie wylał, ale nie - ani śladu mokrej plamy. Zatem wniosek był jeden... wyparowała. Tylko tak logicznie mógł sobie wytłumaczyć brak wódki. - Widzisz? Już miękną ci kolana, a ja jeszcze nawet nie przeszedłem do ofensywy. - skomentował tylko, kiedy jednak stwierdziła, że jest uroczy. Oczywiście, że był. I to bardzo. Nikki po prostu za wszelką cenę wypierała to ze swojej świadomości.
Machał jej tą nogą przed oczami, dopóki nie uzyskał jakiejkolwiek reakcji z jej strony. Sam, nie mogąc już na swoje buty patrzeć, wbił wzrok w niebo, licząc pod nosem gwiazdy. Nie pytaj, nie wiem po co. - Oznaka męstwa? Czy ty wiesz co świadczy o człowieku? - obruszył się zaraz, żywo przy tym gestykulując dłońmi i kontynuował, nim zdążyła zaproponować kupno butów. - Buty! A jak mam ujebane buty, to jak to o mnie świadczy? No kurwa źle. - stwierdził żałośnie, dopiero teraz odwracając głowę w bok z rozpaczą wypisaną na twarzy. Rozpromienił się jednak, słysząc jej propozycję i sam nawet spróbowałby się podnieść z chodnika, gdyby tak go nie deptała! Syknął pod nosem, już nawet nie siląc się na jakąkolwiek uwagę pod jej kątem. Podniósł się chwilę później, kiedy Rhodes kończyła wypowiadać następne zdanie. Zakręciło mu się w głowie, więc przytrzymał się stojącej obok lampy.
- Będę rzygał. - zakomunikował, ale po sekundzie uniósł palec do góry i mówił dalej - A nie, jednak nie. Fałszywy alarm, możemy iść, Rhodes! - Tym razem nawet pokusił się o entuzjazm. Dopiero teraz zwrócił uwagę na panią policjant, która do nich podeszła. Uśmiechnął się do niej najładniej jak potrafił i nawet wypiął się dumnie, opierając się nonszalancko o tę latarnię, której się tak kurczowo trzymał. - Od dawna nie dotykała mnie żadna kobieta. - wyznał, jakby na zachętę. Niestety, funkcjonariuszka chyba nie była w nastroju na amory i pokręciła z politowaniem głową. A może to była pogarda? Ciężko stwierdzić. Spojrzała krzywo na Averilla i wyraziła zaniepokojenie jego stanem. W końcu był cały we krwi. Zaraz zaczęła zadawać niewygodne pytania i mówić coś o tym, że są pijani, więc Jake zrobił krok do przodu i położył jej rękę na ramieniu. Co się jej kompletnie nie spodobało, tak swoją drogą. - Pani kochana, my, my-y pijani? Ależ skąd. Ona... ona to od roku nie pije.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 00:26   

Halo, tym razem naprawdę tego nie planowała! Nie po to opatrywała go jak profesjonalna pani doktor (#sure), żeby teraz zepsuć wszystkie swoje starania. Postanowiła jednak zignorować ten temat na dłuższą metę, bo Jake'a bardzo przypominał jej teraz Suareza i wystraszyła się, że zostanie mu tak na dłużej.
- Oczywiście, Averill - mruknęła, prychając pod nosem i wykonując palcami gest w stylu ,,blabla". - Broń się kebabem, tak przecież też można - dodała, unosząc z rozbawieniem kącik ust. Nie, żeby uważała go za słabiaka, ani trochę! Był strażakiem, mimo wszystko - a ona była kobietą. I nawet, jeśli obezwładniała zwykłych typów z ulicy, to nie zniżała się do tego, by porównywać ich z profesjonalnym ratownikiem kotów.
Tak czy siak, nadal była gotowa spierać o to, czy w innej sytuacji by go wykorzystała. Może i faktycznie, gdyby znajdowali się po drugiej stronie lustra, rzuciłaby się na niego bez zastanowienia! Teraz jednak wciąż byli po tej, Jake był mężem-nie-uprawiającym-seksu, a ona całkiem niedawno zaplanowała swój celibat. To, że był taki przystojny (#Daddario) nie przekonałoby jej do zmiany zdania.
Mhm, a przynajmniej tak sobie wmawiała!
- Żartujesz? Powinni sprzedawać to jako oryginalny zapach. Wheeler's blood by Calvin Klein - zacytowała odrobinę zmieniony slogan z reklamy swoich ulubionych perfum, kręcąc delikatnie głową. Zaraz dodał coś o mięknięciu kolan, dlatego spojrzała na niego odrobinę krytycznie i parsknęła pod nosem. - Jeśli już ktoś miałby kogoś wykorzystywać, o ile byłaby w ogóle taka możliwość, to nie byłabym to ja - stwierdziła cicho, unosząc znacząco jedną brew. - Proszę cię, Averill. Jak długo miałeś przerwę? Sto lat? Filmy pornograficzne nie będą sprawdzać się bez końca - stwierdziła, chociaż nawiązywała tu bardziej do toksycznej relacji jego i Sam. Wbrew pozorom, nawet jeśli przez 3/4 czasu rzucali do siebie kąśliwymi uwagami, była jego przyjaciółką. I martwiło ją to, że ta hipokrytka zachowuje się w ten sposób, okej!
No ale, teraz nie było czasu na poważne tematy! Zresztą, nawet nie byłoby na nie szans - bo kiedy Jake ponownie wygłosił swoje zdanie na temat ,,no kurwa złego" wyglądu ujebanych butów, znowu głośno się roześmiała. Właśnie dlatego należało je wymienić, prawda? I to jak najszybciej!
Szkoda tylko, że uparta pani policjant postanowiła przerwać ich działanie. Albo nie! Szkoda, że tym razem to Jake postanowił zepsuć jej próbę wybrnięcia z sytuacji! Ledwo zdążyła zaproponować jej randkę z tym pajacem, a on stwierdził, że będzie rzygał! Początkowo Nikki uniosła wargi w przepraszającym uśmiechu, a zaraz potem zgromiła go spojrzeniem. Zero współczucia, tylko pogarda!
Na swoje (i jej, przy okazji) szczęście, udało mu się ogarnąć i niezbyt prostym krokiem dotarł do obu pań. Miała nadzieję, że rzuci którymkolwiek z tekścików, przez które panny na niego leciały... a zamiast tego, on udzielił odpowiedzi na pytanie, które zadawała wcześniej. Przez chwilę przyglądała mu się z zaskoczeniem - które, bardzo szybko, zmieniło się w najszczerszą litość - i dopiero po chwili powróciła wzrokiem do niezadowolonej funkcjonariuszki.
- Oczywiście, ja nigdy... - Już zamierzała się tłumaczyć, ale powoli dotarło do niej, że to kompletnie bezsensowne. Musiała użyć innych argumentów - właśnie dlatego ciężko westchnęła i podparła biodro dłonią, chcąc wyglądać pewniej. - Okej, smerfie - wypaliła (w najmniej odpowiednim momencie na świecie, chyba), ale to było od niej silniejsze. Członkowie wywiadu zawsze zwracali się tak do dzielnicowych, okej! - Nie sądzę, że chcesz mieć problemy. Nie chcesz, prawda? A, a - uniosła ostrzegawczo palec, gdy kobieta już chciała jej przerwać - doskonale wiem, że pełniąc służbę w środku nocy, nie można podskakiwać do sklepu całodobowego po pączki. Mam rację? - Wyburczała, nawet nie zdając sobie sprawy, że jej ,,drugie ja" policjantki potrafiło działać nawet w stanie nietrzeźwości. - Detektyw Nikki Rhodes, jednostka wywiadowcza - dodała, coby uściślić- no i na chwilę uniosła skrawek swetra, żeby pokazać odznakę. Zaraz odchrząknęła, zerkając porozumiewawczo na Jake'a; miał teraz milczeć, oki! - Jestem pewna, że mogę szepnąć o tobie miłe słówko, smerfie. Albo nawet dwa! Daj nam tylko dziesięć sekund na to, żebyśmy sobie poszli i wszyscy będą mieli spokój, dobrze? Umiesz liczyć do dziesięciu? - Możliwe, że się pogrążała - ale ten, najgłupszy na świecie, sposób do rozkojarzenia policjanta naprawdę zadziałał. Biedna kobieta, naprawdę nie wiedziała, co robić!
Wykorzystując jej niepewność, Nikki uniosła wargi w uroczym uśmiechu i złapała Jake'a za przedramię, powoli się wycofując. Powoli, bo w pewnym momencie pociągnęła go za tę rękę znacznie gwałtowniej, coby mogli spierdzielić jak najdalej. Zajęło im to pewnie mniej więcej tyle czasu, co żółwiom - w dodatku wykorzystywali całą ulicę - ale uznajmy, że pani od pączków naprawdę nie chciała robić sobie problemów przez dwójkę pijanych ludzi. Picie żubrówki to jeszcze nie zbrodnia. Chyba!
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 04:18   

Spojrzał na nią jak na idiotkę, kiedy powiedziała, że powinien był się bronić kebabem. Czy ona postradała zmysły? Czy to jeszcze była Nikki, którą znał? Czy też kobieta, z którą wiązał alkoholową przyszłość, zniknęła bezpowrotnie? Och losie, dlaczegoż go tak pokarałeś. Myślał, że znalazł swoją bratnią duszę, a tu się okazuje, że przez cały ten czas miał klapki na oczach! Rozczarowany spojrzał w dół, nie zaszczycając swojej towarzyszki żadną odpowiedzią. Przycisnął tylko tego kebaba do siebie, a właściwie jego resztkę, bo przecież chwilę później już go nie było i wyrzucił za siebie papierek, którym owinięta była bułka. Tak jak wyrzucił z swej głowy i z swego serca marzenia o ich wspólnej przyszłości. Rozpłakałby się tutaj może, ale miał trochę godności!
- Tylko, jeśli chciałabyś pachnieć tchórzostwem. - prychnął, na wspomnienie tego, jak Wheeler odszedł, nim zdążył się z nim ostatecznie rozprawić. Bolało go to, a jakżeby inaczej! Wyglądało to tak, jakby odniósł porażkę. Ale Averill miał jeszcze siły, by poderwać się na nogi. Gdyby tylko Caleb nie uciekł, jak ostatnia pizdeczka, którą jest. Zaraz jednak wbiła kolejny sztylet w jego serce i tym razem naprawdę poczuł się dotknięty. Ale nie tak pijacko dotknięty. Nie, nie. Był facetem. Myślał o seksie zdecydowanie za często. A kiedy tego seksu nie miał, myślał o nim jeszcze bardziej intensywnie. I pewnie na myśleniu się nie kończyło. Więc, jej uwaga, choć kąśliwa, była adekwatna. Ale i tak go zabolało, no. - I mówi to osoba, która na randki umawia się z własnym psem. - odburknął tylko, bo nie był w stanie wymyślić żadnej ciętej riposty. Chyba był na ten moment zbyt zdołowany i przybity, żeby rzucać jakimiś super śmiesznymi uwagami, phi. Normalnie pożałował, że jej chciał odstąpić tę resztkę wódki. Następnym razem się z nią spotka, dopiero, jak już się z kimś prześpi. To znaczy z żoną. Heheheh. Dobrze, że zaraz zmienili temat!
A kiedy podeszła do nich pani policjant, no cóż, nie jego wina, że nie był wtedy w najlepszej formie. I nie sądzę, by istniało cokolwiek, co mógłby w tej chwili powiedzieć, by kobieta o srogim wyglądzie Brienne z Gry o Tron, zechciała się z nim umówić. Zresztą, w jego mniemaniu, radził sobie całkiem nieźle i nie potrafił zrozumieć, czemu Rhodes patrzyła na niego tak jakoś dziwnie i niechętnie. Podobnie jak pani policjant, która chyba sięgnęła nawet po swój plik z mandacikami. - To będzie pani tylko potrzebne, jeśli chce mi pani zapisać swój numer. - wymamrotał i nawet zafalował zabawnie brwiami, ale nie uzyskał oczekiwanego efektu i kobieta zmroziła go wzrokiem. Schował się zatem za Rhodes, która postanowiła postraszyć funkcjonariuszkę swoją odznaką. No Jake czuł się w tym momencie jak jej fanka, ale nie śmiał wyrazić swej ekscytacji na głos. Obraziła go wcześniej, okej? Nie będzie jej teraz gratulował tej wspaniałej akcji ze smerfem.
Kiedy już uciekli wystarczająco daleko, odetchnął z ulgą i nawet zanucił jej najnowszy przebój Iglesiasa, coby całe Chicago wiedziało, że żyje i ma się dobrze. No, tylko te buty...
- Mówię ci. To wszystko przez te moje upieprzone buty. - Chodziło mu oczywiście o powód, dla którego nie powiodło mu się z panią policjant. Złapał Rhodes pod rękę, dla jej i swojej równowagi. Zataczali się razem, zapewne idąc środkiem ulicy, ale dopóki na horyzoncie nie pojawił się żaden inny funkcjonariusz, było w porządku. Ciągnął za sobą Nikki, chociaż nie wiem, skąd on miał siłę, żeby jeszcze iść. - A widzisz, a może bym nawet zaruchał? Dlaczego, ja nie uprawiam seksu, Rhodes? Seks jest zdrowy. Nie jak pomidor... Ale zawsze, co nie? - zapytał, bo to ona znała się tutaj na zdrowym stylu życia. Westchnął ciężko. Ale skoro tak wędrowali przez miasto, w poszukiwaniu, jak mniemam obuwniczego to wciąż wypatrywał witryn sklepowych, które głosiłyby Obuwie. I wtedy to się stało. Spadło na niego jak grom z jasnego nieba. I nie było przed tym ucieczki. To uczucie ogarnęło go całego. Zatrzymał się w miejscu, jakby oniemiał z wrażenia. - Rhodes, patrz... - wyszeptał, szarpiąc ją za rękę. - To jest sombrero. - powiedział niemalże z czcią i wzruszeniem, wlepiając spojrzenie w sklepową wystawę.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 15:22   

Faktycznie, Nikki chyba sama nie wiedziała co robi, kiedy wspomniała o kebabie! Wymówka była tylko jedna (choć najgorsza z najgorszych); chyba zaczynała trzeźwieć. I właśnie przez to powinni jak najszybciej iść ukraść te buty (nawet kosztem wszelkich kebabów), żeby po wszystkim zdołała jeszcze dotoczyć się do domu, zhaftować w łazience (tak, żeby nikt nie patrzył, bo jednak #dama) i położyć do łóżka. No tak, a nazajutrz Charlie powyrywa jej nogi z dupy; gdyby tak bardzo jej nie kochał, pewnie z miejsca wyleciałaby z jednostki, ale jednak całe życie na farcie!
Poza tym, kiedy nawiązał do psa, wcale jakoś specjalnie się tym nie przejęła. Nawet machnęła lekceważąco ręką, z góry zakładając, że Jake i tak nie zrozumie takiego podejścia!
- Poziomem nie dorównuje mu 3/4 facetów chodzących po tej ziemi - stwierdziła bez zastanowienia, na chwilę nawet przenosząc oceniające spojrzenie na Jake'a. Żeby się nie obraził, czy coś - bo jednak on był w pozostałej 1/4, no niech będzie - uniosła dłonie w obronnym geście i dodała; - Taki Wheeler, na przykład. Jest jakiś powód, dla którego został weterynarzem, no nie? Pewnie chciał podpytać psy o jakieś sposoby dobrego podrywu. Matko, czy ja naprawdę to właśnie powiedziałam?- Westchnęła, niedbale przeczesując włosy dłonią.
On nie zaliczał lasek, bo czekał, aż jego żona bez piątej klepki zmieni zdanie co do rozwodu. Ona z kolei bała się wchodzić w poważne relacje, bo póki co wszystko chrzaniła. Tak, ona, nie faceci. Poza tym, najbliżej na celowniku był chyba szef jej jednostki, a wpakowanie się w coś takiego było już kompletnie idiotyczne - i dlatego planowała trzymać rączki przy sobie! To byłoby za dużo, nawet jak na kogoś tak szurniętego, jak Nikki A. Rhodes, przyszłość meksykańskich gangów, ok.
Poza tym, Brienne! Tak, dokładnie, czy GoT też oglądasz? Czy raczej po co ja w ogóle pytam? W każdym razie - gdy powiedział o tym, by zapisała swój numer na mandacie, Rhodes przeżyła największe strapienie w życiu; jednocześnie starała się zachować pełnię powagi i przestać podnosić kącik ust do góry, bo Brienne chyba nie zniosłaby tutaj salwy śmiechu. Mimo wszystko!
Na całe szczęście, w końcu zdążyli jej się wywinąć - i poważnie, gdyby Jake jej nie ciągnął, to pewnie upadłaby na chodnik już po kilku krokach i została do rana! #upadekczłowieka Musiała mu kiedyś pokazać, jak bardzo docenia jego wsparcie. Na przykład, kupić mu jakiś prezent. Żubrówkę. Tak, żubrówka zawsze była w porządku.
- Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego nie uprawiasz seksu - zapewniła, marszcząc przy tym zabawnie nos. Cudownie, że zagrzała go do myślenia o tym akurat teraz! - Jest zdrowy. To znaczy, dopóki nie uzależnisz się od niego jak Tyler, ale tak ogólnie to chyba jest - stwierdziła, chociaż znacznie lepiej byłoby sprawdzić to w googlach. Nawet przygryzła delikatnie wargę, zastanawiając się, czy dodać coś jeszcze - ale skoro już sam poruszył temat! - Hej, jeśli nie planujesz iść do zakonu, to nie masz obowiązku utrzymywać celibatu, jasne? Jesteś zbyt przystojny, żeby marnować życie na czekanie na kogoś, kto nawet na ciebie nie zasługuje. - No i proszę bardzo, już zaczęła pleść trzy po trzy! Tyle tylko, że o tym, że powinien odpuścić sobie swoją żonkę mówił mu już chyba każdy z możliwych przyjaciół - nie tylko ona.
Nie było jednak wystarczająco czasu na poważne tematy, bo Averill w pewnym momencie zatrzymał się przed jedną z wystaw sklepowych i przyglądał jej się w taki sposób, jakby była to sama królowa angielska w bikini. Zainteresowana, sama powędrowała wzrokiem w tamtą stronę i... i było po wszystkim. Miłość od pierwszego wejrzenia, motyle w brzuchu, pełnia szczęścia! Nawet rozdziawiła usta (tak, jak wcześniej przy tym kurczaku) i z utęsknieniem przejechała dłonią po szybie, za którą znajdowały się kapelusze.
- Wiem, co to jest, młotku - ofuknęła go, starając się opracować jakiś wystarczająco dobry plan, by zdobyć te zabawki. Napis głosił, że było ,,zamknięte", ale dla chcącego nic trudnego. Powoli rozejrzała się wokół i dostrzegła je; okno nadziei, bramy niebios! Rozstąpiły się, jakby specjalnie dla nich, okej! - Averill, patrz! Zostawili otwarte okno - zauważyła z zachwytem, od razu szczerząc zęby w uśmiechu. Jeszcze chwilę intensywnie nad czymś myślała, żeby wreszcie na powrót utkwić w nim spojrzenie. - Podsadź mnie - zarządziła krótko. Nie był to najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę stan ich upojenia alkoholowego, ale... - Czy to będzie przestępstwo? Boże, jeśli wywalą mnie potem z roboty, to będzie tylko i wyłącznie twoja wina. Będziesz mi płacił alimenty - ostrzegła, powracając wzrokiem do okienka.
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 18:14   

Ale jak to: zaczynała trzeźwieć? Teraz, kiedy Averill zaczynał być naprawdę pijany? To jak ona się upijała tą żubrówką? Chociaż, okej, swoje pewnie zrobił fakt, że jeszcze zanim znalazł się u Rhodes, pił ze znajomymi z remizy w barze, żeby należycie uczcić przyjście na świat córki jednego ze strażaków. Jutro obudzi się z największym kacem, jakiego było mu dane w ostatnim czasie doświadczyć i dopiero wtedy pożałuje swoich dzisiejszych decyzji. Nie wiem, czy zdoła zwlec się do pracy, nawet jeśli miał dopiero na nocną zmianę. W głowie planował już dramatyczny telefon do porucznika, o tym, jak to zachorował na grypę jelitową i nie będzie w stanie stawić się w robocie. Może się na to nabierze, w końcu od dawna nie brał żadnego wolnego. Przepracowywał się wręcz facet, dajmy mu trochę luzu.
Nie to co Wheeler, zaglądający zwierzętom w odbyty. Swoją drogą, Jake nawet nie wiedział, czym się ta menda społeczna zajmuje, więc nieco się zdziwił, kiedy Rhodes go zaszczyciła taką informacją. Już miał się pokusić o docinki pod adresem tego znienawidzonego przez niego człowieka, ale okazało się, że był zbyt pijany, by wymyślić coś naprawdę dobrego. Nie chciał się przecież kompromitować tak jak Nikki przed chwilą. Nawet alkohol nie pomógł i tylko posłał jej pełne politowania spojrzenie, po czym pokręcił głową, by już przestała mówić.
- Rhodes, no ale żwawiej, żwawiej, bo mi wszystkie buty wykupią. - ponaglił kobietę, kiedy tak wędrowali w stronę obuwniczego, bo jednak zmartwił się trochę na myśl, że utknie z tymi poplamionymi butami na zawsze. I jak on się gdziekolwiek na mieście pokaże? Już nigdy nie odzyska szacunku w oczach obcych, a rodzina i przyjaciele się od niego odwrócą, jak od jakiegoś dzikusa. Straszna wizja, doprawdy! Ale skupił się na czymś jeszcze straszniejszym - na swoim celibacie, który doskwierał mu tak bardzo, jak nigdy. No dobra, jak zawsze. Zawsze mu doskwierał. Dwa tygodnie bez seksu to już było bardzo dużo, a co dopiero takie kilkanaście miesięcy?! Wzruszył ramionami. I mam tu na myśli takie porządne wzruszenie, że jeśli Rhodes nadal się go trzymała, to pewnie teraz była bliska upadku z powodu Averilla. - Pomyśl sobie, jaki mógłbym być zdrowy. Tyle okazji do ruchania przepuściłem, że teraz to na pewno umrę na jakąś ptasią grypę. - stwierdził żałośnie, spuszczając głowę w dół. Jego system odpornościowy na pewno bardzo ucierpiał na tym poście. Nie miał pojęcia, kim jest jakiś Tyler, ale nawet nie wnikał. Tylko jego problemy seksualne liczyły się w tej chwili. - Widzisz, Rhodes... Nigdy nie bierz ślubu, bo przestaniesz uprawiać seks i umrzesz. - dodał jeszcze, a nad jej kolejnymi słowami zastanowił się na moment w ciszy, jakby wymagały dokładnej analizy. Cicho wyszeptał do samego siebie nawet Przecież jestem przystojny, jakby doznał właśnie olśnienia. Ach, na coś się przynajmniej ta Nikki dzisiaj przydała.
Wciąż spoglądał tęsknym wzrokiem w stronę sombrero, które zdecydowało objawić mu się dzisiejszej nocy. Odkąd ostatnio dowiedział się, że po hiszpańsku sombrero to każdy kapelusz, nie tylko ten, który właśnie widzieli na środku sklepowej wystawy, w jego życiu już nic nie było takie samo. Król kapeluszy we własnej osobie spoglądał na niego, prosząc, by go zabrał ze sobą. Machnął ręką w uciszającym geście, kiedy Nikki nazwała go młotkiem. Nawet nie raczył na nią spojrzeć. Dopiero, gdy wspomniała o otwartym oknie, powędrował wzrokiem w jego stronę. - Alimenty? A ty co, wiatropylna? Nie jesteś w ciąży, to tylko... najpiękniejsze sombrero, jakie w życiu widziałem. Kto miałby serce skazać nas za kradzież sombrero? - No właśnie, kto? W jego mniemaniu ta zbrodnia była usprawiedliwiona, więc posłusznie podsadził Nikki, by mogła dosięgnąć do okna. Udało mu się dopiero za trzecią próbą, już po tym, jak wywrócili się obydwoje. Przez chwilę myślał, że już się nie podniesie, ale wizja sombrero na jego głowie, zmotywowała go wystarczająco, żeby zmusić się do tego wysiłku. Kiedy już Nikki znalazła się w środku, zauważył zbliżającego się przechodnia, więc oparł się o szybę, zasłaniając Nikki swoim ciałem. - Hej. - rzucił, kiwając głową niczym taki piesek z samochodu. Facet przyglądał mu się z nieskrywaną dezorientacją. - Wszystko w porządku, pilnuję tego sklepu. - nadal kiwał głową, wskazując na szyld nad sobą. Mężczyzna zmierzył go wzrokiem i po chwili ruszył dalej, a Averill odwrócił się z paniką w stronę Rhodes, no bo, jak ona teraz stamtąd wyjdzie? Pomachał jej, jak skończony idiota i wyszczerzył zęby w uśmiechu, na widok jej i sombrero!
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 19:33   

Ano, na pewno! Była bardzo szczęśliwa, że upity w trzy dupy zaczął nagle rozmyślać o swoim pożyciu małżeńskim (albo raczej jego braku), ale to było obecnie bardzo niebezpieczne. Szczególnie dla biednej Nikki, dla której źródłem równowagi było ramię Averilla; a kiedy nim wzruszał, czuła się co najmniej tak, jakby chwiał się spróchniały most, znajdujący się kilkaset metrów nad zbiornikiem lawy. Na szczęście, ścisnęła jego ramię mocniej (jeśli teraz był znieczulony przez alko, to jutro na stówę znajdzie tam siniaki i zadrapania), dzięki czemu jakoś przeżyła!
Kiedy po wszystkim zaprezentował jej skrócony opis małżeństwa, wzniosła wzrok do nieba i tym razem sama wzruszyła ramionami.
- No, nie zaprzeczę. Wasze małżeństwo jest takim niewypałem, że to prawdopodobnie jedyna rzecz, która wzbudza we mnie pozytywne emocje, gdy myślę o tym, czy to dobrze, że zerwałam swoje zaręczyny - mruknęła, a wypowiedzenie tego zdania - tak jak i napisanie go! - było w tej chwili naprawdę trudną rzeczą. Powinien docenić to, że sklecała jakieś zdania po takiej ilości wódki! - Mówiłam ci, że nie nadaję się do związków. Z tobą pewnie jest podobnie, musisz rozważyć celibat. Wstąp na drogę dobra, Bóg na pewno się ucieszy - spostrzegła, wzdychając ciężko i przestawiając nogę za nogą. Przy okazji, zaczęła liczyć kroki; jeden, drugi, piąty, siódmy, dziewiąty. Tak to mniej więcej teraz wyglądało. Przerwał jej swoim gadaniem pod nosem, więc koniec końców i tak się zgubiła - od razu obrzucając go wzrokiem pełnym pretensji. - No patrzcie, gdzie to usłyszałeś, narcyzie? - rzuciła z ironią, odrobinę zniecierpliwiona jego podejściem. - Lepiej na ptasią grypę za kilka lat, niż z przesadnej chcicy już jutro. Okej, Averill, zawieramy umowę; koniec z filmami porno. Ty umawiasz mnie z Bobem, ja ciebie z Brienne. Wszyscy powinniśmy skończyć zadowoleni!
Tak, to zdecydowanie był plan doskonały!
W pierwszym odruchu chciała wytłumaczyć mu, o co chodzi w alimentach i że nie płaci się ich tylko na dzieci - szczególnie, że lada dzień miał brać rozwód i byłoby jej go naprawdę szkoda, gdyby Sam zdołała wychujać go jeszcze bardziej - ale sorry, sombrero było teraz najważniejsze. Poświęciła dla niego mnóstwo rzeczy; swój sweter, który podczas jednego z upadków ucierpiał na tyle, że skończył kompletnie porwany w najbliższym koszu na śmieci, swoją godność jako człowieka i, przede wszystkim, zaryzykowała wyrzuceniem z roboty. Czego nie robi się dla takiego skarbu? Boże, przypominają mi trochę taką dwójkę Golumów z Władcy Pierścieni!
- No dalej, musimy próbować do skutku! - zachęciła go do kolejnej próby, nadal śliniąc się do tego wyjątkowego kapelusza. No, ale Jake pragnął go tak samo, bo po raz kolejny zmusił się do wstania; i tym razem faktycznie udało mu się ją podsadzić! Wczołgała się w to okno w najbardziej niezgrabny sposób, w jaki tylko mogła - i, koniec końców, zleciała prosto na wystawę. - Cholera jasna!
Nic jej się nie stało - na całe szczęście - ale z samą wystawą było już gorzej. Wszystkie manekiny wylądowały na ziemi, ale przynajmniej to upragnione sombrero wpadło prosto w jej ręce. Przez chwilę wpatrywała się w nie z czcią wypisaną na twarzy, a kiedy przypomniała sobie o swoim partnerze - uniosła głowę i zaczęła machać tym kapeluszem jak rodzony kowboj. Niestety, wszystko co zobaczyła, to jego tyłek przylegający do szyby - i skrzywiła się na ten widok, bo halo, miał ją wspierać! Nawet miała wyrazić swoją dezaprobatę na głos, tylko... jakaś głowa wychyliła się zza tułowia Averilla. Nie myśląc wiele (chyba raczej ani trochę), włożyła kapelusz na głowę, stanęła w pozie godnej Claudii Schiffer dla ubogich i przestała mrugać. Tak, udawała manekina, okej, naprawdę.
Nie wiem, czy przechodzień był ślepy, czy głupi, czy uznał ich za chorych psychicznie i chciał uciec, czy po prostu miał z nich bekę życia i poszedł opowiedzieć to swojej żonie/mamie/córce, ale w końcu sobie poszedł. Czekała na oficjalne info od Jake'a, a gdy tylko je podał - odetchnęła głęboko i rozprostowała zdrętwiałe ciało. Kilka chwil później z powrotem wspięła się na okno - tym razem po manekinie - i spadła z jeszcze większym hukiem, niż w tamtą stronę, z jednym wyjątkiem. Tym razem upadła prosto na Jake'a, ups, biedny Jake! Ale w porządku, ona też ucierpiała!
Kiedy już była w stanie podnieść chociaż tułowie (zanim jeszcze się od niego odczołgała), podniosła kapelusz, który wylądował na jego twarzy i pomachała nim, wykrzywiając twarz w grymasie.
- Chyba złamałam tyłek, wiesz? - oznajmiła absolutnie poważnie, choć nadal niepewnie obserwowała jego, czekając... na jakieś oznaki życiowe, no cokolwiek! W końcu jednak głęboko westchnęła i przeniosła wzrok na wystawę, która prezentowała się teraz tragicznie. - Powinniśmy sobie stąd iść. Bardzo szybko. To, że nie było alarmu, to cud, tak myślę... - bełkotała, żeby wreszcie założyć sombrero na głowę!
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 23:13   

Wierz mi lub nie, ale on o swoim pożyciu rozmyślał naprawdę wystarczająco. Po prostu się z tym nie afiszował i nie żalił przyjaciołom. Był wystarczającym złamasem życiowym, że dał się zapędzić w taki kozi róg i miał już po dziurki w nosie współczucia, jakim darzyli go jego przyjaciele. To tylko potęgowało ogarniające go uczucie beznadziejności.
- Ale ja mam już dość celibatu, czyś ty rozum postradała? - prychnął, bo chyba Rhodes czegoś tutaj nie zrozumiała. On cierpiał z powodu braku seksu, a nie jego nadmiaru. Z celibatem chciał właśnie zerwać. Jakiż zatem był sens w zakładaniu sutanny i wstępowaniu do zakonu? Co miałby potem robić? Opowiadać o tym, jakie spełnienie gwarantuje nam miłość Ojca Wszechmogącego? Proszę cię, choć brzmi to jak ciekawa rozgrywka, Averill nigdy nie będzie wystarczająco pijany, by podjąć tak radykalną decyzję. - Ale... ja cię już umówiłem z turkiem. - Bo nie zapominajmy o biednym Mehmecie, który pewnie liczył na spotkanie z Rhodes. I choć Bob był naprawdę bliski jemu sercu, to jednak za randkę z Nikki wziął już dwa kebaby i nie chciał przypadkiem trafić do więzienia za niedotrzymanie warunków umowy.
Stwierdził z żałością, że lubił jej sweter, kiedy ten skończył porwany na dnie kosza na śmieci. W pierwszym odruchu chciał nawet powstrzymać ją pod popełnieniem tego błędu, ale ostatecznie musiał się nauczyć, że konieczne jest to, by pozwolił mu odejść. Żeby zdobyć sombrero, trzeba było coś w życiu poświęcić, a skoro przyszło im poświęcić sweter Nikki, to był zmuszony się na to zgodzić. Przynajmniej mamy jakiś progres. Skoro Averill nauczył się, że swetry odchodzą, to może nauczy się także, że ludzie nie zostaną z nim na zawsze i czasami lepiej pozwolić im obrać własną ścieżkę? Może. Ale to na pewno jeszcze nie teraz. Bo najważniejszą rzeczą było sombrero. Piękne, pełne kolorów i bogatych zdobień sombrero, na którego widok w jego oczach pojawił się błysk, jakiego nie widziano w nich już od dawna.
Roześmiał się głośno, kiedy jego partnerka w zbrodni spadła na sklepową wystawę, robiąc w sklepie bałagan. Jak na przestępcę, zachował się bardzo nieodpowiedzialnie i pewnie tym swoim wybuchem radości mógł zwrócić na nich czyjąś uwagę, ale nie był w stanie się tym przejmować. Nabijał się jeszcze przez moment, ale wtedy właśnie podszedł do niego obcy mężczyzna i musiał zachować sto procent powagi. Kiedy już było czysto, odwrócił się w stronę kobiety, patrząc na nią podejrzliwe. - Co ty wyprawiasz, to nie jest żadne tap madl. - skarcił ją, bo ona się tu bawi, pozuje, a to nie czas na wygłupy! Próbował ją złapać, kiedy wychodziła, naprawdę. Teoretycznie to nawet ją złapał. Bo w końcu nie wylądowała na chodniku, tylko na Averillu. Nikki chyba obrała sobie za cel doprowadzenie go do kalectwa i chciała go odwiedzać na intensywnej terapii. Przez chwilę próbował złapać oddech, kiedy na nim wylądowała, bo do bólu żeber doszedł także przeszywający ból w odcinku szyjnym kręgosłupa. Wydał z siebie bliżej nieokreślony jęk, zaciskając powieki.
- Daj, sprawdzę. - odezwał się, kiedy był już pewien, że jeszcze nie udało jej się jeszcze sparaliżować go na całe życie i bez pardonu, pomacał jej tyłek, celem sprawdzenia jego stanu. - Nie jestem lekarzem, ale... wydaje się być w porządku. - oznajmił po chwili dokładnych oględzin. Nadal jednak nie miał siły się podnieść. Co z tego, że musieli stąd uciekać? Nie miał siły, czuł się pokonany i dopiero kiedy Nikki zaczęła go ciągnąć po betonie, trzymając za jego prawą nogę, poddał się i spróbował wstać. Gdy już mu się to udało, rozmasował sobie kark i spojrzał na Rhodes, przyodzianą już w sombrero. Zdołał wyciągnąć telefon z kieszeni (to nic, że upadł mu przy okazji na ziemię i porysował wyświetlacz) i zrobił jej kilka zdjęć, oznajmiając, że teraz już może zabawić się w aniołka Victoria's Secret. Każde z nich było w dużym stopniu rozmazane, ale Jake przecież nie był profesjonalnym fotografem ani krztyny bardziej, niż był lekarzem.
Szybko pozazdrościł jej sombrero, które teraz przyozdabiało jej głowę. Patrząc na nie z czcią i nieopisaną miłością, wyznał (Nikki lub sombrero, ciężko stwierdzić), że nigdy nie wyglądała/o piękniej. Chwilę po wypowiedzeniu tych słów na głos, pozbawił przyjaciółkę nakrycia głowy, by samemu móc je założyć. Kiedy już kapelusz znalazł się na jego głowie, niemalże ze łzami w oczach uśmiechnął się szeroko niczym papież Franciszek, o patrz. Poczuł się wyjątkowy, przynajmniej do czasu, kiedy Rhodes nie wyżydziła sombrero z powrotem. Powędrowali razem w stronę wschodzącego słońca, tj. gdzieś daleko za miasto. Wydawało im się, że kierują się do mieszkania kobiety, ale och, jakże oni się mylili! Bystrzak Jake zorientował się, że coś jest nie tak, kiedy w szaleńczej bitwie o sombrero, jego towarzyszka wpadła do rowu pełnego pokrzyw (bo on już tak dostał tego wieczoru, że uznałam, że chyba by tego nie przeżył xd). Nim jej pomógł, zauważył z zaskoczeniem, że nie ma pojęcia gdzie się znajdują, ale to mogło nie być już Chicago. - Rhodes, wstawaj i się nie mazgaj, jesteśmy kurwa w Meksyku. - Wcale nie byli. Ale można pomarzyć, nie? Kiedy już się zorientowali, że nie przekroczyli granicy, pewnie chłodny wietrzyk pomógł im wytrzeźwieć i w końcu, jakimś cudem, trafili do domu.

zt x2 <3
 
 
Ginny Davon
[Usunięty]

Wysłany: 18 Lipiec 2016, 15:13   

#2
ubrana tak
_________
Czas płynął wolno, ale to wieczory stawały się ciekawsze gdy wymykała się z mieszkania brata by pojawiać się na nielegalnych wyścigach jakie lubiła oglądać. Nikt raczej nie zwracał na nią uwagi, siadała z boku i patrzyła na pędzące auta z co raz szybszym biciem serca. Miała wtedy wracać grzecznie do domu, późna pora i jeszcze ktoś zaczął się bić ale właśnie wtedy się poznali. Nawet nie mogła sobie przypomnieć kiedy spojrzała w jego niebieskie oczy mimo iż dookoła panowała ciemność a tylko kilka latarni oświetlało cały teren. Wystarczyło kilka słów i uśmiechów a już po chwili trzymała karteczkę z jego numerem telefonu. On zniknął i ona też wróciła do domu jak gdyby nigdy nic. Pisali ze sobą, aż wreszcie kazał jej tu przyjść. Trochę ją zaskoczył, ale zdążyła mu odpisać, że będzie o tej godzinie o której ma być. Był tajemniczy bo nic innego nie napisał, ale nie zamierzała go dopytywać. Było późne popołudnie gdy znalazła się na ulicy. Rozglądała się po ludziach, w uszach mając białe słuchawki, z których leciały ciężkie brzmienia. Widząc, że jeszcze go nie ma, z kolorowego plecaka wyjęła paczkę swoich ulubionych papierosów i odpaliła jednego by zaciągnąć się dymem. Przysiadła na krawężniku i trzymając fajkę w lewej dłoni a telefon w drugiej przeglądała zapewne instagrama czekając na przyjście Rhysa.
 
 
Rhys Beaumont
[Usunięty]

Wysłany: 18 Lipiec 2016, 19:40   


Rhys przechodził chyba poważny kryzys wieku średniego. Zostawił biedną żonę w Londynie, bo fakt, że zabrał tyłek i przyjechał do Chicago jeszcze nie świadczył o tym, że się rozeszli. Ciągle nie potrafił wysłać jej papierów rozwodowych. Nie wiedzieć, czemu. Zapraszał młode, nagie kobiety, żeby mu pozowały do obrazów i płacił im za to ładne pieniądze to jeszcze pojechał na nielegalne wyścigi. Poważnie, jeżeli to nie był kryzys to na pewno Bóg go opuścił, ewentualnie Budda. Do tego ta mała, Gin, która idealnie łączyła się z tonikiem. Jej delikatnie azjatyckie rysy wpłynęły na to, że ostatnio z pamięci naszkicował ją z profilu. Jednak oczywiście był to jeden ze szkiców, który po prostu wylądował z wielkim pudle z resztą wymazanych przez niego obrazków.
Dał się zbajerować małolacie, która mogłaby być jego córką gdyby w miarę wcześnie zaczął swoje podboje. W końcu dzieliła ich siedemnastoletnia przepaść wiekowa. Jednak w dziwny sposób dał jej się omamić, a kiedy prosiła o numer nie miał problemów z tym, żeby wręczyć jej swoja wizytówkę. Był znudzony, bo zdecydowanie wolał chodzić na wykłady, a podczas wakacji zostawało mu malowanie i pomaganie w nowych odkryciach z kategorii historia sztuki niewspółczesnej. Dlatego stwierdził, że potrzebuje towarzystwa spokoju. Niewinna Ginny zdecydowanie nie pozwalała mu ostatnio zasnąć przez swoje smsy. Stwierdził więc, że teraz on ją pomęczy. Kazał jej czekać na jednej z ulic. Nie miał w zwyczaju się spóźniać, więc wysłał jej wiadomość, że przez korki jednak nie uda mu się nie być spóźnionym.
Jednak po chwili jego Ferrari California T zatrzymało się przy chodniku, a on spokojnie zgasił silnik i wysiadł ściągając z nosa przeciwsłoneczne okulary i podchodząc do dziewczyny: - Mamusia ci nie powiedziała, że nieładnie jest palić. – Zaśmiał się, ale stanął obok niej i wyjął swoje czerwone Marlboro. Bardzo klasycznie. Zapalił i zaciągając się przysiadł obok niej na krawężniku.
 
 
Ginny Davon
[Usunięty]

Wysłany: 19 Lipiec 2016, 15:21   

Najwidoczniej artystyczne dusze w jakiś sposób się do siebie przyciągały. Co prawda nie sprowadzała nagich kobiet do siebie a w jej przypadku powinni być to chyba raczej mężczyźni, to jednak mieli przynajmniej punkt zaczepienia. Podstawę fundamentu a to chyba był już duży krok do przodu. Ginny dobrze wiedziała, że był to czysty przypadek kiedy natknęła się na Rhys'a - ale to nic nie zmieniało. Wiele osób przecież poznawała całkiem przypadkowo i to przecież nie było nic nowego. Pytanie jakie ją w tej chwili interesowało to czy cokolwiek z tego się rozwinie. Nie chciała się zastanawiać nad tym co przyniesie jutro. Liczyła się w tej chwili rzeczywistość i to musiało jej w tej chwili wystarczyć. Była zadziwiona swoją łatwością wysyłania do mężczyzny smsów kiedy nawet w nocy, nie mogąc zasnąć chwilę ze pisali - co było do niej raczej niepodobne. A teraz posłuchała go i przyszła tutaj. Poprawiła swoją kraciastą koszulę zanim przycupnęła na krawężniku chodnika. Uśmiechnęła się, kiedy odczytała jego najnowszą wiadomość i chyba mu nawet odpisała by nie przesadzał z prędkością, ona poczeka.
Wkładała właśnie okulary przeciwsłoneczne na głowę kiedy dostrzegła luksusowe ferarri podjeżdżające w jej stronę - przynajmniej tak jej się początkowo wydawało i nie myliła się. Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że jej nogi prawie się ugięły na widok tego auta. Kochała auta i zawsze czuła ten dreszczyk emocji. Przeniosła jednak zachwycone spojrzenie z jego auta by obserwować jak przysiada się obok niej.
- Mamusia o niczym nie wie - wyszczerzyła się w szerokim uśmiechu. Jasne, wiedziała, że sprawiała wrażenie słodkiej i niewinnej, ale ona też już miała swoje za uszami. - Twoje papierosy przypomniały mi mojego ulubionego gitarzystę - stwierdziła gdy dostrzegła w jego dłoni paczkę czerwonych Marlboro - To, gdzie mnie porywasz? - zapytała kiedy wypuściła dym z ust, zerkając na niego kątem oka. Uśmiechała się wciąż lekko, czekając na reakcję Rhys'a.
 
 
Rhys Beaumont
[Usunięty]

Wysłany: 4 Sierpień 2016, 10:51   

- To nie ładnie, że o niczym nie wie. – Rhys pokiwał rozbawiony głową, ale kiedy był w wieku Ginny to również ukrywał się przed rodzicami. Z resztą siedział na studiach w Chicago i żył swoim pierwszym dorosłym życiem, w którym spotykał się z rzeczywistością i uciekał od tego, co miał w Londynie.
- Muzyka… Cóż lubią ją, ale nie wiem, jaki gitarzysta pali, jakie fajki. Oświeć mnie. – Zaśmiał się i zrozumiał, że ta relacja jest zbyt specyficzna przez ich różnicę wieku. Mogła być jego studentką, a on miał zamiar jeździć z nią w swoim Ferrari. Głupota. Beaumont! Padło ci na mózg. Tyle tylko, że to było przyjemne spotkanie i nie chciał niczego unikać. W myślach machnął na to ręką. Zobaczy, co z tego wyjdzie. Raczej nie miał zamiaru pchać się w nić głębszego, ale serce i fiut nie sługa. Niestety.
- Jedziemy za miasto. Masz ochotę? – Dokładniej kryło się za tym coś innego, ale będzie musiała być cierpliwa i poczekać, aż się ściemni. O ile nie zwieje gdzieś w między czasie. Nie wyglądała na taką, więc Rhys miał nadzieje, że nic takiego nie będzie miało miejsca.
 
 
Ginny Davon
[Usunięty]

Wysłany: 4 Sierpień 2016, 12:07   

- Trochę już za późno na dojrzałe rozmowy z mamusią - zauważyła i delikatnie podrapała się palcem wskazującym po brodzie w chwilowym zamyśleniu. Ale odkąd tutaj się przeprowadziła, jej matka już nie miała nad nią takiej władzy, kiedy jeszcze mieszkała w domu rodzinnym. Zresztą ona chyba by padła na zawał gdyby zobaczyła z kim teraz spotyka się jej córka. Wtedy nie mogła sobie pozwolić na zapalenie papierosa, będąc pod wieczną kontrolą i przymusowymi zajęciami z lekcji gry na skrzypcach czy fortepianie. Swoją drogą to głównie przez to zawaliła chyba ostatni rok szkolny, ale matka nie chce chyba do siebie tego dopuścić. - Slash z Guns N' Roses. Ten co mówi, że nigdy nie zetnie swoich loków i ten co nosi cylinder i gra na Gibsonie Les Paul'u - wyjaśniła spokojnie - Kojarzysz? - zapytała jeszcze z ciekawości, czy mają podobne upodobania w muzyce. W sumie jakby nie patrzeć, nie wiedzieli o sobie praktycznie nic, ale ona chciała to teraz zmienić. Jakoś nie specjalnie przejmowała się faktem, że dzieli ich taka dość ogromna różnica wieku, przynajmniej nie teraz. Nie zastanawiała się czy będzie między nimi coś głębszego...nie było teraz na to czasu. - Zabrzmiało dość groźnie..ale bez ryzyka nie ma zabawy, nie? - odpowiedziała po czym ochoczo pokiwała głową choć to jego ostatnie dwa słowa dziwnie zabrzmiały. Jednak dźwignęła się wreszcie na nogi z krawężnika i spojrzała na samochód stojący przed nimi to serce znów jej zabiło szybciej. Poczekała aż Rhys otworzył jej drzwi i dopiero wtedy wsiadła do środka - To auto jest zajebiste, o rajciu - jęknęła z zachwytu, bojąc się cokolwiek dotknąć w tym aucie i nawet nie zauważyła, że ręce zaczynały jej drżeć kiedy zapinała sobie pasy. Nie mogła ukryć swojego wielkiego uśmiechu, bo swoją drogą nigdy nie miała okazji przejechać się tak cudownie szybką furą. A ona to wręcz kochała!
 
 
Rhys Beaumont
[Usunięty]

Wysłany: 5 Sierpień 2016, 16:53   

- Na takie rozmowy nigdy nie jest za późno. Sprawa wygląda trochę inaczej, bo raczej nic z jej czczego gadania do ciebie nie dotrze. – Zaśmiał się, bo sam pochodził z perfekcyjnego rodziny, w której nawet się nie urodził. Jednak adoptowali go w dobrym momencie, mógł się przystosować do tego bytu. Gdyby był trochę starszy byłoby mu zdecydowanie ciężej.
- Wystarczyło powiedzieć Slash i już skojarzyłem. – Uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową. Tyle tylko, że on nie rozwodził się specjalnie nad muzyką. Kawałki musiały po prostu wpadać mu w ucho. Nie było w tym większej filozofii, ani zainteresowania z jego strony. Raczej nie sprawdzał, kto jakie pije trunki, pali papierosy czy na jakiej gitarze gra. On wolał się zastanawiać nad tym, w jaki sposób malował Rafael Santi. Prędzej zastanawiałby się nad krzewicielami idei neoplatońskiej. On był starej daty, zdecydowanie stara dusza i równie stare ciało. Jeżeli miałby się porównywać do Ginny.
- Co jest groźnego w wypadzie za miasto? – Zaśmiał się pod nosem i ostatni raz zaciągnął papierosem, którego po chwili wyrzucił do pobliskiego śmietnika. Oczywiście wcześniej go gasząc. Nie miał ochoty być sprawcą pożaru. Otworzył Ginny drzwi i po chwili sam znalazł się na siedzeniu kierowcy słuchając jej zachwytu: - Bałabyś się prowadzić? – To trzymanie bestii w rękach. Zdecydowanie potrafiło uderzyć do głowy. Silnik wydał swój charakterystyczny, mruczący dźwięk i Rhys gładko ruszył przed siebie.
 
 
Ginny Davon
[Usunięty]

Wysłany: 5 Sierpień 2016, 20:06   

Lewy kącik ust drgnął jej ku górze gdy mówił te słowa. Miał z pewnością dużo racji, ale nie znał jej matki. Musiałby ją spotkać i stwierdzić, że mieszkanie samemu jest zdecydowanie lepszym wyborem. Choć dla samej Ginny wcale nie było łatwe, to jednak upierdliwość jej matki była zdecydowanie wykańczająca.
- Nie będę się z tobą kłócić, że jest inaczej - przytaknęła mu kiwając głową z głośnym westchnięciem - Ale sam byś uciekł od mojej matki, uwierz mi - mrugnęła okiem kiedy wypuściła z ust dym papierosa. Zresztą jakoś nie specjalnie chciała krążyć tematem wokół swojej rodziny, która była lekko mówiąc powalona, dlatego cieszyła się kiedy tematem zeszli na muzykę. - Marlboro to jego ulubione fajki. A pije chyba tylko Jack'a Danielsa - zamyśliła się, mrużąc oczy, obserwując jak Rhys zaciąga się swoim papierosem - Akurat to jest u niego bardzo charakterystyczne - wzruszyła ramionami. Ale pewnie z zainteresowaniem słuchałaby gdyby zaczął te wywody, ale nie było chyba teraz tak na to czasu. Uniosła delikatnie brwi - Nie wiem jakie zamiary masz wobec mnie. Chyba mnie nie porwiesz, co? - zagadnęła kiedy kierowała się w stronę drzwi jego cudownego Ferrari. Czarnymi tęczówkami taksowała każdy detal boskiego auta, w którym właśnie siedziała i niemalże czuła jak jej serce z każdą chwilą biło co raz szybciej - Chyba bym się bała ci je rozwalić. Jeżdżę jak ostatnia pokraka i trochę niemądre by było mi pozwalać siadać za kierownicą - stwierdziła przypominając sobie o ostatnim rąbnięciu w latarnię, ale na szczęście jej auto tylko trochę się porysowało - Więc jeśli chcesz by twoje cacuszko przeżyło to nie każ mi go prowadzić - wyszczerzyła się szeroko - Chyba, że mnie nauczysz, jak panować nad nim - dodała jeszcze w momencie kiedy usłyszała cudowny warkot silnika, choć to chyba było złe słowo dla Ferrari - to była niczym melodia dla jej uszu, gdy Rhys wreszcie ruszył.
[zt x2,przenosimy się <3 ]
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 03:40   

/z Aldi Foods

Niestety, Jake nie pamiętał o tym, jak wspomniała mu podczas jednego z ich wielu pijackich wieczorów, że była niegdyś zaręczona. Był zbyt otumaniony Żubrówką, by pamiętać ich wyprawę po kebaba z takimi szczegółami. Zwłaszcza, że wtedy jeszcze na myśl o Rhodes w objęciach innych facetów nie szalał z zazdrości, okej? Teraz, mimo wszystko, pojawiło się to dziwne uczucie, choć miał świadomość tego, że to, co było między nią a Crashem już przeszło do historii. Biorąc pod uwagę fakt, że sam właśnie przechodził przez rozwód, jego zmartwienie się jej byłym narzeczonym było odrobinę śmieszne. Może dlatego nic nie powiedział, tylko kiwnął głową i odprowadził wzrokiem paczki chipsów, które wylądowały w wózku.
Ich szczęście polegało na tym, że zakupy kasowała im zupełnie inna kobieta, nieświadoma scen, jakie wydarzyły się na tyłach sklepu. Najpewniej tamta ekspedientka była teraz zbyt zajęta sprzątaniem zwłok ryby, za którą będzie zmuszona zapłacić z własnej kieszeni. Chyba, że tamta biedna kobieta, którą Averill próbował wrobić, nie zdołała jej uciec. Nie, żeby strażak specjalnie się tym przejął, był już zbyt pochłonięty wyobrażaniem sobie, z których strategicznych punktów na ciele Rhodes, zliże jutro bitą śmietanę.
- Rhodes, jestem zawiedziony twoją postawą, co za dziecinada! - prychnął pod nosem, z całkiem poważną miną i chyba naprawdę poczuł się dotknięty jej słowami. Ale, nie samą propozycją, skądże znowu. - Nie wierzę, że jeszcze musisz o to pytać. - wymamrotał w końcu, niemal się zapowietrzając z tego oburzenia. Pomógł jej się ulokować w wózku, uważając na to, by przypadkiem nie zgniotła im tych chipsów i ruszył w stronę jej mieszkania, nie bacząc na zdziwione spojrzenia nielicznych przechodniów i nastolatków wybierających się na imprezę. Oni chyba zawsze przyciągali uwagę, ilekroć wychodzili z domu. Tak to już jest, jak się jest najbardziej epicką parą w Chicago. Skromnie af.
Rzeczywiście, ruszył dość gwałtownie, ale zbyt szybkie tempo jazdy szybko go zmęczyło i kiedy dotarli na Superior Street, włóczył wózkiem powoli, marudząc coś pod nosem, jakie to ciężkie te zakupy, ekhem. Podejrzewam, że zdołał już niemal opróżnić jedną z paczek chipsów, ale ssanie w żołądku ustąpiło tylko na chwilę. Dlatego, gdy zobaczył z daleka zbawienny, neonowy napis, przyspieszył kroku i z nowo odzyskaną chęcią do życia, ruszył w stronę znajomej budki z kebabem.
- Rhodes, zjem wreszcie kolację i odwiedzimy Mehmeta. - No i biorąc pod uwagę, że to on prowadził, nie mogła protestować. Zajechał pod owe miejsce, jak na kierowcę rajdowego przystało, wykonując na końcu jakiś piruet z Rhodes w wózku, po czym podparł łokieć o ladę, wbijając tęczówki w przerażoną facjatę pana turka. Nim zdążył się jednak odezwać, mężczyzna zasunął takie swoje okienko z trzaskiem i odwrócił się od Jake'a tyłem. - Hej, Mehmet, ale... Zaczekaj, stary! Dzisiaj mam pieniądze! - krzyknął za nim rozpaczliwie, bo sprzedawca chyba miał na nich focha po tym, jak Rhodes nigdy nie stawiła się na tej obiecanej randce. Averill wygłodniałym wzrokiem przypatrywał się jedzeniu, które było tak blisko, ale tak daleko. Na dowód, że posiada gotówkę, sięgnął do kieszeni spodni, by ją mu pokazać. Trzeba przyznać, że Turek nieco się tym faktem zainteresował, więc wyściubił swój nos i spojrzał na pieniądze krytycznym okiem, jakby się bał, że to podrabiane. Jego oczy napotkały jednak siedzącą w wózku Rhodes i Mehmet wymamrotał coś po swojemu, po czym rozstąpiły się przed nimi drzwi budki i mężczyzna wyszedł ze swojego przybytku. Machał rękoma i mówił coś do nich, tureckim przeplatanym z angielskim, ale Jake wyłapał tylko jego radosny okrzyk Ahhhhhh, Nikki! i fakt, że mężczyzna jest niesamowicie niski. - Jaki on malutki, Rhodes! - zakrzyknął, jakby właśnie zobaczył szczeniaczka, ale facet wyglądał przeuroczo i przezabawnie. Chociaż nie był karłem, okej? Tylko wyjątkowo mało mierzył.
Mehmet jednak niewzruszony wyciągnął dłonie w kierunku wózka, w którym znajdowała się Rhodes (może próbowała wyjść? ale samej to jednak trochę ciężko) i pociągnął w swoją stronę cały Averillowy przybytek. - Ej, Mehmet, to sprzedasz nam te dwa kebaby (jeden bez pomidora), czy nie? - zagaił nerwowo, ale gdy wózek znów się od niego oddalił, strażak spojrzał na mężczyznę nieco podejrzliwie i gwałtownym szarpnięciem przyciągnął Nikki wraz z zakupami do siebie. Turek zareagował odruchowo i nie przestając się szczerzyć, znów złapał za drugi koniec wózka, mamrocząc coś o randce. Nie trzeba było długo czekać na reakcję ze strony Jake'a, bo w odwecie znów pociągnął za pojazd, by znalazł się jak najbliżej niego. Zmierzył gościa od kebabów gniewnym spojrzeniem i pewnie kontynuowali te przepychanki jeszcze przez krótką chwilę, dopóki Turek nie ośmielił się podejść bliżej Rhodes i zasugerować coś na temat poszukiwań żony. - Nie będzie żadnych randek, lepiej wracaj do skrobania kebabów, Romeo. - W tym momencie, Averill zrobił się terytorialny i przypominał pitbulla gotowego do ataku, chociaż nie chciał krzywdzić Mehmeta, zanim nie dostanie jeść.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 19 Sierpień 2016, 22:22   

Powaga, już chyba nikt nie miał wątpliwości - nawet oni, finally - że byli dla siebie stworzeni. I to nie stworzeni w stylu ,,wielka miłość, Titanic, uczucia bez granic" - tylko stworzeni w stylu ,,tylko z tobą ukradnę wózek z supermarketu i będziemy nim zapierdalać przez miasto". Bo owszem, tylko z Averillem zdobywała się na takie rzeczy. I chyba nawet zauważyła, że cholernie ją zmieniał - i może nie wszyscy powiedzieliby, że w tym dobrym znaczeniu, skoro ciągle popełniała przestępstwa, no ale... była szczęśliwa. I to się liczyło.
- Mehmeta? O nie - jęknęła od razu, odruchowo przypominając sobie o randce. Świetnie. Specjalnie omijała Superior Street, a teraz sam pomysłodawca ciągnął ją do tego turka. - Szczerze wątpię, że cokolwiek ci... - Nawet nie zdążyła skończyć, bo kiedy tylko dotali pod budkę, jej niedoszły kochanek (XD) zatrzasnął okienko. - Sprzeda.
Nawet parsknęła cichym śmiechem, ale zaraz potem przeniosła wzrok na Jake'a - i dostrzegając, że z jego głodem wcale nie ma powodów do żartu, niewinnie wzruszyła ramionami i przygryzła wargę. No co ona mogła poradzić, że wpadł na taki głupi pomysł, by ich swatać? Tylko czekać, aż się to na nim odbije! Blah. Nie. Nie, Nikki chyba - po krótkim wyobrażeniu - stwierdziła, że wizja jej samej z Mehmetem jest najgorszą z możliwych wersji przyszłości.
- Hej! Jeśli nie dla niego - odezwała się, dając turkowi znać o swojej obecności i wymownie wskazując podbródkiem na Jake'a. - To dla mnie! Kurwica mnie strzeli, jeśli zaraz go ktoś nie nakarmi - zapewniła zrozpaczonym tonem, teatralnie kładąc dłoń na sercu. Jak jednak okazało się już po chwili, był to błąd, bo Mehmet w sekundę znalazł się tuż obok i piszczał jej do ucha. Och, kurna. Przez chwilę patrzyła na niego z delikatnym politowaniem, żeby w końcu - gdy już się odezwał - przenieść rozbawiony wzrok na Averilla. - Mały ale wariat - skwitowała, nie mogąc się powstrzymać i zaraz wybuchnęła szczerym śmiechem.
Biedny Mehmet, widocznie nie zrozumiał aluzji. Zdążyła zaledwie otworzyć butelkę z wódką (no przecież) i przyłożyć ją do ust, nim ktoś gwałtownie pociągnął wózek w lewo. Potem w drugie lewo. I z powrotem w to pierwsze. A, biedna Nikki, przejmowała się głównie tym, żeby nie wylać alkoholu, bo jedna #ripwhisky.
- Bawimy się w rollercoaster? Zapięłabym pasy, gdybym wiedziała - odezwała się wreszcie, posyłając Jake'owi ostrzegawcze spojrzenie. No, HALO, serio czuła się jak ta rzepa z familiady, ok. Tym bardziej, że pan turek zaraz pojawił się tuż obok niej, machający rękami i powtarzając żona, Nikki, randka, obiecać, on panią sprzedać. Musiała przygryźć wargę, żeby się nie roześmiać, a potem odchyliła głowę do tyłu, by znów spojrzeć na Averilla - zakładając, że stał za nią. - Jesteś niesłowny. Zero honoru. Obiecałeś panu randkę, a teraz każesz spadać mu na drzewo. Oczywiście, nigdy nie mówiłam, że się wybieram, ale to już twój problem - zaznaczyła, jeszcze przez chwilę się z nim drocząc i bezradnie rozkładając ramiona. Chyba oboje wiedzieli, że tylko ona była w stanie przekonać pana turka do tych kebsów, więc - koniec końców - westchnęła i z powrotem przeniosła na niego swoje spojrzenie. - Nie mogę się z panem umówić. Prawda jest taka, że... jestem lesbijką. Jake to moja przykrywka - zdradziła, kiwając delikatnie głową. Musiałabyś zobaczyć minę Mehmeta, żeby wiedzieć, jak posmutniał. - Ale mam hetero koleżanki! Umówię pana z jedną, jeśli sprzeda nam pan te kebaby, okej? Przecież pan wie, że mi można zaufać.
Przez chwilę wpatrywał się w nią dosyć sceptycznie, ale nic nie powiedział - pewnie przez słabą znajomość angielskiego - i dziesięć minut później byli już kilkadziesiąt metrów od budki, dzierżąc w dłoniach kebaby.
- Jesteś mi winien przysługę, Averill - stwierdziła, biorąc porządnego gryza bułki. Zanim jednak odpowiedział, chwiejnie podniosła się w tym biednym wózku i stanęła, rozglądając się po całej Superior Street. Było tak samo pusto, jak wtedy, kiedy byli tutaj w jej urodziny. Przez chwilę milczała, a potem wzięła małego łyczka żubrówki i... - Jak sentymentalnie. To tutaj pierwszy raz zmacałeś mi tyłek. - I oddała ją Jake'owi! #romantycznie
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 20 Sierpień 2016, 01:16   

No, niezaprzeczalnie coś w tym było. Im chyba po prostu na tyle odbijało w swoim towarzystwie, że byli zdolni do włamań z kradzieżą i wymuszeń. Jeszcze tylko czekać, aż zaczną na ulicach grozić ludziom wpierdolem. Kiedy nie byli razem, cierpieli oni, rozwalając sobie mieszkania w aktach desperackiej zazdrości, a gdy już wspólnie przemierzali przez życie i ulice Chicago, szkody przynosili postronnym.
Czy Jake nie spodziewał się tego, że w tej miejscówce jest już spalony? Ech, być może nie. Być może miał zbyt dużą wiarę w ludzi. Większą niż Rhodes na pewno, bo naiwnie wierzył, że dostanie dziś kebaba, nim sprzedawca zatrzasnął okienko, skazując go na obejście się smakiem. Zgromił spojrzeniem śmiejącą się kobietę, bo przypominam, że to ona poniekąd odpowiada za jego głód! Mogła zaopatrzyć swoją lodówkę w coś więcej niż zepsute mleko. Karmy dla Leo to nigdy nie zapominała! Powinna wiedzieć, że ma od teraz do wykarmienia dwie wygłodniałe bestie.
- Hej, nie moja wina, że zawiodłaś w najważniejszym momencie. - upomniał ją, gdy zwróciła się do turka z prośbą, by sprzedał im jednak te kebaby. Jednym z powodów, dla których lubił przebywać w jej apartamencie, było z pewnością jedzenie, a gdy go zabrakło, poczuł, że sielankowe życie w związku dobiegło końca, zanim na dobre się zaczęło. Mehmet jednak wyglądał na takiego, który właśnie trafił trójkę w totka, nawet, jeśli wzrostu mu Allah poskąpił. - Tak ci wmawiali twoi poprzedni partnerzy? - zwrócił się ponownie do Rhodes, gdy już padła z jej ust ta uwaga odnośnie sprzedawcy kebabów. Uśmiechnął się przy tym łobuzersko i zafalował śmiesznie brwiami. Nie miał jednak czasu na to, by chełpić się swoim wzrostem (hehe) ani chwili dłużej, bo zaczęła się zacięta walka o wózek z zakupami. I z Rhodes. Z Rhodes przede wszystkim. Która uważała zaistniałą sytuację za niezmiernie zabawną. Prychnął pod nosem, po czym skrzyżował ręce na piersi.
- O, czyżby? - No i z zamiarem udowodnienia jej, jaki to jest słowny, pchnął tym razem wózek w stronę, zaskoczonego tą nagłą zmianą, Mehmeta. W oczach faceta już błyszczały iskierki nieokiełznanej radości, kiedy to brunetka przekreśliła ich wspólną przyszłość jednym zdaniem. Zakładając, że rzeczywiście stał za nią, spoglądał w dół, marszcząc brwi w wyrazie zdziwienia. W końcu jednak przeniósł wzrok na biednego turka i kiwnął twierdząco głową, coby chociaż w ten sposób potwierdzić słowa Nikki. Szczerze powiedziawszy, jeśli idzie o te kebaby, Jake już się poddał. Pogodził się ze swoją porażką i wbił wygłodniałe spojrzenie w kolejną paczkę chipsów, zastanawiając się, jak bardzo będzie musiał się pocić na siłowni, żeby później dorównać kondycją chociażby Bobowi. Niemal już po nią sięgał, gdy Mehmet zniknął na moment, by przygotować te kebaby. Policzył im pewnie ze dwa razy więcej niż przeciętnym klientom, by odbić sobie straty sprzed kilku tygodni. Musiałabyś widzieć ból na twarzy Jake, kiedy wręczał mu pieniądze! Jedynie kebab był w stanie zagłuszyć ten głos rozpaczy. Wgryzł się w niego chyba z jeszcze większym namaszczeniem niż wtedy, gdy wyżydzili go za randkę z Rhodes.
- Powiedziałbym, że jesteśmy całkiem kwita. To ja ostatnio załatwiłem nam jedzenie. - Co z tego, że sprzedając ją w zamian za nie! Liczył się efekt końcowy. Rozkoszował się swym posiłkiem, przez moment nie mówiąc nic i zajadając się kebabem, ale nagle jego twarz wykrzywił grymas największej odrazy. Odwrócił się w bok, po czym splunął siarczyście na ulicę, wydając z siebie przy tym jakiś nieludzki odgłos. - Kurwa, pomidor! - A mówił, mówił, że chce bez. Wzdrygnął się na samą myśl, że jeszcze przed chwilą czuł go w swoich ustach i przed kolejnym kęsem, dokładnie obejrzał sobie zawartość swojej bułki. Dopiero teraz skupił się na kobiecie, próbującej stanąć we wnętrzu sklepowego wózka. Uśmiechnął się do niej szeroko, gdy wspomniała noc jej urodzin. Przyjął od niej butelkę wódki, ale tylko po to, by odstawić ją na bok, wraz ze swoim kebabem (!!!) i gdy już upewnił się, że są bezpieczne, chwycił Nikki w talii i powoli zaczął sunąć dłońmi w dół, do jej tyłka. - A ty zarzekałaś się po raz któryś z kolei, że nigdy nie będziesz pijana na tyle, by mnie pocałować. - Dotarł do miejsca docelowego, więc zatrzymał się i ścisnął jej pośladki w dłoniach. W odruchu bezwarunkowym przygryzł swoją dolną wargę, po czym wbił wzrok w jej usta. - Przyznaj, że dotyk mych magicznych dłoni, wstrząsnął wtedy twoim światem.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 20 Sierpień 2016, 03:01   

O niedoczekanie jego! Na wspomnienie do tego, że zawiodła - przeniosła na niego tak piorunujące spojrzenie, że pewnie niewiele brakowało, a zamieniłby się w kamień. Nie dość, że mu gotowała, to jeszcze narzekał! Przez ostatni rok żywił się pizzą i zupkami chińskimi, a kiedy przypomniał sobie, jak to jest dostawać dobre [s:549ce335cb]pierogi[/s:549ce335cb] jedzenie pod nos, od razu marudzi!
- Od jutra ty będziesz nam gotował. Albo nie, będziesz gotował sobie, bo nie chcę się zatruć - poinformowała, całkiem poważnym tonem, ale... no właśnie. Nie wytrzymała nawet pięciu sekund i znowu parsknęła, ale to już na jego następne stwierdzenie. - Może to ja tak wmawiałam im? - odpowiedziała zaczepnie, sugerując, że w ten sposób ich pocieszała. No ale, zaraz oblizała wargi, nie mogąc się powstrzymać - albo chcąc się z nim podroczyć, bo, czego by nie powiedzieć, Jake naprawdę miał się czym pochwalić. Tak bardzo, że... - Cholera.
To powiedziała już po odwróceniu wzroku w stronę Mehmeta, który i tak niczego z tego nie zrozumiał. Zdążyła jednak zaledwie wzruszyć ramionami, zanim Jake popchnął ją w jego stronę, coby - jak prawdziwa supergirl - wzięła sprawy we własne ręce!
Później, kiedy już objadała się swoim kebabem, była chyba zbyt w niego wpatrzona, by przejmować się krzyczącym za ich plecami turkiem. A krzyczał! Krzyczał coś o tym, że gdyby już znalazła tę koleżankę, to on będzie tutaj czekał!
- Teraz muszę tylko znaleźć kompletnie zdesperowaną znajomą, z której życiem łóżkowym będzie na tyle źle, żeby się za niego wzięła - mruknęła pod nosem, zaraz jednak odchylając głowę do tyłu, by móc na niego spojrzeć. - Załatwiłeś? Nic byś beze mnie nie osiągnął, Averill. Już cię od siebie uzależniłam - stwierdziła całkiem pewnie, ale - że w tej pozycji nie mogła go dotknąć - zaczepnie wystawiła w jego stronę język.
Później skupiła się już głównie na swojej bułce, ale wyplunięcie przez Jake'a pomidora, wywołało u niej następną salwę śmiechu. Taką, że nawet się zadławiła, no! Ale - kiedy już opanowała sytuację - zerknęła na niego znacząco i tylko bezgłośnie wymamrotała ,,KARMA". To za tą jego niesłowność, na pewno!
Znacznie ciekawiej zrobiło się jednak dopiero później - kiedy już stanęła w tym koszyku i jakimś cudem się nie zabiła. I uwierz, kiedy obserwowała, jak Jake - zamiast wziąć łyka wódki - odkłada ją na bok wraz ze swoim kebabem, serce niemal stanęło jej ze wzruszenia. Dokładnie tak, jak mi. Planowała nawet uraczyć go jakimś równie romantycznym komentarzem, ale za bardzo rozproszyły ją dłonie mężczyzny. Kiedy tylko przesunął nimi wzdłuż jej talii, a potem zacisnął na jej pośladkach, Nikki odruchowo się wzdrygnęła.
- Yup - potwierdziła, unosząc wargi w subtelnym uśmiechu i przypominając sobie, że faktycznie mu to powtarzała. W kółko. To powinno dać do myślenia im obojgu. W każdym razie, kiedy tylko przygryzł wargę i zerknął na jej usta, nie wytrzymała; powoli pochyliła się nad jego twarzą, przez chwilę pozostawiając na ustach mężczyzny gorący oddech. - Powiedziałeś wtedy, że jeszcze zobaczymy - przypomniała, odruchowo przejeżdżając palcami wzdłuż jego ramienia. - Cóż, ten jeden, jedyny raz wygrałeś.
Zamiast czekać na coś jeszcze, połączyła ich wargi w pocałunku - i chociaż początkowo był on dosyć delikatny, to bardzo szybko zamienił się w znacznie bardziej łapczywy. Na tyle, że Nikki owinęła ramiona wokół jego karku, a nogi zacisnęła wokół bioder mężczyzny. Podejrzewam, że skoro już i tak trzymał ją za tyłek, wyciągnął ją z tego wózka - a nawet jeśli nie, to i tak uwiesiła się na nim jak rzep! Już nawet zrobiło jej się znacznie goręcej, ale nie mogli cieszyć się tą pozycją zbyt długo, bo...
- Matko Chrystusko - szepnęła z przerażeniem kobieta, znajdująca się teraz za plecami Nikki. - Ron, czy ty widzisz, to co ja? Brienne i Andrew... wy... ALE TAK PUBLICZNIE?! - zamilkła nagle.
No, ale szokowi, jaki teraz przeżyła Rhodes, to pewnie mógł się równać tylko szok Jake'a! Gwałtownie odsunęła swoją głowę od tej jego i jeszcze przez chwilę nie odrywała wzroku od twarzy mężczyzny, mając nadzieję, że tylko się przesłyszała i on nie zarejestrował tych słów. Jego mina mówiła co innego, więc - z opóźnieniem - obejrzała się przez ramię.
Alice przyglądała się im zza swoich okularów, zresztą bardzo wymownie. Nic dziwnego, skoro stali na ulicy, doskonale bawiąc się w takiej pozycji - a przecież byli jej znani ze swoich seksualnych ciągot. Niemniej, kompletną dezaprobatę Rhodes dostrzegła w jej oczach dopiero, gdy przeniosła to przeszywające spojrzenie na wódkę stojącą tuż obok.
- Um... - wymamrotała, przez chwilę nie mogąc oderwać spojrzenia od... JEJ DŁONI POŁĄCZONEJ Z DŁONIĄ RONA. Wiedząc jednak, że taka długa chwila ciszy była niezręczna, wreszcie podniosła głowę i... - Ron się ogolił! Gratulacje, to... wiekopomne wydarzenie. WIEKOPOMNE - położyła nacisk na to słowo, bo tak naprawdę miała w dupie ilość jego rudych włosów na ciele. Zszokował ją bardziej ich związek. Ech, Jake nigdy się nie odezwał po jej podchodach, to musiała radzić sobie inaczej!
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 20 Sierpień 2016, 20:30   

Jake również był zbyt wpatrzony w swojego kebaba, żeby zwracać jeszcze uwagę na Mehmeta. Z Averilla to był jednak marny znajomy, tylko wykorzystywał biednego Turka, a gdy przychodziło co do czego, nie potrafił mu się odwdzięczyć i nawet Nikki sprzedał tylko na niby. Będzie chyba zmuszony znaleźć inną budę z tanim kebabem, tym razem może bliżej własnego lokum. Chociaż, podejrzewam, że kilka miesięcy temu, kiedy niezobowiązująco chciał się zobaczyć z Nikki, wymówkę "wpadłem na kebaba na Superior i ten kurczak z rożna tak bardzo przypominał mi o tobie, że nie mogłem go nie kupić i się z tobą nie podzielić" słyszała bardzo często.
- Zapytam Boba, czy nie rozważyłby zostania gejem. - wzruszył ramieniem, gdy Nikki tak gorączkowo poszukiwała w myślach partnerki dla Mehmeta. Jake był tym szczerze niezainteresowany i odkąd oddalił się od budki, szczęśliwy, że może wreszcie zapełnić swój żołądek śmieciowym jedzeniem, miał w głębokim poważaniu los mężczyzny. A już szczególnie wtedy, gdy okazało się, że ten pyszny kebab, ten sam kebab, który miał być jego wybawieniem, który jeszcze niedawno był jego słońcem i księżycem... zdradził go, pozbawiony wszelkich skrupułów. Czy on honoru nie miał? Najwidoczniej wszelkie braki nadrobił dodatkową porcją pomidora. Od tego wieczoru, Averill nigdy nie spojrzy na niego tak samo (kebaba, chociaż na Mehmeta pewnie też, ale to już dlatego, że jest tak okropnie niski).
To spokojnie wystarczyłoby, by zepsuć mu ten piękny wieczór. Całe szczęście, że miał przy sobie Nikki, która choć wsparcia nie okazała mu żadnego, skutecznie rozpraszała jego uwagę i pozwalała zapomnieć o tym przykrym wydarzeniu. Nie puszczając jej pośladków, przyciągnął ją bliżej siebie, tak, że teraz stykali się swoimi klatkami piersiowymi i przesunął nosem po tym jej. Jego uśmiech stawał się coraz szerszy z każdym jej słowem, a kiedy oznajmiła, że wygrał, no cóż, nie zdążył zareagować, bo Rhodes połączyła ich usta w pocałunku. Poczuł smak wódki na jej wargach, ale takim alkoholikom jak oni, z pewnością to nie przeszkadzało. Gdy się na nim uwiesiła, podciągnął ją nieco do góry, poprawiając jej pozycję, by sprawnie objęła go nogami w pasie. Zrobił ze dwa, trzy kroki w tył, by nie znajdowali się już centralnie nad tym nieszczęsnym wózkiem i miał zamiar przenieść się z pocałunkami na jej szyję, kiedy to do jego uszu dotarł znajomy głos. Nie zamierzał przerywać, a skądże, ale Rhodes odsunęła głowę. Jake postanowił zastosować taktykę: nie ruszam się, więc mnie nie widzą, ale szybko okazało się, że była to strategia wysoce nieskuteczna. Początkowy szok ustąpił irytacji, więc z ciężkim westchnięciem, w końcu odstawił kobietę na ziemię, chyba pod wpływem tego karcącego spojrzenia, jakie posyłała mu Alice. Poczuł się jak w gimnazjum, kiedy nauczycielka karciła go za podglądanie dziewczyn w szkolnej szatni. Piękne czasy!
- Do twarzy ci, Ron. - podłapał temat, chociaż najpierw zerknął na Nikki z ukosa, z niemym pytaniem, co ty wygadujesz. To Ron miał kiedyś brodę? Postanowił odezwać się ponownie, tym razem już do Nikki i zasugerować, że powinni się zbierać, bo te piorunujące spojrzenie Alice sprawiało, że czuł się niekomfortowo. - Rho... - zamarł, kiedy uświadomił sobie, że niemal spalił ich przykrywkę. Brienne! Brienne! - Rhon. Stary. Czemu do mnie nie zadzwoniłeś? Mieliśmy się umówić na to pi... - Nie no, nie powiesz mi, że nie wybrnął elegancko! Znów jednak musiał urwać w pół słowa, bo dostrzegł panikę w oczach rudowłosego i to, jak delikatnie kręci głową. - eczywo. - dokończył i sam nie wytrzymał, więc uśmiechnął się szeroko, gdy już zorientował się, jakie słowo właśnie wyszło z jego ust.
- Ale... wcale nie dałeś mi swojego numeru. - zakomunikował, a Jake rozłożył ręce w bezradnym geście i spojrzał na niego tak, jakby próbował mu wcisnąć, że Enrique Iglesias jest papieżem. - Niemożliwe. Zapisałem ci go na ulotce informacyjnej o alkoholizmie. Musiałeś ją wyrzucić. - Tymi słowami tak pogrążył swojego kolegę w oczach jego nowej kobiety, że nawet Jake'owi zrobiło się głupio i tym razem, zakładając, że znajdował się wystarczająco blisko, klepnął go przepraszająco po ramieniu. - Ale hej, możemy się wybrać na te... pieczywo, wszyscy razem, w czwórkę. - Tu już odwrócił się z paniką w oczach w stronę Rhodes, dając jej do zrozumienia, że nie panuje nad sytuacją i powinna mu pomóc, nim wkopie ich w bycie rodzicami chrzestnymi potomka Ralice. Zagryzł wargę, by powstrzymać się przed powiedzeniem czegoś jeszcze i rozpaczliwie sięgnął po leżącego w wózku kebsa, żeby zapchać sobie usta. Wtedy jednak wzrok Alice znów powędrował do tej nieszczęsnej flaszki i Averill nie miał już pomysłów, jak odwrócić jej uwagę. Zresztą, chyba bał się próbować.
 
 
Nikki A. Rhodes
[Usunięty]

Wysłany: 20 Sierpień 2016, 22:27   

Boba? Dlaczego od razu Boba? Nikki wcale nie zareagowała na ten pomysł tak entuzjastycznie, jak mógłby się spodziewać Jake - nawet łypnęła na niego ostrzegawczo i uniosła palec ku górze, jak ktoś w tłumie, kto bardzo chce zabrać głos.
- Nie, nie, nie - odpowiedziała, kompletnie nie zgadzając się z jego pomysłem. - Jestem odpowiedzialna za życie sercowe Boba. Zaufał mi, więc znajdę mu taką pannę, że wam, wszystkim pozostałym strażakom, gały z orbit wyjdą - obiecała. No cóż, ponoć Heidi Klum od niedawna wolna, hehe.
W każdym razie, znacznie ciekawiej zrobiło się chwilę później. Z nimi to już chyba musiało tak być, że kiedy już przekroczali granicę ,,ups, dotknęłam cię" to musiało się to posunąć dalej. Nie, żeby się tym przejmowała, szczególnie, że poza Mehmetem - i Ralice, jak się zaraz okaże - nikogo tam z nimi nie było. Szkoda tylko, że ostatecznie tam perfidnie im to przerwali, bo najchętniej zaraz zaciągnęłaby go z powrotem do domu, ech.
Nie wiedziała, co w ogóle powiedzieć w tej sytuacji - ale zamiast odsunąć się od Jake'a gdy już ją odstawił, coby Alice nie patrzyła na nich aż tak wymownie, tylko rozpaczliwie zacisnęła palce na materiale jego koszulki. I bardzo dobrze! Bo pewnie gdyby gwałtownie go za nią nie pociągnęła, słowo ,,Rhon" nigdy nie wyszłoby z jego ust, a ona nie zaczełaby szczerzyć się do Alice jak głupia do sera.
- Pieczywo - powtórzyła, zerkając na Averilla z wyraźnym politowaniem w oczach, a potem na powrót przenosząc wzrok na tę potworę z kliniki; - Słyszysz, Ali? Nasi chłopcy chcą iść na pieczywo. Pozwól Ronowi. Andrew dużo gada, a może nauczyć go wielu... ciekawych... - zawiesiła głos, przygryzając wargę, żeby się nie roześmiać. Ale w porządku, skoro była dobrą aktorką, to pewnie nawet wzięli to za gest prowokacyjny! - Sztuczek. A one przyniosą ci tylko korzyści, no nie?
Nie wiem, jakim cudem nie wybuchnęła śmiechem - chyba tylko dlatego, że wtuliła głowę w szyję Jake'a, tak, by nie mogli przez chwilę obserwować jej twarzy. Pewnie wyglądało na to, że robi mu malinkę, ale no sory, pewnie aż trzęsła się w jego ramionach od hamowania śmiechu. O tak. Jake mógł nauczyć Rona wielu ciekawych sztuczek, skoro był takim seksoholikiem.
Zrobiło jej się znacznie mniej wesoło, kiedy odszedł kawałek dalej i zrobił wszystko, by zepsuć jej dotychczasowe próby spławienia ich. Hm, chociaż... Alice wcale nie wyglądała na taką zdegustowaną, jak można by podejrzewać, hehe.
- Myślę, że skoro Andrew jest taki miły i to proponuje... - odezwała się kobieta, kręcąc loka na palcu, bo pewnie od ponownego zobaczenia Jake'a z miejsca zrobiła się wilgotna. Rhodes uniosła zdawkowo brew, ale zanim się odezwała, Alice wypaliła jeszcze; - Chętnie pójdziemy, prawda? Szczególnie, że mógłby nauczyć mnie ciekawych sztuczek. Nas, to znaczy, nas.
Teraz Rhodes już autentycznie parsknęła śmiechem, ale to chyba raczej przez minę, jaką zrobił Averill, gdy kobieta niebezpiecznie się do niego zbliżyła.
- Wierz mi, Alice, bardzo chętnie pobawilibyśmy się w Swingersów, ale... nie możemy, kochanie - mruknęła, decydując się wreszcie go uratować. W dwie sekundy pokonała odległość między sobą i Andrew, owijając ramiona wokół jego pasa. Prawdziwa przylepa! - Zapomniałeś? Mam owulację. Musimy to wykorzystać - przypomniała, opierając głowę o jego ramię i ponownie przenosząc spojrzenie na, zszokowaną kurna, Alice. - Och, ja i Andrew staramy się o dziecko. To wszystko dzięki pani. Zmieniła pani nasze życie na znacznie lepsze, dogadujemy się jak nigdy!
No, czego by nie powiedzieć... faktycznie trochę zmieniła ich życie, no nie? Zakładam jednak, że ta wymówka była wystarczająca, by Alice dostała co najmniej krótkiego zawału, a Rhodes wykorzystała sytuację i pociągnęła zarówno Jake'a, jak i wózek, w stronę swojego mieszkania. Ech.

//ztx2
 
 
Irene Evans
[Usunięty]

Wysłany: 27 Sierpień 2016, 17:48   

#3 Z gipsem ci do twarzy

styl

W życiu bywa tak niestety, że nie wszystko jest tak jak powinno. Irene miała kilka dni wolnego, to fakt. Czekała na przyjazd siostry, z którą nie widziała się szmat czasu, nie mniej jednak pojawiło się małe urozmaicenie ich spotkania. W postaci gipsu na lewej łapce pielęgniarki. Niestety, jak dobrze wszystkim wiadomo kilkanaście dni temu, żeby zachować odpowiedni odstęp czasu Irene złamała rękę, jadąc na rowerze, którego oczywiście nie odzyskała. Od tamtej pory na jej łapce prezentował się gipsior ozdobiony przez naklejki małych pacjentek, które odwiedzała mimo tych dni wolnych. Z powodu zdrowotnych zamiast dwóch dni zrobiło się parę tygodni urlopu, które dziewczyna musiała jakoś wykorzystać. Niestety jazda na rowerze i jakiekolwiek uprawianie sportu odpadało, w końcu uszkodzona ręka unieruchamiała ją na wiele, wiele kolejnych dni. Więc co mogła na to poradzić. Tylko pieprznąć się w łepetynę za jazdę na rowerze ze słuchawkami i w obcasach. Taką samo winę ponosili tamci chłopcy, gracze Pokemon Go, co panna Evans. W dniu dzisiejszym kręciła się niedaleko domu, w prawdzie brakowało jej wypadów do klubu, czy chociażby do baru… Ale dziwnie czułaby się tam z gipsem. I tak dzisiaj, zakładając nową sukienkę – dopiero co kupioną czuła się dziwnie. Przemierzała kolejne metry chodnika oddalając się od sklepów, oddalając się od domu, zbliżając w stronę centum dzielnicy. Rozmawiałą przez telefon usiłując dodzwonić się na taksówki, chciała pojechać w jedno miejsce. Gdzieś gdzie było zielono. Planowała udać się do jakiegoś parku, może nawet nad jezioro? Aby wypocząć, pomyśleć, ulotnić się na chwilę…
 
 
Vera Tenney


Jestem w Chicago od
wielu lat



32
strażak

uczy się żyć na nowo

Mieszkam w
Lincoln Park

Vera

Tenney

Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 23:03   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler




Nie samą pracą człowiek żyje. Tak było również w przypadku mulatki, która akurat dzisiaj miała dzień wolny, co chciała wykorzystać przede wszystkim na zakupy. A wcześniej też musiała po raz kolejny powiedzieć „dzień dobry” nauczycielowi swojej córki. Tak, zaczął się rok szkolny, co dla Very oznaczało coraz częstsze wizyty w szkole. Cóż, nikt nie mówił, że wychowywanie nastolatki będzie łatwe. Nie będzie. I ona już o tym wiedziała. Tym bardziej, że system jej pracy znacznie utrudniał jej kontrolę nad Henley, więc w tym przypadku miała dzielić opiekę z Dylanem. Teraz jednak, kiedy dziewczynka była w szkole, a ona miała dla siebie jeszcze kilka godzin, zakupy były najlepszym sposobem na spędzenie wolnego czasu. I nadrobienia zaległości, jak najbardziej. Ostatecznie auto zaparkowała nieopodal, tuż przed wejściem do jednego ze sklepów, by pieszo obskoczyć kilka kolejnych. W końcu, po niespełna godzinie wracała do samochodu obładowana zakupami – a w nich jakieś produkty spożywcze i pewnie jakiś ciuch przy okazji. Nic wielkiego. A jednak! Kiedy wracała do auta, w oddali już widziała znajomą sylwetkę. Nie miała kontaktu z Irene odkąd odstawiła ją do szpitala tamtego feralnego dnia, a teraz – no proszę! - Evans we własnej osobie! Podeszła nieco bliżej, perfidnie trącając kobietę torbą po brzegi wypchaną zakupami.
- No popatrzcie ludzie! Gdyby nie ten gips, zatrudniłabym Cię jako tragarza. Przydałaby mi się pomoc, ale dobrze, dobrze, poradzę sobie sama. - mruknęła, zatrzymując się i odkładając kilka toreb na chodnik – Kiedy się go pozbędziesz? - spytała, rzecz jasna wskazując na gips kobiety – Na moje oko, to chyba już ten czas, hm? - ciągnęła, wyraźnie zainteresowana stanem Irene. Ale halo! Miała prawo, no nie? No tak. Z cichym westchnieniem nachyliła się nad jedną z toreb i wygrzebała z niej dwa batoniki zbożowe – Łap. - mruknęła, wciskając kobiecie jeden z nich, a drugi zaś otworzyła błyskawicznie i ugryzła niewielki kęs. Cukier. Tak bardzo go potrzebowała!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Irene Evans
[Usunięty]

Wysłany: 29 Wrzesień 2016, 09:55   

Irene uwielbiała spędzać czas na świeżym powietrzu. Jak nie w szpitalu, gdzie opiekowała się ludźmi, tak tutaj siedząc sobie w zaciszu zielonym. Ale do najbliższego parku był spory kawałek, a ona nie chciała paradować jak jakiś połamaniec z ręką po całym Chicago. Niestety… Musiała jeszcze trochę się pomęczyć z tym dziadostwem. Musiała przemęczyć się do końca dnia, albo nawet do następnego dnia. Infolinia oferująca obsługi taksówek była zajęta, wyjątkowo przez kilkanaście minut dzisiejszego dnia. Widać pech trzymał się Irene chyba do momentu zdjęcia gipsu. Pokręciłą głową i skłonna była ruszyć już sama z buta przed siebie, gdyby nie pojawienie się Very, której obecność zdradziła pielęgniarce poprzez trącenie torbą z zakupami.
- Mam jeszcze zdrową rękę – wywróciła oczami uśmiechając się do niej. Jakoś sobie w życiu musiała dać radę, z jedną zdrową ręką, więc spokojnie mogła Verze ulżyć w dźwiganiu, w szczególności, że torba była pokaźnych rozmiarów. Chwilę później zerknęła na swoją rękę i westchnęła. – Dzisiaj albo jutro. Na razie nie chce się pojawiać na szpitalu, bo połapałam się z ordynatorem, gdy nie chciałam iść na przymusowe wolne. – Wywróciła oczami, bowiem przecież wielokrotnie pokazywała, że daje sobie radę – również w pracy. Podawała leki, robiła zastrzyki, ogarniała wszystko, ale najwidoczniej nie potrafiła tego odpowiednio pokazać. W odpowiedniej chwili jednak wróciła z zamyślenia głębokiego, aby złapać batonika zbożowego. Gdyby nie to pewnie by oberwała.
- Heh dzięki - uśmiechnęła się odpakowując przekąskę, po czym ponownie zerknęła przelotnie na jej zakupy. – Jesienne porządki, czy jakieś wielkie zmiany? – Spytała wskazując brodą na jej zakupy.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,43 sekundy. Zapytań do SQL: 7