Poprzedni temat «» Następny temat
Village Inn
Autor Wiadomość
Chicago


Chicago

Wysłany: 19 Lipiec 2016, 23:38   Village Inn

[align=center:3e3e758f94][/align:3e3e758f94]
  
 


profil
 
Shay Owens


Wysłany: 20 Sierpień 2016, 21:26   

// #3 Zakładam, że wnętrze wygląda tak, bo mi potrzebne! XD

Ostatnie kilka dni Shay miała baaardzo trudne, musiała odnaleźć się w nowym środowisku pracy, przystosować się do zasad panujących w domu gospodarza i na dodatek bardzo starać się im sprostać bo jeden mały błąd i mogłaby zapewne pakować swoje walizki. Dziś miała wychodne i postanowiła umówić się z kilkorgiem znajomych, których dawno nie widziała. Mieli iść na bilard, ktoś miał zarezerwować stół i jakiś stolik by mogli się zmieniać w trakcie gry. Shay to punktualna dziewczyna więc przybyła do baru jakieś dziesięć minut przed czasem.
Przed wejściem do spelunki stało kilka wspaniałych motorów, na których dziewczyna zawiesiła oko dosłownie na kilka sekund. Kręciła ją szybkość, pęd we włosach i ta adrenalina towarzysząca jeździe - ale uwaga... NIGDY nie siedziała na motorze, nawet na miejscu za kierowca, a o jego prowadzeniu nie wspominając. Chyba nie obracała się w takim towarzystwie by ktokolwiek z przyjaciół czy znajomych ten pojazd posiadał. Każdy z owych dwukołowców lśnił w blasku ulicznych latarni widać, że właściciele dbali o nie jak o swoje ukochane dzieciątka.
Popatrzyła chwilkę i weszła do środka, drwi zaskrzypiały przeraźliwie a w środku wszystko ucichło, nikt się nie odzywał, tylko gdzieś w tle grała muzyka z szafy grającej. W powietrzu unosił się silny zapach dymu tytoniowego, było aż od niego siwo.
Shay pomachała przed nosem ręką by rozgonić mgłę, która zaszła jej oczy, nic to jednak nie dało. Weszła głębiej i zajęła jeden z wolnych stołków tuż przy barze. Nie bardzo rozumiała dlaczego wszyscy ucichli, nie zdawała sobie sprawy, że trafiła na prywatną imprezę jakichś motocyklistów. Może to przez jej wygląd tak oniemieli? Miała na sobie czarną lekko rozkloszowaną sukienkę kończącą się tuż przed kolanem, dekolt wcale nie był duży i miał kształt łódki. Na stopach obowiązkowo niewysokie szpilki, sama mierzyła jakieś 170 cm wzrostu więc po co dodawać sobie zbyt wielu centymetrów? Na ramiona miała narzuconą skórzaną ramoneskę, na mordce niemal nie było widać śladu makijażu, a włosy miała niedbale związane na czubku głowy w tak zwany " kok podomkę".
Zamówiła sobie drinka, wódkę z sokiem pomarańczowym i czekała na swoich towarzyszy. Jeden po drugim, tuż przed umówioną godziną zaczął się wykruszać. Nie mogła w to uwierzyć, cała trójka ją wystawiła! No trudno, skoro już tu była to nie zamierzała stracić wieczoru.
- Znajomi nie przyjdą, możecie zwolnić stół - poinformowała barmana - i stolik też nie będzie potrzebny. Za to ja chętnie napiję się jeszcze jednego drinka- powiedziała dość oschle. Postukała dość krótkim paznokciem w swoją szklankę. Kochała być wystawiana...
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 20 Sierpień 2016, 22:35   

/ kilka dni po Nikki + ubranie

Co on tu robił? Właściwie jeśli gdziekolwiek szedł, to nigdy nie za obrzeża centrum. Nie lubił skraju miasta, a to dlatego, że doskonale wiedział co się tam dzieje i że agentów FBI nie witają w każdym pubie zbyt miło. Tego dnia, a raczej wieczora, miał tam jednak umówione spotkanie. Podjechał swoim motorem pod lokal, zapewne jeszcze wcześniej niż dziewczyna. Usiadł przy jednym ze stolików, zamówił wodę z cytryną i czekał, aż jego dzisiejsza randa usiądzie obok. Typ był zdenerwowany, więc od razu kazał mu się uspokoić i wszystko mówić po kolei. Tak, najwidoczniej był to jego informator, przy aktualnej sprawie, którą prowadził, potrzeba było mu takich ludzi. Wejdą wszędzie, zakręcą się, usłyszą, wyjdą, dostaną za to mniejszy wyrok, bądź po prostu nie zostaną wpakowani za kratki. Ich rozmowa trwała kilka minut. Nie wiele osób wchodziło lub wychodziło, jednak on postanowił pozostać jeszcze chwilę, pisząc smsy z pewną osobą. Tak, zapewne dziewczyną, którą miał ochotę zaliczyć tego wieczora.
Nie obchodziło go generalnie czy ktoś tego wieczora był sam, czy był wystawiony, bo on akurat najmniej potrzebował towarzystwa kogokolwiek. Zresztą nie spodziewał się, że w takim miejscu pojawi się jakakolwiek.. normalna? tak to ujmę, dziewczyna. Podszedł jednak do baru, płacąc za swoje jakże wyszukane zamówienie i skinął na barmana. - Dave, poproś Margie z góry.. - Mruknął cicho. Zakładam, że dziewczyna stała przy barze, a już naprawdę mi się mieni od tych postów, dlatego jeśli nie to wybacz i ją tam przestaw o. Tak by Caspar mógł na nią spojrzeć i w ogóle ją dostrzec. Z pewnością różnił się od typów, którzy przebywali w tej spelunie, jednak i ona się wyróżniała. - Rozumiem, że jest to Twój ulubiony lokal, dlatego postanowiłaś przyjść tu sama, zapić smutki i wyjść, ale tak, by wszyscy Ci goście na Ciebie spojrzeli? - Zagaił, bo w sumie był zaciekawiony, co ona tu robi. A czy to już ze względu na swój charakter, czy pracę, to tego nie wiem. Taki był. Nie trzymał języka za zębami.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 20 Sierpień 2016, 23:40   

Stała, ba! Nawet siedziała na jednym z krzesełek, po co miała przemęczać te swoje długie nogi? Jak będzie stara i pomarszczona to przynajmniej nie będzie prosić nikogo o ustąpienie miejsca w autobusie.
Ot anegdotka z życia wzięta... Wchodzi starsza pani do tramwaju, zawisa nad młodą dziewczyną, dyszy jej w kark i ostentacyjnie na cały głos mówi, jaka to ta dzisiejsza młodzież jest niewychowana. Dziewczyna patrzy na kobietę spokojnym wzrokiem i pyta czy pani ustępowała miejsca jak była w jej wieku. Kobieta oczywiście się oburza i mówi, że ustępowała. Dziewczyna uśmiecha się kpiąco i babci odpowiada: to teraz nóżki bolą.
Wiem, nie związane z postem ale czułam potrzebę wyrzucenia tego ze swojej głowy właśnie w tym momencie.
Shay w gruncie rzeczy, mimo tego, że ją wystawiono miała całkiem dobry humor a to za sprawą jednego drinka, który został wypity. Tak działał na nią alkohol, rozluźniała się i zapominała o tym co złe. Z jednej strony dobra rzecz, a z drugiej... Kiepsko bo takie odczucia po piciu bardzo łatwo wpędzają w uzależnienie, chociaż to zależy od podejścia. Owens uważała, że wszystko jest dla ludzi dopóki umie się z tego korzystać w odpowiedni sposób. Nawet nie zwróciła uwagi na to, że ktoś podszedł do baru, była zajęta grzebaniem w telefonie, tudzież sprawdzaniem wiadomości na fejsie. Kto wymyślił ten portal był szatanem. Jest szatanem! Pożeracz czasu jakich mało, ale poniekąd fajna sprawa bo wiesz co się u kogo dzieje po kilku kliknięciach. Dopiero kiedy Caspar zwrócił się do niej, oderwała wzrok od ekranu urządzenia i spojrzała na niego dość, jak to ładnie ująć... Bez wyrazu? Dopiero po sekundzie czy dwóch coś w jej oczach rozbłysło. Może była to tylko gra świateł a może była powalona aparycją mężczyzny, albo zwyczajnie w jej głowie zapaliła się lampka, że ten wieczór w sumie nie będzie tak całkowicie stracony.
- Tak, przychodzę tu co wieczór, upijam się do nieprzytomności i wychodzę z jednym z tych facetów. Dziś pora na Stanleya- odwróciła się lekko w stronę pijących motocyklistów i skinęła brodą na jakiegoś zarośniętego, grubego kolesia z masą tatuaży. Jednak potem roześmiała się wesoło, ładnie się śmiała, tak szczerze i sympatycznie. Wróciła spojrzeniem na Caspara i teraz go od niego nie odrywała nawet na sekundę, wpatrywała się w niego dość przenikliwie.
- A tak na poważnie to czy wyglądam ci na taką, co lubi rozbijać się po takich miejscach? Znajomi mnie wystawili, ot tajemnica rozwiązana nie musisz prowadzić większego śledztwa.
Nie miała pojęcia, że Shaw jest agentem, powiedziała to ot tak bo akurat to jej ślina na język przyniosła. W końcu dostała drugiego drinka ale gdy usłyszała stukot szkła stawianego na blat i tak nie oderwała spojrzenia od mężczyzny.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 21 Sierpień 2016, 00:25   

Uśmiechnął się na jej słowa. Kolejna wyszczekana laska, która myśli, że jest fajna jak coś powie? Pokręcił z niedowierzaniem głową i zaśmiał się pod nosem, właściwie powinien od razu to zrobić, no ale.. z początku, to on ją sobie oglądał. Jej ładną twarz, bez makijażu, co już go zaskoczyło, potem te jej długie nogi.. i gdyby nie ta sukienka to pewnie jeszcze tyłek. Ale niestety, tego dziś nie zobaczy.. chyba. - Cóż, co kto lubi.. bardziej polecałbym Ci Rogera. Lubi to robić na masce swojego starego samochodu.. ewentualnie na zapleczu. - Mrugnął do niej, a sam barman zaśmiał się, jakby to była prawda. Najwidoczniej obaj byli dobrze zaznajomieni z klientelą tego miejsca, więc w sumie mogli wiedzieć o nich wszystko. Szczególnie Caspar. Nie, nie dlatego, że to jego ziomki, czy coś, ale po prostu był agentem, znał dużo ludzi i może na pierwszy rzut oka większość tych typów była z pod ciemnej gwiazdy, on jej mógł dokładnie wskazać, który i za co. A nie było ich tak wielu. Więcej starało się pomagać, szczególnie przy poszukiwaniach porwanych ostatnio dziewczynek. - Tak poważnie.. nie wyglądasz. Nie wyglądasz nawet na taką, co by się tu spotkała ze znajomymi.. w takim stroju, na dodatek. - Posłał jej ciepły uśmiech. - Poczekasz chwilę? Skoro Cię wystawili, nie chciałbym, byś wracała sama. Jadę w stronę centrum, mogę Cię podwieźć.. - Rzucił, ale wcale nie czekał na odpowiedź. Po prostu poszedł pogadać z kobietą, która zeszła z góry. Zapewne właścicielką lokalu, albo jakąś managerką, choć to miejsce nie wyglądało na takie, które potrzebowałoby takiego kogoś. Spojrzał jednak w kierunku Shay, czy aby nie uciekła do jednego z motocyklistów, a potem wrócił wzrokiem do swojej rozmówczyni. Dosłownie kilka zdań, gestykulacja, a potem wrócił, patrząc na nią uważnie. - To jak? - Zapytał, stukając palcem w jej szklankę. - Jeśli boisz się nieznajomych, to powiem Ci tylko, że mam na imię Caspar. - Mruknął jej do ucha, owiał je ciepłym oddechem, a ona śmiało mogła poczuć jego mocniejsze, dziś akurat, perfumy. Nie chciał jej przestraszyć, ani na nic namawiać, dlatego pozostawił jej wolną rękę.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 21 Sierpień 2016, 01:41   

Wyszczekana? Może, ale na bank nie myśli, że jest fajna. Daleko jej do tego, to z zasady skromna dziewczyna i mimo wrodzonej pewności siebie nie zadziera nosa. Życie ku temu nie dało jej podwalin, owszem nie brakowało jej jedzenia czy dachu nad głową ale od jedenastu lat wisi jej dosłownie kosa. Jeden niepoprawny ruch kogoś z góry, jeden malutki wyciek informacji a ona może żegnać się z pozornie już ułożonym w miarę życiem, tylko po to by znów zmienić personalia, nawet kolor włosów, profesję i styl. Jeden jej nieostrożny ruch... W zasadzie nawet nie powinna mieć facebooka i FBI wielokrotnie jej to sugerowało, ona jednak nie była w stanie się go pozbyć. Troszkę się uzależniła.
- Na masce samochodu? O jej!- udała wielce zszokowaną i nawet położyła dłoń na Casparowym przedramieniu, by je lekko ścisnąć - Biorę, to najgłębiej skrywana fantazja mojego pokręconego umysłu!
Potrząsnęła nieznacznie głową, z politowaniem odnośnie swoich własnych słów, blacharą nie była i nie będzie, nawet jeśli kręciły ją motory i szybkie samochody. Znów nie mogła powstrzymać wesołego śmiechu. W końcu oderwała wzrok od rozmówcy i przeniosła spojrzenie na barmana, nie żeby miała coś przeciwko temu iż rozbawiła go ich rozmowa, mógł śmiało do niej dołączyć. Co jak co ale osoba nalewająca piwo i robiąca drinki zwykle wie sporo o klienteli na dodatek czasami jest spowiednikiem, powiernikiem okropnych sekretów jak zdrady czy planowanie morderstwa na niewiernej żonie. Ona chyba tylko raz wypłakiwała się na ramieniu barmana ale powód był raczej mało znaczący. Ot gorszy dzień, oskarżenie o kradzież w domu jej tamtejszych pracodawców.
- Coś z nim nie tak?- zerknęła w dół, sukienka była przyzwoita przecież. Ach... Może o to właśnie chodziło? Była zbyt grzeczna? Cóż, estetyka ważna rzecz a ona cyckami świecić nie lubi, no chyba, że chodzi o intymne sytuacje to wtedy bardzo proszę, biust, pupa, płaski brzuch do pełnej dyspozycji partnera. Bądź partnerki.
- Zawsze jesteś taki opiekuńczy w stosunku do obcych kobiet?- to raczej było pytanie na które nie wymagała odpowiedzi bo wywróciła oczami. Czemu każdy facet jakiego poznawała uważał, że nie potrafi o siebie zadbać? Czy naprawdę wyglądała na taką kruchą i nieporadną? W sumie to miłe ale ile można... Raz, drugi, trzeci ale dziewiąty i dalej? Słaba płeć...
Machnęła lekko ręką na znak, że wszystko jej jedno i poczeka, musiała jeszcze dopić drinka. W międzyczasie kiedy Caspar rozmawiał ona uregulowała rachunek. Zamieniła niezobowiązująco dwa słowa z barmanem.
Drgnęła lekko słysząc brzdęk szkła, nieznacznie spięła mięśnie jednak później zrobiła to mocniej gdy poczuła ciepły oddech mężczyzny na swoim uchu, usłyszała też niski i przyjemny głos. Do tego wszystkiego jeszcze lekko zakręciło jej się w głowie bo do jej wrażliwego na zapachy nosa dotarła woń jego perfum. Obłędnych wręcz.
Odwróciła się powoli na barowym stołku, tak że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Ich spojrzenia znów się spotkały, atmosfera trochę zgęstniała i Shay poczuła takie delikatne skoki impulsów elektrycznych między ich ciałami, ale może to było tylko jej wrażenie.
- Shay- niemal nie poruszyła ustami wypowiadając swoje imię. Ześlizgnęła się ze stołka dość zwinnie.
- Nigdzie się z stąd nie ruszą dopóki choć raz nie zatańczę, w przeciwnym razie ten wieczór może okazać się kompletnie stracony.
Przecisnęła się między stołkiem a Casparem, tak, że nieznacznie otarła się biustem o jego tors. Podeszła do szafy grającej i wrzuciła do niej 25 centów, w sam raz na jedną piosenkę. Kilka par oczu uważnie ją śledziło. Przycisnęła ze trzy guziki i kilka sekund później z głośników popłynęła muzyka a dokładniej TA piosenka. Biodra same jej się zaczęły lekko poruszać w rytm melodii, nie odwracała się do Caspara, zrobiła to dopiero kilka sekund później i wyciągnęła dłoń do przodu, gestem palca zapraszając go do siebie. No bo jak to tak, tańczyć samej? Może jakąś super tancerką nie była ale ruszała się dość przyjemnie. Widząc lekki opór na jego twarzy przestąpiła dwa kroki na przód.
- No nie daj się prosić- zastosowała uśmiech numer pięć, tudzież jeden z najpiękniejszych znaczących tyle co "proooooooszę *trzep trzep rzęsami*" aczkolwiek bez użycia tych nieszczęsnych rzęs.
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 21 Sierpień 2016, 14:04   

wybacz, że krótszy, ale piszę 5 postów teraz i po prostu jestem na etapie średnich postów :c

Spojrzał na jej dłoń, która znalazła się na jego ramieniu, ale nie skomentował tego. Pokręcił jedynie głową, gdy usłyszał jej słowa. Może nawet lekko się uśmiechnął? Ale tylko kącikiem, więc jeśli mu się przyglądała, to by to ujrzała, jeśli nie, to miał taką samą minę jak do tej pory. Nie miał jej za blacharę, ani ni z tych rzeczy, po prostu podejmował jej tok rozmowy, skoro już zaczęła mówić, że chciałaby spędzić tę noc z jednym z wytatuowanych motocyklistów. Taki już był, nie umiał się powstrzymać i nie wykorzystać okazji na lekkie docinki, czy sugestie, nawet jeśli dziewczyny kompletnie nie znał. - Nie.. wszystko z nim okej. Tylko nie bardzo pasujesz do tego towarzystwa.. o to chodziło. - Uśmiechnął się do niej ciepło. W żadnym wypadku nie myślał o tym, że miałaby to jakaś być obcisła mini, czy inne wyzywające wdzianko. Podobała mu się, była ładna, skromna na swój sposób, pozostawiała wiele wyobraźni, jak to mówią. Ale on w tym momencie nie skupiał się na tym, co mogłaby pokazać i w co się ubrać, by podkreślić jeszcze bardziej swoje walory, chodziło mu po prostu o całość i o to, że ona sama tu nie pasuje. Był zdziwiony. Ale nie zamierzał się tłumaczyć. - Hm.. jestem opiekuńczy do wszystkich, moja droga. Taka praca.. chyba, że ktoś na to nie zasługuje. - No cóż, nie będzie przecież chronił jakiś gnojków, prawda? Prędzej skopie im dupę, ale ona tego też nie musiała wiedzieć. Generalnie nie lubił się chwalić jakoś swoją pracą, chyba, że musiał. I chyba na jej niezadane pytania odpowiedź była prosta. Młoda, piękna dziewczyna, która samotnie siedzi w pubie, pełnym podejrzanych typów. Kręcili się tu różni ludzie i Caspar naprawdę nie podejrzewałby ją o znanie sztuk walki, bądź samoobrony. Walenie patelnią czy szkłem to jeszcze nie jest samoobrona. Takiego Shawa nie prędko by powaliła, a przecież są różne typy na świecie i cholera wie, czy któremuś nie odwali na jej punkcie, bo zobaczy jak wraca sama do domu? Oczywiście jeśli chciała, to mogła tu zostać, on nie będzie nalegał, bo jemu to generalnie wszystko jedno. Zaproponował tylko.
Spojrzał na nią, gdy ześlizgnęła się ze stołka i nie bardzo rozumiejąc o co jej chodzi podążył wzrokiem za brunetką. - Nie radziłbym.. - Mruknął, gdy podeszła do szafy grającej i pokręcił głową z niedowierzaniem. Serio chciała tańczyć? I jeszcze myślała, że do niej dołączy. - Nie Shay.. serio. Ja nie tańczę. - Westchnął i spojrzał na jej uśmiech. Tym to go nie przekona, w ogóle chyba niczym nie można było go przekonać do tańca. Zrobiłby wiele rzeczy, ale nie publiczne ruszanie tyłkiem. Nie, dziękuję. Spojrzał na nią poważnie, by wiedziała, że nie ma szans. I mogła go wziąć na sztywniaka, ale on tylko pożegnał się z barmanem i ruszył do wyjścia. - Idziesz? - Odwrócił się do niej na moment, popychając drzwi, by wpuścić trochę powietrza w tą ruderę, ale by po prostu wyjść. Oczywiście było to przyjemne dla oka, jej ruchy, biodra, jak kołysała się w rytm muzyki, ale Caspar to uparty osioł.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 21 Sierpień 2016, 14:44   

- Uwierz mi nie pasuję do wielu miejsc, w których bywam- posłała mu przyjazny i szczery uśmiech. Taka była prawda, nie widziała się na stanowisku pokojówki do końca życia, ona pragnęła czegoś więcej jednak nie mogła pozwolić sobie na spełnianie marzeń, dopóki tkwiła w tym całym szambie zwanym Programem Ochrony Świadków. Nie jak nie mogła się wychylać, na fejsie nie miała nawet zdjęcia profilowego a co dopiero marzyć o własnej restauracji?
Bycie pokojówką było w jakimś tam stopniu satysfakcjonujące bo lubiła dbać o dom ale dlaczego czyjś?
Może kiedyś będzie miała kochającego męża, któremu będzie z radością brać brudne skarpetki i gacie, któremu będzie gotować najpyszniejsze dania i wychowa mu gromadkę cudownych dzieci. Miała czas, w końcu jest młoda i jeszcze wiele przed nią, póki co musi skupić się na mniej ambitnych kwestiach.
Nie wnikała i nie dopytywała co to za praca, w sumie i tak była pewna, że mężczyzny już nigdy więcej nie spotka na swojej drodze, tak to już było z przystojnymi przedstawicielami płci brzydkiej. Choć w tym wypadku nie można było powiedzieć tak nie ładnych słów przecież Caspar miał wszystko na swoim miejscu i jeszcze przy tym wydawał się być całkiem inteligentny, zabawny i błyskotliwy.
Głupia by była gdyby nie skorzystała z propozycji podwiezienia, nie jest jakąś alfą i omegą w samoobronie i pewnie nie z każdym by sobie poradziła, ba nie była wcale taka pewna siebie gdy nie miała przy sobie swojej broni, która teraz bezpiecznie spoczywała pod jej poduszką w mieszkaniu pracodawcy. To już trochę zakrawało na manię prześladowczą ale ona na serio wietrzyła wszędzie jakiś podstęp, ciągle czuła na sobie czyjś wzrok. Wydawało jej się, że jest obserwowana, może wcale się nie myliła?
Totalnie ją zaskoczył tą odmową, poczuła się trochę tak jakby dostała lekko w twarz no i oczywiście poczuła się odrzucona. Uśmiech zszedł z jej twarzy tak samo jak się pojawił a w jej oczach wyraźnie widać było zawód. No nic, przecież go nie zmusi ale same też nie zrezygnuje z odrobiny rozrywki. Wzruszyła ramionami i rozejrzała się po sali w poszukiwaniu kogoś innego, kto z nią chwilkę potańczy. Jedna piosenka, ledwie trzy minuty. Wybrała chyba najbardziej odrażającego z całej hałastry motocyklistę. Nie musiała go wcale długo prosić. Był najstarszy, najbardziej brodaty i wytatuowany ze wszystkich.
- Nie bez jednego tańca- odparła ze spokojem.
Mężczyzna który podchwycił jej zaproszenie okazał się być rewelacyjnym tancerzem i wcale nie był jednym z tych co to chcą tylko obłapiać kobietę. Wręcz przeciwnie, poprowadził ją trochę w starym stylu tańczenia w parze. Lekka rama, jakieś obroty. Przez cały ten czas nie odrywała wzroku od Caspara, niech wiedział co traci. Na sam koniec piosenki Shay ucałowała staruszka w sękaty policzek w podzięce za przyjemne trzy minut. Oczywiście dostali małe oklaski i pogwizdywania.
- Teraz mogę już iść- rzekła ze spokojem dołączając do agenta FBI. Widać była równie uparta co i on. Czyżby trafił swój na swego?
- No to gdzie masz samochód?- zapytała spokojnie. Nie dała po sobie poznać, że jego odmowa trochę ją dotknęła, chociaż może, skoro jest tak dobrze wyszkolonym agentem to umiał czytać między wierszami i poznał się na niej?
 
 
Caspar D. Shaw


Wysłany: 21 Sierpień 2016, 18:01   

Patrzył spokojnie na to, co ta młoda dziewczyna wyczynia. Naprawdę chciała tańczyć, tu tak, przy wszystkich? Ja rozumiem, gdyby to był jakiś klub, albo chociaż bar, w którym by rzeczywiście słychać było żywe rozmowy, muzyka by leciała na cały regulator, a nogi same rwały się do tańca, ale w takiej spelunie? Albo było coś z nią nie tak, albo po prostu lubiła bawić się w dziwny sposób. Nieco go to oczywiście zainteresowało, ale nie na tyle, by jakoś musiał się nad tym rozwodzić. Stał po prostu i czekał, aż dziewczyna wybierze ofiarę do tańca i pokręcił głową z niedowierzaniem na jej wybór. No ale, co kto lubi, o gustach podobno się nie rozmawia, więc jeśli tak gość, ją kręci, Caspar raczej nie ma szans. Nawet jeśli uważała go za przyjemnego dla oka. Odczekał trzy minuty, przyglądając się to jej, to staruszkowi, czy aby za bardzo mu tam ręce nie latały na ciele biednej dziewczyny, ale skoro wszytko było dobrze, to uśmiechnął się, gdy podeszła. Bez wcześniejszych interwencji.
No cóż, może ją zasmucił, mina jej zeszła, no ale serio.. on nie potrafił i nie miał zamiaru ogłaszać tego całemu światu. Zresztą, nie ważne jak urocza była, nie znał jej. I nie chciał odkrywać wszystkich kart. Gdy powiedziała, że mogą wyjść, kiwnął głową, przepuścił ją w drzwiach,a sam wyszedł zaraz po niej. Uśmiechnął się sam do siebie, jak zapytała, gdzie ma samochód. Otóż.. samochodu nie było. - Mm.. nie przyjechałem samochodem. - Przeszedł obok niej i pokazał jej na swój motor czarną Yamahę YZF - R6, zapraszam do wujka google, albo do jego pojazdów, jeśli chcesz obczaić motorek, ale taki klasyczny raczej mi się wydaje, bardzo w jego stylu, bo szpanowanie Harleyem nie było w jego guście. Zresztą, chciał się na motorze przemieszczać szybko, a na to pozwalała mu Yamaha. - Mam nadzieję, że się nie boisz.. jedyne co, to może przeszkadzać.. ta sukienka. - Odwrócił się do niej i spojrzał na jej rozkloszowaną kieckę, ale raz się żyje. I skoro nie miała okazji nigdy się przejechać, to teraz proszę bardzo, jak się złożyło. Wyciągnął do niej kask, bo nie miał zamiaru nie dbać o jej bezpieczeństwo, odpukać jeszcze by się coś stało i miałby na sumieniu bezbronną, nieznaną mu dziewczynę.
 
 
Shay Owens


Wysłany: 21 Sierpień 2016, 19:11   

Chciała i spełniła swoją małą zachciankę, nie miała ostatnio zbyt wielu okazji by to robić a tak prozaiczna czynność jak taniec nie była niczym wygórowanym. Koleś, którego sobie wybrała wcale jej nie kręcił, wydał się jej najmniej szkodliwy ze wszystkich, najlepiej mu z oczu patrzyło po za tym był staruszkiem więc w razie ewentualnych kłopotów pewnie by mu nawet bez viagry nic nie drgnęło.
Caspar mógł ją uważać za wariatkę albo chociaż dziwaczkę tylko problem był w tym, że jakoś specjalnie by się tym nie przejęła, nie znała go a opinia osób, których znała tylko imię nie wiele miała dla niej znaczenie. Nawet jeśli był tak przystojny, tak ładnie pachnący, że lekko zapierało dech w piersi.
Przeszła obok niego i jeszcze na do widzenia pomachała dziadkowi, cóż taniec z nią mógł być ostatnią przyjemnością w jego życiu, wyglądał tak jakby się miał zaraz rozsypać a Shay to dobra dziewczyna więc nie żałowała mu odrobiny radości. W sumie kiedyś się zastanawiała nad tym czy nie zostać jakąś opiekunką w domu seniora. Jeden z doradców zawodowych, z którymi miała styczność bardzo jej to odradzał, twierdząc że dziadki potrafią być okropne a na dodatek mogą dostać zawału na jej widok. Nie bardzo to rozumiała, nie uważała się za ósmy cud świata, raczej na przeciętnej urody kobietę by być powodem zatrzymań krążenia.
Zabrakło jej słów, pierwszy raz tego wieczora... No zatkało ją na widok motoru, jasne marzyła o przejażdżce już od dawna ale nie spodziewała się tak nagłego jego spełnienia. Nie przygotowała się na to psychicznie, ciśnienie jej skoczyło, adrenalina zaczęła krążyć w jej żyłach. Otworzyła usta by coś powiedzieć ale nie mogła wydobyć głosu. Sięgnęła po kask i gapiła się na Caspara oniemiała przez kilka sekund. Potrząsnęła głową bo w sumie nie wypadało się tak zachowywać, nie bała się, co to, to nie w sumie gdzieś tam na jej liście rzeczy do zrobienia przed śmiercią był też skok na bungee i ze spadochronem więc taka przejażdżka motorem to pikuś. Zwłaszcza, że miała siedzieć na miejscu pasażera.
W sumie nawet poczuła przyjemny dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa na samą myśl, że będzie obejmować tego przystojniaka.
- Walić sukienkę- powiedziała w końcu, głos miała jakiś taki nieobecny, no była pod totalnym wrażeniem. Żeby założyć kask musiała rozpuścić włosy bo kok by jej przeszkadzał, te opadły miękką falą na jej ramiona.
Założyła hełm na czerep i zamknęła przyłbicę. Zakładam, że Caspar siedział już na swoim rumaku więc i ona trochę nieudolnie na niego wsiadła tuż za mężczyzną. Na karku czuła oddech śmierci ale to było... pobudzające. Sprawiało, że czuła iż żyje.
Nie czekając na żadne instrukcje tylko mocno objęła go w pasie, tak jakby faktycznie się bała. No ej, każdy się trochę boi nieznanego, tylko ten strach był dla niej przyjemny, zupełnie inny od tego, który czuła na co dzień. Kiedy ruszyli pisnęła cicho czując jak pęd mało jej od niego nie odrywa więc zacisnęła palce na jego koszulce. I odjechali w stronę centrum miasta.

zt x 2 - jeśli chcesz to możesz gdzieś tam w centrum kontynuować a jak nie to możemy założyć, że ją odstawił i pojechał w stronę zachodzącego, nie ... wschodzącego słońca albo księżyca, jakkolwiek :D
 
 
Gary Baker


Jestem w Chicago od
urodzenia



46
Mechanik

lonely wolf

Mieszkam w
Canaryville

Gary

Baker

Wysłany: 3 Wrzesień 2019, 15:44   
   Multi -  Tatiana


Zaraz po pracy wybrałem się do Village Inn. Jedna z moich ulubionych knajpek - była niedroga, piwo było co prawda mierne, ale z uwagi na to, że byłem tam już szeroko rozpoznawalny, to raczej nie trafiały się totalne szczyny. Ubrania nie przebrałem, jedynie zdjąłem kombinezon roboczy. Wygnieciona kurtka z brązowej skóry, pod nią nieco wybrudzona, flanelowa koszula w niebieską kratę i wysłużone jeansy z jednym przetartym kolanem, a do tego robocze, czarne buty. Po drodze wypaliłem resztę papierosów, więc muszę przygotować zapas nowych.
Wołam barmana gestem ręki i uśmiecham się kącikiem warg.
- Gary! - Uśmiecha się do mnie i podchodzi, odrywając się na chwilę od przecierania blatu przy końcu baru, gdzie ktoś rozlał swoje piwo. - Co dla ciebie?
- Piwo - Uśmiecham się. - Dobrze cię widzieć. - Dostaję kufel spienionego i okręcam się na hokerze bokiem do baru, żeby móc obserwować przebywających tu ludzi. Pociągam łyk, odstawiam kufel na blat. Widzę parę znajomych twarzy, choć nie wszystkich znam z widzenia. Wyciągam tytoń i rozsypuję go na barze, z wewnętrznej kieszeni kurtki wyciągam bletki i ręczną maszynkę do zwijania. Zaczynam z pietyzmem kruszyć i wsypywać tytoń do maszynki, ciekaw czy dzisiaj jeszcze coś się wydarzy.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Johnny Blackhawk


Jestem w Chicago od
Jakiegoś czasu



27
Muzyk, wokalista TR

Wszystko się zepsuło...

Mieszkam w
Gold Coast

Johnny

Blackhawk

Wysłany: 10 Wrzesień 2019, 14:34   
   Mów mi -  Lin
   Multi -  Lysander, Aurora


Johnny był ostatnio stałym bywalcem barów wszelakiej maści. Testował chyba wszystko co się dało, korzystając jedynie z pretekstu, by uniknąć kolejnej dawki leków. Miało to na niego cholernie zły wpływ, ale wszystko mu było jedno. Był już zdecydowanie na tym etapie, gdzie uważał wszystko za niepotrzebny wysiłek, bo co by nie zrobił i tak skończy marnie. Jak ktoś miał zapisane, że będzie się męczyć przez resztę życia to nie istniał sposób, by temu zapobiec. A po ostatnich miesiącach Blackhawk był wręcz przekonany, że jego żywot nie jest przeznaczony do szczęścia. I nikt nie mógł mu przetłumaczyć inaczej. Ani kumple, ani psychiatra.
Wybierał towarzystwo alkoholu, bo ten jako jedyny nie patrzył na niego z politowaniem i nie mówił, żeby wziął się w garść. Problemy natury psychicznej nie znikały od samych postanowień - wymagały ciężkiej pracy. Tyle, że Johnny był wyjątkowo pozbawiony sił. Dlatego leczenie miał w nosie i dzisiaj wybrał kolejne wyjście do baru, tym razem w Canaryville. To było łatwiejsze niż walka z samym sobą.
Obecnie siedział przy barze, popijając nieco mocniejszy trunek niż piwo. Może i nie wiedział, że tutejszy browar nie należał do najbardziej wykwintnych, lecz najwyraźniej sam los odradził mu jego wybór. Zresztą na jego stan trunek ten był zdecydowanie zbyt słaby. Raczył się głównie whisky, szkocką lub burbonem. W garści trzymał właśnie szklankę z tym pierwszym, a druga wędrowała po wszystkich kieszeniach w poszukiwaniu paczki fajek. Nie wiedział, czy można tu palić w pomieszczeniu - najwyżej wyjdzie na moment. O ile znajdzie to cholerne pudełko, które albo zapodział, albo w ogóle ze sobą nie wziął. - Cholerne fajki. - syknął, wzdychając z irytacją. Czemu to akurat musiało zdarzyć się dzisiaj, kiedy on był w tak fatalnym nastroju? Wszystko jak na złość...
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Gary Baker


Jestem w Chicago od
urodzenia



46
Mechanik

lonely wolf

Mieszkam w
Canaryville

Gary

Baker

Wysłany: 26 Wrzesień 2019, 02:00   
   Multi -  Tatiana


Skręciłem już kilka papierosów i zamierzam zaraz odpalić jednego z nich. Tutaj to naprawdę bez znaczenia. Może w tej chwili ruch jest znikomy, ale nawet niewprawny nos wyczuje woń tytoniu, którym przesiąknięte są tutaj wszystkie przedmioty, włącznie z barem, odrapanymi ścianami i podłogą. Pociągam łyk piwa po czym wsuwam skręta w usta. Odpalam go, odruchowo osłaniając płomień zapałki przed nieistniejącym wiatrem. Powietrze jest tutaj gęste, stęchłe. Stoi od dłuższego czasu, nagły powiew świeżości przykuwa moją uwagę. Rzucam spojrzenie w stronę drzwi zaciągając się papierosem i strzepując zapałkę, żeby ugasić płomień, który lada chwila mógł sparzyć moje palce. Wszystko tutaj dzieje się tak leniwie, powolnie.
Obserwuję nowego gościa ze skrywanym zainteresowaniem. Wybiera whisky. Nietypowe. Lokalsi już zwracają na niego uwagę, ja wciąż udaję brak zainteresowania, popijając lokalne szczyny. Ty możesz nie doceniać tutejszego piwa, ale prawda jest taka, że zaczynasz się wybijać i jesteś obcy. To nie wróży ci najlepiej w tej dzielnicy, chyba że chcesz wpierdol. Oczywiście nie ode mnie, ale widzę już, że część gawiedzi zaczyna szeptać, wymieniać spojrzenia. Oni chcą kogoś dzisiaj skroić, żeby kolejną imprezę mieć w gratisie. Może nie teraz, nie tutaj, ale zrobią to jak wyjdziesz, kiedy nie będzie świadków. Jeśli nie ty, to ktoś inny. Taka ich natura.
Widzę jak szukasz papierosa. Chwilowy śmiech powoduje, że lekko podskakuję na siedzeniu. Zaczynam powoli kręcić głową opuszczając wzrok i wyciągając papierosa z ust, wydmuchując jednocześnie gęstą chmurę dymu tytoniowego. Przesuwam jednego ze skrętów w twoją stronę po blacie. Zaglądam ci w oczy.
- Na mój koszt. - Uśmiecham się zagadkowo i obracam w siedzeniu w twoją stronę. Miejscowi nagle tracą zainteresowanie nowo przybyłą osobą. Wiesz... to nie z szacunku do mnie, nawet nie ze strachu, po prostu z czystego tchórzostwa. Dodatkowi świadkowie są im niepotrzebni, oni chcą to zrobić po cichu, jak na tchórzy przystało. Dziesięciu na jednego.
- Nie jesteś stąd? - Pytanie wyrywa się z moich ust, marszczę brwi, ale w moim tonie głosu słychać, że jest to bardziej stwierdzenie. Nie wiem, kim jesteś. Pewnie szalenie rozpoznawany w pewnych kręgach - musisz mi wybaczyć, że mój świat ogranicza się do starych kawałków, starych filmów - wiek robi swoje.
Nie wyglądasz za to najlepiej - jakbyś miał poważny dylemat pomiędzy samobójstwem a byciem zamordowanym. Życie widocznie nie oszczędza cię w ostatnim czasie. Paskudna sprawa, ale doskonale wiem, jak to jest - sam jestem w dołku, mam depresję, zespół traumy pourazowej i wiele innych schorzeń psychofizycznych, które kaleczą moje ciało i umysł. Nie czuję się jak chodząca encyklopedia podłego nastroju, ale jestem raczej jak radar wyczuwający, że u kogoś nie jest najlepiej, bo wszystkie te gesty znam aż zbyt dobrze - spotykam się z nimi codziennie w lustrze.
Dzisiaj jednak mój nastrój nie jest najgorszy, jestem zrelaksowany i masz trochę szczęścia, bo dwóch ludzi z depresją w jednym miejscu i czasie, to byłby raczej niezbyt fortunny zbieg okoliczności - zwłaszcza w tej dzielnicy i w tym barze.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Johnny Blackhawk


Jestem w Chicago od
Jakiegoś czasu



27
Muzyk, wokalista TR

Wszystko się zepsuło...

Mieszkam w
Gold Coast

Johnny

Blackhawk

Wysłany: 28 Wrzesień 2019, 16:09   
   Mów mi -  Lin
   Multi -  Lysander, Aurora


Szczerze? Obecnie Johnny miał w głębokim poważaniu fakt, iż ktoś właśnie w tym momencie łypie na niego spode łba. Był gwiazdorem i muzykiem, często pojawiającym się na salonach... Lecz nie teraz. W tej chwili to właściwie nie czuł się nawet jak normalny człowiek. Miał wrażenie, jakby nie był wart złamanego grosza. Jakby był przeźroczysty, a namacalny jedynie w przypadku, gdy działy się złe rzeczy. Przebyte już jakiś czas temu wydarzenia tak skrzywiły jego psychikę, że już sam nie wiedział, co myśleć. Ignorowanie wszystkiego było zdecydowanie dużo łatwiejsze. Starał się nie zwracać uwagi zarówno na swoje otoczenie, jak i problemy, będące powikłaniami jego traum. To drugie było zdecydowanie bardziej wymagające, lecz dzięki używkom był w stanie odsunąć niechciane myśli chociaż na niewielką odległość od samego siebie. Dzięki temu przestał zwracać uwagę na niechciane spojrzenia, które mimo wszystko wyczuwał. Był jednak w tak opłakanym stanie, że z chęcią podstawił się całemu towarzystwo z baru do obicia mordy. Wręcz uważał, że skoro zasłużył na wydarzenia sprzed kilku miesięcy, to powinno wręcz stale gościć w repertuarze jego życia. Ewentualnie to alkohol już tak spaczył mu umysł, że nie myślał logicznie.
Był strzępkiem nerwów, przez co był naprawdę bliski wybuchu przed głupie papierosy. Jego reputacja, a także sytuacja w barze została jednak uratowana przez mężczyznę o nieznajomej twarzy. Początkowo Blackhawk nawet go nie dostrzegł. Pierwsze, co uczynił to skierowanie swojego wzroku na skręt podsuwany mu przez czyjąś dłoń. Dopiero potem dostrzegł, iż przemawia do niego starszy od niego mężczyzna. Wyglądał na miejscowego. Podtrzymał spojrzenie przez dłuższą chwilę, po czym przyjął skromny podarek od mężczyzny.
- Dziękuję. - gdyby był w normalnym stanie, to pewnie by się uśmiechnął. Tymczasem twarz ciemnowłosego była pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu. Jedynie jego głos świadczył o tym, iż jest raczej grzecznie nastawiony do swojego rozmówcy. Nie zwracając uwagi kompletnie na nic, a w szczególności na to nagłe stracenie zainteresowania przez miejscowych, sięgnął po zapalniczkę i odpalił papierosa. Natychmiast zaciągnął się mocno, napełniając swe płuca dymem. Wcześniej miał się pilnować z nałogiem, lecz i to postanowił teraz zlekceważyć.
- Nie. Mieszkam w centrum Chicago. - odpowiedział po krótkiej chwili, ponownie decydując się na utkwienie oczu w nieznajomym. Nie mówił więcej, skoro nie dostał bardziej szczegółowych pytań. Po przejściach znacznie przycichł. Po prostu uważał, że nie każdego może interesować akurat jego życie.
Johnny zazwyczaj był bystrym człowiekiem i mógłby dostrzec pewne oznaki trudnego życia również i u obecnego towarzysza, lecz po prostu tego nie szukał. Chwilowo miał dosyć rozglądania się za tym, która z najbliższych czy też dalszych mu osób potrzebuje pomocy. Sam jej wymagał, wręcz desperacko. Jak widać obecnie niewiele osób było w stanie mu tak naprawdę pomóc. Jedynie on sam mógł to uczynić, lecz potrzebował porządnego kopa - a w czym by się on przejawiał, to już nie miał pojęcia. Dlatego też trwał w takim stanie, będąc niezdolnym nawet do kiwnięcia palcem. Sam zakopywał się jeszcze głębiej, chociaż pragnął czegoś odwrotnego.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 7