Poprzedni temat «» Następny temat
#9
Autor Wiadomość
Gwendolyn Jacobs


Jestem w Chicago od
zawsze



26
menadżerka hotelu

kłopoty w raju

Mieszkam w
Gold Coast

Gwendolyn Iris

Jacobs

Wysłany: 28 Maj 2019, 12:58   #9
   Multi -  F. Larson, R. Golightly, S. Faraday


    #18

Była wstrząśnięta. Nie wiedziała co powinna ze sobą zrobić. Chyba powinna trochę cieszyć się z faktu, że jej kochana matka umarła, prawda? Dowiedziała się o wszystkim od dalszej rodziny, bo z bratem w dalszym ciągu nie rozmawiała. Mimo ich obecnych relacji, miała cichą nadzieję, że wszystko z nim w porządku. Nie chciała zawracać mu teraz głowy swoją osobą i postanowiła, że cierpliwie zaczeka, aż sam będzie gotów z nią porozmawiać. Może kiedyś kopnie ją taki zaszczyt, a Nate przypomni sobie o młodszej siostrze, której należą się wyjaśnienia. Na pogrzebie była, ale jako dalszy obserwator. Wolała nie brać w tym wszystkim udziału. Nie po tym, w jaki sposób traktowała ją własna matka. Poza tym, kilka dni później pojawił się kolejny problem. Czuła się bardzo źle – mdłości, to przez nie musiała wykonać test ciążowy. Bo cóż, takie rzeczy się zdarzają, prawda? Okazał się pozytywny. Nie wierzyła w to, co widziała. Dla pewności zrobiła kolejny, a po nim jeszcze następny. Wszystkie były pozytywne. A może życie sobie z niej pogrywało? Musiała to w jakiś sposób powiedzieć Moore’owi, który z pewnością nie był przygotowany na cudowną nowinę. Nie miała dla niego żadnego prezentu, więc czy pozytywny test można za niego uznać? Wzięła kilka głębszych wdechów, aby opanować szalejące myśli w głowie. Nie była przygotowana na coś takiego. Nie była gotowa na dziecko, a przynajmniej nie teraz. Po drodze do mieszkania chłopaka wskoczyła do apteki po jakieś leki przeciwbólowe, a później szybkie zakupy. Wiedziała, że Bailey w tej chwili miał nieco ograniczone ruchy, to chociaż w ten sposób mogła mu pomóc. – Bailey! Przyniosłam ci coś! – wparowała do kuchni, gdzie rozpakowała zakupy, a z tabletkami ruszyła do jego pokoju. – Jak się czujesz? Powiedz, że jest trochę lepiej – nie, ona wcale nie wyglądała na zdenerwowaną. Mhm. Nie przemyślała tylko, w jaki sposób przekazać mu cudowne wieści.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Bailey Moore


Jestem w Chicago od
Dziecka



19
Opiekun pingwinów

niczego już nie wiem..

Mieszkam w
North Park

Bailey Hadiah

Moore

Wysłany: 28 Maj 2019, 15:59   
   Mów mi -  Gracja
   Multi -  Zoe, Weifani, Noelle


Bailey może nie znał zbyt dobrze rodziny swojej ukochanej, jednak wieść o śmierci matki Gwendolyn bardzo nim wstrząsnęła. Nie wyobrażał sobie nawet, jaka to musi być tragedia, nawet pomimo różnych, skomplikowanych sytuacji, jakie mają miejsce w rodzinie. Sam przeżywał mocno odejście swojej mamy, chociaż tutaj chodziło tylko o rozstanie z ojcem i wyjazd z Chicago. Niby nic szczególnego, bo takie sytuacje mają miejsce w naprawdę wielu dzisiejszych małżeństwach, ale dla nastolatka był to spory cios.
Na tę chwilę musiał skupić się jednak na sobie, bo i u Bailey'a nie było zbyt wesoło. Chłopak sprawił sobie najcudowniejszy na świecie prezent urodzinowy - złamaną kostkę, która zagwarantowała mu przynajmniej sześć tygodni bycia ograniczonym...we właściwie wszystkim. Śmiał się więc z własnej głupoty, siedząc w mieszkaniu i starając się nie umrzeć tutaj z nudów. Wizyta ukochanej była tym, czego teraz najbardziej potrzebował. Gdyby tylko wiedział, jakie wieści ma mu do przekazania Gwen... Szybko zmieniłby zdanie. A może i nie?
- Cześć, skarbie! - przywitał się uroczo. Normalnie zaraz zerwałby się do góry i uraczył dziewczynę soczystym buziakiem, ale wolał nie ryzykować upadkiem - świetnie, poza tym że nie mogę się za bardzo ruszać, ale mam za swoje - dodał ze śmiechem. Wariackie bieganie po zoo musiało się wreszcie źle skończyć - to co tam dla mnie masz? - zainteresował się, nie przestając przy tym szczerzyć zębów. Oczywiście nie umknęło mu zachowanie Gwen, to wyraźne zdenerwowanie, ale nie nabierał podejrzeń. W życiu obojga przecież stało się w ostatnim czasie dużo złego.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gwendolyn Jacobs


Jestem w Chicago od
zawsze



26
menadżerka hotelu

kłopoty w raju

Mieszkam w
Gold Coast

Gwendolyn Iris

Jacobs

Wysłany: 18 Czerwiec 2019, 13:30   
   Multi -  F. Larson, R. Golightly, S. Faraday


Gwendolyn wcale nie było szkoda śmierci własnej matki, można by rzec, że cieszyła się nawet, że jeden problem miała z głowy. Bardziej martwił ją stan starszego brata, ale nie zamierzała naciskać w związku ze spotkaniem, bo ich relacje również były nieco skomplikowane i nie pozostawiały zbyt wiele do życzenia. Nie chciała wychylać się przed szereg, bo nie było sensu. Była urażona zachowaniem Nate’a i na tym lepiej zakończyć temat. Przez ostatnie wydarzenia nieco zaniedbała własnego chłopaka, ale zamierzała zmienić to w tej chwili, jeśli – uwaga, przyjmie cudowną wieść pozytywnie.
Złamana kostka to nie były żarty, więc tym bardziej powinna skupić na nim całą swoją uwagę, aby nie zrobił czegoś głupiego. – I nie będziesz. Zrobiłam ci spore zakupy, zapas tabletek przeciwbólowych też masz. No i.. – urwała po chwili, widocznie zdenerwowana tym, co miała mu do przekazania. Sięgnęła do swojej torebki w poszukiwaniu cholernego testu z pozytywnym wynikiem. – Nie miałam okazji, aby kupić ci prezent, bo ostatnio tyle rzeczy się wydarzyło.. – w dalszym ciągu paplała bez przerwy, aby tylko przedłużyć chwilę, która dla niej miała trwać wiecznie. Przeklęła pod nosem, ostatecznie znajdując niewielki test. Wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, po chwili kładąc go na stoliku przed Moore’m. Nie powiedziała nic więcej. Nie musiała. Nie był na tyle głupi, aby nie wiedzieć co to było. No cóż, nie było to jeszcze potwierdzone przez lekarza, ale robiąc kilka testów w ciągu doby, można być w stu procentach pewnym, że jednak w tej ciąży była. Nie wyobrażała sobie tego. Nie była na to gotowa, ani tym bardziej Bailey, który chciał jeszcze skorzystać z uroków życia w tak młodym wieku. Po co jej to wszystko było?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Bailey Moore


Jestem w Chicago od
Dziecka



19
Opiekun pingwinów

niczego już nie wiem..

Mieszkam w
North Park

Bailey Hadiah

Moore

Wysłany: 18 Czerwiec 2019, 23:25   
   Mów mi -  Gracja
   Multi -  Zoe, Weifani, Noelle


Gdyby Bailey miał już okazję poznać brata Gwendolyn, na pewno próbowałby jakoś pomóc w tej skomplikowanej sytuacji, jednak na dłuższą metę, nie chciał się w to zbytnio mieszać. Niechcący mógłby jeszcze bardziej pogorszyć, więc wolał zachować dystans. Z pewnością nie odmówiłby pomocy, gdyby Gwen jasno o nią poprosiła, ale skoro tak się nie stało, to nic mu do tego.
Bailey sam musiał odpokutować własną głupotę, bo tylko i wyłącznie ona była przyczyną jego kontuzji. Na pewno tym, czego najbardziej potrzebował w tej krzywej sytuacji, była obecność Gwendolyn. Przesiadując samotnie w czterech ścianach, Moore dostawał powoli pierdolca, a nie mógł zbytnio się ruszać przy takim ograniczeniu, jakim był gips. Chłopak nigdy nie cieszył się szczególnie z dni wolnych, ale obecny stan, w jakim się znalazł, zdecydowanie rozwalił go na łopatki.
- I...? - rzucił tylko, przyglądając się dziewczynie bardzo uważnie. Odpowiedź nadeszła szybko, i wywołała zaniepokojone ściągnięcie brwi - oj tam, przecież wiesz, że nie musiałaś. Ty jesteś moim... - urwał, a jego wzrok padł na stolik, na którym znalazł się jakiś niewielki przedmiot. Bailey nie potrzebował wnikliwej obserwacji, aby z wyraźnym zaskoczeniem stwierdzić, że to był...test ciążowy. I to taki pozytywny - ...najpiękniejszym prezentem - dokończył, nie odrywając wzroku od testu. Trudno było określić jego reakcję, bo będąc cholernie zaskoczonym, jednocześnie w głębi się...cieszył. Tak. Dziewiętnastolatek zadowolony z faktu, że zostanie ojcem. Czy to nie brzmi jak szaleństwo?
- O boże, Gwen! - wypalił, i tak bardzo zapragnął rzucić się dziewczynie w ramiona, że aż zaczął szukać pod ręką swoich kul, coby się podeprzeć - to cudowna wiadomość! Byłaś już u lekarza? - zainteresował się. Faktycznie, może Bailey nie był jeszcze zbytnio gotowy na taką odpowiedzialność, jednak zwyczajnie w świecie się ucieszył.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gwendolyn Jacobs


Jestem w Chicago od
zawsze



26
menadżerka hotelu

kłopoty w raju

Mieszkam w
Gold Coast

Gwendolyn Iris

Jacobs

Wysłany: 14 Lipiec 2019, 18:31   
   Multi -  F. Larson, R. Golightly, S. Faraday


Jeśli w przyszłości nadarzyłaby się okazja do poznania Bai’a z Nate’m, to nie jestem nawet w stu procentach przekonana, że ta dwójka polubiłaby się. A nawet znalazła wspólne tematy do rozmów. W ostatnim czasie była w tak podłym nastroju, że wolała nie zastanawiać się nad tym, co przyniesie jej przyszłość. Ostatnia wieść w postaci testu ciążowego narobiła jej wiele stresów. Lepiej, jeśli na tym poprzestanie. Więcej już nie potrzebowała. Miała jednak nadzieję, że Moore nie wyczuł jej gorszego nastroju. Choć znał ją już trochę, więc byłaby bardzo głupia myśląc, że chłopak nie zauważy aż tak negatywnego nastroju.
Gdyby nie obecna sytuacja oraz praca, które nieco zatrzymały Gwendolyn; z całą pewnością pojawiłaby się o wiele szybciej u chłopaka. Miała przez to małe wyrzuty sumienia, ale wiedziała, że miał dobrą opiekę i nie umierał z głodu przez Jacobs. Nie była w stanie wyobrazić sobie co czuł Bailey, choć mogła sobie wyobrazić jakie to okropne, siedzieć praktycznie cały czas w czterech ścianach i nie móc wyjść do ludzi, a każdy krok tylko bardziej cię męczył.
W pierwszej chwili miała wrażenie, że się przesyłała. Czy on sobie żartował w tym momencie? Patrzyła na niego jak na wariata, nie dowierzając jego słowom. Zaczęła kręcić głową na boki, ewidentnie niezadowolona i zmęczona tym tematem, choć nie zaczął się na dobre. – Czy ty sobie jaja robisz, Bailey? – spojrzała na chłopaka z wyrzutem, zaczynając kręcić głową na boki. Nie cieszyła się na wieść o ciąży, bo nie był to odpowiedni czas dla niej, ani tym bardziej Bailey’a. – Nie byłam jeszcze. I przestań się tak cieszyć, bo nie ma z czego – odburknęła, jakby mówiła do siebie. Musiała przejść się kawałek po salonie, chcąc także zachować dystans z Moore’m. – Nie jestem na to gotowa. Ty tym bardziej, Bailey. Spójrz na nas. Spójrz na siebie. Jesteś młody! Za młody na bycie ojcem. To nie jest odpowiedni czas na to – może powinna być nieco bardziej delikatna, ale trudno. Wydusiła w końcu z siebie to, co ciążyło jej na sercu. Bailey miał jeszcze czas na to, aby się wyszaleć, a ona chyba go ograniczała przez sporą różnicę wieku między nimi.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Bailey Moore


Jestem w Chicago od
Dziecka



19
Opiekun pingwinów

niczego już nie wiem..

Mieszkam w
North Park

Bailey Hadiah

Moore

Wysłany: 14 Lipiec 2019, 19:56   
   Mów mi -  Gracja
   Multi -  Zoe, Weifani, Noelle


Gwen nie powinna mieć wyrzutów sumienia - przecież Bailey doskonale rozumiał to, że jego dziewczyna miała także swoje obowiązki i plany, nie musiała być na każde jego zawołanie. Cieszył się, że w końcu mogli się zobaczyć i to było dla niego najważniejsze. Fakt, nastolatkowi doskwierała samotność pośród czterech ścian, ale przecież to było tylko chwilowe. Można zacisnąć zęby i przetrzymać... A w zasadzie to trzeba, bo nie chciał napytać sobie większej biedy. Ze złamaniem nie ma żartów.
Kiedy tak na niego spojrzała, w pierwszej chwili Bailey nie wiedział, co zrobić. Nie powinien się cieszyć z takiej informacji? Dla niego wiek akurat nie miał żadnego znaczenia, bo czuł się bardzo odpowiedzialny jak na swoje lata. OK, był zaskoczony, ale gdzieś tam w środku czuł, że sobie poradzą. To nie tak powinno wyglądać? Co złego jest w tym, że Bailey chciał wziąć odpowiedzialność za dziecko, zamiast zwiać jakby to zrobiła większość kolesi w jego wieku? Dlatego też jego uśmiech zaczął słabnąć.
- Nie. Jestem śmiertelnie poważny - odpowiedział dość chłodno, co w jego przypadku było rzadkością. Moore miał bardzo melodyjny, przyjemny dla ucha głos, i często nawet najpaskudniejsza groźba brzmiała w jego ustach zabawnie - jak to nie? To co, może wolisz żebym powiedział, że mam to w dupie i cię zostawił, tak jak to robi większość frajerów? Za kogo ty mnie masz?! - rzucił ze złością, wodząc wzrokiem za Gwen, która zaczęła chodzić po salonie. Ta rozmowa zaczęła go przerastać, a w zasadzie dopiero się przecież zaczęła.
- Skąd możesz to wiedzieć? - warknął, mrużąc oczy. W końcu złapał za kulę, gotów zwyczajnie wyjść z salonu. I tak właśnie zrobił, kierując się prosto do drzwi.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gwendolyn Jacobs


Jestem w Chicago od
zawsze



26
menadżerka hotelu

kłopoty w raju

Mieszkam w
Gold Coast

Gwendolyn Iris

Jacobs

Wysłany: 16 Lipiec 2019, 14:53   
   Multi -  F. Larson, R. Golightly, S. Faraday


Ta rozmowa nie powinna była tak wyglądać i w pierwszej chwili miała wyrzuty sumienia, że poszło to w takim kierunku. Ale trwało to naprawdę bardzo krótko, bo niewiele potrzeba było, aby Jacobs uruchomiła się na dobre. Zresztą, ona sama nigdy nie zwracała uwagi na powstałą różnicę wieku między nimi, ale dopiero teraz, gdy pojawiły się myśli o potencjalnym dziecku – zaczęło to jej przeszkadzać, choć nie powinno. Bo tak na dobrą sprawę, wiek nie grał żadnej roli, a jednak przejęła się tym bardziej, niż powinna. Może i w ten sposób zraniła chłopaka, ale musiał w końcu się o tym dowiedzieć, tak? Jej złość mogła także wynikać z innych czynników, ale to już było mniej istotne. – Posłuchaj sam siebie, Bailey! – warknęła, przykładając ręce do głowy, bo miała wrażenie, że zaraz eksploduje. Czy on naprawdę chciał, aby powiedziała to, co miała w głowie odkąd test wyszedł pozytywnie? Gwendolyn chyba sama nie była gotowa na zostanie matką, stąd też jej reakcja, tym bardziej zirytowała się pozytywną reakcją Bai’a, który powinien chcieć wyszaleć się, póki miał ku temu okazję. Dlaczego on w ogóle uganiał się właśnie za nią? Jeszcze trochę i będzie nudną trzydziestką, bez jakichkolwiek perspektyw. – Po prostu uważam, że nie jesteś na tyle dojrzały. Nie wiesz nic na ten temat. Jak możesz cieszyć się z czegoś takiego? Przed tobą całe życie, powinieneś rozbijać się gdzieś po barach, ciesząc się towarzystwem w swoim wieku! Nie uważasz, że będąc ze mną, mijają ci najlepsze lata twojego życia? – no, to imprezka dopiero się rozkręcała. Spojrzała ukradkiem na chłopaka i miała ochotę czymś w niego rzucić. Poważnie. – Co ty robisz? Wracaj tutaj i usiądź na dupie! – krzyknęła za nim, gdy postanowił wyjść z pomieszczenia. Od razu poszła za nim, tarasując mu drogę do drzwi. – Drugi raz prosić nie będę – oparła ręcena brzuchu, wbijając spojrzenie w Bailey’a.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Bailey Moore


Jestem w Chicago od
Dziecka



19
Opiekun pingwinów

niczego już nie wiem..

Mieszkam w
North Park

Bailey Hadiah

Moore

Wysłany: 16 Lipiec 2019, 23:37   
   Mów mi -  Gracja
   Multi -  Zoe, Weifani, Noelle


Z każdą chwilą Bailey robił się coraz to bardziej wściekły na tę całą sytuację. Starał się jednak za wszelką cenę ukryć, jak bardzo dotknęły go słowa dziewczyny. Wiek nie miał absolutnie nic do rzeczy i Moore był bardzo zaskoczony nagłą zmianą podejścia Gwendolyn - przecież do tej pory ta sprawa wydawała się w pełni wyjaśniona a przepaść wiekowa między nastolatkiem a Gwen nie miała znaczenia w ich związku. Bailey'owi wciąż wydawało się, że jest wystarczająco dojrzały jak na swoje lata i teraz, gdy poznał prawdę...Czuł się tak, jakby oberwał czymś ciężkim w głowę. Nigdy nie był jak reszta nastolatków - być może dla niektórych wiele tracił ze swoich młodzieńczych lat, jednak Bailey nie postrzegał tego w ten sposób. Jego tryb życia w pełni mu odpowiadał. Mógł szczerze przyznać, że był szczęśliwy - bez alkoholu, imprez, i różnych głupich rzeczy, które rodzą się w głowie jego rówieśników.
- Gwen, dość już powiedziałaś. Wystarczy - mruknął zupełnie beznamiętnie, choć przez krótki moment głos lekko mu zadrżał. Powstrzymał się co prawda od pomysłu wymaszerowania z salonu, ale czuł się tak bezsilny, że nie miał najmniejszej ochoty dyskutować na ten temat - mam nadzieję, że masz świadomość tego, jak bardzo zabolały mnie twoje słowa - dodał tylko, nawet na nią nie patrząc. Zacisnął mocno dłoń na kuli, bez której pomocy nie zdołałby ustać w pionie. To wszystko go przerastało.
- Gdybym uważał, że cokolwiek tracę z mojej młodości będąc z tobą, tego związku by nie było. Ale ty oczywiście wiesz lepiej, co powinienem - ciągnął dalej, jakby jakaś nagła, tajemnicza siła natchnęła go do obnażenia swoich uczuć - bo rzeczywiście, rozbijanie się po barach to prawdziwy przykład dojrzałości. Na pewno lepszy niż wzięcie odpowiedzialności za dziecko - prychnął na koniec i wreszcie zamilkł. Czuł się z tym wszystkim bardzo źle, ale skoro już rozmawiali szczerze, to chciał żeby Gwendolyn poznała jego punkt widzenia. Wiedział, że to zmierza donikąd, bo ich zdania zbyt mocno się różniły, jednak było mu odrobinę lżej po wypowiedzeniu tego wszystkiego. Odrobinę, bo stres wywołany kłótnią zaczął dawać mu się we znaki.
_________________

 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gwendolyn Jacobs


Jestem w Chicago od
zawsze



26
menadżerka hotelu

kłopoty w raju

Mieszkam w
Gold Coast

Gwendolyn Iris

Jacobs

Wysłany: 10 Wrzesień 2019, 19:10   
   Multi -  F. Larson, R. Golightly, S. Faraday


Może i Gwendolyn z początku nie przemyślała własnych słów, ale trzeba było po części przyznać jej rację. Nie cieszyła się na wieść, że miała zostać matką – choć tę informację powinien potwierdzić jeszcze lekarz. Nie zrobiła jeszcze wszystkiego, co siedziało w jej głowie, dlatego też nie był to odpowiedni czas na macierzyństwo. Nie była przygotowana na taką ewentualność. Czuła się z tym wszystkim źle i miała ochotę zapaść się pod ziemię. Dlaczego Bailey nie mógł tego zrozumieć? Dlaczego nie wariował z tego powodu? Milion myśli, które z pewnością nie dostałyby swojej odpowiedzi. Jacobs nie widziała siebie w roli matki, ponieważ o samą siebie nie potrafiła zadbać. Dlaczego coś takiego musiało przytrafić się właśnie jej? Nie posiadała dobrego przykłądu z własnej matki, poza tym – zbyt wiele wydarzyło się w ostatnim czasie. Chciała w końcu skupić się na samej sobie. A Bailey powinien o tym wiedzieć najlepiej ze wszystkich osób, które jeszcze pozostały w życiu kobiety. – Wyraziłam swoje zdanie. Wolałam, abyś znał prawdę – odparła tonem wypranym kompletnie z jakichkolwiek emocji. Musiała ochłonąć; przetrawić niektóre sprawy, które nie chciały dać jej spokoju. Po części spodziewała się, że wizyta u chłopaka mogła skończyć się katastrofą. Może powinna rzucić wszystko w cholerę i zacząć przepowiadać przyszłość innym? To byłby idealny plan, zważywszy na to, że chciała pozwiedzać trochę świata. – Chyba nie zrozumiałeś.. Miałam na myśli to, że powinieneś korzystać z życia, dopóki masz jeszcze okazję. Ja własną straciłam, ale ty nie musisz – odpowiedziała od razu, rzucając mu krótkie spojrzenie. Ich spotkanie chyba dobiegło końca. Nie chciała tutaj być, nie w tak napiętej atmosferze. – Pójdę już. Ta rozmowa do niczego nas nie prowadzi – żadnego cześć ani pocałuj w dupę. Po prostu odwróciła się na pięcie i jak gdyby nigdy nic opuściła mieszkanie chłopaka.

/zt
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9