Poprzedni temat «» Następny temat
Biuro #2
Autor Wiadomość
Elliot Kellerman


Wysłany: 20 Październik 2016, 16:57   

Nie to, że nie mogłaby pojechać ot tak do NYC z jakimś facetem, Elliot po prostu o tym nie pomyślał. ŻE MOGŁABY. Dlatego zignorował tę odzywkę, najwyraźniej uznając temat za CHWILOWO zakończony.
Jak mu rzuciła w twarz tym chudnięciem, to najpierw wymownie na nią spojrzał, a potem tylko podciągnął koszulkę w górę i pokazał jej swoje absy. No sorry, powinna spalić buraka i zapaś się pod ziemię. Z ich dwójki on na pewno nie musiał chudnąć, nanana. Nie to, żeby ona musiała.
- Tym! – odpowiedział jej z pełną buzią i wskazał na pudełko z żarciem. Jadł dosyć szybko, szybciej, niż wcześniej, boooo chyba się bał, że jeszcze się o coś znowu pokłócą i ona tym razem zabierze mu michę. A bez michy brzuch Kellermana smutny. No tak czy siak, odpowiedź nie była taka wcale z dupy, bo przecież Clara gotowała mega i Elliot lubił się do niej na to gotowanie wpraszać. To znaczy nie tyle na gotowanie, a bardziej na efekty gotowania, ale mniejsza o szczegóły.
Przewrócił oczami, bo dobrze wiedziała, że nie to chciał wiedzieć. Miasto, jak miasto. Pytanie tylko: Z KIM? Ech ta Clara. – Serio? – zapytał szczerze zdziwiony tym nagłym polepszeniem relacji na linii młodsza – starsza Walker. - Ostatnio chyba lepiej między wami… – dorzucił między jednym kęsem, a drugim i mając ten drugi w ustach, gardłowo zaczął się chichrać. Scarlett do niego wzdycha? No choćby chciał, zaskoczony nie był. I nie wynikało to z jakiego jego rozdmuchanego ego, a po prostuuuu… No miał w pamięci ich wspólne ćwiczenia. To było jednoznaczne, no. Mało nie zaśliniła mu koszulki. – W takim razie prześlij jej ode mnie buziaka – odpowiedział, jak już poradził sobie z tym, co miał w pysku. Uśmiechnął się szeroko, bezczelnie i nadziawszy na widelec ostatni kawałek, puste już pudełko odłożył na biurko: - Albo nawet trzy. Z macaniem po tyłku, bo ma w sumie niezły – coś czuł, że zaraz dostanie mu się po łbie za te komentarze. Ale no co. Ona dokuczała jemu, to on mógł jej. Poza tym – lubił Scarlett. Mimo tego, że była od Clary inna, naprawdę ją lubił. Miała swój urok. No i fajny tyłek. – Chodźmy kiedyś we trójkę na piwo – Clara, Scarlett no i Elliot. A jak to zaproponował, to wziął się za ciastka!
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 20 Październik 2016, 19:09   

Nie mogła zaprzeczyć. Za te wszystkie obiady i desery powinien był ją od dawna nosić na rękach, a nie tylko gadać, jak super jej dania nie wychodziły. Na szczęście jej wystarczała satysfakcja związana z pełnym brzuchem Kellermana, a co za tym szło - malujący się na twarzy uśmiech. Bo przynajmniej się wtedy nie dąsał i nie chodził nachmurzony. Niemniej jednak - porzuciła ten temat, tak samo, jak on zrobił to z pudełkiem po swoim obiedzie. Ciekawe, co by zrobił, gdyby naprawdę wtedy wyszła?
- Noo.. chyba tak. Podjechałam do niej do pracy, bo od naszego ostatniego spotkania nie wpadała do mieszkania z niezapowiedzianymi wizytami w sobotnie poranki - burknęła, pewnie niespecjalnie zadowolona z tego, że uzewnętrzniała się z jakąś troską o Scarlett, ale.. to naprawdę wydawało się jej dziwne. Dlatego pojechała, sprawdziła i tym oto sposobem spędziła kolejny wieczór w towarzystwie starszej siostry.
- Pff. Jej rozdęte ego jest wystarczająco rozdmuchane. Obejdzie się bez Twoich komplementów i macanek - podsumowała, szczerze rozbawiona, chociaż nadal przyglądała się Kellermanowi z politowaniem, bo.. serio taką frajdę miał z powodu tego, że Scar do niego wzdychała? Wielkie halo, naprawdę.
Właściwie to dla Clary temat jej starszej siostry był już zakończony, ale Elliot, typowo dla siebie, musiał dorzucić tych parę słówek, które sprawiły, że tym razem to jednak Walker omal się nie udławiła jedzonym właśnie ciastkiem.
- Oszalałeś - skwitowała krótko, bo.. tak właśnie sądziła. Że oszalał. Dlatego nie omieszkała wywrócić oczami w wymowny sposób i zgarnąć z jego biurka kubka z resztką kawy. Miała tylko nadzieję, że tam nie napluł. - Mogę zebrać jakąś ekipę z uczelni i wziąć Cię na piwo. Albo z jakimś moim kumplem, ale nie ze wzdychającą do Ciebie Scarlett - wymamrotała przekornie, robiąc sporego, ale tylko jednego łyka kawy, bo ta, nie dość, że zimna, to jeszcze się skończyła. - Swoją drogą.. gdzie ci wszyscy Twoi kumple? - burknęła z oburzeniem, bo wiadomo, że nie przyniosła mu obiadu ot tak, żeby mu się milej na sercu zrobiło. Przynajmniej tak wyglądała, gdy rozglądała się po całym pomieszczeniu, ale gdy tylko zerknęła na Elliota.. parsknęła śmiechem.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 20 Październik 2016, 19:39   

No coś w tym było, że najedzony Kellerman to Kellerman łatwy w obejściu. Jak kuwa pies. Kundel podwórkowy. Rzuć mu gnata, niech się nażre to i nie będzie na ciebie warczał.
Wargi zadrżały mu w rozbawieniu, bo to było taaaaaakie urocze, że Scarlett tak bardzo podzielała jego tendencję do pakowania się w mieszkanie Clary o najmniej odpowiednich porach. Jak właśnie siódma rano… W sobotę. Idealnie! - Oj no weeeź. Lepiej ty jej to przekaż, bo inaczej sam będę musiał – pokazał jej język nawet i zaraz zaśmiał się łebsko. No dobrze to wykombinował, co? Wiedział, że Clara wolałaby go nie widzieć w żadnych fizycznych koligacjach ze swoją siostrą, więc… HYHYHY.
- Oj no co? – sapnął i aż mu okruchy ciastka poleciały z buzi na koszulkę. Ciapa. Oblizał się, okruchy zebrał i strzepnął na podłogę. Pani Jadzia potem wleci z odkurzaczem to ogarnie. – Ale po co… – chciał już coś jej odburknąć, że na przykład jej pomysł jest super bez sensu, ale skoro wtrąciła tych parę groszy na temat jego kumpli… Sam się za nimi rozejrzał. Bez sensu w ogóle, bo to nie ten sektor wydziału. Cofnął ślepia do Clary i pokręcił z politowaniem głową, jak ona już się tak z niego bezczelnie chichrała. – Uciekli, jak usłyszeli, że mi robisz awantury o dziecko – wytknął przekornie, na myśli mając oczywiście ich krótkiego wspólnego focha o temat Tequili. – Słuchaj no. Po co mam iść na piwo z jakimś innym twoim kumplem, choć oboje dobrze wiemy, że takich już nie masz, że jestem jedyny, który z tobą wytrzymuje i tak dalej… – no nie mogło się obyć bez trochę dokuczliwego tonu, co nie? – Wolę Scarlett. Może, jak się spije to zrobi striptiz? Oj weź. Będzie śmiesznie! – z tym „śmiesznie” na ustach wychylił się w stronę Clary i trochę za dziarsko klepnął ją otwartą dłonią w udo. Mogło zaboooleć, ughh.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 20 Październik 2016, 20:37   

Nie zamierzała jej niczego przekazywać i jej mina była chyba wystarczająco wymowna, aby Kellerman przyjął to do swojej świadomości. I tak. Zdecydowanie nie chciałaby być świadkiem fizycznych koligacji między Elliotem a Scarlett. Właściwie - w żadnym przypadku nie chciała być świadkiem ich schadzek. Po co miała sobie psuć opinię zarówno o nim, jak i o Scar? No właśnie.
- Ja? Awantury? O dziecko? - żachnęła się oburzona i z tych nerwów to przez moment wyglądała tak, jak gdyby miała się zapowietrzyć. Co najmniej! - Ciesz się, że robię Ci awantury o psie dziecko, a nie jakieś inne.. - mruknęła nadąsana, jednak zaraz potem parsknęła śmiechem, bo nawet jeżeli Elliot miał słabość do dzieciaków i tak bardzo lubił z nimi pracować na zajęciach, to jakoś nie była przekonana o tym, czy aby na pewno byłaby jakąś super ciotką dla małego Kellermana. Więc niech się może na razie chłopak wstrzyma, bo Clara i dzieci? No tak. Oboje wiedzieli, że to byłoby tragiczne w skutkach.
- PFF. Zdziwiłbyś się! - jęknęła żałośnie, bo.. naprawdę by się zdziwił! Ale tak. Żadnemu facetowi nie mogłaby wytknąć, że mu się trochę przytyło, a potem rozmawiać z nim dalej, jak gdyby nigdy nic. Kellerman zdawał się być odporny na jej przytyki, nawet jeżeli cierpiała na tym jego męska duma. No po prostu skarb. Pomijając fakt, że sam bywał złośliwy. Dokładnie tak, jak w tamtym momencie, gdy próbował jej wmówić, że nie miała kolegów. Miała.
- A może nie? - odparła zawadiacko i... sama dała mu po łapie, kiedy tak po prostu ją klepnął w udo. - Nie rób tak! To boli.. - burknęła niezadowolona, przesuwając dłonią po miejscu, w które wycelował, bo.. bolało. - Zdążyłam zapomnieć, jaki jesteś okropny.. - mruknęła na sam koniec, gdy sięgnęła po jeden z długopisów i najzwyczajniej w świecie dźgnęła go w ramię.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 20 Październik 2016, 21:28   

Zaśmiał się w głos, w najleeeeepsze, bo sobie to chyba wyobraził po prostu. Ona i on, warczący i żrący się o prawdziwe, ludzkie, łażące i marudzące dziecko. DRAMAT. – Weź tak nie gadaj nawet! – łomatko. To by dopiero było coś. Ale nie byłoby i nie będzie, bo Elliota plemniki szły na zmarnowanie :lol:
Ta, zdziwiłby się. Dupa słońca nie widziała to może i by się zdziwiła, ale on? Nah. Pokręcił głową i wepchnął sobie do ust kolejne ciastko. Caaaaaałe, więc zaniemówił na dobrych parę chwil. A potem jej PRZYYYYRŻNĄŁ w udo, bo stracił na moment wyczucie i… - Heeeej! – sapnął, jak go bezczelnie dźgnęła długopisem w łapę. Aż się tam zaczął oglądać. Czy mu dziury nie wydłubała, czy krew nie leci i tak dalej. – Będę miał siniaka, zołzo – furknął i łypnął na nią wilczo spod ściągniętych groźnie brwi. – Scarlett mnie tak nie traktuje – uciekł się do odrobiny złośliwości, ale ona przecież tak baaaaaaardzo to w nim lubiła. Zerknął na biurko i wyczaił, że ma na nim już ostatnie ciastko. No to skoro ostatnie to zaraz potem spojrzał na Clarę i… Dlaczego mam wrażenie, że było to dosyć wyczekujące spojrzenie? – Znalazłem lokal – wypalił ni stąd ni zowąd, a miał przy tym taki poker fejs, że nie mogła wyczuć czy mówi prawdę czy tylko się zgrywa. – Powiem ci więcej, jak dasz mi jeszcze dwa ciastka – no sorry. Coś za coś, interesy trzeba umieć robić.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 20 Październik 2016, 22:10   

Jakoś nie przemówił do niej argument o ewentualnym siniaku. Nie na tyle, by przestała go łagodnie dźgać długopisem. Pewnie złośliwie i trochę natrętnie, ale.. sam się prosił. Tym klepaniem jej w udo. I to z takim impetem.
- Przeżyłeś z dziurą w klatce piersiowej. Nie mów, że dasz się pokonać długopisowi.. - mruknęła z jawną dezaprobatą, obracając kwestię jego niedawnego wypadku w dość kiepski żart. Chyba po prostu chciała uniknąć kolejnego bezpośredniego pytania o jego ewentualne samopoczucie. Bo była świadoma, że pewnie już go to nudziło, dlatego.. wybrnęła tak pokrętnie. Ale wiedziała, że on zrozumie aluzję.
- To może z nią zacznij się przyjaźnić? - zasugerowała, unosząc wymownie brew, bo skoro była taaaaka okrooopna to zawsze mógł ją sobie wymienić na lepszy model. Hehe. Żarcik. Nie było lepszej psiapsi niż ona i Kellerman pewnie był tego boleśnie świadomy. Dlatego powinien był przestać jęczeć.
- Co zrobiłeś? - odparła, szczerze zaskoczona i chyba trochę.. zażenowana? Bo ona się woziła po Nowych Jorkach, a on chyba naprawdę, naprawdę poważnie wziął sobie do serca pomoc w całym tym cukierniczym przedsięwzięciu. Na tyle, iż działał jak szwajcarski zegarek. - Poważnie? - dodała jeszcze, unosząc wymownie brew, jednak tym razem na jej twarzy odmalowało się najzwyklejsze w świecie uznanie.
- Dam Ci dwa ciastka, a potem się okaże, że blefowałeś. To żaden interes, no ale.. niech będzie. Moja strata - podsumowała, gdy podała mu pudełko ze wszystkimi ciastkami, które zostały. Było ich tam pewnie niewiele, skoro Elliot częstował się, bez skrępowania, całymi garściami. Ale co? Miała mu żałować?
- Jedz i rośnij - wszerz, ale tego już nie dodała, bo po co miała mu grać na nerwach, skoro rozpoczęli poważny temat interesów?
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 20 Październik 2016, 22:54   

A ja naiwnie myślałem, że to był jednorazowy wybryk! A ona go… DŹGAŁA?! Non stop? Co za podła krowa, no. :lol: - Przeżyłem i mam się… Oj weź no… – prychnął na poły zniecierpliwiony, na poły rozbawiony jej uporem w długopisowym zaczepialstwie. Złamał ją za nadgarstek i zabrał jej ten nieszczęsny pisak.
- Ohohoh, jaaaaka zazdroooosna – przewrócił oczami, bo to było taaaaaaakie ewidentne, no taaaaaakie ewidentne! Nie powie jej teraz wprost i na głos, że ze Scarlett to on może co najwyżej czasami skoczyć na drinka i pośmiać się z głupich rzeczy, a to ona, ta tutaj zołza, jest jego przyjaciółką, bo nie. Bo nie chciał jej rozdmuchiwać ego i tak dalej. Wolał obrócić to w ton przekory. Jak zwykle zresztą.
Wzruszył tylko ramieniem, uśmiechnął się trochę szelmowsko i no co? Nie wierzyła? Heh, no właśnie. Ona urlopowała, przeżywała swoją nowojorską przygodę, a on kurna ciężko harował. Ciężko harował! To znaczy siedział przed komputerem i przeglądał ogłoszenia, w międzyczasie jedząc kanapkę, więc sporo okruchów znalazło się w klawiaturze, ale cicho. Nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. – Od razu tam strata – furknął pod nosem i wyciągnął łapy po te ciastka nieszczęsne, no. Wziął je sobie… Do serca dosłownie. Od razu jedno wpakował do ust, więc Clara musiała wykazać się jeszcze odrobiną cierpliwości, zanim cokolwiek od niego usłyszała. Na temat lokalu oczywiście. W końcu jednak: - Streeterville. Fajna dzielnica, co? Tam mieszkam i tam ci znalazłem fajny lokal. Nie jest jakiś mega wielki… Czterdzieści parę metrów. Ale nówka sztuka właściwie. Wcześniej była tam mała włoska knajpa, której się wiodło, więc zaplecze sanitarne czy jakkolwiek to się nazywa jest. Podłogę trzeba będzie zmienić, ściany odmalować… I tyle w sumie. A, no i kasa nieduża właściwie. To znaczy… – uśmiechnął się pod nosem. – Wołał sporo, bo to jednak blisko centrum, bo miejsce z dobrą opinią i tak dalej, ale… Powiedzmy, że potrafię być przekonujący – w negocjacjach? Czemu nie. I żeby dać Clarze czas na odpowiedź, znowu zajął się ciastkami.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 21 Październik 2016, 09:06   

No faktycznie - naiwny. Bo dźgała go tym długopisem raz za razem. Aż do znudzenia. Lub apogeum jego irytacji, które nastąpiło o wiele szybciej niż Walker się spodziewała.
- No weź. Odbierasz mi całą radość z życia.. - westchnęła przeciągle i z doskonale słyszalną rezygnacją. Jak gdyby faktycznie jej jedyną zabawą i największą uciechą było tykanie go w ramię długopisem. Skoro jednak kazał jej przestać - grzecznie przestała.
- Nie jestem zazdrosna - odparła, pewnie nie dając temu większej wiary. Była zazdrośnicą. Okropną. Prawdopodobnie jedną z najgorszych, ale.. Kellerman nie musiał być tego aż tak świadomy, dlatego przekorny uśmiech miał mu dać do zrozumienia, że faktycznie powinni to byli obrócić w żart.
- No dawaj. Nie mam całego dnia.. - mruknęła z ewidentnym zniecierpliwieniem. Po co zaczynał temat, skoro zaraz potem wolał się zapchać ciastkami i przeżuwać je tyle czasu? Walker westchnęła, poruszając się nieznacznie na blacie biurka, jak gdyby dla podkreślenia swojej irytacji. Mówił czy nie mówił?
Mówił! A przynajmniej zaczął, na co Clara widocznie się rozpromieniła. Przynajmniej na moment.
- Boże... co zrobiłeś? - rzuciła prosto z mostu i z jawną dezaprobatą, bo to przekonujący? Nie brzmiało ani trochę przekonująco i niewinnie, dlatego Clara spojrzała na Kellermana dość podejrzliwie. Bo to nie brzmiało dobrze! - Tylko nie mów, że mu groziłeś, boo... matko. To chyba dość kiepski początek biznesu. Z zastraszonym właścicielem lokalu - dodała przez cichy śmiech, którego, wbrew pozorom, nie potrafiła opanować. Starała się zachować powagę, ale.. wychodziło kiepsko.
- Kiedy mogę zobaczyć? - dodała jeszcze z nieco większym entuzjazmem, bo.. była po prostu ciekawa. - Albo masz zdjęcia? Boże, Kellerman. Jesteś niesamowity - wymamrotała przekornie, ale zupełnie szczerze. I to wcale nie było tak, że słowa uznania względem jego osoby nie mogły jej przejść przez gardło. Mogły! Bo była jak najbardziej zadowolona i wdzięczna.
- A właściciel? Taki do pogadania czy jakiś gbur? - dodała dla pewności, także zupełnie serio! Bo to, że dał się straszyć Elliotowi, o niczym nie świadczyło. Przynajmniej dla Walker.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 21 Październik 2016, 11:38   

Jaka z niej jest zoooołza! Normalnie większej ten świat nie widział! Nic tylko by mu dokuczała, popędzała go, udawała, że nie jest zazdrosna – choć prawdę zna każdy! Raaaany…
- Nic nie zrobiłeeem – sapnął do żywego zraniony. No dobra, wcale się tak nie poczuł, ale minę zrobił zupełnie adekwatną. - Nie zastraszyłem go, głupku! – sam zaczął się głupio szczerzyć, jak widział i słyszał, jak chichra się ona. Ale spoważniał na moment! – Powiedziałem mu, że pracuję w policji i jeśli zejdzie z czynszu to ten mandat za publiczny onanizm będzie nieważny – powiedział to… Jakby na poważnie. Jakby to naprawdę o to właśnie chodziło. Długo tak jednak nie wytrzymał. Wargi zadrżały mu wymownie, a zaraz potem z gardła dobył się pogodny śmiech. – Od słowa do słowa doszliśmy do tego, że jestem weteranem. W zamian za niski czynsz obiecałem spotkać się z jego synem. Chłopak wrócił niedawno do kraju, z misji i… Sama rozumiesz. Łatwo nie jest. Dla mnie, w każdym razie, to w ogóle nie problem, a gość wyglądał na usatysfakcjonowanego – tak się robi interesy kurna. Przeżyłeś wojnę, a potem zespół stresu pourazowego? Zrób z tego swój atut!
- No mam… Czekaj – sięgnął do kieszeni po telefon. Wlazł w galerię i znalazł właściwy folder. To nic, że miał roboczą nazwę „pączki Kellermana”. Oddał komórkę Clarze, niech sobie poogląda. – Kiedy chcesz właściwie. Powiedziałem mu, że odezwiemy się w przeciągu tygodnia. Wystarczy tylko zadzwonić i się umówić – no pewnie, że pojedzie tam razem z nią. Choćby dla samej pewności, że koleś nie będzie próbował wycofać się z zawartej z Elliotem, dżentelmeńskiej umowy.
- Co? Nieee, nie gbur – pokręcił głową, ściągając mocniej brwi. – Bardzo sympatyczny koleś. Starszy taki… Śmieszny. Wąsa ma, jak marszałek Piłsudski i nosi czerwone spodnie. Widać, że ma kasę to parę stówek miesięcznie w jedną czy drugą stronę nie robi mu wielkiej różnicy – no tutaj Clara powinna Elliotowi jednak zaufać. W końcu tym się zajmował w swojej pracy. Czytaniem ludzi.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 21 Październik 2016, 14:09   

Nie była żadną zołzą. Gdyby trzeba było, to pewnie by mu nieba uchyliła. Ale pewnie. Najprościej było posądzać ją o najgorsze, bo dźgała go długopisem. I on się nazywał jej przyjacielem? Pff.
- No nie wiem, czy to takie znowu głupie. Znam Cię wystarczająco długo, żeby wiedzieć, do czego jesteś zdolny.. - jęknęła żałośnie, jak gdyby naprawdę wierzyła, że Kellerman był w stanie zastraszać jakiegoś miłego, starszego pana. Kiedy jednak naprostował to drobne nieporozumienie, na twarzy Clary odmalowała się ulga, ale i rozbawienie, bo... serio? Mandat? - Brzmi średnio prawdopodobnie, ale dam Ci wierzyć, że jesteś super biznesmenem - wymamrotała żartobliwie, kpiąc sobie z niego jak zawsze, ale zołzą ani trochę nie była!
- Wersja z synem brzmi dużo lepiej - podsumowała w końcu, gdy wyznał, jak to naprawdę było z tymi interesami i całą umową. Była pod wrażeniem i zdecydowanie nie zamierzała tego ukrywać, chociaż nie miała już ciastek, którymi mogłaby go nagrodzić. Bo wszystkie zeżarł, tak na marginesie. - Na pewno nie problem? Wiesz, że nie musiałeś - westchnęła cicho, zatrzymując spojrzenie na tęczówkach Elliota, aby przypadkiem nie myślał, że miał względem niej jakiś głupi obowiązek. Skoro sprawa z cukiernią szła dobrze - super. Ale gdyby powinęła się noga - Clara nie chciała tego postrzegać jako międzynarodowej katastrofy.
- W porządku. Urwę się któregoś dnia szybciej i możemy pojechać - przytaknęła, odbierając od niego telefon i nie komentując nazwy tego nieszczęsnego folderu. Jej zawadiacki uśmiech był chyba wystarczająco wymowny. Szczególnie, gdy przyglądała zrobione zdjęcia. - Wygląda nieźle. A to tylko zdjęcia - podsumowała, gdy oddała mu urządzenie, jak gdyby w obawie, że mogłaby tam znaleźć jakieś nieprzyzwoite rzeczy. Bo to był Elliot i wszystko było możliwe. :lol:
- No dobrze. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. I czuję się leniem, bo nawet nie wybrałam ewentualnego koloru ścian - podsumowała w tonie kolejnego żarciku, bo.. naprawdę nie myślała właściwie o niczym. Wystarczająco dużo wysiłku kosztowało ją podjęcie decyzji o tym, czy w ogóle zamierzała się podjąć takiego przedsięwzięcia. Musiał jej więc wybaczyć. - Dziękuję - mruknęła nagle, ni stąd, ni zowąd. Bo była mu naprawdę wdzięczna i subtelny uśmiech miał być tego najlepszym dowodem.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 21 Październik 2016, 18:20   

Nooo… To prawda, że jej podejrzenia nie były bezpodstawne. Dla dobra kogoś, na kim mu zależy – byłby w stanie zrobić wiele, jeśli nawet nie wszystko, a zastraszenie miłego, starszego pana zdecydowanie mieściło się w tych ramach. No, ale! Powiedział, jak było i sam podchodził do tego na luzie. Nawet się cieszył z warunków tej umowy, albo raczej tego, który spełnić musiał on.
- Co? – spojrzał na nią, jakby się z choinki urwała. – Jaki znowu problem… Weź w ogóle – przewrócił oczami, bo skoro mówił, że nie problem to nie problem i już. Po temacie. – Nie musiałem, ale chciałem. Tyle – no właśnie, tyle. Czy wobec tego mógł się jednak z czystym sumieniem nazywać jej przyjacielem? Nawet jeśli czasami miał ją za podłą zołzę?
No on się nie bał, że Clara cokolwiek mu tam znajdzie. Bo to był Elliot i się nie przejmował takimi rzeczami. :lol: Także tego… Mogła sobie szperać. – No to super, jakoś nas tam ustawię z gościem – przytaknął i odebrał z rąk dziewczyny ajfona. Zablokował go i włożył z powrotem do kieszeni portek. – Jest naprawdę nieźle. Nie tylko na zdjęciach, mówię ci. No i miejsce fajne… – w sensie okolica, to miał na myśli. Tak czy owak, cieszył się, że Clara podzielała jego w tej sprawie entuzjazm. – No coś ty, dzieciaku – uśmiechnął się do niej szeroko. – Nie dziękuj jeszcze. Podziękujesz, jak już ruszysz z biznesem i dasz mi pierwszego pączka na koszt firmy – ha, a co! Należy mu się, tak? Za kurna FATYGĘ. – A nad kolorem ścian zastanowisz się, jak już wszystko obejrzysz. Będzie dobrze, Walker. Będzie dobrze – puścił jej tak zwane ooooko, a potem krótko łypnął po swoim biurku. I mina mu zrzedła, bo te papiery… Jezzuuuuuu, jak on nienawidził papierologii. No nie był do tego stworzony, nie był. – Wyznaczyli mi termin – odezwał się po krótkiej chwili i cofnął ślepia do Clary. – Testów psychologicznych. Od nich będzie zależało czy wrócę w teren czy zostanę tutaj – wiadomo, czego chciał, tak? No kurde. Wrócić, jasne, że wrócić. Nawet sobie nie wyobrażał odwalać papierkowej roboty do końca swoich zawodowych dni. Chyba z miejsca złożyłby odznakę i podziękował CPD za współpracę. Ughh.
- Cykam się trochę – przyznał bez ogródek. Clara wiedziała dlaczego. Nie lubił i nie chciał mówić o wszystkim, a miał przeczucie – w którym zresztą ostatnio utwierdziła go Hadley – że testujący go terapeuta będzie chciał wyciągnąć z niego wszystko.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 21 Październik 2016, 20:39   

No skoro to nie był problem - to w porządku. Nie zamierzała się z nim o to kłócić. Nie zmieniało to jednak faktu, że była mu najzwyczajniej w świecie wdzięczna za pomoc.
- Pierwszego pączka na koszt firmy? Właśnie zjadłeś całe pudełko ciastek i domowy obiad.. chyba zaczęłam spłacać dług zanim w ogóle powstał - westchnęła ciężko, ale z rozbawieniem, bo przecież dokarmiała go niemal od samego początku ich znajomości, a on za fatygę chciał jeszcze więcej jedzenia? Clarze niewątpliwie jak najbardziej to pasowało. Skoro i tak wpraszał się do niej na obiady to pączki na koszt firmy nie robiły jakiejś wielkiej różnicy.
Nie umknęło jej jednak zniechęcenie Kellermana względem papierków, które znajdowały się na biurku. Walker sama zmierzyła je wszystkie wzrokiem i pewnie jednogłośnie doszła do podobnego wniosku - że było tego cholernie dużo.
- Musisz pracować? Mogę iść i zobaczymy się kiedy indziej - zaproponowała zupełnie serio, bo przecież nie chciała, żeby z jej powodu zaniedbywał jakiekolwiek obowiązki. Nawet jeżeli były to te, które szczerze go nudziły i wprowadzały w stan depresji.
- Tak szybko? - burknęła zaskoczona, bo dla niej.. to było stanowczo za szybko. Nawet dodatkowo zmierzyła Elliota wzrokiem, jak gdyby dla upewnienia się, że na pewno wszystko było w porządku. Nie sądziła jednak, że on będzie w stanie uzewnętrznić się z tego typu wyznaniem. Że po prostu się bał.
- Daj spokój - mruknęła spokojnie, przechylając głowę w bok, by przyjrzeć mu się właśnie z tej perspektywy. Nie odzywała się przez dłuższą chwilę, jak gdyby w głowie próbowała sobie ułożyć coś, co mogłoby go podnieść na duchu.
- Będzie dobrze, Kellerman. Tyle czasu robiłeś w terenie. I byłeś w tym dobry. Kilka tygodni przerwy tego nie zmieni. Okej? - zasugerowała, unosząc wymownie brew, jak gdyby w niemy sposób chciała się dowiedzieć, czy aby na pewno jej wierzył. Była totalnie poważna i mówiła całkowicie szczerze, więc.. nie mógł się z nią kłócić.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 21 Październik 2016, 21:30   

Dokarmiała go tak na zaś. Żeby miał siłę jej pomagać. A skoro już jej pomógł… no to pączek na koszt firmy mu się należy, jak kurna psu buda. I TYLE. – Nie marudź. Ciesz się, że nie zażądałem procenta od zysków – odwetował przekornie i jasnym jest, że tylko się zgrywał. Nigdy w życiu by o czymś takim nie pomyślał. NIGDY. I niech mu ona nawet czegoś takiego nie proponuje. Bo się na nią obrazi i tyle z tego będzie. – Nawet nie próbuj – rzucił dla pewności. Żeby właśnie – nawet nie próbowała.
Jej pytanie go zaskoczyło. Ściągnął brwi i potrząsnął w zaprzeczeniu głową, bo przecież… - Nieee, daj spokój. Nie idź. Z czym się dzisiaj nie wyrobię, skończę jutro – nie widział w tym żadnego problemu. Jego przełożeni chyba też nie. Tak czy siak… Powiedział jej o swoich obawach. No i miał nadzieję, że nie będzie mu teraz suszyła głowy właśni w tonie bla bla, co tak szybko, za szybko, bla bla, nie jesteś gotowy, bla bla…
- Nie o to chodzi, Clara – uśmiechnął się lekko i pokręcił parokrotnie głową. Bo to naprawdę nie chodziło o to, że on się obawiał powrotu w teren. Nienie, chciał tego, bardzo chciał! – Jeśli chodzi o moją pracę, to wiem, że jestem w niej dobry i… Po prostu wiem to. Boję się tego, o co ta baba będzie mnie pytała – bo już wiedział, że to miała być kobieta. Nie znał jej – jakaś przysłana spoza tej jednostki pani psycholog czy psychoterapeutka. Żeby pozostać obiektywną i tak dalej. – No wiesz. Czy będzie chciała wyciągać sprawy z czasów wojska i tak dalej… – nie wyobrażał sobie znowu przez to przechodzić. Opowiadać o tym całym gównie, którego tam doświadczył. – Jak ty myślisz? Co będzie chciała wiedzieć? – zapytał licząc, że da mu tutaj jakąś wskazówkę. W końcu studiowała psychologię, co nie?
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 21 Październik 2016, 21:56   

Nie musiał zbyt długo czekać na jej zaskoczoną minę. Bo pączki pączkami, ale te procenty? Naprawdę o tym nie pomyślała. I czuła się co najmniej głupio! Bo sama na to nie wpadła, a wydawało się to być tak cholernie oczywiste. Jakieś procenty dla niego za udział w całym przedsięwzięciu.
- Właściwie to.. - podjęła, jednak umilkła, gdy zakazał jej podjęcia jakiejkolwiek próby wyperswadowania czegokolwiek. Walker zmierzyła go więc nieprzychylnym, pewnie trochę znużonym spojrzeniem, bo.. darmowy pączek zdawał się być niczym względem pomocy, jaką zamierzał jej zaoferować. - Tylko nie nasyłaj na mnie potem prawników. Że się nie wypłaciłam czy coś.. - burknęła, pewnie zirytowana faktem, że za tak ogromne wsparcie chciał jedynie głupiego pączka, ale.. nie kłóciła się. Nie dlatego, że podzielała jego zdanie, a dlatego, że podjął temat o wiele ciekawszy.
- Cóż.. w zasadzie to może zapytać absolutnie o wszystko - podsumowała krótko, wzruszając niewinnie ramionami, bo przecież nie szło trafić. Szczególnie, jeżeli przydzielono mu jakąś nadgorliwie wypełniającą swoje obowiązki zołzę. Wtedy to dopiero by zrozumiał, że Clara wcale takową nie była. Niemniej jednak - zamierzała się skupić na jego problemie, a potrzebowała do tego nieco głębszego wdechu i chwili zastanowienia.
- Biorąc pod uwagę to, że doświadczenia z wojska miały dość znaczący wpływ na Twoje obecne życie, obawiam się, że pytań o to raczej nie unikniesz - przyznała bez cienia zażenowania, prosto z mostu. Może nieco zbyt bezpośrednio, ale uznała, że wolał tak po prostu wiedzieć, bez żadnego owijania w bawełnę i głupawego pitu pitu, nie martw się, na pewno nie zapyta, bo to stare dzieje. Nie nie. Było zupełnie na odwrót.
- Pewnie zada Ci milion pytań pokroju.. pokroju tego, czy ten postrzał nie przywołał jakiś przykrych wspomnień z frontu, nie wywołał wstrząsu, nie odnowił urazów. Nie zrobił czegoś, przez co odczuwałbyś jakiś dyskomfort psychiczny - podjęła krótko, poruszając nieznacznie nogami i machając nimi mozolnie.
- Myślę, że nie powinieneś się wdawać w głupie, długie dyskusje. Kiedy zapyta o coś po raz milionowy pierwszy, po prostu jej odpowiedz i się nie wkurzaj, nawet jeżeli to będzie się przeciągało. Bo jak okażesz irytację to uzna, że szybko się denerwujesz i że jednak jest czynnik, który uniemożliwia dalszą pracę w terenie. Załatw to jak sprawę w urzędzie - podsunęła jeszcze chyba całkiem rozsądny pomysł, bo.. innego wyjścia nie widziała. Innego niż przebrnięcie przez to ze stoickim wręcz spokojem.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 21 Październik 2016, 22:54   

Nono, jednego prawnika to ona sama na siebie WPUŚCIŁA… Elliot nie miał z tym absolutnie nic wspólnego. :lol: Taki tam wieczorny żarcik, hyhy.
Właściwie to usłyszał od niej wszystko to, czego się najbardziej obawiał. Baba na pewno zapyta o wojsko, bo… Nie ukrywajmy, ono determinowało to kim był dzisiaj. Jakim człowiekiem i tak dalej. Stety bądź niestety. Tak czy siak, milczał. Milczał i słuchał uważnie Clary, bo w końcu sam poprosił ją o… Radę? Wskazówki raczej.
- Jak sprawę w urzędzie… – o tym nie pomyślał. Ale, jakby się tak głębiej nad tematem zastanowić… to może faktycznie jest to jakieś wyjście. Pytanie pozostaje tylko takie: czy da radę? Czy podoła zachować zimną krew nawet wtedy, gdy pani psycholog wdepnie na tkliwe tematy. Wtedy, z Clarą, wystarczyło jej krótkie napomknięcie o tym, że musi sobie dać spokój z rozpamiętywaniem tego co na froncie i puff, pooooszło, wygadał się. Bał się. Bał się takiego impulsu. Że analizująca go kobieta będzie sprytniejsza i cwańsza niż on sam.
- Nie wiem czy będę umiał to tak wypośrodkować… No wiesz… – spojrzał na przyjaciółkę i wyjaśnił zaraz: - Zbalansować. Bo z jednej strony nie chcę wyjść na porywczego… – choć taki był. – A z drugiej, też nie będzie dobrze wyglądało, jeśli na wszystko odpowiem z tą samą beznamiętnością. Rozumiesz co mam na myśli? – zapytał, ale wiedział, że na pewno nadążała. – Może ty ze mną poćwicz – rzucił jej wyzwanie. Zanim zdążyła się wycofać, dodał: - Przygotuj sobie zestaw pytań… Potraktuj to jak praktykę na studia czy coś – jej ufał. No i wiedział, że będzie umiała mu podpowiedzieć. Żeby na przykład na jakieś pytanie odpowiedział z większą emocją, a na inne – z mniejszą.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 21 Październik 2016, 23:13   

Całkiem zabawny :hahaha:
Tylko, że ona wcale nie była taka pewna, czy jej wskazówki mogłyby cokolwiek zmienić lub dopomóc. Wiadomo, że chciała dla Kellermana jak najlepiej i jeżeli tak bardzo pragnął powrotu do normalnej pracy, to chciała się do tego w jak największym stopniu przyczynić, ale.. no właśnie. Była tylko studentką, która o normalnej pracy psychologa wiedziała tyle, co nic. Uczyła się w zasadzie samej teorii, a z żywymi przykładami miała do czynienia tyle, ile z Kellermanem. Bo jednak w swojej prostocie był skomplikowany i prowadzenie z nim filozoficznych, życiowych dyskusji było naprawdę fajnym zajęciem. Ale tak poza tym?
- Rozumiem - przytaknęła krótko, wykonując nieznacznie skinienie głową, bo.. to faktycznie mogło być problematyczne. Na tyle, by cała rozmowa i jej ostateczny wynik stanęły pod znakiem zapytania. - Ja z Tobą? - rzuciła za nim, otwierając oczy nieco szerzej. W geście totalnego zbicia z tropu i zaskoczenia, gdyż niewątpliwie była to ostatnia rzecz, jaką spodziewała się usłyszeć. - Swoją dalszą karierę w policji chcesz powierzyć niedoświadczonej studentce psychologii - podsumowała szybko, pewnie najtrafniej i w samo sedno. Przepełniony niedowierzaniem uśmiech wykrzywił kąciki jej warg i sprawił, że nie odzywała się przez dłuższą chwilę, bo... musiała to przetrawić.
- Czy to nie jest okazywanie zaufania nauce? - mruknęła w końcu, dość przekornie, ale z powagą, mając na myśli oczywiście ukryte między wersami pytanie o to, czy naprawdę chciał w ten sposób poćwiczyć. - Niech Ci będzie - westchnęła ciężko, posyłając mu pokrzepiający uśmiech.
- Ułożę pytania i zrobimy próbę generalną. Kiedy masz te testy? - bo musiała wiedzieć, ile mieli czasu na ewentualne przygotowanie. Nie chciała mu obiecywać gruszek na wierzbie, ale niewątpliwie chciała pomóc. Dlatego zamierzała się do tego przygotować jak najbardziej starannie. W końcu chodziło o Kellermana, a nie pierwszego z brzegu policjanta. Powinien był docenić, że brała sobie na głowę kolejne obowiązki, zamiast znowu się lenić gdzieś za miastem! Taka przyjaciółka to był normalnie skarb.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 22 Październik 2016, 11:01   

Prawda? :lol:
Nie była "tylko" studentką, nie dla Elliota. Dla niego przede wszystkim była osobą, której ufał, jak już dawno nikomu. Była jego przyjaciółką i dlatego chciał, żeby mu pomogła. Zwłaszcza, że miała podstawy, wiadomości ze szkoły i tak dalej... To tylko Kellerman. Nie powinna się obawiać tego wyzwania.
- Ty ze mną - przytaknął natychmiast. - Nie niedoświadczonej studentce, a swojej najlepszej kumpeli, która przy okazji trochę się zna - mrugnął do niej porozumiewawczo i uśmiechnął się w taki sposób, żeby już nie miała żadnych wątpliwości. Że w nią wierzy. - Po prostu się zgódź. Spróbuj. Nie wyjdzie to trudno - no przecież nie obrazi się na nią, booo ona zadawała mu inne pytania od tej całej pani psycholog, która będzie go "przesłuchiwać" za parę/paręnaście dni.
Ucieszył się, że długo oporu nie stawiała. Że się zgodziła. - Za mniej niż dwa tygodnie. Ostatni dzień miesiąca - może brzmiało to super szybko, super strasznie przez to, aleee... No on chciał to mieć za sobą jak najprędzej. - I nie czuj oporów, tak? - popatrzył na nią bardziej dosadnie. - Pytaj o co chcesz, o co tylko uważasz, że ona mogłaby... Nawet jeśli miałoby mnie to zaboleć, pytaj - bo miało to wyjść autentycznie, tak? Nie mogła się z nim - mówiąc wprost - cackać. - To dzięki. Dzięki, że się zgodziłaś - znowu wychylił się w jej kierunku i złapał ją za rękę. Lekko ścisnął palcami i pogładził wierzch jej dłoni kciukiem.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 22 Październik 2016, 11:28   

Kellerman chyba wybrał sobie najgorszy, ale najbardziej skuteczny argument do tego, aby namawiać ją niemal do wszystkiego. Najpierw ten cukierniczy interes, a obecnie zabawa w doświadczonego psychologa z policji. I za każdym razem musiał jej dać do zrozumienia, że albo jej ufał, albo w nią wierzył. Z jednej strony było to cholernie pokrzepiające i urocze, ale z drugiej.. Walker nie miała na to żądnych kontrargumentów. Więc się zgadzała. Dokładnie tak, jak w tamtym momencie.
- Dwa tygodnie?! - powtórzyła za nim z jawnym niedowierzaniem, bo to było o wiele mniej czasu niż ona w ogóle się spodziewała. Westchnęła więc przeciągle, jednak subtelny uśmiech miał mu dać do zrozumienia, że owszem - nadal zamierzała się tego podjąć. Skoro obiecała mu pomóc to nie zamierzała się wykręcać presją czasu.
- W porządku. Przemagluję Cię ze wszystkiego - zadeklarowała krótko, aby miał świadomość, że naprawdę chciała go do tego jakoś względnie dobrze przygotować. O ile to w ogóle było możliwe w tym konkretnym wypadku. Bo sama mogła jedynie snuć przypuszczenia odnośnie pytań, jakie mogłyby na takiej rozmowie paść. I pomijała fakt, że osobiście większość faktów z jego życia zdążyła już poznać. To chyba oznaczało jakieś wspięcie się na wyżyny zdolności aktorskich, a tych Clara przecież... nie posiadała.
- Po to mnie masz - odparła bez cienia wątpliwości i jakiegokolwiek zażenowania, bo.. taka była prawda. W końcu byli przyjaciółmi, co Kellerman w trakcie tego spotkania podkreślił wielokrotnie. Dlatego uśmiechnęła się do niego czule, odwzajemniając nikły uścisk jego dłoni na swojej, chociaż trwało to dość krótko.
Walker bowiem zsunęła się z biurka, rozglądając się dookoła, a w ostateczności zatrzymując spojrzenie na Kellermanie.
- To skoro terminy nas naglą, na mnie już czas - mruknęła przekornie, pewnie trochę niechętnie, ale stos kartek na jego biurku i termin testów psychologicznych mówiły same za siebie. - Ogarnij robotę, a ja te pytania i spotkamy się niedługo, hm? Możesz wpaść na obiad, bo nigdzie się już nie wybieram - dodała jeszcze zawadiacko, unosząc wymownie brew w pytającym geście, aby zorientować się, czy taki układ mu odpowiadał.
Bo tak sobie myślę, że możemy powoli kończyć tu i coś nowego zacząć też :myśli:
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 22 Październik 2016, 14:01   

Najgorszy czy najlepszy - ważne, że działał. Był skuteczny i Clara właśnie zadeklarowała się mu pomóc. Idealnie. Naprawdę nie mógł zwrócić się do właściwszej osoby, niż ona. Znała go - co było plusem! Znała jego ciemne sekrety, więc wiedziała co zaboli najmocniej. A jak jeszcze na spokojnie ten temat przemyśli - pytania pewnie przyjdą same. Nie bał się, w każdym razie, takiej z Clarą konfrontacji. Ćwiczenia to ćwiczenia i był gotowy na wszystko.
- Juuuż? - jęknął marudnie, bo wcale nie chciał, żeby sobie szła. Jej tutaj obecność była cudowną wymówką do niezajmowania się tą całą papierologią, która zalegała mu na biurku. Skoro jednak tak... - No dobra. To wpadnę... Może tym razem się jednak zapowiem, co? - puścił jej tak zwane "oko", a jak tylko podniósł tyłek z fotela to pożegnalnie uścisnął i cmoknął w policzek tę swoją kumpelę, co dbała o jego pełny brzuuuuch, jak mało kto. No i na tym stanęło. Mieli się zobaczyć niedługo, a póki co... Póki co Clara opuściła miejsce pracy Elliota, a ten z kolei... Zdecydował, że skoro zjadł obiad, potem tyle ciastek, to teraz należy mu się jeszcze bonusowy kwadrans luzu na kawę. Heh. I tak właśnie zrobił, aye.
ztx2
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 25 Luty 2019, 16:46   
   Mów mi -  Darka


    #50

Krew. Leanne miała na rękach krew wielu ludzi – jak się okazało, także tej niewinnej dziewczyny, która zmarła wskutek wypadku. Z jakiegoś powodu Wheeler nie potrafiła wymazać z pamięci chwili, w której świat na moment wstrzymał oddech. Jej świat. Próbowała wówczas z całych sił naprawić to, co drugi człowiek zniszczył w zaledwie jednej sekundzie, ale nie miała takiej mocy. Nie była w stanie nic zrobić. Cokolwiek by się nie działo, musiała wziąć się w garść. Musiała zacisnąć zęby i iść dalej, chociażby przez wzgląd na dzieci, prawda? Problem w tym, że Leanne daleko było do wzorowej matki – ostatnimi czasy coraz częściej zostawiała dzieci pod opieką najbliższych, a sama zaś nie mogła znaleźć sobie miejsca. No, jeśliby nie liczyć regularnych wizyt w pewnych bardzo podejrzanych miejscach. Po wszystkim również zawartość kieszeni kobiety bywała podejrzana. Przechodziła kryzys – kolejny w ostatnim czasie. I nie ulegało wątpliwościom to, że sama sobie nie poradzi. Brzmi banalnie? Bardzo.
Nie była w pobliżu. Właściwie, nawet nie pojawiła się tutaj przez przypadek. Przyszła tutaj w konkretnym celu, do konkretnej osoby. Nie wiedziała tylko, w jaki sposób do niej [i[trafić[/i] tak, by międzyczasie nie wzbudzić niczyich podejrzeń. Inną sprawą było to, że w pewnym sensie właśnie wchodziła do jaskini lwa. Już na pierwszy rzut oka widać było, że w pewnym momencie minęła się po drodze z trzeźwością. Drastycznie zwężone źrenice, jak i w ogóle, rozbiegany wzrok, definitywnie nie oznaczały niczego dobrego. A mogła odwiedzić Wheelera! Mogła przeczekać ten najgorszy stan u niego! Tyle że nic by to nie zmieniło. Prawdopodobnie niczego by nie zrozumiał. – Będziesz chciała mnie wydać? – spytała wprost, gdy tylko weszła do pomieszczenia, w którym znajdowała się Phoebe. Na szczęście, były same. Nie było nikogo, kto zadawałby kolejne, równe niewygodnie pytania, które lada moment zapewne padną z ust pani psycholog. Leanne, nie czekając na żadne zaproszenie ze strony Phoebe, zamknęła za sobą drzwi. Tak po prostu, jakby była u siebie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 28 Luty 2019, 19:44   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


    #13
W życiu były takie sytuacje, z którymi ciężko było się pogodzić. Ludzie często nie potrafili zaakceptować faktu, że były rzecz, na które nie mieli absolutnie żadnego wpływu. Bezsilność była najgorsza, chyba nikt nie lubił czuć się w ten sposób. Phoebe była typem opanowanej i bardzo wyważonej osoby. Niemal w każdej sytuacji wiedziała, jak się zachować, co powiedzieć. Znała się na ludziach, potrafiła uważnie obserwować ich zachowania. Ciężko było ją okłamać, bo zazwyczaj szybko orientowała się, że coś było nie w porządku. Prawdę mówiąc, ostatnimi czasy w jej życiu działo się całkiem sporo. Wszystko się zmieniło, dlatego zaczęła od nowa. Niemal każdy, kogo znała wiedział, że jakiś czas temu zerwała zaręczyny. Miała załamane serce, lecz na jej drodze szybko pojawił się ktoś nowy, kto szybko uleczył stare rany. Nie sądziła, że Alex stanie się dla niej kimś więcej, niż tylko przyjacielem. Ale z drugiej strony, może powinna to przewidzieć? Przecież mieli przeszłość. Gdy mieszkali w Kalifornii, łączyły ich pewna zażyłość. Musiała przyznać, że ich seks był naprawdę świetny. Lockhart nigdy nie była jakoś szczególnie rozwiązła, lecz miała kilku wspaniałych kochanków, ale żaden nie mógł dorównać Alexowi.
Dzisiejszy dzień spędzała w pracy, gdzie trochę się nudziła. Nie miała jakoś szczególnie dużo do roboty, dlatego siedziała w biurze i popijała kawę. Od jej ostatniego spotkania z Leanne minęło już trochę czasu. Kilka dni, może tygodni? Ciężko stwierdzić, ponieważ straciła rachubę czasu. Miała do niej napisać, ale kompletnie wyleciało jej to z głowy. Martwiła się, podczas ich ostatniej rozmowy nie wyglądała najlepiej. Obawiała się, że znów miała problemy. Wato zaznaczyć, że jej wizyta bardzo ją zaskoczyła. Nie sądziła, że Wheeler pojawi się na posterunku. Wiedziała, że zdecydowanie nie jest to jej ulubione miejsce. Już na pierwszy rzut oka dostrzegła, że nie była w pełni trzeźwa. Może nawet coś wzięła?
— Leanne? Coś się stało? — zapytała wyraźnie zaniepokojona i odeszła od biurka, żeby lepiej się jej przyjrzeć. Uśmiechnęła się łagodnie i posłała w jej stronę ciepłe spojrzenie. Nie chciała, żeby zorientowała się, że coś jest nie tak. — Dlaczego miałabym Cię wydać? — musiała wiedzieć, dlaczego tu przyszła. Teraz. Już. Obawiała się, że za moment Leanne zaskoczy ją jakąś druzgocącą wiadomością.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 8 Marzec 2019, 10:14   
   Mów mi -  Darka


Druzgocąca wiadomość – w przypadku Leanne może to oznaczać dosłownie wszystko. Biorąc pod uwagę jej przeszłość i to, dotychczas nie przychodziła tutaj z własnej woli, naprawdę – Phoebe powinna spodziewać się po niej niemożliwego. Ostatnie wydarzenia miały na Wheeler ogromny wpływ, z czym jakoś niespecjalnie była w stanie sobie poradzić. Jasne, powinna mieć nieco więcej oleju w głowie (rozsądku), ale nie oszukujmy się – kto w takiej sytuacji myślał racjonalnie? Na pewno nie Leanne, gdy pochylała się nad białą kreską, która już po chwili przyjemnie łaskotała jej nozdrza. Popełniła błąd – i to nie jeden. Powinna ponieść tego konsekwencje. Powinna coś z tym zrobić. Tyle że była to kwestia starych nawyków, a także czegoś, czego nie rozumiała. Nie była w stanie zaakceptować tego, jak kruche było ludzkie życie.
Prawdopodobnie popełniła ogromny błąd, przychodzą do Phoebe nie tyle o w tym stanie, ale właśnie tutaj – na komisariat, gdzie wręcz roiło się od psiarzy. Każdy normalny człowiek raczej unika takiego towarzystwa, ale jak widać – nie Leanne. Zresztą, Wheeler chyba nie do końca wiedziała, na co się pisze, decydując się na spotkanie z Phoebe, która chyba natychmiast zorientowała się, co jest grane. Reakcja kobiety ani trochę jej nie zaskoczyła. Potrząsnęła głową na boki, a wzrok jak gdyby nigdy nic, utkwiła w kobiecie. Uśmiechnęła się, co naprawdę nie oznaczało tu niczego dobrego. A zaraz potem tylko przetarła twarz dłońmi, biorąc jeszcze głęboki wdech. Ten spokojny ton Phoebe nie był w stanie jej zmylić, nic dziwnego, że zanim zdecydowała się na jakąkolwiek odpowiedź, raz jeszcze przyjrzała się kobiecie. Mogła jej zaufać? A może jednak nie? Potrząsnęła głową na boki – Muszę się gdzieś zatrzymać. Przynajmniej na chwilę. Wiem, że nie powinnam tu przychodzić, ale.. – urwała, ściągając przy tym usta w prostą kreseczkę. Cokolwiek by nie zrobiła, do kogokolwiek by nie poszła, i tak popełniłaby błąd. – Znowu.. – wychodziła z siebie, by znaleźć odpowiednie słowa – Znowu zaczęłam brać. – krótko mówiąc, Wheeler znów palił się grunt pod nogami.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 9 Marzec 2019, 21:34   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


Prawdę mówiąc, Leanne była ostatnią osobą, której się tu spodziewała. Phoebe doskonale znała jej przeszłość i wiedziała, że nie pojawiłaby się na posterunku, gdyby miała inne wyjście. Obawiała się, że stało się coś okropnego. Może jej znajoma nie dopilnowała dzieci? Może wysadziła w powietrze swój własny dom? Może znów zaczęła brać? Lockhart spodziewała się po niej absolutnie wszystkiego. Z Leanne nic nigdy nie było pewne. Nałogowo pakowała się w kłopoty – narkotyki, alkohol, nieodpowiedni mężczyźni. Kiedy wydawało się, że wyszła na prostą, znów działo się coś, co wyprowadzało ją z równowagi. Phoebe wiedziała, że nie było jej łatwo. Samotnie wychowywała trójkę dzieci. Nie miała wsparcia, do tego doszedł jeszcze ten wypadek. Na własne oczy widziała, jak źle Lea zniosła śmierć młodej dziewczyny. Była bardzo roztrzęsiona. Pheebs odniosła wrażenie, że coś w niej pękło. Martwiła się o nią.
— Spokojnie, nie zamierzam Cię wyganiać — zapewniła ją i wysiliła się na łagodny uśmiech. Chciała dodać jej otuchy. Zdawała sobie sprawę, że miała w życiu pod górkę. Podejrzewała, że samo przyjście tutaj wiele ją kosztowało. Poniekąd była z niej dumną, bo nie musiała prosić o pomoc. Mogła wziąć kolejną działkę i kolejną, aż w końcu zaliczyłaby złoty strzał.
— Mogę się domyślić — przyznała i posłała w jej stronę dość chłodne spojrzenie. Nie zamierzała udawać, że wszystko jest w porządku. Nie było, Leanne też to wiedziała. — Dlaczego to robisz? Masz trójkę dzieci. Chcesz, żeby wychowały się bez matki? Chcesz zgnić w więzieniu, chcesz się wykończyć? — była surowa, ale chciała uświadomić jej, że popełnia ogromny błąd. Nie była sama, miała dla kogo żyć. Była pewna, że jej dzieci bardzo ją kochały. Wierzyła, że Leanne również je kochała i nie chciała, żeby jej pociechy skończyły w sierocińcu lub rodzinie zastępczej.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 15 Marzec 2019, 09:36   
   Mów mi -  Darka


To wszystko, począwszy od tego nieszczęsnego wypadku, czy choćby nieodpowiednie towarzystwo, z którym miała styczność po dziś dzień – nie były to odpowiednie wymówki, czy usprawiedliwienia na to, co wyprawiała dzień po dniu. Była słaba – kurewsko słaba, jeśli chodziło o jakiekolwiek używki. Zresztą, po części gdyby nie to wszystko, nie miałaby trójki wspaniałych dzieci. Ot, tak na przekór wszystkiemu. Gdyby pewnego wieczoru nie przesadziła z alkoholem i narkotykami, nie poszłaby do łóżka z Klaudiuszem. A nie zrobiłaby tego, gdyby nie mogła dumnie zacytować znowu w życiu mi nie wyszło…, no jasne. I to nie do końca tak, że znów palił jej się grunt po nogami – najzwyczajniej w świecie Leanne miała problem z zachowaniem pewnej równowagi, pakując się w coraz to gorsze kłopoty.
A chrzanić to.
Phoebe miała prawo się na nią, lekko mówiąc, zdenerwować. Cóż, prawdopodobnie Wheeler zdziwiłaby się, gdyby było inaczej. Nie spodziewała się, że będzie to łatwa rozmowa, ani nic z tych rzeczy. Właściwie, z jej perspektywy samo to, że przyszła tutaj – to już był jej mały sukces. Nie wzięła działki jednej za drugą, bo w swoim czasie właśnie tak funkcjonowała. Nie zdążyła dobrze wytrzeźwieć i już miała w zanadrzu kolejną działkę, już mentalnie przygotowywała się na kolejny zjazd. A potem coś się zmieniło, zupełnie jakby naprawdę wzięła się w garść. Tak było. Do czasu. I oby był to tylko chwilowy kryzys, chwilowe załamanie, z którego wyjdzie lada moment.
- Dobrze wiesz, że nie – rzuciła natychmiast, próbując postawić się – dzielnie – wizji, którą zarysowała przed nią Phoebe. W tej chwili też na poważnie zaczęła zastanawiać się, po co to zrobiła? Po co tu przyszła? Tak, bo chciała przeczekać najgorsze, przeczekać zjazd gdzieś, gdzie nie będzie ją kusiło do tego, by przypadkiem zrobić coś jeszcze głupszego. Skrzywiła się nieznacznie, kręcąc głową na boki. Wstała. Przeszła kilka kroków po pomieszczeniu, po czym znów opadła na krzesło – Wiem, że nie powinnam – ciągnęła, nie patrząc w kierunku kobiety – Nie powinnam, a gdy przychodzi co do czego… - słaba, zniszczona psychika. Od dawna siedziała w tym gównie i najwyraźniej nie potrafiła się z niego wydostać całkowicie. To nie była potrzeba fizyczna. Nie potrzebowała tego, by znieczulić jakąś fizyczną dolegliwość, którą można było trafnie zdiagnozować. Był to problem raczej natury niematerialnej, osobowościowej i tego, jak bardzo w swoim czasie Wheeler pogubiła się pomiędzy tym, co właściwe, a czego z kolei nie jest w stanie przetrawić na trzeźwo.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 18 Marzec 2019, 21:42   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


Myślę, że śmiało można stwierdzić, iż Phoebe była jej kompletnym przeciwieństwem. Wiecznie ułożona, asertywna, mało podatna na wpływy. Zawsze miała własne zdanie i nie miała problemu, żeby stanowczo powiedzieć nie. Była dobrym materiałem na psychologa, choć nie była Bogiem i nie wiedziała wszystkiego. Też miała problemy, posiadała wiele wad, których może nie było widać na pierwszy rzut oka. Daleko było jej do ideału, ale nigdy nie dążyła do perfekcji. Wiedziała, że to niezdrowe. Starała się znaleźć równowagę, która sprawiała, że na ogół czuła się szczęśliwa. Skłamałaby mówiąc, że była w stu procentach spełniona. Kiedyś nieco inaczej wyobrażała sobie swoje życie. Miała na karku trzydziestkę, posiadała pewien bagaż doświadczeń i wciąż nie zdołała się ustatkować. Nie spełniła tak wielu marzeń – nie otworzyła własnego gabinetu, nie zaczęła doktoratu, nie znalazła miłości życia i nie urodziła dziecka, o którym tak bardzo marzyła. Phoebe była ciepłą i bardzo rodzinną osobą. Pragnęła dość przeciętnego życia, nie potrzebowała wiele. Nigdy nie marzyła o wielkiej fortunie. Chciała po prostu otaczać się ludźmi, których kochała.
Phoebe wiedziała, że nałogi były okrutne. W swojej pracy często spotykała się z ludźmi, którzy byli uzależniony od różnego rodzaju używek. Alkohol, papierosy, dopalacze, miękkie narkotyki, twarde narkotyki. Przerobiła chyba każdą możliwą kategorię, przecież pracowała w policji już parę ładnych lat. Wiedziała, że jej znajomej nie było łatwo. Leanne miała w życiu pod górkę. Podejrzewam, że Pheebs wiedziała, coś na temat jej trudnej przeszłości. Może nie wszystko, ale znała parę istotnych szczegółów.
— Owszem, nie powinnaś — była nieugięta. Spojrzała na nią surowo, ale później zdała sobie sprawę, że trochę przesadziła. Nie chciała jej zniechęcić, dlatego zmieniła strategię. Ciężko westchnęła i pokręciła głową. — Mimo wszystko, jestem tu, żeby Ci pomóc. Musisz iść na terapię, inaczej to nigdy się nie skończy — wciąż brzmiała stanowczo, ale przez jej twarz przemknął łagodny uśmiech. Chciała, żeby Leanne zrozumiała, że ma w niej wsparcie. Pheebs nie zamierzała jej oceniać. Pragnęła jedynie pomóc. Zależało jej, żeby Wheeler nareszcie wyszła na prostą.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 8 Kwiecień 2019, 14:03   
   Mów mi -  Darka


W swoim czasie życie naprawdę dało jej w kość. Tyle że ani trudne dzieciństwo, ani towarzystwo w jakim obracała się później, w żadnym stopniu jej nie usprawiedliwiało. To ona podejmowała decyzje – a to, że niektóre z nich były błędne, to już inna sprawa. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie. Nic, a nic. Była na przegranej pozycji głównie przez wzgląd na pewne nawyki, których nie potrafiła się wyzbyć. Można by rzecz, że przepadła. Czy aby na pewno? Starała się wyjść na prostą, a to, że międzyczasie zaliczała kolejne wpadki – to już inna sprawa.
Nie wiedziała, czego może, jak i czego powinna spodziewać się po Phoebe, bo z wiadomych względów była to relacja raczej jednostronna. To Leanne mówiła, a Phoebe słuchała. Zawsze. Bez wyjątku. Jednak teraz Wheeler tak naprawdę chciała czegoś więcej. Może nie zrozumienia, czy próby przemówienia jej do rozumu. Wsparcia. Potrzebowała wsparcia, a nie kolejnych kazań na temat tego, jak nieodpowiedzialną jest matką. Wystarczająco już nasłuchała się z ust kuzyna. Kuzynów. Caleb i Kyle w swoim czasie nie szczędzili jej uprzejmości – nic więc dziwnego, że w unikała ich niemal tak, jak ognia.
Terapia, to jedno słowo działało na nią tak, jak czerwona płachta na byka, chociażby dlatego, że dotychczas nie rozpowiadała wszem i wobec o swoich problemach. Sama terapia kojarzyła jej się między innymi z wszelkiego rodzaju spotkaniami w tak zwanym kółeczku i słynnym „cześć, jestem Leanne, biorę od iluś tam lat”. Nie mogła tego zrobić. Potrząsnęła więc głową na boki, ponownie wbijając wzrok w kobietę. Zmrużyła oczy, w milczeniu analizując możliwe opcje, jakie miała do dyspozycji, by ze smutkiem stwierdzić, że w gruncie rzeczy było ich niewieleTo tylko chwilowe. – powiedziała w pewnym momencie, starając się zignorować pewien irracjonalny lęk, który towarzyszył jej zawsze i wszędzie – Nie potrzebuję terapii. To.. – urwała, potrząsając głową na boki – To jest nieco bardziej skomplikowane. – ale tym razem musiała wziąć głęboki wdech. Phoebe znała jej historię – w mniejszym lub większym stopniu, nieważne. Znała ją i tak jak Leanne, powinna wiedzieć, że ten stan – ten obecny – generalnie nie trwał specjalnie długo i był oznaką tego, jak słaba była odporność psychiczna Leanne. Kryzys. Przechodziła kryzys, nic więcej.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 20 Kwiecień 2019, 21:44   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


Owszem, przeszłość w żadnym stopniu jej nie usprawiedliwiała, lecz doskonale obrazowała jej motywy. Leanne nie była zła bez powodu. Prawdę mówiąc, Phoebe w ogóle nie uważała, że była zła. Wręcz przeciwnie, znała ją i wiedziała, że miała też tą dobrą stronę. Popełniła kilka błędów i trochę się pogubiła. Narkotyki sprawiały, że nie była w pełni sobą. Popadała w błędne koło, zaniedbując dzieci i inne ważne sprawy. Ewidentnie nie radziła sobie z dorosłym życiem. Brunetka miała nadzieję, że nikt niczego nie zauważył. Nie chciała, żeby jej znajomą zainteresowała się opieka społeczna albo co gorsze, policja. I tak miała już pod górkę. Phoebe stwierdziła, że będzie lepiej, jeśli załatwi to na własną rękę. Czuła, że temu podoła.
Phoebe była dobrym słuchaczem, była do tego przyzwyczajona, ponieważ tego wymagała jej profesja. Cieszyła się, gdy mogła komuś pomóc. Długo nie potrafiła pogodzić się z myślą, że nie zbawi całego świata. Wiedziała, że nie zdoła pomóc wszystkim, ale mogła przynajmniej spróbować. Dawała szansę niemal każdemu, ponieważ uważała, że nikt nie był zły z natury. Rzeczywistość była okrutna i często sprawiała, że ludzie podejmowali niefortunne decyzje.
— Znam Cię. Dobrze wiemy, że to nie jest tylko chwilowe. Wychodzisz na prostą, a później znów wracasz do nałogu — stwierdziła z ciężkim westchnieniem. Przeczesała swoje ciemne włosy i uważnie przyjrzała się swojej rozmówczyni. Musiała przyznać, że wyglądała raczej kiepsko. Była zmęczona, schudła i pobladła. Nałogi były okrutne i nie oszczędzały nikogo.
— Owszem, potrzebujesz. Tylko wydaje Ci się, że masz wszystko pod kontrolą. Gdy przychodzi kryzys, to kompletnie sobie nie radzisz — była szczera, może nieco przesadnie szczera, ale starała się jej uświadomić, że naprawdę miała problem. Niemal każdy uzależniony twierdził, że tak naprawdę nie był uzależniony. Jeśli Leanne chciała wyjść na prostą, musiała uświadomić sobie pewne rzeczy. — Nie twierdzę, że powinnaś od razu iść do ośrodka, ale powinnaś poważnie rozważyć regularne wizyty u psychologa — odparła, patrząc na Wheeler. W jej głosie pobrzmiewała nadzieja. Liczyła, że zdoła przemówić jej do rozsądku, lecz była realistką. Wiedziała, że nie będzie łatwo. Leanne była uparta, jak na prawdziwą kobietę przystało.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 28 Maj 2019, 16:33   
   Mów mi -  Darka


Błędne koło – chyba tak można było z powodzeniem nazwać to, co wyprawiała Leanne. Phoebe prawdopodobnie miała rację, w końcu nazywając to wszystko po imieniu. Wheeler nie należała do osób, które jakoś specjalnie mocno stąpały po ziemi i doskonale wiedziały dokąd zmierzały – ona nie wiedziała. Przynajmniej na razie nie miało to ulec zmianie. Z drugiej zaś strony, Wheeler nie musiała zbytnio martwić się policją, podczas gdy nadal miała tak zwane plecy w FBI i w razie czego jakoś to będzie. Nadal figurowała jako informator – teraz już bardziej pod względem takim, że miała dojścia – a z kogoś, kto może bez większych problemów dostać się do gniazda pełnego os, żaden zdrowy na umyśle agent nie zrezygnuje. Tyle że o tym wiedziało w gruncie rzeczy niewiele osób – ledwie garstka, którą mogła zliczyć na palach jednej dłoni. W pewnym momencie więc potrząsnęła tylko głową na boki. – Nie wiesz wszystkiego. – rzuciła beznamiętnie, wstając ze swego miejsca – Nie znasz wszystkich faktów. – o których, rzecz jasna, Wheeler nie może poinformować pani psycholog. Rzecz jasna, jak większość osób w podobnym położeniu, nie było mowy, by przyznała się do swoich słabości i tego, że w gruncie rzeczy to potrzebuje kogoś, kto przynajmniej spróbuje jej pomóc. Nie potrzebowała żadnej pomocy. Sama sobie świetnie radziła – a przynajmniej do pewnego momentu. Wiedziała, że przede wszystkim musi skupić się na dzieciach. Musi, nie ma innej możliwości. Prychnęła w pewnym momencie. – Myślisz, że regularne wizyty u psychologa coś dadzą? – bo ona w to wątpiła. Zresztą, w tej chwili była w stanie podważyć niemal każdą teorię, każde słowo, jakie miało paść z ust Phoebe. Potrząsnęła głową na boki – Nie odpowiadaj. Wiem, co powiesz. Może nie od razu, ale na pewno przyniosą jakiś efekt, czy coś w tym rodzaju. Nie rozumiesz. To.. – urwała, a już po chwili wykonała krok w kierunku drzwi – Nieważne. – powiedziała krótko, po czym bez słowa opuściła pomieszczenie. Musiała to wszystko sobie poukładać. Wszystko, bez wyjątku.

/zt x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Maxwell Whitaker


Jestem w Chicago od
jakiegoś czasu



33
żołnierz

Freya nie daje mu spokoju

Mieszkam w
Streeterville

Maxwell

Whitaker

Wysłany: 8 Czerwiec 2019, 23:57   

    #5

Wszystko zaczęło się ledwie kilkanaście tygodni temu, gdy na nowo przerabiał tak zwany rachunek sumienia. Szanse na powrót do wojska, w chwili obecnej, były dla Whitakera praktycznie zerowe – głównie przez wzgląd na stan psychiczny. To właśnie był główny powód, dla którego chwilowo całkowicie powinien zapomnieć o powrocie o tej pracy. Pewne zachowania Whitakera w określonych okolicznościach były, delikatnie mówiąc, niepokojące. Po przeanalizowaniu wszystkich możliwych opcji, zdecydował się na równie ryzykowny krok – dla niego była to tylko formalność.
Zajęcia w akademii przez większość czasu były niezwykle nurzące. Bez większych problemów obchodził się z bronią, w bezpośredniej walce również nie miał sobie równych. Mimo to, nie sprawiał wrażenia kogoś, kto szczególnie pragnie wyjść przed szereg. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu, pewnego bardzo słonecznego dnia nie dane mu było dotrzeć na trening w akademii policyjnej. Jak się okazało kilka godzin później w wydziale zabójstw rozpaczliwie potrzebowali tak zwanej „świeżej krwi”, czyli kogoś, kto w żaden sposób nie rzucał się w oczy, ani też nie był w ogóle kojarzony z miejscową policją. Biorąc pod uwagę umiejętności Whitakera i bezsprzeczne obeznanie z bronią, to właśnie on wydawał się być idealnym kandydatem do kolejnej sprawy prowadzonej właśnie przez wydział zabójstw.
Jak wspominałam – Whitaker nie wychodził przed szereg. Tym razem nie było inaczej. Nazajutrz pojawił się na komisariacie. Międzyczasie zdążył już zorientować się mniej więcej w całej tej sprawie oraz w czym rzeczywiście tkwił problem. Musiał wiedzieć.
- Swoją drogą, naprawdę sądzicie, że angażowanie tą sprawę kogoś, kto jeszcze oficjalnie nawet nie ukończył akademii, jest słuszne? – zagadnął blondynkę, z którą prawdopodobnie przyjdzie mu pracować. No, przynajmniej w ten sposób zrozumiał wcześniejszą wypowiedź sierżanta. Tak z ręką na sercu, z niewiadomych przyczyn do całej tej sprawy podchodził nieco sceptycznie. Czemu? Był tylko facetem, a w jego oczach blondyna sprawiała wrażenie kogoś, kto zawsze stawia na swoim. Cóż. On również stawiał na swoim.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum
 
Lily Cunningham


Jestem w Chicago od
Dziesięciu lat



29
Rozwiązuje zagadki

I never trust a playboy, but they love me

Mieszkam w
Jefferson Park

Lily

Cunningham

Wysłany: 30 Czerwiec 2019, 01:33   

    #4
W życiu Lily wszystko zdążyło wrócić już do względnej normy, choć wciąż nie było idealnie. Ostatnie miesiące były dla niej wyjątkowo trudne. Nie tylko pod względem zawodowym, ale i prywatnym. Zakończyła wieloletni związek, a później straciła partnerkę, z którą pracowała przez lata. Poznały się jeszcze w akademii i razem wspinały się po szczeblach policyjnej kariery. Były takie szczęśliwe, gdy rozpoczęły pracę w wydziale zabójstw i awansowały do rangi detektywa. Czuły się wtedy takie ważne i potrzebne. Obie odnosiły nieodparte wrażenie, że robią coś ważnego. Nie woziły się już tylko radiowozem i nie wypisywały mandatów za złe parkowanie. Otrzymały obowiązki, które stanowiło dla nich pewnego rodzaju wyzwanie. Długo radziły sobie naprawdę dobrze. Chyba nikt nie podejrzewał, że dwie piękne blondynki stworzą tak udany i przede wszystkim skuteczny duet. Sprawy skomplikowały się, gdy podczas jednej akcji nie zachowały należytej ostrożności. Wpakowały się w kłopoty i obie zostały postrzelone. Lily wyszła z tego cało, ale jej partnerka zmarła w drodze do szpitala. Minęło trochę czasu, ale Cunningham wciąż nie potrafiła dojść do siebie. Czuła się winna, ponieważ nie zdołała jej ochronić. Może jeśli zareagowałaby szybciej, wszystko wyglądałoby teraz inaczej? Do czynnej służby wróciła stosunkowo niedawno, ponieważ musiała przejść testy sprawnościowe i psychologiczne.
Aktualnie jej zespół pracował nad naprawdę dużą sprawę. Mieli masę tropów, ale wszystkie prowadziły donikąd, ponieważ dowody nie były wystarczające. Wytypowali kilku podejrzanych, ale potrzebowali kogoś, kto mógłby bliżej się im przyjrzeć, nie rzucając się przy tym w oczy. Kiedy Lily dowiedziała się, że ma pomagać im nowicjusz, była nastawiona dość sceptycznie. Jeszcze bardziej nie podobał jej się fakt, że mężczyzna miał zostać jej nowym partnerem. Nie lubiła bawić się w niańkę, dlatego liczyła, że przyślą jej kogoś kompetentnego.
Gdy skończyło się zebranie, spojrzała na swojego nowego towarzysza i uważnie zbadała go wzrokiem. Słysząc jego słowa, delikatnie zmarszczyła brwi. — Nie, ale to nie ja tu dowodzę — stwierdziła i bezradnie rozłożyła ręce. No cóż, zdawała sobie sprawę, że swoimi słowami nie dodała mu otuchy, ale Lily nigdy nie owijała w bawełnę. — Mam nadzieję, że wiesz, jak trzymać broń — odparła nieco kąśliwie i sięgnęła po kubek z kawą. Potrzebowała solidnej dawki kofeiny, żeby się rozbudzić.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 9