Poprzedni temat «» Następny temat
Pershing Road
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 4 Czerwiec 2016, 12:26   Pershing Road

[align=center:f4306c087f][/align:f4306c087f]
 


profil
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 18:18   

Po ośmiu latach odsiadki, w dniu swoich dwudziestych siódmych urodzin, Ethan obudził się na dzwonek i grzecznie wyszedł z celi z uśmiechem na ustach. Czuł się, jakby mógł latać, ale starał się tego po sobie nie okazywać, żeby przypadkiem nikogo do niczego nie sprowokować. Uśmiech też tłumił, jedynie iskierki w jego oczach mogły zdradzić, co naprawdę czuje.
Oprócz euforii jednak towarzyszył mu również strach. Billy, jego kolega z celi - wielki jak niedźwiedź - mówił, żeby Ethan się nie przejmował i w razie czego może przecież przyjść do kumpli Billy'ego, a tam dostanie jakąś dobrze płatną robotę. Na przykład przy narkotykach.
Ethan jednak wolał nie. Na razie chciał spróbować uczciwego życia - a jeśli to nie wypali, to spróbuje mniej zgodnego z prawem. Nie był kryminalistą mimo, że w pudle dokształcił się lepiej, niż gdyby był na uczelni. Potrafił już robić różne rzeczy, mógł zarabiać w półświatku, ale na razie nie chciał.
Na godzinę przed obiadem podszedł do niego strażnik i kazał się zbierać. Nie patrzył na niego wtedy, ale to nawet lepiej - Craven też nie miał ochoty go więcej oglądać.
Odebrał grzecznie swoje rzeczy, pokwitował, że nic nie zginęło i wszystko się zgadza i przekroczył wreszcie próg więzienia. Na tej niezbyt długiej ścieżce między drzwiami i siatkową bramą ze splotami drutu kolczastego na szczycie czuł się, jakby to nie była prawda, jakby to był tylko zwykły sen. Zaraz się obudzi w swojej celi i znów zostanie wepchnięty w ten codzienny rozkład dnia, gdzie trzy razy dziennie dostawał jakieś pomyje do jedzenia.
Serce tłukło mu się w piersi jak oszalałe, gdy przekraczał najpierw jedne drzwi bramy, a później drugie. Prawdę mówiąc, zakręciło mu się w głowie, kiedy przekroczył ostatni próg i stanął na chodniku. Oparł się plecami o ścianę, rozglądając wokół, wciągnął głęboki haust powietrza i przez chwilę nie był w stanie się poruszyć. W końcu jednak dostrzegł stojący po drugiej stronie ulicy samochód i czekającego przy nim Roya. Uśmiechnął się szeroko i podszedł do niego coraz szybszym krokiem, pod koniec niemal biegnąc. Uściskał przyjaciela mocno, klepiąc go po plecach i drżąc lekko z emocji.
- Dzięki, że przyjechałeś, nie byłem całkiem pewien, czy Harry do ciebie dotrze i przekaże, że dziś wychodzę. Cieszę się, że jesteś - klepnął go jeszcze raz po plecach i odsunął się, patrząc na Roya z szerokim uśmiechem i błyszczącymi oczami.
Wpakował się później do jego samochodu na miejsce pasażera, obejmując mocno kopertę ze swoimi drobiazgami. Rozglądał się wokół, czując się, jakby znalazł się w zupełnie nowym świecie, który musi dopiero poznać - jakby był kosmitą.
To nieważne, że miał w pudle dostęp do telewizji i prasy, wiedział mniej więcej, co się na świecie dzieje. To jednak nie było to samo, co być częścią tego świata.
Część niego zapragnęła wrócić do więzienia.
 
 
Roy Cavendish
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 18:35   

To dla Roya było bardzo nerwowe przedpołudnie. Wysłał małą do przedszkola - pierwsza klasa już od września, więc dziewczynka jarała się jak nie wiem co i ciężko było z nią wytrzymać. Często biegała po domu, nadając jak trajkotka i Roy bał się odrywać od niej swoje oczy, żeby przypadkiem nie wyskoczyła przez okno. Tak, brzmi to absurdalnie, ale miał czasem wrażenie, że podskakuje aż do sufitu, więc co to za problem wyskoczyć przez okno? Momenty, kiedy dziewczynka była w przedszkolu z innymi dziećmi bardzo mu pomagały, bo zwykle pracował w tygodniu, a w weekend potrzebował przynajmniej jednego dnia odpoczynku. Tak się składało, że dzisiaj - w niedzielę - z więzienia wychodził jego najlepszy - i jedyny - przyjaciel, z którym znał się od piaskownicy (dosłownie, tam się poznali), więc nie było opcji, żeby to sobie odpuścił. Zamiast wylegiwać się w łóżku wskoczył w dżinsy, białą koszulkę z krótkimi rękawkami i pognał swoim samochodem (autem tego nazwać nie można, bo nie był to jakiś mega drogi model - wolał przeznaczyć pieniądze na czynsz w jakimś lepszym mieszkaniu, żeby dzieciakowi się dobrze żyło, niż na samochód) prosto na Canaryville - dzielnicę, w której obaj z Ethanem się wychowywali, a w której - w więzieniu - teraz przebywał Craven.
Czekał na niego rozgorączkowany, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Kręcił się pod bramą główną więzienia, co chwilę spoglądając na drzwi wyjściowe - a gdy wreszcie zobaczył wychodzącego stamtąd rudzielca, zatrzymał się, przestał krążyć i czekał, jakby go zamurowało, aż ten przyjdzie bliżej. Po chwili, gdy Ethan się do niego przytulił, zacisnął palce na plecach jego koszulki i przez moment nie chciał się oderwać, ale w końcu puścił chłopaka, pozwolił mu się odsunąć i podrapał się po włosach, patrząc na twarz, którą tak dobrze znał i która prawie się nie zmieniła przez te osiem lat odsiadki. No, on nie widział różnicy.
- Dotarł. - uśmiechnął się lekko, bo wspomnienie Harry'ego jednak go trochę przerażało, tym bardziej że jak ten wspomniany przez Cravena mężczyzna pojawił się pod domem Roya, to nieźle wystraszył małą, która akurat otworzyła mu drzwi. - Ja też się cieszę, że jesteś. Wskakuj.
Chwilę później obaj siedzieli już w samochodzie. Przez moment panowała tam straszna cisza, a Roy miał wrażenie, że słyszy jak wali jego serce. Miał tylko nadzieję, że Craven tego nie słyszy.
- To głupie... w końcu jesteśmy facetami, a minęło tylko cztery lata, ale tęskniłem za tobą. Cholernie.
Nie czekał właściwie na odpowiedź, bo nie było po co. Sięgnął po kluczyk, zamierzając odpalić samochód i zerknął jeszcze z uśmiechem na przyjaciela.
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 19 Czerwiec 2016, 18:53   

Uśmiechnął się połową ust i zerknął kątem oka na przyjaciela.
- Harry cię trochę wystraszył, od razu widać, że siedział, co? - zagadnął - Ale to dobry człowiek. Znaczy, kryminalista, jasne, ale... No, jest w porządku.
Opuścił głowę i wbił wzrok w ulicę, zdając sobie sprawę, że teraz ma raczej znajomych kryminalistów, wyglądających własnie jak Harry: zakazane gęby, wytatuowane ciała, znaki gangów na rękach... To mogło się Royowi nie spodobać. Ethan miał wrażenie, że teraz należą do dwóch innych światów, a fakt, że Craven o kimś takim mówił "to dobry człowiek" też raczej nie działało na jego korzyść. Dobry człowiek, który siedział... który jest zawodowym dealerem i nie była to jego pierwsza odsiadka, a z pewnością wróci do tego, co robił przedtem.
Ethan odwrócił głowę i teraz patrzył za okno po swojej stronie, nie patrząc na Roya.
- Jak tam mała? - zapytał po jakimś czasie.
Czuł się obcy w tym świecie. Teraz poczuł się obcy również dla Roya...
 
 
Roy Cavendish
[Usunięty]

Wysłany: 21 Czerwiec 2016, 11:45   

Roy nie wiedział, że Ethan poczuł się obco, nawet mu to przez myśl nie przeszło. To, że Ethan miał teraz znajomych z więzienia wydawało mu się normalne - przesiedział tam osiem lat. A tak poza tym to nie do Roya należy ocenianie, czy ktoś jest dobrym czy złym człowiekiem albo dobrym czy złym kryminalistą. Narkotyki, nielegalna broń, nierząd, zmuszanie do (tu wstaw odpowiednią czynność) - każdy miał coś na sumieniu. Niektórzy, jak Ethan, czyjeś życie. Nie zmieniało to jednak faktu, że Roy uwielbiał Ethana i oddałby mu wszystko, co sam miał, albo czego nie miał - wtedy musiałby ukraść, ale to szczegół. Zrobiłby wszystko dla swojego przyjaciela, bez wyjątku. Ethan więc niesłusznie poczuł się obco - dla Roya zawsze był i będzie kimś wyjątkowym.
Roy zauważył, że coś jest nie halo, dopiero w momencie, kiedy Ethan przez dłuższy czas gapił się w okno, milcząc. To było trochę niepokojące i nie wiedział co ma zrobić z tym fantem. Otwierał już usta, żeby coś powiedzieć, ale wtedy Ethan spytał go o małą. Roy uśmiechnął się lekko i przeczesał swoje blond włosy palcami wolnej ręki, drugą wciąż pilnując kierownicy.
- Ciekawska, rozbrykana, wszędzie jej pełno. Podobna do Ciebie, gdy byłeś w jej wieku.
- klepnął go lekko w udo, starając się zwrócić na siebie jego uwagę. - O czym myślisz? Jesteś tu jeszcze w ogóle?
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 22 Czerwiec 2016, 15:14   

Popatrzył na przyjaciela i uśmiechnął się blado połową ust.
- Tak, jestem. Nie widać? - rozłożył ręce - W pełnej okazałości, jestem. W samochodzie, a nie w pudle, co jest bardzo miłe, zważywszy na fakt, że ostatnie osiem lat przesiedziałem w pokoiku kilka metrów na kilka. Nie wiem, ile dokładnie, nie mam wyobraźni do liczb.
Jego dłonie klepnęły o uda, kiedy opuścił ręce i znów wpatrzył się w szybę, tym razem przed sobą.
- Myślę o tym, jakich mam znajomych. Mam wrażenie, że teraz jestem z zupełnie innego świata, niż ty i że pewnie niekoniecznie masz ochotę zadawać się z kimś takim, jak ja. Ewentualnie - że niedługo przestaniesz mieć taką ochotę, kiedy przekonasz się, że moi kumple to kryminaliści. Tak naprawdę całe życie przesiedziałem. Poszedłem do pudła praktycznie jako dzieciak, nawet pracy jeszcze nie miałem, a teraz mam dwadzieścia siedem lat, więc jestem w sumie dorosłym człowiekiem i... nie bardzo wiem, co mam ze sobą zrobić. Gdzie jedziemy właściwie? Mogę u ciebie zostać przez parę dni, póki nie znajdę sobie pracy i jakiegoś mieszkania? Nie bardzo mam nawet na jakiś motel czy inne gówno, dali mi tylko parę dolców na rozkręcenie, ale co ja sobie za to kupię: waciki? W dupę niech sobie wsadzą taką pomoc resocjalizacyjną - odwrócił się znów do szyby po swojej prawej stronie i oparł o nią czoło - Nie wiem, jak niby mam sobie z tym poradzić i wyjść na prostą, żeby stać się szanowanym obywatelem, skoro nawet jakiegoś dachu nad głową nie mogę za to wynająć. Nic, kurwa, tylko kraść, żeby mieć hajs na zaczęcie życia. Jeszcze żebym zabił specjalnie...
Zacisnął zęby i przełknął z trudem ślinę wierząc, że Roy też nie wie, że to było zabójstwo, a nie nieumyślne spowodowanie śmierci. Ostatecznie - nawet jemu nie mówił, jak było naprawdę, wszystkim dookoła wpierał, że to było niechcący.
Zresztą - żałował tego, co zrobił, śmierć tamtego chłopaka śniła mu się po nocach i nie dawała spokoju.
- Mówiłeś córce, że masz przyjaciela w pudle? Jak na to zareagowała? Mówiłeś jej, za co siedzę?
 
 
Roy Cavendish
[Usunięty]

Wysłany: 23 Czerwiec 2016, 10:15   

Zagryzł lekko dolną wargę, słysząc, że Ethan nie wie do końca ile czasu spędził w więzieniu. Szczerze mówiąc to nie dziwiło go to specjalnie, było to dość logiczne. Po kilku latach czy nawet miesiącach można stracić rachubę.
Nie bardzo wiedział, czy postępuje słusznie, ale odezwał się jakąś minutę później, gdy Ethan skończył mówić.
- Osiem lat. Praktycznie równo osiem lat siedziałeś w więzieniu. Dzisiaj masz urodziny, więc powinieneś dostać ode mnie prezenty za te wszystkie urodziny, które opuściłem.
- wywrócił lekko oczami, ale zaraz potem zaśmiał się cicho, choć niezbyt wesoło i spojrzał ponownie na swojego przyjaciela.
- Nie uważasz, że troszkę przesadzasz? To jakich masz znajomych nie czyni z Ciebie złego człowieka. Ciężko, żebyś znał same piękne miss świata, skoro przesiedziałeś osiem lat w pudle. - mrugnął do niego nieco kokieteryjnie, ewidentnie rozbawiony. No co, czasem trzeba się uśmiechnąć, nawet jeśli tematy są poważne. - Głupi jesteś, wiesz? - prychnął, słysząc pytania Ethana. - Naprawdę głupi. A myślisz, że gdzie chcę Cię zabrać? Wywieźć do lasu i zakopać? Eth, oczywiście, że zabieram Cię do domu. Od razu mówię, że nie mam wolnego pokoju, ale myślę, że albo będziesz spał na kanapie, albo ze mną. Łóżko mam duże, za to na kanapie możesz się nie zmieścić, bo nie nadaje się specjalnie do tego, by na niej spać.
Zamilkł, słysząc słowa Ethana, że nie zabił specjalnie. Tak, Ethan nie wiedział, że Roy doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego zabójstwo wcale nie było przypadkowe. Może czas, żeby mu powiedzieć? Roy trochę się obawiał, jak chłopak zareaguje, ale... chyba należy powiedzieć prawdę.
- Wiem, że to nie było nieumyślnie. Ale nie rozmawiajmy o tym. - uśmiechnął się delikatnie, na moment kładąc dłoń na jego udzie. - Darcy nie wie zbyt wiele. Nie wie, za co siedziałeś. Jest jeszcze za mała. Ale opowiadałem jej o tobie dużo i czeka niecierpliwie na to, aż wyjdziesz i zabierzesz ją do wesołego miasteczka. - zaśmiał się cicho, skręcając w jakąś węższą uliczkę. - Niedługo będziemy na miejscu. Głodny?
 
 
Ethan Craven
[Usunięty]

Wysłany: 24 Czerwiec 2016, 22:02   

Pokiwał głową i uśmiechnął się znowu.
- Nie równo, trochę więcej, ale tak, wiem, że osiem lat. Chodziło mi o to, że nie wiem, ile dokładnie metrów kwadratowych miała moja cela, bo nie mam wyobraźni do liczb, ale wielką komnatą, to jej nie można było nazwać.
Słowa o tym, że to, jakich Ethan ma znajomych, nie ma właściwie znaczenia, rudzielec skomentował jedynie wzruszeniem ramion. On miał na ten temat inne zdanie i podejrzewał, że nawet jeśli teraz Roy mówi serio, to za jakiś czas jednak może stwierdzić, że to nie do końca ten sam przyjaciel, jakiego cztery lata temu pożegnał w sali widzeń. Ethan zastanawiał się nad tym jakiś czas i doszedł do wniosku, że trochę pewnie zdziczał w tym pudle - nawet na pewno. Ostatecznie, musiał się tam bronić przed strażnikami i innymi więźniami, nie zawsze mu się to udawało. Musiał nauczyć się tak zakręcić, żeby móc przetrwać. Musiał w różny sposób zaskarbić sobie przychylność niektórych więźniów, by móc później przetrwać wśród reszty, która go nie lubiła i w dodatku była nastawiana przeciw niemu przez strażników, którzy ubzdurali sobie, że Roy i Ethan są parą. Żeby przetrwać, chłopak musiał nauczyć się wielu różnych sztuczek i praw, które tak naprawdę były prawami dżungli, nie cywilizacji. Zapewne w końcu Roy to zauważy.
- Wiem, że jestem głupi i daj se spokój z prezentami. Nie musisz mi nic dawać, nic nie chcę. Najwyżej możesz mi trochę pomóc na start, tyle mi starczy, może być nawet kanapa, jeśli wolałbyś nie spać ze mną w jednym wyrze. Ostrzegam, że mogę się rzucać, jestem trochę nerwowy, ale to wiesz w sumie, bo przecież mnie znasz nie od dzisiaj. Zawsze zdarzało mi się rzucać przez sen, czasem krzyczeć. W pudle kilka razy za to oberwałem, bo budziłem ludzi.
Mina mu zrzedła, kiedy usłyszał, że Roy doskonale wie, że to było specjalnie. Patrzył jakiś czas na przyjaciela nieruchomo, zastanawiając się, jak zareagować. Właściwie piorunował blondyna wzrokiem, patrząc na niego lodowato spode łba. Nie był pewien, czy zaprzeczać i iść w zaparte, czy jednak tej jednej osobie się przyznać. Z jednej strony nie chciał okłamywać przyjaciela, a z drugiej bał się komukolwiek przyznać do zabójstwa. Wiedział, że Roy i tak go nie wyda, ale strach pozostawał.
Praktycznie nie słyszał tego, co chłopak mówił o swojej córce, wciąż zaaferowany tym, że Roy wprost powiedział mu, że wie, że Ethan zabił.
- Było - powiedział w końcu cicho, ale lodowato. Można było jednak w tym głosie wyczuć nutkę wahania.
Zignorował pozostałe słowa Roya - nie dotarły do niego - i nadal patrzył na przyjaciela, prawie nie oddychając, w napięciu, niepewny, czy chłopak coś na to odpowie i czy m uwierzy. Prawdę mówiąc, Ethan podejrzewał, że nie, co sprawiało, że zaczynał lekko panikować i miał ochotę wbić przyjacielowi w jakiś sposób do głowy, że nie, to nie było specjalnie.
Właściwie sam nie do końca wiedział, dlaczego tak koniecznie chce, żeby Roy mu wierzył.
 
 
Roy Cavendish
[Usunięty]

Wysłany: 30 Czerwiec 2016, 10:21   

Uśmiechnął się delikatnie, słysząc paplaninę chłopaka o tym, że może nie chce spać z nim w jednym łóżku, bo Ethan się rzuca przez sen. Pokręcił lekko głową, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.
- Daj spokój, znam Cię odkąd miałeś cztery lata. - tak, to nieprawdopodobne, ale znali się praktycznie całe życie. Uderzyło to w niego teraz, gdy wypowiedział na głos te słowa. - Zwykle się rzucałeś przez sen. Czy kiedyś mi to przeszkadzało? - nie czekał jednak na jego odpowiedź ani chwili. - Nie. Więc teraz też nie będzie. A ja mam tylko nadzieję, że moja córa nie zasypie Cię od razu milionem pytań i że da Ci spokojnie zjeść, wykąpać się i odpocząć.
Posłał mu szeroki uśmiech i klepnął go lekko w udo. Powoli zbliżali się do osiedla, na którym mieszkał Roy, więc trochę przyspieszył, dodając gazu, żeby być jeszcze szybciej w domu.
Postanowił już nie ciągnąć tematu. To, czy to wszystko było specjalnie, czy też nie, nie miało dla niego żadnego znaczenia. Uznał, że warto powiedzieć o tym Ethanowi, żeby ten wiedział, że ma w Royu wsparcie.
- To nieważne. Serio. Jak dla mnie - mogło to być umyślnie albo i nie. To nie ma żadnego znaczenia. Jesteśmy przyjaciółmi, prawda? Zawsze byliśmy i nie widzę żadnego powodu, by miało się to zmienić.
Uśmiechnął się delikatnie, parkując pod kamienicą. Wysiedli z samochodu i poszli do mieszkania Roya. Chłopak spodziewał się tam zastać już swoją małą córę, no, chyba że dziewczynka jeszcze nie wróciła z przedszkola. Otworzył przed Ethanem drzwi i wpuścił go do środka.
- Rozgość się. Chcesz coś do picia?

/ - > mały salon w małym mieszkanku
 
 
Camden Eastwood
[Usunięty]

Wysłany: 5 Październik 2016, 15:58   

/po wszystkich grach

Camden dopiero rozpoczynał pracę w nowym miejscu, a już wpadł w środek ciekawej afery korupcyjnej. Niezbyt ogarniał co i jak, ale koledzy szybko wyjaśnili mu co i jak i dostarczyli najważniejsze dokumenty, które pomogły mu się rozeznać w sytuacji.
Akcja dotyczyła pewnej grupy, którą próbowano rozbić od dłuższego czasu. W akcji brało też udział FBI. Eastwood współpracował już z agentami w Nowym Jorku i wiedział jak podejść do sprawy, by nie czuć się tym gorszym. Większość agentów miała zbyt wysokie ego i traktowali detektywów z góry. Nawet gdy łączył ich wspólny cel, często pozostawały niemiłe sytuacje. Ale praca była najważniejsza. W Chicago Cam poznał inną stronę współpracy. Obie jednostki sobie pomagały i praca przynosiła owoce.
W chwili, w której spotykamy Camdena, był on bezpośrednio po udanej akcji, która zakończyła się aresztowaniem bossa jednego z gangów i jego najważniejszych ludzi. Doszukano się też wśród nich mordercy i śmiało można było sądzić, że złapanie reszty członków grupy będzie kwestią czasu. Rządowi mieli już swoje namiary na działających poza stanem, więc akcja zmierzała ku definitywnemu końcowi.
Kiedy zabrano wszystkich, Cam odprowadził wzrokiem policyjne samochody i podszedł do jednej z agentek, z którą pracował:
- Najgorsze mamy za sobą. Gratuluję udanej akcji i współpracy - uśmiechnął się do kobiety. - Może uczcimy to jakąś kawą czy czymś innym? - zaproponował.
Trochę się już poznali, dlatego Cam proponował wyjście. Miał nadzieję, że utrzymają znajomość i nie będzie ona dotyczyć jedynie pracy. Eastwood doceniał inteligentnych ludzi i za taką miał Jasmine. Sądził, że ta znajomość może być ciekawa.
 
 
Lexie Prescott


Jestem w Chicago od
Dziecka



31
Jestem kwiaciarką

a moje serce jest głupie

Mieszkam w
River North

Lesie

Prescott

Wysłany: 12 Styczeń 2019, 17:48   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tati Hunzberger, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


#15

Lexie nie była zbyt towarzyską osobą, ale tylko w temacie wychodzenia do klubów czy na imprezy. Nie była już najmłodszą osobą, więc takie rzeczy i balowanie do rana zdecydowanie nie były już w jej stylu. Nie miała za to nic przeciwko temu, aby spotykać się u znajomych na jakiejś kolacji, czy czymś takim. Tego dnia była u znajomych w Canaryville, oglądali wspólnie odcinek nowego sezonu Belachorette przy pizzy i winie. Typowy wieczór trzydziestolatków, nie bójmy się tego powiedzieć. Cała impreza zakończyła się około 23, więc blondynka zadzwoniła po taksówkę i wyszła z mieszkania znajomych.
To nie tak, że bała się tej okolicy jak ognia, bo choć nie miała ona najlepszej renomy, ale nie były to też żadne slumsy i tak dalej. Generalnie nie lubiła chodzić samej po ciemku. Z taksówkarzem umówiła się kawałek od domu znajomych, aby łatwiej było dojechać w jej okolice. Wyszła z bramy, zapięła płaszcz i wyciągnęła telefon, aby sprawdzić godzinę i ile ma jeszcze czasu zanim taksówka nie podjedzie. Po przejściu kilkunastu kroków usłyszała jakiś komentarz w swoją stronę, ale zignorowała go. Tak chyba było najlepiej, prawda? Spojrzała jeszcze raz na komórkę, przez co prawie wpadła na jakiegoś mężczyznę, który w dodatku do komentarza postanowił zajść jej drogę. Spojrzała na niego i zrobiła krok w prawo, aby go ominąć, ale mężczyzna też się przesunął. Szczerze mówiąc, nie należała do najbardziej bojaźliwych osób, ale nie była to dla niej najprzyjemniejsza sytuacja i tak naprawdę nie wiedziała co powinna zrobić w tej sytuacji.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dante Whitworth


Jestem w Chicago od
https://images2.imgb

Wysłany: 28 Styczeń 2019, 21:27   
   Mów mi -  Adka, no
   Multi -  Ronnie, Felix, Cora, Gabriel, Finn, Audrey


[6]

W zaciszu własnego domu Dante rozważał wszystko, co ostatnio się zadziało. Szczególnie ostatni wyjazd do Californii, gdzie planował po prostu napić się whisky na grobie zmarłego przyjaciela, a zamiast tego spotkał jego kobietę z dzieckiem. Tę, która, według szukającego winnego mózgu pół meksykanina, była powodem śmierci Garreta i tej przerażającej pustki panującej w jego sercu. Dlatego nie powinno dziwić, że jego umysł był niespokojny, myśli krążyły w kółko goniąc jedna drugą, a sam Whitworth nie był ani w stanie znaleźć sobie miejsca dla siebie, ani tym bardziej zabrać się do pracy, która wymagała absolutnego skupienia i nieprzerwanej uwagi. Nie mógł też spać, gdy w głowie pojawiały się kolejne, coraz to bardziej absurdalne scenariusze. Ze szklanką wypełnioną do połowy wódką wyszedł więc na werandę, wpatrując się w mrok nocy. Nie spodziewając się jeszcze, że na jego oczach rozegra się wstęp do katastrofy, której nikt nie będzie mógł zapobiec… A przynajmniej nikt inny niż sam Dante. Żaden z niego obrońca kobiet i niepokojące krzyki w okolicy nie zrobiłby na nim żadnego wrażenia. To w końcu Canaryville, które nigdy nie śpi, bo szumowiny działają nocą, a gangi chowają się zwykle przed słońcem jak jakieś cholerne wampiry. Nawet jakieś słowa rzucone najwyraźniej do kogoś nie zrobiły na nim żadnego wrażenia, bo nie było to nic nowego. Brakowało tylko gwizdów i kilku pijanych kolegów dodającym animuszu mężczyźnie, który uznał za stosowne wyrazić swoje zdanie na temat kobiety, która chyba nie wiedziała, jak głupio jest samemu chodzić tu w późnych porach. Kolejna, która o tym zapomniała. I choć jego brak szacunku do kobiet wskazywał, że nie powinien nawet zareagować, to jednak, żeby tak na jego oczach… No i, co ważniejsze…
- Kurwa. Nie pod moim domem – huknął, robiąc kilka kroków w kierunku mężczyzny. Ten tylko spojrzał na niego i skrzywił się, co Dante zauważył nawet w półmroku. Czyżby nie wiedział kim jest Whitworth? To rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Doskoczył do niego i przywalił mu pięścią w twarz.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Lexie Prescott


Jestem w Chicago od
Dziecka



31
Jestem kwiaciarką

a moje serce jest głupie

Mieszkam w
River North

Lesie

Prescott

Wysłany: 29 Styczeń 2019, 13:59   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tati Hunzberger, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Lexie znała oczywiście informacje, które mówiły, że Canaryville to nie jest najlepsza, najbezpieczniejsza i najmilsza okolica, ale nie zawsze wierzyła w doniesienia o gangach i tak dalej. Nie oszukujmy się, w XXI wieku, w środku wielkiego miasta brzmiało trochę jak urban legend, zwłaszcza jeśli na słowo gang skojarzenie pokazywało włoskich elegancików z gnatem za pasem spodni od garnituru. Znajomi Lexie, którzy mieszkali w tej okolicy nie byli ani biedni, ani nie byli zamieszani w jakieś brudne interesy, ani też nie przestrzegali jakoś wybitnie koleżanki przed wyjściem z ich mieszkania.
Dziwni ludzie zdarzają się w każdej okolicy, a blondynka generalnie nie lubiła się przemieszczać po mieście po zmroku, nawet jeśli to była godzina 16 w styczniu. Jednak musiała być dużą dziewczynką, nie miała nikogo, kto mógłby ją za każdym razem odbierać i bezpiecznie odwozić do domu.
Lexie czuła się z każdą sekundą coraz bardziej niepewnie, gdy nie dość, że delikwent zastąpił jej drogę, to jeszcze poza niewybrednymi komentarzami co do tego kim jest i do czego mogłaby być jedynie przydatna, wyraźnie zasugerował, aby wielkodusznie oddała mu swoje fanty. Na ryk innego mężczyzny przeraziła się jeszcze bardziej, bo znajdowała się teraz w potrzasku. A jeśli to jakiś wróg tego pierwszego i jest wściekły, że obrabia panienki na jego terytorium? Przecież nie musiało to wcale (a raczej wcale nie) świadczyło o tym, że krzykacz będzie chciał jej pomóc czy obronić.
Stanęła w miejscu jeszcze bardziej wryta, choć mądrzejszym rozwiązaniem byłoby jakby wzięła nogi za pas i leciała ile sił w nogach w stronę taksówki, która pewnie już na nią czekała. Swoją drogą ten kierowca to trzeci chujek w tej sytuacji, każąc kobiecie spacerować po takiej okolicy, żeby łatwiej mu było dojechać potem do celu. Na dźwięk ciosu zacisnęła tylko oczy i zakryła usta, bo bała się wydać jakikolwiek dźwięk.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dante Whitworth


Jestem w Chicago od
https://images2.imgb

Wysłany: 3 Luty 2019, 00:43   
   Mów mi -  Adka, no
   Multi -  Ronnie, Felix, Cora, Gabriel, Finn, Audrey


Ktokolwiek nie przebywał w Canaryville na co dzień – a przede wszystkim, w tej jego najgorszej części, gdzie zbierały się wszystkie lokalne szumowiny z latynoską krwią – mógł nie wierzyć w pogłoski, i właściwie nie było w tym nic dziwnego. Dopiero ten, kto na własne oczy przekonał się o dzielnicowej reputacji, rozumiał skąd się wzięła. W końcu to nadal część Chicago, dużego, cywilizowanego miasta, co złego mogło się zdarzyć? Ano właśnie, na pierwszy rzut oka nie było przecież widać beznadziejnego stanu domów w środku, leniwych panów na fotelach z butelką piwa w dłoni, ich wściekłych żon, zaniedbanych dzieci, które dla poczucia względnego bezpieczeństwa przystępowały do jednego czy drugiego gangu, ze złudnym przekonaniem, że wtedy życie będzie łatwiejsze. Bo tak, w każdym miejscu na świecie byli ludzie dziwni i niebezpieczni, ale Canaryville działało jak jakiś magnes na Latynosów. Bo jeśli ktoś tu przyjeżdżał z na przykład Meksyku, prawie na pewno miał tu jakiegoś kuzyna – albo siedmiu – i osiadał razem z rodziną. Bo nawet gdyby z całego serca się nienawidzili, krew to krew. A w tej okolicy to miało znaczenie.
Wcale nie miał ochoty pomagać jakiejś blondynce, która znalazła się w złym miejscu o złym czasie, bo według Whitwortha, sama na siebie to sprowadziła, po ciemku wybierając się na jakiś cholerny spacer po złej i kiepsko oświetlonej dzielnicy. Każdy odpowiada za swoją głupotę, a przy okazji nie istnieje coś takiego jak bezinteresowna pomoc – przynajmniej nie w słowniku Dantego. Tak naprawdę, cała jego reakcja wynikała z idiotycznego poczucia urażonej dumy, że jakiś błazen nie zareagował na jego głos i wygląd, zupełnie jakby Whitworth jakoś rządził okolicą. Nie było to kłamstwo, ale nie była też prawda.
Jedno uderzenie, kontratak, kolejne uderzenie, które sprawiło, że przeciwnik cofnął się o dwa kroki.
- Nie musimy przecież… – wydusił z siebie, próbując złapać oddech.
- Wypierdalaj – warknął Dante, swoją pozycją pokazując, że nie ma nic przeciwko dalszej bójce. Mężczyzna jednak odpuścił i zebrał się w swoją stronę, podczas gdy Latynos odwrócił się w stronę kobiety, zapewne z zamiarem wytknięcia jej, że jest idiotką. – No do chuja… Ty? Naprawdę?
Burknął tylko, rozpoznając w niej najemczynię mieszkania.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Lexie Prescott


Jestem w Chicago od
Dziecka



31
Jestem kwiaciarką

a moje serce jest głupie

Mieszkam w
River North

Lesie

Prescott

Wysłany: 16 Luty 2019, 11:10   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tati Hunzberger, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Lexie nie bywała zbyt często w Canaryville, nie miała także zbyt wielu znajomych w tej okolicy, a ona i tak obracała się raczej w lepszym towarzystwie. Nie żeby się wywyższała, czy była rasistką, co uważa latynosów za kogoś gorszego. Broń boże, tylko po prostu nie było okazji, aby kogoś takiego poznać. Miała najpierw znajomych ze szkół z innej dzielnicy, potem studia, praca i tak dalej. Nie miała też żadnych uprzedzeń przed Dante, mimo że jego ludzie od naprawienia łazienki wyglądali na nieco szemranych. Może blondynka, jako ta biała i uprzywilejowana oceniała ludzi po pozorach, to nigdy na głos i starała się nie dać tego po sobie poznać. Dlatego też nikt z bywalców nie był w stanie jej ostrzec.
Dalsze losy starcia dwóch samców alfa były dla niej tak samo nieprzyjemne. Na całe szczęście szybko się ono skończyło. Dopiero później spojrzała na mężczyznę i poznała go. Ugh, czy ona zawsze musi przy nim wydawać się mało wartą kobietę? Bo może nie kretynkę, ale taką sierotkę, która bez pomocy mężczyzny sobie w życiu nie poradzi. Ona taka nie była do końca, choć była z takich bab, które lepiej się czują mając mężczyznę przy boku i jako singielka nie czuła się najlepiej.
-Em... dzięki, że mnie... obroniłeś- powiedziała lekko łamiącym się głosem, bo była wciąż nieźle przestraszona. Nie była pewna, czy to faktycznie była obrona, czy jak to tam nazwać, ale ewidentnie należały mu się za to podziękowania. Kto wie, jakby to się skończyło, jakby Whithworth nie zainterweniował. Strata komórki i portfela to przecież było bardzo optymistyczna opcja.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dante Whitworth


Jestem w Chicago od
https://images2.imgb

Wysłany: 16 Luty 2019, 19:56   
   Mów mi -  Adka, no
   Multi -  Ronnie, Felix, Cora, Gabriel, Finn, Audrey


To bardzo słuszna decyzja – młode, ładne blondynki nie powinny zapuszczać się w te okolice, szczególnie samotnie. Z jakiegokolwiek powodu miałaby się znaleźć akurat w Canaryville, akurat gdy się ściemniało, Dante nie potrzebował i nie chciał wiedzieć, ale z jakiegoś powodu jej bezmyślność go zdenerwowała. Nie żeby się szczególnie przejmował, choć płaciła w terminie i nie bardzo chciało mu się szukać nowych lokatorek to mieszkania w River North, ale… Przede wszystkim, to po raz kolejny udowadniało, że kobiety miały w głowie jakoś zwyczajnie mniej i nie można im było nigdy do końca w pełni zaufać, bo i tak popełnią zaraz jakiś błąd. Co się zaś tyczyło ekipy, zdecydowanie była szemrana i przynajmniej połowa z nich znała ledwie kilka słów po angielsku, ale to zaufani ludzie. Wybrał takich, by później nie musieć rozwiązywać kolejnych konfliktów.
Nie było to ani przyjemne dla osoby trzeciej, ani dla żadnego z panów, choć Dante z pewnością czerpał jakąś satysfakcję z widoku uciekającego przeciwnika. Potem jednak przeniósł wzrok na Alexandrę i triumfalny uśmieszek zniknął z jego twarzy, zastąpiony czymś, co przy zmrużeniu oczu można było wziąć za rozczarowanie, a bez tego za twarz wyrażającą niewielką odrobinę irytacji. Tak, w jego oczach wyglądała jak sierotka, która nie potrafi poradzić sobie z życiem.
- Mhm. Nie dziękuj – burknął, przyglądając się jej jeszcze przez chwilę. Zacisnął na moment zęby, jakby motywował się do czegoś, czego wcale nie chciał zrobić. I taka była prawda, wcale nie chciał zadawać tego pytania, dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Cały problem, że w oczach lokatorek nie chciał być kompletnym dupkiem, z którym nie da się dogadać. – Jesteś cała?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Lexie Prescott


Jestem w Chicago od
Dziecka



31
Jestem kwiaciarką

a moje serce jest głupie

Mieszkam w
River North

Lesie

Prescott

Wysłany: 18 Luty 2019, 08:20   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tati Hunzberger, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Cóż, nikt tak naprawdę nie mówił, że Lexie jest okazem mądrości i roztropności, ale nie była też totalną kretynką do kwadratu. Swoje blond pukle miała naturalne choć czasem je rozjaśniała, robiła pasemka i delikatnie ingerowała w ich kolor, to tak naprawdę chwilami przejawiała te zdolności, o których mówią wszelkie kawały i docinki. Z resztą, każdy, niezależnie od koloru włosów popełnia jakieś błędy a tak naprawdę w tym momencie jest też florystkę bardzo łatwo rozgrzeszyć. Nie znała tej okolicy, w przeciwieństwie do znajomych, którzy tam mieszkali, a oni nie ostrzegli jej przed wyjściem z ich mieszkania. Nie kazali jej kłócić się z taksówkarzem, żeby podjechał pod same drzwi, a pan domu nie zaproponował, że ją odprowadzi do auta. A choć Lexie źle się czuła jako kobieta samotna, nie posiadająca swojego rycerza w lśniącej zbroi, to nie miała żadnej paranoi, nie bała się sama wyjść po zmroku i tak dalej.
Zdanie, które z każdym spotkaniem Dante sobie wyrabiał o jednej z lokatorek było zdecydowanie niekorzystne dla niej i trudno by tak naprawdę mieć do niego o to pretensje, ale z drugiej strony przy odrobinie dobrej woli ze strony mężczyzny mógł przymknąć na to oko, bo trafiał akurat na takie momenty, że faktycznie Prescott nie popisywała się, zupełnie jakby to były te przysłowiowe wyjątki potwierdzające regułę, że jest jednak sensowną i rozsądną kobietą, która twardo stąpa po ziemi.
Lexie zdecydowanie była przeciwniczką agresji, krwi i powiększania sobie penisów przez mężczyzn, poprzez właśnie pokazywanie drugiemu, kim oni nie są, ale w tym momencie po prostu musiała być wdzięczna, że w pięty poszło tamtemu wyrostkowi, a nie jej. Z resztą niesamowicie nie na miejscu byłoby to, gdyby teraz opieprzyła Whitwortha za to, że ją obronił. Bo tak trzeba to nazwać, obronił ją przed napaścią na swojej dzielni.
Gdy Dante kazał jej nie dziękować, to zrobiła się taka niezręczna cisza, moment w którym nie wiadomo, co zrobić, bo chyba powinna Lexie sobie pójść, ale była zestresowana i w tym momencie chyba bała się już iść samej po tej ulicy, a dodatkowo kompletnie straciła rachubę czasu i nie miała pojęcia, czy taksówka będzie jeszcze na nią czekać. No więc stała i tylko patrzyła na właściciela mieszkania, w którym żyła.
-Tak, nie zdążył mi nic zrobić-powiedziała trzęsącym się głosem. Chyba fakt, że była zestresowana tym, co właśnie zobaczyła na własne oczy nie działał na jej niekorzyść? A z resztą, nawet jeśliby i tak było, to i tak nie zmieniłoby jej odczuć w tym momencie
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Dante Whitworth


Jestem w Chicago od
https://images2.imgb

Wysłany: 21 Marzec 2019, 22:45   
   Mów mi -  Adka, no
   Multi -  Ronnie, Felix, Cora, Gabriel, Finn, Audrey


Dla człowieka który tak intensywnie wzgardzał kobietami, nie było niczym zaskakującym, że jedna z nich postanowiła wędrować po ciemnych, niebezpiecznych ulicach Canaryville, niemalże prosząc się o tragedię. Była to oczywiście przesada, na którą nie powinien sobie pozwalać, ale tak naprawdę nie było nikogo, kto by go przed tym powstrzymał. Dodatkowo, w tej chwili nad Dantem kontrolę przejęła ta odrobina irytacji, że coś takiego wydarzyło się niemalże pod samymi drzwiami jego domu, a bezczelny Latynos, kimkolwiek był, nie uciekł już na sam głos Whitwortha, który nieoficjalnie uważał się za bardzo ważnego człowieka w okolicy. Jakby tego było mało, z dwojga złego wolałby się okazać wybawcą dla jakiejś nieznanej mu kobiety, która po tym wszystkim postanowiłaby zgrywać piękną ofiarę, dać zaprosić się do domu i w końcu wskoczyć mu w ramiona, wyrażając w ten sposób aprobatę dla jego rycerskiego zachowania i ratunku z opresji. Zamiast tego musiał trafić na wynajmującą od niego mieszkanie Alexandrę. Nie chodziło o to, że robiła na nim coraz gorsze wrażenie, ładując się w kolejne kłopoty, bo to nie miało dla niego tak właściwie żadnego znaczenia… A o to, że nawet nic nie miał z tego, że raz zagrał bohatera. Żadnej nagrody w postaci nowej kobiety, którą mógłby dołączyć do kolekcji swoich zdobyczy. Wieczór z całą pewnością mógł zaliczyć do nieudanych i chętnie sięgnąłby teraz po szklankę z wódką, ale ta została na werandzie, nie będąc teraz w zasięgu jego dłoni, a ta myśl sprawiła tylko, że Latynos się skrzywił.
Jakakolwiek reprymenda byłaby teraz niesamowicie nie na miejscu, jeśli wziąć pod uwagę, że poniekąd uratował ją przed nachalnym chłopakiem, który nie umiał jeszcze wyznaczać sobie granic. Jeszcze bardziej jednak Dante nie chciał podziękowań, bo nie były mu do niczego przydatne. Wcale nie chciał uchodzić za jakiegoś bohatera, bo jeszcze ktoś odważy się pomyśleć, że jest dobrym człowiekiem. Dobre sobie.
- Wyglądasz, jakbyś miała zemdleć – westchnął ciężko. No już, Whitowrth, nie bądź takim chamem. – Zamów sobie taksówkę tutaj. Jeśli chcesz, poczekam z Tobą.
Czy też, poczekasz ze mną, poniekąd. Wyciągnął dłoń i wskazał jej dłonią dom, w którego stronę sam od razu podążył. Mogła skorzystać z zaproszenia, mogła odmówić, ale on będzie miał czyste sumienie. Przynajmniej dał jej taką opcję. Nie chciał zapraszać jej do środka, dlatego gdy tylko doszedł do schodów, chwycił szklankę i na nich usiadł, obserwując, czy Lexie do niego dołączy, czy jednak postanowi obnieść się głupotą lub jakąś idiotyczną dumą.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Lexie Prescott


Jestem w Chicago od
Dziecka



31
Jestem kwiaciarką

a moje serce jest głupie

Mieszkam w
River North

Lesie

Prescott

Wysłany: 24 Marzec 2019, 12:46   
   Mów mi -  B.
   Multi -  Tati Hunzberger, Pia Werner, Micah Schuyler, Chloe Peters


Niech sobie Dante myśli co chce, jego sprawa. Może miał takie powody, może życie pokazało mu, że kobiety jednak są głupie. Nikt tego nie powinien negować, ani się w to wtrącać do momentu, aż zatrzymuje sobie takie przemyślenia dla siebie. Mówiąc takie rzeczy na głos, na prawo i na lewo narażał się na kłótnie i określenia. Cóż, Lexie nie była już głupią nastolatką, która ma problem z własną wartością, więc przejmuje się nie tylko tym, co ludzie o niej mówią, ale co mogą pomyśleć. Owszem, jej pewność siebie była niczym sinusoida, która była na szczycie w trakcie związku z Randallem, a absolutnie na dnie, gdy zerwali. Teraz była na fali wznoszącej - choć trudno określić w którym dokładnie miejscu. Także średnio interesowało ją, co Dante sądzi o kobietach, które chodząc w środku wielkiego miasta, same w nocy.
-Wszystko jest okej-zapewniła go, mając na myśli, że nie zamierza mdleć. Serce waliło jej jak szalone i myślała, że to ewidentnie znaczy to, że nie powinna zaraz tu paść. -Tak, tak chyba będzie najlepiej. Jaki tu jest dokładnie adres?-zapytała, potwierdzając oba stwierdzenia Witwortha. Tak, zamówi taksówkę i tak, będzie chciała, aby mężczyzna z nią poczekał. Nie ma co kusić losu, skoro już wie, że okolica jest co najmniej dziwna.
Lexie nie była idiotką, niezależnie od tego, że Dante miał pełne prawo tak o niej sądzić. Blondynka zamiast jednak stać gdzieś na środku chodnika i starając się zamówić taksówkę przez aplikację, zrobiła kilka kroków za brunetem. Widziała, że ten usiadł na werandzie, ale ona tylko stanęła obok, poprawiła swój płaszczyk, bo noc stawała się zimna i zaczęła klikać w telefonie.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 24 Sierpień 2019, 21:25   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


[3]

Po skończonej "pracy" Tony postanowił odreagować spektakularną porażkę, przez którą wylądował na komisariacie. Cały plan był idealny. Miał się spotkać z klientem, dostarczając mu broń, którą przez ostatnie kilka dni zbierał od różnych ludzi, a następnie dostać sowitą zapłatę. Jednak wszystko trafił szlag, bo ktoś nie dotrzymał umowy. Mieli być we dwójkę, ale gość wziął ze sobą obstawę, która ani myślała płacić. Pobili go, aż stracił przytomność. Później jedyne co pamiętał to radiowóz i słowa o tym, że ma prawo zachować milczenie. Szkoda, że wcześniej nie dostrzegł tak banalnego szczegółu, jak kamery miejskie, które zarejestrowały moment transakcji. Pluł sobie w brodę, że tego nie zrobił, ale mądry człowiek po szkodzie.
Wracał ze strzelnicy, późnym wieczorem ani myśląc, żeby tłuc się komunikacją do domu kumpla, który pozwolił mu zostać na kilka dni. Prawda była taka, że Tony nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej niż tydzień. Był cały czas w ruchu, w razie jakby ktoś go śledził czy chciał się z nim rozmówić. Rozważał podprowadzenie auta, aby szybciej znaleźć się u przyjaciela, ale postanowił odpuścić. Zarzucił kaptur na głowę i spokojnie szedł ulicą, nie zwracając uwagi na przechodniów. Dopiero kiedy zauważył jakąś szarpaninę za rogiem postanowił sprawdzić, o co chodzi. Niby nie robił za bohatera, ale wolał nie mieć na sumieniu kogoś, komu mógł pomóc, a tego nie zrobił. Przyspieszył kroku, widząc dziewczynę i chłopaka, który ewidentnie się jej naprzykrzał. Raczej nie była to kłótnia kochanków, dlatego wolał się odezwać.
- Ej, masz jakiś problem? - warknął, kiedy tylko zbliżył się na tyle, aby zobaczyć, że gość trzymał w ręce nóż.
- Nie wtrącaj się, rozmawiam z dziewczyną nie widać? Mam Ci to przeliterować? - okej, chłopaczek zainteresował się Russellem na tyle, aby zwrócić się w jego kierunku. Do szczęścia nie potrzeba było mu niczego więcej. Zaraz wytrącił go z równowagi, popychając, a gdy tamten postanowił zaatakować Tonego, złapał go za nadgarstek, przy okazji wykręcając rękę na tyle, że napastnik upuścił nóż.
- Spadaj, już Cię tu nie ma! - powiedział, równocześnie puszczając go, aby mógł czym prędzej się oddalić.
- Jeszcze tu wrócę! - odkrzyknął i tyle go widzieli.
- Nic Ci nie jest? - musiał o to spytać, jednocześnie korzystając z tego, że dziewczyna była w szoku, szybkim ruchem pozbawił ją telefonu, który schował do kieszeni swojej kurtki. - I co tutaj robisz? Powiem Ci, że nie jest to odpowiednia pora i dzielnica do wieczornych spacerów.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 24 Sierpień 2019, 22:33   
   Multi -  Logan




Wiedziała, że tego konkretnego dnia będzie mieć wolne, a nie chcąc kisić się w domu i obejrzeć kolejne odcinki swojego ulubionego serialu, postanowiła, że mądrze wykorzysta ten czas! Dlatego też udała się do schroniska Animal care and control w Canaryville, bo przecież bez powodu nigdy nie udałaby się do takiej dzielnicy. A poprzez słowo takiej nie mam na myśli obskurnej czy coś, bo Dulce takiej rzeczy nie interesowały, bardziej pasowałoby tutaj słowo niebezpieczne. Zgodnie z obietnicą złożoną rodzicom przed wyjazdem, starała się unikać takich miejsc, ale tym razem miała dobre intencje, tak? Więc dlaczego karma jej się nie odwdzięczyła za to i skończyła w ciemnym zaułku z jakimś przypadkowym mężczyzną, który postanowił pobawić się nożem i chyba spędzić z nią więcej czasu? O nie, Nava nie miała najmniejszej ochoty na poznawanie nieznajomego! Jednak kiedy zamierzała odejść, stanął on jej na drodze i zaczął pokonywać dystans między nimi. Zaczęły padać nieprzyjemne słowa, a kobieta w duchu zaczęła się modlić o to, aby mogła cofnąć czas, zachować się egoistycznie i zostać po prostu w domu. Kiedy usłyszała głos inny niż ten, który należał do napastnika, uniosła głowę i rozejrzała się z nadzieją. Mężczyzna, który postanowił się wtrącić, wyglądał zdecydowanie przyjemniej niż ten, z którym czarnowłosa miała nieprzyjemność kłócić się, a raczej zdawkowo mu odpowiadać, gdyż nie na żarty przestraszyła się! W trakcie, kiedy panowie prowadzili konwersację, patrzyła to na jednego, to na drugiego, bojąc się tak naprawdę zrobić cokolwiek innego. I może to nawet dobrze? To raczej nie był najlepszy pomysł w tym wypadku. Kiedy napastnik został przepędzony, odetchnęła i nawet nie zauważyła, że człowiek, którego uznałą za wybawcę, zwędził jej telefon! - Nie zdążył zrobić mi krzywdy - odpowiedziała, wbijając swoje spojrzenie w swoje buty, dopiero po paru sekundach odważyła się spojrzeć w oczy Tonego. - Wiem, że to nieodpowiednia pora - bo przecież aż tak głupiutka nie była! Czasami może trochę naiwna, czasami zbyt miła, ale no nie przeginajmy! - Wracałam z wolontariatu - i gdzie w takich momentach jest karma, co? Napadnięto, a teraz jeszcze okradziono, o czym jeszcze nie wiedziała! Niemniej los postanowił się do niej uśmiechnąć, a raczej jeden z jej kolegów z pracy, który postanowił się upewnić, że Nava nauczyła się swojej roli i następnego dnia będą mogli przejść do konkretów, gdyż postanowił zadzwonić na jej numer. Kiedy z kieszeni Tonego rozbrzmiała najnowsza piosenka Taylor Swift, którą Dulce ustawiła sobie na dzwonek, czerwona lampka zapaliła się w jej głowie. - Nie sądzę, abyś był fanem Tay, oddaj mi mój telefon - miły, wystraszony głosik, zmienił się w zirytowany i pewny siebie. Strach odszedł w niepamięć ze względu na to, że Tony nie miał broni, a oprócz tego, która kobieta by się nie wściekła, gdyby jakiś facet zabrałby jej telefon (nawet gdyby chwilę wcześniej uratowałby ją przed śmiercią, atakiem czy gwałtem)!?
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 24 Sierpień 2019, 23:23   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Nie podejrzewał, że angażując się w pomoc jakiejś dziewczynie, zostanie natychmiast zdemaskowany. Liczył się z tym, że mógł zadzwonić, ale nie miał czasu, aby włączyć go na wibracje, bo kiedy? Nie mógł go tak bezczelnie wyjąć, zaraz przed ciemnowłosą. Na pewno miała jedną z jakichś słodkich tapet na wyświetlaczu. Najpewniej jak całowała się z chłopakiem czy cokolwiek innego. Zwykle takie panienki miały pstro w głowie i nie zapuszczały się w takie dzielnice, ale jak widać tej życie było niemiłe i chciała więcej adrenaliny. No to ją znalazła. Całe szczęście, że był obok.
- Och, czyli taka dobra duszyczka z Ciebie? - nie uwierzy, póki nie zobaczy. Może szukała tu czegoś mocniejszego? O tym przecież nie mówi się z pierwszym lepszym nieznajomym, ale przemilczał ten fakt i kiedy już miał się oddalić, jego cały misterny plan sprzedania zwędzonej komórki spełzł na niczym. Głupi dzwonek!
Sięgnął zaraz do kieszeni, aby sprawdzić, czy to działo się naprawdę. Niestety tak, bo i dziewczyna zauważyła, że nie ma tego jednego wartościowego przedmiotu, który przesądzał o jej życiu lub śmierci. Skrzywił się i zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu.
- Wątpisz w mój gust muzyczny? - próbował jeszcze odwrócić kota ogonem, ale zrozumiał, że nie ma to najmniejszego sensu. - Nie oddam... - warknął i odsunął się na kilka kroków do tyłu, będąc przygotowanym do ucieczki. Był to najlepszy pomysł, zważając na fakt, że jest niezwykle szybki, a dodatkowo zna się na parkourze i nie będzie miał problemów ze wspięciem się na siatkę i przeskoczenie przez nią. Jednak zanim zdążył cokolwiek postanowić, dziewczyna do niego dopadła zupełnie jakby wstąpiły w nią jakieś nadprzyrodzone moce. O co tu chodziło? Nie wiedział. Może obudził bestie zabierając jej telefon? Chciał szybko sięgnąć po scyzoryk jaki miał w kieszeni, ale nie zdążył. Okazała się dużo szybsza, niż przypuszczał. Teraz był zdany jedynie na jej łaskę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Dulce Nava


Jestem w Chicago od
dwóch miesięcy



21
Studentka/Aktorka

I just want to say sorry, even if i don't have to

Mieszkam w
North Park

Dulce Jovita

Nava

Wysłany: 27 Sierpień 2019, 21:11   
   Multi -  Logan


- Na świecie istnieje wiele ludzi i stworzeń, które potrzebują pomocy - odpowiedziała, dosyć smutnym tonem. Była świadoma faktu, że nie uratuje wszystkich, ale wiedziała, że poprzez wolontariat może pomóc tym, którzy tego najbardziej potrzebowali. Tego konkretnego dnia postawiła na psiaki ze schroniska, które zawsze potrzebowały miłości ze strony człowieka, aby przezwyciężyć trudności i dać im nadzieję na lepsze jutro. - A tym psiakom w większości przypadków zaszkodzili właśnie ludzie, to smutne, że nie biorą odpowiedzialności za to, co oswoili - bo kiedy przygarniesz czworonoga, to przyjmujesz go jednocześnie do swojej rodziny, a przynajmniej z takiego założenia wychodziła Nava.
To nie tak, że Dulce nie była wystraszona, bo wewnętrznie była! Jednak nie zamierzała tego po sobie pokazywać w najmniejszym stopniu, a oprócz tego moment, w którym rozbrzmiał dzwonek, który ustawiła sobie w telefonie, sprawił, że wszelkie rozterki zniknęły, a na ich miejscu pojawiła się złość. Dopiero co ktoś spróbował zrobić jej krzywdę, a teraz okazuje się, że jej oprawca postanowił również być opryszkiem, który zabierze jej coś tak cennego, jak telefon? Gdyby nie miała tam wszystkiego zapisanego, zapełnionego kalendarza, wszelkich kontaktów… najprawdopodobniej miałaby to gdzieś, ale niedawno zdążyła sobie wszystko ogarnąć, a teraz coś takiego!? Nie po to przeszła kurs samoobrony dwa razy, aby w takim momencie trząść się ze strachu! Wcześniejszy przypadek to zupełnie inna sytuacja ze względu na to, że napastnik miał broń! Normalnie zaśmiałaby się, słysząc takie pytanie, ale w tamtej chwili nie było jej wcale do śmiechu! Zanim Tony zdołał jej uciec, doskoczyła do niego i założyła mu dźwignię na nadgarstku tak, jak nauczył ją tego jej były chłopak. Kiedy Russell skulił się z bólu, wywołanego przez nią, kopnęła go dosyć mocno w krocze. W tamtej chwili nie miała żadnych wyrzutów sumienia, ale w niedalekiej przyszłości będzie to wyglądać zupełnie inaczej! - Kiedy księżniczka musi zaatakować swojego rycerza w lśniącej zbroi - wypowiadając te słowa, wyjęła z kieszeni kurtki Tonego swój telefon i schowała do swojej. - Mimo wszystko dzięki za ratunek - dodała, spoglądając na mężczyznę, który przez nią nadal leżał na chodniku, westchnęła cicho, kręcić głowę, a następnie ruszyła w stronę postoju taksówek, zostawiając złodziejaszka samego sobie (mając jednocześnie nadzieję, że nikt mu krzywdy nie zrobi, ale przecież chyba był u siebie).
 


profil kalendarz karta postaci relacje
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 27 Sierpień 2019, 23:03   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Nie spodziewał się ataku; nie spodziewał się czegokolwiek po takiej małej i bezbronnej osóbce, a jednak się przeliczył i musiał zbierać owoce swojej głupoty. Niezwykle rzadko zdarzało mu się niedocenić przeciwnika. Tym razem dał się uwieść na te ładne oczka i fakt, że była całkiem atrakcyjną dziewczyną. Stracił czujność i skończyło się nienajlepiej. Gdyby nie to, już dawno miałby dobry telefon do sprzedania, a dodatkowo zmyłby się w mgnieniu oka.
Wykręcenie ręki nie było złe, pomimo wielkiego bólu jakoś wytrzymał, choć faktycznie skulił się, ale zaraz poczuł mocne kopnięcie i to było już za wiele. Zaraz złapał się za krocze, powstrzymując łzy które natychmiast napłynęły do oczu. Jak mógł się dać tak zrobić?! Nie był jakimś podrzędnym amatorem, który nie potrafi dobrze wykonać roboty. Często od powodzenia, zależało czy przeżyje kolejny miesiąc. Niestety, musiał uznać wyższość przeciwniczki. Wygrała, ale przecież mógł jeszcze odwrócić sytuacje. Wstać wyjąć scyzoryk i uciec się do gróźb, jednak nawet najmniejszy ruch sprawiał ból. Jęknął kiedy tylko go zostawiła i próbował wyrównać oddech. Dopiero po kilku minutach udało mu się wstać i dokonać prawie niemożliwego - przeszedł kilka kroków. Trzeba przyznać miała parę w nodze, a dźwignie założyła mu lepiej niż nie jeden profesjonalista z którym miał do czynienia.
Widział jak wsiada do taksówki. Liczył, że już jej nigdy nie zobaczy. Szkoda, że los chciał inaczej a ciemnowłosa zobaczy wcześniej niż by chciał.
Poprawił kurtkę, otrzepał się po czym ruszył w kierunku przystanku autobusowego, aby po kilku minutach znaleźć się w mieszkaniu kumpla u którego nocował od kilku dni. Lubił przygody ale o tej wolał zapomniec i nigdy nie wspominać.

/ztx2
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Logan Tremblay


Jestem w Chicago od
116 dni



23
Muzyk, tekściarz

Hello, welcome home

Mieszkam w
Gold Coast

Logan Ethan

Tremblay

Wysłany: 16 Wrzesień 2019, 19:54   
   Multi -  Dulce, Lilianna


#18


To nie tak, że nienawidził Anthony’ego Russell’a, znajomego, kolegi czy kim on tam był dla Abigail. Niemniej przy tym, co się wydarzyło między Loganem a Abby między innymi przez zdjęcia, które zostały zrobione modelce i opryszkowi, zdecydowanie nie darzył go sympatią. Oprócz tego Tremblay chciał się upewnić, że Aiden nie przegnie i nie zrobi czegoś, czego mógłby w przyszłości żałować. Bo jakoś nie widział swojego kumpla, który by przegrał w bójce, ale tego wieczora chciał być jego wsparciem, skrzydłowym, osobą, która w razie czego mu pomoże lub go powstrzyma. Czuł się trochę jak Robin, idący z Batmanem na misję. W końcu to Thompson miał grać główne skrzypce, miał się wyżyć i pokazać wszystkim w okolicy, że dawanie lub sprzedawanie Rosemarie Harlow narkotyków jest wyjątkowo złą ideą. A że Tremblay był zwyczajnie ciekawy tego, jak na co dzień prezentuje się przyjaciel jego dziewczyny no i oczywiście miał być głosem rozsądku blondyna, toteż udał się razem z nim do dzielnicy Canaryville tak późną porą. Podobno jeden ze znajomych Aidena twierdził, że Russel; ma się tam pokazać. Specjalnie jakiś czas temu powiedział Abigail, że ma się spotkać z ich wspólnym przyjacielem, mając na względzie to, aby dziewczyna nie wypytywała go, czy też nie wpadła nagle do jego mieszkania, chcąc mu zrobić niespodziankę. Bo jak normalnie uwielbiał jej takie zachowanie, to wtedy wiedziałby, że to by mu nie wróżyło najlepiej!
- Aiden, tylko nie przeginaj - wiedział, że ten tekst w tej chwili i tak nic nie da. W końcu Thompsonem kołatały zbyt wielkie emocje, aby mógł to zrobić. Po części właśnie dlatego Tremblay stwierdził, że pójdzie z nim. Kiedy tylko dotarli do ciemnego zaułka, w którym Tony miał na kogoś czekać, Logan westchnął głęboko, spoglądając na mężczyznę, który jeszcze podobno przyjaźni się z jego dziewczyną. - Anthony Russell! Miło cię wreszcie poznać! - bo przecież już wiele razy miało dojść do spotkania i poznania między tą dwójką, a jednak zawsze albo Tony miał wymówkę, albo Loganowi coś naprawdę wypadało. Może nawet mu się trochę zrobiło szkoda faceta za to, że oberwie po to, aby inni bali się cokolwiek zaproponować Rosemarie? Jednak w drugą stronę był świadomy tego, że ekstremalne sytuacje wymagają ekstremalnych rozwiązań.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Aiden Thompson


Jestem w Chicago od
ponownie w domu



25
barman w pnc

you keep me coming for you

Mieszkam w
River North

aiden elijah

thompson

Wysłany: 17 Wrzesień 2019, 22:47   

#6

Spotkał się w ustalonym miejscu z kumplem, chociaż nie wiedział tak naprawdę po co mu był tam potrzebny. Ale też zarazem rozumiał pobudki – chciał również jakoś się odegrać na jegomościu za te zdjęcia, które zostały opublikowane w mediach z Abby u boku. Rozumiał, lecz jednocześnie tego nie pojmował. Miał w planach spotkać się z Tony'm sam na sam, a tu jednak Tremblay zmienił mu nieco plany. Niemniej mówi się trudno, ważne że spełni się najważniejsza rzecz – przekaże Anthony'emu, iż zadarł z niewłaściwą osobą.
Spokojnie przechodzili do miejsca, gdzie miał przebywać Tony. On nie wiedział o ich przybyciu, ale to nie było jakoś szczególnie istotne. I w sumie też nie można powiedzieć, że to był spokojny spacerek. Aiden był zdenerwowany na maksa – czego potwierdzeniem był papierosy, których tak naprawdę nie pali ze względu na swą astmę. Niemniej nie przejmował się takim drobiazgiem obecnie, czując że musi jakoś ten stres poluzować. A to podobno pomaga. Dlatego też w drodze praktycznie odpalał jednego od drugiego – pomimo nieprzychylnego spojrzenia Logana za każdym razem, gdy to widział.
- Ale z czym? - zagaił do niego, słysząc komentarz przyjaciela, udając iż nie ma kompletnie pojęcia o cóż się właśnie mu rozchodziło. A jednak – wiedział doskonale wiedział do czego pił obecnie Logan. Żeby nie przeginał z wymierzaniem sprawiedliwości na własną rękę. Nie mógł niczego obiecać, niestety. Ale będzie się rzeczywiście starał, na tyle na ile da radę. W sumie... Czyż nie wychodzi na to, że dobrze iż Tremblay się z nim tutaj wybrał? Aiden sam już nie wiedział. Nie chciał też bardzo się nad tym rozdrabiać, skupiając się na czymś zdecydowanie innym.
Wreszcie dotarli do odpowiedniej alejki, gdzie oczekiwać miał Anthony, skąd nie było zbytnio wielkiej ucieczki – musząc się przebrnąć najpierw przez ich dwójkę, aby móc zacząć się stąd zmywać. To zdecydowanie wpływało pozytywnie na ich obecną sytuację, bo siłować się i patyczkować z nim nie miał zamiaru. Chciał to załatwić szybko, by równie prędko powrócić po prostu do domu i nie przejmować się czymkolwiek, skoro podobno ma mu się zrobić po tym lepiej. Mają mu nerwy puścić, ma się już nie denerwować...
Słysząc Logana, uśmiechnął się jedynie, w tym czasie odrzucając kolejnego wypalonego papierosa na ziemię, gasząc go stopą. Następując strzelił z palców, nie dla pokazu, a tak po prostu – zdecydowanie bardziej w formie tiku nerwowego. Serio. Bo takie też Aiden posiadał. - Nie mogę powiedzieć tego samego co kolega - odniósł się co do miłego, finalnego, poznania gościa. A na potwierdzenie tego wzruszył beznamiętnie ramionami. - Ale wyjątkowa sytuacja zmusiła mnie, aby się z Tobą... zapoznać - dodał zaraz, lustrując spojrzeniem uważnie swego przeciwnika.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 17 Wrzesień 2019, 23:13   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki



Miał kilka niezałatwionych interesów, które musiał zakończyć jeszcze przed sprzedaniem mieszkania rodziców. Ojciec zakończył swój żywot, co raczej go nie dziwiło. Na początku myślał, że zachlał się na śmierć, ale jak się okazało, zmarł na zawał. Toż to niespodzianka. Zresztą jeden pies. Teraz musiał pozbyć się reszty towaru, jaki staruszek trzymał w szafkach. Głównie broń i jakieś kolekcjonerskie noże. Niby nic takiego, ale jak się znajdzie handlarza, to można dostać za to niezłą sumkę. Osobiście zajął się rozprowadzeniem resztek po ojcu. Dzisiaj miał spotkać się z niejakim Alanem, jak się okazało, ktoś miał co do tego inne plany. Podjechał na miejsce kradzionym wozem, który zaparkował jakąś ulicę dalej od miejsca spotkania. Nie chciał wpaść. Zaułek... idealne miejsce do transakcji biznesowych na czarnym rynku. Jednak osób, które zobaczył, nie spodziewał się spotkać jeszcze przez długi czas. Rozpoznał blondyna, bo ostatnio widział go z Rosemarie, kiedy wychodzili z jakiejś restauracji. Nie miał nic do niego i nie za bardzo rozumiał, po co pojawiał się w tej dzielnicy. Gdyby tylko wiedział, że akurat szukali jego, to najpewniej lepiej by się przygotował. Tym razem scyzoryk to będzie za mało.
- Ach To Ty. - Logana kojarzył ze zdjęć, jakie pokazywała mu Abby. - Czyżbyś już wrócił z "wakacji" w Londynie? - nie zamierzał pobłażać gościowi, tylko dlatego, że ma bogatych rodziców i mógłby mu coś zrobić. Co to, to nie. Poza tym widział smutek, wymalowany ma twarzy przyjaciółki. Jaki chłopak tak robi? Tylko chujek, dlatego Tony zamierzał tak traktować Tremblaya.
- Wyjątkowa sytuacja? - podpytał, próbując wybadać grunt. - Jeśli chodzi Ci o Rose, to przyszedłem do niej tylko po pomoc. - wolał od razu się wytłumaczyć, że nawet jej nie tknął. Może był zbirem, złodziejem i szumowiną, ale miał jeszcze jakieś zasady. Zresztą nie wydawało mu się, aby znajoma, planowała zdradzić swojego faceta. Nie taka była.
- Przepraszam, pogadałbym dłużej, ale zaraz będzie tu mój... klient, także, jeśli pozwolicie, to ja poczekam tam dalej. - powiedział wskazując na koniec zaułka. Wolał, aby te dwa typki nie wiedziały, że tym razem to on miał skupić broń po taniości, aby później ją rozprowadzić.
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Logan Tremblay


Jestem w Chicago od
116 dni



23
Muzyk, tekściarz

Hello, welcome home

Mieszkam w
Gold Coast

Logan Ethan

Tremblay

Wysłany: 17 Wrzesień 2019, 23:47   
   Multi -  Dulce, Lilianna


Czy naprawdę chciał się odwdzięczyć za te zdjęcia, które jakiś dziennikarzyna zrobił Abigail i Russell’owi? Raczej nie. Znaczy się, razem z Abby sporo przez to wycierpieli i jego pobyt w Londynie przez to trwał zdecydowanie dłużej, niż Tremblay zakładał, niemniej to nie było też tak, że postanowił towarzyszyć Thompsonowi ze względu na to. Bo może i faktycznie nie darzył sympatią Tony’ego i chętnie sam by raz go zdzielił, ale w drugą stronę, to nie zdjęcia były tego powodem! A maślane oczka, które zdawało mu się widzieć na nich! Jednak głównym powodem było po prostu towarzystwo. Jedynie mógł się domyślać, co musiał czuć jego kumpel, bo przecież z Rose długo się starali o to, aby była czysta, a tutaj nagle pojawił się Russell z towarem. Nie dziwił się wcale, że blondynowi puściły nerwy i wiedział, że chęć odreagowania jest silna, dlatego też wolał być przy tym, aby upewnić się, że wszyscy przeżyją? Nie, aż tak złego scenariusza nie zakładał, ale domyślał się, że kolorowo nie będzie, a gdyby coś poszło nie tak i to Aiden skończyłby bardziej poobijany, w co nie wierzył, bo on by to olał? To też brał pod jakąś tam uwagę mimo wszystko!
Zdecydowanie fakt, że Thompson wypalał po drodze papierosa za papierosem, nie przypadł mu do gustu! Nie to, żeby sam nigdy w życiu nie zajarał czy też, żeby miał przed tym wstręt. Logan miał to szczęście, że nie uzależniał się od używek. Czy to papieros, czy coś mocniejszego, czy alkohol, mogło mu to pomóc się rozluźnić, ale nie uzależniał się. Przy paleniu papierosów nie pomagało mu zaciąganie się, na niego przede wszystkim działał gest, który wykonywał się zaciągając.
- Już ty dobrze wiesz, z czym - mruknął, marszcząc brwi. To był ten moment, w którym Logan upewnił się tak naprawdę co do tego, że poszedł razem z blondynem, gdyż już wiedział, na co tak naprawdę się zapowiadało. Sam raczej unikał takich konfrontacji, bo po co używać takich mięśni, skoro można użyć mózgu i za pomocą manipulacji zniszczyć komuś życie? Pod tym względem wrodził się w rodziców, chociaż zdawał sobie sprawę, że były sytuacje, kiedy trzeba było uciec, a skoro Aiden uznał, że ona nastąpiła, Tremblay postanowił nie zostawiać go w tym samego!
- Akurat słowa wakacje nie użyłbym odnośnie do tego wyjazdu - odparł, wzruszając ramionami. Po tym, jak już wyjaśnili sobie wszystko z Matthews, naprawdę nie ruszał go ten temat, bo bądź co bądź, zachował się jak dzieciak, ale musiał jakoś odreagować. Odpocząć, oczyścić myśli, zregenerować siły i przede wszystkim na poważnie zastanowić się, co zrobić dalej ze swoim życiem. Jednak Anthony był ostatnią osobą, przed którą Logan by się spowiadał. Tremblay późniejszej wymiany zdań między Aidenem a Russellem tylko się przysłuchiwał, nie wiedząc, o jaką dokładnie pomoc chodziło złodziejaszkowi. I kiedy Tony wskazał na koniec zaułka, Logan spojrzał w tamtą stronę, potem na Aidena a na sam koniec na znajomego nieznajomego. - Na twoim miejscu przełożyłbym to spotkanie - mruknął, domyślając się tego, co zaraz nastąpi.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Aiden Thompson


Jestem w Chicago od
ponownie w domu



25
barman w pnc

you keep me coming for you

Mieszkam w
River North

aiden elijah

thompson

Wysłany: 19 Wrzesień 2019, 23:02   

Wiedział. Niestety, ale wiedział. Lecz czy się tym jakkolwiek przejmował? Ani przez chwilę. Nie zastanawiał się również nad tym, czy jest w stanie pozwolić emocjom wziąć w tym momencie górę, doprowadzając do braku samokontroli w tejże sytuacji. Nic, kompletnie nic go nie interesowało w dniu dzisiejszym. Nic, oprócz tego by się rozmówić z Anthony'm. Nie jest generalnie człowiekiem, który ucieka się do fizycznego rozwiązywania konfliktów, niemniej posiadał takiego „nerwa”, że nie widział innej opcji. Czuł, że potrzebował się jakoś rozładować. Doprowadzić do upustu złych emocji na zewnątrz, nawet jeśli to mogło doprowadzić do przynajmniej tygodniowego uszczerbku na zdrowiu u obranego celu. Tak, to kolejna rzecz która go kompletnie nie obchodziła. Lecz to chyba nic zaskakującego, czyż nie?
Słysząc o wakacjach w wykonaniu Logana, jeszcze bardziej się zagotował biedaczek. Co go to w ogóle obchodziło? Niemniej nie odezwał się jakkolwiek, odpalając kolejną fajkę – tak dla pewności, czy to jednak się nie zda, nie pomoże mu ukoić zszarganych nerwów. Pierwsze pociągnięcie. Nic. Drugie. Nadal nic. Trzecie. Zero jakiejkolwiek zmiany. A mimo to – usilnie się starał, nie przestając wpatrywać się w Tony'ego w chwili przeprowadzania badania naukowego.
- Pomoc? Tak to się teraz nazywa? - zagaił, unosząc brew do góry. Ani trochę mu nie wierzył, to chyba bardziej niż oczywiste. Przyglądał się mu z wielką uwagą, nawet jeśli było ciemno i za bardzo też jegomościa w pełnej krasie nie widział. A mimo to – nie przeszkodziło mu to przypatrywać się Anthony'emu. Musiał jak najlepiej zapamiętać faceta, który doprowadził do zakończenia bycia na czysto u Rose.
Sam również spojrzał na miejsce, które wskazał. I zupełnie jakby się zgadali, spojrzeli na siebie z Loganem, by następująco przenieść na Tony'ego swe spojrzenie. Niczym jak jakaś scena z filmu! A to, niestety, smutna, szara rzeczywistość. Niemniej uśmiechnął się delikatnie pod nosem, by nagle rzucić dopalonego peta dosłownie pod nogi Russella. - Bo masz ważniejsze spotkanie na swojej głowie - zupełnie jakby dokończył po swoim przyjacielu, nie przerywając obserwacji znajomego Rosemarie, by dopiero po dłuższej chwili zerknąć na swego kumpla. - Chcesz jako pierwszy czynić powinność? - zagaił, żeby nie wyszło, że jest chamem, nie dając jakiejkolwiek szansy Tremblay'owi. Skoro już aż tutaj się pofatygował, to niech ma coś od życia!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Anthony Russell


Jestem w Chicago od
Zawsze



24
Kieszonkowiec

You rock, girl!

Mieszkam w
Canaryville

Tony Mortimer

Russell Jr

Wysłany: 20 Wrzesień 2019, 00:09   
   Multi -  Lara, Oliver, Nikki


Anthony naprawdę nie prosił się o kłopoty. Dzisiejszego dnia miał zamiar przyjąć towar (broń) schować go w swojej skrytce kilka przecznic dalej i wrócić do mieszkania kumpla. Prosta sprawa, ale spotkanie dwóch chłopaków, trochę mu pokrzyżowało plany, które musiał lekko zmienić. No nic mówi się trudno. Liczył, że uda mu się ich spławić, ale byli wytrwalsi niż zakładał.
- No tak, lepiej użyć słów porzucenie. - burknął, zupełnie jakby mówił to tylko dla siebie. - O pocałunku wiesz, nie? Moim z Abby? To po to tu przylazłeś z kolegą. Chcesz mi pokazać, że jesteś lepszy? Wcale tak nie jest. - może i Tony był złodziejem, ale w gruncie rzeczy dobrze traktował kobiety, a według niego to, co urządził Logan, było dziecinne i nierozważne. Widać było, że przyjaciółka mocno przeżyła ten wyjazd, ale wolał więcej nic nie mówić. Schował rękę do kieszeni w poszukiwaniu scyzoryka, tak na wszelki wypadek, gdyby nagle musiał się zacząć bronić.
- Pomoc. Potrzebowałem informacji, a ona mi je dała. Kupiłem pizze i w sumie było miło. - nawet jeśli Rose zażyła narkotyki. To był kolejny fakt, który wolał przemilczeć, ale jeśli Aiden znalazł się w tej dzielnicy, to na pewno wiedział już, co się tak naprawdę stało.
- Mam? - raczej nie; był już gotowy ruszyć w przeciwnym kierunku, ale przeciwnicy mu nie pozwolili. Spoglądał to na jednego to na drugiego, zdając sobie sprawę z tego, iż zaraz się na niego rzucą. Zdecydowanie nic, nie zapowiadało tak okropnego dnia, jak dziś. Nawet pogoda była piękna. Co prawda teraz tylko gwiazdy i lekki chłód, ale przecież nie to było najważniejsze. Westchnął przeciągle, nawet nie spodziewając się ciosu od Tremblaya. No proszę, taka z niego baba, a jednak umie bić. Może będą jeszcze z niego ludzie?
 


profil kalendarz karta postaci relacje telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 8