Poprzedni temat «» Następny temat
Bark N' Bites
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 17:39   Bark N' Bites

[align=center:5e2850971e][/align:5e2850971e]
 


profil
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 14 Sierpień 2016, 09:25   

// ze schroniska
Znalazłem, nanana. Może zdjęcie nie wskazuje na to, aby było jakieś super wypasione to miejsce, ale... Uznajmy, że jednak było. Że Clara i Elliot znajdą tutaj wszystko, czego było im potrzeba do adopcji psiej córki. Zostawiwszy więc auto na parkingu tego pro-zwierzęcego przybytku, swobodnie weszli do środka. Kellermana już od progu uderzył w nozdrza zapach... Właściwie to wszystkiego chyba. To było, niczym jedna wielka mieszanka zapachów. Kociego żwirku, psiej karmy, dziwnych przysmaków dla jeszcze dziwniejszych jaszczurek, trocin dla myszopodobnych... No wszystkiego. W sumie śmiesznie, bo to na dobrą sprawę wcale nie pachniało jakoś mega źle. Tylko przez krótki moment śmiesznie zakręciło go w nosie, ale marszcząc go maksymalnie - powstrzymał kichnięcie. Spojrzał na Clarę, bo widział, że ona to widziała. - No co? - szturchnął ją lekko łokciem w ramię, a potem skinieniem wskazał na dział z szelkami, obrożami, smyczami... Dla psów i innych, ale generalnie dla psów. - Chodź, wybierzemy jej coś ładnego. Szelki czy obroża? - zapytał, jednocześnie znów ciągnąc swoją udawaną dziewczynę za rękę w kierunku odpowiednich półek. Zanim tak naprawdę pozwolił jej tutaj spróbować, chooooć spróbować podjąć jakąś decyzję... Zrobił to on. Stanął przy szelkach. - Szelki. Jakieś takie... Mocarne. Będzie wyglądała jak pies policyjny. - no tak. I weź tu kurde mów o sprawiedliwym podziale rodzicielskim. - Zobaczysz, tak ją wytresuję, że jak kiedyś przyjdziesz z jointem w kieszeni to od razu będę wiedział. - zerknął na Walker, trochę podejrzliwie - nie powiem, że nie - bo się chyba dopiero teraz zastanowił czy ona w ogóle... Była fanką takich substytutów poprawiaczy nastroju.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Sierpień 2016, 10:11   

Gorzej niż w samym schronisku na pewno być nie mogło. Szczególnie, jeżeli sklep zoologiczny wiązał się ze wszelkiej maści jedzeniem i zabawkami dla zwierząt, które były nimi obsypywane przez właścicieli. Miały więc o tyle więcej szczęścia niż te ze schroniska, iż po prostu były przez kogoś kochane. Clarze w żaden sposób nie przeszkadzał panujący tam zapach i atmosfera. Co nie sprawiało, iż była ślepa na reakcje Kellermana. Widziała, jak kręcił nosem i chyba to ją rozbawiło.
- Nic. Marudzisz jak baba - odparła przekornie, pozwalając sobie na ten drobny żarcik, jak gdyby humor już do niej wrócił. Bo wszystko poszło szybko i sprawnie. Pies miał na nich czekać, a oni nie stali już przed ciężkim wyborem pupila.
Nie zdążyła udzielić mu odpowiedzi na zadane pytanie, a jedynie pozwoliła pociągnąć się we wspomnianym kierunku. Rozglądając się dookoła, czuła się zapewne tak, jak każdy facet w sklepie z ciuchami. Nie miała pojęcia, co się działo.
- Pies policyjny? Chcesz, żeby nasz pies wyglądał jak pies policyjny? Nie ma mowy - wymamrotała z jawną dezaprobatą dla tego pomysłu, mierząc wzrokiem wszystko to, co znajdowało się na półkach. - Jeżeli chciałeś mieć psa w pracy, trzeba było poprosić szefostwo. Ten pies nie zobaczy policyjnego munduru - podsumowała jeszcze, chwytając w dłonie pierwsze z brzegu szelki, dokonując ich dokładnych oględzin. Miała nadzieję, że jedynie żartował, bo ani myślała puścić Tequilę do pracy z nim.
Jego żarcik nijak jej jednak nie rozbawił. Chyba po raz pierwszy, od kiedy się znali. Wywróciła więc oczami, sięgając po kolejne szelki.
- Nie jaram tego świństwa - skwitowała krótko, zerkając na niego kątem oka. Sama nie była pewna, jakiej reakcji się spodziewała. Był zaskoczony? Przecież praktycznie każdy jej rówieśnik mógłby się obawiać tego typu groźby. A może był dumny, bo wyróżniała się na tle osób młodszych od niego? Uśmiechnęła się przekornie, zatrzymując spojrzenie na wysokości jego oczu. - Właściwie nie palę nawet papierosów - dodała jeszcze, wzruszając nieznacznie ramionami, jak gdyby dla niej było to coś zupełnie normalnego. Bo było.
- Może takie? - zagaiła, powracając do tematu szelek, które pokazała Kellermanowi. Te, o dziwo, wcale nie były różowe. - Czekaj, mam naszą listę - zadeklarowała, sięgając po wspomnianą karteczkę, aby nieco im te zakupy ułatwić i przyspieszyć. Wiedziała jednak, że wybór karmy odpowiedniej dla ich córki zajmie im wieki, toteż resztę dodatków chciała mieć z głowy.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 14 Sierpień 2016, 10:34   

Tylko mruknął coś gardłowo, bo WCALE NIE MARUDZIŁ, a nawet jeśli trochę to z pewnością NIE JAK BABA. To Clara zaczęła jojczyć, jak tylko Elliot wspomniał o tym wizerunku psa policyjnego i tak dalej. Aż ściągnął mocniej nad oczami brwi, kiedy mu tak wyskoczyła z tymi takimi… Matczynymi zakazami. – Nie chcę mieć psa w pracy, marudo. – powiedział stanowczo, bo… No nie. Nie wyobrażał sobie tego nawet, żeby jeździć na akcje z Tequilą i cały czas się o nią martwić. Sam musiał unikać oberwania kulką, a przy tym też dbać o formę swojej partnerki – Nikki. Pies by… Nie tyle przeszkadzał, ale… No jednak przeszkadzał. Tymczasem nawinął im się temat ewentualnych używek i taaak, Elliot był w jakimś stopniu dumny z Clary, kiedy ta zaprzeczyła temu, że cokolwiek takiego bierze, stosuje, lubi. Uśmiechnął się pod nosem, bo to były dobre wieści. Takie… Krzepiące? – To dobrze. Bo i tak bym ci nie pozwolił palić przy naszym dziecku. – w tym momencie za ich plecami przeszła jakaś kobieta, raczej w średnim wieku – pracownica sklepu - mimochodem zerkając na brzuch Clary. Chyba spodziewała się, że uświadczy tam wielki, ciążowy bebzol. A tu nic, płasko i… Tyle. Elliot to widział, ale nie skomentował. Łypnął tylko krótko za ową kobietą, ale szybko Clara skupiła jego uwagę nie tyle na sobie, co na pokazywanych szelkach. – Może takie. – przytaknął, bo wybrała naprawdę ładne. I przede wszystkim – nie różowe! Wziął egzemplarz tych „takich” do ręki i przyjrzał im się uważniej. – Są całkiem w porządku. – nieprzesadzone, ale eleganckie. Fajne. – No to odhaczaj tam. Szelki już mamy. – zdjął z uchwytu te, które podobały się im obojgu. Łypnął po sąsiednich półkach i wyhaczył na nich smycze. – Długa, krótka czy automatyczna? – zapytał, kiedy Clara wpatrywała się w swoją listę. Spojrzał na nią, a potem wskazał na to o co pytał. Smycze. Było ich tam naprawdę dużo. Dosłownie do wyboru, do koloru. – Ta trochę wygląda, jak pejcz… – przysunął się bliżej owej półki i wziął do ręki faktycznie taką trochę sado-maso. Zdjął ją z wieszaka i jego wzrok powędrował w kierunku damskiej pupy. Wyszczerzył się, jak drań, bo to jasne o czym od razu pomyślał. Ale JESZCZE niczego nie zrobił!
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Sierpień 2016, 12:14   

- Nie jestem marudą, marudo - jęknęła żałośnie, odgryzając mu się w ten mniej lub bardziej udany sposób. Ostatecznie pozwoliła sobie na dość ostentacyjne wzruszenie ramionami, bo zdawać by się mogło, że ową kwestię już sobie wyjaśnili i mieli w niej podobne zdanie - pies miał być wypieszczony i kochany, zaś nie posyłany do pracy z Kellermanem.
- Nigdy nie paliłabym przy dziecku! - zaprzeczyła, unosząc się może zbyt gwałtownie. Ale była szczera. Tak, jak nikotynowy dym nigdy specjalnie jej nie przeszkadzał, tak sama stroniła od wszelkiej maści używek i nałogów. Może poza alkoholem, który, wbrew pozorom, lubił chyba każdy. Nie sądziła jednak, że owa informacja aż tak go pokrzepi. I jednocześnie zwróci na nich uwagę jednej z ekspedientek, na co Walker odwróciła wzrok w zupełnie przeciwnym kierunku, czując, że jej policzki subtelnie się zarumieniły. Być może dlatego była mu wdzięczna za zignorowanie namolnego wzroku nieznajomej staruszki i zmianę tematu ich rozmowy.
- Automatyczna - odparła krótko, zerkając na wskazaną przez niego półkę. Trwało to jednak zaledwie ułamek sekundy, gdyż brunetka zajęła się poszukiwaniem długopisu, aby faktycznie móc odhaczać kolejne pozycje na sporządzonej liście potrzebnych dla psa rzeczy.
- Hm? - mruknęła, unosząc wzrok znad torebki, na dnie której udało się jej odnaleźć coś do pisania. Zmierzyła przenikliwym spojrzeniem najpierw smycz, potem sylwetkę Kellermana, a na sam koniec zatrzymała się na jego ustach. Tak uroczo wygiętych w szerokim uśmiechu. Przynajmniej dopóki nie zrozumiała, co chodziło mu po głowie. - Nawet nie próbuj - zastrzegła szybko, splatając swoje dłonie za plecami, jak gdyby chciała mu w ten sposób uniemożliwić dostęp do swoich pośladków. - Nie wiedziałam, że kręcą Cię takie rzeczy - wymamrotała jeszcze, zerkając na niego z ukosa, w ewidentnym rozbawieniu, ale i zaintrygowaniu jego skłonnościami, bo.. nie wyglądał na kogoś, kto lubował się w pejczach. Wywróciwszy więc oczami, sięgnęła po smycz, która wydawała się jej nieco bardziej odpowiednia, ale zdecydowanie mniej perwersyjna. - Taka?
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 14 Sierpień 2016, 15:55   

Trochę tą marudą jednak byyyyyła, ty, ja i Elliot, no i sama Clara też, wszyscy o tym wiemy. Nananana, możesz się kłócić ile tylko chcesz – PRAWDA POZOSTANIE PRAWDĄ i jest mojsza, niż twojsza. :lol: Jeśli zaś chodzi o tę nieszczęsną KOBIETĘ W ŚREDNIM WIEKU (dlaczego napisałaś „staruszkę”? xddd Ludzi około 50-tki masz już za starców? Rany.), Elliot nie widział, że Clara widziała. Myślał, że tylko on wyłapał to wymowne spojrzenie owej pani i dlatego nijak tego nie komentował, ale… No jak widać MÓGŁ.
- Bo nie kręcą. – odparował natychmiast, ale tę pejczowatą smycz wziął jeszcze w obie ręce i tak… Nie mam pojęcia jak to opisać, ale ściągając ją najpierw do wewnątrz, a potem szybko do zewnątrz, po prostu nią strzelił. Jak nie zrozumiałaś, to się tym nie przejmuj. Nie ma to żadnego znaczenia, bo ostatecznie pejczowaty egzemplarz wrócił na swoje miejsce, a Kellerman spojrzał na tę smycz, którą pokazywała mu teraz Clara. – Taka śmaka, za mała. Do dwudziestu kilogramów… Tequila waży z dobre dwadzieścia pięć. – tak stawiał pi razy drzwi, co nie? Ale z tego samego modelu i koloru, który oczywiście nie mógł być różowy, ani jakiś inny pstrokaty, była opcja dla większych czworonogów. Nie różniła się jakoś bardzo od tej poprzedniej. Może jedynie pasek był szerszy i pewnie mocniejszy, ale poza tym…? To samo.
- Dobra. Odhaczaj smycz. – teraz trzymał w rękach i szelki i smycz. Rozejrzał się dalej: - To co? Miski na żarcie i wodę czy legowiska? Co tam dalej masz? – przysunął się do Clary i bezczelnie zapuścił żurawia w tę jej całą listę. Nagle się skrzywił, bo: - Ale bazgrolisz. Jak kura pazurem. – na pewno AŻ TAK źle nie było, ale… No sutki z wrażenia na kaligrafię Clary też mu nie stanęły, co nie? – Co tu jest napisane? – palcem wskazał na jakiś… Czwarty od góry punkt. Co to mogło być, hmm. – Lama lubi groch? – tak to rozczytał, sorryyyyyy.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Sierpień 2016, 16:22   

Nie jest marudą, to on tak na nią działa, że się jej tryb marudzenia włącza :lol:
Westchnęła przeciągle, gdy zaczął się bawić jedną ze smyczy. Przypominał w tym małego chłopczyka, który po dość długim czasie nudy w końcu znalazł upragnioną zabawkę i ani myślał o tym, aby się z nią rozstać. Ona nie zamierzała mu owej frajdy odbierać, toteż mozolnym krokiem ruszyła na dalszy spacer między półkami, aby zorientować się, co ciekawego się na nich znajdowało, a o czym mogła zapomnieć, gdy tworzyła swoją listę.
- Boże. To połowa mojej wagi.. - westchnęła przeciągle, tak naprawdę nie będąc pewną, czy mówiła serio, czy może jednak przesadzała. Nie ukrywała jednak podziwu dla tak wielkiej wagi w przypadku zwierzęcia. Przyzwyczaiła się przecież do małego, puchatego kotka, a nie wielkiego psa. Właściwie - chyba naprawdę zaczęła się obawiać tego, że Tequila mogłaby zrobić krzywdę psu Josie.
- Weźmy dwie podwójne miski. Nie będziemy się z nimi wozić od Ciebie do mnie - stwierdziła, rozglądając się dookoła, jak gdyby w poszukiwaniu wspomnianych rzeczy. Chodziło oczywiście o to, aby Tequila miała swoje naczynie na jedzenie i picie zarówno u niej, jak i u niego. Podobne zdanie miała zresztą w kwestii legowiska.
- Przecież ładnie piszę! - zaprotestowała szybko, zerkając na niego spode łba, nie mając pojęcia, do czego właściwie pił. Westchnęła więc ciężko, wywracając oczami i raz jeszcze mierząc wzrokiem zapisaną kartkę. Ładne, równe literki, ewidentnie pisane piórem, a nie żadnym przerywającym długopisem. - Jak zwykle jęczysz. Prawie zapomniałam, jakie to wkurzające - odparła żartobliwie, szturchając go subtelnie w bok. Jak gdyby tych kilka dni, w trakcie których nie mieli okazji się spotkać, było w zupełności wystarczające dla odpoczynku od jego żartów i marudzenia. Bo tak - marudził!
- Sucha karma, śmieszku - odparła w końcu, ruszając w głąb sklepu, aby odnaleźć resztę potrzebnych rzeczy. Raz po raz zerkała na Kellermana, jak gdyby dla upewnienia się, że szedł za nią. Wiedziała, że szedł. Po zaproponowaniu różowej smyczy na pewno nie dałby jej wolnej ręki w kwestii zakupu rzeczy dla ich psa.
- Tak właściwie.. co robiłeś, kiedy mnie nie było? Działo się coś ciekawego? - zagaiła szczerze zainteresowana, mając nadzieję, że nie bawił się bez niej zbyt dobrze. To byłoby dla niej bardzo przykre przecież.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 14 Sierpień 2016, 18:37   

Jeśli myślała, że nie usłyszał tego wtrącenia o tym, ile ważyła to się kurna GRUBO POMYLIŁA. Usłyszał, usłyszał. I zapamiętał, bo do takich rzeczy – jak pieprzyk na jej cycku na przykład – miał pamięć wręcz wyjątkowo dobrą. No, ale! – Dooobra. – przytaknął pomysłowi kupienia misek w opcji podwójnej. Przy legowisku też nie będzie protestował, więc w zasadzie… Punkt dla Clary. I kolejny za to, jak mu odpowiedziała o tym marudzeniu. NO SŁODKO. Aż się zaśmiał cicho, bo to było… No klaasyyyyczne. – Myślisz, że bym ci pozwolił? – zapomnieć o jego najlepszych cechach? Noooł faaaakiiin łej, nanana. Wciąż się cicho chichrając pod nosem, ruszył za Clarą… Oczywiście w poszukiwaniu tej lamy co lubi groch. Zdaniem Walker to była po prostu sucha karma, ale Elliot wiedział swoooooje. Rozglądał się tu i tam i akurat zawiesił spojrzenie na pośladkach jakiejś wypinającej się – bo schylała się po coś z najniższej z najniższych półek – pani. – A jak myślisz, skarbie? Pracowałem oczywiście. – odpowiedział zgodnie z prawdą i ponieważ wspomniana pani się wyprostowała, to i Elliot przestał zerkać. Wrócił spojrzeniem do Walker i zrównując z nią krok, luźno objął ją ramieniem… Na wysokości jej ramienia. Właściwie zwiesił sobie nonszalancko nadgarstek z jej barku. – No i oczywiście tęskniłem za tobą. – dorzucił jak gdyby nigdy nic i łypnął na nią ze skosu. Nie musiała wcale długo czekać, aż na wargi wysunie mu się mocno przekorny, łobuzerski grymas. – A ty? – odwrócił to pytanie, jak zwykle sprytnie unikając w ten sposób zbyt rozległego mówienia o sobie.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Sierpień 2016, 19:02   

Szczerze wątpiła. Lubił jej przypominać o tym, jaki był uroczy w momentach, kiedy ją irytował. Ona także nie próżnowała, odpłacając mu się pięknym za nadobne. Ciężko więc było zapomnieć o jego żarcikach, złośliwościach i głupkowatych komentarzach połączonych z uśmiechem prawdziwego drania, który zdawał się być dla niego tym firmowym. Czy każdy facet posiadał firmowy uśmieszek?
- Wiesz, że to już zalążek pracoholizmu? - zagaiła niezobowiązująco, jednak jedno, bystre zerknięcie w jego kierunku jasno dawało do zrozumienia, że mówiła szczerze. Tak samo szczerze się przecież o niego martwiła, chociaż o tym nie musiał wiedzieć. Być może dlatego ponownie przeniosła swój wzrok na sklepowe półki wypełnione po brzegi wszelkiej maści pojemnikami na jedzenie i picie.
- Oczywiście - przytaknęła krótko, zerkając na niego kątem oka, jak gdyby nie do końca dawała wiarę temu, co mówił. Nie dawała, ale nie mówiła tego głośno, pozwalając sobie jedynie na subtelny uśmiech, gdy przewiesił sobie dłoń przez jej ramię.
- Umierałam z tęsknoty za Tobą, to jasne - wymamrotała przekornie, sięgając po jedną z większych podwójnych misek, jaka rzuciła się jej w oczy. Uznam, że tym razem on nie wtrącił swoich trzech groszy, coby te ich zakupki nie trwały w nieskończoność, toteż dwa egzemplarze podwójnych misek mogli spokojnie z listy odhaczyć. Nawet kolor był całkiem przyzwoity.
- Przez jedenaście godzin drogi do Annapolis śpiewałam piosenki Taylor Swift - rzuciła bez ogródek, zatrzymując spojrzenie na wysokości jego oczu, zaś wymowne uniesienie brwi w pytającym geście miało mu dać do zrozumienia, iż chciała poznać jego reakcję. Oczywiście, liczbę godzin nieco zaokrągliła, bo dość szybko się jej znudziło, ale.. śpiewała! Może to dlatego od tamtej pory nie miała kontaktu z Eastwoodem? Wszystko stało się jasne.
- Byłam na kursie przygotowawczym na uczelni. Kupiłam milion nowych butów. Alkoholizowałam się z przyjaciółką i kotem - wyjaśniła pokrótce, co działo się u niej parę dni po powrocie do Chicago. Właściwie - nie było to nic na tyle ciekawego, aby jakkolwiek się o tym rozgadywać. On zawsze był oszczędny w słowach, toteż chyba podjęła decyzję o rozpoczęciu praktykowania tego samego.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 00:03   

Czy wiedział, że to już początek pracoholizmu? Że jego praca stanowiła jego życie? Gdzieś tam w głębi ducha na pewno, ale nigdy nie dopuszczał tego poczucia na pierwszą linię frontu. Nie i już. Dlatego teraz też, uśmiechnął się jedynie i wzruszył lekko ramieniem. Trochę bezradnie, bo… Praca była jego metodą na wszystko inne. Praca go wyleczyła z tego, co przywiózł ze sobą z frontu.
Kompleeeeeetnie nie kupił tej całej gadki o tęsknocie i było to po nim widać. Mocno pobłażliwe spojrzenie, wymownie cwany grymas i… Nope. Nie i już, nie kupował tego za diabla. – Ale kłamiesz, łobuzie, ale kłamiesz. – wzrokiem powiódł do tych misek, które Clara właśnie wybierała. I ponieważ rzeczywiście jej wybory mu pasowały, to się – mówiąc wprost – nie wtrącał. Wtrącić się natomiast musiał, kiedy usłyszał o… Rany, Taylor Swift? Aż się skrzywił, no słowo daję, aż się skrzywił! Kwaśno, gorzko, trudno powiedzieć. – Nic nie powiem, nic nie powiem. – pokręcił lekko głowią i najwyraźniej z całych sił gryzł się w język. No, żeby faktycznie niczym głupim nie palnąć. Ale ponieważ to Eeeeelliot i gadanie wprost to jego cecha wiodąca… No to pliz. – Muszę cię nauczyć dobrej muzyki, dzieciaku. Rany… Tyle pracy przede mną. – no właśnie. Westchnął sobie cicho, grając to oczywiście na taki totaaaaalny i mega ból du… Ducha! Ból ducha. Bo Taylor Swift miała tyle wspólnego z jego gustem muzycznym, co wieloryb z torbą kangura.
- Jakim kursie przygotowawczym? – zapytał, bo to go mocno zaintrygowało. Baczniej nawet przyjrzał się Clarze, jakby próbując jeszcze przed jej odpowiedzią… No wiedzieć, tak? Ale ponieważ wróżbita Maciej był z niego kiepski, no to zaczekał, aż mu wytłumaczyła.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 09:27   

Wywróciła oczami. Tak po prostu, najzwyczajniej w świecie, bo przecież nie kłamała. Tęskniła za nim, ale jednocześnie cieszyła się z faktu, iż on wziął to za głupi żart i przesadzone kłamstwo. Nie lubiła się uzewnętrzniać z czymkolwiek, nawet jeżeli miała do czynienia ze zwykłym kumplem, za którego, wbrew wszystkiemu, co się między nimi działo, nadal go miała. Dlatego też wzruszyła łagodnie ramionami, jak gdyby dla zbagatelizowania tematu i faktu, że nazwał ją kłamcą i łobuzem.
- Tak, nic nie mów - przytaknęła krótko, zerkając na niego kątem oka. Widziała, jak wzmagała się w nim przemożna ochota skomentowania tego w jakiś złośliwy sposób, na który Walker była przygotowana. Bo nikt, poza nią i Adrienne, nie lubił Taylor Swift.
- Dobra muzyka to pojęcie względne, Kellerman - wyjaśniła szybko, może nieco filozoficznie, ale zgodnie z prawdą. - Pewnie zarzucisz mnie jakimiś zespołami pokroju Scorpions czy innego Deep Purple. Tak, znam takie zespoły, pomimo słuchania Swift - przyznała bez ogródek, może nieco znużona, bo wszyscy wiedzieli, że o gustach i kolorach się nie dyskutowało. Miała więc nadzieję, że on nie należał do grona zagorzałych fanów starych zespołów i nie zamierzał jej do niczego przekonywać. Bo ona nie zamierzała mu wmawiać, że Taylor była taka super i koniecznie powinien jej posłuchać.
- Na uczelni - dodała raz jeszcze, ale widząc, że nie do końca wiedział, o czym mówiła, westchnęła przeciągle. - Zorganizowali parę dodatkowych wykładów wprowadzających na kolejny rok. Byłam na kilku - przyznała, rozglądając się za odpowiednio dużym legowiskiem w sztukach dwóch. Do mieszkania Kellermana i do swojego własnego. - Chcesz posłuchać o wpływie emocji na podejmowanie decyzji? - zagaiła niezobowiązująco, mając świadomość, że nie było to coś, co mogłoby go zainteresować. Pominęła kwestię tego, iż na zajęciach spotkała wykładowcę, na którego zaledwie parę dni wcześniej naskoczyła za to, że miał ewidentny problem z emocjami. Ona chyba też jakiś miała. Wszyscy jakiś mieli.
- Mój znajomy pracuje w policji. Obiecał, że zapyta o możliwość praktyk dla mnie - rzuciła na sam koniec, przygryzając dolną wargę, jak gdyby nie była pewna jego reakcji.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 10:20   

- Pojęcie względne? – prychnął natychmiast, jakby KOMPLETTTTNIE się z Clarą nie zgadzał. Już kręcił z dezaprobatą głową, już był skłonny coś tutaj dorzucić od siebie, parę marnych groszy i tak dalej, ale… Puff, zaskoczyła go. Od razu jakoś tak czujniej jej się przyjrzał, mrużąc oczy i ważąc w myślach to, na ile mówiła prawdę, a na ile go wrabiała. Żeby jednak nie okazać jej takie sto procent jestem pod wrażeniem, uśmiechnął się pod nosem i rozegrał to w ten sposób: - No… Może nie jest tak źle, jak myślałem, ale wciąż przed nami dużo pracy. – w kontekście muzyki oczywiście. Jedno jest pewne, na urodziny sprezentuje jej płytę B.B. Kinga. I niech nie mówi, że tata zły!
On chwilowo olał rozglądanie się za spaniem dla ich psiej córki, bo jednak temat tych warsztatów dosyć mocno go zafrapował. Dlatego uśmiechnął się od razu, jak Clara zapytała go o to czy chce o tym posłuchać, o tematyce owych wykładów i, wbrew jej podejrzeniom, tak – chciał. – Pewnie, ze chcę. To mega życiowe i mnie też dotyczy, więc… – nie żartował. Przyjrzał jej się ze skosu i mrugnął do niej porozumiewawczo. Bo naprawdę, naprawdę było to dla niego ciekawe. Tymczasem słysząc o „znajomym z policji, który coś tam jej obiecał” nie mógł się przelotnie, krótko nie wyszczerzyć i… Oczywiście rozegrać to po swojemu. – Wiesz… Jestem przekonany, że ten znajomy po prostu pójdzie do swojego szefa, powie, jaka jesteś fajna i będziesz miała te praktyki załatwione od ręki… – zawiesił wymownie głos, więc chyba było tutaj jakieś „ale”. – ALE… – no właaaaaśnie. – Najpierw musisz mu powiedzieć, że jest najprzystojniejszym facetem, jakiego widziałaś w życiu i nie możesz spokojnie spać bez przypomnienia sobie jego twarzy każdego wieczora odkąd go poznałaś. – no musiał COŚ z tego mieć, co nie? Dlatego błysnął prowokacyjnie kłami i...? - Jak się ładnie postarasz to pewnie dorzuci jeszcze totalną protekcję nad tobą. Wiesz, żeby nikt cię nie zaczepiał... Może nawet zabierze cię na jakąś akcję? Kto wie. - wszystko w jej rękach!
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 10:49   

- Tak, pojęcie względne - przytaknęła krótko, zerkając na niego w dość wymowny sposób. Nawet przystanęła na moment, odwracając się przodem do niego, tak, aby móc przyjrzeć się uważnie jego twarzy. - Jesteś ode mnie starszy, więc wychowywałeś się w zupełnie innych gatunkach muzycznych. Ja jestem raczej pokoleniem popu i marnych podróbek dawnego rocka, który dla Ciebie, prawdopodobnie, jest jakąś świętością - skomentowała swobodnie, ale dość rzeczowo, jak gdyby tego typu dyskusje nie stanowiły dla niej żadnego problemu. W gruncie rzeczy - wystarczyło mieć podstawową wiedzę, aby wchodzić w dialog z facetem w jego wieku. - Myślisz, że w sercu Afryki znają Taylor Swift albo Depeche Mode? Podejrzewam, że dla nich dobrą muzyką jest rytm wybijany na ręcznie wykonanych bębnach - podsumowała jeszcze, wzruszając przy tym ramionami. Nie sądziła bowiem, aby Swift była na tyle chwytliwa, by dotrzeć do plemiennych ludów z Afryki Środkowej.
- Kiedy mówisz, że coś jest mega życiowe.. nie brzmisz przekonująco - odparła spokojnie, jednak widząc jego minę - nie potrafiła powstrzymać kącików ust przed drgnięciem w uśmiechu. Jak gdyby był to dla niej ewidentny znak, że faktycznie mówił poważnie. - Chodzi o to, że emocje nie są dobrym doradcą w podejmowaniu decyzji. Człowiek kieruje się gwałtownymi impulsami emocjonalnymi, a nie rozwiniętą zdolnością myślenia i analizowania, w efekcie czego żałuje podjętych decyzji, gdy przekonuje się, że są tragiczne w skutkach. Zdystansowana analiza mogłaby pomóc w uniknięciu przykrych konsekwencji, ale niewiele osób o tym pamięta - wyjaśniła pokrótce, w gruncie rzeczy streszczając wykład, jak i własną rozmowę z wykładowcą. - Właściwie.. Twój zawód idealnie to odzwierciedla. Wiesz, wysunęłam argument dokonania zbrodni w afekcie poprzez niekontrolowaną zazdrość - podsumowała jeszcze, spoglądając na niego kątem oka, przygotowana na ewentualne pytania z jego strony. Wszystko było jednak dość jasne, a temat, mimo iż dość rozległy, wcale nie taki skomplikowany. Szczególnie, jeżeli faktycznie miał do czynienia z morderstwami z zazdrością w tle.
Kiedy jednak napomknął o wspomnianym znajomym, cała jej powaga związana z wykładem uleciała, ustępując miejsce zwykłemu rozbawieniu, ale i swego rodzaju rozczuleniu. Bo przecież nieświadomie dał jej do zrozumienia, że chciał jej pomóc.
- To słodkie, Kellerman, ale nie jesteś jedynym znajomym w policji, jakiego mam.. - wyjaśniła szybko, chichocząc przy tym niczym mała dziewczynka. - Mój znajomy jest psychologiem i miałabym pomagać jemu - dodała ze stoickim wręcz spokojem, zatrzymując spojrzenie na wysokości jego oczu. Tak, by przypadkiem nie uciekał od niej wzrokiem. - Ale jeżeli wstawisz się za mną jeszcze ty, to praktyki mam załatwione od ręki - przyznała, parafrazując jego słowa, by ostatecznie przysunąć się do niego nieznacznie i stając na palcach, by móc sięgnąć do jego ucha.
- Ale jesteś jednym z przystojniejszych facetów, jakich widziałam w swoim życiu - podsumowała, nieco przekręcając to, co naprawdę chciał usłyszeć, ale ulotny pocałunek w policzek chyba mu to wynagrodził. Przynajmniej taką Walker miała nadzieję, gdy się od niego odsunęła, kwitując wszystko subtelnym uśmiechem. Może nawet było to takie nieme " dziękuję ".
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 11:47   

Trochę mina mu zrzedła, jak mu tak w twarz rzuciła tym jego wiekiem. Że starszy, bla bla… No był starszy, nic na to nie poradzą. Był sporo starszy. Miał te cholerne trzydzieści dwa lata i trochę go to już kłuło nieprzyjemnie pod żebrami. Bo zwykle jest to wiek, który już DO CZEGOŚ zobowiązuje. Do jakiejś żony, albo dzieci, albo generalnie… Do czegoś. Nic jednak na ten temat nie powiedział i też dalej nie wchodził w dyskusję z Clarą na temat muzyki. Wiedział, że pewnie płożyłaby go na łopatki, gdyby rzeczywiście coś jej teraz odpowiedział… I tak od słowa, do słowa… Nah, nie pchał się w to. Chciał uchronić swoją męską dumę przed bolesnym upokorzeniem. Za to kiedy pani czepialska przyczepiła się do sposobu w jaki odniósł się do jej wykładów, przewrócił oczami i: - Jesteś okropna. – skwitował to, bo normalnie CAŁY CZAS MU DOKUCZAŁA. :lol: Cały czas! Poza tymi momentami, kiedy ŁASKAWIE tego nie robiła. Niemniej, wysłuchał tego ciasnego streszczenia tematyki emocji i podejmowania decyzji, no iiiiii… Nie mógł się z tym nie zgodzić, co nie? Dlatego kiwając niespiesznie, przytakująco głową, odparł: - Wiesz, że to działa w obie strony, tak? Że my też czasami podejmujemy decyzje pod wpływem emocji? – spojrzał na nią wymownie i mówiąc „my” miał na myśli ludzi pracujących w policji, w terenie. A już na pewno swoich kolegów z wywiadu. – Nie znajdziesz policjanta, prawdziwego policjanta, a nie taką cipkę co siedzi za biurkiem… – przewrócił oczami. – Który kiedyś by kogoś nie postrzelił, bo tak mu podpowiedziały emocje. Nie ma takiego. – nie zawsze te emocje były słuszne, o to w tym wszystkim chodziło. Niemniej!
Kiedy Clara dała mu jasno do zrozumienia, że w tym konkretnym kontekście niestety nie mógł być jej bohaterem… Przyznam szczerze, trochę zrobiło mu się głupio. Na ułamek chwili nawet się tym nieco zakłopotał, ale sprytnie to zakamuflował. Uśmiechnął się i przez moment nic nie mówił. Zwłaszcza, że ona właśnie mamrotała mu do ucha to co chciał usłyszeć i jeszcze ten buziak w policzek… No może nie zmniejszył bolesności jego męskiego ego, ale jakieś tam DROBNE ukojenie jednak przyniósł. Hmm. – Złamałaś mi serce, wiesz? No, ale dobrze. – postanowił zagrać to żartem i przekorą. Czyli – jak zwykle! – Ten twój znajomy… Jak się nazywa? – zapytał, nie obejmując jej już, a wolną od tego rękę wsuwając do kieszeni spodni. W drugiej przecież trzymał szelki i smycz dla ich psiego potomka. – Chyba nie jest kobietą? Blondynką z fajnym tyłkiem i tak dalej, co? – zmarszczył mocniej brwi, bo… Szczerze? Trochę się zaniepokoił, że mogłaby to być Anabelle. Anabelle z którą miał swoją story i… Chyba nie chciał, żeby coś z tego dotarło do Clary. Mimo wszystko, zależało mu na tym, aby dziewczyna miała o nim jak najlepsze zdanie.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 12:41   

Piła do wieku wielu facetów. Przeważnie tych, z którymi miała sporo do czynienia. Zazwyczaj były to osoby nieco starsze od niej, toteż aluzje do trzydziestoletniego stażu życiowego przychodziły jej niemal z naturalną łatwością i swobodą. Było to jednak zupełnie nieświadome i w żadnym wypadku nie miało na celu zranić delikatnego, męskiego ego. Przynajmniej nie w tamtym momencie, gdy do ich dyskusji podeszła jak najbardziej poważnie i szczerze. Lubiła sobie tak polemizować z cudzym zdaniem, przedstawiać swoje argumenty i przyswajać te, jakimi raczył ją rozmówca. Szanowała cudze, zazwyczaj zupełnie odmienne od własnych opinie, a jednocześnie nie uciekała przed ewentualną konfrontacją. Być może dlatego posłała mu zawiedzione spojrzenie, jak gdyby chciała, aby pociągnął temat muzyki dalej. Nie przez wzgląd na własną wiedzę i domniemane zwycięstwo w dialogu, ale zwykłą ciekawość na temat jego opinii.
Nie dokuczała mu. Przynajmniej nie w tamtej chwili, hihi. Naprawdę nie sądziła, że tematyka zajęć z psychologii będzie w stanie go zainteresować. Była jednak zadowolona wyrażonym przez niego entuzjazmem względem kontynuowania tematu.
- Oczywiście, że wiem. Ludzie przejmują różne zachowania od siebie nawzajem. Przyglądając się działaniom przestępców, policjanci mogą się ich nieświadomie nauczyć - wymamrotała spokojnie, jak gdyby nie robiło to na niej większego wrażenia. I miała nadzieję, że na nim także, bo przecież nie chciała, aby się tym jakoś mocno oburzył. Była świadoma tego, że stąpała po cienkim lodzie, nawiązując do jego zawodu. Tego samego, o którym nieszczególnie chętnie rozmawiał.
- Praca policjanta to jedna, wielka walka z własnymi emocjami. Ci najlepsi nauczyli się je kontrolować. Lub po prostu stali się na nie obojętni, ale nie uważam, że to najzdrowsze - mruknęła, zerkając na niego kątem oka. Tym razem - nie piła do jego postawy, chociaż mogłaby na spokojnie i bez wyrzutów sumienia. Odsuwał od siebie wszystko i wszystkich. Nie mówiła o tym jednak głośno, po prostu dając mu czas, o który sam prosił. - Kiedy policjant nie daje się sprowokować do użycia broni to dobrze. Ale gdy strzela pod wpływem emocji, wyrzuca to sobie i uważa za słabość. Bez potrzeby, moim zdaniem - podsumowała, ruszając wzdłuż kolejnych półek. Jak gdyby uważała temat za zakończony, chociaż mogliby o tym rozmawiać przez długie godziny. On z perspektywy własnego doświadczenia, ona zaś z tej naukowej, ale i własnych przekonań.
- Ciągle to robię. Łamię serca. To o wiele prostsze niż gdyby ktoś miał je łamać mi - wymamrotała przekornie, trochę prześmiewczo, bo przecież nie mówiła poważnie. Chciała jedynie nieco rozładować atmosferę po temacie, który wywiązał się w rozmowie przed chwilą.
- A co? Jest tam taka i na nią lecisz? Teraz to ty łamiesz mi serce - przyznała bez ogródek, gdy krążyli między kolejnymi rzeczami dla psa. Legowiskami, zabawkami, paczkami z karmą. Podejrzewała, że miał słabość do kobiet. Nie byłby facetem, gdyby nie miał. Nie sądziła jednak, że objawiało się to na tak wiele sposób. A jeszcze bardziej dziwił ją fakt, że minimalnie jej to przeszkadzało. - Chyba, że to jakaś Twoja była z zaburzeniami psychicznymi. Wtedy będę udawać, że Cię nie znam - skwitowała swobodnie, niespecjalnie przejmując się tym, co go tam z kim łączyło. W końcu byli kumplami.
- Ma fajny tyłek, ale nie jest blondynką i nazywa się Damon - dorzuciła na sam koniec, mając nadzieję, że taka odpowiedź go w pełni satysfakcjonowała.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 14:42   

Mogliby dyskutować o tym ile wlezie, naprawdę tak, tyle że… Nie na trzeźwo! Trochę tequili (tej do picia, a nie do głaskania) z pewnością rozplątałoby mu język maksymalnie. Przynajmniej w takich sprawach, co nie?
Wcale się na nią nie pogniewał i nawet ani myślał coś takiego robić, bo miała rację. – Wiesz, że były takie badania… – wciąż spacerowali i oglądali te legowiska, jak sądzę? – Które potwierdziły tezę ooo… Jakby to określić… – łypnął śmiesznie w sufit, autentycznie szukając w głowie najtrafniejszego sformułowania dla swoich myśli. – Podobieństwie mentalności i psychiki między policjantami i wojskowymi, a przestępcami. Różnymi, tymi najgroźniejszego sortu też. – właśnie tak. Badania te jednoznacznie wskazały na to, żeeeee… Zarówno jeden, jak i drugi – jasna lub ciemna strona mocy – mają te same cechy osobowościowe, te same uwarunkowania psychiczne i parę innych tam jeszcze. – To życie weryfikuje czy będziesz zabijać, bo ktoś ci kiedyś wmówił, że twój kraj tego potrzebuje, czy bo sama przed sobą przyznasz, że zwyczajnie to lubisz. – mówił o tym bez większych oporów. Pewnych rzeczy po prostu się nie przeskoczy. I tyle.
- Tobie? – powtórzył, jakby lekko zdziwiony w ogóleeee… No taką możliwością, tak? Że ktokolwiek mógłby jej złamać serce. Nie drążył jednak na ten moment, choć coś przyszło mu tutaj do głowy. Póki co, przewrócił wymownie oczami i… No wóz, albo przewóz. A najlepiej to baba z wozu, koniom lżej, jak już tak rzucam mądrymi polskimi przysłowiami. BARDZO MĄDRYMI. Słyszałaś kiedyś takie powiedzenie, że przysłowia są mądrością narodu? No. – Nie lecę na nią. Już nie… – łypnął na Clarę kontrolnie, jakby naprawdę liczył się z tym, co teraz o nim myślała. Bo – nie oszukujmy się – tak było. Zależało mu na niej i zależało mu na tym, żeby miała go za fajnego, porządnego gościa. MIMO WSZYSTKO, mimo tego, że nie pokazywał jej się od tej strony zbyt często. – Damon? Trochę kripi, nie? – skrzywił się krótko. – Lecisz na niego? – teraz on pokusił się o całkowitą bezpośredniość. Ale zanim Clara cokolwiek tutaj odpowiedziała, wskazał ręką na jakieś konkretne łóżko dla Tequli. – Zobacz. Podoba ci się takie? – duże, niepstrokate. Ładne.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 15:05   

Skoro już o tej tequili do picia, właśnie sobie uświadomiłam, że Elliot i Clara łażą wszędzie, tylko nie do baru. Taki z niego kumpel, że nawet kolejki jej nie postawi.
Niemniej jednak, nie spodziewała się, że Kellerman wyrażał jakiekolwiek zainteresowanie tego typu tematami. Ludzką psychiką, sposobem jej działania i pewnymi warunkami, które miały na nią ewidentny wpływ. Była więc miło zaskoczona, jak gdyby dotychczas spotykała się jedynie z opinią, że studenci psychologii byli dziwni i nie warto było wchodzić z nimi w dyskusję. Gdyby jednak wziąć pod uwagę jej filozoficzne i życiowe dysputy z Hectorem - coś mogło w tym być.
- Tak? Nie słyszałam o tym - przyznała bez ogródek, mając nadzieję, że Kellerman zdradzi jej coś więcej, bo niewątpliwie zabrzmiało ciekawie. Kiedy więc znalazł odpowiednie określenie, pokiwała głową z doskonale widocznym uznaniem. Nie wiedziała tylko, czy dla niego, że o tym wiedział, czy może dla specjalistów, którzy znaleźli tego potwierdzenie.
- Brzmi ciekawie. Pewnie o tym poczytam i wtedy wrócimy do tej rozmowy - zadeklarowała jeszcze, posyłając mu zawadiacki uśmiech, sugerujący, że nie zamierzała pozwolić mu się od tego tematu tak po prostu wywinąć. Lub po prostu spodobały się jej dyskusje z nim.
Nie skomentowała jego dalszych słów. Ani tych o zabijaniu, ani o jej domniemanym złamanym sercu. Jedno z drugim mogło się przecież łączyć. Bo podobno nawet piekło nie znało gniewu urażonej kobiety, skoro już tak zarzucamy życiowymi sentencjami. Wzruszyła więc jedynie ramionami dla zbagatelizowania tematu, nie chcąc, aby to jej osoba znów znalazła się na torze ich rozmowy.
- Już nie? No tak - mruknęła swobodnie, jak gdyby wszystko stało się jasne. Właściwie nic takie nie było, ale nie widziała sensu w komentowaniu jego dawnych miłostek i romansów. Po prostu skupiła się na przeglądaniu kojców dla zwierzaka.
- A Elliot Kellerman nie brzmi kripi? Trochę z niemieckiego. Masz tam rodzinę? - zagaiła niezobowiązująco, trochę prześmiewczo, jak gdyby dla odsunięcia się od tematu jej znajomych. Bo znów rozmawiali o niej.
Niestety - jej chęć żartów dość szybko uleciała w eter. Zerknęła na Kellermana z miną godną gradowej chmury, by ostatecznie wzruszyć ramionami. - Nie lecę. Mam trochę większe wymagania niż sam fakt bycia facetem - podsumowała, z trudem powstrzymując nieco gwałtowniejszą reakcję. Czy była zła? Chyba raczej zirytowana wszystkim tym, co działo się dookoła. Tym, co wymykało się spod jej kontroli. A jego żarty niczego nie ułatwiały.
- Jest w porządku - przyznała, sięgając po legowisko. W gruncie rzeczy - po dwa, skoro już to ustalili. Nie chciała z niego robić tragarza, a ponieważ wspomniane rzeczy nie były ciężkie - sama ruszyła z nimi przez sklep.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 17:25   

Dobra, następna fabuła w barze. Spiją się, jak Sandra Bullock i Melisa Mc(nigdy nie wiem jak się pisze jej nazwisko – ta gruba taka) w The Heat. PASUJE CI? Będą tańczyć i przegrywać ciuchy w pokera. :lol:
W ogóle tak nie uważał! W ogóle nie uważał, żeby psychologia i ludzie się nią zajmujący fachowo… Żeby to było jakieś dziiiiiwne. Zawsze ryzykowne było wchodzenie z takimi osobami – orientującymi się w temacie – w jakieś głębsze zwierzenia czy dyskusje, ale… No jak widać Elliot się Clary nie bał. – Trzymam za słowo. – uśmiechnął się i rzeczywiście liczył na to, że kiedyś jeszcze podyskutują sobie o tym. ODWAŻNIE. I przy tequili rzecz jasna.
Wyczuł jakieś lekkie spięcie, kiedy mimochodem nawinął się temat „blondynki z fajnym tyłkiem”, na którą Elliot leciał, ale już nie leciał, ale nie komentował tego. To, co natomiast musiał skomentować to: - No wiesz ty co… – pufnął, jak mu zarzuciła bratanie się lub rodzinne koligacja z nazistami. – Czy ja ci wyglądam jak Aryjczyk? Raaany. – przewrócił oczami, bo… Bo czy tutaj w ogóle trzeba coś dodawać. NO I ZNOWU. Nie wiedział, że pytając o jej ewentualne skłonności do „kolegi z policji” w jakiś tam sposób… Narazi się. I zepsuje Clarze humor. Patrzył więc na nią, kiedy brała legowiska i ruszała w dalszą drogę przez sklep. Po kilku chwilach ciszy i jak zrównał z Clarą krok, w końcu się odezwał:
- Uraziłem cię czymś? – zapytał całkowicie na serio. Lekko naparł ramieniem na jej ramię. Musiał się trochę schylić, boć to przecież kurdupel z tej Walker. – Przepraszam, jeśli tak… Nie chciałem. – no nie chciał też, żeby się na niego gniewała. O cokolwiek właściwie. Zatem jeśli faktycznie powiedział coś, co bardziej ją tknęło – niech mu powie o tym wprost.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 18:09   

Pasuje mi. :lol:
Nie rozumiała jego oburzenia po przyrównaniu go do Niemca. Ja w sumie też tego nie rozumiem. Niemniej, Walker zerknęła na niego kątem oka, ledwo powstrzymując się przed parsknięciem śmiechem. Bo nawet jeżeli historia Europy nie była w Stanach Zjednoczonych aż tak spopularyzowana, to jednak pewne rzeczy po prostu się wiedziało. A ponieważ Clara miała ewidentną słabość do wspomnianego kontynentu, wiedziała jeszcze więcej niż statystyczny Amerykanin mylący na mapie Francję z Hiszpanią. Byli tacy, serio.
- Aż tak Ci to przeszkadza? Jesteś uprzedzony, bo pewnie, gdybym zasugerowała, że mógłbyś być Kanadyjczykiem, wcale byś się tak nie oburzył - wyjaśniła krótko, kręcąc głową w jawnej dezaprobacie. Nie zamierzała go jednak upominać, a po prostu ponownie machnąć ręką, jak gdyby nie było nad czym debatować.
Bo nie było. Ani w kwestii Kellermana jako typowego Niemca, ani tym bardziej w kwestii jej humoru, który.. po prostu padł. I tak, jak miała sporą praktykę w powstrzymywaniu nadmiernej ekscytacji czy zadowolenia, tak w przypadku emocji negatywnych - była w tym beznadziejna. Tak naprawdę nawet nie próbowała ich ukrywać, bo te, prędzej czy później, i tak wychodziły na wierzch.
- Nie uraziłeś - odparła spokojnie, może niezbyt precyzyjnie. Zerknąwszy na niego kątem oka, przystanęła na moment, jak gdyby potrzebowała chwili do zastanowienia się nad tym, co zamierzała powiedzieć. Czuła się beznadziejnie ze świadomością, że nie tak dawno z przymrużeniem oka powstrzymywała go przed zdobywaniem ewentualnych informacji o grzeszkach Eastwooda, by obecnie chcieć owy temat zamknąć raz na zawsze. Stanęła więc przodem do Kellermana, wbijając spojrzenie wprost w jego oczy. - Ja tylko.. no wiesz - podjęła szybko, nie do końca wiedząc, jak powinna to ubrać w słowa. I przy okazji się nie rozpłakać, czego wręcz nienawidziła. - Kiedy kończysz jeden związek, nie zaczynasz od razu drugiego. Nie lecę na Damona. Na nikogo nie lecę. Już nie. Kumasz? - zasugerowała, unosząc wymownie brew, mając nadzieję, że był wystarczająco pojętny, aby zrozumieć i przy okazji nie zadawać żadnych pytań. Sytuacja była tak patowa, iż Walker zaśmiała się krótko, ocierając kącik oka.
- Wiesz co, kończmy te zakupy, bo nie mam ochoty rozczulać się nad psią karmą - podsumowała, obracając się na pięcie i chwytając jedną z wielu paczek suchej karmy. Kolejny punkt na liście odhaczony.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 19:22   

Yup. Nawet nie próbował zaprzeczać, był uprzedzony jak jasna cholera. Wzruszył więc tylko ramionami i skoro Clara nie chciała wchodzić w to głębiej, to on tym bardziej. To, w co natomiast chciał wejść to ta jej nagle posmutniała mina. Dziwne spięcie się i… Ogólnie, spadek dobrego nastroju. Elliot naprawdę się wystraszył i przejął, że powiedział coś nie tak, coś co ją dotknęło, uraziło… Coś. Chciał wiedzieć i chciał to wiedzieć od razu, bo nie lubił takich niedokończonych sytuacji. Tego poczucia winy i jednoczesnej niepewności. Bo zrobiłem coś? Czy nie…? Nie wiem, chyba zrobiłem? A może jednak nie? No właśnie. Dlatego zapytał, a odpowiedź jaką uzyskał – nie tylko ta werbalna, bo właściwie dużo więcej powiedziały mu te smutne oczy dziewczyny i cała reszta gry jej ciała – nie była tym, czego się spodziewał. Ale poczucie winy wcale nie minęło. Bo był pieprzonym ignorantem i jej nawet o to nie zapytał. Jak sprawy z Taylerem, Clara? To tak kuwa dużo było? Nie. No właśnie. Teraz zamilkł, jak na złość, i tylko spojrzał za nią, kiedy łapała za worek z karmą i kierowała się do kas. Szybko zrównał z nią swój krok, ale wciąż nic nie mówił. Postanowił zaczekać. Przynajmniej do momentu, aż znajdą się poza sklepem. Zapłacili więc, to znaczy on zapłacił za wszystko, bo się na to uparł, jak osioł i nie ma bata, że go przegadała w tym temacie. No i tego… Wyszli. Wciąż w ciszy, jak sądzę, zapakowali wszystko do bagażnika samochodu Elliota, ale zanim wsiedli do środka, zanim Clara otworzyła choćby drzwi od swojej-pasażerskiej strony, on ją zatrzymał.
- Przepraszam. – odezwał się w końcu i biodrem zablokował te nieszczęsne drzwi. Żeby nie mogła mu teraz uciec. Przed jego wzrokiem i przed tym co chciał zrobić i powiedzieć. – Przepraszam, że jestem takim dupkiem, że nawet cię o to nie zapytałem. Przepraszam. – powtórzył raz jeszcze i palcami jednej dłoni lekko zahaczył o jej szczupły nadgarstek. Wciąż przyglądał jej się raz, że bacznie, a dwa, że z takim szczerym przejęciem. Że narozrabiał. – Powiesz mi co się stało? – zapytał ciszej, ale nim ona cokolwiek, on jeszcze: - Chodź tu, dzieciaku. – domamrotał i rzeczywiście przyciągnął ją do siebie, ba, zwyczajnie zgarnął do przytulenia. Zamknął jej drobne ciało w swoich łapach, brodę wsparł na czubku jej głowie: - Płacz, jeśli potrzebujesz. – bo ta łza i zaszklenie w jej oczach wcześniej, w sklepie nie umknęły jego uwadze.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 20:22   

Cisza, która między nimi zapanowała, była w jakiś sposób kojąca. Walker pocieszała się faktem, że nie musiała mówić nic więcej, bo i tak nie była w stanie, gdy coś zacisnęło się w jej gardle, uniemożliwiając normalną rozmowę. Cieszyło ją to, że zrozumiał wszystko, bez wchodzenia w jakiekolwiek szczegóły. Była zadowolona, że nie drążył tematu. Czuła się spokojniejsza, gdy po prostu odpuścił.
I zapewne był to jedyny czynnik, który spowodował, że przy kasie nie wykłócała się o swoją część rachunku jakoś szczególnie gwałtownie, jak zapewne robiłaby w każdym innym momencie ich znajomości. Bo pies miał być wspólny, więc rachunki także miały być wspólne. Dla niej było to całkowicie logiczne i miała nadzieję, że dla niego także się takie stanie. Przynajmniej od następnych zakupów.
- Za co? - mruknęła szczerze zaskoczona tymi przeprosinami, jak również faktem, że zablokował jej wejście do samochodu. Nie sądziła, że będzie chciał prosić o wybaczenie za taką głupotę. Dla niej zupełnie nieistotną.- Daj spokój, Elliot. Nie musisz mnie za nic przepraszać.. - dodała, zerkając w bok, uciekając tym samym od jego spojrzenia. Czuła narastającą panikę związaną z brakiem ewentualnej ucieczki od całego tematu, tej rozmowy, jego osoby, a także nasilającej się chęci płaczu. Od momentu, w którym wszystko się posypało, nie miała takiej ochoty się rozpłakać. Mogłaby to zrobić kulturalnie - w poduszkę, w zaciszu pokoju, z kotem w ramionach, który rozpaczliwie szukałby drogi ucieczki. Dotychczas jednak nie uroniła nawet łzy. - Nie musiałeś pytać. Masz swoje sprawy, to chyba oczywiste. Przestań to powtarzać - poprosiła cicho, gdy usłyszała kolejne ,, przepraszam ''. Zagryzła więc dolną wargę, a na jego pytanie - zacisnęła powieki, kręcąc głową w ewidentnym sprzeciwie. Nie chciała mówić ani o tym, ani o czymkolwiek innym. I być może to spowodowało, że tak bezwiednie wsparła się na jego tułowiu, gdy przyciągnął ją do uścisku. Uścisku, który sprawił, że rozpłakała się w najlepsze jeszcze zanim zdążył cokolwiek powiedzieć. Nigdy nie lubiła robić scen, dlatego też ukryła twarz w jego ramionach, jedną z dłoni zaciskając na jego koszulce. Łapiąc większe dawki powietrza, próbowała się od niego odsunąć, stanąć na równych nogach i zaproponować powrót do domu. Spełzło to jednak na niczym, bo ostatecznie nadal tkwiła między nim a samochodem, czując się jeszcze gorzej niż przed momentem w sklepie.
- Masz.. mokrą koszulkę - mruknęła, gdy odsunęła głowę od jego klatki piersiowej, wolną z dłoni sięgając we wskazane miejsce, jak gdyby chciała się natychmiast pozbyć śladów płaczu. I z jego ubrania, i własnej twarzy.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 20:44   

Ona mogła mu gaaaadać i gadać, że nie musiał i nie miał jej za co przepraszać, a on czuł kompletnie inaczej. Kumplowali się. Może nawet zaczynali wchodzić w progi bardzo interesującej przyjaźni. Chciał, żeby mogła na niego liczyć zawsze, chciał, żeby to czuła choćby nie wiem co. Dlatego było mu przykro, że wykazał się taką ignorancją i – podekscytowany adopcją psa – kompletnie nie zapytał Clary… Tak zwyczajnie i po ludzku, co u niej słychać. Czuł się z tym źle, głupio i teraz zamierzał jej to wszystko odpowiednio zrekompensować. Trzymając ją w swoich ramionach, nic nie mówił, po prostu cierpliwie czekał. Wiedział dobrze, że tego typu emocje najlepiej jest z siebie wyrzucić. Płaczem, krzykiem… W jakikolwiek sposób. To, że o tym wiedział to wcale nie znaczyło, że się do tego stosował, ale… Wiedział. Stąd też zaczął leniwie, w intencji kojąco i krzepiąco przesuwać dłonią po głowie Clary. Głaskał ją dla dodania otuchy i jednocześnie cichym szeptem „wszystko dobrze, płacz…” zapewniał, że ma tyle czasu na ten upust emocji, ile tylko potrzebuje. Kiedy odsunęła się od niego lekko, tyle tylko co właściwie po to, żeby mogli sobie spojrzeć w oczy i wspomniała o jego mokrej koszule, nie mógł się nie uśmiechnąć. Pokątnie i przelotnie, ale jednak. – A ty twarz. – odwdzięczył się w swoim stylu i zanim Clara jakkolwiek mu się tutaj spróbowała odgryźć, on tę dłoń, którą przed momentem dotykał jej włosów, teraz posłał do jej zapłakanych policzków. Opuszką kciuka starł te mokre, słonawe ślady, zachowując przy tym naprawdę dużo czułości. – Teraz ci odpuszczę, skoro nie chcesz o tym gadać, aleee… – pochylił się mocniej i krótko pocałował ją w czoło. – Wieczorem zabieram cię na całą masę drinków. I wyśpiewasz mi wszystko. – co Tayler odwalił. Bo dobrze wiedział, że to jego wina, no. Nie wiedział tylko, jak cholernie duża. – Wybiję mu wszystkie zęby, zobaczysz. – puścił jej porozumiewawcze „oko”, uśmiechnął się i skinął na samochód. – Gotowa? – do jazdy, do kolejnych zakupów… W końcu chciała jeszcze wstąpić do supermarketu.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 21:12   

Ona w żaden sposób nie odebrała jego zachowania jako ignorancji. Właściwie cieszyło ją to, że temat psa pochłonął go na tyle, aby nie pytał o cokolwiek. Bo dotychczas starała się zachowywać tak, aby nikt nie pytał. Właściwie - wiedział tylko on. Nie miała pojęcia, dlaczego tak bardzo zależało jej na dyskrecji w tym względzie, ale była pewna, że jemu mogła spokojnie zaufać. Nie wiedziała, skąd posiadała owe przekonanie i stuprocentową pewność, ale po prostu je względem niego żywiła.
Dlatego też każdy kolejny gest przyjmowała z takim spokojem. Odwzajemniając jego mocny uścisk, pozwalała mu na głaskanie po włosach niczym małego dziecka, a także ciche szepty, jak gdyby ton jego głosu brzmiał zaskakująco kojąco. Działało to na tyle skutecznie, iż poczuła swego rodzaju swobodę. Na tyle, by zaśmiać się cicho, gdy skomentował wygląd jej twarzy.
- Wiem. Dlatego nie patrz już na mnie - mruknęła, uderzając go łagodnie w klatkę piersiową, przy jednoczesnym odwróceniu wzroku w inną stronę. Bo naprawdę nie zamierzała pokazywać mu się w takim stanie, toteż zerknęła na niego dość niechętnie, gdy wyplątał palce spomiędzy jej włosów i zajął się ocieraniem policzków. Czując na twarzy opuszki jego palców, westchnęła przeciągle, zatrzymując spojrzenie na wysokości jego oczu, jak gdyby dla odwrócenia uwagi od pracującego intensywnie serca.
- W ogóle nie chcę o tym mówić. Chcę tylko zakończyć ten temat raz na zawsze - wymamrotała, przymykając powieki, gdy jego wargi zetknęły się z jej rozgrzanym czołem. Nie potrafiła jednak powstrzymać wyrywającego się chichotu. - Nie chcę iść do baru. Wystarczająco głupio czuję się, rycząc na parkingu pod zoologicznym - skwitowała markotnie, dobrze wiedząc, z czym wiązały się kolorowe drinki - z barem. Chyba, że Kellerman skończył jakiś kurs barmański i zamierzał jej serwować drinki osobiście. - Wątpię, że będziesz miał okazję. Po prostu.. po prostu zapomnij, dobrze? - poprosiła cicho, unosząc nieznacznie dłoń, aby jej wierzchem przesunąć po jego policzku. Trwało to jednak jedynie ułamek sekundy, bo kiedy kiwnął na samochód, odpowiedziała mu krótkim skinieniem głowy, dość niechętnie wyplątując się z jego objęć.
- Elliot.. - podjęła jeszcze, gdy zajęła miejsce na siedzeniu pasażera. Zerknąwszy na Kellermana, zdobyła się na subtelny uśmiech. Ostatecznie jednak - nie odezwała się, a jedynie przygryzła policzek do wewnętrznej strony, skupiając swoje spojrzenie na przestrzeni przed nimi.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 15 Sierpień 2016, 22:21   

No zupełnie, jakby wyglądała nie wiadomo jak straszliwie źle. Trochę tam popłakaaała, no. Nie ryczała pół nocy, żeby mieć teraz super mocno podpuchnięte oczy, poliki, usta i mózg od tego ryku i wycia i beczenia… Nie. Wyglądała ładnie. Tayler z kolei miał ładnie NIE wyglądać po zapowiedzianej konfrontacji z pięścią Elliota, ale… Skoro Clara chciała od niego tego, żeby odpuuuuścił… No to w porządku. Nic na siłę, jak to mówią. – No to pójdziemy gdzieś indziej, albo zostaniemy u ciebie. – przewrócił oczami, bo MARUDZIŁA. Przestanie marudzić, jak jej się zwali na chatę z torbami pełnymi butelek… WSZYSTKIEGO. Whisky, wina, piwa, tego, śmego… No. Oczywiście miejsce też musiała zagrzać i tequila. No, ale to temat na później. Póki co, Elliot tylko cichym mruknięciem ‘mhmm’ przytaknął prośbie Clary… Żeby odpuścić i zapomnieć. Jeśli tylko jej się to uda, to w porządku. Niech Eastwooda piekło pochłonie i tyle. No, ale! Wsiedli do auta i Kellerman już gotów był właściwie je odpalać i odjeżdżać spod sklepu, jak… Elliot… Usłyszał i od razu spojrzał na siedzącą obok Clarę. – Tak? – odezwał się cicho, uśmiechnął się, kiedy i ona to zrobiła, a potem nabrał nieco więcej uważności, kiedy opuściła wzrok i wyglądała na… Zakłopotaną? Dobrze typuję? – Co się dzieje? – zapytał, znów przywołując na swoje wargi nieznaczny grymas. Wyciągnął rękę w jej kierunku i poklepał ją zaczepnie po bliższym sobie udzie. – Chcesz jeszcze płakać? Co? Posmarkać sobie w moją koszulkę? – pytał dalej, żartując delikatnie, ale… No był ciekaw. Po prostu ciekaw.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Sierpień 2016, 22:57   

Wpatrując się w deskę rozdzielczą auta, a także obraz miasta za szybą, pokiwała nieznacznie głową. Na znak zgody odnośnie pomysłu pozostania u niej w domu.
- W porządku - przytaknęła krótko, doskonale wiedząc, że mieszkanie było puste. Scarlett żyła swoim życiem, zaś Josie spędzała większość lata w rozjazdach. Walker mogła płakać i pić do woli. Niemal naprzemiennie. A i tak tego nie robiła. Trochę frajerka z niej, ale nie zwykła się nad sobą użalać w samotności. Właściwie w ogóle nie zwykła tego robić, toteż płakanie w rękaw Kellermana było ewidentną oznaką, że cała ta sytuacja.. po prostu ją poruszyła.
- Nic - przyznała w końcu, marszcząc nieznacznie nos, jak gdyby niezadowolona z faktu, że wyłapał moment, w którym wypowiedziała jego imię. Uśmiechnąwszy się pod nosem do samej siebie, zerknęła na niego kątem oka. - Dzięki - wymamrotała w końcu, przenosząc spojrzenie na jego twarz, gdy raz jeszcze otarła wilgotny policzek wierzchem dłoni. - No wiesz. Że jesteś. I takie tam - podsumowała w swoim stylu, dość nieporadnie, odwracając wzrok w przeciwnym kierunku. Ich sposobem na okazywanie wszelkiej sympatii były przecież nieustanne złośliwości i docinki, nie zaś miłe i czułe słówka rzucane szeptem między kolejnymi uśmiechami. Przez moment czuła się niemal tak, jak gdyby co najmniej wyznawała mu miłość, dlatego też, dla odwrócenia uwagi od własnego zakłopotania, zaśmiała się cicho.
- Chcę jeść - zadeklarowała szybko, szturchając go w ramię, by w końcu odpalił ten swój pojazd mechaniczny i podjechał do obiecanego supermarketu. Mogła mu się żalić, płakać, pić z nim każdej maści alkohol, ale nie zamierzała tego robić na pusty żołądek.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 16 Sierpień 2016, 11:57   

Rzucone przez Clarę nic sprawiło, że tylko uważniej jej się przyjrzał. Bez przekonania, że to faktycznie było "nic". No i chyba nie było, chyba miał rację, ale nie drążył. Na słowa podziękowania, tylko cicho westchnął i szeroko się do niej wyszczerzył. No co ona... - I takie tam. - mocniej zacisnął palce na jej udzie, bo w dalszym ciągu trzymał tam swoją dłoń. - Nie ma sprawy, dzieciaku. Polecam się na przyszłość. Jako... - spojrzał na swoją koszulkę, jeszcze w lekko wilgotną od kobiecych łez. - Chusteczka do nosa czy coś tam. - uśmiechnął się szarlatańsko i cofnął rękę z uda dziewczyny. Pogoniła go, więc cicho się śmiejąc, faktycznie odpalił auto i kręcąc głową z udawaną wobec Clary bezradnością, ruszył spod zoologicznego. Włączył im nawet radio, jakąś wesołą i totalnie wszech i wobec znaną nutę. Taką wiesz, do śpiewania, albo nawet powiedziałbym, że darcia ryja. Coooo Elliot... Autentycznie zaczął robić, jak tylko wyjechali na ulicę. Śpiewał! Śpiewał głoooośno, a że nie był w tym najlepszy to wiadomo po co to robił. Żeby Clarę rozweselić. - NANANA AJM SOŁ EKSAJTEEEED! - :lol: na początku chciałem napisać last christmas, bo to zawsze i każdy śpiewa w aucie, ale... NO JESZCZE NIE, JESZCZE NIE. Jeszcze z miesiąc i można. xd
- Śpiewaj teeeż. - teraz on pacnął ją zaczepialsko w ramię. Supermarket nie był daleko, więc pewnie za chwilę, dwie lub osiem - w zależności od natężenia ruchu i sprzyjających świateł - dotrą. I jeśli chcesz grać ze mną to daleeeej to możesz coś tam podziałać. Przenieść ich albo na te zakupy, albo już bezpośrednio do Clary. Chociaż tam z kimś grasz chyba, nie? No to zdecyduj, daję ci wolną rękę, patrz jaki jestem łaskawy.
 
 
Maya Larson


Wysłany: 5 Październik 2016, 01:24   

/ po Sophie + styl no i znów mam zachwyt moją biedroneczką *.*

Jakiś czas temu wrócili z Nowego Jorku. Był to naprawdę baaardzo fajnie spędzony weekend i cieszyła się, że spędzili go we dwoje, plus ekipa, ale najważniejsze, że przyjechał. Teraz oboje musieli ciężko pracować, szczególnie, że nie można już było sobie pozwolić na wolne. Rachunki same się nie płaciły, podobno, więc widywali się jedynie wieczorami - i to nie zawsze. Nie odważyła się jeszcze na ten krok, by z nim zamieszkać, szczególnie, że lubiła swoją przestrzeń, mieszkanie i nie zwalającego się na jej połowę łóżka Jace'a. I poza tym, mogła za nim zatęsknić. A to było też ważne, bo przecież spędzali od tylu lat każdą wolną chwilę ze sobą - co jeśli nagle by się sobą znudzili? Takie przerwy były dobre dla każdego. Ale May nie byłaby sobą, gdyby czasem nie zakłócałaby spokoju Brooksa smsami, czy telefonami, kontrolnymi czy na pewno jeszcze ją kocha i czy nie maca jakiejś fajnej klientki. Co oczywiście było dla żartu, ale kto wie..?
Tego dnia szczerze, że nie wiedziała co ją czeka. Jace napisał tylko, że po pracy spotkają się u niego, ale prosił ją by wyrobiła się przed osiemnastą. Więc postanowiła, że przyjedzie do niego na 17.30 i tak też zrobiła. Zjawiła się pod jego mieszkaniem i czekała aż z niego wyjdzie. Oczywiście poinformowała go smsem, że już czeka, a z czystego lenistwa nie chciała. Brzmiało to dość poważnie, szczególnie, że poinformował ją tylko o tym, że jest to ważna sprawa i nie mogą dłużej zwlekać. Bała się, że jeszcze wyskoczy jej z jakimś małżeństwem, albo z dziećmi i gdy nie schodził drżała jeszcze bardziej. Choć może to z zimna? Kurtkę zostawiła w samochodzie, ale sparaliżowana nie mogła się ruszyć ani na centymetr biadoląc w myślach co ten mógł znowu wymyślić. Tak to jest, jak zakochasz się w swoim nieprzewidywalnym przyjacielu.
_________________

So please don’t let go, cause you know exactly what we found
So please don’t let go my darling
You keep me locked up underground
It’s gonna be you and me
It’s gonna be everything you’ve ever dreamed
 
 
Jace Brooks


Wysłany: 5 Październik 2016, 18:26   

/ po powrocie, i nie chce mi się szukać stroju, wybacz :c

Takie wypady zawsze dobrze im robiły. To była dla nich jakaś odmiana, a nie ciągłe siedzenie w domu. Zwariowali by chyba, gdyby tylko mieli dom i pracę. Szczególnie jeden wspólny dom. Nie żeby mu się źle mieszkało z larson, bo było cudownie, gdy tylko się nie kłócili. Wytrzymywali ze sobą kilka dni, ale później lepiej było dla nich, gdy jednak wracali do swoich mieszkań. Nawet dla własnego łóżka, na którym mógł się rozłożyć i nie zostawał spychany, szturchany, albo zrzucany na podłogę. No i oczywiści, że mogli trochę za sobą potęsknić, odpocząć od siebie, ale tylko po to, aby potem móc się sobą rozkoszować. Wszystko na razie było tak jak należy. Jednak już od długiego czasu nic nie odwalił i zaczynało już mu coś w głowie świtać, co takiego powinien teraz zrobić. Miał na oku wszystkie ich pary, przyjaciele, który właśnie oczekiwali dzieci. Plaga, która naszą parkę nigdy nie złapie.
Sam wyszedł nieco wcześniej z pracy, akurat nie miał dużo klientów i wszystkich zdążył obskoczyć z rana, a całe popołudnie miał tylko dla siebie. Ale wtedy zaczął realizować swój niecny plan działania. Poprosił May, aby do niego przyszła do niego po pracy, ale jeszcze przez zamknięciem wszystkich sklepów, bo musi ją gdzieś zabrać. Dopytywała się gdzie, ale za każdym razem, gdy próbowała to z niego wyciągnąć mówił, że to coś poważnego i jest to niespodzianka. Już doświadczyła jego niespodzianki i teraz nosiła pierścionek zaręczynowy na palcu. Gdy tylko dała mu znać, że na niego czeka, szybko zszedł na dół i uśmiechnął się na jej widok. Podszedł do brunetki i pocałował ją krótko na przywitanie. - Gotowa do zrobienia kolejnego poważnego kroku dla nas?- uśmiechnął się i nie czekając na jej odpowiedzieć, wziął ją za rękę i zaczął ją prowadzić do odpowiedniej ulicy. Widział u niej lekkie przerażenie, ale nie chciał nic zdradzać, przecież to miała być dla niej niespodzianka, więc nie mógł nic powiedzieć.
_________________

    Girl, you know I want your love
    Your love was handmade for somebody like me
    Come on now, follow my lead
 
 
Maya Larson


Wysłany: 5 Październik 2016, 20:54   

Naprawdę zaczęła się cykać. Serio nie wiedziała co zrobić, bo Jace wydawał się wpaść na kolejny ekstra pomysł. Po jednym takim została zapierścionkowana, więc teraz może wymyślił im ślub w Vegas, albo w kapliczce przy drodze? Lub co gorsza, zabierze ją do jakiegoś sklepu z kołyskami. Wspominał coś ostatnio o ślicznym dziecku po mamusi. Na bank by mu tam zemdlała, nie była na to gotowa, przygotowana, kompletnie nic. A właśnie przez to, że ich znajomi wszędzie tylko o dzieciach, małżeństwach i innych duperelach, to mogło mu kompletnie odwalić. May musiała spierdzielać gdzie pieprz rośnie, zanim da się wpakować w coś tak niedorzecznego. Sama żyła z dużym dzieckiem, nie chciała mieć do kolekcji drugiego.
Mówienie, że to poważne, że musi być o danej godzinie wcale jej nie rozweseliło, wręcz przeciwnie. Stojąc i czekając na niego była bardziej przerażona i nawet nie zauważyła kiedy znalazł się obok i dał jej buziaka. - H.. hej.. - Szepnęła i drgnęła. - Jaki znowu poważny krok?! O czym Ty Jace, do cholery, mówisz?! - Walnęła go w ramię, by się wygadał i już nie trzymał jej w tej strasznej niepewności, szczerząc się jak pajac. - Mów gdzie idziemy.. bo zaraz Ci ucieknę i już nigdy więcej się nie zobaczymy. - Szła z nim za rękę, dość topornie, z nietęgą miną, ale sam się prosił, by ich spowalniała. Nie chciał się wygadać, to teraz będzie się zachowywać jak ktoś, kto nie chce iść do dentysty. Aż sobie przystanęła i spojrzała na niego całkiem poważnie. - Jace Brooks! Natychmiast mi mów! - Okej, oświadczyć się nie oświadczy, bo to już mają za sobą, a na jej palcu widnieje piękny pierścionek, ale z nim było wszystko możliwe. To wariat. Naprawdę. Powinni już dawno udać się na terapię.
_________________

So please don’t let go, cause you know exactly what we found
So please don’t let go my darling
You keep me locked up underground
It’s gonna be you and me
It’s gonna be everything you’ve ever dreamed
 
 
Jace Brooks


Wysłany: 6 Październik 2016, 12:45   

No to by było takie w jego stylu. Ale już to zauważył, że najlepiej postawić May przed jakimś faktem dokonanym i jej zbytniego wyboru nie dawać. Tak było z zaręczynami. Jak wcześniej rozmawiali, to się zapierała, że jeszcze czas, że nie chce się zaręczać ani wychodzić za mąż. Jednak wyszło całkiem inaczej i jak nie dał jej przerwać i podarował pierścionek to się zgodziła. Może i jakby ją zabrał do urzędu stanu cywilnego czy coś, to żeby mu przykrości nie robić, to by się zgodziła i kolejny pierścionek miałaby na palcu. Nie no, sam jeszcze na ślub nie był gotowy, ale chyba dawno jej tego nie mówił skoro aż tak bardzo się tym przejmowała. Dziecko to niby co innego, bo przecież jak się stanie to się stanie i będzie. Jednak tego na siłę także nie chciał, nie w tym momencie, żeby jeszcze tu ciągle namawiać brunetkę to ciąży.
Widział jej podenerwowanie i strach się wręcz malował na jej twarzy. To go tylko bawiło. Może i był w tym momencie okrutny, jednak dalej pozostawał jej najlepszym przyjacielem, który lubił ją czasem podenerwować. Nie byłby sobą, gdyby taką przyjemność sobie odebrał.- Dowiesz się wszystkiego na miejscu.- Wyszczerzył żeby w uśmiech odwracając się w jej stronę. Nie mógł się po prostu powstrzymać i aż był ciekawy na pewno co w jej główce teraz siedzi. - Nie waż się uciekać, wtedy to już na pewno się nie dowiesz.- Wzruszył tylko obojętnie ramionami. Był uparty i twardy, także dziś postanowił sobie, że jej nie powie nic. Zawsze miała te swoje sztuczki, ale trzymał się jak nigdy. Odwrócił się, gdy stanęła i cicho westchnął. - Chodź, bo zaraz będzie już nieczynne i dupa. Chcesz kolejny dzień żyć w takiej niepewności?- Zaśmiał się cicho podchodząc do niej i cmokając w nosem. Patrzył się na nią chwilę, ale jak widział, że jego narzeczona dalej stoi i wyglądała jakby miała się rozpłakać, zaraz wziął ją na ręce i kontynuował przechadzkę do sklepu. No a że zoologiczny znajdował się zza rogiem, więc postawił ją dopiero przed szybą sklepu. - Taaa daaaam.- Zaśmiał się i ustał za larson obejmując ją w pasie. - Czas powiększyć nasz mały zwierzyniec i kupić coś… naszego.- Spojrzał na nią pytająco, czy czasem jej nie zamurowało, albo tego zwierzaczka nie chciała, a wolała iść do dziecięcego. No ale zaraz otworzył jej drzwi i wszedł za nią do środka.
_________________

    Girl, you know I want your love
    Your love was handmade for somebody like me
    Come on now, follow my lead
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

REGULAMIN
OGŁOSZENIA
OGŁOSZENIA USERÓW
Z. WIZERUNKI
REZERWACJE
POSZUKIWANIA
NIEOBECNOŚCI
SPIS MULTIKONT
FABULARNE
SPIS STANOWISK
SPIS LOKACJI
DZIELNICE
TŁO FABULARNE
MISTRZ GRY
ZAMÓWIENIA
KTO ZAGRA?
1. Otwarcie: 17.06.2016
2. ZAPOZNANIE SIĘ Z REGULAMINEM JEST OBOWIĄZKOWE!
3. Spis multikont - aktualną listę znajdziesz tutaj
4. Aktualizacja regulaminu - więcej informacji.
5. 2/11/19 Zmiany w gronie administracyjnym: więcej informacji.
Styczeń 2020
booked.net

administracja
Leanne // Isabelle
Claudius
Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapytań do SQL: 8