Poprzedni temat «» Następny temat
Union Submarine Shop
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 13:33   Union Submarine Shop

[align=center:9aac5fd9c3][/align:9aac5fd9c3]
 


profil
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 15 Październik 2016, 15:26   

Co Scott robił w tej okolicy? No nie było mu po drodze właściwie w żadną, ani z żadnej strony. Oczywiście, że to mój celowy zabieg, bo wyczaiłem, że tutaj gdzieś bytuje, zimuje Lea, w sensie ma chałupę i pewnie łatwo ją "przypadkiem" spotkać. No to właśnie inscenizuję nam taki oto przypadek. Jak widać na załączonym obrazku - bar szybkiej obsługi. Może jakieś kanapkowe coś? Tania kawa i nic specjalnego na ząb, ale jak ktoś totalnie zdesperowany toooo... No to klepnie. Zje i przeżyje. Wracając jednak do mojego pierwszego pytania - co Scott robił w tej okolicy? Mam na to odpowiedź. Złotą w jego przypadku. Ha, był u pacjenta. Tak, tak, to generalnie nie taki zły gość, jak go malują i często bywa w mniej zamożnych miejscówkach - sorry, że właśnie porównałem miejsce, gdzie mieszka Lea do slumsów :lol: - żeby udzielać się pro bono. Może gdzieś w tej okolicy miasto, czy jakaś fundacja zorganizowała bezpłatną klinikę dla ludzi, których nie stać na opłacenie sobie ubezpieczenia - bo w jues to chyba każdy sobie, jeśli mnie pamięć nie myli i jeśli Obama nie nabałaganił w tej kwestii - no iiii... Werbowali lekarzy z powiedzmy, że dobrym sercem i chęcią pomocy, żeby pomagać właśnie. Za darmo. McGregor się zgłosił dzięki koleżance ze szpitala, pani kardiolog, z którą tego dnia przywędrował w te właśnie okolice. Z samego rana właściwie. Kolejka skończyła im się gdzieś koło lunchu, potem przychodziła inna zmiana, więc McGregor w drodze do auta wstąpił jeszcze tutaj - do tej średnio fajnej knajpy - po kawę. Tak, tak po kaaaawę, dużo kawy. On zwierzę kawy, tak jak i ja. No i bum, kogo tam spotkał? Kogoś, kogo do tej pory unikał, jak ognia, ale po ostatniej nietypowej i nieco wymuszonej konfrontacji w szpitalu... No po prostu nie umiał. Dłużej nie umiał przed nią uciekać. Siedziała przy jednym ze stolików, pewnie ze smutną miną, bo to w końcu ciągle martwiąca się o wszystkich i wszystko Lea. Chyba nie piła kawy, bo ciąża, ale może coś czytała? Może z kimś była umówiona? Nie ze Scottem na pewno, ale... Po krótkiej walce z samym sobą, po prostu się do niej przysiadł. Pewnie tam były takie typowo amerykańskie stoliki, z podwójnymi kanapami na przeciwko siebie, co nie? Więc jeśli tak w istocie było... No to on klapnął naprzeciwko niej. - Cześć - przywitał się w miarę swobodnie i NAWET, NAWET się do niej uśmiechnął. Skromnie, bo skromnie, ale zrobił to. - Czekasz na kogoś czy zjemy razem lunch? - zapytał ni z gruchy ni z pietruchy, kątem oka widząc już zmierzającą w ich stronę kelnerkę. Panią grubo po pięćdziesiątce, z gorzkim grymasem na twarzy i dzbankiem kawy w dłoni z krzywo poprzyklejanymi tipsami. No cóż. - Ja stawiam - dodał po chwili, zanim Lea tak naprawdę określiła czy może, czy nie może. Kelnerka zjawiła się przy ich stoliku, więc Scott poprosił o tę nieszczęsną kawę. Dostał. - Jeszcze się zastanowimy - odpowiedział na pytanie o to, czy będą coś jedli, zerkając przy tym wymownie na swoją niespodziewaną tego dnia lunchową towarzyszkę.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 15 Październik 2016, 20:55   
   Mów mi -  Darka


    #32

No bo to są slumsy. No, powiedzmy. W końcu to właśnie niedaleko tego miejsce, dosłownie przed drzwiami Leanne, rozpętało się piekło i padły te nieszczęsne strzały, choć celem była Lily, a nie sama Leanne. Może to i dobrze? Że nie Leanne, tylko Lily? Aż wstyd się przyznać, ale tak, to dobrze. Przynajmniej nie była ruchomym celem. Jeszcze. Bo nie przeczę, i Lea miała sporo na sumieniu, zwłaszcza ostatnimi czasy. I to nie tylko przez jej wcześniejsze ekscesy z alkoholem czy narkotykami. Jak wspominałam wcześniej, miała niemałe problemy, z którymi musiała sobie poradzić. Sama? Wolałaby sama, lecz akurat to znacznie wykraczało poza jej możliwości. A ta podrzędna knajpa, do której mało kto ma odwagę zajrzeć? Przypadek? Nie. Przychodziła tu niezwykle często i to wcale nie dlatego, że KAWA była doskonała – jak na te warunki, okej, może i taka była, ale.. sam klimat tego miejsca i o właśnie, starsza kelnerka, która tak naprawdę zajmowała się tutaj wszystkim – od usługiwaniu klientom, po wysłuchiwanie i doradzanie takiej Leanne, na przykład. Wheeler na nikogo nie czekała, ani kawy nie piła, a przed nią stał raczej nietknięty kawałek ciasta na białym talerzyku, taki specjalny, spod lady, czyli tylko dla wyjątkowych klientów, powiedzmy. Tak naprawdę, przymierzała się do wykonania bardzo trudnego telefonu. Albo chociaż napisania jednej wiadomości, że koniec, że rezygnuje, że.. nie może. Nie może znowu ryzykować, tym razem nie tylko życiem Curtisa, ale i życiem drugiego dziecka. To jedna rzecz, o którą musiała zadbać. Druga była znacznie trudniejsza, jeśli nie niemożliwa do zrealizowania. I wtedy bum. Stało się. Nie tyle co go nie widziała wcześniej, bo wzrok miała wbity w telefon, to o jego obecności zorientowała się dopiero w chwili, w której faktycznie wślizgnął się na siedzenie naprzeciw niej. Uniosła wzrok, ledwo zdążyła zlustrować go spojrzeniem, gdy ostentacyjnie rozejrzała się wokół, tak dla pewności, ale zaraz, zaraz. Ten jego uśmiech, który TAK, DOSTRZEGŁA, chyba troszkę zbił ją z tropu. Wow, cóż za zmiana! Podejrzliwie zmrużyła oczy. Bo halo, nie do tego przyzwyczaił ją przez ostatnie miesiące, a nawet lata.
- Chyba nie potrzebujesz mojego pozwolenia, hm? - mruknęła, znacząco spoglądając w jego kierunku, bo raz, że i tak zajął miejsce naprzeciwko niej, a dwa – czy jej odmowa miała jakikolwiek sens? Bądź co bądź, nawet nie miała dobrego argumentu, by pozbyć się go z tej knajpy. Z drugiej strony, czy chciała? Nie. Wystarczająco długo trzymała go na dystans, więc czemu teraz spasowała? Bo był jedną z dwóch osób, którym powiedziała o ciąży. Tym drugim kimś był jej kuzyn, Charlie. I prywatny psychiatra, ok. No a w końcu – mieli wspólną historię, której nie mogła ot tak, wymazać. I wtedy właśnie, równie wymownie wskazała na kawałek ciasta.
- Mój lunch. Tylko proszę, daruj sobie kazanie dotyczące zdrowego odżywiania i tego, jak bardzo nie powinno się.. - urwała, wywracając oczami, ale i nie uśmiechnęła się – No dobrze. Stawiasz. - machnęła ręką w kierunku Scotta i obejrzała się za siebie, a kiedy to napotkała wzrok starszej kobiety, uśmiechnęła się szeroko, zamawiając.. cóż, dla siebie standardowo – sałatkę, a dla Scotta – tu przekazała pałeczkę właśnie jemu. Międzyczasie ukradkiem zerknęła w telefon, zaraz kładąc go tuż obok talerzyka z ciastem ekranem do dołu.
- To przypadek czy celowy zabieg? - spytała, niemalże świdrując go spojrzeniem – Canaryville to nie Gold Coast, czy Streeterville. - dodała, celowo wspominając najpierw o Gold Coast, a nie Streeterville, gdzie niegdyś razem mieszkali, czyż nie? Niektóre tematy nadal pozostaną tabu. Dla niej. Przynajmniej na razie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 16 Październik 2016, 10:26   

Mówiąc wprost: przespał się z nią. Przespał się z nią w swojej głowie. Z tym ich ostatnim spotkaniem, które zdaje się, że los specjalnie dla nich zgotował… Złośliwiec. Ale może wcale nie. Przespał się z wiadomością o dziecku i o tym, że ona sobie po prostu nie radzi. Mógł mieć w dupie wiele rzeczy, naprawdę wiele rzeczy. Począwszy od problemu powiększającej się czarnej dziury, a skończywszy na tym, że we Francji znowu jakiś świr postanowił zrobić z siebie żywy ładunek wybuchowy… Ale nie ją. Nie Leanne i nie jej problemy. Starał się mocno znowu dystansować. Jakoś. Bezskutecznie, jak widać. Jak już raz sobie pozwolił na bliższy kontakt… To było, jak narkotyk. Nie potrafił logicznie pomyśleć – dać sobie po pysku i jednoznacznie uznać, że ona nie jest dla niego dobra. Że znowu na pewno go skrzywdzi, kopnie w dupę i ucieknie. Nie potrafił. Dlatego szukał z nią w międzyczasie kontaktu… Numer usunął już sto lat temu, ale ponownie go zdobył. Z karty szpitalnej jej syna. Tymczasem los ponownie postawił ich naprzeciw siebie. A będąc bardziej dosłownym: posadził. Przy, okej, WSPANIAŁEJ kawie i… - Dla mnie jajka z bekonem… No i oprócz tej sałatki pani zje jeszcze naleśniki – poinstruował kelnerkę i kiedy ta odeszła realizować ich zamówienie, on posłał Wheeler dosyć wymowny – zuchwały – uśmiech. Myślała, że pozwoli zadowolić jej się tylko porcją zieleniny? Ech…
- Śledziłem cię – wypalił z taką swobodą, że mogła pomyśleć, no że kurde to serio prawdziwa historia. Wzruszył lekko ramieniem i zaraz potrząsnął głową, aby w kolejnej sekundzie wyjaśnić: - Niedaleko stąd działa klinika pro bono, wiesz… Dla tych co im się niekoniecznie w życiu powiodło. Mam tam parę godzin w tygodniu. Chciałem się napić kawy, może coś zjeść i… – wzruszył ramionami. Jestem. Był, wszedł, zobaczył ją i proszę. Nie miał pojęcia, że to stałe miejsce jej posiadówek. – Jak się czujesz? Bierzesz suplementy? – zapytał nagle w nieco poważniejszym tonie, ściągając w skupieniu brwi i… Był lekarzem. Przede wszystkim był lekarzem. – Wysypiasz się? – dodał jeszcze. Młoda mama powinna o siebie dbać. I nie ulegać stresom, a ona… Wyglądała, jak obrazek zupełnie czegoś przeciwnego. - Kiedy masz następną wizytę? - kontrolną, u jej ginekologa. Sto pytań do... Heh.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 16 Październik 2016, 11:30   
   Mów mi -  Darka


A powinien trzymać się od niej z daleka. I vice versa. Tylko na cholerę Wheeler wszystko tak komplikowała? Ach, no tak. Ta jedna wizyta Shaw’a wystarczająco wyprowadziła ją z równowagi i nic dziwnego, że znów próbowała odsunąć się od każdego, kto większym lub mniejszym stopniu wyciągał do niej rękę, próbował.. czegokolwiek. Jak Scott. A ona? Ta jej nieczułość była tylko grą pozorów, niczym więcej. Bo choć wmawiała sobie, że jest inaczej, to nadal – w głębi serducha – darzyła Scotta jakimiś uczuciami, lecz na ten moment nie była w stanie określić ich dokładniej, nie potrafiła ich nazwać. Był to dowód na to, że stała się, najzwyczajniej w świecie, ostrożna. Albo inaczej – dostała nauczkę od losu, a teraz potrzebowała już tylko czasu, by to wszystko w mniejszym lub większym stopniu sobie poukładać. Niczego więcej. A! I może jeszcze jakieś wsparcie by się przydało oraz ktoś, kto przemówi jej do rozumu, bo Charliego słuchać nie chciała. Wystarczyło, że w tej parze to on słuchał jej. Słysząc o naleśnikach, wykrzywiła wargi w niewielkim grymasie niezadowolenia. Nie lubiła marnować jedzenia, a pewna była, że i tak zostawi to.. to wszystko. Śledziłem cię, tyle wystarczyło, by spięła się jeszcze bardziej, niż wcześniej. Jednak kolejne słowa wypowiedziane przez bruneta w niewielkim stopniu ją uspokoiły, choć i tak nadal siedziała jak na szpilkach. Wbiła widelczyk w ciasto. Bo no tak, mogła się tego spodziewać. Medycyna to nie tylko przesiadywanie w szpitalu, w równie sterylnie czystych pomieszczeniach. Medycyna to przede wszystkim kontakt z drugim człowiekiem. Ni stąd, ni zowąd, odwróciła wzrok, który następnie wbiła w jakiś punkt za oknem. Znów to lekkie ukłucie zazdrości. Wcześniej podążali w tym samym kierunku, czyż nie? Tyle że jedno z nich wypadło z tego wyścigu. Nie, nie takiego życia chciała.
- Wiem. - weszła mu w słowo – Nie wiedziałam tylko, że dzielisz czas między szpital, a to. - dodała, wyraźnie zdumiona, lecz obrzucona gradem pytań, jedynie pokręciła głową na boki niedowierzająco – Stój. - rzuciła, bo dobrze wiedziała, że jak już się rozpędzi, to koooniec. Uniosła do góry obie dłonie, poddając się – Fizycznie dobrze. Biorę. Nie wysypiam się. W następnym tygodniu. Zadowolony? - odpowiedziała chyba na wszystkie pytania, które padły dotychczas – Nie zapominaj, że też studiowałam. - dodała ciszej, bo czas przeszły jakoś niespecjalnie jej odpowiadał – Ale teraz jesteśmy tutaj, nie w szpitalu, nie w gabinecie lekarskim. - a żeby dać sobie więcej czasu, wsadziła sobie do buzi kawałek ciasta. Tak, słodkie przed normalnym posiłkiem, co było typowe dla Lei, hehe – Topór wojenny zakopany? - spytała jeszcze z pełną buzią. Chciała wiedzieć.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 16 Październik 2016, 13:04   

Uśmiechnął się pod nosem, zrozumiale tylko dla samego siebie, bo tylko do swoich własnych myśli. Wielu rzeczy o mnie nie wiesz – rozbrzmiało mu to w głowie. No cóż, wiele wydarzyło się od czasu, w którym… Wiedziała. Wiedziała o nim wszystko. Teraz? Teraz to wszystko było już nieaktualne. Przynajmniej w części.
Skinął ze zrozumieniem głową, kiedy w jednym zdaniu rozwiała wszystkie jego wątpliwości. Dbała o siebie… Powiedzmy, że tak, bo zawsze mogło być lepiej, ale zawsze też mogło być dużo gorzej. – Powiedzmy, że zadowolony – przytaknął zgodnie, nawet skinął głową i na moment opuścił wzrok na jej telefon. Wydawało mu się, że zawibrował, ale… To chyba tylko głupie wrażenie. – Sugerujesz, że jestem upierdliwy? Wrzód na dupie i te sprawy? – zapytał lekko rozbawiony, bo… No lekarzem był w szpitalu, w gabinecie, w swojej własnej sypialni i nawet tutaj, w tym mało wyszukanym barze. Cofnął źrenice do jej oczu i przyglądał jej się… może właśnie trochę upierdliwie, kiedy wcinała to swoje lunchowe ciasto. – Jeszcze nie – odpowiedział po krótkiej chwili namysłu. Ściągnął lekko brwi i… - Ale będzie. Jak tylko grzecznie zjesz to co ci zamówiłem i pozwolisz sobie pomóc – tu macz? Za dużo i te sprawy? Heh, nie sądził. Wszystko, albo nic. Zanim zdążyła zaprotestować, dosyć zdecydowanym tonem dodał: - Skoro nie możesz liczyć na ojca dziecka… Na kogoś musisz, Lea – w ten przewrotny sposób dawał jej do zrozumienia, że może i powinna na niego. I znów nie dopuszczając jej do głosu dorzucił: - Albo się zgodzisz i przejdziemy do bycia kumplami, albo… Nie wiem, wkurzysz mnie tylko znowu? – tego chyba nie chciała. On nie chciał na pewno.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 16 Październik 2016, 16:12   
   Mów mi -  Darka


Leanne miała to do siebie, że chciała robić wszystko sama, bo gdyby przyznała się do swoich słabości, naraziłaby na niebezpieczeństwo innych, do czego nie mogła dopuścić. Nie mogła pozwolić, by ktoś inny narażał się dla niej, bo co? Z jakiej racji? Bo bądź co bądź, to była jej decyzja. To ona zdecydowała się na współpracę z tymi wszystkimi ludźmi. Tyle że chciała się z tego wycofać, zarówno wcześniej, jak i teraz. Zwłaszcza teraz. I dokładnie. Wiele się zmieniło od tamtego czasu. Czy żałowała tych utraconych lat? Nie mam co do tego wątpliwości. Nie jest w stanie ot tak, zamieść pod dywan tego, co niegdyś razem starali się zbudować. Teraz jednak nie byłaby sobą, gdyby nie zaprzeczyła, przy okazji krzywiąc się nieznacznie. Tak troszkę. Minimalnie.
- Trochę. - rzuciła niby to od niechcenia, kompletnie ignorując przy tym telefon – To moje drugie dziecko. Już przez to przechodziłam i, uwierz mi, wiem jak o siebie zadbać. - starała się mówić tak, jakby naprawdę to wszystko wiedziała, choć w rzeczywistości wcale nie była co do tego przekonana. Uniosła podbródek, spoglądając tym samym wyzywająco w kierunku Scotta. A potem? Nie, nawet nie zdążyła zaprotestować, właściwie, nie miała nawet takiego zamiaru. Zmęczona ciągłym uciekaniem, w tej chwili mogła jedynie pokręcić głową przecząco, nie odpowiadając wprost. Odwróciła wzrok, ponownie wbijając go w przestrzeń za oknem
- Wszystko albo nic? - ale czy całkiem niedawno nie przechodziła przez coś podobnego? Tyle że wtedy to ona podobny warunek postawiła Jasonowi. Albo bierze są i dziecko, albo nic. Otworzyła już usta, by coś powiedzieć, lecz zaraz je zamknęła, bowiem właśnie wtedy pojawiła się kelnerka, stawiając przed nimi zamówione jedzenie, radośnie powiadamiając, że naleśniki doniesie za chwilę. Wheeler poczekała, aż kobieta zniknie za ladą i dopiero wtedy, jak gdyby nigdy nic, najpierw zajrzała pod stolik, a następnie uważnie sprawdziła stojak z chusteczkami, upewniając się, że ani tu, ani tam niżej nie ma niczego.. podejrzanego? Owszem.
- Zastanówmy się. - rzuciła krótko, nachylając się ku Scottowi; mówiła tak, by tylko on mógł ją usłyszeć – Ty się zastanów, czy tego chcesz. Mam problemy, Scott. Będę miała dziecko, drugie. Wystarczy mi, że nie mogę wziąć do siebie Curtisa, że nie chcę mieć go u siebie, rozumiesz? Jego ojciec nie żyje, zginął tylko dlatego, że JA go zdradziłam, donosząc na niego FBI… - urwała nagle, prostując się. Właśnie wtedy kelnerka przyniosła naleśniki, jeszcze ciepłe, jeszcze pachnące, co Leanne skwitowała ni jękiem, ni westchnieniem i bez zastanowienia wbiła w nie widelec – Dlatego odeszłam. - dodała jeszcze, nadal uciekając spojrzeniem. A skoro w końcu wyłożyła wszystkie karty na stół, to chyba już jakiś krok naprzód, nie?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 16 Październik 2016, 20:09   

Taka troch Zośka-Samośka z niej, Scott o tym dobrze wiedział, no. Dlatego tak, a nie inaczej postawił teraz sprawę. Albo przestają się na siebie gniewać – czy raczej głównie on na nią – i ona pozwala jemu sobie pomóc, albo… Albo nic z tego. Nienawiść kwitnie. – Wszystko albo nic – potwierdził wraz ze skinieniem głowy. Może brzmiało to niemal drastycznie, ryzykownie, może należało się tego bać, ale… McGregor to McGregor, krzywdy jej nie zrobi. Niemniej, nastał moment przerwy w ich rozmowie, bo kelnerka, bo jedzenie, bo to i tamto… No i przede wszystkim Lea. Lea i jej dziwne zachowanie z tym zaglądaniem pod stolik, a potem przeglądanie tego czegoś bajernego na serwetki. Scott nie rozumiał. Za cholerę nie rozumiał i było to po nim ewidentnie widać. Nic jednak nie powiedział. Nie, bo ona w samą porę odezwała się pierwsza. Wysłuchał… I zdębiał jeszcze bardziej. Nie wystraszył się, nie. Po prostu zdębiał. Konsternacja, dzikie myślowe procesy odmalowywały się na jego twarzy. No i to milczenie… Musiał to przetrawić. Ostatecznie nawet nie załapał, że kelnerka doniosła im te nieszczęsne naleśniki. Minęła chwila, krótka kolejna i dopiero wtedy… - Mam to gdzieś, Lea – wypalił konkretnie. I bez wahania, nawet śladu – to ważne! – Mam to w dupie. Nie chcę już patrzeć na ciebie i myśleć o tym, że mnie zostawiłaś. Dzisiaj… Dzisiaj chcę ci pomóc – wpatrywał się w nią twardo i hardo. Z determinacją, a jakże! – Masz syna, zaraz zostaniesz matką ponownie i jesteś z tym kompletnie sama. Mogę mieć do ciebie żal za to, co wydarzyło się między nami w przeszłości, ale nie pozwolę ci, nie pozwolę ci… – wyciągnął rękę w jej kierunku i złapał za jej dłoń. – Jeszcze bardziej skomplikować sobie i twoim dzieciom życia. Nie zasługują na to, Lea. Ja nie mam nikogo. Mam za to duże mieszkanie i dobrą pensję… Pozwól się sobą zaopiekować. Sobą i twoimi dziećmi – co on wyprawiał? Heh. Może po prostuuu... Miał jaja?
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 16 Październik 2016, 21:48   
   Mów mi -  Darka


Właściwie, ktoś musiał postawić ją do pionu. Ktoś musiał postawić jej jakiś-tam-warunek, by w końcu zaczęła myśleć racjonalnie. Ale.. bądź co bądź, McGregor miał najłatwiej ze wszystkich, bo raz, że dużo, dużo wcześniej miał bezpośrednią styczność z Leanne i znał ją od podszewki, a dwa – cholera no, nigdy nie przestało jej na nim zależeć, więc dwa do zera dla Scotta. Ups. Dlatego też „wszystko albo nic” było w tym przypadku ciosem poniżej pasa, bo wszystkiego dać nie mogła, a nie chciała przy tym zostać z niczym, co doskonale wyrażał właśnie wyraz jej twarzy: ten zabawny grymas i pionowa zmarszczka między jej oraz lekko zaróżowione policzki. Nic więcej nie dodała. Powiedziała zbyt wiele, zbyt wiele zrzuciła na barki Scotta, by mogła ot, zrobić coś, czego mogłaby żałować. A żałowała wiele. Tak więc, dała mu czas. I sobie również. Wszystko po to, by raz jeszcze mogli przetrawić jej słowa. A korzystając z tej chwili, wsadziła sobie do ust kawałek naleśnika, znów krzywiąc się przy tym tak odrobinę. Była głodna. Bardzo głodna. Nieważne jednak, jak bardzo była głodna, bo popełniła błąd, zapychając się jedzeniem w tym momencie, bo prawie że udławiła się tym, gdy dotarły do niej słowa Scotta. Z wrażenia aż sięgnęła po najbliższy napój, czyli po kawę Scotta, upijając dwa, może trzy łyki ciemnej cieczy. Nie odzywała się, tylko słuchała. Nawet dłoni nie zabrała!
- Słyszysz siebie? - wypaliła, nadal nie unosząc głosu. Miała mętlik w głowie – Dwójka dzieci, a ja jestem pieprzonym kretem, Scott. - wyszeptała gorączkowo – Zastanów się. Przemyśl to. Nie teraz. Daj sobie trochę czasu. - tylko o to prosiła. To niewiele, przynajmniej według niej. A przez cały ten czas nie zabrała dłoni, a to, dla Lei, dużo. Nie powiedziała ani „tak”, ani „nie” i coś mi się wydaje, że tego drugiego nawet nie brała pod uwagę. W końcu z westchnieniem ponownie wbiła widelec w naleśnika.
- Muszę zostać w Canaryville. - powiedziała „tak na zaś” - Przynajmniej na razie. - dodała tak cicho, jak to możliwe. Łamała się.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 17 Październik 2016, 17:09   

No tak, mieli wspólną przeszłość, ale tak naprawdę… Ile tej przeszłości było? Rozstali się. Już nie nazywam tego porzuceniem, bo bez sensu, ale rozstali się. I każde z nich poszło inną drogą, każde z nich się mega zmieniła odkąd znali się ostatni raz. Tak czy inaczej, Scott miał nadzieję, że jego argumenty trafiły do Leanne. Że wzięła je pod uwagę, przeanalizuje swoją sytuację i po prostu da sobie pomóc. Dlatego też kiedy zapytała go w taki, a nie inny sposób – parafrazując – czy to sobie dobrze przemyślał… Czy generalnie nie zgłupiał, bo to co do niej mówił, co jej proponował czy oferował brzmiało wręcz kosmicznie… No, dziwny kwas, dziiiiiwny kwas. Kwas i gorycz, to poczuł gdzieś w środku. Ale zanim! Zanim to najpierw spojrzał na nią, jakby to ona z ich dwójki totalnie w tej chwili oszalała. – Co ty robisz, nie wolno ci! – burknął na to, jak śmignęła mu parę łyków kawy. No, od paru łyków nic jej nie będzie, ale… Ale wolał, żeby nie piła jej w ogóle.
Westchnął cicho i pokręcił głową. Spojrzał na swoje jajka… To znaczy, na śniadanie, które przyniosła mu kelnerka, a nie na swoje krocze kurdę. Stygły, a on jakoś chwilowo stracił na nie apetyt. – Ile czasu? – zapytał, ale wcale nie oczekiwał od niej, że mu to powie. – Lea, do jasnej cholery, ile czasu? – on cofnął dłoń z jej ręki. Łypnął gdzieś w bok, bo musiał pozbierać myśli. Sekunda, dwie – wystarczyło. – To ty to sobie przemyśl, bo ja jestem pewny – pewien tego, co jej proponował. – I niby dlaczego musisz tu zostać? – ok, rozumiał. Jest pieprzonym kretem, ale może czas najwyższy z tym skończyć? – Nie wnikam w to, dlaczego cię w to wciągnęli. Dlaczego dałaś się w to wciągnąć, to nie moja sprawa. Nie będę cię zmuszał, żebyś mi o tym opowiadała, ale… Ile można? Masz dzieci, do jasnej cholery. Pomyśl o nich i skończ z tym gównem – i niech mu powie „tak, pomóż mi”. Niech się przestanie przed tym bronić.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 17 Październik 2016, 18:36   
   Mów mi -  Darka


Zaskoczył ją, bo nie oszukujmy się, nie spodziewała się takiej propozycji z jego strony. Był to naprawdę poważny krok, nie tylko dla niej, dla niego również. Bo przygarnięcie pod swój dach kobiety z dzieckiem, ciężarnej, było naprawdę.. wow? Oczywiście. I w tej chwili martwiła się już nie tylko tym, że swoim zachowaniem naraża również Scotta na niebezpieczeństwo, lecz pojawiła się jeszcze jedna myśl – a co jeśli znowu coś będzie nie tak? A co jeśli znowu zostanie pozostawiona sama sobie? Miała rodzinę. Miała matkę, kuzynów.. Ale co z tego? Żadne z nich tak naprawdę nie było w stanie dać jej dzieciom tego, na co naprawdę zasługiwali. Oczywiście,że chciała dla nich jak najlepiej, dlatego w pewnym momencie zaufała Jasonowi, ale? Ale sparzyła się i kiedy sprawy się skomplikowały, nie potrafili się porozumieć. Wtedy próbowała znieczulić się w najprostszy z możliwych sposób: alkohol i seks. I ups. Jeden, mimo zobowiązujących deklaracji, odpuścił. Drugi był tylko przygodą. Więc czego się obawiała? Złudnych nadziei. Bo tak naprawdę Wheeler wcale nie była złą kobietą. Pogubiła się. Tylko tyle. Niemniej, zignorowała uwagę dotyczącą kawy. Tak, kawy. Wiedziała, że nie może, ale tylko ją miała pod ręką. No i nie odpowiedziała, bo nie wiedziała. Po prostu. Głośno przełknęła ślinę, również odwracając wzrok.
- Sytuacja się zmieniła. - rzuciła w pewnym momencie, nadal nie podnosząc wzroku – Mam dziecko. Będę miała kolejne. I nie mogę pozwolić sobie na ciągłe przeprowadzki. Curtis. Źle to znosi, ja zresztą też. Powiem to tylko raz i proszę, nie przerywaj mi. Wiem, że to co zrobiłam wcześniej jest niedopuszczalne. Odeszłam bez słowa nie dlatego, że chciałam, lecz dlatego, że musiałam, jeśli chciałam utrzymać Cię od tego bagna z daleka. Pojawił się Curtis. Chłopiec, który również na to wszystko nie zasługiwał. To była długa droga. Był ktoś, komu zaufałam na tyle, że zdecydowałam się wpuścić go do życia Curtisa, co było cholernym błędem. Uciekł. Może gdybym była sama, nie zrobiłoby mi to dużej różnicy, ale przy dziecku? Nie. Jak powiedziałeś, wszystko albo nic. - ucięła, w końcu przenosząc wzrok na Scotta, a nawet zdobyła się na nikły uśmiech – Jedno muszę wiedzieć. Po tym wszystkim naprawdę jesteś w stanie puścić w niepamięć to, co zrobiłam? Po prostu.. - urwała, zaraz przecierając twarz dłońmi – Mam dość ciągłej ucieczki i tej cholernej niepewności, co będzie jutro, pojutrze, za tydzień… - i choć nie powiedziała tego wprost, to chyba faktycznie oznaczało to „tak”, huh? Westchnęła jeszcze, z jakąś dozą rezygnacji – Chcę to skończyć. Tylko nie wiem jak.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 18 Październik 2016, 17:16   

Był to choleeeeeernieee wielki krok. Dla nich obojga. Wręcz absurdalny, ale jak widać na załączonym obrazku – McGregor był zdecydowany. Ale rozumiał też jej obawy. Nie mógł i nawet nie chciał winić jej za to, że po prostu się waha. Nie ufała mu? Trudno. Wypracują to jeszcze wspólnie.
- Nie proponuję ci małżeństwa, Lea – odezwał się stoicko, kiedy ona już wyrzuciła z siebie wszystko co chciała, wszystko co leżało jej na wątrobie i – jak się okazuje – także języku. – Oferuję ci dom. Spokojne życie i opiekę. Dla ciebie i dla twoich dzieci. To nie chodzi o to czy jestem w stanie o czymkolwiek zapomnieć, nie muszę o tym nie pamiętać, żeby w końcu, po tylu latach ci to wybaczyć – teraz on nie chciał, żeby przerywano jemu, więc od razu po tym dodał: - Mam dość, rozumiesz? Mam dość tej trucizny, którą sam siebie zatruwałem. Mam dość tego poczucia złości, które budziło się we mnie za każdym razem, kiedy widywałem cię w szpitalu. Mam dość uczucia upokorzenia… – bo skąd miał w tamtym czasie wiedzieć z jakich powodów go zostawiła? Dopowiedział sobie wiele. – Dość uczucia tego, że byłem niewystarczający. Nie chcę już tego dłużej czuć. Po prostu nie. Dlatego ci to wybaczam… Wybaczam ci to, że mnie zostawiłaś – i że wywołała w nim te wszystkie emocje. Teraz już podchodził do tego inaczej, kompletnie inaczej. Wziął minimalnie głębszy wdech, spojrzał na Leanne i wciąż spokojnie dodał: - Początek jest prosty – przeprowadź się do mnie, a potem zadzwonisz do… – skinął na jej telefon. – Kogokolwiek musisz, żeby się z tego bagna wymiksować. Pomogę ci – może naiwnie do tego podchodził, może tak, kto wie, aleeee… Naprawdę był przekonany, że może. Że może jej pomóc.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 18 Październik 2016, 18:11   
   Mów mi -  Darka


Bo to był ogromny krok, a ona miała zbyt wiele „ale” wobec wszystkiego. Z jednej strony chciała jakoś radzić sobie sama, nie chciała być problemem dla kogokolwiek, ale z drugiej.. jak długo jeszcze wytrwa w czymś takim? Jak wiele jeszcze jest w stanie wytrzymać? Tak, to było trudne, lecz samodzielnie, zamykając się na otoczenie, nie zdziała niczego. No a w końcu – nadal nie wiedziała, komu może zaufać, a komu ufać nie powinna. Nie odwróciła wzroku od towarzysza, słuchając go. I nie musiał się martwić, że mu przerwie, bo nawet nie miała takiego zamiaru. W jakimś stopniu było to aż za bardzo pokrzepiające. I może zbyt mocno się pospieszyła, lub nie, lecz sama świadomość, że mimo tylu porażek, jakich doznała na własne życzenie, jest ktoś, na kim rzeczywiście może polegać. Nieważne, co nawyrabiała w przeszłości. Nie zmienia to faktu, że czuła się paskudnie Czuła się paskudnie, bo przecież jej zachowanie wiele pozostawiało do życzenia, nie była i nie będzie wzorem do naśladowania, nie jest nawet wzorową matką. Ale teraz? Teraz po prostu czuła się paskudnie. I w niewielkim stopniu chyba nawet jej ulżyło.
- Przepraszam. - tylko tyle była w stanie powiedzieć, w tym jednym słowie, czy chciała, czy nie, zawarła chyba wszystko to, co nie tylko zostało już powiedziane, ale również to, co powinno jeszcze zostać powiedziane. No bo.. potrzebowała czasu, żeby to przetrawić, żeby dotarło do niej to, co faktycznie zostało ustalone tu i teraz. Uniosła jedną brew do góry, przy czym lekko przekrzywiła głowę na bok.
- Scott. To jest dziecko. - chyba zaakceptowała fakt, że ten tu naprzeciwko jej nie odpuści. Ba, ona sama nie chciała, by jej odpuszczał, nawet jeśli oznaczało to, że to ona mu nie odpuści. No cóż. Jak to mówią? Stara miłość nie rdzewieje. Jakoś tak. I było w tym mnóstwo prawdy. Z drugiej strony, mieli już za sobą wszelkie miłosne/szczeniackie podchody – Koniec ze spokojem. - dodała i jak gdyby nigdy nic, podsunęła mu bliżej talerz z nietkniętym jedzeniem – Koniec z całonocnym spaniem, czystym mieszkaniem i telewizją tylko dla siebie. Jako dowód mogę streścić Ci fabułę większości bajek. - przygarnięcie do siebie swojej byłej to jedno, ale przygarnięcie byłej z dzieckiem, to już.. uu, poważna sprawa. I nie zabawa. A to, że wypaliła z tym wszystkim tak, jakby to była zwykła codzienność, cóż, nie było to złośliwe. Po prostu pokrótce zobrazowała to, jak teraz wygląda jej życie. - Jedz. - dodała po chwili tonem, którym zwykle zwracała się do syna, gdy rzucał butelką wszędzie tam, gdzie się dało.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 18 Październik 2016, 20:18   

On chyba nawet niczego takiego od niej nie oczekiwał – żeby była wzorem do naśladowania. Wtedy też była nieidealna i na tym właśnie polegał jej urok. Nawet te przeprosiny teraz… Takie nieperfekcyjne, ale zupełnie właściwe. Scott się uśmiechnął, skromnie, bo skromnie i skinął lekko głową. – Przeprosiny przyjęte – i już nie będą do tego wracali. Do tego, co stało się między nimi w przeszłości. Teraz będą budować coś nowego. Jako przyjaciele, choć… Czy na pewno? Czy na pewno, jako tylko przyjaciele?
Ściągnął mocniej brwi, kiedy rzuciła mu w twarz taką oczywistością. No tak, to jest dziecko i co w związku z tym? Nie rozumiał. Przynajmniej nie od razu. Dopiero, jak mu mniej więcej wyjaśniła o co tak naprawdę jej chodziło, do czego piła… Najpierw przewrócił oczami, potem cicho westchnął i w końcu się do niej uśmiechnął. Tak, jak należało. – Dziewczyno, gadasz z chirurgiem… Ja nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz przespałem spokojnie całą noc – bałagan w chacie czy dzielenie się telewizorem… Rany. Jakby w tym miał upatrywać problemów, to byłby skończonym osłem. A mimo wszystko nim nie był. – Dobrze, mamo – mrugnął do niej śmiesznie i chwycił za widelec. Bo to rzeczywiście zabrzmiało bardzo matkująco. – Mieszkanie jest duże i puste. To znaczy… Nie ma w nim ducha, więc może wam się uda… – takowego do tego miejsca wprowadzić. Wcisnął sobie do ust trochę tego, co zamówił. Co to było? Jajka z bekonem? Niech będzie. – Cieszysz się? – zapytał nagle i podniósł na Leanne wzrok. – Mimo wszystko, cieszysz się, że jesteś w ciąży?
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 18 Październik 2016, 21:37   
   Mów mi -  Darka


Nie sądzę, by w tym przypadku skończyło się tylko na przyjaciołach, nie tylko dlatego, że dużo, dużo wcześniej zdążyli wejść na znacznie wyższy poziom, lecz przede wszystkim dlatego, że wspólne mieszkanie – mimo wszystko – wiele zmienia. Tak było, jest i będzie, o czym sama Leanne doskonale wiedziała. Przecież.. przez ten czas zdążyła zadomowić się w niejednym miejscu, a ten jej bagaż doświadczeń wcale nie był jakiś taki mały i nieznaczny. Niemniej, nie mogła się nie uśmiechnąć, lecz nie był to uśmiech skromny, tylko taki, w którym suszyła wszystkie swe ząbki. I spoważniała.
- Dziękuję. - powiedziała krótko, po czym po prostu skinęła głową, bo chyba zawarła w tym wszystko, hm? To było.. dziwne. Nowe. Dla niej. Westchnęła cicho, lecz z wyraźną ulgą. Jednak ten jej mały wybuch nie był nieuzasadniony. Zanim wyjdą stąd, zanim Leanne w końcu wepchnie w siebie naleśnika, sałatkę i ciastko, musiała poznać odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. A przynajmniej na większość z nich. Musiała.. wiele musiała. Musiała ponownie nadziać na widelec naleśnika. I nie mówiąc nic, uniosła do góry jedną brew, obserwując jak McGregor w końcu przymierza się do swojego lunchu. Nie odpuści. Mimo to.. jej buźkę wykrzywił mały grymas. Mały, bo mały, ale jednak grymas.
- Streeterville. - stwierdziła krótko, bo czy nie było to to samo mieszkanie, które dzielili razem przed laty? Nic dziwnego, że w tej chwili w jej głosie dało się słyszeć coś w rodzaju drżenia, niepewności, a nawet wstydu. W końcu nieco bardziej rozsiadła się na swoim miejscu, nerwowo? Troszkę.
- Potrzebuję przynajmniej dwóch tygodni. Dopiero co wróciłam do Canaryville, nie mogę zniknąć ot tak. Międzyczasie skontaktuję z kim trzeba. - to był duży krok naprzód i ona doskonale o tym wiedziała. Jak widać, nie tylko ona. I na bok odłożyła wszelkie wątpliwości, bo rzeczywiście, dbała przede wszystkim o dobro dziecka. Dzieci. Zaraz jednak znowu uniosła do góry jedną brew, a usta otworzyła tylko po to, by je zamknąć. Wzrok wbiła w swój talerz. Jeden z trzech.
- Nie wiem. - powiedziała w końcu, biorąc głęboki wdech – Na razie, na ten moment, boję się. Najzwyczajniej w świecie, boję się. - przyznała niechętnie, ale co miała zrobić? Kłamanie nie wchodziło w grę, bo kto jak kto, ale Scott doskonale wiedział, kiedy kłamała. Więc? Prawda. Tylko prawda.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 19 Październik 2016, 15:47   

Ej w ogóle to ten, jest sprawa… Zrób mi ava :lol:
No ja też tak nie sądzę, ale cicho. Mogli się łudzić póki co, my i tak swoje wiemy.
Dziękuję rzeczywiście było wystarczająco wymowne. Zawierało wszystko, co zawierać powinno. Scott skinął lekko głową, a kiedy Lea ni stąd ni zowąd rzuciła dzielnicą, w której na ten moment mieszkał on, a wcześniej mieszkała i w najbliższej przyszłości znowu zamieszka też ona, nie mógł się nie uśmiechnąć. Widział, że poczuła się trochę niepewnie, może skrępowanie i tak dalej. Niepotrzebnie. – Teraz zarabiam lepiej, Lea. Stać mnie na coś więcej, niż ta ciasnota z wtedy – skomentował, nieumyślnie odczytując jej myśli. To nie było to samo mieszkanie. I to chyba lepiej. Zaczną nowe na nowym.
Szamał te swoje jajka z bekonem, ale niekoniecznie tak, żeby mu się zaraz uszy trzęsły, co nie? Wziął w międzyczasie ze dwa łyki kawy i pokiwał w zrozumieniu głową. – W porządku. To jest… – odłożył sztućce na talerz, a sam sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej kurtki, którą na sobie miał. Wyciągnął z niej wizytownik, a z niego… NIESPODZIANKA, wizytówkę. Nie spodziewałaś się tego, co nie? No ja też. Wręczył ją dziewczynie. No, żeby mieli kontakt. – Mój aktualny numer. Przygotuję dla was co trzeba, no i też załatwię transport na twoje rzeczy. Potrzebujesz pomocy w pakowaniu? – zapytał, wracając do swojego lunchu.
Tak czy inaczej… Rozumiał to. Rozumiał to, że się bała. W jej sytuacji? Heh, byłaby niemądra, gdyby nie czuła niepewności i strachu. – Twoje dziecko czuje dokładnie to, co ty – no dobra, jeszcze nie, bo dziecko póki co było na dosyć wczesnym etapie rozwoju… No właśnie. – Który to tydzień? – zapytał i skinął na jej brzuch. Znowu zrobił przerwę na kawę.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 19 Październik 2016, 17:15   
   Mów mi -  Darka


No bo niektórych rzeczy – spraw – czegokolwiek – nie da się uniknąć. No po prostu nie da się i już, koniec, kropka. A to, że Leanne była pamiętliwa, że w jakiś absurdalny sposób katowała samą siebie przeszłością, to już inna sprawa. Taka była i już. Niektórych zachowań tak cholernie trudno wyzbyć się ot tak, z dnia na dzień lub na przestrzeni tygodni, miesięcy, a nawet lat. Zresztą, przy kimś obcym pewnie jakoś by się hamowała, lecz Scott wcale nie był jej obcy, jak widać na załączonym obrazku. Nie mogła nie zaśmiać się nieco głośniej, niżby wypadało, a palec wycelowała w kierunku Scotta.
- Chwalisz się. - wytknęła mu – Przechwalasz się. - dodała z pewną dozą złośliwości, lecz zaraz tylko westchnęła – Ciasne, ale lubiłam to mieszkanie. Nieszczelne okno w kuchni, trzaskające drzwi i sam fakt, że mimo naszych starań, zawsze było tam zimno. Sąsiadów.. - oho, kto by pomyślał, że Wheeler tak o, tak nagle zacznie wyliczać wszystko to, co wówczas ją irytowało. Ściągnęła usta w wąską kreskę, bo co innego jej pozostało? A no nic. Nie odezwała się, jedynie uważnie obserwowała poczynania Scotta, bo okej, była trochę przewrażliwiona, zwłaszcza w miejscach takich, jak to. A potem? Potem jedynie zagwizdała uznaniem? No jak nie, jak tak. No chwalił się, no! Mimo to, błyskawicznie zapoznała się z informacjami widniejącymi na wizytówce, po czym wzrok ponownie utkwiła w towarzyszu.
- Udało Ci się. - wyznała cicho – Chirurgia. - dodała tak w gwoli wyjaśnienia. I nie, w jej głosie nie było choćby grama zazdrości, czy czegokolwiek w tym rodzaju, lecz właśnie podziw – Skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że tak. - mówiąc to, ponownie wyszczerzyła ząbki w uśmiechu – Ale czasem warto skłamać. - no bo tu to naprawdę, nie będzie miała żadnych problemów, chociażby dlatego, że żyjąc na walizkach, nigdzie tak naprawdę nie zadomowiła się tak na dobre. - Chociaż.. - zawahała się – Więcej zabawy będzie z Curtisem, więc nie, nie jest to do końca kłamstwo.
Naturalnie, bała się. Kto normalny by się nie bał? I już nie chodzi tylko o sam fakt, że była, kim była, lecz o sam fakt, że wpadła. Najzwyczajniej w świecie wpadła z kimś, kogo nie traktowała poważnie, kto był tylko na chwilę, odskocznią. Owszem, dużo tej winy było właśnie jej, bo przez ten czas zachowywała się gorzej, niż niejedna nastolatka. O tym również nikomu nie wspominała.
- Och, co Ty nie powiesz? - rzuciła rozbawiona – Póki co, to ja jestem zdana na jego kaprysy. Albo moje kaprysy, jak zwał, tak zwał. Zaczynam wariować, a lodówkę jestem w stanie opróżnić w ciągu.. godziny. - przyznała ze wstydem, choć to chyba dobrze, że w końcu się otworzyła, huh? - Piąty. - dodała, wsadzając sobie do ust ostatni kawałek naleśnika, by od razu zgarnąć swoją sałatkę – No i powinnam Ci pogratulować. Wiesz tylko Ty i Charlie. - dodała, rozkładając bezradnie ręce. Charlie, kochany kuzynek musiał wiedzieć. No cóż. - I nie mam pojęcia, jak powiem o tym mojej mamie. I tak była wściekła, jak zostawiłam u niej Curtisa. - powiedziała już nieco ciszej, bawiąc się sałatką. Miała bałagan, który powinna jakoś posprzątać. - Chcesz? - rzuciła w pewnym momencie, wskazując właśnie na sałatkę, na którą już wcale nie miała ochoty. A co do avków, easy luz i fokule, zrobię i podeślę linka, hehe *.*
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 19 Październik 2016, 19:02   

Od razu się do niej szeroko uśmiechnął, jak tylko zarzuciła mu te męskie przechwałki. No chwalił się, przechwalał, wylewnie reklamował. Ale chciał, żeby wiedziała, że nie zaprasza jej w jakieś spartańskie warunki. Tylko do porządnego miejsca. Bez nieszczelnych okien i trzaskających drzwi. No i dziwnych sąsiadów. Dobra, tych to akurat nie znał, więc może i byli dziwni, kto ich tam wie.
- Opowiadasz o tym, tak jakbyś tęskniła – za tamtymi czasami i za tamtym konkretnym mieszkaniem. Ich wspólnym mieszkaniem, gdzie planowali i budowali swoją przyszłość. On podchodził do tego jednak z mniejszym sentymentem. Po pierwsze – to facet, po drugie… No było miło, ale się potem kijowo skończyło, tak? No właśnie. Więc, jak wspominał to, co dobre to nieuniknionym było od razu przejście do tego, co gorsze. A na to nieszczególnie miał, szczerze mówiąc, ochotę.
Skinął lekko głową, bo tak, został chirurgiem, więc tak – udało mu się. Jemu tak. – Nie wiedziałaś? – zapytał cicho. Myślał, że widując go w szpitalu domyśliła się, ale… Skoro nie. Nieważne. Podłubał widelcem w bekonie, ostatecznie odkładając sztuciec na talerz, a kawał zgrillowanego mięcha wziął w palce. – No gdyby coś to już wiesz, jak mnie ścignąć – skinieniem wskazał na wizytówkę. Uśmiechnął się i zaraz potem wgryzł w chrupiący bekon.
- Taki mały, a już ma kaprysy? – prychnął rozbawiony i on też wyzerował właśnie swój talerz. Odsunął go od siebie i sięgnął po serwetkę. Wytarł w nią wargi i palce, po czym dodał: - Wiesz… W końcu dowiedzą się wszyscy. Nawet twoja mama – mrugnął do niej porozumiewawczo, bo wiadomo, z ciążą jak z wielkim tyłkiem, choć bardzo chcesz – nie ukryjesz. – Powiesz jej… Normalnie jej powiesz. Potem posłuchasz, jak się wścieka, jednym uchem to wpuścisz, drugim wypuścisz i tyle – wzruszył ramieniem, bo w jej sytuacji… No wnioskował, że tak to właśnie będzie wyglądało. Że matczynego przytulenia, pogłaskania po głowie i słów, że będzie dobrze – zabraknie. – Czy ja ci wyglądam na królika? – odwetował wymownie na tę jej sałatkową propozycję. Łypnął po talerzach i uśmiechnął się pod nosem. – Widzę, że naleśniki lepiej weszły, niż to zielsko. Bardzo dobrze. Musisz jeść – porządnie, niekoniecznie super dużo, ale porządnie. Sam natomiast napił się kawy. – Chcesz wpaść wcześniej? – zapytał znienacka. – No wiesz, do mnie? Obejrzeć kąty, zobaczyć, jak się sprawy mają… Zrobię kolację? – nie to, żeby coś, ale… Jednak coś
JESTEŚ NAJLEPSZA :*
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 19 Październik 2016, 20:49   
   Mów mi -  Darka


Bo tęskniła. Tęskniła za tamtym mieszkaniem. Wspólnym mieszkaniem. Ale.. czuła się tak, jakby to było w innym życiu. Może tak właśnie było? Od tamtego czasu sporo się zmieniło – ich drogi się rozeszły, by znowu – po długim czasie – mogli znów iść ramię w ramię. A jednak – ona zdążyła międzyczasie ponieść wiele porażek, pogubić się, by ostatecznie zyskać cudownego syna, no i drugie dziecko w drodze, choć wcale tego nie planowała. Zyskała wielu wrogów. Zyskała też wiedzę, przez którą nie może spać spokojnie, a Scott? Osiągnął swój cel. Osiągnął to, co niegdyś było również celem Leanne. Niewątpliwie, w przeciwieństwie do niej, osiągnął dużo więcej. A gdyby.. gdyby wtedy nie podjęła takiej decyzji? Co by było gdyby? Nigdy się nie dowie. Wzruszyła ramionami, tak o, po prostu. Jakby to było coś bardzo zwykłego. - Bo tęsknię. Za tamtą lepszą częścią. Kiedy było łatwiej. - ups, chyba właśnie całkowicie przestała się kontrolować, a słowa po prostu wychodziły z niej jedno po drugim. To Leanne, nie każdy ma szansę usłyszeć od niej takie rzeczy. Zwykle nawet Charlie ma niemały problem, by wyciągnąć z niej jakiekolwiek informacje.
- Wiedziałam. - przyznała niechętnie, chwilę jeszcze kręcąc nosem. Ale? - Ale unikałeś mnie. I nawet nie miałam okazji ci pogratulować. - tak, w końcu to z siebie wyrzuciła, w końcu mogła to zrobić, tak? Bez obaw, bez większego stresu. Coś bardzo wylewna się zrobiła Taki typ człowieka, ok. I chcąc nie chcąc, wzniosła oczy ku niebu – I tak znalazłabym sposób. Wystarczy jeden telefon, a dostanę nawet numer Twojego konta. Plusy pracowania dla.. - nie dokończyła, a jedynie chrząknęła znacząco. Celowo? Owszem. Cmoknęła kilkakrotnie, przy okazji też skinęła głową twierdząco. Bo tak było. I nic z tym nie mogła zrobić.
- Powinnam dodać – jeszcze. Charlie nie potrafi utrzymać języka za zębami. Kwestią dni jest to, by wiedzieli pozostali. - mówiąc pozostali, miała na myśli pozostałych Wheelerów, których wcale nie jest tak mało – Czyli – na moment wstrzymała oddech – Muszę się pospieszyć. - głośno wypuściła powietrze z płuc. Tak, to był plan. Wolała powiedzieć to sama, niż, czekać, aż ktoś zrobi to za nią. Znów czuła się jak nastolatka, która przyznawała się rodzicom do tego, że uciekła z ostatniej lekcji. Na wzmiankę o króliku jedynie uśmiechnęła się kącikiem ust. No tak. NO TAAK. Jak mogła zapomnieć? Nie spodziewała się, że będzie łatwo. Ba, coś czuła, że powoli może żegnać się z totalną samowolką względem tego co je, jak je i kiedy je. I co robi. I.. i wszystko. Może to i lepiej? To niby nic sprawiło, że jeszcze przez chwilę niemalże wwiercała się spojrzeniem w Scotta, rozważając wszelkie za i przeciw. Zaskoczył ją, nie powiem, że nie.
- Mhm. Dwa w jednym. - skwitowała – Obejrzeć mieszkanie, przy okazji zaliczyć kolację.. - ale tylko myślała na głos, chociaż.. - Wystarczyło powiedzieć, że przygotujesz kolację. - wypaliła, nachylając się ku Scottowi. I nie trzeba było być geniuszem, by zorientować się, że jednak to niby nic było raczej czymś. Bo jednak.. cholera, nie mogła odmówić. Nie chciała. I nie potrafiła. Wyprostowała się nagle.
- Więc. - zaczęła – Żeby nie było wątpliwości. Zaczynamy coś nowego w nowym miejscu, dajesz mi szansę, co jest dla mnie czymś.. wow. Nowym. I jesteś świadom tego, na co porywasz. Jedno dziecko, drugie dziecko w drodze.. - urwała z westchnieniem – To dużo. Bardzo dużo… - zamilkła, bo chyba na to nie zasługiwała. A żeby ukryć zmieszanie, w końcu zainteresowała się swoim ciastem, ignorując zieleninę. I no, no wiem, no. Bo kto, jak nie ja? Hehe, niech żyje skromność <33
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 19 Październik 2016, 23:23   

Opuścił wzrok, kiedy Lea wytknęła mu to, że tak usilnie i zawzięcie jej unikał. Nie miał wiele na swoje usprawiedliwienie, poza krótkim: - Nie chciałem z tobą gadać – i już. I tyle. To diametralnie inaczej prezentowało się teraz… W końcu mieli nawet razem mieszkać. Świat stanął na głowie.
- Dla FBI – dokończył za nią, bo może naiwnie podchodził do sprawy, ale nie bał się tego. Nie bał się tego całego szitu i szajsu, w jaki się wpakowała. Sama lub za czyjąś namową. Nie i już.
No tak. Zdecydowanie powinna się pospieszyć. Z jednej strony brzuch, z drugiej gadatliwy Charlie – to rodziło problemy. Heh, rodziło… No problem to ona dopiero urodzi. Będzie mały, śmieszny i krzykliwy na pewno. A przy tym tak cholernie, cholernie uroczy. Scott teraz o tym nie myślał. Był zupełnie skupiony na tu i teraz. Ok, na planowaniu z Leanne wspólnej, jakby nie było, przyszłości – też. I stąd pewnie pomysł kolacji. Nie wiedział czy to szarżowanie, jak ona to potraktuje i tak dalej, ale… Tak. Chciał zaprosić ją do siebie na kolację. Kolację, którą TEORETYCZNIE miał przygotować własnoręcznie. To ci dopiero! – Przygotuję, to słowo klucz. Nakryję do stołu na przykład – uśmiechnął się beztrosko, bo umiał kroić ludzi, a niekoniecznie paprykę na gulasz. Czy coś. Pewnie byłby w tym nieznośnie perfekcyjny i ugotowanie najprostszej z możliwych rzeczy zajęłoby mu dosłownie wieki.
Pokiwał parokrotnie głową. Bo tak – żeby nie było wątpliwości – zaczynają coś nowego w nowym miejscu, on jej daje szansę i jest świadom tego, jak wysoko zawiesił sobie i jej poprzeczkę. No i dzieci. One były w całym tym bałaganie najważniejsze. – Wiesz… Jeśli ułatwi ci to sprawę, postaram się o tak wybitną kolację, żebyś mogła nią potem usprawiedliwiać tą nagłą przeprowadzkę do mnie – uśmiechnął się i krótko zerknął na jej ciasto. Cieszył się, że miała apetyt. Naprawdę tak. – Dał mi tak smacznie zjeść, że nic nie mogłam zrobić, jak tylko z nim zamieszkać… – rzucił pierwszą lepszą wersją takiej wymówki, jaka na szybko przyszła mu do głowy. Ale brzmiało solidnie. – Wiem, że to wariactwo. Że wydaje ci się takim – spoważniał lekko, bo przecież ją rozumiał. Jej obawy względem tego kosmicznego ruchu. – Ale… Skoro już zacząłem z tobą gadać… – przewrócił oczami i uśmiechnął się znów wymownie. Poważna mina poszła się gilać. – To mogę też z tobą mieszkać – i już. I tyle i po problemie i po rozkminie. – To co? Kiedy ci pasuje? – ta kolacja w sensie.
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 20 Październik 2016, 05:50   
   Mów mi -  Darka


A ona rozumiała to. Rozumiała to, że nie chciał jej widzieć, nie chciał z nią rozmawiać i nawet jeśli w głębi serducha było jej przykro, nie naciskała, tak? Odpuściła. Zrezygnowała. Usunęła się w cień. To należało do jej obowiązków. Z drugiej strony, niesamowite jest to, jak inaczej wyglądała ich obecna relacja. A ona? Potrzebowała czasu, by wszystko to na dobre sobie przyswoić. Dlatego wcześniej dała sobie minimum te dwa tygodnie, nie tylko na zdobycie się na odwagę i odbycie tej rozmowy, ale i na – tak po prostu – przemyślenie tego, co właśnie się działo. Koniec końców jedynie skinęła głowa twierdząco. Dotarło. Nie drążyła. Ani jednego tematu, ani drugiego, bowiem oba były ze sobą ściśle powiązane, z czym wcale nie czuła się najlepiej, co było widać. No a w końcu, drążenie tematu jej pracy w takim miejscu jak to, mogło się źle skończyć.
Wystarczyłoby samo hasło z kolacją i zero tłumaczeń. Przecież.. to było jasne, że koniec końców to kto jak nie Wheeler spędzi najwięcej czasu w kuchni. Przecież.. OKEJ! Nie od dziś wiadomo, że wykorzystywała każdą okazję, by pobawić się garnkami i innymi przyrządami kuchennymi. Nic się nie zmieniło. I w pełni akceptowała podobną wizję kolacji. Bo co? Bo niby na jakiej zasadzie? Liczył się sam gest, sama propozycja, a cała reszta, jakby nie patrzeć, jest do zrobienia.
- Nie ma problemu. Resztą się zajmę. - zaoferowała się, bo przynajmniej w ten sposób mogła jakoś mu się odwdzięczyć, tak? Tak. Znała go nie od dziś i mimo tej znaczącej przerwy, nie miała wątpliwości, że niektóre cechy raczej nie uległy zmianie. Natomiast teraz po prosu chciała mieć jasność sytuacji. Chciała wiedzieć na czym stoi – na czym stoją oboje. Bo czy chcieli, czy nie, już siedzieli w tym razem. Sam chciał! Więc potem niech nie jęczy i nie narzeka na to, w co się wpakował na własne życzenie.
- Och, no tak, Mistrzu. Wykorzystujesz okazje jak tylko się da. Wcześniej nie złapałbyś mnie na kuchnię. - skwitowała, kręcąc głową z niedowierzaniem. Droczyła się, tak po prostu. I tak by się zgodziła. Natomiast przy kolejnych słowach Scotta nie mogła nie wybuchnąć śmiechem. Trafił. W samo sedno.
- Bo to takie jest. Szalone. Zwariowane. - dodała po chwili namysłu, gdy również ona spoważniała. Nie bawiła się już w podchody i cokolwiek by nie robiła, musiała myśleć o dzieciach. Dlatego miała pewne obawy. Dlatego nazywała to w ten sposób. - Z nami. - poprawiła go, bo dla niej to była różnica. Ogromna. Właściwie, chwali się, że starał się jej to wszystko ułatwić, kiedy sama zbytnio nie wiedziała, w co włożyć ręce. Na początek. Na razie. Potem sobie poradzi. Taa, jasne. Błyskawicznie pochłonęła ostatni kawałek ciasta, nim zdecydowała się odpowiedzieć. Już czuła, że będzie tego żałować. Ciasta. Naleśników. Niedokończonej sałatki. Wiadomo. Prychnęła.
- Zależy od tego, ile czasu potrzebujesz na nakrycie do stołu. - skwitowała krótko – Choćby jutro. - dodała szybko, bez zawahania. Była zdecydowana. Jak nigdy. I generalnie, możesz zakończyć, a ja później zacznę nam kolację, hm?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Scott McGregor
[Usunięty]

Wysłany: 20 Październik 2016, 16:40   

Śmiesznie wyszło, bo właściwie z tą kolacją to miał na myśli to, że po prostu coś zamówi, albo kupi w knajpie. Wcale nie chciał angażować jej do gotowania, ale skoro sama się zaoferowała… Nie odkręcał tego. Skinął lekko głową. – Zatem ustalone – on załatwi… No nie, wino nie. Nieszczególnie była w stanie sprzyjającym do picia wina. Przypomniał sobie o tym szybko i uśmiechnął się do własnych myśli.
- No jest… Ale jak to mówią? W każdym szaleństwie tkwi… Co? Metoda? Nie wiem – prychnął rozbawiony, bo tego ani sobie, ani jej nie mógł na ten moment odmówić. Byli szaleni decydując się na coś takiego. Ale oboje zdawali się tego chcieć, więc problemu właściwie nie było. Pewnie się jakiś pojawi, jak Lea przyłapie go na chowaniu do lodówki kartonu z ledwie resztką mleka na samym dnie. Robił to zawsze i kompletnie nie potrafił się tego oduczyć. Kompletnie nie!
- Z wami – poprawił się, tak jak mu zasugerowała. Bo tak. Będzie mieszkał z nimi. Z nią i jej dziećmi. Jednym już chodzącym, żyjącym, domagającym się jedzenia i uwagi, no i drugim… Rosnącym dopiero. Będzie zabawnie, oj będzie zabawnie. – W takim razie jutro – przytaknął tak samo prędko, jak wyskoczyła z tym Lea. Chyba chciał odebrać i sobie i jej – to przede wszystkim – jakąś opcję ucieczki, furtkę awaryjną i te sprawy. Kolacja jutro, postanowione. – Mam się ładnie ubrać? – zażartował po ledwie chwili i… Skoro mam kończyć, to pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi. Dokończyli kawę Scotta, to znaczy on ją dokończył, jej być może pozwalając na ledwie łyk, bo kusiło, musiało kusić. A potem on zapłacił i razem się z tej knajpy zmyli. Może nawet odprowadził ją kawałek, gdziekolwiek musiała iść, a potem… Potem wrócił do siebie. Trochę spać i przygotowywać się do nocnego dyżuru. No i możesz zaczynać kolację, proszę bardzo.
Ztx2
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,22 sekundy. Zapytań do SQL: 9