Poprzedni temat «» Następny temat
Armour Square Park
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 17:23   Armour Square Park

[align=center:251612a212][/align:251612a212]
 


profil
 
Dany Watson
[Usunięty]

Wysłany: 2 Sierpień 2016, 22:28   

|second game + outfit|

Hm, wszelkie dyplomatyczne zapędy jakie kiedykolwiek się w niej mieściły, w ostatnim czasie własnoręcznie wypędziła na Madagaskar. Chciała zupełnie pokojowo, będąc dobrą, grzeczną i miłą osobą, za jaką postrzegała ją większość społeczeństwa, powiadomić byłego narzeczonego, że mają córkę.
Teraz już wiedziała, że przynajmniej w tym jednym aspekcie, komedie romantyczne nie kłamią - żelazna zasada, nie należy dzwonić do swoich byłych, nawet jeśli tylko po to przeleciało się blisko tysiąc trzysta kilometrów z prawie rocznym dzieckiem na ręku. Nie żałowała tego w stu procentach, bo byłoby to zwyczajnie nie fair względem Zoey, ale opcja z graniem w otwarte karty, zostawieniem mu dziecka i powrotem do początków względnie obiecującej kariery, też brzmiała śmiesznie. Co mocno gryzło się z jej poglądami sprzed półtora roku, ale nie ważne.
Ważne, że wróciła do miasta, w którym nadal egzystowało parę przyjaznych jej dusz. Jak choćby Jace, który wciąż przypominał jej małe dziecko i sam wyszedł z inicjatywą spotkania. Miło będzie wyrwać się z czterech ścian, których wolała nie opuszczać z kilku powodów, ale umówmy się, że wiodącym będzie ten, jakoby nie chciała dzielić się Zoey z nikim innym. Tym razem dziewczynka współpracowała i tylko po prawie dwóch godzinach udało jej się przybrać ją w strój, który nawet ślepemu przywiódłby na myśl pandę - naprawdę powinna skończyć z tą miłością do pand.
 
 
Jace Brooks


Wysłany: 3 Sierpień 2016, 13:13   

/ przed kłótnią z May i wyjazdem+ stylówka

Z Dany miał kontakt przez cały czas, wiedział pewnie o wszystkim, bo pewnie przed nim ciąży nie ukrywała. Mógł się z nią nie zgadzać, że nic nie powiedziała swojemu byłemu i dziecku jakie w sobie nosi. Jednak co on mógł, nie robiłby przecież jej na złość i specjalnie do faceta nie pojechać i nie przemówić mu do rozsądku. To była jej sprawa i chciał ją wspierać w każdej chwili, nie ważne, czy postanowiła sama wychowywać małą czy z ojcem Zoe. Jej wybór i jej życie, nie chciał się do tego wtrącać.
Każdy film w taką historią w końcu kończy się dobrze, prawda? Jasne, może na początku facet jest zły, bo pozbawiono go szansy na decyzję, czy chce wychowywać dziecko czy nie. Nie był wtedy przy swoim dziecku, gdy powiedziało pierwsze słowo, dało pierwszy krok. Praktycznie pierwszy rok jest najwspanialszy dla rodziców. Dziecko się rozwija, daje radość. Gdy minie pierwsza faza wściekłości, to może się ogarnie i zrozumiem Watson. Może ją jeszcze szczęśliwe zakończenie czeka.
Co nie oznaczało, że nie chciał być najlepszym wujkiem jakiego mała może mieć. Gdy tylko miał wolną chwilę postanowił wyrwać swoją daleką kuzynkę na spacer. Potem nie będzie ich widział przez długi czas, bo tygodniowe złamane serce, które leczył alkoholem, a następnie wyjazd z Mayą. Musiał się Dany przypomnieć, aby go nie zapomniały czasem. Mała by go jeszcze nie poznała później i biedny Jace byłby smutny.
Przyszedł wcześniej na plac, usiadł i czekał na dziewczyny. Już w daleka uśmiechnął się, gdy zobaczył znajomą brunetkę z wózkiem i wstał się przywitać. - Zoey.- Od razu podszedł i wziął małą na ręce. - Jak się masz Dany?- O niej też nie zapomniał, nie mógłby. Dał jej buziaka w policzek i ponowinie usiadł na ławce i dziewczyną na kolanach. - Co nowego słychać?
_________________

    Girl, you know I want your love
    Your love was handmade for somebody like me
    Come on now, follow my lead
 
 
Dany Watson
[Usunięty]

Wysłany: 10 Sierpień 2016, 21:05   

Och, a było jej tak dobrze w Nowym Jorku. Gdzie jak gdzie, ale halo, wychowała się w przekonaniu, że nigdzie indziej tylko na Brooklynie nikt nie dba mniej o to w jakim układzie rodzinnych sił jest wychowywane dziecko byle nie było bite, głodzone i poniżane. A przecież Dany traktowała Zoey jak kolejne wcielenie Chrystusa na ziemi, takie porównanie byłoby bardziej trafne, gdyby faktycznie wierzyła w podstawy wiary katolickiej, ale chyba wszyscy wiedzą o co chodzi. Spokojnie uniosła głowę, schowała dumę w kieszeń i pozwoliła wszystkim ludziom, którzy znali ją jeszcze sprzed Wielkiej Ucieczki, a którzy jeszcze ją po blisko dwóch latach pamiętali, mówić co im się tylko żywnie podoba, pozwalała wieszać na sobie psy za własnymi plecami, a kiedy tylko mijała starą znajomą albo znajomego w trakcie spaceru z Zoe, uśmiechała się do nich szeroko (w myślach pokazując im środkowy palec i kilka innych wymyślnych gestów wyrażających pogardę) i gruchała słodko do córeczki, której pogodny śmiech rekompensował wszystko, z czego dobrowolnie zrezygnowała wsiadając na pokład samolotu z Chicago, a potem tego, który zabrał ją z bezpiecznego Brooklynu prosto w paszczę lwa, znaną również pod imieniem byłego narzeczonego.
- Cześć Jace. - zabrakłoby jej słów, gdyby miała wyrazić to jak bardzo wdzięczna była za to, że on wpisał się do tego nielicznego komitetu, który może i nie do końca rozumiał jej decyzję, ale przynajmniej jej za nią nie potępiał. Jednak co rodzina, to rodzina jednak.
- Powiedziałam mu. - wyrzuciła z siebie na jednym wdechu. - O Zoey i o wszystkim. - odruchowo wyciągnęła dłoń, żeby poprawić kapelusik na głowie dziewczynki. Nauczyła się, że nic tak nie koi nerwów, jak bliskość własnego dziecka.
 
 
Jace Brooks


Wysłany: 13 Sierpień 2016, 16:28   

Dziecko potrafi wszystko zmienić, obrócić świat do góry nogami. Czasem to jest dobre, jednak niektórym rodzicielstwo nie jest pisane. Jednak nie rozumiem ludzi, który mimo wszystko robią sobie te dzieci, chociaż mają ich wiele, a potem biją, znęcają się nad nimi, albo zarabiają mało i to nie wystarcza na ich utrzymanie. Ludzie chyba nie mają mózgu. Zamiast zainwestować w antykoncepcje, albo oddać noworodka jakiejś rodzinie, która będzie go kochać i zapewni mu lepsze życie. Ale nie, po co, lepiej niech się męczą, będą nieszczęśliwi, a później mieć darmową służbę. Jednak są i te dobre rodziny, kochający rodzice, lub rodzic, bo czasem się trafiają samotne matki i ojcowie. Tak jak Dany, która musiała sobie poradzić ze wszystkim sama. Jednak dla tego jednego uśmiechu dziecka, albo jak w końcu powie mama, to wszystkie łzy wynagradza. Nie żeby coś o tym Jace wiedział, chociaż w końcu chciałby się dowiedzieć. Po prostu dla takiego kochanego malca zrobi się wszystko, pomimo wszystkiemu. Nawet jeśli ktoś zacznie wytykać palcami, krytykować zachowanie rodzica. To było życie Watson, jej wybory i to ona miała czuć się w tym dobrze. Nikt nie miał prawa mówić jej co ma robić. Wybrała takie życie, więc niech tak będzie. Wszystkim kij w oko, który tego nie zaakceptowali.
Rodzina to po pierwsze, a po drugie cholernie lubił Dany. Z połową rodziny się nie lubił, a z nią jedyną miał super kontakt, mogli porozmawiać o wszystkim. Wiedział, że jak zadzwoni nawet w środku nocy, to mu doradzi, podpowie. Nigdy by nie zrezygnował z takiej relacji. - I co on na to? Dobrze czy źle?- Ostrożnie usiadł na ławce z dziewczynką, którą sobie zaraz posadził na kolanach. Widział, że już się rwała do zabawek, ale chwilę wytrzyma. - Wiesz, że mogę mu przemówić do rozumu? Wystarczy tylko jedno Twoje słowo.- Popatrzył na Dany i cicho westchnął. Uwielbiał je i chciał ich szczęście, chyba normalne, nie? Jak ktoś sprawił jej przykrość to on już to załatwi. Jak byli młodsi nie mógł jej bronić, bo był za daleko, więc teraz będzie nadrabiał.
_________________

    Girl, you know I want your love
    Your love was handmade for somebody like me
    Come on now, follow my lead
 
 
Dany Watson
[Usunięty]

Wysłany: 26 Sierpień 2016, 14:56   

Gdyby brakowało jej problemów, które w resorcie życia osobisto-uczuciowego mnożyły się jak grzyby po deszczu albo bardzo zafascynowane teorią wolnej miłości króliki, to jeszcze sprawdzając codziennie stan konta, coraz bardziej oswajała się z myślą, że prędzej niż później będzie musiała wyplątać się z bezpiecznego kokona starych swetrów, niezmierzonego morza z książeczek z obrazkami i miękkich pluszaków, czyli wszystkiego co łączyło się z opieką nad roczną córeczką i będzie musiała znaleźć sobie normalną pracę. Wygrana na loterii, którą zgarnęła z Flynnem jeszcze w Nowym Jorku z początku wyglądała nieco jak małe zadośćuczynienie od losu po całym smutnym fiasku ze ślubem do którego nie doszło i z ciążą, która nigdy nie była planowana. Ale pieniądze mają to do siebie, że lubią się szybko kończyć, chyba nawet szybciej niż szczęście, którego smak też już słabo pamiętała. Oczywiście szalenie się cieszyła, kiedy dostała w swoje ręce Zoey, która w końcu postanowiła opuścić matczyną macicę, ale to nie było to samo.
Znowu też, cieszyła się bardzo z tego, jak równym facetem okazał się Brooks. I pomyśleć, że Dany nigdy do końca nie doceniała swojej rodziny, uważała ją za bandę łagodnie usposobionych wariatów, którzy stają się chorzy, jeśli nie zrzędzą przynajmniej pół dnia, a za swój ulubiony obiekt, chyba obrali sobie ją samą. Teraz sporo by oddała, żeby wrócić do tamtych czasów. Może nie byli najlepsi, ale byli i byli jej rodziną, więc ją kochali.
- Sama już nie wiem. - wzruszyła ramionami, po raz tysięczny tego dnia odgarniając nieposłuszną grzywkę z twarzy. Na wizytę u fryzjera brakowało czasu, podobnie jak na milion innych rzeczy, do których przywykła jako dwudziestokilkuletnia singielka sprzed paru lat. - Ale poradzę sobie z tym, okay? Znasz mnie.
 
 
Jace Brooks


Wysłany: 31 Sierpień 2016, 13:44   

Co to by było za życie bez problemów? Na dłuższą metę, stałoby się nudny, gdyby wszystko z łatwością nad przychodziło, wszystko się udawało i nigdy nie zrobiliśmy jakiegoś błędu. Jak to mówią, człowiek uczy się na swoich błędach i takie właśnie życiowe dramaty, które są bardzo intensywne i dadzą w kość, najlepiej nauczą życia. Nie żeby chodziło o dziecko, bo to na pewno nie traktowała tego Dany jako błąd, na pewno żaden kochający rodzic tak tego nie weźmie. Jednak niektóre związki dają nauczkę i chociaż wiadomo jakiego typu ludzi trzeba unikać. Nie żeby coś o tym Brooks wiedział, bo zbytnio się wcześniej tym nie przejmował, że jakaś laska może przez niego cierpieć, bo przecież mu nic nie było. Takim był nieco dupkiem, na pewno właśnie dał omamić kilka dziewczyn, które go do tej pory przeklinają, że je wykorzystać. Jednak teraz jak jest zakochany to wszystko robi metodą prób i błędów. Całe szczęście Maya jest wyrozumiała i bardzo na niego nie wrzeszczy jak jakiś wywinie głupstwo.
Nic dziwnego, że jeszcze niedawno mogła Brooksa nie lubić. Chociaż i tak zawsze w stosunku do Dany był i tak inny niż za zwyczaj. Coś ich łączyło więcej, bo z resztą rodziny się nie dogadywał. Zawsze, gdy tylko ktoś przychodził z wizytą to Jace zaraz wychodził. Jakoś nie trawił się z większością rodziny, a niektórych to nawet nienawidził i nie mógł znosić ich widoku. No ale czasem jest mobilizacja i gdyby tylko Watson potrzebowała pomocy, to nie tylko blondyn przybiegłby pod jej mieszkanie. Nie tak łatwo jest przestać kogoś kochać, więc na pewno najbliższa rodzina nie przekreśliła jej na dobre.
- No ale jak zareagował?- Nie spuszczał wzroku z kuzynki starając się wybadać co i jak. Zależało mu na nich i na niej i na Zoe. Ich szczęście też było ważne, a gdyby coś się działo to chciał pomóc no. - W to nie wątpię, na pewno sobie poradzisz. Ale wiesz, że nie jesteś z tym sama?- Wziął małą i wstał, bo siedzieć nie chciała. To sobie poszedł z nią na huśtawkę i trzymając ją na kolanach zaczął się bujać.
_________________

    Girl, you know I want your love
    Your love was handmade for somebody like me
    Come on now, follow my lead
 
 
Reid Weaver


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 31 Sierpień 2018, 19:57   
   Mów mi -  magda
   Multi -  kirby, lance, rodney




Takich dni, kiedy musiał biegać po mieście i wszystko załatwiać nie lubił najbardziej. Może nie był skrajnym typem domatora, ale chyba nikt nie lubił zabiegania. Jego zakład podpisywał właśnie nową umowę, a to oznaczało, że zabawy było nie tylko z papierami, ale również z przeróżnymi spotkaniami, a w przypadku Reida wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Przez cały tydzień miał więc niezłe urwanie głowy, a na niedomiar złego okazało się, że zamówienie na materiał, które złożył jakiś czas temu, nie zostało zrealizowane w terminie, przez co robota stała w miejscu, a niestety - w tym fachu nie cierpiała ona zwłoki. Firma, która miała mi tu zamówienie zrealizować nie odbierała telefonów, a to oznaczało, że musiał pofatygować się tam osobiście i dowiedzieć się, na czym tak właściwie stał. Spotkanie nie było szczególnie owocne, a on sam nieszczególnie był zadowolony z jego efektów, dlatego też kiedy wyszedł z niego później niż zakładał, miał już na koncie nawrzeszczenie na sekretarkę, a później wytknięcie niekompetencji jej przełożonemu i kilku innym osobom, na które udało mu się w tejże siedzibie natrafić. Wydawać by się więc mogło, że limit nieszczęść został na dziś wykorzystany, ale.. nie. Życie postanowiło dokopać mu jeszcze bardziej. Wyszedł stamtąd z trzaskiem drzwi, a później pospiesznym krokiem udał się w stronę samochodu, który musiał zaparkować przecznicę dalej. Jasne, kiedy tu podjeżdżał ani jedno miejsce parkingowe nie było wolne, teraz było ich co najmniej kilka. Przeklął w duchu, irytując się jeszcze bardziej faktem, że musiał przejść przez plac zabaw żeby dostać się do auta. Nie lubił dzieci, nie miał do nich podejścia, a one nie miały podejścia do niego. W gruncie rzeczy również dlatego nie było mu spieszno do zakładania rodziny.. no i też dlatego, że najzupełniej w świecie nie potrafił się ustatkować. Zaczął grzebać w telefonie, próbując skontaktować się z jednym ze swoich pracowników i przypadkowo trącił kogoś ramieniem. - Przepraszam - mruknął, no bo wypadało i trochę też dlatego, że przez ten telefon był odrobinę rozkojarzony. Podniósł spojrzenie do góry. - Zmieniłem zdanie, jednak nie jest mi przykro - dorzucił, kiedy jego wzrok spoczął na twarzy Sienny. Nagle pobyt w tamtej cholernej firmie wydał mu się przyjemnością. Jeszcze raz.. dlaczego jakaś siła wyższa tak mocno go nienawidziła, że pozbawiła go tamtego wolnego miejsca parkingowego? Naprawdę nie rozumiał.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Sienna Caldwell


Jestem w Chicago od
wróciła po latach



31
tajniak bez pracy

what the h...?

Mieszkam w
Loop

Sienna

Caldwell

Wysłany: 1 Wrzesień 2018, 09:42   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


[align=right:91872aa977]~2~[/align:91872aa977]
Powrót Sienny do Chicago nie należał do najłatwiejszych. W swoim czasie porzuciła tutaj nie tylko znajomych, ale i dziecko. Dziecko, które teraz próbowała odzyskać. Małymi krokami, nie spiesząc się, ani też nie naciskając na sześciolatkę w żaden sposób. Sienna spędzała z nią tyle czasu, na ile pozwalał jej ojciec Karen. Tego dnia również opiekowała się dziewczynką. Były w okolicy, głównie ze względu na Sienne, która wcześniej miała zamienić kilka słów z pewną bardzo interesującą personą. Innymi słowy, przy okazji próbowała załatwić sprawy zawodowe. W drodze powrotnej musiały znaleźć chwilę na zajście na plac zabaw. W momencie, w których dziewczynka zobaczyła w oddali kolorową zjeżdżalnię, nie było już szans na odwrót. Nieważne, jak bardzo Sienna starała się odwrócić uwagę Karen od szaleńczej zabawy na zjeżdżalni, a następnie na huśtawce, i tak była na przegranej pozycji. Jednak w pewnym momencie dziewczynka zupełnie przestała słuchać Sienny i zachciało się jej bawić w ganianego. O dziwo, próba złapania córki naprawdę przypadła Siennie do gustu, więc chwilę później Caldwell biegała za córką po niemal całym placu zabaw. Takie zachowanie było do niej bardziej, niż niepodobne. Zazwyczaj trzymała emocje na wodzy, stała z boku, obserwując wszystko i wszystkich, a teraz? Teraz nie interesowało ją nic, z wyjątkiem Karen, której najwyraźniej podobało się uciekanie ciotce. I wtedy wydarzyły się dwie rzeczy niemal jednocześnie. Sienna chwyciła dziewczynkę w ramiona, śmiejąc się przy tym dziwnie radośnie – w tej samej chwili wpadła na kogoś z impetem, bo prostu była zbyt zajęta zabawą z Karen, by zarejestrować pojawienie się osoby trzeciej. – Nie, nie, to ja… – ja co? Ja przepraszam? Nie dokończyła, to pewne. A nie zrobiła tego, bo zaraz zorientowała się, że przypadkowa ofiara to nikt inny, jak – Reid – wyszeptała, prostując się i tym samym wypuszczając dziewczynkę z ramion. Na ślepo odnalazła rączkę Karen i mocno ją chwyciła, by mała przypadkiem jej nie uciekła. Próbowała wziąć się w garść, trochę nieskutecznie – Cóż, w takim razie mi jest przykro. Nie widziałam Cię. – próbowała zachować się odpowiedzialnie, jak na dorosłą kobietę przystało – Dawno… dawno się nie widzieliśmy. – nie odkryła Ameryki, ani nic z tych rzeczy, to prawda. Jednak, cholera jasna, nic innego nie przyszło jej do głowy. Tym bardziej, że to był Reid. Ten Reid, do którego niegdyś nieustannie wracała.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Reid Weaver


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 3 Wrzesień 2018, 16:21   
   Mów mi -  magda
   Multi -  kirby, lance, rodney


Zabawne, ale Reid był jedną z tych osób, która z całą pewnością powiedziałaby, że nieszczególnie wyczekiwał jej powrotu. Może jej obecność powinna być mu obojętna i w ogóle nie powinien zwracać na nią swojej uwagi, ale niezależnie od tego co mówił i robił, każde jego zachowanie miało jakieś ukryte wewnątrz jego powody. Czy zabolał go jej wyjazd? W pewien sposób na pewno, bo nawet jeżeli nie układało im się szczególnie dobrze i każdy wzlot kończył się jeszcze większym upadkiem, to nadal Sienna była jedną z tych osób, na których naprawdę mu zależało. Była to jedna z tych kobiet, która swoją rolę w jego życiu pełniła przez dłuższy czas i pozostawiła po sobie bolesny ślad. Więc owszem, niby nie przypuszczał, że prędko przyjdzie mu ją spotkać, ale przeświadczony był o tym, że kiedy już do tego dojdzie, nie będzie mogła liczyć na ciepłe powitanie. Cała złość, którą jej serwował nie była jednak spowodowana jakąś nienawiścią czy niechęcią, chociaż pewnie sam Weaver wiele by oddał, żeby tak właśnie móc to nazwać. Jego pobudki były znacznie prostsze, ale podobnie jak w wielu innych sprawach, za nic w świecie by się do tego nie przyznał, uznając to po prostu za zwyczajną słabość. Więc owszem, był opryskliwy głównie dlatego, że była jedną z tych osób, na których niegdyś cholernie mu zależało, niezależnie od tego jak nieumiejętnie to pokazywał. Budziła w nim uczucia, o które samego siebie by nie podejrzewał.. przecież zawsze tak usilnie stronił od zobowiązań. Teraz, kiedy od jej wyjazdu minęło już tyle czasu, a on sam po drodze zdążył się ożenić, wiele powinno się zmienić, prawda? Ale wcale się nie zmieniło, bo nawet kiedy zniknęła z jego życia, nie potrafił w pełni zaangażować się przy drugiej osobie, myślami gdzieś tam cały czas wracając do tego, co oni sami kiedyś mieli. Więc cóż, chociaż sam psuł to niejednokrotnie, to właśnie do niej miał największe pretensje o to, że ona pozwoliła sobie spieprzyć to ostatecznie. - Jakoś mnie to nie dziwi - burknął, chociaż właściwie po co? Nie zauważyła go, okej, wielkie rzeczy. Powinien jedynie zbulwersować się o to, że nie patrzyła pod nogi (co z tego, że on też tego nie robił; z góry było wiadomym, że jest hipokrytą), niby nie miał prawa obwiniać jej o całe zło tego świata.. a jednak tak właśnie było. - Nie zamierzałem tego zmieniać - niedbale wzruszył ramieniem, kończąc to, co zaczął wcześniej na telefonie, po czym wsunął go do kieszeni. - Powodzi Ci się, gratuluję - rzucił, na widok towarzyszącej jej dziewczynki. Jeśli układało jej się w życiu, to wcale nie cieszył się z tego powodu, ale to chyba było oczywiste.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Sienna Caldwell


Jestem w Chicago od
wróciła po latach



31
tajniak bez pracy

what the h...?

Mieszkam w
Loop

Sienna

Caldwell

Wysłany: 6 Wrzesień 2018, 22:12   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Od zawsze było wiadome, że wszystko to, co złe, było winą tylko i wyłącznie Sienny. To Sienna była tą najgorszą, bo, jak można się było domyślić, to ona miała wystarczająco dużo odwagi, by spakować się i wyjechać, „zaczynając” wszystko od nowa. Jak widać, nieumiejętnie, gdyż wróciła. Wróciła do miasta, z którego uciekła przed laty. Wróciła do ludzi, których porzuciła. Wróciła, gdyż wystarczył tylko jeden moment, jedna sytuacja, by coś poprzestawiało się jej w głowie na tyle mocno, by w końcu mogła stanąć oko w oko z demonami z przeszłości. Nieważne, jak bardzo bała się wykonać ten jeden krok – doskonale wiedziała, że schrzaniła wszystko na całej linii w momencie, gdy wsiadła do samolotu. Nieważne. Musiała ponieść konsekwencje swych czynów, nawet jeśli oznaczało to narażenie się na gniew ze strony Reida.
To nie tak, że Caldwell była całkowicie pozbawiona empatii – skąd! Wręcz przeciwnie, jednak nadal robiła wszystko, byle tylko zachować kamienną twarz pozbawią emocji. Tak było bezpieczniej. Ukrywała swoje słabe punkty, by nikt – absolutnie nikt – nie zdobył nad nią przewagi. Mimo starań, dotychczas jedynie w obecności córki nie była w stanie zachować zimnej krwi. Teraz, jak się okazało, miała z tym trudność również w towarzystwie Reida. Owszem, ich przeszłość była burzliwa w niemal każdym tego słowa znaczeniu. I to właśnie ona tylko pogorszyła wszystko to, co było między nimi, odchodząc. Zrobiła to, bo wówczas nie była gotowa wziąć odpowiedzialności za swoje dziecko. I nie miała nic na swoje usprawiedliwienie. Nic, prócz tego, że stchórzyła, po prostu.
Trudno powiedzieć, czego właściwie się spodziewała. Wszystko to działo się zbyt szybko – Reid pojawił się praktycznie znikąd, co dla niej było równoznaczne z pewną utratą kontroli. Nie była przygotowana na to spotkanie, na pewno nie. Wykonała krok w tył niemal odruchowo. Mimo uszu puściła jego słowa odnośnie spotkania, lecz w chwili, w gdy wskazał na dziewczynkę, Sienna natychmiast stanęła na baczność, napinając wszystkie mięśnie, a i usta ściągnęła w wąską kreskę.
To nie tak, jak myślisz. Karen to nie… – zawahała się. Zawahała się, nie wiedząc, którą wersję wybrać. Czy skłamać dla dobra dziewczynki? Czy powiedzieć prawdę? Czy nie powiedzieć nic i uciec? – To skomplikowane, ale to nie najlepszy moment, by o tym rozmawiać. – jasne, że nie chciała wiele mówić przy dziecku, tym bardziej, że cały czas utrzymywała wersję „cioci”, aniżeli „mamy”. Tyle że dobry obserwator od razu dostrzeże podobieństwo między nią, a dziewczynką. Znów na moment ściągnęła usta w wąską kreskę, obrzucając Reida długim i uważnym spojrzeniem, tym samym starając się nie dopuścić do siebie wspomnień, które w rzeczy samej, nadal trzymały ją w miejscu – Co u Ciebie? – nie zamierzała o to pytać, na pewno nie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Reid Weaver


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 16 Wrzesień 2018, 19:15   
   Mów mi -  magda
   Multi -  kirby, lance, rodney


Prawdę mówiąc, byli do siebie naprawdę podobni. Reid również nie potrafił obchodzić się z własnymi uczuciami, nie potrafiąc się do nich przyznać. Nawet kiedy zaczynało robić się gorąco, odrzucał od siebie te myśli, bo w ten sposób było po prostu łatwiej. Prawdę mówiąc, przez długi czas i tak nie potrafił się zaangażować, czując się po prostu odrzuconym w momencie, kiedy zawiodła go jedyna osoba, na której mu zależało, kiedy trafił do tego cholernego ośrodka poprawczego. Nigdy nie poczuł się tak zdradzony, a to sprawiało, że na jego osobowości odbiło się jakieś piętno. Był to okres czasu, w którym stracił wszystkie bliskie sobie osoby w zasadzie przez jedno głupie zajście. Paradoksalnie, nawet wtedy nie potrafił dopatrzyć się w tym swojej winy. Uważał, że to właśnie oni okazali się być dla niego wsparciem, a jednak tego nie zrobili. Nauczył się więc, że lepiej było nie przyzwyczajać się do ludzi, bo prędzej czy później postanawiali oni odejść. Podobnie było w przypadku Sienny. Niezależnie od wszystkiego, nie potrafił się przyznać, że mu na niej zależało, chociaż niewątpliwie tak było. Miała w sobie coś, co sprawiało, że chciał przy niej być niezależnie od sytuacji. Po raz pierwszy od dłuższego czasu rzeczywiście pozwolił sobie na to, żeby jego uczucia wymknęły się spod kontroli i cóż - po raz kolejny się na tym przejechał. I cóż, nawet nie powinien czuć się zdziwiony, ale jednak ciężko było powiedzieć, żeby przyjął to ze spokojem ducha i ot tak się z tym pogodził.
- A jakie to ma właściwie znaczenie co ja myślę? Przecież i tak nie obchodzi Cię moje zdanie - odparł, wzruszając przy tym ramionami. Nie oczekiwał od niej żadnych tłumaczeń, no bo i po co? Przecież nie zmieniłoby to ich przeszłości, nie sprawiłoby, że nagle wszystko by się naprawiło. Wpadli na siebie przypadkiem i równie dobrze mogli obrócić się teraz na pięcie i nigdy więcej się do siebie nie odzywać, przecież i tak nieprędko zrobią to po raz kolejny; a przynajmniej nie z własnej woli Reida. - Nieważne - czy faktycznie go to nie obchodziło? Czy może po prostu takiego właśnie grał? To i tak nie miało już większego znaczenia. Wsunął dłonie do kieszeni i oblizał dolną wagę. - U mnie? - uniósł jedną brew ku górze, nie spodziewając się, że to pytanie mogłoby nadejść. Wzruszył jednak niedbale ramionami. - Praca, sporo pracy. Generalnie niewiele się zmieniło - poza tym, że odkąd wyjechała zdążył się ożenić i rozwieść, ale skoro to drugie wydarzenie też miało miejsce, to uznał, że nieszczególnie jest się czym chwalić. - Nie wiedziałem, że postanowiłaś znów zaszczycić Chicago swoją obecnością - pewnie głównie dlatego, że nigdy nawet nie spróbował zapytać kogoś z ich znajomych o nią samą. Prościej było nie wnikać, nie angażować się emocjonalnie. Chyba w ten sposób nie chciał samego siebie denerwować.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Sienna Caldwell


Jestem w Chicago od
wróciła po latach



31
tajniak bez pracy

what the h...?

Mieszkam w
Loop

Sienna

Caldwell

Wysłany: 19 Wrzesień 2018, 15:53   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


W przeciwieństwie do pozostałych, Sienna nie uciekła przez wzgląd na jego przeszłość. Zrobiła to, bo tym razem to ona popełniła błąd i musiała się z nim uporać, co – jak widać – nie do końca jej wyszło. Cokolwiek by nie zostało powiedziane, wszystko co złe, stało się tylko i wyłącznie z jej winy. Przez nią. To ona nie radziła sobie z emocjami, ze problemami i często zachowywała się jak niedojrzała nastolatka. Nic dziwnego, że w końcu pękła. I uciekła, właściwie bez słowa. Nadal jednak miała ku temu powody: ciąża oraz relacje, w których w gruncie rzeczy, wcale nie czuła się dobrze.
Nieprawda, że miała w poważaniu to, co myślał Reid. Jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie, to to, co było niegdyś między nimi, naprawdę było dla niej ważne. Jest ważne. To, że oficjalnie wypierała się wszystkiego, jeszcze nic nie znaczyło. Umyślnie starała się zniechęcać do siebie innych – w tym również Reida. Zupełnie nieistotne, że tak naprawdę było to ostatnią rzeczą, jakiej pragnęła. Teraz, kiedy stanęła z nim twarzą w twarz, nie wiedziała, jak powinna się zachować. Nic nie wiedziała, prócz tego, że ta chłodna obojętność z jego strony raczej nie przypadła jej do gustu. Niemniej, nijak nie skomentowała jego słów, ani też nie wyprowadziła go z błędu. Kiedyś. Kiedyś ponownie poruszą ten temat, tego mogła być pewna. I wtedy wyjawi mu prawdę. Wyśpiewa wszystko, jak na spowiedzi. Wyjaśni również, dlaczego wyjechała i nie dawała znaku życia. A przynajmniej miała taką nadzieję.
Niewiele się zmieniło pewnie zbyłaby machnięciem ręki, gdyby nie jego krótki komentarz. Nie wiedział. Nie mógł wiedzieć, gdyż Sienna raczej nie dbała o to, by o jej powrocie wiedziała jak największa liczba osób. Wychodziła z założenia, że im mniej znajomych wie, tym lepiej. Dla niej i dla małej Karen. – Od kilku miesięcy. – uściśliła, jeśli chodzi o jej pobyt w Chicago – Co więcej, jakoś niespecjalnie się tym chwaliłam, jak już zdążyłeś zauważyć. – tak, ton Sienny wiele pozostawiał życzenia – Dlatego dziwię się, że spotykamy się dopiero teraz. – ciągnęła, bo oczywiście, choć Chicago to ogromne miasto, ale kto wie, kogo spotka się za rogiem? Z westchnieniem pokręciła głową na boki, ponownie przesuwając spojrzeniem po mężczyźnie. Nic się nie zmienił. Nic, a nic. Nawet nie spostrzegła, gdy wykonała krok w jego strony i mało brakowało, a wyciągnęłaby również ku niemu dłoń. Chciała go dotknąć, chciała poczuć jego ciepło, chciała.. chciała jego.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Reid Weaver


Jestem w Chicago od
https://i.imgur.com/

Wysłany: 19 Wrzesień 2018, 19:22   
   Mów mi -  magda
   Multi -  kirby, lance, rodney


Niezależnie od tego co by zrobiła czy powiedziała, Reid i tak wiedział swoje. Był typem osoby, która po prostu nie potrafiła pozwolić się przekonać do cudzego zdania. Czasami po prosu wbijał sobie coś do głowy i nie było osoby, która mogłaby zmienić jego myśli czy nastawienie. Takie rzeczy jednak nie zawsze kończyły się dobrze, bo często w jego głowie pojawiały się myśli, które z rzeczywistością niewiele miały wspólnego. W końcu dlaczego trafił do poprawczaka? Dlaczego pobił do nieprzytomności swojego kumpla, który spotykał się z jego siostrą? Przecież w głowie Reida nie było to jedynie zwyczajne spotykanie się. W jego głowie wyglądało to zupełnie inaczej; wmówił sobie, że Lincoln chciał młodą jedynie wykorzystać, a on? Jakim byłby bratem, gdyby nie stanął w jej obronie? Rzecz w tym, że tak naprawdę nikt od niego tego nie oczekiwał. Wyrwał się ze swoimi chorymi ambicjami, chociaż czy rzeczywiście było to odpowiednie określenie? Miał problemy z agresją, miał problemy z samym sobą, ale były to rzeczy, których Reid nigdy nie widział, ani tym bardziej widzieć nie chciał. Winy też nigdy się w sobie nie upatrywał, więc było mu co najmniej na rękę, jeśli w ich przypadku to właśnie Sienna brała ją na siebie. Mało tego, gdyby było inaczej, nawet przez sekundę nie pomyślałby o tym w ten sposób. Paradoksalnie, siebie samego uważał za nieomylnego. Miał trudny charakter, ale i z tego nie zdawał sobie sprawy.
Skinął głową, przyjmując do wiadomości jej słowa. Na usta cisnęło mu się jedynie to, że zdecydowanie wolałby żeby zostało tak jak było i nie widzieli się dalej, ale ostatecznie ugryzł się w język. Kątem oka spojrzał jeszcze na towarzyszącą jej dziewczynkę, dziwnie było widzieć Siennę z dzieckiem. Może gdyby nie uciekła, to on chodziłby po tym placu razem z nimi? Zainteresowaniem wrócił do Caldwell, a później niedbale wzruszył jednym ramieniem. - Podobno lepiej późno niż wcale, ale w tej sytuacji.. sama rozumiesz - uśmiechnął się, jednak nie w sposób życzliwy, a taki, który miał dać jej do zrozumienia, że była to ironia. Rzucił spojrzeniem w stronę alejki prowadzącej do parkingu, na którym znajdował się jego samochód. - Miłej zabawy - rzucił jeszcze na odchodne. Nie miał zamiaru żegnać się z nią żadnym do zobaczenia, bo naprawdę miał szczerą nadzieję, że nie będzie mu dane na nią wpaść, a przynajmniej nieprędko. Gdyby chciał żeby jakaś jego była wróciła teraz do jego życia to poszedłby do Ex na Plaży, ale cóż.. no nie było go tam. Później po prostu ją wyminął i poszedł w swoją stronę starając się to spotkanie jak najszybciej ze swoich myśli wyrzucić.

/ zt.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

REGULAMIN
OGŁOSZENIA
OGŁOSZENIA USERÓW
Z. WIZERUNKI
REZERWACJE
POSZUKIWANIA
NIEOBECNOŚCI
SPIS MULTIKONT
FABULARNE
SPIS STANOWISK
SPIS LOKACJI
DZIELNICE
TŁO FABULARNE
MISTRZ GRY
ZAMÓWIENIA
KTO ZAGRA?
1. Otwarcie: 17.06.2016
2. ZAPOZNANIE SIĘ Z REGULAMINEM JEST OBOWIĄZKOWE!
3. Spis multikont - aktualną listę znajdziesz tutaj
4. Aktualizacja regulaminu - więcej informacji.
5. 2/11/19 Zmiany w gronie administracyjnym: więcej informacji.
Styczeń 2020
booked.net

administracja
Leanne // Isabelle
Claudius
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 7