Poprzedni temat «» Następny temat
Bottled Blonde
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 17:22   Bottled Blonde

[align=center:1b79b8cf44][/align:1b79b8cf44]
 


profil
 
Eli Kale McFayden
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 11:19   

outfit

Zajęło mu trochę czasu zanim w końcu znalazł coś w czym mógłby się pokazać i co nie było garniturem. Znaczy z koszulką to nawet nie był problem, ale jeansy. On nosi albo spodnie od garnituru albo dresy po domu. Wiedział jednak, że kilka miesięcy temu podczas jakiś zakupów dorobił się dwóch całkiem przyzwoitych par i to ich szukał przekopując garderobę przez dobrą godzinę.
Oczywiście to nie tak, że siedział i czekał tylko do piątej. Zjadł coś lekkiego, przeczytał kilka maili i odpowiedział na nie. Wykonał parę telefonów, odebrał ze dwa. Całkiem pracowicie. Jego humor na pewno się poprawił wiadomością, że nowy budynek zyskał ostatnie zgody i od poniedziałku budowa rusza pełną parą. Każdy dzień opóźnienia to kolejne stracone przez niego pieniądze, a on nie miał zamiaru sobie na to pozwalać. Mógł, ale po co skoro ma zarabiać na tym biznesie? Obecnie postanowił zostać inwestorem dla nowego centrum handlowego z tym zastrzeżeniem, że budynek składać się będzie z dwóch części. W pierwszej ekskluzywne centrum handlowe, w drugiej prywatne spa i kilka apartamentów z najwyższej półki. I nie to nie był jego wymysł, on tylko klepnął projekt i zgodził się wyłożyć pieniądze. I oczywiście nadzorować budowę. Ale dzięki temu będzie miał kolejne stałe comiesięczne wpływy nawet po sprzedaży apartamentów. W końcu właściciele sklepów czy spa jedynie wynajmują, nie stać ich na zakup na własność takich lokali.
W każdym razie jako że był sobą za kwadrans piąta stał już pod kwiaciarnią. Nie wchodził do środka, chciał dać Clarze czas, by w razie czego mogła uciec przez zaplecze. Ale z drugiej strony, byłaby to głupota, gdyż Eli był ubrany jak człowiek, taki normalny. Bez sznura pod szyją, jakkolwiek ładny by on nie był, to i jego zachowanie mogło nieznacznie ulec zmianie. Nawet on sam uważał, że zasłużył na takie wyjście, na luzie, bez hałasu i pieprzenia po kątach, bez rozmów o pracy.
Nie wiedział też czy powinien jej coś kupić, ale doszedł do wniosku że jedynym rozwiązaniem byłby kwiatek, a dawanie kwiatów komuś kto właśnie wychodzi z pracy w kwiaciarni, byłoby dużym przegięciem. Kiedy wyszła uśmiechnął się szeroko i delikatnie zamachał do niej.
-Mam nadzieję, że reszta dnia minęła Ci bez przygód. - podszedł do niej nieznacznie poprawiając swoją kurtkę. Czuł się nieco nieswojo bez zbroi w postaci garnituru. -To co powiesz? Pizza i piwo?
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 11:51   

Ona natomiast zajęła się pracą. Taką, która po opuszczeniu kwiaciarni przez mężczyznę, stała się nagle prosta, łatwa i całkiem przyjemna. Nawet jeżeli nie zakrawała o wiele emocji i adrenalinę, której ludzie tak intensywnie poszukiwali. Walker zdołała się nieco uspokoić, a ponieważ sprawa ze zranionym palcem została dość szybko uratowana - skupiła się na układaniu kolejnych bukietów, na które zamówienie widniało zapisane w notesie pod datą tamtejszego dnia. Nie było tego dużo. Szczególnie, że nawet wszyscy współpracownicy nieco wyluzowali i wspólnymi siłami udało się to doprowadzić do porządku w nieco mniej niż dwie godziny. Popołudnie minęło jej więc raczej nudno, gdy snuła się po kwiaciarni, poprawiając detale ozdób wiszących w pomieszczeniu, dopieszczała wszystkie kwiatki, a także przelotnie sprzątnęła blaty, na których wykonywano zamówienia. Niby robota jak każda inna, dokładnie tak, jak dzień, ale jednak.. atmosfera była dziwaczna. Zwłaszcza, gdy jedna z koleżanek zagaiła ją o tą umówioną kawę, herbatę, pizzę czy inne piwo. Clara nie ukrywała konsternacji, w jaką dziewczyna ją wpędziła. Bo sama nie widziała w tym niczego złego, nawet jeżeli kilka godzin wcześniej to ona stała się główną ofiarą jego niekontrolowanych zmian zachowań i marudnych nastrojów. Nie komentowała tego jednak w żaden sposób, a jedynie.. zajęła się sobą, zbywając koleżankę zwyczajnym ,, daj spokój '' i wymownym machnięciem ręki.
Na kilka minut przed godziną piątą, zdjęła z siebie wierzchnie ubranie robocze, jakim był fartuszek, który chronił jej zwyczajne ubrania przed zabrudzeniem, o które w kwiaciarni wcale nie było tak trudno. Nie ukrywała, że o wiele chętniej poszłaby do domu, aby najpierw nieco się odświeżyć i przebrać, ale czas naglił, a ona nie chciała, aby mężczyzna pomyślał, że faktycznie go wystawiła. Nawet jeżeli sam nie przejawiał zbyt wielu ciepłych emocji i na pewno nie budził pozytywnych odczuć u odbiorcy, to jednak Walker nie miała w zwyczaju zachowywać się w taki sposób. Nie zamierzała zabawić się jego kosztem i faktycznie wymknąć się tylnymi drzwiami kwiaciarni, toteż zaraz po opuszczeniu jej tymi głównymi, natknęła się na niego.
- W kwiaciarni jakoś trudno o przygody rodem z filmu science fiction. Zazwyczaj się nudzę - przytaknęła krótko, posyłając mu subtelny uśmiech, który zaraz potem zamienił się w grymas, gdy chłodniejszy podmuch wiatru uderzył w nią z dość intensywną siłą. - Brzmi w porządku. Chociaż jestem w stanie zgodzić się na wszystko, żeby tylko tak nie wiało - podsumowała, pozwalając sobie na nieco bardziej swobodny, przekorny ton.
- Mam nadzieję, że nie czekasz długo? - zagaiła, wyciągając dłoń do przodu, aby rękaw kurtki odsłonił nieznacznie widniejący na nadgarstku zegarek. Była może minuta, dwie po godzinie piątej, toteż Clara nie odczuwała wyrzutów sumienia związanych z ewentualnym spóźnieniem. - To.. idziemy? - zasugerowała, zgarniając za ucho kosmyk niesfornych włosów, które w szalonym, wietrznym tańcu przysłaniały jej dobrą widoczność.
 
 
Eli Kale McFayden
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 12:21   

Eli musiał być zatem z kamienia albo naprawdę z lodu, stojąc jak gdyby nigdy nic w biały tshircie i skórzanej rozpiętej kurtce, podczas gdy ona się kuliła w płaszczu. Aż żal mu się zrobiło na tyle na ile to możliwe, więc od razu wskazał jej stojącą nieopodal taksówkę.
-Nie bój się, lokal nie jest wybitnie daleko, ale postanowiłem oszczędzić nam spaceru w taką pogodę - znaczy jej oszczędzić, bo jemu to obojętne. Otworzył dla niej drzwi i po chwili sam wsiadł do środka. -Bottled Blonde
Rzucił do taksówkarza i już miał się obrócić w stronę Clary, kiedy zadzwonił jego telefon. Na serio ze wszystkich złych momentów akurat teraz.
-Wybacz. Muszę odebrać, to z firmy - gdy tylko nacisnął zieloną słuchawkę, jego głos na powrót stał się zimny i władczy. - McFayden. Tak. Podobno to już załatwione.Co się stało? Zapytaj Ellen, powinna je przygotować rano. Nie, nie spotkam się z nim. To miejsce było wynajęte zanim powstały plany, więc nie odsprzedamy go tylko dlatego, że daje więcej. Fastfood zniszczy założenie budynku i to możesz mu powiedzieć. Może następnym razem.
Rozłączył się nieco zirytowany. Oczywiście, że McDonald będzie chciał miejsce w jego nowej inwestycji. Ale naprawdę jak oni sobie to wyobrażali? Połowa budynku to strzeżone osiedle, plus spa i drogie sklepy typu Versace albo Donna Karan, a oni chcą odkupić lokal i zrobić jadłodajnię dla ubogich. Eli wziął głębszy wdech i spojrzał na Clarę już z łagodniejszym wyrazem twarzy.
-Cóż u Ciebie nie ma przygód rodem z science fiction, ale u mnie czasem się zdarzają. Mam nadzieję, że nie uraziłem Cię tym, że odebrałem ten telefon. - uśmiechnął się do niej lekko, kiedy taksówkarz obwieścił koniec trasy. Eli zapłacił mu szybko i wyszedł z samochodu przytrzymując drzwi dla dziewczyny.
Gdy weszli do środka było aż zbyt ciepło, jednak lokal miał swój urok. Wyglądał trochę jak skrzyżowanie nowoczesnej winiarni ze starą gorzelnią piwa. A mimo to podawali tu pizzę.
Zaprowadził ją do jedne ze stolików i zaraz podszedł do nich kelner przynoszą karty dań. Eli spojrzał na Clarę zastanawiając się nad czymś, po czym powiedział do kelnera. -Poproszę na pewno jakieś dwa dobre, ale delikatne piwa. Coś co nie zabije smaku pizzy. - uśmiechnął się po raz kolejny, co to stworzenie z nim robiło? -Mam nadzieję, że Ci nie przeszkadza, ale doszedłem do wniosku, że żadne z nas nie chce się upić.
Otworzył swoją kartę dań i zaczął studiować, a było co, gdyż wybór był ogromny. Eli sam nie wiedział na co ma ochotę, dawno nie jadł pizzy aż wstyd się przyznać.
-Waham się między Formaggio a BBQ Chicken. Co byś wybrała? - spojrzał na nią z niepewną miną, naprawdę oczekując że wybierze za niego.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 12:43   

Nie kojarzyła nazwy akurat tego konkretnego lokalu. Ale chyba mógł jej to wybaczyć, skoro znajdowali się w Chicago, a ona, jak na młodą osobę i studentkę przystało, miała swoje własne, ulubione miejsca, w których mogłaby się stołować nieustannie? No właśnie. Skinęła więc nieznacznie głową na znak zrozumienia i najzwyczajniej w świecie zajęła miejsce na tylnym siedzeniu taksówki. Przyzwyczaiła się do poruszania akurat tym środkiem transportu, zwłaszcza po spędzeniu kilku tygodni w obcym Bostonie, gdzie pierwsze dni były istnym koszmarem pod względem ustalenia swojej lokalizacji. W Chicago natomiast przywykła do poruszania się komunikacją miejską, bo nieustanne korki o każdej porze dnia i nocy dość skutecznie zniechęcały do poruszania się wygodnym środkiem transportu, jakim był samochód. Nie protestowała jednak, a jedynie zapięła pas, zerkając przelotnie na swojego towarzysza.
- Nie krępuj się - podsumowała, gdy w samochodzie rozbrzmiał dźwięk telefonu, co Clara przyjęła ze stoickim wręcz spokojem. Nie chciała mu przeszkadzać ani, tym bardziej, wyjść na wścibską w jakimś przysłuchiwaniu się wszystkiego, dlatego odwróciła spojrzenie w zupełnie przeciwnym kierunku, jakim był miejski krajobraz za oknem. Mijali kolejne ulice w dość sprawny sposób, dlatego nie czuła się źle w związku z przedłużającą się rozmową, której zakończenie skwitowała subtelnym uśmiechem. - Nic się nie stało. Wszystko w porządku? - zagaiła łagodnie, może nawet nieco czule, jak gdyby wcześniejsza wymiana zdań z rozmówcą po drugiej stronie, mniej lub bardziej świadomie, wzbudziła zainteresowanie dziewczyny. Nie znała się na tych wszystkich firmowych sprawach, ale nie brzmiało to zbyt pozytywnie, a ona chyba zdążyła odczuć lekką obawę o jego ewentualne samopoczucie. Jak gdyby zorientowała się, że wahania nastrojów miał niewiele mniej intensywne niż kobieta w ciąży.
Jednocześnie nie ukrywała swojej ulgi związanej z momentem, w którym taksówka zatrzymała się pod wspomnianym przez niego lokalem. Ona sama podziękowała taksówkarzowi subtelnym uśmiechem, by zaraz potem żwawym krokiem ruszyć do budynku, w którym uderzyło w nią przyjemne ciepło i aromat jedzenia, a także gwar rozmów ludzi, którzy, chyba podobnie jak oni, nie mieli ochoty na kulinarne eksperymenty w domu.
- Nie. W ostatnim czasie szalone imprezy z alkoholem w tle zdarzają mi się za często. Piwo wystarczy - podsumowała, gdy przewiesiła płaszcz przez oparcie swojego krzesła, pochylając się nad przyniesioną przed kelnera kartą. Sama była raczej tradycjonalistką, która ceniła sobie prostotę, jaką była zwyczajna pizza z serem, szynką i pieczarkami, a także ewentualnym dodatkiem papryki, dlatego też szczerze zaskoczył ją wybór towarzysza, gdy wzrokiem odszukała nazwy, które jej zaproponował.
- BBQ Chicken. W ostateczności - przyznała w końcu, po dość krótkim, ale jakże intensywnym namyśle. Nawet zdobyła się na subtelny uśmiech, który miał mu dać do zrozumienia, że śmiało mogli złożyć zamówienie, bo była skłonna skusić się na to samo, co on.
- To.. powiesz, do czego potrzebujesz tak wielu kwiatów? - zagaiła, jak gdyby nigdy nic, mając nadzieję, że zdecydowała się na dość neutralny temat, który nie mógłby go w żaden sposób urazić bądź zirytować. Bądź co bądź - to wcale nie było normalne, że odwiedzał kwiaciarnię tak często i zazwyczaj wychodził z niej z mniej lub bardziej bogato zdobionym bukietem. Bo tak, nadal nie uważała, aby to ona była powodem jego częstych odwiedzin akurat tego miejsca w mieście. Niby bystra, ale chyba nie do końca.
 
 
Eli Kale McFayden
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 13:22   

On sam był tutaj po raz pierwszy, a o lokalu dowiedział się po prostu z google. Szukał czegoś gdzie dziewczyna poczuje się swobodnie, ale gdzie jedzenie na pewno będzie na odpowiednim poziomie. Sam poczuł się przez moment nieswojo widząc taką luźną atmosferę, ale postanowił nie zwracać na to uwagi. W końcu trzeba czasem odrzucić sztywne środowisko w jakim się obracał a to był pierwszy krok.
-Nic z czym nie można sobie poradzić, ale jednak trochę irytuje - odpowiedział jej w końcu na pytanie zadane jeszcze w taksówce. Bo prawdą było, że tacy ludzie chyba lubili wyprowadzać go z równowagi, mimo iż od początku wiedzieli że ich sprawa jest przegrana. On lubił kiedy wszystko szło zaplanowanym wcześniej tokiem, nie miał czasu na spontaniczność. Ale z drugiej strony czy ich spotkanie tutaj nie było właśnie spontaniczne. Jakby go ktoś rano zapytał, przez myśl by mu nie przeszło, że będzie siedział w pizzerii z całkiem obcą mu studentką. Nie żeby nie było całkiem miło.
-Wiem, co czujesz. Chyba dlatego takie wyjście było mi potrzebne. Jest w tym wszystkim coś uspokajającego. - przeczytał jeszcze raz składniki pizzy jaką wybrała i doszedł do wniosku, że ma rację. Była to najprawdopodobniej najlepsza opcja na jaką mogli się zdecydować.
-Zatem BBQ Chicken. Wstyd się przyznać, ale nie jadłem pizzy od wieków. - spojrzał na nią z zawstydzonym uśmiechem, kiedy kelner przyniósł ich piwa i został czekając na ich zamówienie. -BBQ Chicken, dwa razy?
Eli posłał Clarze pytające spojrzenie. Znów pozwolił jej podjąć ostateczną decyzję, co naprawdę zdarzało się tak rzadko, że można na palcach jednej ręki policzyć sytuacje w których oddawał komuś nawet tak małą kontrolę.
Kiedy kelner odszedł by powiadomić o ich decyzji, McFayden spojrzał na dziewczynę, zaskoczony jej pytaniem. Poniekąd miał głupio nadzieję, ze uniknie tej kwestii jeszcze przez jakiś czas.
-Kiedy przyszedłem po raz pierwszy potrzebowałem bukietu dla żony jednego z kupców, żeby ją przekonać do decyzji. Za drugim razem kwiaty były dla Ciebie, a potem sam nie wiem. Chyba faktycznie przez jakiś czas przychodziłem tak kiedy wypadało komuś dać kwiaty albo po prostu żeby upuścić sobie pary. - starał się jakoś wybrnąć, żeby nie musieć bezpośrednio powiedzieć, że chodzi tylko o nią. Liczył że domyśli się sama albo zostawi temat po jego odpowiedzi.
-Dzisiaj... dziś był skomplikowany dzień. Moja sekretarka odchodzi z firmy, wyszła za mąż i przeprowadza się na Florydę. Kilka tygodni temu zauważyłem na jej biurku bukiet podobny to pierwszego jaki kazałem Ci wykonać i chciałem dać jej taki sam. - nie do końca mijał się z prawdą bo Marie naprawdę przeprowadzała się na Florydę z mężem, ale nie był to dla niego powód żeby dawać jej kwiaty. Nigdy nie żywił jakiś ciepłych uczuć do swoich pracowników, nieważne jak się starali. -Jestem tą sytuacją nieco podminowany, do tego kilka innych niefortunnych zdarzeń miało miejsce ostatnio w moim życiu. Po prostu wszystko mi się skumulowało. Powiem szczerze, że nawet nie mam pewności, ze w tym bukiecie były kwiaty o jakie prosiłem, po prostu wyglądały podobnie a ja miałem do dyspozycji tylko internet.
Spojrzał na nią przepraszająco, jakby ponownie starał się zadość uczynić małemu piekłu jakie jej zgotował.
-Ale drugi bukiet bardzo jej się podobał. Co do tych trzech których potrzebuję na czwartek. Chciałem je rozlokować w swoim mieszkaniu. Dlatego byłoby miło, gdyby były wybitnie proste i eleganckie. Można powiedzieć, że zaraziłaś mnie kwiatami. - roześmiał się całkiem ciepło, bo było w tym trochę prawdy. Kiedy wrócił dziś do apartamentu zastanowił się jak inaczej wyglądałyby te ciemne pomieszczenia z kwiatami w wazonach. Bez przesady oczywiście, ale białe róże jakoś mu pasowały, chociażby w salonie.
-To może Ty w zamian powiesz mi, dlaczego pracujesz w kwiaciarni? Z tego co wywnioskowałem studiujesz coś kompletnie odmiennego. - był ciekaw jej odpowiedzi, chciał się dowiedzieć czegoś więcej o uroczej, ale nie bezbronnej dziewczynie.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 16:17   

Skinięcie głową zdawało się być w tamtej chwili jedyną racjonalną odpowiedzią. Bo przecież nie miała pojęcia, na czym właściwie polegał cały problem, toteż nie mogła ani niczego doradzić, ani tym bardziej zrozumieć powodu jego irytacji. Niemniej jednak - gdyby tylko podjął decyzję o ewentualnej rozmownie na ten temat, Clara z pewnością dołożyłaby wszelkich starań, aby nie poczuł się tak, jak gdyby mówił do ściany. Lubiła słuchać ludzi. Lubiła, kiedy to oni mówili, bo istniało mniejsze prawdopodobieństwo, że to ona będzie musiała udzielić jakiejś wyczerpującej odpowiedzi, na którą wcale nie miałaby ochoty. Nie była typem, który opowiadał o sobie i swoich problemach, a jednocześnie zdawała sobie sprawę, że chyba na takowy trafiła w postaci mężczyzny. Trafił swój na swego.
- Właściwie.. czegoś uspokajającego chciałam doświadczyć, kiedy wyjechałam do Bostonu. Nie wyszło - przyznała bez ogródek, pewnie dość szczerze, jak na siebie. Bo tak. Nie miała najmniejszego problemu z mówieniem o tym, co myślała, ale o tym, co czuła? Pojawiały się schody, których nie potrafiła pokonać, bo każdorazowe przełamanie się w tej kwestii kończyło się jedynie kolejnym zawodem i rozczarowaniem. - Spokój to pojęcie względne, więc o wiele wygodniej jest rzucić się w wir pracy - dodała jeszcze, posyłając mu uśmiech, jak gdyby chciała dać do zrozumienia, że sama coś takiego praktykowała. I chyba nawet to wychodziło jej raczej średnio.
Kiedy jednak przy stoliku po raz kolejny pojawił się kelner, Clara pokiwała głową w geście zgody odnośnie całego zamówienia, jednocześnie przysuwając bliżej siebie przyniesiony przez młodego chłopaka kufel z piwem. Nie zrobiła jednak nawet łyku, a jedynie objęła szkło swoimi drobnymi dłońmi.
- I co? Przekonałeś ją? - zagaiła wesoło, szczerze zaciekawiona, bo wręczanie kwiatów cudzym żonom niewątpliwie było dość niekonwencjonalną metodą załatwiania interesów, ale jeżeli mu się udało, to może nadzwyczaj skuteczną? Wzmianka o tym chyba dość intensywnie odciągnęła Walker od głównego tematu ich rozmowy, bo faktycznie - nie zagłębiała się w dalsze powody jego częstych wizyt, a jedynie chciała dowiedzieć się, jak to było z tą żoną. Bo zapowiadała się całkiem niezła historia!
- Niefortunne zdarzenia? Możesz mi mówić więcej. Mam wrażenie, że zostałam ze wszystkimi sprawami totalnie sama i nie do końca wiem, w co właściwie włożyć ręce, żeby się nie spiep.. skomplikowało jeszcze bardziej - burknęła, niespecjalnie zadowolona z powodu tego drobnego przejęzyczenia się. Nie przeklinała za często. Właściwie - praktycznie w ogóle. Jedynym pseudo wulgaryzmem, jakiego można było się po niej spodziewać to ,, cholera '' czy inne, mniej lub bardziej pieszczotliwe określenie pokroju ,, ty idioto ''. Mogło to więc świadczyć o tym, że było naprawdę kiepsko, a jej kondycja pozostawiała wiele do życzenia. - Dlatego piwo z nieznajomym brzmi jak całkiem niezły plan - przyznała, uśmiechając się łagodnie, może niewinnie i nieco niepewnie, bo przecież nie planowała takiego sposobu na spędzenie popołudnia. Była skłonna sądzić, że po skończonej pracy, zaszyłaby się w mieszkaniu wraz z kotem i wszystkim tym, co kojarzyło się jej z osobami, które bezpowrotnie zniknęły z jej życia. Jak chociażby pusty wazon po kwiatkach od Elliota. No, teraz mogła tam wrzucić bukiet, który w ostatnim czasie dostała od swojego obecnego towarzysza, ale.. nie zrobiła tego.
- Zaraziłam Cię kwiatami? To dość ironiczne, zważywszy na fakt, że kwiaty zazwyczaj dostawałam jedynie od ojca na urodziny. I w sumie.. nie lubię swojej pracy tak bardzo, jak Ci się wydaje - wyjaśniła, nawet nie zwracając uwagi na to, że tak bezceremonialnie przeszła z nim na ,, ty '', chociaż jeszcze kilka godzin temu był dla niej ,, panem ''. Skoro jednak nie zwracał jej na to uwagi, najwidoczniej nie przeszkadzało mu to tak bardzo, jak ona sądziła.
- Właściwie to.. nie wiem. Miałam dużo czasu i zdecydowałam się na kurs florystyczny, co z perspektywy czasu jest głupotą, bo o wiele lepiej czuję się w kuchni. Ale złapałam się na wolne miejsce w Dilly Lily i.. jestem. A studiuję psychologię - wytłumaczyła pokrótce i dopiero wtedy pozwoliła sobie na niewielkiego łyka alkoholu. - Pewnie nie wyglądam, huh? - zagaiła jeszcze, pewnie trochę na odczepne, jak gdyby dla rozładowania atmosfery, ale.. bardziej przypominała zbyt emocjonalną histeryczkę aniżeli opanowaną panią psycholog, którą miała być w ewentualnej przyszłości.
 
 
Eli Kale McFayden
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 16:55   

Mógłby jej powiedzieć o czym rozmawiał i czym dokładnie zajmuje się jego firma, ale na tym etapie znajomości wolał nie zdradzać pewnych tajemnic firmy, może jeśli ich znajomość się utrzyma, wtedy podzieli się z nią niesamowity światem inwestycji budowlanych.
-Boston nie ma takiego klimatu. No i dom to jednak dom. - skwitował jej wyznanie. Po głowie kotłowała mu się myśl tak absurdalna, że aż nie mógł się jej pozbyć. -Owszem udało się, ale nie podobało mi się to, że uparła się mnie poderwać żeby wynegocjować niższą cenę.
Gdy kelner przyniósł ich piwo, wziął jeden niegłęboki łyk i ponownie skupił się na Clarze.
-Okej, co Ty na to żebym zamiast mówić Ci o tym co dzieje się teraz w moim życiu a czego sam jeszcze nie ogarnąłem, opowiedział Ci historię? - zapytał całkiem serio, jego głos naprał poważnego wydźwięku.
-Trzydzieści dwa lata temu w Austrii a dokładnie gdzieś w Wiedniu, pewna zagubiona kobieta rodzi dziecko. Jednak ona wie, że nie może go zatrzymać, nie wie nawet kto tak naprawdę jest jego ojcem. Więc porzuca noworodka tak jak go urodziła na ulicy, jakby myślała że to lepszy los dla niego niż życie z piątką rodzeństwa w biedzie. - przerwał na chwilę by wziąć łyk piwa, ręka trzęsła mu się lekko, nie sądził że opowiadanie o czymś czego nie pamiętał i co dawno rzucił w niepamięć będzie takie ciężkie.
-Los był łaskawy dla tego noworodka, niedługo potem został znaleziony przez dwie turystki i dzięki nim trafił do szpitala, gdzie udało się ustabilizować jego stan. W samym szpitalu zagrzał długo, ale nie z powodu choroby, lecz dlatego że te dwie turystki postanowiły zawalczyć i adoptować go, musiał być zatem pod ciągłą obserwacją. Miał prawie rok kiedy wreszcie opuścił Austrię by wraz ze swoimi dwiema nowymi matkami zamieszkać na Wyspach. - spojrzał na jej zaciekawioną minę, samemu zastanawiając się czy już się domyśliła jaki skarb podaje jej na tacy. -Ale i tutaj nie mogło być łatwo, to były lata osiemdziesiąte, odmienna orientacja płciowa sprawdzała się tylko w mediach, nie w małych miasteczkach. Więc chłopiec zamiast kolegów miał aż nadmiar cioć, które nie znały umiaru w niczym.Ale w pewnym wieku nawet to mu nie przeszkadzało, spędzał po prostu więcej czasu sam na nauce co oczywiście odbiło się na jego ocenach. - jego ręka naprawdę trzęsła się teraz na tyle, że aż musiał ją schować pod stolik. Przełknął ślinę zanim kontynuował. -I ponownie pomyślałabyś, że teraz już wszystko będzie w porządku, że chłopak, właściwie młody mężczyzna ułoży sobie spokojne życie. Tak było dopóki nie poszedł na studia. Jego matki doszły do wniosku, że już czas przestać go okłamywać i rozstały się. Jak się okazało, jedna z nich od dłuższego czasu była w innym związku. Ta którą kochał najbardziej, to która praktycznie go wychowała, podczas gdy druga zarabiała pieniądze na ich utrzymanie, zostawiła bo dla innej i z nią zakładała rodzinę. Będąc w trzecim miesiącu ciąży spakowała się i wraz z nową partnerką wyjechały wgłąb Europy. - kiedy spojrzał na nią tym razem widział dozę niedowierzania w jej oczach. Czyli poskładała już kawałki puzzli.
-Pewnie zastanawia Cię co zrobił ten młody mężczyzna w takiej sytuacji. Jako że jego życie legło w gruzach i już po raz drugi został zdradzony i opuszczony przez kobietę, która powinna go kochać, sam zrobił to co one. Uciekł, spakował swoje rzeczy, zmienił uczelnię, wyjechał do stanów. Zaczął nowe życie, samotnie, powoli oswajając się z nową sytuacją i co najważniejsze odnosząc sukcesy z każdym kolejnym rokiem. Stał się obojętny, nawet gdy druga z jego przybranych matek zmarła, nie pojawił się na jej pogrzebie w przeciwieństwie do drugiej matki i jej nowej rodziny. - po tym wyznaniu spojrzał całkiem serio na Clarę.
-I teraz co byś powiedziała temu mężczyźnie? Wiedząc jakie miał życie i to że po kilku latach względnego spokoju i kontroli znów wymyka mu się z rąk? - spojrzał na nią całkiem serio, bo teraz mógł już wysłuchać jej opinii, nie była w stanie wzruszyć go bardziej niż to co sam powiedział.
-Plus właśnie zniszczyłaś mi moje idealne wyobrażenie o Tobie. Nie przepadasz za swoją pracą... - dodał żartobliwie, żeby nieco rozładować atmosferę.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 22:25   

Oczywiście - nie wymagała od niego wszystkich firmowych tajemnic, wyłożonych na srebrnej tacy, z którą mogłaby polecieć do jego ewentualnej konkurencji, gdyby bycie miłą nagle się jej odwidziało, a ona zdecydowała się na drobną zemstę związaną z tym, jak traktował ją przed kilkoma godzinami. Nie była jednak ani pamiętliwa, ani mściwa. I gdyby u jej progu zjawiły się wszystkie te osoby, które dotychczas zdążyły nadużyć jej zaufania - zapewne nie miałaby najmniejszego problemu z wybaczeniem im wszelakich przewinień, byle tylko odzyskać to, na czym tak bardzo jej zależało. Były to jednak jedynie mrzonki, o których starała się nie myśleć, a komentarz mężczyzny odnośnie klimatu Bostonu? Sprawił, że Walker uśmiechnęła się dość niemrawo, przekornie, może ze swego rodzaju rozgoryczeniem.
- Ostatnio wcale nie czuję się tutaj w ten sposób. Właściwie.. nie wiem, gdzie jest mój dom - przytaknęła krótko, pozwalając sobie na nieznaczne wzruszenie ramionami, jak gdyby bagatelizując ową kwestię. Nie miała na myśli oczywiście domu w znaczeniu czysto materialnym, bo poza swoim mieszkaniem, zawsze mogła zwrócić się o pomoc do rodziców, ale miejsce, gdzie czułaby się naprawdę dobrze i swobodnie? Dotychczas były to albo jej własne, cztery kąty, albo mieszkanie Elliota, w którym spędzała równie dużo czasu. Tam było cicho, spokojnie i po prostu.. bezpiecznie. Obecnie zaś z każdej strony doszukiwała się zagrożenia, które zagroziłoby jej przestrzeni osobistej, do której wdzierały się obce osoby. W tym on. A Walker nadal nie wiedziała, dlaczego.
- Historia brzmi w porządku. Jestem w tym dobra. W słuchaniu - o wiele lepsza niż w mówieniu, ale nie uważała, aby była to kwestia na tyle istotna, aby przedstawiać ją dopiero poznanemu mężczyźnie. Zaintrygował ją, chociaż sama Clara nie była już pewna, czy swoją postawą, dziwacznym zachowaniem, czy może całokształtem swojej osobowości, której jednoznacznej oceny nie potrafiła ukształtować. Był niezłym orzechem do zgryzienia, a to pozwalało dziewczynie na nieznaczne oderwanie się od dotychczasowych problemów, które objawiały się wiecznie zapuchniętymi od płaczu oczami i brakiem równowagi, zarówno w aspekcie fizycznym, jak i mentalnym.
- Austria? To chyba dobre miejsce do rozpoczęcia jakiejś historii - wtrąciła krótko, zerkając na towarzysza, jak gdyby chciała się upewnić, że nie miał jej tego za złe. Zaraz potem zamilkła, obejmując kufel z piwem w nieco bardziej szczelny sposób, jak gdyby przeczuwała, że miły początek był jedynie zalążkiem tego, co miało doprowadzić do nieco bardziej tragicznego rozwiązania całej sprawy. Nie przerywała mu już jednak dłużej, a jedynie wpatrywała się uważnie to w jego oczy, a to w spienioną powierzchnię piwa.
Nie do końca wiedziała, co powinna była powiedzieć. Ba! O ile w ogóle cokolwiek powinna. Żadne słowa, które próbowała sobie ułożyć w głowie w konkretne frazy, nie wyrażały tego, co działo się w jego życiu. Clara nie potrzebowała za wiele, aby osobne elementy całej układanki stały się jednolitą całością, rzutującą w jakiś sposób na to, jak obecnie postrzegała swojego rozmówcę. Bo nie ukrywała konsternacji, w jaką ją wpędził, sprawiając, że jednolita ocena jego osobowości była jeszcze trudniejsza, a przecież Walker spotkała się już z wieloma charakterami o mniej lub bardziej pokrętnych historiach. Psycholog z policji zdradzony przez kobietę swojego życia. Producent muzyczny, którego ojciec nigdy nie interesował się nim na tyle, by wspierać w rozwoju kariery, a którego matka oskarżała o śmierć starszego dziecka. Były wojskowy, który nie potrafił poradzić sobie ze wspomnieniami z frontu, a którego najczarniejsze elementy duszy odkrywała właśnie ona. A najbardziej paradoksalne w tym wszystkim było to, że każdy z tych mężczyzn zajmował wyjątkowe miejsce w jej sercu i obecnie, zerkając nieśmiało na niego, zastanawiała się nad tym, czy to ona przyciągała do siebie tak trudne charaktery, popieprzone pod względem emocjonalnym niewiele mniej niż ona sama.
- Powiedziałabym, że.. to całkowicie zrozumiałe, że po tylu niepowodzeniach ma prawo w końcu się poddać i nie walczyć dalej, ale z drugiej strony.. czy to nie byłoby zaprzepaszczenie tego, co osiągnął dotychczas? W obecnym miejscu znalazł się tylko przez ciężką pracę, więc jeżeli był w stanie przejąć kontrolę nad swoim życiem raz, może to zrobić po raz drugi. I nie jest powiedziane, że musi to zrobić samotnie - wyjaśniła to tak, jak ona by to ewentualnie widziała. Jego przemyślenia niekoniecznie musiały pokrywać się z tymi jej, zwłaszcza, że ich życiowe doświadczenia diametralnie się od siebie różniły. Walker wychowywała się przecież w pełnej, kochającej się rodzinie. Rodzice, starsza siostra, sama Clara i ta najmłodsza, dla której znalazło się miejsce, nawet pomimo faktu, że nie była z nimi biologicznie spokrewniona. Wszystko szło świetnie i Walker nie podejrzewała, że tego typu model rodziny mógłby kiedykolwiek rzutować na jej przyszłe relacje z ludźmi. A jednak. Szło jej ciężko i opornie, chociaż miała wszystko to, co pomogłoby jej w zdobywaniu przyjaźni i innych, pozytywnych relacji. Była jednak dość trudna w obyciu, toteż, gdy on odbiegł od tematu przedstawionej historii, Clara pokręciła głową w jawnym rozbawieniu, którego podsumowaniem było ciche parsknięcie śmiechem.
- Idealne wyobrażenie o mnie? To dobrze, bo.. daleko mi do ideału - przyznała w końcu, uśmiechając się łagodnie, ale dość niewinnie zarazem, bo wcale nie była wolna od ludzkich przywar i słabości. - Nie lubię. O wiele chętniej gotuję i... piekę. Przyjaciel namawiał mnie do założenia własnego biznesu. Nawet mieliśmy już znaleziony lokal, ale.. wyjechał, więc sprawy się trochę skomplikowały - właściwie skomplikowała się tylko jedna rzecz. Że bez Elliota wcale nie wierzyła w powodzenie całego przedsięwzięcia, którego motorem napędowym był właśnie on. Nie widziała więc sensu w zaczynaniu czegokolwiek, co w ostatecznym rozrachunku i tak skończyłoby się fiaskiem. I to nie tylko w kwestii zawodowej, bo czuła się tak w każdej innej.
 
 
Eli Kale McFayden
[Usunięty]

Wysłany: 14 Listopad 2016, 23:29   

Na pewno kiedyś nadejdzie dzień, w którym chętnie opowie jej wszystko. Ale teraz zwyczajnie nie widział sensu zamęczać jej biznesowymi niuansami. Nie sądził też, by mogła komukolwiek zdradzić takie tajemnice, nie znał jej długo, ale już widział jak dobra była. Może właśnie to go do niej przyciągało? Jego potrzeba zaznania ciepła?
-Może czas byś spojrzała na to miasto z innej strony? Proponuje zacząć od remontu lub przemeblowania mieszkania. Wyrzucenia z życia tego co już bardziej boli niż pomaga. - naprawdę był kiepski w dawaniu rad, ale on by tak zrobił. Zanim oczyściłby umysł, oczyściłby mieszkanie, że nic go nie rozpraszało wspomnieniami.
-Wiesz, to zabawne. Jesteś pierwszą osobą której kiedykolwiek to powiedziałem, a poznałem Cię tak naprawdę dopiero dziś. Kim jesteś dziewczyno? - spojrzał na nią niemalże z tęsknotą, ale szybko potrząsnął głową i upił łyk piwa. W sam raz na moment kiedy kelner przyniósł ich pizze. Zanim jednak zabrał się za jedzenie, nie mógł nie odpowiedzieć na jej opinię.
-Sądzisz zatem, że powinienem dalej walczyć? A co jeśli to przegrana walka i nie mam nikogo u boku? - pytania zawisły w powietrzu gdy Eli z końcu wziął kawałek pizzy i spróbował. Niebo w gębie, ale z drugiej strony był tak długo na odwyku od fastfoodów, że nie mogło mu nie smakować. Przez dłuższą chwilę siedzieli w ciszy, jakby żadne z nich nie wiedziało jak się teraz zachować. Dzięki niebiosom, Clara dała mu temat do rozmowy dość szybko.
-Wiesz, że nie powinnaś nigdy nic robić ze swoim życiem dlatego że inni tego chcą, ale dlatego, że Ty chcesz. Jeśli naprawdę jesteś w stanie porzucić część swojego dotychczasowego życia, znalezienie lokalu i doprowadzenie go do odpowiedniego stanu to błahostka. Ale musisz chcieć. - wziął głębszy wdech i spojrzał na Clarę -Jestem inwestorem, siedzę w nieruchomościach, mam kilka lokali gotowych do wzięcia od zaraz i kilka które będą gotowe w ciągu pół roku. Mogą być Twoje, no nasze... Ja zajmę się biurokracją, Ty gotowaniem. I powoli będziesz się wdrażać i mnie spłacać aż lokal będzie całkiem Twój.
Zamilkł na moment bo dotarło do niego, że jest zbyt nachalny i jak to wszystko może brzmieć. Westchnął i zaczął ponownie.
-Nie zrozum mnie tutaj źle. Nie chcę Cię kupić czy coś z tych rzeczy. Po prostu mogę Ci pomóc wystartować. Ale to od Ciebie zależy czy polecisz. Czy faktycznie osiągniesz to o czym marzysz czy będziesz pracować w kwiaciarni do końca studiów albo i dłużej.
Uśmiechnął się do niej pokrzepiająco, chciał dać jej nadzieję, stać się jej światełkiem w tunelu. Ale żeby tak się stało musiała zrozumieć, że tak naprawdę nic od niej nie oczekuje.
-Tez zaczynałem z przyjacielem. Wykruszył się dość szybko i zostawił mnie z kredytem, długami i formą która ledwo stała na nogach. Ciężko pracowałem żeby być tu gdzie jestem. I Ty też będziesz musiała ciężko pracować, ale nie musisz być tak obarczona jak ja na początku, bo prawda jest taka, że dziesięć lat temu było nieporównywalnie łatwiej. Teraz spełnianie marzeń, to droga przez piekło, a skoro mogę Ci pomóc, pozwól, że to zrobię.
Zjadł kolejny kawałek pizzy dając jej się oswoić ze swoimi słowami. Zastanawiał się co jeszcze mógłby powiedzieć żeby ją uspokoić.
-Pamiętaj, nic od Ciebie nie chcę. Może zaangażowania i ciężkiej pracy właśnie. Potraktuj to w ten sposób. Jestem inwestorem i moimi głównymi inwestycjami są nieruchomości. Jak restauracja. I będę Cię wspierał póki nie będziesz pewna że dasz radę sama zarządzać. Bo z gotowaniem nie pomogę. Przypalam nawet herbatę.
Sam nie wiedział dlaczego postanowił jej pomóc. Dlaczego tak bardzo mu zależało, ale teraz ważne było by Clara chociaż przemyślała jego słowa.
-Nie musisz odpowiadać teraz. Prześpij się z tym choćby i tydzień. Ale weź moją ofertę na poważnie. Zastanów się czy chcesz coś zmienić w swoim życiu.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Listopad 2016, 00:01   

Czy ona była w stanie zagwarantować komukolwiek odrobinę ciepła? Polemizowałaby. Sprawiała wrażenie osoby spokojnej, wyważonej, a na pewno łagodnej i troskliwej. I taka faktycznie była. Przynajmniej jeszcze kilka tygodni temu. Obecnie zaś sama nie wiedziała, czy którakolwiek z tych cech jej charakteru miała jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości. Bo czy dobrych osób nie powinny były spotykać dobre rzeczy? Miała wrażenie, że jej życie było pasmem niekończących się nieszczęść.
- Właściwie.. dotychczas mieszkałam z siostrą, ale trochę się rozjechałyśmy w swoje strony i.. zastanawiałam się nad znalezieniem czegoś swojego - przyznała bez ogródek, chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu zdradzając się komukolwiek ze swoich planów i zamiarów. Dotychczas bowiem jej jedynym i najbardziej zaufanym powiernikiem był Kellerman. Nim ona zdążyła powiedzieć A, on był w stanie wyrecytować cały alfabet. Nie sądziła, że ktokolwiek mógłby ją znać tak dobrze, niemalże czytając jej w myślach, ale jednocześnie nie ukrywała, że większość rzeczy w mieszkaniu kojarzyła się jej właśnie z nim i wspólnym psem. - Wiesz, małego, jednopokojowego. Tylko dla mnie i kota. Lubisz koty? - rzuciła, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby nie brzmiało to jak najbardziej absurdalne pytanie na świecie. Pewnie trochę od czapy i zupełnie zaskakujące, ale.. była ciekawa. Czy lubił zwierzęta tak samo mocno, jak ona. Zawsze przecież mogłaby mu opowiedzieć o zwierzyńcu, jaki niegdyś panował w jej mieszkaniu.
- Studentką. I florystką - czyli nikim istotnym, ale tego już nie dodała, nie widząc sensu w jeszcze intensywniejszym umniejszaniu swoich zasług. Wzruszenie ramionami miało to jedynie potwierdzić, zwłaszcza, że także i Clara starała się ukryć chociaż część swojej mimiki za kuflem z piwem, który przyłożyła do ust, aby zrobić nieznacznego łyka. - Nie musisz się martwić, że komuś powiem. Właściwie.. pewnie nawet nie miałabym komu - podsumowała, chcąc go uspokoić, nawet jeżeli nie wyrażał obawy o jej ewentualny zbyt długi język. Nie rozpowiadała na lewo i prawo tego, czego zdążyła się dowiedzieć. Zwłaszcza, że nie łączył ich żaden wspólny znajomy, z którym mogłaby sobie poplotkować o jego przeszłości. Była jednak zaufanym powiernikiem, strzegącym czyiś tajemnic jak najdroższego skarbu, toteż.. mógł spać spokojnie.
- Nie wiesz, czy przegrana, skoro nie chcesz się jej nawet podjąć. A ktoś u boku? Możesz mi wierzyć albo nie, ale najważniejsze osoby pojawiają się w chwilach, w których zupełnie się tego nie spodziewamy - i równie niespodziewanie znikają, ale tego też nie dodała. Pomijała wiele znaczących kwestii, które wynikały z jej drobnego doświadczenia, ale naprawdę nie chciała, aby jakieś zawirowania sprawiły, że mógłby zrezygnować z tego, na co pracował przez całe swoje życie.
- Tak, wiem, ale to miało być... no wiesz. Nasze - przyznała bez ogródek, czując, jak głos niebezpiecznie jej zadrżał, a gardło zacisnęło się w czymś na wzór niekontrolowanej chęci płaczu. Nie chciała płakać. Ani za Goodwinem, ani tym bardziej za Elliotem, ale jednocześnie nie ukrywała, że była najzwyczajniej wstrząśnięta tym, jak łatwo przyszło mu zostawienie jej samej sobie, na pastwę losu. Szczególnie, gdy wiedział, jak ciężko radziła sobie bez niego. - Jeszcze nie oswoiłam się z myślą, że zniknęło tyle ważnych osób. Nie wiem, czy to dobry moment na podejmowanie takich decyzji - dodała jeszcze, jak gdyby na swoją obronę w kwestii wahania się nad ewentualnym lokalem. Znów upiła nieco piwa, jednocześnie.. nie spodziewając się ze strony mężczyzny tak daleko sięgających propozycji.
Słuchała go uważnie, dość wyprostowana, z powagą na twarzy. Nie ruszyła już ani alkoholu, ani tym bardziej przyniesionej pizzy. Wpatrywała się w niego uważnie, jak gdyby licząc na jakiś drobny gest, który zdradziłby jego prawdziwe zamiary.
- Dlaczego.. chcesz mi pomóc? - mruknęła w końcu, ewidentnie wyrwana ze stanu jakiegoś rozczulenia wywołanego przemową, na jaką się pokusił. Czuła się z tym dziwacznie, bo dotychczas o owych planach wiedziała zaledwie garstka osób i właściwie nikt, włącznie z nią samą, nie traktował tego poważnie. Poza Elliotem, który nie trzymał jej już za rączkę w kryzysowych sytuacjach. - Nie zrozum mnie źle, bo doceniam taką propozycję, ale.. nie znamy się i skąd możesz wiedzieć, że to nie będzie wyrzucenie pieniędzy w błoto? Nawet nie wiesz, czy naprawdę umiem coś piec i gotować - dodała szybko, może nieco prześmiewczo, jak gdyby dla rozluźnienia nastroju, ale.. spoważniała. Wpatrywała się w mężczyznę uważnie, chcąc doszukać się oznak tego samego rozbawienia, ale nie dostrzegała niczego poza zwyczajnym skupieniem, które udzielało się i jej.
- To miłe. Mam nadzieję, że to nie jest kolejna próba zrekompensowania mi rozciętego palca? Bo to naprawdę tylko wypadek i... i nie musisz mi pomagać. Czy coś - westchnęła cicho, spuszczając głowę w dół, jak gdyby doskonale świadoma faktu, że jej policzki zostały przyozdobione subtelnym rumieńcem. Uśmiechnęła się kącikowo pod nosem, sięgając po pierwszy kawałek pizzy, bo jedzenie zdawało się być w tamtej chwili jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Bo nie chciała palnąć kolejnej głupoty, a tych zawsze miała na języku całe mnóstwo.
 
 
Eli Kale McFayden
[Usunięty]

Wysłany: 15 Listopad 2016, 00:44   

Prędzej była w stanie to zrobić niż Eli. On o byciu ciepłym wiedział tyle samo co o gotowaniu. Ale był gotów się przekonać, choć ona chyba jeszcze tego nie dostrzegała.I ie chciał jej spokojniej i wyważonej. Podobało mu się że miała własne zdanie, czuł że kryła się w niej siła o której ona sama jeszcze nie wiedziała. Co do dobrych rzeczy... on też kiedyś uważał się za dobrego człowieka, a przynajmniej za niewinnego. Czy zasłużył na to co go spotkało w życiu? Nie. Ale właśnie to uczyniło go silnym w aspektach, w których pewnie by sobie nie radził gdyby wychował się w kochającej rodzinie. Może właśnie o to chodziło? Żeby Ci dobrzy ludzie byli zarazem silni i gotowi do walki, kiedy inni nie są w stanie? Mógłby się nad tym zastanawiać, ale potrzebowałby butelki wina. Albo dwóch.
-To byłby już dobry początek. Rozejrzę się za czymś niedużym w przystępnej cenie. - zadeklarował. Czemu tak bardzo zależało mu żeby jej pomóc? Sam nie wiedział, chyba nie chciał myśleć, to mogłoby go poprowadzić w zakątki jego duszy których nie ruszał od dawna. Nie licząc oczywiście tego spotkania, gdzie odkrył przed Clarą niemal wszystkie karty. -Masz kota? Ja nigdy nie miałem zwierząt, moja matka Elle była uczulona. Zresztą nie umiem czasem zając się sobą co dopiero zwierzakiem. Spotkania służbowe po nocy i te sprawy. Nie wiedziałbym gdzie zacząć.
Kiedy mu odpowiedziała spojrzał na nią poważnie, ale jednocześnie całkiem przyjaźnie.
-Gdybyś była tylko studentką i florystką, nie siedzielibyśmy tutaj. Jest w Tobie coś czego jeszcze nie umiem nazwać. Ale jedno wiem na pewno. Masz w sobie taką siłę, która aż przyciąga, jeszcze nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale jesteś... pozostajesz przy życiu niezależnie od sytuacji.
Zapatrzył się na nią przez dłuższą chwilę w ciszy, jakby próbował ja rozgryźć, ale prawda była taka, ze to Clara rozgryzła jego. Już dawno miała go w kieszeni, ale nie zamierzał jej o tym mówić.
-Serio? - roześmiał się -Sądzisz, że się boję? Tak po prostu?
Dokończył swoją pizzę, która zaczęła już stygnąć. I to ona miał problem żeby rozgryźć jego? Dobre sobie. Rozłożyła go na części pierwsze w mniej niż kwadrans. Może tez sam jej w tym pomógł, ale po prostu był ciekaw, szalenie ciekaw, co o nim sądzi. Na razie nie uzyskał odpowiedzi.
-Claro... wiem. Wiem jak musisz się czuć i to poniekąd jest powód dla którego chcę Ci pomóc. Bo nie podoba mi się, że są ludzie którzy przechodzą przez coś takiego. Że ktoś taki jak Ty przechodzi przez coś takiego. - nie chciał kończyć tej myśli bo bał się, że powie o słowo za dużo. Że powie coś czego sam nie był gotów powiedzieć i pewnie długo nie będzie. Ale ona wydawała się być jego kotwicą. Czuł to, tylko musiał przekonać ją, że tak jest i nie wystraszyć jej tym.
-A może po prostu... nie chcę być sam, a pomoc Tobie daje mi poczucie bycia potrzebnym? - rozejrzał się, prostując nieznacznie. Znów zaczął się czuć nieswojo w tym miejscu. Tak nie miało być. -Każdy czasem popełnia złe inwestycje. Ale nie będę wiedział póki nie spróbuję. Pomyśl o tym, tak. Jeśli nie wypali, ja sprzedam lokal i się rozejdziemy. Po prostu chcę dać Ci szansę. Czy nie do tego mnie namawiałaś? Żeby dać komuś szansę? - i zanim zdarzyła zripostować dodał - I nie waż się mówić, że nie zasługujesz. Możesz się tego nie domyślać, ale ironicznie jesteś w tej chwili jedyną osobą, która na to zasługuje. A nawet się dobrze nie znamy, praktycznie wcale.
Aż przewrócił oczami na jej słowa. Kiedy temat dzisiejszego poranka się skończy? Nawet jego zaczynało to denerwować.
-Kobieto skończ wreszcie! Ja Ci tu daję życiową szansę, a Ty wyciągasz nasza kłótnię. - roześmiał się, żeby pokazać jej, że jego słowa nie mają na celu obrażenie jej, zaś sprawa dla niego jest już dawno zakończona. -Masz tyle czasu ile potrzebujesz. Ja się nigdzie nie wybieram. Na razie pomogę Ci znaleźć mieszkanie i utargować najlepsza cenę. Stań na nogi i znajdź w sobie siłą, którą ja już widzę.
Szczerze miał nadzieję na zmianę tematu w tym momencie. Byłby w stanie nawet opowiedzieć jej więcej o sobie, jeśli miało mu to zagwarantować, że przemyśli jego ofertę.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 15 Listopad 2016, 10:37   

Rozejrzałby się? Niewątpliwie zdołał zawrócić uwagę Clary. Po raz kolejny. Gdy uniosła swoje spojrzenie znad kufla z piwem i talerza z pizzą, by skupić je na wysokości jego tęczówek, doszukując się w nich odpowiedzi na jeszcze niezadane pytania. Dlaczego to robił? Jaki miał w tym interes? I jaka była cena za zawieranie umów z diabłem, który przed kilkoma godzinami terroryzował ją w kwiaciarni?
Nie chciała o nim myśleć w ten sposób, ale przecież drobny niesmak na pewno pozostał, nawet jeżeli usłyszała tysiąc razy powtarzane ,, przepraszam '' z pozornie szczerym uśmiechem odmalowanym na jego ustach. Z jednej strony podchodziła do jego postawy sceptycznie, zaś z drugiej była zaintrygowana tym, co działo się w jego umyśle, gdy sam nie do końca wiedział, czy powinien być zdystansowany i oziębły, czy może jednak pozwolić jej poznać się od tej lepszej, łagodniejszej strony.
- Mam. Nazywa się Maximus. Wiesz... lubię Gladiatora - wyjaśniła spokojnie, na razie pomijając kwestię wspólnego szukania mieszkania do jej użytku. Zrobiwszy łyka piwa, przypomniała sobie o czymś jeszcze. Skoro i tak już sobie tak szczerze rozmawiali?
- Miałam jeszcze psa. Suczkę ze schroniska. Wabiła się Tequila, ale.. też wyjechała. A siostra miała małego pieska, więc w mieszkaniu.. było wesoło - przyznała przez śmiech, bo to niewątpliwie były jedne z tych lepszych wspomnień, gdy psy ganiały się po całym mieszkaniu, a kocur pałętał się między nogami, gdy ktokolwiek znajdował się w kuchni, ocierając się i łasząc do nóg, byle tylko uprosić jakieś super jedzenie, jak gdyby karma i mleko już trochę mu zbrzydły.
Wpatrywała się w niego uważnie z szeroko otwartymi oczami, jak gdyby mężczyźnie udało się ją zaskoczyć po raz kolejny tego popołudnia. Nawet nie zamierzała liczyć, ile takich razów mieli już za sobą, bowiem jej mimika jawnie sugerowała, że pozostawała w szoku nieustannie. Z każdym jego kolejnym słowem, które wywoływały w niej tyle sprzecznych uczuć. Dokładnie tak, jak w tamtej chwili, gdy rozprawiał o sile, której ona wcale w sobie nie odczuwała. Było zupełnie na odwrót - nie miała pojęcia, co powinna była zrobić, aby jej życie powróciło na właściwe tory. Dlatego też spuściła głowę w dół, zakładając kilka niesfornych kosmyków włosów za ucho, z trudem powstrzymując łagodny uśmiech, ale przede wszystkim rumieńce, którymi zostały przyozdobione jej policzki.
- Zostawanie przy życiu to chyba nie to samo, co życie pełną parą? Ktoś mi kiedyś powiedział, że.. że szukam przygody. Ale boję się po nią sięgnąć. Czy przygodą jest wchodzenie w spółkę z nieznajomym facetem? - zagaiła, pół żartem a pół serio, jak gdyby chcąc poznać jego opinię w tym temacie. Czy naprawdę wyglądała jak ktoś, kto potrzebował jakiegoś ekstremalnie pozytywnego przeżycia, byle tylko ruszyć do przodu. Dotychczas sądziła, że tego typu przygodą był wyjazd do Nowego Jorku wraz z Goodwinem, ale obecnie? Wiązało się z tym jedynie dziwne ukłucie w okolicach klatki piersiowej i nic poza tym. Nic, co miałoby związek z radością, której tak potrzebowała.
- Kiedy przyszedłeś do kwiaciarni, raczej odbiegałeś od schematu typowego altruisty. Co się zmieniło? - zapytała zupełnie poważnie, odsuwając na moment wszystkie naczynia nieco bardziej w głąb stołu, na którego blacie swobodnie oparła swoje łokcie. Nie dbała w tamtym momencie o to, że nie wypadało. Spotkanie miało być swobodne, dlatego też Walker tak się poczuła. Chyba po raz pierwszy od dawna. I nie sądziła, że będzie to zasługa faceta, który pojawiał się znikąd, pokazywał swoje humorki i znikał, by niedługo potem zjawić się znów i zaprezentować swoje zupełnie odmienne oblicze.
- Chyba nie do końca to miałam na myśli, kiedy mówiłam o znalezieniu kogoś.. - podjęła, jednak ucięła w połowie, bo jego spojrzenie.. ewidentnie ją rozczuliło. Na tyle, by uśmiechnąć się do niego subtelnie, czule wręcz, czego idealnym podkreśleniem były roziskrzone oczy, tak bacznie wpatrujące się w te jego. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem patrzyła na kogoś z taką dozą zrozumienia, ale miała dziwaczne wrażenie, że brew wszelkim pozorom - byli do siebie całkiem podobni. I być może oboje potrzebowali siebie nawzajem. - W porządku. Też mogę Ci dać szansę. I obiecać, że się zastanowię - przytaknęła ostatecznie, prostując się na krześle, by po raz kolejny podjąć próbę zjedzenia swojej porcji, która zapewne faktycznie nieco ostygła i nie smakowała już tak dobrze, jak na samym początku. Ale po całym dniu w pracy to chyba nie robiło jej tak ogromnej różnicy. Zwłaszcza, że atmosfera panująca w lokalu, a także ta, jaka wytworzyła się między nią a nim, sprzyjała jedzeniu. Nawet czegoś, co było średnio gorące.
Czy zasługiwała? Nie miała pojęcia. Uważała się za dobrą osobę, nawet jeżeli miała swoje za uszami. Dobrzy ludzie nie łamali serc innym ludziom, ale jeżeli wiązało się to z poszukiwaniami własnej drogi i szczęścia? Nie próbowała się usprawiedliwiać, ale jednocześnie, słuchając McFaydena, miała dziwaczne odczucie. Niemalże deja vu, gdy mówił, mówił i ciągle mówił, a usta w ogóle mu się nie zmykały, na co Walker po raz kolejny uśmiechnęła się subtelnie, z jakąś bliżej nieokreśloną tęsknotą połyskującą w oczach.
- Tak, nie znamy się - przytaknęła krótko, gdy opuszką palca wskazującego sunęła po krawędzi kufla z piwem. - Ale.. jesteś do niego podobny, wiesz? Pokładasz wiarę w jakiejś przypadkowej, obcej dziewczynie. A ja nawet nie wiem, czemu - odparła, mając na myśli oczywiście przyjaciela, po którym pozostały jedynie pojedyncze wspomnienia. Clara dostrzegała pewne podobieństwa między nimi, chociaż nie miała pojęcia, gdzie dokładnie były one ulokowane. Niemniej jednak, sprawiało to, że Eli stawał się nagle bardziej godny zaufania i bliższy, chociaż tak naprawdę wiedziała o nim tyle, ile sam jej powiedział. A było tego już całkiem sporo, jak na kilka minut rozmowy.
- Jesteś niepoprawny, McFayden. Mówi tak ktoś do Ciebie? Bo wiesz, w moich kręgach to oznaka sympatii - podsumowała o wiele weselej, może nawet nieco prześmiewczo, bo szczerze wątpiła, że w jego kręgach nazwiskami tytułowano najbliższych kumpli. Pewnie jedynie partnerów biznesowych, ale to jej nie zrażało.
- To.. powiesz, co lubisz robić, tak poza pracą? - zagaiła na odczepne, chyba także chcąc zmienić temat na nieco radośniejszy, byle tylko nieco opadła atmosfera melancholii zakrawana smutkiem.
 
 
Jayden Sanger


Jestem w Chicago od
Szesnastu lat



35
Tatuażysta z salonem

Nie potrzeba mu takich komplikacji

Mieszkam w
Canaryville

Jayden David

Sanger King

Wysłany: 1 Grudzień 2018, 19:57   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


    #4

Życie potrafi nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momentach, tak właśnie zaskoczyło Jaydena kiedy jakiś czas temu poszedł na randkę w ciemno, którą ustawił mu jego kumpel, bo sumie to dlaczego nie? Nie bardzo miał plany na ten wieczór, a jak panna była by nudna czy coś w tym rodzaju to po prostu by wyszedł z tego spotkania. I jak się skończyło? Nie zaiskrzyło w ten wyjątkowy sposób między Jaydenem i Ivanką, jednak okazało się, że są o niebo lepszymi kumplami. I tak to właśnie się zaczęło, nie sądził, że jest to możliwe w jego przypadku, jednak jeszcze go coś potrafi zaskoczyć, co jest czymś dziwnym, ale bardzo mile odświeżającym.
Dzisiaj ustawiony był na spotkanie z Ivanką. Było to u niego spontaniczną decyzją i tak po prostu napisał wiadomość do dziewczyny czy miał ochotę wyskoczyć na trochę niezdrowego jedzenia do jednej z pizzerii. Dziewczyna się zgodziła, bo naprawdę dobrze im się ze sobą rozmawiało i się do siebie zbliżyli ale w takim przyjacielskim sensie, jeśli coś takiego w ogóle istnieje. Z reguły nie bawił się w takie rzeczy w takie spotkana.
Miał dzisiaj mało pracy w studio, więc szybko ogarnął swoje sprawy, jeszcze wpadł do sklepu, aby robić zakupy. Wziął szybki prysznic, oczywiście nie jadł, bo zje sobie pizze w towarzystwie Martinez.
Trochę przed czasem był na miejscu, zajął stolik i czekał na dziewczynę rozglądając się po wnętrzu, które jakoś zachwycające nie było, ale miało swój klimat.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ivanka Martinez


Jestem w Chicago od
kilku lat



33
Architektka wnętrz

spotykam się z Evanem

Mieszkam w
Lincoln Park

Ivanka

Martinez

Wysłany: 2 Grudzień 2018, 15:35   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tatiana Hunzberger, Lexie Prescott, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


#5


Ivanka ani trochę nie była zainteresowana żadną randką w ciemno, ale jej znajomi nie zapytali jej o zdanie, tylko postawili przed faktem dokonanym. Nie miała ochoty bawić się w żadne randkowanie, bo od czasów, kiedy była z Augusto w Europie nie udało się jej stworzyć żadnego związki. Może chodziło to o to, że była nieco uprzedzona do mężczyzn, zbyt zaangażowana w pracę i o fakt, że miała dziecko, co mogło odstraszać facetów. Brakowało jej może bliskości przez te lata, ale nie narzekała tak naprawdę, bo sama sobie taki los zgotowała i musiała wziąć za to odpowiedzialność.
Tak jak podejrzewała, z randki z Jaydenem nic dobrego nie wyszło. Nie było żadnej iskry między nimi, choć nie był to czas stracony, bo dobrze im się rozmawiało na różne tematy. Gdy się już przyznali do tego, okazało się, że mężczyzna ma podobne odczucia i stwierdzili, że mogą zostać kumplami. Nie wiedziała, czy to wypali, ale można spróbować.
Gdy dostała propozycję z wyjściem na pizzę chwilę biła się z myślami. Nie była w najlepszej formie, ta cała sprawa z Augusto nieźle namieszała ją w głowie i w każdej wolnej chwili rozmyślała o tym, czy naprawdę zrobiła te 8 lat temu. Nie chciała psuć wieczoru innej osobie i nei bardzo chciała się zwierzać Australijczykowi, ale w końcu się zgodziła, mając nadzieję, że trochę się rozerwie.
-Hej, przepraszam, ale byłam totalnie nie gotowa do wyjścia do ludzi jak napisałeś i musiałam się ogarnąć-wyjaśniła z lekkim uśmiechem, po czym cmoknęła go w policzek i usiadła na przeciwko. Na razie starała się robić dobrą minę do złej gry, ale miała nadzieję, że za chwilę nie będzie to takie dla niej trudne, bo zajmie myśli czymś innym.-Jeszcze nigdy tu nie byłam, mam nadzieję, że mają tu dobrą pizzę pepperoni-stwierdziła rozglądając się po wnętrzu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jayden Sanger


Jestem w Chicago od
Szesnastu lat



35
Tatuażysta z salonem

Nie potrzeba mu takich komplikacji

Mieszkam w
Canaryville

Jayden David

Sanger King

Wysłany: 7 Styczeń 2019, 19:40   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Jaydenowi żadne związki nie były w głowie. Po prostu nie jest mu to do niczego potrzebne, dobrze mu samemu, a przelotne panienki są rozrywką w jego życiu. Nie potrzebne mu są jakieś dramaty. Nawet nie bawił się w randki, najnormalniej w świecie nie bawi się w związki. Nie potrafi i nie chce się zaangażować uczuciowo, nie pamiętał nawet czy kiedykolwiek się zakochał, chyba nie skoro coś tak ważnego uciekło mu z pamięci. To uczucie było mu obce i niech tak zostanie. Jayden nie jest nie czułym palantem, czasami zdarza mu się być miłym, ale najpierw pokazuję się z ej najgorszej strony. Nie robie tego specjalnie, po prostu taki ma charakter. Wiele razy słyszał, że jest wrzodem na dupie, na te słowa tylko się uśmiechał, nie zaprzeczał, gdyż to czysta prawda o nim. Jednak w przypadku Ivanki pokazał tą swoją fajniejszą stronę, naprawdę polubił dziewczynę i kiedy szedł na to spotkanie nie liczył na wiele, no dobra nie liczył na nic. Fajna rozmowa i to wszystko. Nie wiadomo jak to się skończy kiedy bliżej się poznają, może dojdą do wniosku, że jednak ich znajomość nie ma sensu i trzeba to zakończyć. Nigdy nie wiadomo co przyniesie los.
- Spoko. Jeśli mam być szczery, to się tego spodziewałem. - odparł z lekkim uśmiechem i na powitanie również ją pocałował. Widział, że z dziewczyną jest coś nie tak, bo była taka trochę blada i mizerna, ale nie chciał zaczynać tego tematu, bo może nie życzy sobie wtrącania, a on nie miał zamiaru pytać. - Byłem tu kilka razy, mają cudną pizzę.- powiedział z krzywym uśmiechem, tak typowym dla siebie. Wziął menu i zaczął czytać. W sumie nie wiedział na co ma ochotę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ivanka Martinez


Jestem w Chicago od
kilku lat



33
Architektka wnętrz

spotykam się z Evanem

Mieszkam w
Lincoln Park

Ivanka

Martinez

Wysłany: 8 Styczeń 2019, 09:40   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tatiana Hunzberger, Lexie Prescott, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Gdyby Jayden coś takiego powiedział Ivance to by się uśmiechnęła i pokiwała tylko głową z rozbawieniem. Odpowiedziałaby mu, że zapewne kiedyś pozna dziewczynę, przez którą zastanowi się nad swoim podejściem. Może nie będzie to bajkowa miłość z i żyli długo i szczęśliwie, ale kto wie, może będzie chciał się z nią związać. Z drugiej strony, nawet jeśli faktycznie się zakocha, to nie będzie musiał się wcale pakować w żadne randki nie mówiąc już o małżeństwie. Ivanka raczej skwitowałaby jego wywód słowami: nigdy nie mów nigdy.
Jayden nie był wcale taki zły. Nie znali się jeszcze za dobrze, ale pierwsze wrażenie było pozytywne. Dało się z nim pogadać na różne tematy, nie zachowywał się jak buc i wcale nie było wstyd się z nim pokazać w miejscu publicznym, co czasem się zdarza, jak facet ma zbyt wysokie poczucie własnej wartości. No i był przystojny, co na pewno wiele kobiet potrafiło docenić.
-Ale chyba nie poszło mi to wcale tak źle co?- zagadnęła. No faktycznie nie była w najlepszej formie, ale nie ma co się bać, nie ma groźby że zacznie płakać w każdym momencie, czy że będzie tylko smęcić i wieczór będzie stracony, przez co to będzis ich ostatnie spotkanie. A zadając pytanie miała na myśli, że nie zajęło jej to wcale aż tak dużo czasu i nie wygladała tragicznie.
-Moja mama kazała mi wyjść i korzystać z życia, a ona... mówiłam Ci, że mam syna?-zmarszczyła brwi, bo na randkach dziecko było zawsze tematem tabu. Nie, żeby chciała to ukrywać, zwłaszcza teraz przed Australijczykiem.
-Dobra pizza z dużą ilością sera to dokładnie to, co moja dusza potrzebuje- stwierdziła. Co prawda podejście jej i Jaydena do sylwetki było różne, ale oboje uważali na to co jedli, więc mógł domyśleć się, że ona nie jada zbyt często takich rzeczy.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jayden Sanger


Jestem w Chicago od
Szesnastu lat



35
Tatuażysta z salonem

Nie potrzeba mu takich komplikacji

Mieszkam w
Canaryville

Jayden David

Sanger King

Wysłany: 25 Styczeń 2019, 20:17   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Ivanka na pewno nie usłyszy czegoś takiego „wywodu” od Jaydena, bo ten nigdy nie dzieli się takimi rzeczami z innymi. Swoje przemyślenia i odczucia zostawia dla siebie. Nikogo to nie powinno obchodzić w jaki sposób do pewnych kwestii podchodzi blondyn i co o tym wszystkim sądzi. Jest skrytą osobą i swoje prywatne życie trzyma zamknięte. Nie ma potrzeby dzielenia się tym z drugą osobą, a poza tym nie ma w swoim życiu takiego kogoś z kim mógł by dzielić troski, po pierwsze jest mu nie potrzebna, bo dobrze mu tak jak jest, a po drugie nie ufa na tyle ludziom, aby się komuś zwierzać.
- Nie, co ty. Zadzwoniłem niespodziewanie. - powiedział Jay. Jemu chodziło o to, że jego telefon był niespodziewany i Ivanka dość szybko się uwinęła z tym, aby przyjechać. Nie miał nic złego na myśli. Sanger się nie bał tego, że dziewczyna się rozklei. Uważał, że po prostu jest zmęczona czymś lub kimś. Nie doszukiwał się w tym wszystkim jakichś wielkich dramatów. Nawet nie próbował. - Mama ma racje, bo siedzenie w domu dobija. Nie, raczej nie wspominałaś. - odparł rozsiadając się wygodnie. - Ile ma lat? - zapytał po chwili, bo tak chyba wypadało nie? Albo nie. No po prostu zapytał o to ile mały ma lat. Nie miał za bardzo styczności z dzieciakami w swoim życiu. Czasami widywał dzieci sąsiadki, ale to też rzadko. - Tylko uważaj, bo jeśli kucharzem jest Włoch a poprosić o dodatkowy ser to może być różnie. - dodał uśmiechając się krzywo. Włosi coś takiego odbierają jako obrazę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ivanka Martinez


Jestem w Chicago od
kilku lat



33
Architektka wnętrz

spotykam się z Evanem

Mieszkam w
Lincoln Park

Ivanka

Martinez

Wysłany: 26 Styczeń 2019, 16:41   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tatiana Hunzberger, Lexie Prescott, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Wiadomo, wiadomo. Faceci generalnie nie lubią się zwierzać, a dodatkowo Ivanka i Jayden nie znali się aż tak dobrze, aby mówić sobie o tak bardzo osobistych sprawach. Może podejście do miłości nie było tak naprawdę sekretem, ale nie było najmniejszego powodu, aby rozmawiać na ten temat bez okazji. A trudno się spodziewać, że taka niewinna rozmowa sprowadzi się na takie tematy, ale kto wie?
-Zdecydowanie. Absolutnie się nie spodziewałam, że będziesz chciał się spotkać, ale nie narzekam i nie żałuję. Nie jestem przyzwyczajona za bardzo do spędzania czasu poza domem. Wiem, wiem... Chwilami zachowuje się jakbym była tak ze dwadzieścia lat starsza, wiem-powiedziała i zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie mówi za dużo. Nie, to nie tak, że spotkania z innymi osobami, zwłaszcza dorosłymi były tak rzadkie, że jak już kogoś spotkała, to usta się jej nie zamykały. Miała sporo kontaktu z ludźmi, w końcu pracowała i poświęcała pracy naprawdę dużo czasu.
-No tak... Nie zawsze chwalę się tym przy pierwszym spotkaniu-powiedziała z westchnięciem. Cóż, skomplikowane było poznawanie ludzi, zwłaszcza mężczyzn, jeśli miało się bagaż w postaci syna. Nie, nie wstydziła się tego, ani nie żałowała, bo Matteo był sensem jej życia.-Prawie 7 lat. Jestem samotną matką, ojciec nigdy nie dowiedział się o jego istnieniu. Dlatego czasem ciężko mi o nim mówić, bo ludzie różnie reagują...-stwierdziła nieco niepewnie. Nie chciała, aby dziecko było tematem tabu, ale wiedziała, że to nie jest odpowiedni moment, aby o tym rozmawiać. Jaydena na pewno nie interesowało. Wiedziała, że o wiek dziecka zapytał tylko tak z ciekawości, czy po prostu było to pierwsze co nasunęło mu się na myśl po usłyszeniu takiej rewelacji.-Myślę, że za podwójny ser jeszcze mnie nie wyrzuci stąd, ale za sos czosnkowy na pewno bym wyleciała-zaśmiała się. Tak to jest, jak dwie nacje przyznają się do jednego dania. W końcu pizza amerykańska, właśnie ociekająca serem i sosem czosnkowym, na grubym cieście była typowo janekeska, była czymś, czym Włosi gardzili, którzy uznawali tylko cieniutkie ciasto, oliwę i maksymalnie 3-4 składniki. Ivanka lubiła obie wersje. Włoska była smaczna i bardziej dietetyczna, a amerykańska, tak jak pudełko lodów pomagała w poprawie nastroju.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jayden Sanger


Jestem w Chicago od
Szesnastu lat



35
Tatuażysta z salonem

Nie potrzeba mu takich komplikacji

Mieszkam w
Canaryville

Jayden David

Sanger King

Wysłany: 9 Luty 2019, 21:33   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Od niego bardzo ciężko było cokolwiek wyciągnąć, nikt z jego otoczenia nie wie co tak dokładnie stało się w życiu Jaydena i w jaki sposób znalazł się w stanach. Nie mam zamiaru się tym z nikim dzielić, bo to nie jest sprawa dla osób trzecich. Nie interesował się życiem innych i nienawidził wręcz kiedy ktoś się w jakikolwiek sposób próbował wejść z buciorami do jego spraw. To samo dotyczyło rozmów o uczuciach, a właściwie o miłości. Ciemnowłosy nie jest współczującą i empatyczną osobą, czasami bywa miły, ale to musi mieć dobry dzień, też to nie to, że nie posiada jakichś cieplejszych uczuć, po prostu stara się je ukrywać, bo nie wychodzi z tego nic dobrego.
- Nie znam cie na tyle żeby móc to o tobie powiedzieć. - powiedział zgodnie z prawdą Sanger. Każdy z nich prowadził zupełnie inne życie. Jayden też miał kontakt z ludźmi przez to co robił, przez jego studio przewijały się setki osób, ale nie wdawał się z nimi w jakieś wielkie dyskusje. Klienci o tym wiedzieli i szanowali to, bo kiedy on pracował skupiał się na tym bez reszty przez co jego dziary były doskonałe. - Posiadanie dziecka nie jest niczym strasznym. - odparł prosto. Może i jest facetem, ale doskonale wiedział co oznacza wychowywać się bez ojca, no właściwie bez obojga rodziców. - Lepiej nie mieć ojca niż mieć byle jakiego. - wymruczał Sanger bardziej do siebie chociaż pewnie dziewczyna go słyszała. - To na pewno, chociaż ja wole pizze bez żadnych sosów i bez dodatkowego sera. - dla niego te dodatki zabijały całkowity smak pizzy a dodatkowy ser mu po prostu nie smakował.

/ możesz zakończyc
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Ivanka Martinez


Jestem w Chicago od
kilku lat



33
Architektka wnętrz

spotykam się z Evanem

Mieszkam w
Lincoln Park

Ivanka

Martinez

Wysłany: 16 Luty 2019, 19:03   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tatiana Hunzberger, Lexie Prescott, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Ivanka też nie specjalnie lubiła mówić o swoim życiu. Było ono skomplikowane i szczerze mówiąc, nie była do końca dumna ze wszystkiego co robiła. Nie należała też do osób, które na tyle łatwo nawiązują nowe znajomości, że oczekują, że nowa znajoma, czy nowy znajomy z miejsca zacznie się zwierzać. Czułaby się dość nieswojo, gdyby Jayden nagle zaczął jej opowiadać o swoim dzieciństwie, czy o podejściu do związków. To nie były tematy, które porusza się z nowo poznanymi osobami. Sama też miałaby opory, aby opowiadać o szczegółach swojego życia, o tym dlaczego jest samotną matką i jak do tego doszło.
-Spokojnie, zdaję sobie z tego sprawę. To jest jednak silniejsze ode mnie-stwierdziła. Może faktycznie Sanger nie znał jej na tyle, aby samemu dojść do takiego wniosku. Jako że nigdy nie wierzyła w to, że cokolwiek mogłaby między nimi zaiskrzyć, nie starała się też na siłę pokazać mu z najlepszej strony. Tak rzadko bywała na randkach czy poznawała kogokolwiek, z kim potrafiła sobie wyobrazić przyszłość, że jak już ktoś taki się pojawił, próbowała przy nim wydawać się idealna. Było to głupie, ale bywały momenty, kiedy samotność naprawdę jej dokuczała.
-Wiem, cieszę się, że go mam. Jednak czasem faceci słysząc o dziecku uciekają z przerażeniem... -wzruszyła ramionami. Miała już sporo doświadczenia w tym, jak faceci tak naprawdę reagują na dźwięk, że Ivanka jest samotną matką. A ona przecież nie szuka ojca dla Matteo, choć wiedziała, że nie da się do końca oddzielić dziecka od związku.
-Mój ojciec nie był najlepszy, ale przynajmniej moja mama nie musiała kłamać, dlaczego nie ma taty-wzruszyła ramionami. Jej syn nie posiadał ani ojca, ani dziadka, nie miał tak naprawdę żadnego męskiego wzorca w swoim życiu. Jednak w przypadku dziadka faktycznie lepiej, żeby go nie było, niż był kiepski.
-Każdy ma swoje smaki-stwierdziła. Przekonywanie kogokolwiek, że to co ona lubi jest lepsze nie było w jej stylu - chyba że chodziło o jej dziecko i przekonywanie, że nie można się żywić tylko słodyczami.
-Dzięki, że mnie wyciągnąłeś z domu. Dobrze mi to zrobiło-stwierdziła żegnając się z Jaydenem po tym, jak już zjedli zamówioną pizzę i porozmawiali trochę. Brunetka tak naprawdę uważała, inaczej przecież siedziałaby w domu i rozmyślała o tym, co ostatnio się jej przytrafiło.

/zt x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 3 Wrzesień 2019, 23:48   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Któreś tam :bezradny:
outfit

Miał wielkie szczęście, że Harlow pomogła mu znaleźć gości, którzy ostatnio zrobili go w konia, zabierając cały towar, a na sam koniec okładając go do nieprzytomności. Tym razem to on szykował się na wyrównanie rachunków z byłym klientem. Uzbrojony w nóż i broń postanowił zaczaić się na niego w ciemnej uliczce, gdzie żadna kamera nie zarejestruje wydarzenia. Oczywiście nie zamierzał go zabijać. Co to, to nie! Tony nie był mordercą i nigdy nim nie będzie. Chciał z nim tylko na spokojnie porozmawiać (z nożem na gardle), że tak się nie robi, a ich stosunki w przyszłości mogą być na tyle napięte, aby wzajemnie robić sobie krzywdę. Także można powiedzieć, że będzie próbował załatwić to pokojowo. Chyba...
Stanął w zaułku, czekając, aż mężczyzna pojawi się w zasięgu jego wzroku. Jeszcze nigdy niebył tak zdenerwowany i wkurwiony. Do tej pory odczuwał nieprzyjemności związane z obitymi żebrami, które w dalszym ciągu miały kolor ciemnofioletowy i bolały z każdym gwałtowniejszym ruchem. Wziął kilka głębszych oddechów. Spojrzał na zegarek, który zawinął pewnemu facetowi, który mówiąc otwarcie, zbyt bardzo obnosił się ze swoim bogactwem i wypuścił ze świstem powietrze.
Spokojnie, jeszcze parę minut... Kiedyś cierpliwość była jego domeną, ale odkąd stał się kieszonkowcem, potrafił być bardzo porywczy, dlatego czekanie w miejscu niezwykle go frustrowało. Spojrzał kolejny raz na zegarek. Gość już powinien wychodzić, a dalej nic? Czyżby ktoś go uprzedził? Nie miał pojęcia, jakim cudem mógłby ktoś to zrobić, bo nikomu nie mówił o swoim planie. Zacisnął mocniej dłoń na nożu i dalej bacznie obserwował ulice. Nawet nie wiedział, że powinien również raz na jakiś czas zajrzeć za siebie. Może wtedy byłby bardziej przygotowany na to, co nastąpi?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 4 Wrzesień 2019, 00:06   
   Multi -  Logan




Miała jeszcze cały miesiąc na to, aby odpocząć przed rozpoczęciem roku akademickiego, a zamiast to faktycznie zrobić, latała jak głupia z teatru na plan serialu, stamtąd do domu i tak w kółko raz na jakiś czas wpadając gdzieś na wolontariat lub widując się z którymś z nielicznych jej znajomych. Wciąż nie przyzwyczaiła się do końca do Chicago tak, jakby chciała. Miasto nadal wydawało jej się tak samo obce, jak wtedy, kiedy prawie trzy miesiące temu wysiadła z samolotu. Po tym, jak urządziła nieznajomego, który najpierw jej pomógł, a potem spróbował ją okraść, miała niemałe wyrzuty sumienia! Nieraz łapała się na zastanawianiu się nad tym, czy nikt mu wtedy nie zrobił krzywdy! Nie wybaczyłaby sobie tego, gdyby do czegoś takiego doszło, niemniej nie zamierzała wracać do tamtego miejsca, ale do samej dzielnicy tak, ponieważ po raz kolejny udała się do schroniska, pomóc przy pracy przy psiakach. A kiedy już szła w stronę przystanku, tego dnia na szczęście skończyła pracować o rozsądnej porze, nie zgadniecie, kogo takiego zauważyła! Swojego wybawcę, a zarazem napastnika i jeszcze do tego ofiarę! No nie mogła odejść tak obojętnie! Musiała go chociaż przeprosić, dlatego też widząc, że jest on ewidentnie zamyślony, po cichutku zakradła się do niego od tyłu. Wydając z siebie dźwięk bu, położyła na jego plecach swoje dłonie, uznając, że dosyć zabawnie będzie go tym razem przestraszyć, gdyby tylko wiedziała o tym, że miał on przy sobie broń, zmieniłaby zdanie! - Ummm… Chciałam cię przeprosić za to, co ostatnio się wydarzyło - mruknęła, a widząc jego minę, troszeczkę się przestraszyła i pożałowała swojej decyzji o tym, że postanowiła chwilę wcześniej przestraszyć mężczyznę, ale no cóż, człowiek uczy się przez całe swoje życie!
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 4 Wrzesień 2019, 00:36   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Jakie szczęście, że nie postanowił wymachiwać na prawo i lewo nożem, bo najpewniej skrzywdziłby osobę, która tak perfidnie postanowiła się zakraść od tyłu i go wystraszyć. Natychmiast się odwrócił, a kiedy tylko zauważył czarnowłosą, schował nóż do kieszeni spodni, aby zbyt bardzo jej nie wystraszyć, jednocześnie dbając, żeby nikt ich nie zauważył. Przeszedł z nią dalej kilka kroków w głąb zaułka.
- Jezus Maria... nie jesteś ani jednym, ani drugim, także co Ty do jasnej cholery tutaj robisz?! - zaraz jednak zrozumiał, że nie powinien się unosić. - Przepraszam. Po prostu czekam na kogoś...- warknął, bo ewidentnie nie był skory do rozmowy. Jeśli dzisiaj się nie rozmówi z byłym klientem, może pomarzyć o jakimkolwiek obiedzie, a tak? Miał jeszcze na niego szanse, a raczej miałby, gdyby nie nagła wizyta osóbki, od której kilkanaście dni temu oberwał. - To ważne dla mnie. - chciał ją jakkolwiek spławić, ale kiedy usłyszał z jej ust przeprosiny, lekko się zdziwił.
- Nie ma problemu. Swoją drogą, masz niezłą technikę. - powiedział, lekko się przy tym uśmiechając. Tak, to zdecydowanie było imponujące, jak na takie chucherko. - Znowu przyszłaś do tych biednych skrzywdzonych zwierzątek? - nabijał się z niej a jakże i gdyby nie ostatki rozsądku, zacząłby robić minę zbitego psiaka. To już byłaby przesada, dlatego wzrok utkwił na ulicy za nią, gdzie powinien wyjść jego koleżka. Ani śladu oprycha. Tony mógł tak stać w nieskończoność, ale jaki miało to sens? Żaden. Spojrzał z powrotem na nową znajomą.
- Nie masz lepszych rzeczy do roboty niż tylko przepraszanie ludzi, których powaliłaś? - niby mówił to z lekkim uśmiechem, ale słychać było w jego głosie lekką pogardę. Zacznijmy, że widział ją kilka razy od tamtego pamiętnego wydarzenia. W teatrze, a raczej przed nim. Domyślał się, że jest aktorką i dlatego postanowił się do niej nie zbliżać. Jeszcze kogoś zainteresuje? Tego by tylko brakowało. - Ja na przykład mam. - coś na pewno, tylko jeszcze nie wiedział co, bo jak na razie byłego klienta ani widu, ani słychu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 4 Wrzesień 2019, 19:37   
   Multi -  Logan


Nie da się ukryć, że gdyby Tony postanowił machać nożem na prawo i lewo, to zrobiłby jej krzywdę i kiedy ujrzała ów narzędzie w jego dłoni, doszła do takiego samego wniosku. Dlatego też w głębi serca dziękowała Bogu za to, że do czegoś takiego nie doszło. Udała się za nim w głąb zaułka, nie mając raczej innego wyjścia. Może nawet się trochę wystraszyła? Jeśli tak, to tylko ociupinkę, a jej usta wciąż były wykrzywione w lekkim, ale szczerym uśmiechu. Jednak przecież miała dobre chęci, nieprawdaż?
- Do Jezusa zdecydowanie więcej mi brakuje niż do Marii - zaśmiała się cicho, chociaż tak naprawdę za bardzo do śmiechu nie było. Jakby nie patrzeć znajdowała się w ciemnym zaułku wieczorną porą z mężczyzną, który już raz próbował ją okraść i wiedziała, że jest on wyposażony w nóż, niemniej miała przecież swój cel, nieprawdaż? Chciała go przeprosić i wynagrodzić mu to, co zrobiła, bo kto wie, co by się z nią stało, gdyby nie jego interwencja w to, że jakiś oblech się do niej przyczepił? A ona go powaliła z powodu jakiegoś telefonu. Stała tam tak po prostu, wysłuchując tego, co Tony miał jej do powiedzenia i chyba próbował jej się pozbyć? Nie było opcji, aby sobie odpuściła! - Na kogoś polujesz? - bardziej stwierdziła, niż zapytała. Był w każdej chwili gotowy do tego, aby wyjść z zaułka, jeśli tylko zobaczy osobę, na którą czeka.
- Umm dzięki? - nie była pewna, jak zareagować na komplement dotyczący jej techniki. Bądź co bądź, nauczył ją tego przecież jej były chłopak, ale czy było się tutaj czym chwalić? Po prostu w razie czego była w stanie zmusić napastnika do tego, aby sobie odpuścił, a z tego, że użyła ich na swoim rozmówcy, zdecydowanie nie była dumna. Kiedy zaczął się z niej bezczelnie nabijać, zmarszczyła brwi. - Śmiej się, śmiej! A kiedy ty ostatnim razem zrobiłeś coś dobrego dla kogoś innego bezwarunkowo, co? - nie, żeby ją to naprawdę interesowało, ale może Russel w rzeczywistości był dobrą osobą, której jednorazowo zdarzyło się kogoś okraść?
- Może i nie mam - bo przecież nie mogłaby przyznać mu tak po prostu racji, co nie? Chociaż prawda była taka, że po prostu marzyła o tym, aby wrócić do domu i wskoczyć do wanny, aby odpocząć po dniu pracy. - A chcesz mieć coś innego? - zaproponowała, uśmiechając się lekko. Przecież nadal nie zrewanżowała mu się za to, że ją uratował przed jakimś oblechem! - Na przykład wyjść ze mną coś zjeść? Tak w zamian za uratowanie mnie przed tamtym kolesiem na mój koszt, co ty na to? - może w jakimś stopniu to by zagłuszyło jej wyrzuty sumienia?
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 01:17   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Nie dało się nie zgodzić. W końcu kobietą była na pewno, czego nawet nie kwestionował, a do tego całkiem ładną. Uśmiechnął się jedynie na jej stwierdzenie po czym wzrok skupił na ulicy za dziewczyną. Dalej nic. Lekko się niepokoił, bo może faktycznie dzisiaj gościa nie będzie, a on stoi tu na marne.
- Polujesz...? Myśliwym nie jestem. - w teorii, bo w praktyce miał ze sobą broń i mógł ustrzelić, chociażby gołębia, który przeleciał nad ich głowami. - Po prostu czekam na pewną osobę. Muszę z nią porozmawiać. - tak chciał jej się pozbyć tylko pytanie, jak? Nie miał pojęcia, bo jak na razie jego próby spełzły na niczym. No nic, może zaraz to się odmieni.
- Wiesz, Bruce Lee przy Tobie to amator! - tak… on mówił komplement, jednocześnie traktując go w formie małej podśmiechujki. Niby podziwiał jej umiejętności, ale dalej nie mógł przywyknąć do tego, że dziewczyna mu się postawiła, a do tego rozłożyła go na łopatki.
- Ja? Ja nie jestem tego typu człowiekiem. - stwierdził, wzruszając ramionami i rozkładając ręce. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz zrobił jakąś porządną, akceptowalna i przede wszystkim bezinteresowną rzec. - Zbyt wielki z Ciebie aniołek. Uważaj, żeby ktoś Ci nie podciął tych skrzydełek. - tą osobą mógł być właśnie Tony, ale przecież nie przyzna się do tego. Mógł powiedzieć o milionach rzeczy, które sprawiłyby, że Nava straciłaby jakikolwiek zapał, do pomagania.
- Innego? - lekko się zdziwił, co okazał lekko uniesioną brwią. Kiedy usłyszał propozycję, lekko się skrzywił. Nie chciał, aby za niego płaciła. Poza tym nie znał jej, a co jak się okaże, że nie jest tą osobą, za którą się podaje? Co wtedy?! Będzie musiał uciekać, gdzie pieprz rośnie. Już miał odrzucić propozycje, kiedy jego żołądek sam postanowił się wypowiedzieć na ten temat, burcząc natychmiastowo.
- Ja go tylko przegoniłem, nic nadzwyczajnego. No i zwinąłem Ci komórkę. Nie wiem, czy za to powinnaś iść ze mną gdziekolwiek. - w końcu on nie różnił się dużo od opryszka. Nie okazał się bohaterem na złotym rumaku, a równie podłym złodziejem.
- No dobrze, niech Ci będzie, ale ja wybieram restauracje. - taki postawił warunek i miał ku temu wszelkie prawo. Poza tym zostało coś jeszcze do dopilnowania...
- Jestem Anthony. Znajomi mówią do mnie Tony. - kiedy również ona przedstawiła się, uśmiechnął się nieznacznie. - Twoje imię nie brzmi typowo amerykańsko, skąd jesteś w takim razie? - spytał, chcąc poznać osobę, która jeszcze chwile temu chciała go mocno zaskoczyć.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 15:13   
   Multi -  Logan


- Nie? A przy tym, jak się tak na kogoś czaisz, sprawiasz zupełnie inne wrażenie - zwłaszcza z tym nożem w ręce, ale ten fakt wolała jednak przemilczeć. Gdyby tylko wiedziała o tym, że Tonny w swojej kieszeni ma broń, na pewno nie czułaby się aż tak swobodnie. - Porozmawiać? - oczywiście, że w to wątpiła. Chyba że w jego języku to słowo było równoznaczne z okraść, bo do głowy by jej nie przyszło, że zamierza kogokolwiek nastraszyć przy pomocy broni.
Nie spodobał jej się zupełnie fakt, że nawet nie znała imienia mężczyzny, z którym rozmawiała, a on już zaczął się z niej nabijać! - Aż tak boli fakt, że ktoś taki jak ja sprowadził cię do parteru? - sprawnie odbiła piłeczkę, mrużąc delikatnie oczy. Raczej nie była dumna z tego, co zrobiła, ale przecież on nie musiał o tym wiedzieć, nieprawdaż? Z logicznego punktu widzenia, powinna być z siebie dumna, w końcu nie dała się okraść i wykorzystała w pełni wiedzę, którą zdobyła na kursie samoobrony, a to Russell został powalony na ziemię niczym kukła!
- I jak się z tym czujesz? - może faktycznie była naiwna i zbyt dobra dla innych, ale tak w drugą stronę nie żyła zamknięta w bańce mydlanej i wiedziała, że na świecie jest dużo zła, ale wierzyła, że należy z nim walczyć tylko i wyłącznie za pomocą dobra. Właśnie dlatego widząc człowieka w potrzebie, starała się mu udzielić pomocy. - O moje skrzydełka nie musisz się martwić, lepiej myśl o sobie - bo jeśli spróbował akurat ją okraść, to niewykluczone, że praktykował to częściej. A Nava zawsze wierzyła w to, że uczynki wracają do ludzi, zarówno te dobre, jak i złe.
- Prawie zwinąłeś - poprawiła go, uśmiechając się lekko. - A ja mimo wszystko zostawiłam cię tam samego i obezwładnionego - i tego akurat żałowała, bo może i chciał ją okraść, ale gdyby cokolwiek mu się wtedy stało, miałaby ogromne wyrzuty sumienia! - No chodź, będzie fajnie - stwierdziła, a uśmiech na jej twarzyczce stał się odrobinę szerszy. Jego zgodę potraktowała jako swoje małe i osobiste zwycięstwo. - Zgoda - przystała na jego warunki. - Och, zupełnie bym o tym zapomniała. Nazywam się Dulce - przedstawiła się, zdając sobie sprawę z tego, że gdyby Tony tego nie zrobił, jej zapewne nie przyszłoby to do głowy, no czasami się zdarzało, że bywała roztargniona, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz? - Pochodzę z Hiszpanii - odpowiedziała, wzruszając ramionami, ale postanowiła się jeszcze nie przyznawać do tego, że przyjechała do Chicago w pogoni za marzeniami, gdyż już jej się wydawało, że w oczach Russella wyglądała na niepoprawną optymistkę, a taka informacja zapewne by to tylko potwierdziła. - A jak to jest z tobą? Od małego w Chicago?
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 17:17   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Tak, właśnie tak. Chciał porozmawiać po dobroci, ale jeśli to nie wystarczy to ucieknie się do pomachania bronią przed twarzą mężczyzny, który postanowił sobie z niego zadrwić. Nawet nie wiedział, jak bardzo sobie przechlapał u Russella, na szczęście będą jeszcze okazje, aby pokazać, że z nim się nie zadziera. Przy brudnych interesach prędzej czy później spotkają się na ulicy. Wtedy Tony będzie przygotowany. Teraz? Teraz jego wagę odciągała mała osóbka przed nim.
- Może... - powiedział, wzruszając ramionami. Oczywiście otwarcie się nie przyzna, że ucierpiała jego duma, kiedy dziewczyna założyła mu profesjonalnie dźwignie, a potem bardzo dosadnie pokazała, iż z nią nie ma żartów. Cóż, dał się złapać na ładne oczka i sytuację, która niby miała mu pomóc w kradzieży telefonu. Niestety, dzwonek odezwał się nie w porę, a on jeszcze kilka godzi, później czuł ból, zwłaszcza w kroku. Nie ma co, ma dziewczyna cela.
- Szczerze, to nie interesuje mnie, to jak mnie inni postrzegają, dlatego czuję się dobrze ze sobą. - nie wierzył w takie coś jak karma. Morderca jego matki został wypuszczony. Mówiono, że był psychiczny i odroczono mu karę. Czy tak wygląda karma? Nie. Powinien zgnić w pierdlu albo też zostać zamordowanym! Sprawiedliwości nie stało się zadość, a on dalej nie potrafił się z tym pogodzić.
- Ja skrzydełek nie mam. Jak już to różki diabła. - stwierdził, w końcu skupiając swoją całą uwagę na czarnowłosej.
Mruknął tylko coś na potwierdzenie, że jednak nie do końca udało mu się zwinąć telefon. Zgodził się, tylko i wyłącznie dlatego, że brzuch sam wolał podejmować za niego decyzje.
- Niedaleko, jest całkiem fajna knajpa. Mają świetną pizzę. - jadał tam jeszcze jako dzieciak. Najczęściej z siostrą i mamą, kiedy po odbierała ich ze szkoły. Miejsce najszczęśliwszych wspomnień z dzieciństwa. Ruszył powoli w tamtym kierunku jednocześnie co chwila, spoglądając na towarzyszkę. No dobra, może nie była taka zła i wkurzająca jak mu się na początku wydawało.
- O proszę. Hola Señorita! - to tyle z jego hiszpańskiego. Znał jeszcze jedno słowo, ale wolał go nie używać, zwłaszcza że było ono niegrzeczne i niezwykle wulgarne. - Tak, urodziłem się tutaj, wychowałem i najpewniej tu mnie kiedyś zastrzelą. - czarny humor, ale jednak do otrzymania tej kulki było bliżej niż dalej, zwłaszcza przy jego zawodzie.
Przepuścił Dulce w drzwiach i pomachał do Giovaniego, właściciela restauracji, który natychmiastowo znalazł się koło nich.
- To, co zawsze Junior? - podpytał jeszcze tak w gwoli ścisłości. Anthony pokiwał głową, po czym podszedł do stolika. Rozsiadł się normalnie jak król i uśmiechnął do dziewczyny. - Mam nadzieję, że lubisz pizze. - albo przynajmniej nie jest jej zagorzałą przeciwniczką.
- To, co się ściągnęło do Chicago poza tymi biednym psiakami? - zaśmiał się pod nosem. - Nauka?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 21:24   
   Multi -  Logan


Słysząc jego odpowiedź na pytanie, dotyczące ich pierwszego spotkania niemal automatycznie jedno słowo przyszło jej na myśl faceeci i nawet nie wyobrażacie sobie, jak dużo energii musiała zużyć, powstrzymując się przed przewróceniem oczami! Prawda jest taka, że nigdy nie powinno się oceniać swojego przeciwnika po wyglądzie i tego właśnie nauczył ją instruktor samoobrony. I jeszcze tego, aby nie zakładać dźwigni osobie, która jest pod wpływem alkoholu, bo bólu aż takiego i tak nie odczuje.
- A jak sam siebie postrzegasz? - spytała szczerze zainteresowana! Bądź co bądź, to mógł być ciekawy temat, jak ktoś taki widzi samego siebie. Ona w gruncie rzeczy nie miała sobie dużo do zarzucenia, zawsze starała się pomagać innym i nie sprawiać ludziom przykrości. No, chyba że zaleźli jej za skórę, to wtedy lepiej jej schodzić z drogi!
- I dbasz o nie, zajmując się na co dzień tym, co próbowałeś mnie zrobić, co? -w sumie do tej pory nie znała takich ludzi i to nie tak, że uważała się za lepszych od nich, więc ich unikała, nie. Po prostu nie miała szansy ich poznać, gdyż zazwyczaj po prostu unikała kłopotów i miejsc, w których mogłyby ją znaleźć.
- Pizza zawsze brzmi świetnie - stwierdziła, uśmiechając się szeroko, a zaraz potem przypomniała sobie, jak się odchudzała specjalnie przed różnymi, ważnymi spotkaniami towarzyskimi czy też przed castingami. - No prawie zawsze - dodała, mając również na względzie pewną pamiętną włoską knajpkę, w której się struła właśnie pizzą. Nigdy więcej tam już swojej stópki nie postawiła!
- Hola Señor! - odpowiedziała, śmiejąc się. Zawsze bawiło ją to, kiedy informowała ludzi, skąd pochodzi, a oni zawsze próbowali wtedy mówić w jej ojczystym języku, co nie wszystkim dobrze wychodziło! - Powtarzaj za mną.Me llamo - drugie zdania wypowiedziała specjalnie powoli, kładąc akcent tam, gdzie powinna, a kiedy Russell w miarę powtórzył po niej, uśmiechnęła się szeroko. - Teraz możesz przedstawiać się w języku hiszpańskim - oznajmiła z dumą wymalowana na twarzy! Może w trakcie rozwijania się ich znajomości, nauczy go tego i owego? - Zastrzelą? Chyba nie może być aż tak źle, co?
Zapamiętała fakt, że przepuścił ją w drzwiach. Zawsze doceniała takie małe gesty ze strony mężczyzn! A zaraz potem, przysłuchując się rozmowie Russella z właścicielem restauracji, usiadła przy stoliku, przy którym chwilę później usiadła osoba, z którą tutaj przyszła. - Powiem więcej, nie ufam osobom, które jej nie lubią - odpowiedziała pół żartem pół serio, bo jakim trzeba być człowiekiem, aby nie lubić pizzy!? W oczach Dulce bardzo podejrzanym i mającym złe zamiary!
- Można powiedzieć, że przyjechałam za pracą - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - Miałam swoje pięć minut w Nowym Jorku, dostałam parę ofert od różnych teatrów, przyleciałam tutaj z Europy na przesłuchanie i przyjęli mnie - czyli w jeszcze większym skrócie, przybyła do USA w pogoni za spełnieniem marzeń, co miała dosłownie na wyciągnięcie ręki, ale jeszcze tego niestety nie osiągnęła. Przez chwilę korciło ją, aby zapytać go o jego historię, ale doszła do wniosku, że jeśli zajmuje się tym, czym była uczestniczką, to raczej nie wypada pytać. - A więc, jakie wspomnienia łączą cię z tym lokalem? - bo skoro właściciel spytał się go, czy ma podać to, co zwykle, to oznaczało, że musiał często tutaj bywać, a Nava z doświadczenia wiedziała, że ludzie najczęściej wracają do miejsc, z którymi łączyły ich dobre wspomnienia.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 23:41   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


- Jako osobę niewartą czyjejkolwiek uwagi. - rodziców już nie miał, przyjaciół mógł zliczyć na palcach jednej ręki, a od ludzi stronił, także nie potrzebował nikogo, a zwłaszcza zainteresowania. Po co przeznaczać je na osobę, która i tak nigdy się nie zmieni? Jeszcze ktoś by mu zawadzał w jego pracy, a tak? Zero mocnych przywiązań, zero problemów, był wolny i nie musiał się o nikogo martwić. Dbał tylko o siebie i na razie nic ani nikt nie był w stanie zmienić tego układu.
- Skąd ta pewność, że normalnie nie jestem szarmanckim kolesiem, chodzącym w garniaku? - widzieli się ledwie chwilę, ale łatwo jest oceniać książkę po okładce. Choć oczywiście jej spostrzeżenia były trafne, ale nie chciał jej przyznać racji, a przynajmniej nie teraz.
Uśmiechnął się na wiadomość, że dziewczyna lubi pizze, bo nic nie stało im na przeszkodzie, aby zjeść takową. No może jedynie brak pieniędzy mógł stanowić problem dla Tonyego, ale tym razem nie zamierzał o to robić rabanu. Jeśli to była forma przeprosin ciemnowłosej, pozwoli jej zapłacić. Taki z niego łaskawca, ale wolał, aby było to ich ostatnie spotkanie.
- Me... Me llamo... - strasznie dziwnie to brzmiało, ale powtórzył. Jak widać, zrobił w ten sposób przyjemność dziewczynie, bo zaraz się uśmiechnęła. - Me llamo Tony! - powiedział, zaraz szczerząc białe ząbki. Chyba poszło mu nie najgorzej, a przynajmniej takie odniósł wrażenie.
- Wiesz, w tej dzielnicy to prawie codzienność, zupełnie jak w Wenezueli, tylko ludzie bardziej cywilizowani. - i choć modlił się, aby kiedyś nie napatoczyć się na gościa z bronią, to prędzej czy później i tak do tego dojdzie. Takie życie wybrał.
On też nie ufał takim ludziom, bo przecież jak można nie lubić tego pysznego ciasta, sosu i dodatków?! Coś niemożliwego do wyobrażenia!
- No proszę, czyli musisz być całkiem niezła w tym, w końcu Stany to kraj dla gwiazd i gwiazdeczek i nie przyjmują tu byle kogo.- nie żeby on miał coś przeciwko. Jeśli ktoś lubił aktorzenie, proszę bardzo, droga wolna! Ale on jakoś nie był wielkim fanem tego typu pracy. Chociaż co on tam wiedział, był tylko podrzędnym złodziejem, który żył z dnia na dzień kradnąc.
Natychmiastowo spiął się, kiedy spytała o wspomnienia związane z miejscem, w którym się znajdowali. Niby nic takiego, ale jednak mimo ich radości pojawiał się również smutek, że nic już nie jest takie samo.
- Kiedyś przychodziłem tu z siostrą i mamą. Ojciec pracował do późna w zakładzie, niedaleko stąd; mijaliśmy go. Jest zamknięty już od kilkunastu lat. - westchnął, przypominając sobie niedawną rozmowę o tym, że ojczulek kopnął w kalendarz. - W każdym razie wracając; mają tu najlepszą pizzę, przynajmniej w tej części miasta. Zawsze jak byliśmy grzeczni i pomagaliśmy w domu, mama kupowała nam naszą ulubioną pizzę w ramach nagrody. Często potrafiliśmy zjeść ich kilka. Wiadomo, dzieci mają spust, jeśli chodzi o niezdrowe żarcie. - uśmiechnął się na samo wspomnienie. W końcu kiedyś jadł całkiem nieźle, teraz, zależało to od odbytych kradzieży. - Są tak aromatyczne, że nie potrzeba sosu. Ten mężczyzna, który nas przywitał to Giovani, właściciel. Zna mnie od osiemnastu lat i dalej traktuje jak małego dzieciaka. - mężczyzna zamachał do nich zza lady. - Fajne wspomnienia, zwłaszcza jeśli nie ma się ich za wiele... - i w tym momencie wjechała gorąca, pachnąca i niezwykle kolorowa pizza, na którą aż ślinka zaczynała cieknąć. - Smacznego. - rzucił i wziął pierwszy kawałek. Chwilę go jadł, po czym uśmiechnął się. - Masz jakieś hobby? Poza odwiedzaniem niebezpiecznych dzielnic Chicago?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 7