Poprzedni temat «» Następny temat
Tory kolejowe #2
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 13:26   Tory kolejowe #2

[align=center:00e5f8294f][/align:00e5f8294f]
 


profil
 
Olivia Moonstone
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 22:36   

|kilkanaście dni po spotkaniu z Cortezem + outfit.
Myślała dziś nad samobójstwem częściej niż zwykle. Planowała ten moment, ale żadna opcja nie wydała jej się na tyle interesująca, aby z niej skorzystać. Myśli dziewczyny skupiły się wpierw wokół tabletek i innych używek, które są w stanie jej bezboleśnie odebrać życie. Jednak ona nie chciała, aby było to takie płytkie i na pewien sposób ciche.
Była osobą, która potrzebowała atencji. Chciała to zrobić w taki sposób, żeby wszyscy o niej usłyszeli, potrzebowała, by ludzie, którzy ją skrzywdzili wiedzieli, iż zniknęła z tego świata. Była na tyle wredna, że chciała, aby czuli winę za to...
Poszła do łazienki, by się wymyć i to właśnie pod prysznicem podjęła decyzję, iż jednak nie jej dane jest żyć na tym świecie. Chciała wpierw zadzwonić do swoich znajomych, napisać list, lecz stwierdziła, iż bardziej bolesne będzie nie podanie dokładnego powodu, choć zapewne, gdyby obwiniła na kartce papieru przez kogo to zrobiła, to rzeczywiście zrobiłoby się głośno.
Ubrała się dość ciekawie jak na osobę, która idzie się rzucić pod pociąg, ba, to były chyba najweselsze ubrania jakie posiadała w szafie. Czyżby coś w ten sposób manifestowała?
Pośpiesz się, zostało niewiele czasu!- usłyszała ponaglający ją głos w głowie.
Ubrała buty, wsadziła telefon do kieszeni swetra i wyszła. Nawet nie zamknęła domu. Miała to już naprawdę gdzieś.
Przed wyjściem sprawdziła trasy tutejszych pociągów i zerkając co jakiś czas na ekran telefonu przyśpieszała. Nie zamierzała się spóźnić na własną śmierć. Przecież nie może być, aż taką cholerną niemotą, aby przegapić własne samobójstwo, prawda?
Całe szczęście, jak zwykle, wyolbrzymiała owe spóźnienie. Gdy była już na miejscu miała jeszcze niecałe pięć minut, aby się wycofać.
Jej blada twarz nie wyrażała żadnych emocji. Zastanawiała się czy rzucić się pod ten pociąg, czy może już leżeć tam... na torach. Chyba pierwsza opcja była korzystniejsza dla naszej masochistki, prawda?
Zawsze istniało prawdopodobieństwo, że maszynista odpowiednio szybko zareaguje jak zobaczy kogoś leżącego i się zatrzyma, w końcu światła padają odpowiednio daleko, aby coś takiego zobaczyć, a tak... Będzie miał niewiele czasu, gdy po prostu niespodziewanie ktoś wyskoczy.
Nie dość, że dziewczyna opóźni jakiś transport to jeszcze się zabije, czyż nie było to idealne zrobienie temu całemu światu na złość?
Dziewczynie wydawało się, że tak.
Stanęła koło torów, zdjęła sweter i rzuciła go w bok. Rozłożyła ręce oraz czekała na... Na koniec.
 
 
Artiom Danilov
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 23:28   

/Po spotkaniu z Maritką + style

Włóczył się po mieście często, a co najważniejsze, chętnie. Zdarzały się dni, kiedy wychodził nad ranem i wracał późnym wieczorem, wpadając jeszcze na ciotkę, która nawet nie zauważyła, że dokądś się udał. Nie, żeby mu to przeszkadzało, ba, nie wyobrażał sobie większej swobody. W rodzinnym domu zawsze panowały zasady nie do złamania, jednak mieszkając z dalszym krewnym, który zajęty był wiecznie pracą... cóż, naprawdę nie było na co narzekać, a przynajmniej Artiom nie potrafił. Dlatego zanim wyszedł z domu, rzucił tylko, że postara się wrócić w jednym kawałku i ruszył w nieznaną sobie stronę. Czasami zastanawiał się, czy jego ciotka w ogóle wie, dlaczego chłopak znika na całe dnie. Nie wydawała się być zaniepokojona, więc chyba nie uważała, że handluje dragami na boku, czy należy do jakiegoś gangu. A co tak naprawdę Danilov robił, wybywając na kilka godzin? Chodził. Z plecakiem na plecach i ze słuchawkami w uszach, spacerował po całym Chicago. Nie zwracał uwagi na pogodę, czas i miejsca, do których się udawał. Czasami potrzebował pobyć sam, chciał pomyśleć i ochłonąć, żeby niepotrzebne emocje nagle się nie ukazały w złym momencie. W jakiś sposób, to własnie go odprężało. Z rękami w kieszeniach, przemierzał właściwie nieznane dzielnice i dopiero po dłuższej chwili dotarło do niego, że nie do końca wie gdzie się znajduje. Nie rozpoznawał budynków, koło których przechodził. Ulice wydawały mu się obce i... cholera, zwyczajnie się zgubił. Ale czy o to dbał? Oczywiście, że nie, ba, dalej szedł przed siebie, poprawiając tylko plecak. Przystanął na chwilę i odetchnął, kiedy zorientował się, że teraz totalnie zabłądził i wylądował obok torów kolejowych, których nigdy wcześniej nie widział. Wyciągnął słuchawki z uszu i przez moment rozkoszował się ciszą panującą wokół. Według swojego planu, który od zawsze działał tak samo, miał teraz wrócić do domu. Trochę się powłóczył, odpoczął i pasowało wrócić. Co prawda nie znał drogi powrotnej, bo nie przyglądał się dokładnie, w którą stronę idzie, ale teraz nie był to jego największy problem. A co nim było? Osoba, która przykuła jego uwagę. Z budowy mógł wywnioskować, że była ona dziewczyną, ale to raczej też się nie liczyło. Nigdy nie potrafił podejmować szybkich decyzji, ale w tym przypadku nie widział innego wyjścia. Automatycznie ruszył w jej stronę i znacznie przyśpieszył, kiedy zobaczył, że tamta osoba rozkłada ręce na boki. Dokładnie wtedy w jego głowie zapaliła się czerwona lampka, która tylko przypominała mu o siostrze. Nie uratowałeś jej, umarła, a ciebie przy niej nie było. Praktycznie biegł w stronę dziewczyny, a kiedy znalazł się dostatecznie blisko, chwycił ją za nadgarstek i mocnym szarpnięciem przyciągnął do siebie. Nie wiedział, czy to nie jakiś głupi żart, ale nie mógł pozwolić, żeby coś się jej stało. Jego oddech przyśpieszył, a on kurczowo trzymał dziewczynę w swoich objęciach. Gdyby mógł zrobić to samo kilka lat temu dla swojej siostry... nieco pobladł i przełknął ślinę, nie mogąc wydusić z siebie ani słowa.
- Dlaczego? - musiał zapytać, nie wiedział, dlaczego mogła się do tego posunąć. Nie wiedział dlaczego posunęła się do tego jego bliźniaczka i w tym momencie też nie potrafił zrozumieć. A jego zachrypnięty głos, świadczył o tym, że wystraszył się nie na żarty.
 
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 30 Czerwiec 2018, 19:34   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    #2

Znalazła pracę. Znalazła pracę i był to doskonały powód do świętowania, co w przypadku Jay oznaczało co najmniej tyle, co ściągnięcie Parkera w ich miejscówkę. Zapomniane tory kolejowe, które z biegiem lat stały się niczym innym, jak złomowiskiem, miały swój urok. Urok ten dostrzegała jedynie Jayleen. Cisza i bezruch tego miejsca wprawiał ją w swego rodzaju nostalgię. Przychodziła tu zawsze, kiedy chciała odciąć się od tego, co rzeczywiste i jednocześnie sprawiało jej ból. Czyli od życia. Ta dziura w środku miasta z czasem stała się jej azylem.
Na miejsce przybyła późnym popołudniem; w torbie miała schowaną paczkę papierosów – szczelnie zamkniętą, której sama nie miała zamiaru otwierać. Zresztą, nie były one przeznaczone dla niej. Ona sama unikała i papierosów, i alkoholu. Papierosów nie lubiła, po prostu. A w przypadku alkoholu wystarczyło jej tylko jedno piwo, by straciła panowanie nad sobą. Jeszcze nie zdążyła uodpornić się na alkohol, no trudno. Tak czy inaczej, wspięła się po ogrodzeniu i już po chwili wylądowała na terenie prywatnym – to tutaj znajdowała się właściwa miejscówka zagospodarowana przez Jayleen. Stary wagon, zapomniany przez czas, był doskonałym schronieniem „w razie W”. W swoim czasie Ruda naznosiła tu mnóstwo niepotrzebnych gratów – począwszy od starych krzeseł, które równie dobrze mogłyby uchodzić za leżaki. Gdzieś w kącie znajdowało się kilka książek. Lampka na baterie. Kuchenka turystyczna. Na zewnątrz z kolei znajdowały się ławeczki, często tak samo przydatne, jak to, co znajdowało się wewnątrz wagonu. Cóż, Chicago było miastem pełnym tajemnic – również za sprawą Rudej. Czekając na Jeva, Rhodes próbowała posprzątać cały ten bałagan, który pozostawili po sobie bezdomni nieznajomi. Wynosiła z wagonu worek z pustymi butelkami, gdy dostrzegła w oddali przyjaciela. Nie pomachała mu na powitanie, jedynie posłała mu długie spojrzenie, co w jej przypadku nie wróżyło niczego dobrego. Chyba.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 30 Czerwiec 2018, 20:18   

3# + dzień po spotkaniu w Stadninie z Rose | outfit

Każdy powód do świętowania był dobry, kiedy tylko Jay podzieliła się tą jakże uroczą nowiną to postanowił z nią świętować, przecież i tak nie miał nic za bardzo do roboty a w tym jakże trudnym momencie jego życia potrzebował swojej przyjaciółki. Wczoraj Rose pojawiła się w stadninie gdzie pracował społecznie i mimo, że na pierwszy rzut oka jej nie poznał to czuł, że ta dziewczyna jest mu bardzo bliska co okazało się zaledwie parę minut później kiedy ta zorientowała się kim jest. Rozmowa nie była zbyt urocza a ona uciekła zanim ten zdążył wybuchnąć wielkim gniewem. Ostatnimi czasy miał wielkie problemy z zapanowaniem nad nim dlatego reset na pewno mu się przyda. Miał dzisiaj zamiar upić Rhodes, przecież taka okazja nie trafia się codziennie! Prawda? Z daleka już dostrzegł dziewczynę w ich miejscówce, zwinnym ruchem przeskoczył ogrodzenie. Był dość wysportowany przez właśnie pracę w stadninie, na jego ustach pojawił się figlarny uśmieszek kiedy wskoczył do wagonu rozglądając się z niezbyt ciekawą miną na twarzy.
- Fu.. bezdomni znowu się tu zadomowili? - zmarszczył lekko nos po czym wzruszył ramionami i całym ciałem opadł na jedną z ławek, który niebezpiecznie zaskrzypiała pod jego ciężarem. Wzrokiem zmierzył rudowłosą od góry do dołu po czym posłał ku niej jeden z jego szelmowskich uśmieszków. Przy niej mógł calkowicie się wyluzować i być po prostu sobą, zresztą sam fakt w jaki się poznali był zdumiewający. Uratował ją po prostu przed jakimś pieprzonym zboczeńcem, jeśli chodzi o traktowanie kobiet to Jev miał na tym punkcie bzika. Widocznie to przez to jak była traktowana jego matka kiedy ten był mały i nie mógł się sprzeciwić swojemu ojcu. Jay nawet nie wiedziała o tym co się działo w jego dzieciństwie, chłopak nigdy nie chciał o tym mówić bo każde wspomnienie przyprawiało go o wielki ból i mdłości.
- Co tam mała?
Oparł się wygodnie i oparcie ławeczki z jego ust wyrwało się mimowolne ziewnięcie. Gdyby nie fakt, że w jego oczach czaił się smutek to można by powiedzieć, że jest zajebistym aktorem ale niestety jego spojrzenie nie dość, ze nie było zmęczone to jeszcze smutne. Odchrząknął tylko lekko kiedy ta postanowiła wreszcie usiąść i zacząć mówić.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 1 Lipiec 2018, 11:09   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Jayleen nie pytała. I tego samego oczekiwała od drugiej osoby. Bez zadawania pytań było łatwiej. Tych zbędnych, oczywiście. Tych, które nieustannie przywoływały bardziej, niż nieprzyjemne wspomnienia. Wystarczyło niewiele, by znów stanąć twarzą w twarz z obrazami z przeszłości – na ten moment było to ostatnie, o czym marzyła Jayleen. Chciała iść do przodu, nie oglądając się za siebie. W jakiś śmieszny i niebanalny sposób udawało się jej to. Dzień po dniu. Nic więc dziwnego, że szanowała prywatność przyjaciela i zazwyczaj ograniczała się do długich spojrzeń, bez zbędnych słów. Tylko w ten sposób mogli uniknąć niepotrzebnych sprzeczek. Dużo łatwiej było zająć się tak zwykłymi rzeczami, jak chociażby spędzanie wolnego czasu we dwoje, bez osób trzecich.
Milczenie Jayleen chyba było wyczerpującą odpowiedzią na pytanie mężczyzny. Jej spojrzenie ciskające błyskawice również. Zignorowała zaczepny ton przyjaciela i w ciszy i spokoju dokończyła sprzątanie. A przynajmniej tę ważniejszą część, by pozbyć się tych bardziej rażących i niebezpiecznych śmieci. Po wszystkim wyjęła z torby chusteczki nawilżane – te przeznaczone dla niemowląt – i ostentacyjnie zajęła miejsce obok Jeva, albo raczej – przed nim, bo zamiast na ławce, usiadła na ziemi. Zadarła głowę do góry tak, by lepiej go widzieć. Palcami dłubała przydeptaną trawę.
Może to ja powinnam spytać, co tam? Wyglądasz co najmniej marnie. Tragicznie. Nie wyspałeś się? Albo.. stało się coś? – niekiedy Jayleen było bardzo, bardzo daleko do delikatności. Zadawała pytania, dawała mu do zrozumienia, że widzi, i że ten przed nią niczego nie ukryje – Opowiem Ci o mojej pracy, ale najpierw Ty mi powiesz, co się dzieje. Tylko mi nie mów, że nic, bo widzę. A jeśli będziesz nalegał, to Cię zostawię i wrócę do domu. – nie owijała w bawełnę, mówiła jak jest i serio, zrobiłaby to, bez większych wyrzutów sumienia. – Zapomniałabym. – mruknęła, natychmiast podnosząc się z ziemi i zgarnęła zza ławki torbę – Żebyś potem nie musiał biegać do sklepu po fajki. – mówiąc to, wcisnęła Parkerowi do rąk paczkę papierosów. Jeszcze zamkniętą. Chciała uniknąć sytuacji, w której Jev, tak jak ostatnim razem, musiał zostawić ją na jakiś czas tylko dlatego, że skończyły mu się papierosy. Co jak co, ale na pewno nie chciała zostać tu sama.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 2 Lipiec 2018, 18:50   

Po co miała pytać? Jev był wręcz jak otwarta księga, wystarczyło tylko spojrzeć na jego twarz, żeby zauważyć że coś jest nie w porządku. Wprawdzie nie był zbyt on wylewny i nie dzielił się ze wszystkimi swoimi zmartwieniami czy smutkami, to jednak lubił jak ktoś z jego najbliższych czasami go wysłucha nie oceniając oczywiście. Wiedział, że na Jay może polegać. Nie zadawała ona pytań, a przez jedną sytuację w jej życiu stali się najlepszymi przyjaciółmi. Czy mógł marzyć o czymś więcej?
Z jego ust wyrwało się ciche westchnienie, spojrzeniem tylko podziękował rudej za paczkę papierosów. Potrzebował ich jak nigdy a zawsze jak to on zapominał zaopatrzyć się w nie zanim tutaj się wybrał. Otworzył paczkę i przez moment szukał zapalniczki w kieszeniach spodni, przy czym dziewczyna mogła zauważyć, że jego ręce trochę się trzęsły. Kiedy odpalił papierosa przechylił lekko głowę do tyłu delektując się dymem, który wtłoczył do płuc. - Wróciła - wyrzekł tylko po chwili milczenia wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt w ścianie, zamrugał lekko oczami, żeby pozbyć się obrazu Rose sprzed oczu. - spotkałem ją wczoraj w stadninie, przyjechała do swojej matki. Przedtem nigdy nie widziałem jej rodziny dlatego nie wiedziałem, że to właśnie ona - jego głos lekko drżał tak jak i ręce, które próbował uspokoić zaciskając je w pięści. Od dawna miał problem z kontrolowaniem swojej agresji a teraz kiedy tamta dziewczyna znowu pojawiła się w jego życiu wszystko wróciło. Wspomnienia. - była dla mnie wszystkim. Byliśmy kompletnymi przeciwieństwami, ona pochodziła z bogatej rodziny, chodziła do prestiżowej szkoły i miała wszystko czego tylko zapragnęła. Ja pochodziłem z kompletnych nizin społecznych, mój ojciec znęcał się nade mną i moją matką. Uciekałem na ulicę i mieszkałem z innymi bezdomnymi tylko po to, żeby odciąć się od tego tyrana. Kradłem. Napadałem na ludzi z bronią, czy wielu groziłem. Ona była kimś dla kogo chciałem stać się lepszy, przestałem z tym wszystkim tylko po to, żeby mnie zauważyła. Było nam tak dobrze do dnia, kiedy ta bez słowa opuściła Chicago - nawet nie wiedział kiedy wpadł w monolog, nadal wpatrywał się w ten jeden punkt w ścianie co chwile przerywając, żeby wtłoczyć więcej dymu do swoich płuc. - A teraz ją spotkałem i wszystkie wspomnienia wróciły. To obwinianie się za to, że zrobiłem coś źle. Ten cały gniew, który postanowiłem stłumić w sobie nagle znowu się pojawił. - zacisnął mocniej ręce, żeby tylko w coś nie uderzyć. Miał teraz ochotę rozwalić pieprzony stolik, który stał przed nim. Zamknął oczy, żeby odetchnąć głęboko, dopiero po paru minutach je otworzył, żeby spojrzeć w kierunku rudej.
- Na pewno Twój dzień był lepszy od mojego
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 5 Lipiec 2018, 00:20   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Był niczym otwarta księga, to prawda. I choć Jayleen widziała, że coś rzeczywiście było nie tak, to uparcie nie zadawała pytań. Taka już była – czekała, aż ktoś – czyli Jev – przyjdzie sam i sam rzuci w nią okrutną prawdą, która od jakiegoś czasu musiała go dręczyć. Mógł na niej polegać, zawsze. Musiał jednak liczyć się z jej ciętym językiem, zależnie od nastroju. Albo milczeniem, również w zależności od nastroju. Przy Jevie nie musiała nikogo udawać. Nie musiała udawać dziewczynki z dobrego domu, wyrachowanej jedynaczki, która zawsze dostawała to, czego tylko sobie zażyczyła. Bo to nie była ona. Prawdziwa Jay, choć bywała kapryśna, miała jeszcze pewne poszanowanie dla niektórych wartości. I doskonale wiedziała, kiedy powinna się odezwać, a kiedy spieprzać, gdzie pieprz rośnie. Dzisiaj nie mogła uciekać. Nie spuszczając wzroku z przyjaciela, słuchała uważnie jego słów, w pierwszej chwili nie do końca rozumiejąc, do czego zmierza. Słuchała go, nawet nie mając zamiaru wejść mu w słowo. Dopiero kiedy nastała cisza, Jay bezpardonowo ułożyła dłoń na dłoni Jeva, co by choć trochę złagodzić ich drżenie – A potem znalazłeś mnie. – próbując rozładować atmosferę, poszła w tym właśnie kierunku – Kiedy ona zniknęła, to na mnie skupiła się cała Twoja uwaga i to ja stałam się centrum Twojego wszechświata. Najważniejszą i najpiękniejszą istotą w całym Twoim życiu. – to był jej niebanalny sposób na wszystko. Denna próba obrócenia wszystkiego w żart. Cmoknęła Jeva w policzek, nadal ściskając jego dłoń swoją własną. – Przypomnij mi, jak ona się nazywa? Powiedz tylko słowo, a złożę jej niespodziewaną wizytę. – zaproponowała wesoło, po czym delikatnie zmarszczyła brwi. Oczywiście, jej poczucie humoru było co najmniej oryginalne i nie każdy był w stanie za nią nadążyć. Parker chyba nie miał z tym choćby najmniejszego problemu, prawda? – Może.. może spróbujesz cały ten gniew przeobrazić w coś pozytywnego? Jak na przykład.. wypadałoby do końca posprzątać w środku. – o, to nie był taki głupi pomysł! Te pierwsze porządki w wagonie Jay miała już za sobą. Do wyniesienia zostały te cięższe śmieci, z którymi ona sama nie dałaby sobie rady. Zaraz spoważniała, gdy tylko napotkała jego spojrzenie. Uśmiech, który pojawił się na jej buzi, był troszkę wymuszony. – Znalazłam pracę. A to już coś. Odniosłam wrażenie, że mój nowy pracodawca szuka matki dla swojego syna. Myślisz, że podołam zadaniu? – w jej głosie dało się słyszeć pewną nerwowość. Powód był banalny – tym razem trafiła na samotnego ojca. Z synem. Nie jest dobrze.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 6 Lipiec 2018, 14:22   

Tylko czasami nawet najbardziej otwarta księga może być trudna do zinterpretowania, akurat Jev nie należał do tych skomplikowanych jednakże był czas kiedy miał wszystkich dookoła dość i zamykał się w sobie ograniczając się tylko do skinień głową czy wymownych spojrzeń, które mówią o nim wszystko. Czasami mówił za dużo i wyjawiał swoje tajemnice tylko dlatego, że chciał żeby ktoś go wysłuchał, nie potrafił długo tłumić w sobie wszystkich uczuć przede wszystkim dlatego, że potrzebował czyjeś uwagi i akceptacji. W dzieciństwie bardzo rzadko zaznawał jakichkolwiek uczuć od swoich rodziców, o ile bicie paskiem od spodni można nazwać uczuciem to zapewne jego ojciec był mistrzem w okazywaniu tego. Może dlatego tak bardzo ucierpiał kiedy Rose zniknęła z jego życia. Nie mógł się nie uśmiechnąć na jej słowa, przekrzywił lekko głowę na bok zerkając w stronę rudowłosej, ona jedyna potrafiła go rozśmieszyć. Sam się dziwił z jaką łatwością się to jej udawało.
- Na pewno tak było Jay, teraz oszalałem na Twoim punkcie i poza Tobą świata nie widzę - wyrzekł cichym głosem patrząc intensywnie w jej oczy, myślała, że on tez nie potrafi być zabawny? Kiedy cmoknęła go w policzek on osunął się z ławeczki na jedno kolano wyciągając z kieszeni otwartą już paczkę papierosów i zrobił gest jakby otwierał pudełeczko z pierścionkiem. - O moja bogini, wyjdź za mnie! - wyrzekł, gdyby nie jego roześmiane spojrzenie to zapewne można by było pomyśleć, że robi to na poważnie. Oklapł koło niej na podłodze śmiejąc się lekko, splótł swoje palce z jej opierając się swoim ramieniem o nią. Z jego ust wyrwało się tylko ciche westchnienie. - Na pewno ją poznasz, pojawia się tak nieoczekiwanie w moim życiu - wyrzekł po chwili lekko wzruszając ramionami. A co do sprzątania to nawet nie skomentował, spojrzał tylko na nią spod byka po czym prychnął lekko. Nie będzie on przecież się brudził! No proszę, jego twarz była zbyt ładna, żeby takie coś robił.
- A jest on chociaż przystojny? Czy raczej jest po szećdziesiątce z którym brzuchem i małym fiutkiem schowanym pod tym wielkim kamieniem? Bo jeśli tak to jest idealny dla Ciebie młoda damo! - dodał po chwili milczenia trącając ją lekko ramieniem. Skutecznie poprawiła mu humor.. i to bardzo.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 7 Lipiec 2018, 22:58   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Przebywanie z Jevem sam na sam było dla Jayleen czymś bardziej, niż naturalne. Przy nim nie czuła się w żaden sposób niekomfortowo, choć powinna. Powinna, ponieważ znał jej wszystkie tajemnice, znał sekrety, których nie chciała z nikim dzielić. A tu nagle pojawił się ktoś, kto chcąc nie chcąc, przez najdrobniejszy przypadek, stał się częścią jej życia. Stał się jedną z najważniejszych i najbliższych dla niej osób, nawet jeśli oznaczało to również tyle, co wyłożenie wszystkich kart na stół. Wszystkich, bez wyjątku. Oczywiście, nie wszystko zostało wypowiedziane wprost. Pewnych rzeczy musieli się domyślać, ale jak widać, nie było to dla nich większą przeszkodą.
Jayleen wcale nie czuła się głupio, improwizując w ten, czy inny sposób. Znała Jeva na tyle dobrze, by wiedzieć, kiedy i na co może sobie pozwolić, a teraz – bez namysłu podeszła go w ten typowy dla siebie sposób. I robiłaby to tak długo, aż nie dostrzegłaby uśmiechu na jego twarzy. A jedyne, czego spodziewała się to przyjacielu, to podjęcie tegoż niezwykłego wyzwania, jakim było dotrzymanie jej kroku w tejże improwizacji. Doskonale udała zaskoczenie, przykładając dłonie do twarzy, a z jej ust wydobyło się znaczące „och!”, gdy dostrzegła „pierścionek” i zrobiła coś, co zrobiłaby każda kobieta, czyli skinęła głową twierdząco. Sięgnęła po papierosa tak, jakby był to prawdziwy pierścionek i wsadziła go sobie do ust. – A widzisz? - rzuciła, znacząco machając ręką po zapalniczkę – Jesteśmy dla siebie stworzeni. – dodała, trzepocząc rzęsami niczym słodka idiotka. Zaraz jednak spoważniała, posyłając przyjacielowi długie spojrzenie, po czym jak gdyby nigdy nic, położyła się na ziemi, głowę kładąc na kolanach Jeva. Zamrugała kilkakrotnie, spoglądając na niego z dołu.
Czy… Czy chciałbyś, żeby została na dłużej? – spytała, a w jej głosie można było usłyszeć pewne wahanie i, być może, niepokój. Jak najbardziej, martwiła się o Jeva i nawet nie próbowała tego ukrywać. Chciała dla niego jak najlepiej – powinien o tym pamiętać. Ściągnęła usta w prostą kreseczkę, jakby w odpowiedzi na jego kolejne pytanie. Przez chwilę ciągnącą się w nieskończoność, po prostu wpatrywała się mężczyznę, by w końcu jedynie westchnąć cicho.
Jev… – zaczęła niechętnie i wcale nie musiała nic więcej mówić – cała prawda, i tylko prawda, była widoczna na jej twarzy, gdy policzki przybrały różową barwę, a kącik jej ust mimowolnie powędrował do góry – Jakby się tak lepiej zastanowić, mógłby być w moim typie. – powiedziała w końcu, nie chcąc przyznać, że Hector rzeczywiście, wcale nie należał do najgorszych. – W tym problem. – dodała, nie dokańczając swojej myśli.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 7 Lipiec 2018, 23:41   

Czuł to samo wobec niej, w obecności Jay mógł się odprężyć i po prostu być sobą, nie musiał nikogo udawać. Ona sama wiedziała wiele o nim jednakże nie dzielił się najgorszymi faktami ze swojego dzieciństwa. Nie chciał burzyć jej świata wiadomością, że w dzieciństwie codziennie był bity przez swojego ojca, który chyba sobie obrał za hobby lanie biednego Patcha i jego matki dzień w dzień mimo błagań, żeby przestał. Niekiedy nie da się zrozumieć facetów dlatego Jev jest bardzo uczulony na robienie krzywd kobietom, nigdy by nie pozwolił, żeby ktoś w jego obecności podniósł rękę na dziewczynę. Zresztą Jay mogła się o tym sama przekonać, nie bez powodu stali się najlepszymi przyjaciółmi a w pewnym sensie chłopak wierzył, że to było przeznaczenie, żeby w jego życiu pojawiła się dziewczyna, która będzie go rozweselała samą swoją obecnością a akurat Rudej to idzie wręcz znakomicie. Nie może się nie uśmiechnąć na jej widok, była taka naturalna, że aż zapierało mu dech w piersi. Wygodnie ułożył się opierając o ścianę wagonu tak, żeby dziewczyna swobodnie mogła położyć głowę na jego kolanach. Chwycił kosmyk jej rudych włosów i zaczął się nim bawić obracając go w palcach. Nad jej pytaniem zastanowił się głęboko po czym westchnął lekko. - Kiedy ją rozpoznałem to poczułem sprzeczne uczucia, z jednej strony jej nienawidzę za to, że mnie tak podle zostawiła i skazała takie życie jakie miałem ale z drugiej strony poczułem nieodpartą chęć przytulenia jej i bycia obok niej. Sam nie wiem co o tym mam myśleć - wyrzekł po chwili milczenia marszcząc lekko czoło, przesunął ręką delikatnie po włosach dziewczyny po czym chwycił ją za rękę, żeby spleść swoje palce z jej. W pewien sposób działało to na niego bardzo kojąco, czuł ciepło bijące od Rudej, przyjemne ciepło jej skóry i jej ciała. W pewnym sensie była lekiem na każde jego dolegliwości a przede wszystkim na ból.. potrafiła w mig się go pozbyć, oczywiście mówimy tutaj o bólu psychicznym. Na jej odpowiedź uniósł tylko lekko brew do góry patrząc na nią wyczekująco. - Czyżbyś zauroczyła się w swoim pracodawcy młoda damo? toć to nie przystoi - wyrzekł udając oburzonego, po czym splecione ręce położył na jej brzuchu i oparł głowę o ścianę wagonu zamykając oczy. Mógłby tak trwać cały czas, wsłuchiwał się swój oddech i w oddech Jay. Czasami były dni kiedy ta bez słowa siadała obok niego i siedzieli tak wpatrując się w jakiś punkt w ścianie dopóki Jev nie zaczął mówić. Wiedziała, że wtedy nie należy na niego naciskać i sam powie co mu leży na sercu a on za każdym razem się na to nabierał i opowiadał co takiego dzieje się w jego głowie. Wiedziała ona czasami więcej o nim niż on sam, co przecież jest lekko komiczne.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 9 Lipiec 2018, 15:30   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Na co dzień Jayleen starała się nie wnikać w przeszłość przyjaciela. Nie robiła tego, gdyż nie chciała, by ktokolwiek robił to samo właśnie jej. Szanowała jego prywatność, szanowała jego sekrety, choć niekiedy pozwalała sobie na ten niewielki krok ku przekroczeniu pewnej granicy, by natychmiast się wycofać i po prostu cierpliwie czekać. Niekiedy to wystarczyło. A czasami Jayleen musiała włożyć w to wszystko troszkę więcej wysiłku. Nie przeszkadzało jej to ani trochę. Z drugiej zaś strony, czy czegoś/kogoś więcej Jev potrzebował do szczęścia? Nie. A przynajmniej według Jayleen, która doskonale wiedziała, że bez niej ten tutaj daleko by nie zaszedł. Powiedzmy.
Zamrugała dwa, może trzy razy, nieco zaskoczona jego odpowiedzią. A może i nie? Utkwiła wzrok w towarzyszu, jeszcze przez rozważając jego słowa. Analizowała wszystko niemalże z prędkością światła, próbując znaleźć jakieś wyjście z tej popieprzonej sytuacji. W końcu prychnęła cicho, lekko potrząsając głową na boki - A ona? Mówiła coś? Powiedziała, czego chce od życia..? Od.. Ciebie? - pytania Jayleen nie były delikatne. Ściągnęła usta w wąską kreskę, a wzrok utkwiła w ich splecionych dłoniach - Nadal ją kochasz. - stwierdziła bez ogródek, nie mogąc się przy tym nie skrzywić - Nie chciałabym, żeby znowu Cię zostawiła. - dodała, nie odwracając wzroku od ich dłoni, po czym tylko westchnęła w odpowiedzi na jego słowa. Znów potrząsnęła głową przecząco. To nie tak, że się zauroczyła. Wcale tak nie było. Nie mogła jednak zaprzeczyć, że Hector był w jej typie. I gdyby nie jej uprzedzenia, w towarzystwie mężczyzny nie czułaby się aż tak skrępowana.
- Jev.. To taki typ człowieka, obok którego nie mogę przejść obojętnie. Nie zauroczyłam się. Tylko... Nie czuję się przy nim zbyt komfortowo. - wyznała, zamykając przy tym oczy. Tak było prościej - Odniosłam wrażenie, że zawsze dostaje to, czego zechce. - dodała nieco ciszej, doskonale wiedząc, że Jev i tak ją słucha. I tak jest przy niej oraz, że zawsze może na niego liczyć.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 12 Lipiec 2018, 21:18   

On sam szanował jej życie i nie wchodzi w nie swoimi brudnymi buciorami, dzieli się z nią swoimi troskami, pyta ją o radę to fakt ale nigdy nie narzucił jej swojego zdania czy zmusił do zmiany postępowania. On taki nie był, wprawdzie dość często wpadał w agresję o czym dziewczyna mogła się przekonać kiedy uratował ją z opresji jednakże przy niej potrafił się uspokoić i bardzo mu to odpowiadało. Siedział tak oddychając coraz bardziej miarowo kiedy jego ciało odprężało się powoli, mógłby tak z nią siedzieć w ciszy nawet cały dzień i noc być może w tym momencie tego potrzebował. A jej bliskość pozwalała mu na odprężenie się i na pozbyciu trosk. W głowie odtwarzał sobie spotkanie z Rose wtedy w stadninie i zmarszczył lekko czoło, żeby przypomnieć sobie jej słowa, nadal nie ochłonął po tym wszystkim.
- Że mnie przeprasza i że musiała to zrobić - wyrzekł po chwili milczenia, otwierając jedno a potem drugie oko, żeby spojrzeć na leżąco Jay. - Czy można kogoś kochać i nienawidzić jednocześnie za to, że spieprzył Ci życie? Bo tak właśnie jest ze mną. Nie wiem tylko które uczucie wobec nie jest silniejsze. Nie chcę tego sprawdzać, nie chcę być znowu zraniony Jay nie przeżyłbym tego ponownie - tym razem jego głos nie drżał, był stanowczy i nawet trochę surowy. Jev zamrugał lekko oczami rozglądając się po głupim wagonie, które na dzień dzisiejszy był jego jedynym schronieniem. Nie miał zamiaru go opuszczać, nie chciał wracać do swojego domu.. a zapewne kiedy ruda się zmyje to on pójdzie się napić do jakiegoś baru.
- Mam się z nim rozprawić mała? Wiesz, że dla Ciebie mógłbym pójść do niego i dać mu w pysk. A jeśli dotknie Cię palcem bez Twojej zgody to rozniosę go w popiół. Nie pozwolę nikomu Cię tknąć Ruda świrusko - dodał po chwili zaśmiawszy się lekko na swoje słowa, lekko wolną ręką poczochrał jej rude włosy śmiejąc się przy tym cicho. Nawet nie wiedziała ile ta przyjaźń znaczyła dla chłopaka, miał kogoś z kim mógł pogadać o czymkolwiek i nie był oceniany. No chyba, że robiła to po cichu..
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 13 Lipiec 2018, 12:04   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Raz na jakiś czas spoglądała ukradkiem na towarzysza. Nie była w żaden sposób nachalna, choć sposób w jaki zadawała kolejne pytania, mógł świadczyć o czymś zupełnie innym. Ale znał ją, prawda? Wiedział, że nie miała złych zamiarów, a nawet – bardziej, niż powinna – troszczyła się o niego, tak po prostu. Troszkę inną sprawą było też to, że nie potrafiła wytłumaczyć wszystkich swoich zachowań względem Jeva. Bo rzeczywiście, wiele mu zawdzięczała. Jednak na tym powinno być koniec. Powinno. Ponownie przyjrzała się uważnie przyjacielowi, przy czym też leciutko zmarszczyła brwi. Chwilę zastanawiała się nad jego wypowiedzią i tym, co sama powinna powiedzieć. Nie chciała w żadnym stopniu oceniać tamtej dziewczyny, nie chciała wydawać żadnych niepotrzebnych osądów, ale..
Jev – zaczęła, podnosząc się z jego kolan tak, że zaraz usiadła naprzeciw jego – Może rzeczywiście musiała to zrobić? Jeśli tak, to może powinieneś rozważyć opcję z większą ilością tych pozytywnych uczuć? – w rzeczywistości Jayleen nie miała pojęcia, co działo się w jego głowie. I, oczywiście, jej własne doświadczenia były zerowe, by mogła udzielać jakichkolwiek porad w tej sprawie – Może warto zaryzykować i dać jej szansę? - z kolei te słowa łatwo nie przeszły jej przez gardło. Ukłucie zazdrości względem tamtej dziewczyny było niewiele, ale było. I w żaden sposób nie mogła temu zaprzeczyć. Na moment odpłynęła myślami nie tam, gdzie powinna. I dopiero kolejne słowa oraz ten niezwykle czuły gest względem niej sprowadziły ją na ziemię. Bez słowa utkwiła w nim swe spojrzenie, głowę przekrzywiła na bok i głośno – zbyt głośno – westchnęła z rezygnacją – Nie ma takiej potrzeby, naprawdę. – spróbowała się uśmiechnąć, trochę nieudolnie – Nic się nie stało. I mam nadzieję, że nie stanie się nic, co… – urwała, przy czym wzruszyła lekko ramionami, jakby nie miało znaczenia – Tylko problem tkwi we mnie, a udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku nigdy nie wychodziło mi najlepiej. Nie chcę w pewnym momencie spanikować zupełnie bez powodu. – no bo było to bardziej, niż prawdopodobne. Panika, czy też histeria, gdy wcale nie miałaby ku temu powodu. A co jeśli Hector uznałby ją wówczas za wariatkę?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 8 Sierpień 2018, 21:15   

On czas miał wrażenie, że nie znał samego siebie, może łudził się że tak naprawdę jest dobrym facetem jednakże łapał się często na tym, że stawał się agresywny i myślał bardziej w ciemnych kolorach. Gdyby nie fakt, że ma dla kogo żyć to zapewne popełniłby już dawno samobójstwo ale nie mógl tak po prostu zostawił Jay a nękanie jej jako duch nie za bardzo mu się uśmiechało. W pewien sposób to właśnie ona trzymała go tutaj bo mógł zawsze na niej polegać i cieszył się z faktu, że miał taką przyjaciółkę może nawet powinien za to dziękować losowi kto wie.
- Boję się, że jak dam jej szansę to się na tym przejadę jak dawniej, może znowu stanie się coś co spowoduje że ta będzie musiała mnie opuścić. A tego bym nie zniósł Jay, już raz mi serce pękło myślisz, że przeżyłbym to drugi raz? - wyrzekł po chwili milczenia nadal wpatrując się w ścianę a konkretniej w jeden punkt, przeniósł powoli spojrzenie na swoją towarzyszkę po czym westchnął cicho głaszcząc ją lekko po włosach. Chwycił końcówkę jej rudych włosów lekko okręcając na swoim palcu zmarszczył przy tym lekko czoło przenosząc ponownie spojrzenie na jej oczy, on sam teatralnie nimi wywrócił.
- Weź przestań, jesteś jedną z najlepszych osób jakich znasz, uwierz mi ale niewielu jest w stanie skraść moje serce tak jak Ty. Dla Ciebie mógłbym nawet rzucić się z urwiska czy wejść do płonącego budynku, jesteś wspaniała Jay. - delikatnie chwycił ją za podbródek swoimi palcami tak żeby spojrzała mu prosto w oczy, warto wspomnieć, że on zawsze miał zimne ręce jakby trzymał je w lodowatej wodzie albo w lodówce całe swoje życie. - Pamiętaj o tym bo jak jeszcze raz usłyszę jak użalasz się nad sobą to Cię kopnę - posłał jej lekki uśmiech kącikiem ust, po czym puścił ją i oparł głowę o ścianę wagonu zamykając oczy. W tym momencie mógłby po prostu odplynąć i zasnąć ale tak naprawdę to pogrążył się w myślach.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 11 Sierpień 2018, 08:19   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


I dlatego właśnie do pełni szczęścia potrzebował kogoś takiego, jak Jay - kogoś, kto uśmiechnie się bez powodu, wręczy mu cały zapas pozytywnej energii i nie pozwoli, by zrobił sobie coś złego tylko dlatego, że ma taki kaprys, wiadomo. Gdyby zostawił ją samą, musiałby liczyć się z tym, że Rhodes już nigdy więcej by się do niego nie odezwała, a nawet z największą chęcią zrobiłaby mu krzywdę. Innymi słowy, Rhodes ani przez chwilę nie pomyślała, że mogłaby stracić przyjaciela, mogłaby stracić swojego Jeva. Przez chwilę jeszcze wpatrywała się w niego bez słowa. Próbowała postawić się w jego sytuacji, lecz nijak jej to wychodziło. Wyciągnęła rękę w jego kierunku, zaraz zaciskając na dłoni Jeva swoje palce.
Znam Cię na tyle, by wiedzieć, że cokolwiek by się nie działo, nie poddałbyś się. Albo chociaż nie zostawiłbyś mnie. – ucięła, próbując się uśmiechnąć, co w gruncie rzeczy w ogóle jej się nie udało. Westchnęła cicho, w pierwszej chwili próbując uciec wzrokiem, bezskutecznie. Po części nie mogła się nie zgodzić z przyjacielem, ale.. nie dało się ukryć, że przez pewne wydarzenia najbardziej ucierpiała jej pewność siebie. I psychika. Jasne, zawsze miło usłyszeć podobne słowa o sobie, lecz trzeba też umieć je przyjmować. Jayleen tego nie potrafiła. Potrząsnęła głową na boki, co miało oznaczać, że nie do końca się z nim zgadza.
Jev, kochanie. Nie użalam się nad sobą. – zauważyła przytomnie – Jedynie stwierdzam fakt. Dobrze wiesz, o co mi chodzi. – mruknęła, nie chcąc mówić wprost o źródle swoich problemów. Nie czekając na odpowiedź, właściwie, chcąc uciąć temat, podniosła się tylko po to, by zaraz obrzucić Jeva pełnym wyrzutu spojrzeniem - Czy my na pewno nie mamy gdzieś schowanego alkoholu? - spytała wprost, bo nagle wszystko jej się odmieniło. Choć nie powinna, to co jej szkodzi chociaż raz rozerwać się tak, jak robili to inni..? - Jakaś wódka? Tanie wino? - uściśliła, mając nadzieję, że Parker jednak mógł przewidzieć taki obrót spraw.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 30 Sierpień 2018, 20:52   

On w pewien sposób odprężał się przy niej, nie musiał nikogo udawać i po prostu był sobą a Ruda go takim akceptowała, wiedział że w pewien sposób cząstka jego duszy jak i serca należała do niej. Wiedział, że czasami potrafił ją zaniedbać jednakże tylko dlatego, że sam skupiał się za bardzo na pewnej jednej osobie i nie miał nawet czasu dla siebie samego a co dopiero dla niej. Ostatnio Patch był ciągle zajęty i nie wiedział w co ręce włożyć, praca w stadninie, spotkanie Rose to wszystko się skumulowało w jednym momencie.. nadal nie wiedział co ma zrobić, lecz wiedział że zapewne jej wybaczy i spróbuje zaufać. Jeśli chodzi o zaufanie to Patch w tej kwestii był bardzo specyficznie nastawiony, raz już się przejechał na tym, że ktoś go wychujał w tej kwestii i dlatego tak szybko mu nie przychodziło ponowne zaufanie. Wiedział, że może polegać na Rudej bo ta nigdy go nie zawiodła, a on chciał być jej Aniołem Stróżem.
- Oczywiście, że Cię nie zostawię Jay. Jesteś dla mnie wszystkim - rzekł po chwili splatając swoje dłonie z jej, posłał jej delikatny uśmiech, oparł ponownie głowę o ścianę wagonu przymykając oczy. na jej wzmiankę o alkoholu otworzył lekko jedno oko patrząc w jej stronę. Oczywiście, ze Jev miał schowany alkohol na tzw 'czarną godzinę' robił to zawsze kiedy tutaj przychodził, wypijał jedno i chował resztę na później.
- Oczywiście, ze mam
wyrzekł po chwili, zmuszając swoje ciało do wstania, skierował się w kąt wagonu, żeby po chwili wróćić z całą reklamówką piwa, które postawił koło Rudej. Były tam piwa różnej marki, niektóre bardziej chmielowe a niektóre mniej. Ponownie usiadł pod ścianą zerkając w stronę Jay.
- To co oblewamy?
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 9 Wrzesień 2018, 23:00   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Jayleen wcale nie wymagała od Jeva, by był przy niej dwadzieścia cztery godziny na dobę, oczywiście, że nie. Oboje mieli swoje życie, swoje sprawy i w niektóre z nich nie powinno się wtrącać, czy choćby angażować. Jayleen nie była jedną z tych nachalnych nastolatek, które robią wszystko, byle tylko zyskać choć odrobinę uwagi ze strony innych - a już zwłaszcza ze strony starszych kolegów. Rhodes doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Jev czasami miał ciekawsze rzeczy do zrobienia, aniżeli nieustanne słuchanie narzekań Rudej. Naprawdę, nie na tym polega przyjaźń. Oboje potrzebowali pewnej przestrzeni i swobody, jeśli mieli żyć w zgodzie.
Sprawa z Rose była skomplikowana, Jayleen nie była na tyle głupia, by nie zauważyć tego, że w gruncie rzeczy to właśnie ta dziewczyna zaprząta myśli Parkera. I wcale nie narzekała z tego powodu. Przestrzeń. To było właśnie to, co miała zamiar mu dać. Możliwość przeanalizowania tego.. tego wszystkiego. Od początku, do końca - znała Jeva zbyt dobrze i na pewno nawet nie próbowała na niego naciskać. Będzie go wspierała, tak? Tak. Niemniej, uśmiechnęła się w odpowiedzi na jego słowa. Nie mógł jej zostawić, bo gdyby tak się stało, w tym jednym przypadku Rhodes bez większego zawahania nasłałaby na niego wujka. Albo ciotkę. Tak, ciotkę. Ciotka była lepsza w te klocki i pewnie zadawałaby mniej pytań, niż wujek. Utkwiła wzrok w ich splecionych dłoniach, robiąc wszystko, byle tylko przypadkiem nie uśmiechnąć się. Spoważniała jednak, gdy ponownie napotkała jego wzrok. Przez jedną krótką chwilę miała wrażenie, jakby zrobiła coś naprawdę złego. A może tak właśnie było? Dodam, że Jayleen bardzo rzadko sama z siebie wspominała o alkoholu, więc naprawdę coś musiało być nie tak, skoro właśnie to zrobiła. Poniekąd, chyba nawet nie była zaskoczona tym, że Parker i tak znalazł co nieco w głębi wagonu. Ściągnęła lekko brwi, przeglądając zawartość reklamówki, aż w końcu wyjęła pierwszą lepszą butelkę i podała ją przyjacielowi, by łaskawie pozbył się kapsla. Tak, wykorzystywała go niemal na każdym kroku, bo mogła. - Niech ten na górze w dzieciach Ci wynagrodzi. - mruknęła ni stąd, ni zowąd, uśmiechając się niczym mysz do sera, po czym z kolei tylko podkręciła głową na boki - Nic. Nie pomyślałeś, że może chciałabym chociaż raz zachować się jak nieodpowiedzialna nastolatka i upić się do nieprzytomności? Tak dla zasady? - chyba trochę droczyła się z Jevem lub, jak kto woli, sprawdzała, na jak wiele może sobie pozwolić. Doprawdy, za zachowanie godne dziecka w przedszkolu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 14 Wrzesień 2018, 23:17   

W sumie to dziewczyna znała go dość krótko, na pewno nie wiedziała o jego mrocznej przeszłości o tym z jakiej rodziny wywodził, a przede wszystkim, że ostatnio nawyki jego ojca i agresja, którą miał w żyłach coraz bardziej się objawiała u niego. Oczywiście starał się to kontrolować, jednak w pewnych przypadkach nie można było kontrolować coś co wymykało się spod tej pieprzonej kontroli a gniew brak góre nad zdrowym rozsądkiem, zwłaszcza wtedy w klubie gdy zobaczył Rose w objęciach innego faceta. Wtedy chciał go po prostu zabić i zrobiłby to gdyby nie otrzeźwiał w ostatnim momencie i nie wyprowadził dziewczyny z klubu. Z ust Jeva wyrwało się lekkie westchnienie.
- Mam pewien układ Jay i nie biorę pod uwagę żadne wymiganie się od niego - wyrzekł po chwili milczenia wyciągając z reklamówki jedno ze swoich ulubionych piw. Kiedy ta wyciągnęła rękę z butelką w jego stronę uniósł lekko brwido góry, wyciągając z kieszeni zapalniczkę, żeby móc otworzyć piwo pierw jej a potem sobie. - Mówisz mi w tej chwili o wszystkim co Cię trapi i co leży Ci na sercu nie zważając na to czy Twoje słowa mogą mnie urazić, a ja opowiem Ci wszystko o Rose i o tym co się między nami stało - wyrzekł po chwili milczenia, on sam sięgał po alkohol tylko w skrajnych przypadkach a akurat w tej chwili miał ochotę napić się tak, żeby następnego dnia jakby wstawał nie wiedzieć co się działo poprzedniego wieczoru. Jednak musiał zachować pewne pozory, uniósł swoją butelkę w geście toastu patrząc prosto w jej oczy.
- Wchodzisz w to?
Czyżby wyzywał właśnie Rudą na pojedynek? Ciekawe czy podniesie przysłowiową rękawice czy ucieknie niczym tchórz. W głębi serca to Patch martwił się o nią bo była jego przyjaciółką, a na takich ludziach mu zależało chcąc czy nie chcąc. Może nie okazywał tego w żaden sposób, ale za nią skoczyłby nawet w ogień gdyby mu tak kazano!
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 21 Wrzesień 2018, 19:33   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Żeby było jasne, Jayleen nie wymagała od Jeva niemożliwego. Nie wymagała od niego, by w momencie ryzyka, robił dla niej coś... coś głupiego. Coś, co wymagało jakiejś tam odwagi. Nie. Wymagała od niego tylko jednego – by był, tuż obok, w zasięgu ręki. Czy to tak wiele? Chyba nie. Jej wiedza na temat jego przeszłości była znikoma, lecz nie oszukujmy się, Rhodes nigdy nie lubiła wchodzić z buciorami w czyjeś życie; nie była aż tak wścibska. Ba! Szanowała czyjąś prywatność. Zresztą, można bez większych problemów stwierdzić, że Jayleen także nigdy nie była w stanie prosić kogoś o pomoc wprost. Nawet kiedy czegoś potrzebowała, raczej stała z boku uparcie milcząc. Jev musiał wykazać się nie lada sprytem, by wyciągnąć z niej cokolwiek. Ale udało mu się to, więc był to kolejny powód, dla którego Rhodes nie potrafiła go odtrącić, choć była świadoma tego, że i on nie był święty, że miał swoje za uszami. Proste.
Jayleen milczała, czekając, aż Jev przejdzie do sedna. Oczywiście, już przy jego pierwszych słowach lekko się skrzywiła, a gdy postawił sprawę jasno, stawiając ją pod ścianą, grymas na jej twarzy jedynie się powiększył. Czy wspominałam, że kto jak kto, ale Parker doskonale wiedział, w jaki sposób wyciągnąć z niej pewne informacje? I to skutecznie? W pierwszej chwili Jayleen tylko pokręciła głową z rezygnacją. Wzięła swoją butelkę, od razu upijając z niej kilka łyków piwa. Było to zdecydowanie nie fair – nie chciała wracać do tamtego wieczoru, a podjęcie pewnych tematów było równoznaczne z tym, że będzie musiała wrócić do niektórych wspomnień. Mimo to, wytrzymała jego spojrzenie; innego wyjścia nie miała. Nim w ogóle zabrała głos, ponownie upiła kilka łyków piwa, posyłając Jevowi krzywy uśmiech. – Naprawdę musisz to robić? – rzuciła z wyrzutem, bawiąc się butelką – Czy może szukasz byle jakiej okazji, by mi dokuczyć? – bo i to brała pod uwagę. Westchnęła cichutko, posyłając przyjacielowi długie spojrzenie, milcząc jeszcze przez chwilę jak zaklęta. Kiedy zapewne nie doczekała się odpowiedzi, znów westchnęła, włosy przeczesała palcami i zaraz odgarnęła je do tyłu – Uwierz lub nie, ale to nie ma z Tobą nic wspólnego. – podjęła długo wyczekiwany przez niego temat – Wiem, jak to brzmi, banalnie i naiwnie zarazem. Po prostu, tu chodzi o mnie. Chodzi o to, że nie potrafię się przełamać, wszystkich trzymam na dystans, bo nie chcę, żeby wszystko to znowu się działo. To była moja wina. Ja go sprowokowałam i boję się... boję się, że zrobię to znowu. – wiedział... musiał wiedzieć, o czym mówi. Był przy tym. Wiedział. Wiedział, cholera, więcej niż jej własny wujek. Odwróciła wzrok od Jeva, upiła trochę piwa, koniecznie chcąc zająć czymś nie tylko ręce, ale i myśli, bo nic innego jej nie pozostało.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 22 Wrzesień 2018, 23:06   

On czasami wymagał od samego siebie rzeczy niemożliwych chociażby po to, żeby testować swoje umiejętności. Akurat Jev był trochę skomplikowanym człowiekiem, przede wszystkim nie szanował tych, którzy potrafili unieść rękę na niewinną dziewczynę a z drugiej strony mieszkała w nim mroczna strona, która w takich momentach wzięła górę. Sama dziewczyna wtedy widziała co się z nim stało, kiedy uratował ją w tamtym momencie przed tym cwelem, który odważył się ją dotknąć. O mało co go nie zabił, w pewnym sensie krzyki Rudej sprowadziły do go parteru, a zapewne już by siedział za zabicie tamtego gnoja, którego od tamtego czasu już nigdy nie zobaczył i miał nadzieję, że nie zobaczy. Był przewrażliwiony na punkcie krzywdy innych, może to zabrzmieć dziwnie, ale naprawdę był on dobrym chłopakiem, a raczej starał się taki być. Nie odrywał od niej spojrzenia, wiedział, że w ten sposób wyciągnie od niej wszystko co leży jej na sercu, chciał to zrobić tylko i wyłącznie dla jej dobra, bo z kim można porozmawiać na takie tematy jak z osobą, która uratowała ją przed najgorszym co może spotkać młodą kobietę? Chciał, żeby Jay odzyskała pewność siebie, była ładna, inteligentna i miała gadane a on to cenił w kobietach, byłą wręcz idealną dziewczyną, która potrzebowała tylko tego, żeby uwierzyć w siebie, a on niczym Strażnik Teksasu obiecał sobie, że to uczyni albo chociaż się postara na tyle ile może. - Ja po to żyję Jay, żyję po to, żeby Ci dokuczać - wyrzekł po chwili milczenia uśmiechając się delikatnie w jej kierunku, uniósł swoją otwartą butelkę piwa i stuknął delikatnie z szyjką od jej butelki upijając dość solidny łyk. Odstawił butelkę obok, zmuszając swoje ciało do tego, żeby usiąść prosto, wiedział, że teraz rozmowa zejdzie na ciężkie tory, których przez ten długi czas dziewczyna unikała. Przeczesał lekko włosy palcami, nieznacznie marszcząc brwi, och gdyby dorwał teraz tego gościa to chyba rozwaliłby mu głowę tu i teraz. - Nie mów tak Jay proszę Cię. Jesteś cudowną dziewczyną, wspaniałą przyjaciółką. Jesteś ładna, inteligentna, zadziorna co wielu facetom się podoba. A tamten gościu to był cwel, który dostał za swoje. Zabiłbym gnoja gdybyś mnie nie powstrzymała wtedy, uwierz mi, że bym to zrobił - wyrzekł po chwili milczenia, przesuwając spojrzeniem po jej twarzy. Musnął palcami jej policzek, żeby odgarnąć włosy z jej twarzy za ucho a jego ciemne oczy nie odrywały się ani na moment od jej oczu.
- Dla Ciebie mógłbym pójść do więzienia - dodał już ciszej, posyłając delikatny uśmiech w stronę swojej przyjaciółki. Dla niej nawet by skoczył w ogień, tak jak wtedy wskoczył w najbardziej mroczną stronę swojej osobowości, tłukąc tego drania na kwaśne jabłko.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 2 Październik 2018, 16:57   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Po tamtych wydarzeniach Jayleen długo nie mogła przejść do porządku dziennego. Właściwie, nadal nie potrafi tego zrobić. Nadal niechętnie wychodzi po zmroku z domu bez towarzystwa, nadal ma problem z zaufaniem i nadal nie czuje się komfortowo w towarzystwie osób, których nie zna. Tak naprawdę, nie było w tym nic dziwnego. Jedno wydarzenie, jedna noc, jedna niewłaściwa osoba – tylko tyle wystarczyło, by ją złamać. Niewiele, prawda? I choć rzadko o tym mówiła na głos – właściwie, najprawdopodobniej to nigdy o tym nie mówiła – to dziękowała Bogu, że tamtego wieczoru zupełnie przypadkiem znalazł się ktoś, kto zapobiegł jeszcze większej tragedii. Dlatego nie mogła milczeć w nieskończoność – tym bardziej, że to Jev, a nie ktoś obcy – ciągnął ją za język. Wiedział o wszystkim, bez wyjątków. Jak mogła ukrywać przed nim prawdę? No nie mogła, jak widać. Poddała się, powiedziała to na głos i teraz jedyne co chciała zrobić, to zapaść się pod ziemię ze wstydu.
Upiła kolejny łyk alkoholu, wcześniej pozwalając Jevowi na ten mini-toast. Znów skrzywiła się nieco na kolejne wspomnienia tamtego wieczoru. Tak, niełatwo jej było o tym mówić lub chociażby słuchać, jak to wyglądało z perspektywy Jeva. Na krótką chwilę przymknęła oczy, biorąc przy tym głęboki wdech. Musiała się uspokoić. Musiała coś z sobą zrobić, byle tylko nie wpaść w panikę. Okazało się, że znów wystarczyło stosunkowo niewiele, by cały ten strach i lęk ulotnił się, ale tylko tymczasowo. Jeden dotyk, tak czuły i zupełnie inny od tego, którego doświadczyła wcześniej – czy naprawdę mogła czuć się bezpiecznie w takiej chwili? Nie zrobiła nic szczególnego. Początkowo ani drgnęła, nie odwracając wzroku od przyjaciela, lecz zaraz tylko upiła jeszcze jeden łyk piwa – a właściwie, dopiła zawartość swojej butelki, którą zaraz odstawiła na bok. I zrobiła coś bardzo nieoczekiwanego. Coś, czego nikt – dosłownie, nikt – by się po niej nie spodziewał. Korzystając z chwili – albo raczej swojej niepoczytalności – pochyliła się nieco ku Jevowi tylko po to, by samodzielnie zrobić coś, o czym w ogóle wcześniej nie myślała. Kiedy naparła na jego wargi swymi własnymi, kompletnie przestała przejmować się tym, co słuszne, a co nie, co wypada, a co w jej przypadku było niedopuszczalne. Zwykle nie pozwalała sobie na tego typu zachowania. Teraz było inaczej. Teraz naprawdę tego chciała, co było bardziej, niż niewłaściwe.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 6 Październik 2018, 15:15   

On sam nie mógł się otrząsnąć po tym czego był świadkiem, oczywiście starał się opanować swoje emocje wtedy i nie zabić tego człowieka, najbardziej chyba zapadł mu w pamięć widok przestraszonej i płaczącej Jay. Wtedy mógł zrobić tylko jedną rzecz, która przyszła mu do głowy przytulić ją mocno do siebie, żeby ta chociaż poczuła się bezpiecznie. Parker nie był typem prawdziwego bohatera, zdecydowanie daleko mu było od tego ale cenił sobie pewne wartości a jedną z nich i pierwszorzędną było to, żeby nigdy, ale to nigdy i pod żadnym pozorem nie podnieść ręki na kobietę czy na osobę słabszą. A co dopiero próbować wykorzystać ją pod względem seksualnym, to była najgorsza zbrodnia na jego liście, którą mógłby człowiek popełnić już zabicie drugiej osoby nie było dla niego, aż tak karygodne.. no chyba, że ktoś zrobiłby to z premedytacją bo jeśli w obronie własnej to tym bardziej powinno być uniewinnione. Starał się być dla niej wsparciem, dlatego tak bardzo uwielbiał ich te rozmowy tutaj w starym wagonie, który używany jest głównie do ich schadzek.
Nie napierał na nią, nie chciał żeby ta była pod jego presją, to jest ostatnia rzecz, jaka by mu przyszła do głowy w tym momencie. Upił on solidny łyk ze swojej butelki odstawiając ją na bok, uniósł delikatnie brwi do góry kiedy dziewczyna nic nie mówiła. Otworzył nawet usta, żeby coś powiedzieć gdy stała się rzecz, której ani trochę się nie spodziewał. Jay potrafiła go czasami zadziwić.. Odwzajemnił jej pocałunek, był to delikatny gest, tylko jedna jego ręka delikatnie pogładziła dziewczynę po policzku kiedy wsunął palce w jej włosy, przeczesując je delikatnie. Nie chciał na nią napierać, nie chciał, żeby ta z tego powodu poczuła się źle dlatego przedłużył go o parę sekund, odsuwając delikatnie głowę od niej. Oparł swoje czoło o jej, przymykając delikatnie oczy. Słowa w tym momencie nawet nie były potrzebne, bo po co? Nie chciał myśleć, że to było niewłaściwe; kochał dziewczynę na swój pokręcony sposób.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 12 Październik 2018, 10:44   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Czy chciał, czy nie, Jev był dla niej wsparciem. W gruncie rzeczy, wystarczyło tak niewiele, by zdobył jej zaufanie. Jedna sytuacja i już klamka zapadła. Były bowiem rzeczy, o których Jayleen nie musiała mówić wprost, nie musiała mu tłumaczyć, co jak i dlaczego, bo wiedział. I to jej wystarczyło. To, że Jev sam nie był ideałem i – tak jak każdy – nie był pozbawiony wad – dla Jayleen nie miało to większego znaczenia. Wystarczyło jej, że był, po prostu. Był obok, gdy go potrzebowała. Nic więcej nie było jej trzeba. Nie oznacza to jednak, że i Jayleen nie popełnia błędów. Czasami również jej zachowanie bywa co najmniej zaskakujące – czyli tak, jak w chwili obecnej. Zrobiła coś niewłaściwego – coś, na co w normalnych okolicznościach na pewno by się nie odważyła. Nie ulegało wątpliwości to, że się bała. Bała się odtrącenia i tego, jak i tego, że mogłaby spanikować, tak po prostu. Dlatego doceniała fakt, że Jev w żaden sposób na nią nie naciskał. Gdyby było inaczej, zapewne od razu narzuciłaby między nimi pewien dystans. Nie zrobiła tego. Nie ruszyła się z miejsca, powoli uświadamiając sobie to, co zrobiła, jak i sam fakt, że ten pocałunek naprawdę sprawił jej przyjemność, choć w dużej mierze zawdzięczała to samemu Jevowi. Nie posunęła się dalej. Została w miejscu, czekając, aż unormuje się jej oddech. Oczy miała zamknięte. Dopiero po dłuższej chwili odchyliła się nieco tyłu – Przepraszam. – powiedziała tylko albo aż tyle, doskonale wiedząc, że to niewłaściwe. Przyjaźnili się. Przyjaźnili się i nie mogła robić takich rzeczy, bo przecież była to prosta droga do zniszczenia tego, co było dla niej naprawdę istotne. Za co właściwie przepraszała? Za swoją spontaniczność. Za to, że czasami i ona robiła rzeczy nieodpowiedzialne, ale… problem w tym, że chciała więcej, chciała sprawdzić, jak daleko może się posunąć, czy chociażby kiedy pojawi się pierwsza przeszkoda. Nic więc dziwnego, że już w następnej chwili po raz drugi musnęła jego wargi swoimi własnymi. Tym razem mocniej, bardziej zdecydowanie. Ryzykowała zbyt wiele, o czym przekonała się w już w następnej chwili, gdyż zupełnie niespodziewanie odsunęła się od Jeva na znaczną odległość. Jednak potrzebowała jeszcze trochę więcej czasu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Patch Parker


Jestem w Chicago od
https://66.media.tum

Wysłany: 7 Listopad 2018, 15:21   

Miał zamiar zostać tym wsparciem, wtedy podczas tej całej sytuacji gdy uratował ją z łap tego okropnego gościa, zdał sobie sprawę, że dziewczyna może być jego pewną słabością. Głównie dlatego, że mu zależało na niej (jak na przyjaciółce), bo nie żywił do niej takich uczuć jak do Rose, która zdecydowanie zdobyła jego serce jeszcze parę lat temu. Jay zdobyła część jego duszy, która jest odpowiedzialna za opiekę drugą osobą, zarówno dostrzegła jak i wyciągnęła z niego to wszystko co dobre przez co chciał stać się lepszym człowiekiem. Tylko czy sam pomiot szatana, może być lepszy? O tym miał się dopiero przekonać, uważając zarówno na swoje czyny jak i słowa. Nie naciskał na nią, pozwolił jej oswoić się z tym co zrobiła tak jakby rozumiał ją bez słów i dokładnie wiedział czego ta potrzebuje. Było w tym trochę prawdy, bo potrafił z jej twarzy czy nawet oczu wyczytać skrajne emocje, jej humor czy fakt, że się czegoś boi albo przed nim ukrywa. Może to zabrzmi źle, ale dla niego to nie był prawdziwy pocałunek, które często dzielił z Harlow, ten pocałunek miał go czegoś nauczyć, ale przede wszystkim pomóc jej w wyjściu na prostą.
- Nie przepraszaj
Wyrzekł cichym głosem, już nawet otwierał usta, żeby rzucić jakiś niezbyt śmieszny żart, kiedy ta ponownie go pocałowała. Tym razem go zmroził, a serce załomotało mocniej. Jednak nic nie zrobił, sam się odsunął od niej kiedy zdał sobie sprawę co takiego ona robi. Odchrząknął lekko, przenosząc spojrzenie na swoje ręce. - Jay, nie przymuszaj się
Dodał po chwili milczenia, wzruszając delikatnie ramionami. Nie chodziło mu o to, że ta żywi jakąś niechęć do niego, po prostu nie chciał, żeby poczuła się skrzywdzona a wiadomo, że to często dzieje się z ofiarami takiej przemocy jak ona. Oparł się ponownie o ścianę wagonu, chwytając swoją już i tak prawie pustą butelkę, żeby dopić trunek do końca. Sięgnął po reklamówkę po kolejną butelkę otwierając ją zapalniczką, którą wyjął z kieszeni. Nie patrzył w stronę Rudej i nie chodziło tutaj o to, że nie chciał, czy że był zażenowany. Po prostu chciał jej dać czas na namysł.
 


profil kalendarz
 
Jayleen Rhodes


Jestem w Chicago od
dziecka



20
studentka

You're still in my mind

Mieszkam w
Gold Coast

Jayleen Laurel

Rhodes

Wysłany: 21 Listopad 2018, 13:43   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


To, co właśnie zrobiła, było co najmniej niewłaściwe. Rzecz w tym, że ufała mu. Ufała, że Patch nic jej nie zrobi, nie podniesie na nią ręki, ani też nie posunie się dalej bez jej pozwolenia. I dlatego właśnie zrobiła to, co zrobiła. Zrobiła to, bo wiedziała, że może, że nic jej się nie stanie, a także – potrzebowała tego. Dla samej siebie, by zorientować się, jak to naprawdę z nią jest i na jak wiele ona sama może sobie pozwolić. Szybko jednak zorientowała się, że to jeszcze nie jest ten czas, nie ten moment. I tyle.
Nic nie mówiła. Przygryzła dolną wargę, a głowę tylko odchyliła nieco do tyłu. Potrzebowała jeszcze chwili – kilku, może kilkunastu sekund, by dojść do siebie. Skinęła głową na znak, że rozumie, że nie zrobi nic więcej, co mogłoby wprowadzić jeszcze bardziej niezręczną atmosferę. Zamiast tego, odsunęła się, oczywiście. Usiadła obok, a kolana podciągnęła pod brodę. Przez chwilę tylko wpatrywała się w przestrzeń, aż w końcu, zupełnie niespodziewanie, zerwała się z miejsca. Spojrzała na Jeva z góry, kręcąc przy tym głową na boki – Wiem, że to głupie. – powiedziała w końcu – Moje zachowanie. Ale znasz mnie, Jev. – to miało ją usprawiedliwić? Może trochę. Na moment ściągnęła usta w prostą kreseczkę. Już nie przepraszała. Właściwie, w głowie miała niemały mętlik. I chyba najlepiej by było, gdyby wycofała się – Nie powiem, że nie wiem, co we mnie wstąpiło, bo wiem. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie i dlatego lepiej będzie, jak już pójdę. – tak, krótko i na temat, lecz w rzeczywistości Jayleen potrzebowała jeszcze trochę więcej czasu, by to wszystko przemyśleć. Najlepiej w samotności. I choć nie bardzo jej się to uśmiechało, czym prędzej wycofała się, pozostawiając Jeva samego.

/zt x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,44 sekundy. Zapytań do SQL: 10