Poprzedni temat «» Następny temat
U-Haul
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 18:34   U-Haul

[align=center:27e9c3e92e]
[/align:27e9c3e92e]
 


profil
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 14 Maj 2017, 09:53   
   Mów mi -  Darka


    #7


Nie była przygotowana na zmiany. Jakiekolwiek zmiany. Chyba nawet przywykła już do swojej niebyt interesującej codzienności w towarzystwie podstarzałego gliniarza, któremu najwięcej przyjemności sprawiały kolejne pączki z zaprzyjaźnionej cukierni oraz kawa na wynos. Koniecznie bez cukru i śmietanki. Każdego dnia, gdy wyjeżdżali a patrol, pierwszym przystankiem była właśnie cukiernia. W ciągu dnia zaglądali do niej jeszcze przynajmniej trzykrotnie. Początkowo ten rytuał irytował młodą policjantkę, lecz z czasem, jak można się było spodziewać, przywykła do takiego stanu rzeczy. Tego dnia jednak nic nie było takie, jak zazwyczaj. Już od wejścia na posterunek wyczuwała w powietrzu jakąś zmianę. Kilkoro nowych krążyło u stóp pani sierżant, co już na samym wstępie wzbudziło podejrzenia młodej policjantki. Chciała ich wyminąć, zabrać kluczyki do radiowozu i zniknąć, ale.. nie udało się. - Jacqueline Caves! - zabrzmiał głos kobiety, co natychmiast przywołało Jackie do porządku i posłusznie podeszła bliżej, zgarniając z rąk pani sierżant nie tylko kluczyki, ale i jak się okazało chwilę później, nowego partnera, którego nie omieszkała nie zmierzyć wzrokiem w szybkiej i niesprecyzowanej ocenie kogoś, z kim będzie musiała spędzić najbliższe godziny. Albo nawet trochę dłużej. Mężczyzna, niewiele starszy od niej, dużo wyższy, dobrze zbudowany i w przeciwieństwie do swojego poprzednika, zmotywowany, co było widać już na pierwszy rzut oka. Ona to widziała. Lecz nie wystarczyło to, by oddała mu kluczyki do auta. Miała tą przewagę, że zostały one powierzone jej, a nie jemu, co miało związek ze stażem pracy. Nieistotne, że sama jeszcze próbowała odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
- Zanim wyjedziemy, musimy ustalić pewne… reguły. - powiadomiła go, gdy oboje znaleźli się w radiowozie – Nie możesz podejmować decyzji bez konsultacji ze mną. Samochód prowadzę ja. Nie toleruję czegoś w rodzaju „jedź kurwa tu i tam”. I pewnie niejednokrotnie Ci to powtarzali współpraca. I wsparcie. Jedziemy do Canaryville, więc nigdzie nie ruszasz się beze mnie, a ja nie ruszam się bez Ciebie. Zrozumiano? - nie owijała w bawełnę i słowem nie wspomniała o przerwie na pączki. Może i uniosła się niepotrzebnie, ale niestety, to Jackie. Podobne zachowanie ostatnimi czasy było tak bardzo w jej stylu. I tak jak powiedziała, niedługo potem krążyli w okolicach Canaryville, w tych mniej bezpieczniejszych rejonach, gdzie musiała mieć oczy szeroko otwarte. Oboje musieli mieć oczy szeroko otwarte. Przejeżdżając nieopodal jednego z magazynów usłyszeli strzały, a następnie czyjś krzyk. A chwilę później z budynku wybiegł ktoś niewątpliwie uzbrojony.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Ross Hudson


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 14 Maj 2017, 21:35   
   Mów mi -  Pacia
   Multi -  B. Conner, C. Hayes, B. Harrel, N. Harlow, J. Larson-Wheeler


#10

Wiele zmieniło się w jego życiu w ciągu ostatniego roku.
Dokładnie rok temu, w maju, wyjechał z Chicago do Nowego Jorku, ponieważ policja wpadła na ślad grupy przestępczej, do której należał. Tajniacy namierzyli miejsce, w którym gromadzili kradzione auta, dlatego jeśli chciał pozostać na wolności, musiał uciekać. Rossowi udało się zwiać, ale jego kolegom, niestety, już nie. Szef kazał Hudsonowi nie pokazywać się w mieście, dopóki sprawa nie przycichnie - w końcu był jednym z jego najbliższych zaufanych ludzi i nie mógł sobie pozwolić na jego stratę. Trzy miesiące później Ross wrócił do miasta i odkrył, że jego dziewczyna - którą, de facto, pozostawił bez słowa, gdy wyjeżdżał - straciła pamięć i na powrót stała się grzeczną córeczką rodziców. Grzeczną, zmanierowaną, kręcącą na wszystko nosem i łatwo się zrażającą do wszystkiego, co jej się nie podobało. Podczas ich ostatniego spotkania obraziła się tylko z powodu słów "Miałaś okropny gust". Miałaś. To znaczyło, że teraz zmienił się na lepszy, prawda? Jednak do dziewczyny to nie docierało i było wiadome, że prędzej czy później Ross będzie miał dość takiego stanu rzeczy i na powrót będzie wolał stać się wolnym strzelcem niż zabierać się za bajerowanie dziewczyny, która nie była już sobą tylko mierną podróbką siebie sprzed kilku miesięcy.
Później było już tylko gorzej. Wrócił do nielegalnego handlu autami, znowu przemycał broń między miastami. Do czasu aż go złapali. Funkcjonariusze podali się za potencjalnych klientów, jednak był dość podejrzliwy - wydawali się zbyt porządniccy. Miał rację. Chciał uciekać, gdy tylko wyciągnęli odznaki, ale zaproponowali mu pewien układ - on wsypie grube, biznesowe ryby z półświatka, a oni zapewnią mu ochronę. Zdradził szefa, zdradził kolegów. Tylko z powodu swojego egoizmu i niechęci do trafienia za kratki za szmuglerstwo. Tuż po osadzeniu w więzieniu jego starej szajki, zrezygnował z pracy w Primary Night Club, gdy tylko zmienił się właściciel. Nie potrafiłby codziennie wracać do tego miejsca - nie po tym wszystkim, niestety. Zastanawiał się nad ponownym opuszczeniem miasta, ale nie chciał zostawiać Owena i Zoe samych sobie. Byli jego jedyną motywacją do pozostania w Chicago; do czasu, aż miejscowy wydział kryminalny zaproponował mu udział w programie dla resocjalizujących się. Przeszedł szkolenie, setki testów psychologicznych i fizycznych. Według policjantów z chicagowskiej jednostki był idealnym kandydatem na ich partnera - doskonale znał kryminalny świat, wiedział, jak należy się zachowywać, ba, niektórzy nadal go kojarzyli i nie wiedzieli, że to on stał za aresztowaniem bosa narkotykowego. Był materiałem idealnym na tajniaka - jednak najpierw musiał przejść szkolenie.

* * *


Dzisiaj był pierwszy dzień jego nowej pracy, już po zdaniu testów wstępnych i przejściu szkolenia, które trwało około pół roku. Punktualnie o dziewiątej rano stawił się na komisariacie - tym razem jako nie podejrzany, a pracownik. Spędził kilka miłych chwil z panią sierżant, która kazała mu poczekać na jego partnerkę. Ross wyszczerzył się nienaturalnie, słysząc wzmiankę o kobiecie - a więc miał mieć partnerkę. Dziewczynę, która bawiła się w policjantkę i chciała łapać złoczyńców, łohoho. Gruba sprawa. Mina mu zrzedła dopiero w momencie, gdy sierżant wywołała z tłumu ludzi niziutką brunetkę ze skrzywionym wyrazem twarzy. No nie spodziewał się jakiejś długonogiej blondynki, ale mina Jacqueline - Jackie! - nie zachęcała do współpracy. Westchnął ciężko, mając wrażenie, że to będzie ciężki orzech do zgryzienia.
Tak jak się spodziewał, gdy tylko usiedli w radiowozie, szanownej pani policjant zaczęło, za przeproszeniem, odpierdalać. Zaczęła wprowadzać nic nieznaczące reguły, do których zapewne tylko ona planowała się stosować. Ross przekręcił oczami, co było jedyną reakcją na monolog Jackie. Zaczął grzebać w schowku i w pustym wgłębieniu między siedzeniami, w którym zwykle umieszczano kubki z kawą albo innym napojem. Niczego nie szukał - ot, zapoznawał się ze swoim przyszłym miejscem pracy.
- Wiesz co, Jackie? - zagaił krótko, zapinając w końcu pasy, ponieważ był już początkującym gliną i powinien chociaż sprawiać pozory, że jest wzorem do naśladowania. - Wsadź sobie te kluczyki między cycki. Radiowóz też - skwitował z szelmowskim uśmiechem, mając wrażenie, że raczej nie dogada się z tą dziewczyną. Jak miał się dogadać z kobietą, która twierdziła, że jeździ lepiej od niego? - Mam pomysł. Będziemy prowadzić na zmianę, w ten sposób odciążysz trochę układ nerwowy, który niewątpliwie zaczyna ci siadać, złotko - dodał, marszcząc brwi.
Czuł, że jego honor i ego zaczyna trochę podupadać, gdy pozwalał Jackie na prowadzenie auta, ale - do diaska - nie będzie się z nią przecież bić o kluczyki. Nie był aż takim egoistą, dobra? Jak tylko Jackie rozbije radiowóz, to on będzie mógł prowadzić służbowe samochody.
Znaleźli się w Canaryville, dość gospodarczej dzielnicy, pełnej magazynów i sklepów. Caves poprowadziła auto wzdłuż pasaży, krążąc jak sęp wypatrujący ofiary. Nagle do ich uszu dobiegł dźwięk strzałów, a następnie krzyk - kobiety? Chwilę później z jednego z budynków wybiegł ktoś uzbrojony. Ross, nie czekając ani chwili, wyciągnął broń zza pazuchy i wyślizgnął się z radiowozu.
- RĘCE DO GÓRY - wrzasnął, mimo że nie miał na sobie służbowego munduru, a radiowóz był nieoznakowany. Strzelił ostrzegawczo w górę, a w magazynie nastała dziwna, złowroga cisza.
Czyżby dranie zaczynali uciekać z porwaną dla okupu kobietą, o której tak głośno było ostatnio na komisariacie...? Wtedy mężczyzna znajdujący się pośrodku pasaży wystrzelił w kierunku ich auta, a nabój rozprysł przednią szybę na maleńkie kawałeczki.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 19 Maj 2017, 23:09   
   Mów mi -  Darka


O rany, to nie był wymysł Jackie, naprawdę. Jakaś hierarchia musiała być i serio, gdyby mogła, od razu oddałaby mu kluczyki, lecz cholera jasna, nie mogła. Jeździła tym cholerstwem trochę dłużej i wedle zasad, kierownica należała do niej. Nie do końca jej to odpowiadało, jak można się było spodziewać. Wolała nieco mniej odpowiedzialne zadania, niż prowadzenie auta. Oczywiście, że nie miała też zamiaru się do tego przyznać, zwłaszcza przy kimś, kto sprawiał wrażenie, jakby pozjadał wszystkie rozumy. Może i była to również wina samej Jackie, okej. Jej poirytowanie i zdezorientowanie nagłą zmianą partnera, ale no... Każdy może mieć zły dzień, zwłaszcza kobieta w jej stanie. Trochę zrozumienia, proszę.
Słowa bruneta starała się zignorować, co w gruncie rzeczy nie było takie proste. Aż korciło ją, by rzucić jakąś ripostą, lecz niestety, miała jeszcze wystarczająco dużo oleju w głowie, by jedynie zacisnąć zęby i ruszyć z miejsca. Dzisiaj wyjątkowo nie miała na sobie munduru, zapewne przez wzgląd na obszar, jaki mieli obserwować i nad wyraz delikatny rodzaj sprawy, nad jaką pracowali. Z drugiej strony, nie mogli zaprzepaścić okazji, wykorzystując nową twarz, która jeszcze nikomu nie była znajoma. Oczywiście, mowa o Rossie, żeby nie było. Nie oznaczało to wcale, że i to jakoś bardzo jej odpowiadało. Było całkowicie odwrotnie. Nie czuła się komfortowo w cywilnym ubraniu. Ważniak obok niej również był nad wyraz irytujący. I kompletnie nieprzewidywalny.
Nie mogła nie wrzasnąć zaskoczona i zdezorientowana, gdy brunet jak gdyby nigdy nic wyślizgnął się z auta podczas jazdy, zaraz machając bronią niczym chorągiewką. Wszystkiego mogła się spodziewać, ale to? Serio? SERIO?! Mimo niesubordynacji Rossa, miała zamiar ruszyć w pościg autem, ale... No cóż. Nie zdążyła nawet się rozpędzić, gdy rzeczywiście, jeden z pocisków sprawił, że Jackie całkowicie wypadła z obiegu. W ostatniej chwili zatrzymała auto i schyliła się, by jakoś uchronić się przed odłamkami szyby. Chyba nie muszę pisać, że serce waliło jej niczym młotem, prawda? Nie myślała też, gdy automatycznie sięgnęła po broń i również wyskoczyła z auta. Biegła. Biegła coraz szybciej, bez trudu doganiając Rossa. Pierwsza najważniejsza zasada, no nie? Wsparcie. Pieprzone wsparcie, którego potrzebowali oboje, a ten idiota zdawał się mieć kompletnie w poważaniu to, czy Caves w ogóle nadąża. Nie zważała na to, że ma we włosach odłamki szkła, a na usta cisnęła się jej masa przekleństw i wyzwisk, co wcale nie było do niej podobne. Miała ogromną ochotę zdzielić po tym pistoletem, zamiast ścigać tego drugiego pajaca, ale.. ale nie. Nie zrobiła tego. Zamiast tego skręciła nagle w prawo tym samym znikając z oczu zarówno Rossowi, jak i drugiemu panu, jednocześnie znacznie przyspieszyła, zapewne wyprzedzając Rossa. Doskonale wiedziała, kiedy zrównała się z drugim mężczyzną; nie myśląc, udała się w jego kierunku.
- STÓJ! - wrzasnęła na całe gardło, raz że celując w niego bronią, a dwa na ułamek sekundy rozproszyła jego uwagę, co Ross powinien wykorzystać, prawda? Z naciskiem na powinien. Takie sekundy przewagi były na wagę złota!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Ross Hudson


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 28 Maj 2017, 00:34   
   Mów mi -  Pacia
   Multi -  B. Conner, C. Hayes, B. Harrel, N. Harlow, J. Larson-Wheeler


Ponownie czuł w swoich żyłach adrenalinę, mimo że nie jechał szybkim, czerwonym mitsubishi ani nie uciekał przed policją. Nie uprawiał też seksu z ponętną kobietą, nie handlował autami ani bronią tuż pod okiem glin; nie rozdzielał bijących się o striptizerkę osiłków. Odkąd przeszedł na dobrą stronę i stał się porządnym obywatelem, posiadał mało okazji do robienia czegoś, co gotowałoby krew w jego żyłach. Dzisiaj jednak robił coś niebezpiecznego - coś, co zagrażało jego życiu i sprawiało, że jego serce biło szybciej, a na ustach pojawiał się szeroki, szczery uśmiech. Tak bardzo pragnął ponieść się chwili i choć przez kilka chwil nie planować swojego życia, że odsunął całe ryzyko i racjonalizm na bok i wyskoczył z auta. Zignorował krzyczącą w oddali Jackie, zignorował również strzały potencjalnego zagrożonego w kierunku ich auta. Usłyszał dźwięk rozbijanej szyby - czy Jackie była cała? W tym samym momencie, w którym o tym pomyślał - podczas tej krótkiej chwili zawahania, która przywołała go do rzeczywistości - Jackie pojawiła się tuż za nim. Próbowała za nim nadążyć, ale był zbyt szybki. Zwolnił co nieco, ciągle trzymając na muszce łysego mężczyznę ubranego w skórzaną kurtkę. Nagle Caves zniknęła mu z oczu, przez co ponownie zwolnił kroku. Znowu do jego umysłu uderzyły nieoczekiwane myśli, co jeśli ją uprowadzili, co jeśli ugodzili nożem w żebra, co jeśli... A potem usłyszał kolejne strzały, których cudem uniknął, dzięki skokowi pod mur. Strzały dobiegały z dachu budynku - byli otoczeni, pod ostrzałem... BYŁ. Był otoczony, był pod ostrzałem, sam, ponieważ Jackie gdzieś zniknęła. Po raz pierwszy przypomniał sobie słowa komendanta - wsparcie, żółtodzioby, to wsparcie jest najważniejsze! Dopiero po kilku głębszych wdechach, kiedy już opanował swój nierówny oddech, dostrzegł ją. Wyłoniła się zza rogu i wrzasnęła na całe gardło rozkaz zatrzymania się, celując w porywacza. Ross od razu wypatrzył w tym swoją okazję - rzucił się na mężczyznę i powalił go na ziemię. Wygiął mu rękę, przez co pistolet wypadł z dłoni złoczyńcy. Ross schował swój za pazuchę, co było błędem - akcja jeszcze się nie skończyła.
Nagle drzwi garażu otworzyły się i ich oczom ukazały się kolejne dwie osoby. Drugi łysy mężczyzna, również ubrany w skórzaną kurtkę jak jego towarzysz, trzymał nóż na gardle ślicznej, młodej nastolatki, w tej chwili roztrzęsionej i zanoszącej się płaczem. Na dłoniach i nogach miała liczne siniaki, z jej wargi spływała powoli świeża krew. Mężczyzna szarpnął nią, zmuszając do kilku kroków wprzód. Ross w tym czasie zapiął kajdanki na nadgarstkach tego pierwszego, nogą przytrzymując go za kark, aby nie wstał. Zerknął na Jackie, która wyglądała, jakby nie mogła się zdecydować, w którego mężczyznę ma celować. Ross sięgnął dłonią w kierunku pazuchy.
- Nie tak szybko. Jeden ruch i ona zginie - warknął drugi z porywaczy, a ten znajdujący się pod nogą Rossa zaśmiał się gardłowo. Hudson zamarł w pół kroku, mierząc spojrzeniem blondyneczkę - to jej twarz widział dzisiaj rano na komisariacie. Ona zaginęła dwa tygodnie temu. Rozpoznał ją z trudem - schudła, na dodatek teraz była poturbowana i zastraszona. Nie przypominała roześmianej dziewczyny ze zdjęć. - Opuść ten nóż, to nikomu nic się nie stanie - zaczął Ross, utrzymując kontakt wzrokowy z mężczyzną. Tak przynajmniej uczyli go na szkoleniu - jednak nie wiedział, co robić dalej. Liczył na pomoc ze strony Jackie, mimo że w głębi ducha się do tego nie przyznawał.
On działał, nie myślał. Był słaby w negocjacjach.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 2 Czerwiec 2017, 13:20   
   Mów mi -  Darka


Działał, nie myślał. Błąd. Czy naprawdę znów wszelka odpowiedzialność musiała spaść na kobietę? Czy to naprawdę Jackie musiała podejmować wszelkie męskie decyzje, choć wcale nie była na to gotowa? Jak widać na załączonym obrazku, musiała wziąć się w garść i przejąć kontrolę. Albo przynajmniej spróbować to zrobić, mając na celowniku mężczyznę i jednocześnie sama będąc celem. To było trudne. Na szczęście podczas szaleńczego biegu, gdy na chwilę zniknęła z oczu wszystkim tu obecnym zdążyła wezwać wsparcie. Zdążyła się zameldować, wezwać wsparcie i nie pozostało im nic innego, jak tylko grać na czas. Właściwie, jak się okazało chwilę później, była to jej rola. Nie mogła powiedzieć Rossowi wprost, że lada chwila i cała akcja dobiegnie końca. Jeszcze moment. Jeszcze chwila i będą mogli odetchnąć, co w jej przypadku oznaczało raczej zamknięcie się w łazience i wylanie morza łez.
W przeciwieństwie do Rossa, Jackie nie prowadziła wcześniej aż tak bujnego życia. Nie wisiała nad krawędzią i, do jasnej cholery, nie musiała podejmować żadnego ryzyka. Aż do teraz. Bo chciała. Bo tego potrzebowała. Jakby nie patrzeć, wcześniejsze ułożone życie chyba zaczynało jej przeszkadzać. I już wiedziała dlaczego. Czy może być coś lepszego od biegania ostatkiem sił za kimś, kto w mgnieniu oka mógł cię zabić? Jednak gdy dostrzegła młodziutką dziewczynę w opłakanym stanie, jej sposób myślenia uległ drastycznej zmianie. Mieli ją. Żyła i była na wyciągnięcie ręki. Tak czy inaczej, Jackie ani drgnęła, nie opuszczając broni. Czekała na rozwój wydarzeń, lecz gdy mężczyzna zagroził dziewczynie, odruchowo przestąpiła z nogi na nogę, a gdy napotkała spojrzenie Rossa, lekko skinęła głową przecząco.
- Hej, spójrz tu. - zabrała głos, jednocześnie bardzo powoli kucając, by odłożyć na ziemię broń – Odkładam broń. - próbowała skupić na sobie jego uwagę, rozproszyć go, cokolwiek. Albo przynajmniej przetrzymać do czasu, aż nie pojawi się wsparcie – Nadal możesz wyjść stąd żywy. Wypuść ją, a nie podzielisz losu swojego kolegi. – nie była zbytnio subtelna. Ba, była cholernie pewna siebie, a przynajmniej takie stwarzała pozory. Najważniejsze było odzyskanie dziewczyny, a dopiero potem łapanie przestępców. Mężczyzną mogli zająć się później. Najpierw musieli zapewnić bezpieczeństwo dziewczynie. Tylko jak? W jaki sposób? Nie musiała się nad tym zbytnio zastanawiać, bo nie zdążyła nawet ponownie zabrać głosu, nim mężczyzna, który trzymał nóż na szyi dziewczyny, padł na ziemię z raną wylotową na głowie. Wyraźnie zaskoczona Jackie wykonała krok w tył, machinalnie przykładając dłoń do ust. Co by zrobili, gdyby nie snajperzy? Nic by nie zrobili, to pewne. A potem wszystko działo się niewyobrażalnie szybko: sanitariusze szybko zajęli się dziewczyna, a Jackie o Ross zostali pozostawieni sami sobie. I dopiero gdy faktycznie mieli chwilę dla siebie, Caves nawet nie spojrzała w kierunku mężczyzny, tylko minęła go i ruszyła w kierunku niesprawnego już auta. Była wkurwiona, co nietrudno było zauważyć. Gniewnie stawiane kroki, mocno zaciśnięte dłonie w pięści i, naturalnie, unikanie kontaktu wzrokowego. Lepiej jej nie prowokować, naprawdę. Nie teraz. Zostawił ją! Nadal nie mogła w to uwierzyć. Zostawił ją już pierwszego dnia, podczas jednej z pierwszych akcji.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Ross Hudson


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 5 Czerwiec 2017, 01:11   
   Mów mi -  Pacia
   Multi -  B. Conner, C. Hayes, B. Harrel, N. Harlow, J. Larson-Wheeler


Negocjacje. Znał teorię, z praktyką nie miał do czynienia; znając go, najchętniej rzuciłby się na napastnika, ale zapewne - podejmując taką decyzję - zabiłby, co prawda niewłasnoręcznie, ale jednak, ów zakładniczkę i siebie. Łysy facet w skórze najpierw poderżnąłby gardło dziewczynie, a następnie Rossowi, wykorzystując ów sekundy i milimetry dzielące obu mężczyzn. Jak raz Ross powstrzymał się przed jakimkolwiek działaniem i pozwolił Jackie się wykazać; w ten sposób obserwował z pokerową twarzą, jak dziewczyna odkłada pistolet na ziemię. Mimo że jego twarz nie zdradzała żadnych emocji, w głębi duszy wrzeszczał z bezsilności. Dlaczego odkładała broń poza zasięg swoich rąk? Dlaczego pozbawiała ich jedynej możliwości obrony? Już się chciał otwierać usta, aby zaprotestować, kiedy spostrzegł przeczące kręcenie głową Jackie. Miał się nie odzywać? Miał pozwolić jej na wzięcie całkowitej odpowiedzialności za następne wydarzenia? Miał...
W tym momencie usłyszał krótki, głośny strzał. Nie zdążył nawet zareagować, gdy napastnikowi wypadł nóż z ręki i runął na ziemię; dziewczyna wyrwała się z jego uścisku i również padła na kolana, zanosząc się szlochem i zakrywając dłońmi twarz. Ross westchnął ciężko - rozległa się syrena policyjna i sygnał ambulansu. Funkcjonariusze w czarnych kombinezonach zabrali gangstera spod nóg Rossa, a ratownicy medyczni zajęli się zakładniczką i postrzelonym mężczyzną, który zapewne już zmarł od perfekcyjnego strzału sapera. Kto ich wezwał? Jackie? Przecież doskonale sobie radzili. Stał przez chwilę z założonymi rękami, nie bardzo wiedząc, co powinien teraz zrobić; nie docierało do niego, co się przed chwilą stało. Zaczął kontaktować dopiero w momencie, gdy podszedł do niego jeden z chłopaków z jednostki specjalnej.
- Komendant chce się z wami widzieć - powiedział niechętnie, a jego ton wręcz wskazywał na kłopoty. Ross westchnął. To była jego pierwsza akcja; nie mógł spodziewać się pochwały, mimo że skrycie na to liczył. Czuł się dokładnie tak samo, jakby był wzywany na dywanik do dyrektora w szkole. Zapewne z ich - ich!, ponieważ Jackie nie odciągnęła Rossa od jego szalonego planu - zachowania i podjętych decyzji zostaną wyciągnięte konsekwencje. Przyśpieszył kroku i wyminął Jackie. Tym razem sam zajął miejsce za kierownicą i gestem zaprosił ją na siedzenie obok. Oczyścił siedzenia, powierzchownie, ze stłuczonego szkła, następnie uruchomił silnik i czekał, aż Jackie wsiądzie do auta. Wiatr wiał nieśpiesznie i owiewał twarz i włosy Rossa przez zbitą przednią szybę; żadnych innych, poważniejszych usterek się nie dopatrzył.
- Komendant chce nas widzieć - zaczął krótko, zerkając ukradkiem na Jackie. Ruszył powoli, nie mając wielkiej ochoty na szybką jazdę. Unikała jego wzroku, skrzyżowała ręce na piersiach i wyglądała, jakby chciała go rozszarpać. Przewrócił oczami. Wyglądała zupełnie jak obrażona, mała dziewczynka; wyglądała jak Layla, sprzed wypadku, z tymi wydętymi ustami i natarczywym spojrzeniem skierowanym na drogę przed nimi. - O co ci chodzi? O to, że podjąłem szybką decyzję? Gdyby nie ja, mogli ją zabić. Słyszałaś strzały. Może zabili innego zakładnika? - dodał Ross nieśpiesznie, mimo woli się odwracając. Ekipa wchodziła właśnie do garaży, aby przeszukać teren w poszukiwaniu członków gangu albo innych ofiar.
Niech zajmą się tym profesjonaliści.
Zapewne wyglądali komicznie, jadąc wozem ze zbitą przednią szybą i podziurawionymi od strzałów drzwiami. Jeszcze zabawniej musiał wyglądać Ross z okularami przeciwsłonecznymi na nosie i ze skonsternowaną miną. Wyglądał na zirytowanego. Nie rozumiał, o co chodzi Jackie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 6 Czerwiec 2017, 20:48   
   Mów mi -  Darka


Naprawdę była wkurwiona. Bardzo była wkurwiona. Tak bardzo, że nawet nie miała zamiaru kłócić się o kierownicę. Cała ta sytuacja wymknęła się jej spod kontroli w momencie, w którym Ross jak gdyby nigdy nic wyskoczył z auta, co nawet mogła zrozumieć. Mogła zrozumieć fakt, że chciał działać, że musiał coś zrobić. Nie mogła jednak zrozumieć tego, dlaczego ją zostawił. Zostawił ją samą, na pierwszym miejscu stawiając sobie za cel złapanie przestępców, aniżeli wsparcie partnera. To nie tak działało. Najważniejszy był partner. Potem cała reszta. Czy naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, na co naraził Jackie? A co, gdyby nie zdążyła wyskoczyć z auta? A gdyby… Cholera. Mogłabym gdybać bez końca, ale to akurat nie miało najmniejszego sensu. Nie teraz, gdy w milczeniu wsiadła do auta, trzasnęła pokiereszowanymi drzwiami i ostatecznie próbowała wyprzeć z pamięci widok martwego mężczyzny. Nieudolnie. A Ross niczego jej nie ułatwiał, zwłaszcza gdy zaczął mówić. I doprawdy, kwestią czasu było to, aż wybuchnie. Wzrok wbiła przed siebie, mrużąc przy tym oczy. W przeciwieństwie do Rossa, nie miała przy sobie okularów, więc w pewnym momencie mógł dostrzec spływającą po policzku kobiety samotną łzę. Oczy łzawiły jej właśnie przez wiatr. Bo nie miała okularów. I jak na złość, wspomniany wiatr bawił się jej włosami na każdy możliwy sposób. Oczywiście, że komendant chciał ich widzieć. Spodziewała się tego. Zresztą, dla niej nie byłby to pierwszy raz. Pierwszy raz wylądowała u komendanta, gdy aresztowała Jace’a. Za drugim razem, gdy poniosło ją podczas jednej z akcji, również musiała wysłuchać piętnastominutowego wykładu na temat swojego zachowania. Tym razem jednak starała się zachować spokój. Albo starałaby się, gdyby nie Ross i jego tłumaczenia. W milczeniu przeniosła na niego wzrok. W milczeniu również niedbale związała gumką włosy.
- O co mi chodzi, Ross? - prychnęła cicho, spoglądając na niego z niedowierzaniem w oczach – O co mi, do cholery jasnej, chodzi?! - rzuciła nieco głośniej – Pierwsza i najważniejsza zasada: wsparcie. Pierdolone wsparcie. Mówi Ci to coś? Zostawiłeś mnie, do cholery! Zostawiłeś mnie i pobiegłeś za typem, który mógł zdjąć cię w mgnieniu oka. - choć była wkurwiona, to w jej głosie można było usłyszeć również troskę. Była za niego odpowiedzialna, prawie tak samo bardzo, jak on za nią. I gdyby stała, jak nic tupnęłaby nogą. Minęła też chwila, nim dotarło do niej, że płakała. Płakała nie przez wiatr. Płakała, bo była wkurwiona – Dopiero potem możesz martwić się o zakładników i o to, czy zdążysz kogoś zakuć w kajdanki. - dodała, odwracając wzrok. Czy właśnie nie to zawsze powtarzał jej ojciec jeszcze przed śmiercią? A ona, naiwna, powtarzała sobie te słowa niczym mantrę. I zapewne rzuciłaby coś jeszcze w kierunku Rossa, gdyby nie to, że znów żołądek dawał się jej we znaki. Z grymasem na buzi wbiła wzrok w pękniętą szybę po swojej stronie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Ross Hudson


Jestem w Chicago od
https://78.media.tum

Wysłany: 14 Czerwiec 2017, 00:23   
   Mów mi -  Pacia
   Multi -  B. Conner, C. Hayes, B. Harrel, N. Harlow, J. Larson-Wheeler


Wcisnął gwałtownie hamulec akurat w momencie, w którym Jackie zaczęła krzyczeć. Zatrzymali się na czerwonym świetle; ludzie powoli zaczynali wylewać się na ulicę, na wszelki wypadek rozglądając się uważnie, czy przypadkiem nie planuje ich potrącić jakiś pirat drogowy. I dobrze - przezorny zawsze ubezpieczony, prawda? Zerknął na swoje prawo, sprawdzając, czy Jackie miała zapięte pasy. Na szczęście, miała. Co nie zmieniało faktu, że zapewne pas bezpieczeństwa wbił jej się nieznacznie w klatkę piersiową, tak samo jak jemu, powodując niewielkie szarpnięcie i chwilową niemożność złapania oddechu. Ross przyjrzał się dokładnie swojej partnerce - wyglądała żałośnie. Urażona duma, naruszone ego? Nie wiedział, dlaczego tak krzyczała; irytowały go jej gderliwe zaczepki, denerwowało go jej podejście. To była jego pierwsza akcja, to oczywiste, że nie mógł zrobić wszystkiego idealnie. Chciał się wykazać, chciał działać. A ona nie potrafiła tego docenić; potrafiła tylko narzekać. Zupełnie jakby bolał ją fakt, że Ross od samego początku miał kontrolę nad całą sytuacją i gdyby nie potrzebowali wsparcia innych jednostek, zgarnąłby wszystkie możliwe laury za tę akcję. Zżerała ją zazdrość? Nie chciała, aby Ross się wybił, a potem - może - awansował? Dopiero gdy z powrotem ruszył przed siebie, dociskając do końca pedał gazu, zauważył samotną łzę spływającą po policzku Jackie. Westchnął. Tak to było z kobietami. Jak im się coś nie podobało, płakały; brakowało tylko czekolady, lodów i histerii. Zdjął swoje okulary z nosa i położył je na jej kolanach.
- Włóż je, nikt nie zobaczy, jak płaczesz - rzucił pod nosem od niechcenia, jakby lekceważył całą tę sytuację. Jakby nie obchodziły go łzy Caves; a obchodziły. Obchodziły go każde kobiece łzy w jego obecności. Jednak nie chciał się narzucać Jackie. Poza tym wątpił, czy pozwoliłaby siebie przytulić po tym wszystkim. Dlatego prowadził jedynie kierownicę, manewrując wśród innych aut i zerkając co jakiś czas, kątem oka, na dziewczynę. - Nie zostawiłem cię. Prowadziłaś samochód, a ja wyskoczyłem, aby zyskać na czasie. Ty w tym czasie powinnaś się zatrzymać i osłaniać tyły. Jak ktoś podejmuje decyzję, to może czasem się dostosuj? Wyglądasz na laskę, która uwielbia rządzić. Mam wrażenie, że potrzebujesz kogoś, kto wyprowadzi cię z błędu. Pewnie nie masz faceta i zgrywasz feministkę, a wieczorami oglądasz te wszystkie bzdurne filmy romantyczne - prychnął, nie mogąc się powstrzymać przed wydaniem osądu. Znowu przewrócił oczami - akurat zaparkował przed komisariatem, dość gwałtownie zakręcając, przez co kilka kolejnych kawałków szkła spadło im na kolana. Zgasił silnik, odpiął pasy i przekręcił się trochę na bok, aby być przodem do Jackie. - Słuchaj, okej. Przepraszam. To się już nigdy więcej nie powtórzy, jasne? Jednak ty też mi coś obiecaj. Przestań być taką zołzą - wyrzucił w końcu z siebie, rozkładając ręce na boki. Wyjął kluczyki ze stacyjki i westchnął ciężko, odwracając wzrok od dziewczyny. - To jak? Idziemy, czy może chcesz pobawić się w moją przełożoną? Masz jakieś gadki umoralniające w pogotowiu? - spytał trochę przekornie, mając nadzieję, że Jackie w końcu trochę się wyluzuje i zacznie zachowywać się tak, jak na jej wiek przystało. Była młoda; gdzie się podziały błędy młodości w jej wykonaniu?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 17 Czerwiec 2017, 12:20   
   Mów mi -  Darka


Zwykle nie zachowywała się w ten sposób. Było to zdecydowanie nie w jej stylu. Bo gdzie podziała się ta rozsądna Jacqueline, która zawsze wie wszystko lepiej i nie pozwala, by emocje brały górę nad rozumem? Zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu, a sama Jackie nie do końca wiedziała co się z nią tak naprawdę dzieje. Miało to związek z tym, jak uparcie odsuwała od siebie jedno najbardziej logiczne wyjaśnienie. Mdłości, zmienny nastrój i Bóg jeden wie co jeszcze nie brało się z niczego. Miało to jednak ale wpływ na jej zachowanie podczas tej akcji. Nie była zła. Była raczej rozkojarzona, zdezorientowana.. i chyba nawet trochę wystraszona. Wystarczyło tylko na nią spojrzeć, no. I cokolwiek by zrobiła, to niczego Rossowi nie zazdrościła. Mogła nawet przymknąć oko na sposób działania, ale.. a co gdyby coś mu się stało? Nie dał jej szansy na odpowiednie wsparcie. A szkoda. Oczywiście też, unikała jego spojrzenia, nawet gdy rzucił jej na kolana okulary.
- Nie płaczę. - mruknęła tonem obrażonego dziecka, czyli tak, jak można się było tego spodziewać. Mimo to wzięła te okulary i szybko wsunęła na sobie na nos. Bez żadnego podziękowania, jeśliby nie liczyć czegoś w rodzaju cichego prychnięcia. Cóż. Zapędził ją w kozi róg, co musiała przyznać z niewielką dozą niechęci. Możliwe, że trafił swój na swego i finalnie nic nie zapowiadało, że ta dwójka kiedykolwiek będzie żyła w zgodzie. Mhm. Przynajmniej na razie. Być może i w tej chwili zachowałaby się zgoła inaczej, gdyby nie jego nagłe hamowanie, które również wyprowadziło ją z równowagi, nie inaczej, niż późniejsze słowa. Chciała coś odpowiedzieć, lecz dobrze wiedziała, że nie miało to sensu. Z podobnymi osądami spotkała się również ze strony Jace’a. Jedyne co zrobiła to ściągnęła usta w wąską kreskę, odwracając wzrok. Nie było sensu ciągnąć tej dyskusji. Nie teraz, gdy z trudem powstrzymała się przed kolejnymi krzykami. Krzykiem nic nie zdziała. Nigdy. Nie zareagowała również na kolejną porcję szkła we włosach, gdy Ross skręcił w odpowiednią ulicę. Nie odezwała się, choćby słowem. Nic. Głucha cisza ze strony Jackie nie wróżyła niczego dobrego, jak zwykle. I już miała wysiąść z auta, gdy Ross ją uprzedził. Dobrze, że miała te nieszczęsne okulary na nosie – nie musiał konfrontować się z jej wściekłym spojrzeniem. Nie widział również tego, jak wywróciła oczami, kiedy padło to jedno słowo, które lubiła najbardziej. Przepraszam, niby nic, a jednak tak wiele! W duchu aż się uśmiechnęła, lecz wiele wysiłku wymagało od niej to, by na zewnątrz zachować powagę.
- Ta zołza mogła zrobić chociaż tyle, skoro nie dałeś jej szans na osłanianie tyłów – ściągnąć wsparcie. I jeszcze jedno. Nie zwalniaj. Dogoniłabym Cię. - mruknęła i nim zdążył wyjąć kluczyki, Jackie już była na zewnątrz. Nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy potrząsnęła głową w odpowiedzi.
- Mogę życzyć Ci jedynie powodzenia – rzuciła, nie patrząc na mężczyznę, gdyż właśnie ruszyła wolnym krokiem w kierunku wejścia – Może kiedyś opowiem Ci o swoim pierwszym razie. - mruknęła, gdy zrównał z nią krok. Oczywiście, miała na myśli swoją pierwszą wizytę u komendanta po pamiętnym aresztowaniu tajniaka.

/zt x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Delila Holloway


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
malarka

powinna działać solo

Mieszkam w
Streeterville

Delila

Holloway

Wysłany: 10 Sierpień 2018, 09:59   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    #30

Hale magazynowe do wynajęcia niewątpliwie mają swój urok. Tego dnia przed budynkiem można było natknąć się na kilka, sporych rozmiarów samochodów dostawczych, które spełniały rolę nie tylko przechowalni na kółkach, ale i te bardziej zwyczajne, jak miejsca w których wszyscy zainteresowani mogli pobyć choćby chwilę sam na sam. Sesja zdjęciowa dla znanego magazynu była dla Delili niemałym wyzwaniem. A dodając do tego jeszcze jej samopoczucie - nasuwało się pytanie, czy na pewno podoła zadaniu? Tym bardziej, że mieli zacząć od samego rana.
Była rozkojarzona – głównie przez ostatnie wydarzenia. Pozytywny wynik testu ciążowego w niczym jej nie pomagał, tak samo jak kryzys w raju, za który mogła podziękować tylko i wyłącznie sobie samej, definitywnie. Nic więc dziwnego, że po przybyciu na miejsce, Delila nie do końca wiedziała, za co powinna zabrać się w pierwszej kolejności. Przygotowała sprzęt, zamieniła jeszcze kilka słów z kimś, kto był w pełni odpowiedzialny za całą kolekcję, a niespełna pół godziny później krzątała się na planie zdjęciowym, ustawiając wszelkie światła i inne detale, dzięki którym zdjęcia miały być jeszcze lepsze, czyż nie? Dopijała już drugą tego dnia kawę – ta była prosto z ekspresu. Kubek odstawiła gdzieś na bok – w odpowiedniej odległości od aparatu fotograficznego i laptopa, gdy gestem wskazała Augustowi wejść przed obiektyw, tym samym miał przyzwyczaić się do dość specyficznego oświetlenia. W pewnym momencie Holloway podeszła bliżej, uważnie przyglądając się mężczyźnie. Uniosła do góry jedną brew, nie mogąc się przy tym nie uśmiechnąć – Bardzo spieszy Ci się dzisiaj do domu? – spytała, chcąc wiedzieć, na jak wiele może sobie dzisiaj pozwolić – czy powinna skupić się na konkretach, czy wręcz przeciwnie – może puścić wodze wyobraźni..? Jedno było pewne – po Delili wiele można było się spodziewać, zwłaszcza gdy miała w ręku aparat.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Augusto Ricci
[Usunięty]

Wysłany: 14 Sierpień 2018, 18:04   

#4

Augusto, nie mógł się już doczekać kolejnej sesji zdjęciowej. Treningi, które odbywały się co dwa dni, dawały mu się we znaki, zwłaszcza po tak długiej przerwie od kosza. Musiał być w najlepszej formie, by pokazać, że warto było go sprowadzić do najlepszej ligi świata, a jak na razie dostawał zadyszki po godzinie treningu. Jednak nie samym sportem człowiek żyje. Adres sesji dostał smsem na telefon, a po wklepaniu współrzędnych w GPS, ruszył z piskiem opon w podane miejsce. Strasznie brakowało mu dźwięku odpalanego silnika, w końcu musiał najpierw zdać stanowy egzamin na prawo jazdy, bo jego europejskie nie obowiązywało tutaj, żeby z powrotem rozkoszować się warkotem. Był zakochany w swoim nowiutkim Maserati Ghilbi i zupełnie nie mógł się on równać ze starym rozlatującym się Fiatem, którym jeździł we Włoszech.
Był zdziwiony, gdy wysiadł z auta, bo nie spodziewał się sesji zdjęciowej w takim miejscu. Poprawił okulary przeciwsłoneczne i ruszył przed siebie pewnym krokiem. Pierwszą rzecz, jaką zauważył, była sterta kabli, które walały się dosłownie wszędzie, następnie zobaczył kobietę z aparatem. Uśmiech nie chodził mu z twarzy. Przywitał się grzecznie, po czym ruszył się przebrać. Po chwili był już gotowy do roboty.
Stanął w miejscu, które pokazała mu Delila, od razu oślepiło go jasne światło, które było skoncentrowane na nim. Musiał dłuższą chwilę postać, aby się do niego przyzwyczaić, a nie ułatwiał mu fakt, że przed chwilą miał ciemne okulary na oczach.
- Dzisiaj akurat mam molto czasu.- odparł, poprawiając koszulkę, która była lekko przyduża w pasie.
 
 
Delila Holloway


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
malarka

powinna działać solo

Mieszkam w
Streeterville

Delila

Holloway

Wysłany: 17 Sierpień 2018, 14:22   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Dla Delili miejsce było to było bardziej, niż odpowiednie. Hala magazynowa na obrzeżach miasta – miejsce, które można było dostosować do wszelkich potrzeb. Zresztą, Holloway najbardziej uwielbiała klimat tego miejsca - gdzieniegdzie zbite okna, specyficzne pamiątki po niechcianych gościach tego miejsca i świadomość, że gdzieś w okolicy mogą znajdować się ludzie, którym nie powinno się wchodzić w drogę. Nic więc dziwnego, że akurat do tej sesji Delila wybrała właśnie to miejsce. Niemniej, gdy oboje znaleźli się na miejscu - ona za obiektywem, a Augusto w świetle reflektorów, nie mogła nie posłać mu długiego, aczkolwiek nadal łagodnego spojrzenia. Oceniała go, jak to miała w zwyczaju robić przy każdej sesji. Potrząsnęła lekko głową przecząco na znak, by nic nie robił z koszulą - to już była jej broszka. Podeszła nieco bliżej, wcześniej odkładając aparat na bok.
- Zostaw. - poprosiła - Nic tutaj nie jest idealne. - dodała i najdelikatniej, jak tylko potrafiła, doprowadziła koszulę do wcześniejszego stanu. Jak to się nazywa? Artystyczny nieład w stylu Delili Holloway. Nie mogła się przy tym nie uśmiechnąć - I nie denerwuj się. Nie gryzę. To miejsce, wbrew pozorom, też nie. - dodała, trochę bezczelnie niszcząc misternie ułożoną fryzurę Augusta - Zachowuj się tak, jakby mnie to w ogóle nie było. Nie chcę żadnych wystudiowanych póz. To nie wybieg, ani nic z tych rzeczy. - oczywiście, że zależało jej na naturalności. Dopiero po tych słowach wróciła na swoje miejsce, ponownie wzięła aparat do ręki i bez żadnego ostrzeżenia wykonała pierwsze zdjęcie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Augusto Ricci
[Usunięty]

Wysłany: 17 Sierpień 2018, 16:03   

- Oj przepraszam.- odzwyczaił się od tego, że ktoś poprawia jego ubranie. Sesje zdjęciowe nie były tak częste, jak by chciał. Czyste pachnące ubranie, idealnie dobrane do jego wymiarów, (no w tym wypadku prawie idealnie, ale miało tak być) różniło się od tego, w którym chodził na co dzień, a już szczególnie od spoconego trykotu Chicago Bulls.
Kątem oka zobaczył niektóre szczegóły, którym nie zdążył się przyjrzeć po przyjściu. Teraz dopiero zrozumiał urok tego miejsca, chociaż dalej wydawało się lekko dziwne, aby robić w tym miejscu zdjęcia. No ale cóż, on nie miał nic do gadania, jego zadaniem było uśmiechanie się do aparatu i ładne wyglądanie.
Lubił fotografów, którzy pozwalali mu na swobodę, nie zmuszając do konkretnego pozowania. Mógł się wtedy odprężyć i spróbować czegoś nowego. Wiedział, że to, co za chwile zrobi, może się nie spodobać Deli, ale to ona kazała mu czuć się, jakby jej nie było. Po tym, jak kobieta zrobiła pierwszą fotkę, stanął na jednej ręce, z nienagannym uśmiechem, przy okazji wyginając tak ciało, aby każdy element stroju był widoczny na zdjęciu, bo w końcu miało być niekonwencjonalnie. Gdy stanął z powrotem na nogach, otrzepał ręce.
- Coś takiego tez może być?- spytał, rozkładając ręce, brakowało tylko do tego werbli i słowa „Tadam”. Miał nadzieję, że nie zepsuł ujęcia, a pani fotograf na niego nie nakrzyczy.
 
 
Delila Holloway


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
malarka

powinna działać solo

Mieszkam w
Streeterville

Delila

Holloway

Wysłany: 22 Sierpień 2018, 15:59   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Pewne zachowania w takim miejscu - zwłaszcza, gdy miała aparat w zasięgu ręki - były dla Delili bardziej, niż normalne. Wbrew pozorom, to ona ustalała tutaj reguły i to ona miała decydujące głos w prawie każdej kwestii. Prawie, gdyż pewne kwestie techniczne związane na przykład z samym obiektem, zdecydowanie były poza zakresem jej obowiązków. Ona musiała zadbać przede wszystkim o to, by zdjęcia były nie tyle co dobre, lecz świetne. Dlatego właśnie pozwalała sobie na dość nietypowy kontakt z ludźmi, z którymi pracowała na planie. Nie każdemu to odpowiadało, owszem. Jednak było to zachowanie typowe dla Delili i - trudno! - nie zmieni tego z dnia na dzień.
Praca na planie zdjęciowym - lub w jakimkolwiek innym miejscu, gdzie odbywały się zdjęcia - czy to dla samego fotografa, czy modela nie była łatwa. Jasne, była przyjemna, ale na pewno nie łatwa. Wymagała kreatywności oraz dbałości o szczegóły, z czym Delila nigdy nie miała większych problemów - czyli dokładnie tak, jak na załączonym obrazku. Holloway bez namysłu wykonała kolejne zdjęcia, które w tym samym momencie pojawiły się na ekranie laptopa.
- Czy chcesz, żebym miała Cię później na sumieniu? - spytała w pewnym momencie, mając na myśli wybryk Augusta. Naturalnie, ze względu na kilkuletnią córkę, była trochę przewrażliwiona w niektórych sytuacjach, ale - halo! - nie miała fioła na punkcie bezpieczeństwa. Nie mówiąc nic, podeszła bliżej, kucnęła kilka metrów od Augusta, uśmiechając się przy tym kącikiem ust - Rozchyl trochę koszulę i spójrz w obiektyw, proszę. - mhm, to, że miała słabość do kobiet, wcale nie oznaczało, że nie wykorzysta okazji, by napawać się widokiem umięśnionego ciała. Aha. Wcale nie czuła się niezręcznie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 9