Poprzedni temat «» Następny temat
czy możesz mi wyjaśnić, co tu się odjaniepawliło?!
Autor Wiadomość
Toby Chamberlein


Jestem w Chicago od
dziesięciu lat



35
internista

świat zwariował, a on oszalał

Mieszkam w
Englewood

Toby Marvin

Chamberlein

Wysłany: 19 Wrzesień 2019, 23:25   czy możesz mi wyjaśnić, co tu się odjaniepawliło?!
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


    #15, wracam z martwych, elo

Pracoholik taki jak Toby też czasami potrzebował odrobiny odpoczynku. Dziwne, prawda? Dotychczas był przekonany, że mógłby zamieszkać w szpitalu, a tymczasem wystąpił o urlop. W ten sam dzień spakował najważniejsze rzeczy i wyruszył w podróż życia. Tak naprawdę, to w głównej mierze rozbijał się po miastach z kumplami, zwiedzając coraz to inne bary. Zapoznawali się z miejscową kulturą, której było daleko do owego pojęcia. Chamberlein w końcu zrobił coś dla siebie, to był właśnie ten moment w życiu, aby pomyśleć wreszcie o sobie. Mae zostawił krótką wiadomość, że wróci i ma kontaktować się z nim tylko w nagłych wypadkach. Kto, jeśli nie on zapewniłby najlepszą opiekę swojej siostrzyczce, gdyby nie daj Boże działo się coś z ciążą. Może i nie był ginekologiem, ale medycynę skończył, więc jakieś tam pojęcie o tym miał. Zresztą, dostała kontakty do znajomych Toby’ego, którzy byli najlepszymi lekarzami w Chicago. Dbał o nią najlepiej, jak tylko mógł. Wracając do tematu, ostatnią destynacją Chamberleina oraz jego głupich kolegów miało być właśnie Vegas. Bo jak to mawiają? Co wydarzyło się w Vegas, zostaje w Vegas! To miał być cudowny wieczór przepełniony dużą ilością alkoholu oraz kobiet. Ten facet wreszcie odżył i dał sobie na luz. Do Chicago miał wrócić z zupełnie czystą kartą i wziąć się w garść. Czas najwyższy, prawda? Dobra. Wódka lała się litrami, w pewnym momencie Toby został sam przy barze, bo jego koledzy zaginęli w akcji. Nie wiedzieć skąd, po chwili znalazł sobie towarzystwo w postaci ponętnej blondynki. Spędzili ze sobą resztę wieczoru, pewnie nawet i nocy na ciągłym śmiechu i opowiadaniu żenujących historii z własnych żyć. Alkohol sprawił, że Chamberlein miał wrażenie, jakby znał tę kobietę całe życie. To co działo się później.. przerosłoby oczekiwania kogokolwiek. Naprawdę.
Obudził się dopiero rano w pokoju hotelowym z potężnym kacem oraz bólem głowy. Przetarł powieki zdezorientowany i po spojrzeniu na drugą połowę łóżka dostrzegł, że nie był tutaj sam. Co? Jak? Gdzie? Próbował sobie przypomnieć, ale na jego nieszczęście nic nie pamiętał. Pochylił się w kierunku jeszcze śpiącej kobiety i od razu odsunął się, nie mogąc zdzierżyć zapachu gorzały. Miał wrażenie, że za chwilę wszystko zwymiotuje. Z zaciekawieniem zajrzał pod pościel, ale oboje mieli na sobie bieliznę. To spali ze sobą, czy może jednak nie? Kretyn nie potrafił na to odpowiedzieć, bo nic nie pamiętał! Postanowił, że jednak pójdzie się odświeżyć, bo nie mógł znieść smrodu, który unosił się w całym pokoju. Dopiero pod prysznicem dostrzegł coś na pośladku. - Nie, nie, nie.. - mruknął, przyglądając się pamiątce. Wyleciał jak poparzony z łazienki, wydzierając się histerycznie. - CO TO KURWA MA BYĆ?! - wystawił jeden z pośladków w kierunku zaspanej blondynki. To coś to był tatuaż z napisem ”własność Jackie.” W dodatku obok było serduszko z wczorajszą datą. Rozumiem, że chciał sobie chłopak poszaleć, ale żeby aż tak? Jeszcze powiedzcie, że wziął spontaniczny ślub w Vegas, to od razu strzeli sobie kulkę w łeb. - Jak mniemam, ty jesteś Jackie, prawda? Więc wytłumacz mi, co tutaj się wydarzyło! - nie bawiło go to, ani trochę. Oby chociaż ona pamiętała wydarzenia z poprzedniego wieczoru. Historia rodem z tandetnego filmu romantycznego. Damn.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 20 Wrzesień 2019, 08:11   
   Mów mi -  Darka


~1~

Czy może być coś gorszego od odwołanego ślubu niecałe dwa tygodnie przed ceremonią? Wyjazd do Vegas i poranek w jednym łóżku z zupełnie nieznajomym mężczyzną. A zaczęło się.. kilka dni wcześniej, w Chicago. Nie wszyscy przyjęli informację o odwołaniu ślubu Jacqueline ze spokojem. Była jedna taka.. przyjaciółka. Może znajoma. Albo znajoma znajomej. Nieważne. Dziewczę zorganizowało komitet pocieszenia w postaci spontanicznego wyjścia do klubu. Dzień później Jacqueline znalazła się wraz z koleżankami w okolicach Beverly Hills, raźnym krokiem przemierzając ulice znane z seriali telewizyjnych. Potrzebowała tego. Potrzebowała kompletnego wyłączenia się, żeby nie powiedzieć, resetu. Do Vegas trafiły w nieco mniejszym gronie, bo tylko w czwórkę. Również przypadkiem. Przypadkiem Jacqueline wpadła w ciąg imprezowania w różnych miejscach i przypadkiem doskonale bawiła się w towarzystwie ludzi, których nie znała tak samo, jak oni nie znali jej. Nie wiedzieli, że mieli do czynienia z porzuconą Panną Młodą i ambitną dziennikarką, która zwykle nie pozwalała sobie na tego typu zachowania. Nie upijała się do tego stopnia, by urwał jej się film w najbardziej kulminacyjnym momencie. A może to nie był tylko alkohol…?
Przekręciła się na drugi bok. Tym razem nie śniła. Może to i lepiej? Wtedy usłyszała coś, czego w pierwszej chwili w ogóle nie zrozumiała. Czyjś krzyk. Donośny głos mężczyzny wybudził ją z czegoś w rodzaju snu. Zaspana uniosła głowę do góry, otwierając jedno oko. Naturalnie, próbowała zorientować się, co się dzieje, co się stało i w ogóle, jak się nazywa. Ona, nie on. Dostrzegając jednak napis na jego pośladku, w pierwszej chwili zaczęła się śmiać. Na głos, trochę bezczelnie. Zupełnie nie w swoim stylu.
To moje pismo. – rzuciła od niechcenia, nadal się śmiejąc. A żeby nie było, że jest niewychowana, w końcu postarała się zachować powagę – Jacqueline, dla ścisłości. – dodała, ponownie opadając na poduszki, jakby chciała znów zapaść w sen. niekoniecznie. Musiała zamknąć oczy, byle tylko pokój przestał wirować, a wraz z nim – również jej żołądek. Nie trwało to jednak długo. Czym prędzej wyskoczyła z łóżka, minęła swoją własność i wylądowała na podłodze w łazience, wyrzucając prosto do sedesu niemal całą zawartość swojego żołądka. Czy to był ten moment, w którym powinna przeklinać na wieki wieków wszystko wokół i zaklinać się, że więcej nie pije? Jak najbardziej. Po wszystkim, niestety, musiała zdjąć koszulkę, którą miała na sobie. Przecież nie będzie chodziła w brudnych ciuchach, prawda? Korzystając z tego, że tak bezczelnie zajęła łazienkę, miała zamiar względnie doprowadzić się do porządku, czyli przede wszystkim korzystając z hotelowych akcesoriów, jednorazową szczoteczką do zębów umyła zęby, przede wszystkim. I przemyła twarz. W pierwszej chwili nie dostrzegła tego, co miała na sobie. Na swojej piersi, chyba nawet uznając, że to tylko przewidzenie. Ni uja. Zbladła jeszcze bardziej, gdy zorientowała się, że to naprawdę nie chce zejść. I, kurwa, nie zejdzie. Przynajmniej nie bez żadnych laserowych zabiegów, które wcale nie są takie tanie. Bez słowa wyszła z łazienki. Nawet nie owinęła się żadnym ręcznikiem po wyjściu spod prysznica. Chyba zrobiła to celowo, by Pan i Władca Toby zobaczył to praktycznie natychmiast. – Toby, zgadza się? – spytała nieco ironicznie, natychmiast trzeźwiejąc. Data wypisana na jej piersi – a właściwie, nieco wyżej, niżby wypadało, a czego za cholerę nie będzie mogła tak łatwo ukryć, zgadzała się z tą, która znajdowała się na jego pośladku. I to cholerne serce. Czyli.. że niby co?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Toby Chamberlein


Jestem w Chicago od
dziesięciu lat



35
internista

świat zwariował, a on oszalał

Mieszkam w
Englewood

Toby Marvin

Chamberlein

Wysłany: 20 Wrzesień 2019, 12:38   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Całe to zdarzenie nie docierało do niego. Jak to nic nie pamiętał? Jak on w ogóle mógł dopuścić do czegoś takiego? Musiał wziąć kilka głębszych wdechów, bo nie docierało do niego, że obudził się u boku nieznajomej kobiety. Gdzie podziali się jego zapyziali koledzy? Mieli go pilnować, a tymczasem zostawili go samego! I kto miał mu wyjaśnić, co tak naprawdę działo się poprzedniego wieczoru? Sama zainteresowana nie była zbyt rozgarnięta. Toby był zdolny do naprawdę wielu rzeczy, ale żeby od razu tatuaż na pośladku i w dodatku taki tandetny? Całe szczęście, że nie poprosił o wytatuowanie jej podobizny. Zresztą, musiał się tego pozbyć. W pierwszej chwili nie czuł bólu, ale to pewnie dlatego, że wypił sporą ilość alkoholu. Spędzenie nocy z kobietą było do niego podobne, ale nie do takiego stopnia. Co takiego wczoraj wyprawiali? I dlaczego nikt nie znał odpowiedzi na wszystkiego jego pytania?! Zmrużył powieki, słysząc głos blondynki i gdyby miał taką możliwość, to z pewnością zabiłby ją spojrzeniem. - Uważasz, że to jest zabawne? TO?! - znowu pokazał jej swój pośladek, klnąc pod nosem jakim to był idiotą. Sięgnął po najbliższe bokserki i nałożył je na siebie, bo nie zamierzał świecić przed nią swoimi klejnotami. Tak, teraz to myślał o takich rzeczach, a ciekawe co takiego robili w nocy! - Jacqueline, Jackie. Wszystko mi jedno. - machnął lekceważąco ręką, nie patrząc teraz na nią. Chłód z jego strony aż bił z daleka. Chyba nie obiecywali sobie dozgonnej przyjaźni, prawda? Albo czegoś.. innego. Doprowadził się do porządku, gdy jego partnerka nocy wyleciała do łazienki. Oho, robiło się coraz ciekawiej. Może nie powinien tyle pić? Albo w ogóle. Tak, to był bardzo dobry pomysł. W dalszym ciągu nie dowiedział się, co takiego wczoraj robili. Czyżby i ona miała urwany film? Jeszcze tego brakowało.. Nie był zadowolony. Któż by był? Chyba jedynie małolaty, które działają pod wpływem spontanu, ale nie on! Co jak co, ale Chamberlein naprawdę się szanował. Poczuł się trochę jak tania dziwka, która sprzedała się za Bóg wie co!
Wybuchnął śmiechem, dostrzegając blondynkę w całej okazałości, albo raczej to, co znajdowało się na jej piersi. Pan i Władca. Tak, to zdecydowanie było do niego podobne. - We własnej osobie. - skinął głową, zanosząc się głośnym śmiechem. Za wszelką cenę starał się zachować powagę, ale niezbyt mu wychodziło. - Dobra. Tylko spokojnie. Ja nic nie pamiętam, wygląda na to, że ty też nie. Nie wiem nawet, czy moglibyśmy kogoś zapytać o to, co działo się wczoraj.. bo my chyba nie..? - nie musiał kończyć, bo jeśli była inteligentną kobietą, to wiedziała o co mu chodziło.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 21 Wrzesień 2019, 12:14   
   Mów mi -  Darka


Oczywiście, że Jackie wiedziała, o co pytał. I z ręką na sercu była w stanie stwierdzić, że.. nie. Nie uprawiali seksu. Świadczyło o tym między innymi to, że w chwili, w której się obudziła, nadal miała na sobie bieliznę i pozostałe części garderoby. W dodatku nie odczuwała żadnego innego dyskomfortu, z wyjątkiem tego cholernego pieczenia i swędzenia na piersi – w miejscu, które kilka godzin temu katowane było tuszem i igłami. No i, oczywiście, ten ból głowy i dziury w pamięci! Przed tym nie była w stanie uciec, niestety. Nie zmienia to faktu, że w pierwszej chwili cała ta sytuacja naprawdę ją bawiła. Do czasu. Do czasu, aż nie zorientowała się, jak daleko posunęli się w nocy. Nie odpowiedziała na pytanie mężczyzny, mimo uszu puszczając jego pretensje. Natomiast to, co miało miejsce chwilę później, wyraźnie wyprowadziło ją z równowagi. Pan i Władca od siedmiu boleści był dla niej naprawdę bezlitosny, tym bardziej, że znajdował się w takim miejscu, w którym naprawdę rzucał się w oczy. Kiedy więc role się odwróciły i to on śmiał się z niej, naburmuszyła się jeszcze bardziej. Nie odpowiedziała na żadne z pytań mężczyzny. Bez słowa poszukała swoje rzeczy – te, które nadawy się do ponownego założenia. Ubrała się, na koniec jeszcze przez chwilę rzeczywiście próbując ukryć to, co niespodziewanie pojawiło się na jej piersi. Bezskutecznie. Serduszko nadal było widoczne, tak samo jak ten cholerny napis. Nadal słowem się nie odzywając, rozpoczęła poszukiwania swojego telefonu.
Nie zaliczymy wpadki. – powiedziała w pewnym momencie, zaglądając pod łóżko – Nie uprawialiśmy seksu. – dodała obojętnym tonem i w końcu odważyła się spojrzeć na mężczyznę – Żeby było jasne. Nie chcę wyciągać żadnych pochopnych wniosków bez sprawdzenia tego, co naprawdę wydarzyło się w nocy. Nie wiem, co dokładnie się wydarzyło, ale wiem, że na pewno nie pieprzyliśmy się jak dwa króliki. Seks z przypadkowym gościem to ostatnie, na co miałabym ochotę. A teraz bądź łaskaw, rusz się i pomóż mi poszukać telefon, który powinien gdzieś tu być. To, że my nic nie pamiętamy, wcale nie oznacza, że inny nie muszą tego pamiętać. Jeśli moje pożal się Boże koleżanki nie zostawiły mnie, wszystkie odpowiedzi znajdziemy w internecie. – swój wywód zakończyła cichym przekleństwem. Zbladła nagle, krzywiąc się przy tym nieznacznie. Znów żołądek podchodził jej do gardła – No dalej. – pogoniła go tonem nieznoszącym sprzeciwu. Cóż. Ktoś musiał przynajmniej spróbować opanować tę szopkę.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Toby Chamberlein


Jestem w Chicago od
dziesięciu lat



35
internista

świat zwariował, a on oszalał

Mieszkam w
Englewood

Toby Marvin

Chamberlein

Wysłany: 21 Wrzesień 2019, 16:18   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Nie było nic złego w przespaniu się z kompletnie nieznajomą kobietą, a przynajmniej on tak uważał. Ale czy naprawdę sponiewierałby się w ten sposób? Nie wydaje mi się, bo może i Toby miał dosyć specyficzny tryb życia, podrywał wszystkie ładne kobiety, to raczej aż tak nie posunąłby się do takiego czynu. Zresztą, chodziło mu o coś zupełnie innego. Nie chciał po raz drugi skończyć jako mąż, w dodatku nieznajomej. Przecież to nienormalne i nadawało się tylko historię filmu romantycznego. Przeklinał w myślach siebie oraz kolegów, którzy wpadli na głupi pomysł zatrzymania się w Vegas. Może to wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej, gdyby.. właśnie, co? Słów mu już brakowało na to wszystko. Westchnął ciężko, choć w dalszym ciągu rozbawiony nabytkiem, który zdobił pierś kobiety. W dodatku, było go widać. Jej mina była bezcenna. Może jednak zostawi swój tatuaż na pamiątkę? Nie rzucał się nikomu w oczy, a tak poza tym – nie często świecił przed kimś tyłkiem. Nie. I tak musiał pozbyć się tego cholerstwa, bo było zbyt tandetne. Zachowanie godne nastolatków. Tylko przybić im piątkę!
Och, czy ona mówiła poważnie? Wyrażała się w sposób, jakby Toby był trędowaty. A przecież nie był, prawda? - Nie to miałem na myśli, Jackie. - przewrócił oczami, choć naprawdę chciał wierzyć w słowa blondynki. Przecież on nie chciał, aby nieznajoma laska zachodziła z nim w ciążę. Nie zamierzał zostawać ojcem, bo nie był na to gotowy. Między innymi przez to, rozpadło się jego małżeństwo. - No oczywiście, że nie. Przecież jestem tak ohydnym i odpychającym gościem, że tego byś nie chciała. Rozumiem, że w twoim świecie chodzą sami modele z kaloryferem na brzuchu. - nie żeby coś, ale trochę go to dotknęło, okej? W końcu, męska duma i te sprawy. Nie powinna była w ogóle wypowiadać się w ten sposób, bo Chamberlein zazwyczaj wyciągał pochopne wnioski. - Jesteś pewna, że cię nie zostawiły? Moi kumple zniknęli z prędkością światła. Ale niech będzie. Możemy sprawdzić. - przewrócił oczami, nie zamierzając z nią dyskutować. Mógłby kłócić się z nią godzinami na ten temat, ale to nie był odpowiedni moment. Denerwowała go cała sytuacja i chciał już wszystko wiedzieć. Rozglądał się po pokoju za cholernym telefonem swojej towarzyszki, ale tak jakby ślad po nim zaginął. Chodząc po całym pomieszczeniu, dostrzegł urządzenie dopiero pod jakąś koszulką, która leżała w kącie. Podniósł go i wręczył kobiecie. - Sprawdź, dowiedz się czegoś. - zawiesił na niej swoje spojrzenie dłużej, niż powinien. Ostatecznie sprawdził swój telefon i cisza w eterze. - U mnie nic. Nawet żadnej głupiej wiadomości, no czegokolwiek. - rozłożył bezradnie ramiona, siadając na brzegu łóżka. - Długo będziesz to tam sprawdzać? - zapytał po chwili, zaczynając niecierpliwić się powoli.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 22 Wrzesień 2019, 09:42   
   Mów mi -  Darka


Gdyby ktokolwiek się zastanawiał – Jackie naprawdę nie należała do tych kobiet, które rozkładają nogi przed pierwszym lepszym mężczyzną. Gdyby było inaczej, nie wytrwałaby w jednym związku tyle lat, prawda? Trzeba jednak przyznać, że jej uwaga była, delikatnie mówiąc, niestosowna. Nie na miejscu, i tyle. Nieważne, że mówiła prawdę i tak przy okazji tylko ona wiedziała, skąd wzięło się jej takie, a nie inne podejście do niektórych spraw. Przy kolejnych słowach mężczyzny, mimowolnie uniosła wzrok i zmierzyła go – oczywiście! – od stóp do głów.
Dwa, może trzy dni temu… – bo przecież nie przyzna się, że straciła poczucie czasu, nie? – Odwołałam ślub. Niecałe dwa tygodnie przed uroczystością. – w ten sposób próbowała wyprowadzić Toby’ego z błędu. Skutecznie, czy nie, to w tej chwili naprawdę nie miało znaczenia – Tak więc, w moim świecie są tacy, którzy za nic mają jakiekolwiek obietnice. – ucięła krótko, wzruszając przy tym ramionami tak, jakby naprawdę nie było to nic wielkiego, nawet jeśli rana po całym tym zerwaniu nadal krwawiła. Tyle że powinna się skupić. Naprawdę, powinna w tej chwili całkowicie skupić się tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy.
Nie jestem pewna. – odpowiedziała zgodnie z prawdą – Nie, kiedy wszystkie uważały męski gatunek za największych zdrajców ludzkości. – przy tych słowach posłała Toby’emu nieco ironiczny uśmiech – A potem wlały w siebie ogromną ilość alkoholu. Uwierz mi, wówczas wszystko jest możliwe. Nadal liczę na to, że uzależnienie od instagrama i innych było silniejsze, niż ewentualne zatrucie alkoholowe. – i tym razem miała w głębokim poważaniu to, czy Toby cokolwiek rozumiał z jej wywodu, czy wręcz przeciwnie. Kiedy zaś telefon się znalazł, uśmiech znów zniknął z twarzy blondynki. Wyraźnie spięła się, gdy zaczęła przeszukiwać wszystkie znane sobie profile internetowe. A potem, jak gdyby nigdy nic, również usiadła na skraju łóżka, obok Toby’ego. Powód? Znalazła. Znalazła szczegółową relację na profilu jednej ze znajomych. Dokładniej – ze ślubu dwójki kompletnie zalanych (ale szczęśliwych!) ludzi. Dopiero po chwili rozpoznała na filmiku.. siebie. I.. – O nie. – mruknęła, nie wierząc własnym oczom (i uszom!), gdy naprawdę składała przysięgę małżeńską Toby’emu. Zbladła, a żołądek znów podszedł jej do gardła. Dotarła jeszcze do momentu, w którym to jej została złożona przysięga małżeńska. I w tym momencie po prostu wyszła z aplikacji, zablokowała telefon i.. i to by było na tyle. Trzymała go w dłoni i w gruncie rzeczy to ani drgnęła. Ewidentnie była w ciężkim szoku. Cóż, nie trudno się jej dziwić. Była.. mężatką!
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Toby Chamberlein


Jestem w Chicago od
dziesięciu lat



35
internista

świat zwariował, a on oszalał

Mieszkam w
Englewood

Toby Marvin

Chamberlein

Wysłany: 23 Wrzesień 2019, 11:47   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Nie znali się w ogóle, więc skąd mógł wiedzieć jakie mała powody ku temu, aby rozbijać się w barze i to w dodatku w Vegas? On chciał zacząć życie na nowo, bez patrzenia w przeszłość, ale ona? Szczerze mówiąc, nie obchodziły go powody, dla których się tam zjawiła. Jednakże wolał mieć pewność, że nie zrobili czegoś, czego mogliby za chwilę żałować. Nie był przecież tak głupi, żeby pakować się w kłopoty, prawda? Był szanowanym lekarzem w Chicago, więc miał nadzieję, że jego reputacja nie zostanie jakoś mocno nadszarpana. - Wiesz, Jackie.. Nie muszę znać prawdziwych powodów dla których się tutaj zjawiłaś. Nie rób tego. - poprosił, lustrując ją przenikliwym spojrzeniem. Jego naprawdę nie interesowało życie tej kobiety, przecież nigdy więcej już się nie spotkają, prawda..? Jak teraz tak się jej przyglądał, to była łudząco podobna do jego byłej żony oraz pielęgniarki, z którą pracował jakiś czas temu. Dlaczego musiał mieć tylko jeden typ kobiety..? Nie mogła to być np. brunetka? On to jak zwykle musiał wpakować się w jakieś bagno.
Dobra, tylko spokojnie. Może jednak nie będzie tak źle? Liczył na to. Choć zdawał sobie sprawę, że alkohol potrafił pchać ludzi w naprawdę destrukcyjne zachowania. Im dłużej to wszystko trwało, tym bardziej zaczynał się denerwować, a wszystkie zmarszczki na jego czole były jeszcze bardziej widoczne. - Czy możesz się pospieszyć? - ponaglił blondynkę, spoglądając w ekran telefonu, który dzierżyła w dłoni. Oparł łokcie na kolanach, pochylając się nieco do przodu i patrzył w podłogę. Chciał wiedzieć, czy wszystko było na swoim miejscu, czy jednak powinien martwić się o to, co miało nadejść. - Co do..? - od razu spojrzał na Jackie, nie wiedząc co się tak naprawdę stało, albo raczej nie chciał przyjąć do wiadomości tego, co właśnie usłyszał. Przysięga małżeńska. Czy naprawdę byli aż tak głupi, że pozwolili sobie na coś tak bezmyślnego? - Czyli mam rozumieć, że my..? - nie był w stanie dokończyć pytania. Był po prostu w szoku. Podniósł się z łóżka, zaczynając nerwowo chodzić w kółko po całym pokoju. Nie dowierzał, że był aż tak nierozważny! Alkohol potrafił pchnąć ludzi do najgłupszych decyzji świata, ale żeby od razu ślub?! - Jesteśmy małżeństwem.. Cudownie! - w końcu odzyskał mowę. - Ale poczekaj.. Może uda nam się z tego jeszcze jakoś wybrnąć? Na pewno da się to jakoś.. unieważnić. - ślub i rozwód po raz drugi! Jesteś kretynem, Toby. Mógł być dumny z wielu rzeczy, ale z tej na pewno nie był i miał ochotę rozpędzić się, aby walnąć głową w ścianę. Może wtedy by zmądrzał?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 27 Wrzesień 2019, 07:36   
   Mów mi -  Darka


Nie musiała.. a właściwie, nie miała żadnych powodów, by choćby przybliżyć Toby’emu swoją historię. Naturalnie, mogła zamknąć się w sobie i udawać, że w gruncie rzeczy to nic się nie stało i przyjechała tu tylko po to, by rzeczywiście wziąć ślub z pierwszym lepszym frajerem, w pierwszej lepszej kapliczce, przed typem przebranym za Elvisa. Tak, to był jej główny cel. Specjalnie upiła Toby’ego, by na koniec znaleźć się z nim przed ołtarzem. Jasne, mogła próbować wcisnąć mu taką właśnie wersję wydarzeń, czemu by nie? Zamiast tego postawiła na coś w rodzaju prawdy. Nie chciała nikogo okłamywać, zwłaszcza w takim momencie. I druga rzecz – a co, jeśli nadal próbowała przekonać samą siebie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę? Nieważne. Wzruszyła ramionami, wzniosła oczy ku niebu. Nie robiła sobie nic z tego, co musiał, co chciał, a czego nie. Nie wnikała w jego pobudki i nastawienie w chwili obecnej. Skupiła się na tej drugiej, ważniejszej sprawie.
W życiu nie pomyślałaby, że znajdzie się w tak pochrzanionej sytuacji. Sytuacji, w której przyjdzie jej stanąć twarzą w twarz z obcym mężem, czyli kimś, kogo praktycznie nie znała, a znać powinna z racji złożenia przysięgi małżeńskiej. Nie mogła w to uwierzyć. Nie mogła zaakceptować tego, że tej nocy powiedziała tak kolesiowi, który chyba był największym ignorantem, jakiego poznała w swoim życiu. Nie odzywała się jeszcze przez chwilę, po raz drugi odtwarzając cały film ze ślubu. Dopiero wtedy zauważyła kolejne detale, które jeszcze bardziej wyprowadziły ją z równowagi. Westchnęła tylko, blokując telefon. Wstała. Musiała odetchnąć. Musiała odetchnąć bardzo głęboko, pozbierać myśli, zrobić coś.. cokolwiek. W końcu utkwiła wzrok w swoim mężu i jak gdyby nigdy nic, potrząsnęła głową na boki. – Zdajesz sobie sprawę, że to niemożliwe? – rzuciła w pewnym momencie – Przysięga była prawdziwa.i cała reszta również, dodała w myślach, przy czym tylko się skrzywiła. Czy naprawdę z tej dwójki to ona musiała zachować trzeźwość umysłu, nawet jeśli nadal męczył ją kac i bliska była kolejnej wizyty w toalecie? – Naprawdę jesteśmy małżeństwem. – dodała, krzywiąc się nieznacznie – A jedynym sposobem jest… - tu urwała, naturalnie. To jedno słowo chyba naprawdę nie chciało jej przejść przez gardło. Rozwód. Ale że jak? Tak szybko i niespodziewanie? – Muszę się napić. – mruknęła, nie dokończywszy wcześniejszej wypowiedzi. Dobrze, było to co najmniej nierozważne, zwłaszcza w chwili obecnej, ale nie było mowy, by przetrawiła to na trzeźwo.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Toby Chamberlein


Jestem w Chicago od
dziesięciu lat



35
internista

świat zwariował, a on oszalał

Mieszkam w
Englewood

Toby Marvin

Chamberlein

Wysłany: 28 Wrzesień 2019, 10:45   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Starał się wmówić sobie, że to wszystko miało drugą, dobrą stronę. Tylko jaką? Przeżyli w ten sposób świetną przygodę życia? Jak można było ślub nazywać przygodą? Może i Jackie naprawdę, nie miała najlepszego zdania o Toby’m, ale takie wartości miały dla niego bardzo duże znaczenie. Nie wyobrażał sobie układać życia z kobietą, o której nie miał zielonego pojęcia. Nie wyobrażał sobie, aby zacząć budować cokolwiek z kobietą, która uważała się za nie wiadomo kogo. Chciał mieć to wszystko już dawno za sobą. Dołożyłby wszelkich starań, aby tylko uwolnić się od instytucji zwanej małżeństwem. Jedno mu wystarczyło i jak to wszystko się zakończyło?Kompletnym fiaskiem. Pokręcił głową na boki, biorąc głęboki oddech i zerknął jeszcze na blondynkę, która również nie była tym faktem zaskoczona. Chyba oboje byli przekonani co do tego, że cały ślub był głupim pomysłem. Chamberlein naprawdę wierzył w to, że da się to jeszcze odkręcić.
Całą ta sytuacja była naprawdę beznadziejna, a on chciał obudzić się z koszmaru. W pierwszej chwili tak było. Wydawało mu się, że śnił i jeszcze trochę, a obudzi się. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Może, gdy miał w swojej krwi naprawdę sporą ilość alkoholu, to Jackie była cudowną kobietą, a teraz? Działała mu jedynie na nerwy i jedyne o czym marzył, to aby ich drogi się rozeszły. Nie wyszło jej w życiu z jakimś kolesiem? Przykro, ale czy to powód, aby miała w ten sposób wyżywać się na Toby’m? Nie był winien rozpadu związku tej kobiety, do cholery jasnej. - Czy możesz przestać patrzeć na mnie w sposób, jakby to wszystko było moją winą? Też tam byłaś, kurwa. I przestań zachowywać się jak księżniczka, bo daleko ci do takowej. - nie mógł już znieść tonu jej głosu, jakby za wszelką cenę myślała, że była wyżej od Toby’ego. Dama z wielkiego miasta. Chyba nie muszę przypominać, że nie przepadał za takimi kobietami? - Wyobraź sobie, że mi również nie podoba się to wszystko. Chcę, aby to wszystko się już zakończyło. - wyrzucił z siebie, bo nie miał już sił, aby w dalszym ciągu wałkować ten temat. Musiał pogodzić się z faktem, że na jego koncie będzie drugi rozwód. Trudno. - Też bym się napił, tylko nie wiem czy moje towarzystwo nie będzie cię przytłaczać. - dodał złośliwym tonem, czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony Jackie, a może raczej Pani Chamberlein.
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 3 Październik 2019, 10:42   
   Mów mi -  Darka


Pani Chambrlein również była skołowana, wyprowadzona z równowagi i.. zrezygnowana, jakkolwiek by to nie brzmiało. Jej ton, jak i sam sposób, w jaki odnosiła się do męża, był dowodem na to, że i dla niej nie była to łatwa sytuacja. Wbrew pozorom, nie wywyższała się, ani nie uważała się za lepszą – podirytowana najzwyczajniej w świecie była nie do zniesienia, o czym właśnie mógł przekonać się Toby. Potrzebowała czasu, by ochłonąć, by jakoś zaakceptować to, co wydarzyło się uprzedniej nocy. Nadal trudno jej było uwierzyć w to, że tak bardzo popłynęli, że finalnie znaleźli się na ślubnym kobiercu. Szkoda, że tego nie pamiętała, naprawdę. Filmy w Internecie nie były w stanie odzwierciedlić tego, co wydarzyło się tam w rzeczywistości. A i tak, gdyby tylko otrzymała taką możliwość, zapewne już, teraz, natychmiast cofnęłaby przysięgę małżeńską i pozbyłaby się tego cholernego tatuażu. Biorąc jednak pod uwagę to, że ani jedno, ani drugie było po prostu niemożliwe… Zignorowała uwagę Toby’ego, bo tak w sumie nic innego jej nie pozostało. Obrzuciła go tylko długim spojrzeniem. Nie było sensu, żeby wszczynała kolejną awanturę swoim niewyparzonym językiem. Zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy oboje były poddenerwowani. Ostatecznie tylko uniosła do góry obie dłonie na znak, że rzeczywiście, nie ma zamiaru się z nim kłócić.
- Uwierz lub nie, ale też bym chciała, żeby to był tylko jakiś pieprzony sen lub koszmar, ale jak widzisz, tak nie jest. – warknęła, po raz kolejny nie mogąc ugryźć się w język. Wzniosła oczy ku niebu, po czym tylko wycofała się w głąb pokoju. Musiała być silna. Musiała być zdecydowana i naprawdę nie mogła pozwolić, by emocje wzięły nad nią górę. Za późno. Jasne, choć sytuacja była absurdalna, to nadal nie znaleźli z niej właściwego wyjścia. Może powinno odłożyć to na później? I ona uśmiechnęła się, tylko kącikiem ust, zwłaszcza gdy usłyszała jego kolejne słowa. Nie odpowiedziała od razu – jedynie zgarnęła z barku jeszcze nieotwartą butelkę whisky i dwie szklaneczki. Po chwili wszystko znalazło się na stoliku.
- Bardziej martwiłabym się o to, żeby to moje towarzystwo nie przytłoczyło Ciebie. – odparła w końcu, nalewając do szklaneczek trochę alkoholu – Poniosło mnie. – przyznała niechętnie, kiedy bezceremonialnie wcisnęła Toby’emu do ręki naczynie z alkoholem – Przepraszam. To po prostu.. nie tego się spodziewałam. Nie mówię, że to tylko Twoja wina. Powinnam powiedzieć, że to nasza wina. I wiem, ze zabrzmi to nieprawdopodobnie, ale naprawdę, nie zachowuję się i nigdy nie zachowywałam jak księżniczka. Tak czy inaczej, nie powinniśmy na siebie tak bardzo naskakiwać, jeśli chcemy znaleźć wyjście z tej sytuacji. – zaczynała myśleć racjonalnie. Powolutku, kroczek po kroczku. Musiała to wszystko poukładać sobie w głowie. Na spokojnie, bez ponaglania ze strony Toby’ego – Na początek może.. skąd w ogóle jesteś? – jak wspominałam, Jacqueline powoli przechodziła do konkretów. Od czegoś musiała zacząć, czyż nie? Najwyżej Chamberlein za chwilę wyrzuci ją za drzwi, trudno.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Toby Chamberlein


Jestem w Chicago od
dziesięciu lat



35
internista

świat zwariował, a on oszalał

Mieszkam w
Englewood

Toby Marvin

Chamberlein

Wysłany: 6 Październik 2019, 18:52   
   Mów mi -  Domi
   Multi -  Dylan Prescott


Branie ślubu z kompletnie nieznajomą kobietą, nie należało do najmądrzejszej decyzji w jego życiu. Bezustannie karcił się w myślach za to, że pozwolił sobie na tak ogromną ilość alkoholu. Dlaczego był tak głupi? Dotąd myślał racjonalnie, to dlaczego właśnie w takim momencie puściły mu jakiekolwiek hamulce? Nie potrafił odpowiedzieć na pytania, które w tej chwili go nurtowały. Westchnął ciężko, przecierając twarz dłońmi. Był po prostu zmęczony i miał ochotę zapaść się pod ziemię. Nie potrafił zaakceptować faktu, że wdał się w małżeństwo, które i tak nie miało racji bytu. Przecież chwila, moment i to wszystko szlag trafi. Nie, nie chciał się w to angażować. Potrzebował odpocząć od tych wszystkich kobiet, a tymczasem popełnił największe głupstwo na świecie. Chyba nigdy sobie nie wybaczy. Czy Jackie zdawała sobie sprawę, że swoim zachowaniem niczego nie polepszała? Dlaczego w ogóle zachowywała się tak, jakby pozjadała wszystkie rozumy? Pragnę zauważyć, że to nie była tylko wina Toby’ego. Ona także przyczyniła się do całego ślubu. Ciekaw był, kto wpadł na pomysł zrobienia sobie tak tandetnych tatuaży. Chociaż musiał przyznać, ona miała gorzej. Takie paskudztwo w widocznym miejscu. Odetchnął w duchu, gdy postanowiła dać na luz. Niczego innego nie pragnął w tej chwili na świecie – poza rozwodem. To był priorytet. Kolejne słowa, które padły z ust kobiety, po prostu zignorował. Udał, że nie usłyszał tego, co powiedziała. On naprawdę nie miał już siły się kłócić. A przynajmniej teraz, gdy kac ten zwykły oraz moralny nie chciały dać mu spokoju. - Jeśli da się z tobą rozmawiać w cywilizowany sposób, to uwierz mi, dam radę. - zapewnił, posyłając blondynce coś na kształt uśmiechu. Chyba próbował w jakiś sposób załagodzić ich obecną, napiętą atmosferę. Skinął powoli głową, spoglądając na nią. Rozumiał to. Naprawdę. Znaleźli się w gównianej sytuacji, z której należało znaleźć jakieś wyjście. - Chyba żadne z nas nie pomyślało, że zwykłe picie może doprowadzić do takiej sytuacji. Na co dzień nie zachowuje się w taki sposób, wiesz? Jakiekolwiek wyjścia na imprezy są u mnie naprawdę sporadycznie. Nie spodziewałem się, że tym razem skończę w Vegas, w dodatku z żoną. - zaśmiał się, w dalszym ciągu nie mogąc uwierzyć w to, co miało miejsce kilka godzin temu. Chwycił szkło z alkoholem, upijając od razu sporego łyka. A może.. jakoś to będzie? Starał się teraz znaleźć jakieś pozytywy w tej dosyć.. kiepskiej sytuacji. Pierwsze pytanie, które padło z ust blondynki w ogóle go nie zdenerwowało. Wydawało się, że chyba powinni wiedzieć o sobie takie rzeczy. Od czegoś należało zacząć. - Manchester, to tam jest mój rodzinny dom. Ale nie byłem tam od przeszło dziesięciu lat. Od razu po skończeniu szkoły pojechałem do Chicago. - chyba na początek tyle powinno jej wystarczyć. Przecież nie chciał od razu zanudzać kobiety historią swojego życia. Zresztą, nie było o czym opowiadać. - A ty? Wspominałaś coś o odwołanym ślubie. - resztę chciał zostawić jej. Może i rzeczywiście była typem kobiety, która miała ułożone wszystko od A do Z?
_________________
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Jacqueline Chamberlein


Jestem w Chicago od
urodzenia



29
dziennikarka

że co?

Mieszkam w
Loop

Jacqueline Marie

Chamberlein

Wysłany: 9 Październik 2019, 22:41   
   Mów mi -  Darka


Jasne, nie da się ukryć, że oboje znaleźli się w naprawdę złej sytuacji. Koszmarnej wręcz sytuacji, z której wyjście było tylko jedno – rozwód. Z drugiej strony, naprawdę powinni oboje trochę pohamować nerwy i niepotrzebne odzywki, bo to naprawdę do niczego dobrego nie prowadziło. Naturalnie, pierwszy szok i niedowierzanie – reakcje obojga nie były niczym nowym. A wręcz, były bardziej, niż zrozumiałe. Jednakże musieli wziąć się w garść. Musieli przynajmniej spróbować dojść do porozumienia. A potem wystarczyło, by Jackie spuściła wzrok nieco niżej, dostrzegając tatuaż na swojej piersi. Tatuaż, który jako pierwszy rzucił cień na ten niezwykły poranek w towarzystwie Chamberlein’a. Gdyby nie to, zapewne żadne z nich nie zorientowałoby się, że minionej nocy wstąpili w związek małżeński. Teraz jedyne co musieli zrobić to jakoś to wszystko ogarnąć. Ale nie od razu.
Uwagę mężczyzny puściła mimo uszu, wychodząc z założenia, że naprawdę nie musi mu odpowiadać. Zresztą, nie miała sobie nic do zarzucenia. Przynajmniej nie w tej chwili, gdy sama wyciągnęła w jego kierunku dłoń, faktycznie chcąc złagodzić konflikt. Ostatecznie tylko wzruszyła ramionami, zaraz wolno popijając swój alkohol. Raz jeszcze zmierzyła spojrzeniem swego męża, słuchając go przy tym bardzo, bardzo uważnie. Tym razem sama powstrzymała się od jakiegokolwiek komentarza, naprawdę nie chcąc go jeszcze bardziej zirytować. Sęk w tym, że nie miała złych zamiarów, ani teraz, ani te kilka lub kilkanaście godzin temu. Jednakże na wieść, że Toby również pochodzi z Chicago, zareagowała w dość osobliwy sposób – wyprostowała się niemal natychmiast, przy czym tylko utkwiła w nim wzrok już na dobre. Zrządzenie losu? Oby nie. Odwróciła wzrok dopiero, gdy wspomniał o ślubie. Bez słowa dopiła swój alkohol, by na sam koniec dwukrotnie obrócić w dłoni pustą szklankę. – W przeciwieństwie do Ciebie… - zaczęła po chwili namysłu, nadal nie patrząc w kierunku Toby’ego – Wyjazd do Vegas był planowany. Moje kochane koleżanki miały urządzić mi wieczór panieński. – mówiąc to, prychnęła cicho, co wskazywało na to, jaki rzeczywiście miała do tego stosunek – Zamiast tego, wyciągnęły mnie na coś w rodzaju… - tu się zawahała i wtedy właśnie przelotnie spojrzała w kierunku Toby’ego – Bo niby czemu taki wyjazd miałby się zmarnować? To nie moje słowa, żeby nie było! Ślub miał się odbyć za niecałe dwa tygodnie. Tyle że nie miałoby to sensu, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę być z kimś, komu najzwyczajniej w świecie już nie ufałam. – wolała wybrać tę drogę, aniżeli powiedzieć Toby’emu wprost, w jakich okolicznościach musiała odwołać całą uroczystość. Zresztą, chyba nikt nie byłby w stanie przyznać się ot tak, że od dłuższego czasu był regularnie zdradzany – nie tyle co przez męża, ale przez przyszłego męża. Jak, do cholery, mogła być tak ślepa? I naiwna? Tak czy inaczej, nie dokończyła swojej opowieści. Wstała tylko po to, by nalać sobie kolejnego drinka. Nadal czuła się.. skołowana. Zdezorientowana. Zdradzona. I nawet nie była w stanie tego ukryć. – Swoją drogą – mruknęła, po tym, jak wypiła kolejny spory łyk trunku – Wiesz, że też mieszkam w Chicago? – zauważyła, krzywiąc się przy tym nieznacznie – Prawdopodobnie połowa miasta już wie, że ślub się nie odbędzie. – mruknęła i jak gdyby nigdy nic, znów opadła na swoje wcześniejsze miejsce. – Nie obraź się, ale.. dlaczego Pan i Władca? – musiała o to spytać. I choć wcale nie było jej do śmiechu, musiała też przy tym uśmiechnąć się, po prostu.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 8