Poprzedni temat «» Następny temat
Lincoln Avenue
Autor Wiadomość
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 21:21   

Ją też to bawiło. Perspektywa przedstawienia go rodzicom, szczególnie w sposób, jaki zasugerował. Przyglądała mu się więc przez dłuższą chwilę, jak gdyby kalkulowała wszystkie za i przeciw takiego pomysłu. Ostatecznie jednak roześmiała się dźwięcznie, kręcąc głową w rezygnacji i niedowierzaniu.
- Ojciec chyba zszedłby na zawał - przyznała w końcu, wzruszając nieznacznie ramionami, bo nawet, jeżeli pan Walker miał trzy takie super pociechy, to pewnie nie dopuszczał do siebie zbyt wielkiej możliwości rychłego posiadania wnuków. Zresztą - dotychczas pewnie największe nadzieje na zostanie dziadkiem pokładał w Scarlett, a teraz? Teraz pewnie nie sądził, że w ogóle się doczeka. - Możesz kiedyś wpaść na obiad. Przedstawię Cię jako współwłaściciela Tequili - bo ją na pewno też by ze sobą zabrali na taki rodzinny obiadek, nawet jeżeli rodzice o takim psie mieli wiedzę jedynie w teorii. Bo tak, przy okazji poinformowała ich o nowym pupilu, ale żeby robiła jakieś wieczorki zapoznawcze? Nie bardzo. Szczególnie, że w rodzinnym domu nigdy nie miała zwierzaka, więc razem z siostrą nadrabiały stracone lata dzieciństwa teraz.
- Nie popisuj się, dobra? Nie chciałabym Cię zabierać w ten piękny dzień na ostry dyżur - mruknęła trochę przekornie, a trochę serio, bo jednak - nie była pewna, czy powinien się wysilać w jakikolwiek sposób. Nawet ten najdrobniejszy, a przecież porządne zamachnięcie się patykiem wymagało użycia chociażby minimalnej dawki siły. Kiedy jednak drewienko poleciało hen daleko, a Tequila zaraz za nim, Walker ponownie zmniejszyła dystans, jaki oddzielał ją od mężczyzny.
- Ym.. nie wiem. Nie zastanawiałam się nad tym - przyznała, mrużąc nieznacznie oczy, jak gdyby dla lepszego widoku na ich psinkę, która zdążyła już odnaleźć rzucony patyk.
- Czemu? - dodała jeszcze, szczerze zaciekawiona tym, dlaczego skierował ich rozmowę akurat na ten tor. Jeszcze trochę i pewnie byłaby skłonna pomyśleć, że Kellerman to, wbrew wszystkiemu, bardzo rodzinny facet. - A ty chcesz? - rzuciła dodatkowo, z zawadiackim uśmiechem, jak gdyby już zdążyła sobie wyobrazić Elliota wśród gromadki brzdąców.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 22:38   

Śmiesznie, bo chyba odebrał to zaproszenie na rodzinne spotkanie zupełnie poważnie. Wzruszył ramieniem i jak gdyby nigdy nic zdecydował, że właściwie to... - Czemu nie, chętnie wpadnę - właśnie tak. Tak więc, jeśli Clara robiła sobie z niego tylko jaaaaaja, no to lepiej uświadomić go o tym teraz. Wbrew wszystkiemu, nigdy nie odczuwał jakichś szczególnych oporów przez spotkaniami tego typu. Był zabawny i do pewnego stopnia NAWET towarzyski. A przynajmniej sam o sobie lubił tak myśleć. Zwłaszcza, że był zabawny...
Posłał Clarze tylko wymownie "daj już spokój" spojrzenie, bo nie dźwigał cegieł tylko rzucił Tequili patyk. Nic mu nie będzie, odrobinę zaufania. Tylkoooo odrobinę zaufania. I już.
Spodziewał się, że odwróci pytanie o dzieci. Spodziewał się tego i nie miał najmniejszego problemu z odpowiedzeniem na nie. Nie, dlatego, że ostatnio wiele rzeczy stało się jasne. Przynajmniej pozornie. - Tak, chciałbym mieć dziecko. Dzieci - poprawił się i uśmiechnął lekko pod nosem. Nie sądziła, że to właśnie usłyszy, co? - Nie mam pojęcia czy w ogóle nadaję się na ojca, czy byłbym w tym dobry i tak dalej, ale... - spauzował na moment i spojrzał za Tequilą. Ta wracała już dzielnie w ich kierunku. Te radosne podskoki... - Chyba na starość robię się trochę sentymentalny - sapnął pod nosem, sam sobą rozbawiony. Taką refleksją i tokiem myślenia. - Dzieci... No wiesz. Dzieci są dobre. Kochają cię bezwarunkowo, nawet jeśli tak do końca o tym nie wiedzą. Bez względu na to kim jesteś i co narozrabiałeś w przeszłości. Wiem, że to brzmi idiotycznie w moich ustach, bo dla ciebie nie jestem typem gościa, który mógłby myśleć o rodzinie, żonie, dzieciach... - ręce luźno wsunął w kieszenie swoich spodni. Spojrzał na psa, który leżał na trawie i obgryzał upolowany patyk. - Ale tak. Jak któregoś dnia zarobię taką kulkę, z której już mnie nie wyratują to chciałbym, żeby coś po mnie na tym świecie zostało. Coś wartościowego. Coś dobrego - no pewnie, że ostatnie wydarzenia miały swój wpływ na jego myślenie w tych kwestiach. Pewnie, że tak, nawet nie próbował się z tym kryć.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 23:00   

I dobrze. Bo właśnie tak miał to odebrać. Poważnie. Mówiła całkowicie serio, nawet jeżeli jej mimika mogłaby świadczyć o czymś zupełnie innym. Nie przejmowała się tym jednak, gdy roziskrzone spojrzenie ponownie skierowała na wysokość jego oczu.
- W porządku. Zorganizuję coś - zadeklarowała jeszcze, totalnie niewzruszona dość wymownym skojarzeniem, które wiązało się z przyprowadzeniem do domu jakiegoś faceta. Ona jednak nie przywiązywała do tego zbyt wielkiej wagi, bo przecież.. przyjaźnili się. Gdyby ich znajomość zaczęła się kilka lat wcześniej, pewnie oboje poznaliby swoich rodziców. A gdyby dzieląca ich różnica wieku była nieco mniejsza, a oni wychowywaliby się na jednej ulicy? Wtedy to już w ogóle. Ich matki byłyby pewnie psiapsiami. Prawie takimi, jak oni.
Czy była zaskoczona jego odpowiedzią? Może troszkę. Ale na pewno nie na tyle, by otworzyć oczy szeroko i przyglądać mu się z rozwartymi ustami. Przyjęła to spokojnie. Nawet skwitowała subtelnym uśmiechem, bo jednak, mimo żartobliwego tonu i złośliwości względem Kellermana, nawet pasował jej do takiego sielskiego obrazka. Z domem, żoną, dwójką dzieci i psem. Spełniał już jedno kryterium. Może powoli zaczynał myśleć o całej reszcie, tylko się nie chwalił?
- Dlaczego sądzisz, że widzę Cię w taki sposób? - jako typ gościa, który nie myślałby o tych wszystkich rzeczach? Zaintrygował ją, chociaż i pewnie nieco uraził. Nie miała go za oziębłego kolesia, dla którego liczyło się tylko tu i teraz, zero planów i jakichkolwiek ciepłych uczuć. Miała o nim przecież całkiem dobre zdanie. Właściwie - myślała o nim jak najlepiej, nawet po tym, co zdradził jej w trakcie ich ostatniego spotkania. Było jej więc trochę przykro, że w jego opinii ceniła go tak niesamowicie nisko, ale nie skomentowała tego. Szczególnie, gdy znów napomknął o tych nieszczęsnych kulkach, których w swoim życiu dostał już chyba za dużo.
- Uważam, że będziesz świetnym ojcem - podsumowała treściwie, racząc go czułym uśmiechem. Krótkim, bo zaraz potem jej uwaga została skierowana na Tequilę, która przybyła z patykiem, który Walker próbowała jej zabrać. - Myślisz, że to z nią będziesz miał dzieci? - zagaiła jeszcze, sugerując oczywiście osobę jego obecnej dziewczyny. Jak gdyby dla sprawdzenia, czy sprawy miały się na tyle poważnie, bo przecież.. nigdy o tym nie rozmawiali.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 23:30   

Nie chciał jej urazić. W żadnym wypadku nie miał takiej intencji. I nie uważał też, że Clara myślała o nim, jakoś drastycznie źle. Ale wiedział na jakiego kolesia sam siebie kreował. I rozumiałby to, naprawdę. Rozumiałby, gdyby miała go za oziębłego, bez planów na przyszłość i pro-rodzinnych zapędów. Zresztą, do niedawna sam tak naprawdę nie był stuprocentowo pewien czy tego chce. Dzieci i idącej z nimi odpowiedzialności. Ale teraz już wiedział. Nie wiedział, natomiast, że sprawił jej przykrość. Szkoda, bo inaczej mógłby za to przeprosić. No i spróbować się jakoś wytłumaczyć.
Uśmiechnął się z jakąś dozą wdzięczności, kiedy Clara jasno stwierdziła, że widzi w nim potencjał na ojca. Na świetnego ojca, więc to dodatkowy plus. - Będę? - zapytał śmiesznie, ale tak naprawdę rozważał w głowie teraz to czy nim faktycznie będzie, czy raczej... Byłby. I to niejako wiązało się z pytaniem Clary. Pytaniem, które sprawiło, że Elliot znowu machinalnie spoważniał. Co myślał? Heh...
- Ona nie chce ich mieć - odpowiedział zgodnie z prawdą. Poruszył się lekko niecierpliwie w miejscu i łypnął gdzieś po dalszej części paru. No tak, nieumyślnie sprowadził ich rozmowę na całkiem grząski grunt. - Ze mną, albo w ogóle. Nie wiem - bo naprawdę nie wiedział. Z Everett właściwie więcej nie wiedział, niż wiedział. - Poza tym, to nie jest ten etap - celowo nie użył słowa "jeszcze", bo na dobrą sprawę nie miał pojęcia czy kiedykolwiek to będzie choćby nieco bliższy takim rozmowom moment. Czy etap właśnie. - To co? Rzuć jej jeszcze raz i będziemy wracać, a po drodze... Kawa? Lody? - uśmiechnął się pod nosem, trochę kwaśno, jak na siebie. Chyba chciał uciec od niewygodnego tematu, w który niestety i nieopatrznie sam się przecież wpakował.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 26 Wrzesień 2016, 23:46   

Nie musiała jakoś wybitnie długo zastanawiać się nad Kellermanem w roli ojca. Czasami wystarczyło na niego spojrzeć, by stwierdzić to i owo. Sam przecież przyznał, że momentami znała go lepiej niż własna matka, więc.. chyba mogła wysunąć takie konkretne wnioski. Że byłby w stanie wziąć odpowiedzialność za takiego małego człowieczka i zapewnić mu naprawdę fajne, porządne życie, w domu pełnym miłości i opieki.
- Będziesz - przytaknęła krótko, uśmiechając się do niego subtelnie, nie potrafiąc zrozumieć jego zaskoczenia, które i w niej wywoływało nikłe rozbawienie. Nie miała pojęcia, dlaczego tak bardzo zaskoczyła go tym stwierdzeniem, ale nie wnikała w to.
Szczególnie, gdy uzyskała odpowiedź na zadane pytanie. Nie wiedziała, jak powinna zareagować. Po raz pierwszy poczuła się w jego towarzystwie dość nieswojo, zwłaszcza, gdy dorzucił kolejne trzy grosze, na które Walker ewidentnie się spięła, bo w tym konkretnym przypadku - nie umiała znaleźć sposobu, aby go pocieszyć. Pewnie. Mogłaby mu wmawiać, że na pewno tak nie było, a jego wybranka na pewno zmieni przy nim zdanie, ale uznała, że był to temat na tyle ciężki, a grunt grząski, by po prostu.. odpuścić.
- Rozumiem - przytaknęła krótko, zerkając w bok, na Tequilę, która zdawała się być prawdziwym wybawieniem od tej rozmowy. Tej samej, którą Elliot faktycznie zainicjował, a której chyba żadne z nich nie chciało kontynuować. Walker nie rozmyślała o dzieciach, zaś on dla swoich własnych nie miał potencjalnej matki, więc.. powinni byli ominąć ten temat szerokim łukiem.
- Kawa i lody brzmią super - pewnie nie dla psinki, która znów ruszyła swoim sprintem w kierunku rzuconego przez Clarę patyka. Walker natomiast skierowała swoją uwagę na Elliota. - Cieszę się, że już się lepiej czujesz - obwieściła jeszcze, przechylając nieznacznie głowę w bok, jak gdyby chciała mu się przyjrzeć akurat z tej perspektywy. Bo naprawdę prezentował się o wiele lepiej niż podczas ich ostatniego spotkania.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 11:17   

Mogła wysuwać takie wnioski, jakie tylko chciała i czuła, a on nie mógł powiedzieć, że są niesłuszne. To znaczy, mógł, ale w głębi ducha i tak wiedział, że Clara ma rację. Że byłby naprawdę w porządku tatą. Ma przecież dobry wzór do naśladowania - własnego ojca.
Tequila faktycznie była dobrym katalizatorem. Czy wybawieniem - jak to trafnie określiłaś - od trudów rozmowy, takiej jak ta teraz. Elliot nie chciał w to iść dalej, bo pewnie tylko mocno by się ewentualnymi wnioskami zasępił i nic dobrego by z tego nie wyszło. Poza tym, jeśli z kimkolwiek tak naprawdę powinien o tym gadać, to jednak powinna to być sama Rutherford.
Uśmiechnął się i skinął lekko głową. Kawa i lody rzeczywiście brzmiały super. A jeszcze bardziej super brzmiało w jego uszach to, co po chwili od Clary usłyszał. Widziała to? Że czuł się lepiej? No w końcu. - Cieszę się, że to dostrzegasz - skoro była blisko, to znów mógł sobie pozwolić na ten zapaśniczy chwyt, który uskutecznił już wcześniej. Przyciągnął ją w ten sposób do siebie bliżej. - Najwyżej ty mi urodzisz dziecko, co nie? - żartował! Żartoooooował i wyszczerzył się od razu, jak skończony drań. - Donosisz, urodzisz, a ja je sobie wychowam - nieee, wcale nie sugerował jej właśnie - na szczęście tylko w żartach! - żeby została jego prywatnym, osobistym, żywym inkubatorem. Dla jego dziecka, no. - Ładne byłoby, mówię ci. Urodę po ojcu, bystrość po matce - :lol:
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 11:41   

Ona wcale nie była taka pewna, czy faktycznie jego stan się polepszył. Wyglądać wyglądał lepiej, ale na myśli miała przede wszystkim jego samopoczucie i nastawienie. Skoro był w stanie wychodzić z domu na krótkie spacerki z psem, a dodatkowo ani przez chwilę nie wyszedł z wprawy w dogryzaniu jej - nie mogło być tak źle, jak sądziła. Dlatego też wzruszyła niewinnie ramionami, bo przecież co złego to wcale nie ona. Chciała dla niego jak najlepiej, nawet jeżeli owa troska zaczynała go drażnić i zamieniała się w jakieś przewrażliwienie na jego punkcie.
- Powinnam Cię oskarżyć o próbę uduszenia - jęknęła żałośnie, gdy ułożyła dłonie na jego przedramieniu, jak gdyby starając się odsunąć jego rękę od swojej szyi. Chociaż - chyba lepiej, że rękę, a nie na przykład zęby.
- Ja? Tobie? Dziecko? - powtórzyła za nim w jawnym niedowierzaniu. Porzuciła próby wyswobodzenia się z jego uścisku i przyglądała mu się tak, jak gdyby co najmniej spadł z księżyca. - Nie wiem, czy będę mieć własne, a co dopiero Twoje - dodała prześmiewczo, szturchając go w bok, doskonale wiedząc, że był to dość skuteczny sposób do zniechęcenia go w kwestii znajdowania się blisko niej. Bo przecież nikt nie lubił być dźgany w żebra, szczególnie łokciem, nawet jeżeli zrobiła to wyjątkowo łagodnie i pewnie dla niego ledwo odczuwalnie.
- Albo urodę i bystrość po matce, a po ojcu co najwyżej nazwisko.. - westchnęła przeciągle z udawaną rezygnacją, by ostatecznie skwitować wszystko śmiechem, który rozbrzmiał nieco głośniej, gdy obok nich znów zjawiła się Tequila, ponownie z patykiem.
- Pewnie, jak typowy facet, chciałbyś mieć pierworodnego syna, a nie córkę? - zagaiła jeszcze, gdy udało się jej odzyskać nową zabawkę ich psinki. Tym razem nigdzie już drewienka nie rzucała, a jedynie czekała, aż Elliot upora się z Tequilą, która do smyczy nie była chyba nastawiona zbyt optymistycznie.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 11:55   

Wyglądał lepiej, choć zapuszczał brodę, tak jak na avie. Ale nie wyglądał na udręczonego życiem, jak to określiłaś CHAMSKO. :lol: Niemniej, skoro wyglądał lepiej, to zdecydowanie tak też się czuł.
- O próbę uduszenia, molestowanie, próbę otrucia autorskimi drinkami... - wymienił, co mu się tam jeszcze nasunęło na myśl. Taaaak, mogłaby go oskarżyć o naprawdę wiele rzeczy, ale... Ale tego nie zrobi! Bo wszystkie z nich na pewno baaaaaaardzo, baaaaaaardzo lubiła. Elliot był o tym święcie przekonany, hyhy. Tak samo, jak o tym, że gdyby mu bardzo zależało to Clara urodziłaby mu dziecko. Nah, żartuję. On też żartował. Chyba.
- Że co? Że niby nie mam żadnych fajnych ceeeech? - sapnął, a ponieważ faktycznie odsunął się od niej moment wcześniej na bezpieczną od dźgania łokciem w żebra, odległość to teraz najpierw posłał Clarze dosyć wymowne - lekko pochmurne - spojrzenie, a potem... A potem faktycznie zajął się Tequilą. Nie chciała być znowu przypięta do smyczy, ale wystarczyło jedno bardziej stanowcze "Tequila!" Elliota i podziałało. Stanęła grzecznie i zaczekała, aż Kellerman przypnie karabińczyk do kółka przy jej szelkach. A kiedy się wyprostował, to spojrzał na Clarę i z pełną świadomością pokręcił głową. - Nie. Córkę - zaskoczona? Powinna być. Najwyraźniej nie był, aż tak typowy, jak mogłoby to się im obojgu wydawać. - Uważam, że nie ma dla faceta ważniejszej misji w życiu, niż protekcja własnej córki przed... - znowu wskazał, tym razem ręką, na jakiegoś kolesia, z wyglądu licealistę, przechadzającego się parkiem. Aha, co ważne, z dziewczyną. Za rękę. - Takimi kretynami - no sorry, ale każdy kto miałby tknąć potencjalną juniorkę Kellerman byłby z góry skazany na porażkę. I z góry byłby też nazywany skończonym kretynem. - Syn to syn, poradzi sobie. Ale dziewczyna... - odprowadził młodą parę wzrokiem, a potem cofnął go do oczu Clary. - Twój ojciec też taki był? Albo jest? - ściągnął brwi i pewnie ruszyli już w drogę powrotną do jego mieszkania. - Chronił was przed randkami i tak dalej?
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 12:19   

To nie było chamskie. To było szczere, okej? No i brodę - serio? Clarka mu ją zgoli przez sen :lol:
- Więc przyznajesz się do wszystkiego? - mruknęła, szczerze zaskoczona tym, że pamiętał wszystkie swoje przewinienia. Które były bardzo poważne w porównaniu do lekko zniszczonego zderzaka. Ale tego już nie dodała, bo po co wypominać takie stare historyjki? Za parę lat pewnie będą się z tego głośno śmiać, no. Szczególnie, że jego samochód jakoś mocno nie ucierpiał w tamtym starciu.
- No masz, masz. Pewnie gdzieś głęboko ukryte, ale masz - zachichotała, mając nadzieję, że rozumiał ten żart? Słaby i kiepski, ale jednak żart. Bo chyba zdążył się zorientować, jakie naprawdę mniemanie miała o nim Walker? Dobre. Fantastyczne wręcz. Tylko okazywała mu to na swój własny, pokrętny i oryginalny sposób, do którego powinien się był już dawno przyzwyczaić.
- Serio? - no serio? Córkę? Faktycznie - zaskoczył ją. Na tyle, by zatrzymała swoje spojrzenie na jego sylwetce, gdy tak sprytnie radził sobie z Tequilą, a ta tak po prostu poddawała się temu, co robił Kellerman. - Więc chcesz mieć córkę, żeby bronić ją przed jakimiś natrętami? - powtórzyła, jak gdyby dla upewnienia się, że dobrze zrozumiała. Chyba fakt, bo sama powędrowała spojrzeniem do przechodzącej obok nich parki, na co wzruszyła nieznacznie ramionami. - To całkiem słodkie - podsumowała w końcu, gdy ponownie skierowała swoją uwagę na Kellermana, któremu posłała subtelny uśmiech.
- Chyba każdy normalny ojciec tak ma - odparła, krzyżując ramiona na wysokości klatki piersiowej, przy jednoczesnym obróceniu się na pięcie w stronę, z której przyszli. Czyli chyba faktycznie w kierunku jego mieszkania. - To nic złego troszczyć się o dziecko. Ale kiedy ktoś przesadza to robi się niebezpieczne. Na szczęście mój ojciec nigdy nie miał psa, którym mógłby szczuć potencjalnych zięciów - wymamrotała przez śmiech, zerkając na ich psią córkę, która pewnie nie wyglądała jak typowy pies obronny, ale Walker domyślała się, że Elliot zamierzał ją odpowiednio przeszkolić.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 12:33   

To było chamskie! :shoot: :/
- Nie mam nic na swoją obronę - czyli zdecydowaaaaanieeee... Tak. Przyznawał się do każdego z tych przewinień i grzechów. - Chcesz mnie aresztować? - zapytał rozbawiony już samą taką wizją. Że Clara mogłaby zakuć go w kajdanki.
- Pod tą skórą oziębłego typa... Gdzieś tam coś jest - wiedział, że żartowała i on też żartował. To prawda, zdawał sobie sprawę z tego, jak dobrze Walker o nim myślała. I oczywiście - odwzajemniał to. Pewnie dlatego wykazywał tak silne zapędy protektorskie wobec jej osoby. Właśnie, bo była tak dobra i miała tak wielkie serce i tak imponowała Elliotowi sobą, że... No, że nie chciał, aby ktokolwiek i w jakikolwiek sposób ją skrzywdził. Jak Tayler na przykład.
- W dużym uproszczeniu - zaśmiał się cicho, no bo wiadomo, że nie tylko dlatego marzyła mu się najpierw córka, a nie syn. Ale nie będą w to chyba wchodzić, bo przecież, tak na dobrą sprawę, nie było wcale w co. Elliot dzieci nie miał. I perspektyw na nie też nie. No chyba, że się jakieś odnajdzie z jednonocnej przygody. To by dopiero było... :/
- Ani broni, którą mógłby strzelać im w nachalne łapska - dodał przez cichy śmiech parę groszy od siebie. - Podobno każdy... Każdy ojciec ma wśród swoich córek jakąś swoją ulubienicę... - spojrzał na Clarę, bo chyba wiadomo już było o co właściwie chciał ją teraz zapytać. - Jak to jest u ciebie? U was? - u wszystkich sióstr Walker, wiadomo.
 
 
Clara Walker
[Usunięty]

Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 13:34   

PRZEPRASZAM, KAJAM SIĘ :*
Aresztować go? Brzmiało jak najbardziej absurdalny pomysł pod słońcem, a jednak.. spodobała się jej taka perspektywa. Kellermana w kajdankach, na co parsknęła śmiechem, ewidentnie rozbawiona.
- A dostanę Twoją broń? I kajdanki? - zagaiła niezobowiązująco, jak gdyby nigdy nic. Jak gdyby wcale nie prosiła go o element wyposażenia policjanta, a rozprawiała sobie o ślicznej pogodzie. Nawet uśmiechnęła się niewinnie, jak miała w zwyczaju robić, gdy próbowała coś na nim wymóc. Oczywiście, nie robiła tego za często, ale tak bardzo chciała go przykuć do kaloryfera. Bo to na pewno była odpowiednia kara ze wszystkie przewinienia, jakich się dopuścił względem niej nie tylko od początku ich znajomości, ale przede wszystkim w ostatnim czasie, gdy na przykład wypisał się ze szpitala na własne życzenie. Kryminalista.
- Tak. Mój ojciec zdecydowanie przegrał w walce z adoratorami córek - westchnęła przeciągle, bo pewnie zrobiło się jej szkoda poczciwego ojczulka, który zawsze chciał dla swoich pociech jak najlepiej, a do kwestii facetów w ich życiu podchodził raczej negatywnie, nawet jeżeli te już dawno wyniosły się z domu, miały swoje sprawy, towarzystwo, a jedna to nawet już była bliżej trzydziestki niż wieku nastoletniego.
- Czy ja wiem? Jakoś nigdy nie dawał nam do zrozumienia, że któraś jest lepsza, ale.. chyba najmłodsza. Najmłodsi zawsze mają lepiej - podsumowała, wzruszając ramionami, bo nie przywiązywała do tego tak ogromnej wagi. Momentami tylko współczuła Scarlett tego, że w tak beznadziejny sposób pogorszyła sobie relacje z rodzicami, ale zrobiła to przecież na własne życzenie. - A u Ciebie w domu się kogoś faworyzowało? - zagaiła na odczepne, odwdzięczając się pytaniem za pytanie. Była jednak ciekawa, jak to wszystko u niego wyglądało, szczególnie, że Kellermany miały gromadkę wcale nie gorszą od tej u Walkerów.
 
 
Elliot Kellerman


Wysłany: 27 Wrzesień 2016, 14:14   

:/
- Jak mnie upijesz, to dostaniesz wszystko co chcesz - kajdanki to na trzeźwo może by jej jeszcze oddał, ale broń? Musiałaby go naprawdę solidnie zaprawić. Najlepiej taką drinkową bombą, jaką on zgotował jej ostatnio.
Zgadzał się z tym, że najmłodsi zawsze mają najlepiej. U niego w rodzinie pewnie też się to sprawdzało. Ale czyyyy polegało to na faworyzowaniu kogokolwiek? Hmm, trudno powiedzieć. Trudno, więc Elliot też musiał się moment lub dwa nad tym zastanowić. Ostatecznie nie powiedział nic ponad krótkie: - Właściwie to nie wiem - bo taka prawda. Nie umiał wskazać palcem i powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że tak, ten czy tamta mieli u rodziców "lepiej". - Nawet jeśli któreś z nas rodzice kochają bardziej, to nigdy jakoś szczególnie nie dawali nam tego odczuć. Poza tym wiesz... - wzruszył ramieniem, booo... - Jak skończyłem dziewiętnaście lat, to od razu poszedłem do wojska. Nie było mnie w domu potem bardzo długo. A wcześniej... Wcześniej też właściwie bywałem tam gościem. Bardziej interesowało mnie skakanie po drzewach i podglądanie biorących prysznic sąsiadek, niż zastanawianie się nad tym czy ojciec kocha bardziej mnie, czy którąś z moich sióstr na przykład - przyznał bez zakłopotania. Ale prawda była też taka, że po prostu tamtych czasów - czasów swojego dzieciństwa - już tak wcale dobrze nie pamiętał. Więęęęęęc... No. Niewiele mógł powiedzieć.
Tak czy siak, żeby cię już nie spinać, tak jak sobie dogadaliśmy - kończę to, a ty coś zaczniesz, jak już będziesz miała ku temu możliwość. W rytm rozmowy o tym czy o tamtym, faktycznie dotarli do mieszkania Elliota. Wcześniej zrobili sobie jeszcze króki przystanek na kawę i lody, a potem... Potem wciąż rozmawiali. Bo oni dużo rozmawiają. I chyba to lubią. No i już, do następnego!
ztx2
 
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 24 Październik 2018, 20:08   
   Mów mi -  Darka


    #48

Trzeźwa. Leanne naprawdę była trzeźwa. Już od dobrych kilku dni nie miała żadnej styczności z używkami – ani narkotykami, ani alkoholem. Czyżby w końcu poszła po rozum do głowy? Możliwe, naprawdę. Możliwe, że nareszcie zmądrzała. Ze względu na dzieci musiała jakoś się trzymać, czyż nie? Jeśli jednak miała być szczera sama ze sobą, powoli wszystko to zaczynało ją przerastać. Wychowywanie trójki dzieci, ciągły stres i cała masa innych problemów, skutecznie wyprowadzały ją z równowagi, więc koniec końców, musiała znaleźć sposób na odstresowanie się. Szkoda tylko, że robiła to w tak żałosny sposób, jak ćpanie po kątach. Miała pewne problemy, z którymi dotychczas sobie radziła, ale… ten czas chyba już się skończył.
Tego dnia Leanne naprawdę musiała wziąć się w garść. Curtis był już w takim wieku, że lada moment miał pójść do pierwszej klasy szkoły podstawowej (a może już powinien tam chodzić? Nieważne!). Ważne jest to, że Wheeler musiała zainteresować się przyszłością syna i przynajmniej przez chwilę udawać ogarniętą matkę, która ma nad wszystkim kontrolę. Rozmowa z dyrektorem nie była aż taka straszna, jak myślała. Poradziła sobie, oczywiście! Może Leanne rzeczywiście nie była jedną z tych najgorszych matek? Miała lepsze i gorsze dni, to prawda, ale, co najważniejsze, nigdy nie chciała źle dla swoich dzieci. Nigdy. Tyle że gdy emocje opadły, a Leanne wolnym krokiem przemierzała ulice Lincoln Park, Wheeler jakoś niespecjalnie spieszyło się do domu. Miała jeszcze przynajmniej ze dwie lub trzy godziny tylko dla siebie. Mogła wykorzystać je w dowolny sposób. Może zakupy? Albo zdobycie jakiejś działki na później? Kawa? Herbata? Cokolwiek? Możliwości było całe mnóstwo i gdyby nie to, że właśnie wtedy stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Młoda kobieta przechodząca przez przejście dla pieszych i rozpędzone auto jadące w jej kierunku. Tyle widziała. Samego zderzenia Leanne nie zdążyła już zarejestrować, ale wiedziała. Wiedziała, że stało się coś złego, o czym świadczyły krzyki kilku innych świadków. Wheeler w ogóle nie zastanawiała się nad tym, co robi – biegiem ruszyła w tamtym kierunku, natychmiast odnajdując ranną kobietę. Sprawdziła czynności życiowe, ignorując słowa jakiejś starszej kobiety, która była pielęgniarką, chyba raczej na emeryturze! Leanne nie dopuszczała do siebie tego, że dziewczyna nie żyła – mimo to, rozpoczęła masaż serca, kompletnie zaślepiona i głucha na to, co działo się wokół niej.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 1 Listopad 2018, 19:15   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


    #5

Życie samotnej matki z trójką dzieci z pewnością nie było łatwe. Ostatnimi czasy, nawet sama Phoebe nie do końca ogarniała życie. Odkąd rozstała się ze swoim narzeczonym, była w totalnej rozsypce. Kompletnie nie potrafiła odnaleźć się w nowej sytuacji. Ciągle chodziła zamyślona i smutna. Nie potrafiła w pełni skoncentrować się na pracy, ale nie mogła pozwolić sobie na urlop. Jej sytuacja finansowa nie prezentowała się najlepiej. Odkąd wyprowadziła się od Milesa było tylko gorzej. Musiała sama opłacić mieszkanie i pokryć inne podstawowe koszty. Na domiar złego, kilka dni temu natknęła się na swoją dawną miłość. Nie mogła w to uwierzyć, ale Alex wyglądał jeszcze lepiej, niż zapamiętała. Był bardzo przystojnym mężczyzną i z pewnością nie mógł opędzić się od kobiet. Jej zdziwienie było jeszcze większe, kiedy okazało się, że Alex został ojcem. Jego malutka córeczka od razu skradła jej serce. Pheebs uwielbiała dzieci, zwłaszcza te małe. Ich spotkanie trochę ją dręczyło. Kilka lat temu połączyło ich gorące uczucie i trochę ze sobą romansowali. Oczywiście Phoebe nie byłaby sobą, gdyby nie poczuła czegoś więcej. Była z niej marna przyjaciółka z korzyściami.
Dzisiejszy dzień zaczął się dla Phoebe całkiem przeciętnie. Rano wstała, zaliczyła poranny jogging, zjadła śniadanie, wzięła prysznic i wyszła do pracy. W jej gabinecie nie działo się dziś nic spektakularnego. Zaliczyła dwie rozmowy z młodocianymi przestępcami, a później zdecydowała, że uda się na lunch. Umierała z głodu, a zapomniała zabrać z domu przygotowanego wcześniej pudełka. Przemierzała zatłoczone ulice Chicago, co jakiś czas zerkając na swój telefon. Wymieniała właśnie wiadomości ze swoją młodszą siostrą. Od kilku dni usilnie próbowały się spotkać, ale praca ciągle krzyżowała ich plany. Lockhart na chwilę zatrzymała się przed pasami, a po chwili usłyszała głośny huk. Była świadkiem brutalnego wypadku. Rozpędzony kierowca wjechał w młodą dziewczynę. Pheebs od razu ruszyła na pomoc. Miała za sobą kilka kursów pierwszej pomocy. Dwie kobiety zdążyły ją jednak wyprzedzić. Postanowiła więc, że pomoże i odgoni tłum gapiów. Zadzwoniła też po 911 i poinformowała o całym zdarzeniu. Gdy bliżej przyjrzała się kobiecie, która udzielała pierwszej pomocy, dostrzegła znajomą twarz. Słowa starszej kobiety były niczym kubeł zimnej wody. Dziewczyna odeszła.
— Leanne, Leanne! Przestań, ona odeszła — krzyknęła, próbując odciągnąć ją na bok. Jej znajoma była w amoku. Phoebe wiedziała, że przeżywa ogromny szok. Niestety, było już za późno.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 9 Listopad 2018, 17:23   
   Mów mi -  Darka


To nie mogło dziać się naprawdę. Nie mogło, nie tu, nie w tym miejscu, ani nie w tym czasie, czy tym bardziej nie w tej rzeczywistości. Ta dziewczyna – jakkolwiek miała na imię – nie zasługiwała na taką śmierć. Nie zasługiwała na taki los, a wszystko to, co właśnie się wydarzyło, było jakimś okrutnym żartem. Kpiną. Zwyczajną kpiną, tak samo jak wszystkie te świąteczne reklamy w listopadzie.
Jak to jest, że jednego dnia człowiek cieszy się zdrowiem – ma wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Ma plany na jutro i doskonale wie, czego chce. Następnego dnia to wszystko traci. Traci zdrowie, traci marzenia, szansę na lepsze jutro. Tego jednego Leanne nie potrafiła zrozumieć. I nawet nie próbowała. Również teraz, gdy uparcie uciskała klatkę piersiową dziewczyny, nie dopuszczała do siebie myśli, że wszystko to tak naprawdę było na nic. Dziewczyna odeszła, zmarła, przestała czuć cokolwiek. Brzmiało to co najmniej nierealnie, a wręcz nieprawdopodobnie. Co to właściwie miało znaczyć? I dlaczego, do cholery, ktoś krzyczał jej imię, chciał żeby przestała i twierdził, że dziewczyna odeszła?
- Nie.. Nie… Nie odeszła! – krzyknęła nieco głośniej, nie przerywając reanimacji, lecz w końcu Phoebe dopięła swego, Leanne odpuściła i płacząc praktycznie opadła bezwładnie na ziemię, prawdopodobnie zaraz lądując w ramionach znajomej. Wheeler straciła nad sobą kontrolę. Kto by pomyślał, że ktoś, kto zwykle twardo stąpa po ziemi i zazwyczaj ma wszystko pod kontrolą, tak szybko i niespodziewanie pozwolił ponieść się emocjom? Cóż, Leanne na pewno nie należała do osób bardzo stabilnych emocjonalnie i Bóg jeden wie, jaki wpływ może mieć na nią to, co właśnie się wydarzyło. – Przepraszam. – wydukała po chwili, odsuwając się od Phoebe – Przepraszam, że nie mogłam.. nie potrafiłam… - ale co? Czego? Uratować jej. Ocalić życia kogoś, kto zasługiwał na wszystko, co najlepsze.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 12 Listopad 2018, 21:35   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


Życie jest tylko chwilą, krótką i niezwykle ulotona chwilą, która przepełniona jest wieloma przepięknymi i smutnymi momentami. Wspomnienia sprawiają, że jesteśmy sobą. Przeszłość w dużej mierze naznacza nas oraz kształtuje nasz charakter. Śmierć była czymś niewyobrażalnie trudnym. Kończyła ludzką wędrówkę po tym nieszczęsnym łez padole. Pheebs nie była jakiś szczególnie religijna, ale wierzyła w istinienie siły wyższej. Łudziła się, że po śmierci istnieje odkupienie. Chciała wierzyć, że ponownie zjednoczy się z bliskimi, którzy również już odeszli. Miała jednak nadzieję, że nie nastąpi to za szybko. Pragnęła jeszcze trochę pożyć. Miała do zrobienia mnóstwo rzeczy. Zdawała sobie sprawę, że nie każdy na szansę na długie i szczęśliwe życie. Los często płatał okrutne figle. Ludzie na każdym kroku borykali się z różnymi problemami. Choroby, głód, ubóstwo, uzależnienia. Sama miała ogromne szczęście, ponieważ była zdrowa, miała dach nad głową i nie chodziła głodna. Mogła pozwolić sobie też na drobne przyjemności. Jej bliscy również mieli się dobrze. Państwo Lockhart nie byli już pierwszej młodości, ale żyli w dobrym zdrowiu. Dodatkowo tworzyli zgrane małżeństwo i wciąż bardzo się kochali. Stanowili idealni wzorzec dla wielu młodych par, które dopiero rozpoczynały wspólną drogę. Pheebs liczyła, że pewnego dnia znajdzie osobę, u której boku będzie rownie szczęśliwa. Może i była nieco naiwna, ale wciąż wierzyła w prawdziwą miłość. Uważała że każdemu pisany jest ktoś w gwiazdach.
Wszystko wokół działo się tak szybko, że nawet Phoebe wciąż pozostawała w lekkim oszołomieniu. Nie do końca docierało do niej to, co właśnie się wydarzyło. Musiała jednak zachować się odpowiedzialnie i dorośle. Leanne była w szoku. Brunetka nie wyglądała lepiej, jej twarz pobladła. — Hej, spokojnie... To nie twoja wina. Zrobiłaś wszystko, co było w twojej mocy, żeby jej pomóc — odparła łagodnie i wysiliła się na łagodny uśmiech. Objęła ją i odsunęły się trochę na bok, żeby odizolować się od tego całego zamieszania. Gdy Leanne się rozpłakała, Phoebe nie do końca wiedziała, jak ma się zachować. Była psychologiem i często spotykała się ze świadkami wypadków, ale aktualnie sama nie czuła się najlepiej. — Weź głęboki wdech i wydech. Nie musisz za nic przepraszać, Leanne — odparła stanowczo i odgarnęła pasmo jej włosów za ucho.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 27 Listopad 2018, 16:05   
   Mów mi -  Darka


Tyle że Leanne miała za co przepraszać. Nie zareagowała odpowiednio szybko i w gruncie rzeczy nie zrobiła nic, co by pomogło tej dziewczynie. Albo po prostu podchodziła do tego wszystkiego zbyt emocjonalnie. Pękła. Najzwyczajniej w świecie pękła w najmniej odpowiednim momencie. Nadjeżdżający samochód, wypadek, nagły skok adrenaliny – tego było dla niej za dużo. Nie był to jednak pierwszy raz, gdy sprawy tak bardzo wymknęły się. Teoretycznie była już uodporniona, jeśliby wziąć pod uwagę jej przeszłość. Ale nie teraz, gdy na nic z tych rzeczy nie była przygotowana. Czy na śmierć można był przygotowanym? Nigdy. Śmierć zaskakuje. Śmierć pojawia się znikąd. Jest tak bardzo nam bliska, a jednocześnie daleka, obca. I Leanne nie potrafiła się z tym pogodzić, nawet jeśli kobieta, którą reanimowała, była jej zupełnie obca – była zupełnie nieznaną jej historią – nie wiedziała nawet, jak miała na imię, czy ma dzieci, siostrę, brata, psa lub kota. Dlaczego więc tak bardzo przejęła się losem nieznanej kobiety? Pewnie z tego samego powodu, dla którego przed laty zgodziła się na współpracę z federalnymi.
W gruncie rzeczy Leanne nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co działo się obecnie. Przestała zwracać uwagę na otoczenie. Gdyby nie Phoebe, Bóg jeden wie, co by zrobiła. Jedno było pewne – potrzebowała chwili. Jednak pod wpływem stanowczego tonu kobiety, posłusznie wzięła głęboki wdech, jeden, drugi, a nawet trzeci, co wcale nie było takie proste. Nadal szlochała, nadal nie mogła w pełni się uspokoić. Potrząsnęła głową na boki, a wierzchem dłoni mimochodem ścierając łzy z policzków. W końcu tylko utkwiła wzrok w kobiecie, która niewątpliwie wydawała się znajoma. – To wszystko… - zaczęła w pewnym momencie, nadal z trudem nad sobą panując – To wszystko działo się tak niesamowicie szybko – ciągnęła, chwilami nadal pociągając nosem – To nie powinno się wydarzyć, to nie powinno… - w szoku była, no. Nie była w stanie pozbierać nawet myśli – Ona przecież mogła… nie musiała… - Leanne najzwyczajniej w świecie nie potrafiła zrozumieć, co naprawdę właśnie się wydarzyło. A może nie chciała…? – Muszę… Powinnam wracać. – tak, najchętniej by uciekła z tego miejsca. Najchętniej wróciłaby do domu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Phoebe Lockhart


Jestem w Chicago od
Dawna, z przerwami



31
Psycholog policyjny

Alex znów zawrócił jej w głowie

Mieszkam w
Lincoln Park

Phoebe

Lockhart

Wysłany: 1 Grudzień 2018, 23:49   
   Multi -  Fiona, Clary, Josie, Freya, Elena, Peach, Lily


Westchnęła ciężko i nieco bezradnie rozłożyła ręce. Nie miała pojęcia, jak powinna przemówić jej do rozsądku. Sama wciąż była w szoku. Była świadkiem tragicznej śmierci młodej dziewczyny, która zapewne miała przed sobą całe życie. Mogła być czyjąś córką, czyjąś matką, czyjąś żoną i przyjaciółką. Phoebe nie mogła uwierzyć, że tak po prostu odeszła. Czuła się bezradna, choć świetnie zdawała sobie sprawę, że nie było żadnych szans. Uderzenie było zbyt silne, żeby mogła przeżyć. Jako psycholog często spotykała się, że świadkami wypadków drogowych. Nie sądziła jednak, że sama pewnego dnia znajdzie się w podobnej sytuacji. Wiedziała, że musi być silna. Leanne jej potrzebowała i nie mogła zawieść. Wzięła kilka głębokich wdechów, żeby doprowadzić się do porządku. Postanowiła, że będzie jej łatwiej, jeśli zacznie działać.
— To prawda, nie powinno… Ale jest już za późno, nic tu po nas — odparła stanowczo i spojrzała w jej oczy. Jej spojrzenie było puste i nieco zagubione. Martwiła się o nią, naprawdę się martwiła. Wiedziała, że takie przeżycie ma ogromny wpływ na późniejsze życie. Nie chciała, żeby Leanne posunęła się do czegoś głupiego. — Chodź, zabiorę Cię do domu. I nie chcę słyszeć żadnego protestu — uśmiechnęła się łagodnie i mocno ją objęła. Nie była pewna, czy powinna, ale chciała dodać jej otuchy. Kontakt fizyczny był bardzo ważny i czasami potrafił zdziałać cuda. Były momenty, kiedy każdy potrzebował odrobiny czułości. — Z kim zostawiłaś dzieci, Leanne? — w gruncie rzeczy było to dość istotne pytanie. Lockhart nie miała pewności, czy jej znajoma nie wybierała się właśnie po swoje szkraby. Nie chciała, żeby miała jakieś nieprzyjemności z tego powodu. Starała się sprowadzić ją na ziemię, ponieważ życie toczyło się dalej. Było to z pewnością nieco brutalne, ale tak przedstawiały się fakty. Czas nie stał w miejscu i oglądanie się za siebie nie miało większego sensu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Leanne Wheeler


Jestem w Chicago od
zawsze



30
informator FBI

próbuje ułożyć sobie życie

Mieszkam w
Canaryville

Leanne Annalise

Wheeler

Wysłany: 26 Grudzień 2018, 13:20   
   Mów mi -  Darka


Niewątpliwie, Wheeler powinna wziąć się w garść, wstać i wrócić do swojego życia, lecz niestety, to wcale nie było takie proste. Oczywiście, nie była to pierwsza śmierć, z jaką Leanne miała do czynienia, to ten wypadek niewątpliwie bardzo nią wstrząsnął. Śmierć nie była łatwa, ani przyjemna, a krew na rękach nie zawsze dawała się zmyć już za pierwszym razem. Na szczęście, Wheeler nie była sama. Mogła pozwolić sobie na jakże wstydliwą chwilę słabości. Biorąc pod uwagę to, czym zajmowała się jeszcze nie tak dawno temu, nie powinna zachowywać się w ten sposób. Dlatego dobrze, że ktoś – w tym przypadku Phoebe – przejął kontrolę. Mimo to, Wheeler początkowo opierała się, ani nie współpracowała z kobietą. Roztrzęsiona, nie była w stanie skupić się na jej słowach – a przynajmniej do momentu, w którym Lockhart nie zadała jej tego konkretnego pytania o dzieci. W końcu trybiki zaczęły poruszać się jeden po drugim, co oznaczało, że do Wheeler powolutku docierało to, co faktycznie się wydarzyło – a także to, że rzeczywiście powinny się ruszyć i zniknąć stąd jak najszybciej. Chyba w końcu wzięła się w garść, przeniosła wzrok na towarzyszkę, potrząsając głową na boki – Są bezpieczne. – powiedziała w zgodnie z prawdą – Są ze swoim ojcem. – tak więc, w tym momencie nasuwało się pytanie – czy rzeczywiście cała trójka była bezpieczna? Mniejsza. To już problem Leanne, nie Phoebe. Wheeler odruchowo ściągnęła usta w prostą kreskę, jeszcze chwilę nie ruszając się ze swego miejsca. Wdech jeden, drugi i trzeci. Rozejrzała się wokół, próbując zorientować się w sytuacji. Wszystko wskazywało na to, że naprawdę mogły się stąd ewakuować. W końcu nie miała całego dnia, prawda? Zresztą, pewnie Phoebe również miała ciekawsze rzeczy do zrobienia, niż niańczenie dorosłej kobiety.

/zt x2
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

Cause all of me Loves all of you

Mieszkam w
Streeterville

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 2 Marzec 2019, 01:10   
   Multi -  Stephanie, Nicole


~20~



Gdyby nie to, że Izzy aktualnie siedziała na uczelni, najpewniej nie odważyłby się wyjść z domu, ale w końcu musiał jakkolwiek odetchnąć świeżym powietrzem, a nie tylko leżeć w łóżku, umierając na kolorowe żebra. Z każdym dniem coraz mniejszą trudność sprawiało mu ubranie się samemu i tylko dzięki dobrym maściom, dawał radę, chociażby założyć koszulkę i w miarę jako tako się ogarnąć. Co prawda usta jeszcze nie do końca się zagoiły to jednak i tak wyglądał zdecydowanie lepiej niż wtedy kiedy blondynka zastała go po bójce w domu.
Od kilku dni rozmyślał nad spotkaniem ze swoją BFF, ale jakoś nie mógł sobie tego wyobrazić. Co miał wpaść do niej do mieszkania, gdzie akurat mógł być Caleb albo ciotka i doszłoby do dalszej walki Mayweather kontra McGregor? Oj, zdecydowanie wolał sobie tego oszczędzić, ale koniecznie musiał się rozmówić z przyjaciółką. Jak mogła wiedzieć i nie pisnąć ani słówka, przecież nie mieli przed sobą sekretów, ani tajemnic. Byli prawie jak rodzina(!), a teraz? Jak miał jej ponownie zaufać?
Wysiadł z autobusu kierując się w stronę ‘uBreakiFix’, gdzie musiał oddać swój telefon, bo podczas bójki z Wheelerem, niestety zaliczył wpadkę i całkowicie poszła szybka, dodatkowo nie był pewny czy wszystko działa. Jasne mógł się wziąć sam za to, ale przecież nie był specjalistą i mógł coś bardziej spsuć. Także wolał zapłacić i mieć sprawny telefon niż samemu gmerać w jego wnętrzu i w ostatecznym rozrachunku kupować nowy, na który na pewno nie było go stać. Jednak hitem okazała się osoba, która będąc zapatrzona w swój, właśnie go minęła. Nie miał wątpliwości, kto to jest i od razu ruszył za nią, po czym złapał za ramię. Teraz albo nigdy. Na konfrontacje nigdy nie ma dobrego momentu, ale jeśli nadarza się okazja, trzeba ją wykorzystać.
- Tiana! – zawołał, żeby odwróciła się w jego stronę. Żadnego ‘hej’ ani nic podobnego nie wydobyło się z jego ust; od razu przeszedł do konkretów. – Jak mogłaś mi nie powiedzieć, że Caleb… - oj to imię przeszło mu ledwo przez gardło – … że on… jest z twoją ciotką?! On nie jest dobrym człowiekiem, wiesz! – nie jemu to oceniać, bo to mógł zrobić tylko Bóg, ale on miał swoją opinię po tym, jak zostawił jego siostrę w najgorszym momencie, kiedy potrzebowała pomocy. – Pieprzy ją?! – okej, tu się zagalopował i zaraz mógł dostać po papie, ale nie obchodziło go to. Miał to głęboko w dupie! – Ją też porzuci jak moją siostrę?! – coraz bardziej w to brnął, nie widząc odwrotu. – Przestałaś mi ufać czy jak? – spytał, wyrzucając ręce w bok, co spowodowało lekki grymas, który wiązał się z niedoleczonymi żebrami. – Co jest z Tobą nie tak, co?!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Tiana Torres


Jestem w Chicago od
Urodzenia



18
Studentka/Baristka

Love alone can rekindle life

Mieszkam w
Loop

Tatiana Olivia

Torres

Wysłany: 2 Marzec 2019, 02:50   
   Multi -  Alice


#19 + outfit


Środek tygodnia, kolejny dzień, kolejna odbębniona zmiana w pracy, kolejny powrót do domu. No właśnie! Kiedy już w końcu zakończyła się kolejna godzina spędzona w kawiarni na przygotowywaniu różnych rozmaitych napoi, Torres udała się na zaplecze, gdzie się wyszykowała, zgarnęła swoje klamoty i wyszła, będąc zadowolona z tego, że to już koniec. Tego dnia trochę później miała spotkać się z Chandlerem, toteż miała czas na to, aby wrócić do domu, coś zjeść, odświeżyć się, może trochę odpocząć i wyjść się zobaczyć z Wattsem. Jeszcze nie nazywała go chłopakiem, gdyż na razie wciąż nie byli w związku, ale wyraźnie mieli się ku sobie. Chociaż o tę relację mogła być spokojna. Od kilku dni rozmyślała o swoim BFF. Czy nadal mogła go tak nazywać? To, co zrobił, było karygodne, ale przecież nim Torres podejmie jakiekolwiek działania w jego stronę, najpierw będzie musiało dojść do konfrontacji między nimi. A nie była pewna, czy na dany moment chce Sherwooda w ogóle widzieć, gdyż chwilowo miała ochotę mu wydrapać oczy. Potrzebowała czasu, aby ochłonąć. Jednak ile można odwlekać nieuniknione? W duchu obiecała sobie, że w przyszłym tygodniu się tym zajmie, ale los miał wobec niej inne plany, bo kiedy to postanowiła, ktoś złapał ją za ramię, więc niemal automatycznie obróciła się w stronę tej osoby, chcąc jej wyperswadować, że zakłóciła jej przestrzeń osobistą. Niemniej jej oczom ukazał się sam Oliver, więc wcześniejsza uwaga szybko wyparowała z jej umysłu i została zastąpiona poprzez zirytowanie. Zmrużyła oczy, słysząc, jak jej przyjaciel wypowiada jej imię. - Tak, dokładnie tak nazwała mnie matka. - stwierdziła, przewracając oczami. Sama nie zamierzała się z nim przywitać, bo skoro on nie przykładał do tego wagi, to dlaczego niby ona miałaby to zrobić? Zwłaszcza w obecnej sytuacji! Jak ja mogłam!? Zirytowanie zaczynało być coraz bardziej widoczne na jej twarzy. - Otóż powiem Ci, jak mogłam nie powiedzieć! - powiedziała to nieco głośniej niż powinna, a przecież miała nie tracić opanowania! - Właśnie dlatego, że jesteś niedojrzałym emocjonalnie gówniarzem. - to zdanie wypowiedziała najzwyczajniej w świecie, co najmniej jakby stwierdziła najbardziej oczywistą rzecz na świecie. - Patrzyłeś w lustro ostatnio? - zapytała, przechylając głowę w bok. - Właśnie dlatego. - oho! Spokój w jej głosie był wyjątkowo niepokojący! Co najmniej jak cisza przed burzą, bo w przeciągu najbliższych paru minut na pewno wybuchnie. Prędzej czy później. Zmrużyła oczy, analizując słowa Olivera, a musiała się bardzo skupić, aby zrozumieć to, że są dla niej bezsensowne. - Oliver, z całym szacunkiem, ale chyba Ty jesteś ostatnią osobą na tej planecie, która powinna go oceniać! - i znowu nie wytrzymała i podniosła głos. A przecież miała zachować względny spokój. A potem jej jeszcze przyjaciel wypowiedział dwa słowa, które sprawiły, że niemal automatycznie dłoń Tiany spotkała się z jego policzkiem. - Czegokolwiek nie zrobił Twojej siostrze, nie masz prawa mówić o mojej cioci w ten sposób. - nigdy, przenigdy. - Nie wiem, czy ją też porzuci, czy też nie! Nie mam bladego pojęcia, ale jeśli oni są ze sobą szczęśliwi, to mnie nic do tego! A co dopiero Tobie! - stwierdziła, dotykając palcem wskazującym klatki piersiowej Olivera, a był to gest ostrzegawczy w jej wykonaniu! - Co ze mną jest nie tak? - powtórzyła, nie dowierzając w to, co wygaduje człowiek, który znajduje się tuż przed nią. Wolne żarty i to on jest niby starszy i odpowiedzialniejszy!? - Popatrz na siebie i na swoje zachowanie, a jeśli nadal nie zrozumiesz, dlaczego Ci o tym nie powiedziałam, to w najbliższym czasie tego nie pojmiesz. - gdzie się podział jej kumpel, którego znała od małego!? Z którym grywała na konsoli? Z którego się nabijała? Który nie podniósłby ręki na drugiego człowieka, a co dopiero na jej rodzinę? Gdzie!? - W tym momencie chyba właśnie przestałam Ci ufać. - stwierdziła, wzruszając ramionami, ale halo! Osoba, która przed nią stała, nie zachowywała się jak jej najlepszy przyjaciel! Oliver Sherwood był dobrym chłopakiem, no może troszeczkę niezdarnym, ale za to, jaki miły i troskliwy! - Jeszcze się na nich zaczaiłeś. - tego nie rozumiała. - I rzuciłeś na niego, kiedy się tego nie spodziewał. To jest Twoja interpretacja sprawiedliwości!? - ostatnie zdanie wypowiedziała głośniej, nie mogąc uwierzyć w zachowanie chłopaka, który właśnie prowadził z nią konwersację. Niby tak dobrze znana mi twarz, a tak strasznie obcy charakter.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

Cause all of me Loves all of you

Mieszkam w
Streeterville

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 2 Marzec 2019, 13:19   
   Multi -  Stephanie, Nicole


Co on chciał osiągnąć w ten sposób, atakując przyjaciółkę, nie było to ani rozsądne, ani choć trochę dorosłe. Znów emocje wzięły na nim górę, przez przestał myśleć logicznie. Będą wydzierać się na ulicy, o coś, co tak naprawdę zdarzyło się, a nie powinno nigdy mieć miejsca. Może i z początku miał zamiar przeprosić za zachowanie, jednak nie wiem, czy był na to za dumny, czy po prostu bał się przyznać, że popełnił największy błąd, jaki mógł i tego nie zrobił. Nie zależało mu na kłóceniu się z przyjaciółką, a jednak uskuteczniał to w ten najgorszy sposób. Teraz nie mógł się wycofać i zluzować. Doskonale wiedział, że jest na niego zła, albo może raczej wkurwiona? Zaatakował bezpodstawnie jej rodzinę… Dopiero teraz to do niego docierało, ale przecież nie mógł iść na ustępstwa, jeśli, tak bardzo zależało mu na pokazaniu, jak okropnym człowiekiem jest Caleb. Przywitanie poszło w niepamięć na cześć ataku, od którego zaczął.
Słuchał jej i nie mógł uwierzyć, co mówi. Dobrze może i zachował się niedojrzale, ale jak powszechnie w biologii wiadomo chłopcy, dorastają później niż dziewczynki i mają problem w utrzymaniu stałym emocji, przez co zagotowało się w nim, kiedy zobaczyło jego być może z kolejną osobą, którą skrzywdzi.
- Ja jestem ostatnią osobą?! – niby czemu? Wiedział o nim sporo, mimo jaka odległości go dzieliła od siostry. Dzwonił do niej, pytał, jak się sprawy mają, interesował się i powoli wyłaniał mu się obraz niedorosłego mężczyzny, który za jakiś czas miał się okazać skończonym chujem.- W takim razie kto może, co? Nawet nie wiesz, jak Emma przez niego cierpiała – podniósł głos, bo nie mógł znieść tego, że Tiana nie może dostrzec tego z jego perspektywy. Dlaczego nie stanęła po jego stronie? Dlaczego broni tego łajdaka?
Wiedział, jak to się skończy od początku, więc gdy poczuł uderzenie w policzek, złapał się za tamto miejsce, masując lekko, co by mieć pewność, czy czasem nie przestawiła mu szczęki. Oj, miała dziecinka ciętą łapę i od zawsze to wiedział. Kilka razy miał przyjemność widzieć, jak robiła z niej użytek, ale nigdy na własnym przykładzie. No, teraz to już za nim.
- A to niby było dojrzałe? – warknął, spoglądając na nią z niemałym zdziwieniem. – Stwierdzam tylko fakty! Twoja ciotka jest nagrodą pocieszenia, zabawia się z nią, bo nie ma nikogo innego pod ręką. Jak głupia musi być, żeby wierzyć w każde jego słowo, co?! Są szczęśliwi… Błagam Cię, ten gnojek nigdy się nie zmieni… zawsze będzie taki sam! – tak, uniósł się, bo nie był w stanie uwierzyć, że mężczyzna jest w stanie żyć ‘normalnie’, nie ruchając wszystkiego wokoło. Słyszał o jego przygodach. Co prawda przypadkiem, ale nie zamierzał, tego zostawić tylko dla siebie. Kiedy dotknęła go palcem, lekko się skrzywił, bo dalej odczuwał trudy tamtej bójki. Dlatego czym szybciej odsunął się krok do tyłu.
- Gdybyś pomyślała choć trochę, to powiedziałabyś mi o tym, a ja mógłbym to przyswoić! – rzucił podniesionym tonem. – Nie dałaś mi szansy nawet tego przetrawić. Wpadłem na nich i coś we mnie pękło. Dlaczego milczałaś jak grób, przecież to mogło skończyć się inaczej?! – owszem miał wyrzuty sumienia w stosunku do tego, co się stało, ale liczył na to, że jego BFF powiadomi go o tak ważnej informacji.
Okej, tutaj poczuł wielkie ukłucie w sercu. Przestałam Ci ufać… te słowa dudniły mu w uszach, jakby właśnie wbiła mu nóż w plecy. A nie był winny do końca, prawda? Zaufanie buduje się latami, więc czemu postanowiła zataić tak ważną informację? Może gdyby mu powiedziała, zareagowały inaczej? A nie rzucił się jak lew na niewinną antylopę. Dobra nie niewinną, ale wiadomo, o co chodzi!
- Sprawiedliwość różne ma oblicze – odparł, nie mogąc powstrzymać wrażenia, że ta kłótnia prowadzi donikąd, a jednak chciał ją wygrać. Tylko jakimi środkami i za jaką cenę?
- Nie mogłem tego znieść, rozumiesz! Moja siostra przez niego cierpiała, a on cały w skowronkach ze Stephanie… zupełnie jakby się nic nie wydarzyło. Musiałem mu pokazać, że takich świństw się nie robi. A twoja ciotka… - tutaj głos mu się załamał, bo do tej pory miał widok jej przerażenia, kiedy ją odepchnął. Miał na tyle szczęścia, że nic się nie stało. Gdyby było inaczej, Tiana na pewno zerwałaby z nim kontakt. Można uznać to za wypadek, czy już nie? Nigdy nie uciekał się do przemocy, a jednak tym razem stracił rozum… i jak miał udowodnić, że jest mu źle z tym, jeśli nawet na chwilę nie spuścił z tonu, hę?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Tiana Torres


Jestem w Chicago od
Urodzenia



18
Studentka/Baristka

Love alone can rekindle life

Mieszkam w
Loop

Tatiana Olivia

Torres

Wysłany: 2 Marzec 2019, 14:55   
   Multi -  Alice


- Ależ oczywiście, że jesteś ostatnią osobą. Czy w trakcie, kiedy działo się to wszystko, byłeś w Chicago? - zapytała, krzyżując ramiona na klatce piersiowej. - Bo z tego, co ja pamiętam, to byłeś wtedy w Europie i goniłeś za marzeniami, zostawiając nas wszystkich! - no właśnie! Zostawił dosłownie wszystkich. Emmę, rodziców, zapłakaną Izzy i Titi, która stawała się coraz mniej ufna wobec ludzi, a to ze względu na to, że wszyscy od niej uciekali. Przyjaciel, który udał się na Yale, rodzice, którzy gnali za karierą, nawet sam Oliver, który wybrał muzykę. Miała do Sherwooda o to żal, ale to nie był czas, aby o tym porozmawiać, a może jednak? Niemniej chcąc się uspokoić i nie pokazać swojemu rozmówcy, że emocje biorą nad nią górę, wzięła głęboki wdech, a następnie ze świstem wypuściła powietrze. - Niczego nie wiesz, znasz tylko jedną wersję. - bo Emmę to wysłuchał, ale co z Calebem? Przecież wersja siostry Sherwooda na pewno była przepełniona emocjami, które czuła, a na pewno górowały tam żal, smutek i złość. - Nie wiem, jak Emma cierpiała, ale jestem pewna, że Calebowi też nie było lekko. - bo przecież on też miał zostać rodzicem! Strata pociechy na pewno była dla niego ciosem, a poprzez ucieczkę zapewne odreagował. Jednak Oliver był zbyt zaślepiony nienawiścią, aby móc to dostrzec, więc po co Torres się starała go uświadomić? To zapewne jak uderzanie grochem o ścianę.
- Na pewno dojrzalsze niż zaczajenie się na kogoś i atak z ukrycia. - stwierdziła, przewracając oczami. Poza tym Oliver naprawdę sobie zasłużył, a czy Wheeler zasłużył na to, aby oberwać z zaskoczenia? Nie jej było to oceniać, ale Oliverowi też. - Ależ oczywiście, że on może się zmienić. Najprawdopodobniej już tego dokonał. - powoli coraz bardziej zaczynały pękać jej nerwy. Czy naprawdę Sherwood musiał założyć sobie klapki na oczy i nie mógł funkcjonować normalnie? - Jeśli Ty z dobrej i uczynnej osoby mogłeś zmienić się w takiego skończonego idiotę, to najwyraźniej każdy może się zmienić. A to, że moja ciocia widzi dla niego szansę, nie jest niczym złym. - bo przecież miłość jest w stanie zmienić każdego, nieprawdaż? Oprócz tego Oliver nadal nie wiedział o tym, że Steph nosi w sobie dziecko Caleba, a tego Torres raczej nie miała ochoty mu zdradzić, a przynajmniej jeszcze nie. Bo jeśli tak zareagował na informację o związku jej cioteczki z Wheeler’em, to jak to przyswoi?
- Och, czyli teraz to moja wina, tak? Oczywiście! - w tym momencie uniosła do góry ręce. - Wszyscy są winni oprócz cudownej rodziny Sherwood’ów! - teraz najprawdopodobniej sama się zagalopowała, ale jeśli on mógł atakować jej krewnych, to dlaczego ona miałaby nie zrobić tego samego? Oczywiście po kłótni będzie tego żałowała, ale teraz chodziło o to, aby uświadomić jej rozmówcy to, że Caleb nie do końca był winny. A już na pewno nie wszystkiemu.
- Niewykluczone, ale atak z ukrycia na pewno do nich nie należy. - w jej mniemaniu oko za oko, ząb za ząb to był przeżytek. Sprawiedliwość na chwilę obecną wymierza się w sądzie, a nie na ulicy ot tak! A jeśli już, to najlepszą formą zemsty są manipulacje, a nie przemoc.
- Świństw? - powtórzyła, marszcząc brwi. Okej, może rzeczywiście Wheeler nie zachował się najbardziej odpowiedzialnie na świecie, ale przecież każdy reagował inaczej, nieprawdaż? - A jak Ty się zachowałeś, kiedy pokłóciłeś się z Izzy, hę!? - miała nadzieję, że porównanie Oli’ego do Caleba, przyniesie pozytywne skutki. - Sam zniknąłeś i nie było z Tobą żadnego kontaktu! Nie byłeś w jego sytuacji, więc nie masz prawa, aby oceniać jego zachowanie! - i znowu podniosła głos, a już tak dobrze jej szło zachowanie spokoju, ale mimo wszystko nie mogła. - A moja ciotka co? Stanęła Ci na drodze, więc jej też postanowiłeś zrobić krzywdę, huh? Kolejna forma sprawiedliwości, bo skoro Twoja siostra poroniła, więc to samo postanowiłeś zafundować Steph, która jest w zagrożonej ciąży!? - oczywiście, że nie podejrzewała go o to, ale miała nadzieję, że siła tych słów i chłód, jaki od niej emanował, sprawią, że jej rozmówca w końcu się obudzi i zacznie normalnie przyswajać informacje, bo jak do tej pory zdążyła zauważyć, nie rozmawiała ze swoim przyjacielem, a z jakimś niedojrzałym emocjonalnie chłopczykiem, który nie rozumie, co się do niego mówi.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

Cause all of me Loves all of you

Mieszkam w
Streeterville

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 2 Marzec 2019, 16:10   
   Multi -  Stephanie, Nicole


Fakt może i nie było go w Chicago, co nie zmienia faktu, że wiedział, co się dzieje na miejscu, chociaż wciąż zbyt mało, aby wyciągnąć odpowiednie wnioski. Nie podejrzewał, że przyjaciółka ma do niego żal o wyjazd na stary kontynent. Nigdy nie dała mu poznać, że to ją jakkolwiek ruszyło. Zresztą zwykle nie miał okazji poznać jej prawdziwych uczuć względem niego, a przynajmniej tej czułej strony – żalu, smutku, może też nutki złości?
- Aha, czyli przestałaś mi ufać po tym, jak wyjechałam spełniać swoje marzenia? – musiał o to zapytać, aby później nie mieć do siebie wątów, że odpuścił tak ważną kwestię. – Nie zerwałem z nikim kontaktu! Dzwoniłem, pisałem, wysyłałem pocztówki, dbałem o to, aby mój wyjazd nic nie zmienił… – chociaż mogło to być mało. W końcu w niektórych przypadkach wystarczy sama obecność drugiej osoby, a jego nie było na miejscu. – jakoś nigdy nie dałaś mi znać, że tęsknisz. – a naprawdę chciał to wiedzieć. Ich rozmowy opierały się głównie na tym, co słychać jak znajomi, nauka, rodzice, oraz inne nieważne pierdoły jak, chociażby ostatnio zasłyszane plotki. Raczej nie było w nich mowy o uczuciach, chyba że tyczyło się to westchnień do innych osób.
- I ta jedna mi wystarczy. – stwierdził, od razu zakładając ręce na klatkę piersiową. Nie musiał znać wersji Caleba. Był wypadek – nieszczęśliwy, po którym jego siostra potrzebowała pomocy, której nie otrzymała. Zostawił ją i koniec tematu. – Może i jemu było ciężko, ale zasranym obowiązkiem mężczyzny jest dbanie o swoją kobietę. Ten się pewno najebał i wskoczył do łóżka twojej ciotce. – taka, tam wymiana na lepszy model, nie? A przynajmniej on to tak postrzegał.
- Czemu bierzesz jego stronę? Co?! Teraz to taki super wujek, hę? – no nie wytrzymał, musiał po prostu. Zupełnie stracił panowanie (znów), a słowa ulatywały z jego ust bez wcześniejszego przemyślenia. Na pewno tej kłótni będzie żałował i słów, które wypowiedział, ale w tej chwili o tym nawet nie myślał.
- Nie planowałem tego! – warknął, bo szczerze mówiąc, naprawdę nie miał pojęcia, że tak zareaguje. – Po prostu tak wyszło… - brzmiało to idiotycznie, ale nie miał usprawiedliwić swoich czynów, zwłaszcza że było tak, jak mówiła. Zaatakował nieświadomego mężczyznę, który dopiero po chwili wiedział, o co chodzi.
- Pfff, uważaj, bo uwierzę, tacy ludzie jak ona się nie zmieniają. – i takie było jego stanowisko - dopóki nie zobaczy, to nie uwierzy! Zresztą jakby nawet zobaczył, to miałby problem z przyjęciem do swojej ślepej świadomości. – Idiotą? – powtórzył po niej niedowierzając, że przyjaciółka mogła go tak nazwać, i tym razem nie było to w żartach. Bolało… ale nie na tyle, by odpuścić. – Nie mówię, że to twoja wina! – broń Boże nie chciał, aby tak pomyślała… chodziło mu tylko o to, że nie zaufała mu na tyle, jak kiedyś. Skończyło się, jak się skończyło, teraz już czasu nie cofnie. – Odczep się od mojej rodziny! – warknął, bo nie miał zamiaru słuchać, jak naskakuje na jego familie. Nie tego chciał i ta kłótnia zmierzała w bardzo złym kierunku. Jeśli teraz zaczną sobie skakać do gardeł, to nie widział możliwości na pogodzenie się, które miał gdzieś z tyłu głowy. Przeprosin nie będzie, a przynajmniej nie teraz.
Dobra, teraz pojechała po bandzie. Nie miała prawa porównywać go do Wheelera, nie w ten cholerny sposób.
- To ona na mnie naskoczyła i nie powinnaś się w to wtrącać. Jakby nie zauważyć to TY, zaniedbałaś naszą przyjaźń i ostatnimi czasy nic a nic się nie interesowałaś, co u mnie! – musiał jej to wyrzucić, mimo że była to wina ich obojga. Zacisnął dłoni w pięści, bo zagotowało się w nim. – Może znalazłaś sobie lepszego przyjaciela, co?! – okej, tutaj zagrał na jej uczuciach, ale czuł się zraniony. Ten brak zaufania, kontaktu i cała złość nie mogła skutkować niczym dobrym.
Zabolało go. Znała go nie od dziś, a jednak podejrzewała go o to, że może zrobić jej ciotce krzywdę. Naprawdę? Wierzyła w to?! Czuł się zawiedziony… jednak zrobił to. Popchnął starszą kobietę, zupełnie jakby nie pamiętał, kim jest. – Krzywdę?! Czy Ty siebie słyszysz?! Nigdy nie zrobiłbym jej krzywdy! – musiał na ten zarzut od razu odpowiedzieć, bo nie mógł znieść myśli, że mogła coś tak niedorzecznego stwierdzić. Kiedy usłyszał o ciąży, wryło go w ziemię. Nie miał pojęcia i teraz kiedy z perspektywy kilku tygodni na to patrzył, pojął, czemu wychodziła od lekarza. Ma dziecko… z nim?! – Widzisz, zmajstrował jej dzieciaka i ty dalej uważasz, że on jest dobrym człowiekiem?! Jesteś normalna? To nie była żadna sprawiedliwość! Nie miałem pojęcia … - że jest w ciąży - to już zostawił dla siebie. Zamilkł, przyglądając się Titi. Próbował się uspokoić, ale nie potrafił. Stał cały w nerwach, nawet na milimetr nie ruszając się z miejsca. Znów (!) o niczym mu nie powiedziała. Gdyby nie te cholerne sekrety nigdy by do tego nie doszło, a przynajmniej on tak uważał.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Tiana Torres


Jestem w Chicago od
Urodzenia



18
Studentka/Baristka

Love alone can rekindle life

Mieszkam w
Loop

Tatiana Olivia

Torres

Wysłany: 2 Marzec 2019, 17:36   
   Multi -  Alice


Czy to właśnie wtedy, kiedy on wyjechał, zaczęło słabnąć zaufanie, którym darzyła przyjaciela? Niewykluczone, że z dnia na dzień tak było. W końcu wszyscy ją zostawiali, goniąc za czymś, co uważali za cenne. Ona to rozumiała i nie przeciwstawia się. Ba! Nawet wspierała bliskich w takich decyzjach i sytuacjach, ale gdzieś tam głęboko w niej zachodziły zmiany, a mur wokół jej serduszka robił się coraz wyższy i potężniejszy.
- Nie. - od razu zaprzeczyła, jej ton był spokojny, a sama dziewczyna wpatrywała się w swojego rozmówcę, zastanawiając się, ile pozostało w nim z osoby, którą znała, bo teraz człowiek, który znajdował się tuż przed nią, był jej praktycznie obcy. - To był chyba ten moment, w którym zostawiłeś mnie samą z Chandlerem na imprezie dla pizzy. - a przynajmniej tak jej się wydawało. Najpierw wtargnął do jej świętego azylu, w którym w spokoju się dołowała, zabrał ją stamtąd, a potem po prostu ją zostawił samą z jego kolegą. Niemniej chyba najbardziej krytycznym momentem był ten, kiedy Sherwood znalazł się na stole ogrodowym upity w samych bokserkach. Tak po prostu zabrał ją na imprezę, na której nikogo nie znała, a po przedstawieniu jej jednej osoby, schlał się, nie myśląc o tym, co mogłoby się stać. - Oczywiście, że nie dałam Ci znać, że tęsknię. Jeszcze byś zrezygnował ze swojego celu i co wtedy? - to drugie zdanie wypowiedziała bardzo przyciszonym głosem, ale Oliver mógł je usłyszeć. To byłoby złe i niewłaściwe.
- Musisz być naprawdę wielkim kretynem, skoro sądzisz, że wystarczy znać tylko jedną stronę, aby wydać jednogłośny wyrok. - ta wypowiedź natomiast nasączona była jadem. Coraz bardziej zaczynała mieć dosyć tego, że jej już były przyjaciel nie rozumie faktu, że nie miał najmniejszego prawa, aby wydawać jakiekolwiek osądy. - Tak jest? W takim razie powiedz mi, gdzie się podziewałeś przez dwanaście dni, kiedy Izzy nie miała z Tobą kontaktu? - nie wiedziała o tym, że jej przyjaciel pracował nad płytą, a nawet jeśli, skoro zasranym obowiązkiem mężczyzny jest dbanie o swoją kobietę, to co z tego? Przecież przez pięć dni totalnie się od niej odciął po kłótni, zostawiając ją samej sobie zaraz po tym, jak zaakceptował niechcianą przez blondynkę pomoc finansową ze strony jej rodziców. A tylko dostarczył jej kolejnych powodów do martwienia się. - Żyjemy w XXI wieku, kobieta w tych czasach powinna potrafić zadbać o samą siebie. - wiadomo, że każdy będąc w takiej sytuacji, jak była Emma, potrzebowałby pomocy, ale w mniemaniu Tiany ciągłe zganianie winy na Caleba było już po prostu żałosne. Nikt nie był tutaj bez winy, ale Oliver najwyraźniej postanowił inaczej. No nie przemówię mu do rozumu, bo go nie ma. - Poza tym nie wiesz, jak to się potoczyło między Calebem a moją ciocią, więc się nie wypowiadaj. - no właśnie, on nie wiedział zupełnie nic na temat tej relacji. Tiana do dzisiaj pamiętała to, jak wpadła na Wheelera, którejś nocy u nich w mieszkaniu. I sam komizm wspomnianej przed chwilą sytuacji sprawił, że prawie się uśmiechnęła. No właśnie prawie, bo jednak tego nie zrobiła, ale na pewno się trochę rozluźniła!
- A jaka jest jeszcze inna strona, co? - spytała, marszcząc brwi. - Twoja, która twierdzi, że Twoja siostra jest niewinną ofiarą, a Caleb winny całego tego zamieszania? W takim razie masz rację, wybiorę jego stronę, bo przynajmniej tam nikt nie narzuca mi swojej opinii. - stwierdziła, przewracając oczami. Bo jeśli w oczach Sherwood’a nie istniało coś takiego jak bezstronność czy trzecia strona, to ona nie zamierzała stanąć przy jego boku i bronić jego racji, otóż nie tym razem.
- Nie interesuje mnie w tej kwestii Twoja opinia. Wierz, w co chcesz. Mnie nic do tego. - zaczynało się! Tiana, chowająca się za swoim murem i nieokazująca żadnych emocji, ani smutku, ani żalu, ani bólu, ani złości! Strzeżcie się ludzie! - Sam zacząłeś tę bitwę, Oliver. - więc nie dziw się, że ogniem odpowiadam na ogień. Bo w momencie, w którymś ktoś atakował jej rodzinę, nawet rodziców, na których obecnie się boczyła, to była gotowa stanąć do bitwy!
- To ona na Ciebie naskoczyła, doprawdy? - zaraz chyba by się roześmiała mu prosto w twarz, ale przecież nie mogła sobie na to pozwolić, nie? Więc tylko gorzko się zaśmiała. - A co z gadką o obowiązku mężczyzny, huh? - i po raz kolejny przewróciła oczami. Jedno mówi, drugie robi. - Wiesz, ciężko jest się skontaktować z kimś, kto od prawie czterech tygodni nie daje znaku życia. - odparła, wzruszając ramionami. Nie pokazywała po sobie najmniejszego oznaki słabości, ale Sherwood był w tej chwili na bardzo dobrej drodze, aby na dobre wydostać się z jej serduszka, a przecież tak długo zajęło mu to, aby się do niego dobić przez ten mur! - Nie zrobiłam tego, ale najwyraźniej powinnam była tak postąpić. - bo cztery tygodnie to szmat czasu, a on odcinając się od wszystkich, tak po prostu ją zostawił! Oczywiście w międzyczasie rozwinęła się jej relacja z Chandlerem, ale jego nie traktowała jako tylko przyjaciela, zdecydowanie nie.
Oczywiście, że Tiana nigdy nie pomyślałaby, że Oliver byłby w stanie zrobić krzywdę jej cioci celowo. Jednak miała nadzieję, że słowa wypowiedziane przez nią wstrząsnął chłopakiem na tyle, aby oprzytomniał, niestety najwyraźniej pomyliła się. - Skoro tak to może wreszcie się przymkniesz i przestaniesz ją atakować słownie? - zaproponowała, a jedna z jej brwi nieznacznie się uniosła. Westchnęła głośno, słsyząc jego kolejną wypowiedź i pokiwała przecząco głową, nie mogąc zrozumieć jego toku rozumowania. - Czy Ci się to podoba, czy nie, będą mieli razem dziecko. - stwierdziła, stawiając jeden krok do przodu. - A on nie zostawił jej. - kolejny krok do przodu. - Jest przy niej i ją wspiera. - trzeci krok, dzieliło ich tylko parę centymetrów. - Są w tym razem, na dobre i na złe. - wpatrywała się w jego oczy. Z jej dało się jedynie wyczytać chłód i irytację, bo przecież nie mogła pozwolić sobie na to, aby Oliver w tej chwili dostrzegł, że jest jej przykro. W najbliższym czasie też nie będzie mógł się o tym dowiedzieć. Tiana będzie silna, a przynajmniej wystarczająco, aby móc ochrzanić go tak mocno, jak na to sobie zasłużył, co będzie potem? Zapewne w domu totalnie się rozklei, zapominając o tym, że ma się spotkać z Wattsem. -Nie interesuje mnie o czym miałeś pojęcie, a o czym nie. - stwierdziła, cofając się o krok. - Bo skoro już mówimy o mężczyznach, to ich zasranym obowiązkiem jest dbać o bezpieczeństwo kobiet i już na pewno nie podnosić na nie ręki. - co też w jej mniemaniu Sherwood uczynił, popychając Stephanie. Chciał wojny? To będzie ją miał. Tylko szkoda, żę z każdym kolejnym słowem, wypowiadanym przez tę dwójkę, fundamenty ich przyjaźni pękały.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

Cause all of me Loves all of you

Mieszkam w
Streeterville

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 3 Marzec 2019, 02:07   
   Multi -  Stephanie, Nicole


Ta impreza była jedną wielką pomyłką, a przynajmniej dla niego. Nie podejrzewał, że tak łatwo da się upić znajomym i zostawi przyjaciółkę na pastwę losu. Nic a nic nie poszło według jego planu, bo żołądek okazał się większy niż rozum. Żałował tego i to bardzo, chociaż nie miał okazji się do tego przyznać. Chciał być dobrym przyjacielem, a wyszło, że był większym problemem niż pomocą w uporaniu się ze złamanym serduszkiem, czego prowodyrem był niechlubny Paul.
- Gdybyś chociaż dała mi znać jakkolwiek, próbowałabym to inaczej rozwiązać – bo na początku nie miał kontaktu z Izzy i zastanawiał się, czy to jest dobry pomysł. Siedział w pokoju hotelowym, bijąc się z myślami o powrocie. Działo się to jakiś miesiąc po przyjeździe do Hiszpanii. Doskwierał mu brak bliskich oraz znajomych, nawet głupie Chicago miało swój urok i miejsca, które tak bardzo sobie upodobał. Ciężko przeżył wyjazd, ale zostając tam, udowodnił sobie, że potrafi sobie poradzić sam. Nigdy nie miał takiej możliwości, będąc otaczany przez rodzeństwo. Nie rozwinął skrzydeł i nie miał żadnej okazji rzucić się na głęboką wodę. Chciał się sprawdzić, czy da radę. Wyszło jako tako, bo jeszcze nie wszystkie fakty wypłynęły o jego podróży, która nie do końca była usłana różami.
- Po pierwsze pracowałem, po drugie siedziałem w studio – o czym nie musiała wiedzieć, ale na potrzeby kłótni wolał jej to powiedzieć. Sekret już nie był tak sekretny, jakby chciał. – nagrywałem piosenki, dodatkowo zajmowałem się sprawami mieszkania. A poza tym, co ja Ci będę się spowiadał. – dodał szybko i uciął resztę wiadomości, które chciał jej przekazać. Widać, że brakowało mu kontaktu z Titi i chciałby jej teraz tyle przekazać, ale okoliczności nie były dobre i już najprawdopodobniej takie nigdy nie będą.
Fakt nie miał prawa wypowiadać się o relacji, której nie za dobrze znał. Wiedział, że ta dwójka jest przyjaciółmi i Caleb często przesiadywał u Stephanie kiedy jeszcze on i Tianka byli dzieciakami, ale nie podejrzewał, że mogą się w sobie zakochać! Prędzej uwierzyłby w to, że świnie zaczną latać niż w miłość tych ludzi. Jednak przemilczał to, nie chcąc dłużej strzępić języka.
- Tego się nie spodziewałem – nie spodziewał, że wybierze stronę Caleba. Znając życie, miała swoją opinię na ten temat, a te jego dwie strony były tylko umowne, ale zdecydowanie wolał mieć dziewczynę po swojej, niż przeciwnej. Nie mógł się pogodzić z tym, że wybrała inaczej, ale miała do tego prawo – jak każda istota rozumna.
Znów poczuł cholerne wyrzuty sumienia, że uciekł, kiedy zrobiło się gorąco, ale naprawdę musiał się przewietrzyć i wszystko przemyśleć. Kochał Is, ale to jak zaatakowała go, że wziął pieniądze od jej rodziców, mocno siedziało mu w głowie. Było to uwarunkowane chęcią posiadania czegoś swojego, gdzie będą mogli wracać i budować nowe wspólne życie. Jego plan został zrównany z ziemią… Pogodzili się, ale gdzieś z tyłu głowy miał myśl, że zrobił źle. Odetchnął głęboko. Miał dość. Kolejne słowa trafiły prosto w serce, które zostało złamane. Nie mógł uwierzyć, że mogła to powiedzieć… Zrobiło mu się niezwykle przykro, a oczy lekko się zaszkliły. Oczywiście nie dał łzom polecieć, bo przecież jakby to wyglądało. Kłócił się i nagle płacze? Wtedy to dopiero zostałby zrównany z ziemią. Do tego dopuścić nie mógł!
Powoli docierało do niego, że nie powinien atakować niewinnej Stephanie – czy to teraz, słownie czy wcześniej, nieumyślnie odpychając. Nic mu nigdy nie zrobiła, a jednak w złości ślina przynosi na język różne głupoty, a mózg jest otępiony przez agresje, która przejęła kontrolę nad jego ciałem. Z każdym jej krokiem przyswajał, co mówiła. Może się pomylił, może nie ma racji? Czy powinien już kapitulować? Czy wręcz przeciwnie zaatakować, ale nieczysto tak, że nie będzie czego już zbierać…? Miał wiele opcji, ale chyba nikt nie zakładał tej, która właśnie wydobyła się z jego ust.
- Przepraszam... – powiedział to tak cicho, że ledwo można było to usłyszeć; spuścił wzrok na chodnik. Wstyd, jaki odczuwał, trudno byłoby zmierzyć jakąś miarą. Po prostu czuł się jak skończony kretyn, zresztą... był nim i nic tego nie zmieni.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Chandler Watts


Jestem w Chicago od
urodzenia



23
student, mechanik

I still wonder where you are

Mieszkam w
Lincoln Park

chandler

watts

Wysłany: 3 Marzec 2019, 13:12   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  isabelle sherwood


dziewięć

Wcześniejsze urwanie się z pracy było prawdopodobnie słuszną decyzją – no bo skoro uprzednio ugadał się z Tianą na spotkanie, toteż wolał się jakoś... przygotować. A miał przecież zrobić ważną rzecz! Powiedzieć jej coś, czego się zapewne po nim nie spodziewa! Albo i może trochę oczekuje, jednakże nie przypuszczała iż tak szybko do tego dojdzie? Możliwości jest wiele, o czym miał się dowiedzieć w dniu dzisiejszym, za parę godzin... Prawdopodobnie.
W każdym razie – siłą rzeczy doszło do tego, iż przejeżdżał przez okolice Lincoln Avenue, skoro stanowiła ów ulica główną drogę aby dojechać na osiedle mieszkalne, gdzie też pomieszkiwał Chandler. Niczego nieświadomy chłopak akurat czekał na wolny przejazd, mogąc ruszyć dalej, gdy jego oczom ukazały się dwie, bardzo dobrze, znane sylwetki, na co się delikatnie uśmiechnął. Po chwilowym przyjrzeniu się odkrył, iż ich miny nie zwiastowały za to radości na swój własny widok. I mimo owego odkrycia, postanowił nieco zboczyć z kursu, parkując na odpowiedniej części chodnika, by nie przeszkadzać pieszym. Wtedy też na szybko przedostał się na drugą stronę, przybliżając się do dwójki przyjaciół.
- Cześć...? - nie był zbytnio pewny tego, co się tutaj działo, bo tak jak i Oliver, tak i też Tiana nie mieli radosnych min, a ogólnie i atmosfera pomiędzy nimi zagęściła się, była niezmiernie ciężka – gdzie nawet on to odczuł, choć nie miał pojęcia co się ku temu przyczyniło.
- Wszystko w porządku? - spytał, spoglądając to na kumpla, to na Tatianę, którą zaraz objął ramieniem w pasie, po czym pocałował w czubek głowy – bo może choć to trochę ją uspokoi? Jak nic, wyglądało to na kłótnię, lecz może odnosił złe wrażenie? Nie miał pojęcia, czy w ogóle dobrze zrobił, przybywając do ich. Ale... może trafił na idealny moment, aby im nieco przeszkodzić? Albo właśnie na ten najgorszy, gdzie zaraz oboje się na niego rzucą? Oby to drugie nie miało miejsca!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Tiana Torres


Jestem w Chicago od
Urodzenia



18
Studentka/Baristka

Love alone can rekindle life

Mieszkam w
Loop

Tatiana Olivia

Torres

Wysłany: 3 Marzec 2019, 14:19   
   Multi -  Alice


- A Ty zrobiłbyś to na moim miejscu? Nie wybaczyłabym sobie, gdybyś przeze mnie zaprzepaścił swoją życiową szansę. - co z tego, że tak naprawdę i tak chłopak w pełni jej nie wykorzystał? Tiana nigdy nie chciała być dla nikogo ciężarem, dlatego tak po prostu patrzyła, jak ludzie pojawiają się w jej życiu i z niego znikają, a to z kolei było powodem, dlaczego ciężko było jej kogokolwiek do siebie dopuścić, o czym właśnie Oliver jej przypomniał, przez co zaczęła powoli myśleć, że może jej znajomość z Wattsem rozwija się zbyt szybko? Rodzice wytrwali przy niej ponad siedemnaście lat, nie licząc czasu, kiedy znajdowała się w łonie Natalie. Sherwood i jej przyjaciel, który uciekł na Yale, też wytrzymali paręnaście lat. Znajomość z Jay też trwała parę lat, póki nie poszły w inne strony. Ludzie przychodzili i odchodzili, a ona po prostu nie miała siły, aby ich przed tym powstrzymać, bo w swoim mniemaniu musiałaby być wielką egoistką, a tego nie była w stanie zrobić.
- Fajnie, dobrze wiedzieć, że żyłeś i nic złego się z Tobą nie działo! - i właśnie postanowienie okazywania zwykłej obojętności i chłodu poszło sobie daleko! Znowu się uniosła i wypowiedziała to zdanie głośniej niż powinna. Swoją drogą ciekawe, jak to wyglądało z boku? Jak kłócąca się para? Czy może rodzeństwo? Nie, z ich różnicami w wyglądzie druga opcja odpadała. - Masz rację, po co się tłumaczyć osobie, którą masz gdzieś. - musiała to powiedzieć, bo skoro był w stanie nie dawać jej znaku życia przez cztery tygodnie, to najwyraźniej miał w głębokim poważaniu ich przyjaźń, a przynajmniej z takiego założenia wychodziła, nawet nie wiedziała, jak bardzo się myliła, ale chwilowy strach przed odejściem Olivera i złość, że to on na nią naskoczył, założyły jej klapki na oczy.
To nie tak, że zamierzała bronić Caleba dlatego, że wkrótce miał przyjść na świat nowy członek rodziny, którego on będzie ojcem. To zupełnie nie tak, ale skoro Oliver nie przyjmował do świadomości tego, że ona chce pozostać bezstronna, to wolała stanąć za Wheelerem, on przynajmniej na nią nie naskoczył. Poza tym może gdyby załatwił to na spokojnie i nie zrobił tego, co zrobił, to by wzięła jego stronę? Teraz się już o tym nie przekonają. - Nie pozostawiłeś mi wyboru. - to był jej ostatni komentarz w tej sprawie, bo taka była prawda. Swoimi czynami i poglądami zmusił ją do tego, aby przyjęła takie a nie inne stanowisko w tej całej sprawie. Było jej przykro, bo bez względu na to, jak beznadziejnie wygląda sytuacja, zawsze stawała po stronie przyjaciela, ale tym razem nie mogła na to sobie pozwolić, a raczej jemu nie mogła pozwolić na to, aby tak bezkarnie robił, co chce i ranił innych. Zwłaszcza kiedy chodziło o jej bliskich. Jednak w momencie, kiedy dostrzegła, że oczy chłopaka się zaszkliły, zawahała się. Nie chciała go zranić, a przynajmniej nie aż tak. Chodziło tylko o to, aby wreszcie otworzył oczy i przestał być wściekły na cały świat, o obudzenie go z transu. Czy dokonała tego? A nawet jeśli to czy było warto? - Za co przepraszasz? - odparła niemal automatycznie, bo trochę tego się nazbierało, co nie? Długa nieobecność, zrzucanie na nią winy, że to ona się nie interesuje i że traci do niego zaufanie, jego bójka z Calebem, popchnięcie Stephanie… zbyt dużo.
Już otwierała usta, chcąc się po raz kolejny wypowiedzieć, ale kiedy usłyszała głos Chandlera, przeniosła na niego wzrok. Widać było po niej, że wszystko było nie tak, a w jej oczach też można było ujrzeć szklanki, ale to trzeba było dobrze jej się przyjrzeć. - Hej. - mruknęła, cofając się o krok. To nie był najlepszy moment na to, aby on się tutaj pojawił. I żeby widział ją w takim stanie. Ten dzień miał wyglądać zupełnie inaczej! Miała bezpośrednio po pracy wrócić do domu, rozegrać jedną grę w LoL’a, zjeść coś, przespać się i dopiero w przyjemnej atmosferze. I co teraz miała zrobić czy też powiedzieć? Przez całe to, że Sherwood zniknął, Tiana nie powiedziała mu o tym, co się dzieje między nią a Chandlerem. A co jeśli Watts uzna zdziwienie Olivera za to, że dziewczyna po prostu się nim nie interesuje i nie powiedziała o tym najlepszemu przyjacielowi, bo nie było o czym? Zależało jej na osobie, która właśnie się tutaj pojawiła i nie chciała, aby pomyślał on inaczej. Niemniej w tej całej sytuacji była chyba zbyt zamroczona, aby to jakkolwiek okazać. - Nic nie jest w porządku. - mruknęła, spoglądając z powrotem na Olivera. Spójrzmy prawdzie w oczy, po raz kolejny osoba, na której jej zależało, tak naprawdę zostawiała ją, może nie robiła tego fizycznie, ale jeśli chodziło o ich relację, to chyba nie było w tym momencie, czego naprawiać, nieprawdaż? Przejście do serduszka Titi, które Sherwood budował latami, właśnie totalnie runęło, pozostawiając chłopaka na zewnątrz i nie zamierzając go wpuszczać do środka, a przynajmniej nie w najbliższym czasie. - Wcześniej skończyłeś? - jej pytanie było skierowane do Chandlera, bo przecież musiała cokolwiek powiedzieć, aby do końca nie wyjść na załamaną. W swoim mniemaniu uważała, że musi udawać silną, aby nie pokazać słabości, nie w tym momencie, nie teraz, kiedy to Oliver stał tuż naprzeciwko niej.
 
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Oliver Sherwood


Jestem w Chicago od
Urodzenia



23
Muzyk

Cause all of me Loves all of you

Mieszkam w
Streeterville

Oliver Jordan

Sherwood

Wysłany: 3 Marzec 2019, 16:14   
   Multi -  Stephanie, Nicole


Nie potrafił się postawić w sytuacji przyjaciółki, bo nigdy nikt mu nie zniknął z życia jak za pomocą magicznej różdżki. To on wyjeżdżał i zostawiał wszystkich, także trudno mu było jednoznacznie stwierdzić czy by kogoś zatrzymał.
- Na pewno bym powiedział o swoich obawach, a nie trzymał to w środku. Jestem... – no tutaj w tej chwili pasowałoby raczej ‘byłem’ – twoim przyjacielem i mogłaś mi o wszystkim powiedzieć. – wcześniej ani na moment nie pomyślał, że lecąc na inny kontynent, może ją zranić. Myślał, że wszystko będzie po staremu, ale chyba jednak się lekko pomylił. Jak mógł być tak ślepy? Nie miał pojęcia jak się teraz zachować. Kłótnia przynajmniej z jego strony zaczynała się kończyć. Po tych wszystkich gorzkich słowach, które sobie powiedzieli, nie było najmniejszej szansy na porozumienie, nawet takie tymczasowe.
- Nie mam Cię gdzieś! Po prostu to nie jest dobry moment, aby o tym rozmawiać, nie uważasz?! Przed chwilą sama stwierdziłaś, że mogłaś sobie znaleźć kogoś lepszego na moje miejsce. Proszę droga wolna! – znów się uniósł, ale po prostu nie mógł znieść słów, które Titi wypowiadała mu, patrząc w oczy. Zależało mu na niej jak na mało kim i nie chciał, aby ich przyjaźń przestała istnieć przez błąd, który popełnił. Złożyło się na to dużo czynników, ale sprawa z Calebem chyba była czynnikiem zapalnym, które po prostu doprowadził do wybuchu. Nigdy nic Tianie nie zarzucał, bo wiedział, że sam ma dużo za uszami i nie jest święty. Cieszył się na każdą wiadomość, telefon czy spotkanie. Jeśli teraz miał o tym pomyśleć, to nie wyobrażał sobie lepszego kompana do zabawy, czy to zwykłego leniuchowania na kanapie grając na konsoli… I sam się w tej chwili tego pozbawiał, jakby było mu mało problemów.
- Wybór zawsze jest. – mruknął tylko, zwieszając minę, nie mając siły ani ochoty, aby powiedzieć coś więcej. Czuł się wypompowany z sił, jakie jeszcze miał na początku ich jakże miłej wymiany uprzejmości. Normalnie wrak człowieka. Stał w miejscu, wpatrując się w przyjaciółkę, jakby miał ją ujrzeć ostatni raz. Sama świadomość, że ona gdzieś tam była i zawsze mogła mu pomóc, była kojąca. Nie musiał się martwić, że zostanie sam z problemami, których nie będzie w stanie rozwiązać. Zawsze mógł na nią liczyć. Nawet jeśli nie mieli zbyt dużo czasu, chętnie poświęcał spotkania, muzykę czy cokolwiek innego, aby spotkać się, chociażby na dwadzieścia minut. Teraz tego nie będzie. A przynajmniej jeśli on nie zrozumie swoich błędów.
- Przepraszam – powtórzył tylko cicho, bo sam nie był przekonany czy to chodziło o samo popchnięcie jej ciotki, czy też gorzkie słowa, które wcześniej wypowiedział, czy też za to, że wyjechał i ją zostawił, zupełnie jak Izzy. Przygniatała go świadomość, że tak bardzo się pogubił, że stracił najlepszą przyjaciółkę. Jak miał to odbudować? A to zaufanie, które właśnie przestało istnieć? Jak je zdobyć, jak wszystko naprawić?
Kiwnął tylko głową, kiedy pojawił się Chandler. Dawno go nie wiedział. W sumie to chyba nawet od tej pamiętnej (a raczej mało pamiętnej) imprezy. Otworzył szerzej oczy, kiedy zauważył, jak chłopak ją objął i pocałował, Zazdrość? Może troszkę, ale tylko w gruncie rzeczy z tego powodu, że jak widać, mieli dobrą relację, a on swoją spierdolił.
- No proszę, tego też mi oszczędziłaś – powiedział, a na twarzy pojawił się grymas. Czy było pomiędzy nimi coś więcej? Nie wiedział, ale te gesty zdecydowanie świadczyły, że było coś na rzeczy, a on znów jak ten kretyn nic nie wiedział. Tak bardzo ją zaniedbał? Był aż takim wielkim samolubem? Co się z nim działo? Był gotowy się rozpłakać jak małe dziecko przez to, że tak wiele go ominęło. Załamał się… – Widzę, że jestem nikim w twoim mniemaniu. – dodał krótko łamiącym się głosem. Nie chciał dalej walczyć w tej głupiej bitwie, którą sam rozpętał. Czy on naprawdę był tak złą osobą? Teraz już nie miał wątpliwości, że tak. Musiał się stąd ulotnić. Dłużej tego nie zniesie. Gdyby tylko mógł, cofnąłby czas… teraz jedyne co mógł zrobić to złożenie sobie gratulacji. Równie dobrze mógł się rzucić z mostu, za to, co tu powiedział i parę tygodni temu zrobił. Nie udało mu się już powstrzymać dłużej wody, która zalegała w kącikach, przez co kilka łez spłynęło po jego policzkach. Nie zwracał nawet uwagi na Chandlera, zupełnie jakby go tu nie było. Patrzył na Tianę i wewnętrznie krzyczał jakim idiotą jest. Przetarł policzki i odetchnął głęboko.- Życzę WAM miłego dnia! – powiedział oschle, choć wcale nie chciał tak zabrzmieć i odwrócił się na pięcie. Zacisnął dłonie w pięści i odszedł, zapominając o tym, co tak naprawdę miał tu załatwić. Po policzkach zaczęły swobodnie spływać łzy i tak całą drogę do domu. Usiadł na końcu autobusu, aby nikt się nie czepiał, aby w końcu z bezsilności usnąć.

/zt
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Chandler Watts


Jestem w Chicago od
urodzenia



23
student, mechanik

I still wonder where you are

Mieszkam w
Lincoln Park

chandler

watts

Wysłany: 3 Marzec 2019, 17:20   
   Mów mi -  patsy
   Multi -  isabelle sherwood


Zachowanie, miny, wyraz oczu u obojga... było to cholernie niepokojące, przez co Chandler nie wiedział co się właśnie tutaj działo. Stał, nie dowierzał lekko w to, co przyszło mu oglądać. Chyba jednak niepotrzebnie trafił na to miejsce w tym czasie, bo czuł się jakby nieproszony; no ale skąd mógł przypuszczać, iż Ci się będą akurat w jego okolicy kłócić... o coś? No właśnie! Nie jest jasnowidzem! A teraz to tak głupio się przecież wycofać.
Słysząc, iż nic nie było w porządku, dodatkowo dostrzegając spojrzenie przyjaciela na jego widok – a przede wszystkim tego co uczynił – poczuł... zmieszanie. No bo... co tu się działo? Nie pojmował. Nic nie wiedział, czy jak? Podejrzewał, że Tiana pierwsze co zrobiła, to opowiedziała o... nich, nawet jeśli nie stanowili, jeszcze, coś więcej. No od Chandlera raczej nie za wiele by się dowiedział – pomijając fakt, iż sam go dawno nie miał okazji spotkać, co i Watts nie jest jakoś bardzo wylewny, nie opowiada o swoim życiu czy czymkolwiek, nawet najbliższym kumplom czy chociażby rodzinie. Taki już jest.
Zaraz jednak zaczął główkować na swój własny, posrany, sposób. Bo czy dostrzegł zazdrość w zachowaniu Olivera? Zresztą, jego ton głosu to zdradzał bardzo mocno – naturalnie, dla samego Chandlera. Ściągnął do siebie brwi, nie puszczając jeszcze przez krótką chwilę Tiany, dopiero po chwili zabierając rękę z talii dziewczyny, tak jakby chciał już coś zrobić. I w sumie zrobił. Schował tą samą dłoń za siebie, ściskając ją w pięść – co by jakoś narastającą... złość rozładować jakkolwiek. Przez to nawet nie zwrócił uwagi na Tiany zapytanie, skupiając się bardziej na Oliverze. Czy odczuł zagrożenie? Możliwe. Nawet jeśli wiedział, iż ten jest w związku z blondynką, tak przestało mieć to teraz znaczenie. Nic się nie poradzi na to, że Watts jest po prostu idiotą.
Kolejne słowa do Torres go zaniepokoiły – przez co wreszcie się wybudził, przenosząc na krótki moment spojrzenie na twarz Tatiany, dostrzegając jej smutek... a i nawet to, iż oczy jej się zaszkliły. Chwilę przesuwał tęczówkami od Olivera do niej i z powrotem, widząc, że oboje zaczynają pokazywać swoje małe załamanie z racji tego, co się tutaj właśnie wyprawiało; lecz sądzicie, że Chandlera to jakkolwiek ruszyło? Nie. Znaczy, tak, ruszyło, ale nie w taki sposób, o jakim myślicie.
Niestety jednak nie dostał sposobności, aby cokolwiek powiedzieć, bowiem Oliver się wycofał, uprzednio życząc im miłego dnia, co jeszcze bardziej rozjuszyło chłopaka. Jaki miał teraz problem? Nie miał pojęcia, przez co ponownie pobielały mu knykcie w trakcie ściskania dłoni, odprowadzając przyjaciela wzrokiem, opamiętując się znów i przechodząc całkowicie swoją uwagą na dziewczę. - Co tu się działo? - chciał od razu dowiedzieć się co takiego tutaj zaszło, jednak jakieś głupie przeświadczenie go nie opuszczało. Bo może to jednak Oliver był ważniejszy dla Tiany, a ona tylko się dobrze z tym maskowała? No bo mało się to słyszało, iż dziewczyny zakochiwały się w swoich najlepszych kumplach? Nie myślał jasno, ale kto by myślał na jego miejscu? No, na pewno zrównoważona osoba, która nie daje się szybko sprowokować.
- Co się stało, Tiana? Czemu... - trochę mu ton zelżał, ale nie bardzo. - Czemu jesteś smutna? Co Ci powiedział ten idiota? - może to i jego najlepszy przyjaciel, niemniej teraz, gdy doprowadził kogoś do łez – i to nie byle kogo, a Tianę, na której mu zaczynało z każdym dniem coraz bardziej zależeć – tak o tym zapomniał, bo złość niestety wzięła górę nad mechanikiem.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 9