Poprzedni temat «» Następny temat
#11 Hack the system all night long
Autor Wiadomość
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 25 Sierpień 2019, 20:51   #11 Hack the system all night long

[4]


Tak jak pisał. Potrzebował pomocy, bo sam nie był z technologią za pan brat. Miał od tego ludzi, a raczej znajomą, która jakimś cudem, jeszcze nie miała pojęcia, czym tak naprawdę się zajmuje. Także bez zbędnych farmazonów napisał do niej o małą przysługę. Pomoc w namierzeniu gościa, który ostatnio wystrychnął go na dudka i zabrał cały towar, nie otrzymując za niego zapłaty a jedynie srogie lanie. Miał farta, że nie postanowili użyć broni, bo wtedy jego istnie beznadziejnie życie skończyłoby się przedwcześnie. Co prawda, nikt by po nim nie płakał, ale on miał jeszcze kilka celów, które chciał w życiu osiągnąć. Rana postrzałowa nie była jednym z nich.
Kilka smsów i termin ugadany. Wieczorna pora, taka, którą on uwielbiał. Mógł podwędzić komuś samochód bez najmniejszych podejrzeń, dlatego idąc uliczką, wcześniej upewniając się, że nie ma kamer, skręcił w zaułek, gdzie stał całkiem ładny mercedes. Właściciel na pewno go odnajdzie. Co z tego, że w innej części miasta? Nawet ryski na nim nie będzie, już on o to zadba. Musiał pozostać nieuchwytny, dlatego po zajechaniu na miejsce pozbył się śladów użytkowania wozu. Podskoczył kilka metrów dalej do pizzerii, w której zamówił dwie porcje na wynos i ruszył żwawym krokiem do mieszkania kumpeli.
Boże... Gold Coast. Miejsce bogaczy i świrów skupionych jedynie na czubku swojego nosa. Tragedia z punktu widzenia chłopaka urodzonego w Canaryville, gdzie w domu potrafiło brakować prądu, ale to głównie przez gapiostwo ojca, który po wypiciu wódki zapominał o błogim świecie i dzieciach. Z drugiej strony to wielka szansa dla takich rabusiów jak on. Tyle rzeczy do zwinięcia. Drogie auta, telefony, zegarki, portfele wypchane zielonymi, aż pękające w szwach. Żyć nie umierać. Z taką myślą pojawił się pod drzwiami apartamentu Rosemarie. Początkowo, mieli się spotkać u niego, ale kumpel postanowił mocniej zabalować więc automatycznie, lepiej nie zapraszać gości, zwłaszcza jeśli chodziło o jego "pracę". Poza tym on tylko tam pomieszkiwał. Nie miał swojego miejsca na ziemi.
Grzecznie zapukał, choć równie dobrze mógł wejść, kręcąc magicznym drucikiem w zamku, mówiąc, że drzwi były otwarte, ale wolał zachować pozory bycia dobrym chłopcem. Poczekał chwilę, a kiedy drzwi stanęły przed nim otworem, a w nich znajoma, uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Mam jedzenie, tak jak było w zamówieniu, a dodatkowo zaopatrzyłem się w dobry humor! - tak to było najważniejsze. Jedzenie i nastawienie. Zarzucił skórzaną kurtkę na wieszak, zdjął buty i przeszedł do kuchni. Był tutaj już kilka razy, więc nawet nie czekał na jakieś pozwolenie.
- Twojego chłoptasia nie ma w domu? - szlag. Zaraz wyjdzie na to, że ją niedawno śledził, a to nie prawda. Po prostu przechadzał się ulicami miasta i zauważył, jak szła z jakimś kolesiem. Jeszcze sporo musi się dowiedzieć o dziewczynie, bo poza zdolnościami do hakowania, które były mu niezwykle potrzebne, była też osobą, a nie przedmiotem, który wykorzystywał w jednym celu - pomocy w kradzieżach i zacieraniu śladów. Powinien ją chyba lepiej poznać, ale to oznaczało otworzenie się przednią również z jego strony, a tego chciał uniknąć. Im mniej wie, tym lepiej.
Wlał sobie trochę wody z kranu do szklanki, którą znalazł w górnej półce i podążył z pizzą do salonu, gdzie widział laptop leżący na kanapie.
- Robiłaś coś konkretnego i Ci przerwałem Harlow? - spytał, sadowiąc swoje szanowne cztery litery na sofie, tuż obok dziewczyny.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Rosemarie Harlow


Jestem w Chicago od
prawie zawsze



25
haker

Crazy about you, darling

Mieszkam w
Gold Coast

Rosemarie Vivienne

Harlow

Wysłany: 30 Sierpień 2019, 10:43   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    #43

Z ręką na sercu, Harlow nie planowała tego wieczoru żadnych gości – szkoda tylko, że nie zdążyła wyłączyć telefonu. Gdyby zrobiła to ledwie kilka, może kilkanaście minut wcześniej, mogłaby spokojnie zaszyć się w swoich czterech ścianach, w swoim świecie, ze swoimi problemami. A problemów miała mnóstwo; brak narkotyków coraz bardziej dawał jej się we znaki. Była rozdrażniona i niewiele wystarczyło, by wpadła w furię. W dodatku ten ból. Ból fizyczny i ogień w żyłach. Prawdopodobnie właśnie z tego powodu początkowo Rosemarie nie chciała zgodzić się na spotkanie. Nie miała do tego głowy. I chęci. Jednak ostatecznie złamała się, wyznaczyła miejsce dla niej najwygodniejsze i pozornie najbezpieczniejsze. Ta, powiedzmy.
Niechętnie otworzyła drzwi. W przeciwieństwie do nocnego gościa, Rosemarie wcale nie emanowała żadnym entuzjazmem. Właściwie, nawet się nie uśmiechnęła, tylko bez słowa wpuściła chłopaka do środka, a następnie zamknęła za nim drzwi dosłownie na wszystkie możliwe zamki. Westchnęła jeszcze, zanim faktycznie ruszyła się w ślad za Anthonym, lecz zamiast udać się stricte do kuchni, od razu zajęła swoje miejsce na kanapie. Jednak aneks kuchenny to dobra rzecz, ot co.
Jedzenie masz, bo sama Ci kazałam je przynieść. To najlepsza z możliwych kart przetargowych. – oczywiście, w jej przypadku. Miała dodać coś jeszcze, lecz pytanie Russell’a ewidentnie zbiło ją z tropu. Skąd..? Nie wiedziała. Była niemal pewna, że nie miała jeszcze okazji zwierzyć się Anthony’emu z tego, co działo się między nią, a Aidenem. Ale o nic nie pytała. Potrząsnęła tylko głową przecząco – Jest w Primary. – rzuciła w odpowiedzi, nie wnikając w szczegóły. Przemilczała tylko fakt, że zazwyczaj i ona tam była, nieustannie rozpraszając go swoją obecnością. Tym razem było inaczej. Tym razem nie czuła się na siłach, by w ogóle wyjść z domu. Mimo to, zaraz ponownie potrząsnęła głową przecząco w odpowiedzi, co również nie mijało się z prawdą. Nie robiła nic konkretnego, z wyjątkiem prowadzenia wewnętrznej walki samej z sobą i swoimi słabościami.
Nawet gdybym była zajęta i miała ciekawsze rzeczy do zrobienia.. – tu urwała, wbijając wzrok w towarzysza – I tak nie dałbyś mi spokoju. Co znowu? Po co naprawdę Ci te kamery? – bo oczywiście, totalną idiotką nie była i jakoś… musiała o to spytać.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 3 Wrzesień 2019, 11:25   

- Tu masz racje. - zdecydowanie jedzenie było jedną z kart przetargowych, dzięki której nie pocałował klamki i mógł się spotkać z przyjaciółką a przy okazji odwidzięczyć ludziom, którzy go pobili. Bardzo dobrze, że pizza nie kosztowała go więcej, bo przez ostatnią akcję uszczuplił mu się trochę budżet, ale odkuje się. W niedalekiej przyszłości planował coś spektakularnego i jeżeli dopilnuje każdego szczegóły pochwali się całkiem niezłą sumką.
- O proszę, czyli pracuje w barze. - kolejne informacje które warto zarejestrować, w razie jakby potrzebował kiedys pomocy. Może uderzy do niego kiedy będzie chciał się napić, a będzie spłukany? Liczyl na darmowego drinka, skoro znał się z jego dziewczyną.
- Pewnie, że nie dałbym Ci spokoju, Pani Włamię Się Wszędzie. - uśmiechnął się przyjaźnie, jednak zaraz słysząc kolejne pytania, nieco się skrzywił. Nie chciał mówić prawdy. Nie lubił kłamać ale nie miał wyboru tak jest bezpieczniej dla Rosemarie. Poza tym kto by chciał się przyjaźnić ze złodziejem? No nikt, dlatego pora na dobre kłamstwo.
- Już Ci mówiłem. Pobito mnie, pamiątkę mam chociażby tutaj. - wstał i podciągnął koszulkę. Cała lewa strona żeber była fioletowo zielona. Pamiątka, która powoli się goiła.
Kiedy siadał, z kieszeni spodni wyleciał malutki woreczek z białą substancją. Otworzyl szerzej oczy, rozumiejąc z czym ma do czynienia. Zaraz wziąl go do ręki i niewinnie się uśmiechnął.
- Tego chyba nie powinienem mieć - zażartował. - Spokojnie nie sprzedaje, to jest na mój użytek. - bujda, on nigdy nie brał, a załatwiał dragi tylko dla kolegi. Już miał je schować, kiedy Harlow położyła na nich dłoń. Lekko się zdziwił ale nic nie powiedział. - Jeśli chcesz to proszę. - stwierdził bez zastanowienia. Nie znał na tyle Rose aby wiedzieć, że ma problem z uzależnieniem, niestety, bo gdyby tylko miał o tym jakiekolwiek pojęcie nigdy nie pozwoliłby jej wziąć woreczka.
- W każdym razie, potrzebuję nagrań sprzed trzech dni, róg ulicy na której jest Tilden High School. Chce sprawdzić tych gości. Umówiliśmy się na... - szukał dobrego słowa, aby zaraz nie wydać się czym tak naprawdę się zajmuje. - spotkanie i miałem im sprzedać takie antyki... Nie poszło to po mojej myśli i teraz chciałbym to zgłosić na policje. Dasz radę ich znaleźć? - wierzył, że Harlow jest na tyle zdolna, aby zrobiła to bez najmniejszego problemu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Rosemarie Harlow


Jestem w Chicago od
prawie zawsze



25
haker

Crazy about you, darling

Mieszkam w
Gold Coast

Rosemarie Vivienne

Harlow

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 22:30   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Jedno było bardziej, niż pewne – dla Rosemarie nie było rzeczy niemożliwych. Bez większych problemów potrafiła złamać kolejne zabezpieczenia, byle tylko zdobyć coś, na czym aktualnie jej zależało. Jeśli miała zrobić coś dla kogoś innego – musiała albo tego kogoś faktycznie lubić lub widziała w tym jakiś interes. W przypadku dzisiejszego gościa, odpowiednia była pierwsza opcja. Z jakiegoś powodu naprawdę polubiła tego chłopaka i czy chciała, czy nie, nie mogła odmówić mu kolejnej przysługi. Zanim jednak zgodzi się ostatecznie, musi dowiedzieć się, po co cała ta szopka z monitoringiem. Nie mówiąc nic, tylko przyjrzała się Anthony’emu, czekając na ciąg dalszy. Komentarz na temat Aidena zbyła jedynie wywróceniem oczami, ani nie potwierdzając, ani nie negując tej informacji. Czyli nic nowego w zachowaniu Harlow.
Narażasz się. – mruknęła, pół żartem, pół serio. I znów wzniosłaby oczy ku niebu, gdyby nie to, co zobaczyła w następnej chwili. Machinalnie pochyliła się w jego kierunku, samodzielnie ujmując w dłonie skrawek koszulki i podciągnęła materiał jeszcze wyżej, a palcami drugiej dłoni delikatnie przesunęła po zasiniaczonym miejscu – Byłeś z tym u lekarza? – spytała natychmiast, puszczając jego koszulkę i wróciła na swoje miejsce – Przebadałeś się? – to dla niej było ważniejsze, niż cokolwiek innego. Chyba. Bo miała dodać coś jeszcze, lecz zaraz jej uwagę przykuło coś zupełnie innego. Coś, co już po chwili trzymała między palcami. Był to najmniej odpowiedni moment, w którym prochy znalazły się w jej zasięgu. Nie słyszała tłumaczeń Anthony’ego. Nie słyszała tego, co niej mówił. Serce biło jej jak oszalałe, a jego pulsowanie czuła nawet w skroniach. Zamknęła oczy, na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Powinna to odłożyć. Powinna.. Mocno zacisnęła palce na woreczku, w ostatniej chwili upewniając się, czy aby na pewno Anthony nie ma nic przeciwko. Nie miał. Chyba. Zeszła z kanapy, by chwilę później klęknąć przed stolikiem. – Dostaniesz to, czego chcesz. – rzuciła, nie patrząc już w kierunku gościa. Ze skupieniem rozsypała prochy na gładkiej powierzchni, a następnie uformowała je w dwie kreseczki. – Ale najpierw sprawdzę, czy to jest warte całego zachodu. – było jasne, o czym mówiła. Prochy traktowała jako zapłatę za kolejne włamanie i zdobycie materiałów. Tak więc, nim Anthony zdążył powiedzieć cokolwiek, po kreseczkach nie było już choćby najmniejszego śladu. Dała sobie chwilę, westchnęła ciężko, opadając na podłogę i oparła się plecami o kanapę. Chwila. Potrzebowała chwili.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 7 Wrzesień 2019, 13:37   

- Jak zawsze. - bo nie przypominał sobie dnia, kiedy by się komuś nie naraził. Jeśli to nie byli ludzie z Canaryville, to najczęściej znajomi, którzy po prostu mieli go dość. Zawsze coś odwalał i nigdy nie było z nim spokoju, dlatego mało kto zostawał przy nim na dłużej jak przyjaciel. Miał niezwykłego farta, że Rose jeszcze mu nie kazała się wynosić. Tyle razy ile wykorzystał jej hakerski geniusz to się w głowie nie mieści, a on nic nie dawał w zamian, no może poza swoją denerwującą obecnością i oderwaniem się od szarego życia. Oczywiście stwarzał przy tym pozory niewinnych akcji, a wymówki jakie stosował łatwo można było podważyć, ale często prosił Harlow aby nie pytała po co potrzebuje danej rzeczy. Tym razem było inaczej. Musiał dać jej coś, żeby nie nabrała podejrzeń.
- Coś ty, zaraz by zawołali policje, a tego mi nie potrzeba. - odpowiedział natychmiast puszczając koszulkę. Lekko skrzywił się kiedy usiadł, bo ból do tej pory nie zniknął ale było lepiej niż kilka dni temu. - Nic mi nie jest. - nie miał zamiaru latać po lekarzach i tlumaczyć tego co się stało. Zostal pobity, nic mu nie jest, taka wersja jest najlepsza!
- O taka zmiana mi się podoba! - bo naprawdę zależało mu na znalezieniu tamtego gościa. Gdyby tylko wiedział jak bardzo nawalił tym woreczkiem, to najpewniej chciałby cofnąć czas. Niestety tak się nie stanie, bo on dalej żył w błogiej nieświadomości, że jego kumpela była uzależniona. Był jeden plus - nie musiał się dłużej tłumaczyć po co potrzebuje nagrań.
Czekał dając Rose tyle czasu ile potrzebowała, w międzyczasie rozsiadł się wygodnie na kanapie i wziął sobie kawałek pizzy. Zjadł go w szybkim tempie, bo jednak ciche burczenie w brzuchu było nie do zniesienia na dłuższą metę.
- To jak, zabieramy się do działania? - spytał z niemałą radością. Lubił ich współpracę, nawet jeśli sam nie znał się na obsłudze laptopa, to uwielbiał widzieć szybkie klikanie Rosemarie w odpowiednie klawisze. Czekał tylko na sygnał, na rozpoczęcie zabawy.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Rosemarie Harlow


Jestem w Chicago od
prawie zawsze



25
haker

Crazy about you, darling

Mieszkam w
Gold Coast

Rosemarie Vivienne

Harlow

Wysłany: 8 Wrzesień 2019, 12:16   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Obecność Russell’a praktycznie zawsze sprawiała, że życie Rosemarie stawało się, delikatnie mówiąc, ciekawsze. W tym negatywnym znaczeniu, oczywiście. Choć ostatnimi czasy Harlow była raczej grzeczna, a nawet kilkakrotnie wspomniała bratu o chęci pójścia na odwyk, to jednak nadal nie było równoznaczne z tym, że całkowicie odcięła się od tych złych nawyków. Gdzieś z tyłu głowy nadal zalegały jej te bardzo niewygodne myśli. Co szkodzi spróbować ten jeden ostatni raz..? Nikt się nie zorientuje, ani Aiden, ani Lysander. Nikt. I znikąd pojawił się Anthony, który wymagał od niej więcej, niż była w stanie mu dać. Kompletnie straciła głowę w chwili, w której prochy znalazły się w jej zasięgu, zapominając o swoim mocnym postanowieniu poprawy. Przestała zadawać niewygodne dla Anthony’ego pytania, co przecież nie mogło się dobrze skończyć. Nie było takiej, kurna, możliwości. Uwierzyła mu na słowo, czy też nie – to nie miało znaczenia. Nie drążyła tematu, mimo że to, co zobaczyła, autentycznie ją przeraziło. Nieważne, że po wszystkim chłopak prawdopodobnie będzie w jeszcze gorszym stanie. Nieważne, naprawdę.
Powody, dla których Anthony faktycznie do niej przyszedł, nie miały już dla niej znaczenia. Potrzebowała tylko chwili, by narkotyk – a przynajmniej pierwsza od bardzo długiego czasu działka, zaczęła działać. Uspokoiła się. Nie dłonie nie drżały jej tak, jak chwilę wcześniej. I była też bardziej chętna do współpracy. Mimo to, westchnęła ciężko. – Wiesz, że z tym skończyłam? – spytała w pewnym momencie, może trochę wymijająco. Uniosła głowę tak, by lepiej widzieć towarzysza. Nie chciała rozwodzić się na temat powodów swojej decyzji. Nie przy kimś, kogo w gruncie rzeczy za dobrze nie znała. I nie mówiąc nic więcej, zrobiła coś, co całkowicie przeczyło jej deklaracji sprzed chwili. Sięgnęła po komputer praktycznie bez słowa, również bez słowa zaczęła, jak to kiedyś powiedział jeden z jej znajomych, czarować. – Jeszcze raz. Ulica? Mniej więcej, godziny? Dzień? – jej ton był całkowicie obojętny, zupełnie jakby robiła to mechanicznie. Poniekąd, tak właśnie było. Nie czekała jednak na dodatkowe wskazówki ze strony Anthony’ego, bo w następnej chwili zupełnie bezwiednie ponownie sięgnęła po woreczek z prochami. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co robiła – wzięła niewielką ilość białego proszku na palec tylko po to, by wetrzeć go w dziąsło. Działa nieświadomie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 10 Wrzesień 2019, 23:11   

Złe decyzje mają swoje konsekwencje, ale Tony nie postrzegał dania narkotyków znajomej jako coś niepoprawnego. Jeśli tylko chciała spróbować to, czemu miałby jej zabronić? On nie miał nic przeciwko, chociaż sam jakoś nie za bardzo przepadał za tego typu substancjami. Nigdy nie wiedział jak Rosemarie bierze narkotyki albo cokolwiek innego uzależniającego. Był święcie przekonany, że to może jakieś kolejne 'poczęstowanie się nimi' ale nie zakładał uzależnienia. Co prawda, powoli nabierał podejrzeń, zwłaszcza po tym, jak szybko proszek zniknął ze stolika. Miał pewne obawy, ale zagłuszał je swoimi potrzebami, głównie, znalezienia swojego byłego klienta i odpłacenie się pięknym za nadobne.
- Skończyłaś? No ale dla mnie zrobisz wyjątek prawda? - uśmiechnął się, po czym zrobił minę kotka ze Shreka. No musiała mu pomóc. W końcu sam nie odnajdzie tego faceta. Jak się okazało, sięgnęła po laptopa, co Russell skwitował cichym hura, skupiając swój wzrok na ekranie. Nie nadążał za tym, co dziewczyna robiła, ale nie musiał, ważne, że ona wiedziała, co robi.
- Union Ave. Dziesiąta wieczorem, równo tydzień temu. - wyrecytował spoglądając na Harlow. - Dalej Cię podziwiam, ja nawet telefonu do końca używać nie umiem. - zaśmiał się, wyjmując swoją cegłę na stolik. Bez aplikacji, gier i internetu, ponieważ bał się namierzenia przez policję. Kartę co chwila zmieniał, także posiadanie jego numeru było względne, bo w jednym tygodniu mógł mieć ten a w kolejnym zupełnie inny.
- Nie boisz się, że ktoś kiedyś Cię złapie na tym? - podpytał, starając się za bardzo nie przeszkadzać w poszukiwaniach buziek, ludzi, którzy zdecydowanie pozwolili sobie na za dużo. Spoglądał na widoki z kamer, ale na razie żadna nie zarejestrowała nic.
- Poczekaj! - zawołał w pewnym momencie. - Możesz zatrzymać? - podpytał, a kiedy to zrobiła, zbliżył się do laptopa. - To on. - powiedział, wskazując palcem. Na ekranie widać było również moment transakcji, ale Russell cicho liczył, że Rose po prostu to zleje i nie zacznie zadawać niewygodnych pytań. - Znajdę gnoja. - warknął. - Dasz radę dowiedzieć się o nim coś więcej. Poszperać? Może w aktach policyjnych? - miał nadzieję, że Rose jeszcze troszkę mu pomoże.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Rosemarie Harlow


Jestem w Chicago od
prawie zawsze



25
haker

Crazy about you, darling

Mieszkam w
Gold Coast

Rosemarie Vivienne

Harlow

Wysłany: 14 Wrzesień 2019, 12:04   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Podstawowy problem polegał na tym, że sama Rosemarie, choć doskonale wiedziała, że nie powinna tego robić – bezmyślnie wyciągnęła rękę po prochy. Zadziałał instynkt i swego rodzaju głód, przy którym autentycznie nie była w stanie pohamować. W jednej chwili zapomniała o tym, co powinna, a czego nie. Zapomniała, co było właściwe, gdyż liczyło się dla niej tylko jedno – prochy. Prochy i ten stan, w którym wszystko zdawało się być łatwiejsze. Bzdury. Totalne bzdury. Nic nie było łatwiejsze. Wręcz przeciwnie. Z każdą kolejną działką było jej coraz trudniej zachować trzeźwe myślenie. Coraz trudniej było jej zachować spokój.
Na moment zamknęła oczy, jawnie ignorując wszelkie prośby Anthony’ego. To, że się złamie, było bardziej, niż pewne. Bo czego się nie robi dla znajomych? Potrzebowała jednak chwili, by pozbierać myśli. Musiała się skupić, zdecydowanie. W końcu westchnęła i naprawdę wzięła się do pracy. W milczeniu próbowała wyszukać odpowiednią lokalizację, wcześniej dostając się do odpowiedniej bazy. – Union Ave. Tydzień temu… – powtarzała pod nosem, kopiąc coraz głębiej i głębiej, a w końcu odnalazła to, czego potrzebowała – To naprawdę nic trudnego. Wystarczy się skupić. – mruknęła, co było ogromnym niedopowiedzeniem. Oczywiście, dla kogoś, kto robił to praktycznie od zawsze, rzeczywiście było to coś, co nie wymagało zbytnio zachodu. I nie mogła się nie uśmiechnąć. – Ty tak serio pytasz? – rzuciła, nawet nie unosząc wzroku na towarzysza – Jeśli mieliby mnie złapać, już dawno by się to stało. – brzmiało to tak, jakby naprawdę była nietykalna, ale przecież nie przyzna się, że kilkakrotnie miała już ten wątpliwy zaszczyt siedzieć w kajdankach i to nie tylko przez hakerstwo. Za posiadanie również. I jakąś tam awanturę w klubie. No, nie przyzna się. Nie ma mowy. – Na pewno? – spytała po chwili, gdy sama uważnie przyjrzała się twarzy z nagrania. Zanim doczekała się odpowiedzi, puściła nagranie raz jeszcze, tym razem w zwolnionym tempie, chcąc jak najbardziej zaznajomić się z tym, co się wówczas wydarzyło. I natychmiast jedna z jej brwi powędrowała do góry. – Może tak. Może nie. To zależy od Ciebie. Co tam się dzieje? – miała nie zadawać pytań? Cóż. Nie w tym życiu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

I don't know her, but she is teriffic actress

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 15 Wrzesień 2019, 12:22   

Niby nic trudnego, ale dla Tonego to, co robiła w tej chwili Harlow było niepojęte i raczej nie podejrzewał, że kiedyś będzie w stanie się tego nauczyć. Musiał się zadowolić pomocą znajomej, która i tak już wiele dla niego robiła. Powinien się w końcu jakoś odwdzięczyć, ale na to też przyjdzie czas. Starał się zbyt bardzo nie przeszkadzać, nie licząc tego pytania o złapanie, które od jakiegoś czasu chodziło mu po głowie. Nie da się zliczyć, ile razy Russell lądował na komisariacie. Zwykle udawało mu się wyjść z aresztu po jakiejś ckliwej historyjce i braku dowodów w sprawie, ale jednak hackowanie i niedanie się złapać to chyba wyższy poziom.
- No proszę, czyli mogę Cię nazywać Panią Nieuchwytną. - co chwila wymyślał jakieś nowe ksywki dla Rose, do czego można było już przywyknąć. Bawiło go to, dlatego nie zamierzał z tego rezygnować. W końcu mimo bycia złodziejem był chłopakiem, który naprawdę lubił żartować.
- Jestem stuprocentowo pewny, że to on. - powiedział, przyglądając się bliżej twarzy klienta. Oj, może się to skończyć najlepiej, ale on po prostu musiał dać mu nauczkę.
Kiedy dziewczyna przewinęła nagranie, lekko się skrzywił. Czyżby szukała dziury w całym? Jednak będzie pytać? A był tak blisko sukcesu.
- Nie odpuścisz Harlow? - warknął tylko i wstał z kanapy. Nie zamierzał jej mówić wszystkiego, ale zwykle jego historyjki trzymały się kupy, a tym razem było inaczej. Na szybko starał się coś wymyślić, ale widział zniecierpliwienie na jej twarzy. - Naprawdę, raz mogłabyś. - choć robiła to już kilka razy, a on za każdym razem miał o jedno zmartwienie mniej. Chyba limit się wyczerpał.
- Co dokładnie chcesz wiedzieć, hę? Tak jak wspominałem, byłem tam, aby sprzedać... antyki. - ta, Rose mogła łatwo zobaczyć, że to była broń, ale on dalej będzie szedł w zaparte. Równie dobrze może powiedzieć, że to były stare pistolety! - No i transakcja nie przebiegła po mojej myśli. Kiedy już oddałem im przedmioty, zamiast zapłaty dostałem łomot. To naprawdę nic. Proszę Harlow... Nie drąż tego dalej. Możesz go sprawdzić w bazie policji dla mnie, czy nie? - usiadł z powrotem na kanapie lekko naburmuszony. Im mniej Rose wie, tym lepiej, dlatego nie zamierzał mówić wszystkiego, bo sprowadzi na nich więcej kłopotów, niż by ktokolwiek chciał.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7