Poprzedni temat «» Następny temat
Union Avenue
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 13:26   Union Avenue

[align=center:fca98f13da][/align:fca98f13da]
 


profil
 
Holiday Jenkins
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 02:09   

#1

Holiday nie miała zamiaru zachowywać się tak, jak jej kazali. Najchętniej gdyby tylko mogła, w ogóle nie opuszczałaby swojego pokoju. Dobrze było jej tak jak do tej pory, w samotności i bez bliskich, nie słuchała rodziców i rodzeństwa, myśląc że sama w życiu poradzi sobie lepiej. Była w wielkim błędzie i mógł to stwierdzić każdy, kto chociaż nawiązał z nią jakiś kontakt, jednak ona sama nie cała sobie przemówić do rozsądku. Wszystko było cholernie trudne odkąd zniszczyła sobie życie niechcianą ciążą i mimo, że minęło od tego już tak dużo czasu, nie potrafiła się z tym pogodzić ani do siebie dojść. Mimo, że nawet przez tym była zniszczoną nastolatką, to miała jakieś szanse, aby wyjść na ludzi, a po tej nieprzyjemnej akcji już nie było ratunku. Nigdy nie przejmowała się tym co o niej mówią i co myślą na jej temat, jednak fakt, że ktokolwiek mógłby się dowiedzieć o tym, że ktoś zmajstrował jej dzieciaka ją naprawdę przerażał. Kłamstwa były nieodłączną częścią jej życia i nie wyobrażała sobie funkcjonowania bez tego. Każda, nawet najmniejsza rzecz została przez nią ubarwiana i to był jej naturalny odruch. Nie potrafiła mówić prawdy i nikt nie potrafił jej do tego zmusić. W jej umyśle była blokada, która po prostu jej na to nie pozwalała. Uważała, że bezpieczniej jest, gdy będzie otulać się kłamstwami z każdej strony. I jak do tej pory wszystko szło dobrze, przynajmniej sama tak uważała. Kłamstwa nie wpędziły jej jeszcze w sytuację bez wyjścia i to głównie dlatego, że tym posługiwała się lepiej niż czymkolwiek innym na tym świecie. Tego dnia nie miała żadnych planów, jednak gdy matka poprosiła ją o wyjście z Camdenem na dwór, o mało nie trafił ją szlag. To nie tak, że się nim nie interesowała.. Po prostu nie potrafiła go pokochać przez to w jakich okolicznościach pojawił się na tym świecie i w jakim momencie jej życia. Może gdyby nie był z przypadku, wszystko potoczyłoby się w dobrą stronę, ale teraz pozostało tylko gdybanie. Ostatecznie jednak zgodziła się wyjść z dzieckiem, wymyślając milion historii gdyby wpadła na kogoś znajomego i zapytałby się o brzdąca. Póki co wszystko miała pod kontrolą, jakimś cudem. Krążyła ulicami miasta, że słuchawkami w uszach i pchała wózek do przodu, bo nie zamierzała się użerać z dzieckiem w trudniejszy dla niej sposób. Ona wszędzie szukała wygody, dlatego też postanowiła skierować się w stronę placu zabaw, gdy nagle przypadkowo wjechała w kogoś wózkiem. Ogólnie to wybacz za posta ale jak już wiesz, pisałam z telefonu a to normalnie katorga!
 
 
Eddie Cleverly
[Usunięty]

Wysłany: 13 Lipiec 2016, 15:29   



Eddiego i Holly łączy więcej niż mogłoby się wydawać. Obydwoje mieli gdzieś opinię innych i jestem pewna, że z tego (i z wielu innych) powodu będzie bardzo ciężko dogadać im się ze sobą. Co prawda może też chodzić tutaj o różnicę wieku i ich wspólną historię, która pokomplikowała życie Holiday, ale koniec końców może jakimś cudem znajdą wspólny język, kto wie. Póki co Eddie szuka tego języka z własną rodziną, ale chcąc nie chcąc idzie mu to dosyć opornie. Mniejsza z tym! Kłamstwo nie zawsze jest kłamstwem, zależy jakie ma się intencje. W sensie.. według mnie kłamstwo to kłamstwo, ale Eddie tłumaczy to sobie zupełnie inaczej. Nagina prawdę, ponieważ mocno wierzy w to, że jego powód jest naprawdę dobry i słuszny i nie obchodzi go fakt, że prawda wygląda zupełnie inaczej. Trochę głupi, ale co tam.
Dzisiejszy dzień rozpoczął od swojej fav piosenki gunsów przy dobrej, czarnej kawie i muffince z cukierni za rogiem. Dzisiaj okazał się być szczególnie leniwy dlatego trochę potrwało nim faktycznie zabrał się za poranny jogging. Wskoczył w sportowe ciuszki i założył sakiewkę na ramię, po czym wcisnął słuchawki w uszy i złapał za butelkę wody. Bieganie przyprawiało go o dobry początek dnia i faktycznie pozytywny humor oraz nastawienie do wszystkiego co się wydarzy. Czasami zdarzało mu się odpuszczać bieganie z jakichś tam powodów i okazywało się, że był bardziej zmęczony, marudny i nie nadający się do życia niż normalnie. Tak czy siak biegł sobie przez Union Avenue postanawiając tego dnia trochę zmienić swoją trasę w ramach urozmaicenia. No i w końcu postanowił zamienić bieg w marsz, aby dać sobie trochę odetchnąć i jednocześnie zmienić playlistę, gdyż ta, którą włączył przed wyjściem z domu właśnie się kończyła. Zagapiony w telefon nie zauważył dziewczyny z wózkiem, która już po chwili wjechała w niego sprowadzając go tym samym znów na ziemię. - Co do chuja.. - fuknął marszcząc przy tym brwi. Zlustrował sylwetkę nastolatki następnie mierząc wzrokiem dokładnie jej twarz. Skądś ją kojarzył, ale niestety nie mógł sobie przypomnieć skąd.
 
 
Holiday Jenkins
[Usunięty]

Wysłany: 14 Lipiec 2016, 22:43   

Dziewczyna nigdy się nie zastanawiała ile łączy ją czy dzieli z osobami na które wpadała przypadkiem i przypadkiem coś z tego wychodziło. Niewiele obchodzili ją jacykolwiek ludzie, nawet ci dla niej najbliżsi i mimo, że to nie jest zachowanie akceptowane przez społeczeństwo, jak można się domyślić, to także miała w dupie. Nigdy nie należała do tej grupy, która boi się zrobić cokolwiek ze względu na konsekwencje. Dla niej takie słowo nawet nie istniało. Gdy coś robiła, to to robiła. I akceptowała to, co się stało gdy coś nie wyszło. Tylko ten jeden przypadek z którego powstało dziecko nie zaliczał się do jej całego rozumowania. Ale skoro najgorsze już przeżyła, to raczej los nie miał na niej kolejnej zasadzki, przynajmniej taką miała nadzieję, no bo jak można tak dobić człowieka w tak młodym wieku?
Ale wracając do tematu, wiedziała, że tak czy siak niepowodzenia będą jej stawały na drodze i wiedziała też, że spacer z dzieckiem nie przyniesie jej nic dobrego. Jednak nie spodziewała się takiego starcia jakie właśnie przeżyła. Początkowo nawet nie poznała mężczyzny w którego tak chamsko wjechała wózkiem, jednak dłuższa chwila przyglądania się tej (cudownej) twarzy dała jej do myślenia. Gdy tylko prawda w nią uderzyła, poczuła się tak, jakby sama siebie przejechała tym wózkiem i zaniemówiła, zaciskając pięści tak, że kostki zrobiły się całe białe. - Ja.. przepraszam, zagapiłam się! Jest pan cały? - spytała, czując jak trzęsą jej się dłonie i podeszła bliżej mężczyzny, kładąc mu rękę na ramieniu. Nawet na chwilę nie spuszczała z niego wzroku. Nie mogła uwierzyć, że to właśnie on. Tyle razy go widziała i nigdy ją nie oświecało, aż do teraz. Nie wiedziała, że los znów chciał ją skrzywdzić i nie chciała nawet wnikać. Nie chciała go spotykać bo nie wiedziałaby co w ogóle powiedzieć. Dużo razy wyobrażała sobie jakby wyglądało ich spotkanie, ale takiej opcji nie miała. Jednak teraz postanowiła to i tak odłożyć, bo wydawało jej się, że w ogóle jej nie poznał, więc może lepiej by było, gdyby też nic nie mówiła, bo mogłoby się zrobić niemiło.
 
 
Eddie Cleverly
[Usunięty]

Wysłany: 14 Lipiec 2016, 22:59   

Najwyraźniej się da! Chyba, że przypadkowe spotkanie się z ojcem swojego niechcianego dziecka nie zaliczało się do tych złych chwil z życia. Kto tam ją wie. Jeśli chodzi o Eddiego to mało kiedy przejmował się czymkolwiek nie mówiąc już o tym, by obchodziło go czyjekolwiek zdanie, hehs. To trochę smutne, że ma takie wylane na całego, ale z drugiej strony.. Myślę, że to pewnego rodzaju tarcza ochronna. W świecie showbiznesu nie da się być miękką pipą, bo ludzie od razu zaczynają wykorzystywać to i jeździć po Tobie ile wlezie, a nie sądzę, aby któraś z nas wyobraziła sobie szlochającego w poduszkę co noc Edka, który nie radzi sobie z najmniejszymi hejtami, huh? No właśnie.
- Yhm, ta, ale mogłabyś patrzeć jak łazisz, bo następnym razem możesz kogoś staranować i w ogóle tego nie zauważyć. - mruknął strzepując jej dłoń ze swojego ramienia, by następnie poprawić swoją koszulkę. Czuł na sobie jej wzrok, jednak był całkowicie przyzwyczajony do tego, że non stop ktoś go obserwuje. Hej, nie było to takie znowu dziwne, bo przecież był naprawdę rozpoznawalną osobistością. Jego twarz chwilami bywała wszędzie. To w TV, to na okładkach gazet, a i w różnych artykułach internetowych się zdarzało widnieć. Wtedy i on na nią spojrzał, ponownie zresztą, i coś sobie uświadomił. - To Ty. - bąknął mało inteligentnie wskazując na nią palcem i świdrując oczami jej czaszkę. - Ta dziewczyna z klubu. - zmarszczył brwi, po czym zacisnął palce na nasadzie nosa chcąc skupić się i przypomnieć sobie jej imię. Niestety na marne, więc machnął na to mentalnie ręką i postanowił strzelać. - Hy.. Hy... H.. Hilary? - strzelił i oczywiście spudłował, ale o tym dowie się zaraz, hehs.
 
 
Holiday Jenkins
[Usunięty]

Wysłany: 14 Lipiec 2016, 23:21   

Wiedziała, że dłuższa rozmowa z mężczyzną sprawi, że resztę dnia będzie trafiał ją szlag i będzie jeszcze bardziej nie do zniesienia niż zawsze, a to już było zbyt wiele dla zwykłych śmiertelników, normalnie strach się bać! Nie wyobrażała sobie, aby konwersacja z Eddiem odbyła się w miłych warunkach, szczególnie gdy mały Camden zaczął płakać a ona nawet nie miała pojęcia jak go uciszyć. A jeszcze lepsze było to, że dopiero teraz zauważyła, jak bardzo mały jest podobny do niego. To jej się w głowie nie mieściło! Na jej ustach pojawił się grymas i sama miała ochotę rozpłakać się tak jak mały, ale wiedziała, że nie może się tak zachowywać, bo przecież jest już dorosła i tak się nie da rozwiązywać problemów. Zresztą, kto tu o rozwiązywaniu mówi, jak ona nawet palcem nie zamierzała kiwnąć. Los musiał to wszystko załatwić, nie ona.
- Uh, jasne - przygryzła wargę i odsunęła się kawałek, gdy zabrał jej rękę, po czym wywróciła oczami, mrucząc pod nosem. Gdyby nie to, że był kimś to zrobiłaby mu tu niezłą awanturę, bo nienawidziła takiego traktowania. Szczerze, nic nigdy jej tak nie traktował, bo wiedział jaka jest i że najlepiej trzymać się z dala, ale on przecież nie wiedział nic, nawet to, że ten dzieciak jest jego! I nie zamierzała mu o tym mówić, bo na to nie zasługiwał, to po pierwsze. Po drugie to, że i tak by jej nie uwierzył, myśląc że chce kasę, albo zrobiłby jej jakieś piekło, sama już nie wiedziała do czego jest zdolny! - To ja - mruknęła tylko, wzruszając ramionami bo jednak miała nadzieję, ze jej nie pozna i odejdzie, a jednak musiała teraz coś wymyślić. - Blisko. Holiday - odparła tylko, posyłając mu swój najlepszy uśmiech i pochyliła się nad wózkiem, patrząc na to jak sprawuje się jej mały towarzysz, który chyba nie zamierzał przestać płakać przez co ona coraz bardziej traciła są cierpliwość.
 
 
Eddie Cleverly
[Usunięty]

Wysłany: 14 Lipiec 2016, 23:46   

Póki co nie miał okazji przyjrzeć się dzieciakowi, ale kiedy już to zrobi prawdopodobnie i tak nic szczególnego nie zauważy. Jest facetem, więc nie ma co się mu dziwić. Mało kiedy zauważa jakieś, nawet istotne, drobiazgi. Jeśli jego matka bądź któraś z sióstr przyszła do domu z nową, drastycznie zmienioną fryzurą on i tak nie zwrócił na to uwagi. Trochę to przykre, ale co zrobisz jak nic nie zrobisz? Obydwoje chyba nie zamierzali póki co kiwać palcem, więc trzeba oddać ich w ręce losu, który przypadkiem lub specjalnie może jeszcze bardziej między nimi namieszać. Kto wie! Ja jedynie jestem pewna tego, że Eddie zawsze uciekał od odpowiedzialności, a kiedy tematy w zwyczajnych, codziennych rozmowach sprowadzały się do poważniejszych tematów szybko je zmieniał lub sięgał po koła ratunkowe typu 'ładną mamy dzisiaj pogodę' czy inne teksty tego typu. Dziwnie i w ogóle oklepane, ale myślę, że to jedyny tak aktualny temat do pogaduch.
Nie skomentował więcej jej zachowania, bo i po co? Przecież nie ma co drążyć jednego tematu skoro następny okazał się o wiele ciekawszy. Wracając wspomnieniami do tamtej pamiętnej nocy ciężko było sobie coś przypomnieć. Nie ze względu na jego sklerozę, a raczej na to, że wtedy naprawdę przesadził z alkoholem i nie pamięta większości rzeczy, które wtedy robił. Nic więc dziwnego, że z wielkim oporem odnalazł wśród luk w swojej pamięci jej twarz. - Holiday. - kiwnął głową wciskając jedną rękę w kieszeń swoich spodenek sportowych. - Więc.. To Twój dzieciak? - skinął głową w stronę wózka unosząc jedną z brwi ku górze. Nie lubił dzieci, ba!, wkurzały go niemiłosiernie i dlatego też zmarszczył czoło na ciągłe wycie małego. Gdyby to było jego.. HAHA, jest jego, ale skoro o tym nie wie to w głowie od razu pojawiła mu się myśl, że wcale nie chciałby być ojcem. Nie nadaje się, a przynajmniej tak twierdzi, póki co.
 
 
Holiday Jenkins
[Usunięty]

Wysłany: 15 Lipiec 2016, 00:01   

Dla niej to jeszcze lepiej, że tak bardzo ma wszystko gdzieś, bo przynajmniej niewiele musiała mówić i obie ze stron były zadowolone. Najchętniej chciałaby już dawno stąd zniknąć, żeby język nie zaczął jej się plątać, ale nie miała siły żeby w ogóle oderwać stopy od ziemi. Nie tak wyobrażała sobie spotkanie z ojcem jej dziecka i czuła się trochę zawiedziona, ale czego się mogła spodziewać? Żaden facet nie byłby zadowolony, że przypadkowo zapłodnił laskę i posiada dzieciaka którego nawet nie wychowywał przez dwa lata. Z tego byłoby tylko więcej minusów niż plusów, jeśli jakiekolwiek by plusy były, co w sumie było wątpliwe. Sama ona miała dość tego dzieciaka, a praktycznie nigdy nie spędzała z nim czasu. Nienawidziła go, to mogła śmiało powiedzieć. Gdyby nie to, to może byłaby w koledżu, normalnie skończyłaby szkołę, poszła na wymarzone studia.. Miała tyle możliwości. A skończyła edukację na liceum, z własnej głupoty. To znaczy, nie tylko swojej, bo on też był winny! Ale skoro jeszcze był nieświadomy, to tak, tylko jej wina. Los jednak był dla niej złośliwy od zawsze a ona nic nie mogła z tym zrobić.
Noc z Eddiem była zdecydowanie jedną z najlepszych jak i najgorszą. Najlepszą, bo w końcu czuła, że może wszystko. Była wolna jak ptak w tą jedyną noc i wszystko co było dla niej jak dotąd nieosiągalne, nagle stało się takie proste. Jednak gdy płakała w szkolnej toalecie z testem ciążowym w dłoni, zmieniła zdanie i uznała, że to było najgorsze co ją spotkało i nigdy więcej nie popełni takiej głupoty, jednak facetom do łóżka nie przestała wskakiwać, tym razem jednak bardziej uważa na zabezpieczenia, bo przecież los jej nienawidzi. Na jego pytanie nie odpowiedziała. Mimo, że to pytanie wielokrotnie słyszała i odpowiadała głośnym nie, podając przekonywujące argumenty, przy okazji zrzucając rodzicielstwo na inną kochaną siostrzyczkę, tym razem nie potrafiła. Stała jak słup stoli, wpatrując się w swoje trampki. Nie płakała, nie śmiała się, była w tym momencie tak wyprana z emocji jak nigdy. Jedynie przenosiła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, nie decydując się na kłamstwo czy też prawdę, bo przecież i tak go to nie obchodziło. Mogła też zmienić temat i zapytać co u niego, ale czy nie byłoby to podejrzane?
 
 
Eddie Cleverly
[Usunięty]

Wysłany: 15 Lipiec 2016, 00:22   

Zasadniczo to na tę chwilę nie jestem w stanie powiedzieć jak zachowałabym się na miejscu Eddiego. Być może bym spanikowała i spieprzała gdzie pieprz rośnie, a może wzięłabym na siebie całą odpowiedzialność i zachowała się jak najbardziej dojrzale? Kurcze, nie wiem. Wiem natomiast, że Edward jest cholernie nieprzewidywalny i mało kto wie czego się po nim spodziewać, zwłaszcza w sytuacjach, które i dla niego są totalnie nowe. Ciężki temat, dlatego na pewno będzie próbował jakoś go omijać albo w ogóle nie wiem co. No ale póki nie jest niczego świadom i pewnie jeszcze chwilę nie będzie nie ma problemu. To znaczy.. on go nie ma, bo podobno czego oczy nie widzą tego sercu nie żal, więc skoro nie wie to nie ma czym się przejmować, czyż nie?
W ogóle to myślę, już od dawna zresztą, że laski to mają przejebane w życiu. Jak już zajdzie w tą ciążę (facet nie musi liczyć się z tym ryzykiem) to jakimś cholernym pechem musi podjąć decyzję. Zabić lub urodzić, a później znowu - wychować lub oddać. To z kolei bywa naprawdę ciężkie, bo trzeba zmierzyć się nie tylko z opinią innych, ale i przesunięciem lub odpuszczeniem sobie swoich planów. Kurde, szkoda mi Holi.
Jedna z jego brwi zmieniła nieco swoje położenie wędrując odrobinę wyżej i zostawiając drugą w dole. Zakłapał oczami wciąż nie odwracając od niej wzroku. Zrobił to dopiero po krótkiej chwili, by rozejrzeć się na boki i upewnić, że ta dziwna i dosyć niekomfortowa sytuacja wcale mu się nie śni. Szukał jakiegoś punku odniesienia, ale niestety nic konkretnego i nadającego się nie złapał, dlatego rozpoczął dyskretne szczypanie się w ramię, ale i to nie przyniosło efektów. Koniec końców postanowił jakoś ją obudzić, bo jak na tę chwilę uznał ją za jakąś dziwną. Pstryknął jej palcami przed twarzą oczekując najmniejszej reakcji ze strony dziewczyny. - Hej, jesteś głucha czy po prostu nieumiejętnie próbujesz mnie zignorować? - prychnął zakładając ręce na torsie. Nie da za wygraną, bo teraz naprawdę zasiała w nim ziarenko ciekawości. Jej wina!
 
 
Holiday Jenkins
[Usunięty]

Wysłany: 15 Lipiec 2016, 00:32   

Trudno by sobie wyobrazić sytuację w której ta dwójka dogaduje się bez żadnych niesnasek, naprawdę. Szczególnie gdy on jest tak nieprzewidywalny a ona robi awantury z wszystkiego, do tego dochodzi jeszcze niechęć do ludzi i wychodzi piękny ludzki dramat. Mimo, że była do nich przyzwyczajona, tu nie chodzi o zwykłą nienawiść czy o problemy głupich nastolatek, tu chodzi o większą stawkę, jaką jest to nieszczęsne dziecko. Nie wyobrażała sobie siebie jako radosnej mamusi i jego jako przykładnego ojca. Ba, nawet się nie znali, więc o czym my tu mówimy. Najpierw muszą nawiązać jakąś nic porozumienia, żeby coś w tego wyszło, a prędzej jakieś plagi egipskie ogarną świat niż to się stanie, tak jej się przynajmniej wydawało, ale w końcu dla niej nie istnieją optymistyczne opcje, nigdy. Z ciążą, prawda, faceci mieli o wiele łatwiej, bo zawsze po usłyszeniu tej wspaniałej wiadomości mogą uciekać jak najdalej i nawet żadnych konsekwencji nie poniosą, a kobiety musiały podejmować trudne decyzje. Cóż, ona nawet nie mogła podjąć tej którą chciała, bo matka zmusiła ją do zatrzymania dzieciaka. Jedynym dla niej plusem było to, że sama nie musiała go wychowywać, dzięki bogu, bo prędzej by się zabiła niż męczyła z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jednak co z tego, skoro jej życie po tej wpadce nie wróciła do normy i każdy wieczór spędziła płacząc zamknięta w swoim pokoju. Tak nie powinno wyglądać życie żadnego człowieka. Nawet ona tak uważała.
Złapała go za nadgarstek, gdy wywijał palcami przed jej twarzą i opuściła ją, po czym ponownie złapała za wózek. Miała plan - wyminąć go, nie odzywać się i iść dalej. Przecież dziecko wcale nie musiało mieć ojca, skoro ma matkę. Co prawda ona matką jest tylko w papierach a wychowaniem się nie zajmuje, jednak wiadomo, że jej rodzice zajmują się nim lepiej. Nie uważała powiedzenia mu prawdy za coś rozsądnego, bo przysporzyłoby im to tylko więcej kłopotów. Ale czy będzie w stanie zachować tajemnicę? Tego sama nie wiedziała. Miała ochotę mu wszystko wykrzyczeć, ale to też nie było proste. Tak źle, tak jeszcze gorzej! - Przepraszam, ale muszę iść - wymamrotała tylko, spuszczając głowę.
 
 
Eddie Cleverly
[Usunięty]

Wysłany: 15 Lipiec 2016, 11:01   

Być może kiedy Cleverly pozna prawdę, ten jeden raz postanowi być dobrym człowiekiem i nie ucieknie jak to ma w zwyczaju? Nie wiem, naprawdę, nie wiem. Jednakże to czego jestem pewna to to, że naprawdę powinni spróbować nawiązać jakiś kontakt. Co prawda póki co Eddie nie jest świadom tego, że dziecko siedzące w tym wózku jest również jego, więc nie ma najmniejszego powodu, przez który spróbowałby z nią pogadać, ale no. Trzeba po prostu dać im czas, a jeśli to nie pomoże to zamknąć ich w jednym pomieszczeniu i nie wypuszczać dopóki nie ogarną siebie wzajemnie. Tak, good idea.
Jestem pewna, że wyrzucenie z siebie tego wszystkiego na pewno byłoby dla niej korzystne. Trzymanie w sobie zbyt długi czas ciężkich tajemnic, które mącą nam w głowie i nie dzielenie się nimi z osobami i tak zamieszanymi w nie sprawia, że bzikujemy. Coś o tym wiem! Holiday zresztą też, prawda? Posiadanie dziecka w tak młodym wieku to już ogromny ciężar i problem, z którym musi się borykać od dwóch lat. Niby ucieka od odpowiedzialności jak Eddie za każdym razem, ale wydaje mi się, że nie byłaby w stanie całkowicie odciąć się od tego dzieciaka. Zresztą, kto ją tam wie! Eddie na pewno nie, bo totalnie nie ogarniał jej zachowania. Dlatego też zmarszczył brwi i złapał jej nadgarstek chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. - Odpowiesz na moje pytanie? - jego głos był chłodny, ale stanowczy i mimo, że zadał pytanie nie oczekiwał negatywnej odpowiedzi.
 
 
Holiday Jenkins
[Usunięty]

Wysłany: 15 Lipiec 2016, 14:30   

Teoretycznie, to w sumie nie miała nic do stracenia i mogłaby mu wyznać całą prawdę. Tylko co ona by z tego miała? Co najwyżej więcej kłopotów i żadnych plusów. Nie lubiła takich sytuacji i tutaj nawet sam los nie mógł ingerować, bo Eddie za bardzo się czepiał. Powinien ją zostawić w spokoju i iść sobie dalej, bo tak naprawdę, co ona go obchodziła? Miał pewnie dziesiątki innych, lepszych i starszych laseczek z którymi spędzał wybornie czas, a ona nie miała co wspominać, bo potraktował ją gorzej niż zwykłą szmatę. Gdyby tylko nie była tak pijana, to nigdy by mu na to nie pozwoliła, ale teraz to może się tylko zastanawiać co by było gdyby, bo czasu niestety nie cofnie, a szkoda. Może cofnęłaby się dwadzieścia lat wstecz i wcale nie przyszłaby na świat. Byłoby dla niej cudownie, naprawdę.
Nie umiała rozmawiać z ludźmi, dlatego trudno jej było jakoś ciągnąć rozmowę z mężczyzną, tak aby nie wypytywał o te tematy, które są dla niej niewygodne. Z nim nie było tak prosto jak z innymi głupimi nastolatkami co tylko powodowało u niej gorsze samopoczucie. Nie mogła nawet niczego wymyślić na poczekaniu i zaczęła się pocić ze stresu. Takie sytuacje zdecydowanie nie są dla niej. Nie dziwiła się też, że wcale jej nie rozumiał. W końcu sama nie potrafiła siebie pojąć i to nie była jej wina, bo nie mogła tego zmienić. A odcięcie się od małego Camdena.. nigdy o tym nie myślała, bo zawsze wszyscy byli pod jednym dachem, ale gdyby się wyniosła a dziecko zostałoby z rodzicami, chyba by nie rozpaczała. Jednak co ona może mówić, skoro jeszcze tego nie zrobiła? Człowiek zawsze przypuszcza co i jak, ale wszystko okazuje się dopiero po podjęciu decyzji. I czasami można się nieźle zdziwić, jak nasz organizm reaguje. - Tak, mój dzieciak, zadowolony? - warknęła tylko, starając się wyrwać rękę z jego uścisku. Nikt nie będzie jej w żaden sposób szantażował ani źle traktował, bo na takie coś sobie nigdy nie pozwalała!
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 24 Wrzesień 2016, 03:35   

#przed Nikki

Ojciec Jake'a miał pewien okropny nawyk, z którym od lat jego potomstwo próbowało podjąć walkę, jednakże bezskutecznie. Zwyczajem mężczyzny było pożyczanie od swoich dzieci samochodów, bez wcześniejszego uprzedzenia ich o swym zamiarze. I choć strażak znalazł już sposób na to, by uniknąć tej drobnej kradzieży i nigdy nie zostawiał samochodu pod domem, tym razem staruszek okazał się sprytniejszy i pozwolił sobie użyczyć pojazdu syna na godzinę, może dwie, ewentualnie dwanaście. Mężczyzna cierpliwie znosił ten stan rzeczy przez większość dnia, ale kiedy miarka się przebrała, po krótkiej telefonicznej rozmowie, udało mu się ustalić, że Harper porzucił wóz gdzieś w Canaryville, jakby co najmniej własnie posłużył mu do przemytu ciężkich narkotyków na granicy w Meksyku. I kto wie, może właśnie tak było? Jake nie miał odwagi pytać, z prostego powodu - wolał uniknąć odsiadki za współudział. W każdym razie, w związku ze strasznym syfem w wozie Boba i jego zamiłowaniem do muzyki Pitbulla, Jake nie mógł pozwolić na to, by kolega podwoził go do pracy także następnego dnia, i udał się we wskazane przez ojca, miejsce. Kiedy tylko dostrzegł swoje cacko, stojące na cudzym podjeździe, serce zabiło mu dwukrotnie szybciej i z czcią wypisaną na twarzy, podszedł bliżej. Nim wsiadł i odjechał, obszedł samochód trzy razy, oceniając ilość zniszczeń, potencjalnych wgnieceń i zadrapań lakieru. W tym samym czasie, w oknie domu znajdującego się tuż obok, zamajaczyła mu jakaś sylwetka i rozbłysło światło, więc Averill czym prędzej zapakował swoje cztery litery do pojazdu i po szybkiej korekcie ustawienia fotela i lusterek, wrzucił wsteczny bieg. Jakkolwiek absurdalnie by to nie zabrzmiało, poczuł się jak złodziej własnego samochodu i surowe spojrzenie kobiety, która przyglądała mu się zza zasłony, odrobinę go rozkojarzyło. Późna pora również nie sprzyjała włóczeniu się po nieznanych mu dzielnicach, bo choć facetem był dużym (dosłownie, mierzył przecież ponad 1,9 m), to z niesprawnym ramieniem nie miał ochoty na bójki. Ruszył, by wyjechać z cudzej posesji, ale jego przejażdka była wyjątkowo krótka. Z impetem wcisnął pedał hamulca, ale niedość szybko. Pojazdem nieco szarpnęło, a do jego uszu dotarł charakterystyczny łomot. Wysiadł z samochodu, modląc się w duchu, by tylni zderzak pozostał nienaruszony. Priorytety! No, ale przecież żadnej żywej duszy w pobliżu nie dostrzegł. Nie licząc dziwnej staruszki w oknie, ale ją przez moment brał za zjawę rodem z horroru i kwestia jej żywotności pozostawała nierozstrzygnięta.
- Kurwa. - zaklął, gdy już wreszcie dotarło do niego, że kogoś potrącił i błyskawicznie znalazł się przy kobiecie. Jeśli leżała/siedziała na jezdni, najpewniej pochylił się nad nią, by sprawdzić jej funkcje życiowe. - Nic ci nie jest? - Wyglądało na to, że nie odniosła poważniejszych obrażeń i chyba nawet nie straciła świadomości, więc choć wyciągnął telefon z kieszeni, nie zadzwonił jeszcze na pogotowie. Przyglądał jej się z wyraźnym zainteresowaniem i szczerą troską, gotów do udzielenia niezbędnej pomocy, nie skupiając się jeszcze za bardzo na jej twarzy. Ech. - Przepraszam, musiałem cię wziąć za śmietnik. Szczerze powiedziawszy, jesteście bardzo podobnego wzrostu. - Oczywiście, że nawet taką sytuację uznał za idealną okazję do przemycenia jakiegoś, niskich lotów, żarciku. Sęk w tym, że jeśli rzeczywiście wyłoniła się zza tych kontenerów, nic dziwnego, że w porę jej nie dostrzegł!
 
 
Leila May Brighton
[Usunięty]

Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 21:20   

Wydarzenia ostatniego tygodnia sprawiły, co tu dużo mówić, że nieco buja sobie w obłokach i myśli o niebieskich migdałach, za co zwyzywano ją nawet niegdyś w przedszkolu, ale ani wtedy się tym nie przejęła, ani nie robi tego teraz. Po prostu niektóre rzeczy się nie zmieniają, pomimo licznych przeżyć i wydarzeń, które kiedykolwiek ją dotknęły. Intensywność ledwo co przeminionych dni pozbawiła ją wszelkiego rozgarnięcia i ogarniania świata, pozwalając się skupiać na rzeczach nieco ważniejszych. Na każdym emocjonalnym problemie który narodził się w jej głowie, w jej związku i w.. cóż, relacji z Willem Dawsonem, słynnym Chicagowskim wybawcą. Albo po prostu jej wybawcą, co brzmi nawet lepiej, bo nie od dziś wiadomo, że Leila lubi przywłaszczać sobie ludzi, a zazdrość gdy musi się nimi dzielić, wylewa się z jej ciała niczym siódme poty po jakimś psychopatycznie intensywnym treningu. Wbrew wszystkiemu nadal trudno jest jej się pogodzić z chaosem jaki się niespodziewanie narodził, tak nagle i niechcący, że nie zdążyła się zupełnie do niego przygotować. Co prawda lubi niespodzianki, jednak niechętnie przyjmuje do swojego życia wszelkie gwałtowne i stałe zmiany, których po prostu nie lubi. Być może to wszystko sprawia, że kiedy zmierza w kierunku sklepu po masło orzechowe którego braki intensywnie odczuwa, nie czuje nic poza ochotą włożenia sobie pełnej słodyczy łyżeczki do buzi. I jest to uczucie tak cholernie obezwładniające, że chodzi spięta i nerwowa, gdy jej ciało domaga się uparcie czegoś, czego braki odczuwa. Lub to po prostu psychiczny ból który należy zagłuszyć słoiczkiem rozpuszczonej czekolady, ponieważ Leila.. jak to Leila, często lubi udawać, że problemy w ogóle jej nie dotyczą.
Pierwsze co czuje, to bardzo silne pchnięcie w bok ciała, które sprawia, że nie potrafi utrzymać się na nogach i zapewne z jawnym przerażeniem w oczach, po prostu leci jak wół na chodnik, który układa się przed nią jak najlepszy materac z Ikei. I chciałaby czuć to w ten sposób, jednak realia okazują się jak zwykle znacznie dotkliwsze, wraz z każdym najmniejszym kamyszkiem który w tym momencie wbija się w jej ciało. Może wydała z siebie jakiś krzyk zaskoczenia i przerażenia z powodu owej niespodziewanej sytuacji, ale szczerze mówiąc - nic nie pamięta, przejęta tym co ją boli, a czego już nie czuje. Boże, nadal wszystko ma?
- Kurwa, au - sapie cicho i zamyka oczy, układając swoje drobne dłonie na dekolcie, aby obmacać się tam gdzie sięga i sprawdzić czy wszystko ma na miejscu. Uchyla wargi by wypuścić powietrze gdy dochodzi do wniosku, że nic jej nie odpadło i wtedy otwiera oczy, mrugając kilkukrotnie z powodu jasnego nieba, które się przed nią rozciąga.. do czasu, aż w zasięgu jej wzroku pojawiają się pukle ciemnych, sterczących włosów, które chwilowo absorbują jej uwagę na tyle, by opuściła wzrok w tym właśnie kierunku. Zaciska szczękę, obserwując twarz którą zdaje się jej, że kojarzy, choć gdy owa przystojność wypuszcza z siebie słowa, zgrzyta zębami w irytacji, mając ochotę kopnąć go w twarz. Ale ciężko jej podnieść nogę, więc wygląda na to, że Jake ma dziś naprawdę szczęśliwy dzień. - Myślę, że umarłam - duka cicho i mruga kilkukrotnie, układając opuszkę palca wskazującego na środku jego czoła, by odepchnąć go i zmrużyć oczy. - Jasne, zawartość też mamy tą samą - warczy sarkastycznie i podnosi się z cichym jękiem, opierając dłonią tuż za swoim ciałem, by drugą unieść koszulkę ubrudzoną nieco czekoladą, którą jadła wcześniej. W końcu miała iść tylko do sklepu po kolejną porcję, z takiej okazji chyba nie musiała się zbytnio stroić. I dostrzega burgundowy, nieregularny kształt rozlewający się po jej biodrze, po czym unosi karcące spojrzenie na chłopaka. Na tyle wymowne, że nie musi wiele mówić, choć jak zwykle się nie powstrzymuje i dorzuca swoje trzy grosze. - Brakuje tylko odcisku 'BMW'. Czy innego pieprzonego gówna, które mogłabym sobie odcisnąć zaraz obok śladu zębów twoich czworonożnych przyjaciół. Pewnie jedynych jakich masz. - Przewraca oczami, choć wcale tak naprawdę nie życzy mu źle, po prostu naraził się jej po raz drugi, a że nie chowa w kieszeni żadnego wściekłego zwierzaka, ani skórki banana którą mogłaby mu wrzucić pod nogi, zostaje jej tylko to.
 
 
Jake Averill
[Usunięty]

Wysłany: 2 Październik 2016, 03:16   

Nigdy nie można było powiedzieć, by był wyśmienitym kierowcą. Odrobinę nierozważnym, brawurowym - owszem. Na bakier z przepisami? Również. W końcu ilość mandatów za przekroczenie prędkości tylko się piętrzyła, podobnie jak punkty karne. Mimo to, nie zdarzyło mu się wcześniej spowodować wypadku, na pewno nie z udziałem pieszego. W pierwszej chwili serce podeszło mu niemal do gardła i nieprzyjemne kołatanie w klatce piersiowej towarzyszyło mu nieprzerwanie od momentu, w którym ujrzał kobietę leżącą na zimnym chodniku. Próbował sobie z tą sytuacją poradzić tak, jak radził sobie ze wszystkim w swoim życiu - z humorem. Z tym, że ciężko oczekiwać ochoty na żarty od potrąconego przechodnia. Averill jednak zdawał się być tym zupełnie niezrażony. Być może dlatego, że dopuszczenie do siebie myśli, że rzeczywiście mógł ją poważnie uszkodzić, było ponad jego możliwość? I chyba odrobinę za bardzo zależało mu na tym, żeby nie wzywała policji. Nie dzisiaj, nie teraz, kiedy jego organizm pozostawał pod działaniem silnych środków przeciwbólowych. Tych samych, na które nawet nie posiadał recepty. Cóż, wyglądało na to, że miał bardzo wiele do stracenia i odrobinę przerażony tym nagłym wnioskiem, nerwowo przeczesał swoje włosy dłonią. Przyciągał do siebie problemy jak magnes, a ich rozwiązanie świadomie odkładał na późniejszy termin, tym samym nieopatrznie mnożąc ich ilość. Talent do komplikowania sobie życia chyba był u Averillów rodzinny.
Odetchnął zauważalnie, gdy kobieta się odezwała. Pokusił się nawet na dość niemrawy cień uśmiechu i pokręcił przecząco głową. - Spokojnie, jeszcze nie nadszedł twój dzień. - oznajmił, zauważając przy okazji, że wyjątkowa byłaby to strata, gdyby wysłał ją na tamten świat już tego wieczoru. Zdołał już nie tylko powierzchownie ocenić jej obrażenia, ale także jej aparycję. Która, nie oszukujmy się, była całkiem miła dla jego oka. I nie, w pierwszym momencie nie skojarzył jej z lunatyczką, która postanowiła rozdrażnić jego psy. Zmarszczył nos, gdy poczuł jej palec wskazujący na swoim czole, ale posłusznie odsunął się od niej na bezpieczną odległość. Obserwując to, jak się podnosi, na wszelki wypadek ją asekurował. Zignorował jej sarkastyczną uwagę odnośnie śmietników, czując, że drażnienie potrąconej przez niego kobiety, nie leżało w jego interesie. Rychło w czas zdał sobie z tego sprawę! W każdym razie, szybko odnalazł miejsce, do którego Brighton powędrowała wzrokiem. Sam również zawiesił spojrzenie na jej biodrze i pozwolił sobie na to, by wybadać okolice skaleczonego fragmentu jej ciała, palcami. Zmrużył oczy, nim ponownie się odezwał. - Nie wygląda na głęboką, ale wypadałoby się upewnić na ostrym dyżurze, czy nie trzeba jej szyć. - wzruszył ramieniem i odsunął się ponownie, dopiero teraz spoglądając na Leilę jak na osobę, a nie jedynie zbiór obrażeń i potencjalny powód jego utraty prawa jazdy. Parsknął krótko, bo rozpoznał ją mniej więcej w tym samym momencie, w którym ona pokusiła się o kolejną uwagę. - Miałem zamiar zapytać, czy aby na pewno nie uderzyłaś się przy okazji w głowę, ale wnioskując po nieopuszczającym cię ciętym języku i szybkiej reakcji, wstrząśnienie mózgu możemy chyba wykluczyć. - skrzyżował ramiona na klatce piersiowej, zmieniając nastawienie do kobiety w mgnieniu oka. Najbardziej zdecydowanie ubódł go fakt, że odważyła się powiedzieć złe słowo na bezpańskie czworonogi, którymi się jeszcze do niedawna zajmował. - Ale doceniam troskę o moje życie towarzyskie. Byłem przekonany, że za tą kwaśną miną kryje się zgorzkniała jędza, to miłe zaskoczenie. - No, bycie miłym chyba poniekąd odłożył właśnie na bok. Nie sądził, by szczególnie zachwycił ją ten pokrętny komplement.
 
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

Fuck, being trapped wasn't my plan...

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 23 Lipiec 2019, 17:27   
   Multi -  Stephanie, Lara, Oliver


/z mieszkania Sky
- Nie podejrzewałem, że będzie tak łatwo. - rzucił Mikki, kiedy już zajął się Sky, skutecznie ogłuszając ją pobliskim krzesłem. Blondynka na pewno nie była na to przygotowana, więc już po chwili mogli zabrać obie kobiety do czarnej furgonetki, którą przyjechali kilkadziesiąt minut wcześniej, aby obserwować mieszkanie. Teraz mieli to, co chcieli i choć ślady strzelaniny pozostały, to było cos lepszego - osiągnięty cel. Ventura mógł się zrewanżować za "stare czasy", a jego koleżka miał okazję policzyć się z kobietą-akrobatką, która utopiła mu motor. Wszyscy byli zadowoleni...
Teraz jakby na to nie spojrzeć, szanse kobiet na przeżycie w zamknięciu pod czujnym okiem gangsterów malały z każdą minutą.
Odjechali z piskiem opon, zostawiając za sobą jedynie opustoszały apartament.
- Co my teraz z nimi zrobimy szefie?
- To, co umiemy najlepiej. Ty się zabawisz, ja się zabawię. Z tą rudą suką policzę się w samotności. Może się już pożegnać ze swoim życiem.
- Zamierzasz ją ot tak zabić?
- Chyba mnie wcześniej nie słuchałeś, jak tu jechaliśmy... -
westchnął, sprawdzając w lusterku czy nie mają ogona w postaci radiowozów, które akurat jechały w przeciwnym kierunku - do mieszkania Quinn zaalarmowani przez sąsiadów. - Chce, aby cierpiała. Mamy szczęście, bo kluczem do tego jest ta blondyneczka. - stwierdził wskazując palcem na Sky, przez małe okienko w kabinie kierowcy. Nie wierzył, że ona jest nikim dla rudej, bo zbyt długo analizował każdy ruch Revers, aby nie wiedzieć, że kiedyś były blisko. Wystarczyło to odpowiednio wykorzystać. - Zobaczysz, jak się załatwia dawne porachunki. - dodał z wielkim uśmiechem, w głowie już mając kilka pomysłów jak sprawić, aby Nicole przed śmiercią cierpiała jak nigdy dotąd. Najwyższy czas wykonać swój plan, zanim ją sprzątnie.

Obudziła się z wielkim bólem głowy i suchością w gardle. Kilka razy zakasłała,próbując łapczywie złapać oddech. Położyła dłoń na szyi, powoli przypominając sobie, co też się wydarzyło w mieszkaniu Quinn. No właśnie. Sky!
Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale panowała całkowita ciemność. Nic a nic nie widziała. Czy to oznacza, że śni? Niestety zaraz poczuła ból, kiedy niechcący kopnęła metalowy pręt wystający z ziemi. Dobrze, że przynajmniej się na niego nie nadziała.
- Fuck... - warknęła, zaraz po kieszeniach szukając telefonu, broni czy czegokolwiek co mogło się okazać pomocne w tek sytuacji. - Sky? - szepnęła, rozglądając się na boki i nasłuchując. Oparła się o jedną ze ścian, powoli oddychając. Nie panikowała... nie ona, bo w końcu w sytuacjach stresowych w policji zawsze zachowywała zimną krew.
Proszę, odezwij się...
- Skylar... - obawiała się najgorszego, a co jeśli Quinn już nie było? Jeśli Venturą ją sprzątnął, zanim zdążyła się wybudzić? Nie mogła tak myśleć. W końcu blondynka była niezniszczalna. Tytanowa dziewczyna! Nikki nie miała pojęcia ile tutaj już była, ale czuła, że nie jest najlepiej. Godzina? Dwie? Dzień? Wszystko zlewało się w jedno. Możliwe, aby zaraz sama miała zginąć.
- Pospałaś? - spytał niski głos, należący do chicagowskiego postrachu policji.
- Gdzie ona jest?
- Kto? Twoja kumpelka w zbrodni? Porozmawiałem sobie z nią. - czuła jak się uśmiecha, a zaraz usłyszała cichy śmiech.
- Jeśli tylko coś jej zrobiłeś, to pożałujesz! - warknęła idąc za dźwiękiem jego głosu. Tak bardzo chciała mu w tej chwili przywalić.
- Uważaj na słowa ruda dziwko. Jesteś kolejna do rozmowy. Zabiłaś wielu z naszych. Masz krew na rękach. Jak z tym żyjesz?
- Zabijali. Tak samo, jak Ty. Jesteście ścierwem, które trzeba złapać i wrzucić za kratki. Gdzie jest...?
- A Ty dalej o niej. Mikki się z nią zabawia. - nie mijał się z prawdą, bo w pomieszczeniu obok, jego przydupas właśnie kneblował Sky, tak aby żadne słowa nie uleciało z jej pyskatych ust.
- Zapłacisz za to!
- Tak jak ty za zabójstwo mojej narzeczonej, wredna zdziro. Jeśli chcesz współpracować, pójdę na układ.
- Wal się.
- Tak myślałem. Spokojnie jeszcze po Ciebie wrócę Dorothy. - warknął i po chwili już zniknął.
Nicole opadła na kolana spoglądając w ciemność. Zero światła... jak miała się teraz wydostać?

- Pewno ciekawi Cię co z Tobą zrobimy. -
powiedział gangster z uśmieszkiem przyczepionym do parszywej gęby. - Wiesz, jeśli oddasz mi się po dobroci, to wybaczę Ci ten motor. - miał tupet, ale co mu zależało. Liczyło się zaspokojenie własnych potrzeb. - To jak? Dasz mi buziaczka na dobry początek? - gdyby to Nikki słyszała już dawno rzuciłaby się na gościa z pięściami. - Powiem Ci, że nie pożałujesz atrakcji jakie Ci zapewnię blond księżniczko.
Związał ją bardzo dokładnie, po czym włożył rękę pomiędzy jej nogi. - No i co? Nie jest fajnie. Wyluzj się. - mocniej naparł na krocze kobiety tym razem kolanem, próbując ja położyć na czymś, co przypominało łóżko. Chciał, aby dała mu, tutaj i teraz. Słychać, że się napalił.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Skylar Quinn


Jestem w Chicago od
zawsze



31
kaskaderka/dublerka

I mad and angry because I care for you

Mieszkam w
Streeterville

Skylar Raina

Quinn

Wysłany: 18 Sierpień 2019, 17:07   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Billie & Charlie


Kojarzyła jedynie przebłyski. Odzyskiwała i traciła przytomność czując ogromny ból głowy. Resztkami zdrowego rozsądku starała się rozbudzić, ale przez tępe ostrze bijane w czaszkę traciła cały zapał. Ból był nie do zniesienia. Musiała uderzyć we wrażliwą część. Zmagała się z wieloma obrażeniami, przywykła do bólu, ale ten konkretny wzbił się na wyżyny.
Musiała odpocząć.
- Obudź się laluniu. – nakazał głos, ale nie posłuchała. – Powiedziałem, żebyś się obudziła. – otwarta dłoń trzasnęła ją w policzek. Wywróciła się razem z krzesłem uderzając ramieniem o podłogę.
Twarz pulsowała a głowę wciąż rozrywał tępy ból.

Wrócił, podniósł i znów przepadł.
Ogarnij się.
Musisz się ogarnąć Sky.

- Nie za bardzo. – odpowiedziała mu, dopiero teraz będąc w stanie rozejrzeć się po pomieszczeniu. Powiodła wzrokiem po podłodze, na której ją posadzono, a gdy chciała unieść oczy wyżej, on złapał twarz i kazał na siebie spojrzeć.
- Spierdalaj. – kopała pod sobą dołek, ale nie da gościowi satysfakcji, nawet jeśli była w sytuacji gorszej niż beznadziejnej. Mógł zrobić z nią co tylko chciał i oboje dobrze o tym wiedzieli. – Powiedziałam, spierdalaj. – zacisnęła uda mając ochotę porzygać się, gdy poczuła jego dłoń nie tam gdzie trzeba. – Zostaw mnie! Ty pierdolony gnoju! Zostaw! – wiła się w jego objęciach aż pozbawił się balastu zrzucając je na stare i śmierdzące stęchlizną łóżko. Ręce w nadgarstkach miała mocno obwiązane. W marnym świetle jednej żarówki widziała jak końcówki palców sinieją od braku przepływu krwi.
Złapał ją za nogi. Chciał je związać, ale zabrał się za to zbyt późno. Wyszarpnęła kostkę z jego uścisku i stopą uderzyła w twarz dopiero teraz orientując się, że nie miała butów. Minus parę punktów do siły uderzenia, ale nos go zabolał. Aż warczał i przeklinał ją nieświadomy, że gdyby dostał twardą podeszwą to mogłaby mu ten nos wbić w czaszkę.
Miał szczęście. Ona pecha.
Zarzuciła ciałem na bok z nogami w kierunku podłogi. Prawie zleciała, ale dzięki obrotowi wokół własnej osi, wylądowała na palcach u stóp. Zmusiła się do szarpnięcia tułowiem ku górze wywołując przy tym wiele bólu (skutki szamotaniny w mieszkaniu).
Facet krzyknął na nią. Warknęła w odpowiedzi.
Nie czuła palców u rąk. Pętla była za ciasna. Musiała się upewnić czy w ogóle zaciska pięść przez co straciła cenne sekundy. Rzucił się na nią, pchnął na ścianę i pozwolił aby opadła bokiem uderzając o kanty łóżka.
- Masz się nie ruszać suko! – złapał łapami za ubranie, podniósł jak lalkę i przerzucił przez materac, aż upadła na podłodze po drugiej stronie.
Huk, trzaski i łapczywe łapanie powietrza przez usta, z których ulatywały obolałe warknięcia oraz jęki.
Nie usłyszała kiedy drzwi się otworzyły.
- Kurwa. Miałeś jej nie zabijać. Jest nam potrzebna. – odezwał się wściekle ten drugi, do którego mogła przypisać jedynie buty. Tylko tyle widziała z poziomu podłogi zanim mięśniak znów złapał ją za ubranie i podniósł.
Kiedy ostatni raz piła wodę? Wcześniej by się tym nie przejmowała, ale nadal była na etapie rekonwalescencji a jej organizm do końca życia będzie potrzebować więcej dbałości niż wcześniej. Jeżeli nie padnie z bólu, to z przeciążenia jedynej nerki, która jej została i ciała, gdzie tylko jedna część była z tytanu.
- Bierz ją i idziemy. – rozkazał i nie czekając na kumpla wyszedł na korytarz.
_________________

    Can I eat you out on friday night?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

Fuck, being trapped wasn't my plan...

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 19 Sierpień 2019, 01:23   
   Multi -  Stephanie, Lara, Oliver


Siedziała dłuższą chwilę, starając się przyzwyczaić do ciemności panującej w pomieszczeniu. Miało jej to dać jakiekolwiek rozeznanie, gdzie może się znajdować. Może znała tę kryjówkę, może wcześniej była tu już z policją? Może kiedyś przeszukiwała ją w poszukiwaniu Ventury? Nic. Dalej nie mogła dostrzec żadnego ważnego szczegółu, który pomógłby jej w jakimkolwiek stopniu. Zamknęła oczy, nasłuchując odgłosów rozmów, czegokolwiek. Znów nic. W pewnym momencie usłyszała kroki. Kroki, które ewidentnie zbliżały się z każdą sekundą. Po chwili nie była już sama a głos, który zaraz usłyszała, wydał jej się dziwnie znajomy.
- Jak się ma moja ulubiona szefowa? - spytał, po czym zaraz poczuła silne uderzenie w brzuch, przez co o mały włos nie wypluła wnętrzności. Zaczęła haustami łapać powietrze, zwijając się z bólu na ziemi. Była jak dziecko we mgle, nie potrafiła dostrzec nawet zarysu postaci. Tylko jakim cudem on ją widział? No tak. Noktowizor. - A może powiesz mi, jak ma się Wayne? - teraz już doskonale wiedziała, kto był wtyką w jej biurze. Kto przekazywał wszystkie informacje Sharkyemu. Kto doskonale wiedział, jak będzie wyglądać plan ochrony gwiazd na imprezie.
- Johny?
- Świetnie, że mnie pamiętasz. A może opowiesz, co zrobiłaś mojej rodzinie! Hę?! - warknął, a jedyne co po tym poczuła, to broń przystawiona do głowy. - Miałaś ich chronić!
- O czym Ty bredzisz?
- Dwa lata temu... Wynająłem twoją firmę. Ścigali nas... on nas ścigał, rozumiesz? Nie mieliśmy gdzie się ukryć. Twoi ludzie... Ci, którzy mieli chronić moją żonę i synka, uciekli. Zostawili ich na pewną śmierć! Czyja to wina, co? Tylko i wyłącznie twoja... Ty... - słyszała, jak w oddali otwierają się drzwi, ale dalej słuchała. - Poprzysiągłem, że Cię odnajdę. Tak jak on. Teraz ja mam prawo wymierzyć Ci sprawiedliwości i nikt mi nie prze... - w tym momencie usłyszała strzał, a chwilę później dźwięk upadającego ciała. Broń... była gdzieś na ziemi. Musiała ją czym prędzej znaleźć. Bingo, teraz tylko schowanie jej w spodnie. Udało się. Jednak zaraz zdezorientowana przez wystrzał nie zrozumiała, że ktoś się zbliża. Ktoś, kto uderzył ją w tył głowy czymś ciężkim. Nie miała pojęcia, co to jest, lecz ostatnie co zapamiętała to słowa, należące do Ventury.
"Tylko ja mogę wymierzyć Ci sprawiedliwość. Nikt inny". Chwilę po tym odpłynęła.

Gangster nie spodziewał się takiego oporu ze strony Quinn. Na szczęście w porę pojawił się jej wybawca, bo nie wiadomo, co stałoby się dalej.
- No cóż, księżniczko, dzisiaj się już nie pobawimy. Ktoś ma dla Ciebie lepszą rozrywkę. - warknął, po czym wypluł krew, która zdążyła nalecieć z nosa do ust. Sekunda i kolejne uderzenie. Łatwiej się niesie, kiedy ktoś jest nieprzytomny, a ciało jest bezwładne. To chciał osiągnąć. Przerzucił Sky przez ramię, jak worek ziemniaków ruszył za swoim kolegą, aby po kilku minutach znaleźć się w większym pomieszczeniu. Uśmiech łysola, który stał na środku, był niedopisania. Szaleniec.
- Widzę, że ciężko Ci ją okiełznać. - zaśmiał się pod nosem, spoglądając na swojego kolegę. - Wszyscy, out now! - rzucił głośno i wyraźnie. Goryl, który niósł Quinn ,położył ją na krześle i dokładnie przywiązał, tak jak chciał tego Ventura. Zaraz po tym przywleczono Nikki. Oblali ją lodowatą wodą, przez co od razu odzyskała przytomność. Światła raziły ją po oczach.
- Witam. W naszym pokoju przyjemności Revers. Wiesz, co tu się będzie odbywać? - spytał, głaszcząc palcami policzek nieprzytomnej blondynki.
- Zostaw ją, proszę...
- Dobrze wiesz, że błagania nic nie pomogą, a jednak to robisz. Nie poniżaj się.- warknął, po czym utkwił wzrok na Quinn. - Jeszcze moment i dołączy do przedstawienia. - Wziął kubeł zimnej wody i oblał nim blondynkę.- Halo, halo budzimy się. Nie ma spania. - powiedział z uśmiechem.
- Sky... jak się czujesz? - widziała te wszystkie siniaki, zaschniętą krew, jednak dalej łudziła się, że nie skrzywdzili jej bardziej. Oddałaby teraz wszystko, aby uwolnić stąd blondynkę.
- Chyba powinienem wam zabronić rozmów, nie? A może obetnę wam języki, na początek?
- Ty psycholu... wypuść ją, masz mnie!
- Zrobiłbym to, gdyby była nikim, ale doskonale wiemy, że tak nie jest, prawda? - spojrzał na Nikki i podszedł do niej, łapiąc za policzki. - Teraz Ty sobie popatrzysz, cierpiąc, że nie możesz jej uwolnić, zgoda?
- Błagam!
- Cisza! Teraz moja kolej. - warknął, szykując się na swój pierwszy ruch.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Skylar Quinn


Jestem w Chicago od
zawsze



31
kaskaderka/dublerka

I mad and angry because I care for you

Mieszkam w
Streeterville

Skylar Raina

Quinn

Wysłany: 19 Sierpień 2019, 20:34   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Billie & Charlie


Nie bała się bicia, bo wychowała się na nim. Ojciec pijak wraz z dziadkiem nie kryli swej mocnej ręki. Sky z bratem nie mieli zbyt wiele do powiedzenia a gdy tylko próbowali – bach! – dostawało im się.
Pan Quinn był zły. Wściekał się na wszystko, co się dało, ale głównie na dzieciaki, oskarżając je o odejście żony. Później stało się oczywistym, że Skylar zaczęła ‘oddawać’, ale innym dzieciakom, które nie miały z nią szans a nawet z tymi starszymi wchodziła w boje, bo nie bała się niczego. Była agresywna i potrzebowała gdzieś tę energię rozładować.
Później na jej miejscu pojawiły się legalne walki, a kolejno także kaskaderka napełniająca żyły endorfiną i pozwalająca pozbyć się gromadzonej agresji. Wyżywała się, ale na swoim ciele i szczerze powiedziawszy to była czysta przyjemność móc poczuć coś więcej od silnych ciosów. Zimna woda była orzeźwiająca. Obudziła ją, włączyła w głowie alert pełen paniki, ale jednocześnie na moment złagodziła wszystkie bolące miejsca.
Czy bezczelnym byłoby poprosić o jeszcze?
Splunęła głównie wodą złapaną wraz z głębokim oddechem, bo człowiek tak gwałtownie wybudzony (imitacją topiciela) instynktownie nabierał powietrza. Kaszlnęła raz i drugi. Stęknęła coś niezrozumiałego i dopiero wtedy dotarło do niej, że słyszy własne imię z ust kogoś, z tak pięknym głosem, że nie mogła się nie uśmiechnąć.
- Mam ochotę na donuta z orzechową posypką.a jakie dokładnie było pytanie? Wiedziała doskonale, ale odpowiedzenie wprost uznała za zbędne. Postarała się za to o utrzymanie (wprawdzie zbolałego, ale jednak) uśmiechu, który posłała Nicole, bo doprawdy cieszyła się, że tamta jeszcze żyła. – Zimną kąpiel.. – na obolałe ciało. – ..i seks. – oczywiście, że niektóre rzeczy się nie zmieniały. Sky uwielbiała seks i.. alkohol, ale o chłodnym drinku nie wspomniała, bo jedyne co teraz chciała uzyskać, to uśmiech Revers. Skołowany, smutny i zmęczony, ale zawsze uśmiech, który kupiła w całości i zatrzymała dla siebie; w myślach i duszy. Potem go wyrzuci, bo miała w zapasie znacznie lepsze, z sytuacji, które faktycznie były warte zapamiętania.
Ciało tak bardzo bolało, że ignorowanie gościa szło jej niezwykle dobrze, bo gdy ten zarządził kolejność, totalnie go olała.
- Nicole. – tylko z nią chciała teraz rozmawiać. – Skup się. – i zmotywować, bo nic innego nie mogła zrobić. Nadal nie czuła dłoni, była przywiązana do krzesła tak ciasno, że mogłaby co najwyżej odrzucić ciałem do tyłu, polecieć na podłogę i rozbić głowę. Żadne racjonalne rozwiązanie nie istniało, ale została Revers i to na niej wolała się skupić. – Dasz radę. Ja wytrzymam, ale musisz się skupić. – mówiła to ona, Sky ledwo widząca na oczy, ale przynajmniej na tyle racjonalna by wiedzieć, że jedyne szanse tkwiły w Nikki.
- Powiedziałem cisza!
- No to ciszej, bo boli mnie głowa.
- Ty serio jesteś wkurzająca. – zamachną się cienkim, zaś solidnym kijem, którym uderzyła w oba uda. Krzyknęła. – Uwielbiam to cudo. Nikt nie docenia małostkowości. Wszyscy wolą duże i grube kije, ale od tych człowiek szybko pada. Za to po uderzeniu z rózgi po ciele przechodzą małe igiełki.. setki, tysiące malutkich igieł roznoszących ból i rozcinających skórę. – pach! – Zaraz pojawi się krew. Patrz Revers. Patrz tutaj! – pach!
Zacisnęła szczękę nawet nie próbując panować nad drżeniem ciała, które już miało dość, wolało iść do domu, do wspomnianej wanny z zimną wodą i odpocząć. Starała się je upomnieć, że to jeszcze nie ta chwila, ale się buntowało.
Wszystko przez brak jednej nerki. Z dwoma dałaby radę.
Albo po prostu już zaczęła majaczyć w myślach.
- Co? Teraz niczego nie powiesz?! – warknął do Sky, która gibnęła ciężką głową na bok, znów zerkając na Nicole na znak, że wszystko było dobrze.
Kwestia oszukania umysłu.
- To ciekawe, jak wiele ciało może znieść. – znów ten jego monolog. – Nie spodziewałem się tego po kobiecie. – mógł zrobić więcej, ale po tym, co uczynił jego kolega wiedział, że na Sky potrzeba czegoś więcej. – Człowiek nie jest nieomylny, ale szybko się uczę i wiem, że jak nie złamię ciała to mogę tknąć duszę. – odłożył rózgę i z torby rozłożonej na stole wyjął butelkę ruskiej wódki. – Widzisz, Nicole. Przez ten czas sporo dowiedzieliśmy się o tobie i twojej lesbo przyjaciółce. – czy jak to tam one nazywały. – Wiesz, że ma na boku jeszcze kogoś?
- Co? Nie.
- Ta pielęgniareczka.. jak jej było? Susan? – nie czekał na odpowiedź. Wiedział. – Pytałaś Quinn czy zerwała z nią kontakt? – to pytanie skierował do Nicole.
- Nikki. – jęknęła błagalnie, bo to wszystko to jakieś pomówienia, kłamstwa i niech wie, że on tylko się nimi bawił.
- Albo czy ostatnio piła? – zadowolony pomachał butelką. – Ile to już trzeźwości masz za sobą, co kurwo? – podszedł do Sky i odkręcił zatyczkę. – Albo jak niewiele trzeba, żeby zepsuć ci jedną jedyną nerkę? – może ją dziś zabije albo nie. Może po prostu każe pić wódkę, a po wszystkim, po stracie również Nicole, wróci do nałogu aż umrze dławiąc się swymi wymiocinami lub rujnując organizm. – Jak ci się podoba ta wizja Nicole? Umrzesz dziś ze świadomością, że zrujnowałaś jej resztę życia. – zatkał Sky nos i wetknął butelkę prosto pod zaciśnięte wargi. Lada moment je otworzy i będzie musiała się napić. Wleje jej do gardła tyle ile się dało.
_________________

    Can I eat you out on friday night?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

Fuck, being trapped wasn't my plan...

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 19 Sierpień 2019, 23:50   
   Multi -  Stephanie, Lara, Oliver


Nawet jeśli to nie był moment na uśmiech, nie mogła nic poradzić na to, że jej usta wykrzywiły się w nim na słowa Sky, które mimo tak beznadziejnej sytuacji potrafiły sprawić choć trochę ulgi. Martwiła się jak cholera, bo doskonale wiedziała, do czego zdolny jest Ventura, aby osiągnąć swój cel. Najważniejsza misja na dzisiaj? - Jej cierpienie. Żadna inna rzecz się nie liczyła.
Plan? Musiała jakiś wymyślić i to, czym prędzej, zanim gangster zacznie się rozkręcać. Nie mogła nic zrobić. Patrzyła z wielkim wstrętem na szaleńca, który zgotował im niezwykle odświeżające powitanie, mocno zaciskając szczękę.
Jednak to nie prawa, że była całkowicie bezbronna i musiała się na wszystko zgadzać. Miała spluwę, którą wcześniej zwinęła od trupa byłego pracownika. Mogła ją wykorzystać, ale wpierw trzeba dokładnie zapoznać się z pomieszczeniem i ilością osób. Wiedziała, że Sharky lubi załatwiać sprawy na osobności, ale pomimo takiego przekonana, dwóch gacków dalej trzymało ją za ramiona, nawet na chwile nie spuszczając z niej oka. Zostaną tu, aby upewnić się, że szef nie ma problemu z ich załatwieniem. Świetnie...
Słuchała spokojnie słów kobiety, ale widać było, że w środku aż się gotuje z wściekłości. Nie mogła pozwolić, aby skrzywdzili blondynkę, jednak musiała przy tym zachować zdrowy rozsądek i nie ulegać emocjom. Miała tyle szkoleń, na których mówiono o takich sytuacjach, ale nigdy nie podejrzewała, że sama znajdzie się w podobnej. Rozmowa z oprawcą podobno była wskazana. Kupowała cenny czas, tylko po co? Policja najpewniej nie miała pojęcia, gdzie są, a kiedy już się zorientuje, będą dawno martwe. Głęboki wdech i oczyszczenie myśli. Skupienie. Powędrowała wzrokiem na Venturze, który ewidentnie nie polubił Sky, jednak kiedy tylko usłyszała krzyk, zamknęła oczy. Nie mogła patrzeć. Każde uderzenie raniło również ją, prosto w serce. Ile jeszcze wytrzymają? Otworzyła szklące się oczy i spojrzała na blondynkę. To wszystko jej (Nicole) wina. Gdyby nie ona, gdyby nie powrót do Quinn, kobieta byłaby bezpieczna. Czemu to zrobiła? Czemu była tak bardzo lekkomyślna?
- Zostaw ją. - warknęła. Prośby nie docierały, błaganie też nie. Już dawno się ugięła, choć nie powinna, ale dla niej była gotowa zrobić wszystko. Schować honor i błagać o wypuszczenie. Tylko po to, aby była wolna. Słuchała jego monologu, jakby w ogóle ją obchodził. Nie było tak, najchętniej wpakowałaby w niego cały magazynek amunicji. Mogła, ale najpierw musiała zając się strażnikami Teksasu, którzy twardo trzymali jej ręce.
Susan. Czuła struna? Przynajmniej tak myślał łysol. Nikki doskonale znała takie zagrania. Chciał ją złamać, ale ta sztuczka na pewno mu się nie uda. Nie z nią. Ufała Sky i nie miała prawa mieć wątpliwości. Zerwała czy nie zerwała, nie obchodziło ją to... chyba. Dlaczego w ogóle rozważała takie opcje? Powinna być głucha na to, co mówi ten pojeb.
- Nie obchodzi mnie to. - warknęła, aby nie dać mu żadnej satysfakcji. Jednak kiedy zaczął machać butelką, wiedziała, od czego dojdzie. Znał je na wylot, niestety. Przez tak długi czas, mógł dowiedzieć się wszystkiego. - Nie podoba. Poza tym masz w niej lukę.
- Tak? Powiesz mi jaką, a ja w tym czasie zaleje ją przyjemnością, której dawno nie czuła. - zaśmiał się, napierając szyjką butelki na usta Sky.
- Ja dzisiaj nie umrę... - koniec tej farsy. Mimo że działanie teraz mogło być najgorszą rzeczą i przypieczętowaniem jej śmierci, nie mogła pozwolić, aby to, co budowała Sky miesiącami przepadło. Przyjmie za to kulkę, a co jej tam. Była teraz w zdecydowanie lepszej pozycji i kondycji (nie oberwała tyle razy) niż blondynka, dlatego, w jednym prostym ruchu, wyswobodziła ramię, z całej siły je wyszarpując. Natychmiastowo uderzyła mężczyznę łokciem w nos. Złapał się za niego, a ona w tym czasie sięgnęła po broń, którą zastrzeliła drugiego gangstera, dalej trzymającego jej ramię. Kiedy pierwszy już się ogarnął, zaatakował Revers od tyłu. Była przygotowana, schyliła się i pociągnęła go za nogę, aby po chwili po pomieszczeniu rozległ się kolejny huk wystrzału.
- Skończyłaś swoje przedstawienie? Bo moje oczywiście musiałaś mi przerwać! - stwierdził uniesionym głosem Ventura. Nikki już miała do niego strzelić, ale niestety była zbyt wolna. Zdążył puścić nos Quinn i wyjąć broń z kieszeni, przykładając ją do głowy blondynki. - Jeszcze chwila i pobawimy się w rosyjską ruletkę, tego chcesz?!
Stała sparaliżowana. Rozumiała powagę sytuacji. Jeśli pociągnie za spust, on zrobi to samo. - Oddaj broń! No już Revers, chyba nie chcesz ryzykować, prawda?
Miała chwilę, dosłownie moment na podjęcie decyzji. Zrobiła coś, czego najpewniej będzie żałować do końca życia - rzuciła broń na ziemie.
- No to możemy bawić się dalej. - odparł uradowany. Po chwili pojawili się kolejni kumple gangstera, a jeden z nich zaatakował Nikki. Dostała kilka razy po twarzy i brzuchu, po czym upadła na kolana. Następne co poczuła, to mocne uderzenie w głowę, najpewniej kolbą pistoletu. Odpłynęła.
- Czy ja was prosiłem o pomoc, durnie?! Hę?! - warknął wściekle. Ze zdenerwowaniem rzucił butelką o ścianę. Nie tak miało być. Nie taki miał plan. Musiał przeczekać. Odwrócił się do Quinn plecami i zaczął coś mamrotać.
Strzał. Jeden... drugi... trzeci. Wszystkie trafiły swoje cele. Jego ludzi. Każdy padł, a on tylko westchnął.
- No cóż, chyba nasze przedstawienie trzeba będzie odłożyć. - powiedział łapiąc Sky za podbródek. - Gregor! Zabierz je. - ryknął, po czym wyszedł z pomieszczenia. Mężczyzna, z siwą bródką, pokryty na twarzy tatuażami, zawlókł Nikki do piwnicy tam, gdzie wcześniej siedziała, po czym wrócił po drugą zdobycz.
- No i co by tu zrobić z Tobą ptaszyno? - westchnął, spoglądając na blondynkę. - Szef chyba Cię nie lubi. Za dużo gadasz, jakbyś zamknęła jadaczkę, to byś tak nie oberwała. - mimo wszystko dało się z nim porozmawiać. - Ciesz się, że nie jestem tak walnięty, jak on. - przerzucił ją przez ramię i zaniósł do piwnicy, zamiast do kolegi, który pewno zająłby się nią, jak należy. Położył ją koło Nikki, która była dalej nieprzytomna.
- A tylko piśnij, że Cię tu zaniosłem, to osobiście pożałujesz.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Skylar Quinn


Jestem w Chicago od
zawsze



31
kaskaderka/dublerka

I mad and angry because I care for you

Mieszkam w
Streeterville

Skylar Raina

Quinn

Wysłany: 20 Sierpień 2019, 22:00   
   Mów mi -  Kocie!
   Multi -  Billie & Charlie


Od huku wystrzału z ledwością go usłyszała. Zrozumiała połowę z tego co powiedział i wsadziła ją głęboko w tyłek. Nic ją to nie obchodziło. Nie dopóki w zasięgu wzroku miała Nicole, której przyglądała się tak intensywnie, jakby chciała obudzić ją za pomocą myśli. Nie dała rady krzyczeć ani wołać. Wszystko bolało a głowa tym bardziej. W uszach ciągle piszczało a oddech był czymś, co coraz trudniej szło jej dokonać.
Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Cholera zabrali Revers.
Oddychaj. Skup się.
Rzuciła okiem na spodnie nasiąknięte cienkim paskiem krwi. Ventura musiał uszkodzić skórę, ale to nic. Zagoi się. Może zostaną blizny, ale o te Quinn najmniej się martwiła zwłaszcza, że już teraz mogła pochwalić się pokaźną kolekcją takowych.
W powietrzu wciąż unosił się zapach prochu a na podłodze leżały ciała.
Musiała zaryzykować, więc szarpnęła się na bok i razem z krzesłem gruchnęła o twardą powierzchnię poważnie obijając sobie ramię. Warknęła, ale przynajmniej cel był bliżej niż przypuszczała.
Broni nie zdobyła, ale to co wypadło z kieszeni jednego z denatów, również mogło się przydać.
Schowała scyzoryk w samą porę.
- A wypuścisz nas? – skoro nie był aż tak walnięty jak szef. Nie. – To nie ma kurwa się z czego cieszyć. – niech się wali albo lepiej niech trafi do paki, upuści mydło ich niech stado napalonych kryminalistów wyrucha go w dupę!
Miała ochotę mu to wszystko powiedzieć, ale przeraziła się własnych myśli, bo taką nienawiścią nie pałała od dawna.
Miała już dość tego całego noszenia się, chociaż w aktualnym stanie lepiej oszczędzać energię i nie myśleć o zapachu wódki, który poczuła, gdy Ventura odetkał jej nos. Zatęskniła za tym, ale nie mogła teraz o tym myśleć, bo po serii wulgaryzmów wyrzuconych w kierunku Gregor’a spostrzegła, że znalazła się w innym pomieszczeniu niż wcześniej i nie była sama.
- Nicole? – cała obolała przesunęła się po podłodze. – Nikki! – jęknęła nieco głośniej upominając się o spokój. Jeżeli zwróci czyjąś uwagę to po nich. – Nikki, słyszysz mnie? – zero reakcji.
Warknęła wściekle starając się jak najszybciej znaleźć scyzoryk. Cholera, nie mógł wypaść. A o co jeśli tak? Wpadła w małą panikę, ale ostrze w końcu się znalazło. Wystarczyło tylko.. palce miała tak sine, że jak na nie spojrzała, to od razu pomyślała o amputacji.
- Nikki. – ponowiła próbuję kontaktu z kobietą, ale nic z tego. Zębami wyjęła ostrze ze środka i niezgrabnie oraz mało sprawnie zaczęła przecinać ten nieszczęsny ciasno zawiązany sznur wokół nadgarstków. Nie było łatwo zwłaszcza, że po paru ruchach scyzoryk wypadał ze sztywnych palców. – Szlag. – syknęła niezadowolona. Podniosła i po paru chwilach ostrze znów wypadło. – Bo osobiście was amputuje. – tak, groziła własnym dłoniom. – Nikki. – jęknęła błagalnie, bo mogła się uwolnić, ale nie potrafiła, zarazem coraz bardziej obawiając się, że Revers nie wstanie, dostała krwotoku wewnętrznego i.. umrze. – Nicole. – już nawet nie miała ochoty podnosić scyzoryka.
_________________

    Can I eat you out on friday night?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Nicole Revers


Jestem w Chicago od
12 lat



30
Własna firma ochrony

Fuck, being trapped wasn't my plan...

Mieszkam w
Loop

Nicole "Nikki"

Revers

Wysłany: 20 Sierpień 2019, 23:40   
   Multi -  Stephanie, Lara, Oliver


Walczyła, jednocześnie mając przed oczyma sytuacje sprzed paru minut, jednak z lekka odmienną od wydarzeń mających naprawdę miejsce. Pociąga za spust, a Ventura pada martwy, lecz zanim z jego ust ulatuje ostatni oddech, odwdzięcza się. Pociskiem za pocisk, a ten trafia Quinn. Podbiega do niej i słyszy tylko trzy słowa, które zostaną z nią do końca...to twoja wina.
Dlaczego to wydawało się tak prawdziwe? Przecież postąpiła inaczej, prawda? Nie działała tak, jak uczono ją w policji, bo zbyt wiele ją łączyło z kobietą, aby bezmyślnie pozwolić jej umrzeć. Poddała się... dobrze zrobiła, a przynajmniej tak sobie wmawiała, dalej trzymając bezwładne ciało w swoich objęciach. Przytuliła je mocno, pozwalając sobie na łzy. Mnóstwo łez, lecz chwilę później usłyszała swoje imię. Raz, drugi... trzeci i tak przez kilka dobrych sekund. Coś było nie tak, coś, czego nie mogła przewidzieć, ale na szczęście jej mózg postanowił sobie z niej zakpić, pozwalając myśleć, że to koniec.
Ocknęła się. Z bólu natychmiast przekręciła się na bok, czując, jak każdy kolejny oddech sprawia jej niewyobrażalną trudność. Jęknęła przeciągle, po czym spróbowała otworzyć oczy. Było ciemno, ale dzięki prześwitom przy drzwiach zauważyła, że nie jest sama. Chwilę jej zajęło, zanim zrozumiała, jak wielkie ma szczęście, bo to nie był żaden z oprawców a...
- Sky... - szepnęła, powoli starając się usiąść o własnych siłach. Okazało się to nie najlepszym rozwiązaniem, ponieważ poczuła ucisk w okolicach żeber, przez który na moment ja zamroczyło. Musiała to przetrwać. Zacisnęła zęby i już po chwili była przy blondynce. Na ziemi zauważyła scyzoryk, który szybko podniosła i bez zbędnego gadania, przecięła sznur. - Twoje ręce... - spojrzała na nie, po czym bez wcześniejszego zastanowienia po prostu ją przytuliła. Ból się nie liczył, ważne było jedno - żyła. Revers chciała wierzyć, że nie wplątała jej w to bagno i zrobiła wszystko, aby ją chronić, ale tak nie było. Zawsze mogła zrobić coś inaczej.
- To wszystko moja wina. Przepraszam. - powiedziała ze smutkiem, dalej nie puszczając Quinn. - Mogłam zrobić więcej, mogłam... - w sumie to nawet nie miała pojęcia co, ale zapewne było kilka innych opcji - lepszych. W końcu puściła ją i spojrzała prosto w oczy, przy okazji ręce kładąc na policzkach. - Zobaczysz, wszystko będzie dobrze, wydostaniemy się stąd. - to mogła jej obiecać. - Coś wymyślę... - znajdą sposób, w końcu razem są drużyną nie do zdarcia. Wystarczy tylko chwile pomyśleć. Byłoby to zdecydowanie łatwiejsze, gdyby nie ogromny ból głowy, który co chwila sprawiał, że traciła kontakt z rzeczywistością.
- Musimy zdobyć broń albo przynajmniej coś, co pomoże nam wezwać policje. - to chyba było najlogiczniejsze, a przynajmniej tak myślał zamroczony mózg Nikki. - Dlaczego jesteś tutaj? Znaczy, czemu jesteś tutaj ze mną? Myślałam, że będą nas przetrzymywać osobno. - coś tu jej nie grało. Oczywiste było, że jeśli będą razem, spróbują uciec, więc dlaczego ktoś postanowił im to ułatwić? Jęknęła, przy próbie wstania, łapiąc się za bok. Najpewniej pęknięte żebro albo dwa. Nic takiego, do wesela się zagoi.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,17 sekundy. Zapytań do SQL: 8