Poprzedni temat «» Następny temat
#8 You are my only hope
Autor Wiadomość
Ryland Attenborough


Jestem w Chicago od
Od kilkunastu lat



34
prokurator

Choroba przejeła kontrolę nad jego życiem

Mieszkam w
Gold Coast

Ryland Shane

Attenborough

Wysłany: 1 Wrzesień 2019, 17:39   #8 You are my only hope
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


    #1

Ryland powoli wariował w swoim domu. Był teraz w firmie zatrudniony na pól etatu, bo przez swoją chorobę nie mógł pracować w pełnym wymiarze godzin. On był kolejnym prokuratorem, który ze względu na swój stan zdrowia musiał w pewien sposób zrezygnować z wykonywania w pełni swoich obowiązków, ale co miał zrobić? Chemia naprawdę go osłabiała i nie był w stanie pracować tak jak dalej, ale też nie chciał zostawić obecnych pracowników ze swoimi sprawami, które prowadzi już od dłuższego czasu. Nie chciał też non stop siedzieć w swoim domu, bo dopadały go wtedy niewesołe myśli, a na to nie chciał sobie pozwolić. Musi być silny, bo chce wyjść z tej piekielnej choroby, która go dopadła. Chce być w końcu zdrowy, ale białaczka tyle czasu go się trzyma, że bywają momenty, iż nie da rady i rak go pokona. Fajne perspektywy w wieku trzydziestu czterech lat.
Jednak dzisiaj musiał wyjść z domu i postanowił, że w końcu odwiedzi Shelley – swoją najlepszą przyjaciółkę, która zna go lepiej niż ktokolwiek inny. Cieszył się, że ma te dziewczynę w swoim życiu, bo nie wiedział co by się z nim stało, gdyby nie jej wielkie wsparcie i słowa otuchy. Nie rozumiał więc dlaczego nie może w końcu spotkać kogoś, kto da jej szczęście, bo młoda nauczycielka zasługuje na to w stu procentach. Kochał ją i chciał jej szczęścia, ale chyba to ich łączy, bo Attenborough też nie miał teraz szczęścia w tym wszystkim, ale pogodził się, że jest sam, chyba tak jest lepiej.
Chwile przed czasem zjawił się przed drzwiami jej mieszkania i zapukał. Po chwili pojawiła się Rayne.
- Hej! - zawołał radośnie od razu ni z tego ni z owego zagarniając ją w swoje ramiona. Czyli tak jak zawsze to robił.
_________________

    Problem w tym, że jeśli ze strachu przed
    wrogiem otoczysz się murem obronnym, ten mur nie
    przepuści również przyjaciół.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Shelley Rayne


Jestem w Chicago od
wieków



28
Nauczycielka

a chrzanić to wszystko

Mieszkam w
Lincoln Park

Shelley

Rayne

Wysłany: 1 Wrzesień 2019, 23:34   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    #36

Nie mogła znaleźć szczęścia? Pokusiłabym się raczej o stwierdzenie, że Shelley nie raczej nie potrafiła tego szczęścia zatrzymać przy sobie. Niemalże za każdym razem znajdowała całe mnóstwo powodów, dla których musiała to szczęście odrzucić. Jak nie siostra, to jej własna choroba lub.. cokolwiek innego. Zawsze coś było ważniejsze. Zawsze. Jednocześnie też zawsze wychodziła z założenia, że nic na siłę. Nie narzucała się, jak niektórzy mogliby przypuszczać. Pozwoliła, by życie toczyło się własnym rytmem, nawet jeśli chwilami było bardzo, bardzo trudne. Starała się stawiać czoło nawet tym najmniejszym problemom, starała się pokonywać każdą przeszkodę – najczęściej bez większych sukcesów.
Najciekawsze jest to, z jaką łatwością przychodziło jej wspieranie bliskich, podczas gdy sama tkwiła w swego rodzaju zawieszeniu. Starała się – praktycznie za wszelką cenę – nie okazywać swoich słabości i tego, że jednak nie zawsze dawała sobie ze wszystkim radę. Jednak – jak już wielokrotnie było wspominane, Shelley zawsze stawiała potrzeby innych na pierwszym miejscu. I to kiedyś ją zgubi. A może już zgubiło?
Nie wiedziała, co z sobą zrobić. Praktycznie pół dnia zmarnowała na przeglądaniu starych dokumentów – tych, które jeszcze w poprzednim roku szkolnym nie była w stanie funkcjonować. Stare sprawdziany, karty pytań, karty odpowiedzi i inne tego typu rzeczy. A gdzieś między pomiędzy wypracowaniem jednego z uczniów, a listą zakupów znalazła coś jeszcze. Zdjęcia. Zaledwie kilka fotografii, na których pierwsze co dostrzegła, to swój uśmiech. Czyżby to wtedy właśnie była szczęśliwa? Dzwonek do drzwi. Zerwała się z podłogi, a pędząc w kierunku drzwi, niemalże potknęła się o własne nogi. Nic dziwnego, że z ust dziewczyny, praktycznie na dzień dobry i w ramach przywitania wydobyło się ciche, jakże nieprawdopodobne w jej przypadku, przekleństwo. W następnej chwili znalazła się w mocnym uścisku przyjaciela, przed czym nie oponowała. Nigdy. Nikogo nie powinien zdziwić też fakt, że w pewnym momencie odwzajemniła uścisk, by dosłownie chwilę później, praktycznie bez słowa poprowadzić mężczyznę do kuchni. Drugi pokój odpadał, skoro na podłodze znajdował się kawał jej życia, nie tylko na poszczególnych fotografiach. – Tylko proszę, nawet tam nie zaglądaj. – powiedziała w pewnym momencie, gestem wskazując na to, co znajdowało się za ścianą. Z drugiej strony, znała Rylanda na tyle dobrze, że doskonale wiedziała, co mógłby zrobić. Przejrzeć kolejne świstki papieru? A co to tam dla niego! Nabijać się z niej w nieskończoność za poszczególne notatki, czy inne śmieci, których dawno już powinna się pozbyć? Żaden problem. – Powinnam zadzwonić. – rzekła w końcu, opierając się o szafkę – Miałam parę rzeczy na głowie. Przepraszam. – spójrzmy prawdzie w oczy, Shelley przepraszała zawsze, za wszystko.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Ryland Attenborough


Jestem w Chicago od
Od kilkunastu lat



34
prokurator

Choroba przejeła kontrolę nad jego życiem

Mieszkam w
Gold Coast

Ryland Shane

Attenborough

Wysłany: 14 Wrzesień 2019, 18:45   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Trzeba powiedzieć, że nieźle się dobrali, bo w pewnych momentach ich życie wyglądało niemal identycznie. Ryland od wielu lat zmagał się z tą przeklętą chorobą, która w żaden sposób nie chciała ustąpić, przez co też nie mógł sobie układa życia, bo jaka kobieta zdecyduje się na związek z może śmiertelnie chorym facetem? Był w jednym poważnym związku, ale kiedy zaczęło się robić poważnie to kobieta go opuściła, więc jak ma komuś ponownie zaufać? Teraz musi skupić się na sobie i na wyjściu z choroby, jednak szczerze, to powoli już traci na dzieje na to, że się wyleczy do końca. nie uzewnętrznia tego nigdzie, ale takie niewesołe myśli dopadają go kiedy jest sam, albo podczas brania chemii, gdzie leży kilka godzin pod kroplówką. Coraz gorzej też się czuje po każdej dawce. Szczerze? Boi się jak cholera, ale robi dobrą minę do złej gry, jego wrodzony optymizm nie jest w stanie dopuścić do niego tych wszystkich niewesołych myśli i nadal zachował swoje cudowne poczucie humoru oraz szeroki uśmiech, który zawsze rozświetla jego twarz.
Ryland to traka osoba, która zwraca uwagę na wiele rzeczy, chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się inaczej, bo jak facet pewnie ma większość rzeczy w głębokim poważaniu, ale tak nie jest. Oczywiście, że zauważył zachowanie Shelley względem najbliższych, kochał ją za to, jednak swoje wie, jednak jak na razie milczy, tylko jest to do czasu. Będzie bardzo nalegał na ty, by Rayne w końcu się za siebie wzięła, ale w taki sensie, że musi zacząć myśleć o sobie, bo to nie skończy się za dobrze.
- Teraz to coraz bardziej mam ochotę, żeby tam zajrzeć. Nie mówi mi się takich rzeczy, Shelley. - powiedział karcącym tonem, ale w jego oczach cały czas błyszczały psotne iskierki. Dobrze znała mężczyznę i właśnie bardzo często postępował w taki sposób, ale dzisiaj sobie chyba daruje, bo nie ma siły na takie chocki klocki. - Nie musisz mnie przepraszać, Rayne. - dodał opierając się o blat. - Zrób mi dobrą kawę i będziemy kwita. - tym razem uśmiechnął się szeroko. - Przyszedłem do ciebie, bo dostaje w domu szału. - westchnął z rezygnacją pocierając swoją twarz.
_________________

    Problem w tym, że jeśli ze strachu przed
    wrogiem otoczysz się murem obronnym, ten mur nie
    przepuści również przyjaciół.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Shelley Rayne


Jestem w Chicago od
wieków



28
Nauczycielka

a chrzanić to wszystko

Mieszkam w
Lincoln Park

Shelley

Rayne

Wysłany: 21 Wrzesień 2019, 12:16   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


To wszystko właśnie sprowadzało się do tego, że rozumieli się lepiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Również Shelley nie miała łatwego życia, kiedy to od dziecka zmagała się ze swoją chorobą. Niemal zawsze znajdowała się gdzieś na uboczu, bo serce, bo mogło wydarzyć się coś złego. Dlaczego więc ktokolwiek miałby zwrócić uwagę na kogoś, kto wymaga przede wszystkim stałej uwagi? I musi stale się kontrolować? W końcu wystarczyła niewielka i z pozoru niegroźna infekcja, by na dobre zamknąć Shelley w szpitalu. Z drugiej strony, w większości przypadków to Shelley utrzymywała dystans wobec większości osób, z którymi miała styczność, zdając sobie sprawę z tego, że sama niczego nie może im zapewnić. Z pewnym wyjątkiem. Rylanda nie potrafiła odtrącić ot tak z dnia na dzień. Nie potrafiła wskazać mu drzwi. Być może powodem takiego zachowania Shelley było to, że sam Ryland nie traktował jej jak kogoś, kto lada moment mógł rozpaść się na kawałeczki?
Ona miałaby zająć się sobą? Ona? Było to nierealne, chociażby przez wzgląd na to, że ona świetnie sobie radziła. To inni wymagali uwagi z jej strony, żeby nie napisać, że.. opieki. Shelley zawsze znajdowała pretekst, by zająć się kimś innym – tudzież samym Rylandem, Clary lub kimkolwiek innym. Taka już była, niestety.
Mhm. Oczywiście. – mruknęła, przy czym mimowolnie uśmiechnęła się kącikiem ust. Machnęła ręką. A co jej szkodzi, hm? – Zresztą, jak chcesz, droga wolna. – dodała, kręcąc głową na boki. I to by było na tyle, bo już zaraz tylko ponownie utkwiła wzrok w mężczyźnie, zupełnie jakby w pierwszej chwili nie rozumiała, do czego zmierza. Skinęła głową twierdząco i bez słowa sięgnęła po kubek, a następne nalała wody do czajnika. – Mogłabym powiedzieć to samo o sobie. – mówiąc to, stanęła tak, że oparła się o szafkę, a wzrok utkwiła w mężczyźnie – Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo cieszę się, że zaraz wracam do pracy. Mówią, że nie powinnam się przemęczać, a już tym bardziej nadal unikać stresowych sytuacji, ale z drugiej strony… – urwała, kręcąc głową na boki. Czy kogokolwiek mógł zdziwić fakt, że Shelley najzwyczajniej w świecie nie była w stanie usiedzieć spokojnie na miejscu…? Chyba nie. – Co się dzieje? – musiała zadać to jedno pytanie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Ryland Attenborough


Jestem w Chicago od
Od kilkunastu lat



34
prokurator

Choroba przejeła kontrolę nad jego życiem

Mieszkam w
Gold Coast

Ryland Shane

Attenborough

Wysłany: 6 Październik 2019, 13:27   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Ryland od wielu layt walczył z chorobą, nie jest to od dziecka, ale czasami ma wrażenie, że jest to wieczność. Bardzo by chciał wykaraskać się z objęć tego piekielnego raczyska, ale jak na razie nie może. Czasami jest lepiej, a czasami gorzej, wiele zależy od samopoczucia jego umysłu, ale ciała również. Tak samo jak Shelley nie może złapać żadnego rodzaju infekcji, ponieważ może to się skończyć bardzo źle, a nawet jeszcze gorzej. Stara się, naprawdę się stara, ale nie może wiecznie siedzieć zamknięty w czterech ścianach, bo mimo że wyleczy się z raka to zostanie wysłany na zamknięty oddział psychiatryczny. Attenborough to osoba, która nie znosi siedzieć bezczynnie, musi mieć jakieś zajęcie, nie może być zamknięty w czterech ścianach, ale niestety choroba coraz częściej go do tego zmusza. Wiedział, że to wszystko tylko i wyłącznie dla jego dobra, bo chyba kiedyś mu się uda to zrobić, prawda? Cały czas miał taką nadzieje, bo bardzo tęsknił za swoim życie sprzed choroby. Był wolny i szczęśliwy, w sumie szczęśliwy nadal jest, ale bardziej jest to maska, którą przykrywa przygnębienie oraz złe samopoczucie, nie zawsze tak jest, jednak zdarzają się takie momenty.
- Zrobię to kiedy nie będziesz się spodziewać i z radością zakłócę twój artystyczny nie ład. - odparł puszczając do młodej nauczycielki oczko. Żartował oczywiście, nie miał zamiaru aż tak naruszać prywatności dziewczyny.
- Ileż można się tak zachowywać. - dokończył za Shelley, bo on sam wielokrotnie słyszał to piekielne zdanie i lekarz wypowiadał je za każdym razem, gdy ciemnowłosy był w szpitalu, czyli naprawdę dosyć często. Ryl bardzo rzadko się denerwował, ale to bardzo go wyprowadzało z równowagi. - Nawet nie wiesz jak to rozumiem. - westchnął. - Mam dosyć siedzenie w domu. - powiedział tylko nie chcąc za bardzo wdawać się w szczególy, bo znał Shelley i wiedział, że zamiast skupić się na sobie to cała jej uwaga spłynie na niego. Nie tym razem.
_________________

    Problem w tym, że jeśli ze strachu przed
    wrogiem otoczysz się murem obronnym, ten mur nie
    przepuści również przyjaciół.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Shelley Rayne


Jestem w Chicago od
wieków



28
Nauczycielka

a chrzanić to wszystko

Mieszkam w
Lincoln Park

Shelley

Rayne

Wysłany: 9 Październik 2019, 21:21   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Choroba – jakakolwiek by nie była – była w stanie zniszczyć wszystko. Tego jednego Shelley mogła być bardziej, niż pewne – w końcu ona sama była najlepszym przykładem tego, jak ogromny wpływ nie tylko na jej życie, ale i na życie jej bliskich miała właśnie choroba. W jej przypadku – wadliwe serce, które nieustannie dawało jej się we znaki. I nawet jeśli aktualnie wszystko wydawało się być w porządku – to nadal nie mogła całkowicie odpuścić. Nie mogła stracić czujności. Obowiązkowe badania kontrolne, przestrzeganie kolejnych zasad – autentycznie, musiała nauczyć się z tym wszystkim żyć. Szkoda tylko, że jakoś niespecjalnie jej się to udawało. Popełniała błędy – właściwie, jeden za drugim, jednocześnie jakoś nie do końca przejmując się tym, że może zaszkodzić sobie jeszcze bardziej. Z drugiej strony zachodziła głowę, jak inni poradzą sobie bez niej? W tym miejscu najbardziej martwiła się o siostrę, naturalnie.
Słowa mężczyzny skwitowała jedynie wzruszeniem ramionami. Wywróciła również oczami, próbując się przy tym nie uśmiechnąć. – Oczywiście. – mówiąc to, z uśmiechem na twarzy wyciągnęła w jego kierunku dłoń – A teraz proszę, dla mojego bezpieczeństwa, oddaj mi ten klucz, który przywłaszczyłeś sobie jakiś czas temu. – jak można się było spodziewać, uśmiech na jej twarzy wskazywał na to, że i ona żartowała. Szybko jednak schowała żarty do kieszeni, a ręce skrzyżowała na piersi, przy czym bezwiednie przesunęła spojrzeniem po towarzyszu. Zmrużyła oczy. Milczała. I ani na moment nie odwróciła wzroku od Rylanda, zupełnie jakby w ten sposób chciała prześwietlić go na wylot. Może i tak było? Jeśli chciał odwrócić jej uwagę od siebie, nie udało mu się to, niestety. – Domyślam się. – przyznała w końcu – Więc może w końcu dowiem się, co się dzieje? – spytała wprost, przekrzywiając głowę na bok. Oznaczało to, że nie odpuści. Nie tym razem. Bo czego innego Ryland mógł się po niej spodziewać, hm? Z jakiegoś powodu Shelley błyskawicznie przestawiała się na ten drugi, znacznie gorszy tryb, w którym wszystko i wszyscy byli ważniejsze od niej samej.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8