Poprzedni temat «» Następny temat
Bernard's Bar
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 21 Czerwiec 2016, 23:37   Bernard's Bar

[align=center:f8cb0b74b5][/align:f8cb0b74b5]
 


profil
 
Noah A. Blake
[Usunięty]

Wysłany: 30 Czerwiec 2016, 15:06   

#02

Noah po powrocie do Chicago czuł się jak uwiązany. Cały czas musiał pracować i nie miał czasu praktycznie na nic, dobijało go to powoli i zaczynał mieć ogromną ochotę to wszystko posłać w diabły, ale nie mógł. Kochał te robotę i nie rzuci jej. Musi tylko zacisnąć zęby i przetrwać ten gorący okres w FBI. A wiadomo jak tam bywa, zawsze jest sporo roboty, bo ktoś kogoś zabije, czy będą robić przekręty na skale światową i tak dalej. Nigdy człowiek nie ma względnego spokoju. Taka praca. Noah teraz też przygotowywał się do ślubu, a jak wiadomo zawsze coś musi się zdarzyć, bo przygotowania bez jakiś wpadek czy awantur to było by za nudne. Ale z drugiej strony bardzo się cieszył na te uroczystość, w końcu będzie mógł poślubić kobietę, którą kocha i chce z nią spędzić życie. Są już bardzo długo razem dlatego prawnik zdecydował się na ten krok.
Dzisiaj jednak umówił się w Rosie w barze, aby trochę sobie zaszaleć z alkoholem. Musiał się wyrwać i odsapnąć więc skorzystał kiedy blondynka napisała do niego z prośbą o wyjście do baru. Bo dlaczego miał się nie zgodzić ? Od razu po przyjściu do domu i przebrał się w coś wygodniejszego niż garnitur, oczywiście wcześniej wziął prysznic, bo na dworze takie upały, a biedak cały dzień w garniturze. Kiedy był czas pojechał w umówione miejsce i czekał na przybycie Ward. On jak zwykle był chwilkę przed czasem. Taki nawyk. Nie znosił przychodzić gdziekolwiek na ostatnią chwile.
 
 
Josh Williams
[Usunięty]

Wysłany: 17 Lipiec 2016, 21:02   

    #01

Dzisiejszy dzien w pracy minął bardzo spokojnie lekarzowi. Miał jednak sporo dzieci, które przychodziły do kontroli po ospie, bo w jednym z Chigagowskich przedszkoli wybuchnęła epidemia. Wiadomo jak to sie zaczyna, rodzic nie zauważa u swojego dziecka krostek, zaprowadza do przedszkola i bum wszystki maluchy na około łapią bo to paskdnie zaraźliwe choróbsko, ale najlepiej kiey przechodzi sie je w dzieciństwie, ma ona wtedy łagodniejsze objawy, niż gdy w czasie kiedy jesteśmy dorośli, bo mogą wyniknąć z tego powiklanie różnego typu, które są niebezpieczne dla naszego zdrowia jak i życia. On sam miał sobe kiedy miał trzy lata, więc pamięta to jedynie z opowiadań.
Dzisiaj umówił sie na coś mocniejszego w barze z Colinem na obiad. Polubił tego chłopaka od razu kiedy pierwszy raz sie spotkali na traningu boksu. Williams trenował go od wielu lat, ponieważ jak niektórzy wiedzą miał problemy z gniewem, a raczej jego wybuchami w młodości. Ten sport pomógł mu ją wyładowywać i teraz już jest wszystko dobrze, jednak nadal ćwiczy. To pozwala mu utrzyamć dobrą kondycje i tężyzne fizyczną. Niestety czasu zbytnio na siłownie nie miał, ale za to co rano biegał. Sport to zdrowie jak to mawiają!
Po przybyciu do domu wziął szybki prysznic, aby zmyć z siebie ten charakterystyczny zapach szpitała po czym przebrał sie w coś wygodniejszego na spotkanie z Thomasem i pojechał do wyznaczonego miejsca. Był chwile przed czasem jak to miał w zwyczaju. Takie skrzywienie zawodowe można by powiedzieć.
 
 
Colin Thomas
[Usunięty]

Wysłany: 18 Lipiec 2016, 20:15   

/po spotkaniachz wszystkimi/

W przypadku Colina mówienie o tym iż odbywa on treningi boksu były zdecydowanie za dużym niedomówieniem, albo też wyolbrzymieniem. Owszem, chłopak czasem pobił się z workiem treningowym, ale prędzej zmierzając na salę odwiedzał siłownię. Colin po prostu nie radził sobie jakoś naprawdę na ringu, wielkim więc szczęściem jest dla niego to, ze nie rozważa prawdziwej kariery w boksie. Jego plany są przecież dokładnie naszkicowane, wie dokładnie czego chce. No wiecie, chłopak ma zamiar zostać aktorem – to jest zawód którego się uczy. Nauczył więc się filozofii którą wyznawali inni. Twierdzi, iż ciało jest jego narzędziem pracy. Colin stara się więc by jego warsztat był w jak najlepszym stanie, co jest dosyć trudne biorąc pod uwagę jego miłość do cronutów. Nie mniej jednak przynajmniej poznał Josha. To zdecydowanie był plus całego zamieszania związanego z boksem. Dzisiaj ku uciesze Colina, nie czekał ich jednak żaden trening – co najwyżej ćwiczenie umiejętności imprezowania. Tym razem bowiem panowie mieli się spotkać po prostu na drinka, dwa, ewentualnie osiemnaście.
Colin bardzo cenił sobie chwile kiedy mógł usiąść w barze, przy zimnym piwie i wyłączyć się z życia. To wszystko co go gnębiło, męczyło, nużyło na co dzień przestało mieć znaczenie – najważniejsze było spotkanie, towarzystwo, albo też impreza w wypadku większego grona. Na pewno sens życia prędzej by odnalazł w dobrej konwersacji przy winie w winnicy wieczorową porą niż w biurze, w boksie w jakiejś korporacji. Colin marzył o życiu wolnym, pełnym przygód i dobrego towarzystwa. Niestety, musiał być również praktyczny i zdawał sobie sprawę z tego, że prawdopodobnie czeka na niego już jakiś boks. Albo też uda mu się zostać aktorem? Prawdziwym aktorem, teatralnym, który co wieczór będzie zachwycał wszystkich swoim śpiewem. O Jezu! To było właśnie to o czym marzył. Ale o tym może już nie dzisiaj, skupmy się na tym jak się to Colin przygotował na spotkanie.
Oczywiście wszystko zaczęło się od powrotu do domu z uczelni i odświeżenia się. Następnie wybrał białą koszulę, czerwoną muszkę w czarne paski, czerwone spodnie typu jeans i czarne buty pasujące do pasków w muszce. Strój był dopasowany, aczkolwiek dosyć abstrakcyjny – idealnie w stylu Colina. Mężczyzna uśmiechnął się spoglądając na swoje odbicie w lustrze i poprawił muszkę. Następnie Colin zamówił taksówkę która zawiozła go wprost do Bernard’s bar.
Oczywiście był chwilę spóźniony, nie było to jednak więcej niż dziesięć minut. No wiecie, ta cała toaleta, wybór ubrania a przede wszystkim odświeżenie fryzury by znów była idealnie ułożona wymagało czasu a czasem ten czas po prostu biegnie aż podejrzanie szybko kiedy zajmujemy się pozornie prostą czynnością. Tak było właśnie w tej chwili. Kiedy tylko przekroczył próg baru rozejrzał się wokół, po czym zauważył Josha. Uśmiechnął się do mężczyzny pokazując swoje białe ząbki, po czym machnął mu niedbale dłonią w geście przywitania. Następnie Colin skierował się w stronę baru gdzie zamówił piwo czekoladowe i już z nalanym piwem podszedł w stronę stołu przy którym siedział jego znajomy.
-Hej, siema. – przywitał się werbalnie siadając naprzeciw, po czym rozejrzał się po okolicy-Całkiem fajny lokal, chyba tu jestem pierwszy raz -oznajmił z uśmiechem, po czym wziął łyk piwa i dodał-Albo byłem tu już pod takim wpływem, że kompletnie nie pamiętam tego miejsca – po czym wzruszył ramionami odkładając szklankę z piwem na stolik. Kiedy już tego dokonał dopowiedział z usmiechem-Ale nie widnieję na żadnej liście, że tego Pana nie obsługujemy więc nawet jeśli to nie jest źle. – po czym uśmiechnął się ponownie i spojrzał na Josha-A co tam z tobą, jak dzień minął? Jakieś przypadki w stylu Greys Anatomy? – spytał lekko przekrzywiając głowę w bok.
 
 
Josh Williams
[Usunięty]

Wysłany: 22 Lipiec 2016, 14:59   

Pobicie w worek to też w pewien sposób rodzaj treningu, chociaż prawda, może trochę za dużo powiedziane. Williams też nigdy nie planował wielkiej kariery bokserskiej, nigdy mu przez myśl to nawet nie przeszło. Od dawna wiedział, że jego powołaniem jest bycie lekarzem pediatrą, a boks to tylko pewien rodzaj terapii. Dla niego dobro dzieci było najważniejsze i nie miał zamiaru nigdy z tego zrezygnować. Tak samo jak Colin, Josh musiał utrzymywać ciało w wręcz doskonałej kondycji fizycznej, bo całodobowe dyżury oraz praca z dziećmi wymagała ogromnej kondycji, którą przez te lata mężczyzna sobie wyrobił. Zbliżał się wielkimi krokami do czterdziestki, ale jakoś tego nie odczuwał. Był młody duchem i ciało tez miał nie najgorsze. A do kryzysy wieku średniego chyba mu jeszcze trochę brakuje. Teraz dopiero po pokonaniu choroby lekarz może cieszyć się pełnią życia, ale jak wiadomo jak to jest kiedy się choruje na raka. Trzeba czekać pięć lat, aby upewnić się, że choróbsko nie postępuje. Teraz jednak zmierza spędzić czas z Thomasem przy czymś mocniejszym. W końcu po to się spotkali.
Nie ma co się złamywać i dołować czymś na co nie mamy wpływu. A może jednak ciemnowłosy będzie jednym z nielicznego grona i uda mu się osiągnąć sukces, o którym tak marzy ? Trzeba wierzyć, wiadomo, że łatwo to powiedzieć, jednak za darmo nic nie ma w tym naszym życiu, o wszystko musimy się starać i pracować na to ciężko. Za jakiś czas, Joshua będzie mógł iść do teatru na jakiś spektakl, w którym zagrał sławny Colin Thomas i będzie mógł z dumą oglądać chłopaka i cieszyć się, że udało mu się osiągnąć to o czym marzył. On sam, aby być w tym miejscu musiał sporo poświęcić, ale czy żałował? Nie, ani trochę. Może wiele rzeczy zrobił by inaczej, czasu się nie cofnie i trzeba iść dalej w takiej sytuacji w jakiej si znajdujemy obecnie.
Pediatrze bardzo nie przeszkadzało, że chłopak się spóźnił kilka minut, w końcu każdemu może coś niespodziewanie wypaść, albo te nieszczęsne korki na mieście, które czasem doprowadzają człowieka do szewskiej pasji, a zwłaszcza jak gdzieś się spieszymy. Niektórzy sądzą, że jeżeli się cos planuje to trzeba wyjechać wcześniej, jednak nie zawsze jest taka możliwość. Ale cóż, tak bywa.
Po chwili w jego kierunku zmierzał Colin. Chwilkę przed przybyciem kumpla Joshua zamówił dla siebie whiskey z cola i lodem. Może nie zbyt oryginalnie, ale on lubił ten rodzaj alkoholu, więc sobie go zamówił. Po chwili dostał swoje zamówienie. Podziękował kelnerce.
- Hej. - odparł również się uśmiechając. - Ciesz się. - zaśmiał się. - To jest świetne miejsce, więc nie zepsuj sobie tu reputacji jak się upijesz. - rzucił po czym uchylił łyk ciemnego płynu, który przyjemnie palił go w gardło. Ah tak dawno nie pił, że powoli zapominał jak smakuje. - Dzisiaj spokojnie. Po epidemii ospy mamy przychodzą na kontrole. Także mogę powiedzieć szału nie ma dupy nie urywa. - po czym nonszalancko wzruszył ramionami z krzywym uśmiechem. - A u ciebie co tam? Jak studia ? - zapytał zainteresowany racząc się alkoholem.
 
 
Colin Thomas
[Usunięty]

Wysłany: 23 Lipiec 2016, 14:43   

Nie od dziś wiadomo, że wysiłek fizyczny może stanowić niesamowitą terapię. Gdy człowiek zmęczy się fizycznie, doprowadzi do granic możliwości przestaje myśleć o swoich problemach. Prawdę mówiąc, całkiem często Colin ćwicząc doprowadzał do pewnych decyzji które dotyczyły jego życia. Dzięki temu czas spędzany na ćwiczeniach, był tak naprawdę wykorzystywany na dwa sposoby. To właśnie sprawiało, a właściwie było jednym z podstawowych czynników, które stanowiły odpowiedź na pytanie dlaczego Colin nadal pojawiał się na treningach. No i oczywiście nie zaszkodziło to, że poznał tam kumpla – Josha. Świat Colina i Josha wydawał się być kompletnie inny. Josh na co dzień zajmował się ratowaniem ludzkiego życia, Colin zaś był zajęty ćwiczeniem monologów czy piosenek typu „Dont cry for me Argentina”. Coś jednak sprawiało, że chłopcy się dogadywali. Gdzieś, podświadomie, jednak byli w jakimś stopniu do siebie podobnymi. Przecież gdyby tak nie było, to te zestawienie nigdy by się nie udało i student aktorstwa nie miałby jakichkolwiek kontaktów z pediatrą – nawet profesjonalnych, biorąc pod uwagę, że Colin dzieci nie miał. Co do 40stki Josha, Colin zawsze był przekonany, że tak naprawdę wiek jest tylko liczbą a wszystko co ma znaczenie to to, co znajduje się wnaszych głowach. Chłopak wielokrotnie natknął się na emerytów którzy potrafili się śmiać, uśmiechac, bawić, czerpać z życia garściami. Jednak to nie wszystko, Colin spotkał również młodzież, która najchętniej położyłaby się w trumnie. Sam Colin choć nie był już nastolatkiem, nadal czuł, że wszystko co najlepsze znajduje się dopiero przed nim – a teraz był zajęty kroczeniem w tamtą stronę magicznym, tanecznym krokiem.
-Oj stary, zrobię wszystko co w mojej mocy by się nie urżnąć jakoś specjalnie – oświadczył rozbawiony, po czym wziął do rąk zamówione pomarańczowe piwo -Ale w sumie to nic nie obiecuję w formie kropki, zakończenia zdania wziął spory łyk napoju. O Jezu, jak on uwielbiał te różne, przeróżne fikuśne piwa! Smak standardowego piwa był taki nudny – podczas gdy gdzieś tuż obok znajdowały się kompletnie inne trunki, wybory, o wiele bardziej smaczne i przyjemne. -Jakaś nowa ciekawa mamusia? -spytał uśmiechając się szeroko i szczerząc swoje zęby. Colin zawsze chciał, aby Josh nie czuł się w żaden sposób dziwnie rozmawiając z nim o kobietach. No tak, oczywiście, Thomas nie mógłby, nie potrafiłby rozmawiać o dziewczynach z jakimś naprawdę wielkim zaangażowaniem. Nie mniej jednak, chłopak potrafił docenić piękno i zawsze wiedział, kiedy na piękną kobietę patrzy. Colin przede wszystkim kochał kobiety! Wielu gejów, o dziwo, kobiet w jakiś sposób nie cierpi. Colinowi zawsze wydawało się to dziwne i nieuprzejme, ale widział czasem po swoich znajomych, iż trzymają oni dystans wobec pewnych tematów. Colin zaś uważał, że żadne tematy nie powinny stanowić tabu i powinno się rozmawiać o wszystkim, na co ma się ochotę. Tak właściwie, nie tylko rozmawiać – ale robić wszystko na co ma się ochotę. USA stanowi kraj wolny, liberalny i Thomas uznał, że nikt nie powinien wpływać na to, z kim człowiek się przyjaźni, zadaje, sypia czy cokolwiek robi o ile nie krzywdzi w ten sposób innych czy też nie naraża niczyjego – łącznie z swoim- zdrowia. Kobiety nic złego gejom nie robiły – skąd więc ten dystans? -Studia jak studia, to znaczy, no wiesz. Przerwę mam, semestr zakończony a niedługo wracam do zajęć. – chłopak wzruszył ramionami, po czym rozejrzał się po lokalu. -Pewnie jak tylko wrócimy, zaczną się jakieś nowe czasochłonne projekty i programy - dopowiedział marszcząc lekko brwi. Nie do końca cieszyła go wizja spędzania w zamknięciu znowu tylu godzin ile spędza się na uczelni, ale dobrze wiedział, że musi doprowadzić wszystkie sprawy do końca i zdać szkołę. Bez edukacji, mógł jedynie liczyć na swój talent – a to mogło być za mało przy okazji ubiegania się o prawdziwie istotne role. Podobno nie ma małych ról, są jedynie mali aktorzy – nie mniej Colin nawet nie brał pod uwagę zostania małym aktorem, ani tym bardziej grania małych ról. Chłopak wiedział czego chce, a było to jego nazwisko na markizie Broadway’owskiej. Tylko i wyłącznie to, nic więcej i nic mniej. -Ale świetnie będzie znów znaleźć się na zajęciach, ćwiczyć śpiew i tak dalej. Wieczory karaoke to jednak nie to samo – oświadczył rozbawiony, unosząc przy tym lekko swoje krzaczaste brwi.
 
 
Josh Williams
[Usunięty]

Wysłany: 24 Lipiec 2016, 00:13   

Podczas ćwiczeń człowiek w pewien sposób wyłącza mózg. Wiadomo, że z medycznego punktu widzenia jest to nie możliwe, jednak tak się dzieje. Wszystkie troski związane z naszym życiem odchodzą na boczny tor, bo staramy się z najlepszą precyzją wykonywać ćwiczenia. Wiele razy mówiono, że wysiłek fizyczny jest najlepsza terapia, no dobrze jedna z lepszych. Ile razy to jakiś człowiek przez uprawianie sportów wyszedł głębokiej depresji, albo to po prostu sprawia, że ludziom polepsza się stan zdrowia, lepsza wydajność oddechowa, poprawa krążenia. Wiadomo, że rehabilitacje zawsze są ćwiczeniami, ale on tez ratują pacjentom zdrowie, a czasem nawet życie. Niestety nie wszystkim, a szkoda.
Mówią, że przeciwieństwa się przyciągają i tak chyba było w przypadku Josha i Colina. Panowie dobrze się czuli w swoim towarzystwie i dogadywali się. Chętnie spędzali czas w swoim towarzystwie. Williams osobiście bardzo polubił młodego aktora i nie miało dla niego znaczenie to, że on jest aktorem, a sam Joshua jest lekarzem. Nigdy nie oceniał w takich kategoriach ludzi, nie miał zamiaru tego zaczynać. Fajnie mieć kogoś z kim można spokojnie porozmawiać, pożartować a czasem nawet sobie w żartach po dogryzać, bo wiadomo, że nie z każdym tak się da bo wiele osób się od raz obraża o cos takiego.
Jego znajoma powtarza „masz tyle lat na ile się czujesz”. Naprawdę coś w tym jest. Bo jedni mentalnie sa wciąż dzieciakami mimo swojego wieku, a inni zachowują się jak staruszkowie mimo swojego dosyć młodego wieku. To było trochę dziwne, ale w końcu psychika ludzka jest zawiła i człowiek nie jest w stanie zgłębić jej wszystkich tajników, bo nie można wejść komuś do głowy. Pewne wydarzenia kształtują osobowość człowieka, a z niektórymi się rodzimy. Każdy jest wyjątkowy na swój sposób.
- Kiedyś wylądujesz gdzieś z gołym tyłkiem zobaczysz. - odparł wskazując na niego kryształowa szklanka. Ah te pijackie wybryki. Kiedyś Josh też tak wywijał, ale teraz nie mógł sobie na to pozwolić z racji zajmowanego stanowiska, ale nadal był wielkim dzieckiem , które uwielbiała cos zmalować. Facet ponoć rośnie do 40 także on ma jeszcze troszkę czasu ! - Proszę cie, ja nie chodzę do pracy, żeby mamuśki podrywać. Chociaż wiem, że nie można mi się oprzeć. - powiedział dumnie chociaż oczywiście żartował ! nie był jakimś tam narcyzem. - Wieczory karaoke są bardzo fajne! - zaoponował szybko. Kochał takie wieczory. - Wiesz na studiach zawsze jest cos do roboty, a w przypadku kierunku jaki t wybrałeś to już na pewno. - po raz kolejny uchylił swojego drinka.
 
 
Colin Thomas
[Usunięty]

Wysłany: 25 Lipiec 2016, 09:17   

Colin uśmiechnął się mimowolnie na słowa Josha. Czy miał rację? Prawdopodobnie tak. Thomas spojrzał ponownie na swoje piwo, po czym pociągnął z niego spory łyk. Zdarzało się już w życiu tego młodego, niepozornego chłopaka doprowadzić do typowo pijackich wybryków. Jakieś przykłady? Kiedyś włamał się ze znajomymi do domu dziekana gdzie po prostu poprzestawiali kilka rzeczy w inne miejsca. Dziekan oczywiście olał, ponieważ nie od dziś, ani nie od wczoraj był przyzwyczajony do pijackich pomysłów jego studentów. Oczywiście pomińmy już zmową milczenia takie standardy jak pomalowanie na jaskrawe kolory posągów znajdujących na kampusie aby przypominały postacie z kreskówki. Colin zmarszczył mimowolnie swoje krzaczaste brwi, odkładając przy tym szklaneczkę na stolik-No wiesz, zrobię wszystko co w mojej mocy by puszczono mi to płazem. Niezależnie od tego jak bardzo bym sobie zagroził, niezależnie od tego na ile czasu bym został zawieszony i tak dalej, i tak dalej – oświadczył rozbawiony. Każdy zawód miał swoje niebezpieczeństwa i przykre strony. Dla aktorstwa były to przykładowo naciągnięte mięśnie które mogły boleć całymi dniami, Josh zaś musiał wytrzymać towarzystwo mamuś. Mamusie, zwłaszcza te starsze zwane już kojotkami, były bardzo specyficznymi istotami. Typowa mamusia była ubrana w panterkę, stanik pushup i dziwkarski makijaż. Biedny Josh, który musiał rozmawiał z tymi istotami. Colinowi zawsze było go szkoda, odkąd się dowiedział o istnieniu mamuś. Pewnie istniały jakieś normalne, zdrowe na umyśle mamy – jednak Colin zwykle miał takie szczęście, że dostrzegał te kobiety które zdecydowanie nie równo miały pod sufitem.
-No tak, wiadomka. – parsknął śmiechem. -A poza tym pewnie nie chcesz robić konkurencji im majstrom, ogrodnikom, listonoszom i Bóg jeden wie komu jeszcze – dopowiedział z uśmiechem, szczerząc przy tym swoje ząbki. Zły Colin miał naprawdę negatywną opinię na temat amerykańskich gospodyń domowych. -Wieczory karaoke są bardzo fajne! – oświadczył rozbawiony, unosząc przy tym brwi i biorąc kolejny łyk swojego piwa. Colin uwielbiał wieczory karaoke, kiedy może się wytańczyć, wyluzować i w ogóle ludzie wreszcie przestawali się na niego dziwnie patrzeć kiedy zachowywał się jak typowy on. -Jednak kiedy zgłaszasz się do co drugiej piosenki, bywa, że ludzie mają Cię już naprawdę dość – skrzywił się. Colin pamiętał to jakby było wczoraj! Pewnego dnia zamówił u organizatorki wszystkie piosenki o złamanym sercu co sprawiło, że był to praktycznie jego koncert. Oczywiście, zgadliście, nie bez powodu były to piosenki o złamanym sercu. Colin akurat przeżywał rozstanie. Dlatego też pijany śpiewał kolejne hity takie jak „Unbreak my heart” czy „I will survive”. -A tak to już czasem ze mną bywa – dopowiedział rozkładając ręce na boki. Czy mógł na to poradzić? Pewnie, mógłby się powstrzymywać przed śpiewem ,tańcem i tak dalej. Czy to jednak naprawdę miało sens? Taki już ten Colin był, nie powinien jakoś specjalnie się powstrzymywać i swoich chęci. W końcu to nie jest tak, że kogoś morduje, albo ćwiczy. On po prostu śpiewa! -Pewnie będzie realizowany jakiś musicialowy projekt, zgłoszę się na casting. Nie wiem kim będzie male lead, ale wiem, że jest to rola dla mnie – oświadczył prostując się w krześle i wypinając dumnie klatkę piersiową. -No, chyba, że to będzie Chicago to będę mieć utrudnione zadanie. – mruknął po chwili, drapiąc się przy tym po brwi w zamyśleniu. No tak, jak on zagra male lead, jeśli w musicalu po prostu jej nie będzie? No dobra, w Chicago są co prawda męskie role ale nie są to takie prawdziwie główne role! A to wiele utrudnia w jego życiu, nawet nie ma szans na zagranie w Cell Block Tango. Coś będzie musiał wymyślić. Póki co był tutaj, na piwie, z Joshem i było naprawdę fajnie. Colin lubił towarzystwo Josha i to, że byli tak odmienni w celach życiowych ale jednak mogli normalnie porozmawiać i nie było widać aż tak tej różnicy.
 
 
Josh Williams
[Usunięty]

Wysłany: 28 Lipiec 2016, 21:22   

Ah te wybryki pod wpływem alkoholu. Joshu też miał ich sporo, ale to było nawet z dwadzieścia lat temu! Albo nawet więcej. Pierwszy raz kiedy sie upił miał bodajże piętnaście lat, było to w Haloween. Razem z czwórką kumpli ze szkoły, którzy byli w podobnym wieku co Josh postanowili, że przy okazji tego święta zabawią siw cudzym kosztem. A wiadomo, że tak chłopak szybciej robi, a potem myśli. Także kiedy byli już poważnie wstawieni zaczęli rozrabiać jak sie patrzy ! Kupili sobie w sklepie takie śmieszne serpentynki sprayu. I jak sie można spodziewać pryskali wszystkich po kolei. Ale nagle jeden z jego przyjaciół wpadł na pomysł opryskać tym cholerstwem dom sąsiada, którego nikt nie znosił. Jak pomyśleli tak też zrobili. Z zacieszem ruszyli pod podany adres. Kiedy zakradli sie do domu i zaczęli działać facet wypuścił groźnego psa, jeden z jego kolegów nie zdołał uciec i doberman go bardzo pogryzł. Na szczęście przeżył, jednak morał jest taki, że nie należy przesadzać z alkoholem. Oczywiście to nie znaczy, że Colinowi ma sie to przydarzyć, przezorny zawsze ubezpieczony.
- Kiedyś sie do igrasz, zobaczysz. - pokręcił głową rozbawiony. Na szczęście zawód pediatry nie polegał tylko i wyłącznie na spotykaniu sie z mamusiami, babciami i tak dalej, ale to naprawdę bywało bardzo męczące kiedy jedna z matek, nie daj przyszła z babcią dziecka, wiedziała co jest jej dziecku i go pouczały, to do jasnej choinki po co do niego przychodziły skoro skończyły medycyne i pracują tyle lat w tym zawodzie. Bardzo często miał ochotę im coś powiedzieć na ten temat, ale zaciskał zęby i milczał. Nie chciał sobie przez takie osoby psuć reputacji, bo ta praca była dla niego bardzo ważna, nawet można powiedzieć, że tylko ona mu pozostała z dawnego życia, które miał przed chorobą i najprawdopodobniej utracił bezpowrotnie. Jednak takie przypadki były rzadkością i większość mam, które przychodziły z pociechami były normalne i sie nie mądrzyły na czym świat stoi.
Zaśmiał się.
- One mają wystarczająco rozrywek, także taki doktorek jak ja nie jest im potrzebny. - rzucił po czym upił kolejny łyk alkoholu. Po Stanach krążyło wiele stereotypów dotyczących znudzonych i bogatych gospodyń domowych, które rzucały sie na każdego faceta, byle tylko zaliczyć. - Wtedy to już trochę przypał, ale co tam raz się żyje. - powiedział szczerząc się do Thomasa. - Ludzie zazdroszczą talentu, ot co ! - zawołał i podniósł wysoko szklankę po czym po raz kolejny upił łyk z niej. Dość szybko zaczęło mu ubywać. - Nie zapeszaj. Na pewno ci się uda. - powiedział z pewnością. Williams nie bardzo się na tym znał, ale w końcu ciemnowłosy wie co robi i na pewno zagra główną role.
 
 
Colin Thomas
[Usunięty]

Wysłany: 30 Lipiec 2016, 14:44   

Może to właśnie to, iż Josh dawniej wcale nie był tak święty jak można by było podejrzewać było powodem, dlaczego się tak dobrze dogadywali? Istnieje przecież takie powiedzenie, czy też stwierdzenie, że ciągnie swój do swego. A takie wspomnienia sprawiają, że ewidentnie widać w nich podobny styl. Sytuacje związane z alkoholem zawsze mogą przestać być bezpieczne – istniał pewien poziom brawury który był już po prostu niebezpieczny dla zdrowia i życia człowieka. Colin prawdę mówiąc nigdy nie doprowadził się do takiej sytuacji, w której by istniało naprawdę wielkie zagrożenie jak pomysł by latać jak Superman czy coś w tym stylu. Jego doświadczenia raczej skupiały się wokół pływania w kałużach na chodniku czy przebraniu za Baba Jagę i zgłaszanie na posterunku policji ukradzionego pojazdu w postaci miotły.
Na słowa Josha uśmiechnął się jedynie tajemniczo, po czym wzruszył ramionami. Czy to było wzruszenie ramionami wskazujące na to, że ma gdzieś słowa lekarza? Broń Boże, doceniał to. -No wiesz no, czasem po prostu trzeba puścić wszelkie hamulce i zabawić się. Czasem tylko można doprowadzić do zderzenia czołowego przykładowo całując cudzą pannę młodą w dniu jej ślubu i trzeba potem zbierać dużo kawałków i elementów rozpieprzonego samochodu – oświadczył z błyskiem w oku. Czy taka sytuacja mu się przydarzyła? Nie, przynajmniej nic takiego nie pamiętał a na ślubach starał się być trzeźwy – przynajmniej podczas wymieniania przysięg kiedy taki wyczyn mógłby faktycznie zniszczyć całą imprezę. Colin nie do końca orientował się w życiu mamusiek, a raczej znał stereotypowe kojotki z telewizyjnych seriali. Czy takie kobiety istniały naprawdę? Na pewno nie były wszystkie takie same, aczkolwiek żadne stereotypy nie biorą się z powietrza i mają pewne odzwierciedlenie w rzeczywistości-Jezu, ja podejrzewam tylko jak irytujący może okazać się dla Ciebie czasem internet. Nie od dziś wiadomo, że cokolwiek, jakichkolwiek objaw byś nie wpisał do wyszukiwarki to wyskoczy Ci jakiś rak albo inne stwardnienie rozsiane a potem musisz kobiecie wytłumaczyć, że jej dziecko przykładowo ma alergię na mleko – po czym rozłożył ramiona bezradnie. Co mógłby powiedzieć? Nie miał pojęcia. Jedno było pewne – on sam nigdy, ale to nigdy by sobie nie poradził za biurkiem jako lekarz bo wymordowałby pierwszą lepszą rodzinkę, która kwestionowałaby wszystkie jego słowa – albowiem Internet twierdził inaczej. Nie da się ukryć, że rozmawianie z pacjentami a zwłaszcza rodzicami pacjentów było bardzo wymagającym zajęciem. Na stwierdzenie, że ludzie zazdroszczą talentu uśmiechnął się i ściągnął wyimaginowany kapelusz w geście podziękowania-Oj tak, to na pewno. Człowiek myślał, że hater to taki pokemon którego można złapać w Go, ale nie, oni naprawdę słuchaj istnieją i żyją wśród nas – oświadczył rozbawiony, przekrzywiając przy tym głowę patrząc na faceta, po czym wyciągnął się w stronę swojego piwa i wziął spory łyk-Serio, ja bym w życiu nie pomyślał, że ludzie mogą tak na serio mówić, pisać, uważać. Zawsze wychodziłem z założenia, że ludzka wolność jest rzeczą praktycznie świętą. A tutaj okazuje się, że nie. – westchnął nieco ciężko. Przypomniała mu się ostatnia masakryczna sytuacja, kiedy w towarzystwie swojej znajomej usłyszał wiele nieprzyjemnych słów na temat tego, że zawładnęli w dwójkę mikrofonem. Colina zaskoczyło wtedy, jak bardzo ludzie mogą czuć obiekcje co do tego, że ktoś nie pozwala im zaśpiewać na wieczorze karaoke i odczuwać prawdziwą nienawiść. A może to był jedynie pretekst do rozpoczęcia jakiejś bójki? -No spoko, ale no, w Chicago po prostu nie ma męskich ról jakiś bardzo istotnych. Dlatego wolałbym przykładowo Last Five Years – oświadczył z uśmiechem. O tak, rola Jamiego nie była może aktorsko niesamowicie wymagająca jednak musical był zbudowany na piosenkach dwóch osób a śpiewanie przez pół show brzmiało jak coś, co Colin bardzo chętnie by wykonał.
 
 
Josh Williams
[Usunięty]

Wysłany: 1 Sierpień 2016, 14:32   

Niestety, Josh w młodości dostarczał swoim rodzicom wielu zmartwień, a w zasadzie to matce, bo ojca więcej nie było jak był. Pracował w wojsku, co naprawde było godne pochwały, jednak ten okres nastoletni dla niego był, jeżeli można to tak ująć, wyboisty. Ale czy żałuje tego co robił jak młody chłopak ? Niee raczej nie, wiedział, że ten okres wielu przechodzi jeszcze gorzej, a ich rodzice nie mają sił już sobie z nimi radzić i oddawają takich delikwentów do domów poprawczych czy podobnych tego typi i stytuacji, gdzie mają zastanowić sie nad swoim zachowaniem i je poprawić. Na szczęście Williams nie brał narkotyków, ani tych wyżerających mózg dopalaczy, bo zapewne nie siedział by tutaj, z Colinem i nie pił sobie whiskey. Wyrósł z diabła na ułożonego pana doktora, z czego, może to nie zabrzmi skromnie, był dumny. Robił to co uwielbiał z powołania, a nie z widzimisi swoich bogatych rodziców, którzy pragną, aby jedyny synek poszedł w ślady taty, albo wybił sie w kręgach towarzyskich jako pan doktor światowej sławy czy też doskonale skuteczny prawnik, o którego wbiją sie wszystkie największe i najlepsze kancelarie w Chicago. Tego nie chciał. Dobrze mu sie pracowało w Medical i strasznie żałował, że przez chorobe musiał opuszczać to bardzo przyjazne miejsce na tak długi czas, ale cóż, zdrowie ważniejsze. Walczył o zdrowie, aby móc wrócic do domu i do swojej rodziny, o którą naprawdę chciał walczyć, nie widział czy ma jakieś szanse, będzie sie starać, jeżeli nawet Maureen nie chciał by z nim być to bęszie najlepszym ojcem dla swojej księżniczki. Zobaczymy co pokaże przyszłość naszemu Joshowi.
- Naprawde jesteś szurnięty. - zaśmiał sie Joshua. Ale w końcu zdarza sie, że panna młoda idzie na bok z jakimś drużbą i robią coś więcej niż tylko sie całują. Jest to okropnie niesmaczne. Po co wychodziła za jednego chłopaka, a z innym i to jeszcze w dzień ślubu go zdradza. Tego naprawdę on nie rozumiał. Krzywdziła takim zachowaniem najbliższych, a najbardziej pana młodego i zrzucanie winy na alkohol nic tu nie da, bo albo trzeba pić z umiarem, albo w ogóle jak sie nie umie. Są ludzie i ludziska, jak to mawiają niektórzy. Trzeba mieć troche mózgu w głowie, a nie siano lub próżnie jak to mają niektórzy ludzie. Ale na weselu najlepiej zachować troche umiaru w picie alkoholu bo można zrobić sobie taki wstyd przed całą swoją rodziną oraz znajomymi obecnymi na przyjęciu. Najgorzej te- jak nas kamerzysta uchwyci w niekorzystnej sytuacji i potem wszyscy, którzy zakupili film nas widzą. Wstyd jak nie wiem co. Oczywiście nic takiego nigdy nie przytrafiło sie Joshule bo w sumie to on nie bardzo lubi sie upijać kilka kieliszków i toast dla młodych i tyle z picie, tylko to, że ktoś pił w jego obecności nie przeszkadzało mu. Każdy odpowiada za swoje zachowanie i wie kiedy ma dość, szkoda, że nie wszyscy posiadają tego rodzaje hamulców. - Szkoda tylko tego samochodu. - rzucił i wypił kolejny łyk trunku. Zastanawiał sie czasem dlaczego jak ktoś chce sie zemścić na jakiejś osobie to najpierw niszczy mu samochód. Dla niego to było lekko dziwne. Auto zawsze można kupić, to rzecz nabyta. - Jestem naprawde spokojnym człowiekiem i rzadko można mnie wyprowadzić z równowagi, ale to że ktoś robi diagnoze na podstawie internety to już bardzo. Jak sie wpisze w wyszukiwarke że ma sie częste bóle głowy to wyskakuje, że możemy mieć raka mózgu albo zapalenie. Ile razy mi diagnoze podważała taka delikwentka. Po prostu brak słów. - wyrzucił z siebie po czym westchnął. Musiał to przepić więc tak zrobił ! Zaśmiał sie. Wszyscy teraz szaleją na punkcie pokemon go, łapią te stworki przechodząc po kilkadziesiąt kilometrów. Masakra. - Ludzie są teraz mało tolerancyjni. Wiesz może to zabrzmi jak bym był bardzo stary, ale naprawde 20 lat temu to wszystko zupełnie inaczej wyglądało. Nikt sie tak nie hejtował. Nawet nie znano tego słowa. - powiedział z goryczą. Kiedyś ludzie naprawde byli inni a teraz każdy tylko patrzy, aby drugiemu zaszkodzić. - Nie chce sie wymądrzać, ale wiesz jak to jest sława zaczyna sie od tych najmniej istotnych rzeczy. - dodał z szerokim uśmiechem ukazującym jego śnieżnobiałe i proste zęby. Trzeba sie cieszyć nawet z tych najmniejszych rzeczy, bo może sie tak stać, że w pewnym momencie będziemy w takim dole, że tylko wspominanie tych szczęśliwych chwil będzie dla nas kołem ratunkowym.
 
 
Colin Thomas
[Usunięty]

Wysłany: 1 Sierpień 2016, 17:40   

Colin parsknął śmiechem na jego słowa, po czym wziął kolejny łyk swojego smakowego piwa. Smakowe piwo było czymś, co wręcz uwielbiał. Pewnie, zwykłe piwo również było dobre i od czasu do czasu je pijał, jednak to te smakowe były prawdziwą ucztą. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny – były tak różne, przeróżne. Każde inne, pyszne na swój własny sposób. Czy można było uznać piwo za smaczne, pyszne? Oczywiście, jak najbardziej. To nie była wódka, aby takie stwierdzenie uznać za alkoholizm. -Dzięki, staram się? – oświadczył pytającym tonem, po czym uśmiechnął szerzej prezentując swoje ząbki, a brwi przy tym unosząc. Colin Thomas, co może zabrzmi dziwnie, ale lubił być dziwny i szurnięty. Jak łatwo się zorientować, albo też po prostu sobie wyobrazić – był w jego życiu czas kiedy siebie po prostu nie lubił, nie lubił swojej natury a zwłaszcza orientacji seksualnej. Chłopak przeszedł sporą drogę do akceptacji siebie i tego, jak jest dziwny, inny i oryginalny. Colin wyjrzał przez okno na ruchliwą ulicę, po czym znów przeniósł wzrok na swojego towarzysza. Swoją drogą, powoli kończył swoje piwo i zastanawiał się nad tym jakież to zamówi za chwilę.
-No ja to bym prędzej z Panem młodym uciekł, no ale wszyscy czaimy koncept. I tak, samochodu szkoda. Colin nigdy nie sprawdzał swojego stanu zdrowia poprzez Internet, nawet on wiedział, że jest to co najmniej głupie. Można przeczytać różne głupoty, a po co czytać głupoty? Tylko człowiek się wystraszy i co gorsza na przykład nie odwiedzi lekarza, bojąc się, że faktycznie usłyszy iż za kilka miesięcy umrze. A to, że tak naprawdę ma się… przykładowo kamienie nerkowe, to jedynie szczegół który większość ludzi po prostu omija bojąc się większej choroby.
-Spójrz na to z jasnej strony, nikt jeszcze nie uznaje Greys Anatomy czy innego Code Black za podręcznik medycyny – dopowiedział rozbawiony. Swoją droga, warto nadmienić, iż Gray’s Anatomy to już jednak podręcznik do medycyny i nim jak najbardziej warto się sugerować. Jedna literka, a tak wiele zmienia. Pokemon Go faktycznie zrobiło furorę na ulicach Chicago. Każdego dnia można spotkać ludzi którzy chadzają wpatrzeni w ekran telefonu komórkowego i łapią zwierzęta. Nie trzeba nadmieniać jak jest to cholernie niebezpieczne-Ja nie wiem, czy te newsy o śmierci są tak na serio czy ktoś robi tam antyreklamę? – spytał zdziwiony, unosząc przy tym brwi. W sumie jeśli miał takie pytania, to znalazł się naprzeciw osoby która na pewno coś o tym wie. Josh nawet jako pediatra pewnie słyszał co niego o tym co dzieje się na izbie przyjęć, zwłaszcza jeśli akurat zdarzyła się jakaś głupia sytuacja z aplikacją mobilną w roli głównej-Słyszałeś coś na ten temat? No weź, zdradź jakaś soczysta historyjkę z wchodzeniem na dach czy coś w tym stylu – oświadczył z szyderczym uśmiechem, po czym zaczął wgapiać się w Josha prosząc. Jego wielkie, brązowe oczy, przypominające nieco oczy szczeniaka wpatrywały się w młodego lekarza. Hater, haterstwo było czymś stosunkowo nowym – racja. Jednak w życiu artystów niestety na porządku dziennym. Każdego dnia, niezależnie od tego co tworzysz, co śpiewaasz, co grasz, co piszesz, ktoś uznawał to za słabe dla samej zabawy i pokazywał Ci to w najbardziej perfidny sposób. Colin nie rozumiał skąd w ludziach było tyle negatywnych odczuć, dlaczego starali się zbesztać innych a nawet zdeptać. Co im to dawało? Satysfakcję? A jeśli ktoś się zabije, za bardzo przejmując się słowami krytyki, czy krytykujący również odczuje satysfakcję?
Swoją drogą postanowił już, że kolejne piwo które zamówi będzie piwem kawowym. Przeprosił więc na chwilę Josha dopijając przy tym swoje piwo i udał w stronę baru. Po krótkiej chwili i wymienianie kilku uprzejmych uwag z barmanką, Colin wrócił na miejsce z świeżym piwem i uśmiechnął się do lekarza-No, już, wróciłem, opowiadaj – po czym wziął spory łyk piwa które zamówił. Jezu, jakie ono było dobre!
 
 
Josh Williams
[Usunięty]

Wysłany: 6 Sierpień 2016, 18:26   

Niestety, ale organizm Josha nie tolerował piwa. Raz tylko kiedyś wypił piwo i potem był chory przez cały tydzień. Nie wiedział czemu tak reagował, bo ten trunek nawet mu smakował. Pewnie był uczulony albo nadwrażliwy na jeden ze składników piwa. Wielkiej szkody nie było bo inne trunki pić mógł. Jeden jego znajomy ma uczulenie na etanol, więc nie może w ogóle pić alkoholu. Przyjamniej nigdy nie miał kaca ! Ale alkohol to nie wszystko i jak ktoś go nie pił to przynajmniej był zdrowy. Josh też z racji wykonywanego zawodu zawsze musi być dyspozycyjny. Nagły przypadek albo jakiś lekarz sie rozchorował i nie może dotrzeć to wtedy Williams wkraczał do akcji.
- Widze właśnie. - zażartował Josh. W końcu nie oceniał niikogo nie oceniał. A znał Colina od jakiegoś czasu i wiedział, że może w taki sposób sie do niego odzywać. Bądźmy też szczerzy, każdy z nas jesto pokręcony na swój własny sposób. Williams miał sobie wiele do zarzucenia. Bywał impulsywny, ale już nie agresywny. Kiedyś go poniosło i naprawde zapłacił za to ogromną cene. Ale nie narzekał na swoje życie, jednak niektóre rzeczy z biegiem czasu by zrobił inaczej, podjąć inne decyzje, czasu sie niestety nie cofnie, czasem by sie to naprawde przydało. - Wiem wiem. Chciałbym być na weselu gdzie panna młoda ucieka z kochanką, a młody z kochankiem. - chociaż szczerze to nie wyobrażał sobie tego. Był by taki skandal, że masakra. Oczywiście nie miał nic związkom homoseksulanym. Każdy ma swoje prawa, a prawo do szczęścia jest najważniejszym z nich i nikomu nic do tego. Szkoda, że nie wszyscy uważali tak samo jak on. Świat byłby wtedy o wiele lepszy i przyjaźniejszy. - Chłopie, jeden ojciec cytował mi House'a! Myślałem, że mnie szlak trafi ! - rzucił kiedy Colin rzucił nazwe jednegi z seriali medycznych, których Williams nie oglądał, ale o nich słyszat. Greysy to jest inna sprawa no ale sam fakt. Nie można sie sugerować objawami z telewizji bo najważniejsze są badania a nie symptomy, ponieważ kilka chorób może mieć podobne objawy. - Pewnie, że to prawda. Już kilkoro dzieciaków wylądowało na ratunkowym bo wyszły na ulice za Charizardem, albo włamali sie do mieszkania kogoś i ta osoba im zrobiła krzywde bo wzieli za wlamywacza a ten tylko chciał złapać pikachu. - odpowiedział na pytanie Colina kiedy ten wrócił z piwem. Głupota ludzka nie ma granic naprawdę. Wolą narazić swoje zdrowie i nawet życie za jakiegoś głupiego stowrka z aplikacji. Mężczyźni posiedzieli troche pogadali, pośmiali sie i popili po czym oboje udali sie do swoich domów.

    zt. Dziękuje ci bardzo za gre.
 
 
Milo Daubney
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 17:21   


Sporo czasu minęło od ostatniego spotkania Milo ze swą najlepszą przyjaciółką, a zarazem niedoszłą szwagierką z która wciąż utrzymywał przyjazne stosunki. To nie było łatwe ani dla niej ani dla niego bo jednak domyślał się, że Leanne nie chciała mieszać się w sprawy swojej siostry i Daubney'a. Jemu po prostu było głupio po wszystkim tym co wydarzyło się w jego i Indii życiu, rozstali się i taka decyzja wypłynęła w większej mierze właśnie od niego. Starał się jednak oddzielać te wszystkie rzeczy i nie rujnować wieloletniej przyjaźni z kimś kto faktycznie dzielnie go wspierał w tym wszystkim. Sam ostatnio był nieco zmieszany i nie wiedział co tak naprawdę powinien uczynić w związku z jego obecną relacją z Indią i pomyślał, że będzie mógł podzielić się swoimi przemyśleniami z przyjaciółką. Nie wiodło się u niej najlepiej w ostatnim czasie wiec to idealna okazja by spotkać się, napić i porozmawiać. Kiedy udało mu się ją wyciągać z domu spotkali się w starym miejscu, gdzie zwykle pili w nieco większym towarzystwie. Tym razem napiją się we dwójkę i nadrobią stracony czas.
- Dwie kolejki tequili - krzyknął w stronę barmana kiedy zasiedli w końcu przy ladzie i wzrok przeniósł na przyjaciółkę - Komu powinienem przeprostować zęby? Mów jak na spowiedzi - uśmiechnął się i zgarnął pełne kieliszki nieco bliżej. Palcem przesunął dwa kieliszki w stronę przyjaciółki i chwycił jeden swój, przechylając go bez zastanowienia.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 18:15   
   Mów mi -  Darka




Seks. Alkohol. Od biedy narkotyki. No dobra, nie do końca narkotyki, ale na pewno marihuana. Na ten moment Wheeler nie miała tyle odwagi, by sięgnąć po coś mocniejszego, niż zwyczajne chwasty, które na pewien czas tępiły jej umysł. Po co to wszystko? Po co usilne próby oderwania się od rzeczywistości? By jakoś przetrwać. Dzień po dniu. Jakiś czas temu wspominałam o rollercoasterze. I nic się nie zmieniło. Z wyjątkiem tego, że telefon kobiety praktycznie rzecz biorąc dla większości był niedostępny. Dla większości. Czasem robiła wyjątek, odbierała z łaską i godziła się na dłuższą rozmowę, a w tym wypadku również na spotkanie. Nie zgodziłaby się, gdyby nie padło połączenie dwóch słów: bar oraz alkohol. Punkt zapalny. To coś, co skutecznie motywowało ją do wyjścia, zapewne nawet kosztem odwołania kolejnego spotkania z Shane’m. Czegoż się nie robi dla bliskich? A jednak! Do baru wstąpiła z lekkim opóźnieniem, od razu dostrzegając nie kogo innego, jak tego, którego bozia dała w dwóch egzemplarzach. Tak, miała problem, by odróżnić Nicka od Milo. Kropka. Gdyby nie wiedziała z wyprzedzeniem, że Milo to Milo, pomyślałaby, że to Nick. Smutek trochę. Zajebista z niej przyjaciółka, nie ma co. Ze wstydem muszę przyznać, że od pewnego czasu Leanne nie kontaktowała się również z samą Indią. Ani z nikim innym. Tak było lepiej. Dla niej. Radziła sobie. Jasne. A po tym, co większość uznałoby za uprzejmości, Wheeler bez słowa wlała w siebie pierwszy kieliszek i nie zaszczycając Milo spojrzeniem, po chwili wahania, również ten drugi. I nawet się nie wzdrygnęła, gdy odstawiła na bar naczynie. Uśmiechnęła się krzywo, spoglądając na towarzysza spod osłony rzęs. I wtedy też wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu.
- Dajesz, Daubney. - rzuciła od niechcenia, wskazując palcem na samą siebie – Droga wolna. - dodała, gestem przywołując barmana, ale chyba sobie poczeka, po dużo klientów. Tylko się zgrywała. Przetarła twarz dłońmi i dopiero po chwili ponownie przenosząc wzrok na przyjaciela – Ale najpierw powiedz mi, co jest grane? Nie rozmawiałam ostatnio z Indią.. ani z kimkolwiek. - musiała się usprawiedliwić, halo!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Milo Daubney
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 18:29   

Wstyd mu było się przyznać ale sam także zaniedbał wszystkich dookoła i skupił się głównie na pracy bo co innego mu pozostało? Od dwóch lat inwestował czas wyłącznie w rozwój zawodowy. Wykładał na uniwerku, brał udział w wystawach w wielu muzeach i pozwolił sobie nawet na ciekawe wakacje w ramach swojej pracy.. no i odpoczynku. Należało mu się po tym wszystkim przez co przeszedł. Po stracie małego Mitchella i w następstwie tego także Indii potrzebował odciąć się od rzeczywistości i codziennego życia, które przynosiło jedynie przykre wspomnienia i pustkę. Stracił wszystko i po części na własne życzenie! Tak czy siak, od dzieciństwa musiał radzić sobie z licznym problemami, które dawały nieźle w kość i jak nikt nadawał się do słuchania czyichś problemów.. gorzej było z udzielaniem właściwych rad. Kiedy Daubney zdążył wypić pierwsza kolejkę, Leanne miała za sobą już dwie i wołała po kolejne. Nie dało się nie zauważyć, że coś jest nie tak bo przecież nikt bez konkretnego powodu nie wlewa w siebie dwóch kolejek tequili od razu. Milo w końcu chwycił po drugi kieliszek i równie szybko go opróżnił. - Przecież wiesz, że nie kontaktowaliśmy się dwa lata. Właściwie ostatnio spotkałem ją na cmentarzu, w dzień drugiej rocznicy śmierci.. Mitcha - przy końcu odpowiedział z nieco mniejszym entuzjazmem i już nieco ciszej. Wciąż nie lubił o tym wspominać. - Rozmawialiśmy i nawet dała zaprosić się do kawiarni - dodał i uśmiechnął się ciepło. To naprawdę dawało mu całą masę radości, wciąż zależało mu na Indii i potrzebował porady najlepszej przyjaciółki, a zarazem siostry jego życiowej miłości. Jeśli był choć cień szansy na to, że Wheeler chciałaby spróbować od nowa to nie miał nic do stracenia.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 18:44   
   Mów mi -  Darka


Ale udawała. I z premedytacją wmawiała wszystkim, że jest inaczej. Że ma nad wszystkim kontrolę, gdy w rzeczywistości utraciła ją przynajmniej kilka tygodni temu. Albo i dłużej. Cholera, najwyraźniej straciła poczucie czasu. Nie wiedziała już, jak długo balansowała przy krawędzi. Tydzień? Dwa? Kilka tygodni, na pewno. Wiązało się to z tym, że niektóre fakty z przeszłości zaczęły jej umykać. Skupiając się na jednym, wszystko inne blakło, co w dużej mierze ułatwiało jej funkcjonowanie. Tak było i teraz. Gdzieś tam, na dnie jej podświadomości, Milo i India byli wręcz nierozłączni, jakkolwiek by to nie brzmiało. A to, że się rozpędziła, wskazywało tylko na rozkojarzenie kobiety. W każdym stopniu. Bez dyskusji. Ostatecznie ponownie utkwiła wzrok w Milo, przyglądając mu się uważnie spod przymrużonych rzęs. Gestem nakazała mu się przybliżyć. Była coraz starsza, wzrok już nie ten sam.
- Wiem. A przynajmniej.. wiedziałam. Ale jednak miałam nadzieję, że kłamiecie. Oboje. Albo przynajmniej India, co oznaczałoby, że po kryjomu próbujecie wszystko poukładać na nowo.. - urwała na chwilę, zdając sobie sprawę, jak śmiesznie to brzmi. Jak żałośnie i niewiarygodnie. Potrząsnęła głową. - Wybacz. Po prostu czasem.. Wiesz, że zawsze po kryjomu wam kibicowałam. Nawet gdy wszystko szlag trafił. A teraz.. Tak jak mówiłam, nie rozmawiałam z nikim i myślałam, że międzyczasie coś się zmieniło. I zmieniło się… - urwała znów, unosząc do góry jedną brew, a palcem trąciła ramię mężczyzny. Jedna pozytywna wiadomość wiosny nie czyni, lecz na pewno rozbudza nadzieję. A tego Leanne potrzebowała. - Mów dalej, Daubney.
A międzyczasie uśmiechem podziękowała za kolejny alkohol. Tak jak poprzednio, znów narzuciła niemałe tempo.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Milo Daubney
[Usunięty]

Wysłany: 22 Sierpień 2016, 18:54   

Dobra mina do złej gry? Oczywiście sam Daubney mógłby się na ten temat szeroko wypowiedzieć ale czy przypadkiem każdy z nas nie przyjmuje takiej maski niemalże każdego dnia? To naturalne, kłębimy swoje uczucia i emocje głęboko w sobie, a na zewnątrz staramy się tego w żaden sposób nie okazywać. Nikt nie chce wystawiać się jak na widelcu i odsłaniać wszystkich swoich słabych punktów bądź odpowiadać na pytania, które tak naprawdę.. odpowiedzi żadnej nie mają - przynajmniej sensownej. Mężczyzna przeżył naprawdę sporo i jak nikt potrafił maskować się uśmiechem i luźną gadką, choć niejednokrotnie znosił katuszę. Nie potrzebował nigdy litości i nikt nie potrafił mu pomóc więc po jaką cholerę miał siedzieć samotnie w domu i użalać się nad sobą? Łatwiej było wyjść i udawać, że wszystko jest okej.
- Nie, od naszego rozstania zerwał się kontakt całkowicie. Potrzebowaliśmy samotności, rozłąki i czasu by znieść to.. po swojemu. Nie mogłem zresztą spojrzeć jej w oczy po tym jak po prostu postanowiłem odejść i ją z tym wszystkim zostawić - wzruszył ramionami i westchnął cicho, wciąż miał do siebie żal ale czy wszystko nie skończyłoby się gorzej gdyby w tym żalu wciąż ze sobą żyli? Kto wie, może znienawidzili się bądź ich relacja potoczyłaby się jeszcze inaczej. - No nie wiem, znamy się niemalże całe życie więc to chyba nie jest żadne wielkie wydarzenie, że zgodziła się ze mną wyjść na miasto, nie? - zapytał i podrapał się po głowie, próbując po prostu zachować dystans. Nie chciał sobie robić złudnych nadziei, po co?
- Nie wiem czy to dobry pomysł i czy ktokolwiek to pochwala, właściwie mam to gdzieś ale chciałbym ją odzyskać, serio - wyjaśnił i przejął kolejny kieliszek tequili od barmana, który od razu w siebie wlał. Takie wyznanie kosztowało go trochę, nikomu jeszcze o tym nie powiedział.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 23 Sierpień 2016, 11:12   
   Mów mi -  Darka


Sytuacja nie należała do najłatwiejszych, z czego Leanne doskonale zdawała sobie sprawę. Cholera, sama również była matką. Miała syna, którym nie potrafiła zająć się odpowiednio. Nie potrafiła zapewnić mu bezpieczeństwa zwłaszcza wtedy, kiedy było to konieczne w obliczy sadysty, jakim był ojciec malca. O mało co nie straciła syna tylko dlatego, że na chwilę spuściła go z oczu. Miała trochę więcej szczęścia, niż India i Milo, niestety. Odzyskała syna. Tyle że po wszystkim nadal nie potrafiła sobie wybaczyć tego, co zrobiła tamtego wieczoru, co ostatecznie doprowadziło do jej wyprowadzki. A był to dopiero początek końca. A ta dwójka była do siebie tak bardzo podobna! I pewnie z tego powodu Leanne nie wystawiła Daubneya w ostatniej chwili, zostawiając go samego przy barze. Skrzyżowała ręce na piersi, odchylając się nieco, by raz jeszcze przyjrzeć się towarzyszowi. Mrużąc oczy, skinęła głową wolno, ale i pewnie zarazem.
- Dlaczego twierdzisz, że to jest najzwyklejsza rzecz? Wyjście na kawę? Na miasto? Cholera, jakiekolwiek wyjście w waszej sytuacji jest.. wielkie. Potrzebuje czasu. I przekonania, że może na Tobie polegać. Nawet teraz. - zamilkła, sięgając po następny kieliszek podsunięty przez barmana. Ponownie przyjrzała się Milo, ani na chwilę nie odwracając wzroku. Kolejne słowa towarzysza sprawiły, że jedna z jej brwi powędrowała go góry. Ona to pochwalała ten pomysł. Tak naprawdę, w głębi ducha miała nadzieję, że ta dwójka jeszcze kiedyś dojdzie do porozumienia, że nie będą ze sobą wojować, a tylko znów usiądą przy jednym stole, wszyscy Wheelerowie, rzecz jasna, z tak szczególnym dodatkiem, jakim był Milo – W takim razie rusz ten zgrabny tyłek i walcz o nią. Nie zachowuj się jak jeszcze większy frajer, Milo. Myślę, że India by tego chciała. Żeby ktoś, na kim jej zależy, wykonał ten pierwszy ruch, by po prostu był. Obok. Na wyciągnięcie ręki. Uwierz lub nie, ale to dużo, a zarazem wystarczająco, by uniknąć popełniania kolejnych błędów. - tyle że nie do końca mówiła tu tylko o kuzynce, o czym świadczył ten błyskawicznie przechylony kieliszek i grymas na twarzy kobiety.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Milo Daubney
[Usunięty]

Wysłany: 25 Sierpień 2016, 18:52   

- Zawsze mogła, nawet kiedy dałem dupy po całości. Po prostu nie wiem czy po wszystkim co się stało potrafi mi zaufać, sam kopnąłbym siebie w dupę - powiedział i westchnął. Może oceniał się zbyt krytycznie ale w końcu jego zachowanie nie zasługiwało na żadną pochwałę. Zostawił ją kiedy stracili jedyne dziecko, najwspanialsza osobę jaka mogła pojawić się w życiu Daubney'a. Jest na to mnóstwo usprawiedliwień i wyjaśnień ale mimo wszystko czuł się z tym okropnie i nie mógł sobie tego wybaczyć, jeszcze nie teraz. Chciał to wszystko naprawić i wspierać Indie tak jak wspomniała o tym Leanne ale nie był pewien czy dziewczyna w ogóle by sobie tego życzyła. Minęło naprawdę sporo czasu, a on nie miał prawa bezczelnie wchodzić w jej życie z buciorami, nie po tym wszystkim. Całe szczęście miał Leę, która potrafiła spojrzeć na to wszystko obiektywnie i poradzić mu co i jak powinien zrobić. Znała swoją siostrę i wiedziała kiedy był dobry moment dla Daubneya by po prostu się wycofać i odpuścić.
- Skąd mam wiedzieć czy w ogóle jej zależy? Zastanów się, minęło naprawdę sporo czasu, a ja ostatnim razem nie popisałem się w żaden sposób. Może z kimś się spotyka? Na pewno się z kimś spotyka - zaczął swoje pierdolamento i rzucanie słów na bezdechu. Sama myśl o tym, że mogłaby spotykać się z innym facetem doprowadzała go do obłędu i popadał ze skrajności w skrajność. - Okej, dosyć o mnie. Jeśli myślisz, że nie zauważyłem ilości alkoholu w jaką siebie wlewasz z prędkością pędzącego dyliżansu to grubo się mylisz - zauważył i posłał jej karcące spojrzenie - Mów, no już - puknął dłonią w stół i podparł się łokciem, wlepiając w nią swoje ślipia.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 25 Sierpień 2016, 21:20   
   Mów mi -  Darka


A Leanne dobrze o tym wiedziała. Była osobą postronną, miała nieco szerszy pogląd na wszystko. Na zachowanie Milo, zachowanie Indii, na coraz to gorszą sytuację między nimi, aż w końcu była świadkiem spektakularnego końca. Nie chciała na to patrzeć. Nie chciała być tego świadkiem. I uparcie próbowała wyrzucić z pamięci wszystkie te negatywne momenty. Tyle że nie potrafiła. Nie potrafiła wybaczyć sobie wielu rzeczy. Potrafiła jednak, w pewnym sensie, postawić się na miejscu Indii i spojrzeć jej okiem na to.. to wszystko.
- Zawsze mogę ja to zrobić. W jej imieniu. - rzuciła w pewnym momencie, kiedy to wyszczerzyła zęby w uśmiechu, lecz zaraz spoważniała – Uspokój się, Daubney. Histeria w niczym Ci nie pomoże. Z tego co wiem, skupia się na sobie. Na nauce. Pracy. Z teraz znajdź tutaj miejsce na umawianie się z kimkolwiek. Możesz mnie wyśmiać. I nie musisz. Uważam jednak, że, cholera jasna, Milo.. - nie dokończyła. Urwała w pół zdania tylko po to, by rozejrzeć się na boki. Sprawdzała, czy nikt jej nie podsłuchuje, no – Jestem kobietą. India jest kobietą. Ty jesteś facetem. Podstawową różnicą między nami jest to, że my mamy cycki, wy macie penisa. Halo. Tyle że.. mamy też kilka cech wspólnych jak to, że większość z nas przywiązuje się do drugiej osoby, a kiedy w grę wchodzą uczucia, kiedy komuś zależy, czasem po prostu.. stoi w miejscu? Nie potrafi wykonać pełnego kroku naprzód. Stara się iść do przodu, ale robi to w chu.. cholernie ostrożnie. India. Myślę, że nadal czeka na Ciebie. Ja bym czekała. - ostatnie słowa wypowiedziała tak cicho, że tylko Milo mógł ją usłyszeć. Westchnęła bezdźwięcznie, uciekając od niego wzrokiem, zupełnie jakby chciała dać sobie czas na zebranie myśli – Wydaje Ci się. To nie alkohol. To sok. Albo woda. Jak wolisz. Niewłaściwe skreśl. - mruknęła, w końcu niepewnie przenosząc wzrok na towarzysza – India ma to szczęście, że byłeś, choć potem Cię nie było. Ale wróciłeś. A ja, po prostu… nie mogę. Nie potrafię się przełamać, Milo. Gdybym wtedy nie zostawiła Curtisa u mamy, nie rozpętałoby się to piekło, a jego ojciec nie zabrałby go wtedy, nie porwałby go tylko po to, by odegrać się na mnie. - był to pierwszy raz, kiedy powiedziała o tym otwarcie. Powiedziała otwarcie o swoich problemach z byłym partnerem, którego inwigilowała od lat, a który był już martwy. Tyle że był to dopiero początek jej historii, której wcale nie chciała opowiadać, choć może powinna?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 17:07   

Był zmęczony. Autentycznie był zmęczony swoim chwilowym nieróbstwem. Tym, że nie mógł pójść, jak każdy normalny i szanujący się człowiek do pracy. Że nawet z dzieciakami z jujitsu nie mógł chwilowo trenować. Że szef miał w zamiarze posadzenie go za biurkiem, przynajmniej dopóki nie wróci do pełnej formy i że... Pewnie parę różnych jeszcze kwestii by się dodatkowo znalazło. Był zmęczony. I sfrustrowany. Dlatego któregoś wieczora po prostu zamknął za sobą drzwi mieszkania i poszedł. Poszedł w miasto. Ok, trochę pojechał, ale nie swoim autem. Metrem czy czymś tam... Mają tam metro, co nie? No mniejsza. Znalazł się w sumie prawie, że w centrum. W dzielnicy, w której na dobry bar czy pub nietrudno było trafić. No i trafił. Pierwszy lepszy z brzegu. Wlazł do środka, rozejrzał się z nieszczególnym zainteresowaniem wokół, a potem od razu podszedł do baru. Usiadł przy nim i skinąwszy na polerującego szklanki barmana, zamówił dla siebie - standardowo, żadne zaskoczenie - podwójnego Bourbona. Z lodem. Z kieszeni kurtki wyciągnął telefon i spojrzał na jego ekran. Spodziewał się wiadomości od kogoś? Spodziewać się to chyba za dużo powiedziane. Może miał nadzieję, nieważne. Szybko ją zgasił i wcisnął komórkę z powrotem w czeluści kieszeni swoich dżinsów. Łypnął na podstawioną mu niemal pod nos szklankę z whisky, podziękował barmanowi, a potem po prost wychylił co w niej - szklance - miał. Niemal jednym ruchem. Od razu poprosił o kolejną dawkę, bo czuł, że dopóki nie zrobi mu się specyficznie ciepło i nie przestanie czuć cierpkości alkoholu na języku, będzie potrzebował dolewek. W piersi dziwnie go zakłuło, ale niespecjalnie się tym przejął. Nawet nie wiedział, że czeka go spotkanie z kimś, z kim potencjalnie mógłby mieć naprawdę dużo wspólnego...
 
 
Damon Silver


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 17:31   

    #10

    Zabawne, że z taką łatwością życie może się całkowicie spieprzyć. Wszystko zaczyna sypać ci się na głowę, a ty po prostu stoisz w miejscu i obserwujesz te wszystkie diametralne zmiany, które zachodzą wokoło. Czemu nie ma żadnego przycisku "Zacznij od nowa", bądź "cofnij" , wtedy wszystko wydawałoby się prostsze. Mógłbyś żyć jak w bajce, ale niestety tkwimy w rzeczywistości. Szarej, dupiatej, okrutnej rzeczywistości, jaka potrafi zniszczyć człowieka w jednej chwili. Nie licz na żadną magiczną różdżkę, złotej ryki, spełniającej życzenia. Magia nie istnieje. Ze wszystkim, radzić musisz sobie sam. W ostatnim czasie Damon spieprzył całkowicie każdą, możliwą rzecz jakiej się tylko dotknął. Szkoda już wymieniać, lecz w głównej mierze, to sprawa z Walker nie dawała mu spokoju, tym bardziej, kiedy zwierzył się jej ze swoich uczuć. Uczuć, które tkwiły w nim mocno zakorzenione i nie chciały odejść nawet za pomocą alkoholu. Przez chorobę, która męczyła go jeszcze przez kilka kolejnych dni, darował sobie jakieś wyskoki, czy nawet pracę. Ale teraz? Teraz mógł rozbić wszystko, bo w końcu nie zmagał się już z żadną gorączką lub cholernym napadem kaszlu. Dlatego wieczorem, zaraz po opuszczeniu komisariatu, udał się do najbliższego baru, gdzie przebywał już w sumie nie raz. Zwykle kierował się tak, gdzie wiedział, iż trunki są przyzwoite. Takie spaczenie. Bernard's Bar wydawał się więc najlepszy i dosyć szybko, przyprowadził tu swoje zacne cztery litery. Rozejrzał się uważnie, mając głównie na celu zaobserwowanie, czy nikt znajomy się przypadkiem gdzieś nie czai nieopodal, a potem dopiero ruszył w stronę baru.
    - Mam nadzieję, że wolne. - Rzucił w stronę nieznajomego kolesia, choć raczej wydawał się jednak jakiś znajomy. Dziwne. Zmarszczył brwi w zastanowieniu i wówczas usiadł na wolnym miejscu, by następnie zamówić sobie podwójne whisky. Wciąż nie mógł odtrącić tego dziwnego wrażenia, że kojarzył skądś tego gościa. - Nie pracujesz przypadkiem w policji? - Zapytał w końcu, gdyż nie darowałby sobie tego. Zwykle Damon nie zaczepia przypadkowych ludzi w barze, jednak dzisiaj najwyraźniej tego potrzebował. Potrzebował chociaż na chwile zapomnieć o Clarze. O swoich jebanych uczuciach. Tym jak zjebali. W sumie o wszystkim.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 17:57   

Cholerna racja. Kellerman też cierpiał na potrzebę "wyzerowania" paru spraw. Cofnięcia czasu i cholera wie czego jeszcze. W tym momencie jedną z jego potrzeb była whisky i z tych wszystkich wymienionych - lub nie - tę konkretną mógł przynajmniej zaspokoić. Intuicyjnie wyczuł, że ktoś zbliża się do niego i baru, przy którym siedział. Zerknął tylko krótko na Damona, nie znając jeszcze wtedy jego tożsamości, i skinął lekko głową.
- Wolne, siadaj - nie wiedział jeszcze czy to, że się przysiadł doprowadzi ich do wspólnego picia i w gruncie rzeczy wcale się nad tym nie zastanawiał. Ponownie wzrok utkwił w swoim trunku, a słysząc kolejne słowa gościa z sąsiedniego krzesła, przeniósł go - wzrok - w jego kierunku. Ściągnął mocniej brwi, zastanawiając się przez dobrą chwilę, skąd i on kojarzył tę twarz. Bo skądś kojarzył go na pewno. - Pracuję... Ty chyba też, co? - instynktownie wyczuł, że to to musiało być ich wspólnym gruntem. Nie wiedział, co prawda, że mają jeszcze inny, ale póki co... - Kellerman. Elliot Kellerman, wywiad - przedstawił się krótko i wyciągnął do kojarzonego nieznajomego prawą łapę. - A ty? Który wydział? - bo swój przy okazji określił. Przy nich zakręcił się ponownie barman, pewnie pytając Damona co mu podać i tak dalej... Elliot korzystając z okazji, wskazał mu na swoją szklankę. - Jeszcze raz to samo dla mnie - tak na zaś, żeby nie musiał prosić ponownie za chwilę. Szybko dostał co chciał, a czy w międzyczasie usłyszał, że Damon Silver to Damon Silver? Oby... Bo jeśli, tak to przez chwilę wyglądał, jakby coś mocno procesował. Analizował i...
- Zdaje się, że mamy wspólną znajomą - bo już wiedział o sprawie D. i C. Już wiedział, co między nimi zaszło i dlaczego Walker nie chciała wrócić na praktyki w ich jednostce. - Clara? Clara Walker - uśmiechnął się pod nosem i baczniej przyjrzał nowemu znajomemu.
 
 
Damon Silver


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 20:01   

    Raz jest dobrze, a innym już nie za bardzo - takie życie. Jesteś tylko pasażerem, a czy zatrzymasz się, czy wręcz przeciwnie to już od ciebie zależy. Damon tkwił wciąż w miejscu, zastanawiał się na tym co powinien zrobić. Jak naprawić te zepsute relacje, ale jak na złość nie szło już przywrócić tego, co było. Niepotrzebnie mówił Walker o swoich uczuciach, a jednak to zrobił i czasu już nie cofnie. Nie posiadał żadnego magicznego zegarka, bądź wehikułu czasu rodem z Doktora Who - szkoda, bo byłoby o wiele ciekawiej. Nie martwiłby się wtedy złamanym sercem i nawet może zostałby milionerem, gdyby tylko znał przyszłe numerki w loterii? Cóż, kto wie? Na nieszczęście musiał poradzić sobie z problemami bez żadnych super technologi i na ten moment, okropnie mu to wychodziło.
    - Zgadza się. - Odparł, zerkając kątem oka na towarzysza. Kto przypuszczałby, że obaj panowie będą mieli tak wiele wspólnego, a przecież nigdy wcześniej nie było im dane się poznać, czy to przez Clarcię, bądź w pracy, gdzie w każdej chwili mogli niespodziewanie się minąć. Najwyraźniej oba wydziały były tak od siebie dalekie. - Damon Silver. - Przedstawił się i wtenczas wyciągnął swą dłoń, by wymienić ten poznawczy ucisk z tą jego. Pierwszy krok mieli już za sobą, zatem czas na kolejne, może nawet obaj przypadną sobie do gustu? To się okaże z czasem, lecz podobno alkohol jedna ze sobą ludzi, a w tym momencie Dejm potrzebował hektolitrów trunku z procentami. Byleby zapomnieć przynajmniej na krótka chwilę. By przestać się zamartwiać, a raczej rozluźnić. Rzeczywistość męczyła go tak bardzo, iż potrzebował tego jak nigdy. - Psycholog w wydziale kryminalnym, ale pewnie niedługo ulegnie to zmianie. - Odpowiedział na pytanie Kellermana. W czasie choroby Silver poważnie zaczął zastanawiać się nad soją karierą. Ze skończonymi studiami o kierunku kryminalistycznym, mógł dążyć do czegoś lepszego. Wyższego szczeblem niż tylko pozostać marnym psychologiem. Cóż, zobaczymy jak to się potoczy dalej i czy tylko skończy na marnych przemyśleniach.
    Mężczyzna był już w trakcie sięgnięcia po swój trunek, gdy dotarły do niego nagłe słowa Elliota. Super. Po prostu cudownie. Imię Walker, zaczęło ponownie obijać się w jego głowie, jak jakaś pieprzona mantra. Przyszedł tu po to, by przestać się przejmować ich sprawą, a najwyraźniej los znowu robił sobie z niego jakieś cholerne żarty. Czy to nigdy się nie skończy? - Na to wygląda. -Westchnął cicho. - Tylko ciekawi mnie skąd to wiesz. Przyjaźnicie się? - Zapytał, unosząc raptownie brwi do góry i uważnie przyglądając się w tym czasie mężczyźnie. Po kilku kolejnych minutach, w końcu upił z dwa sporych łyki whisky, gdyż potrzebował tego. `- Myślałem, że jak przyjdę do baru, to choć na chwilę będę mógł o niej zapomnieć. Mam jakiegoś cholernego pecha. - Powiedział raczej do siebie, niż do mężczyzny siedzącego obok.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 20:54   

Pomrukiem 'mhmmm' dał znać, że rozumie. Czyli się nie mylił. Obaj się nie mylili. Damon strzelając z tym, że Elliot też pracował w policji, a Kellerman... No skądś go w końcu kojarzył, co nie? Nieważne zresztą. Ważne, że - tak jak mówisz - alkohol jedna ludzi. Zobaczymy co im z tego wyniknie.
Widział, że się spiął, kiedy w eter "poszła" Clara. Uśmiechnął się pod nosem i pokiwał głową. Nie będzie zgrywał kogoś, kim nie był. Nie był na służbie, poza tym... Nie dzisiaj. Dzisiaj miał dość udawania, że jest dobrze. - Taaak, jesteśmy całkiem blisko... Jako przyjaciele oczywiście - zreflektował się od razu, bo zrozumiał, jak mogło to zabrzmieć. A nie chciał, żeby zabrzmiało nie, tak jak powinno. Niemniej, do Elliota dotarły kolejne słowa Damona i sprawiły, że najpierw obdarzył go dosyć czujnym, żeby nie powiedzieć, że zwyczajnie podejrzliwym spojrzeniem, a kiedy swoje już wyniuchał, intuicja co nieco mu podpowiedziała, dodał dwa do dwóch i wsparł się ostatnią rozmową z Clarą, obrócił szklankę ze swoją whisky w palcach i luźno rzucił:
- W takim razie nie będziemy o niej gadać. Sam rozumiesz... To moja przyjaciółka i czy nabroiła czy nie, zawsze stanę po jej stronie - więc lepiej chyba było wycofać się z tego tematu, przejść na inny. Żeby czegoś nie prowokować. Kellerman przecież nie mógł wiedzieć o tym, co Damon żywił i czuł i myślał względem Walker. Nie miał o tym nawet śladu zielonego pojęcia. - Zmieniasz wydział czy robotę? - zagadnął i chyba to przejście na inny wątek wyszło mu całkiem zgrabnie. - Aż dziwne, że nigdy ze sobą nie pracowaliśmy - dodał jeszcze. Bo to faktycznie było dosyć niecodzienne. Chociaż z drugiej strony... Elliot zwykle prosił o pomoc Anabelle. Booo lubił pracować z kobietami?
 
 
Damon Silver


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 23:56   

    Byleby nie doszło do żadnego mordo bicia, gdyż Clarcia czuwa, a Damon miał tak cudowną twarzyczkę, że aż szkoda ją okaleczyć. Zresztą, przychodząc tutaj nie szukał żadnej zwady. Nie miał w planach wyżycia się na kimś z powodu jednej spieprzonej relacji, choć przyjaźń z Imogen również pozostawiała wiele do życzenia. Nieodwzajemniona miłość jest naprawdę bolesna, lecz sam do końca nie mógł nazwać tego, co czuł do Walker. Nie było to przecież na tyle silne, by móc powiedzieć, że ją kocha. Zdecydowanie to jeszcze nie te stadium, jednakże nie wiadomo, co tak naprawdę przyniesie im przyszłość. W ciągu jednej sekundy wiele może się wydarzyć, nie mówiąc już o tygodniu, bądź miesiącu, choć tak długo nie wytrzymałby bez jej obecności. Zbyt bardzo się zatracił i stanowczo potrzebował tej bliskości. Wypełnienia pustki, którą wciąż odczuwał.
    - Rozumiem. W sumie dobrze wiedzieć. - Mruknął. Zapewne gdyby był kobietą, zacząłby dopytywać się o to, co takiego Clarcia o nim mówiła, bo w końcu go znał po części, a Damon natomiast ani razu nie słyszał o jakimś Elliocie. Cóż, kobietą jednak nie był, więc wszelkie pytania sobie darował, tym bardziej, że nie miał ochoty o niej rozmawiać. W tym momencie nie czuł się nawet zagrożony, zazdrosny, czy przytłoczony faktem, iż Kellerman się z nią przyjaźni, gdyż nic mu do tego. Mogła spędzać czas z każdym, choć ta myśl, że sypiać mogła również z innymi, zadawała mu cholerny ból, bo w końcu nie wiedział nic o jej życiu prywatnym. On przyznał, iż Walker jest jedyną dziewczyną, do której zbliżył się po zdradzie byłej, a ona nie odpowiedziała nic prócz tego, że porozmawiają innym razem. Jedna, wielka, totalna katastrofa. - Tak, lepiej porozmawiać o czym zupełnie innym... - Przyznał, przez chwilę patrząc pustym wzrokiem na coś przed sobą, a potem utkwił go na złocistym trunku. Nie ma to jak szukanie rozgrzeszenia w szklance whisky, z której wziął po chwili jeszcze jednego łyka. Nie powinien przesadzać z alkoholem, lecz to i tak dopiero pierwszy kieliszek. Gorzej będzie przy piątym. - Poluje na miejsce detektywa. Widzi mi się praca w terenie, a jak nie wyjdzie to pozostanę przy biurku. Mam wrażenie, że więcej wtedy bym zadziałał, niż tylko drążył w umysłach kryminalistów. Wiesz o co mi chodzi? - Po swych słowach, tym razem przeniósł wzrok na mężczyznę obok. - Fakt, dosyć to dziwne. Może kiedyś będzie nam dane współpracować razem. - Rzekł pewnie i nawet pokusił się o leniwy uśmieszek, chociaż tak naprawdę nie miał kompletnie humoru. Sprawa z Walker przybiła go całkowicie i dlatego od kilku dni chodził cały spięty oraz ponury. Dosłownie wyssała z niego energię, czy szczęście. - Z jakiegoś konkretnego powodu przyszedłeś pić tu sam? - Zapytał, będąc w sumie ciekawym tego.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 28 Wrzesień 2016, 11:30   

Elliot nie miał pojęcia, jak bardzo Damon "wpadł" w Clarę, ale gdyby wiedział... Wcale by się brunetowi nie dziwił. Walker miała w sobie coś, pomijając całą zewnętrzną otoczkę, bo oczywiście była cholernie atrakcyjna i tak dalej, coooo... Przyciągało i mieszało w męskich umysłach na dobre. Wbrew pozorom i jej własnemu pojęciu, była w pewnym sensie taką femme fatale. Była urocza, seksowna, bystra, intrygująca i jeszcze wiele, wiele innych, ale... Mimo swojego ogromnego serca i tego, że chciała dla wszystkich "dobrze", czasami tak "dobrze" się po prostu nie dało. Jak w przypadku jej i Damona właśnie. Elliot jednak wiedział o tym tylko tyle, że się ze sobą bzyknęli. I już.
- Detektywa? - ożywił się nieznacznie i unosząc w wyrazie zaskoczenia brwi, spojrzał na swojego dzisiejszego kompana do randki z whisky. - Jasne, jasne, rozumiem cię doskonale. No i co... Trzymam kciuki, tak? Jakbyś potrzebował kilku treningów na strzelnicy... - wzruszył ramionami, bo wiedział jak to jest, kiedy nie używało się broni na co dzień. Ale kilka wizyt na strzelnicy powinno pomóc. - Wal śmiało - co mu szkodziło? Nic. W sumie w jakiś sposób Damon zdobył u niego dodatkowe punkty tym, że parł do przodu, chciał czegoś więcej, chciał wyjść w teren, działać. Podziwiał determinację, zdecydowanie tak.
Cicho westchnął, kiedy Silver zapytał o to, o co zapytał. Czy miał powód? Pewnie milion różnych. - Musiałem oczyścić myśli? Wiesz, jak to jest... - spojrzał na Damona i skinął na jego szklankę. - W końcu ty też przyszedłeś tutaj dzisiaj sam - bez kumpla, bez potencjalnej dziewczyny... Bez. Sam. - Postrzelili mnie i teraz czeka mnie jakiś czas siedzenia za biurkiem. To dopiero pierwsze dni, a mnie już bierze cholera - przyznał w końcu i uśmiechnął się pod nosem. Ujął w palce swoje szkło i wychylił z niego porządny łyk bourbona.
 
 
Damon Silver


Wysłany: 28 Wrzesień 2016, 19:01   

    Ehs dopiero teraz zauważyłam, że odpisałeś :facepalm:
    Clara zdecydowanie miała w sobie to coś, co przyciągało innych, ale jeśli chodziło o jakiekolwiek emocje, no cóż. W tym było z nią ciężko. Szczególnie teraz, gdy Damon postanowił być w stosunku dziewczyny całkowicie szczery i powiedział o swoich uczuciach wglądem jej osoby. Może popełnił największy błąd w swym życiu, ale przecież raz się żyje. Nie ważne co zrobi, to i tak żałować będzie, przynajmniej niczego nie ukrywał. Ludzie powinni być otwarci, bynajmniej właśnie taki jest ten oto Pan, przez co z łatwością nawiązywał kontakty z innymi, nawet takim Kellermanem.
    - Ta. - Potwierdził. Było to coś o czym Dejm myślał już od tak dawna, a jednak jego droga pomknęła w zupełnie innym kierunku i dopiero teraz przez te wszystkie problemy, zaczął bardziej zastanawiać się nad swym własnym życiem. Powinien wziąć je w swoje ręce, by w końcu zrobić coś pożytecznego. Coś, co fascynowało go od dawna, a jednak wybrał tą ciężką psychologie, która w ostatnim czasie i tak nie sprawdzała się w prywatnych sprawach. - Dzięki. Zapamiętam sobie do kogo mam się zgłaszać, choć w tym nie jestem, aż taki zły. Możemy się zmierzyć któregoś dnia. - Odparł, tym razem z bardziej szczerym uśmiechem. Kto wie, może Silver okazałby się lepszy od Elliota? Przecież posługiwanie się bronią nie było mu takie obce, choć trochę minęło od ostatniego razu, gdy trzymał w swych rękach broń.
    Damon miał to do sobie, że nie lubił stać w miejscu. Mógł się potknąć, pomylić drogę, ale prał cały czas do przodu, choć w sprawach miłosnych to już co innego. - Niestety wiem i całkowicie rozumiem. - Mruknął cicho pod nosem. - Czasem dobrze pobyć samemu. - Wzruszył lekko ramionami dla podsumowania swej wypowiedzi. - Kiepska sprawa. Z pracy w terenie utkwić nagle przy biurku.. uh, współczuję. Ale lepiej się nie forsować póki co. - Również napił się ponownie, a potem dodał. - Własne zdrowie jest najlepsze. Zapewne nie długo wrócisz do służby.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 28 Wrzesień 2016, 21:43   

Kellerman skinął tylko głową, bo podejmował wyzwanie. Nie musiał mówić nic więcej, bo przecież... Psycholog policyjny lepszy od gościa, który pół swojego życia był żołnierzem, a kolejnych parę lat non stop lata z coltem po najciemniejszych zaułkach Chicago? :lol: Nah.
- Już bym wrócił - przewrócił oczami, boooo... No to go denerwowało, tak? Ten cały proces, który policjant, który dostał kulkę musiał potem przejść, żeby znowu trafić w teren. - Ale znasz zasady. Papierologia, testy psychologiczne... - prychnął pod nosem, bo to akurat było kiepskie. To znaczy - z perspektywy detektywa, który jak najszybciej chciał być ponownie w stu procentach aktywny i zupełnie subiektywnie oceniał swoją formę i samopoczucie, a przez to często-gęsto totalnie błędnie. Z takiej perspektywy cały ten proces był wrzodem na tyłku. Ale z perspektywy wszystkich innych, którzy obiektywnie mogli na sprawę popatrzeć? No cóż. Elliot nie wnikał. Chciał wrócić do pracy, bo bezczynność mierziła go już diabelnie. - No nieważne. Wypiję za twoją przyszłą karierę detektywa - zarządził, przynajmniej dla siebie, taki właśnie toast i uniósł szklankę z whisky do ust. Miał wrażenie, że dzisiaj przesadzi, nie wyhamuje w odpowiednim momencie. Ale szczerze? Miał to gdzieś. Kompletnie gdzieś.
- Ale wiesz, że robicie kawał dobrej roboty, co? - zagadnął nagle i spojrzał na Damona. Nie czekał na to, aż mu przytaknie, zaprzeczy lub też zapyta o co tak naprawdę Elliotowi chodziło. - Z tobą nie pracowałem, ale Anabelle... Pewnie ją kojarzysz... - też była psychologiem w ich jednostce. - Naprawdę umie rozgryźć tych psycholi, których jej dostarczmy. Często też daje nam punkt zaczepienia, gdzie zacząć działać... To ważna praca. Zrozumieć kogoś, kto dla zabawy morduje studentki nie jest wcale tak łatwo - skwitował gorzko i znowu się napił. Chyba właśnie dla zabicia tego "smaku".
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,47 sekundy. Zapytań do SQL: 9