Poprzedni temat «» Następny temat
Animal Care and Control
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 12 Sierpień 2016, 19:39   Animal Care and Control

[align=center:19722f8c37][/align:19722f8c37]
 


profil
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 12 Sierpień 2016, 20:16   

Pies. Do tej pory nie wiedziała, co ją podkusiło, aby wyrazić zgodę na zabranie ze schroniska zwierzaka, do którego miałaby prawa takie same, jak Kellerman. Rozrywki jej nie brakowało, bo przecież miała dwie niespełna rozumu siostry, z czego jedna dotrzymywała jej towarzystwa dwadzieścia cztery godziny na dobę z psem w pakiecie. Miłość małej, futrzanej kulki również rościła sobie w postaci leniwego kocura. Ostatecznie mogło rozchodzić się o sprawienie nikłej przyjemności Elliotowi, ale do tego raczej by się nie przyznała.
- Załatwiłeś coś, kiedy mnie nie było? - rzuciła krótko, gdy znaleźli się pod budynkiem schroniska. Pytała oczywiście o kwestię wszelkiej maści przyborów potrzebnych dla psa pokroju legowiska dla spania, smyczy bądź kilograma karmy. Ona sama nie posiadała absolutnie niczego poza miską, która dotychczas należała do kota i której Maximus na pewno nie chciałby udostępniać obcemu zwierzakowi. - Bo ja nie bardzo. Mam to za listę wszystkiego, co jest potrzebne - dodała jeszcze, gdy sięgnęła do torebki, aby na jej dnie bądź wśród miliona przegródek znaleźć to, czego szukała - notesu z wciśniętą między strony kartką, na której spisała wszystko to, co było, w jej mniemaniu, potrzebne.
- Uwzględniłam nawet różową smycz, o której nie chciałeś słyszeć - skwitowała przez śmiech, machając kartką przed nosem Kellermana, by zaraz potem odpiąć pas i wyjść z samochodu. Listą rzeczy nie zamierzała mu jednak zakrzątać głowy w tamtym momencie, dlatego też wcisnęła ją do jednej z bocznych kieszeni.
- W ogóle, wziąłeś pod uwagę to, że pies może już mieć imię? Chcesz mieszać zwierzęciu w głowie? - zagaiła, unosząc wymownie brew, a jednocześnie mierząc mężczyznę przenikliwym spojrzeniem. Zaraz potem zatrzasnęła drzwi jego samochodu, ilustrując wzrokiem najbliższą okolicę, a także sam budynek schroniska.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 12 Sierpień 2016, 21:35   

Pies. Do tej pory Elliot nie wiedział, co go podkusiło… W zasadzie mógłbym zacząć tak samo, jak ty. Pewnie, że miał jakieś tam wątpliwości czy to faktycznie dobry pomysł, czy jest na to gotowy, czy ten zwierzak będzie miał u niego i u Clary dobrze… Ale z drugiej strony, jak tylko pomyślał sobie o tych wszystkich smutnych psinach, które tylko czekały na to, aż ktoś je pokocha i do siebie weźmie… No to wiadomo, co wygrywało. Jakieś tam serce ten cały Kellerman – byle jakie, bo byle jakie – ale jednak miał. Dlatego też przyjechał tutaj z Clarą i dlatego też mógł śmiało przytaknąć na jej pierwsze pytanie.
- Załatwiłem. Byłem w banku, zapłaciłem za internet… – zgrywał się? Jasne, że tak. Już po chwili pod nosem wykwitł mu mocno przekorny grymas. Spojrzał na kartkę aka listę zakupów, która go czekała i… - Nie martw się tak, Walker. Żarcie ma, to najważniejsze. Po resztę pojadę za moment. – lub dwa momenty, no. Z taką myślą, oboje wysiedli z auta. Elliot, tak jak Clara, też przesunął ciekawskim wzrokiem po tej mało jednak urokliwej okolicy. To miejsce było… Po prostu smutne. Miał wrażenie, że to trochę, tak jakby wejść do sierocińca i zobaczyć wszystkie te twarze porzuconych, niekochanych dzieci. – Nie będę mieszał nikomu w głowie. – opowiedział się za tym dosyć zdecydowanie. Tak samo stanowczo łypnął na Clare i kliknięciem w pilot, zablokował zamki swojego auta. – No chyba, że będzie miała jakieś totalnie badziewne imię. Jak Sabina albo inna… Psotka. – nie wiadomo skąd, ale takie właśnie przyszły mu teraz na myśl. Tak czy siak, skinieniem wskazał odpowiedni kierunek. – Chodź, chyba trzeba się tu u kogoś zameldować, co? – u jakiegoś opiekuna czy kogoś generalnie z prawem do pokazania, a potem oddania im psa. – Swoją drogą… – przysunął się do Clary, jeśli już ruszyli z miejsca. Zrobił to i złapał ją bez pytania o pozwolenie za rękę. – Musimy udawać parę. No wiesz… – spojrzał na nią wymownie. – Żeby nie wzięli nas za dziwaków. – bo jak wyczują pismo nosem, to im kuwa tego osom kundla odmówią.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 12 Sierpień 2016, 21:57   

Zerknąwszy na niego z ukosa, nie do końca wiedziała, jak powinna skomentować jego żarcik. Wystarczyło tych parę dni bez jego towarzystwa, aby odzwyczaiła się od jego poczucia humoru, a jednocześnie był to okres na tyle długi, by zdążyła się za nim stęsknić. Minimalnie, odrobinkę, ale jednak. Dlatego też pozwoliła sobie na subtelne uniesienie kącików warg w geście ewidentnego rozbawienia.
- Fajnie. Jeszcze mnie u Ciebie nie było, ale jak będę, to dasz mi hasło do WiFi - podsumowała krótko tonem, który w odgórnym założeniu miał nie znosić żadnego sprzeciwu. Podobno teraz czyjś dom był tam, gdzie WiFi automatycznie się z jego telefonem łączyło, więc niemal wszystko się zgadzało, zważywszy na fakt, iż mieli dzielić razem psa. A skoro Kellerman tak skrupulatnie płacił rachunki - może od razu powinna się była wprowadzić?
- Aha, jeszcze worki, żebyś mógł po nim sprzątać na spacerach - rzuciła nagle, jak gdyby doznała olśnienia, bo tak ważny element uciekł jej z głowy, gdy tworzyła całą listę. Jednocześnie subtelnie dała mu do zrozumienia, że to jemu miał przypaść zaszczyt sprzątania po Tequili. Zapewne w innym przypadku byłaby od razu skłonna dopisać rzeczone worki, opierając się o maskę bądź szybę samochodu. W tamtym momencie nie chciała jednak marnować czasu na takie bzdury.
- Sabina albo Psotka? A myślałam, że Tequila Kellerman brzmi wystarczająco głupio. Widzę, że Twoja wyobraźnia jest nieograniczona - powiedziała dwudziestoczteroletnia kobieta, która nazwała kota na cześć Gladiatora. Maximus brzmiał jednak wdzięcznie i dostojnie, zaś Psotka.. po prostu głupio.
- Nie wiem. Nigdy nie brałam zwierzaka ze schroniska - przyznała zgodnie z prawdą, raz jeszcze zerkając na budynek, który dość mocno odbiegał od standardów architektury, do jakich Walker zdążyła się przyzwyczaić, nieustannie żyjąc w centrum Chicago.
Kiedy jednak Elliot znów się odezwał, zadarła głowę do góry, by skupić swoją uwagę na nim. Nie trwało to jednak długo, bo gdy tylko poczuła, że złapał ją za rękę, przeniosła swoje spojrzenie w tamtą stronę. - Za dziwaków? Czemu? - rzuciła krótko, nie do końca wiedząc, co dziwnego było w dwójce kumpli, którzy chcieli zaadoptować zwierzaka. Nie zamierzała się z nim jednak kłócić, po raz pierwszy chyba od kiedy się znali, dlatego też uniosła wymownie brew, by ostatecznie spleść ich palce razem. - Kiepska ze mnie aktorka, dobra - ostrzegła jeszcze, ciągnąć go subtelnie w kierunku budynku schroniska.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 12 Sierpień 2016, 22:14   

Rozbawiła go tym, naprawdę. Od razu wargi zadrżały mu wymownie, do uśmiechu rzecz jasna, bo też przyszła mu na myśl cała ta mądrość z wifi i poczuciem domu. Łypnął na Clarę i… Pewnie jej tego nie powie, nie na trzeźwo przynajmniej, ale też w jakiś sposób się za nią stęsknił. Chyba odnalazł w niej taką totalnie „swoją osobę”, jeśli chodziło o poczucie humoru i podejście do życia. Miło.
- Co? – mruknął natychmiast, jak tylko usłyszał, że Tequila Kellerman będzie brzmiała lub brzmiałaby głupio. Zmarszczył brwi i spojrzał na Clarę dosyć stanowczo, więc… Niech ona mu nie mówi takich rzeczy, co? Że głupio. Jak to głupio? Ładnie by brzmiałooo. – Zaraz cię chyba tu oddam, wiesz? – do schroniska w sensie. Skoro miał się podać za jej chłopaaaaka aka długodystansowego partnera tooo… Mógł to zrobić. Pewnie by mu jeszcze zapłacili za taką ładną RASOWĄ dziewczynę. No, ale! Poczuł, jak Clara odpowiada na jego „dłoniowy” gest i to było w porządku. Że nie protestowała, tylko po prostu przyjęła jego logiczny plan, tak jak należało. – Orgazmów też nie udajesz, co? – mruknął ni stąd ni zowąd i łypnął na nią bardzo, bardzo zaczepnie. Wyszczerzył się w sekundę potem i… No niech się tylko na niego nie obraża. Tymczasem na horyzoncie wykwitł im ktoś z tutejszych pracowników. Uśmiechnął się do nich i od razu zapytał czego im potrzeba. Pewnie wspólnymi siłami wyjaśnili chłopakowi o co kaman, czego szukają i tak dalej, więc ten… Po prostu zaprowadził ich między psie kojce. Elliot, choć twardy facet, policjant, były wojskowy, pif paf pof kurna, nikt mu nie podskoczy… Jak tylko zobaczył te smutne psie twarzyyyyyczki, orany. Aż sobie musiał odchrząknąć cicho, bo TO robiło wrażenie. Jakoś zawsze był wrażliwszy na losy zwierząt, niż ludzi. – Dużego chcemy, nie? – dla niego było to oczywiste. A dla Clary?
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 12 Sierpień 2016, 22:33   

Słysząc jego niewybredny komentarz, zerknęła na niego z miną pełną politowania, bo dla niej dość oczywistym było to, że nie byłby w stanie jej gdziekolwiek oddać. Kto inny rozwalałby mu zderzak pod supermarketem, podwoził go do centrum, bawiąc się tym samym w szofera, kto witałby go w piżamie przyozdobionej słoniami, łaził z nim na siłownię, robił najlepsze drugie śniadania pod słońcem i adoptował wspólnego psa? Nikt. Mógłby sobie ze świeczką drugiej takiej szukać, a i tak by nie znalazł.
- Nie oddasz - skwitowała krótko, dość pewnie, posyłając mu pełne rozbawienia spojrzenie, dla którego równowagą był subtelny uśmiech. - Masz do mnie za dużą słabość, Kellerman. Nawet ja to widzę, a jestem ślepa na takie rzeczy - dodała zawadiacko, zerkając na niego kątem oka. To prawda - nie dostrzegała zainteresowania swoją osobą ani tym bardziej subtelnych sygnałów rzucanych w swoim kierunku. Co prawda, w jego przypadku wcale taka pewna tego nie była, ale wiedziała, że on i tak odbierze to jako żart. W końcu musieli nadrobić tych parę dni rozłąki i złośliwych komentarzy, które w tym czasie mogłyby paść. On w gruncie rzeczy też nie próżnował.
- Chcesz się przekonać? - rzuciła luźno, niemal mimochodem, jak gdyby nawet tego typu żarciki nie sprawiały jej problemów. Może poza świadomością, że on, zamiast grzecznie obok niej spać, wolał obczajać jej biust.
Spoważniała jednak, gdy przekroczyli próg budynku, a jej oczom ukazała się sylwetka pracownika schroniska. Początkowo nie była zbyt wyrywna w udzielaniu jakichkolwiek odpowiedzi i zadawaniu pytań, jak gdyby sam pobyt w biurze personelu wprawił ją w nagłą zmianę nastroju i przygnębienie związane ze zwierzętami, które znajdowały się zapewne parę metrów dalej. Widząc jednak, że Kellerman ewidentnie nie radził sobie ze średnio rozgarniętym chłopaczkiem, raz po raz dorzucała swoje trzy grosze do rozmowy. Poszło im na tyle sprawnie, by zaraz potem Walker mogła przyglądać się psom mieszkającym w tamtym miejscu. Dopiero w tamtej chwili doceniła plan Kellermana w udawaniu pary. Nie przez wzgląd na wiarygodność, a swoje własne samopoczucie, które obecnie sięgało dna, gdy jej roziskrzone spojrzenie snuło się od klatki do klatki, od kojca do kojca, od zwierzęcia do zwierzęcia. Bo każdy pies wydawał się jej smutniejszy od poprzedniego, na co zacisnęła palce mocniej na jego dłoni, nie chcąc, by nagle przyszło mu do głowy wyrywać swoją rękę. - Mhm - przytaknęła krótko, niespecjalnie przejmując się trudnościami związanymi z opieką nad nieco większym psem. Zapewne, gdyby miała warunki, przygarnęłaby chociaż połowę obecnych tam zwierzaków. - Tylko żeby nie zrobił krzywdy psu Josie.. - dodała szybko. Nieco dla rozluźnienia atmosfery, ale i dla podkreślenia, że pupil jej siostry przypominał małą, puchatą kulkę, a nie psa.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 13 Sierpień 2016, 12:18   

Nic na to nie odpowiedział, ale… Milczenie oznacza zgodę aka przytaknięcie, co nie? Uśmiechnął się więc tylko i nie próbował zaprzeczać temu, że ma do Clary słabość. Bo tak, miał ją. Dużą, niepokojąco dużą. – Udawanie ze mną jest niemożliwe. – skwitował zuchwale ich orgazmową wymianę pseudo złośliwości, błysnął czarcio kłami, ale… WIEDZIAŁ CO MÓWIŁ, trzeba znać swoje mocne strony, co nie? :lol:
Słysząc to ciche, wręcz niemrawe mruknięcie spojrzał szybko na Clarę i… Jakakolwiek chęć, płocha i licha, zażartowania sobie z jej poruszenia, uleciała tak szybko, jak i nagle się pojawiła. Nah. To nie był czas na dokuczanie jej, Elliot to wiedział, dlatego potarł kciukiem skórę jej szczupłej dłoni i chwilę jej się tak – zamiast psom – przyglądał. – To dziewczyna czy chłopak? – zagadnął i na myśli miał oczywiście… - Pies twojej siostry. – no właśnie. Tę małą kulkę, o której musieli pomyśleć wybierając tu i teraz, psią towarzyszkę dla siebie. – Spójrz na nią. – wskazał na jakąś mieszankę owczarka z… Nieowczarkiem. Śmieszne, kudłate, z zabawnie sterczącymi uszami. Ale to jednak… - Albo na niego. – mina mu zrzedła, jak zobaczył, że jednak to „śmieszne kudłate” miało sisiora. A taka byłaby to ładna dziewczyna, no.
- Nie wiem, Clara. – odezwał się nagle i z widocznym przejęciem spojrzał po wszystkich klatkach. – One wszystkie są absolutnie cudowne i…i najchętniej zabrałbym je w takim komplecie.. Wszystkie. Wyplątał rękę z uścisku dłoni dziewczyny, ale zaraz zwiększył ich bliskość poprzez objęcie jej po prostu. Przyciągnął ją do siebie, a ponieważ była drobna i dużo niższa, to bez problemu oparł sobie brodę o czubek jej głowy. – Trochę mi smutno. – przyznał zupełnie szczerze.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 13 Sierpień 2016, 12:39   

Mocne strony. W mniemaniu Clary jego jedyną mocną stroną było poczucie humoru, które wielokrotnie potrafiło doprowadzić ją do napadu cichego chichotu. Zupełnie tak, jak w tamtym momencie, gdy parsknęła śmiechem, nie widząc sensu w dalszym drążeniu tematu. Przynajmniej nie w tamtej konkretnej chwili. Bo i tak nie miała na to wystarczająco luźnego nastroju.
Widok zwierzaków żyjących w takich warunkach, bez odrobiny miłości i zainteresowania ze strony ludzi, ewidentnie ją poruszył. Na tyle, by łypnęła spode łba na pracownika schroniska, który raz po raz wskazywał na kolejne zwierzaki, opowiadając o nich w dość powierzchowny sposób. Walker przyszło nawet do głowy luźne skojarzenie z ekspedientem w sklepie, który starał się wcisnąć naiwnemu klientowi pierwszy z brzegu produkt. Westchnęła więc przeciągle, czując, że nawet miła w odczuciu bliskość Kellermana, nie dawała ani odrobiny spokoju.
- Chłopak - przytaknęła krótko, marszcząc nieznacznie nos, jak gdyby nagle całej tej adopcji jej się odechciało. Jak gdyby o wiele szczęśliwszym człowiekiem była zanim przyszła do schroniska. Mimo wszystko - przeniosła spojrzenie na wskazanego przez Kellermana psa, pozwalając sobie na nikły uśmiech, a nawet cichy śmiech, gdy mężczyzna wyraził niepewność względem płci upatrzonego pupila.
- Właściwie dlaczego wolisz suczkę? Nie chcesz męskiego towarzystwa w mieszkaniu? - zagaiła, zerkając na niego kątem oka, bo nad ową kwestią zastanawiała się od momentu, w którym przyznał, że chciałby psa - dziewczynę. W normalnym przypadku zapewne dorzuciłaby coś złośliwego, jednak w tamtym - po prostu sobie darowała.
- I wzięłabym je wszystkie do domu - mruknęła, jak gdyby doskonale wiedziała, co chciał powiedzieć. Wiedziała, bo chwilę wcześniej myślała dokładnie o tym samym. Być może dlatego musiał spotkać się z jej zawiedzionym spojrzeniem, gdy wyplątał dłoń z jej uścisku, jak gdyby tylko owy gest powstrzymywał ją przed rozpłakaniem się nad wszystkimi obecnymi tam psami.
Zadarłszy głowę do góry, spojrzała mu przelotnie w oczy, by ostatecznie najzwyczajniej w świecie przylgnąć do niego, oplatając jego pas swoimi ramionami. - Możemy to odłożyć na inny dzień. Zastanowić się w domu i wrócić - zaproponowała jeszcze, przyciskając policzek od jego klatki piersiowej, przy jednoczesnym przymknięciu powiek. Jak gdyby niespecjalnie miała ochotę czuć na sobie niewzruszony wzrok pracownika schroniska. I całego stadka psów.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 13 Sierpień 2016, 15:31   

Pomrukiem dał znać, że usłyszał i rozumie. Skoro chłopak, to… Mogli przygarnąć dziewczynę bez właściwie żadnych obaw. Wiadomo przecież, że gdyby psina drugiej siostry Walker była też BAAAABĄ, no to pliz. Tyle bab pod jednym dachem? Pozagryzałyby się bankowo. A tak, jeden rodzynek, Elliot też będzie wpadał… Idealny układ. – Po co mi męskie towarzystwo? – ściągnął brwi i z ewidentnym niezrozumieniem spojrzał na Clarę. Dla niego to było takie oczywiste. TAAAAAKIE oczywiste, no. – Miałem samych chłopów dookoła przez dobre dziesięć lat mojego życia, Walker. Teraz chcę sobie odbić. Pod każdym względem. – no w woju jednak znaczna przewaga testosteronu nad estrogenem, nie da się ukryć. Zwłaszcza na froncie, bo gdzieś w tam w bardziej administracyjnych zasobach no to tak, spotykało się kobiety, ale… On nie siedział nigdy za biurkiem. Szedł w pierwszej linii, tak jak należało.
- Naaah, nie chcę. – odpowiedział cicho na tę propozycję odłożenia tego na inny dzień. Wciąż przytulając do siebie Clarę, ponownie rozejrzał się po wszystkich psich, wpatrzonych w nich oczach. – Chcę dzisiaj. – odruchowo zaczął przesuwać leniwie palcami po włosach dziewczyny. Tak, zdecydowanie dla towarzyszącego im pracownika schroniska tych dwoje wyglądało jak stuprocentowa para. – Chcemy dziewczynę… Żeby akceptowała inne psy. Nie musi być rasowa, byle była kochana. – to skierował do wspomnianego chłopaka. W końcu tu pracował, powinien znać swoich psich pensjonariuszy najlepiej, czyż nie? Tak czy siak, to chyba wypaliło, bo pokiwał energicznie głową i kazał im iść za sobą. – Chodź. – Elliot odezwał się do Clary i znów złapał w swoją rękę jej drobną dłoń. Pociągnął ją lekko w kierunku, w którym mieli iść i… Takim sposobem dotarli do końca szeregu kojców. I na samym takim szarym końcu była ona: KLIK. (szczerze mówiąc nie wszukiwałem się jakoś, zlapałem co google dały, także jak tam znajdziesz jakiegoś bardziej zacnego pieseła, no to nie krępuj się, podrzucaj).
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 13 Sierpień 2016, 16:23   

Właściwie bez żadnych obaw? On chyba nie wiedział, co się działo, kiedy wyposzczony piesek dopadał się do jakiejś psiej dziewczynki. Clara nie zamierzała mu tego w żaden sposób wyjaśniać, ale niewątpliwie była gotowa, w pierwszej kolejności właściwie, zabrać ich nową towarzyszkę do weterynarza. Co i tak było wskazane.
Zerknąwszy na niego kątem oka, posłała mu pobłażliwy uśmiech. Nie do końca wiedziała, jak powinna to skomentować, dlatego całą sprawę przemilczała, doskonale wiedząc, że pił do lat spędzonych w wojsku. Nie zamierzała w to jednak jakkolwiek wnikać, bo przecież.. obiecała, że poczeka. No. Może nie tyle, co obiecała, a jedynie przytaknęła, gdy poprosił o nieco więcej czasu na zwierzenia.
- Dobrze - przytaknęła krótko, wzdychając przeciągle, może w geście nikłej dezaprobaty dla tego pomysłu. Ona całkiem straciła nastrój na wybór pupila, jednocześnie wiedząc, że, gdyby tylko istniała możliwość, wzięłaby do siebie je wszystkie. Mimo wszystko, zdobyła się na nikły uśmiech, gdy poczuła na swoich włosach jego dotyk. To było dla niej całkiem miłe i niewątpliwie rzutowało na sposób, w jaki postrzegała Kellermana. Nie miała go przecież za złego faceta. Właściwie, w jej odczuciu, był całkiem fajnym facetem, nawet jeżeli niespecjalnie chętnie to okazywała. Nie sądziła jednak, że miał aż taką słabość do zwierzaków. To niewątpliwie była kolejna rzecz, która ich łączyła.
- Jak właścicielka - podsumowała krótko, zarzucając tym sucharkiem przy jednoczesnym szturchnięciu Kellermana w bok. Oczywiście, że miał potwierdzić. Jak na przykładnego chłopaka przystało.
Po ponownym spleceniu swoich palców z tymi jego, mozolnym krokiem ruszyła za chłopakiem, który oprowadzał ich po tym przybytku. Walker ponownie zajęła się obserwowaniem otaczających ich zwierząt, jednocześnie nachylając się nieznacznie w kierunku Elliota. - Nie podoba mi się tu. Jest jeszcze gorzej niż na zewnątrz.. - wymamrotała z dezaprobatą dla warunków, w jakich żyły zwierzęta. Nie bywała w schroniskach za często, jednak dużo słyszała o tym, jak wyglądały od środka.
Zatrzymała się przy wskazanym psie, ilustrując go uważnym spojrzeniem.
- Nie uważasz, że jest trochę za duża? Ciężko ją będzie przyzwyczaić do nowych warunków. I wytresować pewnie też - skwitowała, zerkając na Kellermana, który na pewno wolałby mieć wytresowanego psa. Walker skupiła jednak swój wzrok na wysokości oczek psiaka, który zerkał na nich tak inteligentnie i uroczo, że niemal od razu chwycił ją tym za serce. - Jest śliczna - przyznała w końcu z ewidentnym uznaniem, sunąc kciukiem po dłoni Kellermana, jak gdyby chcąc dać mu niemy znak, że jej wybrany pies odpowiadał, ale na pewno mniej niż ten, którego podrzucałam na SB, a który nie podobał się TOBIE. ;(
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 13 Sierpień 2016, 20:48   

Wiesz, wydaje mi się, żeeeeee jak taki pieseł trafia doo schroniska to już schronisko w swoich własnych zasobach dba o to, aby go lub ją wykastrować bądź wysterylizować. Także ten problem mieli kompletnie z głowy.
- Jak właścicielka. – potwierdził, uśmiechając się nawet lekko i… Nie próbując tutaj dorzucić do siebie jakichś kolejnych dokuczliwych kilku groszy. Złapał Clarę za rękę i wspólnie dotarli pod ostatni bok. Suczka, którą w nim zastali była rzeczywiście urocza. Fakt, duża sensu dorosła, ale… Elliot wcale się tym nie martwił. Dlaczego? – Skarbie, duże dziewczynki wbrew pozorom bardzo łatwo… – zerknął na nią wymownie. – Wytresować. – a jednak nie! A jednak nie powstrzymał się i pacnął typowym dla siebie komentarzem. Wyszczerzył się śmielej i cofnął wzrok do… Jak ona właściwie miała na imię? Teraz o tym pomyślał, ale nim zdążył zapytać tego gościa, który im cały czas towarzyszył, tego dziada gdzieś wcięło. Kellerman rozejrzał się za delikwentem, ale wokół pusto. Poza obecnością psów, rzecz jasna.
- Gdzie on polazł… – burknął pod nosem, bardziej do siebie, niż do Clary. Skoro dalej typka ani nikogo stąd nie mógł namierzyć, to ostatecznie westchnął i ponownie spojrzał na psinę. Ta zainteresowana swoimi gośćmi podeszła do krat i wysunęła przez nie śmieszny, mokry nos, chcąc najpewniej zaznajomić się z Kellermanem i Walker… A przy tym też pewnie dostać od nich coś dobrego. Jaka szkoda, że nie byli przygotowani! – To co, matka? – mocniej ścisnął dłoń dziewczyny. Skinieniem wskazał na ich potencjalną Tequilę Kellerman. – Bierzemy? - ostatnia szansa, jeśli chciała rozejrzeć się dokładniej. Albo odłożyć to na inny termin.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 13 Sierpień 2016, 21:35   

Nie wiedziała, czy był to dobry pomysł. Duży pies. Bądź jakikolwiek inny. Nadal bowiem przejmowała się kwestią zorganizowania tego wszystkiego. Szczególnie, że jeszcze nie zdążyła uprzedzić swojej siostry o nowej współlokatorce. A przynajmniej takiej połowicznej, skoro Tequila zazwyczaj miała pomieszkiwać u niego. Maximusa też w żaden sposób na to nie przygotowała. W zasadzie - na adopcję w pełni przygotowany był chyba tylko pies, który ucieszyłby się ze wszystkiego. Nie chciała jednak dramatyzować, zwłaszcza w chwili, w której Kellerman ponownie chwycił jej rękę, co odwzajemniła, mozolnie ruszając w kierunku ostatniej klatki.
- Ty będziesz ją sobie tresował. Ja będę ją rozleniwiać i wylegiwać się z nią na kanapie - przyznała bez ogródek, szczerze zdradzając się ze swoimi planami. W żaden sposób nieprzesadzonymi, bo raz, że lubiła leżeć na kanapie, a dwa, że pozwalała na to swoim zwierzakom. I żaden pupil nigdy na jej towarzystwo nie narzekał.
Walker zdawała się całkiem zignorować brak pracownika, który chwilę wcześniej tak ochoczo oprowadzał ich po schronisku. Całą swoją uwagę skupiła na psie, który wyglądał tak, jak gdyby zdążył wyczuć ich intencje. Brunetka po raz ostatni rozejrzała się dookoła, jak gdyby dla upewnienia się, że owy wybór był tym słusznym. Być może chodziło także o to, iż nie chciała, aby inne psy widziały, że to nie one były tymi szczęśliwcami, którzy mieli dostać nowy dom. Głupie odczucie, ale w mniemaniu Clary jak najbardziej normalne.
- Bierzemy - zadeklarowała, wywracając przy tym oczami, ledwo powstrzymując się przed tym, aby nie nazwać go ojcem. Ostatecznie jednak posłała mu subtelny uśmiech, zerkając na psa, który ani myślał o tym, aby wycofać się w głąb klatki. Clara natomiast rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu chłopaka, który tak nagle zniknął. Wobec tego, kiwnęła głową w kierunku pokoju dla personelu, w którym byli przed momentem. - Chodź, wypełnijmy te wszystkie papierki i spadajmy stąd - mruknęła, ciągnąc go nieznacznie we wskazaną stronę. Musieli przecież jeszcze zrobić zakupy dla psiaka.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 13 Sierpień 2016, 22:21   

Jeśli miała takie wątpliwości, obawy i tak dalej, powinna Elliotowi o tym powiedzieć. Tu i teraz. Nie dlatego, że to by mogło zmienić jego decyzję o adopcji psa, bo w momencie kiedy tutaj przed tymi zwierzakami stanął i miał zdecydować… Rany, wiedział już na pewno, że nie zrobi zwrotu w tył, ale… Po prostu powinna mu powiedzieć. Tak dla poczucia lojalności. I dla niego, żeby wiedział, że bez względu na wszystko jest z nim po prostu szczera. Nawet jeśli brutalnie.
- Brzmi jak niezły plan. – z tym wylegiwaniem się na kanapie oczywiście, bo wbrew pozorom i założeniom Clary… Nie będzie z Elliota dobry psi treser. Będzie tę chyba brązowooką dziewczynę rozpieszczać. Totalnie. Z tą myślą uśmiechnął się szerzej, kiedy Clara przytaknęła… No, że tak. Biorą ją. Biorą tego zabawnego gamonia ze śmiesznie sterczącymi uszami. Była idealna. Dokładnie taka, jaką sobie wymyślił Kellerman. Nie była rasowa, była przyjazna, no i miała to coś, co momentalnie zmiękczyło mu nieistniejące serducho. – Racja. To chodź… – już nawet ruszył się z miejsca razem z Clarą, ale w ostatniej chwili jeszcze i ją i siebie powstrzymał przed odejściem od klatki… Tequili? Spojrzał na psinę i wymownie do niej skinął. – Wrócę po ciebie. Obiecuję. – żeby sobie nie myślała, że przyszli, popatrzyli i jednak uznali, że nie jest wystarczająca. Nah. Była mega. No więęęęęęc… więc poszli. Poszli tam, gdzie się ogarnia takie formalności. A było ich, wbrew pozorom i przypuszczeniom detektywa, naprawdę sporo. Oboje pewnie musieli podać wszystkie swoje dane, miejsce zamieszkania psa, opowiedzieć komuś, czemu w ogóle chcą zwierzaka ze schroniska… Żeby jednak nie przedłużać i niepotrzebnie nie utrudniać, wszystko to poszło im naprawdę gładko. Okazało się, że psina miała jakieś totalnie dziwne imię, a la KLARA MOŻE, więc nie wchodziło w grę. Ostatecznie - nie dano im psa od ręki, bo jeszcze chciano ją odpowiednio przygotować, wykąpać, przejrzeć w poszukiwaniu pasożytów, i tak dalej, i tak dalej, ale będą mogli odebrać ją stąd jutro. Elliot i Clara w sprzyjających zatem nastrojach wsiedli do czarnego chevroleta.
- Clara? - odezwał się nagle i spojrzał bystrze na dziewczynę. Przez chwilę tylko mierzył ją wzrokiem, zupełnie tak jakby chciał coś powiedzieć, ale... Hmm, może nie wiedział czy powinien? Zanim więc cokolwiek więcej padło z jego ust, wyciągnął rękę do jej uda. Zacisnął na nim palce i wtedy dopiero: - Fajnie, że robimy to razem. - chyba chciał jej w ten pokrętny sposób powiedzieć "dziękuję". No cóż, on nie był dobry w takich rzeczach, ale... Nikt nie jest idealny, czyż nie? - To jedziemy do sklepu? - zoologicznego oczywiście. Żeby kupić wszystko to, co Tequili będzie potrzebne do komfortowego życia z nimi.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 13 Sierpień 2016, 22:43   

Nie mówiła. Nie mówiła niczego głośno, bo tak naprawdę - chciała tego psa. Chciała go niemal tak mocno, jak kociego towarzysza dla Maximusa albo kolejną parę butów. W jednym i tym samym, ulubionym kroju, ale zupełnie odmiennym kolorze, którego brakowało w jej pokaźnej kolekcji. Szczególnie, gdy suczce w ostatniej klatce przyglądała się dłużej niż odgórnie zamierzała. Bo ona, w przeciwieństwie do Kellermana, nie kryła się z tym, że miała serce. I to tak mocno podatne na roziskrzone spojrzenie żywiącego jakąś nadzieję zwierzaka. Dlatego milczała, bo wiedziała, że będą umieli się dogadać. Nie miała pojęcia, skąd takie przekonanie, ale po prostu.. wiedziała.
Zerknąwszy na niego kątem oka, była szczerze zaskoczona słowami skierowanymi do psa. Psa, którego dopiero co zobaczył, a w którym ewidentnie się zakochał. Walker uśmiechnęła się subtelnie, nie komentując tego w żaden sposób, a jedynie wzdychając przeciągle, gdy znaleźli się w biurze, a przed nimi pojawiło się wyzwanie wypełnienia miliona formalności. Brunetka miała wrażenie, że niektóre informacje podawała wielokrotnie, toteż podpisywała wszystko z ewidentnym znużeniem, zastanawiając się, czy chociaż połowa takiej papierkowej roboty miała miejsce w przypadku adopcji dziecka. Była prawie pewna, że nie. I równie rozczarowana, gdy okazało się, że pies nie mógł z nimi jechać. Co prawda, kwestii przetransportowania go także nie przemyśleli, ale nie dbała o to. Szczególnie, że mogłaby psinę wykąpać na własną rękę. Właściwie - już się cieszyła na pierwszą kąpiel, jak gdyby wizja zalania łazienki Kellermana była zabawna. Pies pewnie też bawiłby się super.
- Jestem zażenowana - mruknęła, gdy znów zajęła miejsce na siedzeniu pasażera, sięgając po pas bezpieczeństwa. - Że nie możemy jej zabrać dzisiaj - dodała dla wyjaśnienia, aby nie pomyślał, że chodziło o sam fakt adopcji. W gruncie rzeczy - była gotowa do drogi, gdyby nie to, że mężczyzna znów się odezwał.
- Tak? - zagaiła, zatrzymując spojrzenie na wysokości jego oczu. To nie zmieniło się nawet w chwili, w której jego dłoń zetknęła się z jej udem, bo o wiele bardziej zaciekawiona była tym, co miał do powiedzenia. Jej reakcją nie mogło być zatem nic innego, jak uśmiech, którym obdarzała go.. nadzwyczaj często. Może nawet za często, jak na zwykłego kumpla? Subtelny, ale dostrzegalny. Ewidentnie rozczulony, tak samo, jak wzrok, którym go obdarzyła. - Chcesz mi podziękować za to, że zgodziłam się być mamą Twojego psa? - rzuciła luźno, w żaden sposób złośliwie. Po prostu, żartobliwie. - Ym. Naszego psa. Nie ma za co. Ja też się cieszę - podsumowała jeszcze, szturchając go łagodnie w ramię, by ostatecznie kiwnąć głową.
- Tak. Do supermarketu też możemy. Jestem głodna - mruknęła, wzruszając ramionami, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby w pokrętny sposób zapraszała go na obiecany obiad. Bo chyba mieli co świętować. Ale oczywistym było, iż zoologiczny był priorytetem. I zapewne tam skierowali się na początku, więc jeżeli chcesz kontynuować to możesz ich przenieść, o!
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 14 Sierpień 2016, 09:25   

Taaak… On też nie był szczególnie zadowolony tym „przyjedźcie po nią jutro”, bo jednak oboje, on i Clara, już zdążyli się napalić na powrót dziś dzień do domu… Nie tylko w swoim ludzkim gronie. Mimo wszystko jednak, przyjął to trochę lepiej, niż Walker. Nic nie powiedział na jej słowa krytyki, bo właściwie, chyba pierwszy raz w życiu przy niej, nie do końca wiedział co. Uśmiechnął się trochę nieporadnie i podziękował. W ten pokrętny, mocno niejednoznaczny sposób, ale jednak podziękował. I kiedy Clara sprowadziła jego formę owych podziękowań do takiego całkiem prostego, jednoznacznego dziękuję, nie zakłopotał się, nieeeee… Aleeeee… Błysnął dziarsko kłami, z rozbawieniem pufnął i ostatecznie skinął lekko głową: - Jakkolwiek to brzmi, ale… Tak. Dzięki, Walker. – mrugnął do niej jeszcze porozumiewawczo i skoro oboje zgodnie zdecydowali, że teraz czas był na zakupy, no to nie było na co czekać. Odpalił silnik i ruszyli spod tego smutnego miejsca, jakim było schronisko dla zwierząt. – To teraz będziemy, jak taka typowa amerykańska rodzinka, co? – zagadnął ni stąd ni zowąd, ale zdaje się, że pił do tego „supermarketu”, pod który też mieli MIMOCHODEM skoczyć. Uśmiechnął się pod nosem i zerknął przelotnie na Clarę. – Wspólne zakupy dla dziecka, wspólne zakupy na obiad… Zaraz mi powiesz, że czegoś tam nie naprawiłem, o czym mi już mówiłaś pół roku temu, a potem jeszcze wręczysz plik rachunków i stwierdzisz, że w sobotę jedziemy do mamusi na obiad. – aż sam zaczął się śmiać, jak już to wszystko powiedział na głos. Szczerzył się, jak dureń, bo to było takie… Taaaakie w sumie kurde urocze. Ale żeby nie przeciągać… Rzeczywiście niedługo potem znaleźli się pod teoretycznie dobrze zaopatrzonym zoologicznym centrum. No i biegnę kuwa takiego szukać, nie?
 
 
Sophie Grayson
[Usunięty]

Wysłany: 20 Wrzesień 2016, 18:58   

Pies - jedno z jej marzeń, które zapisane jest w dzienniku na liście "do spełnienia". I dziś miał nastąpić dzień, w którym wykreśli tą pozycje. Doda haczyk obok, by zaznaczyć, że zostało spełnione. Była podekscytowana, szczęśliwa! Kurczę, nie spodziewała się, że jej mąż się na to zgodzi. Nawet nie próbowała go jakoś mocno namawiać. Nie była dzieckiem, które gdy się na coś uprze to musi to mieć. Nie jęczała mu o psa, nie zawracała głowy, nie błagała na kolanach. Kilka razy wspomniała i tyle. Wiedziała, że nie każdemu obecność takiego zwierzaka przypada do gustu. Wiadomo, to dość spora odpowiedzialność, dodatkowy wydatek finansowy. Trzeba poświęcić sporo czasu na zabawy, pielęgnację, czy karmienie. Jednak udało się, dziś może wyjdzie z tego miejsca, wraz z nowym towarzyszem, a może i przyjacielem? Zdecydowanie wolała się rozejrzeć za psem w schronisku. W końcu sporo zwierzaków stąd mogło już nigdy w życiu nie wyjść. Miejsce na zwierzaka mieli, a więc adopcja powinna pójść całkiem sprawnie. Wiedziała, że wybór będzie trudny. Była osobą z wielkim serduchem i pewnie chciałaby pomóc każdemu z tych psiaków ale wiadomo. Tylko jeden dziś zyska nowy domek.
Podekscytowana wysiadła z auta i spojrzała na schronisko. - Ale się cieszę! - uśmiechnęła się w jego stronę.
 
 
Galahad Grayson
[Usunięty]

Wysłany: 22 Wrzesień 2016, 14:27   

Kim był mąż dla żony? Przyjacielem? Też, ale przede wszystkim miał być jej spełnieniem marzeń. Ona dla niego była, nie spodziewał się, że akurat Sophie zostanie jego żoną, w chwili ich poznania, celował raczej tylko w romans, nic zobowiązującego. Życie zaskakuje, a to tylko jeden z niewielu przykładów. Różnica wieku napawała go obawami, ale były one bezpodstawne. To było małżeństwo z krótkim stażem, ale uczucie jakim się darzyli, jedno na sto, może nawet na tysiąc. Wpatrzony w nią był jak w obrazek i uwielbiał kiedy się uśmiechała. Oczywiście nie było cukierkowo, tęczowo i słodko. Kłótnie zdarzają się, bardzo często, chociaż oboje mają łagodne w miarę charaktery, to wymiana zdań nie zawsze kończy się w szczęśliwy sposób. Ciche dni i tym podobne. Większych kryzysów na razie nie mieli, odpukać, nie potrzebowali ich.
Wiedział doskonale jak chciała posiadać jakiegoś zwierzaka, kilka razy przewijało się kilka psów przez ich cztery kąty, ale to tak bardziej gościnie. Już wtedy zauważył, że pani Grayson po prostu uwielbia te czworonogi, dlatego też niespodziewanie zdecydował, że sprawi jej takiego. Nie chciał jednak żadnego kupować, nie rozumiał tego jak można tym handlować, to przecież żywe stworzenie i zarabiać na jego sprzedaży, niezbyt to jest dobre. Cóż, świata się jednak nie zmieni, po prostu nie chciał brać jakiegoś ze sklepu, wolał zabrać jakiegoś ze schroniska, tam wiele porzuconych zwierząt, czeka na nowych właścicieli. Dla wielu to pewnie jest najszczęśliwszy dzień w życiu, ale oni mogą wybrać tylko jednego, takie są brutalne prawa tego wszystkiego.
- Dla Ciebie wszystko, moja droga - nie był pantoflarzem, zdecydowanie nie! Jednak chciał uszczęśliwiać swoją kobietę, chyba jak każdy facet. Weszli do środka, na pewno ukazał im się widok jakiegoś pracownika tego schroniska, gdzie pewnie zaprowadzi ich na tyły w celu wyboru psiaka.
 
 
Sophie Grayson
[Usunięty]

Wysłany: 22 Wrzesień 2016, 16:56   

10 lat różnicy, to choć nie kolosalna, to duża różnica wieku. Byłą młodą kobietą, która dopiero wkraczała w świat dorosłych, a już była żoną. Żoną przystojnego, porządnego i nieco starszego mężczyzny. Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie. Lubiła nieco starszych mężczyzn. Przy nim czuła się bezpiecznie, czuła się kochana, mogła mu zaufać i być szczęśliwa. Gdzieś tam z boku patrząc na ich związek, można by było stwierdzić tą cukierkowość, ale tak naprawdę byli po prostu zgranym związkiem. I dobrze jej z tym było. Cóż, była zwykłą młodą dziennikarką, on aktorem i jednym ten związek mógłby się wydawać podejrzany, na całe szczęście, żadnych plotek na ich temat nie słyszała.
No tak, nie dało się ukryć, że czworonogi cieszyły kobietę. Taki psi przyjaciel z całą pewnością sprawi jej przyjemność. O dziecku nawet nie myślała, tak więc bardzo cieszyła się na myśl, że przygarną jakiegoś psiaka. No i dziś jeden szczęściarz z tych wielu umieszczonych tu, w schronisku, zyska nowy dom. Wybór nie będzie łatwy z całą pewnością.
kiedy znalazła się przy nim, stanęła na palcach i ucałowała jego policzek. - Myślałeś o jakiejś konkretnej rasie, czy zobaczymy, który skradnie nam serce? - zapytała. Ona szczerze mówiąc nie nastawiała się na konkretną rasę. A więc jeśli będzie miał jakąś sugestię to dobrze, jeśli nie to też dobrze. Przywitała się z pracownikiem schroniska i wraz z nim udali się do boksów gdzie znajdują się psiaki. To nie był przyjemny widok.
 
 
Galahad Grayson
[Usunięty]

Wysłany: 15 Październik 2016, 13:52   

Miał nadzieje, że wzięty przez nich psiak, nie stanie się tylko zabawką, a pełnoprawnym członkiem...rodziny? Ciężko już to wszystko nazwać, wielu ludzi nie pochwalało Galahada za wybór żony. Chociaż rodzina go wspierała z każdej strony, to co druga osoba, uważała, że Sophie łasi się tylko na pieniądze, a jej uczucia są bardziej sztuczne, niż twarze celebrytów po pięćdziesiątce. On jej wierzył, on jej ufał, dla niego była bardzo ważna, nie chciał jej zawieść. Wcale nie przejmował się tym, co mówią inni, niby dlaczego? Najważniejsze było jak on się czuje przy niej, a dodawała mu tyle energii, że żaden napój energetyzujący nie potrafiłby dać więcej. Nie sądził jednak, że nastąpi to tak szybko, mocno zraniony przez poprzednią kobietę, miał być uważny. Jednak, miłość przychodzi nagle, żartobliwie jak sraczka. Tak właśnie było, zakochał się nagle, zakochał się w przyjaciółce, która miała pozostać przyjaciółką. Niekiedy bywa inaczej, w tym przypadku to ona wyszła z friendzone.
- Wiesz, musielibyśmy wziąć chyba wszystkich - pokręcił głową, mijając kolejne boksy. Widok psów, które skakały na bramkę i aż prosiły się "wybierz mnie, wybierz mnie!" - To będzie trudny wybór, w ogóle nie rozumiem, jak ludzie mogą porzucać zwierzaka, który oddał im serce - nie mógł tego zrozumieć, ale wiedział, że nie dadzą radę wziąć wszystkich, to był ten problem.
 
 
Sophie Grayson
[Usunięty]

Wysłany: 16 Październik 2016, 12:31   

Dla niej zwierzak, to nie zabawka. Całkiem poważnie podchodzi do tej adopcji. Chciała wybrać czworonoga, który stanie się częścią ich "rodziny". Cóż, można powiedzieć, że dziś się ona powiększa. Cieszyła się, że i on się na to zdecydował.
Był jej przyjacielem. Przyjacielem w którym się zakochała. Już ich przyjaźń była wyjątkowa, bo jak to tak... znany aktor z zwykłą reporterką, pokazują się gdzieś razem? Cóż, słyszała wiele, że nie powinna się do niego tak przyczepiać, że to źle wygląda. A jednak nie słuchała, bo on coraz bardziej ją sobą czarował. Sprawiał, że z dnia na dzień, przywiązywała się do niego coraz bardziej. Pokochała go, a kiedy tylko okazało się, że i on odwzajemnia jej uczucia, stała się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Teraz nie przejmowała się niczym, po prostu cieszyła się tym co ma. A miała dość wiele.
Przysunęła się do niego i objęła go, idąc do przodu. - Ludzie są głupi, pomyśleć, ze dali im nadzieję, a potem tak porzucili... -spojrzała na otaczające ją psiaki. - Przynajmniej jeden z nich, zyska dziś nowe życie - westchnęła cicho.- Tylko, który?
 
 
Robert Collins


Wysłany: 26 Marzec 2017, 23:27   

// 3 tygodnie po powrocie Ims.

Minęły trzy tygodnie odkąd brat Imogen przedawkował, jednak to było nic jeśli chodzi o poradzenie sobie z stratą. Imogen pewnie się zebrała do kupy jako tako, ale widział dalej, że to nie było to. Zamglone spojrzenie, sztuczny uśmiech... oddałby naprawdę wszystko, by zobaczyć szczery uśmiech Imogen. Ten, który sprawiał, że czuł się jakby się rozpuszczał. Jeden słodki, prawdziwy uśmiech. Starał się być przy niej tak często, jak tylko mógł. Nie mógł być jednak przy niej cały czas, miał teatr do ogarnięcia, jednak w pracy nawet do niej dzwonił, martwił się o nią jak cholera. Oczywiście nie trzeba mówić, że wspólna ucieczka z Chicago zeszła na dalszy plan, jako "kiedyś". Nawet o tym już drugi raz nie rozmawiali. Na razie chciał dać Imogen tyle czasu ile potrzebowała, na podniesieniu sie po stracie. Tego dnia, jednak postanowił, że spędzą czas inaczej. Postanowił zrobić Imogen niespodziankę, chociaż wiedział, że ich nienawidzi, ale taką małą, bo po prostu ten pomysł mu wpadł do głowy w pracy i dopiero jak podjechał pod nią, to powiedział jej gdzie jadą. Do schroniska, adoptować jakiegoś pieska. Wolał nie kupować psa, po co skoro w schronisku jest wiele psów, które czekają aż ktoś ich przygarnie. W końcu raczej Imogen nie miała parcia na rasowego z rodowodem. Zatrzymał się pod schroniskiem i tradycyjnie już wysiadł pierwszy, by otworzyć Imogen drzwi... już miał to w nawyku. Padał dzisiaj lekki deszcz, ale ogólnie było ciepło... nie wziął parasola, najwyżej trochę zmokną.
- Mam nadzieje, że podoba ci się pomysł.
Powiedział z lekkim uśmiechem na ustach, kiedy Imogen wychodziła z samochodu. Kiedy zamknął za nią drzwi, zamknął też pilotem samochód.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci
 
Imogen Collins


Wysłany: 26 Marzec 2017, 23:52   

Życie nie poczeka aż ty się pozbierasz. Dlatego Ims musiała zająć się rzeczami które i tak by robiła. Spotkania z wydawcą, ustalanie kolejnych terminów, powoli przenoszenie rzeczy do Roberta... Pewnie w innych okolicznościach szłoby to jej sprawniej, ale musiała się czymś zająć, żeby nie myśleć, a poza tym no same się te rzeczy nie zrobią. Parę razy odwiedziła Roberta w teatrze, przynosząc mu lunch. Mogła się uśmiechać i robić dobrą minę do złej gry, ale widać było po oczach, że jest przygnębiona. Martwiła się o resztę rodzeństwa z Jessem na czele.
W samochodzie Robert zdradził dokąd jadą i Ims nie mogła powstrzymać jakiegoś radosnego podekscytowania. Schronisko niestety sprawiało, że płakała, bo chciała zaopiekować się wszystkimi psami, każdym jednym, a tak się przecież nie da. Zaciskała w dłoniach brzeg sukienki, nerwowo wykręcając materiał, aż powstały brzydkie zagniecenia.
Pokiwała tylko głową patrząc na bramę schroniska i złapała Roberta mocno za rękę, jakby właśnie mieli zostać rodzicami, a nie przygarnąć psa ze schroniska. Obiecała sobie, że wybierze mądrze, na pewno nie tego najbiedniejszego, najsmutniejszego i bez jednej łapki, bo nie miałaby jak jeździć z nim do weterynarza. Wybierze takiego z którym nawiąże więź od pierwszego wejrzenia.
- Jesteś pewny, że chcesz psa w domu? - zapytała. To była poważna decyzja.
 


profil kalendarz
 
Robert Collins


Wysłany: 27 Marzec 2017, 00:23   

Już od początku miał zapowiedziane, że bez psa się nie obejdzie. Tak więc był przygotowany już mentalnie na to, że Brutus będzie miał towarzystwo. Miał nadzieje, że tylko nie będzie problemów na tym tle i jakoś jego kot przyzwyczai się do nowego towarzysza w mieszkaniu. Poza tym, ta radość w oczach Imogen była warta wszystkiego, nawet problemów jakie mogło przynieść posiadanie psa. Słysząc jej pytanie, uśmiechnął się szerzej i spojrzał na nią.
- Nie i pewnie do momentu, w którym nie będzie psa w domu, to nigdy nie będę...
Stwierdził z szerokim uśmiechem na ustach i pomiział Imogen po policzku, dając jej lekkiego buziaka. Pewien to on nie będzie, mało kiedy był czegoś pewny tak w stu procentach.
- Już od początku miałem zapowiedziane psa, pamiętasz? Zgodziłem się i im wcześniej się przyzwyczaję, tym lepiej.
Dopowiedział po chwili, patrząc na nią z uśmiechem. Ścisnął delikatnie jej dłoń, a następnie poszli do schroniska. Przywitała ich jakaś pracownica, krótka gadka, że chcieliby psa. Zaraz zostali poprowadzeni w stronę boxów z psami. Później będzie więcej roboty, z papierami przy adopcji, ale tym to już on się zajmie, Imogen zostawiał dobór psa. Miał nadzieje jednak, że nie wybierze jakiegoś wielkiego wilczura, bo może miał przestronne mieszkanie, ale bez przesady!
_________________
 


profil kalendarz karta postaci
 
Imogen Collins


Wysłany: 27 Marzec 2017, 17:38   

Mówiła o tym, że chce psa, ale sądziła, że najpierw na dobre się wprowadzi, a potem czeka ją kampania reklamowa zawierająca m.in. puszczanie filmików ze słodkimi szczeniaczkami, lista zalet posiadania psa wywieszona na lodówce, lista najbliższych hodowli przedstawiana mimochodem gdy tylko temat rozmowy ocierałby się o psa. A tu niespodzianka. Nic takiego nie było potrzebne.
- Nie mogę cię do niczego zmusić. - przyznała zgodnie z prawdą. Niechęć ze strony jednego z opiekunów w stosunku do psa mogłaby źle się skończyć. Ims musiała mieć pewność, że Robert nie będzie traktował ich pupila jak zło konieczne. A kot... no on się będzie musiał po prostu przyzwyczaić.
W schroniskach wcale nie jest tak jak na filmach, że smutne psy patrzą wielgachnymi oczami, z błaganiem o pomoc wymalowanym na twarzy. Szczekają, ujadają, hałasują na wiele możliwych sposobów. Nie wyglądają jak ktoś kogo trzeba przytulić. Są różne, jedne mają cię głęboko gdzieś i leżą sobie w budzie/na budzie, inne szczekają na ciebie bo wszedłeś na ich teren. Jeszcze inne się łaszą, wyciągają łapki przez siatkę, byleby dostać jakiś przysmak. Każdy pies jest inny. Ims nie chciała dorosłego psa, wiedziała, że nie może sobie pozwolić na psiego, schorowanego emeryta. Oczywiście serce się jej krajało, gdy widziała te wszystkie psy, które nie mają swojego człowieka i nikt ich nie głaszcze codziennie. Dlatego nie rozglądała się za bardzo na boki póki opiekunka ze schroniska nie powiedziała, że w tych klatkach są szczeniaki. Jak ja byłam w schronisku, to jeden z opiekunów przyznał, że jemu zależy najbardziej na tym, żeby szczeniaki znalazły dom, dlatego myślę, że tu mogło być podobnie.
Ims zaczęła zadawać serię istotnych pytań: skąd są, czy są zdrowe, zaszczepione, jak duże urosną i tak dalej i tak dalej. Szczeniaki ze schroniska mają ten problem, że często nie wiadomo kim był ojciec szczeniąt i jak duże mogą urosnąć. Tu plus dostawały już te starsze, bo już znana była ich wielkość. Ims nie mogła się powstrzymać i wyciągnęła jednego ze szczeniąt z boxu i wzięła na ręce, tuląc do siebie, jak skarb. Psiak piszczał, ale wesoło, zabiegając o uwagę i jakby chwaląc się rodzeństwu, że ktoś go podniósł. "Patrzcie na mnie, to mnie wybrała. Będzie teraz moją mamą."
 


profil kalendarz
 
Robert Collins


Wysłany: 27 Marzec 2017, 20:02   

// wybacz, ale dzisiaj bezwen :(

Uśmiechnął się szerzej, słysząc słowa Imogen.
- Nie możesz, to prawda i gdybym nie chciał, to by nas tu nie było.
Powiedział, muskając ustami jej czubek głowy. Lubił zwierzęta, wolał koty, ale psem też się zajmie, też były kochane. (Chociaż koty bardziej xD) Doszli w końcu do boksów z szczeniakami, to był pies dla Imogen, więc pozwolił jej wybierać. Sam wdając się w krótką rozmowę z pracownicą schroniska odnośnie formalności związanych z adopcją zwierzaka. Spojrzał na Imogen, kiedy ta wyjęła psa z boksu i wzięła go na ręce. Podszedł do niej, po czym poczochrał i pogłaskał psiaka, znajdującego się na jej rękach, a następnie zwrócił swoje spojrzenie w stronę swojej żony.
- Wybrany?
Spytał z uśmiechem na ustach. Mile mu się ją obserwowało z psem na rękach, widać było po niej, że sprawiało jej to radość, że naprawdę chciała tego psiaka.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci
 
Imogen Collins


Wysłany: 27 Marzec 2017, 20:10   

Skinęła głową. Był dorosły i wiedział co robi. Oczywiście Ims miała mniej obowiązków niż on, więc to głównie ona będzie się zajmować psem, ale nie chciała by to był jej pies, tylko ich. Poza tym w każdej chwili mogli się odezwać z Los Angeles w sprawie filmu i wtedy będzie musiała pojechać podpisać kontrakt, wziąć udział w castingach... A psa wtedy ze sobą nie weźmie.
Ściągnęła usta słysząc pytanie Roberta. Chwyciła szczeniaka pewniej i podniosła na wysokość swojej twarzy tak, by ich spojrzenia się spotkały. Musiała popatrzeć mu w oczy, a on w jej, musiała powstać między nimi więź.
- Jak tam młody? Jedziesz z nami? - zapytała szczeniaka, a ten jakby rozumiejąc, zaczął się wiercić tak, by móc ją polizać po twarzy. Imogen zaczęła się śmiać i przytuliła ponownie szczeniaka. - Wybrany. - uśmiechnęła się do męża. - Ale wiesz, że teraz cię czeka trudne zadanie, wybrać mu imię? - uświadomiła Roberta. Pomyślała, że jeśli to będzie jego wybór, to jakoś bardziej pokocha tego psa.
 


profil kalendarz
 
Robert Collins


Wysłany: 30 Marzec 2017, 22:03   

Przecież go nie zagłodzi jak Imogen go zostawi u niego, jak sama wyjedzie. Fakt, sam będzie musiał spędzić trochę czasu w teatrze, no ale wbrew pozorom nie nocuje i nie mieszka tam, chociaż parę osób pewnie by tak mogłoby myśleć. Znajdzie czas zarówno by wyjść z nim na spacer, jak i dać jeść, spokojnie bez nerwów. Spojrzał na nią, kiedy pies próbował lizać jej twarz, zaśmiał się lekko na ten widok.
- Uważaj, bo zaraz zrobię się zazdrosny.
Stwierdził, patrząc na Imogen z szerokim uśmiechem na ustach. Cóż, miał prawo pewnie być zazdrosnym, Imogen weźmie psa i rozwód weźmie, jak Robert tylko zapuści brodę. W sumie teraz był lekko nieogolony, czy to oznacza, że może za jednym zamachem machnąć papiery adopcyjne psa i papiery rozwodowe?
- Że ja? Jestem kiepski w te klocki. Ty w tym związku jesteś tą kreatywną.

Nie da się tak łatwo wrobić w to wybieranie imienia, o nie nie nie. Nie przepadał za nazywaniem zwierząt, nawet nie on nazwał swojego kota. Nie da się tak łatwo w to wrobić, nie ma takiej opcji. Chociaż znając życie, ostatnie słowa należą do mężczyzny i brzmią one "tak, kochanie", ale tak łatwo się nie da.
- Pójdę załatwić papiery... nie uciekaj mi tu z nową miłością swojego życia, okej?
Spytał z uśmiechem na ustach, patrząc na Imogen. Po czym poczochrał psa za uchem.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci
 
Imogen Collins


Wysłany: 31 Marzec 2017, 20:20   

Nie posądzałaby go o takie skłonności jak zagładzanie psów, ale no jedzenie i wyprowadzanie to nie wszystko. Pies potrzebuje, żeby go czasem pogłaskać, czy pobawić się z nim. Jak nie będzie mamy w domu to na Robercie spocznie równie i zabawa ze szczeniakiem.
Posłała mu mordercze spojrzenie. Zoofilką nie była. Jeśli był zazdrosny o szczeniaka to co to będzie jak będą mieć kiedyś dziecko? Taki trzydniowy zarost był okej, ale broda włoskiego mafioza już nie. Jak zarost na twarzy Roberta zacznie być niebezpiecznie duży, to go Ims uświadomi. Hipsterskie brody też jej nie kręciły, brody drwali, kozie bródki, pekaesy też nie. Jedynie właśnie taki męski, trzydniowy zarost był akceptowalny.
- Spróbuj... proszę. - teraz i ona miała minę szczeniaka. Ona pewnie zanim dojadą do domu wymyśli z dwadzieścia różnych imion i jeszcze milion razy zmieni zdanie, a jak wybierze to imię Robert, to to dla niej będzie postanowione.
- Dobra, zaczekamy tutaj, prawda maleńki? Pojedziemy z tatusiem ci kupimy posłanie i zabawki i jedzonko. - zaczęła robić miny do psa, jak to w takich przypadkach bywa. Szczeniak znów zaczął ją lizać po twarzy... Miłość od pierwszego wejrzenia.
 


profil kalendarz
 
Robert Collins


Wysłany: 31 Marzec 2017, 21:27   

Nie miał kompletnie weny do wymyślania imion, tak absolutnie absolutnie. Imogen pewnie miała już tak z dziesięć tysięcy, on się będzie musiał zastanawiać, by znaleźć chociaż jedno jakieś, które by się nadawało, poza tym uważał, że to Imogen powinna nazwać nową miłość swojego życia, nie on. Westchnął średnio zadowolony, kiedy zobaczył słodkie oczy Imogen, które miały zmiękczyć jego serduszko.
- Nie pójdzie ci tak łatwo.
Powiedział, zanim jeszcze zdążył się zawahać, żeby jednak pójść na te słodkie oczka, które robiła do niego Ims. Spojrzał na nią uśmiechając się lekko, a następnie poszedł wraz z pracownicą schroniska załatwić wszystkie potrzebne formalności do biura. Trochę się z tym zeszło, nie ukrywajmy - papierkowa robota trochę trwała, no ale wrócił i spojrzał na Imogen, która dalej bawiła się z pieskiem, którego właśnie adoptował.
- To co, teraz na zakupy?
Spytał, podchodząc do Imogen, chowając jednocześnie długopis do kieszeni swojej marynarki, a potem schował papiery, które dostał, do teczki z takim ładnym logiem.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci
 
Imogen Collins


Wysłany: 1 Kwiecień 2017, 16:53   

Ona miała już kilka w głowie. Wiedziała, że jeśli ona będzie musiała wybrać, to imię będzie miało coś wspólnego ze smokami, bo przecież miała na tym punkcie świra. Po głowie chodził jej Falkor, czyli Smok Szczęścia z Niekończącej się opowieści, albo Mushu z Mulan. A przy okazji jeszcze kilka innych imion.
- To chociaż pomożesz mi wybrać. - zawołała za nim. Niech nie myśli, że Ims tak łatwo mu odpuści.
Ims zostając sam na sam ze swoim szczeniakiem i kilkoma innymi, które piszczały i zabiegały o uwagę, nawet nie zauważyła ile czasu minęło. Mówiła do nich, opowiadała im różne historie, głaskała i ogólnie, poświęciła szczeniakom sto procent swojej uwagi.
Pytanie Roberta przypomniało jej, że wcale nie są jeszcze w domu i wstała, biorąc na powrót na ręce swoje dziecko.
- Pojedziemy z tatą na zakupy? - zapytała szczeniaka - Kupimy ci obróżkę i posłanie i jakieś pyszne jedzonko. - chcąc nie chcąc Robert dziś nie był w centrum zainteresowania swojej żony. Teraz była skupiona tylko na piesku. Nawet gdy już szli w stronę samochodu, to prawie się zabiła o swoje nogi, bo zamiast patrzeć przed siebie, wgapiała się w szczeniaczka, którego niosła.
 


profil kalendarz
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 10