Poprzedni temat «» Następny temat
It's not love, it's cozy prison, puppy.
Autor Wiadomość
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 28 Czerwiec 2020, 18:32   

- Allison na swój sposób jest moją rodziną i owszem, zachowuje się jak starszy brat, który mnie pilnuje, za co jestem jej wdzięczna. – Wprawdzie teraz kobiety nie było w pobliżu, ale od zawsze wspierała de la Cruz; ze wzajemnością. Obie mogły na siebie liczyć i bliżej tej relacji było do rodzinnych zażyłości niż innych skomplikowanych więzi, które można sobie wyobrazić. To była przyjaźń, ale również siostrzane wsparcie, którym obie się darzyły, to dlatego Joanne będzie nieco trudniej zdobyć zaufanie Tisdale niż rodziców Bowie.
- Na pewno nie masz? – zapytała wprost z poważnym wyrazem twarzy, jakby właśnie przyłapała Jefferson na dobrze uknutym krętactwie wykorzystującym naiwność de la Cruz. Ludzie uwielbiali to wykorzystywać a ona wciąż pokładając wiarę w ludzi, po prostu się dawała, ale rzadko kiedy podejrzewała o to bliskie sobie osoby; nawet po tym, jak bardzo mocno zawiodła się na biologicznej matce. – Żartuje – dodała z szerokim uśmiechem i na potwierdzenie swych słów złapała za jedną frytkę, którą podsunęła pod usta Joanne. Nie podejrzewała jej o nic złego. Nie była taka, bo ciągle chciała wierzyć, że gdzieś tam w środku ludzie jednak byli dobrzy. Od pilnowania jej z tym podejściem była właśnie Allison, która surowo traktowała tych pojawiających się zbyt blisko de la Cruz, za co pozostało być wdzięczną. Nikt tak wiernie nie oddał się jej poza rodzicami, więc tym bardziej traktowała Tisdale jak kogoś, kogo już na początku należało poinformować o związku z Joanne.
- Co? – wymsknęło jej się zanim kobieta pochyliła ku niej i wyszeptała słowa, od których nerwowo zachichotała. Odchrząknęła doprowadzając się do porządku, po paru sekundach gapienia w kurczaka, który był mniej seksualny od widoku perwersyjnej Joanne.
- Mooożeeee – Chapnęła kawałek kurczaka. – Raz mogło się to zdarzyć, bo wspólnie sporo szalałyśmy, ale bez podtekstów. Allison jest dla mnie jak siostra. Najbardziej heteroseksualna siostra jakąkolwiek mogłabym mieć. – Odłożyła sztućce i położyła dłoń na udzie Jefferson. – Nie musisz być o nią zazdrosna, chociaż przyznam, że to przyjemne, kiedy udajesz jej brak. – Zazdrość wyczuwała na kilometr. Może nie dosłownie, ale widziała to po gestach oraz wyrazie oczu Joanne.
Rzuciła okiem na telewizor dostrzegając godzinę wyświetloną w trakcie emisji wiadomości.
- Kurczę, ława przysięgłych wygłasza mowę.. – Automatycznie zerwała się z krzesła, ale szybko coś do niej dotarło. – A Kaczmarski do mnie nie zadzwonił. – Spokojnie wróciła na swoje miejsce. – Twoja magia działa. – Przekonanie Zbyszka aby pozwolił Bowie spokojnie zjeść bez wzywania jej to duży sukces, który robił na niej wrażenie.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 30 Czerwiec 2020, 17:19   

Rzuciła Bowie bardzo wymowne i powątpiewające spojrzenie, które sugerowało, że jej próby uspokojenia Jo wcale nie przyniosły rezultatu, a wzmianka o heteroseksualności wcale a wcale nie poprawiła notowań Allison. W wyobraźni Jefferson ta niespodziewana przyjaciółka była może nie tyle wrogiem numer jeden, ale budziła poważne zaniepokojenie, którego nie udało się jej ukryć. Tę właśnie niepewność Bowie musiała odczytać jako zazdrość, co zresztą i tak niewiele mijało się z prawdą, bo i to uczucie nie było teraz obce Jo. Spojrzała na zegarek i wzruszyła ramionami.
- Poradzi sobie bez ciebie. Gdyby werdykt był niekorzystny, na pewno by już dzwonił – klepnęła ją po dłoni i zabrała się do kończenia swojego jedzenia.

- Hm. - Powiedziała, a raczej mruknęła pod nosem już po raz chyba trzeci tego wieczora. Tym razem powodem mruknięcia był wielki świecący neon nad wejściem do lokalu, w którym główną atrakcją miało być karaoke dla miłośników śpiewania, z czego zdecydowana ich większość nigdy w życiu nie powinna nawet trzymać w ręce mikrofonu. Jo nie miała jednak wyboru, bo właśnie to miejsce Bowie i Allison albo Allison i Bowie ustaliły za punkt ich spotkania. De la Cruz widząc jej nietęgą minę co prawda obiecała, że pod żadnym pozorem nie zaciągnie Jo na scenę, ale prawniczka i tak jej nie ufała i co jakiś czas podejrzliwie spoglądała na Bowie, jakby ta miała ją zakuć w kajdanki i siłą wypchnąć na żer publiczności. Teraz też rzuciła jej jeszcze jedno pełne nieufności spojrzenie.
- Nie żartowałam. Żadnego śpiewania. Ty się wygłupiaj, czy co tam się robi w takich miejscach, ale jeśli choćby spróbujesz mnie zaciągnąć do mikrofonu... - nieufność zamieniła się w groźny wzrok, żeby de la Cruz miała pewność, że Joanne traktuje to wszystko śmiertelnie poważnie. I tak była zestresowana spotkaniem z Allison, nawet jeśli ten stres nie wynikał z faktu nowej znajomości, ale obawy, że jej intencje zostaną błyskawicznie rozszyfrowane. Nie potrzebowała dodatkowego napięcia podczas tego wieczoru.
Weszły do środka i od razu zaatakowało je ogłuszające wycie z głośników. Dopiero po chwili Jo przyzwyczaiła się do hałasu i przecisnąwszy się przez już całkiem gęsty tłum, podeszła do lady, aby zamówić coś do picia. Najchętniej wychyliłaby teraz jakiś mocniejszy drink, ale z drugiej strony wolała zachować pełną trzeźwość na spotkanie, które wzbudzało w niej coraz więcej nerwowości. Musiała być opanowana i racjonalnie myśleć; co z tego, że nie miała słabej głowy i jeden drink by jej pewnie nie zaszkodził. Nie chciała ryzykować i tyle.
- Ciągle nie rozumiem, skąd pomysł, aby tutaj przyjść – podano jej szklankę coli i wypiła jeden łyk. - Spokojne kolacje dla dorosłych, szanowanych ludzi są już niemodne? - rzuciła Bowie długie spojrzenie znad uniesionych brwi.
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 1 Lipiec 2020, 21:11   

- Są nudne – stwierdziła śmiało i już wiedziała, dostrzegła to w oczach Joanne, że sobie na ten temat pogadają, jak tylko skończy się to niedorzeczne (zdaniem Jefferson) spotkanie. De la Cruz nie do końca rozumiała, skąd niechęć prawniczki do karaoke. Nie było w tym niczego złego, dziwnego ani niedorzecznego. Jasne, trafiali się ludzie, którzy wypijając zbyt dużo uważali, że umieli śpiewać. Były jednak lokale i takie w LA Bowie znała, gdzie uczęszczali profesjonaliści karaoke. Ludzie, którzy w przemyśle muzycznym się nie widzieli, ale lubili od czasu do czasu pośpiewać do publiki, bo do kotleta i pod prysznicem już im się znudziło. De la Cruz była jedną z takich osób. Teoretycznie na muzyce się znała. Skończyła szkołę śpiewania i umiała grać na fortepianie, ale nigdy nie wiązała z tym wielkiej kariery. Co najwyżej śpiewała tylko w szkolnych musicalach i należała do studenckiej grupy artystycznej, ale niczego poza tym nie działała w sferze, ku której Allison ciągle ją pchała. Ta sama blond wariatka, która właśnie pojawiła się przy drugim końcu baru.
Bowie pomachała do przyjaciółki automatycznie promieniejąc razem z nią.
Uspokoiła się tylko na parę sekund.
- Obiecuję, że ci to zrekompensuje i żadnego zaciągania na scenę – zapewniła Joanne, którą na moment zostawiła wychodząc naprzeciw zbliżającej się Tisdale. Uściskały się mocno i bardzo długo wymieniając się nie tyle co grzecznościami, ale słowami pełnymi radości oraz tęsknoty.
Jak dobrze, że Allie trafiło się Chicago podczas jej trasy z amatorską grupą muzyczną.
- Allison poznaj Joanne, moją dziewczynę. Joanne to Allison, moja przyjaciółka z LA.
Tisdale automatycznie otworzyła ramionami, ale Jefferson nie odpowiedziała tym samym, więc skończyły na prostym uścisku dłoni.
De la Cruz czuła, że mogło być ciężko i możliwe, że za bardzo przejmowała się złym nastawieniem prawniczki, co Tisdale starała się załagodzić opowiadając im różnie historie z trasy „Kurwy i Zera”. Bowie słuchała z ciekawością i zapewne śmiałaby się głośniej, gdyby wciąż nietęga mina tworzyszki.
- Powiedzcie mi lepiej, jak się poznałyście.
- Nie udawaj, że nie wiesz.
Allison przewróciła oczami.
- Wiem, że pracujecie razem, ale jak doszło do tego, że wy.. – Wykonała dziwny gest palcami u obu dłoni i spojrzała raz na jedną a raz na drugą. Siedząc naprzeciwko nich miała idealny wgląd na cały obraz.
- Jo dała się sprowokować do zlizywania ze mnie soli i picia tequili.
- Kto tego nie robił? – Zaśmiała się Tisdale.
- Ej, to nie jest śmieszne! – Zwłaszcza przy dziewczynie, która ciągle się spinała.
- Spokojnie, tylko żartowałam – zapewniła Allie, która oparła się łokciem o blat a na dłoni położyła policzek tak aby móc wargami złapać za słomkę od swego drinka.
- Możliwe, że zaczęło się od tego, kiedy pierwszy raz się jej postawiłam. – Spojrzała na Jefferson i pytająco uniosła brew. Czy na sali konferencyjnej, kiedy obie były stanowcze i rzeczowe, strzeliło jakieś napięcie (w żarówce)?
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 3 Lipiec 2020, 18:37   

Nazwanie jej spiętą byłoby bardzo dużym niedopowiedzeniem. Z początku sama siebie nie poznawała, bo czuła się zupełnie tak, jakby po raz pierwszy została samopas puszczona na salę sądową i nie wiedziała, co powinna robić. Dopiero po jakimś czasie rozluźniła się na tyle, aby nie patrzeć podejrzliwie na Allison, gdy tylko ta na chwilę odwróciła wzrok. Nie przyznałaby się, ale pomógł też otwarty ton piosenkareczki, jak nazywała ją w myślach i wyraźny brak złych intencji. Może Bowie mówiła nieco na wyrost, że Tisdale jest jej psem obronnym?
Wykrzywiła usta w grymasie zażenowania na wspomnienie o wieczorze w barze i niekonwencjonalnym piciu alkoholu. Ostatnie czego teraz potrzebowała, to aby Allison wzięła ją za napaloną alkoholiczkę. Ale ta wcale nie wydawała się przejęta takim początkiem ich znajomości, jakby dla niej rzeczą najbardziej oczywistą na świecie było to, że de la Cruz właśnie w taki sposób poznaje nowych ludzi i wchodzi z nimi w związki. W dodatku jej komentarz i towarzyszący mu śmiech tylko potwierdzał, że Allison nie była tym absolutnie zdziwiona. Jefferson obiecała sobie w duchu, że po powrocie do domu będzie musiała dokładniej dopytać Bowie o jej imprezową przeszłość...
- Była krnąbrna, rozpuszczona, niesubordynowana, pozwalała sobie na więcej niż mogła i stawała okoniem jak osioł. - Jo nie miała ani grama łaskawości dla Bowie, dobitnie opisując jej zachowanie podczas pierwszych godzin i dni ich znajomości. Rzuciła teraz prawniczce długie spojrzenie, jakby chciała ją sprowokować do odbicia pałeczki i zaprotestowania przeciwko takiej ocenie. - Uparła się na te swoje sprawy pro bono i nie przyjmowała dobrych rad. - Pociągnęła łyk napoju ze swojej szklanki przezornie zamówionego wcześniej przy barze. - Czyli jak podejrzewam, była po prostu sobą – teraz dla odmiany uśmiechnęła się ciepło do de la Cruz i złapała ją za dłoń. Całkowicie machinalnie, zanim zdążyła pomyśleć, co robi. Nie umknęło jej uwadze, że Allison to dostrzegła i że w jej oczach pojawiło się coś dziwnego. A może to po prostu odbicie świateł, które nagle zaczęły wariować, bo jakiś śmiałek wszedł właśnie na scenę z zamiarem wyśpiewania swojego talentu. Nie zaszczyciła go nawet chwilowym spojrzeniem.
- A więc konkurs miss, co? - rzuciła w powietrze, nie konkretyzując go kogo się zwraca, ale Allison pierwsza podjęła temat.
- Mam gdzieś zdjęcia z tamtego dnia – powiedziała, sięgając po telefon, jakby chciała od razu je zaprezentować. Jo podejrzewała, że znalezienie fotek na stronie konkursowej nie zajęłoby jej samej wiele czasu, ale być może Tisdale ma fotografie, które... cóż, nie nadawały się do publikacji. Allison jednak szybko cofnęła dłoń czując na sobie ciężkie spojrzenie Bowie. - Albo innym razem, ale obiecuje, że będzie warto czekać – wycofała się nagle potulniejąc, a Jo musiała się w duszy uśmiechnąć, bo Allison nie wyglądała na kogoś potulnego. Mogłaby też przysiąc, że piosenkareczka do niej mrugnęła, gdy de la Cruz akurat nie patrzyła.
- Jestem pewna, że masz mnóstwo zdjęć, których Waverly za nic nie chciałaby mi pokazać – westchnęła nieco teatralnie, ale nie zwalniała uścisku swojej dłoni. Teraz już nie robiła tego mechanicznie, tylko chciała pokazać wszystkim dookoła, a Allison w szczególności, że ją i Bowie coś łączy.
- Waverly? - Allison wyglądała na zdziwioną i takie spojrzenie rzuciła najpierw Jo, a potem Bowie. Jefferson zaklęła w duchu; że też akurat teraz musiało się jej wyrwać.
- Bardzo lubię jej drugie imię – powiedziała wymijająco, ale Allison spojrzała na nią tak sceptycznie jak niejeden sędzia na sali rozpraw, że musiała zaraz dodać. - Przyjemnie mi się kojarzy, a konsternacja ludzi, kiedy je słyszą... – uśmiechnęła się z lekkim wymuszeniem i sięgnęła po napój kończąc temat. Allison nadal nie wyglądała na przekonaną i patrzyła teraz na nią nieco inaczej niż wcześniej.
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 5 Lipiec 2020, 21:58   

Tisdale przeniosła spojrzenie z Jefferson na swą przyjaciółkę, którą niemo pytała, czy wszystko było w porządku. Mało kto używał jej drugiego imienia, więc kobieta nie musiała na nie reagować, a jednak ktoś tak robił. Ktoś bliski dla de la Cruz, która nawet nie powiedziała niczego na ten temat. Nie skomentowała, nie wspomniała, czy jej się to podobało czy nie. Allison pomyślała, że to dziwne. Przemilczenie sprawy było gorsze od choćby wzruszenia ramion, że to bez różnicy, a jednak tak się niestało, co wzbudziło w Allie niepokój. Znała Bowie lepiej niż ktokolwiek inny i wiedziała, jak bardzo ta była podatna na innych. Jak naiwna bywała i że lubiła, gdy ktoś przejmował za nią kontrolę; przynajmniej w niektórych aspektach życia, co robiła tylko po to aby znów nie zostać odrzuconą.
- Chciałoby się powiedzieć, że zaiskrzyło od pierwszego wejrzenia – Allison nieco zbyt późno podsumowała ten związek, ale tylko dlatego, bo.. – nie zagalopowałyście się za bardzo? – zapytała z przekąsem najpierw zerkając na przyjaciółkę, a potem na jej partnerkę. Niby w żartach zasugerowała, że na jej oko coś szybko między nimi poszło i choć Tisdale przepadała za romantyzmem, nie wierzyła w powagę tak szybkich układów przypominających summer love (bo podczas wakacji nie miało się czasu i trzeba brać co dawali).
- Byłoby szybciej, gdyby ktoś z pewnymi rzeczami nie chciał czekać do trzeciej randki. – Zaczepnie szturchnęła Joanne, której dłoń po chwili pogładziła kciukiem na znak, że tylko sobie żartowała, więc niech się za bardzo nie denerwuje albo niech nie snuje teorii o przesadnie szalonej duszy de la Cruz.
- Bowie, teraz ty. – Allison klasnęła w dłonie. – Zamówiłam ci piosenkę. Dawaj. – Zachęcająco machnęła ręką, co ku jej zdziwieniu de la Cruz odebrała z nutką dystansu. Nie wyrywała się jak dawniej do czegoś, co uwielbiała robić, a najpierw ostrożnie spojrzała na Joanne upewniając się, że prawniczka nie będzie zła, jak na chwilę ją zostawi.
Chyba nie będzie..
- Wrócę nim dopijesz drinka – zapewniła i ruszyła w stronę sceny nie mając pojęcia, jaką to piosenkę Tisdale dla niej zamówiła.
- Teraz cię oczaruje – zapowiedziała Allison, która nieco dłużej niż powinna przyglądała się Joanne oraz jej reakcji na nagłe odejście Bowie.
Blondynka się nie myliła. De la Cruz miała talent, nad którym kiedyś pracowała, lecz nigdy nie widziała siebie w poważnej branży muzycznej a karaoke lub podśpiewywanie w domu było czymś, co w pewnym sensie jej wystarczało. Czuła się przy tym swobodnie, naturalnie i dobrze. Śpiewała od serca zwracając na siebie uwagę zgromadzonych w barze osób, który przy refrenie - „I’m So Excited” The Pointer Sisters - postanowili się dołączyć. Chór nie był równy, ale sprawił, że Bowie uśmiechnęła się jeszcze szerzej i zamiast stać jak kłoda, przy drugiej zwrotce pomachała bioderkami przechodząc to na lewą, to na prawą stronę niedużej sceny.
Tisdale przez cały czas obserwowała Jefferson i jednocześnie nie szczędziła przyjaciółce oklasków. Była z niej dumna, jak zawsze i dlatego ważnym dla niej było aby Bowie miała u swego boku kogoś, kto akceptował ją całą.
Całą lub wcale.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 7 Lipiec 2020, 09:30   

Niechętnie puściła dłoń Bowie, chociaż i tak czuła ulgę, że to nie ją wypchnięto na scenę. Nawet jeśli de la Cruz nie miała nic przeciwko i najwyraźniej podreptała na nią w pełni szczęśliwa, Joanna odczuwała pełen dyskomfort z powodu tego, że została zostawiona sam na sam z Allison. Znowu miała wrażenie, jakby pierwszy raz pojawiła się na sali sądowej zestresowana i wrzucona na głęboką wodę. Musiała policzyć w myślach do dziesięciu, aby znów wskoczyć na właściwe tory i przybrać postawę pewnej siebie prawniczki, która nie da się podejść jakiejś piosenkareczce.
A potem Bowie zaczęła śpiewać i Jefferson mogła skupić na niej wzrok, skutecznie unikając prób podjęcia rozmowy ze strony Allison. Na jej komentarz o oczarowaniu jedynie lekko się uśmiechnęła i nie odrywając spojrzenia od kobiety na scenie sięgnęła po swój napój. Czuła na sobie wzrok Tisdale, ale w tej chwili się już nim nie przejmowała, zajęta wsłuchiwaniem się w czystą barwę głosu Bowie. Miała okazję już jej posłuchać, gdy prawniczka raz czy dwa zapomniała się w jej domu i z łazienki albo kuchni dobiegły do Jo stłumione odgłosy jakiejś piosenki. Ale teraz było trochę inaczej, Bowie się niczym nie krępowała i jak Jefferon widziała, czerpała czystą przyjemność z tego, że udało się jej porwać publiczność.
- Śpiewanie dla ludzi to co innego niż pod prysznicem. - Sama w końcu przerwała ciszę panującą między nią a Tisdale. Czuła, że po prostu nie wypada dłużej milczeć, bo Allison mogłaby zacząć podejrzewać, że Jo boi się z nią rozmawiać.
- Bo jest ubrana? - Allison zadała pytanie takim tonem, że Jo spojrzała na nią z zaskoczeniem i niepewnością. Po chwili jednak się uśmiechnęła widząc, że tamta żartuje.
- To też. Ale chodziło mi o to, że jest... - zastanowiła się nad odpowiednim słowem – świadoma. Wie, że ludzie na nią patrzą, że jej słuchają, może czekają na jakąś fałszywą nutę. A jednak wyszła tam i śpiewa – wzruszyła ramionami maskując niedopowiedzenie, które zawisło między nimi: ona sama nigdy by się na to nie zdobyła. Wybrała konkretną ścieżkę kariery, na której zależało jej bardziej niż na czymkolwiek innym. Poświęciła jej całe swoje życie i zamierzała poświęcić tę resztę, która jej pozostała, więc ostatnie czego potrzebowała, to potencjalne ośmieszenie się na oczach obcych ludzi. Nie chodziło o samo śpiewanie czy wyjście o scenę, ale o zasadę. Jeśli zrobiłaby to raz, potem robiłaby to znowu i znowu i jeszcze, aż w końcu przekroczyłaby granicę, za którą czekało publiczne upokorzenie. Lepiej nie kusić losu.
- To jedna z rzeczy, którą Bowie naprawdę kocha. A mi zależy na tym, aby mogła je kochać bez żadnych problemów – ton Allison z pozoru pozostał niezmieniony, ale Joanne słusznie wyczuła, że jednak jest o kilka tonów niższy.
- Powinna rozwijać swoje talenty – powiedziała wymijająco, czując jakby wchodziła w zastawioną sprytnie pułapkę.
- Musi rozwijać swoje talenty – poprawiła ją Allison tym samym głosem. - Jeśli naprawdę chcesz się o nią troszczyć, powinnaś zadbać o to, aby nie rezygnowała ze swoich pasji.
- Jeśli? - teraz i ton głosu Jo odrobinę się obniżył, a w pytaniu prócz zadziorności zabrzmiało też ostrzeżenie, ale Allison nie podjęła tematu. Pomachała za to Bowie, która właśnie skończyła swoją piosenkę, a publiczność głośno domagała się bisu.
- Bowie ma za sobą przeszłość, która wymaga delikatności – Tisdale wbiła w Jefferson skupione, poważne spojrzenie. - Nie wiem, ile ci powiedziała, ale ona nie potrzebuje teraz kogoś, kto będzie ją przytłaczał.
- Sama wie, czego najlepiej potrzebuje – mało brakowało, a zgrzytnęłaby zębami czując, że rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku. Musiała jednak nad sobą panować, bo warknięcie teraz na Allison i zrobienie sobie z niej może nie wroga, ale nieprzychylnie nastawioną przyjaciółkę Bowie z pewnoscią nie przyniosłoby nic dobrego. Tisdale znów nic nie powiedziała, tylko przez chwilę patrzyła się na prawniczkę, by potem odwrócić wzrok w kierunku sceny. Obie milczały aż do chwili, gdy de la Cruz zaczerwieniona i z lekką zadyszką wróciła do stolika.
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 9 Lipiec 2020, 22:52   

- Hej, co to za smętne miny? – zapytała, gdy tylko znalazła się przy stoliku. De la Cruz cała promieniała, uśmiechała się od ucha do ucha a jej oczy błyszczały, jakby odbijały się w nich gwiazdy. – Nie podobało wam się? – Teatralnie ułożyła usta w podkówkę patrząc na obie wyczekująco.
Oczywiście, że się podobało, o czym każdą zaczęła zapewniać niedoszłą gwiazdę estrady. Trochę za bardzo, a nawet zbyt wiele, jak na ilość słów, którymi lubiła dzielić się Joanne. Prawniczka nie zawsze była wygadana, zawsze ważyła słowa i najczęściej wypowiadała się na tematy ważne. Teraz obie z Allison brzmiały tak, jakby chciały coś zatuszować, co Bowie postanowiła zignorować, bo tak żyło się łatwiej. Poza tym lepiej aby to spotkanie nie skończyło się niepotrzebną kłótnią z którąś ze stron, bo to de la Cruz musiałaby wybierać. Nie Tisdale ani Jefferson a ona, która nie chciała teraz tracić żadnej z nich. Ani przyjaciółki ani nowej dziewczyny.
- Skąd, słodziaku. Jak zawsze byłaś świetna – zapewniła ją blondynka, do której Bowie się uśmiechnęła, a potem spojrzała na Joanne wyczekując i jej opinii. Obiecała, że nie będzie zaciągać kobiety na scenę, ale sama nie zamierzała rezygnować z zabawy, o ile prawniczka nie zrobi z tego tytułu problemu. Jeżeli tak, de la Cruz zastanowi się dwa razy, bo bardziej zależało jej na innych niż na sobie. – Sugerowałam Joanne, żeby częściej zabierała cię w takie miejsca albo chociaż żeby zrozumiała, czemu tak bardzo cię do nich ciągnie.
Wystarczyło spojrzeć na uradowaną minę Bowie, która cała w skowronkach nie tylko szalała na scenie, ale ta cała euforia trzymała się nawet po występie, czego tylko ślepy by nie zauważył. Zabranianie de la Cruz śpiewania, to jak obcięcie jej skrzydeł, dlatego Allison liczyła na to, że kobiety znajdą kompromis, o ile nowemu obiektowi westchnień jej przyjaciółki naprawdę na niej zależało.
- Na pewno rozumie. – Bowie wierzyła w ludzi zwłaszcza w tych, których po chwili mogła ucałować w usta; krótko, ale z podkreśleniem swej wiary (zaślepienia khe khe) w kobietę. – Przyniosę kolejne drinki..
- Poczekaj. Ja to zrobię. – Allison poczuła, że tamte dwie powinny co nieco obgadać, dlatego kupiła im czas i zarazem obserwowała z baru, niczym nadopiekuńcza starsza siostra.
- Hej, Jo. Jesteś cała spięta. – Przesunęła dłonią po jej plecach. – Nie podobało ci się? Allison powiedziała coś, co cię zdenerwowało, bo jeśli tak to poproszę aby nieco przystopowała. – Zrobi wszystko aby ugłaskać swą dziewczyną i przyjaciółkę. Nie wiedziała, jak to zrobi aby obie były zadowolone, ale na pewno znajdzie sposób.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 12 Lipiec 2020, 09:17   

W zasadzie powinna być wdzięczna, że Allison się oddaliła pod byle pretekstem, ale z drugiej strony Joanne odczuwała jakiś niepokój z tym związany. Nie była to zwykła wyprawa pod drinki, ale wyprawa z wyraźnym podtekstem „Ja pójdę, bo wy musicie coś obgadać” i Jefferson poczuła nagłą wściekłość, że jakaś nieznana jej pannica w wieku może trochę niepasującym do tego określenia ośmiela się w ogóle sugerować, że Jo i Bowie potrzebują jakiejś rozmowy. Jakby dawała de la Cruz wyraźny sygnał, ze podczas jej śpiewania przy stoliku coś zaszło, a ona nie chce się w to mieszać. Joanne odprowadziła ją spojrzeniem, próbując nad sobą zapanować i uśmiechać się nieustannie, aby Bowie nie wyczuła napięcia. I tak na próżno.
- Nadal się denerwuję – spróbowała więc zbagatelizować całą sytuację i naprędce sięgnąć po dość oczywisty argument. - Nastraszyłaś mnie, że jest jak lwica, gdy o ciebie walczy, więc się stresuję, że zaraz rzuci się na mnie z pazurami, gdy powiem coś nie tak – powiedziała nawet oskarżycielskim tonem, jakby to była wina Bowie, że oto Jo siedziała tutaj jak na szpilkach. W sumie trochę była. - A ona jest całkiem w porządku. - Sama była zdziwiona, z jaką łatwością przeszło jej przez gardło to kłamstwo. Na scenę weszła kolejna osoba i z głośników popłynęła Katy Perry w jakiejś nowej piosence, o której Jo nigdy nie słyszała. Tak naprawdę Jo nie przyznałaby się nawet do tego, że w ogóle wie, kim jest Katy Perry, bo nie pasowało to do jej sztywnego wizerunku prawniczki idealnej, która nie ma czasu na muzyczne głupoty.
A jednak właśnie dostała namiastkę tego, że będzie musiała poświęcić muzyce nieco więcej swojego cennego czasu, bo najwyraźniej dla Bowie jest to bardziej niż ważne. Owszem, wiedziała, że prawniczka sobie podśpiewuje, a na tyle na ile znała się na tym, mogła ocenić że nie fałszowała, ale miała czystą barwę głosu. Teraz jednak nabrała pewności, że dla de la Cruz muzyka to coś więcej niż grające w aucie radio i koncerty pod prysznicem albo w kuchni przy szykowaniu śniadania.
- Nie sądziłam, że aż tak bardzo lubisz śpiewać – powiedziała szczerze tonem, który nie sugerował, czy jej to przeszkadzało czy imponowało. Chciała też trochę zboczyć z niebezpiecznego dla siebie tematu. - Najpierw wybory miss, potem gotowanie, teraz talent muzyczny. Czym jeszcze mnie zaskoczysz? - zapytała z uśmiechem, ignorując palące spojrzenie Allison, które czuła na sobie mimo znacznej odległości. Wiedziała, że blondynka je obserwuje i celowo przedłuża powrót do stolika. - Z jakich rzeczy jeszcze zrezygnowałaś, aby zostać prawniczką? - dodała kolejne pytanie już bardziej poważnym tonem i sięgnęła do twarzy Bowie, aby odgarnąć kosmyk włosów opadający na czoło.
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 12 Lipiec 2020, 21:54   

Nie do końca rozumiała, co Allison miała na myśli, dlatego bardzo łatwo przyjęła do wiadomości argument Jefferson. Musiała przyznać, że trochę kobietę nastraszyła, dlatego przyjęła ów winę na siebie. Mogła nie robić wokół przyjaciółki otoczki smoczycy, ale nie chciała też aby prawniczkę cokolwiek zaskoczyło. Bowie znała blondynkę, wiedziała jaka bezpośrednia potrafiła być, więc wolała aby nic nikogo nie zaskoczyło. Widać niepotrzebnie, co Jo jasno dała jej do zrozumienia.
- Przepraszam. Nie chciałam cię nastraszyć – spochmurniała na moment, bo poczuła, że coś zepsuła a ona bardzo mocno nie chciała tego robić. Starała się jak mogła aby wszystko poszło zgodnie z planem, a raczej na tyle pomyślnie aby żadna z całej trójki się nie pozabijała. Po prostu chciała dla wszystkich dobrze, ale to nie zawsze wychodziło, czego przykład miała tuż przed nosem.
Spojrzała w stronę baru z nieco nietęgą miną. Miała ochotę powiedzieć Allison, że już na wstępie spartoliła sprawę i nie miała pojęcia, jak to odkręcić poza wypowiedzianymi już przeprosinami.
Westchnęła ciężko i postarała się o uśmiech do Joanne.
- Za młodu chodziłam do szkoły muzycznej. Umiem też grać na fortepianie, ale dawno tego nie robiłam. – Wzruszyła ramionami, jakby to było nic takiego. – Z ojcem zawsze udawaliśmy muzyczny duet. On grał na saksofonie a ja na klawiszach albo śpiewałam wpuszczając do domu odrobinę jazzu. – Kolejny uśmiech zawitał na jej wargach i nieco mocniej się ożywiła, kiedy poczuła w pobliżu dłoń Joanne, co oznaczało tyle, że nie była aż tak zdenerwowana, za jaką Bowie ją miała. – To tylko rozrywka – wytłumaczyła, ale bardziej dla samej siebie niż Joanne, która na pewno popierała rezygnacje ze śpiewu oraz fortepianu na rzecz studiów i prawniczenia. – Allison to się nie podobało. Zawsze uważałam, że powinnam zająć się karierą muzyczną, ale ja miałam nieco inne plany. – Prawnicza kariera nie była jej marzeniem, ale nie chciała zawieść rodziców, którzy wiele poświęcili na to aby miała udane i dobre życie. W dużej mierze zrobiła to dla nich; dla ich inwestycji w jej osobę, którą przyjęli do swego domu, chociaż wcale nie musieli tego robić.
Kiedy była na scenie i śpiewała, odrobinę żałowała tamtych decyzji.
- Uwielbiam to robić i na pewno będę częściej chodzić na karaoke, ale spokojnie, ciebie nie będę tu zaciągać na siłę. Widzę, że to miejsce ci nie odpowiada. – Właściwie już na wstępie Joanne powiedziała, że było milion lepszych miejsc, w których można się spotkać, ale Bowie wolała to zignorować, bo podjętej już decyzji nie cofniesz.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 14 Lipiec 2020, 19:38   

Prawie zgrzytnęła zębami na myśl o tym, że gdyby Bowie była bardziej podatna na Allison, to pewnie teraz szalałby w jakiejś trasie koncertowej na północy USA, a sama Jo nie miałaby nawet pojęcia o jej istnieniu. Na jej szczęście chęć odwdzięczenia się rodzicom i wyrażenia do nich szacunku w ten przeciwny sposób sprawiły, że Bowie wybrała jednak odpowiednią ścieżkę kariery.
- Częściej... obawiam się, że to nie takie łatwe – powiedziała z pozoru lekkim tonem, ale jednocześnie sugerującym, że nie widzi większej szansy na to, aby Bowie poświęcała więcej czasu na śpiewanie i wypady na karaoke. - Może w przyszłości, ale na pewno nie w najbliższym czasie. Przypominam, że nadal jesteś na warunkowym u własnego ojca – siorbnęła ostatnie krople ze swojej szklanki i nagle zatęskniła za Allison, bo jej powrót oznaczałby przynajmniej nowy napój do zwilżenia gardła. - Musisz przetrzymać ten okres, a w końcu będziesz mogła robić co zechcesz. Później o tym porozmawiamy – zakończyła temat i odstawiła szklankę na blat. Spojrzała na de la Cruz w taki sposób, żeby tej nawet nie przyszło na myśl ciągnięcie wątku i wyrażanie swojego sprzeciwu. Sam na sam z Bowie poczuła się o wiele pewniej niż w pobliżu piosenkarki i znów mogła w spokoju zarzucać na nią sieci pod pozorem troski o jej przyszłą karierę. Była stanowcza i nieprzejednana w tej kwestii, a jednocześnie wciąż uśmiechała się delikatnie do prawniczki i pogłaskała ją po ramieniu, aby złagodzić całą sytuację. Musiała jednak zaznaczyć granicę i dać do zrozumienia de la Cruz, że w tej kwestii powinna jej zaufać w stu procentach. A skoro Joanne uważała, że częste karaoke jest marnowaniem czasu... Bowie też powinna tak uważać.
- Powinnyśmy zaprosić do siebie Allison po tym wieczorze? - zapytała po chwili milczenia i wpatrywania się w śmiałka na scenie, który wyczyniał cuda z modulacją głosu. Jednak ze strony Bowie milczenie przeciągnęło się jeszcze dłużej i Jo spojrzała na nią z niepokojem. Na widok jej miny uśmiechnęła się szeroko, ledwie panując by nie parsknąć śmiechem. - Mam nadzieję, że to reakcja na „do siebie” a nie dlatego, że właśnie się zastanawiasz, czy zaproponowałam nam trójkąt z twoją hetero przyjaciółką – powiedziała rozbawiona i nie przestała się uśmiechać dopóki sama Allison nie pojawiła się w końcu z drinkami. Piosenkarka od razu zauważyła zmianę nastroju u Joanne i zapytała, co było tego powodem. Prawniczka odrobinę spoważniała, ale dalej spoglądała na Bowie i lekko kręciła głową.
- Chyba ją zacięłam – powiedziała i wsunęła dłoń między swoje krótkie włosy drapiąc się po karku. - Halo, Bowie? - pomachała jej drugą dłonią przed oczami. Nie miała zamiaru w żaden sposób peszyć de la Cruz, wprawiać ją w zakłopotanie, zdziwienie czy po prostu szok, że Joanne znów sugeruje (nawet przypadkowo i nieświadomie) kolejny krok w ich znajomości tak jak było z luźną wzmianką o poznaniu rodziców.
- Są chyba inne sposoby na reset niż wydłubanie jej oka palcem – powiedziała cierpko Allison, gdy Jefferson wymachiwała dłonią niebezpiecznie blisko twarzy Bowie.
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 19 Lipiec 2020, 19:13   

Joanne, jak wielka kula przyczepiona do nogi, ściągnęła ją na ziemię. Pomimo tego wszystkiego, czyli trudnej pracy, miliona godzin poświęconych na sprawy i kłótni z ojcem, Bowie wciąż miała nadzieję na znalezienie czegoś, co ją w pełni uszczęśliwi. Śpiewanie na scenie, choćby karaoke, było taką rzeczą, o której przypomniała sobie w chwili spotkania z Allison. Długo nie pchała się do mikrofonu, zaś podśpiewywanie pod nosem w kuchni lub pod prysznicem nie uznawała za to samo. Potrzebowała widowni. Nie uważała się za gwiazdę, ale lubiła porywać tłum i samej bawić się piosenką. Uwielbiała emocje, była jedną z nich (jedną wielką emocją), lecz to najwyraźniej musiało poczekać..
Co za niepocieszenie. Co za strata i ból w sercu, które zakuło, bo znów poświęcała swą miłość (śpiew) dla wbitego do głowy obowiązku.
Przysunęła szklankę do warg potrzebując czasu aby uporać się z nieprzyjemnym uczuciem zawodu. Pragnęła śpiewać, tylko w klubach, nieprofesjonalnie i nawet to było poza jej zasięgiem.
- Hę? – wyrzuciła z siebie nieco głupio, ale wyrwana z zamyślenia, nie do końca wiedziała co się działo, a potem gdy już do świadomości dotarł sens słów Jefferson, wszystko stanęło na głowie.
Wszystko działo się tak szybko, że nie wiedziała kiedy straciła kontrolę. Nie żeby jakąkolwiek posiadała, bo świadomie poważną jej część oddała Jefferson, ale jeden drobny krok w ich związku otwierał nowe drzwi, o których jeszcze nawet nie myślała. Zaproponowała poznanie swoich przyjaciół, bo spotkanie z rodzicami którejś z nich to jeszcze za wiele a teraz jeszcze to..? Do siebie? Miała wrażenie, że siedziała w kolejce górskiej i nie mogła z niej wyjść. Było ekscytująco, ale gwałtowne spadki, gdy kolejka jechała z zawrotną prędkością, piętrzyły się na każdym roku. Było ich dużo, aż za dużo, przez co de la Cruz dostała małego ataku paniki.
Wewnętrznej paniki.
- Nic się nie dzieje – zapewniła łapiąc Joanne za dłoń, którą przed nim wymachiwała i uśmiechnęła się ciepło do Allison. – Musiałam tylko coś.. przetrawić. – Nie do końca wiedziała, jak to nazwać, ale radosny wyraz nie znikał z jej twarzy, co sugerowało, że cokolwiek teraz przełykała wcale nie miało gorzkiego posmaku. Chyba.
- Zaczynam się martwić. – Nie z Tisdale takie numery.
- To nic takiego. Po prostu.. – Rozczulona spojrzała na Jefferson. – Ta kobieta znów mnie zaskoczyła i za to ją uwielbiam. – Znów uśmiech; tym razem ciepły i posłany do ich obu w ramach kolejnych zapewnień, że wszystko było w porządku.
- Cholera, znajdźcie sobie pokój. – Blondynka zaśmiała się rozbawiona. – Jo, tylko na nią uważaj. Wygląda na niewinną, ale tak naprawdę jest dzika, jak.. nie żebym wiedziała o tym z doświadczenia. – Uniosła obie dłonie pokazując, że nie miała nic do ukrycia a tym bardziej nie grzebała paluszkami tam gdzie nie powinna. – Zasłyszało się co nieco, jak nie od samego źródła, to od ich ujścia. – Bowie nie chwaliła się łóżkowymi ekscesami. Opowiadała co nieco, ale nie wnikała w szczegóły, którymi chętniej dzieliły się inne kobiety. – Swoją drogą – Chwilowa zmiana tematu wycelowana w Jefferson. – Nie obrazisz się, jeżeli dzisiaj zabiorę Bowie na noc do hotelu? Chciałabym z nią spędzić trochę czasu sam na sam, nadrobić zaległości, poplotkować.. – Była grzeczna, pytała, chociaż wcale nie musiała. Allison uważała, że de la Cruz powinna decydować za siebie, ale nie chciała też wychylać się i uchodzić za wredną przyjaciółkę, która nie szanowała wybranki serca Bowie (czego kiedyś pożałuje, hy!). – Obiecuje, że oddam ją w jednym kawałku. – Może lekko skacowaną, ale rączki i nóżki będzie miała całe.
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 20 Lipiec 2020, 17:03   

Pierwotne rozbawienie reakcją Bowie zamieniło się w lekki niepokój, który Joanne starała się ukryć pod nadal szerokim uśmiechem. Nie wiedziała, czy chce zatuszować niepewność przed samą sobą czy przed Allison, która podejrzliwie zerkała to na jedną, to na drugą. W końcu jednak de la Cruz przyszła jej nieświadomie z pomocą, gdy otrząsnęła się ze swojej reakcji. Spojrzała na Bowie pytająco, czy na pewno wszystko jest okej i czy rzeczywiście przetrawiła jej słowa, a prawniczka w odpowiedzi lekko ścisnęła ją za dłoń. Jo trochę się uspokoiła, ale nadal wpatrywała się w nią z uwagą. Dlatego chwilę minęło, zanim dotarło do niej pytanie Tisdale. Odwróciła się powoli w jej stronę. Była wyraźnie niezadowolona z faktu, że Allison chce mieć Bowie tylko dla siebie, nawet jeśli to miałby być zwykły babski i przyjacielski wieczór lub noc. Mimo wszystko ukryła niechęć pod nieco sztucznym uśmiechem i powtarzała sobie w myślach, że nie może zabronić Bowie żadnego wypadu z przyjaciółką, nawet jeśli się jej to bardzo nie podobało.
- Nie wiesz, że nie powinno się rozdzielać za... - na ułamek sekundy się zawahała, ale to wystarczyło, aby przemyśleć co chciała powiedzieć. Bowie zareagowała nad wyraz emocjonalnie przy poprzedniej wzmiance o ich wspólnym mieszkaniu, a skoro zwykłe „do siebie” sprawiło, że prawie padła jej tutaj na zawał, to „zakochanych” pewnie położyłoby ją trupem na miejscu. Albo przynajmniej porządnie przestraszyło, wprawiło w szok i wszystko, nad czym Joanne pracowała, poszłoby się pieprzyć. Zamiast tego więc nie zmieniając tonu, ani wyrazu twarzy dokończyła: - Zauroczonych w sobie kobiet? Zwłaszcza przez pierwsze tygodnie, gdy faktycznie wolałyby nie wychodzić z pokoju? - rzuciła Allison wyzywające spojrzenie, ale blondynka nie podniosła rękawicy. Zamiast tego odwzajemniła się jej takim wzrokiem, jakby doskonale wiedziała, co Jefferson chciała naprawdę powiedzieć o zakochaniu. Jakby wiedziała i jednocześnie chciała, aby Jo miała świadomość, że ona wie.
- Prawie non top rozmawiacie przez telefon, plotki chyba znacie na bieżąco – dodała odrobinę za kąśliwie, co uświadomiło jej dopiero mocniejsze ściśnięcie dłoni wciąż trzymanej przez Bowie. Joanne zerknęła na nią kątem oka i się uspokoiła, kończąc już znacznie łagodniejszym tonem. - Nie jest moją własnością, może robić co chce i spotykać się z kim chce – a jednak mimo pozornej łagodności w jej głosie znów brzmiała zaczepka. Tym razem Allison jednak się odgryzła.
- To byłaby bardzo toksyczna relacja, gdybyś traktowała ją jak swoją własność.
- A jednak właśnie zapytałaś mnie o to, czy mam coś przeciwko waszemu spotkaniu, jakbyś sugerowała, że nią jest. - Tym razem uścisk dłoni Bowie nie był mocniejszy tylko wręcz miażdżący. Joanne prawie syknęła i miała ochotę wyrwać dłoń, ale szybko się opanowała. Odwróciła wzrok od Allison czując, że gdyby nadal na nią patrzyła, to z jej opanowania pozostałoby tylko wspomnienie. - Przepraszam – powiedziała kierując swoje słowa do Bowie i pochylając się, żeby ją pocałować w policzek. - Mam nadzieję, że spędzicie razem miło czas na plotkowaniu. To nawet lepiej, ja się w tym czasie na spokojnie zajmę tą toną papierów, które miałyśmy przejrzeć. - Zero wyrzutu w głosie, zero jakiejkolwiek bezpośredniej aluzji, a jednak w wypowiadanych zdaniach czuć było niedomówienie, jakby to nagła zmiana planów Bowie sprawiła, że Joanne będzie musiała teraz sama spędzić całą noc na porządkowaniu dokumentacji, chociaż we dwójkę uporałyby się z tym znacznie szybciej.
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 22 Lipiec 2020, 21:31   

Tisdale źle trafiła. Wchodząc w potyczki słowne z prawnikiem zapomniała, że wszystko co powie zostanie obrócone przeciwko niej. Nie ważne, jak bardzo by się starała, walka z Jefferson kończyła się na tym samym, co de la Cruz nieraz obserwowała na sali sądowej. Sama znała te zagrywki, ale nie korzystała z nim w życiu prywatnym. Nie była takim człowiekiem. Momentami zdawać by się mogło, że nie nadawała się na pracę prawnika, ale miała do tego serce i przede wszystkim okazywała je wobec osób, które tego potrzebowały (czyli tych od pro bono).
Bowie wiedziała, że przyjaciółka okaże wobec niej postawę obronną, ale nie spodziewała się aż tak zaciętej walki słownej między kobietami. Nie była głupia, dostrzegała ich spojrzenia i wyłapywała sugestywny ton głosu, ale łatwiej było udawać, że niczego nie widziała niż wchodzić w konfrontację, po której czułaby się za wszystko winna. Była w tej kwestii bardzo ostrożna i wolała coś przeczekać lub załagodzić niż wchodzić w szranki zwłaszcza, gdy w grę wchodziła jej wieloletnia przyjaciółka i nowa potencjalna partnerka na dłużej. Nie umiałaby wybrać strony. Panikowała na samą myśl o możliwości zrobienia tego, bo jedyne czego najbardziej się bała, to odrzucenia. Chciała wszystkim zrobić (hy!) dobrze jednocześnie nie dostrzegając tego, jak wiele rzeczy jej umykało.
De la Cruz uśmiechnęła się pod nosem a Allison wyprostowała jeszcze bardziej, bo dobrze wiedziała w co tu się grało i to bardzo, ale to bardzo jej się nie podobało. Na dodatek świeżo upieczona prawniczka miała spory dylemat i była gotowa odmówić spotkania z Tisdale byleby nie czuć ogromu winy, który dopadł ją, gdy tylko weszła do hotelowego pokoju przyjaciółki.
Nigdy nie spodziewałaby się, że spotkanie we trójkę z Allison i cały ten wieczór będzie tak cholernie trudny.

Nowa wiadomość od: Waverly
Zostanę jeszcze z godzinkę. Jeżeli będziesz już spać, to
przenocuje w hotelu z Allison albo pojadę do siebie.


Odpowiedź zwrotna była dość oczywista. Godziny nie miała, bo Joanne po długiej pracy nad papierami zamierzała się położyć, więc albo wróci niebawem albo spotkają się w pracy.
Padło na to drugie, bo nie było mocy aby w parę chwile Bowie zjawiła się w apartamentowcu prawniczki. Wiedziała, że przez to wszystko czekała je trudna rozmowa, która zacznie się od jej przeprosin, bo przez całe spotkanie z Tisdale czuła się winna; zgrzytom i zrzuceniu całej papierkowej roboty na Jefferson, nawet jeśli teoretycznie tego nie zrobiła.
W praktyce to ona czuła się za wszystko odpowiedzialna.
Nie była pewna, czy dobrze robi, bo od tej strony jeszcze nie zdążyła poznać Joanne. Na początku ich współpracy dużo się kłóciły, ale jeszcze nie miały okazji przepraszać się za coś, kiedy istniał między nimi pewien poza pracowniczy układ. Z tego też powodu de la Cruz chwyciła się brzytwy i posłała do biura Joanne bukiet kwiatów z karteczką przeprosinową; dosłownie napisała na niej „Przepraszam, że zostawiłam cię samą z papierkową robotą”. Nie wiedziała na ile to zadziała, bo jeszcze nie odkryła jaka forma przeprosin była najskuteczniejsza w przypadku Jefferson, którą zamierzała zaatakować z dwóch stron. Najpierw kwiaty, a potem bezpośrednia konfrontacja, kiedy obie miały chwilę na krótką rozmowę.
Zapukała do drzwi biura i kiedy napotkała spojrzenie kobiety, przez chwilę zawahała się przed wejściem do środka.
- Masz może chwilkę? – zapytała ostrożnie i powoli wsunęła się do pomieszczenia. Rzuciła okiem na kwiaty, które całe szczęście nie wylądowały w koszu, co uznała za dobry znak (osobisty sukces). – Wczoraj było..Źle Bowie. Źle zaczęłaś.Przepraszam, Jo. – Szczerze i prosto w punkt. – Dawno nie widziałam się z Allison. Możliwe, że zobaczę ją znowu za kolejne pół roku albo rok i tak wiem.. mówiłaś, że dużo rozmawiamy przez telefon, ale to nie to samo. – Podeszła bliżej biurka co by nikt za bardzo nie mógł przyjrzeć się jej twarzy przez te cholerne szklane ściany w biurach. – W Chicago nikogo nie znam. Nie mam tu przyjaciół i czuje się strasznie samotna, ale to nie jest usprawiedliwienie tego, że zostawiłam cię samą z masą roboty. Naprawdę cię przepraszam, chociaż bardzo tego potrzebowałam i.. – Czy żałowała? Owszem, ale zarazem była zadowolona z tego spotkania, dlatego nie mogła powiedzieć, że gdyby cofnęła czas, to postąpiłaby inaczej. Spotkałaby się z Allison raz i jeszcze i znów czułaby się winna, chociaż nie byłoby sprawy, gdyby Joanne o tym tak jawnie nie wspomniała (ale ten głupi szczeniak nie chciał tego widzieć) .
  
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: 26 Lipiec 2020, 20:41   

Mieszkanie Jefferson już dawno nie było świadkiem takiej furii i gniewu, które wylewały się z prawniczki przez całą noc. Dokumenty latały po stole z miejsca na miejsce, pojedyncze kartki walały się po podłodze, a butelka z cholernie drogim winem, które czekało na ważną okazję do świętowania, była pusta już po zaledwie godzinie. I wcale, ale to wcale nie poprawiła humoru Jo, która zaczęła warczeć nawet na Bogu ducha winny kieliszek, gdy ten okazał się już pozbawiony alkoholu. Oczywiście nie zmrużyła oka, chociaż w wiadomości do Bowie sugerowała coś innego. Była zbyt pobudzona i zbyt zirytowana, aby móc spokojnie zasnąć, a poza tym... z podkrążonymi oczami i wymizerniałą z niewyspania twarzą z pewnością wzbudzi w de la Cruz jeszcze większe poczucie winy.
Bo co do tego nie miała żadnych wątpliwości, że Bowie nie będzie się czuła komfortowo następnego dnia, a wyrzuty sumienia, nawet jeśli spróbuje je w sobie zdusić i tak prędzej czy później dadzą o sobie znać. Po wejściu do biura przywitał ją wielki bukiet kwiatów i już wtedy Joanne wiedziała, że się nie myliła. W pierwszym odruchu faktycznie chciała je wywalić do kosza, aby wszem i wobec oznajmić, jak bardzo czuje się urażona, ale po chwili przemyślała sprawę. Ochłonęła też na tyle, aby przeanalizować sytuację i dojść do wniosku, że nie może potraktować Bowie aż tak ostro, jak miała ochotę to zrobić. Mimo wszystko ich relacja nadal nie była tak silna i głęboka, żeby Jo mogła sobie pozwolić na chwilę prawdziwej wściekłości, która się w niej gotowała.
Dlatego kiedy Bowie zajrzała w końcu do jej biura, nie dostała po głowie wazonem, za to przywitało ją chłodne spojrzenie i zaciśnięte usta. Joanne powoli odłożyła długopis, zakładając na niego skuwkę bardzo, bardzo dokładnie i przesunęła dokumenty na prawą stronę biurka. Cała jej sylwetka i postawa aż krzyczały, że nie była w dobrym nastroju.
- W porządku, to twoja wieloletnie przyjaciółka, a ja jestem tylko kobietą, z którą spotykasz się zaledwie chwilę – zdusiła resztę zdania „i z którą się pieprzysz”, zaakcentowała za to bardzo wyraźnie słowo „tylko”. - Zrozumiałe. - Wypowiedziane takim tonem, że niektórzy jej klienci już dawno wzięliby nogi za pas, ale nie Bowie. Bowie stała przed biurkiem z lekko pochyloną głową i wyglądała tak, jakby tęskniła za Kaczmarskim. - Poradziłam sobie sama z papierami, więc możemy zakończyć temat – jeszcze jedna wbita szpilka w balonik z wyrzutami sumienia de la Cruz, a przy okazji zaznaczona granica, że to Jo dyktuje warunki ich dyskusji. - Podasz mi segregator ze sprawą O'Connella? - zapytała, wskazując na szafki po lewej stronie gdzie piętrzyły się stosy segregatorów i teczek. Ten, o który prosiła, znajdował się na samym szczycie wielkiej i chwiejnej piramidy, więc Bowie ze względu na swój wzrost musiała się nieźle nagimnastykować.
Joanne przyglądała się chwilę, jak kobieta staje na palcach a nawet śmiesznie podskakuje, jednak gdy de la Cruz zaczęła ściągać buty, aby wdrapać się na elegancki fotel za kilka tysięcy dolarów, który podtrzymywał tyłki klientów z portfelami wypchanymi grubymi milionami, musiała zareagować.
- Na miłość boską – westchnęła, wstając ze swojego miejsca i podchodząc do Bowie. Gdy tylko znalazła się za nią, wyciągnęła rękę i sięgnęła po segregator. Sama też musiała wspiąć się nieco na palce, ale wyglądało to o wiele bardziej statycznie niż w przypadku Bowie. Idealna w każdym calu. Nawet jeśli podczas tego ruchu otarła się ciałem mimowolnie o ciało prawniczki zachowała kamienny wyraz twarzy. Nie odeszła jednak od razu. Więżąc Bowie między szafą a sobą spojrzała na nią trudnym do oceny wzrokiem. - Nie rób tego więcej. - Powiedziała tylko, nie precyzując, czy chodziło o próbę wdrapania się na cholernie drogi mebel, czy o wyjście z Allison. Wróciła za biurko i otworzyła segregator. Kiedy się odezwała, jej głos brzmiał już zupełnie normalnie i naturalnie jak wiele razy wcześniej, gdy w tym samym biurze gadały o różnych głupotach.
- Myślałaś już o naszym weekendzie we dwoje? Gdzie chciałabyś się wybrać?
 


profil
 
Bowie de la Cruz


Jestem w Chicago od
ponad 2 lat



30
Remember me

Silver Jaguar

Mieszkam w
Streeterville

Bowie Waverly

de la Cruz

Wysłany: 30 Lipiec 2020, 16:47   

Poprawiła garsonkę mentalnie kuląc się tak bardzo, że dało się to dostrzec na zewnątrz. Gdyby była szczeniaczkiem, właśnie podkulałaby ogonek a uszka oklapłyby blisko głowy, w której teraz miała masę myśli.
Nie wiedziała. Nie była pewna, co takiego mogłaby zrobić aby Joanne nieco opuściła jej miniony wieczór. Od bardzo dawna nie widziała się z Allison, zasłużyła sobie na ten czas spędzony z przyjaciółką, która lada dzień pojedzie dalej i znów Bowie zostanie sama. Jasne, miała Jefferson, ale potrzebowała również znajomych, których mogłaby znaleźć w klubie karaoke, w jakim wczoraj były, ale i tak nie miała pewności czy wróci. Prawniczka nie wyglądała na zadowoloną, gdy de la Cruz wspomniała o nieco częstszych odwiedzinach tego miejsca i na dodatek przywołała ją na ziemię przypominając o ciążących na niej obowiązkach. Bowie nie miała pojęcia, jak z tego wybrnie ani czy kiedykolwiek będzie dane jej bawić się jak dawniej, ale robiła wszystko aby zadowolić bliskich, bo była im to winna. Joanne niekoniecznie, ale to była pierwsza osoba, która szczerze (ehe) się nią zainteresowała, a takich okazji nie puszczało się wolno.
- Nie bardzo – skłamała, bo jasne, że myślała nad paroma miejscami i jak ten weekend mógłby się zakończyć, ale w tej chwili nawet nie sądziła, że Jefferson chciałaby gdzieś pojechać.
Czuła się skołowana i niepewna, na czym aktualnie stała. Kobieta się na nią gniewała czy nie? Będzie wytykać jej ów wieczór przez kolejne dni albo nawet tygodnie? Nie chciała tego. Już teraz czuła się źle i wolała aby wyjaśniły sobie całą sprawę niż podczas wspomnianego wypadu wypominały nawzajem (a raczej Jo wypominałaby Bowie) związkowe błędy.
- Jo, tak nie można. – Wysiliła się na walkę o swoje, co znacznie lepiej wychodziło w kwestiach zawodowych niż związkowych. Teraz wcale nie brzmiała tak pewnie, jak w dniu, kiedy walczyła o swoje sprawy pro bono. – Nie ucina się tematu, który definitywnie nie jest skończony. Widzę, że się gniewasz i zapewne będziesz to robić dalej a mi zależy aby nasz wspólny wyjazd był miły a nie usłany przemilczanymi sprawami – wyrzuciła z siebie, po czym wzięła głęboki wdech. – Zrozum, że Allison nie będę widziała bardzo długo a tobą mogę się cieszyć codziennie. To nie tak, że przez to jesteś ‘tylko kobietą, z którą się spotykam’. Gdyby tak było, nie proponowałabym tobie spotkania z Tisdale. Po prostu.. – przystanęła z nogi na nogę. – ..naprawdę wiele zawdzięczam Allison, jest dla mnie jak rodzina i mam nadzieję.. cicho na to liczę.. że ty też z czasem taką się dla mnie staniesz. Może wybiegam za daleko do przodu, ale jak już coś brać to na całego, dlatego jeżeli decydujesz się na mnie to w pakiecie z Allie i moją całą szaloną rodzinką.Bierz mnie całą lub wcale (klik).
 


profil kalendarz karta postaci relacje lokum telefon IG
 
Universal Person


Universal Person

Wysłany: Wczoraj 11:54   

Uniosła głowę znad dokumentów i rzuciła Bowie pochmurne spojrzenie, zirytowana faktem, że to uparte dziewczę dalej drąży temat, który Jo chciała już mieć za sobą. Udało się jej nie westchnąć z irytacją tylko dlatego, że właśnie w tej samej chwili organizm uznał, że to odpowiedni moment na ziewnięcie. Zasłoniła dłonią usta, zacisnęła oczy, a kiedy je otworzyła, czuła jak w ich kącikach zebrała się odrobina wilgoci. Mrugnęła.
- Nie gniewam się, tylko jestem sfrustrowana. To różnica. Nie jesteśmy jeszcze na takim etapie naszego związku, aby olewanie mnie i obowiązków, w których zadeklarowałaś się pomóc, wzbudzało we mnie gniew. Nie chcę wracać do tego tematu, bo samo wspomnienie o nim sprawia, że znów czuję bolący kark od pochylania się nad dokumentami całą noc i uporczywe pytanie, czy bawisz się ze swoją przyjaciółką lepiej ode mnie. - Automatycznie sięgnęła dłonią do wspomnianego karku i zaczęła go powoli pocierać, bo faktycznie pod tym względem nie przesadzała. Szyja bolała jak cholera, chociaż pewnie duża też w tym zasługa jej własnej sugestii. Odsunęła się od blatu i oparła wygodnie o tył fotela, mierząc Bowie długim spojrzeniem ponad biurkiem. - Zaskoczyło mnie, z jaką łatwością ustawiłaś sobie priorytety wczoraj wieczorem i jednocześnie uświadomiłam sobie, że na drabince tych priorytetów jestem znacznie niżej niż myślałam. To wszystko. - Zakończyła, wciąż spoglądając na prawniczkę, która stała dwa metry przed nią, oddzielona ciężkim, wielkim biurkiem i wyglądała tak, jakby chciała być w jakimkolwiek innym miejscu na świecie.
Joanne momentalnie poczuła się tak, jakby stała z batem nad skomlącym w kącie psiakiem. I wcale, ale to wcale nie było to uczucie, z jakim chciała się teraz mierzyć. Może przesadziła, odkrywając tak bezpośrednio swoje karty, ale z drugiej strony Bowie nie mogła mieć jej tego za złe. Sama tego chciała. Ba, sama się tego domagała. Chciała rozwiązać cały problem teraz, zamiast o nim zapomnieć, w porządku, Joanne nie zamierzała jej w tym przeszkadzać. Nie czuła się też gotowa na to, aby kazać Bowie wybierać między sobą, a innymi przyjemnościami w jej życiu na przykład pod postacią najlepszej przyjaciółki. Pod tym względem była pewna, że to nie jest jeszcze ten czas w ich znajomości, kiedy mogła sobie pozwolić na takie żądanie i co więcej, być pewną co wybierze de la Cruz.
- Wzięłabym cię z całym twoim życiowym doświadczeniem, kociaku. - Po chwili odezwała się już spokojniej, łagodniej, jakby podchodziła ostrożnie do bojącego się szczeniaka. Nie wstała jednak zza biurka, za to ciężko oparła na nim łokcie, a brodę położyła na wyciągniętych w górę dłoniach. - Ze wszystkim, co za sobą ciągniesz, nawet jeśli mi o tym nigdy nie powiesz. Ale to działa też w dwie strony – przypomniała jej. Jeśli ona miała akceptować jej wahania priorytetów, rzucanie wszystkiego, by spędzić noc z przyjaciółką (prawie zgrzytnęła zębami), to Bowie powinna akceptować jej zamiłowanie do porządku i wypełnianie złożonych obietnic.
 


profil
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 8