Poprzedni temat «» Następny temat
Tory kolejowe #1
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 13:26   Tory kolejowe #1

[align=center:fb67bd2bb9][/align:fb67bd2bb9]
 


profil
 
Elijah Cortez
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 20:17   

#1 & stylóweczka

Mijał kolejny beznadziejny dzień, który Elijah musiał spędzić na tym świecie. W sumie to nie musiał, mógł już dawno znaleźć się po tej drugiej stronie, gdzie podobno nie ma bólu i cierpienia, jednak wciąż coś go trzymało przy życiu. Nie wiedział dokładnie co to takiego było, być może miłość, której nigdy nie zaznał? Gdzieś w głębi serca chciał kogoś pokochać, chciał, by jakaś dziewczyna patrzyła na niego z uwielbieniem w oczach, chciał wypowiedzieć te magiczne słowa kocham cię. Oczywiście, mówił je wiele razy, w dzieciństwie, jednak jego matka nie przywiązywała do nich wagi. Traktowała go jak powietrze, jak przedmiot, który można przestawiać z kąta w kąt. Jednak nie, Cortez nie był zwykłym śmieciem, miał uczucia, których jego matka niestety nie traktowała poważnie. Być może dlatego było to powodem tego, dlaczego teraz jest taką osobą jaką jest, dlaczego zamknięto go w szpitalu dla psychicznie chorych, dlaczego zabił człowieka, dlaczego musiał przybrać inne nazwisko i nieco zmienić swój wygląd. Życie było okrutne i chłopak dobrze o tym wiedział.
Być może dlatego tak dobrze dogadywał się z Olivią. Znaleźli wspólny język, lubili spędzać czas w swoim towarzystwie gdzieś, gdzie nikt inny nie mógł ich znaleźć. Dzisiejszego wieczora było podobnie. Zaczęło się już ściemniać na dworze, kiedy umówili się na spotkanie. Tory kolejowe wydały im się odpowiednim miejscem, więc chłopak od razu schował do kieszeni paczkę papierosów i wyruszył w drogę. Niby nie palił, jednak czasami czuł taką potrzebę.
Gdy wreszcie dotarł na miejsce, usiadł sobie na torach, rozglądając się dookoła. Olivia powinna zaraz przyjść, miał nadzieję, że nic jej się nie stanie po drodze. W końcu było już ciemno, a w Chicago nie trudno o gangsterów.
 
 
Olivia Moonstone
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 20:42   

|początek + outfit.
Już dawno nie wychodziła z domu. Nie uważała, że było to w jakiś sposób marnowanie swojego czasu, ponieważ nie oszukujmy się. Mając tak cholernie beznadziejne życie jak nasza Ollie, już dawno niektórzy chcieliby zniknąć. A przez zniknąć mam na myśli... zginąć.
Zabawne jak bardzo ludzie są w stanie wpłynąć na twoje życie, zwłaszcza swoimi głupimi pomysłami, bo przecież nikt nie kazał nagrywać tego głupiego filmiku, nikt nie kazał wjeżdżać temu debilowi w auto Moonstone oraz nikt nie kazał jakiemuś nastolatkowi gwałcić naszej bohaterki. A jednak...
A jednak do czegoś takiego doszło, a Livia pomimo tego starała się żyć na tym pieprzonym świecie, mając nadzieję na lepsze jutro. Nie będę się rozwodzić nad tym, że nadzieja umiera ostatnia, ponieważ Olivia to idealny przykład tej mądrości ludowej, chociaż patrząc w przyszłość... Wątpliwe jest, aby dziewczę egzystowało dłużej niż rok, zwłaszcza jeśli coś znów się spieprzy.
Jedną z rzeczy, które ciągle trzymały ją na tym świecie była właśnie osoba Corteza. Spotkali się przypadkiem i chłopak okazał jej dużo zrozumienia jak na obcą osobę, ba, potrafił zauważyć coś czego nie widzieli jej pseudo znajomi oraz rodzice. Jedyne co nurtowało Ollie, jest to, że tak mało o nim wie. Ale przecież czas może to zmienić, nie? O ile jeszcze jakiś czas jej pozostał.
Tego dnia postanowiła włożyć na siebie sukienkę, sweter oraz czarne buciki. Przed wyjściem wzięła jeszcze kapelusz, który (a przynajmniej tak się dziewczynie wydawało) izolował ją w jakiś sposób od tego obrzydliwego świata.
Elijah wybrał idealne miejsce na ich spotkanie, toteż nie trzeba było długo Moonstone namawiać na wyjście. Warto wspomnieć, iż miała również przy sobie plecak, w którym posiadała alkohol. Ukradła go z barku rodziców, ponieważ czuła, że na trzeźwo nie wytrzyma tego wyjścia.
Gdy tylko jej oczom ukazał się blondyn, kąciki jej ust lekko powędrowały do góry. Choć trudno jest to nazwać uśmiechem, to myślę, że owy grymas pod niego podchodził.
Nie mówiła nic dopóki nie usiadła na torach obok swojego towarzysza.
- Jak tam?- rzuciła niby od niechcenia swoim smutnym głosem.
Chłopak już dawno winien się przyzwyczaić do takiego tonu i raczej nie powinno to wzbudzać w nim niepokoju, przecież ona zawsze wydawała się przygnębiona.
 
 
Elijah Cortez
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 21:37   

Los lubi płatać ludziom różne figle, często takie, których nigdy się nie spodziewali. Każda z sytuacji, które się wydarzyły ma niestety swoje skutki, często tragiczne. Ludzie nie potrafią sobie poradzić z tym co się wydarzyło, dlatego niektórzy decydują się zrobić coś, co kończy ich życie na tej ziemi. Najczęściej są oni nazywani tchórzami, którzy boją się stawić czoła przeciwnościom losu. A może jest na odwrót? Może są odważnymi bohaterami, którzy mimo strachu przed nieznanym, zdecydowali się odebrać sobie życie? Ile ludzi na ziemi tyle interpretacji, jednak Elijah uważał, że jest to jedyna rzecz, która jest lekarstwem na wszystko co złe.
Chociaż... los jednak nie może być aż taki zły, skoro postawił sobie na drodze tę naszą dwójkę. Gdyby się nie spotkali, to kto wie, co by się teraz z nimi działo? Czy Ollie nadal chodziłaby po tym świecie, czy Elijah nie zwariowałby do reszty? Byli pokrewnymi duszami, osobami, które pewnie rozumiały się bez słów. Milczenie było dla nich złotem, w swoim towarzystwie nie musieli się niczego obawiać. Ani odrzucenia, braku zrozumienia, krzywdy. Po prostu akceptowali siebie takimi jakimi są i to się chyba najbardziej liczyło, nie? Owszem, dziewczyna niewiele wiedziała o życiu chłopaka, pewnie praktycznie nic. Na pewno nie mówił jej o tym, że zabił wtedy tego chłopaka i przez to zamknęli go w wariatkowie, bo o tym nie mówił nikomu. Jednak może niedługo się to zmieni? Może wkrótce otworzy się przed nią na tyle, że jej o tym powie? Będzie wtedy jedną z nielicznych osób (oprócz pracowników wariatkowa), którzy o tym wiedzą. Niech się cieszy(albo i nie, hehe).
Nie czekał jakoś zbyt długo na Olivię. Pewnie w tym czasie bawił się swoimi sznurówkami albo rozglądał się dookoła, w poszukiwaniu sylwetki dziewczyny. Gdy pojawiła się na horyzoncie, posłał jej delikatny uśmiech. Chłopak nie był wiecznie smutny i przybity, zależy, jaki miał humor w danym dniu. Czasami potrafił się śmiać, żartować, prawie jak normalny nastolatek. Dzisiejszego dnia w sumie sam do końca nie wiedział, jak się czuł. Z jednej strony chciało mu się płakać, a z drugiej śmiać. I co tu zrobić?
-Tak jak zwykle, czyli bez sensu - wzruszył ramionami, wyciągając z kieszeni paczkę fajek i kierując ją w stronę dziewczyny. -A ty jak tam? - zapytał po chwili, szukając zapałek. Znając życie o nich zapomniał, chociaż... nie, znalazł.
 
 
Olivia Moonstone
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 22:07   

A tu się zgodzę, los to zimny skurwysyn, który na pewno nie troszczył się o taką istotę, jaką była nasza Olivia Moonstone, ba, dziewczyna miała wrażenie, że ktoś się na nią uwziął. Czyżby kolejna z dziwacznych paranoi jakie się jej przytrafiły?
Miała wrażenie, że pech jej nie prześladował. To ona była pechem, który dokuczał wszystkim w jej otoczeniu, ile rzeczy mogło by się zmienić gdyby ona nie istniała? W końcu powstała po to, aby jej brat nabrał trochę odpowiedzialności, a przecież gdyby ona się nie urodziła to Olivier chodziłby po tym świecie. Może miałby już żonę, dzieci i szczęśliwe życie.
Zamiast tego została ona.
Wrak człowieka. Kości powlekane skórą, miała wrażenie, że nie ma duszy, o której wszyscy wyznawcy chrześcijaństwa mówią.
- To chyba dobrze, prawda?- spytała chcąc się upewnić.
Dawno z nikim nie gadała. Ciekawa była co takiego wyniknie z dzisiejszego spotkania. Zawsze, gdy spotykała Corteza to wracała zadowolona do domu. Była to dziwna zależność, która całkiem jej się podobała. Dobrze jest mieć kogoś, kto potrafi podnieść ci samoocenę, samopoczucie i inne takie pierdoły, które ważne są do prowadzenia dalszej egzystencji.
- U mnie?- nie lubiła gadać o uczuciach, gdy nie musiała- Dobrze, chyba...
Pokiwała przecząco głową, nie miała ochoty na palenie. Jakoś dzisiaj ewidentnie wolała się czegoś napić. Owy gest chłopaka tylko przypomniał jej o alkoholu. Wyciągnęła flaszkę i upiła łyk. Nie chciała od razu wszystkiego wypijać. Sama nie zniosłaby tego.
- Dlaczego akurat to miejsce?- zapytała zakładając kosmyk włosów za ucho i zerknęła na chłopaka.
No właśnie, dlaczego? Może chce ciebie wrzucić pod te tory, co idiotko? Nic o nim nie wiesz, a ja nie mam pojęcia dlaczego ty chcesz się z nim widywać, tylko przedłużasz czas, który spędzasz na tym padole!
Głos, który zabrzmiał w jej głowie zdecydowanie nie miał dobrych intencji i tylko zasiał w jej głowie ziarno pełne niepokoju oraz nieufności.
W pewnym momencie dziewczyna, aby odgonić się od złych myśli, odstawiła alkohol i położyła się na torach.
- Dobre miejsce na śmierć, nie?- spytała bardziej samą siebie, niż chłopaka.
 
 
Elijah Cortez
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 22:38   

Człowiek praktycznie od zawsze zastanawiał się nad tym co by było gdyby. Czy życie wyglądało by dużo lepiej, czy nasi bliscy byliby innymi ludźmi bądź w dalszym ciągu chodzili po ziemi. Gdyby Ollie nie pojawiła się na świecie, jej brat by się nie zmienił, w dalszym ciągu być może byłby nieodpowiedzialny, szkodząc tym innym ludziom. To właśnie dzięki niej był takim człowiekiem jakim był, a to, że zginął... cóż, po prostu znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. To jest właśnie kochany los, który robi to, czego się zupełnie nie spodziewamy. Ale może to lepiej? Lepiej, że zginął, może tam, po drugiej stronie świata, gdzieś w odległej krainie szczęścia i wiecznego życia jest mu lepiej niż tutaj na ziemi? Cóż, na razie nie mogą się o tym przekonać, lecz może wkrótce się to zmieni? Zobaczymy.
-Chyba tak - o ile monotonię, brak chęci do życia i ogólne dziadostwo można nazwać czymś dobrym. Chociaż w sumie dla nich było dobre, życie jak życie. Na jej słowa jedynie pokiwał głową. Nie chciał dalej drążyć tego tematu, widział, że dziewczyna za bardzo nie chce o tym gadać.
Skoro nie chciała fajki, to trudno. Sam wyciągnął jednego z paczki i zapalił. Właśnie. Zapałki, ogień. Śmierć przez spalenie? Mogłoby być ciekawie, jednak czy właśnie taka śmierć byłaby odpowiednia? Nie wydaje mi się. -Bo jest tu cicho, ciemno, rzadko kto tutaj przychodzi... - bo było to pierwsze miejsce jakie mu przyszło do głowy. Bo sam czasami tutaj przychodził, kiedy chciał pomyśleć. Kładł się wtedy wzdłuż torów i leżał, patrząc w gwiazdy.
Kiedy wspomniała o śmierci, Elijah mimowolnie spojrzał na nią, a następnie zaciągnął się papierosem. Kilka chwil później już leżał obok niej, patrząc na niebo. -Czy ja wiem... chyba nie chciałbym tutaj umrzeć - powiedział po chwili namysłu. Tutaj bałby się, że ktoś akurat może się pojawić na horyzoncie, że go odratuje, zadzwoni po pogotowie, cokolwiek. -Wolałbym to zrobić w lesie albo po prostu w domu - spojrzał na nią i znów się zaciągnął, powoli wypuszczając dym z ust. -I chciałbym to zrobić z kimś - nie widziało mu się umieranie samemu. W dwójkę zawsze raźniej, nie?
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 16:12   

#8

To się nie mogło dziać naprawdę. Wiadomość uderzyła w Nicolasa jak grom z jasnego nieba. Nie teraz, nie kiedy chciał się zmienić. Wszystko się spierdoliło, wszystko. Jego całe życie, ja pierdole, masakra. Patterson dowiedział się, że przez niego ktoś umarł. Przez to, że wciągnął kogoś w narkotyki ten ktoś stracił życie. Mogło być gorzej? Wyrzuty sumienia, które dręczyły Nicolasa były na tyle silne, że musiał pobyć sam. Nie bez powodu wybrał więc tory kolejowe. Spokojnie, sam nie chciał się zabić. Przynajmniej na razie. Patrzenie na pociągi potrafiło go odciągnąć od rzeczywistości. Popierdolonej rzeczywistości, w której Sophie przedawkowała. Przez niego. Bo to on pokazał jej narkotyki, to właśnie on wprowadził ją do tego całego bagna. Widać on potrafił być rozsądniejszy, bo jeszcze żył.
Siedział już kilka godzin i zastanawiał się co powinien zrobić. Zabić się, wziąć działkę czy może wziąć swoje życie do kupy. Chociaż w tym momencie nie było to możliwe. Czuł się zbyt źle, żeby chcieć poprawy.
Odblokował telefon i zobaczył zdjęcie swoje i Mai. Pewnie kiedyś ustawiła mu je na tapetę, a on był zbyt leniwy żeby je zmienić (a może nie chciał?). Ona mogła być jego lekarstwem na wszystko. Musiał do niej napisać, chociażby dlatego, żeby się pożegnać. Przynajmniej z nią, bo na to zasługiwała po tym wszystkim co dla niego zrobiła. Jego palce same napisały prośbę o spotkaniu. Chyba nie chciał być jakimś heroicznym bohaterem, którego ostatnią wiadomością będzie smutne pożegnanie. Gdyby chciał się zabić, musiałby to zrobić po swojemu. W oczekiwaniu na Mai, Nicolas siedział na moście nadal patrząc na pociągi. Praktycznie się nie ruszał, był jak lalka odstawiona na półkę. Znów potrzebował pomocy…
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 16:41   

/ nie wiem, która, ale jest ubrana :D

Mai właśnie siedziała na jakichś dodatkowych zajęciach, praktykach na uczelni, bo mimo iż skończyła sesję, to chciała nadrobić jakiś zaległy materiał. Spodziewała się, że wszystko będzie teraz dobrze, że oboje wyjdą na prostą. To miał być normalny dzień. Wstała rano, zjadła śniadanie, potem w przerwie lunch ze znajomymi, ale na wykładzie dostała dziwną i niepokojącą wiadomość od Nicolasa. Już się bała, że znowu go pobili, albo, że ćpa nie wiadomo gdzie. Musiało być źle, pisał coś o torach, to dziewczynie już przychodziły najczarniejsze scenariusze. Ostatnia godzina dłużyła się niesamowicie, a potem jeszcze te korki. Przeklinała raz za razem w samochodzie, trąbiąc na wszystkich, jak popadnie. Prawie się pobiła z jakimś typem, co jej zajechał drogę, ale szybko chciała dostać się tam, gdzie był Nicolas. Na torowisko, na skraju miasta. Pamiętała, że czasem tu przychodził, ale nie była pewna, czy dobrze trafi. Jeszcze pomyli sobie miejsca i nie zdąży, bo ten sobie postanowi coś zrobić.
Zaparkowała gdzieś, na jakimś chodniku i przebrała szybko obcasy na trampki, które woziła z tyłu, bo przecież jeszcze się gdzieś po drodze zabije o coś. Szła dość szybko, wypatrując Nicolasa, aż zobaczyła męską sylwetkę na mostku. Miała nadzieję, że to on. Podeszła i westchnęła cicho, siadając obok i delikatnie łapiąc go za rękę. Jak się rzuci, to pociągnie ją ze sobą. - Hej.. co się dzieje Nico.. - Szepnęła, patrząc na niego i bojąc się. Nic jej nie powiedział, a tylko przestraszył.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 17:33   

Poczuł obecność Hamilton. Tak na pozór głupi gest, potrafił dodać zajebiście dużo otuchy. Nicolas patrzył się przed siebie jak zahipnotyzowany. Nie potrafił wypowiedzieć ani jednego słowa. Jedynym gestem, który zrobił w jej stronę to mocniejsze ściśnięcie ręki. Jakby pokazanie, że wcale nie chciał skoczyć. Na razie. Przynajmniej gdyby chciał to zrobić na pewno puści jej rękę. Kolejnej osoby nie pociągnie za sobą na dno, to już pewne. - Powiedz mi, jak i dlaczego ze mną wytrzymujesz? Jestem pierdolonym idiotą, który już dawno powinien zaćpać się na śmierć. - powiedział pustym głosem. Gdyby nie żył, Sophie na pewno nie wpadłaby w to całe bagno, jego rodzina miałaby mniej problemów, a Mai… Na pewno nie musiałaby tak bardzo cierpieć. O tak, jej też zdążył już napsuć nerwów. Chociaż… Gdyby nie żył to na pewno nie byłoby całkiem przyjemnych chwil. Teraz jednak Nicolas o nich nie myślał. Czuł do siebie za duży wstręt. - Wiesz? Jakbym się zaćpał nie musiałabyś się już martwić i przeżywać tego, jak się zachowuję. Kurwa, wszystkim byłoby łatwiej… beze mnie. - usilnie starał się znaleźć jakiś punkt, na którym mógłby zaczepić swój wzrok. Nie chciał się odwracać w stronę Mai. Nie czuł się tego godny. Był pierdolonym ćpunem, który zniszczył życie jakiejś rodzinie.
Z jednej strony naprawdę chciał być sam. Mógłby wszystko skończyć szybciej i bezboleśnie. Po chuj on dzwonił po Hamilton? Jeszcze biedna będzie musiała patrzeć na jego zaćpaną dupę, ech. - Zdałem sobie sprawę, że potrafię zniszczyć naprawdę wszystko. - tym razem, wykonał delikatny ruch w jej stronę, jednak po chwili znów odwrócił wzrok. Wszystkim na co się zdobył było kolejne ściśnięcie jej ręki.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 17:58   

Uśmiechnęła się delikatnie, gdy ścisnął jej rękę i położyła głowę na jego ramieniu wzdychając cicho. Chciała by czuł, że jest z nią, przy niej, by się nie przejmował niczym i nikim. By byli tylko oni. Ona była zawsze przy nim i pewnie długo jeszcze będzie, bo nie pozwoli mu się stoczyć na samo dno. Musiała mu pomóc, za wszelką cenę i dziś potrzebował jej pomocy. A ona przyszła. I nie puści go. Spojrzała na niego, gdy zaczął mówić i przesunęła palcami po jego policzku. - Bo Cię kocham? I przestań tak mówić. Jesteś idiotą tylko po narkotykach, gdyby nie one, to byłbyś całkiem fajny. - Zaśmiała się cicho i pocałowała go w ramię. - Nicolas.. jesteś dla mnie ważny i nie zaćpasz się, bo Ci na to nie pozwolę. Może właśnie to, że jako jedyna z Tobą wytrzymuję, to znak.. że nie powinieneś marnować takiej szansy. Jestem przy Tobie i nigdzie się nie wybieram, wiesz to.. - Powiedziała cicho, ale tak, że usłyszał, w końcu siedzieli bardzo blisko siebie, a ona nie puszczała go za rękę. Delikatnie gładziła kciukiem jego dłoń. - Mi nie byłoby.. - Powiedziała krótko, bo co on sobie wyobrażał egoista jeden, że się zaćpa, a ona nie będzie cierpieć? Sama by pewnie albo sobie coś zrobiła, albo przeżywała to miesiącami. Przecież śmierć kogoś tak bliskiego wywołuje wielki szok i traumę. Westchnęła cicho, patrząc to gdzieś przed siebie, gdzie i on, to na niego. W każdej chwili będąc gotową na uratowanie jego dupska, bo przecież nie da mu się zabić, nie tu, nie teraz, nie przy niej. Nigdy.
- Ostatnio naprawiłeś.. nas.. - Szepnęła mu do ucha, po czym przesunęła jego twarz delikatnie ku swojej, składając na jego ustach delikatny pocałunek. - Nie niszczysz wszystkiego Nicolas.. inaczej nie byłoby mnie tutaj, wiesz o tym. - Spojrzała mu w oczy, choć na chwilę, póki nie odwrócił głowy. Uśmiechnęła się nikle. - Co się stało.. powiesz mi? - Chciała dowiedzieć się jaka przyczyna jest tego, że siedzi teraz tu, na skraju życia i śmierci i wyznaje jej to wszystko. Miała wrażenie, że to jakieś chore pożegnanie, że zaraz go straci, a nie mogła na to pozwolić. Kurczowo trzymała się go, już sama lekko drżąc ze strachu. - Nie chcę Cię tracić Nicolas... - Zagryzła wargę, przełykając mocno ślinę, wszystko stawało jej w gardle. Co on kurwa wyprawia?
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 18:36   

- Ale w jakimś przypadku jestem. I to mi wystarczy, żeby sądzić, że każdy ma mnie za pojeba. Traktujecie mnie jak dziecko specjalnej troski, kurwa, dajcie mi się zaćpać i naprawdę będzie spokój. - okazywanie emocji zawsze było jego słabą stroną. Nie potrafił tego robić, a jeśli już wszystko przeradzało się w agresję. Była jednym z prostszych uczuć, można zrobić awanturę, uderzyć w coś albo w kogoś. Teraz zdecydowanie potrzebowałby ściany. Jebnąłby w nią kilka razy i po sprawie. A zapomniałam, już to zrobił. Jego lewa ręka była całkowicie rozwalona. Dobrze, że udawało mu się ukrywać to przed Mai. Gdyby zaczęła mu teraz coś tłumaczyć, że może sobie zrobić krzywdę, pewnie wyżyłby się jeszcze na niej. Pojebany idiota, który nie potrafi sobie radzić z uczuciami. - Chciałbym żebyś mi nie pozwoliła. Ale, kurwa ja jestem zerem. Skończonym zerem. Tacy ludzie nie mogą doczekać szczęśliwego zakończenia. - niemożliwe było to, że przestał budować swoje, i tak już pokaźne, ego. Przechodził ze skrajności w skrajność. Albo uważał się za super, zajebistego kolesia, albo za zero, które nie powinno żyć. Kiedy w końcu odnajdzie ten złoty środek?
Zrobiło mu się cieplej na duchu, kiedy powiedziała, że byłoby jej smutno. Fakt, może powinien wreszcie przestać być egoistą. Czas najwyższy żeby dostrzegł, że nie jest pępkiem świata, jednak niektórym na nim zależy. W teorii proste, w praktyce niestety z tym gorzej. Jeszcze lepiej poczuł się gdy powiedziała, że to jego zasługa, że ona tutaj teraz siedzi. To on pierwszy wyciągnął rękę i posklejał ich relację do kupy, racja.
Musiał jej powiedzieć. Musiała wiedzieć, że Nicolas w pewien sposób uważał siebie za mordercę. - Ja zabiłem człowieka, Mai. - pokręcił głową. Okej, może zabrzmiało to trochę nad wyraz ale tak właśnie się czuł. Jakby miał jej krew na rękach. - Sophie, zaćpała się. A to wszystko moja jebana wina, bo to ja ją w to wciągnąłem. Jestem kurwa chodzącą porażką. - dokończył, bo nie daj Boże, Hamilton pomyślałaby sobie, że spowodował jakiś wypadek i co gorsza uciekł z miejsca zdarzenia. Ściana, tak bardzo potrzebował się na niej wyżyć. Załatwiłaby większość z jego problemów i może chociaż trochę zniósłby z siebie poczucie winy? On traktował to naprawdę poważnie i teraz jeszcze bardziej poczuł to, że nie może dalej spadać na dno bo skończy tak samo jak Sophie i inni ćpuni, w piachu. Nie przejmował się dlatego, że kochał Sophie czy była dla niego kimś ważnym, bo tak nie było. Traktował ją jako panienkę do seksu i ćpania. Teraz żałował, że wpierdolił ją w to gówno, bo mogła mieć normalne życie i przede wszystkim żyć. - Gdybym był mądrzejszy, gdybym jej nic nie zaproponował, nic by się nie stało. - oparł głowę na ramieniu Mai. Miał nadzieję, że go teraz nie odtrąci.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 21:11   

- Nikt nie jest doskonały Nicolas.. ale patrz na to też z tej strony, że jeszcze Cię nie zostawiliśmy. - Miała na myśli siebie, Kaylę, pewnie Jace'a, z którym się tak mocno kumplował. I chyba był jednym z takich kumpli, z którymi nie ćpał, a tylko pił i wyrywał panienki. Sądziła jednak, że na wszystkich może polegać. Nawet na swoim starszym bracie przecież! Każdy chciał dla niego dobrze i miał tych ludzi blisko siebie, nie zostawał sam, bo popełniał głupstwa. - I nie mów tak.. nie traktujemy Cię jak dziecko specjalnej troski. O czym Ty do cholery mówisz? - Spojrzała na niego zirytowana i aż po prostu miała ochotę go walnąć w łeb. - Przestań.. - Syknęła, bo nie mogła dłużej słuchać o tym, że się zaćpa, umrze i wszystko będzie lepiej. Pieprzony egoista. Z jego punktu widzenia tak to było, ale nie zapytał dziewczyny, czy czułaby się dobrze, gdyby nagle go zabrakło, co nie? Wolał sobie tłumaczyć to tak, że jak się zaćpa, to miną ich problemy. Ale mimo tego, że dziewczyna mu mówiła, że go kocha, ten dalej swoje. Miała mu już tego nie mówić, ale dziś się zagalopowała i strasznie żałowała, bo on i tak nic sobie z tego nie robił. - Dlaczego nie chcesz spróbować i mieć to szczęśliwe zakończenie, ze mną? - Westchnęła cicho, patrząc na ich dłonie.
Przez chwilę milczała, on zresztą też. Nic nie mówili, każde patrzyło w inną stronę, a ona nie wiedziała co się dzieje. Ale po chwili spojrzała na niego i otworzyła szeroko oczy. Pierwsze co, to pomyślała, że kogoś zabił, że miał wypadek, że dźgnął kogoś czymś, wepchnął, albo zatłukł jakiegoś typa pięściami. Jednak po chwili wszystko się wyjaśniło. Czuła jakąś ulgę, nie dlatego, że Sophie nie żyła, bo to było straszne, ale dlatego, że on nikogo nie zabił, nie w tym sensie fizycznym. Nie wiem jak to ująć, no nie był mordercą, mimo iż tak o sobie myślał. - To nie Twoja wina Nicolas. Gdyby nie chciała, to by nie brała. Nie przedawkowałaby.. - Pokręciła głową, nie chciała, by się za to obwiniał. - Wciągnąłeś.. ale ona sama się w to wciągnęła. Przecież każdy ma swój rozum, głowę, wolę i mówię Ci, gdyby nie chciała, to by nigdy nie próbowała. Nie zadręczaj się głupotą dziewczyny. Nie mów tak. - Powiedziała stanowczo, patrząc na niego. Przytuliła go mocno, gdy jego głowa znalazła się na jej ramieniu i pocałowała go w jej czubek. Westchnęła i zamknęła oczy. - Nico.. czy.. no wiesz, chcesz pomocy? Mojej, kogoś innego.. czy chciałbyś z tym skończyć wszystkim? Raz na zawsze. - Zapytała, proponując mu tym samym odwyk i na zawsze spróbowanie się od tego odciąć. - Będę przy Tobie. W każdej chwili, nawet w tych najgorszych.. - Szepnęła.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 22:17   

- Mai, ja wiem, że jestem beznadziejny. To, że mnie nie zostawiliście pokazuje, że to Wy, nie ja, jesteście kimś super. - odważył się spojrzeć w jej oczy. Szukał w nich ukojenia i szczerości. Że to co mówi Mai płynie z jej serca, a nie podpowiada jej tak rozum żeby ten pojeb Patterson znów sobie czegoś nie zrobił.
Niestety, on się czuł jak dziecko specjalnej troski i widział to tak, że każdy się nad nim lituje. Woleli podejmować za niego niektóre decyzje, bo uważali że tak będzie lepiej. Czasami robili to nawet bez konsultacji i później okazywało się, że przez ich zachowanie Nicolas czuł się właśnie jak dziecko specjalnej troski. - Tak po prostu jest. - mruknął i zamknął na chwilę oczy.
Nie chciał spróbować? To nie to. On był pesymistą, który skazał swoje życie na porażkę. A w takich momentach szczególnie pokazywał, że taki jest jego los. Smutny, szary i do dupy. Zupełnie jak papier toaletowy, hehs.
- Bo dziewczyny takie jak Ty zasługują na kogoś lepszego. Nie na popierdolonego ćpuna, z brakiem perspektyw na przyszłość. - bolały ho te słowa, ale wiedział że taka jest kolej rzeczy. Mai nie będzie trwać przy nim wiecznie. Ile można czekać aż ktoś się określi i wyrazi co czuje? - kiedyś się wszystko ułoży, zobaczysz. - powiedział dwuznacznie. Mogło to oznaczać, że Mai ułoży sobie życie albo z nim, albo... bez niego. - Skarbie mój, ale to ja ją w to wciagnałem. Bezpośrednio czy nie to i tak moja wina i powinienem ponieść konsekwencję. - potrącił energicznie głową, bo właśnie sobie wszystko wyobraził. Musiał się pozbyć tego widoku jak najszybciej. - to mnie rozsadza od środka, Mai. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, dlatego zadzwoniłem do Ciebie. Już kiedyś Ci powiedziałem że jesteś moim aniołem. Zawsze nade mną czuwasz. - zdobył się na słaby uśmiech w jej stronę. Nic się nie zmieniło w kwestii jego chujowego samopoczucia, ale chociaż na chwilę starał się to wyrzucić że swoich myśli. Teraz powinien się skupić na swoim odwyku i na tym, żeby nie skończyć tak jak Sophie. Każdy dotyk i każdy kontakt z Mai były dla niego zbawienne. Dzięki nim dostrzegał czułość i co najważniejsze miłość drugiej osoby. - Chyba... Chyba czas najwyższy skończyć z tym gównem, nie? - nie potrafił otwarcie się przyznać, że potrzebuje pomocy. Ale tak. Potrzebował jej i to zajebiście. Odwrócił się do Hamilton i pogłaskał ją po policzku. Niczego więcej nie wymagał, niczego więcej nie chciał. Po prostu chciał pogładzić ją po policzku, tyle.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 5 Lipiec 2016, 22:44   

Patrzyła na niego z czułością, strachem, że może go stracić, ale nigdy by go nie okłamała, nie w sprawie swoich uczuć, tego, że jest dla niej najważniejszy i nie zmieni się to ot tak. Nawet wtedy, gdy się kłócili, gdy był naćpany, gdy wybiegła z płaczem, gdy miała go dość, wciąż go chciała i nie potrafiła sobie odpuścić. Wszyscy jej mówili, że to szaleństwo, że nie powinna, a ona wybaczyła mu, gdy tylko się pojawił. I przede wszystkim chciała go z tego wszystkiego wyciągnąć.
- Chciałabym, by ułożyło się z Tobą. Nam.. - Przekrzywiła lekko głowę i spojrzała na niego, delikatnie ściskając jego dłoń, a drugą przesuwając palcami po jego karku. - Wiem, że długo na to mogę czekać, ale chcę.. chcę poczekać ile tylko będzie trzeba, pomagając Ci przy tym. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, będę niczym wrzód na Twoim ekstra tyłku. - Zaśmiała się cicho i westchnęła. Wiedziała, że się obwinia, ale co miała na to poradzić. Musiał sam zrozumieć, że to nie jego wina. - No, ewentualnie tym aniołem. Są ładniejsze i dorobimy mi skrzydła. - Odwzajemniła jego uśmiech i oparła czoło o jego brodę. W końcu była niższa. - Nico.. musisz przestać o tym myśleć, zająć się sobą. Nie rozpamiętywać. To najgorsze co może teraz zrobić. I siedzieć i użalać się nad losem swoim, innych.. nie odwrócisz już tego, stało się. I wiem, że brzmi to brutalnie, ale tak jest. Nie mogę Ci obiecać, że już jutro będzie ekstra, ale z czasem.. będzie lżej, zobaczysz. - Spojrzała do góry, w oczy chłopaka. Uwielbiała je, mimo iż teraz były pełne bólu i smutku. A gdy jeszcze dotknął jej policzka. Wtuliła się w jego dłoń i westchnęła, przymykając oczy. - Tak sądzę. - Uchyliła powieki i posłała mu najcieplejszy uśmiech, bo wiedziała, że to pierwszy krok do tego, by z tym wszystkim skończył, by się ogarnął, a przecież będzie miał swojego aniołka przy sobie. Już ona go wyratuje.
- Mm.. Nico.. wiesz, że ostatnio mówisz do mnie.."skarbie"? No w ten inny sposób, mniej ironiczny i bardziej.. jakbyś chciał powiedzieć "kochanie". Czy.. no wiesz. To znaczy, że chciałbyś ze mną być? Tak normalnie..? - Zapytała, bo po prostu musiała to wiedzieć. Było tak dobrze ostatnio, chciała by to się nie skończyło.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 6 Lipiec 2016, 18:08   

Mai była taka kochana. Potrafiła go pocieszyć i dać nadzieję na lepszą przyszłość. A czym odpłacał się on? Czasami bólem dupy, czasami jakimiś popierdolonymi akcjami. Bardzo mało było sytuacji, w których to on był dla niej prawdziwym wsparciem. Aż trochę mi teraz wstyd, że on jest takim egoistą. Naprawdę, Nicolas nie potrafił zrozumieć, co ją do niego ciągnie. Dlaczego ta relacja jest taka toksyczna. Ranili się nawzajem, a mimo tego nie potrafili bez siebie żyć. Nawet teraz. Kiedy potrzebował wsparcia nie zadzwonił po siostrę czy brata. Wybrał własnie Hamilton. – Ale mam nadzieję, że nie zawsze będziesz aniołkiem. – zaśmiał się delikatnie. Czasami mogła się śmiało zamieniać w diablicę, o na przykład w łóżku, dlaczego nie.
Cieszył się, że Mai miała poukładane w głowie i potrafiła przemówić do jego pustego łba. I co najważniejsze, że nie zostawiła go samego sobie. Kto wie, co mógłby wtedy zrobić! – Mai, ja nie wiem czy mogę przestać o tym myśleć. Kurwa, kiedy pomyślę, że to przeze mnie. Sam mam ochotę się zabić. Kiedy się o tym dowiedziałem, poczułem się jak ostatnie gówno, wiesz? Tak, jak prawdziwy morderca. Teraz jej rodzina i wszyscy… Oni będą mnie za takiego uważać. – utkwił wzrok w jakimś oddalonym punkcie. Właśnie tego obawiał się najbardziej. Że pewnego dnia pojawią się jej bliscy i będą chcieli mu to wypomnieć. A to może być ostatnim gwoździem do trumny.
Nawet nie zauważył tego, że ironiczne skarbie zamieniło się w to całkiem prawdziwe. Po prostu uznał, że skoro powiedział jej, że nie spotyka się z innymi to dziewczyna sama sobie dopowie resztę. Bał się oficjalnych deklaracji, bo nie miał zielonego pojęcia o związku. Nigdy nie był z kimś na poważnie, zawsze zadowalał go przypadkowy seks i tyle. Co miał jej odpowiedzieć? – Ja.. Ja… - zająkał się aż biedny z tego wszystkiego. – Chyba tory kolejowe to trochę słabe miejsce na takie deklaracje, wiesz? Musimy wrócić do tej rozmowy w innym miejscu, obiecuję. – trochę uciekł od odpowiedzi, ale dał jej zapewnienie, że wrócą do tej rozmowy, bo faktycznie. Ludzie na torach kolejowych popełniają samobójstwa, a nie wyznają sobie miłość. Pewnie, że chciał jej wreszcie powiedzieć, że była wyjątkowa i może nie był typem romantyka, ale chciał to zrobić na swój sposób. Tak, żeby zapamiętała to na zawsze. A to miejsce i to, że właśnie powiedział jej o Sophie były generalnie całkiem chujowe na takie okoliczności. – A więc mówisz, że Cię trochę wystraszyłem co? Bałaś się, że się zabiję? – oho i wrócił stary Nicolas, ech Boże… Wyciągnął ramię i objął ją, przyciągając jak najbliżej siebie.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 6 Lipiec 2016, 19:28   

- To chyba masz jak w banku.. i chyba miałeś nie raz.. nie tylko aniołka. - Mrugnęła do niego i uśmiechnęła się słodko. Wiedział, że nie jest tylko aniołem, ale potrafi pokazać mu pazurki, w łóżku, a nawet gdy się kłócili. Doświadczał dwóch oblicz Mai, ale jeśli potrzebował swojego anioła stróża to zawsze nim będzie. Przecież to jasne, że nie zostawi go, gdy ten jej pisze dramatyczne wiadomości. Potrzebował jej, a ona jego i nie zmieni się to... przynajmniej na razie. - Proszę Nico.. nie myśl o tym. Naprawdę uważasz, że ktoś Ci będzie miał za to za złe? Przecież nikt nie wiedział prócz Ciebie, jej, mnie.. że no wiesz, nie sądzę by mówiła z kim ćpa i kim jesteś. Nie byliście parą, ani nic.. co nie? - Skrzywiła się lekko, na samą myśl, że oni mogliby coś kiedyś razem, albo że dziewczyna sobie ubzdurała związek z Nicolasem, w końcu z nim mieszkała. Ale to Hamilton miała zająć to miejsce. - Nikt Ci nic nie będzie wyrzucał, dlatego najlepiej, jeśli teraz.. no zajmiemy się Tobą. I nami.. - Szepnęła delikatnie przesuwając palcami po jego udzie. - I nie zabijesz mi się. - Uśmiechnęła się delikatnie.
Widziała jak się wahał. Nie chciała go tak przypierać do muru, nic z tych rzeczy, ale najwidoczniej nie był gotowy na taki krok, więc Mai tylko wzruszyła ramionami. - Jasne.. kiedy indziej.. nie musimy o tym gadać, wiesz o tym. - Westchnęła cicho i odwróciła wzrok. No ją to bolało. Bo jednym z etapów jego zmiany chciała by był właśnie ich związek. Wydawało jej się, że tory to tylko wymówka, ale nie chciała nic więcej mówić, bo jeszcze by się wkurzył i zaczęłaby się od nowa chujowa sytuacja. Wtuliła się więc w niego, opierając głowę na jego ramieniu i uśmiechnęła się. - Tak.. przecież wiesz. - Spojrzała na niego i zagryzła wargę. Wstała nagle i podała mu rękę, by i on ruszył tyłek. - Chodźmy stąd, nie dołujmy się. Może Cię zabiorę na burgera, frytki i piwo? - W sumie to była głodna i właśnie to poczuła, więc mogli iść gdziekolwiek, byle zjeść. A że Mai chciała poprawić mu humor, to może w taki sposób? No i jeszcze pocałunkiem, który mu zaserwowała, gdy już wstał.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 6 Lipiec 2016, 19:46   

Tak, tak uważał. Był cholernie pewny, że rodzina Sophie obarczy go winą za jej śmierć. – Znałem jej siostrę. – mruknął tylko. – I nie, nie byliśmy razem. To było… przelotne. – to słowo chyba najlepiej potrafiło określić ich relację. Nic sobie nie obiecywali, ćpali razem i w sumie tyle. Mieszkali razem, ale to tylko dlatego, że Patterson zgodził się, gdy usłyszał, że Sophie została wywalona z domu. – Mówisz, że mnie powstrzymasz? A jakbym się teraz rzucił pod pociąg? – poprawił mu się trochę humor. Nie chciał się teraz zabijać, nie przy niej. Chyba wiedział, że dla Mai byłoby to zbyt traumatyczne i bolesne. I hej, on tak na dobrą sprawę też nie chciał się żegnać z życiem i z nią. – Wiem, ale ja chcę o tym gadać. Tylko po prostu nie na tych jebanych torach. Pomyśl sobie, że ktoś tu mógł się zabić, kurwa masakra. – aż się wzdrygnął. Zauważył (niemożliwe, hehs), że jego odpowiedź ją zabolała. Pewnie Mai wolałaby, żeby powiedział cokolwiek co dawało jasny przekaz. Bo teraz nadal trwali w tym co wcześniej. Nie zrobili ani kroku w przód, ani w tył. On wiedział o jej uczuciach, a ona? Musiała żyć w niepewności, biedna.
Na początku nie ogarnął o co jej chodzi i dlaczego wstała. Idzie sobie od niego? Całe szczęście wyciągnęła rękę, którą ochoczo przyjął. Podniósł się i spojrzał na Hamilton. – Możemy iść, ale pod jednym warunkiem. – już miał dość tego, że w ostatnich kilku sytuacjach to ona coś kupowała. No choćby w cukierni. Niby on ją zaprosił, a i tak Mai płaciła za ciastka. – Ja stawiam. – podszedł do niej i ją pocałował. W końcu dzisiaj jeszcze tego nie robili, więc halo! Trzeba nadrobić stracony czas.
Jako, że Nicolas to jednak Nicolas nie byłby sobą gdyby zachowywał się cały czas poważnie. Postanowił sobie, że ją weźmie na ręce. Nie był to dla niego wysiłek, bo przecież Mai jest szczuplutka. – Teraz możemy iść, gdzie? – zapytał tylko, bo w sumie nie wiedział na co mają konkretną ochotę. Niech zadecyduje Mai, jej to na pewno wyjdzie lepiej, nie?
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 6 Lipiec 2016, 21:15   

- To bym Cię złapała, albo rzuciła się za Tobą. - Wzruszyła ramionami. No a co, myślał, że da mu się zabić? No co to, to nie. Egoista kurde, przecież wiadomo, że Mai by to przeżyła, albo jeszcze rzuciła się za nim i on by przeżył, a ona nie. I wtedy mógłby się nazywać mordercą. Bo to przez jego głupotę dziewczyna chciałaby go ratować. - No to chodźmy stąd, zanim podzielimy tego kogoś los, okej? - Zaśmiała się cicho, bo jakoś nie chciała myśleć o tym, że w miejscu gdzie sobie siedzą ktoś mógł kiedyś skakać, albo coś innego. Po co się dołować. Mieli wyjść z tego podłego nastroju prawda? No wiadomo, że trochę ją to bolało, bo przecież chciała być z nim i by on w końcu zdeklarował swoje uczucia. Lepsze powiedzenie, że nic do niej nie czuje niż taka niewiedza, a bo seks jest fajny. Mai najbardziej się chyba tego bała, że są do siebie przywiązani przez seks, że on nie czuje nic do niej, prócz pociągu i tego, że jest jego kołem ratunkowym. Niepewność była najgorsza.
- Pod jakim? - Spojrzała na niego zainteresowana. Jeszcze wymyśli jakąś głupotę, albo będzie chciał ją łaskotać, a to może skończyć się jego naprawdę szybką śmiercią! - Jasne.. mi pasi. - Zaśmiała się cicho, gdy powiedział, że to on stawia. Niech pobędzie mężczyzną. Jej to nie wadzi. To w sumie fajne jak ktoś za Ciebie płaci, ale wiadomo, nie byli razem to nie mogła tego oczekiwać. A stawiali sobie raczej w formie przyjacielskiej, bądź jak któreś zapomniało kasy. Odwzajemniła pocałunek oczywiście ochoczo i zamruczała mu w usta. A potem znalazła się na jego rękach. Objęła go za szyję, patrząc w dół, po czym na Nicolasa i uniosła brew do góry. - Mm.. ja.. nie wiem, może T&B Grill? Jeśli masz jakiś inny pomysł to mów, ja się nie znam generalnie. Może masz lepszą miejscówkę. - Pokazała mu kierunek gdzie ma iść i gdzie zaparkowała.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 6 Lipiec 2016, 22:09   

- chyba naprawdę muszę Cię zacząć bardziej doceniać. - uśmiechnął się pod nosem. Nie dla każdej osoby jesteśmy gotowi skoczyć w ogień. W tym przypadku pod pociąg. Jeśli już deklarujemy coś takiego, to w stosunku do osób, które są dla nas ważne. Dla osób, które chcemy w swoim życiu. Czy Nicolas skoczyłby dla Mai? Tak. Może nie potrafił określić swoich uczuć na głos. Wewnętrznie jednak, przed samym sobą przyznał się już, że Hamilton jest kimś wyjątkowym.
- no to już, podnoś ten zajebiście zgrabny tyłek i idziemy - bo wcale to ona nie czekała na niego, nie?
Znając Pattersona bardziej prawdopodobna była właśnie jakaś głupota. Mógł zarzucić coś w stylu łaskotek, albo jeszcze lepiej jakiegoś seksu niespodzianki. A tu proszę! Zachował się normalnie i jeszcze na dodatek zaproponował, że to on będzie płacił za jedzenie! Normalnie cud się stał, serio.
Pocałunki z Mai nie znudzą się mu nigdy. Zawsze były fajne i zawsze cieszył się, kiedy się całowali. Mógł poczuć smak jej pomadki (chyba jakąś tam miała?) i w ogóle na chwilę się w tym wszystkim zatracić. Wziął ją na ręce i uznał, że ta knajpa to całkiem dobry pomysł. Na pewno nie wpadnie na nic lepszego. - Mam jeszcze jeden warunek. - powiedział kiedy byli w drodze do samochodu. Poczekał aż dojdą do auta, pomógł Mai stanąć i przesunął się do niej, zmniejszając odległość do minimum. - Kluczyki. - szepnął jej do ucha. Tak, nie lubił być wożony. Zawsze wolał prowadzić i miał nadzieję, że teraz też mu się to uda załatwić.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 7 Lipiec 2016, 00:39   

- Przydałoby się w końcu, wiesz? - Spojrzała na niego z udawanym rozczarowaniem, ale kurde coś w tym było. Niech się Nicolas ogarnie i chociaż jej da kwiatka, bo normalnie dziewczyna wyjdzie z siebie. Robi tyle dla niego, a ten pajac nawet nie umie się określić. A wszyscy dookoła wiedzą, że ją kocha nad życie, bo inaczej by tu jej nie było. A przynajmniej tak to sobie Mai tłumaczyła, no i jego strachem. Ona wiedziała, że zrobiłby dla niej to samo i pewnie wszystko, bo skoro jedna osoba się poświęca, a czujesz do niej to samo, to czemu miałoby być inaczej? Pokręciła głową tylko na jego słowa. No fakt, zgrabny to on był, ale chyba to jej tyłek czekał na niego, a nie na odwrót. Ale zrozum tu Pattersona, on ma swój świat.
Jej też pocałunki się nie znudzą. Nie z Nicolasem. Czasem czułe, czasem bardziej namiętne, a w łóżku znów te pożądliwe, w których kryło się całe podniecenie i napalenie tej dwójki. Nie chodziło o same wargi i języki, ale o to co przy nich się czuło, jak mogli się zatracić. Te iskry, motyle w brzuchu, przyjemność, którą odczuwali za każdym razem, gdy ich usta się złączyły. I fakt, Mai dodatkowo nieźle smakowała. Używała przeważnie bezbarwnej pomadki, ale o smaku malinowym, co by pamiętał ten zapach i smak z nią. Taka psychologia. Sprytna była, nie powiem. O ile tylko Nicolas lubił ten smak, a zakładamy, że lubił, bo nigdy nie narzekał! - Coś Ty taki dziś do warunków? - Spojrzała na niego zaskoczona. No chyba się rozbrykał. Przed chwilą jeszcze myślał o śmierci, a teraz chciał dyktować jej warunki. Co za człowiek, naprawdę.. kameleon. Stanęła więc ostrożnie, gdy ją odstawił na ziemię i odgarnęła włosy, patrząc na niego i gryząc lekko wargę. A gdy poprosił o kluczyki zaśmiała się. - Niedoczekanie. - Uniosła brew do góry. - Nie ma mowy, jesteś kiepskim kierowcą i jeszcze nas rozwalisz! Nie oddam Ci mojego cudeńka. - Poklepała swoje czarne audi s3, na którym zrobiła deal życia, bo odkupiła je od kolegi. Pokręciła głową, wsiadając za kierownicę. Trudno, niech nie zachowuje się jak baba, tylko wsiada.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 7 Lipiec 2016, 16:22   

Poprawiła mu humor, więc czas było zmienić sposób rozmowy. Patterson postanowił, że da jej kilka warunków i nie będzie wiecznie taki ugodowy. – Bo lubię? – zapytał i się zaśmiał. Chciał ją trochę pobajerować, wiesz, szeptanie do ucha i te sprawy, żeby dała mu te kluczyki. Nawet nie myślał, że może to nie wypalić. Ech, kurde. Będzie musiał spróbować czegoś innego. – No daj te kluczyki. Umiem prowadzić samochód od 16 roku życia i widzisz? Żyję i mam się dobrze. – mruknął. Znaczy miał się dobrze oprócz głowy, no. Miał nadzieję, że uda mu się wykorzystać inne uroki osobiste, to wsiadła mu do samochodu. – Pierdole, jak nie dasz mi prowadzić to idę na pieszo. – wzruszył ramionami. Jeszcze tylko brakowało żeby wydął wargę i skrzyżował ręce. Normalnie dziecko z podstawówki. Patterson na razie mógł sobie tylko pomarzyć o takim aucie. Nie miał hajsu, a był za ambitny żeby poprosić o pomoc rodziców. Pewnie oni by mu sypnęli hajsem i to pokaźną sumką. Ale wolał sobie poczekać i uzbierać. Nie ważne ile to będzie trwało (długo, hehs). – No nie daj się prosić, Mai. Obiecuję, że Ci włos z głowy nie spadnie. Przecież już kiedyś jechałem. – zrobił oczy kota ze Shreka. No kurczę, coś na nią musi zadziałać! Stał przed samochodem i nie miał zamiaru się ruszyć. Wiadomo, że był cholernie uparty i taka sama była Hamilton, więc dojście do porozumienia może być trudne. – Jak już kupię sobie swoje porsche to też dam Ci się przejechać. – hehe, obiecanki cacanki. Wątpię, żeby dał ten samochód komukolwiek, bo będzie zbyt w niego zapatrzony. Znając Nicolasa to jeszcze będzie mu czytał bajeczki i całował w maskę na dobranoc. W końcu to facet, który ma niezłego bzika na punkcie samochodów. Głównie dlatego nie lubił chwil kiedy musiał być pasażerem. Gdzie te emocje, gdzie to wszystko, kiedy nie można poczuć jak samochód reaguje na nasze działania. No w dupie generalnie, bo pasażer to sobie może co najwyżej szybę opuścić albo zmienić kanał w radio.
 
 
Mai Hamilton
[Usunięty]

Wysłany: 8 Lipiec 2016, 17:49   

- No to fajnie, skarbie, że żyjesz. Ja też się z tego cieszę. Ale to nie znaczy, że moje auto będzie żyło. - Uśmiechnęła się do niego delikatnie. Nie da się tak łatwo. Jego szepty i przymilanie się to nie wszystko, by dziewczyna zmiękła. Przecież przed chwilą chciał jej się zabić! Nie da mu kurde kluczyków, by ich prowadził na zgubę. Gdy wsiadła, a on się obraził niczym mała dziewczynka, która nie dostała lizaka spojrzała na niego, otwierając okno i uniosła brew do góry. - Nie marudź ślicznotko, tylko wskakuj. Podwiozę Cię na chatę. - Zaśmiała się cicho. Mówiła to niczym jakiś czterdziestoparoletni łysy typek, co wyrywa nastolatkę. Zboczeńcy. - No przecież nie będziesz szedł stąd do centrum na nogach. Nie dojdziesz nawet za dwa dni. Po drodze się pewnie zmęczysz jeszcze i nie będziesz chciał się w ogóle ruszyć. No, pyszczku.. nie rób minek. - Uśmiechnęła się do niego słodko. Rozbawiła go ta cała sytuacji. Faceci i ich dziwne zachcianki, powiązane z ego. - Nico, nie dam Ci auta, bo to nie chodzi o moje włosy, tylko o to, że nas rozwalisz! - Westchnęła ciężko. Co za uparta kaczucha z niego. Wysiadła i podeszła do niego po chwili milczenia. Pocałowała go czule i wsunęła mu w dłoń kluczyki. - Zarysujesz, nawet minimalnie, sam będziesz za to płacił.. i za każdy mandat też. Ja nie będę płacić za Twoje wykroczenia! - Spojrzała mu w oczy. Niech się pobawi chłopak, bo jeszcze nie dojdzie do seksu, albo będzie obrażony chodził cały dzień, a ona była głodna i chciała już zjeść. Niech się poczuje ważny, że wozi tyłek swojej dziewczyny, a nie na odwrót.
Obeszła auto i usiadła po stronie pasażera. Mogła w sumie tak łatwo się nie poddawać, ale cholera wie na co by jeszcze chłopak wpadł. - Ale masz prawko, co nie? - Spojrzała na niego, gdy usiadł obok. - I z tym porsche to nie przesadzaj.. - Dodała jeszcze komentarz a propos jego wyimaginowanego autka w przyszłości, bo szczerze wątpiła w to, że będzie je posiadał i w to, że da jej się przejechać. Obie rzeczy tak bardzo prawdopodobne jak to, że Nico trafi do nieba. - Dobra, to jedźmy, jestem głodna.. - Zapięła pas i spojrzała na niego niepewnie. No zobaczymy co to będzie.
 
 
Nicolas Patterson
[Usunięty]

Wysłany: 10 Lipiec 2016, 13:11   

- Masz mnie za debila czy co? Skoro żyję ja to logiczne, że każde auto którym jeździłem też. – wywrócił oczami. Czy ona naprawdę aż tak bardzo wątpiła w jego zdolności? Co jak co, ale potrafił prowadzić samochód i to całkiem dobrze. To, że nie dorobił się swojego to zupełnie inna postać rzeczy. Ale spoko luz! Z czasem sobie jakiś na pewno kupi. Może nie będzie to dokładnie to porsche, ale przecież innym też się zadowoli, o. – Wolałbym się sam podwieźć. – mruknął, ale zaśmiał się ze sposobu w jaki powiedziała to Mai. Faktycznie zabrzmiała jak stary pedofil.
Kiedy zobaczył, że Hamilton wysiada z samochodu już wiedział, że dopiął swego. Uśmiechnął się pod nosem i oddał jej pocałunek. Zabrał kluczyki i ścisnął je mocniej, bo halo. Jeszcze się dziewczyna rozmyśli i znów będzie musiał używać swoich wdzięków. – Dobrze, dobrze. Nie gadaj tylko wsiadaj. – spojrzał w jej oczy i posłał zadziorny uśmiech. No już bez przesady nie będzie się rozbijał po mieście jak jakiś wariat. Przynajmniej nie dzisiaj.
Wsiadł do samochodu i ustawił siedzenie. Wypuścił głośno powietrze sięgając do kieszeni. – Masz skarbie i się napatrz. – rzucił jej dokumenty. Całe szczęście, że wziął je z domu, bo pewnie w innym wypadku, Hamilton wcale by się nie zgodziła. – Zobaczysz jak będziesz mnie prosiła. Nicolas no proszę Cię weź daj mi się przejechać. – zmienił ton głosu tak, by brzmieć podobnie do Hamilton.
Odpalił silnik i żeby powkurwiać Mai zaczął ruszać klasycznym kangurkiem (nie wiem jak to opisać, tak wiesz, że samochód robił takie skoki?, nie no nie wiem ;x) – Ups, chyba wyszedłem z wprawy. – zaśmiał się, wyobrażając sobie co musiała myśleć biedna Mai. Ale żeby nie być już takim chujem, to się ogarnął i ruszył normalnie. W końcu w takim tempie nie dojechaliby tam nawet jutro. No to pojechali i chyba tutaj skończę, bo niech się najedzą, nie?

/zt x2 :hyhy:
 
 
Colin Montgomery
[Usunięty]

Wysłany: 31 Styczeń 2017, 00:02   

Colin szedł bokiem torów, co jakiś czas kopiąc butem, te z kamieni, które obsunęły się na wąski chodnik. Poza odległym tętentem odjeżdżającego pociągu wokoło panowała cisza. Na torach leżał szary zając, ni to grzejąc się w słońcu, ni to raczej jednak nie żyjąc, wnosząc z faktu, że nie było słońca ani żadnych innych przyczyn, by leżeć wśród pędzących pojazdów.
Uprzedzając jakby mimowolne odwrócenie wzroku, krzaki po jego lewej zaszeleściły, bynajmniej nie szturchane przez wiatr. Z ust malarza dobyło się ciche "huh", a ten przystanął i obrócił głowę wpatrując się w źródło dźwięku. Niedługo musiał stać tak w bezruchu by spomiędzy krzewów, by chude zwierze wychyliło łeb na zewnątrz i zrobiło dwa kroki w przód, przystając po środku śnieżki, niecałe kilka metrów od Colina. Naprężone mięśnie zarysowały się pod cienką warstwą skóry, pokrytą rudawą sierścią. Był dzikim kotem przygnanym tutaj zapewne na zapowiedź uczty. Zwierze stroszyło tylko czujnie uszy, odczekał chwilę i podbiegł w stronę leżącego na torach zająca. Delikatne, niemalże niezauważalne ruchy wykonywał zupełnie bezgłośnie, jakby bał się, że każdy dźwięk zbudzi czające się gdzieś zło. Łapczywie zaczął jeść, co jakiś czas spoglądając tylko na boki jakby w obawie przed nadjeżdżającym pociągiem.
Wtedy dopiero, Colin, który wcześniej się nie poruszał, zrobił krok w przód. Kocur zastygł w bezruchu, odwrócił się, a jego zielone ślepia spotkały się z jasnymi oczami artysty. Zwierze zobaczyło w nich najwyraźniej coś, co musiało go przerazić, bo odbiegł, znikając w pobliskiej kępce krzaków. A może szukał tylko czegoś, co było jedyną rzeczą, jaką znał i nie zdołał tego odnaleźć?
Student mógłby zastanawiać się nad tym znacznie dłużej, gdyby nie odgłos stukania butów o kamienie, który uświadomił go o czyjejś obecności. Uniósł głowę, a gdy jego oczom ukazała się sylwetka Delili, lico ubarwił przyjacielski uśmiech.
- Witam panią. - przywitał się, odsuwając na bok zastanowienia dotyczące bezdomnego kota i na dopełnienie żartobliwego gestu, pochylając się do przodu, tak jak kiedyś zwykło ludziom wychowanym i kulturalnym. Stał w takiej pozycji przez chwilę, by w końcu unieść wzrok na kobietę i pozwolić kącikom ust zadrżeć w nonszalanckim geście. Nie było mu chyba dane dorosnąć.
 
 
Delila Holloway


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
malarka

powinna działać solo

Mieszkam w
Streeterville

Delila

Holloway

Wysłany: 31 Styczeń 2017, 21:38   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


    /a nawet nie wiem

Każdy z nas ma w sobie coś z dziecka. W mniejszym lub większym stopniu, ale.. ale ma. I to jest coś, wobec czego nie mam choćby najmniejszych wątpliwości. Delila również. Bo kiedy tylko mogła, kiedy tylko miała ku temu okazję, zachowywała się jeszcze gorzej, niż własna córka. Ze szczeniackim uśmiechem na buzi szła naprzód, zabawiając się w najlepsze, w towarzystwie kobiety, która koniec końców, nie mogła przynieść jej niczego dobrego. A przynajmniej tak uważało większość osób, które miało jakie takie pojęcie o tym, jak wyglądała przeszłość Delili i Katherine. Delila, choć prawie miała trzydziestkę na karku, nadal zachowywała się jak rozpieszczony gówniarz, który czerpie z życia tylko to, co najlepsze i najprzyjemniejsze zarazem. Poniekąd, nie trudno jej o to obwiniać. Miała swoje własne, indywidualne podejście do życia i nikt nie powinien dziwić się temu, że raz na jakiś czas błądziła w łóżku Hathaway.
Tego dnia córkę zostawiła pod opieką Sheili, tak myślę. Bardzo ucieszyła się na widok nastolatki i z niemałą przyjemnością ugościła dziewczynę w jej dawnym pokoju. Inną sprawą było to, że najwidoczniej mała Faith stęskniła się za starszą współlokatorką, więc Holloway nie pozostało nic innego, jak dać dziewczynom choć trochę prywatności. Może i brzmi to śmiesznie, ale tak właśnie było. Mała Faith zwykle dostawała to, czego chciała. Tak więc, Delila szybciutko ewakuowała się z domu, lecz tym razem nie pojechała prosto do Katherine, jak ostatnio miała to w zwyczaju. Tym razem zdecydowała się nadrobić zaległości nie tylko w galerii. A koniec końców.. z aparatem przed nosem błąkała się nie tam, gdzie błąkać się powinna. Przecież to niebezpieczne, no nie? Nie tyle co przebywanie w takich miejscach jak to, ale.. przebywanie w takich miejscach jak to samej. Znała okolicę aż za dobrze, by w pełni się rozluźnić, gdy mijała kolejnych podejrzanych typów. Niektórych znała lepiej, niektórych nieco gorzej, a jeszcze innych nie znała wcale. Mogła odetchnąć dopiero gdy przypadkiem minęła na ulicy ciemnoskórą kobiecinę, znaną i szanowaną, hehe. Tak czy inaczej, gdy tylko znalazła się niedaleko torów, przestała widzieć świat tak, jak widziała go na co dzień. Uruchomiła aparat i nie spuszczając wzroku z obiektywu, szła przed siebie małymi krokami. Naturalnie, nie zauważyła go od razu. Najpierw go usłyszała. Dwa słowa przecięły względną ciszę, lecz nawet to nie sprawiło, że schowała aparat. Korzystając z okazji, gdy spoglądała na Colina poprzez obiektyw, lekko nacisnęła spust migawki, tym samym uwieczniając na karcie pamięci sylwetkę młodego malarza. Podeszła bliżej, nadal spoglądając przez obiektyw, a wolną ręką wskazała jakiś wyżej położony punkt.
- Spójrz w górę. - rzuciła od niechcenia i, jakżeby inaczej, znów nacisnęła ten magiczny przycisk, po czym jednym gestem wyłączyła aparat i schowała go z powrotem do torby – Lubię jak się uśmiechasz. - dodała jeszcze, nim to znalazła jakiś murek niedaleko, na którym posadziła swoje cztery litery. Poklepała miejsce obok, bo czemu Colin nie miałby do niej dołączyć? A no właśnie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Colin Montgomery
[Usunięty]

Wysłany: 31 Styczeń 2017, 23:10   

Colin lubił chodzić po mieście, szczególnie wtedy, gdy nie miał w tym żadnego, konkretnego celu. Robił to najczęściej, gdy brakowało mu chęci do skończenia (lub czasami nawet zaczęcia) konkretnego obrazu, a odkąd malował portrety na zamówienie, nie mógł wciąż odkładać wszystkiego "na jutro". Jedni nazwaliby to więc marnowaniem czasu, ale jemu te przerwy pomagały. W zeszłym tygodniu, przechadzając się tak po obrzeżach Canaryville spotkał kobietę, która i bez pędzla, mogłaby być postacią na obrazie. Miała piękne rysy. Artystycznie piękne. Siedziała na ławce z gracją, którą można by przyrównać jedynie do dzieła dłuta najlepszego z greckich rzeźbiarzy. Colin obserwował ją, nie mogąc się nadziwić jak, ktoś taki jak ona mógł pozwolić sobie na potok łez spływających coraz gęściej po bladych policzkach. Z początku nie miał takiego zamiaru, gdyż jego nieśmiałość uniemożliwiała mu podobne działania, jednak w końcu podszedł ostrożnie i usiadł obok, na drewnianej ławce. Spytał czemu płacze, a nieznajoma spojrzała na niego nieco przestraszona, ale ani trochę zdziwiona. Może oczekiwała współczucia, a może liczyła na pochwałę jakże pięknej męki, niewinnej duszy. Przesunęła palcem po policzku, po czym odrzekła słowami prostymi: "A bo proszę Pana, życie mi się jakoś rozsypało i nie wiem jak je złożyć z powrotem".
Te słowa tkwiły mu w pamięci nawet teraz, a za nimi wałęsało się pytanie czy takie życie faktycznie trzeba było składać. Z poetyckiego punktu widzenia - nie, ale z drugiej strony... jak to tak? Z rozsypanym życiem?
Delila prędko zbliżyła się do niego, co było dobre, pod każdym chyba, dostępnym względem. Colin nie zdążył nawet pomyśleć nad znaczeniem jej pierwszej wypowiedzi, gdy odruchowo uniósł wzrok ku górze, spoglądając prosto w błyszczące oko obiektywu. Bo gdyby pomyślał, to pewnie by tego nie zrobił, a teraz jedyne co mu pozostało to oblanie lica wyrazem mówiącym jedynie: "och, Del, proszę cię".
Student wychylił się nawet do przodu, próbując złapać aparat, ale kobieta schowała go z powrotem do torby, zanim Colin zdążył choćby wyprostować palce. Malarz westchnął z rezygnacją i stojąc w miejscu, uśmiechając się pod nosem, przyglądał się jak przyjaciółka siada na niskim, kamiennym murku. Po krótkiej ocenie strat i zysków mógł stwierdzić, że nic nie uległo zmianie, a obraz Delili wymalowany w jego głowie zgadzał się co do szczegółu.
Szepnął coś do siebie pod nosem i zaraz ruszył z miejsca by nie najzwinniejszym ruchem, także wskoczyć na podmurówkę. Dawno się nie wiedzieli, a Colin poczuł się dziwnie, gdy jego głowa okazała się być te parę centymetrów ponad. Przyjaciółka była od niego niższa i żałował, że mężczyźni musieli być tak seksistowsko wyżsi od kobiet. W wymiarze czysto fizycznym oczywiście.
- Co tu robisz? - zerknął na torbę i znów uniósł wzrok, spoglądając z lirycznym rozbawieniem na artystkę - Poza zdjęciami oczywiście. - po tych słowach dopiero, przechylił głowę na bok i uniósł jedną nogę tak, by móc oprzeć na niej łokieć.
Gdy przyglądał się torom, na nowo odrodziła się w nim jakaś chęć podróży. Bo czyż Andersen nie powiedział, że podróżować to żyć?
 
 
Delila Holloway


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
malarka

powinna działać solo

Mieszkam w
Streeterville

Delila

Holloway

Wysłany: 1 Luty 2017, 19:38   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Wcale nie uciekała od swojego życia. Nie uciekała od codzienności, która wcale nie była różowa, przepełniona szczęściem i beztroską. Potrzebowała tylko chwili wytchnienia. Chwili sam na sam z własnymi myślami, co koniec końców niczym nie różniło się od szeroko pojętej ucieczki. Gdy zmierzała w to miejsce, złapała się na tak banalnej i wstydliwej myśli, jak ta, że „dobrze jest mieć Sheilę w pobliżu”, bowiem ta młoda kobieta była jedną z nielicznych osób, którym bez większego problemu mogła oddać córkę pod opiekę. To śmieszne, a w wielu przypadkach również skrajne nieodpowiedzialne i.. bo ja wiem? Nieetyczne? Niemoralne? Bo jaka matka z niewysłowioną ulgą oddala się od własnego dziecka tylko po to, by choć przez chwilę pobyć.. samej? Można ją oceniać, można wytykać jej błędy, tyle że czy ktokolwiek zna właściwe powody takiego zachowania? Nigdy nie planowała zostać matką. W pierwszych tygodniach ciąży rozważała aborcję, a później.. nie, później nawet nie była przygotowana do macierzyństwa. Nim pojawiła się Faith, nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Była w ciągłym ruchu, bo tylko w ten sposób mogła balansować na krawędzi, nie wracać myślami do przeszłości i tylko przeć naprzód, nie zważając na wcześniej popełnione błędy. Potem pojawiła się Faith, a sama Delila została na długi, długi czas uziemiona. Musiała sobie z tym poradzić, choć wcale nie było to takie proste. Musiała zadomowić się w Chicago lub jakimkolwiek innym mieście. Musiała rozpocząć życie na nowo. Życie pozbawione ciągłej ucieczki. Gdyby jednak teraz otrzymała propozycję ucieczki, trochę innej, niż ta wcześniejsza, od Katherine, nie sądzę, by się zgodziła. Paradoksalnie, nowe życie bardzo się jej spodobało. W tym całym zamieszaniu coś jej umykało. Stabilizacja. Teraz była na wyciągnięcie ręki, acz nadal poza jej zasięgiem.
Uśmiech pojawił się na buzi kobiety zupełnie nieoczekiwanie. Przez jedną krótką chwilę kompletnie nie zastanawiała się, co takiego wyprawia. Była w swoim żywiole i doprawdy, trudno oczekiwać po niej innego zachowania. Na zwykłej sesji nie mogła pozwolić sobie na podobne zachowanie, także.. cóż, trzeba przywyknąć, po prostu. I, w rzeczy samej, jeszcze nie pozwoliła Colinowi wziąć do ręki aparatu. I na to przyjdzie czas, zapewne już za niedługo.
Milczała przez chwilę, przeczesując spojrzeniem okolicę, nawet gdy ciszę przerwał głos Colina. Uśmiech kobiety nieco przygasł, gdy umyślnie bardziej naciągnęła sobie wełnianą czapkę na uszy. I na oczy również, tyle że, żeby nie było, nadal wszystko widziała. I słyszała. Zmarszczyła nosek, kiedy to wlepiła swe ślepia w profil malarza.
- Znasz to uczucie, kiedy musisz po prostu odciąć się od swojego życia? - odpowiedziała pytaniem na pytanie – Zostawić za sobą to, czego dokonałeś dotychczas i po prostu.. uporządkować myśli? - mruknęła, przenosząc wzrok na opustoszałe tory. Zagryzła dolną wargę, przy czym bezwiednie poklepała swoją torbę, do której schowała aparat. Uśmiechnęła się zaledwie kącikiem ust, gdy tylko zerknęła w kierunku towarzysza – To właśnie robię. Próbuję uporządkować myśli, poukładać ten popieprzony bałagan… - westchnęła tylko, biorąc do ręki skórzany pasek torby. Naturalnie, zaczęła się nim bawić, jakby nie miała nic lepszego do roboty – Wiesz, że moja sześciolatka powiedziała dzisiaj „mamo, idź sobie, potrzebuję trochę prywatności”? - dodała, krzywiąc się nieco i prychając na koniec.
- Zgubiłeś się? - spytała jeszcze, wyraźnie drocząc się z towarzyszem. Jak zwykle.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Colin Montgomery
[Usunięty]

Wysłany: 3 Luty 2017, 23:10   

Ucieczka była popularnym motywem wśród artystycznej społeczności. I gdyby Delila powiedziała mu, że to właśnie robi, zapewne nawet by się nie zdziwił. Przecież on sam cały czas uciekał. Wciąż i wciąż i wciąż. Nie potrafił chyba inaczej. Naprawdę nie potrafił. Uciekał od siostry, od Bree, od każdego kto poruszał niewygodny temat. Student dowodził tym samym swą nieporadność w sytuacji gwałtownie narastającego napięcia. Był podatny na stres, dlatego nauczył się go unikać w najgorszy z możliwych sposobów.
Przyjaciółka nie poruszyła jednak tematu, pozwalając Colinowi jeszcze przez chwilę pozostać na swoich bezpiecznych wyżynach. Nie na długo jednak, bo zadane przez kobietę pytanie, pociągnęło go w dół niczym kotwica. Zachłysnął się nerwowo powietrzem i westchnął z pewną urazą. A potem jak tę piłeczkę, radośnie odbił wypowiedź w przeciwną stronę, byle dalej, byle sprawniej.
- Katastrofalny bałagan. - powtórzył jej słowa w przeinaczony sposób i uśmiechnął się pod nosem. - Tylko czy wszystkie myśli muszą koniecznie być uporządkowane? Wszystkie? - spytał, niczym dziecko, które upewnia się, czy tych obowiązków to na prawdę jest tyle, czy może jednak się przesłyszał, może tylko część, może wystarczy tylko zmyć naczynia, a śmieci wyrzuci kto inny, psa wyprowadzi ojciec, kwiatki podleje mama, lekcje odrobi brat. W gruncie rzeczy, pod wieloma względami Colin był jeszcze dzieckiem, uwięzionym chyba w ciele dorosłego - nadal cieszyły go stoiska z balonami w centrum miasta, kiedy szedł się ogolić, wracał cały zakrwawiony, bał się chodzić do lekarza i wciąż kupował lizaki w przydrożnym sklepie koło domu. Był artystą, fakt, jednak był też ostatnią osobą by cokolwiek porządkować. Jego przeszłość, a w tym szczególnie jego dzieciństwo było czymś na kształt matrioszki, której rozpracowywanie dawno go znużyło, jako że od jedną powłoką kryła się jak gdyby kolejna. Ledwie się w tym połapał, pozatrzaskiwał je czym prędzej, pozostawiając tę możliwie najbardziej wybieloną, ażeby móc bez zmartwienia piastować w sercu myśl, że coś poszło dobrze.
Na wzmiankę o Faith, zaśmiał się cicho.
- Chyba musisz jej wybaczyć. - zagwizdał pod nosem i odchylił się delikatnie do tyłu. Córka Delili była wygadana, ale Colin doceniał spędzany z nią od czasu do czasu dzień. I fakt, może nie był szablonową opiekunką, szczególnie, że istniała nieskończona liczba niewłaściwych zachowań wobec dzieci. Wyciągało się do nich gałązkę oliwną i okazywało się, że to nie ta gałązka i nie ta chwila.
Na zaczepne pytanie, mężczyzna szturchnął przyjaciółkę lekko, zaczepnie również, po czym pochylił się do przodu i z tej perspektywy przyglądał się Delili z udawanym wyrzutem. Następnie spojrzał znów na tory, nie odzywając się przez parę sekund.
- Chyba nie. - przerwał ciszę.
 
 
Delila Holloway


Jestem w Chicago od
urodzenia



32
malarka

powinna działać solo

Mieszkam w
Streeterville

Delila

Holloway

Wysłany: 4 Luty 2017, 11:48   
   Mów mi -  Darka
   Multi -  Leanne Wheeler


Tylko że czasem nie można było pozostawić życia w kompletnym chaosie. To było, zdecydowanie i, jak najbardziej, niezdrowe. Zwłaszcza, że Holloway musiała liczyć się z tym, że nie jest sama i po prostu musi zadbać o dobro córki. Nie o swoje. Bo będąc matką, musiała wziąć się w garść i zacząć myśleć w nieco szerszej perspektywie, co w przypadku kogoś, kto zwykle chodził własnymi ścieżkami, wcale nie było takie proste. Mhm. Swoją drogą, tak trochę szkoda mi Delili, że tak się wpieprzyła, gdy była trochę młodsza. Mimo to, macierzyństwo chyba wyszło jej na dobre. Nie mogła przecież wiecznie bujać w obłokach i uciekać od odpowiedzialności, jakiejkolwiek. Tak czy inaczej, nie mogła się nie uśmiechnąć, gdy usłyszała słowa przyjaciela. Zaraz też lekko skinęła głową, przy czym ani na moment nie spuściła wzroku z towarzysza.
- Niektóre powinny, Colin. Jak na przykład te, w których ciągle i ciągle wracasz do kogoś, do kogo nie masz całkowitego zaufania, a mimo to, ten ktoś ciągle jest gdzieś obok, niemal na wyciągniecie ręki. Kiedy tego kogoś nie ma, nie możesz i nie potrafisz wyrzucić go z głowy. Jej z głowy. Z myśli. Z cholernego życia… - ale te ostatnie słowa wypowiedziała już nieco ciszej, niepewnie, jakby się ich bała. Jakby wcale tego nie chciała. Nie zdziwiłabym się, gdyby tak było naprawdę. Zresztą, Colin wcale musiał i pewnie w ogóle nie wiedział, co łączyło malarkę z lekarką. Chociaż.. plotki. Bo czy to nie w ostatnim Sun-Times była krótka wzmianka o tych dwóch paniach? Niestety tak. I, niestety, Delila miała przyjemność zapoznać z tą rubryką. Bywa. Skrzywiła się nieznacznie, finalnie odwracając wzrok od towarzysza. W tym momencie torbę zdjęła z ramienia i położyła obok siebie, w ciszy i skupieniu. Przecież nie mogła ot tak odpuścić, pozwolić, by wszystko toczyło się własnym rytmem, bez jej ingerencji, gdy doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to, co aktualnie działo się w jej równie popieprzonym życiu, później mogło być opłakane w skutkach, tak jak przed wieloma laty. Przygryzła dolną wargę, kręcąc głową na boki, ponownie spoglądając w kierunku Colina – Nie. Wybaczę jej dopiero jak będzie starsza. - rzuciła z wyrzutem i nieukrywaną niechęcią, jakby nie mogła zaakceptować faktu, że jej maleństwo dorastało. Co prawda, powoli, ale jednak. Miała zaledwie sześć lat i już odtrącało swą rodzicielkę. Ech, pech, żal i smutek. - Pytała się o Ciebie. - dodała po chwili namysłu – Pytała się, kiedy namalujesz jej nowy kwiatek na ścianie w pokoju. - dodała, wydymając dolną wargę. Pociągnęła też teatralnie nosem, przekrzywiając głowę na bok, lecz zaraz tylko się zaśmiała i odpowiedziała podobnym, acz zabawnych szturchnięciem.
- W takim razie zgubiliśmy się razem. - powiedziała szybko i tak po prostu wcisnęła mu do rąk torbę z aparatem – Łap. Pozwól ponieść się.. chwili? - dodała niepewnie, zeskakując z murku i oddaliła się na pewną odległość, od razu przybierając jakąś konkretną pozę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Colin Montgomery
[Usunięty]

Wysłany: 4 Luty 2017, 23:28   

Fakt, że Colin nie przykładał tak wielkiej uwagi do porządku nie tylko we własnym domu (szczególnie nie we własnym domu!), ale przede wszystkim we własnym umyśle, którego nieprzyjemna zawartość zdawała się być jakby cichcem wepchnięta pod łóżko czy za szafę, wydawała się zadziwiająco nieprawdopodobna. Bo jak to tak? Pochodził przecież z germańskiego kraju i zasada "Ordnung muss sein" powinna dotyczyć go chociaż w pewnym stopniu. Nie dotyczyła.
Ale to nie szkodzi. Nawet pomimo tej niezgodności stereotypowych poglądów, kochał Danię. Tęsknił za krajem w którym się urodził. Za kobaltowym niebem, morskim klimatem i prostokątnymi, kolorowymi kamienicami. Czasami zastanawiał się nawet, czy nie lepiej byłoby pojechać do Kopenhagi, choć ostatecznie ta opcja zawsze pozostawała tylko samotną wizją, niespełnionym marzeniem o powrocie do dzieciństwa.
Tutaj pojawiał się kolejny powód dla którego naprawdę lubił Faith. Dziewczynka uwielbiała kiedy Colin mówił po duńsku. Kiedy rozmawiali, czasami prosiła go, żeby mówił do niej w tym właśnie języku, a on, z braku totalnej weny czytał strony z Wikipedii o fizyce elementarnej (przeświadczając ją oczywiście, że to skandynawskie bajki).
Gdy kobieta się odezwała, Colin odwrócił głowę w jej stronę i przybrał nieco poważniejszą minę.
- Och Del, ale żeby od razu wyrzucać? - jego piegowate lico rozjaśnił bardzo delikatny uśmiech. Bo czy nie warto było spróbować chociaż naprawić? Jak psuje się komputer, zabiera się go do mechanika. Robi dziura w płaszczu, to się ją zaszywa. Czy z uczuciami nie było tak samo? Niedługo zacznie się wyrzucać zepsute dzieci, bo chore, bo niegrzeczne, bo nieładne.
Student odchylił się do tyłu, siadając prosto i wypuszczając z ust obłoczek pary. Nie umknął mu oczywiście wpis w ostatnim wydaniu Sun-Times. "Nie dość, że okazała się nie być heteroseksualna, to teraz jeszcze zrobiła się bezduszna!" przypomniało mu się w samą nieporę. Nie żeby artysta przytakiwał takiej ingerencji w czyjeś prywatne życie, ale nie był też bez winy, bo przeczytał artykuł do końca.
- Ale co by to byłaby za miłość, gdyby nie przysporzyła choć odrobiony cierpienia?
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo Delila ożywiła się nagle. Na jej słowa Colin zaśmiał się cicho i odchylił głowę do tyłu, przez chwilę spoglądając w niebo, po czym znów kierując spojrzenie niebieskawych oczu na przyjaciółkę.
- Może namaluję. - przekrzywił głowę - Jeśli jej mama wyświadczy mi drobną przysługę. - dodał, uśmiechając się szeroko.
Wtem kobieta wcisnęła mu do rąk torbę z aparatem i zeskoczyła z podmurówki. Malarz zdziwiony uniósł znacząco brwi. Dopiero gdy Delila przyjęła konkretną pozę, zaśmiał się głośno, dekorując lico żartobliwym "naprawdę?"
Nie był być może wybitnym fotografem, choć sztuka ta miała dużo wspólnego z malarstwem i czasami aż dziwił się sobie, że nie posiadał jeszcze dobrego sprzętu. Używając aparatu, utrwalał przecież chwilę. W pewnym sensie było dokładnie tak jak z tworzeniem krajobrazów i portretów - fotografia pozwalała zatrzymać czas.
- Jak sobie życzysz. - dodał groteskowo, unosząc aparat na poziom wzroku, naciskając na czarny przycisk do połowy i gdy zielone światełko zasygnalizowało dobrą ostrość, wciskając go do końca, a tym samym uwieczniając Delilę na zdjęciu, w akompaniamencie cichego "pik".
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,38 sekundy. Zapytań do SQL: 10