Poprzedni temat «» Następny temat
Hol
Autor Wiadomość
Fox Wild


Wysłany: 13 Luty 2017, 23:17   

Podjęcie tamtej rozmowy okazało się być dobrym pomysłem. Oboje stali się spokojniejsi, a Mike nie naciskał, dając Fox swobodę, o którą go poprosiła, więc w pewnym sensie wrócili do swojego wcześniejszego trybu. Nie zachowywali się jak para, więc nie było codziennego zostawania na noc, wspólnych śniadanek, czułostek i innych takich. Ciągle wpadali do siebie kiedy mieli na to ochotę, spędzali czas głównie przy swoim ulubionym wspólnym zajęciu i nawet droczyli się ze sobą tak samo jak wcześniej. Z tym tylko wyjątkiem, że nie szukali sobie przypadkowych kochanków i chociaż nie deklarowali tego, nie powiedzieli sobie o tym nic na głos, wiedzieli jak się sprawy mają. To było zupełnie naturalne. Mieli wyłącznie siebie na celowniku, więc pewni tego, nie potrzebowali osób trzecich w swoim życiu erotycznym.
Dla Wild ten czas nie był wyłącznie spotykaniem się bez zobowiązań, by móc mieć wymówkę, że niczego sobie nie obiecywali, gdyby coś nie leżało. Przyglądała się Mike`owi pod kątem własnej zagwozdki, by móc ją rozwiązać, czyli innymi słowy próbowała wyłapać jego obecny stosunek do bycia ojcem, albo raczej do myśli o tym, żeby znów mieć dziecko z nią. Wiedziała, że jeżeli faktycznie tego właśnie pragnie, będzie sam z siebie w różnoraki sposób dawać jej to do zrozumienia. Jednak nie robił tego, co napawało Fox optymizmem. Nie miał parcia na postępowanie według powszechnie przyjętego społecznego schematu. Chciał jej, a nie rodziny, której zakładanie w jego wieku było już wskazane.
Była już tego pewna, gdy nagle na jej drodze pojawiła się kolejna przeszkoda... W tej chwili ten nagle zaistniały fakt totalnie nie był jej na rękę, a żeby podjąć w tej sprawię odpowiednią decyzję znowu potrzebowała czasu. Wiedziała, że motając się w tym nie będzie potrafiła zachowywać się normalnie przy Rogersie, dlatego znalazła sobie wymówkę w ilości pracy, która nagle na nią spadła, by móc go sprytnie unikać. Przyjmował to bez zbędnych pytań, więc kupiła sobie czas. Pech chciał, że i on potrafił znaleźć wymówkę, by odwiedzić ją w miejscu pracy, bo nie raz już łączyli siły zawodowo. W ten sposób pewnie pojawił się tutaj dzisiejszego dnia.
- Kurwa... - mruknęła do siebie pod nosem, widząc go już z daleka, gdy kroczył pewnie korytarzem. Przeklinała się w duchu za to, że akurat teraz jej ciało dało znać, że potrzebuje soku pomarańczowego, by zapomnieć o mdłościach.
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Mike Rogers


Jestem w Chicago od
xx

Wysłany: 14 Luty 2017, 08:35   

dwurzędowy garnitur zawsze na propsie
Gdy rozmawiał z Fox wtedy u niej pod prysznicem nie tak sobie wyobrażał konkluzję i konsekwencje ich rozmowy. Na pewno nie tak. Miał dać jej czas i nawet chciał go jej dać, bo w całej swej spontaniczności, w jego oczach Fox nie była kimś, kto na zasadzie pstryknięcia palcami wywraca swoje życie do góry nogami, a czymś takim było właśnie to, że - zdaniem Mike'a - mieli zostać parą. Po ludzku, zwyczajnie, po prostu. NORMALNIE. Minęło kilka dni, potem kilka kolejnych... dalej się widywali, dalej ich seks był niesamowity, a Rogers łapał się na tym, że co raz częściej dyskretnie przyglądał się Fox z uwagą czekając na to, czy wreszcie dostała tyle czasu by przejść dalej. Każde takie spojrzenie kończyło się prędzej lub później rozczarowaniem... ciekawiło go to, czy brunetka w ogóle to dostrzega.
Potem... potem zaczęli widywać się rzadziej, wymówką była praca. Ten bajer akurat prokurator łyknął, sam też miał nieco bardziej gorący okres w pracy i choć na pewno nie pogardziłbym relaksem w towarzystwie nagiej Fox, to potrafił odłożyć na czas jakiś swoje zapędy seksualne i dać jej jeszcze więcej czasu. Poniekąd miał wgląd w to, co robili, branże mieli bardzo zbliżone. Logiczne jest jednak to, że w końcu i ta czara się przerwała, a cierpliwość Rogersa się wyczerpała. Złapać Fox nie mógł, poszedł więc na łatwiznę i wybrał się na komisariat. Chwilę się pokręcił, ale w końcu ją złapał. Nadchodziła z drugiej strony więc, zachowując profesjonalizm, tylko się przed nią zatrzymał taksując uważnie.
- Wiesz, że nie lubię wyciągać nas w pracy, ale... długo jeszcze? - palnął od razu po zdawkowym, bardzo oficjalnym powitaniu się. Parę razy współpracowali przy okazji różnorakich spraw, a on mimowolnie się uśmiechnął gdy siedząc przy jednym stole parokrotnie czuł jak dłoń Fox wsuwa się w jego spodnie.
_________________

<img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i67.tinypic.com/106j7ma.gif"><img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i68.tinypic.com/2dw5cmp.gif">
<div style="font-family: Philosopher; font-size: 21px; text-transform: uppercase; color: #003366; text-shadow: 0px 1px 2px #3e3b3b; position: relative; bottom: 19px">Mike Fuckin Rogers <div style="font-family: Philosopher; font-size: 11px; width: 360px; text-align: justif; color: #003366; line-height:11px; position:relative; bottom: 19px;"> He did not wish to tame her…not that it was possible.
He wanted to feel the fire from her touch…the storms that raged in her soul…
the taste of the raw honey that surely came with her kiss…
 


profil kalendarz
 
Fox Wild


Wysłany: 14 Luty 2017, 09:32   

Ta ręka bardzo dyskretnie wsuwała się w jego spodnie i szczerze powiedziawszy takie sytuacje można było policzyć na palcach jednej dłoni. Wszystko ze względu na to, że w pracy ich relacja była czysto zawodowa, co zastrzegła sobie Fox. Ceniła sobie profesjonalizm i nie pozwalała, by cokolwiek z jej prywatnego życia wypłynęło w pracy. Była chłodna, zdystansowana i nie spoufalała się z nikim, a wszystkie rzeczy jakie miała w swoim biurze związane były wyłącznie z tym, czym się zajmowała. Nikt tutaj nie miał pojęcia kim jest Wild poza murami komisariatu. Poza Mike`m oczywiście.
On zaś szanował życzenie Fox, traktując ją w pracy, jakby znali się wyłącznie na tej płaszczyźnie. Chociaż i tutaj znaleźli sposób na porozumiewanie się ze sobą w kwestiach prywatnych i chyba oboje musieli przyznać, iż było to kurewsko podniecające. Znając się na wylot potrafili wykonać znaczący gest, bądź użyć kluczowego słowa nawet w obecności innych osób. Zdarzało się im również wykorzystywać krótkie chwile sam na sam(np. w windzie), by szepnąć sobie coś do ucha lub dotknąć bez najmniejszego oporu, co szczególnie lubił robić Rogers podkreślając, że ona należy do niego. Mieli przeróżne gierki.
Tym razem jednak Rogers zdecydowanie nie zamierzał zachowywać pozorów, kiedy wkroczył do budynku. Zawsze, kiedy się tutaj pojawiał zwracał na siebie uwagę wszystkich. A teraz, kiedy dał kolejnej wzbudzającej tutaj zaintrygowanie osobie jasno do zrozumienia, że zamierza wyciągnąć ją z pracy, ściągnął na siebie tym większe zainteresowanie. Fox aż zerknęła badawczo, acz dyskretnie w prawo i w lewo, kodując sobie kto na nich patrzył. Wyprostowała się szybko.
- Panie prokuratorze, wspominałam, że mam sporo na głowie - oświadczyła głośno, rzucając w niego znaczącym spojrzeniem - Skoro jednak już się pan tutaj pofatygował, zapraszam do siebie - dodała całkiem uprzejmie, chociaż w chwili obecnej miała ochotę go zabić. Na dodatek wcale nie czuła się dzisiaj najlepiej. Nie cierpiała tego.
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Mike Rogers


Jestem w Chicago od
xx

Wysłany: 14 Luty 2017, 12:59   

Te sytuacje zdarzały się tylko gdy byli sam na sam lub prawie sam na sam. Akurat kto jak kto, ale Rogers musiał przestrzegać pewnych zasad, stanowisku publiczne i tak dalej. Prokurat to co prawda nie polityk, ale i na jego wybór wpływ mają wyborcy (z tego co kojarzę przynajmniej). A już na pewno na głównego, tych niższych rangą nie mianuje przeciętny John Smith lub William Wilson w wyborach. Ergo, mężczyzna szanował profesjonalne zachowanie w pracy, dlatego dzisiaj było tak samo.
Zaplanował sobie dzień tak, aby wizyta na posterunku nie była tylko i wyłącznie załatwianiem prywaty, na za kilkanaście minut miał umówione spotkanie ze śledczymi w pewnej sprawie, z oskarżonym któremu mógł zaproponować ugodę. Na spotkanie z Fox liczył przy okazji, szczęście mu dopisało bo jak w romantycznym filmie mieli lada moment minąć się na korytarzu.
- A po cholerę się tak drzesz? - odparł dużo ciszej od niej zaskoczony tą szopką. Podszedł do niej normalnie i odezwał się też normalnie. O ile przechodzący obok funkcjonariusz z wybitną nadwagą, z pączkiem w jednej ręce i jakimś raportem, który najwyraźniej czytał w drugiej nie miał uwagi podzielnej na trzy bodźce to nikt nie słyszał tego, że powitanie bynajmniej nie było formalne. Poza tym... znał sporo z pracujących tu ludzi, z nimi też nie witał się w stylu ąę - Nie wiem na co ta szopka, nikogo to nie zainteresowało - teraz już powiedział cicho puszczając Fox przodem. Wszedł za nią do gabinetu i aby scenka dalej trwała, gyby ktoś zaglądał (w co wątpił) położył torbę na stole, marynarkę rozpiął - Naprawdę, gdybyś się nie odezwała nikt by nie wiedział, żę coś nas łączy, a teraz cały komisariat wie, że się bzykamy... - westchnął patrząc na brunetkę. Nie zadzwoniło mu, że to jej takie rozkojarzenie może zwiastować kłopoty.
_________________

<img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i67.tinypic.com/106j7ma.gif"><img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i68.tinypic.com/2dw5cmp.gif">
<div style="font-family: Philosopher; font-size: 21px; text-transform: uppercase; color: #003366; text-shadow: 0px 1px 2px #3e3b3b; position: relative; bottom: 19px">Mike Fuckin Rogers <div style="font-family: Philosopher; font-size: 11px; width: 360px; text-align: justif; color: #003366; line-height:11px; position:relative; bottom: 19px;"> He did not wish to tame her…not that it was possible.
He wanted to feel the fire from her touch…the storms that raged in her soul…
the taste of the raw honey that surely came with her kiss…
 


profil kalendarz
 
Fox Wild


Wysłany: 14 Luty 2017, 16:42   

Outfit, bo mi umknęło.
Może Fox nie była w pracy szczególnie pozytywnie odbierana, ale nie można było w jej przypadku zaprzeczyć o skuteczności działania, jak i ambicji. Była odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku i będąc w pracy skupiała się wyłącznie na pracy, nie pozwalając, by cokolwiek ją rozproszyło. Pełen profesjonalizm. Taki sam szacunek miała do własnego życia prywatnego. W jej mieszkaniu nie można było nawet wpaść na trop tego, czym Wild się zajmuje. Tak czy siak, ona i Mike mieli taki sam stosunek do pracy, dlatego nigdy nie nadwyrężyli dotyczących jej zasad.
Jej twarz przybrała z lekka skonsternowany wyraz, gdy zarzucił jej wydzieranie się. Czy to przypadkiem nie on przed chwilą ściągnął na nich uwagę obecnych tutaj osób? A może faktycznie to ona była przewrażliwiona? Cóż, jej obecny stan mógłby naprawdę wiele wyjaśnić. Nie odzywając się już słowem, wyminęła Rogersa, by wejść do gabinetu. Opadła swoim zgrabnym tyłkiem na blat stołu, przysiadając na jego krawędzi i dopiero wtedy odetchnęła.
- Przecież uważają mnie za zimną sukę, która jest wybredna w stosunku do kutasów - odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać cisnącego się na usta cwanego uśmieszku. Prokurator doskonale wiedział o czym mówi, znał te plotki. Żadnemu z napalonych funkcjonariuszy nie udało się nawet wsadzić łapy między nogi pani psycholog, bo pacyfikowała każdego tak, że aż szło mu w pięty. Oczywiście Fox nadal miała w planach odpowiednio zareagować na niespodziewaną wizytę, ale...priorytety. Odkręciła butelkę i przyssała się do niej, jakby właśnie przebiegła maraton. Już w czasie pierwszej ciąży w ten sposób radziła sobie z mdłościami.
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Mike Rogers


Jestem w Chicago od
xx

Wysłany: 14 Luty 2017, 16:51   

Dobre, możliwe, że się przesadził z tym, że teraz wszyscy wiedzą o ich życiu erotycznym. To znaczy o tym, że ono istnieje bo o tym jak wygląda pojęcia nie mógł mieć nikt. W każdym razie jej reakcja stanowczo była przesadzona, a w nadzieję można było pokładać w tym, że przyzwyczajeni do profesjonalizmu koledzy z komisariatu będą tak zaskoczeni scenką, która właśnie miała miejsce, że nie zdążą dodać dwa do dwóch, a potem pochłoną ich codzienne obowiązki i błyskawicznie zapomną o tym czego mimowolnie byli świadkami.
- Nie wiem co uważają - odparł Rogers lekko podrażniony odpowiedzią Fox. Zazdrość. W głowie widział już to jak wszyscy się do niej podwalają, a przecież od jakiegoś czasu zdecydowała się być tylko jego. Tak sądził, tak myślał - ty jesteś ekspertem od tego co siedzi w ludzkiej głowie, ja po prawdzie ich aż tak dobrze nie znam - nie on spędzał większość dnia w tym miejscu, był tutaj ledwie gościem i to też nie zawsze, wszak zdarzało się, że to koledzy z dochodzeniówki zaglądali do budynku prokuratury by wymienić się informacjami, ustalić strategię i tak dalej. Zignorował butelkę soku pomarańczowego, nie skojarzył faktów, zamiast tego powiódł po odsłoniętych nogach Fox - Ładnie wyglądasz - stwierdził wracając ze spojrzeniem na oblicze brunetki - Więc. Długo mam jeszcze czekać? - wrócił do swojego pytania. Konkretny jak zawsze, nie chciał też zabierać jej za dużo czasu i siedzieć tu dłużej niż mogłoby tego potrzebować przeciętne spotkanie służbowe.
_________________

<img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i67.tinypic.com/106j7ma.gif"><img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i68.tinypic.com/2dw5cmp.gif">
<div style="font-family: Philosopher; font-size: 21px; text-transform: uppercase; color: #003366; text-shadow: 0px 1px 2px #3e3b3b; position: relative; bottom: 19px">Mike Fuckin Rogers <div style="font-family: Philosopher; font-size: 11px; width: 360px; text-align: justif; color: #003366; line-height:11px; position:relative; bottom: 19px;"> He did not wish to tame her…not that it was possible.
He wanted to feel the fire from her touch…the storms that raged in her soul…
the taste of the raw honey that surely came with her kiss…
 


profil kalendarz
 
Fox Wild


Wysłany: 14 Luty 2017, 17:36   

Fox dokonała błyskawicznej analizy sytuacji. Ona i Rogers nie dali pracownikom komisariatu żadnego pikantnego szczególiku, o którym mogliby plotkować i wpaść na jakikolwiek trop w poszukiwaniu sensacji. Wielu z tych ludzi było całkiem bystrych, jednak każdy z nich nie był na tyle sprytny, by wyrwać postać Wild z dopasowanego wcześniej schematu, który był już tak urobiony, że musieliby dostać naoczny dowód, by uwierzyć w to, że łączy ją bzykanko z prokuratorem Rogersem. Do którego btw wzdychały chyba wszystkie kobiety, które tu pracowały.
Cwany uśmiech brunetki poszerzył się z lekka. Zazdrość. Mike nigdy nawet nie próbował jej ukrywać. Chociaż to miejsce było bardziej zdeprawowane niż nie jeden burdel, nie miał powodów, by to czuć, bo żaden pies nie wydupczył gorącej specjalistki od ludzkiej psychiki. Cóż, pewnie zważywszy na fakt, że jako jedyna, a zarazem pewnie i najseksowniejsza suka tutaj nie miała na sobie niczyich odcisków palców, cały czas była obiektem pożądania, mimo tego jak wielu facetów w mundurach tutaj sponiewierała. A świadomość tego wystarczała Rogersowi, by być o nią zazdrosnym. Dałaby sobie rękę odciąć, że chciałby, aby wszyscy wiedzieli o tym, kto ją posuwa.
- Wiem, ale dziękuję - odpowiedziała dopiero na komplement, gdy odsunęła od ust gwint butelki. Poczuła się odrobinę lepiej, jednak sok działał wyłącznie przez chwilę i z pewnością nie był rozwiązaniem jej problemu. W dodatku Mike będący jego istotną częścią właśnie dał jej do zrozumienia, że czas, który wspaniałomyślnie jej ofiarował, dobiegł końca. Nie mogła mu powiedzieć. Miała swoje powody.
Mimo napięcia, jakie czuła, reagowała spokojnie, odpowiednio szybko i naturalnie, by nie dać po sobie niczego poznać. Poza tym miała świetny punkt zaczepienia.
- A podobno słyniesz z cierpliwości - stwierdziła, a jej głos nabrał przy tym zadziornego tonu. Oderwała się od blatu i zbliżyła do prokuratora, przyjmując tę swoją uwodzicielską postawę - Faktycznie chciałbyś, żeby oni wszyscy wiedzieli do kogo należę, co? - droczyła się.
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Mike Rogers


Jestem w Chicago od
xx

Wysłany: 14 Luty 2017, 18:10   

Uśmiechnął się nieznacznie, prawie niezauważalnie gdy odpowiedź Fox była typowa. Chyba po raz pierwszy zachowała się tak jak się spodziewał, jak do tego przywykł. Jest to zabawne o tyle, że zachowanie Fox przeważnie było zupełnie nieprzewidywalne, ale te kilka lat znajomości nie przeszło bez echa pozwoliło Rogersowi na przewidywanie, oczywiście z dużym nawiasem, zachowań brunetki. Dzisiaj zarówno reakcja na jego przybycie jak i to co mówiła, robiła do tego momentu były, zdaniem prokuratora, niezbyt podobne do zachowania pani psycholog. Wreszcie zobaczył coś co znał, co rozpoznawał. Może to jest właśnie ta jaskółka, która uczyni wiosnę.
- Może słynę. Ostatnio jednak powiedziałem ci coś na ten temat... a zwykle to ty jesteś tą, która pamięta lepiej - zignorował jej zaczepkę, jej uwodzicielskie gierki. chociaż... nie do końca, bo gdy zadała swoje pytanie przewrócił oczami i westchnął jak ktoś zmęczony, znużony, poirytowany. Poprawił się nieco na tym fotelu - Wiesz co Fox? W dupie to mam - łgał jak pies, bo nie miał. Satysfakcjonowało go i podniecało konsekwentne podkreślanie, że najseksowniejsza kobieta w pomieszczeniu (a taką zawsze była Fox) należy do niego i jest mu podporządkowana. Dość miał tych gierek, czajenia się, myślał że i ona również. Twarde spojrzenie prokuratora świdrowało oczy brunetki, którymi ta znów chciała go omamić - Mówiliśmy ostatnio i dość mam czekania, może niepotrzebnie zostawiłem za dużo niedopowiedzeń. Chcę być z tobą. Normalnie, po ludzku, bez pieprzonych podchodów, gierek, udawania i chuj wie czego jeszcze - na końcu aż się uniósł. Tzn głos, bo ciągle siedział sprawiając wrażenie spokojnego - I w zasadzie przyszedłem tutaj tylko po to. Z decyzją możesz się jednak wstrzymać do wieczora, zapraszam do siebie. W końcu oboje szanujemy swoją pracę. - w spojrzeniu było nieme pytanie, czy jej to odpowiada. tak czy inaczej, dłużej to on tutaj nie planował siedzieć.
_________________

<img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i67.tinypic.com/106j7ma.gif"><img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i68.tinypic.com/2dw5cmp.gif">
<div style="font-family: Philosopher; font-size: 21px; text-transform: uppercase; color: #003366; text-shadow: 0px 1px 2px #3e3b3b; position: relative; bottom: 19px">Mike Fuckin Rogers <div style="font-family: Philosopher; font-size: 11px; width: 360px; text-align: justif; color: #003366; line-height:11px; position:relative; bottom: 19px;"> He did not wish to tame her…not that it was possible.
He wanted to feel the fire from her touch…the storms that raged in her soul…
the taste of the raw honey that surely came with her kiss…
 


profil kalendarz
 
Fox Wild


Wysłany: 15 Luty 2017, 10:51   

Jaskółka uczyniła mu wiosnę, a chwilę później pizgnęło śniegiem. Biedny Mike nawet nie miał pojęcia skąd tak nagle przywiało tę chmurę, a jedyna osoba, która mogła mu tę informację wyjawić ewidentnie nie miała na to ochoty i jak zwykle próbowała go wkręcić w swoją ulubioną zabawę, nic nie robiąc sobie z tego, że śnieg zasypuje teraz oboje.
Nie takiej reakcji w tej chwili Fox się po nim spodziewała, ale nie była szczególnie zaskoczona. Od pierwszej chwili, w której go zobaczyła wiedziała, że przyszedł do niej z konkretnym zamiarem obwieszczenia, że czas oczekiwania dobiegł końca. Sądziła tylko, że kupi sobie chociaż chwilę z uwagi na fakt, że pan prokurator był wyposzczony. Tym razem jednak Rogers był konsekwentny.
Rozgrywka jednak ciągle trwała, a to znaczyło, że Wild miała pole manewru, bo nigdy nie poddawała się do póki nie zabrzmiał końcowy gong. Ale...sama tym razem popełniła błąd. Gdy zbliżyła się do Mike`a, uderzył w nią intensywny zapach jego męskich perfum i chociaż wprost go uwielbiała, w obecnej sytuacji niestety nie zadziałał na nią uspokajająco tak, jak zwykle. Cofnęła się, nie spuszczając wzroku z prokuratora, jednak wcale nie myślała o tym, co powinna teraz powiedzieć. Koncentrowała się na czymś zupełnie innym. W jej żołądku aż zawirowało, a sok, który przed chwilą wypiła właśnie się cofał i poczuła go już w przełyku.
- Wybacz... - zamruczała pod nosem, przysłaniając usta dłonią i wiedząc, że nie wytrzyma już dłużej, wystartowała w kierunku łazienki, którą na szczęście miała prywatną w swoim gabinecie. Wpadła do środka z impetem i momentalnie wylądowała na kolanach przed porcelanowym ołtarzem, żeby się wyrzygać. Nienawidziła tego...
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Mike Rogers


Jestem w Chicago od
xx

Wysłany: 15 Luty 2017, 11:01   

Czekał na odpowiedź Fox by wyjść. Opcji było kilka, a przynajmniej te mu do głowy przyszły. Mogła zgodzić się już teraz i byłoby po sprawie. To było jednak za proste, zbyt oczywiste i tak do niej niepodobne, że chociaż sam chicałby właśnie takie rozwiazanie to musiał je odrzucić. Druga wersja zakładała, że Fox się zgodzi przyjść do niego i tutaj były dwie furtki. Rzeczywiście przyjdzie i będą razem lub nie pojawi się wcale co wszystko również wyjaśni. Mogła też od razu mu powiedzieć, że ma spierdalać.Dwa ostatnie warianty były zdecydowanie najgorsze i najmniej przyjemne, ale wykluczyć ich do końca nie można było. Dość tego gdybania.
Brunetka zbliżyła się do niego i Rogers właśnie wyobraził sobie wariant pierwszy. Mówi mu, że też ma dość, blablabla, bądźmy razem, blablabla, straciliśmy za dużo czasu. To co usłyszałem było jednak zupełnie inne i chyba tylo opanowanie prokuratora pozwoliło mu nie dopowiedzieć do tego wybacz dalszej części, w postaci tego, że 'zostańmy przyjaciółmi' lub 'nie wyjdzie nam', czy podobnego szajsu. Mało to 'Foxowe' ale i tak można kogoś zlać. Szczęście w nieszczęściu, że sprint do toalety na szpilkach rozwiał jego wątpliwości. Podążył za nią.
- Um... - bąknął gdy zobaczył Fox klęczącą przed kiblem. Podszedł, kucnął, zebrał jej włosy pomagając w tej jakże kompromitującej sytuacji. Zaraz potem go strzeliło - Czy to jest to o czym teraz myślę? - jego głos był spokojny i obojętny, trudno było przewidzieć czy się Rogers cieszy na powtórkę z rozrywki tj dziecko, czy też jest zły. Żadnych, ale to żadnych wniosków nie można było wyciągnąć z tego pytania. Było wręcz obrzydliwie neutralne - Nie krępuj się - dodał jeszcze chcąc ją zachęcić do tego aby pozbyła się wszystkiego co mogło się cofnąć.
_________________

<img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i67.tinypic.com/106j7ma.gif"><img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i68.tinypic.com/2dw5cmp.gif">
<div style="font-family: Philosopher; font-size: 21px; text-transform: uppercase; color: #003366; text-shadow: 0px 1px 2px #3e3b3b; position: relative; bottom: 19px">Mike Fuckin Rogers <div style="font-family: Philosopher; font-size: 11px; width: 360px; text-align: justif; color: #003366; line-height:11px; position:relative; bottom: 19px;"> He did not wish to tame her…not that it was possible.
He wanted to feel the fire from her touch…the storms that raged in her soul…
the taste of the raw honey that surely came with her kiss…
 


profil kalendarz
 
Fox Wild


Wysłany: 15 Luty 2017, 12:02   

Wariant pierwszy z lekką tylko modyfikacją istniał w głowie Fox zanim dowiedziała się, że jest w ciąży. Wszystko miało przebiec prosto i przyjemnie tak, jak sobie Mike wymarzył zwłaszcza, że to ona planowała mu powiedzieć, że nie potrzebuje już więcej czasu i pragnie się z nim związać jak baba z chłopek. Paradoksalnie jeszcze tego samego dnia doszła do wniosku, że okres spóźnił się już za bardzo, a poranne złe samopoczucie utrzymujące się od kilku dni może mieć z tym związek i kiedy zrobiła test(a nawet pięć) była już pewna. Ta chwila aż została zwieńczona histerycznym śmiechem na myśl o absurdzie tej sytuacji.
Siedząc na fotelu i patrząc na nią, Rogers analizował istniejące warianty, kiedy ona w głowie powtarzała sobie tylko "błagam, nie rzygaj". Była pewna, że w ten sposób od razu się zdradzi. Wymiotowanie niekoniecznie musiało wskazywać akurat na ciążę, jednak Mike idiotą nie był i drgnięty czymś nagle potrafił bardzo szybko łączyć fakty. Lądując przed kiblem, wiedziała, że ma przesrane. Ale czy sytuacja sama w sobie była kompromitująca? Raczej nie. Rzygała finezyjnie i niemal samą wodą, a poza tym...był już przy niej w czasie wybitnie ciężkich poranków. Tak czy siak, spodziewała się pytania, które padło z jego ust. Przeklinała w myślach cały czas.
- Chwila na tę rozmowę raczej nie jest odpowiednia - powiedziała spokojnie, bez żadnych emocji, podnosząc się sprawnie do pionu. Jak gdyby nigdy nic nacisnęła spłuczkę, po czym pochyliła się nad umywalką i zimną wodą przepłukała usta. Wyprostowała się i zaczęła przeglądać w lustrze, czy nadal wygląda nieskazitelnie.
Cóż, sprawa wydawała się być prosta i logiczna. Chcieli ze sobą być i raz już przebrnęli przez okres oczekiwania na dziecko, a ich rodzicielstwo, choć krótkie, zapowiadało się naprawdę dobrze, więc wychodziło na to, że problem w ogóle nie istniał, a Fox niepotrzebnie wszystko komplikowała. Ona jednak nie chciała już dziecka. I niby tu również rozwiązanie było całkiem proste. Mogła usunąć ciąże, Mike nie musiałby się o tym nigdy dowiedzieć, a wyjaśnienie swojego stanu zatruciem, czy grypą żołądkową w jej ustach zabrzmiałoby wiarygodnie. Lisica jednak nie potrafiła okłamywać swojego Kojota. Wiedziała również, że jak chujowo by nie było, nie pozwoliłby na usuwanie dziecka.
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Mike Rogers


Jestem w Chicago od
xx

Wysłany: 15 Luty 2017, 12:32   

Jak widać nie dane im było przeżyć wszystkiego normalnie i po kolei. Rogers gdy sobie to uświadomi będąc sam na sam ze sobą wybuchnie takim samym histerycznym śmiechem jak Fox, która dowiedziała się że znów jest w ciąży. Ciekawe tylko, czy to wynik tej dzikiej nocy spędzonej u niej gdy mu oświadczyła że przestała brać tabletki czy może w późniejszym terminie olała medykamenty i stwierdziła: "YOLO, srać na gówno"
- Fakt, wolałbym się o tym dowiedzieć tak jak za pierwszym razem - odparł spokojnie podnosząc się chwilę po niej. Rutynowo otrzepał swoje kolana, ale przecież tylko kucał i nie było szans aby cokolwiek ubrudziło mu materiał spodni. Przyglądał się doprowadzającej się do ideału brunetce - Ale dla ciebie często nie ma odpowiedniej chwili, ciągle uciekasz od tematów... - tutaj pozwolił sobie na niewielki zarzut pod jej adresem. Serio, jaka jest najlepsza chwila na poinformowanie kogoś, z kim oficjalnie się nie jest, że jest się z nim w ciąży? Wątpił, aby w takich okolicznościach była jedna i dobra sceneria, ideał do którego się dąży. Nie wiedział co uznała na temat swego wyglądu brunetka, ale on był przekonany, że jest perfekcyjnie, dlatego przestał jej towarzyszyć w łazience. I podejrzewam, że ona też za długo tam nie siedziała.
- Chcę tylko wiedzieć, czy to na pewno jest ciąża? - tak naprawdę wiedział, że to ciąża. nie chciał niedopowiedzeń, chciał by mówiła mu otwarcie co z nią jest, co się dzieje i tak dalej. Koniec gierek. Zerknął na zegarek, wziął torbę w dłoń - Zaproponowałbym lunch, ale w takich okolicznościach chyba sensowniej będzie poczekać do wieczora. Przyjechać po ciebie?
_________________

<img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i67.tinypic.com/106j7ma.gif"><img style="width: 185px; border-top: dashed 1px; border-bottom: solid 20px #6699CC" src="http://i68.tinypic.com/2dw5cmp.gif">
<div style="font-family: Philosopher; font-size: 21px; text-transform: uppercase; color: #003366; text-shadow: 0px 1px 2px #3e3b3b; position: relative; bottom: 19px">Mike Fuckin Rogers <div style="font-family: Philosopher; font-size: 11px; width: 360px; text-align: justif; color: #003366; line-height:11px; position:relative; bottom: 19px;"> He did not wish to tame her…not that it was possible.
He wanted to feel the fire from her touch…the storms that raged in her soul…
the taste of the raw honey that surely came with her kiss…
 


profil kalendarz
 
Fox Wild


Wysłany: 15 Luty 2017, 13:07   

Tego, że Fox o czymkolwiek mu nie powiedziała nie mógł jej zarzucić. Wiedział, kiedy przestała zażywać tabletki i ile czasu minęło, gdy znów zaczęła je brać. Ciąża mogła być efektem ich dzikiej nocy lub któregoś z późniejszych razów, bo wpadając w seksualny trans nie myśleli racjonalnie. Zbagatelizowali ryzyko, będąc przekonani, że tak szybko po przerwaniu tej metody antykoncepcji nic nie ma prawa się wydarzyć. A jednak...
Ciągle poprawiając się przy lustrze, aż miała ochotę się zaśmiać, gdy usłyszała kolejne słowa Mike`a. Miała mu powiedzieć o tym, co ona by wolała? Brzmiało to trochę tak, jakby to ona o tym decydowała. Nie było sensu jednak się o to kłócić, ani pod wpływem impulsu mówić o własnych odczuciach. Oboje powinni to sobie przyswoić i porozmawiać spokojnie dopiero wieczorem. On jednak nie powstrzymał się od rzuceniem w nią zarzutem. Aż wbiła lodowate spojrzenie w jego odbicie w lustrze.
- Od niczego nie uciekam, Rogers - oświadczyła dobitnie, wskazując na to, że momentami zapominał o sposobie w jaki działała. Nie podejmowała tematu do póki sama go sobie nie przyswoiła, co czasem trwało, ale ostatecznie Mike zawsze dowiadywał się o wszystkim. Kiedyś był znacznie bardziej cierpliwy i nie naciskał tak bardzo, a teraz zachowywał się jak stary kojot,który nie ma już czasu na zabawę. Rozumiała to. Przecież sama nie była już szczeniakiem.
- Tak, to ciążka i tak, Ty jesteś ojcem, gdyby naszły Cię jakieś wątpliwości - odpowiedziała, wychodząc za nim z łazienki. Tej odpowiedzi nie zamierzała unikać skoro była już faktem. Sama zaczęła się krzątać po gabinecie, przypominając sobie z lekkim rozdrażnieniem, że nie zajmuje się pracą. Z tego powodu była też zła na Rogersa, który ciągle drążył, ale to było chwilowe. W pierwszej chwili chciała udzielić mu typowej dla siebie odpowiedzi "potrafię radzić sobie sama", ale w ostatniej chwili doszła do wniosku, że potrzebował choć odrobiny przychylności z jej strony.
- Tak - odparła, odwracając się do niego - Kończę pracę tak, jak zwykle - dodała łagodnie. W ten sposób powinna odrobinę go uspokoić, bo Mike ze swoją niemal paranoiczną troską o nią w okolicznościach jej nie najlepszego samopoczucia będzie spokojniejszy, wiedząc, że jak tylko wyjdzie z pracy sam będzie miał na nią oko.
_________________
Sassy Vixen
her favorite sound?
that his satisfied growl when he inside her. And He penetrated her so deaply. Not only body, but her mind and her soul. She loves a gentleman with a beast inside him.
(m)

 
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 25 Czerwiec 2017, 23:13   
   Mów mi -  Darka


    #11

Miała problem. Duży problem. Nie mogła porozumieć się ze swoim partnerem. Oczywiście, tym z którym przyszło jej pracować. Ross ewidentnie działał jej na nerwy już od pierwszej chwili, gdy natknęła się na niego tuż przy stanowisku pani sierżant. A im dłużej to trwało, tym bardziej Jackie była pewna, że problem tkwi po jej stronie. To ona nie panowała nad emocjami nawet podczas ich pierwszej wspólnej akcji. To ona unosiła się bez powodu. Ona miała poważne problemy z zachowaniem zimnej krwi.
Nie musiała już zastanawiać się dlaczego miała problem z zachowaniem się tak, jak na dorosłą kobietę przystało. Wizyta u lekarza całkowicie wyprowadziła ją z równowagi, ale i jednocześnie upewniła ją w podejrzeniach. Ciąża. Za kilka miesięcy urodziła dziecko. Nie byłoby w tym nic strasznego, gdyby nie fakt, że nie tak dawno temu oddała pierścionek zaręczynowy swojemu byłemu już narzeczonemu. Dodatkowo też niedawno zaczęła pracę w policji. Jak.. jak miała z tego zrezygnować? Co miała zrobić? Nie wiedziała. Po prostu, nie wiedziała. Całe szczęście, na najbliższy czas zarówno Jackie, jak i Ross zostali posadzeni za biurkiem, co aktualnie najbardziej jej odpowiadało. Miała czas do namysłu. Miała czas. Potrzebowała go. Tyle że w rzeczywistości wcale tak nie było. Musiała się spieszyć.
Niosła stos dokumentów. Musiała dostarczyć je wprost do rąk pani sierżant. I tak też zrobiła. Zostawiła oddała je do rąk własnych, a następnie ukradkiem wycofała się z zasięgu wzroku swojej przełożonej, jakby bała się, że kobieta błyskawicznie zorientuje się, że coś jest nie tak. Jackie, blada jak ściana, czym prędzej zniknęła w jednym z korytarzy, zaraz siadając na pobliskiej ławce dla interesantów. Nie czuła się najlepiej o czym świadczył również ten niezdrowy odcień cery kobiety. Powinna wziąć się w garść. Jasne, łatwo mówić. Tym bardziej, że była w pracy. Zamiast tego przylgnęła policzkiem do zimnej ściany. Chyba był to najwyższy czas, by odpuściła, naprawdę.
 


profil kalendarz karta postaci
 
Carmen Reeves
[Usunięty]

Wysłany: 1 Lipiec 2017, 09:15   

Bycie na tym stanowisku, które zajmowała Carmen pozwalało już nie przejmować się partnerami, bo wszystko miała na swojej głowie. Niestety nie było to tak dobre, jak mogłoby się wszystkim wydawać, ale też sprawy nie bywały tak często. Właśnie wracała z kawy, kolejnej z resztą ze swoją siostrzyczką, a informacje krążące w jej głowie nadal sprawiały wrażenie jakiegoś żartu, a nie poważnej historii. Pędząc tak korytarzem wpadła raz czy dwa na niewinnych krawężników pędzących ze stertami dokumentów, ale nie należała do tych mend, które popatrzyłyby i poszły dalej. Ona zawsze chętnie wszystkim pomagała, co często odbijało się na jej pracy, a za każdym razem gdy ktoś zwracał jej uwagę obiecywała sobie, że to był już ostatni raz. Pędząc przez hol zauważyła jedną z koleżanek, tak. Carmen posiadała koleżanki na posterunku. Ta, wyglądała jakby całkowicie odleciała z tego budynku i była gdzieś daleko, na Hawajach, czy innych Bermudach. Podeszła powoli do niej i obserwując, jak twarz dziewczyny zlewa się z białymi kafelkami oznajmiła czekając na reakcję Jackie.
- Wyglądasz jak gówno, Caves.
Uśmiechnęła się lekko kącikiem ust patrząc, jak dziewczyna powoli wraca z półrocznych wakacji na Hawanie.
 
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 3 Lipiec 2017, 22:54   
   Mów mi -  Darka


Dobrze wiedziała, że w chwili obecnej nie prezentuje się idealnie. Mało tego - czuła się jeszcze gorzej, niż wyglądała. Naprawdę. A skoro tak się czuła, to powinna wrócić do domu lub udać się do lekarza. Najlepiej już, teraz, w tej chwili. Cokolwiek by nie zrobiła, byłoby to lepsze, niż użalanie się nad sobą. Jednak wyszło, jak wyszło i Jackie po prostu nie mogła ruszyć się z miejsca, nawet w chwili, w której tuż nad nią pojawiła się Carmen. Albo raczej – kobietą, której nie rozpoznała od razu. W duchu cieszyła się, że to nie Ross postanowił pokazać, jak bardzo „interesuje się” losem swojej koleżanki – Caves prędzej zbyłaby go nieprzyjemnymi uwagami, aniżeli pozwoliłaby sobie na wyjawienie mu prawdy. Teraz jednak nie mogła nie jęknąć czegoś niezrozumiałego pod nosem, gdy uniosła wzrok na kobietę, zaraz marszcząc przy tym brwi.
- Co Ty nie powiesz. - rzuciła, siadając prosto. No dobra, przynajmniej starała się usiąść prosto i sprawiać pozory, że jeszcze nie jest z nią jakoś bardzo źle. Bo nie było. Chyba - Gratuluję spostrzegawczości. - dodała, przecierając twarz dłońmi, choć z doświadczenia wiedziała, że nawet ślepy by to zauważył. I dlatego też spróbowała wstać. Próbowała dalej udawać, że wcale nie czuje się jakoś bardzo źle oraz żołądek wcale nie sprawia jej kolejnych psikusów. - Wytłumacz mi łaskawie tylko, dlaczego ktoś musiał wyłączyć klimatyzację? - spytała po chwili namysłu, niespecjalnie próbując uciec przed przenikliwym spojrzeniem Carmen. I tak już przegrała. Grała tylko na czas, tak.
 


profil kalendarz karta postaci
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 21 Maj 2019, 13:10   
   Multi -  Willow Nielsen


    #26

W swoim czasie Colter Hunzberger był ostatnią osobą, z którą February chciała mieć do czynienia. Doskonale wiedziała, że ich relacja zawsze była, delikatnie mówiąc, skomplikowana. Przyjaźnili się, byli dla siebie wszystkim, ale z jakiegoś powodu nadal było to wręcz niewystarczalne. Problem tkwił w samej February. W końcu to ona wielu rzeczy wówczas nie dostrzegała. Pod wieloma względami tych dwoje zawsze nadawało na nieco innych falach – ona potrzebowała trochę więcej czasu, by zrozumieć czym właściwie jest miłość. Miała Coltera na co dzień – być może właśnie dlatego nie była w stanie rozróżnić tej platonicznej miłości, od tej prawdziwej. Różnice zaczęła dostrzegać dopiero gdy poznała swego późniejszego narzeczonego, który oczywiście, że był dla niej ważny, ale nadal – nie był w stanie zastąpić Coltera. To jego kochała, tak naprawdę, naprawdę. Tyle że zrozumiała to, gdy było już za późno na naprawę czegokolwiek. Colter układał sobie życie u boku innej kobiety, a ona nie miała prawa wchodzić im w drogę. Odpuściła, co w żadnym stopniu nie było do niej podobne. Odpuściła, bo tak było najlepiej dla obojga. Nie wiedziała więc, że pewne sprawy jeszcze bardziej się skomplikowały. Nie wiedziała, że ten rozdział wcale nie został zamknięty.
Po tym, jak zostawiła Coltera samego, miała trochę czasu, by to wszystko przemyśleć, a wręcz – rozważyć na nowo. Nie doszła do nowych wniosków, z wyjątkiem tego, że skoro już jakimś zrządzeniem losu udało im się nawiązać kontakt, nie mogła tak po prostu tego wszystkiego zostawić. Zresztą, musiała odzyskać samochód, prawda? Plan był nadzwyczaj prosty – musiała ponownie spotkać się z Colterem. Ale najpierw musiała odwiedzić jedno z tych miejsc, w których wcale nie czuła się komfortowo. Komisariat policji. Jej obecność w tym miejscu w ogóle nie miała związku z pracą i tematem, którym obecnie zajmowała się wyznaczona grupa dziennikarzy. Tym razem przyszła tutaj prywatnie, bo na jaw wyszły nowe fakty w sprawie śmierci młodszej Larson. Fakty, z którymi February musiała zmierzyć się samotnie. Po wszystkim, zamiast od razu skierować się do wyjścia, niespodziewanie skręciła w jeszcze jeden korytarz. Musiała znaleźć toaletę. Tam błyskawicznie doprowadziła się do porządku, ukrywając pod starannie wykonanym makijażem wszelkie ślady łez. Jedyne czego nie była w stanie ukryć, a co z kolei zdradzało ją przy bliższym kontakcie to przekrwione oczy. A wtedy, wychodząc z łazienki, nieświadomie uderzyła drzwiami.. kogoś. Tym kimś okazał się być nie kto inny, jak.. – Colter? – no oczywiście, że tak. A wtedy dostrzegła szkody, jakie wyrządziła – O mój Boże, przepraszam. – wylana kawa zostawiła na jego mundurze brzydką brązową plamę. Nie chciała. Naprawdę.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Colter Hunzberger


Jestem w Chicago od
zawsze



31
policjant

Ona ma serce jak lód, ty masz alergię na chłód

Mieszkam w
Jefferson Park

Colter Jeffrey

Hunzberger

Wysłany: 18 Czerwiec 2019, 16:45   
   Mów mi -  znowu Domi
   Multi -  Dylan Prescott


    #6

Zwykły przypadek, który doprowadził do ponownego kontaktu tej dwójki. Colter nie zamierzał już nigdy więcej zobaczyć dawnej przyjaciółki na własne oczy, ale los bywał przewrotny, czyż nie? Już od samego początku spotkania ciężko było mu zdzierżyć towarzystwo blondynki, a wszystko dlatego, że uczucia, które zostały schowane do kieszeni, pojawiły się na nowo. Dlaczego? Czy nie mogło to być coś innego? Czy nie mógł spotkać swojej byłej, której tak naprawdę nigdy nie kochał? Musiała to być właśnie Larson, która zawsze robiła mu pod górkę? Przy niej kompletnie tracił głowę, ale chociaż ten jeden raz udało mu się zachować resztki rozumu. Zachował się tak, jak na starego znajomego przystało. Nie puścił jej nigdzie samej, ani też nie pozostawił na pastwę losu. Tak, nadal mu zależało i potrafił przyznać się przed samym sobą, że tak właśnie było. Było gorzej, jeśli chodziło o wyznaniem prawdy Febs. Zresztą, nie była głupia. Wiedziała ile to jest dwa plus dwa, więc takie fakty łatwo było połączyć. Tylko, że on wyrzucał z głowy taką możliwość. Przecież tak było im lepiej. Nie potrzebowali siebie. Chyba. Wydawało mu się, że ten rozdział został już dawno zamknięty – a jednak nie. Wszystko przez to cholerne zatrzymanie i, gdyby nie stan February – na pewno by ją tam zostawił. Och, czyżby? Colter nie darowałby sobie, gdyby kobiecie stała się chociażby najmniejsza krzywda. Taki już po prostu był, a ona roztapiała jego lodowate serce.
Nie chciał zastanawiać się nad tym co by było gdyby, bo to nie miało najmniejszego sensu. Wyszła z jego mieszkania – okej. Nie zamierzał prosić się o uwagę z jej strony. Sama z pewnością miała własne problemy na głowie w związku ze śmiercią siostry. Poza tym, nie robił sobie żadnych nadziei związanych z odnowieniem ich kontaktu. Niby jakby to miało wyglądać? Całe szczęście, że nie musiał za bardzo zastanawiać się nad ich ewentualnym losem. Miał dzisiaj więcej papierkowej roboty, aniżeli w terenie. Przemierzał właśnie korytarz z nową porcją kawy, oczywiście zapatrzony w ekran telefonu. Nie spodziewał się jednak, że drzwi toalety zaatakują go w tak bolesny sposób. Przeklął cicho pod nosem, a kawa którą miał w kubku wylądowała na czystym mundurze. - Co do.. - nie dokończył, bo jego oczom ukazała się właśnie Larson, której nie chciał tak bardzo widzieć. - Co ty tu robisz? - wypalił po chwili, nieco zdezorientowany. Nie, Colter. Ona na pewno nie przyszła do ciebie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 22 Czerwiec 2019, 23:00   
   Multi -  Willow Nielsen


Przychodząc na komisariat, February naprawdę nie miała złych zamiarów, tym bardziej, że była tutaj z przyczyn osobistych. Musiała dopilnować, by ta sprawa została należycie doprowadzona do samego końca. Niemniej, przychodząc tutaj, na pewno nie miała w planach zakłócić spokoju Coltera. Gdyby był po służbie - zapewne nie miałaby żadnych skrupułów. A tak? Jak najszybciej chciała uciec z tego miejsca, nie rzucając się nikomu w oczy.
Stało się inaczej.
Przypadek, czy zwykłe zrządzenie losu sprawiło, że nie mogła już dłużej przemykać tymi korytarzami niczym cień. Musiała stanąć twarzą w twarz z Colterem, na co z kolei w ogóle nie była przygotowana, choćby w najmniejszym stopniu. Tak czy inaczej, kompletnie ignorując jego zasadnicze pytanie, czym prędzej wyjęła z torebki chusteczki, którymi uparcie próbowała naprawić wyrządzone szkody – jak można się domyślić, z marnym skutkiem.
Nie wiedziałam.. nie miałam pojęcia, tak bardzo Cię przepraszam. – ciągnęła, kolejną już chusteczką próbując zetrzeć plamę, ale chyba w końcu dotarło do niej, że w gruncie rzeczy nic już nie zdziała. Odruchowo uniosła do góry obie ręce, co miało oznaczać, że naprawdę postara się już nic więcej nie schrzanić – Och. – no, och, och, ale tym raczej nic nie zrobi – Miałam jedną sprawę do załatwienia. Emily… – urwała natychmiast, kręcąc głową na boki, a ręce czym prędzej opuściła, zaraz chowając je za plecami – To trudniejsze, niż myślałam. – dodała po chwili, krzywiąc się nieznacznie. Na co dzień sprawiała pozory kogoś, kto świetnie daje sobie radę, kto ma kontrolę nad wszystkim. Gówno prawda. Nad niczym nie panowała – chwilowo nie była w stanie nawet zapanować nad samą sobą, co prawdopodobnie było spowodowane obecnością Coltera. Nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Czy aby na pewno tych dwoje nie potrzebowała siebie nawzajem? To, że February zachowała się wcześniej tak, jak się zachowała, jeszcze nie było ostateczną odpowiedzią. Ucieczka wtedy wydawała się być jedynym słusznym wyjściem z sytuacji. W jej głowie nadal panował chaos, który za wszelką cenę starała się jakoś okiełznać. Nieskutecznie, jak widać. Jednego mogła być pewna - nagłe pojawienie się tego mężczyzny w jej życiu zmieniło wszystko.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Colter Hunzberger


Jestem w Chicago od
zawsze



31
policjant

Ona ma serce jak lód, ty masz alergię na chłód

Mieszkam w
Jefferson Park

Colter Jeffrey

Hunzberger

Wysłany: 16 Lipiec 2019, 13:24   
   Mów mi -  znowu Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Nie spodziewał się spotkać na swoim terenie Larson, która zazwyczaj przebywała w zupełnie innej części miasta. Tak naprawdę nie interesował go powód dla którego tutaj przybyła. Szczerze? Marzył o tym, aby jak najszybciej się stąd ulotniła, i cholera – musiał jak najszybciej się przebrać. Całe szczęście, że kawa zdążyła nieco ostygnąć, więc żadne oparzenie nie wchodziło w grę. Patrzył z politowaniem, co takiego robiła blondynka i odruchowo odsunął się, aby zaprzestała we własnych działaniach. Jednakże było w niej coś takiego, że nie potrafił oderwać od niej wzroku, co było złe i to bardzo, bo w ten sposób nie polepszał własnej sytuacji. Z każdym spotkaniem Febs było coraz ciężej i nie mógł wyrzucić jej ze swoich myśli. - Dobra, już. Odpuść sobie. - odparł tonem wypranym z emocji. Wziął głęboki oddech, a wzrok wzniósł do góry jak gdyby modlił się o koniec spotkania z kobietą. Dlaczego to wszystko było aż tak skomplikowane? Dlaczego ona była skomplikowana? Zdawał sobie sprawę, że wszystko między nimi było skończone, ale jeśli chodziło o samą Emily, to nie potrafił przejść obojętnie. - Coś nie tak? Potrzebujesz pomocy? - ożywił się, bo w tej sprawie mógł jeszcze zaradzić na jej problem. Nic więcej nie wchodziło w grę. Śmierć bliskiej osoby to nic przyjemnego, więc nic dziwnego, że chciał pomóc kobiecie, aby jak najszybciej uporała się z problemem i mogła wreszcie odetchnąć i spróbować w jakiś sposób zapomnieć o obecnej sprawie. Starał się nie traktować jej tak, jakby była ważniejsza od wszystkich, nieważne co podpowiadało mu serce. Po prostu nie mógł. Już nie. Było za późno, aby cokolwiek naprawić.
- Wiem, że nasze relacje wyglądają teraz inaczej, ale pod tym względem możesz na mnie liczyć. - oby Larson nie wykorzystała tego w żaden sposób. Szkoda by było, gdyby Colter ponownie zaangażował się w coś, co nie miało racji bytu, prawda? Zresztą, ta kobieta zawsze wiedziała jak okręcić sobie faceta wokół palca, ale miał już tego po dziurki w nosie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
February Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
dziennikarka

Colter wywrócił jej życie do góry nogami

Mieszkam w
Gold Coast

February

Larson

Wysłany: 16 Lipiec 2019, 20:28   
   Multi -  Willow Nielsen


A co, jeśli to nie prawda i wcale nie było za późno, by to wszystko naprawić? Jasne, w gruncie rzeczy były to raczej czcze marzenia, aniżeli realna opcja do zrealizowania. Z drugiej strony, dlaczego nie? Dlaczego nie mogli w końcu zachować się jak dorośli ludzie i odrzucić na bok wszelkie uprzedzenia na rzecz zwyczajnego dialogu? Niedoczekanie. Nie w przypadku tych dwojga. Może i to February była skomplikowana i zdecydowanie, nie było do niej żadnej instrukcji obsługi, ale jedno było bardziej, niż pewne – przy Colterze kompletnie traciła zdrowy rozsądek. I to niejednokrotnie. A właściwie, za każdym razem. W swoim czasie traktowała Coltera tak, jakby był niemalże stałym elementem w jej życiu – był jej podporą, jej wsparciem i w każdym calu mogła na niego liczyć, prawda? Tak przynajmniej było kiedyś. Gdzieś po drodze ich ścieżki się rozeszły, niestety. Tego nie mogła zrozumieć. Jak mogli do tego dopuścić?
Odpuść sobie, serio? Sposób, w jaki to powiedział sprawił, że natychmiast się opanowała. Zacisnęła dłonie w pięści, w gruncie rzeczy nie wiedząc, co zrobić, czy też jak się zachować. – Przepraszam. – mruknęła raz jeszcze, co chyba było całkowicie pozbawione sensu. Nie od razu odpowiedziała na jego kolejne pytania. Początkowo uciekała spojrzeniem, gdzie tylko się dało, lecz nie oszukujmy się, długo tak nie wytrzymała. Potrząsnęła głową na boki, by po chwili ostatecznie ponownie napotkać jego spojrzenie. Zaśmiała się ponuro, choć wcale nie było jej do śmiechu, by w mgnieniu oka naprawdę wziąć się w garść. I znów to robiła. Stwarzała pozory. – Poradzę sobie, Colter. Mimo wszystko, dam sobie radę. jak zawsze, chciała dodać, ale jednak ugryzła się w język – Zabrałeś mi ostatnio kluczyki do samochodu. – dodała, dość inteligentnie zmieniając temat, który był znacznie łatwiejszy. – Czy może ze względu na naszą nieokreśloną i cholernie skomplikowaną relację, nie oddasz mi ich z obawy, że… że właściwie co? – nie było to zagranie fair, zdecydowanie.
 


profil kalendarz karta postaci lokum telefon
 
Colter Hunzberger


Jestem w Chicago od
zawsze



31
policjant

Ona ma serce jak lód, ty masz alergię na chłód

Mieszkam w
Jefferson Park

Colter Jeffrey

Hunzberger

Wysłany: 11 Wrzesień 2019, 11:51   
   Mów mi -  znowu Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Colter był zupełnie innego zdania i – jak dla niego – nie było tutaj już nic do naprawienia. Zamierzał pozostać przy swoim, że ta dwójka pochodziła z zupełnie innych świat i nigdy, ale to nigdy nie było im pisane być razem. Zdążył pogodzić się z faktem, iż Larson zawsze była poza jego zasięgiem. Zresztą, to było widać już w szkole, gdy Febs otaczała się zupełnie innym typem znajomych. Nie wtrącał się w to. Nigdy tak naprawdę nie otworzył się przed blondynką i nie wyznał tego, co siedziało mu w głowie przez te wszystkie lata. Nic dziwnego, że każdy jego związek kończył się fiaskiem, a zwłaszcza ten ostatni z Heather. Starał się ją pokochać, ale bezskutecznie. Wszystko to przez uczucia, których nie potrafił pozbyć się na dobre. Co z tego, że przez te kilka lat nie utrzymywał kontaktów z February. Pracował w policji, miał swoje sposoby na to, aby dowiedzieć się, czy wszystko układało się w jej życiu tak, jak powinno. A teraz, gdy ich drogi ponownie się zeszły, było ciężko mu z każdym ponownym spotkaniem.
Nie odpowiedział na kolejne przeprosiny ze strony blondynki. Pokręcił tylko głową, wypuszczając ciężko powietrze z płuc. Wzrokiem uciekał na wszystkie strony, aby tylko na nią nie spojrzeć. Czego jeszcze nie rozumiała w tym wszystkim? - Skoro tak twierdzisz, to pozostaje mi uwierzyć ci na słowo. - wzruszył ramionami, nie chcąc zagłębiać się w zbędne szczegóły. Nie naciskał. Zachował dystans i nie wtrącał się, skoro tego nie chciała. Oparł ręce na biodrach, wbijając w nią teraz swoje spojrzenie. - Ty tak na poważnie? - prychnął, patrząc na nią jak na skończoną idiotkę. - A może powiesz mi, dlaczego miałbym ci je oddać, hm? Żebyś przy następnej okazji wypiła jeszcze więcej i wsiadła za kółko? Stworzyła zagrożenie nie tylko dla siebie, ale także dla innych osób? Wiesz, Febs.. Niektórym naprawdę zależy na własnym życiu, a jeśli tobie jest wszystko jedno, to nie odbieraj im wyboru, dobra? - wyłożył karty na stół, w końcu. Chciała wiedzieć, więc proszę bardzo. Sięgnął do kieszeni spodni, ściskając w dłoni kluczyki. - Proszę bardzo. Nie jesteś moim zmartwieniem. Jesteś dorosła i wiesz co robisz. - wcisnął kluczyki do jej ręki. Nie patrząc już na nią, wyminął ją i poszedł robić rzeczy, które w tej chwili były dużo ważniejsze od jej osoby.

/zt x2
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 7