Poprzedni temat «» Następny temat
Starbucks
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 17:34   Starbucks

[align=center:51fda2490f][/align:51fda2490f]
 


profil
 
Lily Houghton-Payne
[Usunięty]

Wysłany: 29 Czerwiec 2016, 02:25   

outfit

Życie Lilien było strasznie zabiegane. Czasami udawało jej się wyrwać z pracy, żeby mogła gdzieś sobie podskoczyć na kawę albo po prostu była wysyłana w teren wraz ze swoim partnerem. Tym razem również tak było. Razem z Mattem wyruszyli w teren, a następnie zaparkowali na wolnym miejscu. Chwilę postali obok samochodu i pośmiali się z poczynań ich kolegi z pracy.
Później Lilka wybrała się po kawę dla ich dwójki. Czasami, podczas ich roboty, musieli naładować akumulatory. Kawa idealnie się do tego nadawała, bo dawała im moc na resztę dnia. Wiadomo, ze praca w jednostce wywiadowczej to nie same akcje, ale również papierkowa robota, której nikt nie lubił. Lily również jej nie lubiła, dlatego pijała dużo kawy. To co napisałam nie ma najmniejszego sensu, ale mam nadzieję, że wybaczysz mi to, bo jest trzecia w nocy, a ja nie wiem co piszę, haha.
Jednakże, podczas jednej z akcji, Lily musiała działać pod przykrywką. To było konieczne, a ona nie mogła nic na to poradzić. Kazali jej się ładnie ubrać, a następnie zachowywać jakby przyszła do tego klubu, żeby zaszaleć. Niechętnie robiła takie rzeczy, ale tego wymagała od niej praca, więc zgadzała się. Odstrzelona poszła tamtego dnia do klubu, usiadła przy barze i zamówiła sobie drinka. Wtedy przysiadł się do niej Matt i zaczął z nią flirtować. Nie mogła go spławić na drzewo, dlatego przedstawiła mu się jako Stella. Dlaczego takie imię? Pojęcia nie miała co mu powiedzieć, dlatego powiedziała to. Inteligentna Lily. Flirtowała z nim trochę, a następnie, kiedy dostała cynk, musiała jak najszybciej ruszyć za ich podejrzanym, którego, tamtego wieczoru przyskrzynili. Brawo dla nich. Ona o tym już zapomniała, ale kiedy wychodziła z kawami z kawiarni, wpadła na kogoś. Oblała się cała kawą i przy okazji tą drugą osobę. Podniosła wzrok i przeprosiła. Nie poznała Matta, ale on ją poznał, bo nazwał ją "Stella". Zmarszczyła brwi i pokręciła głową.
- Stella? Jaka Stella?
 
 
Matthew Heywood
[Usunięty]

Wysłany: 29 Czerwiec 2016, 22:15   

#2

Matt rzadko pijał kawę, ale jeśli miał przeżyć dzisiejszy wykład z historii tańca, potrzebował porządnej dawki kofeiny. Wczorajszego wieczoru nie mógł zasnąć - ciągle gryzła go sprawa z Ophelią. Zastanawiał się nawet nad odejściem ze studia, w końcu taka byle nastolatka nie będzie nim pomiatać, ale, na litość boską, nie chciał dać się wypłoszyć. Odbębni te kilka tygodni i pożegnają się, w milszej lub mniej miłej atmosferze. Małe istniało prawdopodobieństwo, że dziewczyna zatrudni się w studiu albo będzie się tam dalej uczyła. Jeszcze trochę i pewnie wygra ten cały You Can Dance, pewnie wyjedzie na Broadway, spełni marzenia i zapomni o tym frajerze z Lou Conte Dance Studio, który uczył ją hip hopu. Nieważne.
Szedł ulicą, prowadząc rower - zamierzał zajść do pierwszego lepszego Starbucksa po drodze i kupić kawę z największą ilością kofeiny, jaka była możliwa. Przecierał oczy z niewyspania. Rano nie zdążył nawet pobiegać, żeby się nieco rozbudzić, ot, cała przyczyna. Nie lubił ładować w siebie energetyków, ale wyjątkowo kawa powinna postawić go na nogi. W końcu jego wzrok natrafił na wielki, zielono-szary szyld Starbucksa. Przeszedł przez ulicę i przypiął rower do barierki, następnie schował kluczyk do kieszeni i udał się w kierunku wejścia - niestety, ktoś na niego wpadł i oblał jego białą koszulę kawą. - Kurwa - rzucił pod nosem, rozkładając ręce i przyglądając się swojej koszuli, która jeszcze przed chwilą była czysta. Kiedy uniósł wzrok, otworzył usta ze zdziwienia - złość momentalnie mu przeszła, a na ustach pojawił się uśmiech. - Stella? Co ty tu robisz? - powiedział, wyciągając z kieszeni jakąś brudną chusteczkę i próbując zetrzeć ślady kawy z ubrania swojego i Lily. - Musisz się bardzo śpieszyć, skoro mnie nie zauważyłaś - dodał znacząco, chrząkając. Trudno było przeoczyć Matta z jego wzrostem. Co prawda dzisiaj nie miał na sobie skórzanej kurtki, ale nadal. Kiedy Lily spytała się, o jaką Stellę mu chodzi, parsknął śmiechem. - Jak ty się znasz na żartach, co, Stella? Powinienem powiedzieć "Matt? Jaki Matt?"? - zaśmiał się, dając jej kuksańca w bok. - Chodź, odkupię ci kawę, to też trochę moja wina - rzekł w końcu, otwierając przed nią drzwi Starbucksa i gestem zapraszając z powrotem do środka. Nawet przestał się przejmować tym, że z jego koszuli spływała kawa z mlekiem. Wow.
 
 
Lily Houghton-Payne
[Usunięty]

Wysłany: 30 Czerwiec 2016, 01:07   

Lilien była praktycznie uzależniona od kofeiny. Towarzyszyła jej ona codziennie i w bardzo wielkich ilościach. Praca detektywa nie należy wcale do najłatwiejszych, a Twój mózg musi być sprawny cały czas. Zdarzało się, ze nad jedną sprawą pracowali od świtu do nocy, a wtedy każdy z nich musiał być gotowy, w każdej chwili, żeby wyruszyć w teren i złapać poszukiwanego, który im ciągle zbiegał.
Na całe szczęście Lilka trafiła dobrze, jeśli chodzi o partnera w pracy. Ona i Matt dogadywali się świetnie i zawsze mogli się sobie zwierzyć. Nie było między nimi żadnych spięć ani kłótni. Żyli w harmonii i poniekąd dzięki temu pracowało im się tak dobrze. Lilka lubiła Stabucksa. Była to jedyna z kawiarni, gdzie nie musiała prosić się obsługi o to, żeby przygotowali jej idealną kawę. Mówiła co bierze i z czym i zawsze to dostawała. Idealnie podane i za każdym razem smakującej tak samo. Zapewne od dłuższego czasu posiada tutaj kartę stałego klienta, ale pewnie się z tym nie obnosi, bo jeszcze jej zaczną ludzie zazdrościć, hehe.
Była tak zamyślona, że nie zauważała jak wpadła na kogoś. To było najgorsze, bo nie dość, że oblała tego kogoś to jeszcze siebie. Świetnie, brawo dla Lilki. Tylko ona tak potrafi i nikt inny. Miała na sobie jasny sweterek, który już przybierał ciemnego koloru, a ona wiedziała, że ciężko będzie to zaprać i będzie musiała podjechać do domu, żeby się przebrać.
Z początku naprawdę zdziwiła się, o jaką Stellę chodzi, ale po chwili sobie przypomniała. Nie miała pojęcia, że jeszcze kiedyś go spotka, dlatego nie przywiązywała wtedy uwagi do tego. Los lubi jednak z niej kpić i zrobiła z siebie z lekka kretynkę. Przypomniała sobie nawet jak miał na imię, ale on też jej przypomniał, mówiąc o sobie.
- Wybacz, Matt. Zamyśliłam się i tak wyszło. Strasznie cię przepraszam za tą wylaną kawę. Oddam ci za pralnie. Obiecuje.- pokiwała pewnie głową i zaśmiała się, słysząc jego kolejne słowa.- Tak, ale zabawne, nie? Boki zrywać.
Pokręciła głowa zażenowana i poszła z nim razem w kierunku stolika, który zajęli. Musiała mu powiedzieć prawdę, bo nie lubiła kłamać dobrych ludzi, a Matthew taką osobą był. Machnęła ręką, kiedy chciał jej odkupić kawę i wzięła głębszy wdech.
- Słuchaj, Matt, muszę ci coś powiedzieć.- spojrzała na niego. - Tak, naprawdę nazywam się Lily Houghton i jestem detektywem w jednostce wywiadowczej. Wtedy, to była akcja, a ja działałam pod przykrywką. Nie mogłam ci powiedzieć swojego prawdziwego imienia, dlatego wymyśliłam Stellę. Wybacz, czuję się głupio teraz z tym.
 
 
Matthew Heywood
[Usunięty]

Wysłany: 10 Lipiec 2016, 11:40   

Weszli do środka i stanęli w kolejce, zupełnie ignorując wścibskie spojrzenia gości lokalu. Zerkali ukradkiem na ich oblane kawą ubrania, kiedy Matt próbował wytrzeć choć trochę tego brązowego płynu z jasnego sweterka Lily. Pech chciał, że chusteczka Matta była tą samą, którą wycierał nadmiar smaru z łańcucha swojego motocyklu dzisiejszego ranka, dlatego na bluzce Houghton pojawiły się pierwsze ciemne plamy. Matt przerwał to specyficzne czyszczenie, dopiero w momencie, kiedy Lily powiedziała coś o pralni. - Ty też potrzebujesz pralni - parsknął śmiechem, natychmiast odrywając chusteczkę od jej sweterka. Schował ją do kieszeni spodni, ignorując fakt, że ubrudził sobie tym samym całą wewnętrzną stronę kieszeni w spodniach. - Zresztą. Mam w domu proszek, płyn, pralkę, wodę też mam, sam mogę zrobić pranie. Ewentualnie moja siostra to zrobi - dodał po krótkiej chwili, dając kasjerowi pieniądze za dwie kawy. Wziął taką samą, jaką zamówiła Lily, ponieważ totalnie nie znał się na kawach. W końcu nie pił tego na co dzień, prawda? Jednak od czasu do czasu można. - Twoją bluzkę też uprać? - spytał Matt, upijając łyk kawy i krzywiąc się nieznacznie. Niedobra i droga. Bez sensu. Jednocześnie wskazał wolną dłonią na plamy od smaru na bluzce Houghton, nie mogąc powstrzymać się od cichego chichotu. Przestał się śmiać w momencie, gdy Lily zaczęła mu opowiadać rewelacje. Dość zaskakujące. Z każdym kolejnym słowem dziewczyny jego brwi unosiły się coraz wyżej i wyżej.
- Hm - mruknął pod nosem, spuszczając wzrok na kubek kawy, który dzierżył w dłoniach. - Hm - powtórzył, nie bardzo wiedząc, jak ugryźć ten temat. Był zaskoczony - czuł się jak Mary-Jane, której Peter dopiero co obwieścił, że jest Spidermanem. Nie polecał tego uczucia i powoli zaczynał rozumieć reakcję Mary-Jane. - Może jeszcze na dodatek mi powiesz, że zalałem ci kamerę i twoi kumple tajniacy nie mogą cię podglądać w wozie na tyłach? - parsknął, znowu upijając łyk. Nie wiedział, czy powinien jej wierzyć, czy może Lily się zgrywa. - Cóż, uznajmy, że mówisz prawdę. Cześć, Lily, miło mi, jestem Matt. Co z naszą randką? Stella obiecała mi randkę - zaśmiał się, teraz już totalnie żartując. Miał Poppy i nie potrzebował żadnej innej kobiety do szczęścia. Zerknął ukradkiem na Houghton, zastanawiając się, czy naprawdę jest tajnym agentem. Jeśli tak, to... fajna, kurczę, sprawa.
 
 
Lily Houghton-Payne
[Usunięty]

Wysłany: 11 Lipiec 2016, 07:55   

Ludzie zawsze są ciekawscy. Tak jakby w ogóle nie mieli swojego życia. Muszą węszyć, dopatrywać się wszystkiego, a potem rozsiewać plotki, które bardzo często mijają się z prawdą. A więc to, że oboje stali z mokrymi koszulkami, a w dodatku Matt próbował uratować sweterek brunetki, co jednak sprawiło, że była bardziej brudna, bo smar też został na jej bluzce. Lilka spojrzała na to i wybuchnęła śmiechem. Cóż, będzie musiała zmienić ubrania na komisariacie.
- Wiesz, teraz to ja nie wiem, czy ten smar zejdzie w praniu.- pokręciła głową rozbawiona przez jego poczynania. - Ale to ja na Ciebie wylałam tą kawę. Powinnam ci to wyprać albo zapłacić rachunek za pralnię, Matt. Nie spieraj się ze mną. Nie radzę.
Cóż, z Lilien lepiej nie dyskutować, bo kiedy na coś się uprze to tak musi być. Złożyli zamówienie, a następnie usiedli, ale o tym pisałam w poprzednim poście, więc wiadomo, haha.
- Co? Nie. Nie musisz prać mojej bluzki. Serio.- pokręciła głową, upijając łyka swojej kawy.
Lilka lubiła ten lekko gorzkawy smak. Z początku było jej trudno się do nie przyzwyczaić, ale kiedy pracujesz w takim zawodzie jak ona, to kawa staje się z czasem Twoim najlepszym przyjacielem i nie potrafisz bez niej funkcjonować. Ona tak miała, więc Matt też się pewnie z czasem przyzwyczai. Wiedziała, że swoją historią mogła go zszokować. Każdy byłby w wielkim szoku, kiedy laska, która z Tobą flirtowała powiedziałaby ci, że to tylko akcja policyjna, a ona udawała. Wiedziała, że łatwo jej może w to nie uwierzyć, bo skoro go okłamała raz, to dlaczego teraz miałaby mówić prawdę, tak? Na potwierdzenie swoich słów wyjęła z kieszeni odznakę, kładąc ją przed nim. W tej dzielnicy nie powinna tego robić, ale miała nadzieję, że nikt ich nie obserwuje już i każdy zajął się swoimi sprawami.
- Nie, teraz nie działam pod przykrywką. Wyskoczyłam po prostu po kawę dla siebie i swojego partnera. Naprawdę mi przykro, że musiałam cię wtedy okłamać, Matt.- powiedziała cicho, spuszczając wzrok na kawę i obejmując kubek dłońmi.
Nie lubiła kłamać ludzi, ale czasami jej praca tego od niej wymagała, a ona nie mogła lekceważyć rozkazów z góry. Inaczej, wróciła by do patrolowania ulic, a tego nie chciała. Teraz była w swoim żywiole i spełniała się w swojej jednostce. Nie chciała być jak jej jeden kolega z komisariatu. To byłoby gówniane uczucie.
- Randką? O kurde, faktycznie. To jednak jest coś jeszcze.- wzięła większy wdech, spoglądając na niego.- Matt, jesteś świetnym facetem. Naprawdę, ale ja mam narzeczonego. W sobotę się pobieramy. Kocham go i nie mogłabym iść z Tobą na randkę. Nie jestem taka. Przepraszam.- przygryzła mocno swoją wargę.
 
 
Matthew Heywood
[Usunięty]

Wysłany: 20 Lipiec 2016, 18:38   

Ludzie byli, są i będą ciekawscy, będą wściubiać nos w nie swoje sprawy, będą plotkować i obgadywać za plecami. Będą oceniać, szeptać od ucha do ucha i udawać, że wcale nie powiedzieli czegoś złego. Matt też często oceniał innych - po wyglądzie, po zachowaniu. Później zwykle wstydził się swojego szybkiego osądu, ale cóż zrobić, taka była natura człowieka. Z reguły nie był też łatwowierny, ale jeśli chodziło o kobiety... Kobiety były zupełnie inną bajką. Dlatego naiwnie uwierzył Lilce, kiedy stwierdziła, że nazywa się Stella i pracuje jako striptizerka w sąsiednim mieście. Nie planował jej tego powtarzać, w końcu nawet nie pamiętała imienia, które mu podała tamtego wieczoru. Cóż, miała bujną wyobraźnię. - Powinien zejść. Jeśli nie zejdzie, dam ci namiary na mistrzowską, tanią pralnię - uśmiechnął się, znowu biorąc łyka okropnej kawy. Serio, jak Lilka mogła to pić? - W takim razie co mi poradzisz, pani detektyw? Oddać ubrania w twoje ręce czy nie powinienem ci ufać? - zaśmiał się, zaczynając bawić się serwetką. To było dopiero ich drugie spotkanie. Badał grunt, sprawdzał granice. Na pierwszy rzut oka Lilka wydawała się naprawdę normalną babką. Kiedy wyjęła odznakę, gwizdnął cichutko z podziwu. No, teraz na bank jej uwierzył. Jak był małym chłopcem, też chciał zostać policjantem, detektywem albo żołnierzem, jak ojciec. I miałby odznakę. Życie jednak zdecydowało inaczej. - Okej, nie ma sprawy - pokiwał głową na jej przeprosiny. Znowu pociągnął łyk kawy z papierowego kubka, znowu posłał jej znaczące spojrzenie. Milczał, pozwalając jej się wygadać, jak standardowy facet. Czekał, aż skończy, a kiedy oznajmiła, że ma narzeczonego i w sobotę bierze ślub, nawet się nie zdziwił. Uśmiechnął się pod nosem, ale nieco zmieszał. - Ślub, powiadasz - powtórzył, unosząc brwi w górę. Troszeczkę go zatkało, chociaż nie powinien się dziwić - Lily była piękna, na pewno miała świetną reputację, no i była tajniakiem. Pewnie gdyby był nieco starszy i przestał zachowywać się jak dziecko, wszedłby do kościoła i ogłosiłby, że nie zgadza się na ślub. Żartuję. - Cóż, gratulacje - powiedział w końcu szczerze, zerkając na zegarek. Miał jeszcze sporo czasu. - Następnym razem nie umawiaj się na randki z nieznajomymi. Ja ci wybaczę, ale wiesz, faceci są różni - poklepał ją po ramieniu, tak po kumpelsku. - Jeszcze coś ci się stanie i co wtedy? Może twojego narzeczonego ani kolegi z wozu nie będzie w pobliżu - dodał, kręcąc głową i sugerując, że Lily nie poradziłaby sobie sama w takiej sytuacji. Ups... - Długo się znacie? - spytał po chwili, opierając się o oparcie krzesła. - W sensie, ty i twój przyszły mąż - uzupełnił pośpiesznie, znowu biorąc łyka kawy.
 
 
Lily Houghton-Payne
[Usunięty]

Wysłany: 27 Lipiec 2016, 19:47   

Nie ma osoby, która chociaż raz w swoim życiu nikogo by nie obgadywała. To jest wpisane w nasza naturę. Zresztą, bez przesady, że plotkowanie na czyjś temat było jakimś grzechem. Czasami po prostu ludzie robią to z zazdrości, a czasami z ciekawości. Lilka ta strasznie nie lubiła okłamywać ludzi, ale taką miała pracę, że czasami musiała uciec się do kłamstwa. Ofiarą stał się Matt, który nie był niczemu winny. Znaczy, Lilka nie sądziła, że po tym incydencie go spotka kiedykolwiek, bo jednak Chicago nie jest małe, ale los uwielbia być przekorny. Tak jak w piosence Akcent, los chce ze mną grać w pokera, raz mi daje, raz zabiera. Tak samo było z tym. Lilka miała nadzieję, ze nie wyjdzie na idiotkę, ale wyszła. Trudno.
- Okay, trzymam cie za słowo.- zaśmiała się, patrząc na niego.- Ufać mi? Kochany, policji nigdy się nie ufa, nie słyszałeś o tym?
Spojrzała na niego poważnie i wybuchnęła śmiechem. Gadali sobie i gadali, a mnie się tak strasznie nie chce opisywać tego, bo mam pustkę w głowie, dlatego dam ci same dialogi, oks? Loffki, pracusiu <3
- Dziękuje. I zapamiętam, żeby nie dawać się zaprosić na randkę.- pokiwała głową i zmarszczyła brwi.- Spokojnie, dam sobie radę. Nie chcesz wiedzieć co potrafię. - puściła mu oczko.- Całe życie się znamy. Praktycznie od samego początku.- uśmiechnęła się, a po chwili zadzwonił Matt, bo musieli już jechać.- Wybacz, muszę spadać. Spotkamy się kiedy indziej. - podała mu swoją wizytówkę, bo na bank ją miała, a potem wyszła ze swoimi kawami i brudną bluzką.
/ zt x2
 
 
Elias Heusinkveld


Jestem w Chicago od
https://68.media.tum

Wysłany: 2 Październik 2016, 12:23   
   Mów mi -  marian
   Multi -  addison rayne


// szmatki

Niby doszliśmy z Raphaelem do porozumienia po ostatniej sprzeczce, ale to nie uspokoiło mnie całkowicie. Jeszcze przez jakiś czas miałem skołatane nerwy, których nie dało się jakkolwiek uciszyć. Najgorsze jednak dopiero miało nadejść wraz z pierwszą wizytą u specjalisty. Obiecałem ukochanemu, że spróbuję, chociaż sam nie widziałem potrzeby zwierzania się obcemu facetowi czy tam kobiecie z moich osobistych problemów. A potem tłumaczyć mu jak dziecku, dlaczego tak wiele wysiłku wkładałem w odchudzanie.
W tym wszystkim jednak nie mogłem zapominać o rodzinie. Fakt, że moje rodzeństwo było ode mnie starsze, wszyscy byliśmy już dorosłymi ludźmi z własnym, dorosłym życiem... Ale ja nie potrafiłem odciąć się od nich na zbyt długo. Zaraz zaczynałem odczuwać, że mi ich brakuje. Tak jak dzisiejszego dnia, kiedy to wybrałem numer jednej z moich siostrzyczek. Jak zwykle poinformowałem jedynie, że wychodzi ze mną na kawę (co powinno się interpretować: poświęć mi chociaż godzinę, a będziesz mieć święty spokój) i podałem miejsce spotkania. Z jakichś przyczyn przy Lay czułem się najpewniej i mogłem jej powiedzieć o wszystkim, co mi leżało na wątrobie. Tyle że nie byłem pewien, czy mi to przejdzie przez gardło.
Zebrałem się dosyć szybko jak na swoje możliwości i mknąłem w wybrane przez siebie miejsce. Gdy dotarłem już do lokalu, wstrzymałem się od składania zamówienia, wolałem poczekać na siostrę i w międzyczasie przejrzeć internet przy pomocy telefonu. Och, jak dobrze że miałem dziś wolny dzień od pracy!
_________________
 


profil kalendarz
 
Layla Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 3 Październik 2016, 00:45   

/ po Andrew + stylówa

Layla była jeszcze takim promyczkiem. Zaraz praktycznie po Eliasie w hierarchii najmłodszego dzieciaka (no forumowo na razie nas czwórka, choć Daniel opierdaling odprawia - nie dziwi mnie to w sumie, ale no). Miała 23 lata, własną cukiernię i jakoś to szło. Doceniała wszystko bardziej po wypadku, do którego doszło ponad pół roku temu, a może nawet i więcej. Z początku było naprawdę trudno. Nie pamiętała rodziców, rodzeństwa, nie wiedziała kim jest Andrew i kim tak naprawdę ona jest. Większość wspomnień została wymazana, jednak z czasem i pomocą przyjaciół jak i Andrew zaczęła sobie wszystko przypominać i układać życie - prawie na nowo. Postanowiła więcej czasu spędzać z rodzeństwem, dlatego gdy tylko Elias odezwał się do niej, nie wahała się ani minuty. Jasne, że chciała się z nim spotkać i pogadać, nawet urwała się z pracy, zostawiając dziewczyny same i mając nadzieję, że nic nie sknocą. Wyszła o odpowiedniej godzinie z cukierni i skierowała się do auta, by móc pojechać na skraj miasta. Też sobie wybrał okolicę, nie ma co. Będzie musiała z nim o tym pogadać.
Zaparkowała niedaleko i weszła do środka rozglądając się za młodszym bratem. Uśmiechnęła się, gdy go zobaczyła i podeszła do stolika. Buziak w policzek, standardowo. - Hej młody. - Uśmiechnęła się już szerzej. - Zamawiałeś? Nie? Okej.. to najpierw zamówmy, a potem musisz mi wszystko opowiedzieć od początku. - Kiwnęła głową. Skierowali się pewnie do kasy, Layla zamówiła sobie Pumpkin Spice Latte, bo to już ten sezon, a Elias pewnie coś podobnego. Słodkie górą. Zapłacili, odebrali kawkę i skierowali się na swoje miejsca. - Po pierwsze.. Canaryville? Chcesz mnie zabić, albo siebie? Nie mogliśmy się zobaczyć w centrum? - Pokręciła głową, była to bowiem jedna z najbardziej niebezpiecznych dzielnic, a on jeszcze się tu sam włóczył. - No.. a teraz gadaj. - Jak na spowiedzi. Zjadała łyżeczką bitą śmietanę i spoglądała na niego.
 
 
Elias Heusinkveld


Jestem w Chicago od
https://68.media.tum

Wysłany: 4 Październik 2016, 10:16   
   Mów mi -  marian
   Multi -  addison rayne


Tak jakoś podejrzewałem, że właśnie wyciągam siostrę z pracy, jednak ona akurat mogła sobie na to pozwolić. Nikt przecież nie zwolni szefowej. Nie zamierzałem spędzać wolnego dnia siedząc na tyłku, poza tym jak już wspominałem - tęskniłem za rodzeństwem i na pierwszy ogień poszła Layla, z resztą też zamierzałem się wkrótce zobaczyć! O ile znajdą dla mnie czas, bo w sumie wszyscy jesteśmy dorośli i wiadomo, jak to jest.
- Hej - odpowiedziałem, szczerząc się głupkowato jak zawsze, gdy widywałem się z Lay. Jasne, że nie zamawiałem niczego przed pojawieniem się dziewczyny. Wolałem zaczekać na siostrzyczkę i wybrać coś wspólnie, chociaż niekoniecznie uśmiechało mi się pochłanianie pustych kalorii w postaci mega-słodkiej kawy, ale po ostatniej rozmowie z Raphaelem wiedziałem, że z moimi dietami definitywny koniec.
Nadal chciałem być szczuplutki, ale skoro obiecałem, to słowa dotrzymam. Na razie nie chciałem o tym myśleć. Ruszyłem z siostrą do stolika, zastanawiając się na ile mogę być szczery, żeby mnie nie zamordowała tą łyżeczką, którą grzebała w kawie.
- Och, przestań. W biały dzień chyba nic się nam nie stanie, prawda? - powiedziałem z uśmiechem, ale nie miałem co do tego żadnej pewności. W Chicago kręcą się różne typki spod ciemnej gwiazdy, ale nie chciałem jakoś o tym myśleć - to, że Raphael żyje, to już wiesz... Pamiętam jak panikowałem ci w sms'ach. Po tym jak do niego zadzwoniłem, żeby się upewnić że to nie żart, spotkaliśmy się u mnie. On serio żyje. A jego rodzina próbowała to przede mną ukryć, bo mnie nie lubią i nie chcieli, żebyśmy byli razem, masz pojęcie? To chore... - zacząłem, obracając w dłoniach kubek z kawą. Chciałem zapytać siostrę o to, jak to jest kogoś nie pamiętać, ale z drugiej strony nie chciałem przywoływać tych wszystkich złych wspomnień. Dlatego zamknąłem się jednak i zająłem swoją kawą, przerywając na moment ten wywód - i co najlepsze, to ze mnie próbowali zrobić złego. Siostra Raphaela bez przerwy kłamała, jakim to złym chłopakiem byłem i że go zdradzałem - dodałem ciszej, gapiąc się na stół jakby było w nim coś ekscytującego.
_________________
 


profil kalendarz
 
Layla Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 5 Październik 2016, 00:26   

Generalnie życie z siostrą, która ma cukiernie to musi być dopiero frajda. Szczególnie teraz dla Eliasa, który będzie musiał powiedzieć o wszystkim Lay i którego dziewczyna nie wypuści bez ciastka. Nie, nie do domu.. będzie musiał jeść przy niej. W jej cukierni. Aż go zapcha. I wiadomo, że to wszystko z miłości, a potem wystawi mu rachunek. Nie można być stratnym tylko dlatego, że braciszek się zaniedbuje i trzeba przejąć nad nim kontrolę. Ale wszystko po kolei.
- Cholera tam wie.. ostatnio czytałam, że zadźgali jakiegoś dilera w alejce. Kto wie co to będzie dalej. Może zobaczą Twoją śliczną buźkę i będą chcieli ją zmasakrować? - Ach, kobieta optymizmu normalnie. Czasem to się chyba idzie zastanowić czy nie powinna pisać do jakichś rubryczek z czarnym humorem, czy esencją śmierci. Jednak po chwili skupiła się bardziej na tym, co mówi jej brat, niż na wymyślaniu scenariuszy tego, co może im się stać w Canaryville. Teraz jego sytuacja była dla niej ważniejsza. - Tak wiem.. - Kiwnęła głową, potwierdzając jego słowa, lecz następne aż ją zszokowały. - Aah..aa. Co za rodzina w ogóle. I naprawdę nie uświadomili go o niczym? - Prychnęła cicho. - I Ciebie.. przecież miałeś prawo wiedzieć! Był pogrzeb, całkiem tak na niby? To chore.. - Spojrzała oburzona na Eliasa a potem na kawę, z której pozbyła się całkiem bitej śmietany. - Okej, spotkaliście się.. a co on na to? Ja pamiętam, że byłam przerażona i chciałam uciekać, ale wydajesz się.. spokojny. Więc chyba nie było tak źle. - Uśmiechnęła się delikatnie, bo czuła, że wszystko jest na dobrej drodze, mimo tego iż rodzina Raphaela tak postąpiła, co się w głowie nie mieściło Brighton. - Mega słaba akcja. - No, komentarz godny dwudziestego pierwszego wieku, ale po prostu siedziała zszokowana i upijała co jakiś czas łyk kawy zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego tak postąpili Ci ludzie. Nie potrafiła tego zrozumieć, przecież wystarczyła rozmowa. A nawet jeśli Raphael nie pamiętał niczego, nie mieli prawa zmieniać mu przeszłości.
 
 
Elias Heusinkveld


Jestem w Chicago od
https://68.media.tum

Wysłany: 5 Październik 2016, 06:36   
   Mów mi -  marian
   Multi -  addison rayne


- No wiesz... Chyba nie zrobią tego tak całkiem bez powodu? - spytałem, odrobinę przerażony słowami siostry, bo jednak nie byłem jakimś chojrakiem, osobą która poradziłaby sobie w niebezpiecznych sytuacjach. Najprawdopodobniej zacząłbym uciekać albo błagać o litość. Naprawdę nie jestem typem człowieka potrafiącego obronić się przed wszelkiego rodzaju patolami.
Nie ma co snuć tych czarnych scenariuszy, chociaż nie powiem, że mnie teraz nie przestraszyła. Chyba będę miał na wszelki wypadek oczy dookoła głowy, wychodząc stąd.
- Nie. On cały czas żył, tylko zapadł w śpiączkę. Ale o tym mi już nie powiedzieli. Byłem przekonany, że zginął, ja... Kompletnie się załamałem, a oni... dobrze się przy tym bawili, bo dlaczego nie - odpowiedziałem z lekką nutą złości wyczuwalną w moim głosie. Już mnie to nie smuciło. Teraz czułem tylko wściekłość i chęć wyrównania rachunków z tą bandą wariatów - tu jest najlepsze z tego wszystkiego, kochana. On mnie poniekąd pamiętał. Powiedział, że śniłem mu się, czuł że musi mnie skądś znać, ale nie wiedział dokładnie skąd. Ma chyba ze trzysta portretów mojej krzywej mordy - wytłumaczyłem, nie mogąc pohamować się od wtrącenia komentarza na temat mojej twarzy, bo to u mnie akurat normalne - a teraz widzę, że powoli sobie przypomina. Więc jest szansa, że wszystko wróci do normalności... - oby. Naprawdę chciałem, żeby wszystko było już dobrze. Po tym wszystkim co przeszliśmy? Skutki tego oszustwa przecież nadal były widoczne.
_________________
 


profil kalendarz
 
Layla Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 5 Październik 2016, 16:18   

- A to nie powód Ci właśnie podałam? - Zaśmiała się cicho, widząc przerażoną minę brata. Uwielbiała go straszyć, szczególnie za dzieciaka. Nic dziwnego, że Halloween to pewnie nie był jego ulubiony okres, szczególnie gdy Layla uwielbiała przebierać się za zmasakrowane potworki i ukrywać się pod łóżkiem Eliasa. Ach to beztroskie dzieciństwo. A jak się boi, to przecież Lay go odwiezie i pewnie skopie tyłki bandziorom, nie skrzywdzą jej młodszego braciszka, nie ma mowy! Layla #superhero.
- Idioci. - Mruknęła, komentując rodzinkę Raphaela. Dobrze, że przed nią nic nie ukrywali. No prawie wszyscy, ale Andrew miał inne powody by ukrywać coś przed nią, chciał dla niej dobrze, być przy niej i się nią opiekować. Dopiero potem wszystko wyszło na jaw, ale i tak już była w nim cholernie zakochana, więc nie mogła tego tak o zaprzepaścić. - To ciekawe. Ale to w sumie tak, jakby wspomnienia do niego wracały, tylko w śnie. Ja miałam coś takiego na jawie. Gdy o czymś wspominaliście, albo oglądałam zdjęcia, widziałam przepisy.. i pamiętaj. Teraz należy się cieszyć z tego, że żyje. No i chyba chce dalej z Tobą być, inaczej już byś mi ryczał tu do tej kawy. - Zauważyła i posłała mu ciepły uśmiech. Bo co było to było, najważniejsze, że wychodzili teraz na prostą i mogli być ze sobą, nie zważając zupełnie na rodziców. - No ale generalnie to mu współczuje, że tak dużo mu się śniłeś, pewnie ma teraz skrzywioną psychikę. - Westchnęła ciężko, teatralnie, po czym wyszczerzyła się do Brightona i upiła kilka łyków kawy. Nie ma to jak miłość prawda?
- Nie martw się młody, będzie dobrze.. a poza tym.. czuję, że to nie wszystko i coś Cię gnębi. - Spojrzała na niego uważnie.
 
 
Elias Heusinkveld


Jestem w Chicago od
https://68.media.tum

Wysłany: 6 Październik 2016, 06:43   
   Mów mi -  marian
   Multi -  addison rayne


- No tak... W końcu mało kto lubi gejów - wzruszyłem ramionami, i aż dziw bierze, że żarty nadal się mnie trzymały, nawet pomimo tego przerażenia, jakie wywołały słowa siostry. Naprawdę życie było mi miłe. Zwłaszcza że odzyskałem mojego ukochanego chłopaka. Może gdyby to było te półtora roku temu, znając moją desperację w tamtym czasie (i głupie pomysły), sam poprosiłbym żeby mnie ktoś zamordował.
Jak dobrze, że można liczyć na rodzinę. Ja miałem o tyle lepszą sytuację, że byłem najmłodszy i choć oznaczało to ciągłe zaczepki ze strony starszego rodzeństwa, tak wiedziałem że zawsze mnie obronią, gdy zdarzy się coś złego. Ja tam nie wyglądałem raczej na człowieka, który potrafi odpyskować. I nie czułem, aby było mi to jakoś szczególnie niezbędne do życia.
- To musi być dziwne uczucie - powiedziałem bardziej do siebie niż do Lay, rozmyślając krótko nad tym wszystkim - no tak, to wiadomo. Oczywiście, że chce dalej ze mną być, nie ma innej możliwości... Tylko czuję, że rodzinka tak szybko nie odpuści i będą dalej kombinować jak zniszczyć ten związek - dodałem, przewracając na sam koniec oczami. To nie w ich stylu. Raz próbowali nas rozdzielić, spróbują ponownie. Ten typ rzadko odpuszcza, bo są zbyt głupi, aby zrozumieć że jesteśmy dla siebie stworzeni. Ale jakoś to będzie...
- Cooo? - wyrwałem się z rozmyślań, a gdy dotarło do mnie co powiedziała Layla, zerknąłem na nią wielce oburzony - no wiesz! Spadówa! - rzuciłem, nadal gapiąc się na nią jak obrażone dziecko, któremu mama zabrała ulubioną zabawkę. Mój stan jednak zaraz uległ nagłej zmianie pod wpływem następnego pytania. Nerwowo sięgnąłem po kawę, dając sobie tym samym czas na uporządkowanie myśli - um... - zerknąłem na nią niepewnie, ale nie mogłem się zebrać w sobie - bo wiesz... Zacząłem od jakiegoś czasu się odchudzać i Raphael uważa, że mam anoreksję - wypaliłem to wreszcie na głos, ponownie opuszczając wzrok.
_________________
 


profil kalendarz
 
Layla Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 8 Październik 2016, 01:40   

/ meh, ale lama, nie zauważyłam ;x

- Ja tam lubię mojego malusiego geja. - Uśmiechnęła się do niego i zaczepnie pociągnęła go za polisie, jak to robią ciotki i babcie, gdy przyjeżdżają w odwiedziny. - Jesteś takim pączusiem moim, słodziutkim. - Oh, no uwielbiała się z niego nabijać, ale za to ją przecież kochał i umiała mu tym poprawić humor. Kto jak nie Lay? Tak naprawdę mieli tylko siebie, rodzeństwo często zapominało o sobie, przede wszystkim, że było starsze, miało więcej problemów, a jednak oni we dwójkę to najmłodsze dzieciaki, to muszą trzymać gardę razem i dawać kopa w dupę życiu. Przynajmniej Layla mu nie odpuści, będzie musiał się z nią męczyć.
- Trochę jest.. - Kiwnęła głową i westchnęła. Mówił do siebie, ale siedzieli na tyle blisko, że słyszała i postanowiła mu odpowiedzieć, po czym ciepło się uśmiechnęła, by się nie martwił, bo wszystko będzie dobrze. Na dodatek poczochrała mu włosy, na dziś wyczerpując wszelkie niedozwolone chwyty. - Pieprz ich.. serio. Jak się będą rzucać, to po prostu powiemy gdzie ich miejsce, a Raph ma swój mózg i własną wolę, więc się nie przejmuj. - Prychnęła i machnęła ręką, bo jak będzie się tak zamartwiał to popadnie w jakieś myśli depresyjne. Obaj byli dorośli, a rodzina może im nastukać, nie w tym sensie, że pobić, ale wiesz.. gówno mają do gadania, o. I niech nawet nie próbują się wtrącać, bo Brighton wpadnie w szał. Anioł potrafi pokazać pazury. I już udowodniła Andrew, że jest prawdziwym diabłem.
- I tak mnie kochasz. - Posłała mu buziaka i znów upiła łyk kawy, spoglądając na zdenerwowanego Eliasa. Zmrużyła oczy, gdy zaczął coś mówić. Przez pierwsze kilka sekund, które pewnie ciągnęły się jak wieczność tylko na niego patrzyła, po czym westchnęła ciężko. - Eli. Teraz Cię nie rozbiorę, ale z czego Ty się chcesz odchudzać, co? - Uniosła brew do góry, bo dla niej to było idiotyczne. - Odwaliło Ci nie? Po tym wszystkim.. czemu nie mówiłeś, że masz problem. Wiesz, że jestem po to by Ci pomagać, a anoreksja to poważna choroba, to nie tylko efekt odchudzania nadmiernego. - Mruknęła. Surowa siostra. Ale temat nie był do śmiechu.
 
 
Elias Heusinkveld


Jestem w Chicago od
https://68.media.tum

Wysłany: 10 Październik 2016, 14:07   
   Mów mi -  marian
   Multi -  addison rayne


oj, ćśśś... ja sie nie gniewam!

- Spadalski! - mruknąłem niezadowolony z tego cholernie irytującego gestu. Nabijanie się z siebie nawzajem należało już do naszych jakby tradycji rodzinnych, sam uwielbiałem to robić, ale Layla zdecydowanie przechodziła czasem samą siebie. Zwłaszcza tą akcją z policzkami, której szczerze nie znosiłem - ale najważniejsze, że wszystko wraca do normy. Ty mnie pamiętasz, Raphael sobie przypomina... będzie dobrze - zauważyłem błyskotliwie. Być jak nieznajomy dla własnej siostry to paskudne uczucie, ale przeszedłem przez to jak prawdziwy mężczyzna. To znaczy, wiadomo - każdy z nas był na swój sposób zrozpaczony, ale ja starałem się trzymać. Lay była mi najbliższa z całego rodzeństwa, bo dzieliła nas najmniejsza przepaść wiekowa.
Pokiwałem tylko głową, wysłuchując jej rad. Dobrze było mieć kogoś takiego, na kogo zawsze możesz liczyć. Nie chciałem się zamartwiać, ale tak mimowolnie wychodziło mi myślenie o tym wszystkim. Co zrobić.
- Tu masz rację - powiedziałem, uśmiechając się lekko, ale ten uśmiech zaraz zniknął na rzecz jakiegoś bliżej nieokreślonego rodzaju smutku. Kiedy Layla zaczęła mówić, spuściłem głowę jak dziecko karcone przez wściekłego rodzica - źle się czułem sam ze sobą... Myślałem, że to cokolwiek da - dodałem cichutko, chociaż moje tłumaczenia tak jak w przypadku rozmowy z Raphaelem, nie trzymały się zupełnie kupy. Ale musiałbym być głupi, licząc na to że siostra się nie wkurzy, słysząc takie rewelacje.
_________________
 


profil kalendarz
 
Layla Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 10 Październik 2016, 17:39   

- Pewnie, że będzie. Przeszliśmy oboje przez piekło, daliśmy radę, skopaliśmy parę tyłków i teraz będzie wszystko na dobrej drodze! - Zaśmiała się cicho i szturchnęła go lekko ramieniem, by się uśmiechnął. - Kto jak nie my. - Uśmiechnęła się szerzej. Wiadomo, że takie sprawy są najgorsze, szczególnie jak słyszysz od bliskiej osoby, że Cię nie pamięta i nie wie kim jesteś. Była jednak dumna z brata, że mimo to pomógł jej przejść przez piekło, dużo rozmawiali i pokazywał jej wiele zdjęć i pamiątek rodzinnych. To było ważne i z pewnością pobudzało i stymulowało jej trybiki, by wszystko powoli do niej docierało. Oczywiście miała wsparcie, Raphael niestety został okłamany przez własną rodzinę i tego sobie Brighton nie mogła wyobrazić - jak tak w ogóle można. Ale cóż, najważniejsze, że się odnaleźli.
Spojrzała na brata i westchnęła cicho. Wiedziała, że go karci i tak miał się czuć, bo nie była zadowolona z tego, co robi ze sobą. Był jej bratem, rodziną, kimś mega ważnym i nie pozwoli na to, by się niszczył. - Elias.. czemu nie pogadałeś ze mną o tym? Przecież wiesz, że mogłeś nawet wpaść na 10 minut do cukierni i powiedzieć "hej, mam problem". Teraz musisz się pilnować. Nie ma odchudzania, idziemy do psychologa, jasne? Pogadasz z nim, on określi jak bardzo to w Tobie jest i potem będę wrzucać w Ciebie tyle żarcia, że będziesz miał mnie dość, do końca życia. - Prychnęła i dźgnęła go w pierś. Oczywiście radykalne środki to była tylko przestroga, bo jednak naprawdę chciała mu pomóc i być rozważną, starszą siostrą. Nie wpychałaby w niego tonę żarcia, ale na pewno pilnowałaby, z jego chłopakiem, by się dobrze odżywiał. A jakby się ze sobą źle czuł, to Layla zaprasza na siłownię, chętnie brata tam zabierze dwa razy w tygodniu. - Martwię się o Ciebie.. wiesz o tym? Nie chcę by coś się stało, dlatego musisz mi obiecać, że się tym zajmiemy.. nie sam. My razem.
 
 
Elias Heusinkveld


Jestem w Chicago od
https://68.media.tum

Wysłany: 11 Październik 2016, 09:45   
   Mów mi -  marian
   Multi -  addison rayne


- Dokładnie tak - uśmiechnąłem się do niej lekko. Miałem nadzieję, że po tym wszystkim, limit nieszczęść przypadający na jedną osobę mi się wyczerpał. Nie chciałem ponownie przechodzić przez to samo piekło, bo to byłoby już po prostu przesadą. Mówi się że do trzech razy sztuka, ale jak na moje odczucia, dwie najbliższe mi osoby, które straciły pamięć w wypadku to już o wiele za dużo. Jednak wszystko stopniowo wracało do normy i czułem, że mój ukochany też poradzi sobie z amnezją. Przecież zaczynał sobie sporo przypominać przez ostatni raz!
Natomiast ze mną bywało nieciekawie, więc poniekąd nie dziwiłem się zarówno Raphaelowi jak i mojej siostrze, że byli na mnie źli...Ale ja nie umiałem inaczej, uważałem że takie rozwiązanie jest jak najbardziej słuszne. Nie było. Początkowo kwestia unikania jedzenia nie była wyłącznie moim wyborem, aby schudnąć i wyglądać lepiej. Na początku moje stany depresyjne prowadziły do tego, żeby nie jeść, ani nie robić kompletnie nic poza leżeniem w łóżku i płakaniem.
- Nawet gdybym chciał, to nie wiedziałbym co mam powiedzieć - westchnąłem cicho. Do momentu rozmowy z Raphaelem nie postrzegałem mojej diety jako problemu. Śmiałem się, że na anoreksję to zapadają tylko głupiutkie licealistki, a dopiero później okazało się, że wśród nich jestem też ja, bo to co robiłem...zdecydowanie można było już podpiąć pod chorobę psychiczną. Ja nad tym nie panowałem - wiem...przepraszam. Oboje z Raphaelem macie rację... - burknąłem pod nosem, wyglądając przy tym tak jakbym miał się za chwilę rozpłakać.
_________________
 


profil kalendarz
 
Layla Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 11 Październik 2016, 22:35   

No to wszystko tak złożyło się mocno nieciekawie w jego życiu, ale nie mógł tracić nadziei. Przede wszystkim dlatego, że tak łatwo się Layli nie pozbędzie ze swojego życia. Kto by mu wtedy truł jak ma postępować, kto by go łapał za polisie z kim chodziłby na zakupy, co? Raphaela nie zawsze będzie miał pod ręką no i to nie baba i nie siostra, z nim to sobie mogą robić inne takie rzeczy.
- Nie ważne, nie musisz wiedzieć, przecież pogadacie tylko, on na pewno nakieruje Cię tak, że sam się wygadasz i nawet tego nie zauważysz, a wszystkie troski też odpłyną. A pójdziemy tam razem jak się boisz czy coś, nie odpuszczę Ci, wiesz o tym, bo chcę dla Ciebie dobrze. - Pogłaskała go po plecach, a potem przytuliła. Była zła, bo traktował swoje ciało bardzo rygorystycznie i robił przez to głupoty, a tak nie można. Jak miała więc nie być zła na brata, który nie dba o siebie, co? Musiała go ustawić do porządku. - Nie bądź baba no. - Spojrzała na niego, bo już widziała, że zaraz się pewnie jej rozpłacze. - Damy sobie z tym radę. Dopijaj kawę, idziemy na zakupy. Zadzwonię do dziewczyn, by zamknęły same. - Uśmiechnęła się do Eliasa. Na bank potrzebował takiego dnia z siostrą i shoppingiem. By zapomnieć o tym wszystkim. Gdy dopili swoje kawki, ruszyli tyłeczki i powędrowali do centrum samochodem dziewczyny, by się wyluzować.

z.t x2?
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

REGULAMIN
OGŁOSZENIA
OGŁOSZENIA USERÓW
Z. WIZERUNKI
REZERWACJE
POSZUKIWANIA
NIEOBECNOŚCI
SPIS MULTIKONT
FABULARNE
SPIS STANOWISK
SPIS LOKACJI
DZIELNICE
TŁO FABULARNE
MISTRZ GRY
ZAMÓWIENIA
KTO ZAGRA?
1. Otwarcie: 17.06.2016
2. ZAPOZNANIE SIĘ Z REGULAMINEM JEST OBOWIĄZKOWE!
3. Spis multikont - aktualną listę znajdziesz tutaj
4. Aktualizacja regulaminu - więcej informacji.
5. 2/11/19 Zmiany w gronie administracyjnym: więcej informacji.
Styczeń 2020
booked.net

administracja
Leanne // Isabelle
Claudius
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 7