Poprzedni temat «» Następny temat
Root Street
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 12:26   Root Street

[align=center:2849194ce0][/align:2849194ce0]
 


profil
 
Teagan Griffith
[Usunięty]

Wysłany: 27 Czerwiec 2016, 21:13   

Wychowała się tutaj. Mieszkała tutaj przez całe swoje życie. Nawet na wakacje zostawała w mieście. Wydawać by się mogło, że ma także pamięć doskonałą, ale widocznie przed dzisiejszą wyprawą zapomniała zapoznać się kiedykolwiek z mapą Chicago. Nie miała zielonego pojęcia gdzie się znajduje. Rozglądała się dookoła szukając jakiegoś punktu zaczepienia, który dałby jej jakąś wskazówkę. Jasne. W dzisiejszych czasach mogła po prostu sprawdzić w telefonie, a raczej sprawić by to on ją odszukał na mapie. Szkoda tylko, że właśnie dzisiaj skończył jej się pakiet internetowy, a wyższego niż dotychczas nie planowała otrzymać rachunku za usługi. Kolejnym krokiem, który poczyniłby każdy jeden normalny zagubiony przechodzeń byłoby zapytanie o drogę najbliższej osoby. Jeśli jednak jesteś Teagan wiesz, że to praktycznie niemożliwe. Wiesz, że przecież nie przyznasz się przed samą sobą, a dopiero co przed kimś, że zgubiłaś się we własnym mieście. Więc stoisz jak to ciele udając wyluzowaną, kiedy tak naprawdę praktycznie płaczesz ze strachu, że już nigdy nie zobaczyć swojego ukochanego łóżka i rozglądasz się jakby udając, że na kogoś czekasz. W rzeczywistości jednak Teagan ciągle analizowała otoczenie, które miała przed sobą i szukała, ciągle szukała czegoś co ją naprowadzi chociaż na to, w której części Chicago się znajduje. Pewnie zastanawia was jak do tego doszło w pierwszej kolejności. Jeśli jesteś niecierpliwa i poruszasz się taksówkami, a korki są kilometrowe już wiesz, że czeka Cię spacer. Wysiadasz więc płacąc wcześniej za marne usługi taksówkarza i z buta próbujesz dotrzeć do celu. Pech chciał, że Teagan niespecjalnie interesowała się tym jaką trasę obrał taksówkarz ani także specjalnie nie interesowała się postępami w jeździe z punktu A do punktu B. Tak więc teraz karma odpłacała się za jej nierozwagę stawiając ją… właściwie nie wiadomo gdzie.
 
 
Charles Gentile
[Usunięty]

Wysłany: 29 Czerwiec 2016, 17:04   

Charlie Gentile, odkąd awansował na stopień detektywa, nie zakładał scenariusza, w którym ponownie ubiera się w błękitną koszulę munduru chicagowskiej policji i wsiada do radiowozu, nieść sprawiedliwość i porządek ulicom Wietrznego Miasta. Oczywiście, słyszał te wszystkie historie o tym, jak glina jest nadgorliwy i przegina z doborem metod, albo po prostu naciska na odcisk komuś, komu nie trzeba, ale nigdy nie dopuszczał do siebie myśli, że jemu się to przytrafi. Był w końcu całkiem przyzwoitym policjantem, może nieco zbyt ambitnym, ale na pewno niełamiącym przepisów. Niestety, jak się okazało, to nie były jedyne przyczyny powrotu do "patrolu". Istniały też takie, hm, "czasowe", szczególnie w okresie wakacyjnym, kiedy Ci mundurowi, którzy mieli rodziny, masowo brali urlopy i wyjeżdżali na wakacje. Może brzmi to nieprawdopodobnie, że w tak rozwiniętym departamencie policji, jakim był ten chicagowski, kiedykolwiek zabraknie gliniarzy żeby wypełnić zmianę, ale ten scenariusz właśnie się sprawdził, a jedną z jego "ofiar" był detektyw Gentile. Na całe szczęście, w przeciwieństwie do kilku kolegów, z którymi podzielił los, trafił do swojego poprzedniego sierżanta, który przywitał go z otwartymi ramionami i zaproponował samotną jazdę Fordem Interceptor, którym do niedawna woził się ze swoim partnerem. Dla Charliego był to jedyny pozytywny aspekt powrotu do patrolowania ulic Canaryville i Englewood - były to w końcu rejony raczej biedne, a na dodatek takie, w których prowadził już jakieś śledztwa związane z działającymi na tych terenach gangami.
Właśnie dlatego przez cały dzień myślał tylko o tym żeby przypadkiem nie wdać się w coś głupiego, coś, co mogłoby mu zepsuć dotychczasową pracę, albo co gorsza - zdrowie. W końcu przestępcy z zamiłowaniem otwierali ostatnimi czasy ogień do funkcjonariuszy policji, a Gentile wcale nie miał zamiaru oberwać. Obierał więc takie ścieżki, które zwykle były niezbyt okupowane przez lokalnych gangsterów i wlókł się nimi niemiłosiernie powoli. Gdyby nie fakt, że Canaryville było dzielnicą, w której przeważali latynosi, to pewnie nie zainteresowałby się nawet Teagan, która już na pierwszy rzut oka wyglądała, jakby potrzebowała jakiejś pomocy. Charlie obrał więc kierunek na wolne miejsce, przy którym zaparkował radiowóz i zameldowawszy, że go opuszcza, wysiadł z niego, podążając do kobitki.
- Proszę pani, przepraszam! - rzucił w jej kierunku, dyskretnie opierając dłoń na kaburze. To już z przyzwyczajenia. - Mogę jakoś pomóc? - spytał, kiedy znalazł się już wystarczająco blisko Teagan.
 
 
Teagan Griffith
[Usunięty]

Wysłany: 29 Czerwiec 2016, 18:04   

Rozejrzała się jeszcze raz dookoła. Starała się nie wyglądać tak jakby się zgubiła, ale po prostu na kogoś czekała. Jednak nie potrafiła dobrze grać. Świadczył o tym fakt, że ktoś zaczął wołać jakąś panią. Dla pewności rozglądnęła się szukając ewentualnej pani o którą może się rozchodzić. Jednak wszystko wskazywało na to, że chodziło o nią. Spojrzała więc troszkę zdezorientowana poszukując właściciela głosu i kiedy jej wzrok trafił na niego uśmiechnęła się przepraszająco. Przepraszała generalnie za swoje roztargnienie.
- Za co pan właściwie przeprasza? – spytała używając troszkę humoru troszkę łapiąc go za słowa. Pewnie nie powinna. W końcu widziała mężczyznę pierwszy raz na oczy. Na dodatek jego dłoń spoczywała tam, gdzie doskonale Teagan wiedziała co się znajduje..
- Właściwie... – umilkła zastanawiając się nad odpowiedzią – Sama nie wiem – powiedziała chyba bardziej do siebie niż do niego. Toczyła wewnętrzną walkę sama ze sobą. Czy przyznać się i poszukać u nieznanego mężczyzny pomocy czy dalej uparcie udawać, że na kogoś czeka. Pewnie gdyby skorzystała z opcji numer dwa postałaby tu jak idiotka jeszcze dobrych kilka godzin zanim zmiękłaby dostatecznie by zapytać o drogę – Chociaż, może jednak – wewnętrzną walkę przeniosła poza swoją własną głowę – Zgubiłam się – przyznała wreszcie dosyć niechętnie – I to nie jest coś z czym czuję się obecnie komfortowo – mogła mu się wyżalić. Pewnie więcej go nie spotka. Więc mogła. Tak jej się przynajmniej wydawało – Więc udaję, że mogę na kogoś czekać, a tak naprawdę szukam czegoś co mi powie, gdzie ewentualnie się znajduję – wytłumaczyła – Więc jakby mi Pan mógł powiedzieć gdzie jestem to byłabym przeogromnie wdzięczna – powiedziała posyłając mu delikatny uśmiech.
 
 
Charles Gentile
[Usunięty]

Wysłany: 2 Lipiec 2016, 12:45   

Przed czujnym wzrokiem detektywa Gentile niestety ciężko się ukryć. No dobra, to przesada, gość rozmawiając z poszukiwanym przestępcą nie ogarnął, co się właśnie dzieje, ale tym razem zadanie było ułatwione, bo Teagan - w jego oczach - kompletnie do tego całego Canaryville nie pasowała. Dlatego właśnie bez oporów odpowiedział uśmiechem na jej, chociaż zamiast przepraszać, to swoim raczej okazywał troskę, czy coś. Taki dobry człowiek.
- Och. - zaśmiał się, kompletnie nieprzygotowany na taką ripostę. - Czasami ciężko przewidzieć, jak ktoś zareaguje na bycie zaczepionym przez policjanta. To przezorność. - odparł po chwili i pozwolił sobie na głębszy oddech. W tym momencie poczuł się całkiem pewnie, więc dłonie oparł gdzieś z przodu tego ogromnego pasa, który musiał nosić. Wpadł bowiem na pomysł, że może lepiej kobieciny nie krępować i nie obnosić się z tym, że w ułamku sekundy można dobyć broni. W końcu ludzie się trochę boją i policji i pistoletów.
Charlie, trzeba przyznać, był tym wszystkim rozbawiony. Już pierwsze wrażenie wprowadziło go w stan rozluźnienia, a widząc niezdecydowanie Teagan jeszcze bardziej poprawiało mu humor. Żeby jednak jej nie deprymować po prostu się uśmiechał i nawet trochę gestykulował żeby ją zachęcić do wyduszenia z siebie tego, co miała do powiedzenia. - No, trzeba było tak od razu! - stwierdził z entuzjazmem. - To nic strasznego, proszę pani, Canaryville to labirynt. - machnął ręką, którą za chwilę zresztą wsunął do kieszeni żeby wyciągnąć telefon. No co, mapę jej pokaże i tak dalej. - Więc, załóżmy, że czekała pani na mnie, chociaż miejscowi raczej ze mną nie rozmawiają. W każdym razie. Jesteśmy na 85th Root Street... - rozejrzał się wokół siebie i w końcu wskazał dłonią z telefonem w dół ulicy. - ... stamtąd jeździ autobus do stadionu Soxów, a tam może się pani przesiąść na metro. Mogę pokazać na mapie. - wyjaśnił po krótce. Nie była to najbardziej fachowa pomoc, jeśli chodzi o dojazd, ale na dobrą sprawę to nawet nie znał celu podróży Teagan, więc sypał ogólnymi radami.
 
 
Teagan Griffith
[Usunięty]

Wysłany: 2 Lipiec 2016, 20:43   

- Właściwie – przerwała i spojrzała na niego. Początkowe skrępowanie powoli zaczęło ustępować. Powoli zaczynała dochodzić do siebie i pewność siebie powoli zaczęła się 'regenerować'. Pozwoliła sobie nawet na subtelne zlustrowanie wzrokiem jego sylwetki – Z początku jakoś nie przyszło mi to głowy, że jest pan policjantem – uśmiechnęła się przepraszająco – No i pozwoliłam sobie po prostu złapać pana za słówko zamiast po prostu zareagować jak każdy normalny człowiek – tłumaczyła się jakby popełniła jakąś straszną gafę. Pewnie jeśli dane jej będzie pomyśleć jeszcze raz o tym spotkaniu pewnie dojdzie do wniosku, że żadnej gafy nie popełniła. Chyba, że roztargnienie można było jako gafę potraktować.
- Labiryntem to to miasto w ogóle nie powinno być – mruknęła – Przynajmniej nie dla mnie – dodała. Właściwie już zbierała się by opowiedzieć mu o tym, że tak naprawdę spędziła tutaj całe swoje życie, ale jakoś z zakątkami Canaryville nie dane jej było się zapoznać, ale się powstrzymała. W końcu był nieznajomym. I pomimo że był policjantem i potencjalnie mogła mu zaufać jakoś nie mogła się przemóc. Plus jaki by był w tym cel? Mogłaby mu opowiedzieć całe swoje życie, ale po co? Chyba po to żeby potem puknąć się w głowę skoro obcym swoje życie opowiada niczym jakąś dobrą książkę.
- Właściwie sama mogłabym to sprawdzić – zauważyła kiedy wytłumaczył jej szczegółowo gdzie się znajduje – Ale duma raczej nie pozwalała mi się przed samą sobą przyznać, że udało mi się zgubić w swoim rodzinnym mieście – stwierdziła krzywiąc się – Zdarzyło się to panu kiedyś? W sensie zgubić się w mieście, które potencjalnie powinien pan znać jak własną kieszeń, a w rzeczywistości bywają miejsca, w których jest pan pierwszy raz? – spytała ot tak. Skoro już do niej podszedł to równie dobrze mogła go uraczyć rozmową o niczym. Chociaż chętnie porozmawiałaby z nim o czymś innym. Albo w ogóle nie rozmawiała. Bo myśli miała dosyć jednoznaczne.
 
 
Charles Gentile
[Usunięty]

Wysłany: 3 Lipiec 2016, 12:38   

Dobry humor dopisywał. - Zgadzam się, że te mundury niezbyt rzucają się w oczy. Błękitne koszule to domena korporacji. - pokiwał głową z uśmiechem. O wiele bardziej "policyjnie" wyglądają na przykład te, w których pracują w Los Angeles, czy Nowym Jorku. Chicagowskie wyglądają tak pociesznie, szczególnie jeśli kamizelkę nosi się pod koszulą, a nie na wierzchu. - Podejrzewam, że to najmilsza reakcja, z jaką się dzisiaj spotkam, także udało się! - odparł krótko. Chcąc nie chcąc pewnie zabrzmiało to bardzo głupio i niezręcznie, no ale przynajmniej Teagan może się wyluzowała. Ostatecznie nic złego nie zrobiła, nie?
- Mówię zupełnie serio, tu jest tyle uliczek, że ciężko się połapać. Pół biedy, jakby były oznaczone jakimiś tabliczkami, ale sama pani widzi. - no bo pewnie te oznaczenia były, ale wiadomo, Canaryville to trochę getto i pewnie znaleźli się chętni na przywłaszczenie sobie tych tabliczek, albo przynajmniej ich zdewastowanie w takim stopniu żeby stały się bezużyteczne. Niestety to zmora biedniejszych dzielnic, a w takiej się przecież znajdowali. - Strach pomyśleć, gdyby się tu jacyś turyści zaplątali. - pozwolił sobie nawet na krótkie "hehe", bo przecież to zabawne było bardzo. Nie no, nie było, a na dodatek przez ten strach Charlie Gentile miał na myśli potencjalne napady, które się tu mogły przytrafić, a nie jakieś tam zgubienia się. Najgorsze poczucie humoru.
Pokiwał głową ze zrozumieniem. Trzeba przyznać, że było to całkiem groteskowe, a mogłoby się nawet wydawać, że... głupie. Inaczej jednak odbierał to detektyw, któremu wydało się całkiem normalne, że Teagan było ciężko się samej sobie przyznać, że się zgubiła. On też nie akceptował porażek, a to z kolei wynikało z neapolitańskiego temperamentu, który dostał w genach po ojcu, ojcu ojca i ojcu ojca jego ojca. - Oczywiście, że tak, proszę pani. Wychowywałem się w Lincoln Park, dlatego centrum to dla mnie czarna magia, chociaż to przecież centrum cywilizacji. Powiem pani w tajemnicy, że pracowałem tu trzy lata i dziś - po pół roku przerwy - się tu gubię. Można? Można. - stwierdził z przyjaznym uśmiechem. W ten sposób właśnie budował IMYDŻ sympatycznego gliny, a nie jakiegoś gbura w mundurze uświnionym pączkami.
 
 
Daphne Cartwright
[Usunięty]

Wysłany: 5 Sierpień 2016, 23:24   

#1

Daphne żyła sobie normalnie. Właśnie, NORMALNIE. Jako, że nie wiedziała iż Dylan jest w Chicago, bo po tym jak zniknął z jej życia, obsesja jej trochę przeszła to zluzowała i nie stalkowała tego gdzie mieszka. Zresztą, pewnie zablokował ją na fejsubuku, więc nie próbowała się dostać na niego jakoś inaczej. Przyjechała tutaj naprawdę przypadkowo. W LA poznała Caleba, który był jej bardzo bliski. Trochę jak brat, którego nigdy nie miała. I chociaż był przystojny i opiekował się szurniętą Dafni, to ta nie wykazywała żadnych zapędów stalkujących i nie zatruwała mężczyźnie życia. Dostała pracę w przedszkolu i wszystko było dobrze. No właśnie, było!
W każdym razie Cartwright pewnie miała teraz wolne, bo jednak wakacje, a chyba w Hameryce jeszcze zamknięte są szkoły, więc załóżmy, że szła ze sklepu. W jednej ręce niosła ciężką siatkę z zakupami, a w drugiej trzymała telefon. Namiętnie coś tam przeglądała. Pewnie męska, hamerykańska wersja sexmasterki wstawiła, a właściwie to wstawił zdjęcie swojego kutaska, a Daphne miała ochotę go wyśmiać, bo jako, że się puszczała to widziała zdecydowanie większe, ale pewnie mniejsze też. Szła sobie i szła i chowała nawet ten telefon, który na szczęście zdążył wpaść do torby. Niestety było już za późno. Daphne jak na psychiczną blondynkę przystało musiała się wywalić na prawie prostym chodniku. Jedna krzywizna i już blondzia wraz z zakupami leciała do przodu, zupełnie jakby próbowała latać, ale jeszcze była w fazie nauki. Na szczęście zamiast z betonem jej było nie było kruche ciało zetknęło się z nie mniej twardym torsem. A sądząc właśnie po twardości z torsem męskim!
-O matko, ja bardzo przepraszam, naprawdę przepraszam. Jasna cholera.-zaczęła gorączkowo przepraszać, potem już chyba nawet za to, że istnieje i szybko zaczęła zbierać zakupy. I pewnie szlag trafił jej kozie mleko. I mleko w proszku. A miała zrobić Calebowi domową czekoladę! Teraz już nie zrobi, bo nie chciało jej się wracać do sklepu po to. Podniosła głowę do góry i odgarnęła blond włosy, aby móc spojrzeć na mężczyznę. -Nic się panu nie...Dylan?-była w szoku. Jakby ktoś pierdolnął ją fortepianem, albo wielką krową w łeb. Uśmiechnęła się ładnie, bo ogólnie zawsze była cziką i seks bombą większą od Very, ale teraz już w ogóle hot czikita.
 
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
musi się ogarnąć

bo Mae urodzi mu dziecko

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 6 Sierpień 2016, 17:02   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Caleb, Toby, Eliott, Colter, Holden, Connor


    #26

Kiedy on wreszcie będzie mieć spokój? Kiedy wszystko obróci się na jego korzyść? W dupie miał to, w jaki sposób się wtedy zachował. Powiedział prawdę? Powiedział. Nie zamierzał za to przepraszać, bo nic złego nie zrobił. To ona się nim zabawiła. Bawiła się też jego przyjacielem. Nie zamierzał patrzeć na to wszystko spokojnie, a ktoś musiał wreszcie powiedzieć prawdę. A że był jedyny, to należało skorzystać z nadarzającej się okazji. W dupie miał to, że mógł ją zranić własnymi słowami. Przejmowała się? Och, wątpię. Przecież miała Nicka, szybko się pocieszy. Bolało go to, że mówiła mu te wszystkie słowa i po co? No po co było to całe przedstawienie? Mało jej było? Może jeszcze kogoś na boku chciała mieć? Śmieszne to wszystko. Całe życie dostawał szmatą w pysk, nie zamierzał oglądać się za siebie i po prostu ruszył dalej. Co z tego, że wciąż pił. To już z nim pozostanie. Chyba, że ktoś wyciągnie go z tego całego bagna, w którym tak naprawdę nie chciał być. Miał dość wszystkich i wszystkiego.
Zakupy. One zawsze pomagają. Kolejne sterty ubrań. To jego małe uzależnienie. Szkoda tylko, że nie było żadnej osoby, która mogłaby mu w tym wszystkim towarzyszyć. Na przykład jakaś kobieta. Nie od dziś było wiadomo, że Prescott uwielbiał wychodzić do centrum handlowych i rzucał się na obniżki bardziej niż jakakolwiek kobieta. Musiał dobrze wyglądać, nie? A jak jeszcze była przecena, to tym bardziej należało z tego skorzystać.
Szedł sobie spokojnie, zupełnie nieświadomy, że zaraz wydarzy się scena jak z jakiegoś dramatu, albo komedii romantycznej! Normalnie poczuł jakby coś go pierdolnęło w głowę, gdy blondynka wpadła na niego z impetem. Złapał ją za ramiona, aby utrzymała równowagę i podniósł na nią wzrok. Zgięło go. Autentycznie. Niemożliwe! Zrobił wielkie oczy i zamrugał kilka razy, bo nie mógł uwierzyć w to, kogo właśnie zobaczył.
- Ja pierdole. – skomentował krótko. Daphne. Ta Daphne, która zajęła jego myśli po odejściu Very i ta, która niegdyś była jego najlepszą przyjaciółką w St. Pete. Czy to są, kurwa, jakieś żarty? Bez jaj mi tu. - Co ty tu robisz? – wypalił prosto z mostu, bo miał nadzieję, że nie śledziła go. Różne pomysły przychodzą na myśl takim kobietom jak Cartwright. Zdołał się na delikatny uśmiech, bo z dwojga złego lepsza taka Daphne, niż Vera, bo tej to nie chciał widzieć na oczy. Poza tym, ej! Jaka loszka się zrobiła z tej Dafne, szarpałby ją jak Reksio szynkę. Hehe.
- Wyglądasz… Wow. Inaczej. – serio Dylan? Serio? Tylko na tyle było cię stać?
_________________

    muszę zrobić nowy podpis
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Daphne Cartwright
[Usunięty]

Wysłany: 8 Sierpień 2016, 16:11   

Daphne chciała uciec od przeszłości, która nie była kolorowa. W zasadzie można by ją porównać do jakiegoś gówna. Serio! Biorąc pod uwagę, że urodziła się jako niechciane przez nikogo dziecko, które wychowało się z matką prostytutką, a kiedy miała czternaście lat została zgwałcona. Faktycznie, niefajnie. Tak jak mówiła matka, życie i tak zrobiło z niej szmatę, ponieważ jako nastoletnia dziewczyna, aby iść na studia musiała się puszczać. Czego się nie zrobi dla nauki, right? W każdym razie teraz była tutaj, w Chicago. Nikt jej nie znał. Nie była ani puszczalską Daphne, ani psychiczną Daphne. Była po prostu, Daphne. Blondwłosą przedszkolanką o cudownym podejściu do dzieci i miłym uśmiechu, którym obdarzała nawet menela żebrzącego o dwa dolce na wino. Chociaż nie wiem o ile musiał żebrać taki pan kierownik w Hameryce. Przepuszczam, że trochę mniej skoro dolar taki super. W każdym razie, wiesz o co chodzi? Zaczynała od zera. A przynajmniej tak się jej wydawało, kiedy zmuszała Wheelera do przenoszenia kartonów z jej samochodu. Pewnie miała jakiegoś jeepa, albo furgonetkę taką jak Bella, która była bardziej jak wóz pancerny, odporny na wszystko. Mogła się tym rozbijać do woli i taranować wszystko na swojej drodze, bo ostrożnym kierowcą na pewno nie była. Znaczy przestrzegała niby przepisów, ale lubiła zawrotną prędkość. Aaa...dlatego Caleb załatwił jej auto, które nie wyciągnie więcej niż osiemdziesiąt na godzinę. Nie ma bata, na autostradę nie wjedziesz.
W każdym razie zostawienie przeszłości za bardzo jej nie wychodziło, skoro idąc chodnikiem wpadła na punkt swojej obsesji. Pozdro! Szybko pozbierała swoje rzeczy z ziemi. Była załamana, no bo jednak przeszła już tak daleko bez wpadki. Wyszła z autobusu z siatką i się nie przewróciła, ale tu taki niefart. -Na razie zbieram zakupy.- rzuciła, bo jednak ej! Jakby schylił i pomógł to by mu ta korona z głowy nie spadła. Pewnie była przyklejona na jakieś super glu. Na szczęście sama poradziła sobie z tym wszystkim i ostatecznie upchnęła to do siatki, a siatkę do torebki - worka którą miała przewieszoną na ramieniu. No bo siatka nie była a taka szczelna.-Sprowadziłam się niedawno z LA. Iiii mam nadzieję, że ma to znaczyć, że wyglądam lepiej.-powiedziała, poprawiając sukienkę. Trochę się przestraszyła, bo może jak zbierała to widział jej majtki! A pewnie miała jakieś stringi albo może w ogóle ich nie ubrała? Zrobiła sobie jakiś dzień bez majtek. Czasem tak robiła jak miały jej się odznaczać nawet stringi? Już raz tak miała, że usiadła w sukience nawalona i normalnie siedziała, a gościu patrzył jej się między nogi i się zakochał. Teraz tak nie chciała.
 
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
musi się ogarnąć

bo Mae urodzi mu dziecko

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 8 Sierpień 2016, 18:09   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Caleb, Toby, Eliott, Colter, Holden, Connor


Dlaczego właśnie z tych wszystkich osób na świecie, los akurat uwziął się na niego? Obrał go sobie za cel, żeby zniszczyć mu większą część życia. Nie chciał tak żyć. A już na pewno z ciągłą myślą, że gdzie się nie obejrzy tam zaraz będą kłopoty. To się sprawdzało także i w tej sytuacji. Pojawienie się Daphne mogło jeszcze bardziej skomplikować jego całe życie. Po co mu to wszystko? Nie dość, że jedna była zrobiła mu niespodziankę, to i kolejna. Niefajnie wspominał ten czas z Daphne. Ale dobra, na początku może i była między nimi chemia, ale później? Jej uczucie przerodziło się w jakąś obsesję, a Prescott nie mógł tego wytrzymać. Wszędzie za nim chodziła, dosłownie wszędzie i nie mógł się jej pozbyć. Dopóki nie uciekł z St. Pete. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wpadnięcie na nią na ulicy. Może się ogarnęła przez te wszystkie lata? Nie, żeby Dylan był święty, bo się Cartwright tylko pocieszał po Verze, ale teraz wyglądała zupełnie inaczej. Chociaż on uważał ją za atrakcyjną kobietę już nawet w tamtych latach. Pozwolił, aby blondyna zatraciła się w tej relacji, może aż za bardzo i dziewczyna zmarnowała sobie tylko życie na tej całej obsesji. Bez ładu i składu, ale spoko.
Dobra, w tej chwili miał nadzieję, że to tylko przypadkowe spotkanie i więcej nie będzie miało miejsca. Miał dość niespodzianek, dramatów i krzyków, a z Daphne to wszystko było możliwe. Całe szczęście, że właśnie był psychiatrą. Potrafił sobie teraz radzić w takich sytuacjach. Hehe. Najwyżej weźmie ją w kaftan i powiezie do psychiatryka. Mała strata dla ludzkości, ot.
- No wiesz.. Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. – i naprawdę to miał na myśli. Chicago było ogromne, więc nic dziwnego, że facet trochę się zdziwił na spotkanie właśnie z nią. Westchnął cicho, bo w sumie gdy już chciał pomóc jej z tymi zakupami, to okazało się, że sama świetnie sobie poradziła. Trudno.
- LA? Nie oszczędzałaś sobie. – spojrzał na nią z uznaniem, a w duchu tak naprawdę myślał, że być może udała się na jakąś terapię dla czubków. Ale dobra. Z dwojga złego chyba lepsza taka Daphne, niż Tenney, która lubiła lecieć w kulki ze wszystkimi. Zwłaszcza z nim. - Naprawdę nie sądziłem, że jeszcze kiedyś się spotkamy. – tak bardzo nie wiedział w jaki sposób powinien do niej zagadać. Liczył na nią, albo że sama sobie pójdzie i na tym się skończy.
_________________

    muszę zrobić nowy podpis
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Daphne Cartwright
[Usunięty]

Wysłany: 11 Sierpień 2016, 22:33   

Dlaczego się uwziął? Zapewne Daphne, a raczej jej matka znałyby na to odpowiedź. Los, tak samo jak życie, zrobi z ciebie szmatę. A tą można łatwo zgnieść, stłamsić i zdeptać. Cartwright nigdy nie miała lekko. Nikomu nie zwierzyła się ze swoich problemów. Nikt nie wiedział co działo się za zamkniętymi drzwiami jej mieszkania. Zdecydowanie miała prawo być spaczona. Ale czy ktoś się tym przejmował? Nie, zamiast tego odsuwali od siebie biedną Daphne, której zachowanie wołało o pomoc. Wszyscy jednak byli głusi. A blondynka sama nawet nie wpadła na to, aby udać się do specjalisty, bo przecież ona nie widziała w sobie nic dziwnego. Oczywiście nie było z nią aż tak źle, że stanowiła zagrożenie dla otoczenia. Była naprawdę cudowną kobietą o wielkim sercu. Czasem zbyt wielkim. I potem ma! A Dylan tam chamsko zagrał na jej uczuciach. Dziewczyna trochę się pogubiła i to wszystko. Zaraz stalkerka, no ludzie. W każdym razie Cartwright chyba znormalniała i czuła się naprawdę dobrze. Przynajmniej do czasu. Naprawdę nie czuła się komfortowo przy tym spotkaniu. Chciała definitywnie odciąć się od przeszłości, szczególnie tej, którą miała w St. Pete, a przecież Prescott był jej większością. Mimo to starała się ładnie uśmiechać. I naprawdę miała dosyć ładny, a przede wszystkim niepsychiczny uśmiech.
Jeszcze z uporem poprawiała czerwoną sukienkę, no co? Lubiła się podwijać, a Daphne na razie nie czuła potrzeby świecenia tyłkiem przed Dylanem. Powtarzam, NA RAZIE, nie czuła tej potrzeby i wolała seksić się z Connorem w klubowej loży.
-Szczerze, też się nie spodziewałam. Od dawna tu mieszkasz?-spytała, uśmiechając się lekko. Przodowa stalkerka i psychofanka trochę opuściła się i nie ma bardzo istotnych informacji, ale przecież miała jeszcze czas, aby nadrobić te zaległości. Co się odwlecze to nie uciecze. Wzruszyła ramionami.
-Trzeba było się gdzieś wyrwać, zmienić otoczenie.-wzruszyła ramionami. Jedyne co wiedział Dylan o przeszłości Dafne to to, że nie miała ojca ani rodzeństwa i nie utrzymywała kontaktu z matką. Spojrzała na niego i nawet się trochę zaśmiała, ale tak serdecznie.-Tak...chyba już to mówiłeś. Też miło cię widzieć. Może e...pójdziemy w którąś stronę bo tak stać w miejscu trochę bez sensu.-zaproponowała, nadal się uśmiechając.
 
 
Dylan Prescott


Jestem w Chicago od
kilkunastu lat



35
musi się ogarnąć

bo Mae urodzi mu dziecko

Mieszkam w
Streeterville

Dylan Hector

Prescott

Wysłany: 14 Sierpień 2016, 10:18   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Caleb, Toby, Eliott, Colter, Holden, Connor


Nigdy nie miał pojęcia o tym, jak bardzo przesrane miała jego była. Nie rozmawiali o problemach, bo Prescott tego nie chciał. Zazwyczaj przy Daphne zapominał o wszystkim i wszystkich. Pomogła mu, to fakt, ale nigdy nie widział w tym związku czegoś wielkiego, czegoś, co może stać się później czymś poważnym. Po Verze nie myślał o żadnej kobiecie w tak poważny sposób. To były raczej przygody, zdobywanie doświadczenia. To wszystko. Samo wspomnienie St. Pete przyprawiało go o dreszcze, bo jedynie przypominało mu o tym, jak dziewczyna go porzuciła bez słowa, ale no co? Czasami musiał tam wracać, do rodziców. Więc czy chciał, czy nie to i tak będzie związany z tym miastem. A w Chicago naprawdę czuł się jak w domu i nie zamierzał stąd znikać, bo ktoś postanowił wejść mu w życie z butami i zniszczyć jego całe szczęście i ten idealny spokój. Jeszcze nigdy nie najadł się tyle stresu jak przez ostatni miesiąc i przez co? Przez jakąś kobietę, która widocznie szukała wrażeń i nigdy nie miała dość. Z dwojga złego, że wpadli tak na siebie z Daphne. Może nie będzie tak źle jak myślał? Może jej przeszło i nieco znormalniała? Nie wyglądała na chorą psychicznie, a Prescott był przecież ekspertem w tej dziedzinie!
- Od jakichś czterech lat. Przyjechałem od razu po skończeniu studiów. Podoba ci się miasto? – posłał jej delikatny uśmiech i o matko, on odważył się do niej uśmiechnąć! Wowow, chyba wszystkie psy w okolicy pozdychają.
- Skąd ja to znam.. Dobrze zrobiłaś, Daphne. – zacisnął wargi w cienką linię, bo opowiadała mu kiedyś o swojej rodzinie, ale nie ze szczegółami, więc tak naprawdę to on gówno wiedział, także tego. Jak tak mu zwróciła uwagę to rzeczywiście, powtórzył się. Naprawdę nie wiedział w jaką stronę powinien pociągnąć całą rozmowę. Nie codziennie można spotkać kogoś z przeszłości, o której nie chce się pamiętać. Ona pewnie miała podobnie, w końcu Dylan pograł na jej uczuciach i porzucił ją przy pierwszej lepszej okazji. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz? - No tak. Lepiej chodźmy przed siebie. – skinął dodatkowo głową, po chwili idąc obok blondynki i zerkając w jej kierunku.
- Skoro tak na siebie wpadliśmy, to powinnaś kiedyś mnie odwiedzić. – wzruszył delikatnie ramionami, posyłając jej delikatny uśmiech. Nawet miły był i postarał się! Nie mogło zabrzmieć to sztucznie, bo chciał tego. Skoro Vera ruszyła do przodu, to on także powinien. Czy coś w tym dziwnego? A w żcyiu.
_________________

    muszę zrobić nowy podpis
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Daphne Cartwright
[Usunięty]

Wysłany: 18 Sierpień 2016, 20:41   

Kto wie? Może jakby mu o wszystkim powiedziała, to może by jej nie odtrącił? Nie musiał jej od razu przysięgać miłości aż po grób, ale może nie uznałby jej za wariatkę, a za osobę, której trzeba pomóc. Za swoją pierwszą pacjentkę? Kto wie? Gdybanie tutaj raczej nic nie da. Cartwright nawet nie chciała słyszeć o St. Pete. Chciała to wszystko wymazać ze swojego życia. Zapomnieć i żyć normalnie. Znaleźć miłość swojego, założyć rodzinę i zestarzeć się w spokoju. Ogólnie to ten post nie będzie długi bo mi się nie chce pisać nigdy kończących postów bo przecież są kończę, hehe. Na pytanie Prescotta wzruszyła ramionami.
-Prawdę mówiąc nie zdążyłam jeszcze zwiedzić miasta. Dopiero co odetchnęłam po rozpakowaniu pudeł i załatwieniu pracy.-wyznała, trochę w sumie zawiedziona, bo przecież w Chicago było co zwiedzać, ale Dafne nie znalazła sobie jeszcze dobrego przewodnika. W sumie taki obrót sprawy całkiem pasował Cartwright. Dylan pewnie nie wiedział, że tą propozycją rozpoczął coś czego będzie potem bardzo, ale to bardzo żałował. Sama Daphne na pewno nie zdawała sobie z tego sprawy. -Odwiedzić mówisz? W sumie czemu nie. Skoro i tak już ogarnęłam się z tymi wszystkimi pudłami.-odparła, a potem pewnie oboje ruszyli przed siebie, hheehehe. W strone zachodzącego słońca chciałoby się rzec.

//zt x 2
 
 
Chiara C. Watson
[Usunięty]

Wysłany: 31 Sierpień 2016, 19:28   

/Po Ryanie

Była wściekła, a co gorsza... Zbyt zestresowana, żeby cokolwiek zrobić zgodnie z przepisami. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw i tego, że zawiedzie się na przyjacielu, ale przecież oczywistym był fakt, że nie zamierzała się z nim kontaktować. Chciała odetchnąć, złapać oddech i przestać myśleć o tym, co zrobił. A zranił ją. Cholernie zranił i sprawił, że bezwarunkowe zaufanie zostało zachwiane.
Pamiętała tylko moment, w którym wybiegła z mieszkania, bo tak naprawdę nie umiała jasno określić, co się działo, gdy szła do samochodu. Nie słyszała jego głosu albo wcale nie chciała słyszeć. Trzymała się na uboczu i przez to wiedziała, że dotrze na każdy koniec miejsca, byle być jak najdalej od przyjaciela. Zapomniała też o przepisach drogowych, które notorycznie zdarzało jej się łamać, ale dzisiaj wyjątkowo. Ruszyła z pod bloku chłopaka z piskiem opon, a z racji, że oddała mu cały towar, to o tyle nie musiała się martwić przy ewentualnej kontroli drogowej, choć tej tak naprawdę nie brała w ogóle pod uwagę. Nie można mieć aż takiego pecha, prawda?
Wciąż myślała o Sofii, potem o Ryanie, a na samym końcu znów się przypelętał niechciany Caesar, którego podsumowała Chiarze podświadomość. Nie wiedziała dlaczego i za jakiego grzechy, ale jednego była pewna. Albo się z nim spotka i załatwią wszystko na neutralnym gruncie, by nie nachodził jej już w myslach albo rzuci na siebie obliviate, które w realnym świecie wcale nie działało. A, szkoda!
Do uszu blondynki dotarł nieprzyjemny dźwięk syreny policyjnej. Jechała o pięć mil za wolno? Mogłaby za to przeprosić, ale nie wzięła pod uwagę, że zignorowała dwa czerwone światła i zasuwała o dwadzieścia mil za szybko. To teoretycznie dużo, ale dla kogoś takiego jak Watson nie było pomiaru w postaci "zbyt wiele". Zazwyczaj kierowała się prostym stwierdzeniem - niewystarczająco. Jęknęła żałośnie i wypuściła powietrze ze świstem, by wreszcie zatrzymać się na poboczu i grzecznie poczekać na rozwój wydarzeń, jakby chciała wierzyć, że nie dostanie kary, ani tym bardziej nieskończony w areszcie. To byłaby czysta abstrakcja.
 
 
Frank Tenpenny
[Usunięty]

Wysłany: 2 Wrzesień 2016, 09:27   

Nie lubię tego kiedy trzeba patrolować okolice, bo akurat niektórzy postanowili zrobić sobie wakacje. Byłem w sumie świeżo upieczonym kapitanem, a nie przydupasem z drogówki. Cóż, ciągle przecież przestępcy na banki napadać nie będą, też mają swoje życie. Ogólnie ostatnio czułem w swoim życiu jakiś zastój. Moja przyjaciółka, nie odzywała się, sam sprawę spieprzyłem, więc byłem sobie winny. Nadia, powinna już być przeszłością, ale niestety tak się nie działo, nadal tkwiła w moich myślach jak żadna inna. Nie żyłem jednak w samotności, nie. Nie potrafiłbym, mało co przecież się nie stoczyłem, groziła mi utrata pracy, ogólnie byłem w bardzo trudnej sytuacji. Spojrzenia z jakimi spotykam się codziennie ze znajomymi Nadii, którzy jednocześnie są moimi znajomymi, okropna sprawa. Staram się odnaleźć znowu jakiś sens, umawiam się na randki, jakby szukał zastępczyni swojej byłej narzeczonej, jakbym szukał jej kopii dokładnie jeden do jednego. Nie znajdę takie, a może znajdę lepszą? Pieprzenie! Dla mnie to ona była najlepsza, nadal była i nie wiem kiedy mi przejdzie.
Patrolowałem Root Street, sam. Nie potrzebowałem pomocy, wątpiłem aby nagle rozpętała się jakaś strzelanina, sam nie wiedział dokładnie, którą to już mamy godzinę. Kawa w kubku, spoczywająca między siedzeniami stygła, a niedogryziony pączek leżał w paczce na siedzenie pasażera. Przerwa też się i należy gliniarzowi. Było tak spokojnie, nie było czego. Jechałem za samochodem (nie wiem nawet jakim), którego kierowca najwyraźniej był ślepy, bo przecież ma za sobą policyjny wóz, a przejeżdża na czerwonym świetle i przekracza ograniczenia. Nie było na co czekać, lista wykroczeń z sekundy na sekundę zrobiłaby się jeszcze większa. Dźwięki syreny powinny dać do myślenia, posłusznie auto zjechało na pobocze, nie trzeba było się ścigać. Zaparkowałem zaraz za zatrzymanym pojazdem. Syreny nadal migały, ale dźwięk nie był już wydawany, zameldowałem zatrzymanie. Wysiadłem z samochodu i skierował się do okienka od strony kierowcy, zapukałem w szybkę dwa razy aby opuściła (jednak kobieta) szybę w dół.
- Witam. Kapitan Frank Tenpenny, proszę zgasić silnik i przygotować dokumenty - schyliłem się kiedy tylko szyba została opuszczona, rozpoznałem kierowce - Proszę, proszę, wydaje mi się, że jeszcze nie raz się spotkamy - to była ta młoda panienka, która kręciła się w kręgu dilerów, dałem jej wtedy szansę i byłem ciekawy czy ją wykorzystała. Niekiedy chciałem być aniołem stróżem, bo nie zawsze warto karać - Dobra, wysiadaj z wozu. Ręce na dach i szeroko nogi, zobaczymy czy nie chowasz czegoś ciekawego - uśmiechnął się, odsuwając od samochodu aby z niego wysiadła.
 
 
Florence Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



24
studiuje wetę

nie szuka szczęścia

Mieszkam w
Streeterville

Florence Maggie

Larson

Wysłany: 16 Listopad 2018, 18:06   
   Multi -  G. Jacobs, R. Golightly, S. Faraday


    #5

Była pijana i w dodatku sama przemierzała ulice Chicago w środku nocy. To nie była dobra pora na spacery, ale jak już się uparła, to musiała dopiąć swego. Spłukała się ze wszystkich pieniędzy, które dostała od starszej siostry i nie była w stanie zamówić sobie taksówki. Przeklinała na samą siebie w myślach, że była na tyle głupia. A teraz? Zgubiła się, choć miasto powinna znać jak własną kieszeń. Po wypiciu sporej ilości procentów było to dosyć trudne. Nie wiedziała, gdzie teraz się znajdowała, ale myślała tylko o tym, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. – Kurwa – przeklęła pod nosem, gdy potknęła się o krzywy chodnik. Dopiero po chwili opanowała równowagę i szła dalej. Nie obyło się bez ciągłego odwracania się za siebie, bo jednak na tej dzielnicy było ciemno jak w dupie. Co ją do tego podkusiło? Dlaczego nie zabrała się z facetem, który proponował jej wyjście razem z baru? To przecież do niej niepodobne. Dobra, mogła tak dalej pluć sobie w brodę, ale usłyszała kroki za sobą. Cholera. Musiała przyspieszyć nieco kroku, ale osobnik idący za nią nie dawał za wygraną i już po chwili zaszedł jej drogę, a ta odskoczyła jak oparzona. – Hej mała. Zgubiłaś się? A może ci pomogę? – zbliżył się do niej, próbując dotknąć Larson, ale ta natychmiast wyrwała się, poprawiając kurtkę, która zsunęła się z jej ramienia. – Ja.. P-poradzę sobie. Naprawdę. M-mieszkam n-niedaleko – musiała skłamać, bo istniała szansa, że może nieznajomy w ten sposób da jej spokój? Tak się jednak nie stało i wciąż szedł w zaparte, zaczynając napierać na nią swoim ciałem. – A ja myślę, że ci pomogę. Ładna jesteś. Chodź ze mną, nic ci nie będzie – nie odpuszczał, a im bardziej był nachalny, tym bardziej przerażona stawała się Florence. Przygwożdżona do ściany budynku prosiła w myślach, aby ktoś tędy przechodził, a jej stan nie pozwalał jej na zbyt wiele. Czuła się słaba. Zamknęła nawet oczy, aby nie patrzeć na twarz faceta, który najwidoczniej nie rozumiał słowa nie. – Proszę, daj mi spokój.. Chcę iść do domu – próbowała go odepchnąć od siebie, ale nie miała tyle siły, co potencjalny oprawca. W tej chwili myślała już tylko o najgorszym.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Joshua Westberry


Jestem w Chicago od
Kiedy się urodziłem



34
Policjant

Po rozwodzie dał sobie spokój

Mieszkam w
Loop

Joshua

Westberry

Wysłany: 25 Listopad 2018, 21:43   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


    #11

Westberry na dzisiaj umówił się ze swoim dawnym kolegom z akademii policyjnej na piwo. Cieszył się na to spotkanie, bo teraz kiedy ma wolny czas może trochę po odświeżać relacje ze znajomymi i naprawić to się trochę zepsuło. Miał na to czas. Coraz częściej się zastanawiał czy wracać do pracy, ale z drugiej strony co miał robić? Od zawsze był policjantem i nie wyobrażał sobie siebie w czymś innym, ale wie na pewno, że nie będzie chciał się już narażać do takiego stopnia, bo ma wiele do stracenia. Nie chciał też być zwykłym krawężnikiem. Życie jest skomplikowanie i wszystko trzeba dobrze przemyśleć, bo nie podejmie tego tak o.
Jego kumpel mieszkał w tej okolicy dlatego Josh tutaj był. Nie był pijany, aż do takiego stopnia jak przy ostatnim wyjściu. Właściwie czy po dwóch piwach można być pijanym, no na dobrą sprawę to tak, ale nie w przypadku policjanta. Powoli wracał do domu, jakoś mu się nie śpieszyło do siedzenia samemu w dom. W pewnym momencie coś przykuło jego uwagę, a właściwie ktoś. Koleś napastował dziewczynę, wnosił to po głosie, bo oczywiście nie widział kto to jest, ale jedno wiedział na pewno – nie zostawi tego tak. Jego natura stróża prawa się odezwała, ale jest też człowiekiem i nie może przejść przez to obojętnie .Niczym super bohater podbiegł do kolesia i odciągnął od młodej dziewczyny.
- Spadaj koleś. - powiedział odpychając oprawce jak najdalej od nich, Joshua miał jaką przewagę, bo nie był tak zalany. Spojrzał na kobietę. Chyba kiedyś się spotkali, prawda?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Florence Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



24
studiuje wetę

nie szuka szczęścia

Mieszkam w
Streeterville

Florence Maggie

Larson

Wysłany: 3 Grudzień 2018, 12:16   
   Multi -  G. Jacobs, R. Golightly, S. Faraday


Kto by przypuszczał, że ktoś taki jak Florence znajdzie się w aż takich opałach? W tej chwili myślała tylko o tym, aby koleś, który znajdował się zbyt blisko już sobie poszedł, albo lepiej jakby ktoś jej pomógł. Alkohol w jej organizmie w niczym nie pomagał, a wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej wszystko utrudniał. Walczyła, a przynajmniej próbowała odepchnąć od siebie oprawcę, który bardzo dobrze bawił się w chwili obecnej. – Co ty się tak opierasz? Widziałem cię w klubie, złotko. Nie byłaś tak niewinna jak teraz – dlaczego ona nie mogła wrócić spokojnie do domu? Obserwował ją. Dlaczego była tak głupia i nie zabrała się z tamtym gościem, który proponował jej podwózkę? Mogłaby chociaż raz pomyśleć mózgiem, a nie czymś innym. Bo w pewnych momentach mogła darować sobie patrzenie na kogoś przez pryzmatu wyglądu zewnętrznego. A teraz? Masz babo placek! Jej szarpanie się tak naprawdę w niczym nie pomagało i miała już zacząć wydzierać się na całe gardło, gdy poczuła pewnego rodzaju ulgę, gdy koleś został od niej odciągnięty. Wybawiciel. Bo tak mogła powiedzieć o mężczyźnie, który postanowił nie przejść obojętnie obok tej dwójki. – Jeszcze cię znajdę i popamiętasz mnie! – rzucił gość, gdy zabrał dupę w troki. Trzęsła się jak galareta; objęła się dłońmi patrząc na mężczyznę i posłała mu słaby uśmiech. – Nie wiem jakby się to wszystko skończyło, gdyby ktoś nie zareagował.. – zaczęła, przyglądając się nieznajomemu. Ale skądś go kojarzyła, tylko jej pijany umysł nie potrafił jeszcze skojarzyć faktów. – Należą ci się podziękowania – skinęła powoli głową i wbiła w niego swoje spojrzenie. – Nie znam twojego imienia, więc pozwól, że będę ci mówić bohaterze, wybawicielu. Możesz wybrać – dodała na koniec, podgryzając dolną wargę, a ręce chowając do kieszeni skórzanej kurtki.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Joshua Westberry


Jestem w Chicago od
Kiedy się urodziłem



34
Policjant

Po rozwodzie dał sobie spokój

Mieszkam w
Loop

Joshua

Westberry

Wysłany: 4 Grudzień 2018, 20:15   
   Mów mi -  Nati
   Multi -  Alex Hamilton


Alkohol nie ułatwiał sprawy, ten przystojniak doskonale o tym wiedział. Nie pomaga w niczym, tylko jeszcze bardziej utrudnia, fakt ulga jest, ale jest t tylko pozorne, a można przy nadmiernym spożywaniu alkoholu wpaść w kłopoty, bo wiadomo, po wypiciu znacznej ilości wódki czy whiskey nie kontrolujemy za zwyczaj siebie ani swoich słów i wtedy może wyjść coś bardzo nie przyjemnego z, teoretycznie, niewinnego wyjścia do baru. Słabo, tak trochę, ale tak to już działa, że jak człowiek jest trzeźwy, albo w miarę ogarnia sytuacje, w której się znajduje to potrafi sobie pomóc, ale jeżeli jesteśmy konkretnie pod wpływem to niestety nie. Dobrze, że Joshua akurat przechodził tą drogą, bo nie wiadomo co by się stało, gdyby wyszedł kilka minut wcześniej albo kilka minut później.
- Spierdalaj. cedził Josh. Mężczyzna naprawdę rzadko przeklinał, nawet w pracy mu się to nie zdarzało. Zawsze są wyjątki od reguły, a ten tu palant ewidentnie go wkurzył. Znowu spojrzał na dziewczynę. - Dobrze, że akurat przechodziłem. - rzucił rozglądając się. Zachowywał czujność czy, aby typek nie wróci z jakimiś kolegami czy coś w tym rodzaju. Było widać, że blondynka się trzęsie, nie sądził jednak, aby to było z zimna, ale zdjął swoją kurtkę i założył jej na drobne ramiona, fakt miała swoją i Josha była większa, więc ją zakryła i trochę rozgrzała od ciepła ciała policjanta. - Wystarczy Josh. - odparł uśmiechając się. Nie był żadnym bohaterem, ani nic z tych rzeczy. Po prostu znalazł się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie i tyle. Nie czuł się bohaterem, ani wybawicielem, zachował się jak człowiek. Każdy powinien się zachować tak samo jak on.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Florence Larson


Jestem w Chicago od
urodzenia



24
studiuje wetę

nie szuka szczęścia

Mieszkam w
Streeterville

Florence Maggie

Larson

Wysłany: 24 Styczeń 2019, 15:21   
   Multi -  G. Jacobs, R. Golightly, S. Faraday


Florence tak już po prostu działała; najpierw robiła, a dopiero później myślała. Nic dziwnego, że wpadła na obleśnego typa, który raczej myślał swoim sprzętem, a nie tym, co miał w głowie. Nie wiadomo jaki byłby finał całego spotkania, gdyby w odpowiednim miejscu i czasie nie zjawił się Joshua. Alkohol nie pozwalał jej do końca przypomnieć sobie skąd tak naprawdę go kojarzyła, ale może jeszcze kilka słów zamienionych z mężczyzną, a pamięć przestanie płatać jej figle? Spojrzała na mężczyznę z niewyraźną miną, a na jej twarzy wymalował się delikatny uśmiech. – Dziękuje jeszcze raz – powtórzyła się, ale nie wiedziała jak powinna jeszcze odwdzięczyć się mężczyźnie, który uratował jej życie. – Dobrze, że istnieją jeszcze faceci z jajami – skomentowała po chwili i przewróciła oczami, bo jakby nie patrzeć wszędzie ubrani faceci jak rasowe pedały w za bardzo obciśniętych spodniach. Tak, od razu pomyślała, że Josh jest w jej typie. A to, że starszy nie robiło jej żadnej różnicy, bo niby dlaczego? – A więc Josh – skinęła głową, poprawiając sobie jego kurtkę na ramionach i podniosła na niego swój wzrok. – Może odprowadzisz mnie do domu? – zaproponowała, choć to on powinien wykonać taki krok, ale cóż.. Florence przyzwyczaiła się, że za każdym razem to ona zachęcała facetów do takich rzeczy. Nie proponowała mu seksu. Jeszcze. – Zrobię ci jakąś kawę, ewentualnie herbatę – dodała po chwili, aby zachęcić go jeszcze bardziej.

//zt x2 :serducho:
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Bella Russell


Jestem w Chicago od
narodzin



22
studentka

....

Mieszkam w
Loop

Bella

Russel

Wysłany: 27 Sierpień 2019, 22:45   
   Mów mi -  White
   Multi -  Olivia Ferguson, Kira Rains


Widmo przeszłości wciąż ciążyło nad kobietą. Tak, kobietą. Już nie była dzieckiem, małolatą, która nie wie czym jest życie. Już od dawna nie była małą dziewczynką, która w błogiej nieświadomości uczęszczała do szkoły i nie zwracała uwagi na poczynania niektórych osób. Te czasy już dawno przeminęły. Niestety wspomnienia powróciły w momencie, gdy dowiedziała się o śmierci ojca. Ten skurwysyn w końcu padł. Takie właśnie były przemyślenia Belli na temat własnego rodzica. Właściwie to ją cieszyło, iż w końcu nie ma go na tym świecie. Mogła uwolnić się od widma możliwości spotkania go na ulicy. Uwolnić się od zaproszeń na święta czy też urodzinowych życzeń. Jak on w ogóle śmiał takie rzeczy jej wysyłać. W końcu miała święty spokój. No... Prawie. Musiała niestety zamknąć ostatnie sprawy związane z ojcem. Dom był przepisany zarówno na nią jak i brata. Musiała go odnaleźć bo jedyne czego pragnęła to sprzedania nieruchomości by odciąć się ostatecznie od własnej przeszłości i wspomnień. Zaciągając języka dowiedziała się, iż w tej okolicy może właśnie go znaleźć. Bella zatrzymała się przy budce z kawą, aby zakupić sobie małą czarną z mlekiem. Rozejrzała się pilnując swojej torebki, do której miała włożone dokumenty dotyczące sprzedaży domu po rodzicach.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 27 Sierpień 2019, 23:45   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


[5]
outfit


Brak kontaktu, nie musi dziwić. Tony już dawno porzucił stare życie. No prawie. Dalej był złodziejem, kryminalistą czy innym kieszonkowcem, jak często określała go chicagowska policja. Tego nie dało się zmienić. Był w tym niezły i nie zamierzał próbować czegoś porządnego, co mogło mu pokazać zupełnie inną drogę w życiu. Utrzymywał się sam, żył z dnia na dzień, a wspomienia postanowił zakopać bardzo głęboko. Nie dopuszczał do siebie myśli o ojcu czy siostrze, którą skrzywdził. Może nie dosłownie, ale był winny tego co później się wydarzyło. Nie potrafił spojrzeć jej w oczy, dlatego postanowił się ulotnić. Tak było dużo prościej. Zawiódł ją i postanowił, że więcej tego nie zrobi. Uciekł z domu i od tamtej pory żył prawem ulicy, pomieszkując u znajomych, którzy nie mieli pojęcia jak pracuje ich kolega. Im mniej osób wiedziało tym lepiej. Nikomu więcej nie stanie się krzywda, a on będzie mógł spać spokojnie.
Ubrany w czarną czapkę bejsbolówkę, z kapturem na głowie przechadzał się po ulicy. Nie planował nikogo okraść zwłaszcza w biały dzień ale zobaczył idealną okazję. Młoda dziewczyna, która kurczowo trzymała torbkę. Lepszej "ofiary" nie znajdzie, dlatego odetchnął głęboko i przyspieszył kroku. Nie lubił okradać kobiet, ale na ulicy liczyło się przetrwanie, a nie płeć osoby, którą miał zamiar okraść. Patrzył się w ziemię, nawet nie rozumiejąc jakim błędem była w tym momencie kradzież. Kiedy zbliżył się na wystarczającą odległość, spróbował szybkim ruchem wyszarpnąć torebkę. Powinien wcześniej zmierzyć siły na zamiary, bo kobieta zaczęła walczyć o torbę jak o życie. W pewnym momencie z głowy zleciała mu czapka i zobaczył kim była dziewczyna, a raczej kim była dla niego.
- Bella? - jego zdziwienie osiągnęło szczyt. Jak to? Co ona tu robi? - Przepraszam za tę torebkę. - rzucił na szybko zbierając z podłogi, nie tylko szczęke ale również czapkę. Od razu załałożył ją na głowę. Nie miał pojęcia co więcej powiedzieć, dlatego wpatrywał się w nią jak w obrazek. Kilka lat temu wyglądała zupełnie inaczej; była dziewczynką, teraz? Dorosła, a on nie mógł wyjść z podziwu jak wypiękniała. Szkoda, że od razu dopadły go wyrzuty sumienia, ale przecież nie czas teraz na ckliwe historyjki i wspomnienia z dzieciństwa. Co ona tu robiła? Czyżby coś się stało, że chciała go odnaleźć? Ale czemu teraz, jeśli wcześniej nie dawała znaku życia?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Bella Russell


Jestem w Chicago od
narodzin



22
studentka

....

Mieszkam w
Loop

Bella

Russel

Wysłany: 28 Sierpień 2019, 10:46   
   Mów mi -  White
   Multi -  Olivia Ferguson, Kira Rains


Oj był winny jak ta lala. Gdyby nie jego głupi pomysł, aby powiedzieć ojcu o pocałunki, to jej aktualne życie było by zupełnie inne. Może nie wylądowałaby jako 16-latka w klubie ze stripizem. Nie byłaby tak skatowana przez ojca. W ogóle wszystko wyglądało by inaczej. Niestety wyszło jak wyszło. Ostatecznie kobieta świetnie sobie poradziła,choć gdyby nie litość kumpla ojca pewnie byłaby uwięziona jako dziwka w burdelu. Była mu za to wdzięczna, że nie pozwolił ją tknąć. Czasami go odwiedza pogadać. W sumie tongo nawet lubi.
Bella nie była jakoś szczególnie zaskoczona tym, że ktoś postanowił ją okraść w biały dzień. Torebkę trzymała jednak na prawdę bardzo mocno, a czując szarpnięcie jej prawa ręka od razu powędrowała w kierunku twarzy napastnika by sprzedać mu soczystego liścia w twarz. Czapka spadła i wyszło szydło z worka. To jej własny brat. Gdy ją puścił i przepraszał zaczeła go wściekle okładać torebką.
- Ty gnoju, ty gnido. Własną siostrę?! Ja ci dla cholero jedna. Pojebało cię doszczętnie! - po chwili przestała. Wzięła trzy głębokie wdechy. Uspokoiła się, poprawiła ubranie i włosy. Torebkę zawiesiła na ramię i odebrał swoją kawę. Sprzedawca był zamurowany. Ona zaś lekko się uśmiechnęłam, podziękował mu i spojrzała ponownie na swojego starszego brata.
- Ucieszysz się... Tatulek wącha kwiatki od spodu- powiedziała wprost informując, że ojciec nie żyje. Krótko, zwięźle i na temat. Chciała szybko załatwić formalności i wracać do swojego mieszkania. Nie specjalnie ja dziwiło, że nadal kradł. Jak na jej gust to wdał się po prostu w ojca. I pewnie skończy tak samo marnie. Bez rodziny przy boku. Jeszcze musiała za pochówek gnoja zapłacić. Była złą o to no ale mus to mus. Dobrze, że były to ostatnie pieniądze, jakie musiała wydać na własnego ojca. Nic już mu nie była winna. Nie tęskniła za nim ani trochę i nie żałowała tego, że zmarł. Dla niej święty spokój. Wolność.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 28 Sierpień 2019, 22:44   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Nie spodziewał się nagłego ataku, więc nie bronił twarzy, ale kiedy dotkliwie odczuł rękę dziewczyny na swoim policzku, skrzywił się nieznacznie. Nic przyjemnego, zwłaszcza jeśli to siostra Cię bije. No niestety, tym razem mu się należało. Chciał ją okraść i teraz miał za swoje.
Za chwile jedyne co zobaczył to gniewnie świszcząca w powietrzu torebka, którą zaczęła go okładać. Jak miał teraz uciec od tego?
- Przestań, Bella... HALO! Słyszysz mnie w ogóle?! - ile jeszcze dostanie? Już zrozumiał, że nie powinien brać się za kradzież jej własności! - Przestań już! Auu. - nie ma co, miała cela. Na szczęście uspokoiła się po chwili, a on włożył czapkę na głowę i zabrał ją pod rękę, aby jak najszybciej się ulotnili od faceta sprzedającego kawę. Jeszcze zaraz zgłosiłby sprawę na policję, a to była ostatnia rzecz, jakiej w tej chwili potrzebował.
Stanął, kiedy powiedziała o ojcu. Zdziwił się na wieść o jego śmierci, bo jeszcze nie tak dawno temu miał okazję na niego wpaść. Nie było to miłe spotkanie. Wymienili kilka zdań i tyle go widział. Może nie pałał do niego wielką miłością, jaką dziecko powinno obdarzać rodzica, ale mimo wszystko był jego ojcem. Pamiętał czasy, kiedy jeszcze pracował i potrafił opiekować się nim oraz Bellą. Nigdy tego nie zapomni. Pomimo wielkiej nie chęci poczuł pustkę.
- I co teraz? Podobno szukałaś mnie. - miał swoich informatorów, których godności nie będzie zdradzał. Wystarczyło na dzielnicy popytać o Juniora. - Wyrosłaś. - powiedział z uśmiechem na twarzy. Mimo wszystko stęsknił się za siostrą, zwłaszcza że kiedyś byli nierozłączni. - Co u Ciebie w ogóle słychać? - wiedział, że ma mu za złe wydarzenia z przeszłości, ale liczył, chociaż na jakiekolwiek zrozumienie i chwilę rozmowy. Nie będzie jej do tego zmuszał. Jeśli postanowi iść, puści ją wolno. W końcu w tej chwili nie mieli kontaktu i równie dobrze tak mogło zostać.
- Wiesz... chciałem napisać, ale... - było mi głupio; nie dokończył, bo nie miał odwagi. -...byłem zajęty i nie wiedziałem, czy w ogóle, chciałabyś ze mną porozmawiać. - mając na myśli zajęty, mówił, tu o swojej pracy jako hmmm... złodziej?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Bella Russell


Jestem w Chicago od
narodzin



22
studentka

....

Mieszkam w
Loop

Bella

Russel

Wysłany: 29 Sierpień 2019, 12:02   
   Mów mi -  White
   Multi -  Olivia Ferguson, Kira Rains


Bella była bardzo wojowniczą kobitką. Jej braciszek właśnie przekonał się sam na swojej skórze na kogo wyrosła. Nie była już tą potulną, grzeczną dziewczynką, którą trzeba było się opiekować. Nie była młodszą siostrzyczką, bezbronną i naiwną. Wyplatała się z jego uchwytu gdy tylko odeszli trochę od budki z napojami. Spojrzała na niego opierając jedną dłoń o swoje biodro. Ciężar ciała przerzuciła głównie na prawą nogę. Popijała spokojnie swoją kawkę. Zerknęła na napar. Ech... Może być. Wróciła wzrokiem do brata. Prychnęła nieco słysząc jakże jego głupie pytanie.
- Jak to co teraz? Sprzedajemy dom, dzielimy się kasą i koniec tematu. Nie chcę mieć nic wspólnego z tym syfem, który pozostawił po sobie, więc jak chcesz to ty się możesz tym zająć. Ja mam dość Tony. - dziewczyna przewróciła teatralnie oczami. Upiła kolejny łyk kawy. Dłoń, która jeszcze przed chwilą wsparta byłą o biodro sięgnęła do torebki. Wyciągnęła z niej dokumenty. Podała mu je by sobie poczytał.
- Przestań pierdolić Tony. Uwaliłeś mi życie i śmiesz głupio pytać co u mnie? Czy chcę pogadać? Nie bardzo... Nie z osobą, przez którą ojczulek wpakował mnie do domu rozpusty na cztery lata jako striptizerkę. - przeuroczo zatrzepotała długimi rzęsami robiąc przy tym złośliwą minę zadowolenia. Uśmiechnęła się krzywo do brata. ot własnie otrzymał szybki skrót z tego co się z nią stało gdy zniknął z domu. Dopiła kawę i wyrzuciła kubeczek do kosza na śmieci.
- Gdyby faktycznie cię interesowało co u mnie, to byś już dawno o tym wiedział. Podpisz papiery, sprzedajmy tą pieprzoną chałupę i się rozejdźmy. - powiedziała ponurym tonem głosu. Skrzyżowała ręce pod piersiami czekając na to co powie. Miała nadzieję, że zgodzi się na sprzedaż tego lokum. Miała plan pójścia na studia więc pieniądze ze sprzedaży poszłyby na opłaty. Gorzej, że stwierdzi, iż chce tam zamieszkać. Najwyżej sama zrzeknie się dobytku. Nie chciała mieć już z tym nic wspólnego.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 3 Wrzesień 2019, 23:30   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


- Sprzedaż jest dobrym posunięciem. - przynajmniej w ich wypadku, bo jednak te dobre wspomnienia z nim związane już dawno przeminęły. Nie byli dłużej dziećmi, a rodzina, która z początku była czymś najważniejszym, rozpadła się, tuż po śmierci matki. Cios dla każdego i jak widać, przeżyli to na swój sposób. Teraz jedyne co im pozostawało to podzielenie się pieniędzmi ze sprzedaży mieszkania. W sumie kasa zawsze się przyda, a Tony nią na pewno nie pogardzi, zwłaszcza że dalej nic a nic się nie zmieniło względem jego 'pracy'.
- Dość? Ojciec, jaki by nie był, ale to jednak ojciec. - powiedział, wzruszając ramionami. Niemiał pojęcia co stało się po jego ucieczce dlatego miał prawo powiedzieć to,co powiedział, dopiero po chwili zrozumiał, że jego błąd doprowadził do tragedii. Kiedy usłyszał, co zrobił ich tato, zamarł. Odjęło mu mowę i nawet nie wiedział jak przeprosić. Był głupi. Nigdy nie chciał, żeby coś takiego stało się jego kochanej siostrzyczce.
- Przepraszam. - wydukał, choć wiadomo, jego przeprosiny nic nie zmienią. Nie wynagrodzą siostrze tego, co się z nią działo ani nie naprawią krzywd. Jednak mimo swojego charakterku, było mu niezwykle przykro. - Ja... nie wiedziałem... - spoglądał na nią ze zwieszoną miną. Jego bojowy nastrój, z jakimchciał ukraść torebkę dawno minął.- Nigdy nie podejrzewałem, że mógłby coś takiego zrobić. Przykro mi. - może i były to tylko słowa, ale z serca, szczere bez żadnych zakłamań. Chciałby ją przytulić i powiedzieć jak bardzo mu wstyd, ale domyślał się, że mu na to nie pozwoli.
- Bałem się, dobra? Uciekłem, bo nie mogłem wytrzymać poczucia winy. Chciałem Cię uwolnić od niego, przez kilka dni chodziłem po mieście, myśląc jak nas stamtąd uwolnić. Zaplanowałem całkiem porządny skok, ale wszystko szlag trafił i... kiedy pojawiłem się któregoś dnia w domu, wieczorem... nie było Cię. Próbowałem ocucić ojca, ale był zalany w trupa. Myślałem, że się Ciebie... pozbył. - powiedział to z ogromnym bólem w głosie. Popatrzył jeszcze raz na papiery, po czym wziął od niej długopis w dłoń i podszedł do ściany budynku niedaleko głównej ulicy. - Proszę. Podpisane. Weź moją część, Tobie bardziej się przyda niż mnie. Na pewno lepiej je przeznaczysz. Dasz mi jeszcze kiedyś szansę? - spytał z nadzieją, spoglądając na siostrę. Naprawdę zależało mu na niej jak na nikim innym.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Bella Russell


Jestem w Chicago od
narodzin



22
studentka

....

Mieszkam w
Loop

Bella

Russel

Wysłany: 5 Wrzesień 2019, 20:21   
   Mów mi -  White
   Multi -  Olivia Ferguson, Kira Rains


W duchu ucieszyła się, że zgodził się na sprzedaż domu. Przynajmniej będą mieli to z głowy. Fizycznie nie okazałą żadnych emocji. Jedynie skinęła nieco głową na znak, że zrozumiała co do niej powiedział. Ostateczna decyzja zapadła no i git. Parsknęła w odpowiedzi na słowa brata. Jaki był taki był... Widziała zmieszanie na jego twarzy. Splotła ręce pod piersiami patrząc na niego z początku beznamiętnym wzrokiem. Jednak czym dłużej przyglądała się własnemu bratu tym ciężej jej było. Jej serce bolało, krwawiło uczuciowo. Zacisnęła dłonie na przedramionach.
- No trudno byś wiedział jak spieprzyłeś z domu. - mruknęła cicho. Wciąż była na niego o to zła. O tą całą sytuację. Gdyby wtedy nie pobiegł do ojca... Wszystko mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, chociaż miała świadomość, że nie koniecznie lepiej. W ostatecznym rozrachunku to wyszło jej całkiem nieźle. Chociaż praca striptizerki nie była czymś najlepszym. Tak samo jej dodatkowa fucha, w której to zarabia spore sumki. Teraz miała narzeczonego, chciała coś zmienić w życiu. Musiała ruszyć dalej. Na to składało się wiele spraw, które należało załatwić, w jakiś sposób rozwiązać. W to wchodziło również uporanie się z przeszłością.
- Nie chcę twoich pieniędzy Tony... Ostatecznie oboje zostaliśmy przez niego skrzywdzeni i obojgu coś się z tego należy. Zajdź tam i zobacz co chcesz stamtąd zabrać. Trzeba będzie uporządkować dom nim go sprzedamy. - wzięła od niego dokumenty. Złożyła je, spakowała do koperty a następnie do torebki. Opuściła ręce i westchnęła głośno. Spojrzała mu w oczy.
- Nie wiem... Nie wiem czy mogę ci ufać Tony - powiedziała ponuro. Z jednej strony w głębi serca pragnęła ponownie mieć ukochanego braciszka. Jednak z drugiej strony ciężko było jej nawet na niego patrzeć.
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 11 Wrzesień 2019, 11:10   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Wydawało mu się, że może uda im się choć nawiązać nić porozumienia, ale widział i przede wszystkim słyszał jak siostra jest do niego nastawiona. Naprawdę żałował, że sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej, ale już nie było drogi wstecz. Nie mógł cofnąć czasu i naprawić swoich błędów, choć bardzo by tego chciał. Postanowił jednak robić dobrą minę do złej gry i chociaż spełnić to co Bella chciała. Podpisał papiery, które tak naprawdę dla niego nie były nic warte. Jeśli chciała sprzedać mieszkanie proszę bardzo. Równie dobrze mogła podrobić jego podpis zamiast fatygować się do Canaryville i go szukać.
- Ja nie chcę tych pieniędzy, więc nie bądź głupia i weź je. Przydadzą Ci się. Potrafię sobie poradzić. - i dlatego zamierzał oddać siostrze swoją część. Może chciala pójść na studia? Albo kupic sobie mieszkanie? Albo cokolwiek innego, co dla Tonego w sumie nie miało większego znaczenia. Pomieszkiwałm kątem u znajomych, na studia nie mógł liczyć bo szkoły nie kończył, a jego złodziejski fach dawał mu jakieś grosze. Także wolał aby Bella się rozwijała, bo on dalej stał w miejscu i najprawdopodobniej z niego już nie ruszy.
- Nic mi się nie należy. - warknął tylko. Nie chciał rozmawiać o tym jak ojciec ich traktował po śmierci matki. - Zobaczę, ale wątpię, żeby było tam coś wartościowego. - wzruszył ramionami dalej spoglądając na siostrę. Jakoś nie mógł sobie wyobrazić, że nagle wróci do mieszkania i cos go tam tknie. Nie. Na pewno tak nie będzie.
- Przepraszam, za wszystko. Daj znać jeśli chciałabyś choćby pogadać. - wiedział, że to może być dla niej trudne ale liczył, że się kiedyś na to zdecyduje. Poprawił czapkę na głowie, po czym odszedł od dziewczyny. Nie zebrał się aby ją przytulić. Było jeszcze na to za wcześnie. Z wielkim poczuciem winy i niepochamowanym smutkiem ruszył przed siebie... najpewniej kogoś okraść.

/ztx2
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 8